KRZYŻ CHRYSTUSA (The Cross of Christ)

Transkrypt

KRZYŻ CHRYSTUSA (The Cross of Christ)
ZASTĘPCZA OFIARA
CHRYSTUSA
Na opracowanie to składa się fragment książki Jack’a Sequeiry "Beyond Belief"
wydanej przez "Pacific Press" w 1993 roku oraz tłumaczenie artykułu tego
samego autora pt. "Gospel Issues in Adventism", którego oryginalna treść
znajduje się na stronie internetowej: www.jacksequeira.org/jacklist.htm
Osoby znające język angielski gorąco zachęcam do przeczytania wszystkich
artykułów tego autora zamieszczonych na w/w stronie. Komentarze do Lstu do
Rzymian, Galacjan, Efezjan oraz Hebrajczyków w formie audio, znajdują się
na stronie www.gospeltruth.org
Wszystkim zainteresowanym chętnie prześlę drogą elektroniczną wszelkie
tłumaczenia oraz materiały i kazania w języku polskim, które opracowałem na
podstawie literatury autorstawa Jack’a Sequeiry.
Sławomir Gromadzki - [email protected]
TRZY ASPEKTY ZABWIENIA OD GRZECHU
Prawda, która jest w Chrystusie, czyli święta historia Jego życia i śmierci oferuje
nam zbawienie od grzechu w jego trzech aspektach:
1. Zbawienie od winy i kary za grzech (śmierci) = USPRAWIEDLIWIENIE;
2. Wyzwolenie spod niewoli grzechu = UŚWIĘCENIE;
3. Uwolnienie od natury i obecności grzechu = UWIELBIENIE.
Pierwszy aspekt zbawienia w Chrystusie oznacza nasze usprawiedliwienie; drugi
uświęcenie, zaś trzeci odnosi się do naszego uwielbienia (przemienienia).
Musimy pamiętać o tym, że chociaż nasze usprawiedliwienie, jako chrześcijan
jest faktem dokonanym (Rzym. 5,1; Jan 5, 24), to uświęcenie jest ciągłym
doświadczeniem, które dotyczy czasu teraźniejszego (1Tes.4,2-7; 5,23),
uwielbienie zaś (przemienienie) stanowi naszą chwalebną nadzieję, która
znajdzie swoje urzeczywistnienie w przyszłości przy powtórnym przyjściu
Chrystusa (Rzym.8,24-25; Fil.3,20-21).
Jednak, wszystkie te trzy aspekty naszego zbawienia: usprawiedliwienie,
uświęcenie i uwielbienie, zostały już zrealizowane w narodzeniu, życiu,
śmierci oraz zmartwychwstaniu naszego Pana Jezusa Chrystusa. Z tego
powodu, wszystkie te trzy elementy naszego zbawienia są dla nas dostępne
w Chrystusie i nie mogą być od siebie oddzielone. Bo, kogo Bóg
usprawiedliwia, tego też uświęca i uwielbia (Rzym. 8,30; Hebr. 10, 38-39).
Jedynie wszystkie te trzy aspekty zbawienia tworzą całość ewangelii i są
oferowane ludzkości jako dar w jednym opakowaniu. Dlatego nie można
przyjąć jednej części tego daru bez akceptacji pozostałych.
DWA ETAPY ZBAWIENIA
Zbawienie możemy podzielić na dwa nierozłączne, ale różniące się od siebie
elementy:
1. Zbawienie jest tym, czego Bóg już dokonał dla wszystkich ludzi w życiu i
śmierci swojego Syna. Apostoł Paweł często określa to zbawienie mianem my
w Chrystusie (1Kor.1,30-31; Efez.1,3-6; 2,13; Fil.3,9). Ten aspekt zbawienia
stanowi obiektywną prawdę, która znalazła swoje wypełnienie w ziemskiej
historii życia i śmierci Chrystusa.
2. Zbawienie według Biblii odnosi się również do tego, czego Bóg dokonuje
w
nas przez Ducha Świętego. Dlatego apostoł Paweł często dla określenia tego
aspektu zbawienia używa zwrotu Chrystus w nas (Rzym.8,10; Gal.2,20;
Ef.3,17; Kol.1,27).
Ponieważ ten drugi aspekt naszego zbawienia ma związek z naszym
doświadczeniem, często nazywany jest subiektywną prawdą i z tego powodu
nie może stanowić dodatku do obiektywnej ewangelii, czyli do tego, czego
Bóg już dla nas dokonał umieszczając nas w Chrystusie.
Ten drugi etap może być określony mianem owocu usprawiedliwienia, do
którego zalicza się, między innymi: pokój z Bogiem (Rzym. 5, 1), zwycięstwo
nad grzechem, jako proces uświęcenia, który może być osiągnięty również
przez wiarę (Rzym.6,22; 2Pt.1,5-7) oraz zmiana naszej grzesznej natury w
czasie uwielbienia (Rzym.8,24; 1Kor.15,51-54; Fil.3,20-21).
Problemy z należytym zrozumieniem ewangelii bardzo często związane są z
niedostrzeganiem różnicy pomiędzy tym, czego Bóg już dokonał dla
wszystkich grzesznych ludzi w Chrystusie dwa tysiące lat temu, a tym, czego
obecnie dokonuje w życiu wierzących poprzez mieszkającego w nich Ducha
Świętego.
Chrystus jest naszą sprawiedliwością w obu tych aspektach zbawienia i
obydwa stają się skuteczne w naszym życiu wyłącznie przez wiarę. Istnieją
jednak miedzy nimi pewne istotne różnice:
I. Ten pierwszy aspekt zbawienia, czyli tę obiektywną prawdę ewangelii, która
jest w Chrystusie nazywamy przypisaną nam sprawiedliwością Chrystusa. To
właśnie ona daje wierzącemu prawo do zbawienia teraz i w czasie sądu.
II. Drugi aspekt zbawienia, czyli subiektywną prawdę ewangelii, związaną z tym,
czego Chrystus dokonuje w nas, nazywamy udzieloną nam sprawiedliwością
Chrystusa. Stanowi ona dowód autentyczności zbawienia w Chrystusie, czyli
przyjęcia przypisanej sprawiedliwości.
W najmniejszym nawet stopniu ta udzielona sprawiedliwość nie pomaga
nam w uzyskaniu prawa do zbawienia. Jej obecność jedynie świadczy o
tym, co już jest naszą rzeczywistością i prawdą w Chrystusie.
Udzielona sprawiedliwość nie gwarantuje nam zbawienia, ale jeśli brakuje
jej w naszym życiu, wtedy stanowi to dowód tego, że albo nie
zrozumieliśmy ewangelii, albo nie przyjęliśmy przypisanej sprawiedliwości,
a to oznacza, że nie posiadamy autentycznej wiary, bez której nie
kwalifikujemy się do zbawienia (Jak.2,20-23; Mat.22,11-13).
Istnieją cztery podstawowe różnice pomiędzy obiektywną (my w Chrystusie)
i subiektywną (Chrystus w nas) prawdą ewangelii:
1. PEŁNA / PROGRESYWNA (różnica):
My w Chrystusie jesteśmy w pełni doskonali w każdym aspekcie
sprawiedliwości (1Kor.6,11; Ef.1,3; Kol. 2,10).
Chrystus w nas natomiast, to: uświęcenie, stanowiące ciągły proces, który
realizowany jest do chwili powrotu Chrystusa oraz uwielbienie naszej natury i
ciała w czasie Jego powtórnego przyjścia (Rzym.5,3-5; 8,18-23; 1Kor.15,51-57;
Fil.3,12-14; Kol.1,27; 2,6; 1Tes.5,23-24; 2Pt.1,3-8).
2. UNIWERSALNA / WARUNKOWA:
W Chrystusie wszyscy zostaliśmy prawnie usprawiedliwieni i odkupieni
(Rzym.5,18; 2Kor.5,18-19; 1Tym.4,10; Tyt.2,11; 1Jan2,2).
Natomiast, to, co czyni Chrystus w nas, odnosi się wyłącznie do wierzących,
którzy przez wiarę doświadczyli nowonarodzenia (Jan 3,16; Rzym.8,9-10;
1Kor.6,17-20; 2Kor.3,17-18; 2Kor,6,14-16; 1Tym.4,10).
3. ZEWNĘTRZNA / KOOPERACYJNA:
My Chrystusie otrzymaliśmy sprawiedliwość bez jakiegokolwiek udziału z
naszej strony (Rzym.3: 21,28; Fil.3,9).
To, co czyni Chrystus w nas, wymaga współpracy wierzącego, który przez
wiarę "chodzi w Duchu" (Jan 15,1-5; 17,23; Rzym.8,9-14; Gal.2,20; 1Jan 3:2324).
4. LEGALNIE ZASŁUŻONA / DEMONSTRACYJNA:
Nasza sprawiedliwość w Chrystusie stanowi jedyny zbawienny środek. Jest
sprawiedliwością, dzięki której w Chrystusie legalnie zasługujemy na zbawienie, i
jeśli tylko jej nie odrzucimy, daje nam pełną gwarancję nieba teraz i w czasie
sądu (Dz. Ap. 13, 39; Rzym. 3, 28; 10, 4; Gal. 2, 16; Ef. 2, 8-9; Tyt. 3, 5).
Chrystus w nas jest dowodem, świadczącym o tym, że jesteśmy zbawieni w
Nim, ale nie jest to sprawiedliwość zasłużona, inaczej mówiąc, nie jest
wartością, dzięki której zasługujemy na zbawienie (Mat. 5, 14-16; Jan 13: 34,
35; 14, 12; Ef. 2, 10; Tyt. 3, 8).
MOTYW "W CHRYSTUSIE"
Głównym tematem związanej z ewangelią teologii występującej w listach
apostoła Pawła jest motyw w Chrystusie. Oparty jest on na biblijnej zasadzie
solidarności, czy zbiorowej jedności. Jest to koncepcja całkowicie obca dla
umysłu reprezentującego zachodnią kulturę, choć nadal aktualna w
niektórych częściach świata.
Ta biblijna prawda mówi o tym, że tak jak to, co zrobił Adam jest naszym
udziałem, bo byliśmy w związku solidarności z nim, tak też to czego
dokonał Chrystus - Drugi Adam jest też naszym udziałem, gdyż wszyscy
byliśmy zjednoczeni również w Nim.
Ponieważ w języku hebrajskim, słowo Adam oznacza "RODZAJ LUDZKI",
możemy powiedzieć, ze zarówno Adam, jak i Chrystus - Drugi Adam
(1Kor.15,45) byli reprezentantami, albo zastępcami wszystkich ludzi. Z tego
powodu, historia Adama - włącznie z jego upadkiem i potępieniem - jest
naszą historią, i tak samo święta historia życia i śmierci Chrystusa jest
również naszą wspólną historią, gdyż wszyscy byliśmy w nich obu
solidarnie zjednoczeni.
Skoro zaś Chrystus był naszym reprezentantem i my byliśmy w Nim, albo, jak
wyraziłby to apostoł Paweł, skoro znajdowaliśmy się "w Jego biodrach", to
wszystko, czego On dokonał, włącznie z Jego doskonałością i śmiercią, tego cały
rodzaj ludzki dokonał w Nim. Dzięki temu, Bóg może zbawić nas legalnie,
zgodnie z wymaganiami Prawa, które oczekuje od nas doskonałego
posłuszeństwa i śmierci.
A gdy już przyjęliśmy nasze zbawienie w Chrystusie (uwolnienie od winy i kary za
grzech, czyli uwolnienie od śmierci), to teraz Jezus poprzez Ducha Świętego
może mieszkać w nas, aby wyzwolić nas spod niewoli grzechu, realizując w nas
proces uświęcenia.
ZASTĘPCZA OFIARA CHRYSTUSA
Biblijna koncepcja naszej zbiorowej jedności w Chrystusie pozwala nam
właściwie zrozumieć doktrynę mówiącą o zastępczej ofierze. To właśnie ta
doktryna stanowiła główny punkt sporu teologicznego, jaki w czasie wielkiej
reformacji toczył się pomiędzy protestanckimi i katolickimi teologami. Katoliccy
teolodzy twierdzili, że Bóg nie może usprawiedliwiać grzesznika przy pomocy
zastępczej ofiary Swojego Syna, skoro Jego święte i niezmienne Prawo nie
potępia sprawiedliwego, ale grzesznika, skazując go na wieczną śmierć. Ich
zdaniem Bóg postąpiłby niezgodnie ze swoim Prawem, gdyby w taki
nielegalny sposób usprawiedliwił grzesznika, czyniąc go sprawiedliwym,
chociaż nadal z punktu widzenia prawa pozostaje on grzesznikiem.
Katoliccy teolodzy upierali się przy tym, że zanim Bóg mógł legalnie uznać
jakiegoś wierzącego za usprawiedliwionego, najpierw musiał uczynić go
sprawiedliwym poprzez przelaną łaskę, gdyż inaczej dałby świadectwo
kłamstwu, uznając sprawiedliwym kogoś, kto nadal jest grzeszny.
Reformatorzy, nie mogąc zgodzić się z legalistyczną katolicką koncepcją
usprawiedliwienia, przedstawili biblijną koncepcję zastępczej ofiary Chrystusa.
Według niej, Bóg uznaje wierzącego sprawiedliwym na podstawie życia i śmierci
Chrystusa, co w pełni zadośćuczyniło wymaganiom prawa. Inaczej mówiąc,
sprawiedliwość Chrystusa zastąpiła brak sprawiedliwości wierzącego.
Jednak katoliccy teolodzy nie zgodzili się z tym rozwiązaniem, argumentując, że
taka zastępcza sprawiedliwość jest nieetyczna i nielegalna, gdyż żadne
prawo nie zezwala na to, by jedna osoba przejęła winę i karę drugiej.
Sprawiedliwość nie może być przeniesiona z jednej osoby na drugą.
Zgodnie z tym oskarżyli reformatorów o nauczanie czegoś, co nazwali "prawną
fikcją" i "nieetyczną ewangelią".
Dokładnie analizując całą tę sytuację, dochodzimy do wniosku, że obie strony
pod pewnym względem miały rację, ale też zarówno jedna, jak i druga
strona nie była wolna od błędu. Katoliccy teolodzy mieli rację, jeśli chodzi o
wątpliwości odnośnie etycznego aspektu głoszonej przez protestantów
Ewangelii, gdyż prawdą jest, że Bóg faktycznie musi najpierw uczynić
grzesznika sprawiedliwym zanim oświadczy, że w obliczu Prawa jest on
sprawiedliwy. Z drugiej jednak strony, ich (katolicka) koncepcja
usprawiedliwienia daleka była od tego, czego naucza Słowo Boże i słusznie
zostali oskarżeni przez reformatorów o legalizm. Reformatorzy z kolei, mieli
rację twierdząc, że człowiek, który uwierzy zostaje usprawiedliwiony jedynie w
oparciu o życie i śmierć Jezusa (Rzym.10,4). Popełnili jednak błąd, jeśli
chodzi o etyczny aspekt Ewangelii, twierdząc, że czyny i śmierć Chrystusa
zostały przyjęte zamiast naszych uczynków i naszej śmierci. Oponenci tej
koncepcji uznali ją za nieetyczną, dlatego że według Biblii Bóg nie może
przenosić winy czy sprawiedliwości z jednej osoby na drugą (5Mojż.24,16;
2Król.14,6; Ezech.18,1-20).
Jak zatem powinna wyglądać prawdziwa, biblijna koncepcja zastępczej
sprawiedliwości i ofiary Chrystusa?
W Piśmie Świętym podstawą tej prawdy jest nasza solidarność, albo
zbiorowa jedność z Chrystusem. Tak jak wszyscy byliśmy zjednoczeni w
Adamie, tak też cały rodzaj ludzki znajdował się w Chrystusie, dzięki czemu
On sam był ludzkością, był nami i na takiej zasadzie to, czego On dokonał
stało się naszym udziałem, gdyż my dokonaliśmy tego w Nim. W ten sposób Bóg
mógł zbawić nas legalnie, zgodnie z wymaganiami Prawa i może oświadczyć,
że w obliczu Prawa Jego Syn był doskonale posłuszny i zmarł nie tyle zamiast
nas, co jako my (jako nasz Reprezentant). Prawo zaś do tego, by
reprezentować cały upadły rodzaj ludzki Chrystus zdobył dzięki temu, że przy
wcieleniu Bóg zjednoczył Go ze skumulowanym życiem rodzaju ludzkiego. To
pozwoliło Mu wystąpić w roli Drugiego Adama i stać się legalnym Zastępcą
upadłej ludzkości. Dzięki tej w pełni biblijnej koncepcji, "Bóg pozostaje
sprawiedliwym, usprawiedliwiając grzesznika" (Rzym. 3.26), a ewangelia nie
może być już dłużej nazwana "prawna fikcją".
Reformatorzy nie potrafili rozwiązać etycznego problemu głoszonej przez
nich Ewangelii, ponieważ według nich (podobnie jak według katolickich
teologów) człowieczeństwo Chrystusa różniło się od naszego. Jedynie
wówczas, gdy zidentyfikujemy człowieczeństwo Chrystusa z naszym zbiorowym
upadłym człowieczeństwem, które przyszedł On zbawić, możemy głosić etyczną
ewangelię, która jest bezwarunkową Dobrą Nowiną. Inaczej mówiąc,
człowieczeństwo, którego Chrystus nie przyjął, nie
mogło być przez Niego zbawione!
Słowo “zastępstwo" jest bardzo popularne i zrozumiałe we współczesnym
świecie. Zastępstwa stosowane są bardzo powszechnie np. w sporcie, wśród
nauczycieli oraz w wielu innych zawodach i dziedzinach życia. I chociaż
faktycznie słowo to nie występuje w Piśmie Świętym, to Biblia wyraźnie naucza,
że Jezus żył i umierał na naszym miejscu. Istnieje wiele tekstów biblijnych, które
to potwierdzają: Izaj. 53:4-6, 11; 2 Kor. 5:21; Gal. 3:13; Heb. 2:9; 9:28; 1 Pt.
3:18. Pomimo tego jednak, że według Biblii Chrystus faktycznie żył i umarł jako
nasz Zastępca, to nawet wśród chrześcijan istnieje stanowcza opozycja wobec
tej prawdy? Jest tak, dlatego że w przeciwieństwie do zawodu reprezentowanego
przez np. nauczycieli czy sportowców biblijna doktryna mówiąca o zastępstwie
stwarza bardzo istotny legalny (prawny) problem, gdyż zgodnie z treścią Pisma
Świętego osoba, która jest bez winy w żadnym wypadku nie może być ukarana w
zastepstwie. Ponieważ Chrystus nie popełnił grzechu, pojawia się pytanie: Jak
Bóg mógł ukarać Go na krzyżu za nasze grzechy? Inaczej mówiąc, Bóg nie byłby
w stanie usprawiedliwić grzesznych ludzi na podstawie tego, czego dokonał
Chrystus zachowując jednocześnie swoją integralność względem własnego
Prawa, które nas potępia i skazuje na śmierć. W jaki sposób możemy rozwiązać
ten etyczny dylemat? Reformatorzy mieli rację wysuwając doktrynę o
zastępczej ofierze Chrystusa. Niestety, nie potrafili wykazać, w jaki sposób
Chrystus zdobył prawo do tego być naszym Zastępcą. Zanim Syn Boży mógł
stać się naszym Zastępcą musiał najpierw uzyskać do tego prawo. Powodem,
dla którego reformatorzy nie byli w stanie tego wykazać, było to, że nie
zidentyfikowali człowieczeństwa Chrystusa z upadłą ludzką naturą, którą
przyszedł odkupić. Z tego powodu zmuszeni byli nauczać, że zajął nasze
miejsce, żył i umarł zamiast nas, bez uprzedniego zidentyfikowania się z
naszym potrzebującym odkupienia człowieczeństwem. Słowo "zastępczy"
(“vicarious") odnosi się do kogoś, kto okazuje ludziom współczucie, nie
doświadczając jednocześnie ich położenia ("nie będąc w ich skórze"). Tradycyjna
doktryna o zastępczej ofierze i sprawiedliwości Chrystusa ogólnie naucza, że
Chrystus przyszedł na nasz świat, aby zbawić rodzaj ludzki od grzechu. Grzech
jednak jest problemem dualnym (dwojakim). Przede wszystkim, grzech jest
tym, czym my jesteśmy z natury. Jest stanem, w którym się rodzimy (Ef. 2:3b).
Po drugie, grzech odnosi się do naszego postępowania i stanowi
przestępstwo Prawa (1 Jan 3:4). W jaki zatem sposób Chrystus zbawił nas od
tego dwojakiego problemu grzechu? Odpowiedź, jakiej udzielają przedstawiciele
tej doktryny brzmi następująco: Chrystus dokonał tego zastępując
naszą grzeszną naturę swoją bezgrzeszną ludzką naturą, oraz
zastępując nasze grzeszne postępowanie swoim doskonałym
postępowaniem. Tym sposobem stał się On naszym doskonałym
Zastępcą.
Brzmi to wspaniale, ale czy faktycznie nauka ta znajduje potwierdzenie w Słowie
Bożym? Nigdzie w całym Piśmie Świętym nie znajdziemy potwierdzenia dla
takiego zrozumienia zastępczej ofiary i sprawiedliwości Chrystusa. Wręcz
przeciwnie, Biblia jasno naucza, że aby Chrystus mógł zdobyć prawo, by stać
się naszym Zastępcą musiał pod każdym względem stać się jednym z nas,
a jedyną różnicą między Nim a nami było to, że nigdy nie popełnił grzechu.
Dlatego w Liście do Hebrajczyków apostoł Paweł jednoznacznie identyfikuje
człowieczeństwo Chrystusa z naszym upadłym i potrzebującym odkupienia
człowieczeństwem (Hebr. 2:10-11; 14-17).
Doktryna mówiąca o zastępczym życiu i śmierci Chrystusa stwarza dwojakiego
rodzaju problem, gdyż przedstawia nieetyczną ewangelię, prowadzącą do
założenia, że Chrystus reprezentował nas nielegalnie oraz otwierającą drogę
dla "taniej łaski". Jeśli uznam, że Chrystus żył i umarł zamiast mnie, zakładając
jednocześnie, że ja nie miałem żadnego udziału w Jego życiu i śmierci, to w celu
uzyskania zbawienia muszę jedynie uwierzyć w Niego, czyli mentalnie zgodzić
się z tym, czego On dla mnie dokonał, co otwiera furtkę dla przeświadczenia, że
w takim razie mogę nadal żyć tak, jak mi się podoba nie tracąc przy tym
zbawienia. Biblia jednak nie naucza czegoś takiego (Rzym. 6:1, 2, 10, 11; Kol.
3:3; 1 Pt. 2:24).
Jedynym prawdziwym wyjaśnieniem nauki o zastępczej ofierze jest motyw "w
Chrystusie", który mówi, że aby zbawić upadłą ludzkość Chrystus musiał
najpierw zdobyć prawo do stania się jej Zastępcą i Reprezentantem. I faktycznie
tak się stało, gdyż Bóg zjednoczył boskość Chrystusa z naszym skumulowanym,
zjednoczonym i potrzebującym odkupienia człowieczeństwem. Przez stanie się
Drugim Adamem (Drugim Rodzajem Ludzkim), Chrystus uzyskał kwalifikacje
(prawo) do działania na naszą korzyść. Tak właśnie wygląda jasna nauka Pisma
Świętego (1 Kor. 1:30, 31; Ef. 2:5, 6): Ale wy dzięki niemu jesteście w
Chrystusie Jezusie, który stał się dla nas mądrością od Boga i
sprawiedliwością, i poświęceniem, i odkupieniem, Aby, jak napisano: Kto się
chlubi, w Panu się chlubił" (1 Kor. 1:30-31).
To właśnie z tego powodu, autentyczna sprawiedliwość przez wiarę jest czymś
więcej niż mentalnym uznaniem prawdy Ewangelii (uznaniem tego, czego
Chrystus dokonał dla nas w swoim życiu i śmierci), ale faktycznym
podporządkowaniem się nowej historii, którą Bóg w Chrystusie wpisał w
nasze życie. Oznacza to, że teraz przez wiarę stajemy się także posłuszni
Ewangelii, identyfikując się z życiem, śmiercią, pogrzebem i zmartwychwstaniem
Chrystusa (Rzym. 6:17-18). Takie jest też właściwe znaczenie chrztu: "Czyż nie
wiecie, że my wszyscy, ochrzczeni w Chrystusa Jezusa, w śmierć jego
zostaliśmy ochrzczeni? Pogrzebani tedy jesteśmy wraz z nim przez chrzest w
śmierć, abyśmy jak Chrystus wskrzeszony został z martwych przez chwałę Ojca,
tak i my nowe życie prowadzili. Bo jeśli wrośliśmy w podobieństwo jego
śmierci, wrośniemy również w podobieństwo jego zmartwychwstania, Wiedząc
to, że nasz stary człowiek został wespół z nim ukrzyżowany, aby grzeszne
ciało zostało unicestwione, byśmy już nadal nie służyli grzechowi" (Rzym.
6:3-6).
Zgodnie z tym, co napisał tu Paweł, chrzest jest utożsamieniem się ze śmiercią
Chrystusa, Jego pogrzebem i zmartwychwstaniem. Z tego powodu, chrzest w NT
jest zawsze aktem, który dokonuje się "w Chrystusie" (Rzym. 6:3-8; Gal. 3:27;
1 Pt. 18-22).
Zbawiciel stając się faktycznie nami mógł legalnie stać się naszym
prawomocnym Zastępcą i Jego święta historia, Jego życie i śmierć mogą
legalnie odnieść się do tych wszystkich, którzy przyjmują Go jako swojego
osobistego Zbawiciela. To właśnie z tego powodu w świetle tej nauki, prawdziwe
chrześcijaństwo jest czymś więcej niż mentalnym uznaniem prawdy, która jest w
Chrystusie, ale faktycznie partycypowaniem w Chrystusie. Prawda ta znajduje
swoje odzwierciedlenie za każdym razem, kiedy uczestniczymy w obrzędzie
Wieczerzy Pańskiej (1 Kor. 10:16): "Kielich błogosławieństwa, który
błogosławimy, czyż nie jest społecznością krwi Chrystusowej? Chleb, który
łamiemy, czyż nie jest społecznością ciała Chrystusowego?".
Takie zrozumienie doktryny o zastępczej ofierze oraz naszej reakcji na tę
prawdę, nie pozostawia żadnej możliwości dla rozwoju "taniej łaski". Każdy
chrześcijanin, który przez wiarę przyjął Chrystusa jako swego osobistego
Zbawiciela musi wyznać, to samo, co wyznał Paweł w Liście do Galicjan i
Kolosan: "Albowiem ja przez zakon umarłem zakonowi, abym żył Bogu. Z
Chrystusem jestem ukrzyżowany; żyję więc już nie ja, ale żyje we mnie
Chrystus; a obecne życie moje w ciele jest życiem w wierze w Syna Bożego,
który mnie umiłował i wydał samego siebie za mnie (Gal. 2:19-20); "Jak więc
przyjęliście Chrystusa Jezusa, Pana, tak w nim chodźcie, Wkorzenieni weń i
zbudowani na nim, i utwierdzeni w wierze, jak was nauczono, składając
nieustannie dziękczynienie" (Kol. 2:6-7).
Prawidłowo zrozumiana doktryna o zastępczej ofierze oferuje nam (wszystkim
wierzącym) całkowitą pewność zbawienia, jako że już znajdujemy się "w
Chrystusie" "w okręgach niebieskich" (Ef. 2:6), ale w tym samym czasie i w
przeciwieństwie do tradycyjnego zrozumienia tej doktryny, nie pozostawia ona
możliwości rozwoju dla "taniej łaski" (życia według własnego upodobania).
Teraz nasze życie ukryte jest w Chrystusie, co oznacza, że musimy też
jednocześnie być "przyodziani" w Chrystusa, nie pozostawiając "ciału" pola do
działania: "Ale przyobleczcie się w Pana Jezusa Chrystusa i nie troszczcie się
o ciało, dogadzając żądzom" (Rz. 13:14).
Niech to dwojakie doświadczenie stanie się naszym udziałem wraz z naszym
wzrostem w łasce i poznaniu Prawdy.
CZŁOWIECZEŃSTWO CHRYSTUSA
Omawiając temat związany z wcieleniem Syna Bożego, musimy odpowiedzieć
sobie na dwa kluczowe pytania:
I. Co było głównym powodem tego, że Chrystus przyszedł na ziemię jako
człowiek?
II. W jaki sposób Chrystus zbawił nas w ludzkiej naturze?
I. Jeśli chodzi o pierwsze pytanie, a mianowicie:
Co było głównym powodem
tego, że Chrystus przyszedł na ziemię jako człowiek, to chrześcijanie
odpowiadają na to w trojaki sposób:
1.
Chrystus stał się człowiekiem, aby udowodnić, że człowiek może
zachowywać Boże Prawo.
2. Chrystus stał się człowiekiem po to, by być dla nas przykładem.
3. Chrystus stał się człowiekiem, przede wszystkim po to, by zbawić ludzkość
od grzechu.
Biorąc pod uwagę dwie pierwsze odpowiedzi, należy zwrócić uwagę na to, że
choć są one zgodne z prawdą, nie stanowią głównej przyczyny wcielenia Syna
Bożego. Nie wolno też zapominać o tym, że Chrystus może być przykładem
jedynie dla osoby wierzącej, która przeżyła doświadczenie nowonarodzenia
(1Pt..2,21; Fil.2,5-8).
Ci, którzy starają się koncentrować naszą uwagę na Chrystusie jako przykładzie,
bez wcześniejszego przedstawienia Go jako Zbawiciela, robią wrażenie
kogoś, kto naucza teorii przykładu zbawienia. Właśnie z tego powodu
często oskarżani są o herezję perfekcjonizmu i legalizmu.
Tak więc, głównym powodem wcielenia Chrystusa było niewątpliwie uzyskanie
legalnej możliwości zbawienia upadłego rodzaju ludzkiego (Mat.1,21;
Gal.4,4-5; Hebr.2,14-17). I tylko dla tych, którzy najpierw przyjmą Go jako
Zbawiciela może On stać się też przykładem.
II.
Znając podstawową przyczynę wcielenia Syna Bożego, możemy teraz
odpowiedzieć sobie na drugie pytanie: W jaki sposób Chrystus zbawił nas w
ludzkiej naturze?
Również w tym przypadku, chrześcijaństwo oferuje więcej niż jedną odpowiedź i
do każdej z nich wymagany jest inny pogląd odnośnie ludzkiej natury Chrystusa:
I. Pierwsza odpowiedź na to pytanie sprowadza się to tego, że w swoim
człowieczeństwie, Chrystus zbawił ludzkość zastępczo, prowadząc doskonałe
życie i umierając zamiast, albo na miejscu grzesznego rodzaju ludzkiego. Ten
pogląd został przyjęty przez reformatorów i nadal akceptowany jest dzisiaj
przez większość ewangelicznych chrześcijan. Twierdzą oni, że aby Chrystus
mógł zbawić ludzkość zastępczo, musiał przyjąć naturę Adama
sprzed upadku. Argumentują to w ten sposób, że grzeszna natura już sama
w sobie stanowi grzech i jest automatycznie potępiona. Z tego powodu, Chrystus
musiał przyjąć bezgrzeszną naturę tak, aby mogła ona w Chrystusie stanowić
doskonałą zastępcza naturę naszego upadłego i potępionego człowieczeństwa.
Ich zdaniem, gdyby Chrystus przyjął naturę, która jest naszym udziałem,
wówczas automatycznie stałby się grzeszna istotą i sam potrzebowałby
zbawiciela. Po drugie, ponieważ grzechem są również grzeszne czyny, w wyniku
których popełnienia zasłużyliśmy na śmierć, to jedynym rozwiązaniem jest
przyjęcie w zastępstwie doskonałego życia oraz śmierci Chrystusa. Z tego
powodu, zwolennicy tego poglądu, nauczają, że zbawienie polega na
zastąpieniu naszej upadłej natury, doskonałą i bezgrzeszną naturą
Chrystusa, a naszych grzechów Jego doskonałym posłuszeństwem i
śmiercią.
Jednak, z tym szeroko akceptowanym do dziś w kręgach protestanckich
poglądem związane są dwa ważne problemy:
1. Po pierwsze, koncepcja ta faktycznie czyni ewangelię nieetyczną, gdyż żadne
prawo, a w szczególności Boże, nie zezwala na przeniesienie winy czy
sprawiedliwości z jednej osoby na drugą. Dlatego ci, którzy nauczają, że
Chrystus zbawił nas zastępczo, słusznie oskarżani są o głoszenie "legalnej
fikcji". Próby zaś rozwiązania tego dylematu przy pomocy twierdzenia, że
Chrystus jest ponad prawem, albo tego, iż Chrystus dobrowolnie zmarł zamiast
nas, i dlatego ewangelia w tym wydaniu jest etyczna, są nie do przyjęcia. Powód
tego jest jasny: Prawo po prostu nie zezwala na przeniesienie winy z winnej
osoby na niewinną! Zastępcza ofiara może być do przyjęcia w obliczu prawa
tylko wówczas, gdy niewinny utożsami się z winnym, jak to zostało
przedstawione w starotestamentowej służbie świątynnej. Najwyższy kapłan z
jednej strony reprezentował niewinnego i doskonałego Zbawiciela, a z drugiej
grzeszny lud, czego najlepszym dowodem jest to, że noszony przez niego na
sercu napierśnik symbolizował 12 pokoleń izraelskich: "Aaron będzie nosił imiona
synów izraelskich na napierśniku na swoim sercu, gdy będzie wchodził do
miejsca świętego" (2 Moj. 28:29). Podobnie składany na ofiarę baranek,
symbolizował nieskalanego Zbawiciela, ale związany był też z grzesznym
człowiekiem, gdyż przed zabiciem baranka grzesznik wkładał na jego głowę
swoje ręce, przenosząc na niego swój grzech.
2. Drugi problem, jaki stwarza koncepcja zastępczego usprawiedliwienia, polega
na tym, że pogląd ten z łatwością otwiera furtkę dla tzw. taniej łaski. Jeśli
Chrystus dokonał tego wszystkiego nie identyfikując się z nami, jeśli żył i umierał
zamiast nas, to znaczy, że możemy poprzestać na przyjęciu błogosławieństwa w
postaci Jego świętego życia i śmierci, akceptując jedynie ten fakt w swoim
umyśle. Nie musimy wtedy identyfikować się z Jego życiem i śmiercią, a przecież
prawdziwa wiara i chrzest wymagają od nas wypływającej z serca wdzięczności
(Gal.2,19-20; Rzym.6,1-4): "Cóż więc powiemy? Czy mamy pozostać w grzechu,
aby łaska obfitsza była? Przenigdy! Jakże my, którzy grzechowi umarliśmy,
jeszcze w nim żyć mamy? Czyż nie wiecie, że my wszyscy, ochrzczeni w
Chrystusa Jezusa, w śmierć jego zostaliśmy ochrzczeni? Pogrzebani tedy
jesteśmy wraz z nim przez chrzest w śmierć, abyśmy jak Chrystus wskrzeszony
został z martwych przez chwałę Ojca, tak i my nowe życie prowadzili" (Rzym.
6:1-4).
Koncepcja zastępczego zbawienia może w konsekwencji
doprowadzić
wierzącego
człowieka
do
takiego
zrozumienia, że Bóg nie oczekuje od niego nic innego,
jak tylko mentalnego uznania tego, iż Chrystus żył i
umierał zamiast nas. Na tym właśnie polega tania łaska.
II.
Na szczęście chrześcijaństwo dysponuje jeszcze druga odpowiedzią na
pytanie: W jaki sposób Chrystus zbawił nas w ludzkiej naturze? Odpowiedź ta
sprowadza się do tego, że w swojej ludzkiej naturze Chrystus zbawił nas
faktycznie, a nie jedynie zastępczo. Według tego poglądu, Chrystus musiał
przyjąć grzeszna ludzką naturę.
Ważnym argumentem jest w tym przypadku to, że skoro Chrystus przyszedł
zbawić upadłą ludzkość, Jego udziałem musiało stać się upadłe
człowieczeństwo, gdyż to właśnie ono potrzebowało odkupienia. Dzięki
wcieleniu, Chrystus zidentyfikował się z tą zespoloną upadłą ludzkością i zdobył
prawo do tego, by stać się drugim Adamem i naszym legalnym Zastępcą oraz
Reprezentantem.
Zgodnie z tym poglądem, Bóg poprzez życie i śmierć Swego Syna, zmienił
historię ludzkości nie zastępczo, ale faktycznie. Ponieważ każdy z nas
może solidarnie zidentyfikować się z człowieczeństwem Chrystusa historia
Jego życia i śmierci staje się naszą historią. W Nim prowadziliśmy doskonałe
życie, w Nim umarliśmy, przez co zostaliśmy faktycznie ukarani za grzech. Gdy
Chrystus umarł na krzyżu, wtedy cala ludzkość została legalnie
usprawiedliwiona, ponieważ wszyscy ludzie umarli wtedy w Nim.
Usprawiedliwienie w tym przypadku jest legalne i skuteczne w życiu wierzącej
osoby, przez co również wiara staje się czymś znacznie więcej niż jedynie
mentalną aprobatą zbawienia. Wiara pociąga wtedy za sobą wypływającą z
serca wdzięczność za to, co stało się na krzyżu i prowadzi do poddania swojej
woli i okazania posłuszeństwa względem Prawdy, która jest w Chrystusie
(Rzym.1,5; 6,17; 10,16; Gal.5,7; 2Tes.1,7-8).
Przeciwnicy tego poglądu sugerują jednak, że jeśli Chrystus zidentyfikował się z
naszą grzeszną naturą, wówczas nie mógłby zachować swojej świętości i sam
potrzebowałby zbawiciela, gdyż upadła natura sama w sobie jest grzechem.
Chociaż prawdą jest, że nasze upadłe człowieczeństwo zamieszkałe jest przez
"grzech" (Rzym. 7:20,23), oraz że z natury jesteśmy "dziećmi gniewu" (Ef. 2,3),
to jednak nie zmienia to faktu, że według Biblii Chrystus przyjął naturę człowieka,
którego przyszedł zbawić (Hebr. 2,14-17). W jaki zatem sposób możemy
rozwiązać ten problem? Wyjaśnienie znajdziemy, gdy zwrócimy uwagę na słowo
"uczyniony", albo "stał się", którego używają autorzy Nowego Testamentu
pisząc o człowieczeństwie, które przyjął Chrystus. Nie wyrazili oni tej prawdy
pisząc, że Chrystus miał grzeszne ciało, ale że "uczyniony" został ciałem ("stał
się") ciałem (Jan 1,14), "stał się" pod zakonem (Gal. 4, 4). Co autorzy chcieli dać
nam do zrozumienia, używając słów "uczyniony", czy "stał się"? W ten sposób
pragnęli wykazać, że udziałem Syna Bożego stało się to, co wcześniej do
niego nie należało. Poza tym, upadłe człowieczeństwo nie było wszystkim,
co Chrystus posiadał, gdyż w przeciwieństwie do nas Jego udziałem była
też boska natura. I to właśnie, dlatego że naszą upadłą naturę przyjął On na
swoja boską naturę, akt ten w najmniejszym nawet stopniu nie ograbił Go z
jego świętości i bezgrzeszności.
Biblia uczy nas, że Chrystus faktycznie przyjął naszą potępioną, grzeszną
naturę, ale pomimo tego w swoim umyśle nigdy nie uległ On pokusom i pokonał
prawo grzechu i śmierci w grzesznym ciele (Rzym. 8,2-3), a następnie, na
krzyżu wykonał na nim egzekucję. Fakt, że Nowy Testament podaje
genealogię Jezusa, wykazując że był potomkiem Dawida (Rzym. 3,1), Abrahama
(Mat.1,1-16) oraz innych przodków, aż do Adama (Łuk.3,23-38) jednoznacznie
dowodzi, że człowieczeństwo Chrystusa było tym, które potrzebowało zbawienia.
Pojawia się więc pytanie, kiedy Chrystus oczyścił to człowieczeństwo z
"prawa grzechu i śmierci"? Większość chrześcijan naucza, że stało się to przy
wcieleniu. Jednak pogląd ten nie może być biblijnie uzasadniony. Słowo Boże
wyraźnie uczy, ze stało się to na krzyżu, bo właśnie tam Jezus usunął
"grzech" świata (Rzym. 8,2-3).
Tak więc, inkarnacja nie jest środkiem przy pomocy, którego Bóg rozwiązał
problem grzechu, gdyż Bóg dokonał tego poprzez krew Jezusa Chrystusa,
która oczyszcza nas od wszelkiej nieprawości (1Jan 1,7). Przyjęcie naszej
upadłej natury dało wprawdzie Jezusowi prawo stania się naszym legalnym
Zastępca oraz Zbawicielem, ale to w krzyżu ( w śmierci Chrystusa) znajduje
się moc Boża ku zbawieniu dla każdego, kto wierzy. Człowieczeństwo Chrystusa
może stać się dla nas "wszystkim", tylko wówczas, gdy wieczna ewangelia
rozumiana jest w świetle motywu w Chrystusie.
WYPOWIEDZI ZNANYCH PROTESTANCKICH
TEOLOGÓW POTWIERDZAJĄCE PRZYJĘCIE PRZEZ
CHRYSTUSA UPADŁEJ LUDZKIEJ NATURY
Dzisiaj coraz więcej teologów zaczyna rozpoznawać tę prawdę. Najlepszym tego
dowodem mogą być ich własne wypowiedzi na ten temat:
Wybitny protestancki teolog - Thomas F. Torrance, w swoich wypowiedziach
wyjaśnia, że człowieczeństwo Chrystusa ma dla nas kolosalne znaczenie, gdyż
Syn Boży mógł zbawić wyłącznie to, co sam przyjął:
“Inkarnacja powinna być rozumiana jako przyjęcie na Siebie przez Boga naszej
upadłej natury, naszej obarczonej grzechem i winą rzeczywistej ludzkiej
egzystencji. Doktryna ta na przestrzeni pierwszych pięciu wieków,
akceptowana była wszędzie przez wczesny Kościół Chrześcijański. Stale
powtarzano wtedy, że jeśli cały człowiek miał być zbawiony, to Chrystus musiał
przyjąć całe człowieczeństwo, gdyż to, czego nie przyjął nie mogło być
uzdrowione ani zbawione...
W ten sposób, inkarnacja, musiała być
rozumiana jako posłanie Syna Bożego w rzeczywistej postaci naszej
grzesznej natury oraz jako ofiara, w której osądził i potępił On grzech w
środku tej natury, aby odkupić człowieka od cielesnego i nieprzyjaznego
umysłu". (Thomas F. Torrance, The Meditation of Christ, pp. 48, 49)
Anders Nygren - Jeden z najwybitniejszych teologów, profesor Teologii
Systematycznej na Uniwersytecie w Lund, autor znanego komentarza do Listu
do Rzymian oraz bardzo popularnej w kręgach chrześcijańskich książki “Agape i
Eros". Profesor Froom napisał o tym teologu, że jest jednym z niewielu
nieadwentystycznych teologów głoszących to samo poselstwo, które głosił
Waggoner i Jones:
“Paweł stara się zapewnić nas, że kiedy Chrystus przyszedł na ten świat,
znalazł się w takim samym położeniu, jak każdy z nas i podlegał tym
samym niszczycielskim mocom, którymi zniewolony został człowiek...
Chrystus pokonał grzech w jego własnym królestwie, w naszym ciele, gdyż On
sam przyszedł w postaci grzesznego ciała" (Komentarz do Rzym. Rozdz. 8, III);
"Syn Boży musiał osądzić, potępić, pozbawić mocy i pokonać grzech w jego
własnym królestwie - w grzesznym ciele. Przyjęcie zatem przez Chrystusa
cielesnej natury nie było czymś nierealnym, ale oczywistym i rzeczywistym
faktem. Warunki, w jakich znalazł się Chrystus były takie same jak nasze, gdyż
poddany On został tej samej niszczycielskiej mocy. Z ciała powstawały
przeciwko Niemu te same pokusy jak to jest w naszym przypadku. Jednak
pomimo tego wszystkiego, panował nad grzechem" (Anders Nygren,
“Commentary on Romans", str. 314-315).
W kolejnym fragmencie, ten sam autor w następujący sposób wyjaśnia to, co
apostoł Paweł mógł mieć na myśli, pisząc w Rzym. 8,3, że Bóg posłał swojego
Syna "w podobieństwie (w postaci) grzesznego ciała":
"Paweł używa tutaj szczególnego wyrażenia. Mówi on, że Bóg posłał swego
Syna w postaci grzesznego ciała, albo jak podaje inny przekład: w
podobieństwie grzesznego ciała. Jest to w rzeczy samej osobliwy zwrot, ale
zaraz zrozumiemy, że użyty on został nie bez powodu. Autor mógł po prostu
napisać: w ciele, bo przecież o to właśnie chodziło... Paweł jednak nie
poprzestaje na ogólnym stwierdzeniu w ciele, lecz mówi, że było to grzeszne
ciało. Było czymś koniecznym, aby Syn Boży potępił, pozbawił mocy i pokonał
grzech w jego własnym królestwie. Z tego powodu, bardzo ważne jest, że w
przypadku Chrystusa mowa jest o grzesznym ciele. Paweł stara się zapewnić
nas, że kiedy Chrystus przyszedł na ten świat, wówczas podobnie jak my
znalazł się pod wpływem tych samych mocy. Oznacza to, że On też był pod
gniewem, grzechem, prawem i śmiercią. On znalazł się pod gniewem, bo
uwalniając nas od przekleństwa, sam stal się przekleństwem (Gal. 3,13).
Znalazł się pod grzechem, gdyż On tego, który nie znał grzechu, za nas
grzechem uczynił, abyśmy w nim stali się sprawiedliwością Bożą (2 Kor. 5:21).
On znalazł się pod prawem, bo gdy przyszło wypełnienie czasu, posłał Bóg
Syna swego, który się urodził z niewiasty, który się stał pod zakonem (Gal. 4:4,
BG). A w Hebr. 2,14 powiedziane jest, że Bóg uczynił Go poddanym śmierci,
aby mógł przez śmierć zniszczyć tego, który miał władzę nad śmiercią, to jest
diabła (Hebr. 2:14). Również tutaj - w ósmym rozdziale listu do Rzymian Paweł musiał powiedzieć to samo, bo gdyby Chrystus pod jakimkolwiek
względem, nie został uczyniony poddanym którejkolwiek z tych sił,
wówczas one nie zostałyby pozbawione mocy i potępione. To właśnie z
tego powodu, Paweł posuwa się tak daleko, jak tylko może, zapewniając że
Chrystus faktycznie został poddany mocy grzechu. Inaczej wzbudziłby
wątpliwość, co do tego, że tak rzeczywiście było. Gdyby Chrystus został
poddany mocy gniewu, grzechu, prawa i śmierci, ale nie przyjął całego ciężaru
grzechu (włącznie z upadłą naturą), wówczas byłby wolny od tego, co
uzbraja śmierć w żądło (1Kor. 15:56) i w tej sytuacji, grzech nie zostałby
uśmiercony i objąłby absolutne panowanie! Tak wiec, Paweł jest całkowicie
pewien, że Chrystus w jakiś sposób, znalazł się pod mocą grzechu. Jednakże
pojawia się tutaj pewna trudność, która wynika z faktu, że Paweł doskonale
wiedział, iż z drugiej strony grzech nie miał do Chrystusa żadnego
przystępu. On sam napisał przecież o Chrystusie, że nie znal grzechu (2 Kor.
5,21). I właśnie z tego powodu, Paweł nie mógł zastosować tu absolutnego
stwierdzenia i napisać: w grzesznym ciele, gdyż to oznaczałoby, że Chrystus
był poddany mocy grzechu w taki sam sposób jak my - grzesznicy. Paweł
stara się więc podejść tak blisko sedna sprawy, jak to możliwe, ale robi to tak,
aby jednocześnie nie zaprzeczyć bezgrzeszności Chrystusa, co do której był
także całkowicie pewien. Podchodzi blisko tej granicy, ale nie przekracza jej. Z
tego powodu mówi: w postaci grzesznego ciała, czy w podobieństwie
grzesznego ciała. Cielesna natura Chrystusa nie była w żadnym wypadku
czymś nierealnym, ale jasnym i rzeczywistym faktem. On musiał pod każdym
względem znaleźć się w naszym położeniu. Poddany był tym samym
niszczycielskim mocom. Z tego ciała powstawały przeciwko Niemu te same
pokusy, które powstawały przeciwko nam. Pomimo tego jednak, Chrystus
doskonale poskromił grzech w jego własnym królestwie. Paweł ostrożnie
dobierał tu słowa, gdyż musiał brać pod uwagę dwie odnoszące się do
Chrystusa pozornie przeciwstawne prawdy. Mówiąc o nich, nie mógł
posunąć się za daleko, ani w jednym, ani w drugim przypadku. Jedną prawdę
stanowiła bezgrzeszność Chrystusa, a drugą to, że musiał On znaleźć się
w tym samym położeniu, co my i być poddanym tym samym mocom.
Chrystus jednak pokonał grzech w jego własnym królestwie - w ciele, gdyż
przyszedł w postaci grzesznego ciała. Przez Jego śmierć, Bóg potępił
grzech i odebrał mu moc, ale jednocześnie usunął również śmierć, dzięki
której grzech zasiadł na tronie, obejmując wszechwładne panowanie nad
rodzajem ludzkim. Z tego powodu, grzech i śmierć nierozerwalnie są ze
sobą związane, stoją i upadają razem. Taki właśnie jest sposób, w jaki Bóg
rozprawił się z dawnym porządkiem - prawem grzechu i śmierci. Dzięki temu,
dla tych, którzy są w Chrystusie, stare przeminęło. To właśnie dlatego, że Bóg
posłał Syna w postaci grzesznego ciała, Ci którzy są w Chrystusie zostali
uwolnieni od potępienia i gniewu, zostali uwolnieni od mocy prawa, od grzechu
i śmierci, stąd napisano, że także śmierć nie ma nad nimi mocy" (Anders
Nygren, “Commentary on Romans", str. 313-317).
Dietrich Bonhoeffer:
“Przywdziewając nasze ciało Syn Boży wziął na siebie nasze jestestwo, naszą
naturę, wziął nas... Teraz nadal my jesteśmy w Nim. Tam gdzie On jest my
również jesteśmy. Byliśmy w Nim przy wcieleniu, na krzyżu i przy
zmartwychwstaniu. My należymy do Niego, bo jesteśmy w Nim. To dlatego
Pismo nazywa nas ciałem Chrystusa".
Podobnego zdania był też inny wybitny teolog - Karl Barth:
“Jezus nie był grzesznym człowiekiem, ale Jego położenie - zarówno
wewnętrznie, jak i zewnętrznie - było dokładnie takie samo jak to, w którym
znalazł się grzeszny człowiek. On nie uczynił tego, co Adam, ale żył w ciele,
którego udziałem były konsekwencje czynu Adama. Zachował niewinność w
tym ciele, w którym Adam i my w Adamie staliśmy się winni. Dobrowolnie
utożsamił się z nami i wszedł w niezbędny dla naszego zbawienia związek z
naszą potępioną egzystencją. Jedynie w taki sposób, czyli przez to, co
zostało zamanifestowane w Nim i przez Niego, mógł objawić nam Boga i
pojednać nas z Nim. Jednakże zbawienna prawda, w niczym nie traci na
wartości przez to, że natura, którą przyjął Bóg w Chrystusie była identyczna jak
nasza upadła natura. My wszyscy stoimy przed Bogiem jako upadła rasa i Syn
Boży nie tylko przyjął naszą naturę, ale wszedł w określoną postać naszej
natury, w której stoimy przed Bogiem potępieni i zgubieni. Postać ta nie
różniła się od tej, która jest udziałem nas wszystkich. Nie możemy
podważać Jego doskonałego związku z nami i w ten sposób oddalać Go
od nas". (Karl Barth, “Dogmatics", vol. 1, part 2, p.152, 153)
O tym, jak duże znaczenie ma człowieczeństwo Chrystusa w kwestii właściwego
zrozumienia planu zbawienia, w ciekawy sposób napisał jeden z
najwybitniejszych protestanckich teologów, anglikański biskup J.A.T. Robinson:
“Pierwszym aktem dramatu odkupienia ludzkości, było to, że Syn Boży aż do
końca utożsamił się z ciałem człowieka w jego upadłym stanie. Musimy
wypowiadać te słowa ze szczególnym naciskiem, gdyż chrześcijańska
teologia jest nadzwyczaj niechętna, aby zaakceptować śmiałe słowa,
których używa Paweł... Tradycyjny, zarówno katolicki, jak i protestancki
pogląd w tej kwestii, utrzymuje, że Chrystus przyjął bezgrzeszną ludzką
naturę. Ale jeśli to zagadnienie oparte zostanie na terminach biblijnych,
wówczas nie ma żadnych powodów do obaw i faktycznie staje się to
najlepiej ugruntowaną podstawą do przyjęcia Chrystusa, którego
człowieczeństwo było dotknięte wszystkimi skutkami i konsekwencjami
upadku. W każdym bądź razie, nie ulega wątpliwości, że właśnie tak widział
Osobę Chrystusa Paweł, i że jest to niezbędne w kwestii całościowego
zrozumienia, opisanego przez Pawła zbawczego dzieła Jezusa
Chrystusa". (J.A.T. Robinson, The Body, a Study in Pauline Theology, 1952, p.
37-38)
KRZYŻ CHRYSTUSA
Definicja grzechu dla wielu sprowadza się wyłącznie do przestąpienia prawa,
ale według Biblii grzech to nie tylko akt, będący wynikiem łamania przykazań.
Grzechem określona jest w Biblii również moc i zasada grzechu, która
zamieszkuje naturę grzesznego człowieka. Rodzimy się z tą zasadą i z nią
umieramy. Paweł w Rzym 7 określa tę moc "grzechem" lub "zakonem grzechu".
Grzech jako akt, stanowiący wynik złamania Bożego Prawa pociąga za sobą
winę i karę. Bóg natomiast nie obarcza grzesznika winą za grzech, który
znajduje się w nim, ponieważ grzeszny człowiek rodzi się z tym grzechem.
A zatem, ten rodzaj grzechu (moc grzechu, zakon grzechu) nie pociąga za sobą
winy, ale pozbawia nas prawa do wieczności, gdyż w 1 Kor. 15:50 Paweł
napisał, że "ciało (upadła natura z zakonem grzechu) i krew nie mogą
odziedziczyć Królestwa Bożego". Jest tak, dlatego, że to, "co skażone, nie
odziedziczy tego, co nieskażone".
A zatem, skoro jasne jest, że problem grzechu nie jest pojedynczym, ale
podwójnym (dualnym) problemem, musimy odpowiedzieć na pytanie, jakie
rozwiązanie znalazł Bóg dla tego dualnego problemu grzechu. Bóg nie mógł
rozprawić się jedynie z grzechem w znaczeniu aktu, stanowiącego złamanie
Bożego prawa, gdyż wówczas plan zbawienia objąłby jedynie jeden z
dwóch aspektów grzechu.
Rozwiązaniem dla naszych grzechów (czynów w liczbie mnogiej), które
pociągają za sobą winę i karę jest krew Chrystusa. W Hebr. 9.22 czytamy, że
"bez rozlania krwi nie ma odpuszczenia" (grzechów). Podobnie w Mat. 26:28
Chrystus powiedział: "to jest krew moja nowego przymierza, która się za wielu
wylewa na odpuszczenie grzechów". Inaczej mówiąc, ponieważ w Biblii krew
oznacza życie, a przelana krew to śmierć, Zbawiciel powiedział tu, że swoją
śmiercią na krzyżu zapłaci cenę za nasze grzechy, co staje się jednocześnie
akceptowaną przez prawo postawą przebaczenia.
Ale chociaż tym sposobem (poprzez krew Chrystusa) Bóg przebacza nam
nasze grzechy w sensie czynów, to nadal nie może zapewnić nam
przebaczenia od grzechu (zakonu grzechu), który jest w nas, ponieważ nie
można wybaczyć grzeszności! Bóg może wybaczyć wam to, co zrobiliście,
ale nie może wybaczyć tego, kim jesteście! Rozwiązaniem dla tego drugiego
problemu grzechu jest krzyż Chrystusa.
Aby wyjaśnić różnicę posłużę się pewną ilustracją: W moim ogrodzie rośnie
jabłoń, która od początku rodziła kwaśne i nienadające się do spożycia dojrzałe
owoce. Z tego powodu zebrałem wszystkie owoce z tej jabłoni i wyrzuciłem je do
rzeki. Czy jednak tym sposobem rozwiązałem cały problem? Tak, ale tylko na
pewien czas, bo nastepnego roku na drzewie tym ponownie wyrosną takie same
gorzkie owoce. Usunąłem jedynie złe owoce, które i tak pojawią się ponownie, co
oznacza, że problem nie został rozwiązany, gdyż nie zlikwidowałem jego
przyczyny. Podobnie będzie, jeśli dokopie się do korzeni tego drzewa i
umieszczę w ziemi nawet 100 kg cukru w nadziei, że drzewo wchłonie cukier i
wyda słodkie owoce. Czy ta metoda rozwiąże problem gorzkich owoców? Nie,
ponieważ to nie gleba stanowi przyczynę problemu, ale samo drzewo! Jeśli
Ewangelia usuwa (poprzez przebaczenie) jedynie "owoce" naszego
problemu grzechu, czyli nasze czyny, będące wykroczeniami Bożego
Prawa, to jest to rozwiązanie jedynie tymczasowe, gdyż grzech (zakon
grzechu), który mieszka w nas ponownie zrodzi owoce grzechu.
Przebaczenie grzechów, choć jest czymś wspaniałym, to nie stanowi jeszcze
pełnego rozwiązania problemu grzechu. Przebaczenie jest cudowną wartością,
za która powinniśmy stale Bogu dziękować, bo przywraca nam ono wewnętrzny
pokój. Jednak prawdziwie wierzący człowiek jest niezadowolony z tego, że
owoce grzechu stale pojawiają się w jego życiu. Jest nieszczęśliwy, bo choć
doznaje przebaczenia, to znów grzeszy, ponownie uzyskuje przebaczenie i
znów popełnia grzech, i wydaje mu się, że takie życie jest błędnym kołem,
któremu nie ma końca. Ale czy jedyną nadzieja chrześcijan w odniesieniu do
problemu grzechu jest wyłącznie przebaczenie? Czy to jest granica mocy
Bożej Ewangelii? Współczesny człowiek próbował już rozwiązać problemu
grzechu na wszelkie możliwe ludzkie sposoby. Jednak, ani wychowanie, ani
restrykcje i zasady, motywacje i nagrody, marksizm czy jakiekolwiek
humanistyczne idee nie zdały egzaminu i nie zlikwidowały problemu
przestępstwa i grzechu. Czy można dokonać tego przez zmianę politycznego i
ekonomicznego środowiska? Jeśli wykopię małą wierzbę i przesadzę ją do sadu,
w którym rosną grusze, to czy na wierzbie tej wyrosną gruszki, tylko dlatego że
wierzba ta zmieniła środowisko? Nie! To jest po prostu niemożliwe! Jeśli
chrześcijanin bezskutecznie stara odnieść zwycięstwo nad grzechem, to
jest tak, ponieważ nie dostrzega on Bożego podwójnego rozwiązania
problemu grzechu. Moc Boża nie jest zawarta jedynie we krwi Chrystusa,
ale także w krzyżu. Bóg może wybaczyć grzeszne czyny (dzięki przelanej krwi
Chrystusa), ale grzeszność nie może być przebaczona. Grzeszność musi
istnieć do końca. Jednym z błędów, jakie popełniamy stając się
chrześcijanami, polega na tym, że wydaje się nam, iż z Bożą pomocą
jesteśmy stanie zmienić nasze grzeszne natury. Chrystus jednak w rozmowie
z Nikodemem powiedział, że "to, co się narodziło z ciała jest (do końca) ciałem"
(Jan 3.6), gdyż Bożym rozwiązaniem problemu zakonu grzechu, który jest w
nas nie jest modyfikacja czy poprawa, ale krzyż! Ciało grzechu (zasada
wrodzonego egocentryzmu) musi umrzeć! To jest sposób w jaki Bóg
rozprawia się z zakonem grzechu. Bóg zapewnia ci przebaczenie twoich
grzesznych czynów poprzez krew Chrystusa, ale nie wybacza ci twojej
grzeszności, lecz wykorzenia to bezustannie rodzące gorzkie owoce drzewo.
Jabłoń, która rodzi kwasne jabłka musi być wykorzeniona i nowa jabłoń
musi zająć miejsce starej. W 2 Kor. 5:17 Paweł wyjaśnia, czego Bóg dokonał
dla nas przez krzyż: "Tak więc, jeśli ktoś jest w Chrystusie, nowym jest
stworzeniem; stare przeminęło, oto wszystko stało się nowe". Receptą
Ewangelii na grzech nie jest zmiana środowiska. Ewangelia nie ma też na celu
jedynie uczynienie człowieka lepszym czy dobrym. Receptą Ewangelii na
grzech jest posłuszeństwo zasadzie "nie ja, lecz Chrystus"! Z tego własnie
powodu pewien francuski teolog powiedział, że "każdy chrześcijanin rodzi się
(już) ukrzyżowany". Podobnie, słynny współczesny męczennik i teolog Dietrich Bonhofer, który został pozbawiony życia w wieku 39 lat powiedział:
"Kiedy Bóg cię powołuje, to wzywa cię do śmierci". Jeśli jeszcze nie
umarliście, jeżeli zostaliście pogrzebani żywcem przez pastora, który
przeprowadzał ceremonię waszego chrztu, to tak naprawde jeszcze nie
jesteście chrześcijanami, ponieważ Ewangelia żąda od was śmierci w
zamian za życie Chrystusa! Tak wygląda Boża odpowiedź na problem grzechu.
Śmierć Chrystusa nie była śmiercią Jednego zamiast wszystkich. Biblia nie uczy
czegoś takiego. Tak, to prawda, że Chrystus umarł za nas w tym sensie, że
zakosztował śmierci zamiast nas (wszystkich ludzi), gdyż ty i ja - jako
chrześcijanie - nigdy nie będziemy musieli doświadczyć drugiej śmierci,
której Chrystus zakosztował na krzyżu. Nie umierał On jednak jako Jeden
zamiast wszystkich, bo taka śmierć byłaby czymś nielegalnym (bezprawnym) i
żadne prawo (ani ludzkie ani Boże) nie aprobuje takiego rozwiązania. Dlatego,
zgodnie z treścią Nowego Testamentu, śmierć Chrystusa musiała być solidarną,
(zbiorową, kolektywną, zespołową) śmiercią!
Gdy reprezentant naszego kraju zdobędzie złoty medal olimpijski, to czy tylko on
się cieszy i wzrusza? Nie jedynie on, ale cały naród, ponieważ sportowiec ten
jest reprezentantem całego narodu! Podobnie, kiedy Chrystus odniósł
zwycięstwo poprzez swoje doskonale sprawiedliwe życie i swoją śmierć, to i cała
ludzkość może się już z tego faktu radować, bo Jego zwycięstwo jest
zwycięstwem nas wszystkich (2 Kor 5.14). Gdy tylko przez wiarę akceptujemy
ten historyczny fakt, wówczas krzyż Chrystusa staje się naszym krzyżem.
Tak więc, w Chrystusie mamy wolność nie tylko od potępienia z powodu
naszych grzechów, ale także od mocy grzechu: "Albowiem czego zakon nie
mógł dokonać, w czym był słaby z powodu ciała, tego dokonał Bóg: przez
zesłanie Syna swego w postaci grzesznego ciała, ofiarując je za grzech, potępił
grzech w ciele" (Rzym. 8:3). Użyte tu słowo "grzech" (l. poj.) nie odnosi się do
naszych grzesznych czynów, lecz do zasady grzechu, która mieszka w
naszym "ciele" grzechu. Jan Chrzciciel, gdy ujrzał Chrystusa zawołał: "Oto
Baranek Boży, który gładzi grzech (l. poj.) świata" (Jan. 1:29). Również tutaj
słowo "grzech" wystepuje w liczbie pojedynczej, gdyż Jezus nie przyszedł
jedynie, by wybaczyć i wybaczać nam nasze grzechy, ale "zgładzić grzech
świata". I na krzyżu, zgodnie z Rzym 8.3, Bóg "potępił (zgładził) grzech (l. poj.) w
ciele" (w ludzkiej naturze Chrystusa). Na krzyżu Bóg potępił i zgładził zakon
grzechu w ciele Chrystusa, "aby słuszne żądania zakonu wykonały się na
nas…" (Rzym. 8:4). Inaczej mówiąc, Boże rozwiązanie dualnego problemu
grzechu człowieka znajduje się we krwi i w krzyżu Chrystusa. Ponieważ Chrystus
zaakceptował "zapłate za grzech" (za nasze grzechy), "Jego krew oczyszcza nas
od wszelkiego grzechu". Ale, ponieważ my umarliśmy w Nim, Bóg uderzył w
podstawę grzechu, jego korzeń, którym jest moc i zasada grzechu
mieszkająca stale w nas.
Nasza śmierć w Chrystusie jest niezbędna, aby z prawnego punktu
widzenia nasze przebaczenie mogło być zaakceptowane. Prawdą jest, że
obiektywnie rzecz biorąc wszyscy ludzie ponieśli już śmierć w Chrystusie, ale
jeśli ktokolwiek odrzuca tę śmierć jako własną, jeżeli nie chce utożsamić się z
krzyżem Chrystusa, oznacza to również, że krew Chrystusa nie może
legalnie oczyścić tej osoby z grzechów, ani usprawiedliwić. Jest więc czymś
niezwykle ważnym, aby pamiętać, że krzyż Chrystusa uderza w samo sedno
problemu grzechu, którym jest znajdujący się w naszych "członkach"
zakon (moc, zasada) grzechu.
Powiedzmy, że udajecie się na pogrzeb alkoholika i zabieracie ze sobą puszkę
piwa i przechodząc obok otwartej trumny częstujecie zmarłego tym piwem.
Człowiek ten jednak nie jest już w stanie skorzystać z waszej oferty, nie może już
spożyć żadnego alkoholu. Jest to niemożliwe, bo nie żyje, bo umarł także dla
alkoholu. W Gal. 5:24 Paweł mówi, że "ci, którzy należą do Chrystusa Jezusa,
ukrzyżowali ciało swoje wraz z namiętnościami i żądzami". Jedynym
miejscem, do którego należy ciało grzechu jest krzyż.
Czy pragniesz zwycięstwa nad mocą zakonu grzechu, który jest w tobie? Ta moc
znajduje się w krzyżu Chrystusa, a nie w twoich obietnicach i rezolucjach,
które są jak "bicz z piasku". W Ewangelii Jana 12:24 Chrystus mówi:
"Zaprawdę, zaprawdę (2-krotne "zaprawdę" akcentuje powagę tych słów)
powiadam wam, jeśli ziarnko pszeniczne, które wpadło do ziemi, nie obumrze,
pojedynczym ziarnem zostaje; lecz jeśli obumrze, obfity owoc wydaje".
Nasienie nie może wydać owocu, jeśli stale znajduje się w kieszeni, jeśli nie
zostanie umieszczone w ziemi i nie obumrze. Podobnie i my, jeśli nie
zaakceptujemy faktu naszej śmierci w Chrystusie, nigdy nie zaczniemy
wydawać prawdziwych owoców Ducha Świętego pod postacią autentycznej
sprawiedliwości i uświęconego zycia. Jeśli usunę jabłoń, która rodzi gorzkie
owoce i zasadzę na jej miejsce nowe drzewo, to może to zabrać nawet 5 lat
zanim pojawią się na nim owoce, ale z pewnością jabłoń ta będzie w końcu
rodzić słodkie i smaczne owoce, dlatego że stare drzewo zostało wykorzenione i
nowe zajęło jego miejsce.
Najważniejszą prawdą, której potrzebuje świat jest to, że
Chrystus przelał swoją krew za grzechy każdego grzesznego
człowieka. Największą zaś potrzebą chrześcijanina, który
uzyskał już przebaczenie, i którego udziałem jest już wewnętrzny
pokój, który stoi przed Bogiem tak jakby nigdy nie zgrzeszył, nie
jest to, że Chrystus przelał dla niego swoją krew, bo ten fakt jest
już mu znany. Tym czego teraz najbardziej on potrzebuje jest
świadomość tego, że "umarł przez ciało Chrystusowe, (…) aby
mógł wydawać owoc dla Boga" (Rzym. 7:4).
Bóg ma sposób na to, byś zaczął przynosić Mu "owoc", ale nie dokona tego
przez uczynienie cię lepszym chrześcijaninem. Jego metoda polega na
pozbawieniu cię życia i obdarowaniu w zamian życiem Chrystusa, zyciem,
które podoba się Bogu, tak abys mógł powiedzieć: "z Chrystusem jestem
ukrzyżowany; żyję więc już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus" (Gal. 2:20).
Chrystus był chętny, by wszędzie tam, gdzie posyłał Go Ojciec, wypełnić każde
Jego polecenie, był chetny udać się nawet na Golgotę i dla naszego zbawienia
zawisnąć na krzyżu, będącym symbolem przekleństwa. Niech Boża miłość
zachęci nas wszystkich - również i tych, którzy jeszcze tego nie uczynili - do
tego, abyśmy zawsze i szczerze akceptowali z wdzięcznym sercem naszą
śmierć w Chrystusie, naszą nową rzeczywistość i historię w Nim, tak aby zawsze
mógł On w nas mieszkać. Dzieki temu, świat nie będzie już dłużej widział nas,
ale "Chrystusa w nas, nadzieję chwały" (Kol. 1.27).
Tłumaczenie - Sławomir Gromadzki