3.4.2. Prywatne regaty nieopodal Czaplaka 3.4.3. Potrzeba
Transkrypt
3.4.2. Prywatne regaty nieopodal Czaplaka 3.4.3. Potrzeba
30 31 Przed nami były Kawy i Micro. Tanga i Sportiny, nie mówiąc o innych „okrętach”, przychodziły za nami. W gronie załóg rodzinnych byliśmy absolutnie pierwsi. Dla pełni obrazu dodam, że w regatach brała również udział bliźniacza jednostka do Joshuy, ale też przyszła za nami. Fot. 26. Wchodzimy na metę w Iławie w drugim dniu regat. 3.4.2. Prywatne regaty nieopodal Czaplaka Na to spotkanie wcale się nie umawialiśmy. Gdzieś w okolicach wyspy Czaplak na północnym Jezioraku dostrzegłem znaną mi łódkę. Tak, to była Druga Konkubina, a za sterem nie kto inny jak mój przyjaciel Lech Lep. Parę miesięcy wcześniej byliśmy całą rodziną na uroczystym wodowaniu tej wypieszczonej Sasanki w podtoruńskim Porcie Drzewnym.37 Lechu dostrzegłszy mnie, był równie rad co i ja ze spotkania. Na pewno to on zaproponował, abyśmy sprawdzili swoje nowe łódki w bezpośredniej rywalizacji idąc od Czaplaka w górę na północny wschód Zatoką Rudnia. Ta jedna z wielu odnóg Jezioraka to akwen ok. 3 km otwartej wody, licząc od skraju wyspy. Szliśmy pod wiatr. Pierwsze dwa, trzy halsy szliśmy mniej więcej równo, ale na linii mety okazało się, że wyregaciłem go o dobre dziesięć minut. Lechu był autentycznie zawiedziony, aczkolwiek szczerze mi pogratulował zwycięstwa. Jeszcze długo potem bardzo przeżywał tę porażkę. Fot. 27. Tu jeszcze szliśmy obok siebie. 37 Budowniczym tej naprawdę wymuskanej w każdym calu łódki był Jacek Daszkiewicz, absolwent Wydziału Budowy Okrętów Politechniki Gdańskiej, konstruktor katamaranu Jack 550 oraz w późniejszych latach bardzo popularnych jachtów z rodziny Antila (ex Trim), przy okazji kolega Lecha i mój. 3.4.3. Potrzeba wykwalifikowanej załogi Było to przy okazji wodowania Drugiej Konkubiny w podtoruńskim Porcie Drzewnym. Wśród licznych gości był również Mirek Basaj, znany w Toruniu instruktor żeglarstwa, a przy okazji kapitan jachtowy. Wiedziałem, że niejednokrotnie szkolił młodych żeglarzy. Z myślą o mojej żonie i dzieciach, zapytałem go czy przypadkiem nie organizuje kolejnego kursu. Okazało się, że kurs właśnie ruszył, ale jeżeli się pospieszymy to znajdzie się jeszcze miejsce dla Agi, Ady i Alka. Nie zastanawiając się wiele uiściłem niezwłocznie stosowne opłaty, a Aga i dzieci ruszyli jeszcze tego samego tygodnia na kurs, aby zdobyć patenty żeglarza. Mając w planach żeglowanie Joshuą po morzu potrzebowałem przynajmniej jednego członka załogi, który legitymowałby się takim patentem. Pod koniec czerwca cała trójka zameldowała uroczyście wykonanie zadania. 3.4.4. Zmieniamy akwen Z końcem sierpnia 1999 r. Joshua na wózku wrócił do Gdańska. Janusz Radomski od ubiegłorocznego wodowania Joshuy, przeniósł w międzyczasie swoją stocznię Polaris Yachts ze Stogów do byłego Fot. 28. A tu już oglądali naszą rufę.