Polski rynek kapitałowy

Transkrypt

Polski rynek kapitałowy
Peter Niklewicz
Simon Puleston Jones
Z Simonem Puleston Jonesem, Prezesem Zarządu FIA Europe (Futures Industry Association Europe),
rozmawia Peter Niklewicz, Przedstawiciel GPW w Londynie
Na początek prosiłbym o kilka słów wstępu na temat Pańskich doświadczeń, roli, jaką pełni Pan
w ramach FIA, oraz roli FIA w ramach szerszego ekosystemu instrumentów pochodnych.
Z wykształcenia jestem prawnikiem i pracuję w tym zawodzie od piętnastu lat. Karierę rozpocząłem
pod koniec lat dziewięćdziesiątych w kancelarii prawnej Simmons & Simmons w londyńskim City,
zanim przeszedłem do banku inwestycyjnego. Nadzorowałem prawne aspekty działalności banku
inwestycyjnego Barclays w obszarze kontraktów futures i rozliczeń w obrocie nieregulowanym
na rynku europejskim i byłem jednym z głównych prawników odpowiedzialnych za zmiany
regulacyjne. Wcześniej byłem przewodniczącego Grupy Roboczej FOA ds. Prawnych i odpowiadałem
za większość współpracy FOA z europejskimi regulatorami w zakresie wdrażania przepisów
rozporządzenia EMIR.
Do niedawna w bankach inwestycyjnych rozróżniano stanowiska prawników odpowiedzialnych
za produkty i prawników odpowiedzialnych za kwestie regulacyjne. Ci pierwsi tradycyjnie pracowali
w Departamencie Prawnym, zaś ci drudzy w Departamencie Zapewniania Zgodności. Obecnie podział
taki już nie obowiązuje. Zacierają się granice pomiędzy działalnością Departamentu Prawnego
i działalnością Departamentu Zapewniania Zgodności. W 2010 r. zobowiązano mnie
do przygotowania odpowiedzi banku Barclays na kierowane przez brytyjski urząd nadzoru
finansowego FSA pisma do zarządów banków, w których urząd nadzoru postawił wymóg
potwierdzenia przez bank w terminie do sierpnia zgodności z zasadami dotyczącymi ochrony środków
klientów w ramach systemu CASS. Wówczas skupiłem się właśnie na zagadnieniach dotyczących
zasad FSA w obszarze ochrony środków klientów. Następnie w 2011 r. zajmowałem się zasadami
Bazylei III – kapitałem regulacyjnym i unijnymi przepisami dotyczącymi krótkiej sprzedaży. Od 2012 r.
zajmuje mnie niemal wyłącznie EMIR. Obecnie mamy też oczywiście MiFID II.
Jaką więc pełnię rolę i jaka jest rola FIA Europe? Pracę rozpocząłem z dniem 10 marca, a 11 marca
zmieniliśmy nazwę na FIA Europe. Co to za organizacja? FIA to nadal to samo stowarzyszenie
branżowe, jak poprzednio – w tym sensie, że nadal jest to europejskie stowarzyszenie rynku
finansowego i stąd też nazwa FIA Europe. Pracujemy w ramach bliskich powiązań z FIA America, czyli
naszym odpowiednikiem w Stanach Zjednoczonych, a także z FIA Asia na rynkach wschodnich.
Co szczególnie istotne, nie chcemy zatracić naszej europejskiej specyfiki, w związku z czym dbamy
o to, by poszczególnym podmiotom w Ameryce, Europie i Azji nadawać podobną wagę.
1|Strona
Peter Niklewicz
Simon Puleston Jones
Na spotkaniach wyraźnie tłumaczę, czym jest, a czym nie jest nasza organizacja. Nadal jesteśmy
bardzo europejskim stowarzyszeniem branżowym działającym w ramach globalnej współpracy, które
umożliwia nam lepszą koordynację i bardziej spójne podejście do kwestii globalnych
i ponadgranicznych.
A teraz poproszę o parę słów na temat członków FIA Europe.
W przypadku naszego członkostwa szczególnie ważny jest jego szeroki zakres. Chociaż czasem uważa
się, że FIA to stowarzyszenie branżowe zdominowane przez banki inwestycyjne, to banki
inwestycyjne stanowią tylko ok. 20 procent naszych członków. Wśród naszych członków jest duża
liczba podmiotów prowadzących obrót energią i firm prowadzących obrót towarami – około 22%
naszych członków. Są również giełdy i izby rozliczeniowe CCP, repozytoria transakcji, jak również
pewna liczba spółek zapewniających infrastrukturę informatyczną na rynku. Co ciekawe, około jedna
trzecia naszych członków to firmy usługowe, które chętnie korzystają z marki FIA i FIA Europe,
by na bieżąco orientować się w działalności swoich klientów i szczegółowo zapoznawać się z ich
problemami. Obecnie nie mamy chyba członków z Polski, ale mam nadzieję, że zmieni się to wraz
z umiędzynarodowieniem polskiego rynku kapitałowego.
Obszarem Państwa działalności jest rynek instrumentów pochodnych.
Tak. Zajmujemy się notowanymi instrumentami pochodnymi, czyli kontraktami futures i opcjami
giełdowymi, jak również towarami i rozliczanymi swapami. W przypadku towarów są to energia,
emisje, metale i brytyjski rynek elektroenergetyczny. FIA Europe posiada odrębne Grupy Robocze
odpowiedzialne za obrót metalami, energią, emisjami i elektrycznością.
Czy FIA Europe ma swoje przedstawicielstwo w Brukseli?
Nie mamy biura w Brukseli. Wiem, że wiele innych stowarzyszeń branżowych podjęło taką decyzję,
zwłaszcza w ciągu ostatniego roku. Zbadanie takiej możliwości było przedmiotem moich analiz.
Wyniki ogłosimy na naszej konferencji IDX w czerwcu 2014 r.
W polskim kontekście – z jakiego powodu polski bank, polski urząd nadzoru lub polska izba
rozliczeniowa CCP (które obecnie nie należą chyba do FIA) miałyby rozważyć członkostwo w FIA
Europe?
Zależy nam na tym, by FIA Europe miała wymiar naprawdę europejski. Powinniśmy między innymi
pracować nad tym, by krajowe urzędy miały lepsze zrozumienie nie tylko tego, kim są uczestnicy
krajowego rynku, ale także zakresu ich współpracy z szerszym europejskim i pozaeuropejskim
rynkiem finansowym, jak również europejskich problemów, które mogą stanowić wyzwanie
w procesie wdrażania na rynku krajowym. Na przykład w przypadku rozporządzenia EMIR
2|Strona
Peter Niklewicz
Simon Puleston Jones
i pośredniego rozliczania, wiele podmiotów w Polsce będzie dążyć do uzyskania dostępu do rynku
giełdowego i rozliczania instrumentów pochodnych, ale ze względu na swoją wielkość nie będzie
mogło uzyskać członkostwa w GPW. Takie podmioty będą musiały prowadzić rozliczanie produktów
za pośrednictwem Członka Giełdy. FIA Europe wspólnie z ISDA pracuje nad stworzeniem
dokumentacji dla całego rynku europejskiego, ułatwiającej współpracę pomiędzy uczestnikiem
rozliczającym, jego bezpośrednim klientem i klientem pośrednim. ESMA stoi między innymi przed
wyzwaniami wynikającym z tego, iż wiele przepisów w państwach członkowskich nie służy pośrednim
rozliczeniom na gruncie EMIR z punktu widzenia upadłości. Tak więc staramy się między innymi
pomóc w koordynacji współpracy pomiędzy władzami europejskimi i urzędami krajowymi.
W przypadku mniejszych rynków funkcjonujących krócej i nie posiadających bogatych doświadczeń
możemy zapewnić niezbędną wiedzę – czerpaną nie tylko z Londynu, ale i z Nowego Jorku, Singapuru
i z całego świata – która pomoże we wdrażaniu przepisów europejskich w Polsce, a jednocześnie
będzie wspomagać rozwój krajowych rynków w oparciu o wnioski płynące z pozytywnych przykładów
jak i poważnych błędów, jakie popełniono w innych krajach, dzięki czemu uda się ich uniknąć.
Istnieje ogrom zainicjowanych w Brukseli i w USA nowych regulacji, zmian obowiązków prawnych i
sprawozdawczych. Jak zapatruje się Pan na krótko- i długoterminowy ich wpływ na szerszy rynek
kapitałowy i rynek instrumentów pochodnych, zwłaszcza w Europie? Jakie czynniki w Pańskiej
ocenie są szczególnie istotne?
W zeszłym tygodniu byłem w Baltimore na konferencji FIA poświęconej zagadnieniom prawnym
i zapewniania zgodności. Wstałem o 5 rano, żeby wysłuchać konferencji dla inwestorów
poprowadzonej przez Anthony’ego Jenkinsa. Zerwałem się o 5 rano, bo byłem ciekaw, gdzie Anthony
i bank Barclays postanowili ulokować działalność w zakresie rozliczanych instrumentów pochodnych
w ramach cięć i restrukturyzacji banku inwestycyjnego – czy w „dobrym” czy też w „złym” banku. Jest
to bardzo aktualny temat. Faktycznie istnieje ogrom regulacji – jaki jednak jest ich wpływ? Wpływ
ten przede wszystkim dotyczy kosztów – zarówno kosztów dla końcowych użytkowników,
jak i kosztów dla podmiotów pośredniczących pomiędzy użytkownikami końcowymi a izbami
rozliczeniowymi CCP. Wszystkie te koszty rosną.
Zarysowuje się coraz poważniejsze wyzwanie związane z rozziewem pomiędzy terminami
wyznaczanymi przez regulatorów a zdolnością uczestników rynku do ich dotrzymania. Są tego liczne
przykłady – 12 lutego 2014 r., kiedy to wszedł w życie obowiązek raportowania określony
w rozporządzeniu EMIR nie tylko w przypadku swapów, ale i raportowania giełdowych instrumentów
pochodnych, pomimo licznych i wyraźnych sygnałów uczestników rynku, że nie będą oni gotowi w tak
określonym terminie, podjęto jednak decyzję, iż lepiej będzie wdrożyć przepisy i dopracować
je później zamiast poczekać na gotowość uczestników rynku. Obecnie regulatorzy zaczynają
rozumieć, iż stanowi to wyzwanie. Jeśli chodzi o wyzwania w krótszej perspektywie, to przed nami
oczywiście ustanowiony w rozporządzeniu EMIR obowiązek segregacji i nowe podejście
do prowadzenia kont, pozycji i depozytów zabezpieczających w izbach rozliczeniowych. Wszyscy
uczymy się raportowania, które już obowiązuje. Wiążą się z tym liczne wyzwania. W ciągu
najbliższego miesiąca-dwóch opublikujemy raport podsumowujący takowe wyzwania. W sierpniu
czekają nas kolejne zmiany w raportowaniu w zakresie zabezpieczeń i wyceny pozycji, a pod koniec
3|Strona
Peter Niklewicz
Simon Puleston Jones
roku bądź z początkiem przyszłego roku ma wejść w życie obowiązek rozliczeniowy ustanowiony
w rozporządzeniu EMIR. Przez cały czas mieliśmy do czynienia z „problemami wieku dorastania”,
jak na przykład w zakresie front-loadingu, propozycji ESMA w zakresie możliwego podejścia służącego
rozstrzygnięciu pewnych niezamierzonych konsekwencji front-loadingu, które wszyscy świetnie
znamy.
Po części ponadgraniczny dialog ze Stanami Zjednoczonymi też jest pełen wyzwań, ponieważ USA
próbują eksterytorialnie narzucić swoje przepisy Europie, ale jednocześnie Europa dąży
do eksterytorialnego narzucenia swojego modelu segregacji amerykańskim podmiotom typu FCM
w przypadkach rozliczania europejskich klientów w europejskich izbach CCP. Aktywnie
uczestniczyliśmy w kuluarowych rozmowach z krajowymi i europejskimi regulatorami w Europie,
a nasi amerykańscy koledzy prowadzą podobną współpracę z CFTC. W nieco dalszej perspektywie
przed nami z jednej strony głównie MiFID II i MiFIR, ale również zabezpieczenie izb CCP przed
upadłością. W przypadku MiFID II i MiFIR jak też cała gama zagadnień – obowiązek obrotu
w przypadku gdy transakcja będzie musiała obowiązkowo zostać rozliczona w izbie rozliczeniowej
CCP zgodnie z rozporządzeniem EMIR – tu należy się zastanowić, czy taki produkt powinien być
obowiązkowo w obrocie giełdowym. Jest to ze sobą powiązane.
Duży nacisk kładzie się na instrumenty towarowe i limity pozycji dla takich instrumentów, jak też na
kwestie raportowania transakcji w trybie zbliżonym do raportowania pozycji w odróżnieniu od
raportowania zgodnie z rozporządzeniem EMIR, czyli raportowania poszczególnych transakcji. Istnieją
również wymogi w zakresie przejrzystości przed i po zawarciu transakcji, wymogi dotyczące transakcji
ponadgranicznych, handlu algorytmicznego i handlu wysokich częstotliwości, struktur rynkowych itp.
Przed nami cała gama zagadnień, zwłaszcza dla takiej giełdy jaką jest GPW.
Jest też kwestia niedyskryminującego dostępu (otwartego dostępu), a więc koncepcji, zgodnie z którą
każdy powinien mieć możliwość wyboru izby rozliczeniowej, zaś izba rozliczeniowa powinna mieć
możliwość oferowania każdemu rozliczeń produktów. Tu zarysowują się bardzo wyraźne linie frontu.
Z jednej strony są ICE, CME i Eurex, w pewnym stopniu wraz z ich krajowymi urzędami regulacyjnymi,
a z drugiej strony grupa giełdy londyńskiej i NASDAQ OMX. Ci pierwsi sprzeciwiają
się otwartemu dostępowi, ci drudzy opowiadają się za nim. Obecnie otwarty dostęp wpisano
do przepisów, zaś w ramach uzgodnień politycznych ma on służyć zwiększaniu konkurencji.
Prawdziwe wyzwanie jawi się nie tyle z punktu widzenia giełdy, co izby rozliczeniowej. Mówi
się nawet, iż w MiFID II zapisano konieczność istnienia konkurencji, ale wyłącznie pomiędzy
podmiotami już obecnymi w branży, gdyż utworzenie nowego CCP – pozyskanie od zera
wystarczającego kapitału i odpowiednich zasobów – będzie bardzo trudne.
A jakie będą ewentualne skutki dla rynków, na których funkcjonuje tylko jedna krajowa izba
rozliczeniowa CCP?
Przykładem mogą być Niemcy, Włochy (CC&G), Paryż (LCH.Clearnet SA) czy Skandynawia (NASDAQ).
Wydaje mi się, że problem nie dotyczy poszczególnych państw członkowskich. Wielka Brytania może
być wyjątkiem, ponieważ funkcjonują tu liczne giełdy i izby rozliczeniowe CCP. Pomijając jednak
4|Strona
Peter Niklewicz
Simon Puleston Jones
Wielką Brytanię, z szerszej perspektywy europejskiej, chodzi raczej o połączenia ponadgraniczne,
jak też o kwestię, czy GPW ma zastosować model Eurex, w którym funkcjonuje giełda, a w ramach tej
samej jurysdykcji działa izba rozliczeniowa, przy czym trzeba wówczas podjąć się decyzję,
czy działać silosowo, rozliczając transakcje wyłącznie we własnej CCP, czy też dążyć do współpracy
z innymi CCP, co może zapewnić korzyści w zakresie depozytów zabezpieczających w przypadku
rozliczeń w innych CCP bądź innych produktów, których aktualnie nie oferuje nasza giełda. Trwają
też intensywne prace nad powiązaniem depozytów zabezpieczających (tzw. cross-margining)
dla swapów i kontraktów futures.
W pewnym stopniu nie ma znaczenia, czy działa się w danym kraju członkowskim, ponieważ jest
to działalność ponadgraniczna. Polski podmiot, który chce rozliczać polskie instrumenty pochodne,
może nie zdecydować się na dostęp do GPW za pośrednictwem polskiej spółki będącej uczestnikiem
rozliczającym, bowiem może zwrócić się do uczestnika rozliczającego ze Stanów Zjednoczonych czy
też do francuskiego czy niemieckiego banku jako uczestnika rozliczającego. Istnieje więc cała gama
kwestii ponadgranicznych, co oznacza, że na ten rynek należy patrzeć nie w kategoriach zbioru
rynków krajowych, ale jak na wieloelementową konstrukcję europejską, w której funkcjonują
też uczestnicy rozliczający, a nawet klienci uczestników rozliczających spoza Europy.
To naprawdę globalna branża, a Warszawa nie różni się przy tym od Mediolanu, Paryża, Sztokholmu –
jest to giełda, która funkcjonuje na globalnym rynku.
Jak się Pan zapatruje na żywo dyskutowaną obecnie kwestię podatku od transakcji finansowych?
Nie spotkałem jeszcze nikogo, kto byłby jego zwolennikiem, czy to w naszej branży czy też poza nią.
W ciekawy sposób na temat podatku od transakcji finansowych, jak również ogólniej na temat
kosztów rozliczeń, wypowiedziała się na marcowej konferencji FIA w Boca eurodeputowana
Kay Swinburne.
Chyba od samego początku podatek od transakcji finansowych miał być narzędziem służącym
do ukarania banków za konsekwencje kryzysu finansowego, o który stanowczo obwiniono wyłącznie
banki. W takim zamiarze nie byłoby nic zdrożnego, ale niestety zamierzenia te dotkną wyłącznie
użytkowników końcowych. Na początku naszej rozmowy mówiliśmy o kosztach tej działalności
i faktycznych konsekwencjach dla użytkowników końcowych – czy będzie to fundusz emerytalny
starający się pomnożyć środki swoich uczestników, czy też niemiecka spółka elektroenergetyczna
dążąca do zabezpieczenia swojej pozycji w stopach procentowych czy w różnych walutach. Koniec
końców faktyczne koszty podatku od transakcji finansowych poniesie rynek i użytkownicy końcowi,
a nie spekulanci, którzy tak martwią się o zabezpieczenia, i nie banki, ponieważ takie koszty łatwo jest
przerzucić na użytkowników końcowych.
Obawiam się, że podatek nie uderzy w tych, przeciwko którym ma być skierowany, a w efekcie będzie
przeciwskuteczny, choć może on być nakładany tylko na niewielkim poziomie, gdyż miałby
obowiązywać od każdej transakcji, w tym instrumentów pochodnych, a nie tylko kapitałowych.
Zasadniczo taki podatek nie umożliwi osiągnięcia zamierzonych rezultatów, chyba że celem ma być
wyrzucenie tej działalności z Europy do Stanów Zjednoczonych, a może nawet do Azji – jeśli tak,
to jest to odpowiedni środek. Wiele lat temu funkcjonowało powiedzenie, że instrumenty pochodne
5|Strona
Peter Niklewicz
Simon Puleston Jones
to finansowa broń masowego rażenia. Nie jest to podejście właściwe, bowiem chodzi o bardzo ważne
narzędzie zarządzania ryzykiem przez przedsiębiorstwa, dzięki czemu świat staje się bezpieczniejszy –
nie jest to żaden Armagedon.
Padło słowo „Armagedon”. Porozmawiajmy przez chwilę o handlu wysokich częstotliwości. Czy
mogę zapytać o Pańskie zdanie na temat wpływu technologii na rynki w ostatnich latach. Jakie jest
stanowisko FIA Europe w sprawie handlu wysokich częstotliwości i obecnych wyzwań prawnych
w USA?
Kiedy odchodziłem z banku Barclays, dostałem na pożegnanie Kindle’a w wersji paperwhite. Pierwszą
książką, którą na niego ściągnąłem, była pozycja „Flash Boys” autorstwa Michaela Lewisa.
Chciałem o to zapytać…
Przeczytałem ją. Pojawiają się w niej istotne pytania. Wybrałem się wysłuchać prezentacji Michaela
Lewisa w London School of Economics, która spotkała się z entuzjastycznym odbiorem. Panowała
na niej atmosfera przypominająca koncert rockowy. Dla wielu osób spoza rynku finansowego jest
on wręcz bohaterem, a sam zaczynał oczywiście na rynku finansowym. Jako jeden z czterech
szczęśliwców mogłem mu po wykładzie zadać pytanie z sali. Odczytałem mu cztery zdania z raportu
opublikowanego przez holenderski urząd regulacyjny AFM w 2010 r. poświęconego handlowi
wysokich częstotliwości. Cytuję te cztery zdania z pamięci – uznano w nich, że handel wysokich
częstotliwości nie stanowi naruszenia zasad obowiązujących na rynku. Nie ma nic złego w tym,
że firmy inwestują w technologię i czerpią uczciwe zyski z takich inwestycji technologicznych, jeśli
tylko realizują zgodne z prawem strategie inwestycyjne. Stwierdzono również, iż można analizować
kwestię handlu wysokich częstotliwości, ale do sprawy należy podejść z pełną starannością, kierując
się faktami, a nie emocjami. Odczytałem te cztery zdania i spytałem, jak Michael się na to zapatruje.
Zaskoczył mnie, mówiąc, że w pełni się z tym zgadza. Panuje błędne przekonanie, że szybkość
obrotów z definicji jest zła, niesprawiedliwa, a nawet że może stanowić niezgodne z prawem
wykorzystanie informacji poufnych, i to już od czasów, kiedy maklerzy fizycznie znajdowali
się na parkiecie i można było zaobserwować, jak odbierają sygnały. Najważniejsze jest przy tym,
że handel wysokich częstotliwości sam w sobie nie jest niczym złym – złe natomiast może być jego
konkretne wykorzystanie, i nad tym można się głębiej zastanawiać. Wydaje mi się, że niewiele
korzyści płynie z szerszej dyskusji z osobami nieposiadającymi tak dobrego zrozumienia rynku, jakie
mają regulatorzy. Tu pojawia się kwestia kierowania się faktami, a nie emocjami, bo to temat
podatny na emocje. Tak więc uważam, że jest to faktycznie istotny temat i powinniśmy odpowiednio
dobrać miejsce takiej dyskusji, jak na przykład wydarzenia z organizowanej przez FIA Europe serii
InfoNet.
A czy książka się Panu podobała?
Bardzo dobrze się ją czytało.
6|Strona
Peter Niklewicz
Simon Puleston Jones
Interesująca była rozmowa z prezesem jednej brytyjskich giełd papierów pochodnych, która rozwiała
pewne mity co do założenia, iż płacąc za bliższy dostęp do serwera giełdy dostaje się krótszy kabel,
a więc zyskuje odrobinę więcej czasu. Tymczasem owa giełda dba o to, żeby wszystkie kable miały
tę samą długość, a im bliżej serwera giełdowego, tym więcej pętli na takim kablu. W efekcie
w przypadku wspomnianej giełdy nikt nie czerpie przewagi konkurencyjnej z fizycznej bliskości
serwerów giełdy. Chociaż oferują kolokację, nikt na tym nie korzysta. Czy jest się bliżej, czy dalej,
każdy ma kabel o tej samej długości.
A jak widzi Pan przyszły krajobraz europejskiego rynku giełdowego i europejskich modeli giełd?
Określony w MiFID II obowiązek rozliczania i obrotów wymusi notowanie kolejnych produktów
na giełdach i da możliwość ich notowania na więcej niż jednym rynku. MiFID II kładzie kres epoce,
w której giełda mogła mieć rynek na wyłączność – te dni są już policzone. Dzięki otwartemu
dostępowi zwiększy się konkurencja, przynajmniej w teorii, choć panują różne opinie. Niektórzy, jak
NLX, twierdzą, że źródłem ich sukcesu jest możliwość korzystania z usług rozliczeniowych znanego
CCP.
Czy spodziewam się więc, że izby rozliczeniowe CCP będą się mnożyć? Osobiście nie spodziewam się
w krótkiej perspektywie powstania nowych izby typu CCP. Czy spodziewam się powstania nowych
giełd? Oczywiście. Tak więc w przypadku niedyskryminującego dostępu, jakie będą praktyczne jego
warunki i na jakich zasadach CCP może odmówić przyłączenia?
Czy spodziewam się wzrostu konkurencji w Polsce? Zapewne Pan wie więcej ode mnie
o ewentualnym popycie czy zapotrzebowaniu na alternatywne rynki obrotu, zwłaszcza wśród
użytkowników końcowych w Polsce. W powszechnej opinii większa liczba rynków obrotów zapewnia
uczciwy poziom opłat giełdowych i rozliczeniowych, przy czym złą stroną większej liczby rynków jest
rozdrobnienie płynności. Płynność jest tak ważnym czynnikiem sukcesu lub porażki każdego
giełdowego produktu, że prowadzi to do pewnych obaw związanych z otwartym dostępem
i możliwością notowania kontraktów na różnych rynkach zgodnie z rozporządzeniem EMIR.
Wspomniał Pan o alternatywnych platformach obrotu. Jak krajowa giełda może konkurować
z modelem biznesowym platformy MTF?
Sądzę, że głównym czynnikiem będzie marka i jej siła, zarówno na szczeblu krajowym,
jak i międzynarodowym. Taka platforma MTF jak np. Chi-X będzie sobie stawiać pytanie, czy uda
jej się wykorzystać atut międzynarodowej skali działalności w Polsce i na innych rynkach.
Trudniej jest powiedzieć, jaki wpływ wywrze to na polski rynek. Jednak warszawska Giełda i izba
rozliczeniowa powinna zadać sobie pytanie, dlaczego zagraniczny lub polski użytkownik końcowy
czy polski bank miałby wybrać taki czy inny rynek obrotu?
Ostatnie pytanie: czy w perspektywie zarysowują się szczególnie interesujące zmiany?
7|Strona
Peter Niklewicz
Simon Puleston Jones
Dla mnie osobiście ciekawe jest to, że obawa przed zmianą leży w ludzkiej naturze, ale kiedy
pogodzimy się już ze zmianą i zrozumiemy, że cała branża przechodzi cykl zmian, okazuje się,
że segment instrumentów pochodnych jest fascynujący, podobnie jak uczestnictwo w pionierskich
działaniach na rynkach finansowych. Oto dojrzały, ugruntowany sektor wymyśla się na nowo poprzez
nową infrastrukturę rynku i nowe przepisy. Przed Giełdą Papierów Wartościowych w Warszawie
otwierają się nowe możliwości w kraju i za granicą.
Obecnie nasza branża zmienia się – w Polsce, w Londynie, w Europie i na całym świecie. Za dziesięć
lat będziemy mogli sobie powiedzieć: „byłem współuczestnikiem tych zmian”.
Dziękuję w imieniu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie
Dziękuję.
Dodatkowe informacje o FIA Europe
FIA Europe (poprzednio FOA – Futures and Options Association) reprezentuje ok. 175 firm działających
na rynkach notowanych na giełdach i centralnie rozliczanych instrumentów pochodnych –
w tym banki, domy maklerskie, firmy zajmujące się obrotem towarami, giełdy, izby rozliczeniowe CCP,
dostawców infrastruktury, kancelarie prawne i firmy doradcze. FIA Europe wraz ze swoimi członkami
działa na rzecz prowadzenia konstruktywnego dialogu z władzami i urzędami regulacyjnymi
w realizacji najwyższych standardów branżowych. W zeszłym roku FIA podjęła współpracę z FIA
w ramach nowej struktury – FIA Global. Dzięki temu FIA, FIA Europe i FIA Asia poszerzyły swoje
wpływy w obszarze współpracy ponadgranicznej, w szczególności wzmacniając koordynację
i przepływ informacji pomiędzy regionami i mówiąc jednym głosem jako reprezentant interesów
swoich członków na całym świecie. Organizacje te nadal zajmują się kwestiami prawnymi,
regulacyjnymi i rynkowymi w swoich regionach i funkcjonują w oparciu o odrębne struktury
kierownicze, zatrudniają własnych pracowników i grupują własnych członków.
www.foa.co.uk
8|Strona