List 4

Transkrypt

List 4
To wszystko zaczęło się w 2004 roku, pierwszy dzień w zerówce, tornister większy
od nas, a w nim najważniejsze - kanapki. Szliśmy w nieznane. Przez pierwszy
tydzień Eryk nie mógł się pogodzić z tym, że nie będzie przy nim mamy przez kilka
godzin, płakał. Od samego początku wiedzieliśmy, że możemy na siebie liczyć,
zawsze się pocieszaliśmy, bawiliśmy się razem, rozmawialiśmy, nie pamiętamy jak,
ale na pewno rozmawialiśmy - wtedy zaczęła się nasza przyjaźń. Wszyscy w klasie
dogadywali się wzorowo, a to wszystko dzięki naszej Pani, Agnieszce. Z dnia na
dzień było coraz lepiej. Pierwszy rok minął szybko, nadszedł czas na pierwszą, drugą
i trzecią klasę. Pierwsze wycieczki szkolne, pierwsze kłótnie, lecz zawsze kończyły
się szczęśliwie. Dużo śmiechu, wspólne przygody, ślubowanie w pierwszej klasie,
poczuliśmy się wtedy jak prawdziwi uczniowie. Nowa wychowawczyni, Pani Halina
Byra, bardzo nam pomagała, zawsze mogliśmy na nią liczyć, nawet gdy zrobiliśmy
coś głupiego, rozumiała nas. Nigdy nie było z nami problemów wychowawczych,
staraliśmy się robić wszystko najlepiej jak potrafiliśmy. Na wszystkich lekcjach
byliśmy skupieni, a gdy czegoś nie rozumieliśmy zawsze nauczyciele nam pomagali
to zrozumieć. Do czwartej klasy szliśmy z ogromnym zapałem i nie baliśmy się ani
trochę, bo po pierwszych trzech klasach byliśmy odpowiednio przygotowani aby iść
dalej i się rozwijać, a co najważniejsze cały czas byliśmy w tym samym składzie,
równo 7 chłopaków i 7 dziewczyn. Stery nad nami objęła Pani Basia, najlepsza
wychowawczyni pod słońcem. Zawsze była z nami, nieważne co by się działo,
potrafiła nas wytłumaczyć i stała za nami twardo. Jest ona nauczycielką przyrody i
prowadziła WF. Jeździliśmy na wszystkie zawody, nieważne w co były rozgrywane a
zawoził nas tata Michała, Marek Wolinowski. Smutek po porażce, radość po
zwycięstwie, za każdym razem była z nami Pani Basia. Od zawsze kochaliśmy grać
w piłkę nożną. Na każdej przerwie szliśmy na asfaltowe boisko i graliśmy, zawsze
gdy tylko był czas, chęci nigdy nie brakowało i zostało nam to do teraz. Zawsze z
dumą reprezentowaliśmy naszą szkołę. Dyplomy, medale, puchary - jesteśmy
szczęśliwi gdy spoglądamy teraz na nie, po tak długim czasie. "W końcu"
doczekaliśmy się testów szóstoklasisty. Baliśmy się, że będą ciężkie, ale mimo tego
podchodziliśmy do nich z entuzjazmem, ponieważ mieliśmy wspaniałych nauczycieli,
którzy nas do nich przygotowali perfekcyjnie. Jednocześnie smucił nas fakt, że już
niedługo nie będziemy wszyscy razem. Bal pożegnalny, płacz, zakończenie roku
szkolnego, ogrom smutku. Każdy poszedł swoją drogą. Zawsze dobrze sobie
radziliśmy, do teraz nic się nie zmieniło. Od pierwszego dnia szkoły siedzieliśmy
razem w ławce, pomagamy sobie, jesteśmy obok siebie na dobre i na złe i zawsze
możemy na siebie liczyć. Przyjaźń która narodziła się w zerówce trwa do dziś i nie
potrafimy sobie teraz wyobrazić aby nie było nas obok siebie. Jesteśmy dla siebie jak
bracia. Teraz jesteśmy w pierwszej klasie liceum w Szkole Mistrzostwa Sportowego
w Łodzi. Z powodzeniem zdaliśmy egzaminy gimnazjalne, jesteśmy z siebie dumni.
Gramy w piłkę i idzie nam nieźle, nie zamierzamy przestać robić tego co kochamy. W
szkole też idzie nam bardzo dobrze. Mieszkamy w bursie, rodzice są w Szyszyńskich
Holendrach, w naszych domach rodzinnych. Mamy tutaj wspaniałych przyjaciół, ale
nie zapominamy o naszych przyjaciołach i znajomych z rodzinnych stron. To
wszystko, to że teraz jesteśmy w Łodzi, że radzimy sobie tak dobrze zawdzięczamy
naszym cudownym rodzicom, rodzinom i nauczycielom, którzy od małego nauczyli
nas jak żyć i jak postępować w wielu sytuacjach. Z całego serca dziękujemy im za to
i mamy nadzieję, że za kilka lat będziemy mogli przyjść do naszej podstawówki
i pochwalić się co udało nam się osiągnąć i co jeszcze mamy w planach.
POZDRAWIAMY BARDZO I DZIĘKUJEMY WAM, NAUCZYCIELE ZA WSZYSTKO
CO DLA NAS ZROBILIŚCIE. BĘDZIEMY WAM WDZIĘCZNI DO KOŃCA ŻYCIA.
Michał Wolinowski
i Eryk Kosmowski