11/2004 (22) - Magazyn Muzyki Elektronicznej ASTRAL VOYAGER
Transkrypt
11/2004 (22) - Magazyn Muzyki Elektronicznej ASTRAL VOYAGER
Numer 11/2004 (22), Grudzień 2004 Wstępniak Okres świąteczno-sylwestrowy raczej pracy nie sprzyja ale mimo to kolejny numer AV jest dostępny. W mijającym 2004 redakcja starała się „trzymać rękę na pulsie” muzyki elektronicznej. Wychodziło z tym różnie. Jedno jest pewne. Serwis w jakiś sposób okrzepł i jeśli tylko fani nie będą zawodzić, to będzie trwał niezależnie od sytuacji (no chyba, że nie będzie z czego opłacić serwera) i pojawiającej się konkurencji. To tyle w skrócie. jakiś szczególnych podsumowań raczej nie będzie. Większość zainteresowanych wie jak jest. Wszystkim wiernym czytelnikom życzymy Spokojnych Świąt Bożego Narodzenia i jak najwięcej pozytywnych doznań przy słuchaniu naszej ulubionej muzyki w nadchodzącym 2005 roku Redakcja e-zinu 'Astral Voyager' Magazyn Muzyki Elektronicznej „Astral Voyager” 11/2004(22) 1 Wywiad PAUL HASLINGER - Wiedeń 02.05.1995 (KLEM 75 wrzesień 1995) Wywiad przeprowadził Frits. 2 maja 1995 roku przeprowadziłem telefoniczny wywiad z Paulem Haslinger'em, który przebywał wtedy w Wiedniu na festiwalu filmowym. Jeśli ktoś nie zna Paula to podaję: Paul Haslinger to Austriak, który w latach 1985 - 1990 był członkiem grupy TD, a który od paru lat pracuje w Los Angeles. Podczas naszej interesującej rozmowy Paul mówił między innymi o scenie hollywoodzkiej i o przyszłości muzyki elektronicznej. Dalej jest mowa o jego współpracy z grupą Lightwave. Podczas testowania magnetofonu kasetowego przed rozpoczęciem wywiadu, poprosiłem Paula by coś powiedział : odpowiedział (śmiejąc się) „halo, halo, tu Edgar Froese” Frits: W porządku. Skoro sam zacząłeś od tego nazwiska to powiedz czy każdy kto przeprowadza z tobą wywiad pyta cię o TD? Paul: Jest na to dość duża szansa… Frits: Kiedy akurat ja próbowałbym unikać tego tematu… Paul: Nie, ja spokojnie idę dalej, ponieważ tak jak inne okresy z mej przeszłości jest to po prostu część tej relacji. Możemy więc równie dobrze porozmawiać i na ten temat. Frits: Może zaczniemy od tego co robiłeś odkąd opuściłeś Niemcy? Paul: Postanowiłem wówczas że opuszczę Europę i na jakiś czas udam się do Stanów Zjednoczonych. Zostałem tam zaproszony przez Petera Baumann'a, który akurat wynajął duże studio i zaproponował mi współpracę. Pomógł mi znaleźć apartament w Los Angeles i załatwił wszystkie inne sprawy. Poznaliśmy się naturalnie poprzez firmę Private Music, lecz później zostaliśmy dobrymi przyjaciółmi. Zaczęliśmy od wspólnej pracy nad projektem, który początkowo zapowiadał się bardzo interesująco. Byliśmy nim bardzo podnieceni. Chodziło o Blue Room 2 Magazyn Muzyki Elektronicznej „Astral Voyager” 11/2004(22) Project. I co się wówczas zdarzyło, tak by to opisać jak najkrócej... Wszystko to trwało mniej więcej dwa lata. Początkowo, jak już mówiłem, było to coś bardzo podniecającego i entuzjastycznego. A na koniec zrobiło się to dość deprymujące. W międzyczasie coś jakby „przewiało” tę produkcję. Zbyt dużo było głosów, za dużo zdań, za dużo muzyków. W końcu okazało się, że najlepsza taśma demo tego projektu nadaje się tylko do skasowania. Nie zadowalała nas. Była to dobrze wyprodukowana płyta, lecz nie zawierała nic nowego. Zarówno Peter jak i ja byliśmy zdania że nie możemy jej wydać. Frits: Czy uważasz, że te dwa lata to był czas stracony? Paul: Nie, gdyż głównie dzięki temu projektowi znalazłem się w Los Angeles. Pomógł mi tam się osiedlić. Po drugie nawiązałem dobre stosunki z wszystkimi trzema członkami Tangerine Dream. Wtedy, gdy po raz pierwszy przyjechałem do Berlina, to zamieszkałem u Christophera. Potem Christopher i Edgar wyjechali do Austrii by pracować w studio w Purbach... Byliśmy jakby jedną rodziną, dzieliliśmy się naszym życiem. A gdy przyjechałem do Los Angeles to podobne stosunki nawiązałem z Peterem. Zaszło to dalej niż sama muzyka, był to bardzo silny związek. Od każdego z nich nauczyłem się wielu rzeczy. Od Petera nauczyłem się tego jak powinno „grać” me studio, oraz tego by traktować je jakby było instrumentem. Zawsze wszystko zatrzymywałem w swoim studio, jednak dzięki Peterowi nauczyłem się tego, co tak naprawdę znaczy, że studio jest uważane za instrument. On kocha szalenie miksowanie, cały ten proces. Dla mnie było to coś oszałamiającego - zobaczenie jak daleko chciał pójść w produkowaniu aby otrzymać nowe, unikalne rzeczy. Od niego najlepiej nauczyłem się techniki studyjnej. Tak więc choć cały ten Blue Room Project wówczas nie zakończył się wydaniem płyty, to jednak miałem możliwość poznania w Los Angeles wielu sławnych muzyków i uczenia się od nich. W sumie byłem bardzo dobrze przygotowany do tego by zacząć realizować swe własne plany, czyli stworzenie własnego studia i wyprodukowanie swej własnej płyty. I tak potem właśnie zrobiłem... Frits: Czy był to jedyny powód twego wyjazdu do Los Angeles, czy też były jeszcze jakieś inne powody? Magazyn Muzyki Elektronicznej „Astral Voyager” 11/2004(22) 3 Paul: Nie, było wiele powodów. Najważniejszym z nich był ten, że czułem potrzebę wyjazdu na jakiś czas z Europy. Urodziłem się w Austrii. Studiowałem muzykę klasyczną. Byłem członkiem Tangerine Dream, i z tą grupą objechałem kilkakrotnie cały świat. Los Angeles po prostu wydało mi się naturalnym wyborem, ponieważ tu jest dużo muzyków, wiele technologii. A zrobiliśmy wiele w trakcie przygotowań do tras koncertowych i podczas pracy nad ścieżkami dźwiękowymi. W Los Angeles poznałem wielu ludzi, a jest to dość zwarte społeczeństwo. Jak się chce to można przyjść do każdego, a jak ma się ochotę izolować od ludzi, to jest się odizolowanym. Podobało mi się tam pod każdym względem. Jest to idealne miejsce dla mnie, dlatego tam się przeprowadziłem. A jeśli się gdzieś przeprowadzasz to oznacza, że tak naprawdę zmieniasz całe swe życie. Układasz je całkiem na nowo. Po około dwóch latach twój entuzjazm ulega wyczerpaniu. Zauważasz jaka ta rzeczywistość jest. Odkrywasz wówczas, że Los Angeles jest takim samym miastem jak wszystkie inne, ze swymi małymi problemami, że również i tu są podli ludzie i jest całe to, gówno które znamy skądś indziej. Jednak nawet to jest dla ciebie jakimś doświadczeniem, bo odkrywasz, że nie ma znaczenia to gdzie się znajdujesz, że tak samo jest się dobrym w Wiedniu jak i w innych miastach, ponieważ widzisz, że te zjawiska występują na całym świecie. Różnica jest taka, że w Los Angeles jest dostępna lepsza technologia i że po prostu tam jest więcej muzyki, więcej wpływów, więcej stylów. Ma się do tego dostęp. Tak właśnie jest w Los Angeles. Frits: Czy możliwe jest tam zarobienie jako muzyk? Paul: Tak, jednak mając świadomość tego, że tam jest bardzo silna konkurencja. Musisz pamiętać o tym, że każdy tak naprawdę chciałby pojechać do Los Angeles. Są miliony faktycznie dobrych muzyków, kompozytorów, czy kompozytorów filmowych, którzy tam chcieliby działać. Aby tam dopchać się do koryta trzeba dużo wysiłku, potrzebne jest coś w rodzaju biletu wstępu. Dla mnie takim biletem było z pewnością członkostwo w grupie Tangerine Dream. Dzięki temu mogłem w stosunkowo prosty sposób zwrócić się ku realizacji swych własnych projektów. Jakbym dzisiaj, zdając się na łut szczęścia, przyjechał do Los Angeles, to jest prawie niemożliwym abym odniósł tam sukces, ponieważ 4 Magazyn Muzyki Elektronicznej „Astral Voyager” 11/2004(22) potrzebne są do tego znajomości. Frits: Dopiero co powiedziałeś, że bardzo łatwo jest wejść w to środowisko, lub nawiązać z nim kontakt. Paul: Takie tam gadanie. Struktura kontaktów jest bardzo prosta. Ludzie, którzy przyjeżdżają do mnie z innych krajów, dziwią się tym, że wszyscy ludzie tutaj wydają się tacy prości i otwarci, że są tacy przyjaźni. Natychmiast chcieliby się tu przeprowadzać. Wtedy ich ostrzegam żeby nie byli takimi entuzjastami, ponieważ kiedy tu zamieszkają to spostrzegą, że ta otwartość i prostolinijność tutejszych ludzi to coś powierzchownego. Jeśli rzeczywiście chce się tu dojść do jakiś stanowisk lub interesów to wtedy tu obowiązuje inny zestaw reguł. Frits: Masz własne studio - The Assembly Room - co w nim robisz, czym najczęściej się w nim zajmujesz obok tworzenia swej własnej muzyki solowej? Paul: No tak, The Assembly Room to pomysł, który miałem zawsze i który próbowałem realizować w studiach Tangerine Dream, w studiach które pomagałem projektować. Jednak tak naprawdę to dopiero w Los Angeles mogłem go zrealizować. Wyobraź sobie rodzaj strychu o dużej powierzchni. Całe pomieszczenie jest wypełnione instrumentami i komputerami. Wprawdzie jest w nim coś w rodzaju środka, lecz jest on luźno zastawiony. Są tam także moje książki. W tym pomieszczeniu jest wszystko co jest mi potrzebne do pracy. Jest ono trochę wymodelowane na studio Billa Laswell'a znajdujące się w Nowym Jorku. Ono także jest jednym wielkim pokojem ukształtowanym w coś w czym można wygodnie pracować. Znalazłem więc układ, który mi odpowiadał i który utrzymuję do dziś. Po prostu jest to coś trwałego, jeszcze nigdy nie miałem tak wyśmienitego miejsca do pracy. Frits: Co wychodzi z tego studia, pomijając płytę Future Primitive i twą współpracę z Lightwave? Paul: Głównie dwa rodzaje projektów : projekty muzyki filmowej i projekty płyt. Projekty muzyki filmowej której robię dużo to głównie „praca dla chleba”. Praca ta pomaga mi spłacać rachunki. Nawet nie chcę Magazyn Muzyki Elektronicznej „Astral Voyager” 11/2004(22) 5 wymieniać tu nazw, gdyż wcale nie jestem z niej dumny. Zrealizowałem kilka dość interesujących multimedialnych projektów, lecz trzeba je jeszcze dopracować by stały się czymś bardziej treściwym. To co najlepiej świadczy o mojej działalności to projekty płyt. Jest to naturalnie przede wszystkim płyta Future Primitive, oraz nowa płyta grupy Lightwave, której właśnie teraz zrobiono taśmę matkę. Płyta ta została wyprodukowana całkowicie w The Assembly Room Studio. Spora jej część została nagrana w Paryżu, lecz całą produkcję zrobiono w Los Angeles. Było to idealne studio dla tej płyty. Jest też jeszcze pewna ilość innych wspólnych prac. W przyszłości oczekuję tego, że z The Assembly Room Studio będzie wychodziło więcej płyt solowych. Frits: Czy możesz wymienić wszystkich z którymi współpracujesz? Paul: Jeśli o to chodzi to zawsze jestem z tym bardzo ostrożny. W przypadku The Blue Room zrobiliśmy błąd zbyt wcześnie rozgłaszając całą sprawę. Nie chcę o tym mówić, powiem tylko że ludzie którzy współpracowali przy płycie Future Primitive, czyli Nona Hendryx, Clair Marlow, Charly Campagna i Iki Levy będą chyba współpracować i przy następnej płycie. Moim marzeniem jest wykreowanie na Zachodnim Wybrzeżu sceny, która byłaby podobna do tej jaką w Nowym Jorku stworzył John Zorn czy Bill Laswell. Nie tyle pod względem muzycznego stylu co pod względem filozoficznym: jakaś luźna grupa ludzi spotykających się ze sobą w różnych konfiguracjach przy różnych projektach. Musiałoby to zadowolić wszystkich przy zachowaniu pewnych standardów jakościowych. Muzyka mówi sama za siebie, lecz istnieje jakaś nić wiążąca, a to kształtuje zupełnie nową platformę dla nowej muzyki. Frits: Wyobrażam sobie, że gdy jest się tak sławnym jak ty, to łatwo jest wokół siebie zebrać ludzi, którzy chętnie przyjdą do ciebie. Gdybyś nie był tak sławny to byłoby to o wiele trudniejsze. Wyobraź sobie, że chcesz się kogoś zapytać czy nie przyjechałby do ciebie by tworzyć twą muzykę… Paul: To nie jest tak. To zawsze jest realizowane poprzez wzajemne kontakty, przyjaźnie, ktoś kogoś zna. Śmieszne jak to czasami jest realizowane. Jednym z czynników, który gra tu ważną rolę jest przypadek. Ponieważ w Los Angeles jest tak wielu muzyków, to prawdopodobieństwo 6 Magazyn Muzyki Elektronicznej „Astral Voyager” 11/2004(22) zetknięcia się z którymś z nich jest dużo większe niż w innych miastach. Podobne zjawisko występuje według mnie w Paryżu, ponieważ po prostu oni mają byłe północno - afrykańskie kolonie. W nich występują wszystkie te wpływy razem stopione. Z nich oni czerpią. Los Angeles jest takim samym tyglem jak Paryż. Ważną różnicą między tymi miastami jest to że w Paryżu jest zbyt wiele polityki, każdy robi co chce. Frits: Czy to właśnie tam wszedłeś w kontakt z grupą Lightwave? Dlaczego z nimi pracujesz? Co takiego specjalnego w nich jest? Paul: Przede wszystkim do naszego kontaktu doszło dzięki mej miłości do Paryża, gdyż często przyjeżdżałem do tego miasta. Któregoś dnia spytali się mnie czy mam zamiar odwiedzić ich studio. Odpowiedziałem „tak”. Udaliśmy się tam i zrobiliśmy tam coś w rodzaju jam session. Było czymś naturalnym, że po pewnym czasie zaczęliśmy pracować nad wspólnym projektem. Grupa Lightwave jest dla mnie prototypem pewnego rodzaju muzyki. Co się tyczy ich zachowania to można je porównać ze wczesnym Tangerine Dream. Są to ludzie, którzy mają niewiele respektu dla muzyki tradycyjnej czy dla tradycji muzyki Zachodu. Muzycznie zbliżają się do innego narożnika. Jest to ten świeższy narożnik, wspaniały i oryginalny. Do tego dochodzi jeszcze to, że ludzie z grupy Lightwave przez wiele lat słuchali Ligeti, Varese i Stockhausena, i również to, że wszyscy oni nie byli tak zafascynowani formalizmami i aspektami analitycznymi tej muzyki, ale przecież znali dźwięki. Gdy potem tworzą muzykę to są pod wpływem dźwięków, które znają. Poza tym posiadają tę francuską wrażliwość, którą można wyczuć u takich kompozytorów jak Satie czy Debussy. Jednak to wszystko było dla mnie jakimś fascynującym mixem. Poza tym gdy spotkałem ich pierwszy raz to oni w 100% byli skomputeryzowani. Nie mieliśmy wspólnej płaszczyzny, ja wziąłem się za analogi, a oni za komputery. Tak to mniej więcej było. Krok po kroku w siebie wrastaliśmy, czując że ja coraz lepiej rozumiem analogi a oni komputery, do miejsca w którym teraz jesteśmy. Teraz pracujemy jako całkowita jedność w której każdy robi wszystko. Jest to wspaniały sposób na wspólną pracę. Najważniejszym punktem, aby zamknąć już ten główny obraz grupy Lightwave, jest to że to są zwariowani ludzie. Ja też jestem taki. Razem robimy zwariowane rzeczy, jest to nasz wspólny mianownik. Płyta Magazyn Muzyki Elektronicznej „Astral Voyager” 11/2004(22) 7 Mundus Subterraneus ukaże się prawdopodobnie we wrześniu. Frits: Dowiedziałem się, że jesteś na festiwalu w Wiedniu. Czy możesz mi powiedzieć o nim coś więcej? Czy na nim są wyświetlane filmy z twoją muzyką, czy szukasz na nim zamówień na swą muzykę? Paul: Nie, ten festiwal trwa około sześciu tygodni. Mają tu sympozjum zatytułowane „Film i muzyka”. Zaprosili tu mnóstwo docentów i mówców plus trzech kompozytorów. Ci trzej kompozytorzy są tu z trzech różnych powodów. Mnie zaproszono po to bym opowiedział o tym jak teraz jest w Hollywood, jaka jest sytuacja kompozytora mieszkającego i pracującego w Hollywood... Dalej jest też Pierre Rabenhood, który zrobił najwięcej filmów z Fassbinder'em, a także Lenhart Rosenman. Lenhart to legenda, robił pierwsze filmy z Jamesem Dean'em, i nadal jest aktywny. Napisał muzykę na koncert, studiował u Schonberga, a wzbudził zdumienie tym, że opowiedział o swym życiu. Było więc trzech kompozytorów i te sympozjum trwało też trzy dni. Codziennie jeden z nas przemawiał. Było to bardzo dobre sympozjum, stało na wysokim poziomie. Na festiwalu pokazano również wiele interesujących filmów. Byłem więc na nim nie po to by promować swą filmową pracę, gdyż jak już ci mówiłem, ma praca filmowa którą zrobiłem w ubiegłych latach nie jest warta fatygi by ją wymieniać ... W Hollywood robi się wiele rzeczy po prostu po to by zarobić pieniądze. Poza tym ma się przyjaciół takich jakim na przykład dla mnie jest facet, który wyreżyserował film „Miracle Miles”, mowa tu o Steve De Jarnett. Jest to mój bardzo dobry przyjaciel. Wiem, że jeżeli Steve będzie kręcił jakiś następny duży film, to ja zrobię do niego muzykę. Kiedy do tego dojdzie? Może za sześć miesięcy, a może za sześć lat... Takich to ludzi znam. Jeśli spojrzy się na to co wyprodukowano w Hollywood w ubiegłych dwóch latach, to było tego ponad 50 filmów, z czego może dwa były interesujące. Z tego widać jak duża jest szansa na to by teraz pracować w Hollywood przy jakimś interesującym projekcie. Obecnie muzyka filmowa jest dla mnie sposobem na zarobienie pieniędzy na utrzymanie. Frits: Czy możesz już powiedzieć coś o twej następnej płycie solowej? 8 Magazyn Muzyki Elektronicznej „Astral Voyager” 11/2004(22) Paul: Tak, będzie to kontynuacja linii Future Primitive. Tak jak powiedziałem nad nią będę znowu pracował wraz z kilkoma innymi ludźmi i chyba w niej będą mocniejsze wpływy etniczne. Płyta Future Primitive była mą pierwszą próbą integracji elementów świata. Jest to coś innego niż one same pozwalają nam zobaczyć, tak jak ma to miejsce w świecie muzyki. Muzyka światowa składa się z pewnych stylów nieznanych zachodniej publiczności. Ważne jest to by w tych stylach tworzyć muzykę, jednak ja jako kompozytor uważam, że ważniejsze jest to by te style ze sobą integrować. Chcę przy pomocy technologii skleić ze sobą te składniki, stopić je. Czymś nowym jest to, że chcę kształtować je w coś unikalnego. Już zacząłem realizować ten plan. Mam już pewną ilość ścieżek i mam wrażenie, że w tej muzyce będzie mniej zwykłego walenia w bębny czy mniej struktur perkusyjnych. Będzie za to więcej czystych etnicznych elementów perkusyjnych w rytmach. Będzie to coś bardzo „gęstego” i bardzo „atmosferycznego”. Dojdzie prawdopodobnie wiele elementów azjatyckich, w przeciwieństwie do płyty Future Primitive, w której było wiele elementów afrykańskich. Jeżeli chodzi o elementy bazowe, to te nowe elementy będą afrykańsko-azjatyckie. Jestem dużym entuzjastą tego i oczekuję że ta płyta ukaże się gdzieś tak na początku roku 1996. Będę z nią gotowy prawdopodobnie jesienią, lecz potem będzie ona potrzebowała pewnie około trzech miesięcy aby się ukazać, nie wszystko zależy ode mnie... Frits: Jakie są twe podstawowe cele na najbliższe pięć lat? Paul: Co, pięć lat? Wtedy będziemy na końcu tego tysiąclecia. Moim celem na najbliższe pięć lat, jak już mówiłem, jest założenie sceny na Zachodnim Wybrzeżu. A także rozszerzenie międzynarodowej, ogólnoświatowej współpracy, praca wśród i z interesującymi ludźmi. Widzę także miejsce do którego mógłbym się udać, aby wyrwać się z tego przeszkadzającego mi chaosu, który nazywa się Los Angeles. Na przykład na pustynię, lub na ocean lub na wyspę, albo jeszcze gdzie indziej. By przez pewien czas żyć w całkowitym odosobnieniu. Teraz ustawicznie przenosisz swe organy zmysłu z jednego miejsca na drugie, a tam będę mógł je należycie spożytkować. To dobry sposób na życie w latach dziewięćdziesiątych. Są to tylko złudzenia, które na chwilę stają się Magazyn Muzyki Elektronicznej „Astral Voyager” 11/2004(22) 9 rzeczywistością, jednak mogę sobie wyobrazić takie znane mi miejsce w którym będę mógł być zupełnie sam. Na pewno do tego dojdzie w ciągu najbliższych pięciu lat, lecz najpierw jeszcze chcę nagrać kilka płyt w Los Angeles i przez jakiś czas popracować z innymi ludźmi. Wiem też, że niedobrze jest gdy się robi zbyt dużo planów, gdyż one zazwyczaj inaczej wypadają niż to co zamierzałeś. Gdy się jest bardziej elastycznym wówczas lepiej to przebiega. Może za trzy lata będę dyrygentem... (śmieje się) Frits: Stałeś się znany w kręgach muzyki elektronicznej. Czy muzyka elektroniczna ma jakąś przyszłość? Paul: Myślę, że termin „muzyka elektroniczna” jest poniekąd problematyczny. Muszę być ostrożny w tym co mówię, albowiem Klaus Schulze niedawno powiedział, że on nie tworzy muzyki elektronicznej, że on tworzy „muzykę”. Niebezpiecznie jest tak mówić ponieważ brzmi to prawie arogancko, jednak chyba on ma rację. Jest to prawdziwie secundair. Jak gra się na fortepianie to przecież nie mówi się, że tworzy się „muzykę mechaniczną” ponieważ fortepian jest instrumentem mechanicznym. Mam nadzieję, że gdy będzie lepsza technologia, to do tworzenia muzyki będzie potrzeby mniejszy wysiłek. To dotyczy także muzyki elektronicznej. Taką mam nadzieję i tego sobie życzę. Płytą Future Primitive wprowadzam - częściowo - jakiś nowy sposób integracji muzyki elektronicznej. To w istocie jest muzyka elektroniczna i chciałbym by była tak nazywana. Jest to facet siedzący w pomieszczeniu z klawiaturami i komputerami i wszystko to składający (po angielsku „assembling everything”, stąd nazwa „Assembly Room” - Frits ). Słyszałem taki komentarz: „to nie jest Tangerine Dream, to nie jest muzyka elektroniczna”. Ludzie mają skłonność do tego, że im są starsi, tym bardziej konserwatywni. Boję się tego, że wielu z tych ludzi którzy w latach siedemdziesiątych i na początku lat osiemdziesiątych byli pełni zapału i mieli otwarte umysły na nowe rzeczy a teraz są gwiazdami, że oni akceptują tylko jedną rzecz: muzykę elektroniczną. Cokolwiek by to znaczyło. Mam nadzieję, że te umysły oni będą mieli nadal otwarte i zaakceptują nowe style, oraz zechcą poznać nowe rzeczy. Dam ci inny przykład. W wielu rozgłośniach radiowych w Europie moją płytę Future Primitive mogli puszczać tylko nocą. Jako powody tego podali, że w tej 10 Magazyn Muzyki Elektronicznej „Astral Voyager” 11/2004(22) muzyce jest zbyt dużo wpływów etnicznych. Gdyby tę muzykę puścili w ciągu dnia, to ludzie by te wpływy usłyszeli. Według mnie jest to jakiś rodzaj umysłowego ograniczenia, jakiś rodzaj krótkowzroczności, coś bardzo niebezpiecznego. W muzyce, w polityce, we współżyciu, wszędzie. Jeżeli twój świat jest tak mały to wtedy te nowe rzeczy nie mają u ciebie po prostu żadnych szans. Frits: Czy masz coś jeszcze do powiedzenia ludziom, którzy teraz zaczynają tworzyć muzykę podobającą się im? Tym, którzy kupili kilka syntezatorów i magnetofon DAT. Którzy chcieliby zrobić karierę. Czy teraz jest to możliwe? Paul: Jest to jeszcze możliwe. Obecnie problemem w muzycznym biznesie jest to, że został on opanowany przez adwokatów, prawników i agentów, a są oni w swym fachu coraz lepsi. Im oni stają się lepsi, tym my jako muzycy mamy mniej swobody. To postępuje spiralnie. Nikogo to jednak nie powinno zniechęcać. Odkryłem, że najważniejszym czynnikiem w tworzeniu muzyki jest to by bawiło nas to czym się zajmujemy. Jeśli tak jest, to robi się to nadal pomimo tego o czym wcześniej mówiłem. Inni postępują tak samo, lub takie postępowanie doradzają innym. Elliot Goldenthal - bardzo znany obecnie kompozytor filmowy („Wywiad z wampirem”) - powiedział: „większość ludzi robi błąd słuchając zbyt wielu ludzi im doradzających. Każdy sam wie co jest dla niego dobre, niech więc siada i gra to co uważa za słuszne, niech nie słucha nikogo. Tak jest najlepiej. Niech idzie własną drogą”. To jest jedyna rada jaką komuś można dać. To czy zostanie się odkrytym to zależy tylko od przypadku i od szczęścia. Naturalnie także od twych zdolności, lecz to gra mniejszą rolę w tym czy zostanie się odkrytym przez kogoś. To naprawdę jest kwestia szczęścia. Tak jak to, że zostałem odkryty przez Tangerine Dream. To był przypadek, szczęście. Tak to już jest... Frits: Aby zakończyć ten wywiad jakimś dużym filozoficznym pytaniem, powiedz czy przed ludzkością jest jakaś przyszłość? Wspomniałeś już o tych ograniczonych umysłach, o tym że wygląda to dość pesymistycznie. Paul: Nie. Żyjemy w czasach walących się murów, zanikających granic. Każdy w zasadzie się otwiera, ludzie łatwiej wymieniają swe poglądy, Magazyn Muzyki Elektronicznej „Astral Voyager” 11/2004(22) 11 mogą swobodnie podróżować. Jednocześnie dowiadujemy się, że jest też jakiś krok do tyłu. Coraz więcej jest prawego skrzydła, neofaszyzmu. Konflikty takie jak w Jugosławii czy w Afryce uwidaczniają nam naszą nieporadność. Dla mnie jest to coś bardzo dziwnego. Jest jakiś rodzaj równowagi. Przed ludzkością widzę wiele interesujących możliwości, więcej niż kiedykolwiek przedtem. Jednak widzę także frustrację ludzi spowodowaną polityką, jej nieskutecznością, która osiągnęła maksimum. Nie wiem do czego to doprowadzi. Za to wiem dobrze, że oczekująca nas zmiana tysiąclecia będzie miała dla ludzkości ogromny społeczny efekt. Może to pójść w dobrym lub w złym kierunku. Z obecną sytuacją najlepiej da się porównać koniec wieku dziewiętnastego. Był to długi okres spokoju, ludziom żyło się dość dobrze, rozwijały się nowe idee. Jednak pewna grupa ludzi „wyolbrzymiła” te fałszywe idee. Dzięki temu do władzy doszła pewna ilość radykałów i je przejęła. Zrobili oni naprawdę kilka głupich rzeczy. Teraz oni odnieśli częściowy sukces, lecz my zadajemy sobie pytanie, czy żyjemy z bestią która w każdej chwili może zerwać więzy. Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie, jednak ostrzegam ludzi by byli czujni i zwracali uwagę na to co się wydarzy. Jeżeli każdy zrobi kilka małych kroków, to myślę, że wtedy staniemy się o wiele lepsi. Bo gdy każdy będzie oczekiwał czegoś innego to nigdzie nie dojdziemy. Zdaję sobie sprawę, że to brzmi dość sztywno, lecz nie jestem w stanie wyrazić to lepiej. Nie jestem filozofem. Frits: Czy jeszcze wciąż mówisz po niemiecku, czy też już zapomniałeś ten język? Paul: Z tym mam pewne problemy. Tu w Wiedniu, na konferencji rozmawiałem po angielsku, ponieważ ciągle są trudności z fachowymi terminami, a poza tym nie znam zbyt wielu specjalistycznych niemieckich słów. Jest to coś strasznego, gdyż nie potrafię mówić lepiej ani po niemiecku, ani po angielsku. Frits: Czy jest jeszcze coś, co byś chciał powiedzieć naszym czytelnikom? Paul: Jestem wdzięczny tym ludziom, którzy do mnie piszą, oraz tym którzy z zainteresowaniem śledzą me przygody. Jestem bardzo szczęśliwy z tego, że istnieje taka organizacja jak KLEM, skupiająca ten rodzaj ludzi i 12 Magazyn Muzyki Elektronicznej „Astral Voyager” 11/2004(22) dająca im forum. Mam nadzieję że oni dopomogą w tym by KLEM się rozwijał i miał przed sobą przyszłość, oraz że nastaną świetne dni dla muzyki elektronicznej. Pozwólmy tej muzyce dojść do czegoś nowego. Frits: Jakimś sposobem na realizację tego jest przyjazd na przyszły KLEMdag Paul: (śmieje się głośno) To żeś mnie złapał ! Nie wiem czy to się uda. To zależy między innymi od rozwoju projektu z grupą Lightwave. Poza tym myślę że KLEMdag 1996 bardziej będzie mi odpowiadał ze względu na ukazanie się mej nowej płyty. [...] Wiem, że Christopher Franke też obiecał, że zagra na KLEMdag, jednak on jest Niemcem, a ja Austriakiem, a to jest różnica (śmieje się). Frits: Paul, serdecznie dziękuję za ten wywiad i życzę ci przyjemnej powrotnej podróży do Los Angeles. Tłumaczył : Mirek - marzec 1996 Magazyn Muzyki Elektronicznej „Astral Voyager” 11/2004(22) 13 Recenzje płyt Keller & Schönwälder The Two Piece Box Duet Mario Schönwäldera i Detlefa Kellera ma już ugruntowana pozycję na el-muzycznym rynku. Współpraca na przestrzeni lat zaowocowała całkiem sporą ilością wysokogatunkowej muzyki elektronicznej. Album, który ujrzał światło dzienne w 1999 roku The Two Piece Box różni się troszkę od wspólnych dokonań. Różni się od materiałów skomponowanych pod wspólnym szyldem. Na CD znajdują się dwie kompozycje (stąd też i nazwa krążka), każda skomponowana przez jednego z muzyków. Pierwsza kompozycja Another Temptation trwający prawie 34 minuty to dzieło Detlefa Kellera. Utwór rozpoczynający się dość niewinnie przechodzi swoista metamorfozę, pastelowe barwy, odrobina dynamiki, solówkowe szaleństwa po klawiszach dają w efekcie całkiem miłą kompozycję, która nie nudzi sie po nawet po długim obcowaniu z tą muzyką. Druga kompozycja The Quiet Room - Final Mix to autorski projekt Mario Schönwäldera również trwający ponad trzydzieści minut to klimatyczna El-muzyka najwyższego sortu. Album traktuje bardzo sentymentalnie często do niego wracam. Nie ukrywam, iż brakuje mi czasami tych charakterystycznych kompozycji Schönwäldera, szkoda tylko że ta kompozycja to „ostatnia” kompozycja jaka ujrzała światło dzienne solo. Kolejne utwory były już „nagrane” w kooperacji z innymi muzykami. Obie kompozycje to dwie oddzielne wizje muzycznych opowieści co wychodzi krążkowi zdecydowanie na dobre. Dwóch różnych artystów, dwie autorskie kompozycje - jeden godny polecenia album. Yaroo (recenzja uzyskana z serwisu MOOZA za zgodą autora) 14 Magazyn Muzyki Elektronicznej „Astral Voyager” 11/2004(22) TOP FAN notowanie 14 Grudzień 2004r. Miejsce Pop.not. Zespół/Wykonawca Płyta Redshift Ether 1 1 2 2 3 3 4 4 5 5 6 6 7 7 8 8 9 9 10 10 11 11 12 12 13 15 Głosów 28 Weird A different normal kind Tangerine Dream Poland R.M.I. Borrowed Atoms Redshift Siren Tangerine Dream Force Majeure Redshift Halo Rainbow Serpent Voices of the First Day Schulze Klaus Osnabruck 1/2 R.M.I. Upstairs Downstairs ['ramp] Frozen Radios Keller/Schönwälder The Reason Why II Spyra/Lang Achtundsechzig 24 Magazyn Muzyki Elektronicznej „Astral Voyager” 11/2004(22) of 18 16 15 14 13 12 11 10 9 8 6 5 15 13 14 14 15 15 nowość 15 16 15 15 15 16 16 16 16 16 16 16 16 Tangerine Dream Tyger Axess First Light Arcanum The Ancient Saga Jarre Jean Michel Aero Jarre Jean Michel Equinoxe 5 4 3 3 3 Keller/Schönwälder Live at Jodrell Bank Kraftwerk Tour de Soundtracks Tangerine Dream Ricochet Tangerine Dream Stratosfear Air Sculpture Quark Soup Bookovsky ANALOGy Jean Michel Jarre Oxygene Kitaro An Ancient Journey Komendarek Władysław Fruwająca Lalka Kraftwerk The Man Machine 3 France 3 3 3 2 2 2 2 2 2 Magazyn Muzyki Elektronicznej „Astral Voyager” 11/2004(22) 16 16 16 16 16 16 nowość 16 17 17 17 17 17 17 17 17 Redshift Down Time Roach Steve Fever Dreams Schmoelling Johannes White Out Shreeve Thoughst of War Tangerine Dream Encore Under the Dome The Demon World Redshift Oblivion Vangelis Voices Apex Twin Selected Ambient Works 1 Volume 2 Biliński Marek Dziecko Słońca Biliński Marek E<>mc2 Biosphere Cirque Boddy Ian The Deep Boots Ron & friends Livelines Groskopf Harald Synthesist Magazyn Muzyki Elektronicznej „Astral Voyager” 11/2004(22) 2 2 2 2 2 Haunted 2 2 2 1 1 1 1 1 1 17 17 17 17 17 17 17 17 17 17 17 17 17 17 18 Jarre Jean Michel Chronologie 1 Keller/Schönwälder Annazaal Tapes 1 Kitaro Noah's Ark Kraftwerk Autobahn Kubiak Tomasz Out of Space Odyssey/Remote Spaces Ypsilon Project Oldfield Mike Tres Lunas Polaris Stan przejściowy Redshift Redshift RMI Planets in the wires RMI Walking on the Sea RW Hampshire Jam 1 preserved 27/10/01 Schmoelling Johannes Wuivend Riet 1 1 Environment 1 1 1 1 1 1 1 1 Magazyn Muzyki Elektronicznej „Astral Voyager” 11/2004(22) 17 17 17 17 17 17 17 17 17 17 17 17 17 17 17 nowość Schulze Klaus Cyborg Schulze Klaus Dosburg Online Schulze Klaus Interface Schulze Klaus Irrlicht Schulze Klaus Mirage Schulze Klaus Moondawn Schulze Klaus Picture Music Schulze/Bloss/Fuchs Aphrica Tangerine Dream Flashpoint Tangerine Dream Green Desert Tangerine Dream Livemiles Tangerine Dream Logos Tangerine Dream Purgatorio Tangerine Dream Rubycon Tangerine Dream Turn of the Tides Tangerine Dream The Keep Magazyn Muzyki Elektronicznej „Astral Voyager” 11/2004(22) 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 19 17 17 Tangerine Dream Underwater Sunlight Zinkl & Alquimia Underwater 1 1 261 Z archiwum Propeller Island Hermeneutic Music Nabycie krążka (czy też kasety) z zapisem twórczości nieznanych z nazwy (lub mało znanych) artystów wiąże się zawsze z pewnym ryzykiem. Czy przypadkiem inwestycja nie okaże się chybiona? Tytuł płyty może wydawać się w takich przypadkach pewną wskazówką, ale odrobina niepewności zawsze pozostanie. Te emocje towarzyszyły mi przy wyborze kasety (istnieje też krążek CD) Hermeneutic Music i muszę przyznać, że zostałem mile zaskoczony tym co popłynęło z głośników. Starsi słuchacze pamiętają zapewne nurt w muzyce elektronicznej zwany awangardą czy też tzw. muzykę industrialną (ostatnio coraz bardziej popularną). Nastrój zgromadzonych na płytce kompozycji oscyluje gdzieś pomiędzy. Szczególną uwagę zwraca Thundernight i Perfect awakening with silence. Wymienione utwory wraz z pozostałymi, tworzą iście „diabelską” mieszankę, która może mieć niemały wpływ na psychikę potencjalnego słuchacza (szczególnie w porze nocnej). Zależnie od panujących warunków jak i samopoczucia odbiorcy, podczas każdego spotkania z krążkiem, różnie można odebrać dźwięki docierające do uszu. Wrażenia jakie niosą ze sobą, są tak diametralnie różne, że odbiór twórczości zespołu (a może jednej osoby?) staje się bardzo indywidualny, zależny od słuchającego. W tym miejscu mała dygresja. Bywało, że już po 20 Magazyn Muzyki Elektronicznej „Astral Voyager” 11/2004(22) pierwszym utworze zdegustowany zdejmowałem z głowy słuchawki, ale też zdarzały się małe drzemki (ostatni utwór zawsze mnie skutecznie budził, chyba dlatego, że to ... dźwięk dzwoniącego telefonu, który zostaje w pewnym momencie brutalnie uciszony). Z tego krótkiego opisu wynika, że muzyka grupy nie jest łatwa w odbiorze (szczególnie dla słuchaczy „nie przyzwyczajonych” do twórczych eksperymentów). Biorąc pod uwagę odwołania autorów (autora?) do prozy Juliusza Verne'a (w szczególności do 20 tys. mil podmorskiej żeglugi) zamieszczone na wkładce, otrzymujemy obraz muzyki tajemniczej i mrocznej, miejscami agresywnej i denerwującej, odosobnionej wręcz hermetycznej, ale niezmiernie interesującej (na pewno nie dla wszystkich). El-Skwarka (wrażenia spisane w 1998r., przeredagowane w 2004r.) Robert Rich Numena + Geometry Wydawnictwa dwupłytowe, z którymi dotychczas miałem styczność to przeważnie zapis jakiegoś koncertu lub wynik współpracy artystów pracujących zwykle osobno. W takich przypadkach dwa krążki stanowią całość. Bywa też, że druga płyta w pudełku odgrywa rolę bonusa, czyli osobno jest nie do zdobycia. Jednak wymieniony w tytule zestaw odbiega od tych „standardów”. W opakowaniu znajdziemy dwa różne krążki, które funkcjonują także jako osobne wydawnictwa. Wydawać by się mogło, że w takim przypadku cena powinna być wyższa. Tak nie jest. To nasunęło mi Magazyn Muzyki Elektronicznej „Astral Voyager” 11/2004(22) 21 skojarzenie, że mamy do czynienia ze znanym skądinąd tzw. 2 w 1. Czy to dobrze? Przedstawiony sposób dystrybucji zapewne miał jakiś określony cel. Dla potencjalnego słuchacza jest to swego rodzaju gratka (jeśli tylko twórczość RR mu odpowiada). Dwie płyty - jedna cena, ale także dwa różne okresy twórczości. Na szczęście na oba krążki składają się kompozycje powstałe w latach 19851987, więc nastroje przez nie niesione nie odbiegają zbytnio od siebie. Geometry jest płytą wcześniejszą (1991), choć utwory na niej umieszczone są młodsze od tych, które usłyszymy na Numenie. Autor próbuje zbudować coś w rodzaju „geometrii muzyki”. Jak sam przyznaje w dużym stopniu inspiracją do powstania materiału były abstrakcyjne wzory geometryczne, które odnajdujemy w kulturze Islamu. Muzyka ma być swoistym pomostem, tak aby dźwięki stały się barwami a rytm wzorem, aby usłyszeć kolory. Czy to się panu Robertowi udało? Wystarczy uruchomić wyobraźnię. Ta zaś z pewnością się przyda potencjalnym słuchaczom przy zapoznawaniu się z zawartością wspomnianej już Numeny. Na krążku z 1993 kompozytor zebrał nagrania z lat 1985-86. Płyta jest trochę mniej uporządkowana niż jej koleżanka z pudełka. Utwory spokojniejsze i trochę jakby bardziej mroczne. Przypominają ciągle zmieniającą się wielobarwną plamę (wytłoczona na CD może być niejaką sugestią). Z pewnością nie jest to muzyka dla wszystkich. Wymaga pewnej wrażliwości i otwartości, żeby nie rzec przygotowania. Ci jednak, którzy sięgną po te dwupłytowe wydawnictwo (a wcześniej nie mieli do czynienia z twórczością Roberta Richa) powinni swoją „podróż” rozpocząć od nieco rytmiczniejszej Geometry. Jeśli im się spodoba, wkroczą na drogę ku niesamowitemu światu tworzonemu przez nieszablonowego Amerykanina. El-Skwarka (wrażenia spisane w 1998) 22 Magazyn Muzyki Elektronicznej „Astral Voyager” 11/2004(22) S i T. Łosowscy Nowe Narodziny Po kilku latach przerwy daje znać o sobie były lider znanego polskiego zespołu rockowego. Nowa płyta (debiut el?) powstała przy współudziale syna, Tomasza. Utwory zawarte na krążku mają charakter rozrywkowy, umiejętnie wzbogacony perkusją (Tomek działa, szczególnie w utworze Wojna światów). Na pamiętających zaś nagrania Kombi czeka retrospekcja w postaci nowej wersji Przytul mnie (chyba lepszej). Płyta sprawia wrażenie zgrabnego zbiorku przyjemnych dla ucha kompozycji (może czasami zbyt rytmicznych). Nie jest to jej mankamentem, wręcz przeciwnie. Mimo, że nie jest to el-muzyka w pełnym tego słowa znaczeniu, warto poświęcić trochę czasu temu krążkowi. Z perspektywy lat i następujących wydarzeń (reaktywacja zespołu Kombi, ale bez S .Łosowskiego a co za tym idzie zmiana brzmienia zespołu na już nie tak „elektroniczne” jak w przeszłości) trochę szkoda, że Łosowscy (ojciec i syn) nie próbowali dalej razem tworzyć. El-Skwarka (wrażenia spisane w 1998, przeredagowane w 2004) Magazyn Muzyki Elektronicznej „Astral Voyager” 11/2004(22) 23 Krzysztof Duda Voices Poniższy tekst powstał w pewnym sensie za przyczyną lokalnego patriotyzmu (KD jest gdynianinem, tak jak ja). Kompozytor powinien być trochę znany fanom el-muzyki. Jest autorem ponad 150 utworów, ilustracji muzycznych do filmów i spektakli teatralnych itp. Przy takim nagromadzeniu nagrań nie jest dziwne, że powstała opisywana płyta. Przeważająca większość kompozycji zawartych na krążku jest rytmiczna (czyt. rozrywkowa). Są nawet utwory zahaczające o funky czy też rap (brr...). Nie wiem czy było to zamierzeniem KD, czy też efekt jest przypadkowy. Jedno jest pewne. Na płytę mogłyby być wybrane inne, o wiele ciekawsze, kompozycje z dorobku kompozytora (np. trochę prześmiewcza Jeszcze jedna ucieczka z tropiku czy też Tama znana z koncertu na górze szybowcowej). Czy przy tak ogromnym bagażu dokonań było to za trudne czy może zbyt łatwe? Odpowiedzi nie będę udzielał. Mimo, że Krzysztof Duda to krajan, to jego płyta mnie rozczarowała. El-Skwarka (wrażenia spisane w 1998, przeredagowane w 2004) Magazyn Muzyki Elektronicznej „Astral Voyager” Redaktor – Grzegorz Cezary Skwarliński Kontakt: [email protected] FB:http://www.facebook.com/pages/Magazyn-Muzyki-Elektronicznej-AstralVoyager/315548031957 24 Magazyn Muzyki Elektronicznej „Astral Voyager” 11/2004(22)