hati - Ccrch

Transkrypt

hati - Ccrch
HATI
w służbie dźwięku
„Genius Loci” i „Music For Metal Idiophones” – dwa albumy wydane
nakładem własnym grupy Hati – wprawiły mnie w tyleż głębokie, co radosne
zamieszanie. Toruński duet Hati objawił się z dojrzałą i pełną koncepcją
muzyczną. Trzymając się z dala od wszelakich mód i trendów, na własną rękę
docierają do fundamentalnych doświadczeń dźwiękowych i grają muzykę
o sile katharsis.
Pierwsza myśl, jaka nasuwa się przy kontakcie z Hati, brzmi: skąd w Polsce w
dzisiejszych czasach biorą się ludzie tworzący taką muzykę. A zatem skąd się
wzięliście i z jakich doświadczeń wykluł się pomysł stworzenia projektu takiego jak
Hati? Czym się zajmujecie poza Hati?
Nasza muzyczna podróż rozpoczęła się na początku lat 90-tych ubiegłego stulecia, a
znamy się jeszcze dłużej. Zaraz po tym, jak usłyszeliśmy pierwsze nagrania punk
rockowe, chwyciliśmy cymbałki, dziecięce werble, harmonijki ustne, małe talerzyki i tym
podobne instrumenty. Gdy już dorwaliśmy gitary (Darek – bas, Rafał – gitara),
założyliśmy prawdziwy punkowy zespół z perkusistą, a trochę później z wokalistą – lecz
to już były klimaty bliskie Joy Division. Jeden z silniejszych wstrząsów w naszej biografii
muzycznej nastąpił jednak po zetknięciu się z dokonaniami Throbbing Gristle i Psychic
TV. Wtedy rozpoczął się powolny rozkład naszej mozolnie konstruowanej muzyki –
poszliśmy w stronę rockowej psychodelii oraz eksperymentów z analogową elektroniką i
elektroakustyką. Nagrywaliśmy się wtedy na różne sposoby. Z czasem zaczęliśmy
udzielać się w różnych składach personalnych, a drogi naszej dwójki rozchodziły się i
schodziły. Żaden z nas nie mógł się do końca odnaleźć w tym co robił. Jednak nie
przeszło nam przez myśl by zaprzestać grać muzykę, która tak silnie od młodości na nas
oddziaływała, w dużej mierze ukształtowała nasze osobowości i sposób patrzenia na
świat. W pewnym okresie zaczęliśmy chodzić na długie spacery do lasu, gdzie
uderzaliśmy w poukładane drewno. Bezpośredni kontakt z tak naturalnym instrumentem
musiał na nas chyba silnie podziałać, bo niebawem zaczęliśmy wyzbywać się naszych
gitar i wzmacniaczy, zdobywać pierwsze akustyczne instrumenty. Poznaliśmy wiele,
wybieramy co dla nas najlepsze. W 2001 roku zdecydowaliśmy się na realizację nowej,
jedynej i świadomie wybranej drogi twórczej, którą do dzisiaj kontynuujemy i rozwijamy.
Poza Hati Darek pracuje w sklepie dla artystów plastyków i przy konserwacji zabytków,
Rafał skończył etnologię na UMK w Toruniu.
Muzyka Hati przywołuje kilka skojarzeń. Projekty z kręgu Deep Listening Pauline
Oliveros. „Miejski szamanizm” postindustrialnych grup, jak np. Nocturnal
Emissions czy Zoviet France. I oczywiście muzyka Dalekiego Wschodu. Jak wy się
odnosicie do tych muzycznych tropów?
Deep Listening to dobre skojarzenie – dokonania z tego kręgu utwierdziły nas w
konieczności poszukiwania miejsc o ciekawych warunkach akustycznych. Poza tym to
już klasyka muzyki XX wieku, obok Partcha, Cage’a, Stockhausena, czy La Monte
Younga. Nocturnal Emissions, Zoviet France i w ogóle postindustrial nie są nam już tak
bliskie. Jeśli chodzi o muzykę Dalekiego Wschodu – niektóre pozaeuropejskie kultury
muzyczne mają po kilka lub kilkanaście tysięcy lat i cały czas są żywe (chociaż niektóre
w XX wieku nieco się zdeformowały), to znaczy, że warto je zgłębiać. Bardzo cenimy
sobie muzykę pozaeuropejską – w Azji: tybetańską, koreańską, japońską, indonezyjską.
Na równi z tym wspaniała jest muzyka Afryki, Karaibów (santeria, voodoo), Indian z obu
Ameryk czy Australii. Cała ta muzyka powyżej wymieniona wywarła na nas duży wpływ
i stała się (cały czas się staje) źródłem i bazą do budowania własnej tożsamości. Szukamy
elementów wspólnych, które są niekwestionowane w muzyce Zachodu i
pozaeuropejskiej. A gramy muzykę XXI wieku.
Wszystkie te wspomniane tradycje – etniczną, postindustrialną i minimalistyczną –
łączy w zasadzie jedna rzecz – brzmienie, określone częstotliwości dźwięku, które
pojawiają się w rytualnej muzyce wielu kultur. W tradycji pojawiają się jako święte
dźwięki, narzędzie transformacji, u eksperymentatorów z kręgu minimal music i
elektroniki te brzmienia przeliczono na konkretne częstotliwości. Psychoaktywna
siła takiej muzyki się nie zmienia, można ją jednak odnieść do tradycji mistycznych,
albo manipulować nią jako zjawiskiem akustycznym – jakie podejście bliskie jest
Hati?
Czujemy się w pewnym sensie wydziedziczeni z wszelkich wielkich tradycji mistycznych
– nie znaleźliśmy w nich jakiegoś oparcia, a próbowaliśmy je poznać. Z każdej rzeczy
jednak można wyciągnąć coś dobrego dla siebie. Nie znamy odpowiedzi na ważkie
pytania, na które wielu twierdzi, że zna. My zadajemy pytania – a w dużym stopniu
odpowiedź znajdujemy w muzyce. Nieraz może wydawać się nam, że jesteśmy pod
działaniem jakichś sił, energii, duchowości, że muzyka jest narzędziem w rękach jakiejś
siły (tak jak instrumenty są narzędziami w naszych rękach do wywołania muzyki), która
nas popycha do działania, ale równie dobrze można powiedzieć, że ta siła wypływa tylko
z nas. Ważne, że muzyka działa pozytywnie, otrzeźwiająco, oświeca, otwiera na innych i
na samego siebie. A działają tak pewne zestawienia dźwięków, których poszukiwanie jest
jednym z naszych głównych zadań i manipulacji. Siła oddziaływania pewnych zjawisk
akustycznych zależna jest w dużej mierze od nastawienia słuchacza czy też
wydobywającego dźwięki, umiejętności skupienia, otwartości.
A jak rozumiecie kwestie dronu? Czym jest dla Was dron, jakie jest jego znaczenie
w muzyce Hati i co sądzicie o ogromnej ilości brzmień dronowych, które są
wszechobecne w muzyce schyłku XX wieku?
Jeśli chodzi o długie, rezonujące dźwięki, szczególnie o dość niskich częstotliwościach, to
jest to pożądany materiał dźwiękowy, równie istotny jak momenty ciszy czy regularnej
pulsacji rytmicznej. Brzmienia dronowe we współczesnej muzyce są czymś w rodzaju
medytacji, wielu ludzi chce tego doznawać w różnych celach, to nieuniknione. Z naszego
rozeznania wiele muzyki dronowej ociera się o noise, jednak my staramy się chronić
przed hałasem naszą muzykę i uszy.
Owe jakości brzmieniowe, o które pytałem szczelnie wypełniają przestrzeń wokół
słuchacza i przenoszą go w inny stan, który zdecydowanie odległy jest od rytmu
codzienności. Czy Hati towarzyszy jakieś konkretne przesłanie, cel w tej praktyce
przenoszenia słuchacza w inną czasoprzestrzeń? Czy po prostu ograniczacie się do
dźwięków pozostawiając ich odbiór indywidualnemu doświadczeniu?
Wychodzimy z założenia, że estetyka i rozrywki intelektu to nie wszystkie elementy
świadczące o wartości muzyki. Granie i słuchanie muzyki może służyć budowaniu
większej świadomości. Poza tym ta jedna z najstarszych form aktywności człowieka
stworzona jest dla rzeczy niewyrażalnych za pomocą słów. Jest pełna tajemnic. Ostatnio
dochodzą nas słuchy (po koncertach), że gramy muzykę rytualną, a ludzie wygłaszają
opinie w rodzaju: „Słucham Hati i czuję jak oczyszcza, po prostu przegania z
otoczenia cały syf. Zostajesz sam z sobą. Budzi instynkt” – które są bliskie naszym
odczuciom. Wierzymy, że można być czytelnym dla siebie i innych, a jednocześnie być
wyzbytym ideologii. Służyć samym dźwiękiem. Żyjemy w tak przegadanym świecie.
Jakie jest instrumentarium Hati? Skąd się bierze – tradycyjne instrumenty czy
obiekty modyfikowane, jakieś własne konstrukcje? Tylko akustyczne?
Jak zabraknie prądu, to my dalej będziemy grać. Obecnie wykorzystujemy wyłącznie
instrumenty akustyczne: tradycyjne, obiekty przyniesione ze złomowisk i instrumenty
zbudowane przez nas samych. Przez kilka lat zebraliśmy dużą ilość instrumentów, lecz
wielu z nich nie używamy – po próbach zostały wyeliminowane z oficjalnego wizerunku
brzmieniowego Hati. Te, które można usłyszeć na naszych płytach i koncertach to
instrumenty dęte: ligawki podlaskie, czyli jedne z najdawniejszych w Polsce
instrumentów ludowych; piszczały – pewnie nieliczne, jeśli nie jedyne na świecie
egzemplarze pewnych przedmiotów w funkcji jaką im nadaliśmy; własnej konstrukcji
rogi drewniane oraz rogi zwierzęce; rura PCV; trąbka sygnałówka i kilka innych
ciekawych małych aerofonów. Z idiofonów: gongi syjamskie z czaszą, gongi chińskie,
dzwonki tybetańskie, czynele, gongi i dzwony okrągłe ze złomu oraz bloki drewniane. Od
dłuższego czasu eksperymentujemy z różnymi bębnami. Obecnie gramy wyłącznie na
bębnach używając różnego rodzaju pałek, ale okazuje się, że jest to dla nas jedna z
trudniejszych kwestii i chociaż w sumie naszą przygodę zaczynaliśmy od bębnienia, to do
dzisiaj nie jesteśmy w pełni usatysfakcjonowani z naszych membranofonów. W
najbliższym czasie powinniśmy ten problem definitywnie rozwiązać. Ważną rzeczą jest
znalezienie odpowiednich narzędzi do wydobywania dźwięku z instrumentarium
perkusyjnego – różne ich rodzaje dają bardzo urozmaicone walory brzmieniowe.
Wszystkie nasze instrumenty są jedyne w swoim rodzaju i każdy z nas ma swoje własne
stanowisko do wywoływania dźwięku. Znaleźć nowy interesujący instrument to dla nas
wielka radość.
Co generalnie decyduje o doborze instrumentów?
O wyborze danego instrumentu decyduje głównie odpowiednie brzmienie,
charakteryzujące się chociażby tym, że mógłbyś uderzać lub dąć w taki instrument bez
końca nie myśląc o niczym, nawet o tworzeniu jakichś utworów, płyt czy koncertów. To
znaczy, że instrument nadaje się do pracy. Ale nieraz również świadomie odrzucamy
instrumenty, które pięknie brzmią i dobrze się na nich gra – to jest już manipulacja z
naszej strony. W sumie wszystkie dźwięki są dobre jako materiał muzyczny, ale to już
kwestia wyboru co się chce osiągnąć. Zdobywanie instrumentów to osobna historia –
nieraz trzeba się po nie wybrać za granicę i wydać dużo pieniędzy, innym razem zakupić
na złomowisku za grosze. Lecz bez względu na cenę są równie wartościowe. Pomimo
naszej wielkiej fascynacji dźwiękiem akustycznych instrumentów – nie wykluczamy
pracy z urządzeniami elektronicznymi.
Jakie znaczenie ma lokalizacja nagrań Hati, jak wyszukujecie przestrzenie
akustyczne dla Waszej muzyki. I jaka jest specyfika nagrywania dźwięku, który
Was interesuje?
Bardzo cenimy sobie nagrania dokonane metodą „na żywo”. Lokalizacja może mieć
ogromne znaczenie. Pomieszczenia z dużym pogłosem są wspaniałe, np. puste hale
magazynowe czy kościoły. Naturalny pogłos to partner, trzeci umysł. Gdy
przygotowywaliśmy się do nagrania „Genius loci” w poszukiwaniu najlepszego pogłosu
sprawdziliśmy dziesięć ogromnych hal fabrycznych, a tylko jedna była naprawdę
wspaniała. Nagrywanie muzyki akustycznej wymaga wielu prób i poszukiwań i nie jest
łatwe – szczególnie jeśli wszystko robimy sami. Trzeba zdać sobie sprawę, że nagrywanie
dźwięku – szczególnie akustycznego – to często próba dojścia do obiektywnego ideału,
co jest wręcz nieosiągalnym celem (tym bardziej jeśli nie ma się do dyspozycji
profesjonalnego sprzętu wysokiej jakości), gdyż żadne z ujęć realizatorskich nie oddaje
do końca prawdy. Nie ma reguł i każdy fragment muzyczny traktujemy niezależnie np.
eksperymentując z omikrofonowaniem. Podsumowując tę kwestię – jakość nagrania nie
jest dla nas jakimś decydującym czynnikiem. Ważniejsze jest potrafić się odpowiednio
nastawić przed nagrywaniem i zagrać możliwie jak najlepiej, bez wielkich kombinacji
realizatorskich.
Jak byście przedstawili odautorsko Wasze dwa wydane na płytach projekty:
„Genius Loci” i „Music For Metal Idiophones”.
„Music for Metal Idiophones” najpierw nagraliśmy metodą „na żywo” podczas kilkunastu
sesji nagraniowych w naszym małym pomieszczeniu do grania, ale zanim do tego
przystąpiliśmy dużo improwizowaliśmy, próbnie nagrywaliśmy i wsłuchiwaliśmy się.
Powstało wtedy wiele ciekawych pomysłów, ale tylko pewną ich część umieściliśmy na
tej płytce. Układ utworów został przemyślany jako całość do słuchania, niektóre utwory
mają formę zamkniętą, większość jednak nie. To bardzo minimalistyczne i wciągające.
„Genius Loci” nagraliśmy w ciągu kilku dni w halach magazynowych fabryki Merinotex
w Toruniu. To piękne doświadczenie grać w takich warunkach akustycznych. Duch tego
miejsca jest obecny na płycie.
Obydwie płyty to już przeszłość, zapis pewnego koniecznego etapu w naszym rozwoju.
Na koncertach gramy po 3-4 fragmenty muzyczne z każdej z tych płyt oraz większość
nowych.
Gdyby ktoś chciał zweryfikować to, o czym teraz czyta – gdzie Was można usłyszeć,
zobaczyć, jak zdobyć płyty?
Bardzo cenimy sobie występy na żywo i chętnie pokazalibyśmy się w różnych miejscach
Polski. Płyty Hati najlepiej nabyć bezpośrednio od nas: na koncertach, zamawiając pod
mailem: [email protected] i w sklepie Hey Joe w Warszawie.
Jakie są Wasze najbliższe plany, projekty?
Jesteśmy w trakcie nagrywania nowej płyty - dla wytwórni Nefryt, na której w większym
stopniu wykorzystujemy techniki studyjne, jedynym źródłem dźwięku są nasze
instrumenty i przedmioty akustyczne. W dalszej przyszłości mamy zamiar nagrać płytę w
dobrych warunkach akustycznych metodą „live in studio” np. w kościele, zamku czy
jakiejś opustoszałej hali fabrycznej. Poza tym dużo gramy i uczymy się nieustannie.
Gdybyście mogli na kolejną sesję Hati zaprosić dwóch dowolnych artystów - jaki
byłby Wasz wybór?
- La Monte Young i Z’ev.
Rafał Księżyk / Antena Krzyku 2/2004