opowiadania w odcinkach
Transkrypt
opowiadania w odcinkach
Dotyk opowiadania w odcinkach Piotr Szczotka Bodyworker Opowiadania publikowane w odcinkach, bez chronologii czasu i przestrzeni. O treści poglądowej, refleksyjne, niektóre z wątkiem historycznym w tle, obyczajowe, współczesne, inne z wątkiem futurystycznym. Część z nich - opowiadania współczesne - oparte są na prawdziwych wydarzeniach z praktyki osób stosujących w praktyce terapeutycznej dotyk, masaż, czy pracujących w nurcie body work. Opowiadane podczas drogi. Pierwotnie publikowane na stronach www.bodyworl.com.pl Piotr Szczotka Bodyworker © Pisane w latach 2010 - obecnie Wymarzone wakacje z dodatkową niespodzianką Anna dopakowała kilka osobistych rzeczy i zerknęła na zegar. Kuzyn miał się zaraz pojawić, a to była jej coroczna podróż na którą pakowała się raczej symbolicznie. Nie było potrzeby, aby się spieszyć. Spakowała kolejne dwie książki i wygodnie usiadła w fotelu. Do domu kuzynostwa na skraju miasta jechali przez zatłoczone miasto ponad pół godziny, co w przypadku tego miasta było raczej rekordowe o tej porze dnia. Rozmawiali spokojnie, kuzyn sprawnie prowadził, jednocześnie tłumacząc co i jak się zmieniło w systemie zasilającym dom i ogród. Wjechali na podjazd posesji, wysiedli z samochodu. Anna przywitała się z wszystkimi, ekscytacja dosięgała zenitu, z trudem sama ukrywała że cieszy się na te kolejne wakacje. Od prawie 17-tego roku życia pracowała jako pomocnik przewodnika, potem sama podjęła pracę w biurze turystycznym. Zwiedziła przeróżne zakątki nie tylko Europy. Pakowanie, sen, przesiadanie, odliczanie, rejestracja gości, pakowanie, sen, liczenie uczestników, pilnowanie i tak w kółko, obrazy te przemknęły jej przez myśl, patrząc na pakującą się rodzinę. Odkąd zaproponowali jej pomoc w pilnowaniu ich rozległego domu, coraz bardziej nie miała ochoty na wakacyjne wyjazdy gdziekolwiek. Małe mieszkanie jej w zupełności wystarczało, zresztą jak na obieżyświata przystało, traktowała go trochę jako sypialnię. Dlatego też, dom kuzynostwa jawił się jak pobyt w naturalnym, wymarzonym Spa. Zresztą był tak urządzony, że niektórzy projektanci mogli by się na nim uczyć. Dom nie był sporych rozmiarów w porównaniu z sąsiednimi, ale niezwykle przemyślany, dając poczucie wspólnoty, a zarazem można było się schować w jego licznych zakamarkach. Annę przywitał pies i dwa łaszące się koty. Ostatnie wskazówki co do sprzętu, koperta z rachunkami, pieniądze na zakupy, kilka ważnych adresów i danych. Była też druga koperta. - Anno tą otwórz później, ale koniecznie dzisiaj, przed godziną 17 00. Ok? - Dobrze, dobrze – odpowiedziała. Wszystkim udzielał się coraz lepszy humor. Po pół godziny została sama, ale nie samotna. Odwiedziła spokojnie najważniejsze zakamarki posesji i domu który uwielbiała. Obszerny pokój łazienny z sauną, stołem do zabiegów, kupionym przez kuzyna wraz ze stołem bilardowym. Jak zwykł mawiać w jednym pakiecie. Ten pierwszy zabiegowy, służył czasem nie tylko do masażu, ale jako „szwedzki stół” jak podczas rodzinnych uroczystości gdy zabrakło podręcznych stołów na drobne przekąski. Wszyscy się śmiali że tak przesiąkł zapachami dań, że zapewne podczas masażu nie jednego skręcało z głodu. Przeszła się po ogrodzie, basen letni był już rozstawiony. Słońce jeszcze mocno grzało, było po 16 – tej. Pomyślała o kąpieli, książkach i następnym tygodniu w tym uroczym miejscu. Podeszła do torby aby przebrać się w strój kąpielowy, kiedy nagle zadzwonił telefon. - A wy gdzie – zapytała ? - A daj spokój, jeszcze nie wylecieliśmy nawet, siedzimy na lotnisku już 2 godziny, jest opóźnienie. Ale samolot na szczęście już przyleciał. Dzwonię czy wszystko ok. Głos żony kuzyna był spokojny ale i tajemniczy. - Anno czy otworzyłaś drugą kopertę? - Ojej, zapomniałam, a to coś ważnego? - Dla ciebie tak! Myślę że tak. No i wszystkiego najlepszego z okazji imienin. Roześmiała się. Anna sięgnęła po kopertę, otworzyła i wysypały się małe kartonowe kartki. Popatrzyła na pierwszą z dzisiejsza datą: „Środa, godzina 17 00 masaż w domu, zgodnie z ofertą gabinetu” ….. Druga kartka: „Czwartek, godzina 17 00 kosmetyka do wyboru z oferty”, trzecia kartka: „Piątek godzina 17 00 masaż w domu” … itd. Rozbawiło ją to, wiedzieli bowiem jak uwielbia masaż i jak jednocześnie w swoim zabieganiu ma na niego mało czasu, nie tyle ile by chciała. Gorąco podziękowała kuzynce i życzyła miłego lotu, oczyma wyobraźni była z nimi na lotnisku: tłum, zmęczone dzieciaki, podenerwowanie, oczekiwanie, itd. Chyba nic nie było by w stanie jej teraz zaciągnąć do wyjazdu, tym bardziej na lotnisko. Popatrzyła na zadbany, aczkolwiek minimalistyczny ogród zgodny z dewizą kuzyna: „ To ogród jest dla nas, a nie my dla ogrodu”. Popatrzyła na zegarek, była 16:20. Od razu spojrzała na bezchmurne niebo, potem pobiegła na pierwszy poziom domu, gdzie stał stół do masażu. Uśmiechając się złożyła go i przeniosła do pobliskiej altanki, w której w letnie dni korzystali z zabiegów. Rozłożyła go, nakryła i pobiegła pod prysznic. Coraz bardziej podekscytowana po kwadransie czekała z filiżanką herbaty. Znajome logo firmy na zaproszeniu, nie dawało jej złudzeń że będzie to rewelacyjny początek wakacji. Sama w wielkim mieście, ale nie samotna. Dom kuzynostwa był jak wyspa. Zielona dosłownie, pełna uroku, wszystko było tak bardzo na miejscu. Zadzwonił dzwonek, popatrzyła kto przyszedł. W drzwiach pojawił się zaprzyjaźniony od lat masażysta. Wiedziała że to będzie bajeczny wieczór. Przywitali się, nie musiała się spieszyć. Krzysztof nigdy nie pracował w pośpiechu, ani też nie stwarzał pozorów wiecznie zabieganego terapeuty. Był niezwykle stonowany, zapytał czy chce mieć masaż wykonany przez niego, czy przez koleżankę, która przyjechała z nim. Zdecydowanie odpowiadał jej jego sposób pracy, potrafił uchwycić ten stan istnienia pomiędzy głęboką relaksacją, a wstrzymaniem się od prowokacyjnego uwalniania napięć. Dawał jej poczucie bezpieczeństwa i jednocześnie była świadoma co się z nią dzieje. Królowała empatia i intuicja, wszystko było jednocześnie przemyślane, spokojne choć niezwykle konsekwentne. Każdy ruch miał znaczenie. Wielokrotnie korzystała z innych zabiegów, czasem była bardzo rozbita, więc nie miała już więcej zamiaru korzystać z przypadkowych zabiegów. Po chwili pili spokojnie herbatę, wszystko było gotowe, stół do masażu też. Anna ze spokojem rozpoczęła swoje wymarzone wakacje, wiedziała że może sobie pozwolić na pozostanie po masażu na swoim miejscu, tu i teraz bez powracania do domu. Masażysta był perfekcyjny w każdym calu, zaprzyjaźnionym znajomym rodziny, doskonale wyczuwał kiedy chciała porozmawiać, ale też kiedy był czas na milczenie. Miała do niego kompletne zaufanie podczas zabiegów. Dziwiło ją to czasem, bo nie była w stanie obdarzyć zaufaniem facetów w jej życiu prywatnym. Kiedyś zapytała wprost, co jest w stanie wyczytać z jej zachowania, reakcji na masaż, na dotyk. Skomentował to szczerym uśmiechem, pytając czy naprawdę chce się tego dowiedzieć jako klientka czy jako zaprzyjaźniona osoba, prywatna? Zawahała się, nie wiedzieć dlaczego, nie zdecydowała się. Nigdy tego pytania nie zadała ponownie, nawet w żartach. Teraz też kompletnie zaufała, wiedząc że i tym razem może się spokojnie poddać. Kiedy zabieg się skończył, dodał, że będzie kolejny raz w piątek, pouczył aby nie wstawała gwałtownie, wpierw usiadła, itd. Zapytał czy wszystko w porządku, jak się czuje, po czym nakrył ją dodatkowym ręcznikiem i oddalił się w stronę drzwi. Zatrzasnął je, a ona jeszcze na moment odpłynęła. Mijały kolejne chwile, ale nie miała najmniejszego zamiaru wstawać. Przypomniał jej się tylko jeden z zabiegów w hotelu, kiedy podczas podróży kompletnie odleciała, a masażysta czekał po zabiegu. Okazało się, że przyjeżdżał do hotelu tylko okazyjnie, no i na domiar ze swoim stołem. Zaintrygowało ją wtedy, dlaczego hotel takiej klasy, nie był w stanie kupić sobie własnego stołu? Skąpstwo czy głupota? Jednocześnie w tym momencie, złapała się na tym, że powróciła na moment do swoich przyzwyczajeń w pracy i mówienia wprost - jako organizatora podróży, spotkań - co się jej nie podoba w hotelowych usługach. Uśmiechnęła się sama do siebie i jeszcze mocniej otuliła grubym ręcznikiem. Ani myślała schodzić ze stołu. Na małym zegarze w altanie minęła 19:00. (...)