KWIECIEŃ 2015 - 5 ton nad ziemią

Transkrypt

KWIECIEŃ 2015 - 5 ton nad ziemią
POLECAMY
Lubelski Klaster Zaawansowanych
Technologii Lotniczych rozpoczął działalność
31 marca w Urzędzie Miasta Lublin zorganizowano konferencję,
której tematem było wejście Lubelskiego Klastra Zaawansowanych
Technologii Lotniczych (LKZTL) w kolejny etap swojego funkcjonowania, czyli rozpoczęcie działalności operacyjnej, co uświetniła
podpisana umowa o współpracy między LKZTL a Śląskim Klastrem
Lotniczym. Jednak głównym tematem spotkania był aspekt gospodarczy, czyli jak lotniczy klaster może wzbudzić rozwój Lubelszczyzny i jaki wpływ na ten proces ma wybór śmigłowca AW149
w trwającym przetargu.
16
W NUMERZE:
Z ostatniej chwili
Adam M. Maciejewski ................................................................. 40
Rozstrzygnięcie przetargów ................................................. 6
Otwarcie Biura Konstrukcyjnego
Airbus Helicopters w Łodzi
wywiady
Adam M. Maciejewski
Pracujemy jako pełnoprawny partner dla najlepszych
i z najlepszymi ..................................................................... 8
Konsorcjum Airbus Helicopters, do niedawna jeszcze Eurocopter,
jest w Polsce już ponad dekadę. Jednak dotąd nie planowało rozpoczęcia budowy śmigłowców w Polsce. Sytuacja zmieniła się, kiedy
Airbus Helicopters stanął do przetargu na śmigłowiec wielozadaniowy dla polskiej armii. Ale oprócz planów produkcyjnych, równolegle rozważano zupełnie inny projekt. Dotyczył on otworzenia
Biura Konstrukcyjnego Airbus Helicopters w Polsce. Jean-Brice Dumont, wiceprezes wykonawczy ds. inżynierii w Airbus Helicopters
zapytany, czy projekt otworzenia biura jest powiązany z planami
rozpoczęcia produkcji lub montażu śmigłowców, odpowiedział, że
Biuro Konstrukcyjne jest projektem niezależnym i decyzja o jego
powstaniu w Polsce zapadła dużo wcześniej. W tym celu wydzielono spółkę Airbus Helicopters Polska, a 19 lutego 2015 roku nastąpiło
oficjalne otwarcie Biura Konstrukcyjnego Airbus Helicopters Polska
w Łodzi. Działalność Biura staje się faktem.
Wojsko polskie
Podhalańczycy w Alpach. 21. Brygada Strzelców
Podhalańskich ......................................................................... 12
W kontakcie z napalmem. 6. Brygada Powietrznodesantowa ... 13
Przeciwlotnicy na zgrupowaniu WOPL RSZ. 12. Szczecińska
Dywizja Zmechanizowana ........................................................ 14
Prymus w Niebieskim Berecie. 7. Brygada Obrony Wybrzeża .... 15
70. rocznica formowania 11LDKPanc ........................................ 16
Delegacja Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej w 25BKPow. . 18
Szkolenie w Aachen. 11. Lubuska Dywizja Kawalerii Pancernej . 19
RYŚ-15 zakończony. 12. Szczecińska Dywizja Zmechanizowana . 20
Neutralizacja niebezpiecznych znalezisk w gdyńskim
porcie. 8. Flotylla Obrony Wybrzeża .......................................... 22
Ćwiczenia 3. Flotylli Okrętów .................................................... 23
Potęga „Twardego”. 1. Warszawska Brygada Pancerna .............. 24
Święto 23. Śląskiego Pułku Artylerii ......................................... 25
Napad na pracownika SUFO. Żandarmeria Wojskowa ............... 27
Spotkanie wielkanocne Prezydenta RP z żołnierzami
Wojska Polskiego w 25BKPow. ................................................. 27
Wizyta Dowódcy Operacyjnego w Afganistanie ........................ 28
Gep@rdzi pazur. 15. batalion Ułanów Poznańskich – 17WBZ .... 29
Maciej Ługowski .............................................................................. 44
Żołnierze z misiem
Rozpoczynamy nową serię materiałów opartych o fotografie z prywatnych albumów przedstawiające żołnierzy Wojska Polskiego na
różnych etapach jego historii. Jako pierwszym swymi zbiorami
pochwalił się nam Pan Piotr Bańka z Koszalina, w którego archiwum
dotyczącym dziejów tego miasta znalazło się kilka zdjęć przedstawiających żołnierzy 88. pułku artylerii przeciwlotniczej wykonanych
w latach pięćdziesiątych ubiegłego stulecia.
Łukasz Gładysiak .............................................................................. 82
Na okładce:
EC725R2 Caracal
[Fot. Martin Scharenborg & Ramon
Wenink /Global Aviation Review Press®]
62
www.armia24.pl
Adres Redakcji i Wydawnictwa
20-258 Lublin, ul. Akacjowa 100, Turka, os. Borek
tel./faks 81 501 21 05
[email protected] • www.kagero.pl
RadA Programowa
32
50
Wiesław Barnat – przewodniczący,
Hubert Marcin Królikowski, Krzysztof Kosiuczenko,
Przemysław Kupidura, Sławomir Augustyn,
Przemysław Simiński, Mirosław A. Michalski,
Norbert Wójtowicz
redaktor naczelnY
wydarzenia
Damian Majsak
Z wizytą w PKW Orlik 6 .......................................................... 32
redaktor prowadzący
Adam M. Maciejewski
tel. 605-233-805
Albert Osiński
Konferencja
„Klasy mundurowe od teorii do dobrych praktyk” .................. 38
redakTor działu Historia Militaris
Kamil Stopiński
Kamil Stopiński
Redakcja
przemysł
Adam M. Maciejewski
Lubelski Klaster Zaawansowanych Technologii
Lotniczych rozpoczął działalność ........................................... 40
str. 6
21 kwietnia ogłoszono wyniki postępowań o wyborze dostawców systemu
Wisła i 70 śmigłowców wielozadaniowych. Wskazani przez MON producenci
to amerykański koncern Raytheon oferujący zestaw Patriot oraz francusko-niemiecki Airbus Helicopters…
Adam M. Maciejewski
Otwarcie Biura Konstrukcyjnego Airbus Helicopters
w Łodzi ............................................................................. 44
Maciej Ługowski
Jerzy Garstka, Jacek Krzewiński, Maciej Ługowski,
Krzysztof Melski, Marian Moraczewski,
Tomasz Nowak, Gian Carlo Vecchi
Korekta
Adam M. Maciejewski, Karolina Kaźmierska
Dyrektor Marketingu
Joanna Majsak
[email protected]
Biuro Reklamy
Kamil Stopiński, Maciej Łacina
[email protected]
[email protected]
tel. 609-326-009
Na Lądzie
Zawracanie kijem Wisły ..................................................... 50
Adam M. Maciejewski
sekretarz redakcji
W powietrzu
[email protected], tel. 601 602 056
Kamil Stopiński
Bell AH-1Z Viper ................................................................ 62
DTP
Marcin Wachowicz, Łukasz Maj
KAGERO STUDIO – [email protected]
LESZEK A. WIELICZKO
Włoskie Siły Powietrzne w Afganistanie ............................. 72
Gian Carlo Vecchi
Gian Carlo Vecchi
Historia Militaris
str. 72
Po powrocie do Włoch samolotów AMX
z Task Group „Black Cats”, obecność Aeronautica Militare w Afganistanie przybrała inny kształt. Poniżej przedstawiamy rozmowę z dowódcą JATF (Joint Air
Task Force – Połączonych Lotniczych Sił
Zadaniowych) i relację z wizyty, którą
złożyliśmy lotnikom nadal służącym
w Afganistanie.
Żołnierze z misiem ............................................................. 82
Łukasz Gładysiak
Działa samobieżne M107 i M110 ........................................ 84
Marcin Łuczak
Zabiegi o utworzenie szkoły rycerskiej w xvi i xvii w. ......... 94
Kolportaż
Sprzedaż i prenumerata redakcyjna, prenumerata RUCH,
KOLPORTER, sprzedaż sieć Empik, salony prasowe:
RUCH i KOLPORTER, INMedio, wybrane księgarnie, podczas
pokazów lotniczych, rekonstrukcji historycznych, targów,
konferencji i wystaw przemysłu obronnego
Wydawca
Oficyna Wydawnicza KAGERO
ul. Akacjowa 100, Turka, 20-258 Lublin 62
www.kagero.pl
Witold Lisowski
Prezes zarządu
Damian Majsak
[email protected]
Sekretariat wydawnictwa
Kamil Stopiński
Tel. 601 602 056
Współpraca
Marcin Łuczak
72
str. 84
Na powstaniu tych dwóch, szerzej
w Polsce nieznanych, typów sprzętu
odcisnęła swoje silne piętno nabierająca w latach pięćdziesiątych ubiegłego
wieku prędkości swoista „atomizacja”
pola walki. taktyki, jak i sprzętu.
ISSN
1898-1496
Wszystkie materiały są objęte prawem autorskim. Przedruki i wykorzystanie
materiałów wyłącznie za zgodą redakcji. Redakcja zastrzega sobie prawo
skracania tekstów i zmiany tytułów nadesłanych tekstów.
Opinie zawarte w artykułach są wyłącznie opiniami sygnowanych autorów.
Redakcja nie odpowiada za treść reklam, materiałów promocyjnych.
Wydawca Ilustrowanego Magazynu Wojskowego ARMIA ostrzega P.T.
Sprzedawców, że sprzedaż aktualnych i archiwalnych numerów czasopisma
po innej cenie niż wydrukowana na okładce jest działaniem na szkodę
Wydawcy i skutkuje odpowiedzialnością karną.
Z ostatniej chwili
Caracal i Patriot wyborem MON
Rozstrzygnięcie przetargów
21 kwietnia ogłoszono wyniki postępowań o wyborze dostawców systemu Wisła i 70 śmigłowców wielozadaniowych. Wskazani przez MON producenci to odpowiednio amerykański koncern
Raytheon oferujący zestaw Patriot oraz francusko-niemiecki Airbus Helicopters oferujący śmigłowiec H225M Caracal (EC-725 Caracal wg MON).
Adam M. Maciejewski
W
przetargu śmigłowcowym poszukiwano następcy śmigłowców
rodziny Mi-8/Mi-17 oraz Mi-14
w trzech różnych wersjach: transportowej,
CSAR (ratownictwo bojowe) i wielozadaniowej pokładowej. Jak poinformował
w swym komunikacie MON, obecnie planuje się zakup 50 sztuk, gdyż okazało się,
że śmigłowce Mi-17 będą latać dłużej niż
jeszcze do niedawna w MON się wydawało.
W przetargu uczestniczyły: WSK PZLŚwidnik S.A. (oferując śmigłowiec AW149)
oraz konsorcjum Sikorsky International
Operations Incorporation, Sikorsky Aircraft
Corporations i PZL-Mielec (oferując S-70i
Black Hawk/S-70B Seahawk) oraz Airbus
Helicopters oferując śmigłowiec H225M
Caracal. MON Wybrał ofertę Airbus
Helicopters. W uzasadnieniu opublikowanym przez MON można przeczytać: Oferty
złożone przez WSK PZL Świdnik S.A oraz
konsorcjum Sikorsky International Operations
Incorporation, Sikorsky Aircraft Corporations,
wraz z Polskimi Zakładami Lotniczymi Sp. z o.
o. z Mielca nie spełniły wymogów formalnych
i wymagań technicznych dotyczących m.in.
6
terminu dostaw, wyposażenia śmigłowców
w systemy walki, ustanowienia zdolności do
serwisowania w WZL-1 Łódź.
Wedle wyjaśnień przekazanych przez wiceministra Mroczka, konkurencyjne śmigłowce
odpadły, gdyż S-70i został zaproponowany
bez zintegrowanego uzbrojenia (co jest
tezą zabawną samą w sobie) i bez pełnego
pakietu szkoleniowo-logistycznego, natomiast PZL-Świdnik zaproponował dostawy
pierwszych AW149 w cztery lata od podpisania kontraktu, zamiast najpóźniej w dwa,
jak chciało Ministerstwo Obrony Narodowej.
Wiceminister Mroczek na posiedzeniu sejmowej Komisji Obrony Narodowej stwierdził, że MON nic nie odbiera Świdnikowi
i Mielcowi, gdyż PZL-Świdnik serwisuje
„całą flotę” śmigłowców MON (oczywista
nieprawda), a w PZL Mielec MON do niedawna kupował samoloty Bryza.
Następnym krokiem będzie rozpoczęcie
prób mających potwierdzić zadeklarowane
w ofercie przez producenta parametry techniczne. Zapowiedziane testy zostaną przeprowadzone na przełomie maja i czerwca
w Polsce. Jeżeli potwierdzą deklaracje producenta, zostanie podpisany kontrakt mający
w 2017 r. zaowocować dostawami pierwszych
egzemplarzy Caracala. Jak zakomunikował
MON: Z uwagi na charakter postępowania,
ostateczna wartość kontraktu zostanie przedstawiona po zawarciu umów offsetowych i dostawy.
Jednocześnie MON ogłosił, że: biorąc pod
uwagę zmieniającą się sytuację bezpieczeństwa, przyspieszeniu ulega realizacja programu Kruk, czyli wyboru nowych śmigłowców
szturmowych, określanych przez MON „uderzeniowymi”.
Natomiast w drugim z wymienionych postępowań, bo najwyraźniej nie przetargów,
wskazano na dostawcę przyszłego systemu
obrony powietrznej (plot./prak.) średniego zasięgu Wisła. Rząd udzielił upoważnienia wicepremierowi Siemoniakowi do
negocjacji międzyrządowych ze Stanami
Zjednoczonymi by kupić zarekomendowany przez niego system Patriot produkowany
przez koncern Raytheon i oferowany przez
Stany Zjednoczone. W pokonanym polu pozostał europejski system SAMP/T oferowany
przez Francję i produkowany wspólnie przez
MBDA i Thales, mimo nowocześniejszych
rozwiązań technicznych oraz bezprecedensowego transferu technologii. Wcześniej
MON wykluczył z udziału w przetargu rodzime Konsorcjum Tarcza Polski współpracujące z MBDA i Thales, decydując się na
www.armia24.pl
system importowany pozyskany w ramach
umowy międzyrządowej. Ambasada Stanów
Zjednoczonych w Warszawie wyraziła swoje
zadowolenie z decyzji polskiego rządu.
MON chce kupić osiem baterii Patriotów
przed 2025 r. Aby uzyskać nowe zdolności
w zakresie obrony powietrznej, MON chce
otrzymać pierwsze dwie baterie w ciągu
trzech lat od podpisania umowy. Bliżej niesprecyzowany przez MON transfer technologii ma mieć na celu stworzenie potencjału
produkcyjnego i serwisowego umożliwiającego
utrzymania zestawów w całym cyklu ich życia. Nie można zapominać też o zapleczu do
przyszłej utylizacji zestawów po zakończeniu
ich eksploatacji.
MON uzasadnił wybór tym, że: Oferta
Stanów Zjednoczonych została uznana za
najkorzystniejszą z punktu widzenia bezpieczeństwa Polski i realizacji zobowiązań sojuszniczych. Nie do końca wiadomo czyich
zobowiązań względem kogo. Najwyraźniej
rozwój polskiej myśli technicznej, polskiego
przemysłu i polskiej gospodarki nie należy
według tej koncepcji do sfery „bezpieczeństwa Polski”. Podobnie jak wymóg otrzymania kodów źródłowych.
Wybrany zestaw jest koncepcyjnie i technicznie przestarzały, z takim też radiolokatorem wykorzystującym wciąż technologię
lampową, pozbawionym możliwości śledzenia i zwalczania najbardziej groźnych celów
charakteryzujących się wysoką prędkością
lotu połączoną z wysoką manewrowością, po-
ruszających się zwłaszcza na niskim pułapie
i posiadających niską skuteczną powierzchnią
odbicia radiolokacyjnego. Radiolokatorem
nieodpornym na nowoczesne środki walki
radioelektronicznej i z udowodnionym niskim stopniem niezawodności. Co więcej,
rozwiązania konstrukcyjne Patriota redukują
osiągi skądinąd bardzo skutecznych i drogich
pocisków MSE, nie w pełni zintegrowanych
z obecną, wybraną przez MON, wersją tego
systemu. Dlatego podstawowym efektorem
będzie pocisk PAC-2 GEM-T naprowadzany
półaktywnie radiolokacyjnie, co nie stanowi
jakościowej zmiany w porównaniu z naprowadzaniem pocisków 3M9 systemu 2K12
Kub. Zasadniczo nie zmienia tego stosowana
w pociskach PAC-2 metoda TVM, gdyż i tak
konieczne jest ciągłe podświetlanie celu, aż
do momentu trafienia, co ogranicza liczbę
symultanicznie zwalczanych celów. Jak to się
ma do polskich potrzeb, najlepiej oddaje cytat
z artykułu opublikowanego w resortowym
Przeglądzie Sił Zbrojnych. Pułkownik dr inż.
Tomasz Jakusz, szef Oddziału Gestorstwa
i Rozwoju Zarządu Obrony Powietrznej
i Przeciwrakietowej Inspektoratu Rodzajów
Wojsk DG RSZ, pisze m.in.: Zestaw rakietowy Wisła, zgodnie z oczekiwaniami operacyjnymi, ma być sprzętem nowej generacji, a to
oznacza system wielokanałowy, dookólny
i sieciocentryczny (Nie tylko Wisła, Przegląd
Sił Zbrojnych 5/2014). Patriot spełnia tylko
jedno z tych wymagań (wielokanałowość) i to
warunkowo.
I jeszcze fragment wywiadu udzielonego
Pawłowi Wrońskiemu z Gazety Wyborczej
przez wiceministra Mroczka, pisownia oryginalna:
Do tej pory nikt nie testował możliwości
zestrzelenia rakiet Iskander.
– Z symulacji cyfrowych wynika, że zestawy Patriot i pociski PAC-3MSE takie możliwości mają.
Taki urok symulacji cyfrowych (przygotowanych przez Raytheon), bo przecież nie
MON-owskich. Pozostaje w tym miejscu
jeszcze raz zacytować płk. dr. inż. Jakusza ze
wspomnianego artykułu: Szczupłość struktur MON sprawia, że zasadne jest by modele
matematyczne [m.in. zagrożeń – red.] były
rozwijane w ośrodkach naukowych, a badania symulacyjne w instytutach wojskowych
(predestynowany do tego jest ITWL). Tylko
oferta francuska obejmowała transfer – do
ITWL właśnie – technologii symulatora
typu HWIL (ARMIA 1/2015) dla aktywnej głowicy radiolokacyjnej pocisku Aster.
Symulator ten służy do testowania układu
naprowadzania pocisków względem konkretnego typu celu. MON jednak nie był
taką ofertą zainteresowany.
Biorąc pod uwagę powyższe rozstrzygnięcia, niektóre artykuły przygotowane do tego
numeru zmieniają swój wydźwięk. Na pesymistyczny.
n
Zdjęcia:
DoD/Master Sgt. Sean M. Worrell /USAF
Airbus Helicopters
ARMIA • 4 (78) KWIECIEŃ 2015 7
wywiady
Technologie kosmiczne to również polska specjalność
Pracujemy jako pełnoprawny partner
dla najlepszych i z najlepszymi
Dyrektor Instytutu Lotnictwa dr hab. inż. prof. nadzw. Witold Wiśniowski o najnowszych
osiągnięciach, kierunkach rozwoju, najważniejszych programach naukowo-badawczych,
nowoczesnym sposobie zarządzania Instytutem oraz kluczu do skutecznego łączenia świata
nauki ze światem biznesu – rozmawia Sławomir Abczyński.
doktor) Włodzimierz Gnarowski, główny
konstruktor samolotu Iryda. Połączenie
jego doświadczenia inżynierskiego i wielu
lat pracy naukowej dały wymierny efekt.
Świetna praca doktorska i koncertowa wręcz
jej obrona. To jest dobry początek. Dzisiaj
dr inż. Gnarowski to nie tylko świetny konstruktor, ale badacz i naukowiec o wielkich
perspektywach i przyszłości.
Sławomir Abczyński: Panie Profesorze,
czy ubiegły rok był udany dla Instytutu?
Witold Wiśniowski: Uważam, że tak. Pomimo zmian w zasadach i organizacji badań
udało nam się zrealizować założone na
rok 2014 cele badawcze. Wszystkie nasze
piony merytoryczne realizowały i realizują
w sposób optymalny swoje zadania. Kadra
menedżerska, inżynierowie i konstruktorzy
realizują założone przez władze Instytutu
cele. W ostatnim roku wykrystalizowała się
i okrzepła nowa struktura organizacyjna
Centrum Technologii Kosmicznych (CTK),
jednego z głównych pionów merytorycznych w Instytucie. Prowadzimy poważne badania naukowe w zakresie badań kosmosu.
Dzięki spersonalizowaniu współpracy, także
z wieloma zagranicznymi partnerami, udaje
nam się skutecznie łączyć badania naukowe
z działaniami biznesowymi.
S.A.: Spotykamy się w nowym budynku będącym
siedzibą Instytutu. To nie tylko pomieszczenia
biurowe, ale również pracownie badawcze.
W.W.: W naszym nowym budynku, który oddaliśmy do użytkowania w 2014 roku, pracuje obecnie ponad 600 osób. Stworzyliśmy
w nim warunki do optymalnego działania
i funkcjonowania Instytutu. Mamy między
innymi największe na świecie laboratorium
badania łożysk i prowadzimy prace dla zleceniodawców z całego świata – w tym również dla potentatów w produkcji silników
ze Stanów Zjednoczonych. Ale Instytut to
nie tylko ten nowy budynek. Zatrudniamy
prawie 2000 inżynierów. W większości to
młodzi aktywni i energiczni ludzie, którzy
są motorem napędowym prac badawczych
i działań biznesowych Instytutu.
Taka liczba pracowników, którzy powinni, i co najważniejsze, którzy chcą rozwijać
8
S.A.: Instytut jest również aktywny na
międzynarodowych arenach naukowobadawczych?
Projekt STARLET – badania aerodynamiczne, model półskrzydła z urządzeniami przepływowymi [Fot. Instytut
Lotnictwa]
swoją wiedzę, wymaga od nas nieustannego
szkolenia i doskonalenia kadr. W nowym
budynku dysponujemy kilkunastoma nowoczesnymi salami seminaryjnymi, które
są prawie zawsze zajęte.
S.A.: Instytut łączy więc skutecznie sukces
biznesowy z sukcesami naukowo-badawczymi?
W.W.: Tak. Pod koniec 2013 r. Instytut uzyskał uprawnienia do nadawania stopnia
naukowego doktora nauk technicznych.
W grudniu 2014 miała miejsce pierwsza
obrona pracy doktorskiej. Pracę napisał
i z wyróżnieniem obronił inżynier (obecnie
W.W.: Tak, to konieczny element naszego
funkcjonowania, szansa na dynamiczny
rozwój i możliwości stawania w jednym
szeregu z najlepszymi na świecie. Ściśle
współpracujemy z Ohio State University
(OSU) w Columbus w Stanach Zjednoczonych. Corocznie organizujemy konferencję
naukową w Stanach Zjednoczonych. W tym
roku w OSU w dniach 28–29 maja odbędzie
się XV Jubileuszowa Polsko-Amerykańska
Konferencja Nauki i Technologii. Minister
Gospodarki, Wicepremier Janusz Piechociński objął to spotkanie patronatem. Konferencja organizowana wspólnie przez Instytut Lotnictwa w Warszawie oraz OSU należy
do najbardziej rozpoznawalnych wydarzeń
tematycznych z zakresu innowacyjności
oraz wysokich technologii. Polsko-Amerykańska Konferencja Nauki Technologii jest
skierowana do decydentów i specjalistów
reprezentujących władze, przedstawicieli
wyższych uczelni, instytutów badawczych
oraz przedsiębiorstw z sektorów związanych
z technologiami lotniczymi i kosmicznymi,
energetyką i środowiskiem, przemysłem
obronnym, technologiami produkcji i materiałowymi. Zakres tematyczny konferencji
obejmuje: technologie lotnicze i kosmiczne,
www.armia24.pl
Instytut Lotnictwa
dziś
Instytut Lotnictwa oprócz konstrukcji samolotowych, specjalizował się również w projektowaniu i badaniach obiektów latających takich
jak rakiety i cele latające. Uznanie zyskała rakieta meteorologiczna Meteor 1, która w całości
powstała w Instytucie. Koniec lat 80. i okres do
połowy lat 90. to przede wszystkim intensywne prace przy programie samolotu I-22 Iryda,
aby otrzymał wszelkie wymagane certyfikaty
potwierdzające zgodność zrealizowanego programu budowy samolotu z obowiązującymi
przepisami oraz wymaganiami zamawiającego.
Kolejnym wyzwaniem dla inżynierów Instytutu
był projekt budowy czteromiejscowego, kompozytowego samolotu osobowego nowej generacji I-23 Manager. Prace zostały zakończone
sukcesem, a samolot otrzymał bardzo dobre
oceny wśród ekspertów z dziedziny lotnictwa.
Wśród projektów z okresu 1990–2000 trzeba
wyróżnić również projekt dwumiejscowego
samolotu szkolnego I-25 As, dwumiejscowego
śmigłowca szkolno-patrolowego IS-2 oraz poduszkowca patrolowo-ratunkowego PRP-560
Ranger. Aktualnie Instytut Lotnictwa jest placówką specjalizującą się w świadczeniu usług
polegających na wykonywaniu najwyższej
jakości badań, które dostarczają rozwiązań dla
problemów współczesnego lotnictwa. Instytut
ściśle współpracuje ze światowymi potentatami przemysłu lotniczego, takimi jak: General
Electric, Boeing, Airbus czy Pratt & Whitney.
Prowadzi także badania dla innych sektorów
gospodarki. Piony merytoryczne Instytutu Lotnictwa to:
• Centrum Badań Materiałów i Konstrukcji,
• Centrum Nowych Technologii,
• Engineering Design Center,
• Centrum Technologii Kosmicznych.
energetykę i środowisko, przemysł obronny
i bezpieczeństwo oraz technologie produkcji
i materiałowe.
W ramach współpracy z OSU prowadzimy
również wymianę studentów i doktorantów.
Dotychczas w ramach tej wymiany gościliśmy siedmioro amerykańskich studentów
Wydziału Technologii Kosmicznych, którzy uczestniczą w realizacji prowadzonych
przez nas projektów. Z drugiej strony troje
doktorantów z Instytutu wyjechało na jeden
semestr studiów do OSU.
Naukowo i biznesowo współpracujemy
z wieloma partnerami z zagranicy. Kluczową
rolę odgrywa współpraca z firmą General
Electric. Współpraca ta generuje około 80%
naszych biznesowych przychodów.
S.A.: Biznesowe ukierunkowanie działań
Instytutu nie ogranicza się jedynie do ściśle
lotniczych tematów?
W.W.: Nasza międzynarodowa biznesowo-naukowa współpraca skupia się na czterech
strategicznych kierunkach:
Silnik rakietowy na dwuskładnikowy materiał pędny (nafta + HTP) w czasie prób [Fot. Instytut Lotnictwa]
• Aviation Engine – czyli napędy lotnicze
i to jest nasz priorytet,
• Power at WA, czyli Turbiny Gazowe –
to w tej chwili w „biznesie napędów” jeden
z najbardziej perspektywicznych kierunków,
• wydobycie ropy i gazu spod dna morskiego,
• osprzęt silników lotniczych.
Na rynku krajowym natomiast jesteśmy
liderem w zakresie ekologicznego, ciekłego,
rakietowego utleniacza, jakim jest niewątpliwie nadtlenek wodoru klasy HTP (High Test
Peroxide). Opracowaliśmy i opatentowaliśmy technologię na zatężanie nadtlenku wodoru (H2O2) do stężenia na poziomie 98%.
Technologia ta została z sukcesem wdrożona w 2014 r. w firmie JAKUSZ Sp. z o.o.
Na targach Brussels Innova 2014 w stolicy
Belgii zdobyliśmy za ten produkt nagrodę.
Rozwiązanie to dobrze wpisało się w działania Europejskiej Agencji Kosmicznej
(ESA). Obecnie agencja prowadzi program
prac nad wykorzystaniem nadtlenku wodoru w napędach kosmicznych. Celem jest
zastąpienie używanej dotychczas hydrazyny (N2H4) przez nadtlenek wodoru (H2O2)
klasy HTP (98%+). Efektem ma być znaczna
redukcja kosztów związana z obsługą rakietowych systemów napędowych (głównie
satelitarnych) w porównaniu do obecnie
stosowanych. Podobnym zagadnieniom
poświęcony jest między innymi projekt
GRACE (GReen Apogee roCket Engine)
realizowany w ramach współpracy z ESA
przez konsorcjum koordynowane przez
Instytut Lotnictwa. Innymi projektami tego
typu są projekt PULCHER z FP7 SPACE koordynowany przez ALTA Space oraz projekt
HYPROGEO z programu Horizon 2020,
którego koordynator jest AIRBUS Defence
& Space. W obu tych projektach głównym
tematem są technologie związane z wysoko
stężonym nadtlenkiem wodoru, tj. silnik
rakietowy na dwuskładnikowy ekologiczny
materiał pędny (ciekły propyn + HTP) oraz
nowy katalizator PX-1 (Airbus) do hybrydowych silników rakietowych stosowanych na
platformach satelitarnych do zmiany orbit.
Te przykłady pokazują obecny trend. Za
podstawową drogę rozwojową uznajemy
proeksportową orientację Instytutu. Usługi
na międzynarodowym rynku badań, to jest
to, co zbudowało pozycję Instytutu i jest to
skuteczny i całkiem opłacalny wzorzec. To
także w wymiarze po trosze politycznym
promocja polskich usług naukowych na
światowych rynkach. To również sposób na
to, aby polski potencjał naukowy efektywnie
i w sposób biznesowo skuteczny „rozładować tu na polskiej ziemi”. Młodzi i pełni
zapału inżynierowie i naukowcy pozostają
tu w Polsce, będąc jednocześnie obecnymi
na arenie międzynarodowej. Jak się jest
dobrym – bardzo dobrym na świecie – to
w kraju jest się doskonałym.
Obecnie polska nauka w wymiarze szerokim ogólnokrajowym, a w tym również
badacze i naukowcy z Instytutu, mają większy potencjał, niż go może wchłonąć nasza
polska gospodarka.
Aby tego potencjału nie zmarnować, to
jedynym wyjściem jest ekspansja w szeroki świat. Tych 2000 naukowców – podkreślę, wybitnych naukowców i inżynierów,
w większości wyemigrowałoby, gdybyśmy
nie dali im szansy, aby u nas w Polsce,
u nas w Instytucie robili tak wspaniałe
rzeczy. Teraz jako eksperci o uznanej pozycji jeżdżą do kilkunastu krajów świata.
Nastąpiła w polskiej nauce po trosze wymiana pokoleniowa, jak również odwrócenie ról. Podam przykład. Dzisiaj to Włoch
słucha w skupieniu Polaka podczas procesu wytopu specjalistycznych materiałów
na konstrukcje lotnicze. Słucha Polaka, bo
ten jest ekspertem, którego w światowym
biznesie promuje General Electric, bo jako
swego równorzędnego partnera ma Instytut
Lotnictwa i jego naukowców – specjalistów
klasy światowej.
ARMIA • 4 (78) KWIECIEŃ 2015 9
wywiady
my wiele imprez dla załogi, jak np. coroczny
bieg Instytutu dla pracowników oraz dla ich
dzieci na dystansie dopasowanym do wieku. Organizujemy Dzień Dziecka dla dzieci
i wnuków pracowników. Dla rodziców maluchów mamy bieg z wózkami. Natomiast
coroczne Święto Instytutu gromadzi całą załogę w Sali Kongresowej. Budujemy jedność
załogi i robimy to dość skutecznie. Odejścia
z Instytutu i emigracja za granicę to pojedyncze przypadki, ale i tak rozstajemy się
w zgodzie. I jak pokazuje dotychczasowe
doświadczenie, ci którzy zakończyli z nami
współpracę, pozostają naszymi ambasadorami w szerokim biznesowym świecie.
S.A.: Zapytam wprost. Napędy lotnicze
i kosmiczne, ekspansja w przestrzeń
kosmiczną, konstrukcje lotnicze, paliwa to
tematy związane również z obronnością. Jak
w takim razie Instytut wpisuje się w programy
modernizacyjne polskiej armii?
Stanowisko do oczyszczania i zatężania nadtlenku wodoru do klasy HTP (98%+) [Fot. Instytut Lotnictwa]
S.A.: Skoro napędy lotnicze to priorytet
Instytutu, to może poda Pan Profesor jakiś
przykład z tego obszaru badawczego.
W.W.: Tak się składa, że dokładnie 20 marca uroczyście zakończyliśmy projekt POIG
(Program Operacyjny Innowacyjna Gospodarka), czyli Silnik turbinowy z detonacyjną komorą spalania, który realizowaliśmy
w Instytucie Lotnictwa w latach 2010–2015.
W wyniku tego projektu powstał pierwszy
na świecie turbowałowy silnik wykorzystujący efekt wirującej detonacji. Bazowy silnik
GTD-350 został wyposażony w odpowiednio ukształtowaną komorę spalania i jest zasilany wodorem i ciekłym paliwem JET-A1.
Silnik z detonacyjną komorą spalania uzyskał 5–6 % wyższą sprawność od klasycznego silnika GTD-350. W wyniku realizacji
projektu powstało unikatowe stanowisko
badawcze do badania procesów spalania
deflagracyjnego i detonacyjnego. Stworzono
program REFLOPS 2 do symulacji procesu
wirującej detonacji w rzeczywistej geometrii
komór spalania. Wyniki badań zaprezentowano na kilkunastu zagranicznych i krajowych konferencjach naukowych.
S.A.: Instytut włączył się również w rozwój
Mazowsza.
W.W.: Marszałek Województwa Mazowieckiego Adam Struzik dostrzegł szansę na
szeroką promocję regionu właśnie poprzez
współpracę z Instytutem. Władze regionu
wsparły nasze wysiłki mające na celu pozy-
10
skanie środków na rozwój, my ze swej strony
promujemy region, w którym znajduje się
siedziba Instytutu, jako obszar przyjazny
biznesowi i co nie mniej ważne – ludzi tym
obszarem zarządzających, jako osoby o szerokim spojrzeniu na biznesową współpracę
i otwartych na innowacyjne inwestycje.
S.A.: Po kilku spotkaniach w Instytucie – na
różnych szczeblach – poprzedzających naszą
rozmowę, mogę stwierdzić, że załoga Instytutu
– nie tylko menadżerowie oraz naukowcy,
ale cały zespół – to ludzie tworzący jeden
organizm, tak trochę „zaprogramowani”
na skuteczną współpracę. Jaka jest recepta
na zgrany, zwarty zespół – zespół przecież
niemały?
W.W.: Dzisiaj Załoga – i proszę to napisać
dużą literą – Instytutu to, jak wspominałem, ponad 2000 ludzi. Robimy wszystko, co
możemy, aby tak dużemu zespołowi zapewnić jak najlepsze warunki pracy. Promujemy
quasi-amerykański model funkcjonowania
firmy. Nasze dwie stołówki przygotowują
codziennie lunch dla 2000 osób. Taki zespół to także 2000 samochodów, które codziennie pod Instytut podjeżdżają – i już
niedługo dla każdego będzie miejsce na
jego samochód. Staramy się na nasz polski
grunt przeszczepić zasady amerykańskich
doświadczeń z tzw. team building – budowania zespołu – pokazywania pracownikom, że warto dla nas pracować – nie tylko
ze względu na wynagrodzenie. Organizuje-
W.W.: Z oczywistych względów o wszystkich
szczegółach naszych prac w dziedzinach
związanych z obronnością nie mogę otwarcie opowiadać, gdyż są one objęte tajemnicą
– w tym także klauzulą „ściśle tajne”. Wspomnę jednak, że pracujemy nad napędami
i paliwem lotniczym i uczestniczymy w kilku konsorcjach, które przygotowują projekty wpisujące się w program Modernizacji
Technicznej Sił Zbrojnych RP.
S.A.: Czy wiąże się z nią przyszłość
bezzałogowego śmigłowca ILX-27, który
powstał we współpracy z ITWL i WZL-1?
W.W.: Na razie za wcześnie, by to stwierdzić. Program ILX-27 jest obecnie w fazie
hibernacji. Aby kontynuować jego rozwój,
potrzeba kolejnych kilkadziesiąt milionów
złotych. Finansowanie w ramach NCBIR
skończyło się wraz z wykonaniem założonego zakresu projektu i nie mamy sygnałów
o chęci jego kontynuowania. Także MON
nie wydaje się być zainteresowany, choć
byłby naturalnym użytkownikiem takiego
bezzałogowego statku powietrznego czy to
w Marynarce Wojennej, czy w Wojskach
Lądowych. Niski poziom drgań, jak na
śmigłowiec, czyni z ILX-27 bardzo dobrą
platformę i dla systemów rozpoznawczych,
i dla uzbrojenia.
S.A.: Naszą rozmowę rozpoczęliśmy od pytania
o podsumowanie 2014 roku, który był dla
Instytutu bardzo udany. Pełny wymiar
osiągnięć w roku ubiegłym można ocenić
tak naprawdę dopiero teraz, z perspektywy
mijających już trzech miesięcy roku 2015.
W.W.: Tak, gdyż dopiero z takiej perspektywy ta nasza – siłą rzeczy trochę subiektywna ocena – przekłada się na konkretne
www.armia24.pl
wyróżnienia czy nominacje. Chciałbym
wymienić tylko te najważniejsze. Nasz Instytut został między innymi nominowany
do Polskiej Nagrody Innowacyjności 2015
w programie prowadzonym przez Polską
Agencję Przedsiębiorczości oraz redakcję Forum Przedsiębiorczości w Gazecie
Prawnej. Znaleźliśmy się w gronie uczelni,
instytutów, firm i instytucji, których praca badawczo-rozwojowa znajduje zastosowanie w różnych gałęziach gospodarki,
przyczyniając się do jej rozwoju. Taka nominacja to wyraz uznania dla naszych naukowców, którzy pracują nad wdrożeniem
nowych technologii w przemyśle lotniczym
i kosmicznym. Otrzymaliśmy również nagrodę na XXII Giełdzie Wynalazków 2015
za nasze osiągnięcia wynalazcze w roku
2014 na arenie międzynarodowej. Nagrodę
oraz dyplom Minister Nauki i Szkolnictwa
Wyższego wręczono dr. inż. Grzegorzowi
Raracie, mgr. inż. Pawłowi Surmaczowi
oraz mgr. inż. Wojciechowi Florczukowi za
opracowanie wynalazku pod nazwą Sposób
otrzymywania nadtlenku wodoru, zwłaszcza klasy HTP do zastosowań napędowych
i układ do destylacji próżniowej. XXII Giełda Wynalazków odbyła się w dniach 17–18
lutego 2015 roku w Centrum Konferencyjnym Centrum Nauki Kopernik w Warszawie. Przedstawiono na niej polskie wyroby
i technologie zaawansowane w procesie
badawczo-wdrożeniowym lub gotowe do
wdrożenia i komercjalizacji. Jak już wspomniałem, eksperci Instytutu Lotnictwa
zostali uhonorowani za międzynarodowy
sukces na Targach Wynalazczości Brussels
Innova 2014, gdzie otrzymali złoty medal
z wyróżnieniem za swój wynalazek.
Kolejnym wymiernym potwierdzeniem
naszego zadowolenia i satysfakcji z dokonań w roku 2014 jest wyróżnienie w 21.
edycji plebiscytu czytelników Przeglądu
Technicznego, w którym dr inż. Wiesław
Krzymień otrzymał tytuł Srebrnego
Inżyniera 2014. Doktor inżynier Wiesław
Krzymień jest wieloletnim pracownikiem
naukowym Instytutu Lotnictwa. W 2014
roku współorganizował IV Warszawskie
Dni Techniki na terenie Instytutu.
Natomiast 6 marca Centrum Badań
Materiałów i Konstrukcji (CBMK) otrzymało certyfikat GE S-400 na wykonywanie
badań w zakresie wysokocyklicznych (high
cycle fatigue, HCF) i niskocyklicznych
(low cycle fatigue, LCF) badań zmęczeniowych. Otrzymany certyfikat potwierdza
spełnienie wysokich oczekiwań naszych
klientów w tym zakresie. Uzupełnia i potwierdza także już posiadane przez Instytut
kompetencje w zakresie statycznych prób
rozciągania w temperaturze pokojowej
Instytut Lotnictwa
wczoraj
Historia Instytutu Lotnictwa sięga początków niepodległości Polski, ale oficjalną datą
rozpoczęcia działalności Instytutu jest 1 sierpnia
1926 roku. W początkowej fazie swojego funkcjonowania Instytut działał jako Instytut Badań
Technicznych Lotnictwa. Nazwa ta przetrwała
do początku II wojny światowej. Profil działalności w latach 1926–1939 skupiał się przede
wszystkim na badaniu i certyfikowaniu samolotów. Wszystkie polskie przedwojenne samoloty
wojskowe były badane i certyfikowane w Instytucie. Już w pierwszych latach po powstaniu, Instytut stał się cenioną w kraju placówką
badawczą oraz kuźnią wartościowych prac wynalazczych, które wyznaczały nowe horyzonty
w przemyśle lotniczym. Prężnie rozwijającą się
placówkę zatrzymały wydarzenia 1939 roku.
W latach wojny Instytut przerwał swoją działalność, ale kadra pozostała w ścisłym związku
z lotnictwem, podejmując pracę w renomowanych placówkach zagranicznych, szczególnie
w Wielkiej Brytanii, a także opracowując strategie reaktywacji ośrodka po wojnie. W okresie
powojennym powstały tu samoloty TS-8 Bies,
TS-11 Iskra i makieta naddźwiękowego samolotu szkolno-bojowego TS-16 Grot. Są to konstrukcje budzące po dziś dzień podziw w całym
środowisku lotniczym.
i temperaturach podwyższonych oraz prób
pełzania. CBMK posiada także akredytację
Polskiego Centrum Akredytacji AB 792
otrzymaną jako potwierdzenie zgodności
prowadzonych prac z wymaganiami normy
PN-EN ISO/IEC 17025 w zakresie wszystkich wymienionych prób, a także w zakresie
badań nieniszczących (wizualnych, penetracyjnych, magnetyczno-proszkowych oraz
ultradźwiękowych i prądów wirowych) oraz
strukturalnych. CBMK ponadto spełnia wymagania systemu jakości ACE na poziomie
Silver oraz normy ISO 9001. Celem, jaki
stawiają sobie laboratoria CBMK, jest ciągłe doskonalenie swojego personelu oraz
wdrażanie nowych metod badawczych do
zakresu obecnie wykonywanych prac.
S.A.: Kolejne sukcesy Instytutu przyniosło
ostatnie spotkanie z cyklu Clean Sky Forum.
W.W.: Zgadza się. W marcu delegacja Instytutu uczestniczyła w kolejnym corocznym
spotkaniu w ramach platformy Clean Sky
Froum. Skupia ona przedstawicieli Komisji Europejskiej, europejskiego przemysłu
lotniczego i instytucji badawczych pracujących na rzecz lotnictwa. W trakcie dyskusji panelowych omówiono możliwości
partnerstwa w tej dziedzinie oraz globalne
wyzwania stojące przed zrównoważonym
transportem lotniczym. Podczas Clean Sky
Forum wręczono nagrody dla trzech naj-
lepszych projektów ubiegłego roku, które
wybrano spośród 20 zakwalifikowanych
do ścisłego finału. I tutaj nasz kolejny sukces, gdyż pierwszą nagrodę zdobył projekt
STARLET (Basic wind tunnel investigation
to explore the use of Active Flow Control
technology for aerodynamic load control)
przygotowany przez zespół pracowników
Zakładu Aerodynamiki Instytutu Lotnictwa.
Projekt STARLET dotyczy numerycznych
i eksperymentalnych badań nad zastosowaniem innowacyjnych urządzeń przepływowych do sterowania obciążeniem skrzydła
samolotu. Osiągnięcie zespołu Zakładu
Aerodynamiki polegało na zaprojektowaniu trzech różnych urządzeń przepływowych służących do sterowania obciążeniem
skrzydła samolotu: spoilera przepływowego
(fluidic spolier), zestawu podwójnych dysz
wydmuchowych umieszczonych na krawędzi spływu skrzydła (Double-Trailing-Edge Nozzle, DTEN) oraz „przeciekającego
skrzydła” (leaky wing). Wszystkie rozwiązania przebadano z wykorzystaniem metod
obliczeniowych. Otrzymane wyniki zostały
zwalidowane w tunelu aerodynamicznym.
Potencjalne korzyści płynące z proponowanych rozwiązań to wzrost bezpieczeństwa
i komfortu lotu samolotem, zmniejszenie
naprężeń i odkształceń struktury skrzydła,
możliwość zmniejszenia masy samolotu
i tym samym zmniejszenia jego kosztów
eksploatacyjnych oraz duża szybkość działania proponowanych urządzeń – znacznie
wyższa niż w przypadku klasycznych urządzeń mechanicznych.
S.A.: 31 marca w ratuszu miejskim w Lublinie
odbyło się spotkanie podsumowujące rok
istnienia Lubelskiego Klastra Zaawansowanych
Technologii Lotniczych (LKZTL), w który
zaangażował się także Instytut Lotnictwa.
W.W.: Owszem, zaangażowanie Instytutu
w Lubelski Klaster wynika z naszych bardzo
dobrych i wieloletnich kontaktów z PZL-Świdnik. Obecnie konstruktorzy Instytutu
współpracując z ZM Tarnów, jako dostawcą
broni, opracowali strzelecki zasobnik podwieszany oraz stanowisko strzeleckie dla pokładowego karabinu maszynowego. Z oczywistych względów proponowane przez ZM
Tarnów i Instytut rozwiązania uwzględniają
zastosowanie ich na śmigłowcach startujących w przetargu, czyli AW149 i mieleckim
S-70i. Poza tym współpracujemy ze Śląskim
Klastrem Lotniczym, który właśnie 31 marca podpisał umowę o współpracy z Klastrem
Lubelskim. Dobrze też wspominamy kontakty ze świdnickimi zakładami jeszcze
w czasach przed ich prywatyzacją.
S.A.: Dziękuję za rozmowę. n
ARMIA • 4 (78) KWIECIEŃ 2015 11
Wojsko polskie
aktualności
Podhalańczycy w Alpach.
21. Brygada Strzelców Podhalańskich
P
olscy żołnierze reprezentowani przez
strzelców z 1. Batalionu Strzelców
Podhalańskich wzięli udział w międzynarodowych zawodach piechoty górskiej Edelweiss
Raid 2015 w Austrii. To nieoficjalne mistrzostwa
świata piechoty górskiej – mówią Austriacy.
Edelweiss Raid organizowany przez 6.
Brygadę Piechoty Górskiej Armii Austriackiej
to najtrudniejsze zawody zimowe jednostek górskich. Odbywają się co dwa
lata w Tuxer Alpach (Centralne Alpy
Wschodnie w Tyrolu). Reprezentacja
1. bsp na czele z weteranem rajdu
ppor. Szczepanem Pietraszkiem
wzięła w nim udział już po raz
czwarty.
Start w takiej klasy zawodach wymaga odpowiedniego przygotowania. Podhalańczycy ćwiczyli
w Tatrach i Bieszczadach. Trening był naprawdę intensywny. Przykładowo w ciągu jednego
dnia czterokrotnie wychodzili na nartach na
Kasprowy Wierch. Oprócz kondycji i jazdy
na nartach przygotowywali się także do poszczególnych konkurencji wpisanych w etapy
rajdu, takich jak strzelanie, prowadzenie akcji
ratunkowej w górach, obserwacja, marsz na
orientację, zjazd w zespołach związanych liną,
transport rannego, rzut granatem i innych.
W tym roku w zawodach rozegranych pod
koniec lutego 2015 roku wzięło udział 17 drużyn z krajów Europy. Formuła zawodów jest
bardzo prosta i przejrzysta. W ciągu dwóch
dni, ośmioosobowe drużyny muszą pokonać
dystans 40 km w górach, przy czym różnica
wysokości terenu wynosi do 4000 m. Nikt z zespołu nie może odpaść w trakcie marszu, który
odbywa się na nartach tourowych w bardzo
12
niebezpiecznych i trudno dostępnych miejscach na graniach skalnych i w głębokim śniegu. W czasie
dwudniowych zawodów uczestnicy
wykonują wiele zadań, których czas wykonania wlicza się do ogólnego czasu przemarszu, a za błędne wykonanie naliczane są
karne rundy lub dodatkowe minuty.
Po wspólnym starcie drużyny ruszyły na
trasę. Pierwsze zadanie polegało na odnalezieniu detektorów lawinowych symulujących
zasypane pod śniegiem osoby. Kolejnym zadaniem było dobiegnięcie do wyznaczonych
stanowisk obserwacyjnych i określenie odległości i azymutu do czterech celów za pomocą lornetki i busoli. Każdy błąd karany był
dodatkowym podejściem w górę. Następną
konkurencją było wyznaczanie drogi marszu
oraz kalkulacja czasu potrzebnego do pokonania tej trasy. Zakończenie pierwszego dnia
to rozbicie sobie obozowiska namiotowego
i przygotowanie upragnionego, ciepłego posiłku. Odpoczynek był naprawdę krótki. Z powodu dyskwalifikacji dla jednej z ekip był to
pierwszy i ostatni dzień zawodów.
Wczesnym rankiem rozpoczęto kolejny
dzień zmagań. Pierwsza konkurencja w tym
dniu polegała na jednoczesnym zjeździe całej
ośmioosobowej drużyny połączonej ze sobą
liną asekuracyjną. Następnym etapem było
rzucanie granatami do celu. Uczestnicy zawodów musieli z odległości 20 m trafić granatem
do okopu o wymiarach 2×1 m. W przypadku
niecelnego rzutu trzeba było podbiec po granat i ponownie próbować trafić, a czas uciekał. Po przejściu kilkuset metrów na żołnierzy
czekał zjazd na linie z pionowej ściany skalnej
o wysokości 50 metrów. Kolejny etap stanowiło strzelanie z karabinka, który odbywał
się przy dużej różnicy wysokości pomiędzy
celem a strzelającym. Mówiąc krótko, trzeba
było strzelać w dół do tarcz oddalonych od
120 do 200 m. Nasi żołnierze poradzili sobie
również z marszem na orientację, który był
kolejną konkurencją. Polegał na odszukaniu
kilku punktów rozmieszczonych na zboczu
góry przy pomocy mapy i busoli. Ostatnim
i zarazem bardzo wyczerpującym zadaniem
był transport rannego na noszach po bardzo
zróżnicowanej terenowo i trudnej trasie.
www.armia24.pl
Linię mety, na której zebrała się większość
uczestników, nasza drużyna przekroczyła
nagrodzona brawami i wyrazami szacunku.
Wynikało to z trudności i warunków, jakie
fundują zawodnikom surowe i śnieżne Alpy.
Zawody stanowią kompleksowe sprawdzenie możliwości drużyny piechoty górskiej, jednak bez odpowiedniego wyposażenia i treningu nie ma szans na ukończenie
zawodów. Każdy, kto wraz z drużyną ukończy Edelweiss Raid, otrzymuje szarotkę wykonaną z czystego srebra. Jest ona noszona
po lewej stronie czapki i stanowi powód do
dumy oraz swego rodzaju certyfikat klasy
żołnierza. W tym roku za ukończenie zawodów po raz trzeci ppor. Szczepan Pietraszek
i sierż. Jacek Waśko otrzymali złote szarotki
Edelweiss Raid. Udział w zawodach umożliwia kontakt ze światową czołówką wśród
wojskowych górali, a wnioski z zawodów sta-
nowią doskonały materiał przy planowaniu
szkolenia.
Mieliśmy doświadczenie z poprzednich startów, ale było ciężko i nie obyło się bez bólu mięśni. Poprawiliśmy swój czas o 6 godzin w porównaniu z wcześniejszym startem, to znaczna
różnica. Austriacy nie na darmo nazywają
Edelweiss Raid nieoficjalnymi mistrzostwami
świata piechoty górskiej – powiedział kapitan
drużyny ppor. Szczepan Pietraszek.
W zawodach polska drużyna zajęła 10. miejsce na 17 zespołów, natomiast kilka zespołów
wcale nie ukończyło rywalizacji. Wygrał gospodarz zawodów – reprezentacja 6. Brygady
Piechoty Górskiej Armii Austriackiej.
Skład reprezentacji:
1. ppor. Szczepan PIETRASZEK – dowódca
reprezentacji podhalańczyków
2. sierż. Jacek WAŚKO
3. sierż. Zdzisław KUDŁA
4. st. szer. Paweł LUTAK
5. st. szer. Jakub PISZKO
6. szer. Mateusz FARAŚ
7. szer. Tomasz ŚWISTAK
8. st. szer. Mariusz KOZIELEC
9. szer. Tobiasz KRUPA
10. st. szer. Mirosław PĄCZEK
11. st. szer. Marek LENIART. n
Tekst: kpt. Konrad Radzik
Zdjęcia: Archiwum 21BSP
W kontakcie z napalmem.
6. Brygada Powietrznodesantowa
W
czasie szkolenia poligonowego
w Nowej Dębie spadochroniarze ćwiczyli pokonywanie toru napalmowego.
Na poligonie w Nowej Dębie 6. batalion
dowodzenia zorganizował blok szkolenia
z zakresu obrony przed bronią masowego
rażenia. W jego czasie żołnierze pokonywali
tor napalmowy, sprawdzili szczelność masek
przeciwgazowych, a także trenowali przy użyciu środków zapalających i granatów dymnych.
Tego typu szkolenie przechodzą wszyscy
spadochroniarze. Jednym z najbardziej istotnych elementów ochrony przed środkami
zapalającymi są właśnie zajęcia z pokonywania toru napalmowego na specjalnie przygo-
ARMIA • 4 (78) KWIECIEŃ 2015 13
Wojsko polskie
aktualności
towanym obiekcie. Napalm to mieszkanka
paliw i substancji chemicznych. Kleista maź
płonie w temperaturze 800 stopni Celsjusza,
a spalaniu towarzyszą nieprzyjemny zapach
i gryzący dym.
Tor składa się z szeregu przeszkód, które
w połączeniu z palącym się napalmem powodują u żołnierzy realistyczne odczucie
sytuacji, z jaką mogą się spotkać w czasie
prowadzenia działań bojowych. Żołnierze
pokonują tor w maskach przeciwgazowych,
a palący napalm ma ich również uodpornić
na ogień i duże zadymienie. n
Tekst: kpt. Marcin Gil
Zdjęcia: Marcin Krzystoń
Przeciwlotnicy na zgrupowaniu
WOPL RSZ. 12. Szczecińska Dywizja
Zmechanizowana
C
entralny Poligon Sił Powietrznych w Ustce
na początku marca był świadkiem intensywnego szkolenia przeciwlotników Wojsk
Lądowych, Marynarki Wojennej oraz Sił
Powietrznych.
Dowództwo zgrupowania WOPL RSZ na
czele z Szefem OPL 12SDZ odpowiadało za
koordynację szkolenia, organizację strzelań
artyleryjsko-rakietowych, przydział obiektów
szkoleniowych, a także za monitorowanie
realizacji przedsięwzięć zabezpieczenia logistycznego. W poprzedzającym tygodniu priorytetem było przeprowadzenie przez przedstawicieli Komendy Poligonu praktycznego
instruktażu, połączonego ze strzelaniami przygotowawczymi z armat ZU-23-2 oraz S-60MB,
na temat: Zasady bezpieczeństwa oraz organizacja i prowadzenie strzelań przeciwlotniczych.
Po zakończeniu instruktażu pododdziały
przystąpiły do wykonywania przygotowaw-
14
czych oraz zaliczeniowych strzelań bojowych
do celów powietrznych i naziemnych. Oprócz
standardowych imitatorów do prowadzenia
strzelań wykorzystywane jest także realnie
działające lotnictwo. Samolot patrolowy Bryza
stanowił obiekt do prowadzenia rozpoznania
radiolokacyjnego oraz przeprowadzenia treningu kierowania ogniem. Następnie wykonał
dwa naloty, dokonując zrzutu bomby programowalnej SAB-100MN-E, która po eksplozji na
zadanej wysokości imituje desant powietrzny.
Cel taki umożliwia prowadzenie strzelania
z różnego rodzaju uzbrojenia z kilku stanowisk ogniowych jednocześnie, a zatem idealnie
wpisuje się w ideę szkoleniową „koszt-efekt”.
W kolejnej odsłonie działalności ogniowej
pododdziały OPL Marynarki Wojennej RP
realizowały strzelanie zestawem artyleryjskim Blenda metodą rozwarcia kątowego do
celu, którym był śmigłowiec Mi-2. Natomiast
dywizjony przeciwlotnicze 12. Brygady
Zmechanizowanej, 8. Pułku Przeciwlotniczego,
21. Brygady Strzelców Podhalańskich oraz
plutony z 3. Brygady Rakietowej Obrony
Powietrznej wykonały także strzelania do modelu typu Szerszeń, który jest jednym z elementów wyposażenia Zestawu Sterowanych
Modeli Celu Powietrznego (ZSMCP).
Równocześnie z działalnością ogniową prowadzone były szkolenia zintegrowane obsług
stacji radiolokacyjnych, wozów dowodzenia
oraz strzelców przenośnych przeciwlotniczych
zestawów rakietowych Grom, które zorganizowali poszczególni dowódcy dywizjonów. Na
szczeblu zgrupowania realizowane było również
centralne szkolenie operatorów ZSMCP, za które odpowiedzialny był 8. Pułk Przeciwlotniczy,
a na kierownika zajęć wyznaczony został
st. chor. Mariusz Michalczyk z 4. dywizjonu
przeciwlotniczego. W zgrupowaniu uczestni-
www.armia24.pl
czyły również pododdziały Morskiej Jednostki
Rakietowej (MJR) z Siemirowic, które na swoim
wyposażeniu posiadają wyrzutnie rakiet NSM
(Naval Strike Missile). W ramach szkolenia bojowego organizowały zajęcia na stanowiskach
bojowych z wykorzystaniem urządzeń treningowych w zakresie monitorowania akwenu
morskiego oraz obrony wybrzeża morskiego.
Podczas szkolenia realizowały współdziałanie
z macierzystą baterią artyleryjsko-rakietową,
która prowadzi osłonę przeciwlotniczą.
Wspólne szkolenie specjalistów z różnego rodzajów wojsk jest idealną platformą
do wymiany doświadczeń oraz okazją do
nawiązania kontaktów zawodowych, które
zaprocentować mogą podczas następnych
ćwiczeń i szkoleń realizowanych na różnych
szczeblach dowodzenia.
Nie można nie docenić także elementów zabezpieczenia zgrupowania, które
pod nadzorem Szefa logistyki zgrupowania kpt. Włodzimierza Budzicha z 8. Pułku
Przeciwlotniczego, zapewniły funkcjonowanie szkolących się pododdziałów na szerokiej
płaszczyźnie logistycznej.
Odnotować również należy, że w sobotę
28 lutego przeprowadzone zostały zawody
użyteczno-bojowe w poszczególnych grupach
sprzętowych, a po podsumowaniu rezultatów
wszystkich konkurencji zawody zostały omówione na zbiórce pododdziałów. n
Tekst: st. chor. Jarosław Rutkowski
Zdjęcia: st. chor. Jarosław Rutkowski
Prymus w Niebieskim Berecie.
7. Brygada Obrony Wybrzeża
Ż
ołnierz „Niebieskich Beretów” st. szer. Anna Hadziewicz
została prymusem kursu podoficerskiego w Szkole
Podoficerskiej Marynarki Wojennej w Ustce.
Z najwyższą lokatą ukończyła jako jedyna kobieta spośród
blisko 90 słuchaczy kurs na pierwszy stopień w korpusie
podoficerskim. Jest też pierwszym żołnierzem kobietą z korpusu szeregowych zawodowych, która ukończyła taki kurs
w Szkole Podoficerskiej w Ustce. Po półrocznym okresie nauki
w Szkole Podoficerskiej i odbytych praktykach odebrała z rąk
Komendanta Szkoły dyplom i pamiątkową odznakę.
Z nieukrywaną dumą i ogromną przyjemnością gratulacje
st. szer. Annie Hadziewicz w imieniu dowódcy 7BOW złożył
ARMIA • 4 (78) KWIECIEŃ 2015 15
Wojsko polskie
aktualności
Pomocnik Dowódcy ds. podoficerów st. chor.
szt. Adam Okonek.
Ukończony z najlepszą lokatą kurs jest
dowodem na to, że ciężka praca, wzorowa
służba i podwyższanie swoich kwalifikacji
stanowią przepustkę do służby w wyższym
korpusie. Kursy doskonalące organizowane
w 7BOW oraz kursy w szkołach podoficerskich są przepustką do dalszej kariery. St.
szer. Anna Hadziewicz podjęła dodatkowy
wysiłek, który w przyszłości zagwarantuje jej
awans i przejście do korpusu podoficerów.
W swoim przemówieniu st. szer. Hadziewicz
podkreśliła: Był to czas, w którym każdy z nas
zmierzył się z własnymi słabościami, poznał swoje
mocne strony, zdobył większą wiedzę i umiejętności, które zaowocują w dalszej służbie…
Prywatnie st. szer. Anna Hadziewicz łączy
służbę w 7BOW z wychowaniem córki Kasi.
Po pracy zdejmuje mundur, zakłada dres
i trenuje. Ania jest trenerem dzieci i młodzieży w klubie strzeleckim Gryf Słupski. Jest też
sędzią II klasy strzelectwa sportowego. Jakby
tego było mało, jej pasją jest łowiectwo. W tym
roku czeka ją jeszcze jeden ważny egzamin
na podstawowe uprawnienia łowieckie, które
umożliwią jej wejście w szeregi dian w Polskim
Związku Łowieckim. n
Tekst: kpt. Karolina Krzewina-Hyc
Zdjęcia: Archiwum Szkoły Podoficerskiej Marynarki Wojennej
w Ustce
70. rocznica formowania 11LDKPanc
W
piątek 13 marca na żagańskim Skwerze
Czołgisty odbył się uroczysty apel z okazji
rozpoczęcia obchodów 70. rocznicy utworzenia 11. Lubuskiej Dywizji Kawalerii Pancernej
(11LDKPanc).
W uroczystościach udział wzięli przedstawiciele władz samorządowych, weterani i kombatanci z płk. rez. Janem Kudłą z 1. Dywizji
Pancernej i byłymi żołnierzami 1. Korpusu
Pancernego oraz byli dowódcy Czarnej Dywizji,
przedstawiciele służb mundurowych, dowódcy jednostek i instytucji garnizonu Żagań, jak
również przybyli mieszkańcy miasta.
Ufam, że spojrzenie w przeszłość pozwoli nam
przywrócić w naszej pamięci poprzedników ze
sformowanej w maju 1945 roku na ziemi łódzkiej 11. Dywizji Piechoty – mówił do zebranych
gen. bryg. Zbigniew Smok, Zastępca Dowódcy
11LDKPanc.
16
Podczas uroczystości zainaugurowano obchody 70. urodzin Czarnej Dywizji, których
zwieńczenie nastąpi we wrześniu, w dniu obchodów Święta Dywizji. Ponadto uroczystość
dała możliwość zapoznania się z przebiegiem
transformacji, jakim ulegała 11LDKPanc z piechoty, a następnie zmechanizowanej, poprzez
dywizję pancerną do nowoczesnej dywizji kawalerii pancernej.
Chcemy pokazać i przypomnieć naszych bohaterów, ale także i twórców dywizji, jej dowódców i przedstawicieli wszystkich służb tworzących
jej oblicze. Celebrowanie dostojnej rocznicy jest
znakomitą okazją do uświadomienia, jak ważną
sprawą w dziejach dywizji był szacunek dla dokonań wielu generacji żołnierzy tworzących ją, ale
także i tych, którzy powierzyli jej pamięć o swoich
dokonaniach z lat ostatniej wojny – mówił dalej
gen. Smok.
www.armia24.pl
Generał Smok wyraził także przekonanie –
że wspólna refleksja uświadomi nam, czym jest
Nasza Dywizja, jak ważną pełni rolę. Pozwali nam
twórczo wypełnić stwierdzenie, które zadomowiło
się w świadomości nie tylko mieszkańców regionu, ale i wszystkich Polaków… że tutaj w Żaganiu
biło i bije pancerne serce Polski… już 70 lat!
Podczas uroczystości wojskową asystę
honorową wystawili żołnierze 11. Batalionu
Dowodzenia. Na zakończenie uroczystości
por. Krzysztof Jędrys odczytał Apel Pamięci,
a kompania honorowa dowodzona przez
ppor. Tomasza Traczuka dla uczczenia poległych oddała salwę honorową. Całość
uroczystości uświetniła Orkiestra Wojskowa
z Żagania. Złożono także wiązanki kwiatów pod
pomnikiem 1. Polskiej Dywizji Pancernej i 1.
Drezdeńskiego Korpusu Pancernego.
***
11. Lubuska Dywizja Kawalerii Pancernej im.
Króla Jana III Sobieskiego swój rodowód wywodzi od 11. Dywizji Piechoty III Armii Wojska
Polskiego formowanej dwukrotnie. Po raz
pierwszy w październiku 1944 roku na Ziemi
Lubelskiej i ponownie w marcu 1945 roku na
Ziemi Łódzkiej.
Na podstawie Rozkazu NDWP nr 58/Org.
z dnia 15 marca 1945 r., przystąpiono do ponownego formowania 11. Dywizji Piechoty,
która weszła w skład jednostek bojowych i zabezpieczenia odwodu Naczelnego Dowództwa
Wojska Polskiego.
Na miejsce postoju 11. Dywizji Piechoty wyznaczono Łódź i jej okolice. Według etatu, stan
osobowy dywizji wynosił 9527 kadry i żołnierzy,
w tym: 835 oficerów, 2577 podoficerów i 6115
szeregowców.
Pierwszym dowódcą 11. Dywizji Piechoty
został płk Andrzej Czartoryski. Formowaniem
oddziałów i pododdziałów 11. Dywizji
Piechoty zajmował się Ośrodek Formowania
i Uzupełnień w Łodzi. Rejony ich rozmieszczenia i formowania zostały wyznaczone w załączniku do rozkazu NDWP Nr 58/Org. z dnia 15
marca 1945 r. Były to dla: 38 pp – Kutno, 42 pp
– Piotrków, 33 pal – Łowicz, pozostałe jednostki
dywizji i sztab – Łódź. n
Tekst: mjr Artur Pinkowski, Zdjęcia: Archiwum 11LDKPanc
ARMIA • 4 (78) KWIECIEŃ 2015 17
Wojsko polskie
aktualności
Delegacja Chińskiej Armii
Ludowo-Wyzwoleńczej w 25BKPow.
16
marca 25. Brygadę Kawalerii
Powietrznej odwiedziła delegacja żołnierzy Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej
na czele z zastępcą Szefa Sztabu Generalnego
ChALW admirałem Sun Jianguo.
Delegację na lotnisku 7. dywizjonu lotniczego w Nowym Glinniku powitał Szef Zarządu
Wojsk Aeromobilnych i Zmotoryzowanych
Dowództwa Generalnego Rodzajów Sił
Zbrojnych generał brygady Andrzej Reudowicz
18
www.armia24.pl
wraz z dowódcą 25 BKPow. pułkownikiem
doktorem Stanisławem Kaczyńskim.
Pułkownik Kaczyński na sali briefingowej
zapoznał gości z przeznaczeniem i zadaniami 25BKPow. oraz przedstawił doświadczenia zdobyte przez żołnierzy w ramach
pełnienia służby w Polskich Kontyngentach
Wojskowych, a po zakończeniu prezentacji
nastąpiła wymiana upominków.
Kolejnym punktem wizyty była prezentacja symulatora lotów śmigłowca W-3 Sokół
„Klaudia”, po której zaprezentowano sprzęt
i uzbrojenie, jakim dysponują podległe jednostki brygady.
Następnie wizytującym pokazano szkolenie
kawalerzystów w szturmie na obiekt z wykorzystaniem śmigłowców W-3W Sokół oraz
Mi-8. Pułkownik Kaczyński po zakończonym
pokazie zaznaczył, że wysoki poziom działania
kawalerzystów był efektem nie tylko szkolenia w kraju, ale także nabytych doświadczeń służby poza granicami kraju w Polskich
Kontyngentach Wojskowych w Iraku czy też
Afganistanie.
Pokaz dynamiczny był ostatnim elementem
wizyty delegacji chińskiej w 25. BKPow. n
Tekst i zdjęcia: kpt. Tomasz Pierzak
Szkolenie w Aachen.
11. Lubuska Dywizja Kawalerii
Pancernej
O
d 9 marca do 29 maja sześciu żołnierzy
11. Lubuskiej Dywizji Kawalerii Pancernej
(11LDKPanc) uczestniczy w kursie mechaników podwozia Leopard 2 organizowanym
w Aachen (Niemcy).
W Kursie uczestniczą czterej żołnierze
34. Brygady Kawalerii Pancernej (34BKPanc)
z Żagania oraz dwaj żołnierze 10. Brygady
Kawalerii Pancernej (10BKPanc) ze
Świętoszowa. Obie jednostki mają w swych
strukturach sprzęt pozyskany z Bundeswehry.
Głównymi założeniami kursu było pozyskanie
szerokiej wiedzy dotyczącej eksploatacji i utrzymania sprawności technicznej sprzętu pozyskanego z armii niemieckiej w tym, czołgów Leopard
2A4 i 2A5 – wyjaśnia chor. Marek Krygier,
podoficer-specjalista Wydziału Logistyki (G4) Czarnej Dywizji.
Kurs rozpoczął się od wykładów i zajęć
teoretycznych, podczas których słuchacze
zdobędą podstawową wiedzę i informacje
na temat budowy podzespołów silnika i elementów kadłuba sprzętu zbudowanego na
podwoziu czołgu Leopard 2. Następnie słuchacze przejdą do zajęć praktycznych. Każdy
z nich pod okiem niemieckich instruktorów
będzie wykrywał uszkodzone elementy silni-
ARMIA • 4 (78) KWIECIEŃ 2015 19
Wojsko polskie
aktualności
ka i podwozia, by później móc uszkodzone
części wymienić lub naprawić.
Uczestnicy poznają także niezbędny zakres
prac kontrolnych podczas realizacji obsług
okresowych, od obsługi codziennej aż do tzw.
obsługi kompleksowej F-4 realizowanej raz
na dwa lata.
Finalnym etapem szkolenia będzie samodzielna diagnostyka a następnie naprawa lub
wymiana uszkodzonych podzespołów. Jednak
prawdziwym testem umiejętności i zastosowania zdobytej wiedzy będzie praca po powrocie
w swoich macierzystych jednostkach wojskowych
– tłumaczy chor. Krygier.
n
Tekst: mjr Artur Pinkowski, Zdjęcia: Archiwum 11LDKPanc
RYŚ-15 zakończony.
12. Szczecińska Dywizja Zmechanizowana
12
. Szczecińska Dywizja Zmechanizowana szkoląca się
na CSWL Drawsko zakończyła jedno z największych
tegorocznych ćwiczeń taktycznych, podczas którego sprawdzono zdolność ćwiczących sztabów do planowania, organizowania i prowadzenia działań bojowych.
W dniach 12–18 marca 2015 r. na obiektach CSWL
Drawsko trwało intensywne szkolenie w ramach ćwiczenia
taktycznego z wojskami pk. RYŚ-15. Tematem ćwiczenia było
Przygotowanie i prowadzenie działań obronnych w I rzucie dywizji w ramach sojuszniczej operacji obronnej.
Tegoroczne ćwiczenie było wyjątkowe, gdyż 12. Brygada
Zmechanizowana została poddana kontroli przeprowadzonej przez Departament Kontroli MON. Równocześnie na bazie
ćwiczenia RYŚ-15 Dowódca Generalny Rodzajów Sił Zbrojnych
zrealizował ćwiczenie instruktażowo-metodyczne MERITUM-15.
W konsekwencji tych działań wzrosły wymagania zarówno w stosunku do sztabów, jak i ćwiczących praktycznie pododdziałów – podsumował wysiłek żołnierzy generał dywizji Marek
Mecherzyński. Na uroczystej zbiórce, która odbyła się na poligonie, Dowódca Dywizji podkreślił, że głównym celem ćwiczenia było zgranie działania dowództw i sztabów oraz elementów ugrupowania bojowego 12. Brygady Zmechanizowanej
do realizacji zadań w obronie w I rzucie dywizji na głównym
kierunku obrony. Podziękował za zaangażowanie i wysiłek,
który zamienił się w końcowy sukces ćwiczącej brygady.
Uroczystość zakończyła się defiladą ćwiczących pododdziałów i użytego sprzętu wojskowego.
Kierownikiem ćwiczenia był Dowódca 12. Szczecińskiej
Dywizji Zmechanizowanej generał dywizji Marek
20
www.armia24.pl
Mecherzyński, natomiast głównym ćwiczącym
12. Brygada Zmechanizowana ze Szczecina.
W ćwiczeniu udział wzięło około 3600 żołnierzy, w tym ponad 200 żołnierzy Narodowych
Sił Rezerwowych. Do realizacji zadań i szkolenia wykorzystano około 800 jednostek sprzętu, m.in. Kołowe Transportery Opancerzone
Rosomak, bojowe wozy piechoty BWP-1, wyrzutnie rakietowe i działa artyleryjskie, a także
pojazdy rozpoznawcze BWR i zabezpieczenia
technicznego. Koncepcja ćwiczenia RYŚ-15
zakłada konflikt między fikcyjnymi państwami, którego powodem jest nieuregulowana
kwestia eksploatacji niedawno odkrytych bogatych złóż surowców energetycznych.
W części taktycznej zrealizowano m.in.:
współdziałanie z lotnictwem, przemieszczanie i rozmieszczanie stanowisk dowodzenia,
odpieranie ataków grup dywersyjno-rozpoznawczych, wykonywanie kontrataku, a także
działanie pododdziałów w terenie skażonym.
Żołnierze „Dwunastki” wykonywali zadania
ogniowe, zarówno w dzień i w nocy, które
były sprawdzianem umiejętności zdobytych
w dotychczasowym szkoleniu.
n
Tekst: mjr Marek Nabzdyjak, por. Błażej Łukaszewski
Zdjęcia: por. Błażej Łukaszewski, st. chor. Artur Walento
ARMIA • 4 (78) KWIECIEŃ 2015 21
Wojsko polskie
aktualności
Neutralizacja niebezpiecznych
znalezisk w gdyńskim porcie.
8. Flotylla Obrony Wybrzeża
60
marynarzy z Grupy Nurków Minerów
i z załogi niszczyciela min ORP
„Flaming” z 13. Dywizjonu Trałowców rozpoczęło 19 marca operację neutralizacji znalezisk na redzie oraz w basenie wewnętrznym
gdyńskiego portu.
Podczas badań wykonanych na zlecenie
Zarządu Portu Morskiego Gdynia S.A. wykryto 5 min morskich pochodzących z okresu
II wojny światowej. Akcją neutralizacji miny
morskiej typu GC dowodził kmdr ppor. Jacek
Barczak, dowódca Grupy Nurków Minerów
13. Dywizjonu Trałowców, a koordynatorem
ze strony Marynarki Wojennej był kmdr por.
Lucjan Mazur, Szef Inżynierii Morskiej 8.
Flotylli Obrony Wybrzeża.
Po przyjęciu zgłoszenia o znalezieniu niezidentyfikowanych przedmiotów, mogących
zagrażać bezpieczeństwu, nurkowie-minerzy
przeprowadzili podwodny rekonesans. W jego
wyniku określono, że zalegającymi obiektami są miny morskie pochodzące z okresu II
wojny światowej – niemieckie typu GC oraz
angielska typu Mark VI, zawierające kilkaset
kilogramów materiału wybuchowego każda.
Po dokładnej analizie znalezisk i ocenie potencjalnego zagrożenia podczas ich neutralizacji, miejsce miały spotkania koordynacyjne
w Miejskim Centrum Zarządzania Kryzysowego
w Gdyni, Urzędzie Morskim w Gdyni oraz
w Ministerstwie Infrastruktury i Rozwoju
w Warszawie. Ostatecznie, ze względów bezpieczeństwa, podjęto decyzję o neutralizacji
odnalezionych obiektów z dala od portu, wyholowując je na bezpieczną odległość i niszcząc
poprzez detonację pod powierzchnią wody.
W pierwszej fazie operacji kolejno każda z min
została podniesiona z dna za pomocą pontonu wydobywczego i przeholowana w toni
wodnej w rejon detonacji. Po dotarciu do rejonu niszczenia, każda mina morska została
opuszczona z powrotem na dno, a nurkowie
minerzy przyczepią do niej ładunki wybuchowe. Ładunki te wzbudzono drogą radiową,
powodując zniszczenie min. Każdorazowo,
po operacji neutralizacji, rejon zniszczenia był
sprawdzony za pomocą zdalnie sterowanego
pojazdu podwodnego z ORP „Flaming”, potwierdzając zniszczenie znaleziska.
Operacja rozminowania wymaga zaangażowania znacznych sił i środków z różnych
22
instytucji. Oprócz Marynarki Wojennej, która
bezpośrednio była zaangażowana w akcję,
w działaniach wzieli udział także przedstawiciele Urzędu Morskiego w Gdyni (główny
koordynator akcji od strony morza), Wydziału
Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego
Urzędu Miejskiego w Gdyni (koordynator
od strony lądu), Zarządu Morskiego Portu
www.armia24.pl
Gdynia, Policji, Straży Miejskiej i Straży
Pożarnej. Ponadto realizowano współpracę
ze wszystkimi podmiotami gospodarczymi
prowadzącymi działalność na terenie Portu
Gdynia będącymi w potencjalnym zasięgu
rażenia wyholowywanych min.
13. Dywizjon Trałowców jest oddziałem
taktycznym 8. Flotylli Obrony Wybrzeża przeznaczonym do wykonywania zadań obrony
przeciwminowej – trałowania, poszukiwania, wykrywania i niszczenia min, niszczenia
zagród minowych oraz obrony przeciwminowej zespołów okrętów na przejściu morzem. Okręty dywizjonu stacjonują w Porcie
Wojennym Gdynia. To właśnie okręty tego
Dywizjonu jako pierwsze weszły w skład sta-
łych zespołów NATO. Obecnie jeden z niszczycieli min tej jednostki – ORP „Mewa” prowadzi
działania na akwenach okalających północną
Europę, w ramach Stałego Zespołu Sił Obrony
Przeciwminowej NATO. Dywizjonem dowodzi
komandor porucznik Piotr Sikora. n
Tekst: kmdr ppor. Jacek Kwiatkowski
Zdjęcia: chor. mar. Marcin Purman
Ćwiczenia 3. Flotylli Okrętów
S
iły okrętowe 3. Flotylli Okrętów zakończyły
20 marca pięciodniowe ćwiczenia na morzu. Jedenaście jednostek, w tym: okręty rakietowe, hydrograficzne, korweta ZOP, okręt
podwodny i szkolny oraz jednostki pomocnicze przeprowadziły szkolenie na poligonach
morskich Zatoki Gdańskiej.
Ćwiczenia jednostek pływających 3. Flotylli
Okrętów rozpoczęły się 16 marca. Na morskich poligonach Zatoki Gdańskiej oprócz
okrętów rakietowych ORP „Grom” i ORP
„Piorun” operowały m.in. okręt podwodny
ORP „Kondor”, korweta zwalczania okrętów
podwodnych ORP „Kaszub”, okręty hydrograficzne ORP „Heweliusz” i ORP „Arctowski”, baza
zaopatrzeniowa ORP „Bałtyk”, okręt szkolny
ORP „Wodnik”, a także jednostki pomocnicze SD-13, H-8 i K-8. W trakcie manewrów
na morzu okręty wykonywały przede wszystkim indywidualne szkolenia specjalistyczne,
w ramach których przeprowadziły zadania
ogniowe z faktycznym użyciem uzbrojenia
artyleryjskiego i rakietowego. Doskonalono
także umiejętności załóg okrętowych w przeciwdziałaniu pożarom oraz przebiciom kadłuba (obrona przeciwawaryjna). Przećwiczono
różne scenariusze sytuacji kryzysowych, które
mogą mieć miejsce podczas działań na morzu. Dodatkowo w trakcie manewrów okręty
współpracowały ze sobą w poszczególnych
epizodach ćwiczeń, prowadząc między innymi manewrowanie w szykach i uzupełnianie
zapasów na morzu.
Okręty powróciły do portu wojennego
w Gdyni w piątek, 20 marca. Ostatnim, ale
bardzo ważnym elementem każdego szkolenia na morzu, jest odtwarzanie gotowości bojowej. Okręty muszą przede wszystkim uzu-
ARMIA • 4 (78) KWIECIEŃ 2015 23
Wojsko polskie
aktualności
pełnić zapasy amunicji, a także paliwa, wody
i żywności, aby w każdej chwili być gotowym
do wyjścia na morze i do wykonywania zadań
zgodnie ze swoim przeznaczeniem.
Tego typu ćwiczenia mają na celu podtrzymywanie nawyków oraz doskonalenie wyszkolenia załóg okrętowych Marynarki Wojennej
w działaniach zabezpieczających interesy
państwa na morzu. Chodzi głównie o osłonę
strategicznego transportu morskiego oraz
utrzymanie panowania na morzu w sytuacji kryzysowej, aby nie dopuścić do blokady morskiej
państwa. Obecnie, od bezpieczeństwa morskich szlaków komunikacyjnych zależy stabilny, niezagrożony rozwój gospodarki państwa.
Drogą morską transportowany jest bowiem
największy tonaż towarów międzynarodowej
wymiany handlowej. Drogą morską dostarcza-
ne są także różnego typu surowce, z których
korzystają państwa morskie. Podobne działania
jednostki Marynarki Wojennej realizują również
podczas ćwiczeń i operacji w ramach współpracy międzynarodowej pod auspicjami NATO
i Partnerstwa dla Pokoju. n
Tekst: Rzecznik Prasowy 3. Flotylli Okrętów kmdr ppor.
Radosław Pioch
Zdjęcia: st. chor. mar. Piotr Leoniak
Potęga „Twardego”.
1. Warszawska Brygada Pancerna
24
www.armia24.pl
J
ednym z najbardziej znanych znaków rozpoznawczych żołnierzy 1. Warszawskiej
Brygady Pancernej jest syrenka. Nie mniej
charakterystycznym symbolem kojarzonym
z brygadą jest czołg PT-91 Twardy.
Podczas marcowego szkolenia poligonowego nie mogło zabraknąć batalionu czołgów dowodzonego przez ppłk. Pawła Pytko.
Podstawowym sprzętem używanym przez
żołnierzy ppłk. Pytko jest właśnie czołg PT-91,
czołg który na wyposażeniu brygady jest od
wielu lat, a który razem ze zgraną i wyszkoloną załogą stanowi nie lada siłę bojową.
Kapitan Sławomir Jankowski dowodzi
kompanią czołgów wystarczająco długo, aby
poznać wszystkie wady i zalety „Twardego”.
Wiele poligonów, niektóre z nich w skrajnie
trudnych warunkach, potwierdziły, że na
czołgu można polegać. Godziny spędzone na
strzelnicach mają odzwierciedlanie w osiąganych wynikach – piątki i czwórki nie są niczym
niezwykłym. Ale pamiętać należy, że sprzęt
jest tylko rzeczą, rzeczą, która obsługiwana
jest przez ludzi. I nawet najnowocześniejsze
urządzenie w rękach niewyszkolonego człowieka ma niewielką wartość, a sprzęt pozornie
nie najnowszy w rękach dobrze wyszkolonych
żołnierzy jest niezwykle groźną i skuteczną
bronią. n
Tekst: kpt. Zbigniew Gierczak
Zdjęcia: sierż. Paweł Gołębiowski
Święto 23. Śląskiego Pułku Artylerii
20
marca po raz czwarty od chwili powstania jednostki, bolesławieccy artylerzyści obchodzili święto swojej jednostki
– Święto 23. Śląskiego Pułku Artylerii.
Uroczystości rozpoczęły się o godzinie 8.00
na terenie 23. pułku artylerii przed tablicą pamiątkową poświęconą jednostkom artyleryjskim, których tradycje pułk kultywuje. W tym
miejscu delegacja pułku na czele z dowódcą
pułkownikiem Pawłem Świtalskim w imieniu
wszystkich żołnierzy złożyła wiązankę kwiatów. Wyrazem szacunku dla artyleryjskich
poprzedników był także udział i złożenie kwiatów przez delegację Stowarzyszenia Polskich
Artylerzystów, której przewodniczył prezes
zarządu głównego z Torunia pułkownik rezerwy Roman Kłosiński. Następnie odbył się
przemarsz pododdziałów ulicami miasta do
bolesławieckiego Sanktuarium Najświętszej
Marii Panny, gdzie kapelan pułku ks. kpt.
Tomasz Koczy wspólnie z ks. prałatem dr.
hab. Andrzejem Jarosiewiczem celebrowali
uroczystą Mszę Świętą w intencji żołnierzy,
pracowników pułku i ich rodzin. Po mszy kompania honorowa 23. pułku artylerii, poczty
sztandarowe organizacji kombatanckich oraz
kolumny pododdziałów w asyście orkiestry
ARMIA • 4 (78) KWIECIEŃ 2015 25
Wojsko polskie
aktualności
wojskowej z Żagania uroczyście przemaszerowały na bolesławiecki rynek.
Główną część obchodów Święta 23. pułku
artylerii stanowił uroczysty apel, który uświetnili swoją obecnością między innymi: bezpośredni przełożony pułku – Dowódca 11.
Lubuskiej Dywizji Kawalerii Pancernej gen. dyw.
Jarosław Mika, dowódcy jednostek „Czarnej
Dywizji”, dowódcy pułków artylerii z Sulechowa
i Węgorzewa, członkowie Stowarzyszenia
Polskich Artylerzystów, byli żołnierze pułku,
przedstawiciele władz administracyjnych oraz
kierownicy, komendanci instytucji garnizonowych współpracujących z pułkiem. Po złożeniu meldunku dowódcy 23. pułku artylerii
przez dowódcę uroczystości majora Szymona
Czerwińskiego, przeglądzie pododdziałów
i przywitaniu się, punktualnie o godzinie 10.30
przy taktach Mazurka Dąbrowskiego podniesiono flagę państwową na maszt.
Następnie, po odczytaniu okolicznościowego rozkazu i decyzji, pułkownik Świtalski wraz
z Dowódcą 11. Lubuskiej Dywizji Kawalerii
Pancernej generałem dywizji Jarosławem
Miką uhonorowali najbardziej zasłużonych
żołnierzy „Odznakami Pamiątkowymi 23.
Pułku Artylerii” nadanymi przez jej kapitułę.
Zwracając się do zebranych, dowódca pułku przypomniał genezę obchodzonego świę-
26
ta oraz dorobek, osiągnięcia bolesławieckich
artylerzystów, podkreślił także najważniejsze
zadania stojące przed jednostką w bieżącym
roku. Obchodzone dziś święto 23. pułku artylerii
stanowi zwieńczenie dotychczasowej działalności szkoleniowej, współpracy z licznymi podmiotami społecznymi i organizacjami pozarządowymi na rzecz obronności. To także okazja, by
podkreślić naszą przynależność do największego
i najsilniejszego związku taktycznego w naszych
Siłach Zbrojnych, jakim bez wątpienia jest 11.
Lubuska Dywizja Kawalerii Pancernej – „Czarna
Dywizja” […] Chciałbym przy okazji dzisiejszego Święta podziękować wszystkim żołnierzom
i pracownikom pułku za zaangażowanie i wysiłek, który wkładacie w codzienną niełatwą
służbę i pracę. Życzę wam sukcesów, satysfakcji
z wykonywania obowiązków oraz dużo dobrego zdrowia i zadowolenia w życiu osobistym.
Pozdrawiam także Wasze rodziny i najbliższych
– mówił dowódca pułku.
W dalszej części uroczystości głos zabrał
generał Mika, który podziękował żołnierzom
za zaangażowanie i realizacje zadań szkoleniowych. 23. Śląski Pułk Artylerii jest jednostką
dobrze ocenianą, dobrze postrzeganą i trudno
sobie wyobrazić bez niego funkcjonowanie dywizji – mówił dowódca 11. LDKPanc. Znaczenie
pułku, ale tym razem dla Bolesławca, pod-
kreślił prezydent miasta Piotr Roman, który
skierował do żołnierzy dużo ciepłych słów.
Spotykamy się na Rynku, w najważniejszym
miejscu Bolesławca. To jest symbol tego, czym
dla nas, mieszkańców Bolesławca jest wojsko
i obecność 23. pułk artylerii.
Po odegraniu wiązanki utworów wojskowych przez orkiestrę z Żagania, przyjęciu
przez dowódcę pułku gratulacji i życzeń uroczysty apel zakończyła defilada pododdziałów.
Równolegle w czasie trwania apelu, artylerzyści zaprezentowali mieszkańcom miasta podstawowy sprzęt bojowy oraz wyposażenie patrolu saperskiego. Dużym zainteresowaniem
uczestników pokazu cieszyły się 122-mm
wyrzutnia artyleryjska WR-40 Langusta oraz
152-mm armatohaubica Dana. Obecność saperów oprócz pokazu wyposażenia patrolu
rozminowania stanowiła okazję do działań
edukacyjno-profilaktycznych związanych
z podstawowymi zasadami postępowania
po znalezieniu, napotkaniu materiałów niebezpiecznych. Obchody Święta 23. Śląskiego
Pułku Artylerii zakończył koncert zespołu
Estrada Czarnej Dywizji w Bolesławieckim
Ośrodku Kultury, który w kilku blokach muzycznych zaprezentował piosenki wojskowe
oraz repertuar rozrywkowy. n
Tekst i zdjęcia: kpt. Remigiusz Kwieciński
www.armia24.pl
Napad na pracownika SUFO.
Żandarmeria Wojskowa
23
marca o godzinie 8.05 oficer dyżurny elbląskiego oddziału Żandarmerii
Wojskowej otrzymał zgłoszenie o nieuprawnionym wejściu osób postronnych na teren
16. Batalionu Remontowego w Elblągu i napadzie na pracownika SUFO.
Zamaskowani napastnicy, pokonawszy
ogrodzenie chroniące jednostkę, dokonali
nieuprawnionego wejścia do warsztatów
remontu uzbrojenia znajdującego się na
terenie Parku Sprzętu Technicznego jednostki. Po wtargnięciu do warsztatu dokonali zaboru uzbrojenia i amunicji pracownika
SUFO (Specjalistyczna Uzbrojona Formacja
Ochronna) ochraniającego obiekt wojskowy.
Po otrzymaniu sygnału oficer dyżurny
oddziału wysłał na miejsce zdarzenia grupę
interwencyjną, która we współpracy z przedstawicielami SUFO dokonała zatrzymania
napastników. Na miejscu zdarzenia grupa
interwencyjna zabezpieczyła również dowody przestępstwa dokonanego przez osoby
cywilne.
Opisana powyżej sytuacja była tylko epizodem ćwiczenia z pozorowanego naruszenia
systemu ochrony kompleksu koszarowego
16. Batalionu Remontowego w Elblągu.
Podsumowania wspólnych działań
Żandarmerii Wojskowej, SUFO oraz służby
wewnętrznej jednostki dokonał mł. chor.
Marek Jasiak z sekcji profilaktyki Oddziału
Żandarmerii Wojskowej w Elblągu.
n
Tekst: st. chor. sztab. Paweł Kowalski
Zdjęcia: st. chor. sztab. Ireneusz Chwiej
Spotkanie wielkanocne Prezydenta
RP z żołnierzami Wojska Polskiego
w 25BKPow.
25
marca z wizytą w 25. Brygadzie
Kawalerii Powietrznej im. Księcia
Józefa Poniatowskiego na spotkaniu wielkanocnym z żołnierzami Wojska Polskiego gościł Prezydent RP Zwierzchnik Sił Zbrojnych
Bronisław Komorowski.
Spotkanie Prezydenta z żołnierzami odbyło się na terenie lotniska w Nowym Glinniku.
Zwierzchnikowi Sił Zbrojnych towarzyszyli m.in: Sekretarz Stanu w Ministerstwie
Obrony Narodowej Czesław Mroczek, Szef
Biura Bezpieczeństwa Narodowego Stanisław
Koziej, I Zastępca Szefa Sztabu Generalnego
WP generał dywizji Anatol Wojtan, Zastępca
Dowódcy Generalnego RSZ generał dywizji Jerzy Michałowski, zastępca Dowódcy
ARMIA • 4 (78) KWIECIEŃ 2015 27
Wojsko polskie
aktualności
Operacyjnego RSZ generał brygady Grzegorz
Duda, a także Ordynariusze kościołów wojskowych: Biskup Polowy WP ksiądz biskup
Józef Guzdek, Prawosławny Ordynariusz
Wojskowy ksiądz biskup Jerzy Pankowski,
Ewangelicki Biskup Wojskowy ksiądz biskup
pułkownik Mirosław Wola.
Prezydent Bronisław Komorowski w swoim
wystąpieniu złożył wszystkim żołnierzom, pracownikom wojska oraz ich rodzinom życzenia
z okazji zbliżających się świąt wielkanocnych.
Życzenia w swoich wystąpieniach złożyli
również: dowódca 25. BKPow. pułkownik
doktor Stanisław Kaczyński, a także za pośrednictwem telemostu dowódca Polskiego
Kontyngentu Wojskowego w Afganistanie
pułkownik Wojciech Marchwica.
Po złożeniu życzeń wszyscy uczestnicy spotkania przystąpili do uroczystego śniadania
wielkanocnego. Po zakończonym śniadaniu
Prezydent Bronisław Komorowski opuścił
teren kompleksu koszarowego w Nowym
Glinniku.
Wieloletnią tradycją jest, że u progu
Wielkiego Tygodnia organizowane jest spotkanie wielkanocne, gromadzące żołnierzy,
pracowników wojska, byłych żołnierzy a także zaproszonych gości. W spotkaniu oprócz
żołnierzy 25. Brygady Kawalerii Powietrznej
uczestniczyli również żołnierze z innych jednostek wojskowych Sił Zbrojnych RP, podchorążowie, pracownicy wojska oraz dzieci
żołnierzy.
n
Tekst: kpt. Tomasz Pierzak
Zdjęcia: szer. Agnieszka Grzelak
Wizyta Dowódcy Operacyjnego
w Afganistanie
28
www.armia24.pl
W
dniach 24–27 marca Dowódca
Operacyjny Rodzajów Sił Zbrojnych
generał broni Marek Tomaszycki wraz z delegacją przebywał w ramach nadzoru Operacji
Wojskowej NATO Resolute Suport Mission
(RSM) w Islamskiej Republice Afganistanu.
W czasie pobytu w Bagram, Gamberi
i Kabulu delegacja zapoznała się z warunkami realizacji zadań przez siły I zmiany
RS Polskiego Kontyngentu Wojskowego.
Dokonano przeglądu rozmieszczenia kontyngentu w bazie Bagram oraz funkcjonowania systemu zabezpieczenia logistycznego,
zapoznano się również z zadaniami realizowanymi przez polskich żołnierzy w Kabulu
i Gamberi. Dowódca Operacyjny odbył też
szereg spotkań z amerykańskimi i koalicyjnymi dowódcami: dowódcą USFOR-A generałem Jonem Murray’em, dowódcą TAAC-E
generałem Christopherem Bentleyem, generałem Paolo Ruggiero dowodzącym COS
RS HQ, generałem Edwardem Reederem –
dowódcą SOJTF-A oraz pułkownikiem Joelem
Vowellem z TAAC-BCT CDR.
Spotkanie z polskimi żołnierzami stacjonującymi w różnych bazach Polskiego
Kontyngentu Wojskowego było okazją do
podziękowań i rozmowy na najbardziej nurtujące tematy dotyczące służby wojskowej.
Mówiono również o przyszłych zmianach
dotyczących struktur i systemu dowodzenia
polskiej armii. Na zakończenie wizyty Dowódca
Operacyjny Rodzajów Sił Zbrojnych generał
Marek Tomaszycki uhonorował dowódcę I zmiany PKW pułkownika Wojciecha
Marchwicę pamiątkowym ryngrafem.
n
Tekst: chor. Krzysztof Czubiński
Zdjęcia: st. chor. szt. Adam Roik (Combat Camera DO RSZ)
Gep@rdzi pazur.
15. batalion Ułanów Poznańskich
– 17WBZ
K
ilka tygodni w polu, zmienna sytuacja taktyczna oraz praktyczne wykonanie przez
wojska wypracowanych przez dowódców
decyzji. Tak pokrótce można podsumować
dobiegające końca ćwiczenie taktyczne z wojskami pod kryptonimem Gep@rd-15.
15. batalion Ułanów Poznańskich (15bUP)
przez cztery tygodnie szkolił się na obiektach
poligonowych w Wędrzynie. W ramach szkolenia na początku marca żołnierze 15bUP
uczestniczyli w ćwiczeniu dowódczo-sztabowym Gronost@j-15. Kontynuacją tych działań było uczestnictwo batalionu w ćwiczeniu
taktycznym z wojskami Gep@rd-15, jako 15.
batalionowe Zgrupowanie Taktyczne (15bZT).
Stworzyliśmy taktyczne zgrupowanie bojowe.
Jest to zbiór połączonych sił wojsk lądowych,
którego zasadniczym trzonem jest 15. batalion
Ułanów Poznańskich – mówi podpułkownik
Tomasz Borowczyk, dowódca 15bUP. – To
najważniejsze ćwiczenie dla naszej jednostki.
ARMIA • 4 (78) KWIECIEŃ 2015 29
Wojsko polskie
aktualności
Manewry podsumowują trzyletni okres szkolenia
i sprawdzają nasze umiejętności. Zgrupowanie
taktyczne tworzą pododdziały 7. dywizjonu
artylerii Konnej Wielkopolskiej, 7. batalionu
Strzelców Konnych Wielkopolskich, 1. batalionu
piechoty zmotoryzowanej Ziemi Rzeszowskiej,
batalionu logistycznego i 5. Kresowego batalionu saperów.
Zadanie, jakie otrzymało 15bZT, miało na
celu sprawdzenie dowódców oraz żołnierzy
z wykonywania zadań zgodnie z wojennym
przeznaczeniem. Ułani ćwiczyli wyjście do
natarcia, kontrataku oraz zajmowanie rubieży ogniowych. Dynamiczne działanie oraz
zmieniająca się sytuacja taktyczna wymagały
od dowódców podejmowania decyzji, które
wpływały na osiągnięcie założonego celu.
Kompanie 15bZT sprawdziły się w działaniu
jako oddział rajdowy. Ponadto Ułani walczyli
z przeciwnikiem w terenie lesistym i zurbanizowanym wykorzystując przy tym
posiadany sprzęt oraz środki pozoracji
pola walki. Teren lesisty i zurbanizowany
jest podstawowym środowiskiem walki
w obecnych czasach. Musimy działać w nim
swobodnie. Ćwiczenie Gepard-15 przygotowuje nas do tego – podsumowuje podporucznik Krzysztof Czaplicki z 10. kompanii.
Jednym z epizodów ćwiczenia było działanie w terenie skażonym. Dowódca pododdziału zdecydował o wycofaniu plutonu
30
z rejonu skażonego i skierowaniu na Punkt
Likwidacji Skażeń sprzętu i stanu osobowego.
Przy współpracy z 56. kujawskim pułkiem
śmigłowców bojowych żołnierze zgrupowania działali jako taktyczny desant śmigłowcowy z zadaniem opanowania budynku.
Ponadto w ramach doskonalenia 17. Grupy
Zabezpieczenia Medycznego przeprowadzona została ewakuacja medyczna rannego z pola walki do brygadowego punktu
opatrunkowego. Ostatnim zadaniem w części taktycznej, jakie otrzymali żołnierze, było
pokonanie przeszkody wodnej oraz uchwycenie przyczółków na przeciwległym brzegu.
Odpowiednie przygotowanie wozów bojowych oraz załóg zaowocowało sprawnym
oraz poprawnym wykonaniem zadania. Gep@
rd-15 zakończył się kierowanie ogniem, które
pozwoliło ocenić umiejętności prowadzenia
ognia przez szkolony pododdział zarówno w dzień jak i w nocy.
Uroczystą zbiórką ostatecznie zakończono ćwiczenie pod kryptonimem Gep@
rd-15. Po kilkutygodniowym intensywnym
szkoleniu przyszedł czas na odpoczynek
i przygotowanie do przyszłych działań. Dla
15. batalionu Ułanów Poznańskich w bieżącym roku zaplanowano wiele intensywnych oraz wymagających zadań. n
Tekst: ppor. Dorota Kusiak
Zdjęcia: st. szer. Łukasz Kermel
www.armia24.pl
INSTYTUT TECHNICZNY WOJSK LOTNICZYCH
ul. Księcia Bolesława 6, 01-494 Warszawa, skr. poczt. 96
tel.: 22 685 13 00; tel./faks: 22 685 13 13
www.itwl.pl
e-mail: [email protected]
Prowadzimy działalność innowacyjną
w zakresie:
• Projektowania i integracji systemów lotniczych
i logistycznych
• Niezawodności i bezpieczeństwa
• Integracji systemów C4ISR
• Bezzałogowych statków/systemów powietrznych
• Systemów szkolenia, w tym e-learningu
• Uzbrojenia lotniczego
• Infrastruktury lotniskowej i drogowej
• Paliw, cieczy roboczych i smarów
Posiadamy:
• Koncesję Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji
Nr B-404/2003
• Natowski Kod Podmiotu Gospodarki Narodowej (NCAGE)
0481H
• Wewnętrzny System Kontroli Nr W-45/7/2014 w zakresie
naukowo-badawczego wspomagania eksploatacji lotniczej
techniki wojskowej
• Świadectwo Bezpieczeństwa Przemysłowego pierwszego
stopnia: krajowe, NATO Secret, EU/UE Secret
• Uprawnienia do nadawania tytułu naukowego doktora
habilitowanego
WYDARZENIA
myszołowiec towarzyski i las krzyży
Z wizytą w PKW Orlik 6
Šiauliai (pol. Szawle) – atrakcyjna miejscowość położona na północy Litwy, nieopodal której znajduje się baza lotnicza, gdzie w ramach NATO-wskiej misji Air Policing stacjonuje od 12 stycznia
2015 Polski Kontyngent Wojskowy Orlik 6 pod dowództwem ppłk. pil. Piotra Iwaszki. W dniach
25–26.03.2015 na zaproszenie Dowództwa Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych mieliśmy
możliwość odwiedzenia bazy i przyjrzenia się z bliska pracy naszych lotników. Głównymi gośćmi kontyngentu byli przedstawiciele dowództw (gen. dyw. pil. Leszek Cwojdziński, płk Krzysztof
Wyderkiewicz) oraz Klub Generałów Lotnictwa (gen. broni pil. Jerzy Gotowała, gen. broni pil.
Ryszard Olszewski, gen. dyw. pil. Anatol Czaban, gen. dyw. pil. Mieczysław Walentynowicz, gen.
bryg. Ryszard Dębski, gen. bryg. pil. Roman Harmoza), którym towarzyszyliśmy w trakcie wizyty.
Albert Osiński
W
podróż na Litwę wyruszyliśmy
z 1. Bazy Lotnictwa Transportowego na Okęciu samolotem CASA
C295. Lecieliśmy z doświadczonymi pilotami: kpt. Tomaszem Hachułą oraz por. Pauliną Szkudlarz-Popławską. Po około godzinnym locie, już nad terytorium Litwy, nasz
samolot został przechwycony przez polskiego MiGa-29M. Po zademonstrowaniu
sposobu działania przy tego typu zadaniach,
myśliwiec odeskortował naszą CASĘ nad
lotnisko. Tam powitali nas dowódca kontyngentu ppłk pil. Piotr Iwaszko, dowódca
włoskiego pododdziału płk Marco Bertoli
oraz dowódca bazy Šiauliai płk Vidmantas
Raklevicius.
Na odwiedzonym przez nas lotnisku,
w ramach 37. zmiany Baltic Air Policing
na Litwie (więcej informacji o 37. zmianie
i historii BAP w artykule Bałtyccy strażnicy, ARMIA 3/2015), stacjonują cztery pol-
32
skie samoloty MiG-29M (chodzi o wersję
MiG-29 izdielije 9-12 wyremontowaną
i w ograniczonym stopniu zmodernizowaną przez bydgoskie WZL-2, a nie o rosyjskie wielozadaniowe wersje MiG-29M,
czyli izd. 9-15 i izd. 9-61 – przyp. red.) z 23.
BLT w Mińsku Mazowieckim oraz cztery
samoloty Eurofighter Typhoon Włoskich Sił
Powietrznych.
Pierwszego dnia mieliśmy możliwość dokładnego zapoznania się zarówno z pracą
naszych pilotów, jak i personelu naziemnego. Duża ilość lotów powoduje, że grupa
zabezpieczenia technicznego, stanowiąca
aż 60% personelu, musi zapewnić właściwe
funkcjonowanie czterech samolotów i ich
ciągłej gotowości do wykonywania zadań.
Łącznie polski personel liczy 120 osób. Są
to piloci, technicy, nawigatorzy, specjaliści od służby hydrometeorologicznej oraz
żandarmi. Głównym zadaniem lotników
PKW jest niedopuszczanie do naruszania
przestrzeni powietrznej nad Litwą, Łotwą
www.armia24.pl
Gdy wlecieliśmy w litewską przestrzeń powietrzną,
w ramach powitania przechwycił nas w powietrzu
polski MiG-29, który wystartował z Šiauliai
Chowający podwozie polski MiG-29 tuż
po starcie. Widoczna para pocisków pow.-pow. R-73
MiG-29 skracający dobieg za pomocą spadochronu
hamującego. Pod skrzydłami para UZR-60T – nieodpalanych szkolnych analogów pocisków pow.-pow. R-60
naprowadzających się termolokacyjnie
Air Policing
Zgodnie z polityką Sojuszu Północnoatlantyckiego państwa członkowskie kolektywnie
odpowiadają za zapewnienie integralności
przestrzeni powietrznej NATO. W tym celu
prowadzona jest jej stała kontrola (Air Policing). Prowadzenie misji Air Policing jest odpowiedzialnością narodową. Jednak w związku z tym, że bezpieczeństwo przestrzeni
powietrznej NATO jest uznawane jako zadanie kolektywne, w przypadku, kiedy któryś
z sojuszników nie posiada niezbędnych środków do realizacji tego zadania, wspomagają
go pozostałe państwa NATO. Z tego powodu
Air Policing jest najbardziej widoczną manifestacją jedności sojuszniczej w okresie pokoju,
przypominającą o tradycyjnej funkcji NATO
wynikającej z art. 5. Traktatu Waszyngtońskiego – kolektywnej obronie.
Do chwili przystąpienia w 2004 r. do NATO
Litwy, Łotwy, Estonii oraz Słowenii jedynie
Islandia oraz Luksemburg nie posiadały własnych sił powietrznych. W przypadku Islandii
misję Air Policing wykonywały dotychczas
Stany Zjednoczone. Natomiast przestrzeń
powietrzną Luksemburga patrolują Belgowie.
Wiosną 2004 roku państwa bałtyckie (Litwa,
Łotwa, Estonia) zwróciły się we wspólnym
oświadczeniu do Sojuszu, z prośbą o ochronę ich przestrzeni powietrznej, począwszy
od pierwszego dnia członkostwa. Sojusznicy
zdecydowali, że do 2007 roku misja Air Policing dla państw bałtyckich będzie wykonywana w trybie rotacyjnym – jako rozwiązanie
tymczasowe (interim solution). W 2007 roku
NATO zdecydowało o przedłużeniu interim
solution do 2011 r. 8 lutego 2012 roku Rada
Północnoatlantycka podjęła decyzję o przedłużeniu misji dozoru przestrzeni powietrznej
Państw Bałtyckich, bez określania daty ich zakończenia (bezterminowo). Misję Air Policing
dla Słowenii od 2004 roku wykonują samoloty
włoskie, we współdziałaniu z siłami powietrznymi Węgier.
Misja Air Policing, w obszarze Państw Bałtyckich, pełniona jest od 29 marca 2004 r.
przez siły wydzielone z państw sojuszniczych
w 3-miesięcznych, a od 31 marca 2006 roku
4-miesięcznych zmian. Dotychczas w misji
uczestniczyły siły z kilkunastu państw NATO.
Pierwszym państwem pełniącym dyżury bojowe była Belgia.
W misji nadzoru przestrzeni powietrznej
państw bałtyckich po raz kolejny udział wziął
Polski Kontyngent Wojskowy – ORLIK 5. Liczył
do 100 żołnierzy i pracowników wojska, wyposażonych w cztery samoloty MIG-29 wraz
z niezbędnym uzbrojeniem i sprzętem. Misja
trwała od 1 maja do 31 sierpnia 2014 r. Za realizację misji Air Policing, po stronie Sojuszu,
odpowiedzialny jest Głównodowodzący Siłami NATO w Europie (SACEUR).
źródło: www.airpolicing.wp.mil.pl
ARMIA • 4 (78) KWIECIEŃ 2015 33
WYDARZENIA
PKW Orlik 6
Zgodnie z postanowieniem Prezydenta
RP Bronisława Komorowskiego po raz szósty
użyto Polski Kontyngent Wojskowy – ORLIK 6,
w składzie Sił Sojuszniczych Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego w misji wojskowego nadzoru przestrzeni powietrznej Republiki
Estońskiej, Republiki Litewskiej i Republiki Łotewskiej w okresie od 22 grudnia 2014 r. do 15
maja 2015 r.
Polski kontyngent jest wyposażony w cztery
samoloty MiG-29 z 23. Bazy Lotnictwa Taktycznego w Mińsku Mazowieckim.
Polacy misję Baltic Air Policing realizują
w ramach 37 rotacji. Dyżur będzie trwał cztery miesiące od początku stycznia do początku
maja 2015 roku.
Polacy wezmą udział w misji Baltic Air Policing po raz szósty, drugi w 2014 roku. Wcześniej uczestniczyli w niej w latach 2006, 2008,
2010 i 2012. PKW liczy do 120 żołnierzy i pracowników wojska.
Głównym celem misji jest patrolowanie
i niedopuszczenie do naruszenia przestrzeni
powietrznej Republiki Estońskiej, Republiki Litewskiej i Republiki Łotewskiej oraz udzielanie
pomocy samolotom wojskowym i cywilnym
w sytuacjach awaryjnych występujących podczas lotu.
źródło: www.airpolicing.wp.mil.pl
34
Do lotu podrywa się transportowy Alenia C-27J Spartan Litewskich Sił
Powietrznych. Litewskie C-27J są wyposażone w sondę do tankowania w powietrzu
i Estonią. W trakcie wizyty mieliśmy okazję
obserwować loty Polaków trenujących z pilotami włoskimi, a także typowe loty patrolowe czy alarmowe pary dyżurnej. Również
tego dnia, w ramach wykonywania swoich
obowiązków, pojawiły się nad lotniskiem
dwa F-16AM Belgijskich Sił Powietrznych
stacjonujące obecnie w Malborku.
Po intensywnym dniu na lotnisku całość
delegacji udała się na Górę Krzyży położoną
w pobliżu miasteczka Meszkucie. W miejscu
tym pielgrzymi z całego świata stawiają krzyże w różnych intencjach. Delegacja polska
wraz z kapelanem kpt. Karolem Skopińskim
także pozostawiła tam po sobie, zgodnie
z tradycją, krzyż z tabliczkami fundatorów.
Drugiego dnia kontynuowaliśmy wizytę
w kontyngencie. Odwiedziliśmy stacjonujących na tym samym lotnisku włoskich
pilotów i nawiązaliśmy bliższy kontakt
z oficerem prasowym Włochów majorem
Davidem Tortorą. Pułkownik Marco Bertoli
oprowadzał nas po hangarach i odpowiadał na nasze pytania dotyczące stacjonowania na Litwie, wykonywanych zadań oraz
współpracy z Polakami.
Po powrocie na teren Orlika 6 w jednym z hangarów odbyła się uroczystość
Jeden z włoskich F-2000A (czyli Eurofighter Typhoon) z 4º Stormo, stacjonujących w Šiauliai w ramach
37. zmiany BAP. Pod skrzydłem widoczny pocisk pow.-pow. IRIS-T, który w wielu europejskich siłach
powietrznych zastąpił leciwe amerykańskie Sidewindery
www.armia24.pl
Albert Osiński Z wizytą w PKW Orlik 6
z udziałem personelu oraz zaproszonych
gości. W imieniu dowództwa zostały wręczone nagrody najbardziej wyróżniającym
się żołnierzom. Zaproszeni goście z Klubu
Generałów Lotnictwa również otrzymali
pamiątki z pobytu na Litwie.
Kieruję serdeczne podziękowania dla
dowódcy kontyngentu ppłk. pil. Piotra
Iwaszki, kpt. Janusza Szczypióra oraz dla
pana Tomasza Białoszewskiego za pomoc
w realizacji niniejszego materiału.
Redakcja pragnie także podziękować pani
doktor Magdalenie Zagalskiej-Neubauer ze
Stacji Ornitologicznej Muzeum i Instytutu
Zoologii Polskiej Akademii Nauk za oznaczenie gatunku myszołowca towarzyskiego.
n
Zdjęcia: Albert Osiński
Myszołowiec towarzyski
(Parabuteo unicinctus) używany
do płoszenia ptactwa wokół
lotniska. Gatunek naturalnie
występujący w Ameryce
Środkowej i Południowej,
popularny w sokolnictwie
Dowódca PKW Orlik 6
Dowódcą PKW ORLIK 6 jest ppłk pil. Piotr Iwaszko urodzony w 1975 r. w Kołobrzegu. Absolwent
Wyższej Szkoły Oficerskiej Sił Powietrznych w Dęblinie – w 1998 roku promowany do stopnia podporucznika w korpusie osobowym lotnictwa. Zawodową karierę rozpoczął w 9. PLM w Zegrzu Pomorskim, a następnie kontynuował w 41. PLM w Malborku, gdzie przeszkolił się na samolot MiG-21
i wykonywał loty na tym typie statku powietrznego do czasu zakończenia ich służby w Siłach Powietrznych w 2003 roku. W latach 2004–2006 studiował w AON, jednocześnie w tym samym okresie rozpoczął studia podyplomowe na kierunku Zarządzanie Organizacjami Lotniczymi w tej samej
uczelni. W czasie studiów wielokrotnie brał udział w ćwiczeniach w kraju i za granicą. W 2006 roku,
po promocji w AON, rozpoczął służbę w 1. elt w Mińsku Mazowieckim, gdzie odbył przeszkolenie
na samolot MiG-29. Po uzyskaniu uprawnień instruktorskich zajął stanowisko starszego instruktora,
a następnie szefa szkolenia 1. elt. W 2011 roku wyznaczony na stanowisko zastępcy dowódcy eskadry w 23. BLT, a następnie dowódcy eskadry. Od 2014 roku zajmuje stanowisko dowódcy grupy
działań lotniczych w 23. BLT w Mińsku Mazowieckim. Posiada pierwszą klasę pilota, uprawnienia
instruktora oraz pilota doświadczalnego. Od 2008 roku jako pilot pokazowy wielokrotnie brał udział
w międzynarodowych pokazach lotniczych w kraju i za granicą. W powietrzu spędził 1400 godzin na
samolotach TS-11, MiG-21 i MiG-29. Żonaty – żona Marta, dwóch synów – Kuba i Bartek.
źródło: www.airpolicing.wp.mil.pl
Jeden z pilotów PKW Orlik 6
– kpt. pil. Bartosz Kida
Polski MiG-29 w lekkim składanym hangarze
ARMIA • 4 (78) KWIECIEŃ 2015 35
WYDARZENIA
Jeden z belgijskich F-16AM stacjonujących
w Malborku w ramach 37. zmiany BAP
Krzyż pozostawiony
przez polską
delegację
Litewski Mi-8T
zmodernizowany do wykonywania
misji poszukiwawczo-ratowniczych
Zbiórka polskiej delegacji
na Górze Krzyży
36
www.armia24.pl
Albert Osiński Z wizytą w PKW Orlik 6
MiG-29 – w PKW Orlik 6
Wyróżnienie żołnierzy PKW Orlik 6
Narzędziem zapewniającym realizację zadań PKW Orlik 6, a jednocześnie jego podstawowym i najważniejszym wyposażeniem, jest
samolot MiG-29.
Projekt samolotu MiG-29 powstał w 1972
roku. Prototyp oblatano 6 października 1977
roku. Pierwsze egzemplarze seryjne (wersja
9.12) weszły do służby w ZSRR w 1984 r.
Zadania i wyposażenie:
Samolot myśliwski MiG-29 to maszyna naddźwiękowa, przystosowana do realizacji zadań
w dzień i w nocy, w każdych warunkach atmosferycznych. MiG-29 jest przeznaczony do
prowadzenia walk powietrznych na bliskich
i średnich odległościach oraz w ograniczonym
zakresie do zwalczania celów naziemnych i nawodnych. Jest wyposażony w dopplerowską
stację radiolokacyjną pozwalającą na wykrywanie, śledzenie i zwalczanie celów powietrznych, również znajdujących się na tle ziemi.
W skład systemu celowniczo-nawigacyjnego
OEPrNk-29 wchodzi stacja optoelektroniczna
KOŁS z dalmierzem laserowym i termolokatorem. Istotnym elementem zwiększającym
możliwości zwalczania celów powietrznych
jest nahełmowy wskaźnik celów.
Po wejściu Polski do NATO samoloty MiG-29
otrzymały wyposażenie umożliwiające bezpieczne wykonywania lotów w przestrzeni
międzynarodowej. Samoloty otrzymały system nawigacji Rockwell Collins ANV-241MMR
VOR/ILS oraz AN/ARN-153 (TCN 500) TACAN,
(cywilny) odbiornik GPS Trimble 2101AP, urządzenie ostrzegania o opromieniowaniu wiązką
radarową Thompson-CSF SB-14, polski system
identyfikacji swój-obcy (IFF) Radwar SC-10 Supraśl, cyfrowy pulpit sterowania R-862 do radiostacji VHF/UHF Unimor-Radiocom RS 61132 oraz światła antykolizyjne.
Uzbrojenie:
Uzbrojenie samolotu (wersja 9.12A zakupiona przez Polskę) stanowią:
• 1 działko GSz-30-1 kalibru 30 mm u nasady
skrzydła ze standardowym zapasem 150 sztuk
amunicji;
• kierowane radiolokacyjnie pociski rakietowe powietrze-powietrze R-27;
• samonaprowadzające się termicznie pociski rakietowe powietrze-powietrze R-60;
• samonaprowadzające się termicznie pociski rakietowe powietrze-powietrze R-73.
Do niszczenia celów naziemnych (nawodnych) samolot może wykorzystywać bomby
i niekierowane pociski rakietowe.
źródło: www.airpolicing.wp.mil.pl
WYDARZENIA
Obywatelskie zaplecze obronności
Konferencja „Klasy mundurowe
od teorii do dobrych praktyk”
10 kwietnia br. w sali widowiskowo-konferencyjnej im. gen. Gągora w Akademii Obrony Narodowej odbyła się III ogólnopolska konferencja „Klasy mundurowe od teorii do dobrych praktyk”.
Wydarzenie to zgromadziło przedstawicieli środowisk skupionych wokół klas mundurowych
z całego kraju – dyrektorów szkół, nauczycieli, przedstawicieli środowisk żołnierskich i naukowych.
Kamil Stopiński
N
a otwarciu konferencji rektor-komendant Akademii Obrony Narodowej płk prof. dr hab. Dariusz Kozerawski przedstawił główny cel konferencji,
jakim była współpraca AON z klasami mundurowymi z tych szkół, z którymi uczelnia
ma podpisane odpowiednie porozumienia.
Sama idea patronatów nad klasami wojskowymi powstała jeszcze w 2011 r. w Wydziale
Bezpieczeństwa Narodowego i na samym
początku nie miała ona ujednoliconych zasad ubiegania się szkół o patronat.
Akademia Obrony Narodowej obiera patronatem wybrane placówki szkolno-dydaktyczne w celu wspierania działalności szkół
i klas mundurowych w realizacji tematyki
proobronnej, jak również uzupełniania
wiedzy uczniów z zakresu bezpieczeństwa
i obronności. Patronaty służą również pozyskiwaniu dla Akademii Obrony Narodowej
absolwentów szkół i klas wojskowych z najlepszymi wynikami w nauce oraz przejawiających zainteresowanie zagadnieniem bezpieczeństwa i obronności. Wśród głównych
celów patronatu należy wymienić również
budowanie postaw patriotycznych i proobronnych wśród młodzieży.
Wśród form współpracy obejmujących
porozumienia o patronacie na konferencji wymieniono przede wszystkim korzystanie uczniów z zasobów intelektualnych
Akademii Obrony Narodowej, wsparcie dla
szkół w celu opracowania programu nauczania dla klas mundurowych, możliwość
uczestnictwa w wykładach, warsztatach, seminariach i forach dyskusyjnych, możliwość
udziału w projektach, konferencjach i spotkaniach organizowanych przez Akademię
Obrony Narodowej, jak również możliwość
korzystania z zasobów materialnych wspomnianej uczelni, przede wszystkim ze zbiorów biblioteki uczelnianej.
38
Akademia Obrony Narodowej objęła swoim
patronatem już 76 szkół ponadgimnazjalnych
i zespołów szkół z 14 województw. W sumie
podpisano 62 porozumienia, które uwzględniają priorytety regionalne. Wśród placówek,
które zostały objęte patronatem, znalazły się
m.in. Zakład Doskonalenia Zawodowego
w Białymstoku, Liceum Kadetów RP Zespołu
Szkół Ponadgimnazjalnych i Mistrzostwa
Sportowego w Lipinach, Zakład Doskonalenia
Zawodowego w Katowicach, Europejskie
Lotnicze Liceum Profilowane TransportowoSpedycyjne SIMP w Warszawie.
W czasie konferencji zwrócono uwagę na
włączanie się Akademii Obrony Narodowej
do badań koncepcyjnych, które dotyczą wysiłków edukacyjnych szkół prowadzących
programy klas mundurowych oraz włączanie ich do systemu przygotowania rezerw
osobowych. Wśród wniosków i rekomendacji podano jako najważniejsze rozwijanie współpracy ze szkołami oraz klasami
mundurowymi, w tym kontynuowanie cyklu konferencji, zintensyfikowanie działań
Akademii w wymiarze regionalnym.
Uczestnicy konferencji mieli okazję zapoznać się z projektem instytucjonalizacji
szkolenia wojskowego w klasach mundurowych. Koncepcja ta uwzględnia ideę
tworzenia obywatelskiego zaplecza obronności państwa sformułowaną w Strategii
rozwoju systemu bezpieczeństwa narodowego
Rzeczpospolitej Polskiej 2022 i jest projektem
optymalizacji szkolenia wojskowego przeprowadzanego w klasach wojskowych.
Konferencję zakończył certyfikowany
kurs dla nauczycieli z wykorzystaniem
narzędzi ADL (ang. Advanced Distributed
Learning) z zakresu użycia nowych teorii
w nauczaniu. n
Fot. AON
www.armia24.pl
m
00
3000 m
55
SPZR POPRAD
POPRAD jest przeznaczony do niszczenia celów powietrznych na małych i średnich wysokościach przy
użyciu samonaprowadzających się pocisków rakietowych. Zestaw jest przystosowany do współpracy
w systemie zautomatyzowanego kierowania obroną
przeciwlotniczą, skąd otrzymuje łączami cyfrowymi
wskazanie celów do zniszczenia.
PIT-RADWAR Spółka Akcyjna
tel. centrala 22 540 22 00
ul. Poligonowa 30, 04-051 Warszawa
[email protected], www.pitradwar.com
przemysł
zaplecze produkcyjne AW149
Lubelski Klaster
Zaawansowanych
Technologii Lotniczych rozpoczął działalność
31 marca w Urzędzie Miasta Lublin zorganizowano konferencję, której tematem było wejście
Lubelskiego Klastra Zaawansowanych Technologii Lotniczych (LKZTL) w kolejny etap swojego
funkcjonowania, czyli rozpoczęcie działalności operacyjnej, co uświetniła podpisana umowa
o współpracy między LKZTL a Śląskim Klastrem Lotniczym. Jednak głównym tematem spotkania był aspekt gospodarczy, czyli jak lotniczy klaster może wzbudzić rozwój Lubelszczyzny i jaki
wpływ na ten proces ma wybór śmigłowca AW149 w trwającym przetargu.
Adam M. Maciejewski
L
ist intencyjny o utworzeniu Lubelskiego
Klastra Zaawansowanych Technologii
Lotniczych podpisany został w Lublinie 14 kwietnia ubiegłego roku w obecności
z jednej strony przemysłu lotniczego, czyli
m.in. Dyrektora Generalnego AgustaWestland Daniele Romitiego i Prezesa Zarządu
PZL-Świdnik Mieczysława Majewskiego oraz
przedstawicieli władz miejskich i samorządowych, w tym Prezydenta Miasta Lublin
Krzysztofa Żuka i Marszałka Województwa
Lubelskiego Krzysztofa Hetmana (ARMIA
5/2014). Wówczas stawiano pytania o przyszłość LKZTL, w których pobrzmiewała wątpliwość, czy nowy klaster faktycznie będzie
żywym organizmem gospodarczym, czy
raczej tylko fasadową strukturą. Z perspektywy roku widać, że obawy były nieuzasadnione, co widać po zmianach, jakie zaszły od
ubiegłorocznego kwietnia i nie chodzi tylko
o pewne zmiany personalne na niektórych
stanowiskach. Przez rok LKZTL kształtował
swoją instytucjonalną formę, by wraz z końcem marca tego roku przejść do następnej
fazy rozwoju, jakim jest funkcjonujący klaster
lotniczy.
Niezmienny pozostał powód, który przyświecał powołaniu LKZTL, czyli zintegrowanie regionalnego przemysłu szeroko
związanego z branżą lotniczą, umocnienie
obecnych i stworzenie nowych powiązań
40
kooperacyjnych ponadregionalnych, lepsze wykorzystanie zaplecza intelektualnego
Lubelszczyzny w postaci uczelni i szkół wyższych, wyzwolenie impulsu rozwoju ekonomicznego dla województwa lubelskiego oraz
promocja śmigłowca AW149 jako stuprocentowo polskiej konstrukcji – produkowanej
i rozwijanej w Polsce ku obopólnej korzyści polskiej armii i polskiej gospodarki. Ten
zbiór postulatów odnośnie funkcji LKZTL
dobrze oddaje przekrój wszystkich podmiotów w niego zaangażowanych, co dobrze
oddają słowa Prezydenta Żuka, który sam
akurat nie mógł wziąć udział w konferencji,
skierowane do jej uczestników: Naszą ambicją jest, aby Lublin stał się centrum innowacji
w obszarze technologii lotniczych. Działalność
Klastra jest ogromną szansą na wykorzystanie
potencjału naszych firm, instytucji i uczelni
w celu poprawy konkurencyjności regionu.
Oczywiście funkcjonowanie LKZTL jest
nierozerwalnie związane z funkcjonowanie
PZL-Świdnik i zwycięstwem w przetargu na
70 śmigłowców wielozadaniowych oferowanego AW149. Gdyż tylko w takiej sytuacji
nastąpi jakościowa zmiana w wolumenie
produkcji PZL-Świdnik i sieci jej krajowych
poddostawców, do których w takim przypadku dołączą nowe firmy.
Tym razem w konferencji wzięli udział
przedstawiciele przemysłu lotniczego,
władz samorządowych, agencji rządowych
i parlamentu związanych z rozwojem klasteringu, uczelni wyższych województwa
lubelskiego, w tym: Prezes Polskiej Agencji
Rozwoju Przedsiębiorczości Bożena
Lublińska-Kasprzak, poseł Bartłomiej
Bodio (PSL) – m.in. Przewodniczący
Parlamentarnego Zespółu ds. Polityki
Klastrowej; Parlamentarnego Zespołu ds.
Polskiego Przemysłu Obronnego; podkomisji
stałej ds. transportu lotniczego, gospodarki
morskiej i żeglugi śródlądowej oraz wiceprzewodniczący sejmowej Komisji Obrony
Narodowej – Członek Zarządu Województwa
Lubelskiego Paweł Nakonieczny, Zastępca
Prezydenta Miasta Lublin ds. Inwestycji
i Rozwoju Artur Szymczyk, Prezes Zarządu
i Dyrektor Zarządzający PZL-Świdnik
Krzysztof Krystowski (a także Prezes
Związku Pracodawców „Klastry Polskie”, co
w kontekście konferencji nie jest bez znaczenia), Prezes LKZTL Mieczysław Majewski,
Wiceprezes LKZTL Paweł Chojnacki oraz
Wiceprezes Śląskiego Klastra Lotniczego
Jarosław Bulanda.
Klastry jako stymulant rozwoju
Pierwsza głos zabrała Prezes PARP, która
przedstawiła polską politykę klastrową oraz
dotychczasowy rozwój takiej formy współpracy przemysłowej. Nie ulega wątpliwości,
że klastry w istotny sposób wpływają na konkurencyjność i innowacyjność kraju, regionu.
Jest to kluczowy wniosek z badań nad klastrami prowadzony w ostatnich latach. W 2011
r. powołano Grupę roboczą ds. polityki klastrowej, powołanej w ramach przedsięwzięcia
PARP „Polskie klastry i polityka klastrowa”,
aby przedyskutować z decydentami i eksperwww.armia24.pl
◄ Latająca przyszłość gospodarki Polski i Lubelszczyzny
– śmigłowiec AW149 [Fot. AgustaWestland]
tami stan rozwoju klastrów w Polsce i wypracować instrumenty wsparcia publicznego
dla polityki klastrowej. Grupa działała przez
dwa lata, uczestniczyła też w opiniowaniu
dokumentów strategicznych, a wynikiem jej
prac jest dokument zatytułowany „Kierunki
i założenia polityki klastrowej w Polsce do
2020 roku. Rekomendacje Grupy roboczej
ds. polityki klastrowej”.
Jak dotąd w ramach wspierania klasteringu w Polsce w latach 2007–2013 z programu
Innowacyjna Gospodarka, Rozwój Polski
Wschodniej sfinansowano programy warte
ok. 500 mln PLN, co przełożyło się na kilkadziesiąt konkretnych projektów. Poza tym
PARP wspiera też tzw. działania miękkie, czyli propaguje i upowszechnia ideę klasteringu,
np. poprzez szkolenia dla przedsiębiorców
chcących zrzeszać się w takiej strukturze.
Obecnie w Polsce jest około 150–170 klastrów. PARP prowadzi Benchamark Klastrów,
czyli ich ranking. Ostatnie badanie z 2014 r.
objęło 35 klastrów.
Bez wątpienia w klastrach następuje koncentracja podmiotów gospodarczych o wysokiej konkurencyjności. Firmy działające
w klastrach cechuje większy przyrost zatrudnienia niż w tych, które do kalstrów nie
należą. Choć nadal klastry to kropla w morzu polskiej gospodarki – jest to tylko 1%
zatrudnionych w Polsce. Klastry sprzyjają
powstawania tzw. start-upów (i spin-offów)
technologicznych, czyli takich firm lub inicjatyw, które wdrażają nowe technologie.
W Polsce jest około dwadzieścia parę firm
mających na swoim koncie wdrażanie nowych technologii. Natomiast rozpatrując to
z punktu widzenia samych klastrów, firmy te
stanowią 58% podmiotów zrzeszonych właśnie w klastrach. 80% z nich wprowadziło
nowy produkt, a około połowa prowadzi prace B+R – jest to ok. 55 projektów badawczych
w ciągu dwóch lat.
PARP chce by polskie klastry wychodziły ze swoją działalnością za granicę, co jest
okazją do dalszego rozwoju. I tak się dzieje.
Aktualnie polskie klastry są obecne na ponad
100 rynkach, zawarły ok. 170 umów z partnerami zagranicznymi. Dominują w tej grupie
firmy aktywne transportowo.
Z punktu widzenia Lublina i regionu, lokalny klastering uzyska wsparcie finansowe
w ramach obecnej perspektywie budżetowej
Unii Europejskiej w latach 2014–2020 w postaci dwóch programów – Polska Wschodnia
i Inteligentny Rozwój. PARP chce stworzyć
też preferencyjne warunki do powstawania
i funkcjonowania klastrów w ramach projektu Krajowych Klastrów Kluczowych.
Po Prezes Lublińskiej-Kasprzak głos zabrał
poseł Bodio, który podkreślił, że udział w lubelskiej konferencji jest dla niego przyjemnością, gdyż w swojej parlamentarnej aktywności
jest zaangażowany w kierowanie i uczestnictwo parlamentarnych zespołów i komisji do
spraw polityki klastrowej, transportu lotniczego czy obrony narodowej. Poseł podkreślił,
że jego praktyka parlamentarna uświadomiła
mu, iż idea klasteringu cieszy się ponadpartyjnym poparciem, co jest budujące, gdyż
ruch klastrowy pozwala firmom rozwijać się.
Jak dotąd polski ruch klastrowy wyrobił sobie silną pozycję w kraju i na świecie. W tym
miejscu poseł Bodio powołał się na osobiste
doświadczenie w podpisywaniu umowy między polskimi a kanadyjskimi klastrami.
Następnie swoimi uwagami i postulatami
podzielił się ze zgromadzonymi, reprezentujący zarząd województwa Paweł Nakonieczny.
Z jego punktu widzenia metodą do doganiania najbardziej rozwiniętych regionów,
nie tylko w Polsce, ale także w Europie jest
innowacyjność, której inkubatorami są właśnie klastry, takie jak LKZTL. Właśnie takie
cele powinno sobie stawiać województwo
lubelskie, aby nie gonić tylko województwa
mazowieckiego, ale najbardziej rozwinięte
regiony Europy. Można w tym kontekście,
także ze względu na AgustaWestland pomyśleć o mateczniku tego przedsiębiorstwa,
czyli Lombardii. Postulat w swej istocie
słuszny, jednak patrząc realistycznie, postulat swą ambicją przekraczający wszelkie granice wyobraźni, biorąc pod uwagę ogłoszone
w zeszłym roku wyniki badania Eurostatu
dotyczącego zamożności poszczególnych regionów UE w 2011 r. Otóż mierzono w nim
rozwój ekonomiczny regionów liczony jako
wartość PKB na osobę według parytetu siły
nabywczej. W Polsce tylko województwo mazowieckie znalazło się „nad powierzchnią”
ze 107% średniej unijnej (wynoszącej 25 100
EUR rocznie na osobę). Lubelszczyzna razem
z czterema innymi polskimi województwami
miała ten wskaźnik poniżej 50%. Taka statystyka jest o tyle przykra, że Lubelszczyzna jest
wyjątkowa nie tylko w skali Polski, ale także
i Europy. Wątek ten w dalszej części konferencji rozwinął Prezes Krystowski.
Nie ulega natomiast wątpliwości, że Paweł
Nakonieczny miał rację, mówiąc, że tylko
innowacyjny rozwój może być sposobem
na szybszy rozwój. Jednak przypomniał, że
objęcie takiej strategii rozwoju województwa
obarczone jest ryzykiem związanym z właśnie takim inwestowaniem środków z kasy
województwa. Wynika to przede wszystkim
z małego doświadczenia województwa lubelskiego w innowacyjnych inwestycjach.
Po przedstawicielu władz wojewódzkich
przyszła kolej na władze miejskie, które reprezentował w imieniu nieobecnego Prezydenta
Żuka jego Zastępca ds. Inwestycji i Rozwoju
Artur Szymczyk. Przyznał, że bardzo budujące
jest widzieć, jak w przeciągu roku od podpisania listu intencyjnego o utworzeniu LKZTL,
ten rozpoczyna faktyczną działalność. Tym samym Szymczyk podziękował PZL-Świdnik
za podjęcie się zadania koordynatora klastra.
AW149 przyszłością
Lubelszczyzny i nie tylko
Pierwszą część konferencji zamknęło wystąpienie Prezesa Krystowskiego, który potwierdził deklarację, że PZL-Świdnik bierze
na siebie rolę lidera klastra, co jest zarazem
przywilejem, ale i obowiązkiem. Prezes Krystowski – wskazując ustawiony na stole na
model AW149 – powiedział, że symbolem
tej konferencji jest śmigłowiec. Kontynuując
tę myśl, powiedział, że wyjątkowość Lubelszczyzny jako regionu w skali kraju oraz Europy
polega właśnie na ulokowanych tutaj zakładach PZL-Świdnik. Produkcja śmigłowców
w sektorze lotniczym jest jednym z najbardziej wymagających, jednym z najbardziej
trudnych technologicznie obszarów przemysłu
lotniczego. Fabryk, które potrafią zaprojektować, wdrożyć do produkcji, wyprodukować,
Prezes Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości Bożena Lublińska-Kasprzak w czasie swojego wystąpienia [Fot. red.]
ARMIA • 4 (78) KWIECIEŃ 2015 41
przemysł
a potem eksploatować i wspierać remontami,
szkoleniami urządzenie skomplikowane – system – jakim jest helikopter w Europie jest pięć,
w tym jedna w Wielkiej Brytanii, jedna we
Włoszech należące do grupy AgustaWestland,
do której należy od niedawna PZL-Świdnik,
jedna we Francji i jedna w Niemczech należące
do grupy Airbus Helicopters i piąta Polska –
wymienił Prezes Krystowski, odnosząc się po
kolei do fabryk w Yeovil, Vergiate, Marignane, Donauwörth i Świdniku. – Należymy do
elitarnego grona, Polska jako kraj, a Lubelszczyzna jako region, miejsc, w których potrafi
się zaprojektować i wyprodukować helikopter.
Prezes Krystowski przypomniał, że o ulokowanie lub rozwijanie produkcji śmigłowców we własnych państwach zabiegają
obecnie największe wschodzące potęgi jak
Brazylia, Chiny, Indie, Turcja, Republika
Korei. A Polska już od ponad półwiecza
ma to właśnie w województwie lubelskim.
PZL-Świdnik wyprodukował w swojej historii ponad 7400 śmigłowców, co czyni te
zakłady trzecim największym producentem
śmigłowców na świecie.
Jednak to nie historia, ale przyszłość jest
najważniejsza. Składa się na nią też rozwój
LKZTL, do którego właśnie przyłączyły się WZL-1 w Łodzi razem z oddziałem
w Dęblinie.
Następnie Prezes Krystowski wyjaśnił
niejasności, które napiętrzyły się wokół porównywania LKZTL do Doliny Lotniczej:
Nie próbujemy budować konkurencji wobec
Doliny Lotniczej i nasz klaster nie powstaje by
z Doliną Lotniczą porównywać się i mierzyć.
Co więcej, będziemy nadal współpracowali
z Kolegami z Podkarpacia. Prezes Krystowski
doprecyzował, że powstanie LKZTL jest po
prostu naturalnym dopełnieniem faktu, że
PZL-Świdnik obok WSK Rzeszów jest jedną z dwóch największych firm lotniczych
w Polsce. PZL-Świdnik ma swoją rolę do
Geograficzne rozlokowanie klastrów z uwzględnieniem
podziału administracyjnego Polski [Źródło: PARP]
odegrania i obowiązki w regionie, w którym jest i musi przejmować obowiązki za
ten region – powiedział Prezes Krystowski.
Potwierdzeniem tych słów było przekazanie
przez PZL-Świdnik kilkuset tysięcy złotych
finansowego wsparcia dla LKZTL w postaci
personelu i biur na początek jego operacyjnej
działalności.
Kończąc swoje wystąpienie, Prezes
Krystowski wprowadził przybyłych na konferencję w jej kolejną część, odnosząc się do
znaczenia zwycięstwa AW149 w przetargu
na 70 śmigłowców dla Wojska Polskiego:
Jest to przetarg o wartości 3 mld EUR, czyli
o wartości większej niż cała pomoc unijna
przeznaczona na wszystkich przedsiębiorców Polski Wschodniej w latach 2014–2020.
To dopiero pokazuje, o jakiej mówimy skali
potencjalnego impulsu na rozwój regionu.
Prezes Krystowski porównał obecną sytuację do czasów II RP, gdy Lublin był częścią
Centralnego Okręgu Przemysłowego, o czym
dziś nawet w Lublinie chyba mało kto pamięta. Władze II RP powołując do życia COP,
stworzyły w latach 1936–1939 ponad 100 000
Liczba miejsc pracy gwarantowanych w krajowej gospodarce w przypadku wyboru przez MON śmigłowca AW149, czyli
konstrukcji współprojektowanej i produkowanej w Polsce [Źródło: PZL-Świdnik]
42
miejsc w pracy w biednej i nieuprzemysłowionej części ówczesnej Polski.
Kończąc swoje wystąpienie, Prezes
Krystowski ostrzegł, że największym błędem
byłoby rozstrzygnięcie przetargu w oparciu
nie o korzyści gospodarcze, ale o różne wciąż
pokutujące przesądy. Jeden z nich głosi, że
zakup uzbrojenia jest elementem realizacji jakichś międzynarodowych zobowiązań. Albo
że istota przetargu polega na jednym wydumanym parametrze technicznym, jak słynne
trzy centymetry od stropu kabiny do poziomu noszy, które swego czasu jakoby decydowały o wyborze śmigłowców dla Lotniczego
Pogotowia Ratunkowego. Niewybranie
AW149 przez MON to po prostu 0,5 mln
PLN dziennie mniej dla Lubelszczyzny przez
długie kolejne lata.
Widmo korzyści utraconych
Wystąpienie Prezesa Krystowskiego stanowiło preludium do prezentacji analizy przeprowadzonej przez zespół ekonomistów
z Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej
w Lublinie. Prezentację przeprowadził prodziekan Wydziału Ekonomicznego UMCS
dr Mirosław Łoboda z Zakładu Zarządzania,
koordynujący pracę zespołu. Doktor Łoboda
rozpoczął z typową dla wykładowcy akademickiego swadą, czyli parę anegdot, po których nastąpił zastrzyk ekonomicznej teorii
dotyczącej istoty, struktury, funkcji i celów
oraz warunków sukcesu klastra takiego rodzaju jak LKZTL. Zaoszczędzimy tych ekonomicznych niuansów Czytelnikom ARMII,
aby nie przysnęli w trakcie lektury niniejszego artykułu, co niewykluczone przydarzyło
się niektórym słuchaczom wykładu dr. Łobody i przejdziemy do clou problemu, czyli
gospodarczego znaczenia zwycięstwa AW149
w przetargu na 70 śmigłowców dla WP. Tym
bardziej, że zagadnienia teoretyczne i definicyjne dotyczące klastra skrótowo przybliżyliśmy we wspomnianej relacji z podpisania
listu intencyjnego o powołaniu LKZTL niemal rok temu (ARMIA 5/2014).
Doktor Łoboda przypomniał, że mija 95 lat,
odkąd władze II RP złożyły pierwsze zamówienie na samoloty produkowane w Polsce,
właśnie w zakładach Plage i Laśkiewicz
w Lublinie. Niemal 100 lat później, śmigłowiec AW149 może być akceleratorem klastra,
rozpoczynając nowy rozdział w lotniczej historii Lubelszczyzny i Polski. Wybór przez
MON AW149 uczyni PZL-Świdnik wyłącznym światowym producentem AW149,
także na eksport. Spowoduje transfer nowej
technologii AgustaWestland do PZL-Świdnik
i jej dyfuzję, czyli rozprowadzenie w obrębie
klastra. Wybór i produkcja AW149 przyciągnie nowych inwestorów zagranicznych
i zwiększy stopień ich zakotwiczenia w rewww.armia24.pl
Adam M. Maciejewski Lubelski Klaster Zaawansowanych Technologii Lotniczych…
gionie. Przyciągnie też wykwalifikowanych
specjalistów z zewnątrz, co wspomoże rozwój
kapitału intelektualnego klastra i całego regionu, a w konsekwencji ułatwi przyswajanie nowych środków na badania naukowe.
W konsekwencji zwiększy stopień nasycenia
technologiami informacyjno-komunikacyjnymi (ICT), dzięki czemu możliwa będzie
współpraca z tzw. Lubelską Wyżyną IT – lubelską inicjatywą z tego obszaru.
Zakłady PZL-Świdnik staną się światowym
centrum produkcji najnowszego AW149.
Prócz względów prestiżowych w lotniczym świecie, zwielokrotni to potencjał
kompetencji badawczych i produkcyjnych
Świdnika. Spowoduje dalszy rozwój pozyskanych technologii, zdynamizuje rozwój
kooperantów (również lokalnych) dzięki
stworzeniu nowego układu więzi kooperacyjnych. Umożliwi pełniejsze wykorzystanie
infrastruktury energetycznej i transportowej regionu, w tym Portu Lotniczego Lublin
w Świdniku. Przyniesie regionowi wzrost
zatrudnienia, wynagrodzeń i dochodów do
dyspozycji mieszkańców, co następnie przełoży się na wzrost poziomu konsumpcji, życia
i wpływów z podatków. Powstaną też obecnie
nieistniejące nowe miejsca pracy i staży dla
studentów i absolwentów uczelni.
Natomiast negatywna decyzja MON
względem kontraktu na AW149 pozostawi
region lubelski jedynie z szacunkami, tzw.
korzyści utraconych – o czym wspomniał
już wcześniej Prezes Krystowski – czyli ile
dziennie będą wynosić straty dla regionu.
Brak produkcji AW149 i aktywnie działającego LKZTL spowodują powstanie w gospodarce regionu tzw. utraconych korzyści, które
w przybliżeniu wynosić będą:
• 0,5 mln PLN dziennie w 2016 r.
• 2,1 mln PLN dziennie w 2020 r.
• 4,2 mln PLN dziennie w 2030 r.
Trudno te liczby porównać z jakąkolwiek
pomocą rozwojową dla Lubelszczyzny.
AW149 to także olbrzymia szansa na
rozwinięcie skrzydeł przez LKZTL. Już teraz dysponuje on potencjałem rozłożonym
w kadrze i nowoczesnym zapleczu badawczym lubelskich uczelni. Udało się ją zbudować w wyniku realizacji 340 projektów
o łącznej wartości ponad 3 mld PLN. W jej
skład wchodzą wyspecjalizowane jednostki
innowacyjno-wdrożeniowe, w tym: Centrum
Innowacji i Zaawansowanych Technologii
Politechniki Lubelskiej, Lubelskie Centrum
Transferu Technologii Politechniki
Lubelskiej, Centrum Transferu Wiedzy KUL,
Centrum Nanomateriałów Funkcjonalnych
UMCS, ECOTECH-COMPLEX, Centrum Innowacyjnych Technologii NanoBioMedycznych UM, Lubelski Park
Naukowo-Technologiczny. LKZTL stanie
Zestawienia przygotowano w oparciu o Regional Input-Output Modeling System (RIMS II) – amerykański model pokazujący, jak np. wzrost w jednej konkretnej branży przekłada się na wzrost zatrudnienia w pozostałych [Źródło: UMCS]
Podpisanie umowy o współpracy między LKZTL a Śląskim Klastrem Lotniczym. Stoją (od lewej): Zastępca Prezydenta
Miasta Lublin ds. Inwestycji i Rozwoju Artur Szymczyk, Członek Zarządu Województwa Lubelskiego Paweł Nakonieczny,
Prezes Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości Bożena Lublińska-Kasprzak, poseł na Sejm RP Bartłomiej Bodio, Prezes
Zarządu i Dyrektor Zarządzający PZL-Świdnik Krzysztof Krystowski. Przy stole (od lewej): Wiceprezes Śląskiego Klastra
Lotniczego Jarosław Bulanda, Prezes LKZTL Mieczysław Majewski i Wiceprezes LKZTL Paweł Chojnacki [Fot. UM Lublin]
się platformą dostępu do specjalistycznych
urządzeń i usług, platformą wymiany informacji technicznej, skoordynuje i wspomoże
zakupy specjalistycznych maszyn i urządzeń
udostępnianych następnie członkom klastra,
umożliwi budowę infrastruktury badawczej
dla przemysłu lotniczego i współpracę w zaopatrzeniu materiałowym.
Konferencję zakończyło podpisanie porozumienia o współpracy między LKZTL
a Śląskim Klastrem Lotniczym.
Zapowiedziane przez MON rychłe rozstrzygnięcie przetargu na 70 śmigłowców
dla SZ RP pokaże, na ile wszystkie powyższe zamierzenia przejdą ze sfery planów
do sfery realizacji. PZL-Świdnik powstał
w latach 50. ubiegłego wieku i dynamiczny
rozwój tych zakładów (i nie tylko) wiązał
się z uruchomieniem produkcji – wówczas
bardzo nowoczesnego i udanego konstrukcyjnie – radzieckiego śmigłowca Mi-2, który
produkowany był tylko w Świdniku. Gorsza
passa dla PZL-Śwdinik i ogólnie Polskiego
Przemysłu Obronnego przyszła wraz z III
RP. Program Modernizacji Technicznej SZ
RP mógłby w końcu to zmienić. Casus Mi-2
może powtórzyć się, tym razem z AW149
w roli głównej. Przyszłość regionu zależy od
n
decyzji rządu.
Adam M. Maciejewski
Publicystyka dotycząca głównie uzbrojenia wojsk lądowych
oraz przemysłu obronnego. Zainteresowania obejmują też
rolę czynnika militarnego w stosunkach międzynarodowych
i teorii komunikowania masowego.
ARMIA • 4 (78) KWIECIEŃ 2015 43
przemysł
Kolejny producent śmigłowców inwestuje w Polsce
Otwarcie Biura Konstrukcyjnego
Airbus Helicopters w Łodzi
Konsorcjum Airbus Helicopters, do niedawna jeszcze Eurocopter, jest w Polsce już ponad dekadę.
Jednak dotąd nie planowało rozpoczęcia budowy śmigłowców w Polsce. Sytuacja zmieniła się,
kiedy Airbus Helicopters stanął do przetargu na śmigłowiec wielozadaniowy dla polskiej armii. Ale
oprócz planów produkcyjnych, równolegle rozważano zupełnie inny projekt. Dotyczył on otworzenia Biura Konstrukcyjnego Airbus Helicopters w Polsce. Jean-Brice Dumont, wiceprezes wykonawczy ds. inżynierii w Airbus Helicopters zapytany, czy projekt otworzenia biura jest powiązany
z planami rozpoczęcia produkcji lub montażu śmigłowców, odpowiedział, że Biuro Konstrukcyjne
jest projektem niezależnym i decyzja o jego powstaniu w Polsce zapadła dużo wcześniej. W tym
celu wydzielono spółkę Airbus Helicopters Polska, a 19 lutego 2015 roku nastąpiło oficjalne otwarcie
Biura Konstrukcyjnego Airbus Helicopters Polska w Łodzi. Działalność Biura staje się faktem.
Maciej Ługowski
U
roczystość otwarcia zgromadziła
dużo osób wysoko postawionych
– polityków, zarządzających, inżynierów oraz dziennikarzy. Uroczystość
miała miejsce w nowo otwartej siedzibie
Biura Konstrukcyjnego Airbus Helicopters Polska (oficjalna pełna nazwa to Biuro
Projektów i Badań Airbus Helicopters Polska) w centrum Łodzi, z siedzibą w Forum
76 Business Centre. Przybyłych oficjalnie
przywitał prezes Airbus Helicopters Guillaume Faury. Nawiązał do już od dawna
prowadzonej współpracy z polskimi konstruktorami, przypominając, że mieli oni
nawet swój udział w budowie demonstratora technologii, śmigłowca X-3, który jest
obecnie najszybszym śmigłowcem hybrydowym na świecie. Głos zabrali także Wojewoda Łódzki Jolanta Chełmińska, Marszałek
Województwa Łódzkiego Witold Stępień
oraz Prezydent Łodzi Anna Zdanowska.
Marszałek Województwa mówił o ważnym
wydarzeniu, jakim jest otwarcie biura, oraz
o tym, że Łódź deklaruje współpracę z Airbus Helicopters i wykorzysta do tego unijne
pieniądze. Prezydent Łodzi zaznaczyła, że
Łódź wchodzi do grupy miast inwestujących w lotnictwo. Ambasador Republiki
Federalnej Niemiec Rolf Nikel zaznaczył,
44
Uroczyste otwarcie Biura – przecięcie wstęgi. Od lewej: ambasador RFN Rolf Nikel, prezydent Łodzi Hanna Zdanowska,
prezes Guillaume Faury, ambasador Francji Pierre Buhler, wiceprezes Jean-Brice Daumont [Fot. archiwum autora]
że rozwijający się przemysł lotniczy w Polsce jest wydajniejszy niż kiedykolwiek wcześniej. Głos zabrał również Ambasador Republiki Francuskiej Pierre Buhler, mówiąc,
że Airbus Helicopters chce, żeby w Polsce
działało jedno z jego głównych biur konstrukcyjnych.. Na koniec głos zabrał Dyrektor Janusz Moos z Łódzkiego Centrum
Doskonalenia Nauczycieli i Kształcenia
Praktycznego (ŁCDNiKP), który powiewww.armia24.pl
EC725R2 Caracal [Fot. Martin Scharenborg & Ramon
Wenink]
dział: Sięgam do przeszłości, bo 10 lat temu
Łódzkie Centrum Doskonalenia Nauczycieli
uczestniczyło w ważnym, pierwszym projekcie międzynarodowym francusko-niemiecko-szkockim. Chciałem przekazać najserdeczniejsze gratulacje, życzenia samych sukcesów
w pracach badawczych. Pracach, które będą
służyły tak ważnej sprawie jak rozwój naszego województwa. Niech spełniają się wszelkie
plany. Życzę pomyślności.
Po pierwszych przemówieniach doszło do
jednej z najważniejszych części uroczystości.
Podpisany został list intencyjny o szerokiej
współpracy Airbus Helicopters Polska z innymi podmiotami gospodarczymi zarówno
ze strony polskiej, jak i francuskiej.
Wpływ na gospodarkę
lokalną i ogólnokrajową
Powstanie Biura Projektów Airbus Helicopters Polska będzie miało wpływ na gospodarkę lokalną, w obrębie województwa, jak
i w skali całego kraju. Chodzi tu o współpracę z już istniejącymi i rozwijającymi się
w Polsce zakładami produkcji lotniczej,
jak i intensyfikację współpracy z polskimi
instytucjami naukowymi. Istotna jest również kwestia zatrudnienia. Obecnie w Biurze
zatrudnienie wynosi 100 inżynierów, konstruktorów i kadry zarządzającej. Ale Airbus
Helicopters planuje w Polsce zwiększyć zatrudnienie wraz ze swoim rozwojem. Sięgać
będzie zarówno po kadry z uczelni w Łodzi
(głównie Politechniki Łódzkiej), jak i z wybranych uczelni całego kraju.
Charakter pracy i plany
rozwoju Biura Konstrukcyjnego
Airbus Helicopters Polska
Nowej spółce Airbus Helicopters Polska
zostanie powierzony szeroki zakres działań
związanych z projektowaniem mechanicznym. Szczególnym celem prac będą przełomowe technologie przyszłości z zakresu
systemów napędowych wiropłatów oraz ich
wyposażenia. Prace projektowe w Biurze
obejmą wojskowe oraz komercyjne śmigłowce, nowe konstrukcje oraz modernizację istniejących typów wiropłatów.
Poprzez programy wymiany naukowej
i akademickiej, Ambasada Francji w Polsce
pomaga w kształceniu inżynierów w środowisku międzynarodowym. Ambasada
Francji w Polsce będzie wspierać Airbus
Helicopters Polska i Politechnikę Łódzką
w celu wzbogacenia wiedzy fachowej i praktycznej dla specjalistów, co także przyczyni
się do wypracowania oferty odpowiadającej rynkowi pracy. W ciągu najbliższych
5 lat Ambasada Francji oraz firma Airbus
Helicopters Polska zamierzają wspólnie
ufundować stypendia naukowe. Dzięki
nim polscy studenci Politechniki Łódzkiej
będą mogli wyjeżdżać do Francji na szkolenia i studia różnych specjalności, szczególnie o wysokiej specjalizacji technicznej.
Program rozwojowy dla studentów technicznych jest realizowany całkowicie w języku angielskim. Prace w Polsce rozwijają
się coraz szybciej.
Podpisany 19 marca list intencyjny zintensyfikuje współpracę. Biuro, które zostaje
otwarte, pozwoli na rozszerzenie współpracy
z różnymi podmiotami, począwszy od za-
kładów wytwórczych po instytucje naukowe. Należy też podkreślić, że na Politechnice
Łódzkiej powstanie dział techniki lotniczej,
który będzie wspierał Biuro Konstrukcyjne.
Przyciągnie on do regionu studentów i inżynierów z całej Polski i nie tylko. Otwarcie
Biura, a w dalszym okresie zakładów produkcyjnych, przyczyni się do rozwoju regionu,
również we współpracy z innymi ośrodkami
europejskimi. Współpraca będzie korzystna
dla wszystkich stron: dla regionu, jak i dla
Airbus Helicopters i uczelni polskich. Jak
podkreślano w rozmowach kuluarowych,
wszyscy widzą znaczący potencjał w Polsce,
szczególnie wśród młodych i wykwalifikowanych inżynierów, którzy mają szansę przyczynić się do wprowadzenia zmian rozwojowych w produktach i systemach tworzonych
w Konsorcjum Airbus Helicopters. Guillame
Faury, prezes Airbus Helicopters, powiedział
również, że: Naszym celem jest bezpośrednie
powiązanie Airbus Helicopters Polska z nami
w wielu obszarach, takich jak organizacja, procesy oraz projektowanie. To dowodzi naszego
długofalowego zaangażowania w prowadzenie
prac w Polsce.
Nowo otwarte biuro konstrukcyjne Airbus
Helicopters Polska jest czwartym tego typu
biurem założonym przez Airbus Helicopters
w Europie po biurach we Francji, Niemczech
oraz Hiszpanii.
10 lat Airbus Helicopters w Polsce
Airbus Helicopters otwierając 19 marca Biuro Konstrukcyjne w Łodzi, przypieczętowała
tym samym ponad dekadę współpracy naukowej w Polsce, z której Airbus Helicopters
odnotował już pewne korzyści. W gronie
ARMIA • 4 (78) KWIECIEŃ 2015 45
przemysł
partnerów firmy znajduje się Politechnika
Łódzka oraz – od ostatniego czasu – Uniwersytet Technologiczno-Humanistyczny
im. Kazimierza Pułaskiego w Radomiu,
jak również Politechnika Gdańska. W ramach współpracy z Airbus Helicopters,
Politechnika Łódzka przyczyniła się m.in.
do rozwoju superszybkiego, hybrydowego
demonstratora technologii X-3, który pobił
rekord prędkości dla śmigłowców hybrydowych. Politechnika brała udział w pracach
nad śmigłami, optymalizacją aerodynamiki
oraz integracją silnika
Airbus Helicopters jest na polskim rynku liderem wśród zachodnich producentów
śmigłowców. Obecnie w kraju są eksploatowane 54 śmigłowce tego producenta. Firma
dostarcza też kompleksowe usługi z zakresu
obsługi, naprawy oraz remontów (MRO)
za pośrednictwem firmy Heli Invest – lokalnego dystrybutora oraz partnera Airbus
Helicopters z siedzibą w Warszawie.
Dodatkowo, Airbus Helicopters jest jedyną firmą, która przeprowadziła w Polsce
ważny program szkoleniowy umożliwiający
przejście ze śmigłowców radzieckich na nowoczesne wiropłaty zachodnie.
Jako Airbus Group, konsorcjum współpracuje z polskim przemysłem lotniczym
i kosmicznym od prawie dwóch dziesięcioleci. Główny obszar działalności firmy
w Polsce obejmuje produkcję samolotów,
elementów konstrukcyjnych samolotów,
komponentów i systemów elektrycznych,
szkolenia pilotów i personelu naziemnego,
obsługę techniczną, naprawy i remonty,
a także badania nad technologiami kosmicznymi i satelitarnymi. Obecnie ponad
dziesięć polskich firm uczestniczy w bezpośrednim łańcuchu dostaw Grupy Airbus,
nie licząc wielu dostawców pośrednich.
Wartość zamówień u polskich dostawców
to 191 mln euro przeznaczanych na elementy konstrukcyjne samolotów, systemy
i usługi lotnicze. Airbus Group zatrudnia
w Polsce 850 wysoko wykwalifikowanych
pracowników.
Jako wiodący producent samolotów,
Airbus współpracuje z polskim przemysłem lotniczym od niemal 20 lat, korzystając
z bogatego doświadczenia Polski w produkcji samolotów.
Współpraca przemysłowa Airbusa z polskimi firmami rozpoczęła się w 1997 roku.
Dzisiaj dostawcami Airbusa jest ponad 10
polskich przedsiębiorstw, a wiele firm pośrednio uczestniczy w łańcuchu dostaw.
Polskie firmy dostarczają elementy systemów napędowych, struktury lotnicze (kadłuby), materiały i części, systemy i wyposażenie, a także elementy kabin dla wszystkich
modeli Airbusa, w tym dla najnowszego
46
Guillaume Faury – prezes Airbus Helicopters [Fot. Airbus Helicopters]
– A350XWB oraz najlepiej obecnie sprzedającego się na świecie wąskokadłubowego
samolotu A320neo.
Dynamiczny rozwój polskiej Doliny
Lotniczej spowodował znaczące zwiększenie skali zamówień Airbusa w Polsce.
Suma kontraktów zakupowych zawartych
z polskimi dostawcami w 2013 r. sięgnęła
ok. 220 mln dolarów. Dzięki tak znaczącej
współpracy Airbus przyczynia się do rozwoju polskiej gospodarki.
W kwietniu 2003 roku Gdańska Stocznia
„Remontowa” otrzymała w imieniu firmy
Airbus zlecenie od francuskiej firmy spedycyjnej Socatra dotyczące budowy pływającej
stacji przeładunkowej o wartości ośmiu milionów euro, wykorzystywanej do transportu części A380 z zakładów produkcyjnych
na linię montażu końcowego w Tuluzie.
Dostarczona w styczniu 2004 roku stacja
jest częścią ogólnego programu transportu
A380 i jest w pełni eksploatowana.
W 2009 roku krakowska firma EC
Engineering (ECE) została wykonawcą prac
projektowych i obliczeniowych związanych
z programem Airbus A350 XWB. ECE jest
odpowiedzialna za opracowanie komputerowych modeli przestrzennych części systemów hydraulicznych, wykorzystywanych
na przykład do sterowania podwoziem samolotu, a także dokumentację techniczną
oraz obliczenia analityczne i numeryczne.
W roku 2006 Airbus podpisał strategiczną umowę ramową z Fundacją Technology
Partners, reprezentującą najważniejsze polskie ośrodki naukowo-badawcze. W maju
2011 roku umowa została rozszerzona
o programy badawcze dla całego koncernu
Airbus Group.
Od kwietnia 2007 r. Airbus zrealizował
we współpracy z Fundacją Technology
Partners ponad 20 projektów badawczo-
-technologicznych, które koncentrowały
się na opracowywaniu najnowszych materiałów do ekologicznej obróbki powierzchni oraz kompozytowych nanomateriałów
przewodzących. Airbus wraz z Fundacją
Technology Partners zrealizował ostatnio
projekt, w ramach którego opracowano
antykorozyjne powłoki z cieczy jonowych
stosowane na stopach aluminium, co stanowi znaczący wkład w realizowany przez
Airbusa program zastępowania kadmu.
Ramowe programy badawcze Unii
Europejskiej – FP7, a obecnie Horizon
2020 – stanowią istotny czynnik sprzyjający polityce Airbusa w zakresie zwiększenia współpracy badawczo-technologicznej
z Polską. W ramach programu FP7 Airbus,
we współpracy z Fundacją Technology
Partners, mógł rozwinąć współpracę z polskimi partnerami, prowadząc duże projekty, takie jak MAAXIMUS – nowoczesne
technologie kadłubów kompozytowych,
a obecnie: ELECTRICAL – innowacyjne
wielofunkcyjne struktury kompozytowe
z funkcją autodetekcji, SARISTU – inteligentne konstrukcje lotnicze, oraz Clean
Sky – wart 1,6 mld euro program mający
na celu demonstrację i walidację przełomowych technologii lotniczych.
Wraz z Airbus Helicopters i Airbus
Defence and Space, firma Airbus stara się
pozyskać polskich partnerów badawczych
i przemysłowych i zachęcić ich do zaangażowania się w kolejne programy, jak Clean
Sky 2.
Airbus jest też partnerem przemysłowym
PEGASUS (Partnership of European Group
of Aeronautics and Space Universities
– Partnerstwo Europejskiej Grupy
Uczelni Lotniczych i Kosmicznych). Sieć
PEGASUS obejmuje jedną polską uczelnię
– Politechnikę Warszawską.
www.armia24.pl
Maciej Ługowski Otwarcie Biura Konstrukcyjnego Airbus Helicopters w Łodzi
Airbus ma na koncie wiele sukcesów
i osiągnięć we współpracy z polskimi uczelniami i docenia kompetencje, powagę i zaangażowanie naukowców i personelu uczelni. Szczególnie pozytywną opinią cieszą się
m.in. politechniki w Warszawie, Gdańsku,
Łodzi i Rzeszowie.
Airbus Defence and Space jest obecny
w Polsce od 2011 roku dzięki prywatyzacji
byłych zakładów PZL Warszawa-Okęcie,
które produkują samolot szkolenia podstawowego PZL-130 Orlik. W ciągu ostatnich
czterech lat liczba pracowników firmy wzrosła o 60% (do 850 osób), a obroty o 300%.
W tym czasie PZL Warszawa-Okęcie stał
się kluczowym dostawcą dla Airbus Group.
Dzięki transferowi technologii, szkoleniom
oraz zmianie kultury produkcji zakłady PZL
Warszawa-Okęcie skutecznie konkurują na
zasadach komercyjnych o zlecenia w ramach nowych programów Airbus Group,
takich jak produkcja konstrukcji z blach do
modeli A320 i A330 oraz systemy (wiązki)
elektryczne dla tych samolotów cywilnych,
jak również dla transportowca wojskowego
A400M. PZL Warszawa-Okęcie jest również
wyłącznym dostawcą prawie 40% konstrukcji
metalowych dla rodziny samolotów C295/
CN235.
Jednocześnie firma prowadzi i rozwija
krajowe programy lotnicze, takie jak modernizacja samolotu szkolenia podstawowego
dla Sił Powietrznych RP, samoloty rolnicze
i lekkie systemy pokładowe.
Z kolei Astri Polska jest wspólnym przedsięwzięciem Airbus Defence and Space
i Centrum Badań Kosmicznych Polskiej
Akademii Nauk. Jej działalność obejmuje
badania i rozwój w segmencie technologii
satelitarnych i kosmicznych głównie w za-
Jean-Brice Dumont – wiceprezes wykonawczy ds. inżynierii Airbus Helicopters [Fot. Airbus Helicopters]
kresie programów Europejskiej Agencji
Kosmicznej. Astri Polska jest pierwszą firmą
w Polsce oferującą zintegrowane aplikacje
satelitarne łączące technologie lokalizacyjne, obserwacyjne i telekomunikacyjne.
Airbus Helicopters jest obecny w Polsce
od 10 lat za pośrednictwem firmy Heli
Invest (lokalny dystrybutor i partner Airbus
Helicopters), która ma swoją siedzibę na lotnisku Babice/Bemowo w Warszawie.
W latach 2009–2010 Airbus Helicopters
dostarczył 23 śmigłowce EC135 oraz jeden
symulator FTD dla polskiego Ministerstwa
Zdrowia. Są one obecnie wykorzystywane przez Lotnicze Pogotowie Ratunkowe
(LPR) w Warszawie. Dzięki temu ma ono
do dyspozycji jedną z najnowocześniejszych
w Europie flot służby ratownictwa medycznego, a produkty i usługi Airbus Helicopters
stanowią integralną część codziennego życia
naszego społeczeństwa. Lotnicze Pogotowie
Ratunkowe, eksploatując śmigłowce EC135,
ma na koncie tysiące misji transportu medycznego i misji ratunkowych, a wkrótce
przekroczy 30 tys. godzin spędzonych w powietrzu. Airbus Helicopters jest ponadto
jedyną firmą, która – poprzez wdrożenie
skutecznych programów szkoleniowych –
z powodzeniem zrealizowała program wymiany starych radzieckich śmigłowców na
nowoczesne zagraniczne.
Za pośrednictwem spółki Heli Invest,
Airbus Helicopters oferuje także kompleksowe wsparcie techniczne, a także wsparcie
logistyczne i szkoleniowe dla śmigłowców
Airbus Helicopters latających w Polsce.
Udział polskich inżynierów
w projektach Airbus Helicopters
Tomasz Krysiński – szef badań i innowacji Airbus Helicopters [Fot. archiwum autora]
Polscy naukowcy nie tylko mieli udział
w powstaniu śmigłowca hybrydowego
X-3. Współpraca Airbus Helicopters oraz
pozostałych spółek konsorcjum z polskimi
partnerami trwa już od dłuższego czasu.
Dzięki bliskiej współpracy z wiodącymi
polskimi zakładami produkcyjnymi i instytucjami badawczymi Airbus Defence
and Space toruje drogę polskim projektom
w dziedzinie przestrzeni kosmicznej, które realizowane będą w najbliższym czasie.
Przykładowo, warszawski zakład Airbus
Defence and Space mógłby stać się przeARMIA • 4 (78) KWIECIEŃ 2015 47
przemysł
mysłowym centrum integracji urządzeń
satelitarnych.
Mając na uwadze sukces polskiej floty
16 samolotów C295 oraz uruchomionego
w Warszawie centrum serwisowego, morska wersja tej platformy jest optymalnym
rozwiązaniem spełniającym wszystkie wymagania Marynarki Wojennej RP w zakresie
morskich samolotów patrolowych (MPA)
i zwalczania okrętów podwodnych (ASW).
Ponadto wejście Polski do programu MRTT
może zwiększyć współpracę przemysłową
z polskimi przedsiębiorstwami, stanowiąc uzupełnienie prac już prowadzonych
w Warszawie, takich jak np. keson statecznika poziomego A330.
Airbus Helicopters w Europie
Koncern Airbus Group jest globalnym liderem w dziedzinie aeronautyki, przestrzeni
kosmicznej i usług pokrewnych. W 2013
roku Grupa – w skład której wchodzą firmy Airbus, Airbus Defence and Space i Airbus Helicopters – wygenerowała przychody
w wysokości 57,6 miliarda euro i zatrudniała
około 139 000 pracowników. Airbus Group
jest też udziałowcem firmy ATR, produkującej samoloty turbośmigłowe, konsorcjum
Eurofighter oraz dostawcy systemów rakietowych – spółki MBDA.
Roczne wydatki na badania i rozwój
w Airbus Group to milion euro.
Airbus Helicopters jest w stanie zaoferować bogatą ofertę nowoczesnych, sprawdzonych w walce śmigłowców bojowych,
od średniego wielozadaniowego śmigłowca H225M Caracal, poprzez szturmowy
Tiger, do lekkich helikopterów użytkowych
H135M i H145M.
Zarządzanie
O charakterze firmy i jej sukcesie decydują ludzie. Nie inaczej jest w Airbus Group
oraz należących do niej Airbus Helicopters
oraz Airbus Helicopters Polska. Poniżej
przedstawiamy głównych zarządzających
w konsorcjum osób, które będą zarządzać
wybranymi spółkami, jednocześnie ściśle
ze sobą współpracując.
Guillaume Faury jest na stanowisku
prezesa firmy Airbus Helicopters od maja
2013r., będąc jednocześnie członkiem komitetu wykonawczego Airbus Group. Zanim
dołączył do Eurocoptera, Faury był wiceprezesem ds. badań i rozwoju (od 2010)
i członkiem zarządu (od 2009) w Peugeot
S.A. W latach 1998–2008 Faury jako licencjonowany inżynier lotów testowych
zajmował stanowiska kierownicze w firmie Eurocopter. Sprawował między innymi funkcję głównego inżyniera programu
EC225/725, szefa departamentów Lotów
48
W tych biurach zasiądą inżynierowie i konstruktorzy [Fot. Maciej Ługowski]
Testowych Śmigłowców Ciężkich, a także
wiceprezesa ds. badań i rozwoju. Był również członkiem komitetu wykonawczego
Eurocoptera. Swoją profesjonalną karierę
w produkcji lotniczej rozpoczął we francuskiej Generalnej Dyrekcji ds. Uzbrojenia
(DGA), gdzie był zaangażowany do testów
w locie śmigłowca Tiger, odbywające się
w Centrum Lotów Testowych w miejscowości Istres. Guillaume Faury urodził się
w lutym 1968 r. Ma dyplom inżyniera zdobyty na Polityce Paryskiej, a także stopień
inżyniera Ecole Nationale Superieure de
l’Aeronautigue et de l’ Espace w Tuluzie.
Jean-Brice Dumont objął stanowisko
wiceprezesa wykonawczego ds. inżynierii
w ówczesnym Eurocopterze w czerwcu 2012
r. Jego rolą jest opracowywanie strategii firmy w zakresie inżynierii, a także zarządzanie
całościowym planem jej rozwoju. Wcześniej
Dumont był odpowiedzialny za program
Super Puma. Jest absolwentem Politechniki
i Szkoły Inżynierskiej SUPAERO. Karierę
zawodową rozpoczął w 1996 r. jako inżynier
lotów testowych, zarządzając programem
testowym śmigłowca Tiger. Przez osiem lat
pracował też dla francuskiego Ministerstwa
Obrony Narodowej oraz DGA. W latach
2008–2012 był głównym inżynierem programu śmigłowca NH90 w Eurocopterze
i dyrektorem technicznym w firmie
NHIndustries. Jako szef projektu rozwojowego prowadził prace nad wariantami dla
Omanu i NAHEMA śmigłowca NH90.
Tomasz Krysiński dołączył do Airbus
Helicopters, obejmując stanowisko Szefa
Badań i Innowacji w maju 2014 r. Do zadań Krysińskiego należy opracowywanie
strategii i celów firmy, zapewniając ich pomyślne wprowadzenie w całej organizacji.
Od 2011 r. do maja 2014 r. odpowiadał za
laboratorium innowacji w PSA Peugeot
Citroën. W 1986 r. Krysiński rozpoczął
pracę w Aérospatiale (później Eurocopter,
obecnie Airbus Helicopters) jako inżynier
aerodynamiki i był zaangażowany w rozwój
większości produktów oferowanych przez
firmę, między innymi hybrydowego śmigłowca X-3 czy śmigłowca bojowego Tiger.
Tomasz Krysiński urodził się w Łodzi.
Po trzech latach studiów na Wydziale
Mechanicznym Politechniki Łódzkiej kontynuował naukę na paryskiej uczelni Ecole
Nationale Supérieure d’Arts et Métiers
(ENSAM), którą ukończył z dyplomem
magistra inżyniera w 1984 roku. Tytuł magistra inżyniera zdobył też na uczelni Ecole
Nationale Supérieure des Pétroles et des
Moteurs (IFP). Tomasz Krysiński jest też
magistrem nauk o procesach energetycznych Université Paris VI.
Podsumowanie
Ponieważ Airbus Helicopters uważa badania i rozwój za kluczowy czynnik sukcesu
w działalności przemysłowej, firma rozwija
długofalową współpracę z polskimi uczelniami w zakresie projektów badawczo-rozwojowych. Airbus Helicopters podpisał
dotychczas umowy z trzema uczelniami
(w Gdańsku, Łodzi i Radomiu). Ukoronowaniem tej współpracy jest niewątpliwie powołanie do życia spółki Airbus Helicopters
Polska oraz nowo otwarte Biuro Konstrukn
cyjne w Łodzi. Maciej Ługowski
Ekspert z dziedziny historii, budowy i technologii statków
powietrznych cywilnych i wojskowych.
Napisz do autora: [email protected]
www.armia24.pl
Maciej Ługowski Otwarcie Biura Konstrukcyjnego Airbus Helicopters w Łodzi
PATRIOT
SKUTECZNY DZIŚ. GOTOWY
NA WYZWANIA JUTRA.
System Patriot nowej generacji firmy Raytheon zapewnia 360-stopniowe
pole obserwacji; elastyczne systemy dowodzenia i kierowania o
otwartej architekturze, która optymalizuje wydajność oraz integrację
niskokosztowego pocisku przechwytującego (LCI). Patriot ewoluuje
podążając za zmieniającymi się zagrożeniami, zapewniając bezpieczeństwo
państwom, redukując koszty i oferując najnowocześniejszą na świecie
obronę przeciwlotniczą i przeciwrakietową.
Zapraszamy do nawiązania współpracy z liderem branży i
przystąpienia do globalnego sojuszu użytkowników systemu
Patriot. Więcej informacji na stronie Raytheon.com/POLAND
Połącz się z nami:
© 2015 Raytheon Company. All rights reserved.
“Customer Success Is Our Mission” is a registered trademark of Raytheon Company.
na lądzie
między Wisłą a Narwią
Zawracanie kijem Wisły
Wedle komunikatów płynących z Ministerstwa Obrony Narodowej, program Wisła jest bliski
rozstrzygnięcia. Obserwując jego przebieg przez ostatni rok, aż trudno wyjść ze zdziwienia, jak
bardzo MON zmienił swoje oczekiwania, głównie redukując je w zakresie transferu technologii
i udziału Polskiego Przemysłu Obronnego. Budzi to wątpliwości, co do efektu końcowego rozstrzygnięcia. A bez skutecznej obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej, pozostałe wysiłki
modernizacji technicznej Sił Zbrojnych RP będą miały bardzo ograniczone znaczenie dla skuteczności bojowej polskiego wojska.
Adam M. Maciejewski
P
oczątkowo, gdy śledziło się głosy płynące z MON, w tym te publikowane
w resortowych mediach, widać było
spójną wizję o chęci zakupienia perspektywicznego systemu, opartego o transfer
najnowocześniejszej technologii i angażującego polskie moce badawczo-rozwojowe
i przemysłowe. Często przewijał się motyw
transferu technologii na poziomie 50%
z uwzględnieniem kluczowych technologii
pocisków rakietowych. Dziś to wszystko
brzmi jak odległe wspomnienie, a MON
powtarza o, jako swoim priorytecie, kupieniu takiego systemu, który byłby najszybciej
dostępny bez względu na jego perspektywiczność, skuteczność i – już chyba w ogóle
to pomijając – udział polskiego przemysłu.
Gdyby istniało Ministerstwo Rozwoju Importu, byłyby to działania wzorcowe.
Postępowanie MON wskazuje, że priorytetem jest posiadanie jakiegokolwiek syste-
Stacja Arabel systemu SAMP/T z anteną o polu widzenia i prowadzenia ognia wynoszącym 360°, dla kontrastu Patriot
to system sektorowy z martwą strefą obserwacji wynoszącą aż 270° [Fot. autor]
mu obrony powietrznej. A czy będzie on suwerenny i dopasowany do polskich potrzeb?
To już chyba urzędników ministerialnych
Radiolokator MFCR – z anteną IFF i nowym układem chłodzenia – systemu MEADS (na lewo pojazd zasilania) na
pagórku ponad ośrodkiem TuRA w bawarskim Freinhausen. Radiolokatora Patriota nie dałoby się ustawić na takiej
pozycji [Fot. MBDA Deutschland]
50
nie obchodzi, a sądząc po wypowiedziach
ścisłego kierownictwa resortu obrony,
najważniejszym zadaniem systemu Wisła
ma być realizacja i potwierdzenie jakichś
politycznych zobowiązań Polski. Czyżby
Detention Site Blue to było za mało?
Raz obrany kurs, zwłaszcza w przypadku
działań urzędniczych, mało co już jest w stanie zmienić. Jednak Czytelnikom ARMII należy się możliwie pełen przekrojowy obraz
sytuacji z uwzględnieniem aspektów technicznych, gospodarczych i politycznych.
Jeżeli MON tak bardzo akcentuje kwestie
kompatybilności sojuszniczej, to zacznijmy
od sytuacji u sojuszników, dokładniej tych
niemieckich, którzy podobnie jak Polska,
prowadzą własny program modernizacji
obrony powietrznej.
Niemieckie wybory
Można byłoby ten paragraf zatytułować
„niemieckie dylematy”, ale takowych nasi
www.armia24.pl
zachodni sąsiedzi nie mają, o czym można
było się przekonać podczas wyjazdu prasowego do matecznika MBDA Deutschland,
czyli zakładów nieopodal bawarskiego
Schrobenhausen. Jest to centrala MBDA
Deutschland, zarazem główna fabryka
i ośrodek badawczo-rozwojowy. MBDA
to spółka zaangażowana w konstruowanie
i produkowanie różnych pocisków rakietowych. Niemiecka odnoga MBDA wspierała
też eksploatację niemieckich baterii Patriot,
na tyle na ile pozwalał skromny dostęp do
technologii tego zestawu. Nic dziwnego, że
celem Niemiec, gdy zawierały umowę w ramach MEADS International, był większy
dostęp do technologii, również poprzez
udział w pracach B+R oraz produkcji, co
ma przełożenie na swobodę eksploatacji zestawów. Oddaje to też charakter zaangażowania niemieckiego MBDA w pracach nad
MEADS. Zamiast linii produkcyjnej pocisków rakietowych można było zobaczyć zaplecze laboratoryjne zaangażowane w prace
nad stanowiskiem dowodzenia, wyrzutnią
i radiolokatorem MFCR – w tym fragment
anteny składający się z tzw. oktopaków oraz
rozłożone i złożone poszczególne moduły
nadawczo-odbiorcze – prace nad systemem
symulacji, a także dość przypadkowo, schemat konstrukcji pojazdu transportowego –
brakującego elementu całej baterii. Pozwalając sobie na drobną dygresję – pojazd na
bazie terenowego samochodu ciężarowego
(modelu wybranego wedle wymagań każdego z użytkowników systemu MEADS)
będzie przewoził jeden 8-pojemnikowy
pakiet zapasowych pocisków MSE, których
procedura przeładunku będzie wykorzystywać hakowy system załadowczy. Obecnie
przyjmuje się, że będzie jeden taki pojazd
na sześć wyrzutni, co wydaje się liczbą
bardzo małą (osiem pocisków zapasowych
przy 48 załadowanych na wyrzutnie). Dla
porównania w baterii SAMP/T są to dwa
pojazdy transportowo-załadowcze na cztery
wyrzutnie (16 pocisków zapasowych przy
32 na wyrzutniach). Możliwość wizyty
w Schrobenhausen dała okazję, by ocenić
ewolucję systemu MEADS w porównaniu
z tym, co można było zobaczyć i usłyszeć
rok temu, np. podczas ILA 2014 (ARMIA
6/2014). Zmiany obejmują miniaturyzację
bazy elementowej, udoskonalanie systemów
chłodzenia, jak to miało miejsce w przypadku bloku antenowego stacji MFCR oraz swobodne kształtowanie przyszłej konfiguracji
niemieckiego systemu obrony powietrznej
TLVS (ARMIA 4/2015). I tutaj mamy dwie
narracje. Od przedstawicieli koncernu Raytheon można w Polsce usłyszeć, że Niemcy
porzucili system MEADS i lada moment zaangażują się w Next Generation Patriot (po-
Trzy podstawowe składniki systemu MEADS (radiolokator MFCR, stanowisko dowodzenia i wyrzutnia), które już
umożliwiają wejście do walki. Wysoka mobilność MEADS stoi w kontraście do bardzo niskiej mobilności Patriota
[Fot. MBDA Deutschland]
Teraz w stanowiskach dowodzenia ECS/ICC niemieckich
i holenderskich Patriotów (Konfiguracja 3) konsole operatorskie wyglądają właśnie tak (taki transfer technologii z pewnością MON „wytarguje”)... [Fot. Koninklijke
Luchtmacht]
... a tak wyglądają stanowiska w polskiej Newie-SC z kolorowymi monitorami, rażąca różnica w porównaniu
z Patriotem – „najnowocześniejszym systemem obrony
pow. jaki istnieje”, jak powtarzają niektórzy [Fot. arch.
3.WBROP]
Ale ma być tak, czyli konsole MMS w wersji Patriot
Konfiguracja 3+ dla Polski. Instalacja i integracja MMS
będzie wymagała nowszej wersji oprogramowania PDB
[Fot. Raytheon]
Dla porównania stanowisko dowodzenia baterii SAMP/T
[Fot. arch. red.]
mijając fakt, że Niemcy znają tę nazwę tylko
z doniesień z Polski, gdyż w RFN Raytheon
posługuje się nazwą Evolved Patriot). Może
Bawaria to nie Niemcy? A pisząc poważnie,
przyszłość MBDA Deutschland związana
jest z MEADS, co widać było na każdym
kroku w Schrobenhausen. Gdyż obecnie
TLVS składa się z trzech elementów: MEADS, IRIS-T SL oraz nowego uniwersalnego stanowiska dowodzenia, które można
porównać do polskiego SAMOC-a z oferty PIT-RADWAR. Rezygnacja z MEADS
Stanowisko dowodzenia baterii MEADS [Fot. MBDA
Deutschland]
ARMIA • 4 (78) KWIECIEŃ 2015 51
na lądzie
Bateria Patriot z 5th Battalion 7th Air Defense Artillery Regiment US Army w Morągu w 2010 r. Trudno nazywać Patriot systemem mobilnym – przypomina raczej stary radziecki
S-300PT z początku lat 80., choć nawet S-300PT nie korzystał z namiotów [Fot. Sgt. 1st Class Lawree Washingtonn/US Army]
Niemiecka wyrzutnia podczas próbnego odpalenia pocisku PAC-3 CRI w Stanach Zjednoczonych. W przypadku zakupu
systemu Patriot najbliższe obiekty szkoleniowe są na innym kontynencie [Fot. Luftwaffe/Archiv]
w RFN oczywiście jest możliwa. Bądź co
bądź to tylko decyzja polityczna. Jednak
powrotu do Patriota – systemu importowanego – nikt nie bierze pod uwagę.
Przedstawiciele niemieckiego MBDA
przecierali uszy ze zdumienia, gdy zostali
zapytani, czy jest planowana ewentualna integracja pocisków IRIS-T SL z jakąś ewentualną przyszłą wersją Patriota, jak sugeruje
Raytheon w Polsce. Taka opcja była dla nich
100-procentową nowością.
Bez wątpienia MEADS łączy nowoczesną
technologię z wysoką mobilnością, czyli coś,
52
z czego MON zrezygnował w Wiśle. Zatem
jest to system bardzo nowoczesny, zbudowany pod kątem możliwości pocisku MSE
i wykorzystujący w pełni jego potencjał oraz
możliwy do samodzielnego rozwijania przez
jego użytkowników. Dotyczy to zarówno
własnych środków obserwacji, jak i ogniowych. Rozstawienie stanowiska dowodzenia
systemu MEADS wymaga dwóch osób.
Warto w tym miejscu porównać, ile zajmuje rozstawienie baterii konkurujących
w Polsce systemów. Bateria SAMP/T to 7
pojazdów (bez pojazdów transportowo-
-załadowczych), do rozstawienia których
potrzeba 18 żołnierzy. W czasie konferencji prasowej przedstawiciele Raytheon
uchylili się od odpowiedzi na pytanie, ilu
żołnierzy potrzeba do obsługi baterii, mówiąc, że to zależy od państwa-użytkownika.
Skądinąd (komunikat prasowy ambasady
St. Zj. w Warszawie) wiadomo, że w czasie
ostatniej wizyty baterii Patriot w Polsce, do
Sochaczewa przyjechało około 30 pojazdów
i 100 żołnierzy.
Dobre wyobrażenie o mobilności systemu MEADS, w tym stacji MFCR na podwoziu RMMV SX 45, dała wizyta w byłej
bazie rakietowej Bundeswehry, położonej
w pobliżu Freinhausen, około 25 km od
Schrobenhausen. W czasach zimnej wojny
było to stanowisko baterii systemu Hawk
(do końca zimnej wojny, zupełnie już wtedy przestarzałe, a przez cały okres służby
bardzo zawodne systemy Hawk były utrzymywane, by osłaniać martwą strefę sektorowych systemów Patriot). Od 2011 r. służy
jako ośrodek testowy wspierający eksploatację Patriotów (tzw. Test-and Reference
Facility – TuRA – GE PATRIOT) oraz
także miejsce testów składników systemu
MEADS. We Freinhausen, na dominującym
nad terenem wzniesieniu, na który prowadzi
jedynie wąska i stroma droga (w końcowej
części żwirowa), bez problemu ustawiany
był radiolokator MFCR. Z jednej strony daje
to wyobrażenie o możliwościach pojazdu-nośnika RMMV SX 45, ale także o tym, jak
lekki jest MFCR (blok antenowy ma obecnie
masę 5,5 t). Poniżej, w ochraniającym go
częściowo radioprzezroczystym budynku
stał radiolokator baterii Patriot, a nieopodal niego wyrzutnie w dwóch wersjach
z pojemnikami PAC-2 i PAC-3. Całość dowww.armia24.pl
Adam M. Maciejewski Zawracanie kijem Wisły
pełniały kontenerowe stanowiska dowodzenia ECS i ICC w standardzie PAC-3, jednak
z konsolami operatorskimi rodem z lat 80.
Stanowiska operatorskie polskich zestawów
Newa-SC wyglądają przy ECS Patriota jak
z filmu science-fiction. Lepiej nie myśleć, co
będzie, jeśli do Polski trafią Patrioty jednak
bez stanowisk Modern Man Station.
Wizyta w ośrodku we Freinhausen dała też
sposobność do rozmowy z ludźmi odpowiedzialnymi za eksploatację systemów Patriot
w Bundeswehrze, przede wszystkim w kontekście planów na przyszłość. Te od strony
technicznej są klarowne. W linii pozostaje
12 baterii w wersji PAC-3 (Konfiguracja 3)
przystosowanych od strzelania pociskami
PAC-3 CRI, do tego dochodzi jedna bateria
używana do celów szkolnych i jedna do testowo-badawczych. Obecnie Niemcy zakładają eksploatację tych 14 baterii do wyczerpania ich resursów, co nastąpi w przeciągu
najbliższych lat. Natomiast pozostałe baterie Patriot w wersji PAC-2 Niemcy próbują
sprzedać za granicę, co do tej pory udało
się w przypadku Republiki Korei i Hiszpanii
(oba państwa kupiły łącznie po trzy baterie). Gdyby nie znaleziono na nich kupca,
poddane zostałyby tzw. demilitaryzacji, jak
Niemcy dyplomatycznie określają proces
utylizacji. Nie trzeba chyba dodawać, że są
to zestawy zupełnie moralnie i technicznie
zużyte.
Wizyta w zakładach MBDA Deutschland
dała też wyśmienitą okazję, by zapytać, czy
w Niemczech brano pod uwagę zakup pocisków Aster 30. Okazało się, że taką opcję
odrzucono jeszcze wiele lat temu, ze względu na dwustopniową konstrukcję tych
pocisków. Niemieccy politycy uznali, że
odrzucany po wypaleniu pierwszy stopień
napędowy Astera może stwarzać zagrożenie dla ludzi na ziemi. Stąd zwrócenie się
ku drogim, ale jednostopniowym pociskom
MSE.
Zatem wraz z rezygnacją Niemców
z systemu Patriot, a niewykluczone też, że
i Holandii, na co wskazuje wiek i stopień wyeksploatowania holenderskich baterii, jedynym użytkownikiem w Europie pozostanie
Grecja i wspomniana Hiszpania. Państwa
o zasadniczych problemach gospodarczych,
które w przewidywalnej przyszłości nie
mogą pozwolić sobie na zakupy drogiego
uzbrojenia. Jedyną niewiadomą pozostaje
decyzja Turcji w jej programie T-Loramids,
w którym startuje i SAMP/T, i Patriot. Ale
Turcja stawia warunek pełnego transferu
technologii, więc może przekonamy się, czy
to, co nie jest możliwe pod jedną szerokością
geograficzną, ziści się pod inną. Choć trzeba
uczciwie przyznać, że Turcja to niestety nie
Polska i to pod wieloma względami. Gdyby
Turcja nie wybrała Patriota, a Polska tak, to
wówczas zostalibyśmy z tzw. systemem wyspowym, nieeskploatowanym przez nikogo
w Europie i wówczas minister Siemoniak
(albo raczej już jego następcy) być może
będzie zacieśniał sojusze z salafickimi despotami znad Zatoki Perskiej.
Kody źródłowe,
czyli suwerenność
W mediach ogólnotemtycznych (i w MON
najwyraźniej też) panuje spore niezrozumienie znaczenia posiadania dostępu do kodów
źródłowych. Czy jest tak na skutek ignorancji,
czy celowego zaciemniania obrazu sytuacji,
trudno powiedzieć. Natomiast tylko dostęp do
kodów źródłowych jest gwarancją pełnej suwerenności, zatem i skuteczności użycia systemu obrony powietrznej. Inaczej nie ten, który
zapłacił za baterie, jest ich użytkownikiem, ale
ten, który może je zdalnie włączać i wyłączać
wedle własnego uznania, np. sygnałem z satelity. Kody źródłowe to także swoboda modernizacji i modyfikacji systemu, utrzymywania
go w stanie gotowości i nowoczesności, na co
ma wpływ choćby zdolność wytwarzania części zamiennych, aby nie być skazanym na łaskę
zagranicznych dostaw. Kto twierdzi inaczej,
dodając jeszcze, że to dla naszego dobra, ten
nie jest sojusznikiem.
Patriot vs. SAMP/T
Od ponad roku w przestrzeni medialnej
pojawiają się „treści” dotyczące systemów
ubiegających się w programie Wisła, które można byłoby uznać za przejaw tzw.
czarnego PR albo po prostu nie do końca
uczciwych praktyk konkurencyjnych. Dotąd w ARMII filtrowaliśmy takie komuni-
katy, wychodząc z założenia, że argumenty
merytoryczne zawsze przeważą nad tymi
fałszywymi w obliczu wielości różnych
dostępnych źródeł. Jak się jednak okazuje,
było to chyba naiwne założenie. Tym bardziej, że w wypaczanie informacji o przetargu momentami angażuje się nawet MON
(że o Ambasadorze Stanów Zjednoczonych
w Warszawie nie wspominając, ale taka to
już służba – nie praca – w dyplomacji), co
jest kolejnym przyczynkiem do wątpliwości
o transparentności przetargu.
Jednak może warto, a biorąc pod
uwagę przyszłość Polskiego Przemysłu
Obronnego, nawet należy zabrać głos i odnieść się do pewnych nieścisłości krążących
w mediach. A przy okazji rozwiać parę mitów powstałych w trakcie trwania obecnego
przetargu.
Dobrą okazją będzie pewna infografika
kolportowana przez koncern Raytheon
jeszcze na przełomie wiosny i lata zeszłego
roku, czyli zanim MON był łaskaw „uregulować” Wisłę, wykluczając z niej Polski
Przemysł Obronny, ścinając wymóg transferu technologii i wskazując tzw. rozwiązania z półki – czyli przetarg po polsku.
Infografika jest zatytułowana „Przewaga
Patriot”, co można byłoby nazwać nadużyciem semantycznym, jeżeli prześledzi się
kluczowe parametry techniczne. Te, trochę
bardziej szczegółowo zestawia nasza tabela
porównująca Patriota z wybranymi systemami obrony powietrznej, także dołączona do niniejszego artykułu, jednak skupmy
się na aspektach technicznych wskazanych
w infografice Raytheon, które wyszczególniliśmy graficznie.
manipulacja faktami
ARMIA • 4 (78) KWIECIEŃ 2015 53
na lądzie
Rozstawienie wyrzutni SAMP/T wymaga dwóch osób
i dwóch pulpitów, standard dotąd nieosiągalny (jedynie)
w systemie Patriot [Fot. autor]
Pierwszym z nich jest zdolność stacji radiolokacyjnych poszczególnych systemów
do obserwacji przestrzeni powietrznej w zakresie 360°. Otóż Raytheon sugeruje, że posiada ją też system Patriot. Pomijając już ten
drobny niuans, że stawianie w kontekście
polskiego przetargu znaku równości między obecną wersją Patriota – Konfiguracją
3+ (oferowaną Polsce, choć jeszcze nigdzie
nieeksploatowaną), a wersją NGP jest nieuprawnionym skrótem myślowym. Tym
bardziej, że trzy nieruchome anteny skierowane w różnych kierunkach nie dają
łącznie 360°, co wynika z właściwości radiolokatorów z antenami z elektronicznym
skanowaniem fazowym, więc nawet teoretycznie nie jest to 360°. Na dodatek dochodzą inne ograniczenia techniczne, opisane
we fragmencie o historii stacji Brda. Jednak
prawdziwie problematyczna jest następna
pozycja omawianej infografiki. Czyli zdolność do odparcia symultanicznego wielokierunkowego ataku. Otóż koncern Raytheon
wprost sugeruje, że taką zdolność daje tylko Patriot, gdyż stacje MFCR/SuR systemu
MEADS i Arabel systemu SAMP/T muszą
zatrzymać bloki antenowe, by zawęzić pole
obserwacji na wybranym sektorze przestrzeni powietrznej. Jest to po prostu nieprawda
i zostało to dowiedzione empirycznie przez
oba konkurencyjne wobec Patriota systemy.
Podczas tzw. Flight Test #2 (FT-2) w listopadzie 2013 r. system MEADS strącił jednocześnie cel balistyczny i aerodynamiczny,
które w momencie przechwycenia znajdo-
54
Każdy element systemu MEADS rozstawiają dwie osoby
(korzystające z nowoczesnych pulpitów), które nie muszą
się nigdzie wspinać, jak w przypadku Patriota [Fot. autor]
wały się w sektorze obserwacji wynoszącym
ponad 125° względem anteny radiolokatora
MFCR (ARMIA 12/2013). Biorąc pod uwa-
gę, że pole widzenia anten radiolokatorów
z elektronicznym skanowaniem fazowym
w trakcie śledzenia celu wynosi 120°, więc za
pomocą nieruchomej anteny nie można byłoby uzyskać symultanicznego trafienia tak
oddalonych od siebie celów. Zresztą sprawa
jest dosyć oczywista, bo FT-2 został sfilmowany, więc wyraźnie widać nieprzerwanie
obracającą się antenę MFCR. W przypadku
stacji Arabel (oraz najnowszych stacji radiolokacyjnych Thalesa, np. Herakles, GM400)
zastosowano technologię Intelligent System
Management, która wykorzystuje krótkie
i częste sygnały sondujące, emitowane co 15
ms w trybie poszukiwania i co 100 ms w trybie śledzenia. W czasie poniżej jednej sekundy, czyli krótszym niż jeden pełen obrót
bloku antenowego, uzyskuje się trzykrotny
pomiar tego samego celu, wystarczający do
jego śledzenia i trafienia za pomocą pocisku
Aster 30 (ARMIA 7–8/2014). I znów, nie
są to teoretyczne dywagacje, tylko możliwości potwierdzone podczas prawdziwych
strzelań, jak podczas testu 6 marca 2013 r.,
kiedy zniszczono izraelski cel balistyczny
Black Sparrow.
Infografika odnosi się też do dwóch innych zagadnień, czyli możliwych do wykorzystania przeciwlotniczych pocisków
rakietowych oraz ilości przeprowadzonych
testów, w obu wypadkach wskazując na rzekomą supremację Patriota. Są to zagadnienia na tyle złożone, że wymagają oddzielnego omówienia.
Testy, próby, walka
Raytheon słusznie wskazuje, że może pochwalić się znacznie większą liczbą strzelań
ćwiczebnych niż dwa konkurencyjne zestawy. Jest to oczywiście prawda. MEADS pomyślnie wykonał tylko oba zakontraktowane
Ilość czynności przedstartowych
koniecznych w przypadku tylko wyrzutni
M901 systemu Patriot jest niepoważnie
długa, a ich
wykonanie w złych warunkach
pogodowych trudne i ryzykowne
[Fot. Senior Master
Sgt. Eric Peterson/USAF]
www.armia24.pl
Adam M. Maciejewski Zawracanie kijem Wisły
Porównanie wybranych rakietowych systemów obrony powietrznej
Zestaw
Producent
Znani użytkownicy
Użytkownicy w NATO
Radiolokator dozoru/wczesnego
wykrywania (etatowy)
Radiolokator kierowania ogniem
Zdolność radiolokatora kierowania
ogniem do ciągłej obserwacji
w promieniu 360° podczas
prowadzenia ognia
Rodzaj anteny
Wykorzystywane pasma
radiolokacyjne
Pociski
Liczba pocisków na wyrzutni
Wyrzutnie pionowego startu
Zasięg strzelania [km]21
Pułap [km]
Wielokanałowość
Ilość celów zwalczanych
jednocześnie
Zdolność do odparcia
wielokierunkowego ataku
Czas rozstawienia baterii [min.]
Otwarta architektura systemu
Kompatybilność w ramach NATO
Potwierdzone rodzaje zwalczanych
celów
Patriot
Konfiguracja 31
SAMP/T
MEADS
35R6-2/S-300
PMU2 Faworit2
40R6/S-400
Triumf
50R6A/S-350
Witjaź
David’s Sling
Barak 8
Raytheon/Stany
Zjednoczone
Eurosam/
Francja, Włochy/
Unia Europejska
Lockheed
Martin,
EuroMBDA/
Stany
Zjednoczone,
RFN, Włochy
Ałmaz, Fakieł3/
Federacja
Rosyjska
Ałmaz-Antiej/
Federacja
Rosyjska
Ałmaz-Antiej/
Federacja
Rosyjska
Rafael, IAI,
Raytheon/
Izrael, Stany
Zjednoczone
IAI/Izrael
Francja, Włochy
–5
ChRL, Algieria,
Azerbejdżan
Federacja
Rosyjska, ChRL6
Federacja
Rosyjska
–7
Izrael, Indie,
Azerbejdżan
Francja, Włochy
–
–
–
–
–
–
64N6E2, 96L6E
91N6, 96L6
96L68
b.d.
–
30N6E2
92N6
50N6A
ELM-2084 MMR
ELM-2084 MMR
Stany Zjednoczone,
RFN, Holandia, Katar,
Kuwejt, ZEA, Japonia,
Tajwan, Arabia
Saudyjska4
Stany Zjednoczone,
RFN, Holandia
–
–
AN/MPQ-65
Arabel
Surveillance
Radar (SuR)
MFCR
–
+
+
–
–
b.d
b.d.
+
PESA
PESA
AESA
PESA
PESA
PESA
AESA
AESA
C
X
UHF/X9
S/X10
S/X11
S/X12
S
S
Aster 30 B1
PAC-3 MSE,
IRIS-T SL14
48N6E/E2,
9M96E/E215
48N6DM, 40N6,
9M96/M16
9M96/M,
9M10017
Stunner
Barak 8
PAC-2 GEM-T, PAC-3
CRI13
4 (4×1)/
16 (4×4)
–
25/~7022
24
+
8
8
4/7 (3+4)18
4
1219
16
8
+
60/≥10023
20
+
~20
b.d.
b.d.
+
+
3÷200/5÷4024
25
+
+
~250/~40025
30/6027
+
+
120/3026
30
+
+
b.d.
b.d.
+
+
70
16
+
928
10
b.d.
6
6
8
b.d.
b.d.
–
+
+
+29
+29
+
+
+
~ 108
+
+
5
–
–
5
b.d.
–
5
b.d.
–
b.d.
b.d.
–
b.d.
b.d.
–
≥ 30
–
+
do 20
–
+
Taktyczne
i operacyjno-taktyczne pociski
Taktyczne i operacyjno-taktyczne
balistyczne,
pociski balistyczne, naddźwiękowe
i poddźwiępoddźwiękowe
pociski manewrująkowe pociski
manewrujące,
ce, poddźwiękowe
i naddźwiękowe cele poddźwiękowe
aerodynamiczne
i naddźwiękowe
cele aerodynamiczne
Obecnie eksploatowanej, zwanej także PAC-3. Polsce oferowana
jest ulepszona wersja Konfiguracja 3+
2 Dane dla eksportowej wersji; oznaczenie wersji rosyjskiej to
S-300PM2 Faworit-S
3 Obecnie jest to koncern Ałmaz-Antiej
4 Dotyczy tylko użytkowników wersji PAC-3, Arabia Saudyjska
zawarła kontrakt – realizacja w toku
5 Deklarowani to RFN i Włochy
6 Zawarty kontrakt, w trakcie realizacji
7 Deklarowany użytkownik Izrael
8 Spekulacja
9 SuR/MFCR
10 64N6E2,96L6E/30N6E2
11 91N6,96L6/92N6
12 96L6/50N6A
1
strzelania (Flight Tests) i trudno, aby uznać
je za wystarczające do podjęcia ostatecznej
decyzji o przyjęciu systemu do uzbrojenia.
Natomiast SAMP/T udowodnił w szeregu
prób, że potrafi zwalczać najgroźniejsze
z polskiego punktu widzenia cele, choć było
ich znacząco mniej (jednak liczby podane
przez Raytheon w infografice to manipulacja). A więc SAMP/T skutecznie niszczył
cele ćwiczebne symulujące poddźwiękowe
pociski manewrujące poruszające się na ni-
Taktyczne
Naddźwięi operacyjno-takkowe
Przede wszysttyczne pociski
i poddźwiękim pociski
balistyczne,
Poddźwiękowe
kowe cele
Każdy rodzaj
Każdy rodzaj
balistyczne o zapoddźwięi naddźwiękowe
celu o prędkości celu o prędkości aerodynamiczsięgu 70÷300
kowe pociski
cele aerodynalotu do 4800
ne, taktyczne
lotu do 2800
km, poza tym
manewrujące,
miczne
m/s
m/s
i operacyjnocele aerodynapoddźwiękowe
-taktyczne
miczne
i naddźwiękowe
pociski
cele aerodynabalistyczne
miczne
Dotyczy obecnie wykorzystywanych pocisków, w przyszłości ma
to być też PAC-3 MSE
14 IRIS-T SL w wersji niemieckiej
15 Pociski 9M96E/E2 to opcja, ich wersje dla rosyjskiego wojska
noszą oznaczenie 9M96/M
16 48N6 przejściowo, 40N6 docelowo, 9M96/M opcjonalnie
17 9M100 figuruje jako opcja, dotąd nie został zaprezentowany
18 W miejsce jednego pojemnika z pociskiem 48N6 można założyć
czteropak z pociskami 9M96
19 W miejsce jednego pojemnika z pociskiem 9M96 można założyć
czteropak z pociskami 9M100, rozwiązanie niezaprezentowane
20 Kąt elewacji pojemników wyrzutni to 70°, optymalny z punktu
widzenia balistyki pocisku MSE
21 W warunkach optymalnych
13
22 23 24 25 26 27 28 29 skich pułapach (takie cele zwalczają też podczas strzelań Patrioty), cele balistyczne – jak
izraelski Black Sparrow – czym udowodnił
zdolność do niszczenia operacyjno-taktycznych i operacyjnych pocisków balistycznych
o zasięgu do 600 km (zbliżone możliwości
prezentował też Patriot, niszcząc pociskami
PAC-3 CRI cele balistyczne PAAT – Patriot-As-A-Target – czyli pociski PAC-2 przerobione na cele balistyczne) oraz naddźwiękowe cele symulujące tak szybkie pociski
Dla pocisku PAC-3/PAC-2, w przypadku PAC-2 dla celu o SPO 1,53 m2, dla celu o SPO pow. 10 m2 zasięg ok. dwukrotnie większy;
zasięg zwalczania celu balistycznego pociskiem PAC-3 CRI – 25
km
W oparciu o dane stacji Arabel/w oparciu o dane z innych źródeł
np. GM400, AWACS
Cel aerodynamiczny/balistyczny dla pocisku 48N6E/E2
Cel aerodynamiczny dla pocisku 48N6DM/40N6
Cel aerodynamiczny/balistyczny dla pocisku 9M96M; zasięg dla
celu aerodynamicznego dla 9M96 – 40 km, dla 9M100 – 15 km
30 km dla pocisków 48N6DM i 9M96, 60 km dla 40N6
Dotyczy ilości pocisków PAC-2 możliwych do jednoczesnego
kontrolowania po odpaleniu, ilość zwalczanych symultanicznie
celów jest niższa
Na szczeblu pułku
manewrujące. Chodzi tu o amerykański cel
powietrzny GQM-163A Coyote, który kopiuje rozwiązania konstrukcyjne napędu rosyjskiego pocisku lotniczego Ch-31. Coyote
leci z prędkością 3–4 Ma na dużym pułapie
lub 2,5 Ma na skrajnie małym, oddając w ten
sposób profil lotu przeciwokrętowych kierowanych pocisków rakietowych w końcowej
fazie ich trajektorii. Patrioty do GQM-163
nie strzelają, bo eksploatuje je US Army,
a Coyote to cel ćwiczebny wykorzystywaARMIA • 4 (78) KWIECIEŃ 2015 55
na lądzie
Wyrzutnia pionowego startu dla systemu David’s Sling z pociskami Stunner. Nie ma żadnych technicznych możliwości,
aby zintegrować pocisk Stunner jako tzw. LCI z wyrzutnią M901 i stacją AN/MPQ-65 systemu Patriot [Fot. Raytheon]
ny przez US Navy. W 2012 r. pocisk Aster
30 odpalony z okrętu zniszczył GQM-163
lecący tuż nad powierzchnią wody. Zdolność niszczenia takich celów jest konieczna
z punktu widzenia Polski. Nie chodzi o to, by
epatować bałamutną wojenną retoryką, ale
jedno z państw sąsiednich dysponuje pokaźnym arsenałem lotniczych naddźwiękowych
pocisków manewrujących, w tym w wersjach
przeciwradiolokacyjnych, więc przyszły pol-
ski zestaw Wisła musi być w stanie zwalczać
takie pociski jak np.: Ch-22M, Ch-32, Ch-15P, Ch-31P, Ch-58USzK. Wszystkie je cechuje lot z kilkukrotną prędkością dźwięku
i nurkowanie na cel z bardzo dużego pułapu,
niemal pionowo. Są równie groźną bronią, co
poddźwiękowe pociski manewrujące lecące
według ukształtowania terenu na możliwie
niskim pułapie (np. R-500, Ch-555). Można
tę sprawę podsumować stwierdzeniem, że
Wyrzutnia pionowego startu systemu SAMP/T
z pociskami Aster 30, których pełen transfer
technologii mogłaby uzyskać Polska [Fot. autor]
56
bardziej niż ilość, ważna jest jakość próbnych
strzelań.
W tym miejscu można poruszyć kwestię
wykorzystania bojowego. Często powtarzaną frazą jest ta o olbrzymim doświadczeniu
zebranym podczas bojowego wykorzystania Patriota, z którą nie może równać się
żaden inny zestaw. Gdyby to miał być koronny argument, to Wojsko Polskie spokojnie mogłoby pozostawić w eksploatacji
zestawy Newa i Kub. Brały udział w niejednej wojnie. Podczas agresji NATO na
Serbię w 1999 r., cała potęga lotnicza Paktu
Północnoatlantyckiego nie była w stanie zlokalizować i zniszczyć często zmieniających
pozycje serbskich baterii Kubów – choć te
są systemami mobilnymi par excellence.
Gdyby miały mobilność Patriotów, zostałyby wyeliminowane w pierwszych godzinach
ataku. Natomiast serbskie Newy wydatnie
przyśpieszyły koniec kariery „niewidzialnego” dla radarów samolotu F-117, oficjalnie trafiając tylko jedną z takich maszyn.
Zresztą, ostatnie bojowe wykorzystanie
systemu Patriot podczas inwazji na Irak
w 2003 r. nie wypadło przekonująco. Baterie
Patriot działały w warunkach całkowitego
panowania w powietrzu lotnictwa Stanów
Zjednoczonych i największym problemem
obsługujących ich żołnierzy były błędy systemu identyfikacji swój-obcy, co skończyło
się kilkoma zestrzeleniami sojuszniczych
myśliwców. Najbardziej frapujący z polskiego punktu widzenia był przypadek z marca
2003, gdy radiolokator baterii Patriot błędnie zakwalifikował amerykański F-16C
jako wrogi samolot. Lecący F-16C przenosił pociski przeciwradiolokacyjne AGM-88
(prędkość lotu ponad 2,8 Ma, notabene także oferowane przez Raytheon), więc pilot
odpalił jeden w samoobronie. Wynik tego
starcia jest niejasny. Pilot na pewno uratował siebie i maszynę. Według jednej wersji
AGM-88 trafił radiolokator, niszcząc go,
według innej chybił, a radiolokator „wyłączył się”. Tak czy inaczej, bateria Patriot
nie zestrzeliła wystrzelonego w jej kierunku
pocisku przeciwradiolokacyjnego. Powinno
to budzić obawy odnośnie przeżywalności
Patriota na współczesnym polu walki.
W Polsce dyskusja o koniecznej skuteczności systemu Wisła skupiła się przede
wszystkim na zwalczaniu pocisków balistycznych 9M723 systemu Iskander-M.
Abstrahując od tego, który możliwy do kupienia przez Polskę system rzeczywiście potrafi trafić taki cel, to bez wątpienia większe
szanse ma na to system nie tylko strzelający
pociskami zdolnymi do forsownych manewrów w końcowej fazie przechwycenia,
ale także z nowoczesnymi stacjami radiolokacyjnymi zdolnymi do nieprzerwanego
www.armia24.pl
Adam M. Maciejewski Zawracanie kijem Wisły
śledzenia takiego celu. W tym względzie zarówno AN/MPQ-65 jak i Arabel mają swoje
lata, MEADS został przez MON odrzucony,
więc chyba największe nadzieje należy pokładać w projektach polskich radiolokatorów, jak P-18PL czy Wisła albo Warta. Choć
pewnie za jakiś czas okaże się, że MON – jak
zwykle – nie jest zainteresowany, bo woli
wspierać import.
Zupełnie innym zagadnieniem, niemożliwym do zweryfikowania w warunkach pokojowych, jest odporność poszczególnych stacji
radiolokacyjnych na nowoczesne środki walki radioelektronicznej. Metrykalnie najstarszy jest radiolokator AN/MPQ-65 systemu
Patriot, pracujący w paśmie C, jest w tym
przypadku na gorszej pozycji niż młodszy
Arabel zestawu SAMP/T (pasmo X) albo
wyposażone w anteny AESA radiolokatory
systemu MEADS pracujące w pasmach X
i UHF. To drugie pasmo jest nawet w ogóle
trudno wykrywalne przez lotnicze pokładowe stacje ostrzegające o opromieniowaniu wiązką radiolokacyjną. Przypomnijmy,
że polski przemysł w ramach Konsorcjum
Tarcza Polski oferował skonstruowanie całkowicie cyfrowych wielofunkcyjnych stacji
radiolokacyjnych, które można byłoby przeprogramowywać za każdym razem, gdyby
zaistniała obawa, że potencjalny nieprzyjaciel
wprowadził nowe środki walki radioelektronicznej. MON oczywiście nie był zainteresowany takim rozwiązaniem.
Którymi pociskami (można) strzelać
Ostatnim elementem infografiki przygotowanej przez Raytheon były pociski rakietowe
kompatybilne z poszczególnymi zestawami.
Tutaj także Patriot jest kreowany na najbardziej uniwersalny zestaw, w arsenale którego
mamy: PAC-2 GEM-T i PAC-3 MSE, a także „w przyszłości” pocisk Stunner (wówczas
występujący jeszcze pod nazwą Low Cost Inteceptor – LCI) oraz IRIS-T. Jak wygląda sytuacja z pociskiem IRIS-T, a właściwie IRIS-T
SL/SLM, omówiliśmy na początku artykułu.
Sytuację ze Stunnerem opisaliśmy w części
artykułu odnoszącej się do ostatniej próby
rakietowej z wykorzystaniem tego pocisku.
Ujmując to zagadnienie w pigułce, Stunner
jako pocisk Patriota to śpiew przyszłości i do
tego niezbyt pewnej. Polska kupując zestawy
Patriot Konfiguracji 3+, w ogóle nie będzie
mogła Stunnera używać z przyczyn technicznych. Bez wątpienia Patriot Konfiguracji 3+
może strzelać pociskami PAC-2 GEM-T oraz
PAC-3 CRI. W takie pociski są uzbrojone baterie obecnych użytkowników systemu Patriot w Konfiguracji 3. Polska kupując Konfigurację 3+, kupowałaby od razu wersję MSE
zamiast CRI. Szkopuł w tym, że produkcja
pocisku MSE w Stanach Zjednoczonych do-
Cudze chwalicie
Warto przypomnieć pewne, być może zapomniane, dokonanie rodzimego przemysłu,
jakim było skonstruowanie i zbudowanie prototypowej pierwszej polskiej wielofunkcyjnej
stacji radiolokacyjnej TRC-20 Brda, a co istotne
było to w latach 2001–2003 r. Ponad dekadę temu powstał w Polsce, dokładnie w PIT,
w oparciu o polską myśl naukowo-techniczną
radiolokator wyposażony w cztery pasywne anteny z elektronicznym skanowaniem fazowym.
Blok antenowy był nieruchomy, a skanowanie
zarówno w elewacji, jak i azymucie było wyłącznie elektroniczne. Z racji, że Brda miała służyć
do wykrywania celów powietrznych na niskich
i średnich pułapach, blok antenowy był unoszony na składanych do transportu wysięgnikach
dla powiększenia horyzontu radiolokacyjnego.
Cecha, którą trudno uświadczyć w zachodnich
systemach obrony powietrznej. Nie każdy ma
AWACS-y, Polska nie ma.
Brda pozostała prototypem, choć jej technologię wykorzystano w radiolokatorze rozpoznania artyleryjskiego Liwiec. Jednak TRC-20 Brda dostarczyła bezcennej wiedzy i doświadczeń na temat
praktycznych możliwości wykorzystania wieloantenowego radiolokatora z elektronicznym skanowaniem fazowym. Otóż immanentną cechą anten z elektronicznym skanowaniem fazowym jest kąt
przeszukiwania przestrzeni powietrznej wynoszący 90°. Jednak to, że mamy cztery anteny sformowane w czworobok nie oznacza, że sumaryczne pole obserwacji przestrzeni powietrznej wynosi
360°. Podczas elektronicznego odchylania wiązki, pola obserwacji poszczególnych anten Brdy były
w przybliżeniu eliptyczne, przez co Brda miała cztery martwe pola w miejscu styku dwóch sąsiadujących anten. Wiąże się z tym kolejny problem, jakim jest brak ciągłości śledzenia celu powietrznego,
gdy przelatuje z pola widzenia jednej anteny do drugiej. Radiolokator na półprzewodnikach, Brda
takim jeszcze niestety nie była, mógłby ograniczyć powyższe negatywne zjawisko, ale zniwelować
go całkowicie nie można.
Nie inaczej będzie w przypadku proponowanego Polsce nowego trójantenowego radiolokatora
dla systemu Next Generation Patriot, którego trzy nieruchome anteny nie mogą zapewnić ani dookólnej obserwacji w promieniu 360°, ani ciągłości śledzenia celów, a więc tym bardziej naprowadzania odpalonych pocisków rakietowych. Już nie wspominając, że ze względu na mniejsze rozmiary
dwóch bocznych anten ich zasięg wykrywania może okazać się nieadekwatny do stawianej roli.
Co ciekawe, przed podobnymi dylematami w przypadku systemu MEADS stanęli inżynierowie
Lockheed Martin. Podczas prezentacji systemu MEADS wspominali, że układ wieloantenowy został
odrzucony właśnie z dwóch powodów, po pierwsze brak możliwości zapewnienia ciągłości śledzenia, wynikający z martwych stref, a po drugie zbyt duża masa radiolokatora dyskwalifikująca go do
wykorzystania w mobilnym systemie obrony powietrznej. Stąd stacja MFCR systemu MEADS dysponuje pojedynczą anteną wirującą w czasie pracy i zapewniającą jednocześnie wykrywanie, śledzenie
oraz zwalczanie celów powietrznych. Identyczne podejście zastosowano w radiolokatorze Arabel
systemu SAMP/T. Nie bez kozery Thales poświęcił dużo środków i czasu na rozwój wspomnianej
już technologii Intelligent System Management, zaoferowanej Polsce w ramach współpracy przy
nowym wspólnym radiolokatorze. MON uznał taką opcję za niewartą uwagi.
Jednak zarówno SAMP/T jak i MEADS strzelają pociskami naprowadzającymi się na cel za pomocą
aktywnych głowic radiolokacyjnych, więc niewymagającymi ciągłego podświetlania celu w trakcie
jego zwalczania, jak w przypadku pocisków naprowadzanych półaktywnie radiolokacyjnie (w tym
metodą TVM, jak PAC-2). Właśnie dlatego Raytheon nadal promuje radiolokatory z nieruchomymi
antenami dla NGP, gdyż inaczej system nie mógłby wykorzystywać pocisków produkowanych przez
Raytheon.
Wychodzi na to, że 10 lat temu, ze względu na obiektywne ograniczenia techniczne, MON nie był
zainteresowany w inwestowaniu środków finansowych w polski radiolokator TRC-20 Brda, ale 20 lat
później analogiczne koncepcyjnie rozwiązanie pochodzące wyłącznie z importu jest już uważane
w MON za perspektywiczne i warte transferowania olbrzymich sum za granicę.
Trudno nawet podejrzewać, że w MON o powyższych faktach nie wiedzą, więc pozostaje jedynie
postawić pytanie, dlaczego działania urzędników MON obniżają zdolności obronne Polski?
piero nabiera tempa (wielkość zamówienia to
ok. 400 sztuk w ciągu najbliższych pięciu lat)
i można zakładać, że w pierwszej kolejności
odbiorcami pocisków MSE będzie US Army
oraz państwa-użytkownicy, które już wyra-
ziły chęć ich zakupu. Polska kupując system
Patriot, musiałby przez pierwszy okres jego
eksploatacji polegać głównie na pociskach
GEM-T albo „przejściowo” kupować wersję
CRI. Ze względów logistycznych system WiARMIA • 4 (78) KWIECIEŃ 2015 57
na lądzie
Udany test pocisku Stunner
Stacja radiolokacyjna ELM-2048 MMR [Fot. mod.gov.il]
Patriot mimo ponad 30 lat rozwoju nadal nie ma wyrzutni pionowego startu, technologicznie wyprzedziły go już
coraz lepsze zestawy chińskie, jak HQ-9 [Fot. Luftwaffe/Archiv]
sła nie będzie strzelał więcej niż maksymalnie
dwoma różnymi typami pocisków. Natomiast
utopią trąca wizja, w której do różnych celów
będzie się dobierać najlepiej pasujące w kategorii koszt-efekt pociski rakietowe. W obliczu zagrożenia atakiem lotniczo-rakietowym
na wyrzutniach znajdą się pociski najskuteczniejsze. Chyba, że wcześniej uzgodnimy
z potencjalnym przeciwnikiem, kiedy i czym
będzie atakował. Niestety z polską dyplomacją jest jeszcze gorzej niż z obroną narodową.
Warto też pamiętać, że aby w pełni wykorzystać potencjał pocisków MSE, powinno się
je odpalać z pojemników uniesionych pod
kątem 70°, jak w MEADS. Start z wyrzutni
M901 systemu Patriot zaniża skuteczność
tych bardzo drogich pocisków, co stawia pod
znakiem zapytania trafność takiego wydatku
w przypadku Polski.
W przypadku MEADS, dzięki otwartej
architekturze oprogramowania, możliwa
jest integracja dowolnego pocisku przeciwlotniczego. Natomiast w przypadku zestawu
SAMP/T infografika Raytheona wymienia
Aster 30 i w dalszej perspektywie Aster 30
Block 2. Tymczasem obecnie jest to Aster
30 B1, a w bliskiej przyszłości Aster 30 B1
NT (więcej ARMIA 11/2014), który będzie
można odpalać bez modyfikowania obecnej wyrzutni. Co więcej, w ramach transferu
technologii – podkreślmy – całego pocisku
Aster 30 B1 oraz zaplecza badawczo-rozwojowego i obsługowego, polski przemysł
uczestniczyłby w dalszym rozwoju pocisku
Strzelający białoruski S-300PM. Może się okazać, że Białoruś będzie miała lepszy system obrony pow. niż Polska.
Dzięki wsparciu Rosjan, Mińsk będzie miał lub już ma S-300PS/PM modernizowane do wersji S-300PM1/2, systemy
Buk-MB/M2 i Tor-M2 [Fot. Biełorusskaja Wojennaja Gazieta]
58
Na początku programu Wisła izraelski rząd oferował Polsce system David’s Sling (znany w polskich
mediach także pod polską nazwą Proca Dawida).
Ostatecznie izraelska oferta została wycofana, jak
się powszechnie uważa na skutek nacisków Waszyngtonu, blokującego dostęp do wykorzystanych w systemie własnych technologii, aby ograniczyć konkurencję w polskim przetargu. Z drugiej
strony trzeba przyznać, że David’s Sling jako system
nie jest jeszcze w pełni gotowy. Poza tym jest bardzo dobrze wpisany w izraelską koncepcję obrony
powietrznej, co nie do końca pokrywa się z polskimi potrzebami i realiami w tym zakresie.
Ostatnia próba, przeprowadzona pod koniec
marca, dostarczyła pewnych informacji o stopniu
rozwoju systemu, w tym jego składnikach. Na ujawnionym nagraniu widać wyrzutnię, znaną już wcześniej, co potwierdza jej dojrzałość. Widać, że opracowano ją z myślą o obronie obiektowej, co wynika
z izraelskiej specyfiki, czyli dość ograniczonego obszaru do obrony oraz odmiennej od polskiej natury
zagrożeń. Dlatego wyrzutnia David’s Sling zabiera
dużą (16) liczbę pocisków i jest osadzona na naczepie drogowej bez możliwości poruszania się w terenie. Widać, że David’s Sling będzie działał ze stałych
pozycji wokół kluczowych obiektów.
Użyty w próbie startujący pionowo pocisk powiela znaną wcześniej konfigurację. Jest to dwustopniowa konstrukcja, gdzie dość lekki drugi
stopień wykorzystuje doświadczenia spółki Rafael
z konstruowania pocisków pow.-pow. Python-4/-5.
Stąd bardzo duża liczba aerodynamicznych powierzchni sterowych i najwyraźniej brak sterowania gazodynamicznego, które Rafael uważał za
zbyt ciężkie dla małych pocisków, niepotrzebnie
komplikujące ich konstrukcję i zwiększające cenę.
Rafael jest osamotniony w takim podejściu. Skoro
drugi stopień pocisku Stunner korzysta wyłącznie
ze sterowania aerodynamicznego, to oznacza,
że swoje cele niszczy raczej na pułapach, gdzie
gęstość atmosfery umożliwia skuteczne wykorzystanie powierzchni aerodynamicznych (pułap ok.
30 km i niżej). Układ naprowadzania nadal składa
się z aktywnej radiolokacyjnej głowicy naprowadzania, na której jest asymetrycznie osadzony detektor termowizyjny. Taka kombinowana metoda
naprowadzania ma pomóc w odróżnieniu pocisku
balistycznego (jego głowicy) od celów pozornych.
Oba te układy naprowadzania wykorzystują doświadczenia, które zebrał Rafael podczas prac konstruktorskich nad pociskami Derby i Python, które
także mają swoje wersje plot. w postaci systemów
rodziny SPYDER.
www.armia24.pl
Adam M. Maciejewski Zawracanie kijem Wisły
Cel balistyczny Black Sparrow pod skrzydłem izraelskiego F-15 [Fot. mod.gov.il]
W nagraniu z ostatniej próby można zobaczyć
stację radiolokacyjną IAI (Israel Aerospace Industries,
a konkretnie oddziału Elta) ELM-2084 MMR (Multi-Mission Radar), choć nie wiadomo, czy w migawce
nie wykorzystano starego kadru. MMR jest wielozadaniowym radiolokatorem pracującym w paśmie S,
wykorzystywanym także jako radiolokator rozpoznania artyleryjskiego (wówczas prowadzi wyłącznie obserwację sektorową) oraz jako radiolokator
kierowania ogniem systemu obrony powietrznej
Barak 8. W tym drugim zastosowaniu blok antenowy MMR wiruje podczas prowadzenia ogniem. Jak
jest (czy będzie) w przypadku David’s Sling, jeszcze
nie jest pewne. Zestaw David’s Sling ma stanowić
środkową warstwę rakietowej obrony powietrznej
pomiędzy systemem krótkiego zasięgu Iron Dome,
a systemem wyższego szczebla, jakim jest przeciwbalistyczny system Arrow 2/3. Można zgadywać, że
w takim układzie informacje o celach David’s Sling
będzie też otrzymywał z radiolokatorów dalekiego
zasięgu ELM-2080. Docelowo David’s Sling zastąpi
w izraelskim wojsku Patrioty.
Przechodząc do istoty przeprowadzonego testu,
to celem był izraelski ćwiczebny cel powietrzny
Rafael Black Sparrow symulujący operacyjno-taktyczny pocisk balistyczny. Black Sparrow ma masę
startową 1275 kg. Nosicielem jest myśliwiec F-15.
Black Sparrow startuje w locie poziomym i po kilku
Pionowy start pocisku Stunner, dobrze widoczny czujnik
termolokacyjny [Fot. mod.gov.il]
Dwa kadry pokazujące pocisk Stunner tuż przed trafieniem celu i chwilę po [Fot. mod.gov.il]
sekundach lotu horyzontalnego zmienia trajektorię na balistyczną, rozpoczynając forsowne wznoszenie. Można powiedzieć, że oprócz typowych
pocisków balistycznych, przypomina też przenoszone przez samoloty pociski aerobalistyczne.
Istnieją dwie cięższe wersje rozwojowe Sparrowa,
czyli Blue i Silver Sparrow o masach odpowiednio
1900 i 3130 kg. Służą one za cele dla systemu Arrow, symulując pociski balistyczne o zasięgu do
ok. 2000 km z oddzielającymi się w locie częściami
głowicowymi (w przeciwieństwie do Black Sparrow, który jest pociskiem jednostopniowym). O testach najnowszych wersji Sparrowa poinformowała Rosja, obserwując je nad wschodnią częścią
Morza Śródziemnego za pomocą radiolokatorów
wczesnego ostrzegania Woroneż-DM z bazy radarowej w Armawirze.
Pocisk Stunner trafił Black Sparrowa, co słusznie
uznano za sukces. W tym miejscu warto przypomnieć analogiczny test z udziałem systemu SAMP/T, który przeprowadzono 6 marca 2013 r. Wówczas włoski zestaw na francuskim poligonie trafił
bezpośrednio (czyli wg. zasady hit-to-kill) cel Black
Sparrow niszcząc go, a informacja taktyczna z przebiegu strzelania była przekazywana łączem Link 16
do centrum dowodzenia obroną przeciwlotniczą
NATO (BMDOC) w Ramstein w RFN. Zatem Stunner
jest dopiero dziś tam, gdzie Aster 30 był zawsze.
Po drugie, wbrew nieprawdziwie rozpowszechnianym przez przedstawicieli MON informacjom, pocisk Aster 30 może skutecznie zwalczać operacyjne
pociski balistyczne.
W rozwoju pocisku Stunner ze strony Stanów
Zjednoczonych uczestniczy koncern Raytheon,
stąd narracja o Stunnerze jak LCI dla systemu Patriot, konkretnie wersji NGP. Obecnie Patriot Konfiguracji 3/3+ nie może strzelać pociskami Stunner. Taka adaptacja będzie wymagała nowego
radiolokatora i nowej wyrzutni, a koszty zostałyby
przerzucone na zagranicznych importerów takiego
systemu, gdyż w Stanach Zjednoczonych nisza dla
pocisku Stunner zajęta jest przez pocisk PAC-3 MSE.
Zarejestrowane zniszczenie celu balistycznego Black
Sparrow (czerwone kółko) przez pocisk Aster 30 (zielone
kółko) odpalonego z włoskiej wyrzutni w 2013 r. Pocisk
Stunner potwierdził takie możliwości dopiero w marcu
tego roku [Fot. DGA]
ARMIA • 4 (78) KWIECIEŃ 2015 59
na lądzie
Radiolokator Patriota w holowanej wersji naczepowej dostosowanej tylko do dróg utwardzonych [Fot. Πολεμική
Αεροπορία]
Odpalenie pocisku Aster 30 z wyrzutni włoskiej baterii
SAMP/T [Fot. MBDA]
Radiolokator Arabel i pojazd zasilania, taki zestaw rozstawia i obsługuje czterech żołnierzy w ciągu paru minut, zwraca
uwagę dostosowanie wymiarów do poruszania się publicznymi drogami oraz napęd 8×8 do jazdy w terenie [Fot. autor]
Zaletą systemu Patriot jest jakoby wysoka zdolność do
zwalczania pocisków balistycznych. Problem w tym,
że odnosi się to do radzieckiego systemu 9K72 Elbrus
(zdjęcie z Afganistanu z lat 80.) i pochodnych, w Rosji
spotykanego już tylko w muzeach [Fot. militaryrussia.ru]
60
Aster 30, a Wojsko Polskie miałoby całkowitą swobodę jego eksploatacji, na co także
składa się dostęp do kodów źródłowych.
Najwyraźniej urzędnicy MON też nie są
taką szansą zainteresowani.
Na marginesie dyskusji czym strzelać, nie
wolno zapomnieć o tym, gdzie będziemy
strzelać. W Polsce poligonu odpowiadającego parametrom Wisły nie ma. Do Aszałuku
już nie jeździmy, ale nawet tam jest bliżej niż
do Nowego Meksyku, do naszego nowego
wielkiego sojusznika. Trudno wierzyć, żeby
ktokolwiek w MON brał na poważnie pod
uwagę wariant ekspedycji szkoleniowych
na inny kontynent, tym bardziej z polskim
sprzętem. Bez niego, na pożyczonej technice, szkolenie nie jest pełnowartościowe.
Natomiast poligon na Krecie, jeśli już ma
jakieś zalety, to co najwyżej turystyczno-krajobrazowe. W tym względzie oferta
z SAMP/T z poligonami we Francji i zapleczem DGA jest po prostu najlepsza i trzeba
napisać to otwartym tekstem.
W tym artykule podzieliliśmy się refleksjami natury technicznej i nieukrywanymi
obawami, że obecnie MON jest gotowy
swoimi decyzjami skierować Wisłę w martwe koryto. Po części już się tak stało, gdy
zapadła decyzja o kupowaniu systemów
„z półki”. Pod tym względem trudno chwalić jednego konkurenta kosztem drugiego.
O możliwych negatywnych następstwach
takiego kroku dla Polskiego Przemysłu
Obronnego i polskiej gospodarki, od której
przecież zależy kondycja Wojska Polskiego
oraz dalsze etapy programu modernizacji
technicznej SZ RP, napiszemy więcej w kolejnym numerze. Podobnie jak o transparentności trwającego przetargu, gdyż działania MON budzą w tym zakresie jeszcze
większe wątpliwości. A byłoby to już działanie na szkodę obronności państwa. n
Adam M. Maciejewski
Publicystyka dotycząca głównie uzbrojenia wojsk lądowych
oraz przemysłu obronnego. Zainteresowania obejmują też
rolę czynnika militarnego w stosunkach międzynarodowych
i teorii komunikowania masowego.
www.armia24.pl
Adam M. Maciejewski Zawracanie kijem Wisły
w powietrzu
Kandydat w programie „Kruk”
Najnowsza wersja znanego śmigłowca Bell AH-1
Cobra – AH-1Z Viper [Lockheed Martin]
Bell AH-1Z Viper
AH-1Z Viper jest najnowszą wersją znanego śmigłowca szturmowego Cobra, opracowaną w firmie Bell Helicopter w drugiej połowie lat 90. XX wieku na potrzeby US Marine Corps. Dzięki
nowemu zespołowi napędowemu i zintegrowanej cyfrowej awionice ma znacznie lepsze osiągi
i większe możliwości bojowe niż wcześniejsza wersja AH-1W. Viper jest jednym z kandydatów
w przetargu na śmigłowce szturmowe dla polskiej armii.
LESZEK A. WIELICZKO
W
połowie lat 90. Korpus Piechoty
Morskiej Stanów Zjednoczonych
(US Marine Corps) zainicjował
program modernizacji lekkich śmigłowców
wielozadaniowych UH-1N Iroquois (Huey)
i szturmowych AH-1W Sea Cobra (Super
Cobra). Jego celem było wyeliminowanie
dotychczasowych niedostatków obu maszyn
w zakresie bezpieczeństwa oraz znaczące
zwiększenie ich efektywności operacyjnej,
możliwości bojowych i trwałości konstrukcji.
Zamierzano to osiągnąć poprzez zastosowanie całkowicie nowego zespołu napędowego
62
i nowoczesnej, zintegrowanej awioniki typu
„glass cockpit”. Co więcej, oba zmodernizowane typy śmigłowców, nazwane UH-1Y
Venom i AH-1Z Viper, miały mieć aż 85%
wspólnych części i podzespołów, w tym cały
zespół napędowy (silniki, przekładnie, wały
napędowe, wirnik nośny i śmigło ogonowe),
układ sterowania, instalację hydrauliczną
i elektryczną, awionikę, belkę ogonową, statecznik poziomy, fotele załogi i płozy podwozia. Jest to o tyle istotne, że w USMC oba
typy śmigłowców służą razem w tych samych
dywizjonach. Tak duże podobieństwo obu
maszyn pod względem konstrukcji i wyposażenia pozwala radykalnie obniżyć zarówno
koszty ich opracowania i wdrożenia do służ-
by, jak i przyszłe koszty eksploatacji i czasochłonność obsługi.
Początkowo planowano modyfikację 100
śmigłowców UH-1N na wersję UH-1Y i 180
AH-1W na AH-1Z. W lutym 2008 roku
zdecydowano, że ostatnie 40 egzemplarzy
AH-1Z zostanie zbudowanych od podstaw.
We wrześniu tego samego roku planowaną liczbę obu typów maszyn zwiększono
do 349, w tym 123 UH-1Y i 226 AH-1Z.
W lipcu 2010 roku dokonano kolejnej korekty planów – wśród 349 śmigłowców
miało być 160 UH-1Y (10 przebudowanych
z UH-1N i 150 wyprodukowanych od podstaw) i 189 AH-1Z (131 przebudowanych
z AH-1W i 58 nowo wyprodukowanych).
www.armia24.pl
LESZEK A. WIELICZKO Bell AH-1Z Viper
Podstawowe dane taktyczno-techniczne
śmigłowca AH-1Z Viper
Wymiary
średnica wirnika
średnica śmigła ogonowego
długość kadłuba*
długość całkowita
(z pracującym wirnikiem)
wysokość
rozpiętość skrzydeł/
wysięgników
szerokość po złożeniu łopat
wirnika
[m]
[m]
[m]
14,63
2,97
13,67/15,24
[m]
17,75
[m]
4,37
[m]
4,42
[m]
4,60
Masy
masa własna
masa startowa maksymalna
udźwig użyteczny
zapas paliwa w zbiornikach
wewnętrznych
dodatkowe zbiorniki paliwa
[kg]
[kg]
[kg]
5579
8392
2614
[l]
1561
[l]
4×292 lub 4×379
Osiągi
prędkość maksymalna (IAS) [km/h]
prędkość przelotowa (TAS) [km/h]
prędkość w locie na boki i do [km/h]
tyłu (IAS)
maksymalna prędkość
[km/h]
autorotacji (IAS)
prędkość wznoszenia
[m/s]
początkowa
pułap praktyczny
[m]
promień bojowy**
[km]
zasięg***
[km]
zakres przeciążeń
370
257
83
222
14,2
>6096
243
574
–0,5/+2,5 g
Napęd
silniki
T700-GE-401 | T700-GE-401C
moc trwała (bez ograniczeń) [shp]
2×1437 | 2×1546
moc trwała (30 min)
[shp]
2×1690 | 2×1695
moc awaryjna (OEI) (2,5 min) [shp]
1723 | 1828
Uzbrojenie
trzylufowe działko M197 kal. 20 mm
1
(750 nabojów)
pociski rakietowe powietrze-ziemia
4×4 (16)
AGM-114 Hellfire
rakiety niekierowane Mk 66 kal. 70 4×7 (28) lub 4×19 (76)
mm (Hydra-70)
pociski rakietowe powietrze2
powietrze AIM-9 Sidewinder
Prototypy AH-1Z i UH-1Y podczas pierwszych prób morskich na pokładzie USS „Bataan” (LHD-5) w maju 2005 roku.
Widać złożone łopaty wirników nośnych i pomocnicze podwozie kołowe przymocowane do płóz [NAVAIR]
Zwiększenie liczby UH-1Y i zmniejszenie
AH-1Z związane było ze zmianą etatowego stanu dywizjonów lekkich śmigłowców
szturmowych USMC (Marine Light Attack
Helicopter Squadrons, HMLA) z 18 AH-1W
i dziewięciu UH-1N/Y do 15 AH-1Z i 12
UH-1Y. Ostatecznie w grudniu 2011 roku
postanowiono poddać przebudowie tylko 37
egzemplarzy AH-1W, a pozostałe 152 AH1Z wyprodukować od podstaw. Ze względu
na bieżące potrzeby operacyjne USMC nie
był bowiem w stanie przeznaczyć do przebu-
dowy odpowiedniej liczby AH-1W. Ponadto
okazało się, że koszty przebudowy mocno
wyeksploatowanych AH-1W byłyby wyższe
niż koszty produkcji od podstaw AH-1Z.
Rozwój programu
Projekt modernizacji obu typów śmigłowców został opracowany bardzo szybko, tak
że już w czerwcu 1997 roku dokonano jego
wstępnej oceny (Preliminary Design Review,
PDR), a we wrześniu następnego roku tzw.
oceny ostatecznej (Critical Design Review,
Załoga
2 (pilot + operator uzbrojenia)
* bez śmigła ogonowego/ze śmigłem ogonowym
** z typowym zestawem uzbrojenia, 30 min krążenia nad celem,
z rezerwą paliwa na 20 min
*** z typowym zestawem uzbrojenia, bez zbiorników dodatkowych
AH-1Z (BuNo 167809, 610/QT) z dywizjonu szkolno-treningowego HMLAT-303 „Atlas”,
czasowo przydzielony do dywizjonu doświadczalnego US Navy HX-21 „Blackjack”,
podczas prób w sierpniu 2010 roku [US Navy]
ARMIA • 4 (78) KWIECIEŃ 2015 63
w powietrzu
AH-1Z (BuNo 166774, 601/QT) z dywizjonu szkolno-treningowego HMLAT-303„Atlas”. Śmigłowiec nie ma jeszcze
zainstalowanej głowicy elektrooptycznej TTS [US Navy]
CDR), czyli zatwierdzenia zaproponowanych rozwiązań konstrukcyjnych. W ślad za
tym zamówiono budowę pięciu egzemplarzy prototypowych (trzech AH-1Z i dwóch
UH-1Y) przeznaczonych do prób technicznych (Engineering and Manufacturing
Development, EMD). Pierwszy egzemplarz
AH-1Z (Z1, BuNo 166477), przebudowany
z AH-1W BuNo 162549, został uroczyście
wytoczony z hali zakładów Bell Helicopter
w Arlington w Teksasie 20 listopada 2000
roku. Oblotu „Zulu Jeden” dokonali 7 grudnia pilot USMC LtCol Keith „Chief ” Danel
(w przedniej kabinie) i pilot fabryczny firmy Bell Monty Nelson (w tylnej). Maszyna
miała nowy zespół napędowy, ale zachowała
jeszcze starą awionikę AH-1W.
Pierwszym egzemplarzem AH-1Z z nową
awioniką był „Zulu Trzy” (Z3, BuNo 166479),
przebudowany z AH-1W BuNo 162532.
Śmigłowiec został oblatany 26 sierpnia 2002
roku przez pilota USMC Maj. Pata Mohra i pilota fabrycznego Herba Morana. Natomiast
egzemplarz „Zulu Dwa” (Z2, BuNo 166478)
został przebudowany jako trzeci z AH-1W
BuNo 163933. 4 października 2002 roku
pilot USMC Maj. Steve Girard i pilot fabryczny Gregg Shimp dokonali jego oblotu.
Wszystkie trzy śmigłowce AH-1Z (oraz oba
prototypowe egzemplarze UH-1Y – „Yankee
Jeden” i „Yankee Dwa”) przekazano sukcesywnie do Naval Air Warfare Center Aircraft
Division (NAWCAD) w Naval Air Station
(NAS) Patuxent River w stanie Maryland,
w celu przeprowadzenia prób rozwojowych
i kwalifikacyjnych. „Zulu Jeden” został dostarczony do Patuxent River pod koniec marca 2001 roku. Próby rozwojowe UH-1Y i AH1Z zakończono 17 lutego 2006 roku. W ich
trakcie w maju 2005 roku odbyły się pierwsze
próby morskie obu śmigłowców na pokładzie
okrętu desantowego USS „Bataan” (LHD-5).
UH-1Y i AH-1Z uczestniczyły także w próbach ogniowych na poligonie US Army Yuma
Proving Ground w Arizonie.
9 maja 2006 roku dwa AH-1Z i dwa UH1Y przeleciały z Patuxent River do NAS
China Lake w Kalifornii. W tamtejszym
Naval Air Warfare Center Weapons Division
(NAWCWD) przeprowadzono próby operacyjne (Operational Evaluation, OPEVAL),
które zakończyły się sukcesem 24 września
2010 roku. W ich trakcie śmigłowce były
przydzielone do dywizjonów doświadczalnych US Navy VX-9 i VX-31 (Air Test and
AH-1Z (BuNo 166759, 005/DD) z dywizjonu doświadczalnego
US Navy VX-31 „Dust Devils” podczas prób operacyjnych w Naval
Air Warfare Center Weapons Division w NAS China Lake [NAVAIR]
64
www.armia24.pl
LESZEK A. WIELICZKO Bell AH-1Z Viper
AH-1Z Viper (BuNo 166761, 756/XE) i UH-1Y Venom (BuNo 166755, 760/XE) z dywizjonu doświadczalnego US Navy VX-9 „Vampires” podczas prób w NAWCWD w NAS China Lake
[Bell Helicopter]
Evaluation Squadrons). Pod koniec 2010
roku sześć egzemplarzy AH-1Z otrzymał
także dywizjon bojowy HMLA-367, w celu
przeprowadzenia kolejnego etapu prób
(w tym na pokładach okrętów) i przygotowania załóg do udziału w misjach ekspedycyjnych. 24 lutego 2011 roku Naval Air
Systems Command (NAVAIR) ogłosiło uzyskanie przez śmigłowiec AH-1Z wstępnej
gotowości operacyjnej (Initial Operational
Capability, IOC). Osiągnięcie pełnej gotowości operacyjnej (Full Operational
Capability, FOC) zaplanowano na trzeci
kwartał 2020 roku. W tym samym roku
ma nastąpić całkowite wycofanie ze służby
śmigłowców AH-1W. Obecnie trwa kolejna
faza prób (Follow On Test and Evaluation,
FOT&E), której celem jest sprawdzenie nowej wersji oprogramowania awioniki.
Produkcja
Tymczasem w pierwszym kwartale 2004
roku rozpoczęła się ograniczona wstępna
produkcja seryjna śmigłowców UH-1Y
i AH-1Z (Low Rate Initial Production,
LRIP). Oba typy śmigłowców zamawiane są co roku w niewielkich partiach (lot)
liczących od kilkunastu do ponad 20 egzemplarzy. Pierwsze trzy egzemplarze AH-1Z (Lot 1) zostały zamówione 29 grudnia
Produkcja śmigłowców AH-1Z Viper
Seria
Liczba
EMD
Lot 1
Lot 2
Lot 4
Lot 5
Lot 6
3
3
3
2
4
5
Lot 7
Lot 8
Lot 9
Numery fabryczne (c/n)
59001/Z1–59003/Z3
59004/Z4–59006/Z6
59007/Z7–59009/Z9
59010/Z10, 59011/Z11
59012/Z12–59015/Z15
59016/Z16–59020/Z20
9
59021/Z21–59029/Z29
2
8
6
59201/Z201–59202/Z202
59030/Z30–59037/Z37
59203/Z203–59208/Z208
3
59038/Z38–59040/Z40
7
59209/Z209–59215/Z215
Lot 10
12
59216/Z216–59227/Z227
Lot 11
Lot 12
Lot 13
12
11
14
88
192
59228/Z228–59239/Z239
Razem
Numery seryjne
(BuNo)
166477–166479
166759–166761
166772–166774
167809–167810
168000–168003
168049–168053
168398–168401,
168418–168422
?
168516–168523
?
Uwagi
prototypy, przebudowane z AH-1W
przebudowane z AH-1W, dostarczone w 2007
przebudowane z AH-1W, dostarczone w 2008
przebudowane z AH-1W, dostarczone w 2009–2010
przebudowane z AH-1W, dostarczone w 2010
przebudowane z AH-1W, dostarczone w 2010–2011
przebudowane z AH-1W, dostarczone w 2011–2012
zbudowane od podstaw, dostawy w 2015
przebudowane z AH-1W, dostarczone w 2012–2013
zbudowane od podstaw, dostawy w 2015
ostatnie przebudowane z AH-1W, dostarczone
168798–168800
w 2013–2014
?
dostawy planowane w 2015–2016
kontrakt zawarto 27.12.2012, dostawy planowane
?
w 2015–2016
?
kontrakt zawarto 16.05.2014, dostawy planowane do 2017
wstępny kontrakt zawarto 27.03.2014
wstępny kontrakt zawarto 04.11.2014
pozostałe do planowanej liczby 189 egz. seryjnych
planowana całkowita liczba AH-1Z
2003 roku i dostarczone w styczniu, lipcu
i październiku 2007 roku. 4 kwietnia 2005
roku zamówiono kolejne trzy egzemplarze
AH-1Z (Lot 2), które dostarczono w lutym, kwietniu i lipcu 2008 roku. Ponieważ
za pilniejszą uznano potrzebę zastąpienia
śmigłowców UH-1N, więc większy priorytet
nadano produkcji UH-1Y. Z tego powodu
w Lot 3 nie było ani jednego egzemplarza
AH-1Z. Ostatnie trzy egzemplarze AH-1Z
przebudowane z AH-1W zostały zamówione w roku budżetowym 2012 w ramach Lot
9 i dostarczone w październiku i grudniu
2013 oraz styczniu 2014 roku.
28 listopada 2010 roku Departament
Obrony zaakceptował pełnoskalową produkcję AH-1Z (Full Rate Production, FRP).
Pierwsze dwa śmigłowce AH-1Z nowej
produkcji zostały zamówione w roku budżetowym 2010 w ramach Lot 7. Natomiast
począwszy od Lot 10, zamówionej w roku
budżetowym 2013, wszystkie AH-1Z są już
produkowane od podstaw. Według aktualnych planów ostatnie AH-1Z i UH-1Y zostaną zamówione w roku budżetowym 2020,
a ich dostawy do jednostek mają zakończyć
się w 2021 lub 2022 roku. W sumie cały program modernizacji i produkcji śmigłowców
UH-1Y i AH-1Z, wraz z fazą badawczo-rozwojową i próbami prototypów, ma pochłonąć nieco ponad 13 mld dolarów.
Służba
Pierwszą jednostką USMC, która otrzymała
śmigłowce AH-1Z, był dywizjon szkolnoARMIA • 4 (78) KWIECIEŃ 2015 65
w powietrzu
nelem oddelegowanym z dywizjonu HMLA367, zostały czasowo przydzielone do dywizjonu HMM-268 (Rein) [Marine Medium
Helicopter Squadron 268 (Reinforced)],
który wszedł w skład 11th MEU (11th
Marine Expeditionary Unit). 14 listopada
HMM-268 (Rein) został zaokrętowany na
okrętach desantowych USS „Makin Island”
(LHD-8) i USS „New Orleans” (LPD-18),
tworzących Makin Island Amphibious
Ready Group. Zespół wyruszył na wody Azji
Południowo-Wschodniej, a potem do Zatoki
Perskiej. W trakcie swojej pierwszej tury bojowej śmigłowce AH-1Z uczestniczyły we
wspólnych ćwiczeniach z jednostkami sił
zbrojnych Kambodży, Singapuru, Malezji,
Kuwejtu, Arabii Saudyjskiej i Omanu.
Próby eksportu
AH-1Z (BuNo 167809, 41/VT) z dywizjonu HMLA-367 podchodzi do lądowania na pokładzie USS „Makin Island” (LHD-8)
podczas prób operacyjnych w październiku 2010 roku [USMC]
-treningowy (Fleet Replacement Squadron)
HMLAT-303 (Marine Light Attack Helicopter Training Squadron 303). Jego zadaniem
jest przeszkolenie personelu pozostałych
jednostek wytypowanych do przezbrojenia
w nowe śmigłowce. Pierwsze Vipery dostarczono do HMLAT-303 w trzecim kwartale
2010 roku. Do tej pory w AH-1Z przezbroiły
się również dwa dywizjony bojowe: HMLA169 i HMLA-267. W trzecim kwartale ubiegłego roku rozpoczęto dostawy AH-1Z do
HMLA-369. Z kolei w trzecim kwartale
bieżącego roku pierwsze AH-1Z mają trafić do HMLA-469. Wszystkie pięć dywizjonów należy do MAG-39 (Marine Aircraft
Group 39) ze składu 3rd MAW (3rd Marine
Aircraft Wing) i stacjonuje w Marine Corps
Base (MCB) Camp Pendleton w Kalifornii.
W dalszej kolejności śmigłowce AH-1Z
mają jeszcze otrzymać: HMLA-367 z MAG24/1st MAW stacjonujący w Marine Corps
Air Station (MCAS) Kaneohe Bay na
Hawajach (planowany początek dostaw
w trzecim kwartale 2016 roku), HMLA167 i HMLA-269 z MAG-29/2nd MAW
w MCAS New River w Północnej Karolinie
(odpowiednio w czwartym kwartale 2017
i czwartym kwartale 2018 roku), HMLA773 z MAG-49/4th MAW w Robins Air
Force Base (AFB) w Georgii (w pierwszym
kwartale 2020 roku) oraz reaktywowany
w pierwszym kwartale 2017 roku HMLA775 z MAG-41/4th MAW w MCB Camp
Pendleton (w czwartym kwartale 2020
roku). Według aktualnych planów docelowo
USMC będzie więc posiadał dziesięć dywizjonów wyposażonych w AH-1Z i UH-1Y:
siedem bojowych, dwa rezerwowe i jeden
szkolno-treningowy.
Debiut operacyjny śmigłowców AH-1Z
nastąpił pod koniec 2011 roku. Już w maju
cztery AH-1Z i trzy UH-1Y, wraz z perso-
Podejmowane przez producenta dotychczasowe próby eksportu AH-1Z nie przyniosły
efektu. Najbliższa realizacji wydawała się
umowa z Turcją. W lipcu 2000 roku AH-1Z wygrał bowiem przetarg na śmigłowce
szturmowe dla tureckich sił zbrojnych. Specjalnie na jego potrzeby firma Bell Helicopter opracowała nawet dla AH-1Z podwozie
kołowe, ale nie była w stanie spełnić wszystkich postawionych przez stronę turecką
wymagań. Wobec tego w maju 2004 roku
Turcja zerwała rozmowy dotyczące szczegółów przyszłego kontraktu i unieważniła
przetarg. W pierwszej dekadzie XXI wieku
zainteresowanie zakupem AH-1Z wyrażały m.in. Pakistan, Tajwan i Japonia, ale do
zawarcia umów nie doszło. Z kolei w 2012
roku AH-1Z rywalizował w przetargu na 36
śmigłowców szturmowych dla armii południowokoreańskiej, jednak w kwietniu 2013
roku Korea wybrała konkurencyjne śmigłowce Boeing AH-64E Apache Longbow
Block III (Guardian). W lutym br. firma
Bell Helicopter zaoferowała AH-1Z siłom
zbrojnym Australii, planującym zakup śmi-
AH-1Z (BuNo 166774, 40/VT) z dywizjonu HMLA-367 „Scarface” podczas prób operacyjnych na przełomie 2010/2011 roku
[Bell Helicopter]
66
www.armia24.pl
LESZEK A. WIELICZKO Bell AH-1Z Viper
AH-1Z (BuNo 168002, 43/YQ) z HMM-268 (Rein) startuje z pokładu USS „New Orleans” (LPD-18) podczas ćwiczeń
w sierpniu 2011 roku, przed wyruszeniem w pierwszą turę operacyjną w składzie 11th MEU [US Navy]
Jednostki USMC wyposażone w śmigłowce AH-1Z Viper (według planu z 2014 roku)
Dywizjon (oznaczenie kodowe)
HMLAT-303 „Atlas” (QT)
HMLA-169 „Vipers” (SN)
HMLA-267 „Stingers” (UV)
HMLA-369 „Gunfighters” (SM)
HMLA-469 „Vengeance” (SE)
HMLA-367 „Scarface” (VT)
HMLA-167 „Warriors” (TV)
HMLA-269 „Gunrunners” (HF)
HMLA-773 „Red Dogs” (MP)
HMLA-775 [reaktywowany I/2017]
Grupa
MAG-39
Skrzydło
Baza
3rd MAW MCB Camp Pendleton, Kalifornia
MAG-24
1st MAW
MAG-29
2nd MAW MCAS New River, Północna Karolina
MCAS Kaneohe Bay, Hawaje
MAG-49
MAG-41
4th MAW
Robins AFB, Georgia
MCB Camp Pendleton, Kalifornia
Termin przezbrojenia
(kwartał/rok)
III/2010–II/2011
III/2013–II/2014
II/2012–I/2013
III/2014–II/2015
III/2015–II/2016
III/2016–III/2017*
IV/2017–III/2018
IV/2018–III/2019
I–III/2020
IV/2020–II/2021
* dywizjon używał sześciu AH-1Z do prób operacyjnych w okresie IV/2010–II/2011
głowców szturmowych przeznaczonych do
służby na pokładach okrętów desantowych.
Obecnie AH-1Z jest też jednym z kandydatów w trwającym w Polsce przetargu na
śmigłowce szturmowe dla Wojsk Lądowych
w ramach programu „Kruk”.
Konstrukcja
AH-1Z Viper jest dwusilnikowym dwumiejscowym śmigłowcem szturmowym
w klasycznym układzie konstrukcyjnym,
przeznaczonym do wykonywania szerokiego spektrum zadań na współczesnym polu
walki: bliskiego wsparcia, izolacji pola walki,
rozpoznania, koordynacji misji uderzeniowych i rozpoznawczych, wskazywania celów
oraz osłony działań sił lądowych w ramach
operacji ekspedycyjnych lub połączonych.
Może działać w każdych warunkach atmosferycznych, w dzień lub w nocy. Przewidywany czas eksploatacji wynosi 30 lat
przy średnim nalocie 222 godzin rocznie.
Projektowana wytrzymałość zmęczeniowa
konstrukcji wynosi co najmniej 10 tys. godzin. Zabezpieczenie antykorozyjne umożliwia eksploatację śmigłowca w warunkach
wysokiej wilgotności i zasolenia.
AH-1Z ma konstrukcję głównie ze stopów aluminium, ale najbardziej obciążone
elementy wykonano ze stali i tytanu Część
elementów konstrukcji i paneli pokry-
cia wykonano z kompozytów węglowych
i szklanych. Klimatyzowana kabina załogi
z fotelami w układzie tandem zakryta jest
osłoną ze szkła organicznego. Fotele są odporne na przeciążenia wzdłużne i pionowe
do 20g oraz boczne do 10g. Wsporniki płóz
podwozia wykonano z profili o przekroju
prostokątnym. Podwozie może wytrzymać
bez uszczerbku uderzenie o ziemię z prędkością pionową 3,66 m/s oraz pochłonąć
energię uderzenia przy prędkości pionowej
4,48 m/s. Przemieszczanie śmigłowca po
ziemi ułatwiają pomocnicze koła mocowane do płóz. Dodatkowa płoza na końcu
belki ogonowej zabezpiecza śmigło przed
uderzeniem łopat o ziemię.
Produkcja AH-1Z prowadzona jest w teksaskich zakładach Bell Helicopter w Fort
Worth (60%) i Amarillo (40%) przy udziale
licznych kooperantów. Kompletną kabinę
załogi produkuje i dostarcza firma Kaman
Aerospace, belkę ogonową – Aerospace
Industrial Development Corporation
(AIDC), różne elementy struktury płatowca – CPI Aero, zbiorniki paliwa – Amfuel
(Zodiac), zawór tankowania paliwa – BAE
Systems, podwozie i pompy paliwa –
Triumph Group, siłowniki hydrauliczne –
Woodward HTR, kompozytowe panele pokrycia i elementy konstrukcji – Composite
Solutions i Texstar (Hampson Aerospace),
okablowanie i elementy instalacji elektrycznej – Cherokee Nation Industries i Times
Microwave Systems, klimatyzację, rozrusznik, wentylatory i zawory – Honeywell,
maszt wirnika – Donlee Precision, panele
opancerzenia – Ceradyne, awionikę i elementy systemu samoobrony – Northrop
Grumman, systemy łączności i nawigacji
– Rockwell Collins i Honeywell, komputer
sterujący mapą terenu (Tactical Aircraft
Moving Map Capability, TAMMAC) –
Harris, elementy wyposażenia elektronicznego i systemu samoobrony – BAE Systems
i ATK Alliant Techsystems, głowicę elektrooptyczną – Lockheed Martin, silniki,
rozpraszacze spalin, mechanizm składania łopat wirnika i wieżyczkę strzelecką –
General Electric, system monitorowania
i diagnostyki stanu technicznego (Integrated
Mechanical Diagnostic Health & Usage
Management System, IMD HUMS) i pomocniczą jednostkę napędową (Auxiliary
Piloci AH-1Z w hełmach TopOwl [USMC]
ARMIA • 4 (78) KWIECIEŃ 2015 67
w powietrzu
Głowica elektrooptyczna AN/AAQ-30 Hawkeye (TSS)
z czujnikiem FLIR, kolorową kamerą CCD TV i laserowym
dalmierzem/wskaźnikkiem celów [Lockheed Martin]
Power Unit, APU) – UTC Aerospace,
przegrodę ogniową między silnikami –
Ducommun AeroStructures.
Awionika
Zintegrowany zestaw awioniki (Integrated
Avionics System, IAS), wspólny dla AH-1Z
i UH-1Y, został opracowany w koncernie
Northrop Grumman. Obejmuje on: kolorowe wyświetlacze w kabinach, automatyczny
system sterowania lotem (Automatic Flight Control System, AFCS) z czteroosiowym układem wspomagania stateczności
(ogólnym oraz w osi przechyleń, pochyleń
i odchyleń), zintegrowane systemy łączności i nawigacji, systemy zarządzania podwieszeniami (Station Control Units, SCU
i Stores Station Electronics, SSE). system
kierowania ogniem (Fire Control System,
FCS) oraz dwa zsynchronizowane komputery misji. Dzięki otwartej architekturze,
zapasowi mocy obliczeniowej komputerów
i planowanym upgrade’om oprogramowania, IAS może być rozbudowany w przyszłości o nowe urządzenia i funkcje.
Kabiny załogi zaprojektowano zgodnie
z ideą HOCAS (Hands on Collective and
Stick), co pozwala na obsługę najważniejszych systemów śmigłowca bez potrzeby
odrywania rąk od sterownicy i dźwigni
skoku ogólnego i mocy. Wyposażenie obu
kabin jest praktycznie identyczne i umożliwia pilotowanie śmigłowca oraz kierowanie uzbrojeniem zarówno z przedniej, jak
i z tylnej kabiny. Wszystkie informacje pilotażowo-nawigacyjne i taktyczne (w tym
ruchoma mapa terenu) prezentowane są na
wyświetlaczach ciekłokrystalicznych o wysokiej rozdzielczości produkcji Rockwell
Collins. W każdej kabinie znajdują się
dwa wyświetlacze wielofunkcyjne (Multi
68
Obraz z TSS wyświetlany na jednym z monitorów w kokpicie [Lockheed Martin]
Function Displays, MFD) o wymiarach
203×152 mm (8×6 cali) i jeden dwufunkcyjny (Dual Function Display, DFD)
o wymiarach 107×107 mm (4,2×4,2 cala).
Komunikacja z IAS odbywa się za pomocą
klawiatury. Załoga może korzystać z nahełmowego systemu celowania i zobrazowania (Helmet Mounted Sight and Display,
HMSD) Thales Avionics TopOwl.
Śmigłowiec wyposażony jest w dwie cyfrowe radiostacje Rockwell Collins AN/
ARC-210 z wbudowanym modułem kodowania transmisji w standardzie Have Quick
(Embedded Communication Security,
COMSEC) i zintegrowanym transponderem systemu identyfikacji swój-obcy
(Identification Friend or Foe, IFF) pracującym w trybach Mode 4, 5 i S (można też
zainstalować oddzielny transponder IFF
Raytheon AN/APX-100 lub BAE Systems
AN/APX-123), intercom Telephonics
C-11746B(V)3/ARC, zintegrowany system
nawigacji bezwładnościowej i satelitarnej
(Embedded GPS Inertial, EGI) Honeywell
CN-1689(V)2/ASN z wbudowanym radiowysokościomierzem, odbiornik taktycznej
nawigacji radiowej (TACAN) Rockwell
Collins AN/ARN-153(V)4 oraz automatyczny radionamiernik VHF/UHF Rockwell
Collins DF-301E.
Napęd
W śmigłowcach AH-1Z przebudowanych
z AH-1W pozostawiono silniki General
Electric T700-GE-401 o mocy trwałej po
1437 shp i mocy awaryjnej (One Engine
Inoperative, OEI) 1723 shp przez 2,5 min.
Maszyny produkowane od podstaw napędzane są ich nowszą i mocniejszą wersją
T700-GE-401C o mocy trwałej po 1546
shp i mocy awaryjnej (OEI) 1828 shp przez
2,5 min. Nowe silniki zostaną zamontowane także w śmigłowcach przebudowanych z AH-1W po wyczerpaniu resursu
obecnie używanych. Silniki wyposażone są
w elektroniczny układ sterowania (Digital
Electronic Control Unit, DECU), awaryjny
układ smarowania i instalację przeciwpożarową. Przedziały silników rozdzielone są
przegrodą ogniową wykonaną z tytanu. We
wlotach powietrza do silników znajdują się
wentylatory służące do oddzielania stałych
zanieczyszczeń (np. piasku, lodu). Na dyszach wylotowych zamontowano rozpraszacze spalin (Hover Infrared Suppression
System, HIRSS) służące do obniżania ich
temperatury, a tym samym zmniejszania
sygnatury cieplnej śmigłowca. Ponadto
wyloty spalin odchylono na zewnątrz, aby
uniknąć nagrzewania belki ogonowej, jak to
miało miejsce w AH-1W. Pierwszy egzemplarz AH-1Z z odchylonymi wylotami został oblatany w czerwcu 2004 roku. Rozruch
silników umożliwia pomocnicza jednostka
napędowa UTC Aerospace T-62T-40-1.
Silniki napędzają czterołopatowy wirnik
nośny o średnicy 14,63 m i czterołopatowe
śmigło ogonowe (sterujące) o średnicy 2,97
m. Wirnik ma bezprzegubową półsztywną
głowicę. Łopaty wirnika wykonane są głównie z kompozytów i zamocowane w głowicy
na łożyskach elastomerowych. Wyposażone
www.armia24.pl
LESZEK A. WIELICZKO Bell AH-1Z Viper
są w półautomatyczny mechanizm składania, w celu ułatwienia transportu i hangarowania na okrętach. Składanie i rozkładanie
łopat jest możliwe przy wietrze o prędkości
poziomej do 83,3 km/h z dowolnego kierunku. Głowicę i łopaty wirnika zaprojektowano tak, aby wytrzymały trafienie pociskiem
kal. 23 mm. W odróżnieniu od AH-1W
i UH-1N, w AH-1Z i UH-1Y zastosowano
pchające śmigło ogonowe, które umieszczono po lewej stronie belki ogonowej. Składa
się z dwóch dwułopatowych śmigieł osadzonych na wspólnym wale w niewielkiej
odległości od siebie. Ich łopaty także mają
konstrukcję kompozytową i zamocowane są
w głowicach na łożyskach elastomerowych.
Wewnętrzny zapas paliwa wynosi 1561
litrów (412 galonów) i mieści się w czterech
zbiornikach: dwóch w kadłubie (przednim
o pojemności 706 litrów i tylnym o pojemności 468,8 litra) i po jednym w każdym
skrzydle/wysięgniku na uzbrojenie (o pojemności 2×193,3 litra). Dzięki zastosowaniu
wewnętrznych elementów wzmacniających
zbiorniki mają dużą odporność na zgniecenie. Wyposażone są w integralne okładziny
samouszczelniające (zasklepiające przestrzelenie pociskiem kal. 12,7 mm) i instalację wypełniania gazem obojętnym (On Board Inert
Gas Generating System, OBIGGS). Paliwo
może być tankowane grawitacyjnie lub pod
ciśnieniem przez jeden wspólny zawór. Na
zaczepach zewnętrznych pod skrzydłami/
wysięgnikami można podwiesić maksymalnie cztery dodatkowe zbiorniki paliwa
o pojemności po 292 litry (77 galonów) lub
379 litrów (100 galonów), ewentualnie kombinację 2×292 i 2×379 litrów.
System kierowania ogniem
Do poszukiwania, wykrywania, lokalizacji,
identyfikacji i śledzenia celów oraz celowania i naprowadzania uzbrojenia służy stabilizowana głowica elektrooptyczna Lockheed
Martin AN/AAQ-30 Hawkeye (Target Sight
System, TSS), umieszczona w nosie kadłuba. W jej skład wchodzi czujnik termowizyjny trzeciej generacji (Forward Looking
Infrared, FLIR), kolorowa kamera CCD TV
i laserowy dalmierz/wskaźnik celów. Kontrakt na produkcję pierwszej partii 16 głowic TSS firma Lockheed Martin otrzymała
w marcu 2008 roku, a pierwszy egzemplarz
dostarczono USMC w czerwcu następnego roku. Wskazywanie celów i kierowanie
uzbrojeniem jest możliwe także za pomocą
celownika nahełmowego TopOwl.
Na początku XXI wieku firma Longbow
International (spółka Lockheed Martin
i Northrop Grumman) opracowała dla AH1Z (i AH-1W) radarowy system kierowania
ogniem (Fire Control Radar, FCR) Cobra
Jeden z prototypów AH-1Z w widoku z tyłu. Doskonale widać odchylone na zewnątrz wyloty spalin z silników, które
stały się standardem w maszynach seryjnych [NAVAIR]
Radar System (CRS). W jego skład wchodzi
radar AN/APG-78 (stosowany w śmigłowcach AH-64D/E Apache Longbow) i wyrzutnie M299 kierowanych przeciwpancernych
pocisków rakietowych AGM-114L Longbow
Hellfire, naprowadzanych radarem. W odróżnieniu od Apache’a, w którym radar zamontowany jest na maszcie nad wirnikiem,
w AH-1Z radar miał być umieszczony na
końcu jednego ze skrzydeł/wysięgników.
Radar zapewnia automatyczne poszukiwanie, wykrywanie, lokalizowanie, klasyfikowanie i określanie stopnia zagrożenia wielu
celów jednocześnie, zarówno na ziemi lub
na wodzie, jak i w powietrzu. Jego zasięg
w przypadku celów stacjonarnych wynosi
4 km, a celów ruchomych 8 km. Położenie
i parametry celów mogą być wyświetlane na
cyfrowej mapie i przekazywane do TTS (co
umożliwia użycie innych rodzajów uzbrojenia), ewentualnie przesyłane do innych
śmigłowców, samolotów albo naziemnych
stanowisk dowodzenia. Makietę radaru zaprezentowano po raz pierwszy na salonie
lotniczym Asian Aerospace w Singapurze
w lutym 2002 roku. Firma proponowała CRS zagranicznym klientom, chcącym
zakupić AH-1Z lub zmodernizować posiadane AH-1W. USMC nie wyraził bowiem
zainteresowania instalacją CRS w swoich
śmigłowcach.
Uzbrojenie
Stałe uzbrojenie AH-1Z tworzy trzylufowe
działko rotacyjne General Dynamics M197
kal. 20 mm, umieszczone w obrotowej wieżyczce General Electric A/A49E-7(V4) zainstalowanej pod przednią częścią kadłuba.
Działko ma szybkostrzelność około 650 strz./
min. Maksymalny zapas amunicji wynosi 750
nabojów, ale w typowych misjach bojowych
ładuje się 650 nabojów. Po wystrzeleniu
w trybie ciągłym 450 pocisków lufy muszą
być chłodzone przez co najmniej sześć minut. Działko może być naprowadzane na cel
za pośrednictwem głowicy elektrooptycznej
(TSS) lub celownika nahełmowego (HMSD).
Można je również zablokować w pozycji 0°
w azymucie (tj. z lufami skierowanymi do
przodu) – w takiej sytuacji pilot nakierowuje działko na cel ruchami całego śmigłowca.
Do podwieszania uzbrojenia służy sześć
węzłów umieszczonych na krótkich pomocniczych skrzydłach/wysięgnikach po
bokach kadłuba. Dwa skrajne węzły (nr 1
i 6), znajdujące się na końcach skrzydeł,
przeznaczone są do montowania wyrzutni
LAU-7/A kierowanych pocisków rakietoARMIA • 4 (78) KWIECIEŃ 2015 69
w powietrzu
wych powietrze-powietrze Raytheon AIM-9
Sidewinder naprowadzanych termicznie. Na
pozostałych węzłach (nr 2, 3, 4 i 5) można podwieszać cztery czteroprowadnicowe
wyrzutnie M272 kierowanych pocisków
rakietowych powietrze-ziemia Lockheed
Martin AGM-114 Hellfire naprowadzanych półaktywnie laserowo (maksymalnie
16 pocisków) albo cztery wyrzutnie niekierowanych pocisków rakietowych Mk
66 kal. 70 mm (Hydra-70). Pociski Hellfire
w zależności od wersji (typu głowicy) służą
do atakowania celów opancerzonych, okrętów, budynków, bunkrów, mostów i innych
obiektów. Rakiety niekierowane Mk 66
mogą być przenoszone w siedmioprowadnicowych wyrzutniach LAU-68D/A lub
19-prowadnicowych LAU-61C/A. Typowy
zestaw uzbrojenia podwieszanego w misjach
bliskiego wsparcia (Close Air Support, CAS)
tworzy osiem pocisków Hellfire i dwie wyrzutnie LAU-68 lub LAU-61. Ponadto AH1Z może przenosić flary oświetlające LUU2A/B, bomby zapalające Mk 77 albo bomby
ćwiczebne Mk 76, Mk 106 lub BDU-33D/B.
System samoobrony
Standardowy zestaw samoobrony tworzą
czujniki wykrywające promieniowanie radarowe (Radar Warning Receiver, RWR)
Northrop Grumman AN/APR-39B(V)2,
czujniki wykrywające lecące pociski rakietowe (Missile Warning System, MWS)
ATK Alliant Techsystems AN/AAR-47(V)2
z wbudowanym modułem wykrywającym
oświetlenie laserem (Laser Detecting Set,
LDS) oraz wyrzutnie flar i dipoli (Countermeasures Dispensing System, CMDS) BAE
Systems AN/ALE-47. W przypadku zastosowania starszej wersji AAR-47 (bez LDS)
można zamontować dedykowane czujniki
wykrywające oświetlenie laserem (Laser
Warning System, LWS) Goodrich AN/
AVR-2A. W latach 2014–2018 śmigłowce
USMC mają zostać wyposażone w system
zakłócania pocisków rakietowych naprowadzanych na podczerwień (Infrared Countermeasures System, IRCM) BAE Systems AN/
ALQ-144C. Opcjonalnie producent oferował możliwość instalacji zaawansowanego
systemu samoobrony ITT Industries AN/
ALQ-211 (Suite of Integrated Radio Frequency Countermeasures, SIFRC), służącego
do wykrywania i zakłócania źródeł promieniowania elektromagnetycznego (radarowego). ALQ-211 może być zintegrowany
z czujnikami MWS/LWS, systemem IRCM
oraz wyrzutniami flar i dipoli. Dane o wykrytych, zlokalizowanych i zidentyfikowanych źródłach zagrożeń mogą być w trybie
rzeczywistym przekazywane do naziemnych
stanowisk dowodzenia.
70
AH-1Z Viper z kompletem uzbrojenia podwieszanego: dwoma pociskami powietrze-powietrze AIM-9 Sidewinder,
dwiema czteroprowadnicowymi wyrzutniami pocisków powietrze-ziemia AGM-114 Hellfire i dwiema 19-prowadnicowymi wyrzutniami LAU-61C/A rakiet niekierowanych Mk 66 kal. 70 mm [NAVAIR]
Przyszłe modyfikacje
USMC planuje przystosować śmigłowce AH-1Z do przenoszenia w przyszłości
nowych typów uzbrojenia i wyposażenia
elektronicznego. Już w tym roku mają zostać wprowadzone kierowane pociski rakietowe APKWS (Advanced Precision Kill
Weapons System), czyli wyposażone w laserowe głowice naprowadzające rakiety kal.
70 mm, przenoszone w 19-prowadnicowych
wyrzutniach LAU-61G/A. W 2019 roku do
uzbrojenia AH-1Z mają trafić nowe kierowane pociski rakietowe powietrze-ziemia
JAGM (Joint Air to Ground Missile). Także
dotychczasowe pociski Sidewinder mają być
zastąpione najnowszą wersją AIM-9X.
Począwszy od 2018 roku śmigłowce mają
stopniowo otrzymywać nowe elementy
systemu samoobrony (RWR, MWS, LWS,
CMDS, IRCM) zgodnie z koncepcją tzw. zintegrowanego wyposażenia przeżywalności
samolotów (Integrated Aircraft Survivability
Equipment, IASE). Wśród nich będzie m.in.
system ostrzegania o zagrożeniach nowej
generacji (Joint Allied Threat Awareness
System, JATAS), który zastąpi używany
obecnie AN/AAR-47, a także najnowszy system zakłócania w podczerwieni (Common
Infrared Countermeasures, CIRCM).
Ponadto AH-1Z mają zostać przystosowane do przenoszenia zasobnika walki elektronicznej (Electronic Warfare, EW) AN/
ALQ-231(V)1 Intrepid Tiger II na jednym
z węzłów na końcach skrzydeł/wysięgników.
W celu lepszego przystosowania śmigłowca do działań w środowisku sieciocentrycznym, awionika ma być rozbudowana
o łącze wymiany danych taktycznych o dużej przepustowości w standardzie Link 16
(Common Data Link, CDL), umożliwiające wysyłanie i odbieranie dużych ilości
informacji w czasie rzeczywistym (w tym
filmów) do/z bezpilotowców lub naziemnych stanowisk dowodzenia, a także cyfrowy system wymiany danych w misjach
bliskiego wsparcia (Digitally Aided Close
Air Support, DaCAS). AH-1Z mają też być
włączone do wspólnej platformy zobrazowania sytuacji na polu walki (Joint Battle
Command – Platform, JBC-P).
n
Leszek A. Wieliczko
Publicysta specjalizujący się w tematyce lotniczej, zwłaszcza
lotnictwa wojskowego.
www.armia24.pl
LESZEK A. WIELICZKO Bell AH-1Z Viper
thalesgroup.com/naval
Rozwiązania dla sektora morskiego
Wypełniamy wszystkie ważne zadania
MISJE HUMANITARNE
Koordynacja pomocy dla obszarów objętych
katastrofami i klęskami żywiołowymi, procedury
ewakuacji, poszukiwań i akcji ratunkowych.
OPERACJE MILITARNE
Wspieranie operacji specjalnych i lądowych,
obrony przeciwrakietowej i przeciwlotniczej.
KONTROLOWANIE SYTUACJI NA MORZU
Utrzymywanie spójności terytorialnej oraz
świadomości sytuacyjnej na odpowiednim poziomie.
WYZWANIA STOJĄCE PRZED SŁUŻBAMI CELNYMI I STRAŻĄ GRANICZNĄ
Zwalczanie przemytu narkotyków, operacje antyterrorystyczne, zagrożenia związane z
nielegalną imigracją, zwalczanie kontrabandy.
Bezpieczeństwo na morzu wymaga codziennego podejmowania tysięcy
kluczowych decyzji. Firma Thales znajduje się w ich centrum. Nasze radary i
sonary, systemy przeciwpożarowe, rozwiązania C4ISR, programy integracji
dużych systemów i modernizacji okrętów wojennych wyposażone są w
inteligentne, zintegrowane technologie – jedne z najlepszych na świecie. Ufają
im i korzystają z nich marynarki wojenne z ponad 50 krajów. Oferowane
przez nas informacje i kontrola umożliwiają podejmowanie decyzji odnośnie
najbardziej skutecznego reagowania w środowiskach mających znaczenie
krytyczne. Wszędzie, wspólnie z naszymi klientami zmieniamy świat na lepsze.
w powietrzu
Joint Air Task Force
Włoskie Siły
Powietrzne
w Afganistanie
72
www.armia24.pl
MQ-9A podczas prac obsługowych, sylwetki
ludzkie oddają rozmiary bezzałogowca
Po powrocie do Włoch samolotów AMX z Task Group „Black
Cats”, obecność Aeronautica
Militare w Afganistanie przybrała inny kształt. Poniżej
przedstawiamy rozmowę z dowódcą JATF (Joint Air Task Force – Połączonych Lotniczych
Sił Zadaniowych) i relację z wizyty, którą złożyliśmy lotnikom
nadal służącym w Afganistanie.
Gian Carlo Vecchi
W
trakcie naszej ponownej wizyty
w Afganistanie chcieliśmy przyjrzeć się bliżej reorganizacji JATF
po powrocie do Włoch Task Group „Black
Cats”. Podczas kilkuletniej służby w Afganistanie załogi samolotów AMX należących
do 32° Stormo (32. Skrzydło) z bazy Amendola i 51° Stormo (51. Skrzydło) z Istrany
wykonały ponad 3500 lotów bojowych
i spędziły w powietrzu 10 000 godzin, wykonując około 7500 postawionych im zadań.
W bazie Herat mieliśmy okazję rozmawiać
z dowódcą komponentu płk. Michele Morelli, który przedstawił nam bilans działalności
bojowej „Black Cats” i opisał obecną strukturę organizacji, którą dowodzi.
Pułkownik Michele
Morelli o JATF
1 lipca 2014 roku struktura JATF uległa zmianie
po powrocie do Włoch
samolotów AMX należących do „Black Cats”.
Obecnie w skład JATF
wchodzą dwie grupy
zadaniowe: Task Group
„Astore” wyposażona
w nowe UCAV MQ-9A
(Unmanned Combat
Aerial Vehicle – bojowe
bezzałogowe statki latające), które w styczniu
osiągnęły status FOC
(Full Operational Capability – Pełna Zdolność Operacyjna) i Task Group „Albatros”
użytkująca samoloty C-130J i EC-27J JEDI
(Jamming and Electronic Defense Instrumentation – Urządzenia Zakłócania i Obrony Elektronicznej). Poza tym w skład JATF
wchodzi także komórka wywiadu i sekcja
walki elektronicznej. Całość nie podlega już
ARMIA • 4 (78) KWIECIEŃ 2015 73
w powietrzu
MQ-9A zastąpił we włoskiej
służbie wykorzystywane
wcześniej mniejsze MQ-1C
Alpha Plus
Napęd MQ-9A stanowi silnik turbośmigłowy Honeywell
TPE 331-10T o mocy 900 shp (moc na wale w KM)
Bezzałogowiec MQ-9A nosi we włoskiej służbie nazwę Predator B, choć
powszechnie MQ-9 znane są pod nazwą Reaper
74
www.armia24.pl
Gian Carlo Vecchi Włoskie Siły Powietrzne w Afganistanie
Duży ruch na lotnisku w Heracie, które Task Force „Astore” dzieli z innymi maszynami, jak ten komercyjny Airbus A319-100 afgańskich linii lotniczych Safi Airways
dowództwu Regional Command – West (RC-W), które
przekształciło się 16 lipca
w Train Advise and Assist
Command – West, ale jest
bezpośrednio przyporządkowane ISAF Joint Command
(IJC – Połączone Dowództwo ISAF) w Kabulu. Za pośrednictwem IJC wykonujemy zadania
na rzecz wszystkich sił ISAF operujących na
terenie całego Afganistanu.
Komponent czterech samolotów AMX
wraz z personelem latającym i naziemnym
(około stuosobowy zespół techników różnych specjalności) opuścił już Afganistan.
W trakcie swej obecności w rejonie działań
wojennych załogi AMX wykonywały dwa
rodzaje misji: neutralizację celów znajdujących się w trudno dostępnych rejonach,
a także niszczenie celów trudnych do wykrycia i „podświetlenia”. Te ostatnie wymagały
wspólnych działań dwóch różnych rodzajów
statków powietrznych – AMX i MQ-9A. Te
wyjątkowo złożone zadania obejmowały
niszczenie przekaźników radiowych wskazywanych przez wywiad w oparciu o zdjęcia
wysokiej rozdzielczości dostarczane przez
Predatory B (inne oznaczenie bezzałogowca znanego szerzej jako Reaper – red.).
Wszystkie misje tego typu kończyły się
pełnym sukcesem, co jest potwierdzeniem
skuteczności przyjętej przez nas taktyki. U
podstaw powodzenia tego rodzaju zadań leżała pełna synergia pomiędzy wyposażeniem
samolotów AMX i sensorami aparatów MQ9A, które pozwalały na dokładną lokalizację
celów nawet w najtrudniejszych warunkach
terenowych i przy mało korzystnym naturalnym oświetleniu. Szczególną wagę miały
tu możliwości operacyjne aparatów MQ-9A,
Pochodzący do lądowania włoski bsl MQ-9A, okna głowicy optoelektronicznej celowo zretuszowane
MQ-9A przelatuje nisko z wypuszczonym podwoziem
ARMIA • 4 (78) KWIECIEŃ 2015 75
w powietrzu
Konsole operatorskie stacji naziemnej bezzałogowców MQ-9A
Flaga upamiętniająca rekordowo długą misję bezzałogowego MQ-1C, który w kwietniu 2013 r. nieprzerwanie przebywał w powietrzu niemal 26 godzin i 43 minuty
Włoskie MQ-9A przede wszystkim rozpoznawały sytuację z powietrza, zapewniały wsparcie rozpoznawcze dla
włoskich jednostek naziemnych oraz wyszukiwały i wskazywały cele następnie atakowane przez samoloty AMX
które nie tylko umożliwiają długotrwałe
przebywanie w rejonie celu, ale mogą również nadlatywać nad cel z dowolnego kierunku, zapewniając jego ciągłą obserwację pod
najlepszym możliwym kątem.
Chciałbym podkreślić, że załogi samolotów AMX miały jeszcze inny, nie mniej
ważny powód do dumy. Otóż wszystkie wykonane przez nich zadania bojowe obyły się
przestrzegania zasad prowadzenia działań
bojowych.
W trakcie trwania misji załogi i samoloty
„Black Cats” były w ciągłej rotacji. Trafiało
tu wielu młodych, świetnie wyszkolonych
członków personelu latającego i specjalistów obsługi naziemnej. Myślę, że służba
w Afganistanie była dla nich ważnym doświadczeniem, szczególnie ze względu na
bez zniszczeń i strat wśród ludności cywilnej. Dotyczy to zresztą nie tylko komponentu AMX, ale wszystkich działań lotnictwa
Włoch w Afganistanie. Potwierdzeniem tego
niech będą słowa gen. Johna K. McMullena,
amerykańskiego dowódcy sił powietrznych
NATO, które napisał w odniesieniu do włoskich pilotów samolotów AMX: Wspaniały
dowód skuteczności, niezawodności i ścisłego
AMX w locie nad Afganistanem. Zaletą tych maszyn jest możliwość uzupełniania paliwa w locie
76
www.armia24.pl
www.wb.com.pl
ul. Poznańska 129/133, 05-850 Ożarów Mazowiecki, tel.: +48 22 731 25 00, fax: +48 22 731 25 01, e-mail: [email protected]
w powietrzu
Włoskie samoloty AMX oprócz uzbrojenia podwieszanego
pod skrzydłami dysponują 6-lufowym działkiem rotacyjnym
M61A1 Vulcan kal. 20 mm, dobrze widocznym z tego ujęcia
Szturmowy AMX podczas misji
bojowej. Widać parę bomb
kierowanych Elbit Opher pod
skrzydłami oraz zasobnik celowniczy
Rafael Litening pod kadłubem
Włoskie AMX opuściły
Afganistan przed lipcem
2014 r.
78
fakt, że wszystkie loty bojowe samolotów
AMX wykonywane były w składzie pary, co
dawało młodym pilotom okazję do nauki od
ich bardziej doświadczonych kolegów.
Fakt, że młodzi lotnicy poradzili sobie
w trudnych warunkach operacyjnych, świadczy o tym, że przyjęte założenia szkoleniowe
były słuszne i skutkowały płynnym i systematycznym wzrostem poziomu wyszkolenia załóg. Niewątpliwie ciąg dalszy procesu nastąpi
we Włoszech, gdzie lekcje płynące z operacji
bojowych w Afganistanie zostaną odpowiednio wykorzystane do dalszego podnoszenia
kwalifikacji personelu latającego i udoskonalania programów szkoleniowych.
AMX świetnie nadaje się do wykonywania zadań w warunkach panujących
w Afganistanie. Samolot może pozostać
w powietrzu dość długo, co ma duże znaczenie w warunkach szybko zmieniającej
się sytuacji taktycznej. Dzięki niskiemu
zużyciu paliwa samolot może wykonywać
stosunkowo długie misje, a dzięki zyskaniu
możliwości tankowania w powietrzu czas
patrolowania wydłużył się nawet do czterech
– pięciu godzin.
Działania bojowe samolotów AMX
w Afganistanie potwierdzają słuszność decyzji podjętych przez dowództwo Aeronautica
Militare, zarówno w dziedzinie wyboru rodzajów uzbrojenia, jak i w kwestii szkolenia
personelu. Fakt, że w ciągu wielu lat z powodzeniem wykonywaliśmy loty bojowe na
www.armia24.pl
Gian Carlo Vecchi Włoskie Siły Powietrzne w Afganistanie
Samolot walki radioelektronicznej EC-27J JEDI – z przyczyn kontrwywiadowczych przód samolotu został zretuszowany, by ukryć owiewki wyposażenia zadaniowego
rzecz sił włoskich, wojsk ISAF i armii afgańskiej, wypełniając postawione przed nami
zadania z precyzją i przestrzegając zasad
prowadzenia działań bojowych, jest świadectwem skuteczności operacyjnej Aeronautica
Militare i pokazuje wagę lotnictwa taktycznego na współczesnym polu walki, szczególnie
w tak trudnych warunkach, jak te panujące
w Afganistanie. Będzie nam bardzo brakowało naszych AMX, ale misja lotnictwa włoskiego w Afganistanie musi trwać dalej.
Jeśli chodzi o Task Group „Albatros”, to jej
zadaniem jest transport sprzętu i personelu.
Obecnie wykorzystujemy w tym celu samoloty C-130J, które świetnie wypełniają swoje
zadania. Niewykluczone, że w przyszłości
etat „Albatrosa” zostanie zwiększony. Nasza
misja w tym względzie jest precyzyjnie
określona do końca roku 2014, a co będzie
później, zależy od polityków. Nasze C-130J
pełnią bardzo istotną rolę, umożliwiając
utrzymanie mostu powietrznego, a poza
tym świetnie sprawdzają się w warunkach
ciągłych zmian (często w ostatniej chwili)
stawianych załogom zadań.
Czy mógłby pan powiedzieć nam kilka słów
o samolotach EC-27J JEDI, choć jest to przecież
w dużej mierze kwestia niejawna.
Rzeczywiście, samoloty te, z uwagi na swą
specyfikę, objęte są klauzulą niejawności.
EC-27J JEDI dysponuje aparatura umożliwiającą walkę elektroniczną, a więc na przykład zakłócanie pracy pewnych urządzeń
naziemnych. Dzięki tym platformom Task
Force „Albatros” skutecznie wspiera działania sił lądowych poprzez zakłócanie komunikacji radiowej wroga, a także prowadzenie
działań C-IED (Counter-IED) czy PSYOPS
(Psychological Operations) w ramach Operation Broadcast. Tego typu misje mają wielką wagę, gdyż jak powszechnie wiadomo,
skuteczność działań bojowych opiera się na
komunikacji. Talibowie utrzymują łączność
radiową w oparciu o sieć przekaźników (tzw.
„repeaters”) umieszczonych na szczytach
wzgórz. Czasami tego typu cele niszczone
są fizycznie (tzw. „hard kill”) przy użyciu
Jak widać, część z włoskich C-130J może tankować paliwo w locie
choćby samolotów AMX. W innych wypadkach wystarczy ich czasowe zakłócenie lub
unieszkodliwienie drogą elektroniczną (tzw.
„soft kill”) przy użyciu aparatury zainstalowanej na pokładzie EC-27J JEDI.
Podsumowując, JATF, pomimo straty
Task Group „Black Cats”, działa nadal, dostosowując się do nowych zadań wynikających z natury misji Train Advise Assist.
Jestem bardzo zadowolony z wyników naszej dotychczasowej służby. Personel jest
wysoce zmotywowany i bardzo oddany
swym maszynom, które traktowane są niemal jak żywe istoty. Wszyscy czerpiemy wiele osobistej dumy ze skuteczności naszych
działań, a ich efekty dobrze świadczą o całej
organizacji.
Jako dowódca jestem bardzo zadowolony,
mając tak świetnie wyszkolonych podwładnych, którzy potrafią sprostać najtrudniejszym warunkom. Jestem dumny z dowodzenia tą jednostką i dołożę wszelkich starań,
aby działania JATF nadal przynosiły znakomite rezultaty.
Task Group „Astore”
Dalszą część naszej wizyty w Herat poświęcamy zapoznaniu się z Task Force „Astore”.
Po przywitaniu z dowódcą jednostki, mjr.
M. S., mamy okazję odwiedzić strefę operacyjną, gdzie właśnie trwają prace obsługowe prowadzone przez trzech techników
sił powietrznych. Niestety, wszystko, co
dzieje się w strefie operacyjnej, objęte jest
klauzulą niejawności, więc obowiązuje nas
zakaz rozmowy i robienia zdjęć. Następnie
odwiedzamy salę odpraw, gdzie trwa właśnie briefing przed kolejną misją. Także i tu
nie wolno robić zdjęć. W końcu przechodzimy do „czystej” strefy, gdzie możemy zadać
kilka pytań dowódcy Task Group „Astore”.
Co zmieniło się od stycznia 2014 r., a więc od
czasu wejścia do służby MQ-9A Reaper?
„W porównaniu z poprzednią wersją samolotu charakter misji Task Force „Astore” nie
uległ zmianie. Nasza obecność w Afganistanie trwa od maja 2007 roku. Do stycznia 2014
roku użytkowaliśmy aparaty MQ-1C Alpha
Plus, które od 17 stycznia zastąpione zostały przez Predatory B. Oczywiście znacząco
poprawiły się osiągi maszyn, szczególnie
jeśli chodzi o prędkość i pułap operacyjny.
Ponadto obecnie otrzymujemy zadania bezpośrednio z ISAF Joint Command w Kabulu.
Nowe maszyny wyposażone są w sensory o wysokiej rozdzielczości, dzięki czemu
otrzymujemy obraz wideo o większej niż
ARMIA • 4 (78) KWIECIEŃ 2015 79
w powietrzu
Nocne lądowanie z perspektywy kabiny pilotów KC-767A
poprzednio ostrości i bogatszy w szczegóły.
To z kolei pozwala nam na operowanie na
większych wysokościach bez straty w jakości obrazu. Maszyny napędzane są silnikami
turbośmigłowymi, co pozwoliło nam dwukrotnie skrócić czas dolotu w rejon celu
i wydłużyć czas przebywania nad nim.
Nowe samoloty mogą również wykonywać zadanie w niesprzyjających warunkach
atmosferycznych, a więc podczas opadów
deszczu lub śniegu czy w warunkach oblodzenia. Poza tym Predatory B, w odróżnieniu od poprzednich modeli, wyposażone są
w stację radiolokacyjną typu SAR (Synthetic
Aperture Radar – radar z aperturą syntetyczną) umożliwiającą tworzenie obrazów
radarowych terenu, dzięki czemu nasi analitycy zyskują dodatkowe źródło informacji.”
Kto i w jaki sposób stawia wam zadania?
Działamy, jak to się żargonowo mówi, „na
zlecenie klienta”, który potrzebuje w danym
momencie wsparcia ISR (Intelligence, Surveillance, Reconnaissance – wywiad, dozór, rozpoznanie). Bezzałogowe samoloty
MQ-9A są więc dla sił koalicyjnych i armii
afgańskiej „okiem na niebie”. Dzięki swej
skuteczności, elastyczności i zaawansowa-
nym technologicznie sensorom maszyny
te doskonale wypełniają zadania typu ISR.
Samoloty sterowane są zdalnie przez załogę
składającą się z pilota, operatora sensorów,
oficera monitorującego i analityka. Zobrazowanie i wszelkie inne dane zbierane są
z wysokości ponad 13 000 metrów i przekazywane na ziemię w czasie rzeczywistym.
MQ-9A może przebywać w powietrzu ponad dwadzieścia godzin, a więc niejednokrotnie jest głównym graczem w rejonie
celu. Ponadto istnieje możliwość przekazywania parametrów zadania pomiędzy dwoma Predatorami B lub pomiędzy Predatorem B a platformą CAS (Close Air Support
– bliskie wsparcie powietrzne).
Ostatnim punktem naszej wizyty są odwiedziny siedziby Task Group „Albatros”
wyposażonej w samoloty C-130J i EC-27J
JEDI należące do 46ª Brigata Aerea z Pizy.
Mówi dowódca Grupy, mjr. M. Z.: Oba typy
samolotów użytkujemy już od kilku lat.
C-130J wykorzystywany jest jako środek
transportu powietrznego, zaś załogi maszyn EC-27J JEDI wykonują zadania walki
elektronicznej.
Działalność „Albatrosa” w Afganistanie
ma ogromne znaczenie. Najlepiej świadczą
o tym liczby: w ciągu swej obecności w teatrze działań samoloty Grupy przewiozły
95 000 osób i 17 000 ton ładunków. Dzięki
zrzutom powietrznym możliwe stało się dostarczenie zaopatrzenia w rejony uprzednio
niedostępne. Poza statystykami, jak twierdzi dowódca Grupy, liczy się także wymiar
operacyjny i ludzki. Personel Grupy jest
świetnie zgrany i zaprawiony w działaniu
w trudnych warunkach afgańskiego pola
walki. Moim zadaniem jako dowódcy jest
koordynacja działań poszczególnych „dusz”
mojej organizacji, którzy co do jednego są
wysokiej klasy profesjonalistami. Jeśli chodzi o same samoloty, to jest to „towar z górnej półki”, zarówno pod względem awioniki,
jak i udźwigu.
Niestety, nie pozwolono nam sfotografować samolotów EC27-J JEDI z uwagi na
tajemnice otaczającą zainstalowane na ich
pokładach systemy i urządzenia. Mogliśmy
jednak obserwować maszyny w trakcie kołowania i startu, co pozwoliło nam ocenić,
jak bardzo różnią się one od bliźniaczych
C-27J. Jedyne zdjęcie, które pozwolono nam
wykonać nie ujawnia tych szczegółów konn
strukcyjnych.
Przekład Piotr Kolasa
Autor pragnie podziękować Szefowi Sztabu
Generalnego Włoskich Sił Zbrojnych gen.
Pasquale Preziosa, płk. Urbano Floreani z Biura
Prasowego Sił Zbrojnych w Rzymie, płk. Michele
Morelli i personelowi JTAF za pomoc okazaną
w trakcie pracy nad tym artykułem.
The author wishes to thank the Stato Maggiore
Difesa, Italian Army Chief of Staff Gen Pasquale
Preziosa, Chief press office in Roma Col. Urbano
Floreani, Col. Michele Morelli, the pilots of the
personnel for making this report possible.
Gian Carlo Vecchi
Fotoreporter specjalizujący się w aerofotografii, zawodowo związany z Red Bull Italia i przez wiele lat
z jedną z czołowych agencji prasowych w Rzymie.
Autor ekskluzywnych fotoreportaży tworzonych
za zgodą Włoskich Sił Zbrojnych. Latał odrzutowcami, m.in. EF Typhoon, TAV-8B, MB-339 oraz
wieloma śmigłowcami
JATF dysponuje własnymi powietrznymi tankowcami KC-767A, które służą
też jako maszyny transportowe do przewozu ludzi i ładunków
80
www.armia24.pl
Historia Militaris
Kadry z historii 88. pułku artylerii przeciwlotniczej
Żołnierze z misiem
Rozpoczynamy nową serię materiałów opartych o fotografie z prywatnych albumów przedstawiające żołnierzy Wojska Polskiego na różnych etapach jego historii. Jako pierwszym swymi zbiorami
pochwalił się nam Pan Piotr Bańka z Koszalina, w którego archiwum dotyczącym dziejów tego
miasta znalazło się kilka zdjęć przedstawiających żołnierzy 88. pułku artylerii przeciwlotniczej
wykonanych w latach pięćdziesiątych ubiegłego stulecia.
Łukasz Gładysiak
G
eneza 88. pułku artylerii przeciwlotniczej sięgała lata 1944 roku, kiedy
to w rejonie Siedlec zaczęto tworzyć
zręby 4. Dywizji Artylerii Przeciwlotniczej Wojska Polskiego.
W jej ramach utworzony został
83. paplot, który podczas drugiej wojny światowej uczestniczył w działaniach bojowych
między innymi w okolicach
miejsca utworzenia, pod Warszawą i Poznaniem. Bezwarunkowa kapitulacja III Rzeszy zastała zgrupowanie dowodzone
82
przez podpułkownika Pietrulewicza właśnie w stolicy Wielkopolski. W tym czasie
podstawę uzbrojenia jednostki stanowiły
radzieckie działa przeciwlotnicze 85 mm
wz. 1939.
Pierwszej powojennej jesieni 4. DAPlot
została rozformowana, a 83. pułk, opatrzony już numerem 88, dotarł dyslokowano
do Gdyni-Orłowa. W 1946 r. baterie przeciwlotnicze przeniesiono do Unieścia pod
Koszalinem oraz, dwa lata
później, do samego niegdysiejszego miasta Köslin.
W 1957 r. zgrupowanie
przeformowano w 88.
dywizjon artylerii przeciwlotniczej w składzie 8.
Defilada 88. pułku artylerii przeciwlotniczej na ul. Zwycięstwa w Koszalinie. Początek lat pięćdziesiątych
www.armia24.pl
Żołnierze 88. pułku artylerii przeciwlotniczej pozują do
pamiątkowej fotografii przy ul. Zwycięstwa w Koszalinie.
Wszyscy uzbrojeni są w pistolety maszynowe PPS wz.
1943; na głowach widoczne charakterystyczne, okrągłe
czapki garnizonowe wprowadzone w Wojsku Polskim na
początku lat pięćdziesiątych
Drezdeńskiej Dywizji Zmechanizowanej.
Jego kadry posłużyły też jako trzon utworzonej na początku lat pięćdziesiątych 16.
Dywizji Artylerii Przeciwlotniczej.
Na prezentowanych zdjęciach uwiecznieni zostali żołnierze 88. paplot podczas
stacjonowania w Koszalinie. Osoby znające
topografię tego miasta bez trudu rozpoznają
charakterystyczne budynki koszarowe przy
dzisiejszej ul. 4 marca, zajmowane obecnie
przez stanowiący od 2013 r. element 12.
Szczecińskiej Dywizji Zmechanizowanej
im. Bolesława III Krzywoustego, 8. Pułk
Przeciwlotniczy – spadkobiercę tradycji
opisywanego zgrupowania.
n
Źródło zdjęć: Zbiory Piotra Bańki
R
Żołnierze 88. pułku artylerii przeciwlotniczej na zdjęciach wykonanych w sąsiedztwie koszar jednostki (dzisiejsze
koszary 8. PPlot) przy ul. 4 marca w Koszalinie. Pierwotnie, ten wzniesiony w połowie lat trzydziestych kompleks
wykorzystywany był przez pododdziały niemieckiej 32. Dywizji Piechoty
EKLA
M
A
Historia nabiera życia dopiero wtedy, gdy stwarzamy dla niej miejsce we własnej świadomości.
John Maxwell Coetzee
za linią wroga
Konferencja popularnonaukowa
poświęcona przeszłości lotnictwa
z cyklu „HISTORIA SKRZYDŁAMI MALOWANA”
pod patronatem Prezydenta Koszalina
zapraszają :
16 maja 2015 r. w godz. 11.00–19.00
w Koszalińskiej Bibliotece Publicznej, plac Polonii 1
Konferencja została objęta patronatem
Historia Militaris
Artyleryjska rodzina
Działa samobieżne
M107 i M110
Marcin Łuczak
M110A1. Zwraca uwagę pozbawiona hamulca wylotowego,
wydłużona lufa zamontowanej na wozie haubicy [Fot. US Army]
C
ztery lata po wystąpieniu generała
Grovesa pojawił się kolejny wymóg
– jako że amerykańska armia stała
przed groźbą walk z przeciwnikiem przewyższającym ją liczebnie, konieczne stało
się posiadanie wyraźnej przewagi w sile
ognia. Ta ostatnia oznaczać miała nie tylko zasięg ostrzału większy od tego osiąganego przez sprzęt przeciwnika – równie
pożądany między innymi miał być wysoki
kąt podniesienia, umożliwiający łatwiejsze
rażenie przeciwnika ukrytego chociażby
na przeciwstoku. W takiej sytuacji wymóg
zapewnienia 360-stopniowego kąta ostrzału w poziomie jawi się jako oczywistość1.
W sierpniu 1955 roku konferencja Questionmark IV (konfrontująca wojskowych
i przedstawicieli przemysłu zbrojeniowego)
dopisała do listy wymogów kolejny punkt
– tym razem była to zdolność do łatwego
przerzutu za pomocą lotnictwa transportowego2. Docelowo wymóg ten miał objąć jak
najwięcej typów uzbrojenia. Dla artylerii był
to wymóg szczególnie ważny – dotychczas
opracowane typy dział samobieżnych, jak
np. M53 oraz M55, bazowały ściśle na podzespołach ówcześnie użytkowanych czołgów
średnich bądź lekkich i jako takie niemal nie
ustępowały im pod względem masy i gabarytów. To oczywiście poważnie utrudniało
ich transport na pokładzie samolotu. Nie był
to jedyny problem tych wzorów uzbrojenia
– konstruowano je, bazując jeszcze na doświadczeniach II wojny światowej i niedawno zakończonego konfliktu na Półwyspie
Koreańskim. W opinii niektórych oficerów
żaden z nowych systemów nie nadawał się
do działania na „zatomizowanym” polu walki i żadne modyfikacje nie były w stanie tego
w pełni umożliwić. Podobnie wypowiadano
się o majaczących jeszcze gdzieś daleko na
horyzoncie samobieżnych haubicach kal.
110 i 156 mm3. Działa holowane, świetnie
nadające się do przerzutu drogą powietrzną,
nie spełniały z kolei wymogu dużej mobilności.
84
Na powstaniu tych dwóch, szerzej w Polsce nieznanych, typów
sprzętu odcisnęła swoje silne piętno nabierająca w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku prędkości swoista „atomizacja” pola
walki. Rozwój i upowszechnienie broni jądrowej wymusiły na
sztabowcach wszystkich liczących się armii zmiany, dotyczące zarówno organizacji, taktyki, jak i sprzętu. Już w roku 1950
amerykański generał Leslie R. Groves zarekomendował duże
rozproszenie sił jako najlepszy sposób na przetrwanie wymiany atomowych ciosów. Pomysł ten w ciągu paru kolejnych lat
znalazł uznanie w oczach wielu przedstawicieli amerykańskiej
generalicji. Rozproszone w terenie oddziały miały być zdolne
do szybkiej koncentracji i równie szybkiego ponownego rozproszenia. Potrzebna do tego była duża mobilność.
www.armia24.pl
Działo samobieżne T245. Z dalszego rozwoju tego pojazdu ostatecznie zrezygnowano. Na tym zdjęciu ponad dziesięciometrowa lufa „załapała się” w całości w kadr. Znacznie
Doskonale widoczna wczesna konfiguracja kadłuba z łącznie dwunastoma otworami wystająca do przodu armatnia lufa bynajmniej nie ułatwiała manewrowania w trudnym
terenie [Fot. US Army]
wydechowymi [Fot. US Army]
Kolejne ujęcie M107. Tutaj, oprócz imponująco długiej w porównaniu z podwoziem
lufy, bardzo rzuca się w oczy ostateczna
konfiguracja otworów wydechowych
[Fot. US Army]
W styczniu następnego roku
na spotkaniu, na którym obecny
był między innymi ówczesny Szef
Uzbrojenia (Chief of Ordnance)
generał Emerson L. Cummings,
przystąpiono do formułowania
wymagań projektowych, które spełniać powinien nowy sprzęt dla artylerii. Podobne
spotkanie odbyło się niecałe dziewięć miesięcy później, w siedzibie koncernu Paccar
(Pacific Car and Foundry) – znanego amerykańskiego potentata rynku motoryzacyjnego i hutniczego. Wynikiem obu tych
spotkań było przyznanie firmie Paccar
kontraktu na opracowanie rodziny pojazdów, w skład której wchodzić miały wozy
uzbrojone w działa kalibrów 155 i 175 mm
oraz haubice kal. 203mm. Na tym etapie
otrzymały one stosowne oznaczenia T245,
T235 oraz T236. Cała rodzina korzystać
miała z jednego, opracowanego od podstaw,
w pełni gąsienicowego nośnika. Zerwał on
z zapoczątkowaną jeszcze w trakcie II wojny tradycją opierania artylerii samobieżnej
dużego kalibru na podwoziach czołgowych.
Podpisany z Paccarem kontrakt obligował
tę firmę także do budowy sześciu pojazdów
prototypowych – jednej sztuki T245, dwóch
T235 oraz trzech T236. Prosto z fabryki trafiły one na próby, które odbywały się między
innymi w Fort Knox. Zakończyły się one do
marca 1961 roku. W trakcie etapu testowego
zrezygnowano całkowicie z dalszego rozwoju wozu T245.
Budowa prototypów
Sercem nowego nośnika był początkowo
ośmiocylindrowy silnik benzynowy Continental AOI-628-34 o mocy maksymalnej
340 KM przy 3200 obr./min, zblokowany
z układem transmisji produkcji firmy Allison
XTG-410-2. W roku 1959 zrezygnowano jed-
Samobieżna haubica M110 „pozuje” do zdjęcia przy maksymalnie podniesionej lufie. Widoczny także częściowo
opuszczony lemiesz [Fot. US Army]
nak z napędu agregatem benzynowym – jego
miejsce zajął diesel produkcji firmy General
Motors, model 8V71T o mocy maksymalnej
405 KM przy 2300 obr./min5. Niejako przy
okazji został on połączony ze zmodyfikowaną transmisją, oznaczoną jako XTG-411-26.
Wozy napędzane silnikiem diesla otrzymały
oznaczenie wzbogacone o sufiks E1. Układ
napędowy umieszczono w przedniej części
kadłuba, po jej prawej stronie. Po prawej
stronie umieszczono też układ wydechowy,
składający się z dwunastu (ośmiu na pojazdach seryjnych) otworów odprowadzających
spaliny z pojedynczego tłumika. Pojemność
zbiornika paliwa różniła się w zależności od
użytego silnika – dla „benzyniaka” było to
1703 litrów (450 galonów), silnik wysokoprężny miał zaś do dyspozycji nieco ponad
1130 litrów (300 galonów). W obu przypadkach zasięg był niemal jednakowy i wynosił
około 724 kilometry.
Napęd przekazywany był na umieszczone
z przodu koła napędowe, każde posiadające
jedenaście zębów. Podwozie posadowiono na
łącznie pięciu parach kół jezdnych o dużej
średnicy, każde z nich zawieszone było niezależenie na wałku skrętnym i dysponowało
hydraulicznym amortyzatorem. Amortyzator
ten podczas strzelania można było zablokować, co pozwalało zachować stabilność podwozia. Układ jezdny pozbawiony był rolek
biegu powrotnego – górne gałęzie gąsienic
opierały się bezpośrednio na kołach jezdnych. Charakterystycznym rozwiązaniem
konstrukcyjnym była rezygnacja z osobnych
kół napinających – ich rolę pełniła ostatnia
para kół jezdnych. Zastosowano gąsienice
o szerokości 45,7 cm (18 cali).
W tylnej części pojazdu znalazło się wspólne dla wszystkich trzech rodzajów uzbrojenia łoże M158. Zapewniało ono kąt ostrzału
w poziomie po 30 stopni w prawo i w lewo
od osi podłużnej, kąt podniesienia zawierał
się zaś w zakresie od –2 do +65 stopni. Za
naprowadzanie uzbrojenia w obu płaszczyznach odpowiedzialny był układ hydrauARMIA • 4 (78) KWIECIEŃ 2015 85
Historia Militaris
M110 podczas transportu. Zdjęcie to doskonale ilustruje różnicę w długości luf między samobieżną haubicą a działem M107 [Fot. Internet]
Efektowne ujęcie prowadzącego ogień M107. Zdjęcie to
zostało wykonane w Wietnamie w roku 1968 [Fot. US Army]
Podobne do poprzedniego ujęcie. Zwracają uwagę ułożone na ziemnym nasypie pociski – trzy sztuki [Fot. US Army]
liczny, w sytuacjach awaryjnych można było
zastąpić go napędem ręcznym. Łoże M158
wyposażone ponadto zostało w napędzany
hydraulicznie mechanizm wspomagający ładowanie pocisków, składający się z podajnika
oraz donośnika (ładunki miotające ładowane
były ręcznie). Przed użyciem tego urządzenia
należało opuścić lufę, co redukowało szybkostrzelność. Warto tutaj wspomnieć, że podmiana dotychczas zamontowanego uzbrojenia na inny typ z trzech wymienionych miała
trwać nie dłużej niż 2 godziny.
Za stabilność pojazdu przy strzelaniu,
oprócz wspomnianych już elementów zawieszenia, odpowiedzialny był także zamontowany z tyłu masywny lemiesz, opuszczany
i podnoszony za pomocą dwóch siłowników
hydraulicznych. W położeniu marszowym
na lemieszu przewożono mieszczący się na
środku ogniowym skromny zapas amunicji – niezależnie od uzbrojenia były to dwa
pociski i dwa ładunki miotające. Reszta
jednostki ognia przewożona była pojazdem
towarzyszącym.
Wóz znany pod oznaczeniem T235 uzbrojony został w długolufowe, pozbawione
hamulca wylotowego działo kal. 175 mm.
Początkowo uzbrojenie to nosiło oznaczenie
T256E3, potem standaryzowano je jako 175
mm działo M113. Jego długość całkowita
(od wylotu lufy do tylnej ściany komory
zamkowej) wynosiła 10,87 m przy długości samej lufy równej 10,5 m (60 kalibrów).
Masa całkowita to zaś 6260 kg, z czego na
samą lufę przypadało 5465,8 kg. Komora
nabojowa o pojemności 47 490 cm3 zamknięta była z jednej strony zamkiem śrubowym. Wytrzymywała ona maksymalne
ciśnienie gazów prochowych rzędu 3447
barów. Działo M113 ładowane było amunicją rozdzielną. Dostępny był tylko jeden
typ pocisku – ważący 66,8 kg pocisk burzący
o oznaczeniu M437 (A1/A2)7. Wystrzelony
przy użyciu ważącego równe 25 kg ładunku
miotającego rodziny M86 osiągał prędkość
wylotową 914 m/s i donośność maksymalną
rzędu 32 700 m. Materiał miotający przechowywany był w woreczkach, cały ładunek
M86 składał się z jednego ładunku podstawowego oraz dwóch ładunków dodatkowych. Za inicjalizację materiału miotającego odpowiadał zapłonnik M82. Według
instrukcji szybkostrzelność maksymalna
wynosiła do 1,5 pocisku na minutę.
T236 otrzymał zaś haubicę M2A2 kal.
203 mm, również pozbawioną hamulca
86
wylotowego. Długość całkowita haubicy
wynosiła 5,45 m – sama lufa miała długość
25,3 kalibrów, to jest około 5,14 m. Masa
całej haubicy wynosiła 4645 kg, z czego
na samą lufę przypadało około 3850 kg.
Komora nabojowa miała pojemność 25 318
cm3 i zdolna była do wytrzymania maksymalnego ciśnienia gazów prochowych
rzędu 2730 barów. Podobnie jak w dziale
M113 i tutaj przewód lufy zamykany był
zamkiem śrubowym. Haubica korzystała
z amunicji rozdzielnego ładowania, do dyspozycji były trzy typy pocisków:
– burzący o oznaczeniu M106 i masie
90,7 kg,
– kasetowy M404, przenoszący 104 sztuki przeznaczonych do rażenia siły żywej
podpocisków M43A1 (masa całego granatu
90,7 kg),
– pocisk chemiczny M426, elaborowany
w razie potrzeb gazem GB bądź VX (masa
90,3 kg).
Ładunki miotające miały postać worków.
W haubicy M2A2 stosowano ich dwa typy –
M1 i M2. Oba te typy składały się z ładunku
podstawowego oraz odpowiednio czterech
i dwóch ładunków dodatkowych. Przy zastosowaniu pełnego ładunku M2 donośność
www.armia24.pl
Historia Militaris
Działo samobieżne M107 w brytyjskiej służbie. Zwraca uwagę kamuflaż lufy, mający Wietnam. M110 na pozycji ogniowej czeka, by udzielić swoim ostrzałem wsparcia. Zdjęcie
ukryć jej prawdziwą długość [Fot. Internet]
to datowane jest na 1971 rok [Fot. Internet]
dowolnego z pocisków sięgała około 16 800
m. Maksymalna szybkostrzelność według
instrukcji sięgać miała 1,5 pocisku na minutę8. I tutaj stosowano zapłonnik M82.
Do prowadzenia ognia bezpośredniego
służył na obu pojazdach celownik teleskopowy M116 (na wozie z armatą 175 mm
wykorzystywano jego wersję o oznaczeniu
M116C). Prowadzenie ognia pośredniego
możliwe było dzięki zastosowaniu dwóch
kwadrantów artyleryjskich, oznaczonych
jako M15 oraz M1 (M1A1) – ten drugi traktowany był jako awaryjny – oraz celownika
panoramicznego M115. Ten ostatni przyrząd legitymował się dziesięciostopniowym
polem widzenia oraz stałym, czterokrotnym
powiększeniem.
Na żadnym z omawianych wozów nie planowano montować dodatkowego uzbrojenia – do ewentualnej osłony pojazdu musiało wystarczyć uzbrojenie osobiste załogi (na
pojeździe przewożono trzy sztuki karabinów
M14 oraz jeden pistolet maszynowy M3). Dla
tej na podwoziu przeznaczono łącznie pięć
miejsc – na lewo od silnika, w przedniej części pojazdu swoje miejsce zajmował kierowca, po lewej stronie działa znalazło się miejsce
dla działonowego, prawa strona działa zajmowana zaś była przez kolejnego działonowego
oraz dwóch ładowniczych. Reszta z liczącej
łącznie trzynaście osób załogi (niezależnie
od zastosowanego uzbrojenia) przewożona
była pojazdem towarzyszącym.
Podwozie zostało niemal zupełnie pozbawione opancerzenia – miało to pozwolić na znaczną redukcję masy, co przecież
było konieczne do transportu lotniczego.
Jedynie przód oraz boki kadłuba na wysokości przedziału kierowcy zostały osłonięte
lekkim pancerzem stalowym o grubości 12,7
mm. Jednocześnie kierowca był jedynym
w pełni osłoniętym załogantem – oprócz
wspomnianego pancerza, od góry chronił go
właz z zamontowanymi trzema peryskopami M17. Reszta załogi musiała się zadowolić
chroniącymi jedynie przez warunkami atmosferycznymi brezentowymi płachtami.
Warto tutaj zauważyć, że pozbawienie załogi
88
Haubica samobieżna M110A1 uwieczniona na poligonie Yuma. Wbrew pozorom, wszystkie zastosowane w podwoziu
koła nośne są tego samego typu. Zdjęcie datowane jest na 1975 rok [Fot. US Army]
jakiejkolwiek osłony kłóci się nieco z wymogami „atomowego” pola walki.
Masy w pełni załadowanych pojazdów
prototypowych wynosiły odpowiednio 24,8
t dla pojazdu z działem 155 mm, 26,8 t dla
wozu T235 oraz 25,2 t dla T236. Do transportu lotniczego można było zmniejszyć masę
każdego z tych wozów o niemal 2500 kg.
Standaryzacja i produkcja seryjna
Tuż po zakończeniu serii prób, 9 marca
1961 roku została podjęta decyzja o przyjęciu dwóch (jak pamiętamy, T245 został
podczas tych prób zarzucony) nowych
wzorów samobieżnej artylerii na uzbrojenie. Dotychczasowy T235 standaryzowany
został pod oznaczeniem M107, jego brat
z lufą kal. 203 mm otrzymał zaś oznaczenie
M110. Miesiąc po decyzji o standaryzacji
Pacific Car and Foundry otrzymał kontrakt
na pierwsze wozy seryjne, pochodzące póki
co z produkcji limitowanej. Gdy produkcja
mogła wreszcie ruszyć pełną parą, do firmy Paccar dołączyły dwie inne wytwórnie
– znana głównie z produkcji transporterów
opancerzonych firma FMC Corporation
oraz zakłady Bowen – McLaughlin – York
(BMY). We wszystkich tych zakładach produkcja obu pojazdów odbywała się równolegle. Dostawy pierwszych egzemplarzy
seryjnych rozpoczęły się w roku 1962. Na
początku 1963 roku udało się sformować
w Fort Still pierwsze dwa bataliony wyposażone w nowy sprzęt – po jednym wyposażonym w M107 i M110. Produkcja pierwszego
z pojazdów skończyła się po wyprodukowaniu łącznie 524 egzemplarzy. Zakończenie
produkcji drugiego przypadło na końcówkę
lat sześćdziesiątych – do tego czasu zdążono wyprodukować około 750 egzemplarzy.
Oprócz amerykańskiej armii oba te pojazdy
trafiły także do amerykańskiego Korpusu
Piechoty Morskiej oraz wielu użytkowników
zagranicznych, takich jak chociażby Izrael,
Iran, Hiszpania, Wielka Brytania czy też
Korea Południowa.
Zastosowanie bojowe
oraz modyfikacje
Wymiana lufy 175-mm działa M113 nie była zadaniem
prostym… [Fot. US Marine Corps]
Oba nowe typy uzbrojenia swój chrzest
bojowy przeszły podczas wojny wietnamskiej. Funkcjonowały tam one zazwyczaj
w ramach mieszanych pododdziałów, co
www.armia24.pl
Marcin Łuczak Działa samobieżne M107 i M110
M110A2. Doskonale widoczna cecha odróżniająca go na pierwszy rzut oka od poprzednika – dwukomorowy hamulec wylotowy. Ponadto na zdjęciu dostrzec można dwie
zamontowane na lemieszu skrzynie, służące do przewożenia skromnego zapasu amunicji [Fot. US Army]
miało zapewnić im większą elastyczność.
Z racji charakteru samego konfliktu, przez
dłuższy czas pierwsze skrzypce grała w nim
lekka, możliwa do przerzutu za pomocą
śmigłowców w niedostępne w inny sposób
tereny artyleria. Z racji terenu i niewielkiej
ilości dróg, przerzut dział samobieżnych
wymagał nieraz dłuższych prac inżynieryjnych, co czyniło artylerię samobieżną przyR
wiązaną niejako do stałych baz. Z drugiej
jednak strony zarówno M107 jak i M110
zostały w tym konflikcie docenione. Ten
pierwszy górował zasięgiem nad każdym
środkiem artyleryjskim będącym do dyspozycji przeciwnika, stąd nie powinno
dziwić jego główne zastosowanie do ognia
kontrbateryjnego oraz rażenia celów położonych daleko poza linią frontu. Ten drugi
EKLA
zaś przewyższał pod względem siły ognia
i zasięgu pozostałe amerykańskie haubice.
Wspomniane wyżej cechy pozwoliły nieco
zniwelować relatywnie niską mobilność samobieżnego sprzętu.
Intensywne użytkowanie artyleryjskiego
sprzętu szybko doprowadziło do ujawnienia ukrytych do tej pory wad. Prowadzenie
intensywnego ognia przy użyciu pełnego
M
A
Historia Militaris
ładunku miotającego miało dewastujący
wpływ na podwozie działa M107 – aby ograniczyć jego zużywanie, tymczasowo zezwolono na używanie najmocniejszego ładunku
tylko w przypadku ostrzału celów o dużym
znaczeniu. Ograniczenie to miało zostać
zniesione dopiero po planowanej akcji wymiany samobieżnych podwozi. Intensywne
strzelanie miało także wielki wpływ na lufy
dział kal. 175 mm – te miały wytrzymywać do
1000 strzałów oddanych pełnym ładunkiem,
lecz w warunkach wietnamskich ich żywotność spadała do pułapu około 400 wystrzałów pełną mocą. W wyniku drobiazgowego
śledztwa, podczas którego badano strukturę
luf między innymi za pomocą mikroskopu
elektronowego, zdecydowano się na zmianę
w procesie wytwarzania tej części – od tej
pory w jej produkcji miano wykorzystywać
proces samowzmacniania. Pozwoliło to na
drastyczne zwiększenie żywotności dość
drogich luf. Warto tutaj także wspomnieć, że
pomimo imponującej ówcześnie donośności
M107 nieco rozczarowywały pod względem
celności. Pod tym względem były zupełnym przeciwieństwem swoich uzbrojonych
w haubicę kal. 203 mm odpowiedników.
Oba typy zmagały się ponadto z początkowo dużymi brakami w częściach zapasowych
oraz przeszkolonym do ich obsługi personelu. Użytkownicy narzekali także na zupełny
brak amunicji elaborowanej białym fosforem
– ta oprócz pełnienia oczywistej funkcji amunicji zapalającej miała przydać się także do
oznaczania miejsc trafień w gęstej dżungli.
Konflikt wietnamski to pierwszy i ostatni konflikt, w którym M107 były używane przez amerykańskie siły. Po wycofaniu
z Wietnamu amerykańskiego kontyngentu
pewna ilość tych dział została przekazana armii Południowego Wietnamu. Wiele
z nich zostało ostatecznie zniszczonych bądź
zdobytych w trakcie dalszych walk. Walki
w Wietnamie nie były jednak jedynymi starciami, w których ten wzór uzbrojenia wziął
udział. Podczas wojny Jom Kippur z działa
tego (lokalnie nazwanego Romach) intensywnie korzystali Izraelczycy – duży zasięg
pozwalał im na skuteczne rażenie między innymi egipskich i syryjskich stanowisk obrony
przeciwlotniczej. Broń ta, wraz z również używanym przez Izrael M110, przydała się także
podczas kolejnych konfliktów z państwami
arabskimi.
M107 i M110 były również intensywnie
wykorzystywane przez Iran w trakcie konfliktu z Irakiem.
Pod wpływem wietnamskich doświadczeń podjęto decyzję o zupełnej rezygnacji z działa M113 oraz wydłużeniu zasięgu
haubicy kal. 203 mm. Decyzja ta dotyczyła
zarówno amerykańskiej armii, jak i Korpusu
90
Jądrowa amunicja, specjalnie dla długolufowych haubic.
Na górze pocisk M422, na dole jego następca M753 [Fot.
ze zbiorów Billa Maloney’a]
Piechoty Morskiej. Posiadane przez nich
wozy M107 i M110 przezbrojone miały być
w nową 203-mm haubicę o znacznie dłuższej w porównaniu do poprzedniczki lufie.
Dzięki temu nowa haubica pod względem
zasięgu lokowała się między starą haubicą
M2A2 a działem kal. 175 mm, zachowując
jednocześnie tak chwaloną w Wietnamie
celność i siłę rażenia.
Prace nad haubicą XM201 zainicjowano najprawdopodobniej w 1969 roku. Jej
najbardziej rzucającą się w oczy cechą była
oczywiście długa, mierząca osiem metrów
i dwa centymetry (39,5 kalibrów) pozbawiona hamulca wylotowego lufa. W porównaniu do poprzedniczki wzrosła także
pojemność komory zamkowej, wynosząca
teraz niemal 32 000 cm3. Masa XM201 wynosić miała 6645 kg, z czego na samą lufę
przypadało 5647 kg.
Nowa haubica również ładowana była
amunicją rozdzielną. Do dyspozycji były
wszystkie dotychczasowe używane w haubicy M2A2 pociski oraz ładunki miotające.
Dla nowego uzbrojenia opracowano jednakże nowe typy amunicji:
– pocisk kasetowy M509A1, zawierający 180 sztuk kumulacyjno-odłamkowych
podpocisków M42 (zamiennie możliwe
Jeden z ostatnich haubicznych granatów kal. 203 mm
wystrzelonych przez amerykańskich żołnierzy. Doskonale
widoczne gabaryty pocisku [Fot. Internet]
było przenoszenie ładunku dymnego do
oznaczania miejsc upadku pocisków). Masa
tegoż granatu wynosiła około 94 kg, warto także wspomnieć że był on dłuższy od
również kasetowego granatu M404, co nieco
utrudniało jego ładowanie,
– pocisk burzący M650 wzbogacony o dodatkowy napęd rakietowy (HERA- High
Explosive Rocket Assisted), legitymujący
się masą 90,7 kg.
Dla nowych pocisków opracowano także nowy ładunek miotający, zapewniający
maksymalne wykorzystanie zmodyfikowanej balistyki haubicy. Nosił on oznaczenie
M188 i w odróżnieniu od poprzedników nie
był on ładunkiem modułowym. Po pewnym
czasie pojawiła się jego modyfikacja, opatrzona sufiksem A1 – tym razem oprócz
ładunku bazowego zawierała ona także
jeden ładunek dodatkowy. I tutaj oczywi-
Izraelski Romach, czyli działo samobieżne M107. Egzemplarz ten znajduje się na wystawie muzeum w Latrun [Fot. Internet]
www.armia24.pl
Historia Militaris
Dane taktyczno-techniczne*
M107
M110
Długość całkowita (działo w położeniu transportowym)
11,3 m
7,48 m
Długość (nie uwzględniając uzbrojenia)
6,46 m
Szerokość
3,15 m
Wysokość (uzbrojenie w położeniu transportowym)
3,47 m
2,83 m
Masa bojowa
28 168 kg
26 535 kg
Masa „na pusto”
26 126 kg
24 267 kg
Prędkość maksymalna na płaskiej drodze
54,7 km/h
Pokonywanie wzniesień (maksymalne nachylenie stoku)
60%
Pokonywanie rowów (maksymalna szerokość)
2,13 m
Pokonywanie pionowych ścian (maksymalna wysokość)
1,01 m
Maksymalna głębokość brodzenia
1,07 m
Prześwit
44 cm
Zasięg po drogach
724 km
*Pozostałe dane dotyczące podwozia jak i jego uzbrojenia ujęte są w tekście oraz przypisach.
ście ładunek prochowy przechowywany był
w workach, za jego inicjalizację odpowiadał
zaś zapłonnik rodziny M82. Maksymalna
uzyskiwana przy użyciu M188A1 donośność
wynosiła 24 000 m dla pocisków pozbawionych napędu rakietowego oraz 30 000 m dla
amunicji HERA.
Dla nowej haubicy przewidziano także możliwość użycia amunicji jądrowej.
Dostępne były jej dwa rodzaje:
– pocisk M422 o masie 110,2 kg, przenoszący ładunek o regulowanym w zakresie
5–40 kT,
– pocisk M7539 Enhanced Radiation
Nuclear Projectile, przenoszący ładunek
W79 o regulowanej mocy eksplozji (zakres
od setek ton do 2 kT). Pocisk ten również
wzbogacony został o dodatkowy napęd rakietowy i legitymował się masą 90,7 kg (wg
innych źródeł 97,5 kg).
Oba atomowe granaty odpalane były przy
użyciu zwykłych ładunków miotających.
Maksymalny uzyskiwany zasięg to 18 100 m
dla M422 oraz 30 000 dla M753 (wg innych
danych odpowiednio 14 500 oraz 28 960 m).
M110A2
10,73 m
3,14 m
28 349 kg
26 081 kg
1,91 m
523 km
Jako ciekawostkę można wspomnieć fakt
prowadzenia w drugiej połowie lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku prac nad amunicją podkalibrową, która miała pozwolić
nowej haubicy na osiągnięcie zasięgu znacząco przekraczającego 40 kilometrów.
Sam stabilizowany brzechwowo pocisk pod
względem gabarytów i przenoszonego ładunku miał być odpowiednikiem 155-mm
pocisku kasetowego M483. W celach badawczych powstało 30 sztuk owej amunicji,
które poddano testom na poligonie w Yuma.
Pomimo spełnienia wymagań co do zwiększonego zasięgu, lista zaobserwowanych
podczas strzelań problemów okazała się
zbyt obszerna i pocisku podkalibrowego
ostatecznie nie przyjęto.
Dla nowego uzbrojenia zmodyfikowano
przyrządy celownicze. Te służące do prowadzenia ognia pośredniego nie uległy zmianie,
do prowadzenia ognia bezpośredniego od tej
pory służył zaś teleskopowy celownik M139.
W marcu 1976 roku standaryzowano
nową wersję haubicy samobieżnej M110
pod oznaczeniem M110A1. Na uzbrojenie
Kolejny z Romachów, tym razem widziany od tyłu. Zwraca uwagę aranżacja przedziału bojowego pojazdu [Fot. Internet]
92
weszła ona w ciągu następnego roku. Z racji
wspomnianej wcześniej elastyczności bazowego podwozia oraz służącego do montażu uzbrojenia łoża, nowe pojazdy powstały poprzez proste przezbrojenie starych
wozów. Jedyną istotną modyfikacją było
zmniejszenie pojemności zbiornika paliwa
z 1135 litrów do 984 litrów. W roku 1978
pojawiła się kolejna modyfikacja pojazdu,
nosząca oznaczenie M110A2. Różniła się
ona od poprzednika wzbogaceniem lufy
haubicy o dwukomorowy hamulec wylotowy – bez tego dodatku podwozie bardzo
źle znosiło odrzut przy strzelaniu najmocniejszym ładunkiem. Tak zmodyfikowana
haubica zmieniła oznaczenie na M201A1.
M110A2 wzięła udział w operacji
Pustynna Burza. Podczas tego konfliktu
użytkowana była ona w niewielkich ilościach przez siły amerykańskie oraz brytyjską armię.
Zakończenie służby
Pomimo nowych możliwości oferowanych
przez zmodyfikowaną haubicę, od połowy
lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku ich
liczba powoli zaczęła spadać. W ich miejsce
wprowadzano w dużych ilościach rakietowy
system artyleryjski MLRS, który posiadając
porównywalny zasięg i znacznie większą siłę
ognia, stopniowo przejmował zadania ciężkiej artylerii. Kolejnym czynnikiem negującym przydatność M110 było wprowadzenie
pocisków nuklearnych o kalibrze 155 mm.
Pozwoliło to na ich wykorzystanie chociażby w haubicach samobieżnych M109 i holowanych M198, których było po prostu ilościowo więcej. Swoiste rozpowszechnienie
tej możliwości miało także jeden dodatkowy
skutek – przeciwnik chcący wyeliminować
z pola bitwy atomową artylerię zmuszony
był od tej pory do koncentrowania swojej
uwagi na ogromnej ilości potencjalnych celów, miast niszczenia tylko charakterystycznych i względnie nielicznych samobieżnych
haubic większego kalibru. Przeciw utrzymywaniu M110A2 w linii przemawiała także
coraz bardziej nieprzystająca do realiów
pola walki lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych mobilność oraz brak jakiejkolwiek osłony załogi. Tuż po operacji Pustynna Burza niemal wszystkie M110A2 zostały
wyparte przez haubice samobieżne M109,
użytkowane do tej pory egzemplarze trafiły
zaś do jednostek Gwardii Narodowej, gdzie
dane było im posłużyć jeszcze przez kilka
następnych lat. Jednostki Korpusu Piechoty
Morskiej swoich wozów pozbyły się jeszcze wcześniej – formacja ta na przełomie
lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych
zrezygnowała całkowicie z artylerii samobieżnej.
www.armia24.pl
Marcin Łuczak Działa samobieżne M107 i M110
Swoje M110 w podobnym okresie wycofała również większość z większych armii
europejskich – za amerykańskim przykładem poszły chociażby Niemcy, Włochy,
Wielka Brytania oraz Holandia. Jak do tej
pory omawiane uzbrojenie użytkowane jest
jeszcze między innymi przez armie Egiptu,
Grecji, Maroka i Pakistanu.
Na koniec pewna ciekawostka – pewna
ilość luf pochodzących z nikomu już niepotrzebnych haubic M110A2 posłużyła do
produkcji korpusów bomb penetrujących
GBU-28/B. n
Bibliografia
Boyd L. Dastrup, King of Battle – A Branch History of the US
Army’s Field Artillery, Fort Monroe, 1992.
Department of the Army, Operator’s Manual: Howitzer, Heavy,
Self-propelled, 8-inch, M110A2, 1990.
R.P. Hunnicut, Sheridan. A History of the American Light Tank,
Novato, 1995.
Saber Industries Inc, Design and Fabrication of 8-inch Extended
Range Ammunition – Sabot Technology Study, North Troy,
1979.
US Army Field Artillery School, Field Artillery – Cannon
Weapons System and Ammunition Handbook, Fort Still, 1981.
Ten z kolei dobrze zachowany egzemplarz M110A2 o nazwie własnej„Aida”służył kiedyś w holenderskiej armii [Fot. Internet]
4
Przypisy
1
2
3
Co ciekawe, wymóg ten był bardzo niejednoznaczny. Jego
twórca – generał Lyman L. Lemnitzer nie sprecyzował,
czy do spełnienia tego wymogu konieczne było umożliwienie takiego kąta ruchu w poziomie samej lufie czy też
wystarczyło odpowiednie przestawienie całego pojazdu.
W tym drugim przypadku, co oczywiste, każdy typ działa
samobieżnego spełniał ten wymóg.
Nie była to aczkolwiek nowość, gdyż odpowiednie sygnały
o potrzebie wyposażenia armii w zdolną do transportu
powietrznego artylerię pojawiły się już w roku 1948.
Mowa tutaj o wozach oznaczonych odpowiednio jako T195
i T196. W styczniu 1956 roku zapadła decyzja o zarzuceniu
5
6
7
dalszego rozwoju uzbrojenia o kalibrach podanych w tekście.
Litery AOI w nazwie modelu oznaczają jednostkę
chłodzoną powietrzem (A – Air), w układzie bokser
(O – Opposite) z wtryskiem paliwa (I – Injection). Liczba
628 oznacza zaś pojemność silnika w calach sześciennych
– 10,3 litra.
Była to dwusuwowa, doładowana mechanicznie i chłodzona cieczą ośmiocylindrowa (układ widlasty) jednostka
o pojemności 9,3 litra (567,4 cali sześciennych).
Układ ten zapewniał cztery biegi do jazdy do przodu oraz
dwa przełożenia wsteczne. Na pierwszych dwóch biegach do
przodu oraz pierwszym biegu wstecznym skręt realizowany
był za pomocą sprzęgieł bocznych, pozostałe przełożenia do
skrętu wykorzystywały mechanizm różnicowy.
W późniejszym okresie korzystający z tych dział Izrael
wprowadził dla niego nowy pocisk wraz z nowym ładunkiem miotającym. W opracowaniu nowej amunicji o więk-
8
9
szym zasięgu oraz celności pomagał im znany konstruktor, zajmujący się dalekosiężną artylerią – Kanadyjczyk
dr Gerald Bull.
Wartość ta była możliwa do utrzymania przez pierwsze
trzy minuty prowadzenia ognia. Po tym czasie spadała do
średnio 0,5 strzału na minutę.
Pocisk ten wszedł na uzbrojenie w roku 1981, pocisk M422
dostępny był już od końcówki lat pięćdziesiątych.
Marcin Łuczak
Z wykształcenia informatyk, miłośnik historii i militariów. Jego
pasją są fortyfikacje na Półwyspie Helskim.
Tajwański M110A2 widoczny od tyłu. Zamek haubicy jest otwarty [Fot. Internet]
ARMIA • 4 (78) KWIECIEŃ 2015 93
Historia Militaris
DZIEJE SZKOŁY RYCERSKIEJ w 250. rocznicę powstania
Zabiegi o utworzenie szkoły
rycerskiej w xvi i xvii w.
Witold Lisowski
Takie Rzeczpospolite będą,
jakie ich młodzieży chowanie...
Andrzej Zamoyski
M
yśl utworzenia Szkoły Rycerskiej
od dawna nurtowała rozumnie
i patriotycznie myślące jednostki
w Polsce. Jako pierwsi potrzebę kształcenia
wojskowego rozumieli pisarze polityczni.
Doceniając ogromną rolę rycerskiego
wychowania, już Łukasz Górnicki zalecał
w „Dworzaninie”, by młodzież przebywająca na dworach wykonywała ćwiczenia
cielesne i rycerskie m.in. takie jak: zapasy,
biegi do mety, jazdę konną, władanie bronią.
Mikołaj Rej, którego przekonania i rady są
odzwierciedleniem sposobu myślenia przeciętnego szlachcica, zalecał chować dziecko
szlacheckie w skromności, przyzwyczajać
je do prostego stroju i pokarmu, rozwijając
w nim w ten sposób zdrowie i siłę.
Wielki poeta, humanista, Jan Kochanowski
ganił zaniedbanie rzemiosła rycerskiego
i upadek ducha wojennego u możnej szlachty, a Andrzej Frycz-Modrzewski w dziele
Koszary kadetów, fragment obrazu „Widok Warszawy z tarasu Zamku Królewskiego”, 1773 r., olej na płótnie, wł.
Muzeum Narodowe w Warszawie [Bernardo Bellotto, Canaletto]
„O poprawie Rzeczypospolitej” domagał się
wojskowego wychowania młodzieży w specjalnych szkołach. Myśl założenia takiej
szkoły znalazła się również dziesięć lat później w projektach Józefa Wereszczyńskiego.
Również Sebastian Petrych z Pilzna zaleca na początku XVII w. wyrabiać w młodzieńcu sprawność fizyczną i rycerską już
od wczesnego dzieciństwa. Apeluje on do
króla i możnych, by kształcili młodzież
Widok Pałacu Kazimierzowskiego oraz gmachów: seminaryjnego (po lewej), porektorskiego (po prawej), litografia,
1824, Muzeum Narodowe w Warszawie [Feliks Jan Piwarski]
94
swym kosztem w rzemiośle żołnierskim,
czyniąc ją w ten sposób pożyteczną dla
Rzeczypospolitej.
W tym czasie oręż polski święci ostatnie
swe wielkie tryumfy, sprawiła to dzielność
i rycerskość naszego wojska, natchnionego męstwem i gorącą miłością ojczyzny.
Kircholm, Chocim, bohaterska obrona
Wiednia rozniosły szeroko po świecie sławę
oręża polskiego. Rzemiosło rycerskie przemienia się powoli w zawód, wymagający już
kilkuletnich i systematycznych ćwiczeń żołnierskich, od których szlachta — lubująca się
w wygodach i zbytkach — zaczęła stronić.
Jej rycerskość podupada, co fatalnie odbije
się w przyszłości na bezpieczeństwie granic.
Odzywają się wtedy liczne głosy światłych
mężów stanu, wodzów, pisarzy oraz sejmów
obradujących nad sprawami obrony granic
i edukacji wojska i domagając się systematycznego i planowego kształcenia szlachty,
a nawet innych stanów, w kierunku wojskowym, tak pod względem teoretycznym, jak
i praktycznym.
W XVII wieku coraz powszechniej zdawano sobie sprawę z tego, że przymioty „wysokiego urodzenia” i fortuny nie wystarczają,
aby być dobrym dowódcą. Wiedziano już
wówczas, że zawód wojskowego jest szczególnie odpowiedzialny, a więc i człowiek,
www.armia24.pl
spełniający obowiązki związane z tym zawodem, musi mieć odpowiednie zalety i cechy charakteru, że wartość moralna i ideowa
przyszłego dowódcy jest fundamentem, na
którym cały naród w najcięższych chwilach
walk, a zwłaszcza w chwilach niepowodzeń,
szuka oparcia, wytchnienia i otuchy.
O palącej potrzebie zakładania w Polsce
szkół rycerskich świadczą zobowiązania królów elekcyjnych zawarte w paktach konwentach1. Założenie szkoły rycerskiej stawiane
było jako warunek w „paktach” Zygmunta
III, Władysława IV, Jana Kazimierza, Jana
Sobieskiego, Augusta II i Augusta III.
Niestety przyrzeczenia i śmiałe projekty
nie doczekały się swej realizacji. Przyczyną
dotychczasowych niepowodzeń, mimo że
istnienia tych szkół wymagała groźna sytuacja polityczna państwa, był w pierwszym
rzędzie przesąd szlachty, która uważała,
że nie trzeba jej fachowego przygotowania
do boju. Już z racji swego szlacheckiego
pochodzenia uważała się za dostatecznie
przygotowaną do rzemiosła wojennego.
Decydującym powodem niezrealizowania
przyrzeczeń królów były sprawy polityczno-ustrojowe i finansowe państwa.
Prowadzone prawie przez cały wiek XVII
i początek wieku XVIII wojny, głównie na
ziemiach Rzeczypospolitej, doprowadziły
kraj do wyniszczenia. Wraz z całym krajem,
znajdującym się w stanie zacofania, była
również w rozkładzie armia polska. W porównaniu z licznymi i dobrze wyszkolonymi armiami innych państw europejskich nie
przedstawiała ona żadnej wartości. Zły stan
gospodarki finansowej państwa powodował,
że brakowało odpowiednich funduszów na
utrzymanie armii liczącej 16 000 żołnierzy,
podczas gdy Austria, Prusy i Rosja posiadały
armie stutysięczne.
Kraje zachodniej Europy i nasi groźni sąsiedzi wyprzedzili nas znacznie w tworzeniu
szkół i akademii rycerskich. W Prusach akademia wojskowa powstała w 1717, w Rosji
w 1719, w Holandii w 1735, w Anglii w 1741,
w Austrii i Francji w 1752. U nas niestety
wciąż snuto projekty.
Sprawę kształcenia wojskowego młodzieży wymownie poruszył król Stanisław
Leszczyński „W głosie wolnym wolność
ubezpieczającym”, dowodząc, że:„nie mniej
potrzebne są szkoły rycerskie, które sposobią
młodzież do służby wojennej pieszej, do artylerii, do zdobywania i obrony fortec, aby nie
szukać po obcych krajach ‘in hec arte expertos’ (biegłych w tej sztuce) oraz aby Ojczyzna
jako dobra matka, taką dawała synom swoim
edukację, żeby z nich mogła mieć dobrą pociechę i usługę
W 1737 r. w Luneville, w Księstwie
Lotaryngii, powstaje pierwsza rycerska —
Andrzej Frycz-Modrzewski, jako jeden z pierwszych domagał się wojskowego wychowania młodzieży w specjalnych szkołach
Nobilium” — pierwszą w Polsce szkołę dla
kształcenia młodzieży szlacheckiej.
W roku 1764 na Sejmie Konwokacyjnym
Andrzej Zamoyski nawoływał stany
Rzeczypospolitej do zajęcia się sprawą wychowania młodzieży, jako pierwszoplanową
kwestią polityki wewnętrznej. Nie dość na
tem, ustanowić prawa, trzeba jeszcze uformować ludzi, żeby umieli kochać i bronić
Ojczyznę, prawa stanowić i być posłusznymi... Trzeba uformować umysł przyzwoitą
nauką do rządów Rzeczypospolitej w czasie
wojny i w czasie pokoju2.
W tych słowach nakreślił Zamoyski
cel Szkoły Rycerskiej, który w całej pełni
miał się zrealizować pod kierunkiem jej
pierwszego komendanta – księcia generała Adama Czartoryskiego. Obietnicę daną
narodowi przez podpisanie paktów wykonał
dopiero Stanisław August, powołując do życia Szkołę Rycerską, której przez wieki, od
poprzedników królów, Rzeczpospolita nie
mogła się doczekać.
Powołanie do życia Szkoły Rycerskiej
było koniecznością dla słabego organizmu
państwowego. Z jednej strony była ona potrzebna jako zakład wojskowy kształcący
fachowych oficerów, którzy mieli wzmocnić rozpadającą się armię polską, z drugiej
strony miała dostarczyć krajowi światłych
pracowników dla przebudowy politycznej
państwa.
Powstanie i rozwój szkoły rycerskiej
Karta z książki Józefa Wereszczyńskiego – Reguła, to jest
nauka albo postępek dobrego życia króla chrześcijańskiego, Kraków 1587
czyli kadecka — szkoła dla młodzieży polskiej i francuskiej. Założycielem i fundatorem szkoły był król wygnaniec — Stanisław
Leszczyński, ówczesny książę Lotaryngii.
Warto dodać, że Leszczyński osobiście opracował statut szkoły, wprowadzając nowe zasady pedagogiczne, kładąc wielki nacisk na
moralną i obywatelską stronę wychowania.
Metody nauczania oraz przepisy dla wychowawców posiadały niezaprzeczone zalety
dydaktyczne i pedagogiczne.
W tym samym czasie w kraju ks. Stanisław
Konarski rozpoczął swą żmudną, lecz owocną pracę reformy szkolnictwa. Po zapoznaniu się z dokładnym systemem szkolnictwa
w zachodniej Europie postanowił zreformować szkolnictwo we własnym kraju.
W 1740 r. założył w Warszawie „Collegium
Otwarcie Szkoły Rycerskiej nastąpiło jesienią 1765 r. Szkoła Rycerska, jako zakład
nowego typu, nie miała wzorów rodzimych.
Najbliżej może w ideowej łączności z celem
wychowawczym zakładu było pijarskie Collegium Nobilium, któremu przyświecała
myśl przysporzenia krajowi ludzi zacnych
i dobrych obywateli.
Z tego samego źródła płynęły dążenia,
sko-obywatelski, przeznaczony dla szlachty,
najbardziej zaniedbanej w dziedzinie wychowania. Kult dla przymiotów rycerskich
i budzenia uczuć obywatelskich znalazł zakład warszawski w Akademii Lunevilskiej.
Ogromny postęp i rozwój szkół militarnych na Zachodzie wymagał odpowiedniego
programu naukowego i organizacji zakładu.
Po wzory sięgnęli twórcy Szkoły Rycerskiej
za granicę, gdzie od wielu lat kształtowały
się akademie wojskowe. Niemal po całej
Europie zachodniej szukał Czartoryski sił
pedagogicznych, skrzętnie badając wzory
w podobnych instytucjach.
Idąc tymi torami, znaczne wydatki łożył komendant na pomnożenie biblioteki.
Sprowadził z Anglii urządzenia matematyczne i do badań fizycznych, w Paryżu zakupił planetarium i wszelkiego rodzaju apaARMIA • 4 (78) KWIECIEŃ 2015 95
Historia Militaris
Stanisław August Poniatowski w mundurze komendanta
szkoły kadetów
raty fizyczne, modele mechaniczne i zbiory
mineralogiczne.
Szkoła Rycerska zorganizowana została
na prawach korpusu, który z kolei dzielił się
na dywizje liczące po 40 kadetów. Dywizja
dzieliła się na dwie brygady, każda po 20
kadetów. Na czele brygad stali oficerowie,
którzy mieli również swych pomocników.
Brygadierzy i podbrygadierzy rekrutowali
się spośród grona młodych oficerów polskich, niezwykle starannie wyselekcjonowanych przez księcia komendanta.
Regulamin Korpusu zobowiązywał oficerów do bezustannej pracy nad sobą, do
uzupełniania wiedzy zarówno przez naukę
języków obcych, jak i studia wojskowe lub
przez czytanie pożytecznych książek, z których czerpać mieli wiadomości i maksymy do
udzielania rad swym podopiecznym, dając
im we wszystkim przykład wykształconego
i karnego oficera.
Aby uczynić zadość wysokim ideałom
Szkoły Rycerskiej, grono wychowawców
musiało dążyć do zharmonizowania swych
poczynań pedagogicznych. Ogniskiem,
gdzie wykuwał się jednolity front wychowawczy, była Rada Korpusowa odbywająca
swoje zebrania pod przewodnictwem komendanta. W skład rady wchodzili zarówno
96
profesorowie, jak i oficerowie. W czasie jej
posiedzeń rozważano kwestie dydaktyczne
bądź wychowawcze i organizacyjne. Rada
Korpusowa oceniała również postępowanie uczniów, orzekała o rodzaju odznaczenia
lub kary, omawiała najistotniejsze sprawy
związane z życiem zakładu.
Początkowo w mury szkoły wstępowała
młodzież w wieku 16–18 lat, a kurs nauczania trwał wówczas 3 lata. Niestety ten pierwszy zaczyn nie przyniósł spodziewanych
rezultatów. Reforma w 1768 r. wniosła gruntowne zmiany, postanawiając przyjmować
młodzież w wieku 8–12 lat. Naukę podzielono na części: przygotowawczą i specjalistyczno-zawodową. Początkowo wychowanek przechodził kurs niższy, który trwał 5
lat i miał charakter szkoły ogólnokształcącej.
Kadeci uczyli się języków: łacińskiego, francuskiego, niemieckiego oraz przedmiotów:
arytmetyki, geografii, historii, literatury
polskiej, łacińskiej, francuskiej, logiki, etyki,
geometrii, fizyki i rysunków. Po ukończeniu
kursu 5-letniego kadet przechodził kurs specjalny – cywilny lub wojskowy, w zależności
od tego czy zamierzał poświęcić się w przyszłości służbie cywilnej czy też przypadła
mu do gustu kariera wojskowa.
Obok dużego nacisku, jaki położono na
rozwój nauk ścisłych, program nauczania
przepojony był treściami świeckimi i patriotycznymi. W procesie nauczania zwracano
szczególną uwagę na historię Polski i język
ojczysty.
Od chwili wstąpienia do Korpusu zaznajamiano kadeta z organizacją i regulaminem
zakładu, pouczano o celu szkoły i powinnościach; chłopiec przyrzekał nieustannie
pamiętać o tym, że krwią, życiem i wszelkimi siłami służyć powinien Ojczyźnie, której
staje się wychowankiem. Wobec kadetów
zobowiązywał się być cnotliwym i poważnym, aby nie splamić dobrej sławy Korpusu.
Rozumieli twórcy Szkoły Rycerskiej, że
dobrym żołnierzem, służącym wiernie
krajowi, może być tylko człowiek szlachetny, o prawym charakterze. Dlatego baczną
uwagę zwracano na kształtowanie godności
osobistej i na rozwój uczuć narodowych.
Generał Adam Czartoryski był duszą
szkoły. Młody, wszechstronnie wykształcony, o wysokich zaletach umysłowych i moralnych, nadawał się do trudnej roli przewodzenia młodzieży korpusowej. Rozumiał
on doskonale, że należy przekształcić
społeczeństwo polskie, jeżeli ma ostać się
jego wolność. Zamierzał więc w Korpusie
Kadetów wychować ze wszystkich miar
dzielne rycerskie pokolenie. Napisany
przez Czartoryskiego „Katechizm moralny
dla uczniów Korpusu Kadetów” jest wyrazem postępowych zasad, w jakich mło­dzież
kadecka była tu wychowywana. W dokumencie tym czytamy m.in.: Czy dosyć jest
być szlachetnie urodzonym? – pewnie – że
nie dosyć, urodzenie z cnotą t przymiotami
złączone jest zaszczytem. Szlachectwo zaś bez
cnót i przymiotów, ustawnym jest zarzutem.
Jako człowiek uczciwy, mężny, dobroczynny,
litościwy, największego wart szacunku, tak
najpodlejszym jest stworzeniem szlachcic
niepoczciwy, dumny, przewrotny, okrutny,
nielitościwy. Chełpić się ze szlachectwa lub
gardzić tymi, którzy są szlachtą nie urodzili,
ostatnią jest podłością3.
Ciekawe i mądre metody wychowawcze tchną głębokim wczuciem się w dusze
młodzieży i świadczą o żywym zrozumieniu niezmiernej prawdy psychologicznej,
o dodatnim wpływie młodzieży na swych
rówieśników. Czartoryski pragnął oświecić
ogólnie, rozbudzić szlachetność w sercach,
czyli dążyć do zaszczepienia najważniejszych cech moralnego charakteru. Na tym
gruncie dopiero zamierzał wdrażać młodzież w umiejętności wojskowe. Niech się
wprawuje w rączność w bieganiu z kolegami do mety, niech się kocha w rynsztunkach
wojennych, konno niech jeździć lubi, słowem
Mundur kadeta Szkoły Rycerskiej
www.armia24.pl
Witold Lisowski Zabiegi o utworzenie szkoły rycerskiej w xvi i xvii w.
niech pamięta, że wojowniczy ród dziadów
nie spodziewał się wydać plemię niewieściuchów, którzy zalegając pole, sławę i kraj
stracili4.
Osobisty wpływ księcia komendanta obudził w młodzieży przede wszystkim poczucie godności i prawości charakteru. Julian
Ursyn Niemcewicz, wychowanek Korpusu,
w pamiętnikach z lat młodzieńczych tak
opisywał pewien szczegół z życia kadeckiego, który rzuca światło na metody pedagogiczne komendanta: Komendant nasz...
postanowił kierować młode umysły i serca
punktem honoru, a we wszystkich zdarzeniach przyjeżdżał do Korpusu i miał mowy
w tym duchu. Kiedy doniesiono mu pewnego dnia o ucieczce dwóch starszych kadetów,
komendant przybył do Korpusu wbrew swemu zwyczajowi w mundurze niekadeckim.
«Mości panowie - rzekł - chciałem jak zwykle
wziąć wasz mundur, ale znalazłem na nim
dwie brzydkie plamy. Stąd – mówił dalej –
jakąż hańbę ściągnie wojskowy na siebie, gdy
opuszcza znaki, pod którymi służy».
Zbliżył się również Czartoryski do młodzieży nie tylko jako komendant i zwierzchnik, ale jako doradca i nauczyciel. Z myślą
o niej opracował cały szereg dokumentów
o niezwykle doniosłej i nieprzemijającej
wartości pedagogicznej. Zgodnie z ich
duchem powinnością Komendy Korpusu
Kadetów było dbać o to, aby między oficerami i profesorami nie zapanowała ospałość i niedbałość, aby złym przykładem nie
ostudzili umysłów i nie zgasili ognia, który
wzniecony został w sercach młodzieży.
Nic jednak nie zastąpi wychowania i nadzoru wychowanków przez samych siebie.
Dlatego usilnie pracował Czartoryski nad
urządzeniem i udoskonaleniem samorządu uczniowskiego, przypatrywał się życiu
młodzieży, pragnąc stworzyć doskonalsze
formy jej współżycia. Podstawą życia samorządowego kadetów były dekurie (kadecka
organizacja samowychowawcza), gdzie panowała atmosfera pociągająca młodzież do
wyższego poziomu etyczno-społecznego.
W małym społeczeństwie dekurionowym
już wcześnie uczyła się młodzież życia zbiorowego, spełnienia ofiar na rzecz ogółu, słowem
nabywania cnót i zalet, które powinny zdobić
prawdziwego obywatela patriotę5.
Instytucja dekurionowa była samorządem
młodzieży kadeckiej. Ustrój tej organizacji
był następujący: każda brygada dzieliła się
na cztery dekurie, po pięciu członków; na
czele każdej dekurii stali dekurionowie.
Dekurionem nie mógł być kadet, który
poniżał kolegę albo zajmował się donosicielstwem. Kadet chwycony na podobnej
niegodziwości okrywał się hańbą. Płynęło
to z głębokiego rozumowania wychowaw-
Adam Kazimierz Czartoryski, komendant Szkoły Rycerskiej
czego, że ci którzy kierują innymi, muszą
być żywym wzorem dla kierowanych, pod
względem tych cnót, które mają być osiągnięte w wychowaniu. Głównym obowiązkiem
dekuriona było starać się o to, aby dekuria
przodowała w wyszkoleniu i dyscyplinie oraz
była przykładem dobrych obyczajów. Kadeci
pełniący zwierzchnictwo moralne nad kolegami mieli odnosić się do nich po przyjacielsku, pamiętając, że instytucja dekurii jest
szkołą perswazji a nie strachu.
Pierwsze napomnienie w obrębie dekurii
było tajemnicą, lecz skoro metoda perswazji
nie odniosła oczekiwanego rezultatu, następowało pełne powagi zebranie brygady lub
Korpusu na sąd koleżeński. Ukaranemu pozostawiano trzy miesiące czasu do poprawy.
Wy­kluczano go na ten czas z grona kadetów
i ich zabaw, zdejmowano z niego odznaki
korpusowe, odbierano szablę i karabin. Lecz
w żadnym wypadku nie wolno i było karanego poniżać w oczach jego własnych kolegów.
Perswazja i odwoływanie się do honoru
i wstydu były najsilniejszą bronią w walce
z wadami kadetów. Równocześnie koledzy
pracowali usilnie nad poprawą zganionego,
gdyż chodziło im o honor całej dekurii. Gdy
trzymiesięczny okres nie przyniósł poprawy,
dekuria stawiała wniosek władzom szkolnym
o wykluczenie go z grona Korpusu. Były to
już ostatnie sposoby koleżeńskiej kary.
Szkoła rycerska kuźnią patriotycznego
wychowania młodzieży
Duchem obywatelstwa tchną wszystkie
przepisy wydawane zarówno dla wychowawców, jak i wychowanków. Wysoką
atmosferę szkoły podnosiły, tchnące tym
samym duchem, przepisy uroczystości i ob-
rzędów, które wiążąc się z najważniejszymi
momentami życia kadetów, wywierały na
nich nigdy niezapomniany urok.
Wielce podniosły przebieg miały uroczystości dotyczące przyjęcia nowicjusza
w szeregi kadetów i obłuczyn w mundur
kadecki, a następnie – po okresie próbnym
– ceremoniał wręczenia broni. Uroczystości
takie odbywały się zawsze na specjalnej
zbiórce w dzień niedzielny lub świąteczny.
Komendant Korpusu wzywał nowicjusza
przed front i wywiązywała się taka rozmowa:
Komendant: Czy wiesz W. Pan, jakiego zgromadzenia bodziesz miał honor być
członkiem?
Kadet: Wiem, że to zgromadzenie jest ojczyzny kosztem utrzymane na to, żeby w nim
hodować obywateli, zdatnych do jej usług.
Komendant: Przez co będziesz się W. Pan
starał stać się godnym zaszczytu być ojczyzny
wychowańcem?
Kadet: Przez pilność w nabywaniu wiadomości, które bym mógł na jej usługi poświecić
i wdrażając sobie ustawicznie w umysł, że
krwią, życiem i wszelkimi siłami służyć jej
powinienem.
Komendant: Pamiętaj W. Pan, że uroczyste bierzesz na siebie obowiązki w obecności zgromadzonych kolegów być cnotliwym,
odważnym i pilności pełnym! O tym gdybyś
zapomniał, wstydem się okryjesz i staniesz się
niegodnym uczyć się w ich liczbie. Czy czujesz W. Pan prawdziwą ochotę i czy szczere
masz przedsięwzięcie wypełniać te wszystkie
warunki, pod którymi jesteś do tego zacnego
zgromadzenia dopuszczonym?
Kadet: Mam.
Na znak komendanta nowicjusz wracał
do szeregu. Uroczystość dobiegała końca.
Do bardzo ważnych obrzędów korpusowych
należał ceremoniał wręczenia broni, a którego przebieg był następujący:
Komenderujący oficer zapytuje nowicjusza wychodzącego z nowicjatu: Czego W.
Pan żądasz?
Kadet: Byłem tak szczęśliwy, że mnie osądzono godnym zaszczytu noszenia munduru
korpusowego, staję teraz z prośbą, żebym był
uzbrojony!
Komenderujący: Masz W. Pan szczere
przedsięwzięcie tę broń, którą odbierzesz,
używać zawsze na obroną Ojczyzny swojej
i honoru?
Kadet: Nie inne jest przedsięwzięcie moje.
Komenderujący: podaje komendę dla całości korpusu prezentuj broń, a przy huku
bębnów najstarszy oficer przypasywał kadetowi pałasz, mówiąc: Przypasuję W. Pana
do tego oręża, którym zastawiać, się zawsze
powinieneś za Ojczyznę i własny honor.
Pamiętaj, ze w obecności kolegów, zbrojnie
zgromadzonych czynisz uroczyste przyrzeczeARMIA • 4 (78) KWIECIEŃ 2015 97
Historia Militaris
Jakub Jasiński
nie te wypełniać obowiązki. Wzmagaj pilność
swoją do nabycia wiadomości. Czyń się godnym honoru, który odbierzesz. Opieszałość
i opuszczenie się większym już staje grzechem
odtąd dla Ciebie!
Kadet: Przyrzekam braciom moim, zbrojnie zgromadzonym, ze postępkami swymi
ich nie zawstydzę, a też nowicjuszom, czekającym na ten zaszczyt, który odbieram, nie
dam zgorszenia przez opuszczenie się w pilności lub zaniedbaniu powinności moich.
Przyrzekam na honor!...
Oddzielne postanowienia nakazywały władzom odbywać powyższe ceremonie z największą powagą i uroczystością.
Wrażenie dla młodych chłopców było nieodparte.
Aby połączyć teorię z praktyką, wcześnie
zapoznawano młodzież z przyszłymi obowiązkami życia obywatelskiego. Zezwalano
kadetom na przysłuchiwanie się obradom
sejmowym i na branie udziału w uroczystościach państwowych.
Dzięki głębokiemu podłożu ideowemu,
przy postępowym programie nauk i nowoczesnych urządzeniach, mogła Szkoła
Rycerska uchodzić za typ szkoły narodowej.
Wychowanie w Szkole Rycerskiej skierowane było przede wszystkim na przygotowanie
żołnierza obywatela. Zdawano sobie sprawę,
że przyczyną upadku państwa jest ciemnota,
brak świadomości politycznej i odpowiedzialności społecznej szlachty i magnaterii.
Dlatego wśród światłych jednostek zrodziło
się pragnienie, by wychowankowie Szkoły
Rycerskiej wzięli na swe barki ciężar odrodzenia kraju.
Szkoła Rycerska miała za zadanie przywrócić zniewieściałemu pod rządami Sasów
narodowi tężyznę fizyczną. Miała dać państwu dzielnych i zdolnych oficerów. Dlatego
też przez wszystkie lata nauki zaprawiała się
młodzież w ćwiczeniach fizycznych, w sztuce arty­leryjskiej, musztrze, strzelaniu, zdobywaniu okopów i walki wręcz. Starsi uczyli
98
się robić pomiary terenowe, rozbijając obozy
już na sposób żołnierski.
Cały system wychowania wojskowego odgrywał w całokształcie szkolenia i wychowania kadetów niezwykle doniosłą rolę. System
ćwiczeń wojskowych i fizycznych uodparniał młodzież na trudy życia żołnierskiego,
hartował ich siły, wyrabiał zręczność, rozwijał harmonijnie niezbędne w zawodzie
wojskowym sprawności.
Istotą wychowania w Szkole Rycerskiej,
najwyższym celem, do którego wszyscy
i wszystko miało zmierzać, był ideał dobrego obywatela. Miłość ojczyzny oparta
na nieskażonej prawości, bezwzględne posłuszeństwo wobec przełożonych – było
podstawowym fundamentem wychowania
obywatelskiego.
Przyszły cel wychowawczy Szkoły
Rycerskiej generał Adam Czartoryski wyraził słowami: Żebyście wy, płód nowy, odmienili postać kraju swego i roznosząc po swoim
województwie, ziemi, powiecie, światło z pilnością tutaj zebrane, oswobodzili Ojczyznę:
od jarzma tych strasznych tyranów.
Kształtując rozumny patriotyzm i krytyczną postawę wobec braków ustroju
politycznego, kształtowano w kadetach
wysokie cechy ideowo-moralne nakazujące: Ojczyznę swą kochać i jej dobro nade
wszystko i sposobić się do tego, aby się mógł
poświęcić na jej usługi6.
Taka atmosfera wychowawcza, nacechowana powagą i patriotyzmem, przepojona
najwyższymi zasadami moralności musiała
przynieść w konsekwencji wspaniałe wyniki.
Wychowawcy i profesorowie kształtujący charaktery wychowanków odwoływali
się do honoru i ambicji kadeta, unikając
stosowania kar. Sądy koleżeńskie zostały
Stanisław Fiszer
oddane samorządowi dekurialnemu, jako
dowód zaufania władz szkolnych do samej
młodzieży. Za niezdyscyplinowanie, nieposłuszeństwo, piętnowano przez nakaz noszenia szarego stroju, zakaz „chodzenia na
ordynans” do króla i księcia komendanta.
Nazwisko niepoprawnego kadeta wypisywano na „Czarnej tablicy”. Pilnych i dobrze
sprawujących się uczniów na­gradzano medalem złotym lub srebrnym z monogramem
królewskim. Medale i nagrody otrzymywali
kadeci z rąk króla na corocznych popisach.
Nazwisko kadeta wzorowego wymieniano
na „Złotej tablicy”.
Największym przeżyciem dla kadeta był
dzień pożegnania Korpusu Kadetów, dzień
rozstania się ze szkołą i kolegami. Kończący
naukę wysłuchiwał słów oficera, które między innymi brzmiały: pamiętaj o tym zawsze,
żeś miał honor być kadetem. Kadet natomiast
składał pisemną deklarację następującej treści: Ja N wyznaję i zaciągam na cały wiek
życia obowiązek wdzięczności Korpusowi
Kadetów za, odebraną w nim edukację;
Przyrzekam, że ile sił moich, w każdym stanie, który bym mógł obrać, dbałym się pokażę
o honor tego Korpusu, wszystkie najusilniejsze usługi czynić mu się czuję być winnym,
jako też odwracać cokolwiek bym widział być
uszczerbkiem tego Korpusu; nie będą nigdy
cierpiał milcząc, żeby kto przy mnie źle lub
znieważenie o Korpusie mówił; starał się będę
pokazać godnym zaszczytu, który mi był pozwolony hodowania się w tym zgromadzeniu,
przez pilność na moje postępki w prywatnym
i urzędowym życiu7.
Kadet zobowiązywał się, że w całym swym
życiu nie sprzeniewierzy się wzniosłym hasłom katechizmu kadeckiego, nie złamie
przysięgi kadeckiej, przestrzegać będzie
prawideł honoru. Te słowa, symbolizujące
ducha szkoły, miały mu być drogowskazem
w życiu, zawierały równocześnie przestrogę, że kto raz był kadetem, musi zawsze stać
na straży honoru i munduru kadeckiego.
Duch nieskazitelnego honoru i szlachetnego współubiegania się o przodownictwo
w cnotach i nauce, zaszczepiony jeszcze na
ławie szkolnej, rozrósł się w czyny doniosłe,
niekiedy bohaterskie w późniejszym życiu
kadetów.
W imię godności osobistej każdego kadeta walczono z objawami służalstwa, stanowczo karczowano pojęcia kłamstwa, bojaźni i tchórzostwa, które wiodą do złych
czynów i niesławy. Błędy kadetów rozpatrywane były przede wszystkim pod kątem
ich skutków w przyszłości. Wszechstronnie
przemyślane kanony przykazań patriotycznych, koleżeńskich i obywatelskich okazały
niezwykłą wartość pedagogiczną w późniejszych ich czynach.
www.armia24.pl
Witold Lisowski Zabiegi o utworzenie szkoły rycerskiej w xvi i xvii w.
Historia Militaris
Karol Józef Sierakowski
Hymn Korpusu Kadetów napisany przez
Ignacego Krasickiego, który codziennie odmawiali, był ich modlitwą i drogowskazem
życia.
Święta miłości kochanej Ojczyzny,
Czują cię tylko umysły poczciwe!
Dla ciebie zjadłe smakują trucizny,
Dla ciebie wieży pęta niezelżywe!
Kształcisz kalectwo przez chwalebne blizny,
Gnieździsz w umyśle rozkoszy prawdziwe!
Byle cię można wspomóc, byle wspierać,
Nie żal żyć w nędzy, nie żal i umierać!
Ideał kadeta, a później wzorowego obywatela, cechował harmonijny rozwój sił
duchowych i fizycznych przy wysokiej kulturze wewnętrznej. Dlatego w dążeniu do
osiągnięcia celu Szkoły Rycerskiej wpatrywał się Czartoryski z pietyzmem w postacie
Zamoyskiego, Konarskiego i Krasickiego,
wielkich twórców polskiej myśli wychowawczej, nie odrzucając bogatego doświadczenia
wysokiej kultury zagranicy.
Rozum i słuszność całego kierunku wychowawczego tłumaczy, dlaczego kadeci
polscy odznaczali się takim duchem obywatelskim, podniosłością i czystością charakteru, taką działalnością i wzruszającym
przywiązaniem do kraju. Takim był generał
Jakub Jasiński, gdy wśród szalejącego ognia
umierał w obronie Pragi, takim był generał
Karol Kniaziewicz ze zdobytymi sztandarami przed Dyrektoriatem, takim był generał
Józef Sowiński, ginący na szańcach Woli,
takimi byli generałowie: Sokolnicki, Fiszer,
Sierakowski oraz poeta Ursyn Niemcewicz
i cały długi poczet bohaterów ery napoleońskiej... Lecz przede wszystkim co było
chlubą i zaszczytem Szkoły Rycerskiej, imię
Tadeusza Kościuszki, najcelniejszego jej wychowanka, okrywa Szkołę Kadecką zasługą
100
niespożytą i w pamięci narodu dostojne wyznacza mu miejsce8.
Niestety nie było dane wychowankom
Szkoły Rycerskiej rozwinąć w całej pełni
swej działalności, liczba wojska mimo usiłowań patriotów nie osiągnęła owej, tak gorąco upragnionej cyfry – stu tysięcy.
Mimo wzniosłych ideałów Szkoły
Rycerskiej szczycić się mianem kadeta mógł
tylko ten, „kogo los urodzenia i fortuny” wytknął do czynnych obywatelskich obowiązków. Bramy tej szkoły zamknięte były dla
synów ludu. Z winy istniejących stosunków
społecznych ciężar obrony państwa spoczywał na szlachcie, która zaślepiona i samolubna nie potrafiła sprostać tym zadaniom.
Wielu absolwentów Szkoły Rycerskiej,
wysoko na ówczesne czasy wykształconych w naukach wojskowych i cywilnych,
nie znajdowało odpowiedniego pola pracy
w państwie, które coraz bardziej podupadało. Wielu z nich szukało szczęścia na obczyźnie. Na próżno na sejmach domagano
się wyzyskania sił młodzieży kadeckiej dla
pożytku kraju, a zwłaszcza dla reorganizacji
i przebudowy armii polskiej. Niech zasłudze i talentom tama nie będzie zagrodzona,
ale niech Polak zawsze ma pierwszeństwo.
Nie rządźmy się tym przesądem, że Polak do
niczego niezdatny – wzywał z trybuny sejmowej Maciej Jabłonowski. Chwała Szkoły
Rycerskiej nie mogła powstrzymać złych,
skutków poprzednich lat. Przyczyniła się
ona do wzrostu ilości kadry oficerskiej, jednak 200 lat zaniedbania wojskowego, wynikającego z egoizmu klas posiadających,
legło ciężkim brzemieniem na po­tędze wojskowej państwa. Wychowankowie Szkoły
Rycerskiej uratować Ojczyzny nie mogli, ale
ocalili nieśmiertelny warunek życia narodu
— cześć polską.
Właśnie oni — wychowankowie Korpusu
Kadetów, zrodzeni w wolnym kraju, w młodości świadkowie i uczestnicy ostatnich bohaterskich wzlotów i szlachetnych zrywów
ginącej Ojczyzny, zapoczątkowali szeregi
bojowników o utraconą niepodległość.
Trzeci rozbiór Polski pogrzebał wspaniale zapowiadający się Zakład Warszawski.
Jednak tradycja Szkoły Rycerskiej i jej atmosfera moralna przeszły na następne pokolenia
kadetów jako doskonały wzór wychowawczy,
wypróbowany doświadczeniem życia.
Gorący patriotyzm i bohaterstwo, które towarzyszyło uczniom Szkoły Rycerskiej
z czasów Stanisława Augusta w pamiętnej
Insurekcji Warszawskiej 1794 roku, promieniowało na wychowanków Korpusu Kadetów
Księstwa Warszawskiego i Królestwa
Polskiego, którzy podobnie jak ich poprzednicy wyrastali na bohaterów kolejnych powstań narodowych; następnie na Kadetów
Karol Kniaziewicz
Korpusów lwowskiego i modlińskiego, spieszących w szeregi powstańców śląskich z 1921
roku, aby krwią własną przypieczętować jedność tych ziem z Macierzą.
Analogie są uderzające, charakteryzują
one w pełni patriotyczną postawę poszczególnych pokoleń młodzieży kadeckiej.
Z tego samego źródła zrodziło się również
bohaterstwo i poświęcenie uczestniczących
w bitwie pod Monte Cassino 15–16-letnich
wychowanków Junackiej Szkoły Kadetów –
utworzonej przy Polskich Siłach Zbrojnych
na Bliskim Wschodzie, a także małoletnich
żołnierzy legnickiej Kompanii Kadetów
uczestniczących w licznych akcjach zbrojnych przeciwko oddziałom Ukraińskiej
Armii Powstańczej.
Oceniając zasługi Szkoły Rycerskiej oraz
jej spuściznę wychowawczą, należy podkreślić, że żaden inny zakład nie dostarczył tylu
nazwisk honorowej liście obywateli kraju co
Korpus Kadetów, że atmosfera w nim panująca promieniowała przez stulecia, zachowując po dzień dzisiejszy swoją żywotność.
n
Zdjęcia: Internet
Przypisy
1
2
3
4
5
6
7
8
Pakta konwenta – umowa szlachty z nowo obieranym królem, określająca główne zobowiązania polityczne i finansowe elektora; po raz pierwszy sformułowane w 1573 r.
W. Kisielewski.
, Sambor 1880 r.
Ks. A. K. Czartoryski, Katechizm kadecki, Warszawa 1925 r.
Ks. A. K. Czartoryski, tamże.
M. Miterzanka, Działalność pedagogiczna ks. A. Czartoryskiego, Warszawa 1931 r.
Błotnicki, Dzieje Szkoły Rycerskiej w dawnej Polsce, Lwów
1928 r.
Kozielewski, Pierwsza szkoła wojskowa w Polsce, Kijów 1918 r.
Błotnicki, poz. cyt.
www.armia24.pl