Dziennik Gazeta Prawna, 28 lutego 2014

Transkrypt

Dziennik Gazeta Prawna, 28 lutego 2014
prawnik
28 lutego – 2 marca 2014 nr 41 (3682) gazetaprawna.pl
Rycerz z gitarą
Piotr Szymaniak
[email protected]
M
ecenasa Krzysztofa Wąsowskiego niełatwo
zaszufladkować czy
upchnąć w jakichś ramach. I to nie z powodu
tuszy, z której sam żartuje na każdym
roku. Na studia prawnicze zaprowadziła
go pasja muzyczna. – Zamysł był taki, aby
zająć się prawem autorskim i zostać menedżerem zespołów muzycznych – śmieje
się po latach mec. Wąsowski. Tak więc prawa autorskie i własność intelektualną pokochał pierwszą prawniczą miłością i choć
potem intensywnie romansował także
z innymi dziedzinami prawa, to obecnie
wraca do korzeni i habilituje się właśnie
na gruncie swojej pierwszej specjalizacji.
Na prawo zdawał cztery razy. Za każdym
razem przeszkodą był egzamin ustny, w co
dziś, znając jego zdolności krasomówcze,
trudno uwierzyć. Po dwóch pierwszych
podejściach od obowiązkowej służby wojskowej obroniło go to, że kończył jeszcze
szkołę muzyczną II stopnia. „Panie muzyk,
graj pan na tej swojej trąbie” – usłyszał na
komisji wojskowej. Jako gitarzystę klasycznego bardzo go to oburzyło. – Po roku
znowu nie zdałem na studia dzienne, a na
wieczorowe dostałem się tylko dlatego, że
zrezygnowano z egzaminu i wszystkich
przyjęto, więc jestem przykładem takiego
nieudacznika prawniczego – przyznaje
z rozbrajającą szczerością.
Prymusem nie był, najlepsze oceny miał
oczywiście z prawa autorskiego, ale nie na
tyle dobre, by dostać się na proseminaria
z tego przedmiotu. Proseminarium z prawa administracyjnego było więc ostatnią
deską ratunku, ale też i strzałem w dzie-
siątkę. Zarówno ze względu na przedmiot,
jak i osobę prowadzącego. – Prof. Zbigniew
Cieślak, obecny sędzia Trybunału Konstytucyjnego, był moim mistrzem. Absolutny
fenomen. Nauczył mnie, że najważniejszą
rzeczą dla prawnika jest odwaga, bo ona
idzie w parze z wyobraźnią i uczy skromności – mówi mec. Wąsowski.
Poza tym prof. Cieślak doskonale potrafił ocenić znaczenie i przyszłość prawa administracyjnego. Swoją pracę doktorską pisaną w 1982 r. zaczął od zdania,
że XXI w. będzie wiekiem administracji
albo nie będzie go wcale. – Jeśli ktoś sobie
uświadomi związki swojego życia z administracją, to okaże się, że żyjemy trochę jak w matriksie. Że połknęliśmy nie
tę pigułkę. Śmieję się czasem, że jestem
alegorią administracji, bo z każdym dniem
jestem coraz grubszy. Jak administracja,
która się zawsze rozszerza, a nigdy nie
zwęża. Moja działalność naukowa zmierza właśnie w kierunku jej zmniejszania
– podkreśla Krzysztof Wąsowski.
Między innymi z tego powodu bardzo
ceni kibiców. Uważa ich za antyadministratywistów, którzy przeciwstawiają się
coraz większej liczbie regulacji wchodzących w kolejne dziedziny życia. Przylgnęła
do niego łatka obrońcy kibiców (reprezentował m.in. Starucha czy zatrzymanych
jesienią w stolicy kibiców rzymskiego Lazio), ale ma też na koncie wiele innych
spektakularnych spraw.
Jedną z nich był spór byłego prezesa
Narodowego Centrum Sportu Rafała Kaplera z Ministerstwem Sportu o wypłatę
pół miliona złotych zaległej premii. Wąsowski ma też na koncie doprowadzenie
do precedensowego wyroku Sądu Najwyższego, z którego wynika, że pasażerowie mogą się domagać odszkodowa-
FOT. MATERIAłY PRASOWE
Jest prawnikiem o duszy artysty. Niepoprawnym
gawędziarzem i tytanem pracy, gorliwym katolikiem
zaangażowanym w życie (i sprawy) Kościoła,
a przy tym piekielnie skutecznym adwokatem
nia od linii lotniczych zarówno przed
Urzędem Lotnictwa Cywilnego, jak i na
drodze sądowej.
– Jest artystą w swym fachu. Zadziwia
mnie jego wszechstronność i to, jak nie
daje się zamknąć w jednej specjalizacji – mówi Filip Elżankowski, wspólnik
w macierzystej kancelarii Elżanowski,
Cherka i Wąsowski.
Krzysztof Wąsowski zajmuje się nie tylko prawem administracyjnym, ale także
karnym i cywilnym (jest np. ekspertem
z dziedziny prawa ochrony środowiska).
– Poza tym przedkłada interes klienta
nad interes kancelarii – przyznaje Filip
Elżanowski. To szczególne zaangażowanie podkreśla dr Marcin Wachoł z UW,
który współpracował z Wąsowskim m.in.
w sprawie kibiców Lazio. – Dobro klienta to dla niego najwyższa wartość. Gdyby trzeba było wstać od stołu wigilijnego
i jechać do aresztu śledczego, to Krzysztof
jest tym adwokatem, który tak by zrobił.
Adwokat w jego wydaniu to pocieszyciel.
Pasja i poświęcenie, z jakimi wykonuje ten
zawód, są niebywałe. No i cechuje go wielka odwaga, czym nawiązuje do najpiękniejszych kart polskiej palestry – mówi
prawnik.
Mecenas Wąsowski przez 10 lat był pełnomocnikiem strony kościelnej w Komisji
Majątkowej, co miało dla niego nieprzyjemne reperkusje. W jednym ze śledztw
dotyczących działania komisji postawiono mu zarzuty poświadczenia nieprawdy
w dokumencie. – Sprawa została umorzona, a doświadczenie zasiadania na ławie oskarżonych dla mnie jako adwokata
jest bezcenne. Ponieważ sam byłem poddawany inwigilacji operacyjnej czy przesłuchaniom przez CBA, to potrafię lepiej
zrozumieć klientów – tłumaczy.
Reprezentowanie Kościoła nie było
przypadkiem. Jest gorliwym katolikiem,
czego nie ukrywa. Należał do świeckiego zakonu Rycerzy Kolumba (był nawet
przewodniczącym polskiego oddziału), ale
w skutek sporów doktrynalnych założył
nową wspólnotę, Rycerzy Jana Pawła II,
która jest swoistym wotum wdzięczności
mężczyzn katolików za pontyfikat.
Ciągle gra na gitarze (i śpiewa) w zespole Glosator, złożonym zresztą z samych
prawników. Oprócz tego jego hobby to
gastroturystyka. – Oczywiście klerykalna, bo musi być jeszcze w okolicach kościół – mówi mec. Wąsowski. Ulubiony
kierunek: Włochy.
prosto ze Strasburga
Kłamstwo w imię dobra dziecka
Dominika
Bychawska-Siniarska
koordynatorka
projektu „Europa
Praw Człowieka”
Helsińskiej Fundacji
Praw Człowieka
Prenumerata:
W październiku 1995 r. partnerka skarżącego A.L., z którą
pozostawał on w nieformalnym związku, urodziła syna.
Mężczyzna uznał ojcostwo
dziecka i niedługo później ożenił się z jego matką. W 2000 r.
związek się rozpadł, a opieka
nad chłopcem została przyznana matce. A.L., który zaczął mieć wątpliwości, czy jest
biologicznym ojcem dziecka,
przeprowadził badania DNA. Te
potwierdziły jego obawy.
Ze względu na upływ terminu 12 miesięcy na zaprzeczenie ojcostwa przewidzianych
w kodeksie rodzinnym i opiekuńczym A.L. zwrócił się do
prokuratury w Nowej Soli
z wnioskiem o wniesienie
w jego imieniu powództwa
o ustalenie bezskuteczności
uznania ojcostwa.
Prokuratur przychylił się do
wniosku, jednak sąd rejonowy,
ze względu na dobro dziecka,
oddalił powództwo. Sędziowie podkreślili, że A.L. miesz-
kał ze swoją partnerką przed
zawarciem związku małżeńskiego i był świadomy tego,
że kobieta miała relacje seksualne z innymi mężczyznami. Uznając ojcostwo dziecka
musiał przypuszczać, że może
nie być ono jego. Ponadto sąd
zwrócił uwagę na to, u dziecka zdiagnozowano ADHD i gdy
miało 7 lat, orzeczono jego niepełnosprawność, a nowy partner matki otwarcie odmawiał
adopcji chłopczyka ze względu
na jego ułomność. Sąd przyjął
zatem fikcję prawną dotyczącą
ojcostwa dziecka ze względu na
jego dobro.
A.L. wniósł apelację od wyroku, którą sąd okręgowy oddalił. W oparciu o orzecznictwo
Sądu Najwyższego podkreślił,
że ojcu nie przysługuje możliwość zaprzeczenia ojcostwa.
Może zwrócić się o nie dziecko, gdy osiągnie pełnoletność.
Sąd wskazał, że dobro dziecka
uzasadniało odejście od prawdy, bowiem z akt postępowa-
nia wynikało, że skarżący do
rozpoczęcia procesu traktował
dziecko jak swojego syna.
A.L. zwrócił się do Europejskiego Trybunału Praw
Człowieka, powołując się
na naruszenie przez Polskę
art. 8 konwencji, czyli prawa do
poszanowania życia prywatnego i rodzinnego (skarga nr
28609/08). W uzasadnieniu napisał, iż pomimo jednoznacznego dowodu w postaci testu
DNA sądy krajowe odmówiły
mu ustalenia, że nie jest biologicznym ojcem dziecka.
Trybunał w wyroku
z 18 lutego 2014 r. przypomniał,
że w świetle wcześniejszego
orzecznictwa (m.in. w sprawie Yildirim przeciwko Austrii) kwestia ustalenia ojcostwa stanowi element życia
prywatnego, którego ochronę
gwarantuje art. 8 konwencji.
Odmowa uznania zaprzeczenia ojcostwa przez sądy krajowe stanowiła niewątpliwie
ingerencję w to prawo. W wy-
rokach sądy krajowe kierowały
się wolą poszanowania interesu prawnego w postaci dobra dziecka i dbałości o relacje
rodzinne. Oceniając, czy ingerencja w prawo do poszanowania życia prywatnego była
proporcjonalna i niezbędna,
sędziowie strasburscy odwołali się do swobodnego marginesu oceny władz krajowych.
To sądy krajowe mają bowiem
możliwość bezpośredniego
kontaktu z osobami, których
dotyczy postępowanie. Mogą
one w lepszym zakresie niż trybunał ocenić prawa osób zaangażowanych w postępowanie
i wyważyć ich interesy. Sędziowie strasburscy, analizując postępowanie krajowe, wskazali,
że ojciec miał możliwość wystąpienia na drogę sądową za
pośrednictwem prokuratury.
Ponadto sądy krajowe w sposób
kompleksowy uzasadniły decyzję o utrzymaniu status quo.
Interes małoletniego, który
w trakcie orzekania miał 12 lat,
został w postępowaniu właściwie reprezentowany, poprzez
powołanego do tego zadania
kuratora. A dziecko po uzyskaniu pełnoletności ma możliwość wystąpienia z wnioskiem
o zaprzeczenie ojcostwa. Ważąc
prawo do poszanowania życia
prywatnego ojca oraz interes
dziecka, ETPC uznał, że nie doszło do naruszenia konwencji.
Trybunał potwierdził tym samym status quo, wiedząc, że
jest ono fałszywe.
Wyrok w przedmiotowej
sprawie obrazuje, jak skomplikowane mogą być relacje rodzinne i jak trudno wyważyć
interes poszczególnych stron.
Coraz częściej zdarza się jednak sytuacja odwrotna, w której to biologiczny ojciec stara
się ustalić ojcostwo i nawiązać
relacje z dzieckiem. W takiej sytuacji wyrok trybunału mógłby
być odmienny i prowadzić do
wniosku, że odmowa uznania
ojcostwa stanowi naruszenie
prawa do życia prywatnego ojca.
Cena prenumeraty DZIENNIKA GAZETY PRAWNEJ: Wersja Standard – miesięczna (luty 2014 r.): 96,00 zł – luty–grudzień 2014 r.: 1003,75 zł. Wersja Premium – miesięczna (luty 2014 r.):
112,00 zł – luty–grudzień 2014 r.: 1188,00 zł. Wszystkie ceny brutto (zawierają 8 % VAT) Więcej informacji na stronie www.gazetaprawna.pl/prenumerata