11/2004 (22) - Magazyn Muzyki Elektronicznej ASTRAL VOYAGER

Transkrypt

11/2004 (22) - Magazyn Muzyki Elektronicznej ASTRAL VOYAGER
Numer 11/2004 (22), Grudzień 2004
Wstępniak
Okres świąteczno-sylwestrowy raczej pracy nie sprzyja ale mimo to
kolejny numer AV jest dostępny. W mijającym 2004 redakcja starała się
„trzymać rękę na pulsie” muzyki elektronicznej. Wychodziło z tym różnie.
Jedno jest pewne. Serwis w jakiś sposób okrzepł i jeśli tylko fani nie będą
zawodzić, to będzie trwał niezależnie od sytuacji (no chyba, że nie będzie z
czego opłacić serwera) i pojawiającej się konkurencji. To tyle w skrócie.
jakiś szczególnych podsumowań raczej nie będzie. Większość
zainteresowanych wie jak jest.
Wszystkim wiernym czytelnikom życzymy Spokojnych Świąt Bożego
Narodzenia i jak najwięcej pozytywnych doznań przy słuchaniu naszej
ulubionej muzyki w nadchodzącym 2005 roku
Redakcja e-zinu 'Astral Voyager'
Magazyn Muzyki Elektronicznej „Astral Voyager” 11/2004(22)
1
Wywiad
PAUL HASLINGER - Wiedeń 02.05.1995 (KLEM 75 wrzesień 1995)
Wywiad przeprowadził Frits.
2 maja 1995 roku przeprowadziłem telefoniczny wywiad z Paulem
Haslinger'em, który przebywał wtedy w Wiedniu na festiwalu filmowym.
Jeśli ktoś nie zna Paula to podaję: Paul Haslinger to Austriak, który w
latach 1985 - 1990 był członkiem grupy TD, a który od paru lat pracuje w
Los Angeles. Podczas naszej interesującej rozmowy Paul mówił między
innymi o scenie hollywoodzkiej i o przyszłości muzyki elektronicznej. Dalej
jest mowa o jego współpracy z grupą Lightwave. Podczas testowania
magnetofonu kasetowego przed rozpoczęciem wywiadu, poprosiłem
Paula by coś powiedział : odpowiedział (śmiejąc się) „halo, halo, tu Edgar
Froese”
Frits: W porządku. Skoro sam zacząłeś od tego nazwiska to powiedz czy
każdy kto przeprowadza z tobą wywiad pyta cię o TD?
Paul: Jest na to dość duża szansa…
Frits: Kiedy akurat ja próbowałbym unikać tego tematu…
Paul: Nie, ja spokojnie idę dalej, ponieważ tak jak inne okresy z mej
przeszłości jest to po prostu część tej relacji. Możemy więc równie dobrze
porozmawiać i na ten temat.
Frits: Może zaczniemy od tego co robiłeś odkąd opuściłeś Niemcy?
Paul: Postanowiłem wówczas że opuszczę Europę i na jakiś czas udam się
do Stanów Zjednoczonych. Zostałem tam zaproszony przez Petera
Baumann'a, który akurat wynajął duże studio i zaproponował mi
współpracę. Pomógł mi znaleźć apartament w Los Angeles i załatwił
wszystkie inne sprawy. Poznaliśmy się naturalnie poprzez firmę Private
Music, lecz później zostaliśmy dobrymi przyjaciółmi. Zaczęliśmy od
wspólnej pracy nad projektem, który początkowo zapowiadał się bardzo
interesująco. Byliśmy nim bardzo podnieceni. Chodziło o Blue Room
2
Magazyn Muzyki Elektronicznej „Astral Voyager” 11/2004(22)
Project. I co się wówczas zdarzyło, tak by to opisać jak najkrócej...
Wszystko to trwało mniej więcej dwa lata. Początkowo, jak już mówiłem,
było to coś bardzo podniecającego i entuzjastycznego. A na koniec zrobiło
się to dość deprymujące. W międzyczasie coś jakby „przewiało” tę
produkcję. Zbyt dużo było głosów, za dużo zdań, za dużo muzyków. W
końcu okazało się, że najlepsza taśma demo tego projektu nadaje się tylko
do skasowania. Nie zadowalała nas. Była to dobrze wyprodukowana płyta,
lecz nie zawierała nic nowego. Zarówno Peter jak i ja byliśmy zdania że nie
możemy jej wydać.
Frits: Czy uważasz, że te dwa lata to był czas stracony?
Paul: Nie, gdyż głównie dzięki temu projektowi znalazłem się w Los
Angeles. Pomógł mi tam się osiedlić. Po drugie nawiązałem dobre stosunki
z wszystkimi trzema członkami Tangerine Dream. Wtedy, gdy po raz
pierwszy przyjechałem do Berlina, to zamieszkałem u Christophera. Potem
Christopher i Edgar wyjechali do Austrii by pracować w studio w
Purbach... Byliśmy jakby jedną rodziną, dzieliliśmy się naszym życiem. A
gdy przyjechałem do Los Angeles to podobne stosunki nawiązałem z
Peterem. Zaszło to dalej niż sama muzyka, był to bardzo silny związek. Od
każdego z nich nauczyłem się wielu rzeczy. Od Petera nauczyłem się tego
jak powinno „grać” me studio, oraz tego by traktować je jakby było
instrumentem. Zawsze wszystko zatrzymywałem w swoim studio, jednak
dzięki Peterowi nauczyłem się tego, co tak naprawdę znaczy, że studio jest
uważane za instrument. On kocha szalenie miksowanie, cały ten proces.
Dla mnie było to coś oszałamiającego - zobaczenie jak daleko chciał pójść
w produkowaniu aby otrzymać nowe, unikalne rzeczy. Od niego najlepiej
nauczyłem się techniki studyjnej. Tak więc choć cały ten Blue Room
Project wówczas nie zakończył się wydaniem płyty, to jednak miałem
możliwość poznania w Los Angeles wielu sławnych muzyków i uczenia się
od nich. W sumie byłem bardzo dobrze przygotowany do tego by zacząć
realizować swe własne plany, czyli stworzenie własnego studia i
wyprodukowanie swej własnej płyty. I tak potem właśnie zrobiłem...
Frits: Czy był to jedyny powód twego wyjazdu do Los Angeles, czy też były
jeszcze jakieś inne powody?
Magazyn Muzyki Elektronicznej „Astral Voyager” 11/2004(22)
3
Paul: Nie, było wiele powodów. Najważniejszym z nich był ten, że czułem
potrzebę wyjazdu na jakiś czas z Europy. Urodziłem się w Austrii.
Studiowałem muzykę klasyczną. Byłem członkiem Tangerine Dream, i z tą
grupą objechałem kilkakrotnie cały świat. Los Angeles po prostu wydało
mi się naturalnym wyborem, ponieważ tu jest dużo muzyków, wiele
technologii. A zrobiliśmy wiele w trakcie przygotowań do tras
koncertowych i podczas pracy nad ścieżkami dźwiękowymi. W Los Angeles
poznałem wielu ludzi, a jest to dość zwarte społeczeństwo. Jak się chce to
można przyjść do każdego, a jak ma się ochotę izolować od ludzi, to jest
się odizolowanym. Podobało mi się tam pod każdym względem. Jest to
idealne miejsce dla mnie, dlatego tam się przeprowadziłem. A jeśli się
gdzieś przeprowadzasz to oznacza, że tak naprawdę zmieniasz całe swe
życie. Układasz je całkiem na nowo. Po około dwóch latach twój
entuzjazm ulega wyczerpaniu. Zauważasz jaka ta rzeczywistość jest.
Odkrywasz wówczas, że Los Angeles jest takim samym miastem jak
wszystkie inne, ze swymi małymi problemami, że również i tu są podli
ludzie i jest całe to, gówno które znamy skądś indziej. Jednak nawet to jest
dla ciebie jakimś doświadczeniem, bo odkrywasz, że nie ma znaczenia to
gdzie się znajdujesz, że tak samo jest się dobrym w Wiedniu jak i w innych
miastach, ponieważ widzisz, że te zjawiska występują na całym świecie.
Różnica jest taka, że w Los Angeles jest dostępna lepsza technologia i że
po prostu tam jest więcej muzyki, więcej wpływów, więcej stylów. Ma się
do tego dostęp. Tak właśnie jest w Los Angeles.
Frits: Czy możliwe jest tam zarobienie jako muzyk?
Paul: Tak, jednak mając świadomość tego, że tam jest bardzo silna
konkurencja. Musisz pamiętać o tym, że każdy tak naprawdę chciałby
pojechać do Los Angeles. Są miliony faktycznie dobrych muzyków,
kompozytorów, czy kompozytorów filmowych, którzy tam chcieliby
działać. Aby tam dopchać się do koryta trzeba dużo wysiłku, potrzebne
jest coś w rodzaju biletu wstępu. Dla mnie takim biletem było z pewnością
członkostwo w grupie Tangerine Dream. Dzięki temu mogłem w
stosunkowo prosty sposób zwrócić się ku realizacji swych własnych
projektów. Jakbym dzisiaj, zdając się na łut szczęścia, przyjechał do Los
Angeles, to jest prawie niemożliwym abym odniósł tam sukces, ponieważ
4
Magazyn Muzyki Elektronicznej „Astral Voyager” 11/2004(22)
potrzebne są do tego znajomości.
Frits: Dopiero co powiedziałeś, że bardzo łatwo jest wejść w to
środowisko, lub nawiązać z nim kontakt.
Paul: Takie tam gadanie. Struktura kontaktów jest bardzo prosta. Ludzie,
którzy przyjeżdżają do mnie z innych krajów, dziwią się tym, że wszyscy
ludzie tutaj wydają się tacy prości i otwarci, że są tacy przyjaźni.
Natychmiast chcieliby się tu przeprowadzać. Wtedy ich ostrzegam żeby
nie byli takimi entuzjastami, ponieważ kiedy tu zamieszkają to spostrzegą,
że ta otwartość i prostolinijność tutejszych ludzi to coś powierzchownego.
Jeśli rzeczywiście chce się tu dojść do jakiś stanowisk lub interesów to
wtedy tu obowiązuje inny zestaw reguł.
Frits: Masz własne studio - The Assembly Room - co w nim robisz, czym
najczęściej się w nim zajmujesz obok tworzenia swej własnej muzyki
solowej?
Paul: No tak, The Assembly Room to pomysł, który miałem zawsze i który
próbowałem realizować w studiach Tangerine Dream, w studiach które
pomagałem projektować. Jednak tak naprawdę to dopiero w Los Angeles
mogłem go zrealizować. Wyobraź sobie rodzaj strychu o dużej
powierzchni. Całe pomieszczenie jest wypełnione instrumentami i
komputerami. Wprawdzie jest w nim coś w rodzaju środka, lecz jest on
luźno zastawiony. Są tam także moje książki. W tym pomieszczeniu jest
wszystko co jest mi potrzebne do pracy. Jest ono trochę wymodelowane
na studio Billa Laswell'a znajdujące się w Nowym Jorku. Ono także jest
jednym wielkim pokojem ukształtowanym w coś w czym można wygodnie
pracować. Znalazłem więc układ, który mi odpowiadał i który utrzymuję
do dziś. Po prostu jest to coś trwałego, jeszcze nigdy nie miałem tak
wyśmienitego miejsca do pracy.
Frits: Co wychodzi z tego studia, pomijając płytę Future Primitive i twą
współpracę z Lightwave?
Paul: Głównie dwa rodzaje projektów : projekty muzyki filmowej i
projekty płyt. Projekty muzyki filmowej której robię dużo to głównie
„praca dla chleba”. Praca ta pomaga mi spłacać rachunki. Nawet nie chcę
Magazyn Muzyki Elektronicznej „Astral Voyager” 11/2004(22)
5
wymieniać tu nazw, gdyż wcale nie jestem z niej dumny. Zrealizowałem
kilka dość interesujących multimedialnych projektów, lecz trzeba je
jeszcze dopracować by stały się czymś bardziej treściwym. To co najlepiej
świadczy o mojej działalności to projekty płyt. Jest to naturalnie przede
wszystkim płyta Future Primitive, oraz nowa płyta grupy Lightwave, której
właśnie teraz zrobiono taśmę matkę. Płyta ta została wyprodukowana
całkowicie w The Assembly Room Studio. Spora jej część została nagrana
w Paryżu, lecz całą produkcję zrobiono w Los Angeles. Było to idealne
studio dla tej płyty. Jest też jeszcze pewna ilość innych wspólnych prac. W
przyszłości oczekuję tego, że z The Assembly Room Studio będzie
wychodziło więcej płyt solowych.
Frits: Czy możesz wymienić wszystkich z którymi współpracujesz?
Paul: Jeśli o to chodzi to zawsze jestem z tym bardzo ostrożny. W
przypadku The Blue Room zrobiliśmy błąd zbyt wcześnie rozgłaszając całą
sprawę. Nie chcę o tym mówić, powiem tylko że ludzie którzy
współpracowali przy płycie Future Primitive, czyli Nona Hendryx, Clair
Marlow, Charly Campagna i Iki Levy będą chyba współpracować i przy
następnej płycie. Moim marzeniem jest wykreowanie na Zachodnim
Wybrzeżu sceny, która byłaby podobna do tej jaką w Nowym Jorku
stworzył John Zorn czy Bill Laswell. Nie tyle pod względem muzycznego
stylu co pod względem filozoficznym: jakaś luźna grupa ludzi
spotykających się ze sobą w różnych konfiguracjach przy różnych
projektach. Musiałoby to zadowolić wszystkich przy zachowaniu pewnych
standardów jakościowych. Muzyka mówi sama za siebie, lecz istnieje jakaś
nić wiążąca, a to kształtuje zupełnie nową platformę dla nowej muzyki.
Frits: Wyobrażam sobie, że gdy jest się tak sławnym jak ty, to łatwo jest
wokół siebie zebrać ludzi, którzy chętnie przyjdą do ciebie. Gdybyś nie był
tak sławny to byłoby to o wiele trudniejsze. Wyobraź sobie, że chcesz się
kogoś zapytać czy nie przyjechałby do ciebie by tworzyć twą muzykę…
Paul: To nie jest tak. To zawsze jest realizowane poprzez wzajemne
kontakty, przyjaźnie, ktoś kogoś zna. Śmieszne jak to czasami jest
realizowane. Jednym z czynników, który gra tu ważną rolę jest przypadek.
Ponieważ w Los Angeles jest tak wielu muzyków, to prawdopodobieństwo
6
Magazyn Muzyki Elektronicznej „Astral Voyager” 11/2004(22)
zetknięcia się z którymś z nich jest dużo większe niż w innych miastach.
Podobne zjawisko występuje według mnie w Paryżu, ponieważ po prostu
oni mają byłe północno - afrykańskie kolonie. W nich występują wszystkie
te wpływy razem stopione. Z nich oni czerpią. Los Angeles jest takim
samym tyglem jak Paryż. Ważną różnicą między tymi miastami jest to że w
Paryżu jest zbyt wiele polityki, każdy robi co chce.
Frits: Czy to właśnie tam wszedłeś w kontakt z grupą Lightwave? Dlaczego
z nimi pracujesz? Co takiego specjalnego w nich jest?
Paul: Przede wszystkim do naszego kontaktu doszło dzięki mej miłości do
Paryża, gdyż często przyjeżdżałem do tego miasta. Któregoś dnia spytali
się mnie czy mam zamiar odwiedzić ich studio. Odpowiedziałem „tak”.
Udaliśmy się tam i zrobiliśmy tam coś w rodzaju jam session. Było czymś
naturalnym, że po pewnym czasie zaczęliśmy pracować nad wspólnym
projektem. Grupa Lightwave jest dla mnie prototypem pewnego rodzaju
muzyki. Co się tyczy ich zachowania to można je porównać ze wczesnym
Tangerine Dream. Są to ludzie, którzy mają niewiele respektu dla muzyki
tradycyjnej czy dla tradycji muzyki Zachodu. Muzycznie zbliżają się do
innego narożnika. Jest to ten świeższy narożnik, wspaniały i oryginalny. Do
tego dochodzi jeszcze to, że ludzie z grupy Lightwave przez wiele lat
słuchali Ligeti, Varese i Stockhausena, i również to, że wszyscy oni nie byli
tak zafascynowani formalizmami i aspektami analitycznymi tej muzyki, ale
przecież znali dźwięki. Gdy potem tworzą muzykę to są pod wpływem
dźwięków, które znają. Poza tym posiadają tę francuską wrażliwość, którą
można wyczuć u takich kompozytorów jak Satie czy Debussy. Jednak to
wszystko było dla mnie jakimś fascynującym mixem. Poza tym gdy
spotkałem ich pierwszy raz to oni w 100% byli skomputeryzowani. Nie
mieliśmy wspólnej płaszczyzny, ja wziąłem się za analogi, a oni za
komputery. Tak to mniej więcej było. Krok po kroku w siebie wrastaliśmy,
czując że ja coraz lepiej rozumiem analogi a oni komputery, do miejsca w
którym teraz jesteśmy. Teraz pracujemy jako całkowita jedność w której
każdy robi wszystko. Jest to wspaniały sposób na wspólną pracę.
Najważniejszym punktem, aby zamknąć już ten główny obraz grupy
Lightwave, jest to że to są zwariowani ludzie. Ja też jestem taki. Razem
robimy zwariowane rzeczy, jest to nasz wspólny mianownik. Płyta
Magazyn Muzyki Elektronicznej „Astral Voyager” 11/2004(22)
7
Mundus Subterraneus ukaże się prawdopodobnie we wrześniu.
Frits: Dowiedziałem się, że jesteś na festiwalu w Wiedniu. Czy możesz mi
powiedzieć o nim coś więcej? Czy na nim są wyświetlane filmy z twoją
muzyką, czy szukasz na nim zamówień na swą muzykę?
Paul: Nie, ten festiwal trwa około sześciu tygodni. Mają tu sympozjum
zatytułowane „Film i muzyka”. Zaprosili tu mnóstwo docentów i mówców
plus trzech kompozytorów. Ci trzej kompozytorzy są tu z trzech różnych
powodów. Mnie zaproszono po to bym opowiedział o tym jak teraz jest w
Hollywood, jaka jest sytuacja kompozytora mieszkającego i pracującego w
Hollywood... Dalej jest też Pierre Rabenhood, który zrobił najwięcej
filmów z Fassbinder'em, a także Lenhart Rosenman. Lenhart to legenda,
robił pierwsze filmy z Jamesem Dean'em, i nadal jest aktywny. Napisał
muzykę na koncert, studiował u Schonberga, a wzbudził zdumienie tym,
że opowiedział o swym życiu. Było więc trzech kompozytorów i te
sympozjum trwało też trzy dni. Codziennie jeden z nas przemawiał. Było
to bardzo dobre sympozjum, stało na wysokim poziomie. Na festiwalu
pokazano również wiele interesujących filmów. Byłem więc na nim nie po
to by promować swą filmową pracę, gdyż jak już ci mówiłem, ma praca
filmowa którą zrobiłem w ubiegłych latach nie jest warta fatygi by ją
wymieniać ... W Hollywood robi się wiele rzeczy po prostu po to by
zarobić pieniądze. Poza tym ma się przyjaciół takich jakim na przykład dla
mnie jest facet, który wyreżyserował film „Miracle Miles”, mowa tu o
Steve De Jarnett. Jest to mój bardzo dobry przyjaciel. Wiem, że jeżeli
Steve będzie kręcił jakiś następny duży film, to ja zrobię do niego muzykę.
Kiedy do tego dojdzie? Może za sześć miesięcy, a może za sześć lat...
Takich to ludzi znam. Jeśli spojrzy się na to co wyprodukowano w
Hollywood w ubiegłych dwóch latach, to było tego ponad 50 filmów, z
czego może dwa były interesujące. Z tego widać jak duża jest szansa na to
by teraz pracować w Hollywood przy jakimś interesującym projekcie.
Obecnie muzyka filmowa jest dla mnie sposobem na zarobienie pieniędzy
na utrzymanie.
Frits: Czy możesz już powiedzieć coś o twej następnej płycie solowej?
8
Magazyn Muzyki Elektronicznej „Astral Voyager” 11/2004(22)
Paul: Tak, będzie to kontynuacja linii Future Primitive. Tak jak
powiedziałem nad nią będę znowu pracował wraz z kilkoma innymi ludźmi
i chyba w niej będą mocniejsze wpływy etniczne. Płyta Future Primitive
była mą pierwszą próbą integracji elementów świata. Jest to coś innego
niż one same pozwalają nam zobaczyć, tak jak ma to miejsce w świecie
muzyki. Muzyka światowa składa się z pewnych stylów nieznanych
zachodniej publiczności. Ważne jest to by w tych stylach tworzyć muzykę,
jednak ja jako kompozytor uważam, że ważniejsze jest to by te style ze
sobą integrować. Chcę przy pomocy technologii skleić ze sobą te składniki,
stopić je. Czymś nowym jest to, że chcę kształtować je w coś unikalnego.
Już zacząłem realizować ten plan. Mam już pewną ilość ścieżek i mam
wrażenie, że w tej muzyce będzie mniej zwykłego walenia w bębny czy
mniej struktur perkusyjnych. Będzie za to więcej czystych etnicznych
elementów perkusyjnych w rytmach. Będzie to coś bardzo „gęstego” i
bardzo „atmosferycznego”. Dojdzie prawdopodobnie wiele elementów
azjatyckich, w przeciwieństwie do płyty Future Primitive, w której było
wiele elementów afrykańskich. Jeżeli chodzi o elementy bazowe, to te
nowe elementy będą afrykańsko-azjatyckie. Jestem dużym entuzjastą
tego i oczekuję że ta płyta ukaże się gdzieś tak na początku roku 1996.
Będę z nią gotowy prawdopodobnie jesienią, lecz potem będzie ona
potrzebowała pewnie około trzech miesięcy aby się ukazać, nie wszystko
zależy ode mnie...
Frits: Jakie są twe podstawowe cele na najbliższe pięć lat?
Paul: Co, pięć lat? Wtedy będziemy na końcu tego tysiąclecia. Moim
celem na najbliższe pięć lat, jak już mówiłem, jest założenie sceny na
Zachodnim Wybrzeżu. A także rozszerzenie międzynarodowej,
ogólnoświatowej współpracy, praca wśród i z interesującymi ludźmi.
Widzę także miejsce do którego mógłbym się udać, aby wyrwać się z tego
przeszkadzającego mi chaosu, który nazywa się Los Angeles. Na przykład
na pustynię, lub na ocean lub na wyspę, albo jeszcze gdzie indziej. By
przez pewien czas żyć w całkowitym odosobnieniu. Teraz ustawicznie
przenosisz swe organy zmysłu z jednego miejsca na drugie, a tam będę
mógł je należycie spożytkować. To dobry sposób na życie w latach
dziewięćdziesiątych. Są to tylko złudzenia, które na chwilę stają się
Magazyn Muzyki Elektronicznej „Astral Voyager” 11/2004(22)
9
rzeczywistością, jednak mogę sobie wyobrazić takie znane mi miejsce w
którym będę mógł być zupełnie sam. Na pewno do tego dojdzie w ciągu
najbliższych pięciu lat, lecz najpierw jeszcze chcę nagrać kilka płyt w Los
Angeles i przez jakiś czas popracować z innymi ludźmi. Wiem też, że
niedobrze jest gdy się robi zbyt dużo planów, gdyż one zazwyczaj inaczej
wypadają niż to co zamierzałeś. Gdy się jest bardziej elastycznym wówczas
lepiej to przebiega. Może za trzy lata będę dyrygentem... (śmieje się)
Frits: Stałeś się znany w kręgach muzyki elektronicznej. Czy muzyka
elektroniczna ma jakąś przyszłość?
Paul: Myślę, że termin „muzyka elektroniczna” jest poniekąd
problematyczny. Muszę być ostrożny w tym co mówię, albowiem Klaus
Schulze niedawno powiedział, że on nie tworzy muzyki elektronicznej, że
on tworzy „muzykę”. Niebezpiecznie jest tak mówić ponieważ brzmi to
prawie arogancko, jednak chyba on ma rację. Jest to prawdziwie
secundair. Jak gra się na fortepianie to przecież nie mówi się, że tworzy się
„muzykę mechaniczną” ponieważ fortepian jest instrumentem
mechanicznym. Mam nadzieję, że gdy będzie lepsza technologia, to do
tworzenia muzyki będzie potrzeby mniejszy wysiłek. To dotyczy także
muzyki elektronicznej. Taką mam nadzieję i tego sobie życzę. Płytą Future
Primitive wprowadzam - częściowo - jakiś nowy sposób integracji muzyki
elektronicznej. To w istocie jest muzyka elektroniczna i chciałbym by była
tak nazywana. Jest to facet siedzący w pomieszczeniu z klawiaturami i
komputerami i wszystko to składający (po angielsku „assembling
everything”, stąd nazwa „Assembly Room” - Frits ). Słyszałem taki
komentarz: „to nie jest Tangerine Dream, to nie jest muzyka
elektroniczna”. Ludzie mają skłonność do tego, że im są starsi, tym
bardziej konserwatywni. Boję się tego, że wielu z tych ludzi którzy w latach
siedemdziesiątych i na początku lat osiemdziesiątych byli pełni zapału i
mieli otwarte umysły na nowe rzeczy a teraz są gwiazdami, że oni
akceptują tylko jedną rzecz: muzykę elektroniczną. Cokolwiek by to
znaczyło. Mam nadzieję, że te umysły oni będą mieli nadal otwarte i
zaakceptują nowe style, oraz zechcą poznać nowe rzeczy. Dam ci inny
przykład. W wielu rozgłośniach radiowych w Europie moją płytę Future
Primitive mogli puszczać tylko nocą. Jako powody tego podali, że w tej
10
Magazyn Muzyki Elektronicznej „Astral Voyager” 11/2004(22)
muzyce jest zbyt dużo wpływów etnicznych. Gdyby tę muzykę puścili w
ciągu dnia, to ludzie by te wpływy usłyszeli. Według mnie jest to jakiś
rodzaj umysłowego ograniczenia, jakiś rodzaj krótkowzroczności, coś
bardzo niebezpiecznego. W muzyce, w polityce, we współżyciu, wszędzie.
Jeżeli twój świat jest tak mały to wtedy te nowe rzeczy nie mają u ciebie
po prostu żadnych szans.
Frits: Czy masz coś jeszcze do powiedzenia ludziom, którzy teraz zaczynają
tworzyć muzykę podobającą się im? Tym, którzy kupili kilka syntezatorów i
magnetofon DAT. Którzy chcieliby zrobić karierę. Czy teraz jest to
możliwe?
Paul: Jest to jeszcze możliwe. Obecnie problemem w muzycznym biznesie
jest to, że został on opanowany przez adwokatów, prawników i agentów,
a są oni w swym fachu coraz lepsi. Im oni stają się lepsi, tym my jako
muzycy mamy mniej swobody. To postępuje spiralnie. Nikogo to jednak
nie powinno zniechęcać. Odkryłem, że najważniejszym czynnikiem w
tworzeniu muzyki jest to by bawiło nas to czym się zajmujemy. Jeśli tak
jest, to robi się to nadal pomimo tego o czym wcześniej mówiłem. Inni
postępują tak samo, lub takie postępowanie doradzają innym. Elliot
Goldenthal - bardzo znany obecnie kompozytor filmowy („Wywiad z
wampirem”) - powiedział: „większość ludzi robi błąd słuchając zbyt wielu
ludzi im doradzających. Każdy sam wie co jest dla niego dobre, niech więc
siada i gra to co uważa za słuszne, niech nie słucha nikogo. Tak jest
najlepiej. Niech idzie własną drogą”. To jest jedyna rada jaką komuś
można dać. To czy zostanie się odkrytym to zależy tylko od przypadku i od
szczęścia. Naturalnie także od twych zdolności, lecz to gra mniejszą rolę w
tym czy zostanie się odkrytym przez kogoś. To naprawdę jest kwestia
szczęścia. Tak jak to, że zostałem odkryty przez Tangerine Dream. To był
przypadek, szczęście. Tak to już jest...
Frits: Aby zakończyć ten wywiad jakimś dużym filozoficznym pytaniem,
powiedz czy przed ludzkością jest jakaś przyszłość? Wspomniałeś już o
tych ograniczonych umysłach, o tym że wygląda to dość pesymistycznie.
Paul: Nie. Żyjemy w czasach walących się murów, zanikających granic.
Każdy w zasadzie się otwiera, ludzie łatwiej wymieniają swe poglądy,
Magazyn Muzyki Elektronicznej „Astral Voyager” 11/2004(22)
11
mogą swobodnie podróżować. Jednocześnie dowiadujemy się, że jest też
jakiś krok do tyłu. Coraz więcej jest prawego skrzydła, neofaszyzmu.
Konflikty takie jak w Jugosławii czy w Afryce uwidaczniają nam naszą
nieporadność. Dla mnie jest to coś bardzo dziwnego. Jest jakiś rodzaj
równowagi. Przed ludzkością widzę wiele interesujących możliwości,
więcej niż kiedykolwiek przedtem. Jednak widzę także frustrację ludzi
spowodowaną polityką, jej nieskutecznością, która osiągnęła maksimum.
Nie wiem do czego to doprowadzi. Za to wiem dobrze, że oczekująca nas
zmiana tysiąclecia będzie miała dla ludzkości ogromny społeczny efekt.
Może to pójść w dobrym lub w złym kierunku. Z obecną sytuacją najlepiej
da się porównać koniec wieku dziewiętnastego. Był to długi okres spokoju,
ludziom żyło się dość dobrze, rozwijały się nowe idee. Jednak pewna
grupa ludzi „wyolbrzymiła” te fałszywe idee. Dzięki temu do władzy doszła
pewna ilość radykałów i je przejęła. Zrobili oni naprawdę kilka głupich
rzeczy. Teraz oni odnieśli częściowy sukces, lecz my zadajemy sobie
pytanie, czy żyjemy z bestią która w każdej chwili może zerwać więzy.
Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie, jednak ostrzegam ludzi by byli
czujni i zwracali uwagę na to co się wydarzy. Jeżeli każdy zrobi kilka
małych kroków, to myślę, że wtedy staniemy się o wiele lepsi. Bo gdy
każdy będzie oczekiwał czegoś innego to nigdzie nie dojdziemy. Zdaję
sobie sprawę, że to brzmi dość sztywno, lecz nie jestem w stanie wyrazić
to lepiej. Nie jestem filozofem.
Frits: Czy jeszcze wciąż mówisz po niemiecku, czy też już zapomniałeś ten
język?
Paul: Z tym mam pewne problemy. Tu w Wiedniu, na konferencji
rozmawiałem po angielsku, ponieważ ciągle są trudności z fachowymi
terminami, a poza tym nie znam zbyt wielu specjalistycznych niemieckich
słów. Jest to coś strasznego, gdyż nie potrafię mówić lepiej ani po
niemiecku, ani po angielsku.
Frits: Czy jest jeszcze coś, co byś chciał powiedzieć naszym czytelnikom?
Paul: Jestem wdzięczny tym ludziom, którzy do mnie piszą, oraz tym
którzy z zainteresowaniem śledzą me przygody. Jestem bardzo szczęśliwy
z tego, że istnieje taka organizacja jak KLEM, skupiająca ten rodzaj ludzi i
12
Magazyn Muzyki Elektronicznej „Astral Voyager” 11/2004(22)
dająca im forum. Mam nadzieję że oni dopomogą w tym by KLEM się
rozwijał i miał przed sobą przyszłość, oraz że nastaną świetne dni dla
muzyki elektronicznej. Pozwólmy tej muzyce dojść do czegoś nowego.
Frits: Jakimś sposobem na realizację tego jest przyjazd na przyszły
KLEMdag
Paul: (śmieje się głośno) To żeś mnie złapał ! Nie wiem czy to się uda. To
zależy między innymi od rozwoju projektu z grupą Lightwave. Poza tym
myślę że KLEMdag 1996 bardziej będzie mi odpowiadał ze względu na
ukazanie się mej nowej płyty. [...] Wiem, że Christopher Franke też
obiecał, że zagra na KLEMdag, jednak on jest Niemcem, a ja Austriakiem, a
to jest różnica (śmieje się).
Frits: Paul, serdecznie dziękuję za ten wywiad i życzę ci przyjemnej
powrotnej podróży do Los Angeles.
Tłumaczył : Mirek - marzec 1996
Magazyn Muzyki Elektronicznej „Astral Voyager” 11/2004(22)
13
Recenzje płyt
Keller & Schönwälder
The Two Piece Box
Duet Mario Schönwäldera i Detlefa Kellera ma już ugruntowana pozycję
na el-muzycznym rynku. Współpraca na przestrzeni lat zaowocowała
całkiem sporą ilością wysokogatunkowej muzyki elektronicznej. Album,
który ujrzał światło dzienne w 1999 roku The Two Piece Box różni się
troszkę od wspólnych dokonań. Różni się od materiałów
skomponowanych pod wspólnym szyldem. Na CD znajdują się dwie
kompozycje (stąd też i nazwa krążka), każda skomponowana przez
jednego z muzyków. Pierwsza kompozycja Another Temptation trwający
prawie 34 minuty to dzieło Detlefa Kellera. Utwór rozpoczynający się dość
niewinnie przechodzi swoista metamorfozę, pastelowe barwy, odrobina
dynamiki, solówkowe szaleństwa po klawiszach dają w efekcie całkiem
miłą kompozycję, która nie nudzi sie po nawet po długim obcowaniu z tą
muzyką. Druga kompozycja The Quiet Room - Final Mix to autorski projekt
Mario Schönwäldera również trwający ponad trzydzieści minut to
klimatyczna El-muzyka najwyższego sortu. Album traktuje bardzo
sentymentalnie często do niego wracam. Nie ukrywam, iż brakuje mi
czasami tych charakterystycznych kompozycji Schönwäldera, szkoda tylko
że ta kompozycja to „ostatnia” kompozycja jaka ujrzała światło dzienne
solo. Kolejne utwory były już „nagrane” w kooperacji z innymi muzykami.
Obie kompozycje to dwie oddzielne wizje muzycznych opowieści co
wychodzi krążkowi zdecydowanie na dobre. Dwóch różnych artystów,
dwie autorskie kompozycje - jeden godny polecenia album.
Yaroo (recenzja uzyskana z serwisu MOOZA za zgodą autora)
14
Magazyn Muzyki Elektronicznej „Astral Voyager” 11/2004(22)
TOP FAN notowanie 14
Grudzień 2004r.
Miejsce Pop.not. Zespół/Wykonawca Płyta
Redshift
Ether
1
1
2
2
3
3
4
4
5
5
6
6
7
7
8
8
9
9
10
10
11
11
12
12
13
15
Głosów
28
Weird
A different
normal
kind
Tangerine Dream
Poland
R.M.I.
Borrowed Atoms
Redshift
Siren
Tangerine Dream
Force Majeure
Redshift
Halo
Rainbow Serpent
Voices of the First Day
Schulze Klaus
Osnabruck 1/2
R.M.I.
Upstairs Downstairs
['ramp]
Frozen Radios
Keller/Schönwälder The Reason Why II
Spyra/Lang
Achtundsechzig 24
Magazyn Muzyki Elektronicznej „Astral Voyager” 11/2004(22)
of
18
16
15
14
13
12
11
10
9
8
6
5
15
13
14
14
15
15
nowość
15
16
15
15
15
16
16
16
16
16
16
16
16
Tangerine Dream
Tyger
Axess
First Light
Arcanum
The Ancient Saga
Jarre Jean Michel
Aero
Jarre Jean Michel
Equinoxe
5
4
3
3
3
Keller/Schönwälder Live at Jodrell Bank
Kraftwerk
Tour
de
Soundtracks
Tangerine Dream
Ricochet
Tangerine Dream
Stratosfear
Air Sculpture
Quark Soup
Bookovsky
ANALOGy
Jean Michel Jarre
Oxygene
Kitaro
An Ancient Journey
Komendarek
Władysław
Fruwająca Lalka
Kraftwerk
The Man Machine
3
France
3
3
3
2
2
2
2
2
2
Magazyn Muzyki Elektronicznej „Astral Voyager” 11/2004(22)
16
16
16
16
16
16
nowość
16
17
17
17
17
17
17
17
17
Redshift
Down Time
Roach Steve
Fever Dreams
Schmoelling
Johannes
White Out
Shreeve
Thoughst of War
Tangerine Dream
Encore
Under the Dome
The Demon
World
Redshift
Oblivion
Vangelis
Voices
Apex Twin
Selected Ambient Works
1
Volume 2
Biliński Marek
Dziecko Słońca
Biliński Marek
E<>mc2
Biosphere
Cirque
Boddy Ian
The Deep
Boots Ron & friends Livelines
Groskopf Harald
Synthesist
Magazyn Muzyki Elektronicznej „Astral Voyager” 11/2004(22)
2
2
2
2
2
Haunted
2
2
2
1
1
1
1
1
1
17
17
17
17
17
17
17
17
17
17
17
17
17
17
18
Jarre Jean Michel
Chronologie
1
Keller/Schönwälder Annazaal Tapes
1
Kitaro
Noah's Ark
Kraftwerk
Autobahn
Kubiak Tomasz
Out of
Space
Odyssey/Remote
Spaces
Ypsilon Project
Oldfield Mike
Tres Lunas
Polaris
Stan przejściowy
Redshift
Redshift
RMI
Planets in the wires
RMI
Walking on the Sea
RW
Hampshire
Jam
1
preserved 27/10/01
Schmoelling
Johannes
Wuivend Riet
1
1
Environment
1
1
1
1
1
1
1
1
Magazyn Muzyki Elektronicznej „Astral Voyager” 11/2004(22)
17
17
17
17
17
17
17
17
17
17
17
17
17
17
17
nowość
Schulze Klaus
Cyborg
Schulze Klaus
Dosburg Online
Schulze Klaus
Interface
Schulze Klaus
Irrlicht
Schulze Klaus
Mirage
Schulze Klaus
Moondawn
Schulze Klaus
Picture Music
Schulze/Bloss/Fuchs Aphrica
Tangerine Dream
Flashpoint
Tangerine Dream
Green Desert
Tangerine Dream
Livemiles
Tangerine Dream
Logos
Tangerine Dream
Purgatorio
Tangerine Dream
Rubycon
Tangerine Dream
Turn of the Tides
Tangerine Dream
The Keep
Magazyn Muzyki Elektronicznej „Astral Voyager” 11/2004(22)
1
1
1
1
1
1
1
1
1
1
1
1
1
1
1
1
19
17
17
Tangerine Dream
Underwater Sunlight
Zinkl & Alquimia
Underwater
1
1
261
Z archiwum
Propeller Island
Hermeneutic Music
Nabycie krążka (czy też kasety) z zapisem twórczości nieznanych z nazwy
(lub mało znanych) artystów wiąże się zawsze z pewnym ryzykiem. Czy
przypadkiem inwestycja nie okaże się chybiona? Tytuł płyty może
wydawać się w takich przypadkach pewną wskazówką, ale odrobina
niepewności zawsze pozostanie. Te emocje towarzyszyły mi przy wyborze
kasety (istnieje też krążek CD) Hermeneutic Music i muszę przyznać, że
zostałem mile zaskoczony tym co popłynęło z głośników.
Starsi słuchacze pamiętają zapewne nurt w muzyce elektronicznej zwany
awangardą czy też tzw. muzykę industrialną (ostatnio coraz bardziej
popularną). Nastrój zgromadzonych na płytce kompozycji oscyluje gdzieś
pomiędzy. Szczególną uwagę zwraca Thundernight i Perfect awakening
with silence. Wymienione utwory wraz z pozostałymi, tworzą iście
„diabelską” mieszankę, która może mieć niemały wpływ na psychikę
potencjalnego słuchacza (szczególnie w porze nocnej). Zależnie od
panujących warunków jak i samopoczucia odbiorcy, podczas każdego
spotkania z krążkiem, różnie można odebrać dźwięki docierające do uszu.
Wrażenia jakie niosą ze sobą, są tak diametralnie różne, że odbiór
twórczości zespołu (a może jednej osoby?) staje się bardzo indywidualny,
zależny od słuchającego. W tym miejscu mała dygresja. Bywało, że już po
20
Magazyn Muzyki Elektronicznej „Astral Voyager” 11/2004(22)
pierwszym utworze zdegustowany zdejmowałem z głowy słuchawki, ale
też zdarzały się małe drzemki (ostatni utwór zawsze mnie skutecznie
budził, chyba dlatego, że to ... dźwięk dzwoniącego telefonu, który zostaje
w pewnym momencie brutalnie uciszony). Z tego krótkiego opisu wynika,
że muzyka grupy nie jest łatwa w odbiorze (szczególnie dla słuchaczy „nie
przyzwyczajonych” do twórczych eksperymentów). Biorąc pod uwagę
odwołania autorów (autora?) do prozy Juliusza Verne'a (w szczególności
do 20 tys. mil podmorskiej żeglugi) zamieszczone na wkładce,
otrzymujemy obraz muzyki tajemniczej i mrocznej, miejscami agresywnej i
denerwującej, odosobnionej wręcz hermetycznej, ale niezmiernie
interesującej (na pewno nie dla wszystkich).
El-Skwarka
(wrażenia spisane w 1998r., przeredagowane w 2004r.)
Robert Rich
Numena + Geometry
Wydawnictwa dwupłytowe, z którymi dotychczas miałem styczność to
przeważnie zapis jakiegoś koncertu lub wynik współpracy artystów
pracujących zwykle osobno. W takich przypadkach dwa krążki stanowią
całość. Bywa też, że druga płyta w pudełku odgrywa rolę bonusa, czyli
osobno jest nie do zdobycia. Jednak wymieniony w tytule zestaw odbiega
od tych „standardów”. W opakowaniu znajdziemy dwa różne krążki, które
funkcjonują także jako osobne wydawnictwa. Wydawać by się mogło, że w
takim przypadku cena powinna być wyższa. Tak nie jest. To nasunęło mi
Magazyn Muzyki Elektronicznej „Astral Voyager” 11/2004(22)
21
skojarzenie, że mamy do czynienia ze znanym skądinąd tzw. 2 w 1. Czy to
dobrze? Przedstawiony sposób dystrybucji zapewne miał jakiś określony
cel. Dla potencjalnego słuchacza jest to swego rodzaju gratka (jeśli tylko
twórczość RR mu odpowiada).
Dwie płyty - jedna cena, ale także dwa różne okresy twórczości. Na
szczęście na oba krążki składają się kompozycje powstałe w latach 19851987, więc nastroje przez nie niesione nie odbiegają zbytnio od siebie.
Geometry jest płytą wcześniejszą (1991), choć utwory na niej umieszczone
są młodsze od tych, które usłyszymy na Numenie. Autor próbuje
zbudować coś w rodzaju „geometrii muzyki”. Jak sam przyznaje w dużym
stopniu inspiracją do powstania materiału były abstrakcyjne wzory
geometryczne, które odnajdujemy w kulturze Islamu. Muzyka ma być
swoistym pomostem, tak aby dźwięki stały się barwami a rytm wzorem,
aby usłyszeć kolory. Czy to się panu Robertowi udało? Wystarczy
uruchomić wyobraźnię. Ta zaś z pewnością się przyda potencjalnym
słuchaczom przy zapoznawaniu się z zawartością wspomnianej już
Numeny. Na krążku z 1993 kompozytor zebrał nagrania z lat 1985-86. Płyta
jest trochę mniej uporządkowana niż jej koleżanka z pudełka. Utwory
spokojniejsze i trochę jakby bardziej mroczne. Przypominają ciągle
zmieniającą się wielobarwną plamę (wytłoczona na CD może być niejaką
sugestią). Z pewnością nie jest to muzyka dla wszystkich. Wymaga pewnej
wrażliwości i otwartości, żeby nie rzec przygotowania. Ci jednak, którzy
sięgną po te dwupłytowe wydawnictwo (a wcześniej nie mieli do czynienia
z twórczością Roberta Richa) powinni swoją „podróż” rozpocząć od nieco
rytmiczniejszej Geometry. Jeśli im się spodoba, wkroczą na drogę ku
niesamowitemu
światu
tworzonemu
przez
nieszablonowego
Amerykanina.
El-Skwarka (wrażenia spisane w 1998)
22
Magazyn Muzyki Elektronicznej „Astral Voyager” 11/2004(22)
S i T. Łosowscy
Nowe Narodziny
Po kilku latach przerwy daje znać o sobie były lider znanego polskiego
zespołu rockowego. Nowa płyta (debiut el?) powstała przy współudziale
syna, Tomasza. Utwory zawarte na krążku mają charakter rozrywkowy,
umiejętnie wzbogacony perkusją (Tomek działa, szczególnie w utworze
Wojna światów). Na pamiętających zaś nagrania Kombi czeka retrospekcja
w postaci nowej wersji Przytul mnie (chyba lepszej). Płyta sprawia
wrażenie zgrabnego zbiorku przyjemnych dla ucha kompozycji (może
czasami zbyt rytmicznych). Nie jest to jej mankamentem, wręcz
przeciwnie. Mimo, że nie jest to el-muzyka w pełnym tego słowa
znaczeniu, warto poświęcić trochę czasu temu krążkowi.
Z perspektywy lat i następujących wydarzeń (reaktywacja zespołu Kombi,
ale bez S .Łosowskiego a co za tym idzie zmiana brzmienia zespołu na już
nie tak „elektroniczne” jak w przeszłości) trochę szkoda, że Łosowscy
(ojciec i syn) nie próbowali dalej razem tworzyć.
El-Skwarka
(wrażenia spisane w 1998, przeredagowane w 2004)
Magazyn Muzyki Elektronicznej „Astral Voyager” 11/2004(22)
23
Krzysztof Duda
Voices
Poniższy tekst powstał w pewnym sensie za przyczyną lokalnego
patriotyzmu (KD jest gdynianinem, tak jak ja). Kompozytor powinien być
trochę znany fanom el-muzyki. Jest autorem ponad 150 utworów,
ilustracji muzycznych do filmów i spektakli teatralnych itp. Przy takim
nagromadzeniu nagrań nie jest dziwne, że powstała opisywana płyta.
Przeważająca większość kompozycji zawartych na krążku jest rytmiczna
(czyt. rozrywkowa). Są nawet utwory zahaczające o funky czy też rap
(brr...). Nie wiem czy było to zamierzeniem KD, czy też efekt jest
przypadkowy. Jedno jest pewne. Na płytę mogłyby być wybrane inne, o
wiele ciekawsze, kompozycje z dorobku kompozytora (np. trochę
prześmiewcza Jeszcze jedna ucieczka z tropiku czy też Tama znana z
koncertu na górze szybowcowej). Czy przy tak ogromnym bagażu dokonań
było to za trudne czy może zbyt łatwe? Odpowiedzi nie będę udzielał.
Mimo, że Krzysztof Duda to krajan, to jego płyta mnie rozczarowała.
El-Skwarka
(wrażenia spisane w 1998, przeredagowane w 2004)
Magazyn Muzyki Elektronicznej „Astral Voyager”
Redaktor – Grzegorz Cezary Skwarliński
Kontakt: [email protected]
FB:http://www.facebook.com/pages/Magazyn-Muzyki-Elektronicznej-AstralVoyager/315548031957
24
Magazyn Muzyki Elektronicznej „Astral Voyager” 11/2004(22)