Miejsca niezwykłe - Montes Tarnovicensis

Transkrypt

Miejsca niezwykłe - Montes Tarnovicensis
Montes Tarnovicensis - Tarnowskie Góry
Miejsca niezwykłe
Tarnowskie GóryRamzes i Kamienie
W połowie XIX wieku znany tarnogórski rzeźnik Adolf Fleischer wybudował u zbiegu dzisiejszych ulic
Piastowskiej i Lompy parterowy dom wraz z zabudowaniami, które przypominały bardziej chłopską
zagrodę niż miejską budowlę.
Niskie murowane budynki ze spadzistymi dachami otaczały podwórko, na które docierało się przez
uchylną masywną bramę. W zabudowaniach zacny rzeźnik ulokował od ulicy sklep mięsny a za murami
skryte przed ludzkim okiem działały rzeźnia i wytwórnia wędlin. Po II wojnie światowej mięsny interes
przejęła repatriancka rodzina, ale szybko go zwinęła, bo zapadła decyzja o rozbiórce budynków, które
zaczynały przypominać rudery i nie pasowały do miejskiej architektury okolic Rynku. Tak to około 1960
roku zamiast zabudowań rzeźnika pojawił się plac wysypany drobnymi kamieniami, którego jakoś nikt nie
kwapił się zabudować.
Plac szybko zyskał sobie nieoficjalną nazwę: „Kamienie”. Miejscowe dzieci spotykały i
bawiły się na „Kamieniach”, niejedna dziecięca głowa zakrwawiła się uderzona kamyczkiem
podczas pacholęcych sporów. Raz w roku na plac zajeżdżały trzy cyrkowe wozy z objazdowym wesołym
miasteczkiem. Czegoż tam nie było: gabinet luster, strzelnica, siłownia. Cały dzień z głośników płynęła
muzyka a interesu pilnował łysiejący brunet pilnujący swojego królestwa razem z groźnie wyglądającym
psem rasy bokser. Interes musiał kręcić się dobrze, bo właściciel tego cyrkowego kramu jeździł rzadko
wtedy spotykanym i kosztownym samochodem marki Panhard.
Kiedy wesołe miasteczko przestało już obozować na placu, w kącie między tylnymi murami kamienic ktoś
wybudował tekturowo blaszaną strzelnicę. Za złotówkę można było wystrzelić do tarczy z wiatrówki lub
śrutem celować do szklanych białych rurek pod łodygą papierowych tandetnych kwiatów czy patyków
lizaków. Trzeba przyznać, że trafić rzadko komu się udawało. Na ogół mało kto odchodził z lizakiem lub
kwiatem w dłoni. Dlaczego trafienie z odległości zaledwie dwóch metrów było tak trudne niedoszli strzelcy
wyborowi mogli się jedynie domyślać, choć na pozór wiatrówki były sprawne.
Później na placu zaczęła jednak dominować budka z piwem. Zwyczajny kiosk, w jakim sprzedawano
gazety i papierosy, tutaj pełnił rolę baru. Za szybami widać było tkwiącego za szynkwasem łysego
jegomościa w białym fartuchu, którego jedynie w upał można było zobaczyć w białej czapce
przeciwsłonecznej. Jego łysina i hieratyczna poza podczas nalewania piwa do kufli sprawiły, że doczekał
się przezwiska Ramzes. Jakiś stały bywalec w pijanym widzie po obejrzeniu modnego wówczas filmu
„Faraon” ochrzcił łysego jak egipski kapłan barmana imieniem władcy.
Wokół budki często kłębił się tłum spragnionych, którzy gasili alkoholowy pożar w gardłach na stojąco
przy wysokich stolikach, na blatach których stawiali kufle z czapami białej piany. Całe to terytorium
odgrodzone było od ulicy płotkiem w przerażającym niebieskim kolorze jak cała reszta tej piwnej
zagrody. Jedynie okrągły blaszany cylinder, zapewne obcięty fragment jakiegoś kotła z elektrowni
pomalowany był na zielono. Tkwił sobie ów kocioł w rogu murów a wewnątrz przyspawane miał spadziste
korytko, do którego piwosze załatwiali swoje potrzeby.
Koniec tej świątyni pijaństwa był żałosny. Najpierw opustoszał kiosk. Zniknął jego piwny kapłan. Resztę
załatwili przybyli skądś robotnicy i dźwig, którzy wyszarpali wrośnięte w ziemię stoliki, ogrodzenie oraz
kiosk. Najłatwiej poszło im z metalowym kotłem przeżartym uryną. Plac opróżnił się na krótko. Wkrótce
zajęły go inne nowsze budy z frytkami i coca colą. Takie znamiona czasów, w których żyjemy.
RYCH
http://www.montes.pl/montes
Kreator PDF
Utworzono 7 March, 2017, 00:11