sanathana sarathi - Stowarzyszenie Sathya Sai
Transkrypt
sanathana sarathi - Stowarzyszenie Sathya Sai
Sanathana Sarathi 11/2010 SANATHANA SARATHI Pismo poświęcone moralnemu i duchowemu rozwojowi ludzkości poprzez SATJĘ * DHARMĘ * ŚANTI * PREMĘ * AHIMSĘ (PRAWDĘ*PRAWOŚĆ*POKÓJ*MIŁOŚĆ*NIEKRZYWDZENIE) 85 rok zstąpienia na ziemię Wydanie specjalne - listopad 2010 Niniejsze wydanie 'Sanathana Sarathi' jest poświęcone lotosowym stopom Bhagawana Śri Sathya Sai Baby z okazji Jego 85 urodzin, 23 listopada 2010 roku Bez względu na wagę trudności, wobec jakich staniesz, możesz je łatwo rozwiązać trzymając się prawdy. Nie ma na tym świecie nic, czego prawda nie może osiągnąć. Baba Tłumaczenie z ang.: Grzegorz Leończuk Redakcja: Bogusław Posmyk © Organizacja Sathya Sai w Polsce 1 Sanathana Sarathi 11/2010 SPIS TREŚCI Uczyń prawdę wiodącą zasadą twojego życia Przemówienie Bhagawana z 2 lipca 1996 roku Nauka i duchowość dopełniają się nawzajem Wywiad Odwiedziny Bhagawana w Radżahmundry: 22-26 stycznia 1969 B.W. Ramana Rao Uroczystości w Prasanthi Nilajam Sprawozdanie Boska miłość w Afryce Wschodniej Indulal Śah, Saria Śah Doświadczanie błogości, jaką jest podróżowanie z Bhagawanem gen. maj. S.P. Mahadewan Nowiny z ośrodków Sai Uświadom sobie boskość i stań się boski Z naszych archiwów Moje podróże z Bhagawanem do Kodaikanal T.G. Krisznamurthy Moje podróże z Sai dr K. Bhaskar Rao Wskrzeszenie Blask boskiej chwały Odwiedziny Bhagawana w Karur w 1947 roku Widźajamma Zachwycające półwiecze boskiej łaski Krisznadas Eradi, Haridas Eradi Bóg kocha swoich wielbicieli Ćinna Katha Dwie pamiętne wycieczki z Bhagawanem do Mumbaju dr T. Rawikumar Wspaniała podróż z Bhagawanem Śri Sathya Sai Babą Prema Kanakaradźa Gupta © Organizacja Sathya Sai w Polsce 2 Sanathana Sarathi 11/2010 Od Redakcji PODRÓŻ Z SAI: opowieści wielbicieli Niniejsze szczególne wydanie „Sanathana Sarathi” - „Podróż z Sai: opowieści wielbicieli” zawiera opowieści z pierwszej ręki, mówiące o kilku podróżach Bhagawana na początku Jego działalności, przekazane przez tych szczęśliwych wielbicieli, którzy podróżowali z Nim w samochodzie lub też byli blisko związani z Jego podróżami. Jak mówi Bhagawan, człowiek nie może zrozumieć Boga – ale może doświadczyć Boga i czerpać z tego błogość. Ogłosiwszy, że jest awatarem, co stało się 20 października 1940 roku w Urawakondzie, gdzie był uczniem szkoły średniej, Bhagawan rozpoczął misję obdarzania ludzkości błogim doświadczeniem swojej boskości. Podejmował długie podróże, przemierzając setki tysięcy kilometrów, głównie drogami [a nie pociągiem czy samolotem], docierając do mieszkańców nawet odległych wiosek, aby dać im bezpośrednie doświadczenie swej boskości. Powiedział ludziom jednoznacznie, że Bóg przyjął ciało na ziemi, żeby przynieść człowiekowi ulgę w jego cierpieniach, poprowadzić go na drogę prowadzącą do Boga i aby odkupić jego życie. Prości ludzie wsi, o czystych sercach, gromadzili się tysiącami, aby Go słuchać i doznawać Jego wszechobecności, wszechwiedzy i wszechmocy, tak jak pasterze z Brindawan, kiedy w czasach dwapara jugi znalazł się wśród nich Kriszna. Te podróże Bhagawana pokazały, że Jego miłość do wielbicieli nie zna granic, że bezgraniczne są Jego współczucie i dobroć. Żadna fizyczna niewygoda nie mogła go powstrzymać. Ani palący żar letniego słońca czy też ulewa, ani nużąca podróż w pyle, szlakami wolich zaprzęgów czy też wędrówka po otwartym polu, gdzie nie istniała żadna droga - nic nie mogło stanąć na drodze pomiędzy Nim a Jego wielbicielami. Pomimo uciążliwości czy długich godzin podróży, trwającej czasem od wczesnego poranka do północy, Jego współtowarzysze podróży nigdy nie widzieli śladu zmęczenia na Jego twarzy, która zawsze była promienna i świeża, jak róża w pełni rozkwitu. Mówi się, że jeśli zrobisz jeden krok w stronę Boga, On uczyni sto w twoim kierunku. Jednak współczujący Sai wykonuje tysiące kroków w stronę człowieka, który nie uczynił doń nawet tego jednego kroku. Dzisiejsze pokolenie ma naprawdę szczęście, widząc obok siebie współczującego Pana– codziennie hojnie obsypującego miłością i błogosławieństwami ogromne tłumy ludzi. Dlatego naszym świętym obowiązkiem jest wyrażanie wdzięczności Bhagawanowi za Jego obfite łaski dla nas wszystkich. Być może, jednym z najlepszych sposobów odwdzięczenia się byłoby odnalezienie wszystkich tamtych miejsc, uświęconych dotknięciem lotosowych stóp Bhagawana i zainicjowanie ich jako miejsc pielgrzymkowych dla przyszłych pokoleń. Byłby to bez wątpienia najlepszy hołd dla Bhagawana na Jego 85 urodziny. Wydawca © Organizacja Sathya Sai w Polsce 3 Sanathana Sarathi 11/2010 Uczyńcie prawdę przewodnią zasadą swojego życia Dyskurs Bhagawana z 2 lipca 1996 roku wygłoszony w Prasanthi Nilajam. Ucieleśnienia miłości! Sathja, dharma,śanthi, prema, ahimsa (prawda, prawość, pokój, miłość, niekrzywdzenie) są zaprawdę pięcioma zasadami życiowymi człowieka. Prawda jest postacią samego Boga. Ludzie myślą, że człowieczeństwo polega na wykonywaniu zwykłych czynności, które człowiek powinien wypełniać w codziennym życiu. Ale czynności te są jedynie działaniami ziemskimi, nie duchowymi. Opowiadanie o zdarzeniach - takich, jakimi one są, jak się je widzi i jak się je tworzy, stanowi jedynie doczesną prawdę. Prawda duchowa jest inna. Istnieje poza obszarem czasu, przestrzeni i uwarunkowań – nie odnosi się do żadnego czasu, miejsca czy osoby. Przekracza trzy guny (jakości): sattwę, radżas i tamas (harmonię, namiętność i gnuśność). Ta prawda jest doprawdy Bogiem. Wszystko z tej prawdy się wyłania. Stworzenie wyłania się z prawdy i łączy się w jedno z prawdą. Czy jest we wszechświecie jakieś miejsce, gdzie nie istnieje prawda? Uzmysłówcie sobie tę czystą i nieskazitelną prawdę. Wszystkie pięć żywiołów (elementów) wyłoniło się z prawdy. Niezdolni do zrozumienia tej prawdy, uważamy za nią realia ziemskie i fizyczne. Prawdą ziemską jest to, co widzi się oczami, słyszy uszami i o czym myśli się umysłem. Ta doczesna prawda jest przyczyną zarówno szczęścia, jak i smutku. Oznacza ona rzeczywistość ziemską, która z upływem czasu ulega zmianom. Tymczasem prawda duchowa nie zmienia się w żadnym z trzech przedziałów czasu. Dlatego mówi się: Trikalabadhjam sathyam (Prawda pozostaje niezmienną w trzech przedziałach czasu przeszłości, teraźniejszości i przyszłości). Prawda ta jest podstawą całego stworzenia. Co rozumiemy przez 'satjam' (prawdę),która składa się z trzech liter - Sat+j+am? 'Sat' oznacza zasadę życia; 'j' - pożywienie, a 'am' znaczy słońce. Każda istota jest obdarzona energią życia, która opiera się na pożywieniu. Słońce jest przyczyną wegetacji oraz zbiorów, które zapewniają pożywienie człowiekowi. Prawdę stanowi połączenie energii życia, pożywienia i słońca. Wszystkie one są ucieleśnieniami Brahmana. Życie to Brahman, jedzenie jest Brahmanem i słońce jest Brahmanem. Satja składa się z trzech liter: 'Sa', 'ta' i 'ja'. Jeśli odwrócimy kolejność tych liter, otrzymujemy 'Ja', 'ta' i 'sa'. 'Ja' oznacza jamy i nijamy; 'ta' oznacza tapę, a 'sa' - Boga, który jest ucieleśnieniem prawdy. Dlatego też, jeśli dokonujesz pokuty, przestrzegając jam i nijam (zakazów i nakazów), dostąpisz widzenia Boga. Oto co znaczy satja. Trzymanie się jam i nijam oznacza panowanie nad pięcioma zmysłami postrzegania oraz pięcioma narządami działania. Powinieneś panować nad zmysłami i prowadzić tapę (ascezę). Czym jest asceza? Nie jest to przyjmowanie pozycji do góry nogami. Prawdziwym znaczeniem tapy jest trikarana śuddhi (jedność myśli, słów i czynów). Mów to, co myślisz, a rób to, co mówisz. Ta zgodność myśli, słów i czynów tworzy trikaranę śuddhi. Widzenie Boga możesz uzyskać dopiero wtedy, gdy będziesz przestrzegać trikaranę śuddhi wraz z jamami i nijamami. Sathyam Dźnanam Anantham Brahma (Brahman jest ucieleśnieniem prawdy, mądrości i nieskończoności). Prawda jest wiedzą, wiedza jest bezkresem, a Bóg jest nieskończony. Brahman oznacza nieskończoność i bezmiar. Stąd też prawda jest kształtem Boga. Człowiek dzisiejszy uważa jednak rzeczywistość doczesną za prawdę. Zapomina o prawdzie © Organizacja Sathya Sai w Polsce 4 Sanathana Sarathi 11/2010 duchowej, wybiera drogę niewiedzy i nie jest zdolny dostrzec światła wiedzy. Prawda duchowa jest niezmienna Według starożytnej tradycji indyjskiej życie człowieka jest podzielone na cztery okresy aśramy. Są to: brahmaćarja, grihasta, wanaprasta i sannjasa (celibat, życie rodzinne, odosobnienie i wyrzeczenie). Są to cztery etapy w życiu człowieka, ale jest to jedynie prawda doczesna. Przez te cztery etapy przechodzi jedna i ta sama osoba. Zmieniają się te etapy, ale nie osoba. To co się zmienia jest prawdą doczesną, a to co pozostaje niezmienne jest prawdą duchową. Ta niezmienna prawda jest fundamentem. Na fundamencie satji stoi pałac dharmy. Można temu pałacowi nadać dowolną barwę i nazwę; można go ozdabiać w dowolny sposób. Jednak fundament, satja, pozostaje niezmienny. Satjannasti paro dharma (Nie ma większej dharmy nad trzymanie się prawdy). Satja jest podstawą dharmy. Dharma jest podpierana i podtrzymywana przez satję, która jest fundamentem wszystkiego. Niestety, człowiek zapomniał dzisiaj o zasadzie prawdy. Nasza starożytna kultura wedyjska uczy: Satjam wada, dharmam ćara (Mów prawdę, postępuj w sposób prawy). Dziś jednak na tysiąc ludzi, a nawet na milion, nie ma nikogo, kto trzymałby się prawdy. Ludzie odprawiają Satjanarajana wratę (oddają cześć Satjanarajanie) raz w roku, ale na resztę roku wybierają drogę nieprawdy. Od czasu do czasu mówią prawdę i się jej trzymają, ale przez resztę życia trzymają się nieprawdy. To nie jest człowieczeństwo. Prawdziwe człowieczeństwo polega na trzymaniu się prawdy przez całe życie. Jesteście ucieleśnieniami anandy Co oznacza człowieczeństwo? Człowieczeństwem jest takie postępowanie, w którym nie kierujemy się niewiedzą. Człowiek powinien opierać swe życie na prawdzie. Dopiero wówczas można go nazywać manawą (ludzką istotą) w prawdziwym znaczeniu tego słowa. Składa się ono z trzech liter: 'ma', 'na', wa'. 'Ma' oznacza niewiedzę, 'na' znaczy 'bez', zaś 'wa' oznacza prowadzenie się. Stąd manawą jest ten, kto wiedzie życie bez niewiedzy. Jeśli definiujemy słowo manawa w inny sposób, można je rozdzielić na dwie części: 'ma' i 'nawa'. 'Ma' znaczy 'nie', a 'nawa' znaczy nowy. Zatem określenie 'manawa' odnosi się do tego, kto nie jest nowy. Nie jest to ktoś, kto zaistniał dopiero wraz z tymi narodzinami. Jest on starożytny i wieczny. Określenie 'manawa' dowodzi tych prawd. Dlatego też człowiek powinien poświęcać swe życie tym pierwiastkom prawdy i człowieczeństwa. Celem życia ludzkiego jest doświadczanie Sat-Ćit-Anandy. 'Sat' oznacza byt, który jest wieczny. 'Ćit' oznacza świadomość, oznacza będącą też wiedzą. Kiedy człowiek połączy 'Sat' i 'Ćit', doświadczy w naturalny sposób anandy (błogości). Ponieważ człowiek nie jest w stanie doświadczyć anandy, ciągle szuka jej - to tu, to tam. Naprawdę, błogość jest istotą człowieka. Niezdolny do uświadomienia sobie tej prawdy, człowiek szuka błogości gdzie indziej. Wędruje tu i tam w poszukiwaniu siebie samego! Jakże głupi jest ten, kto szuka gdzieś własnej postaci! Czy możesz znaleźć siebie gdzie indziej? Ludzie pragną anandy mówiąc: „Chcę anandy, chcę anandy”. Ciągle dociekają, jakiż to przedmiot czy osoba może dać im anandę. Próbują zdobywać różne ziemskie rzeczy i spotykać się z różnymi ludźmi, żeby czerpać z tego anandę. Podejmują różne wysiłki, aby ją zyskać. Ale w rzeczach, osobach i doczesnych gonitwach nie ma anandy. Ananda jest w tobie. Ty sam jesteś właśnie postacią anandy. Właściwie jesteś zatopiony w oceanie anandy. Bańka wodna powstaje z wody, rośnie w wodzie i łączy się w jedno z wodą. Człowiek to wodny bąbel, a Bóg to woda. Zrozumcie tę prawdę, o dzielni synowie Bharatu! Czy potrzeba szukać anandy w jakimś innym miejscu? Ponieważ człowiek nie jest w stanie uświadomić sobie tej prawdy, stał się nieukiem. Jest to skutek maji (złudzenia). © Organizacja Sathya Sai w Polsce 5 Sanathana Sarathi 11/2010 Życie to złudzenie, doczesne przywiązania są złudzeniem, życie rodzinne to złudzenie, śmierć jest złudzeniem, dlaczegóż to człowiek pada ofiarą złudzenia? Ty sam jesteś przyczyną złudzenia. Maji nigdzie nie zobaczysz. Tak naprawdę, maja w ogóle nie istnieje. Ponieważ istnieje nigdzie, jest nazywana mają. Gdzie jest maja? Mógłbyś ją zobaczyć tylko wtedy, gdyby istniała. W ciemności bierzesz linę za węża. Z powodu takiej myśli wynikłej ze złudzenia, rzucasz się do ucieczki przed liną. Jeśli zaświecisz latarkę, uświadomisz sobie, że to tylko lina. Wówczas twój strach zniknie. Nawet weźmiesz tę linę w ręce. Kiedy błędnie brałeś ją za węża, była to i tak tylko lina. Teraz, kiedy zobaczyłeś, że to lina, jest to nadal lina. Kiedy świecisz na nią światłem, wąż nie ucieka, a na jego miejscu nie pojawia się lina. Podobnie, jesteś ucieleśnieniem anandy, niezależnie od tego, czy o tym wiesz, czy nie. To, że czujesz, iż straciłeś swoją anandę, jest jedynie skutkiem złudzenia. Jeśli pozbędziesz się niewiedzy i osiągniesz dźńanę, uświadomisz sobie, że jesteś ucieleśnieniem anandy. Ten boski pierwiastek błogości ani nie przychodzi, ani nie odchodzi. Kiedy poznasz prawdę, będziesz wiedział wszystko. Jaka to prawda? Jest nią trikarana śuddhi. Powinieneś mówić to, co myślisz, a robić to co mówisz. Jedność myśli, słów i czynów jest prawdą. Istnieje bliski związek pomiędzy myślą, słowem i czynem. Któregoś dnia powiedziałem wam, że aham (ja) narodziło się z atmy. Dlatego aham jest synem atmy. Z aham narodził się umysł, stąd jest on wnukiem atmy. Mowa zrodziła z się z umysłu. Dlatego jest ona prawnuczką atmy. Zatem atma, aham, umysł i mowa należą wszystkie do jednej rodziny. Taka sama bliska więź powinna być pomiędzy sercem a mową, jak również pomiędzy mową i działaniem. Zgodność serca, mowy i działania to trikarana śuddhi i to ona jest satją. Satja nie ogranicza się do mówienia tego, co się widzi i słyszy. Satja jest istotą ciebie. Co powoduje, że zapominasz o tej prawdzie? Można to ustalić posługując się doczesnymi przykładami. Zawsze przyjmuj schronienie w prawdzie Studenci! Może nie przeżyliście tego, ale prawdą jest, że człowiek musi przejść przez wiele trudności, gdy zawrze małżeństwo. W samsarze (życiu doczesnym) nie ma prawdziwego szczęścia. Słowo „samsara” oznacza niedostatek 'sary' – sedna, esencji. W samsarze można doświadczyć tylko trochę szczęścia. Kiedy żenisz się, w rodzinie zaczynają się kłopoty i zamieszanie. Twoje kłopoty zwielokrotnią się, gdy będziesz miał dwie żony. Ojciec Dhruwy, Uttanapada, miał dwie żony i musiał stawiać czoła olbrzymim trudnościom. Druga z jego żon nie pozwalała Dhruwie siadać na kolanach ojca, ponieważ chłopiec urodził się z jego pierwszej żony. Zaczęła spierać się z królem Uttanapadą o to, że tylko jej syn ma prawo siadać mu na kolanach. W rezultacie Dhruwa odszedł do lasu, a król przeżywał udręki. Znacie też opowieść o Daśaracie, który miał trzy żony. Całkowicie ulegał życzeniom swojej trzeciej żony i posłał Śri Ramę, urodzonego z jego pierwszej żony, do lasu, mimo że Rama był wcieleniem Pana Narajany. Jakiż więc czeka los kogoś, kto ma dziesięć żon? A kto ma dziesięć żon? Umysł. Jego dziesięć żon to zmysły człowieka. Na jakież wielkie cierpienia wystawiany jest umysł przez te dziesięć zmysłów! Oczy żądają: „Kup nam telewizor i zabierz nas do dobrego kina”. Potem zaczyna dawać mu się we znaki język: „Przynieś mi najpyszniejsze masala dośa, dahi wada”. Nos mówi: „Przynieś mi jakiś pachnący kwiat”. Uszy chcą słuchać dobrej muzyki. Jak można zaspokoić pragnienia wszystkich zmysłów? Trudno w pełni zaspokoić nawet jeden ze zmysłów. Jak więc zaspokoić dziesięć? Nie mogąc ich zaspokoić, umysł doświadcza niesłychanych niedoli. Aż w końcu zaczyna się modlić: „O Boże, nie chcę tej samsary”. © Organizacja Sathya Sai w Polsce 6 Sanathana Sarathi 11/2010 I podejmuje wysiłki, żeby zapanować nad zmysłami. Jakież są te zmartwienia, trapiące umysł? Urodzić się to zmartwienie, życie na ziemi jest zmartwieniem, świat jest przyczyną zmartwienia i śmierć również. Całe dzieciństwo jest zmartwieniem, podobnie i starość. Życie jest zmartwieniem, porażka jest zmartwieniem, wszystkie działania i trudności powodują zmartwienia, nawet szczęście jest również w pewnym sensie tajemniczym zmartwieniem. Jedynie oddanie dla Swamiego położy kres wszystkim twoim zmartwieniom. O ludzie! Rozwijajcie takie oddanie i miłość. Jedynie prawda odnosi zwycięstwo Następnie umysł zaczyna modlić się: „O Panie, nie mogę już dłużej znieść tego cierpienia. Przyjdź mi łaskawie na ratunek”. Do tego czasu nie myśli o Bogu. Ludzie modlą się jedynie wtedy, gdy przychodzą trudności. Kiedy trapią cię zmartwienia? Wtedy, gdy zapominasz o prawdzie. Przyczyną wszystkich zmartwień dzisiejszego człowieka jest to, że zapomniał o prawdzie. Podążaj za prawdą, a odniesiesz powodzenie we wszystkich dziedzinach życia. Zwycięstwo zawsze przychyla się w stronę tych, co idą za prawdą. Nie zwyciężysz przez swoją siłę fizyczną, moc intelektu, olbrzymie bogactwa i licznych stronników. Wszystko to nie może zastąpić prawdy. To prawda odnosi prawdziwe zwycięstwo. Na tym świecie nie ma nic, co mogłoby zwyciężyć z prawdą. Satjamewa dźajate (jedynie prawda odnosi zwycięstwo). Nic innego nie może zwyciężyć. Ekam sat wiprah bahudha wadanti (prawda jest jedna, ale mędrcy nazywają ją różnymi słowami). Jeśli idziesz za prawdą, możesz odnieść powodzenie we wszystkich swych usiłowaniach. Bez względu na to, z jak poważną trudnością przychodzi ci się zmierzyć, łatwo ją rozwiążesz trzymając się prawdy. Prawda może osiągnąć wszystko. Satja ma tak wielką siłę, że może zmienić ziemię w niebo, a niebo w ziemię. Dlatego zawsze przyjmuj schronienie w prawdzie. Prawda jest Bogiem. Życie nie ma znaczenia, jeśli zapomnisz o prawdzie. Ludzie na tym świecie są ofiarami tak wielu trudności i cierpień tylko dlatego, że zapomnieli o prawdzie. Jeśli zapominasz o prawdzie, a szukasz schronienia w czymś innym, nie możesz odnieść zwycięstwa. Możesz piastować wysokie stanowisko i posiadać wysokie stopnie naukowe, ale nie mogą cię one doprowadzić do prawdy. Co jest tego powodem? To, że są to tylko osiągnięcia doczesne i prowadzą tylko do celów ziemskich. Satja prowadzi na drogę niwritti (nieprzywiązania). Jedynie kiedy uświadomisz sobie tę prawdę, możesz odnieść zwycięstwo w życiu. Studenci! Podczas każdej przeciwności w życiu miejcie satję przed oczyma jako przewodnika. W każdych okolicznościach dotrzymujcie obietnicy. Jeśli obiecaliście coś komuś, powinniście dotrzymywać tego do ostatniego tchu swego życia. Kiedy Wamana poprosił o trzy stopy ziemi, Bali obiecał dać mu to. Nauczyciel Balego, Śukraćarja, zabronił mu spełnić życzenie Wamany. Na to Bali powiedział: „Czyż jest gorszy grzech niż podeptanie własnej obietnicy? Dałem mu swoje słowo; nie będę go łamał - niech się dzieje co chce”. Powinniście naśladować takie wzorce i prowadzić życie oparte na prawdzie. Świat ocaleje jedynie wtedy, gdy ludzie będą trzymać się zasady prawdy. Czy ludzie idą dziś drogą prawdy i prawości? Nie. Słuchają licznych przemówień, czytają tysiące książek i chodzą na spotkania z setkami szlachetnych dusz. Czego się jednak trzymają? Co praktykują? Czego doświadczają? W ogóle niczego. Pozbądź się dwoistości umysłu Wielu ludzi nazywa siebie panditami (uczonymi). Co oznacza pojęcie pandit? Czy to ten, kto opanował Wedy, święte teksty, opowieści o bohaterach i teksty mitologiczne? Czy też ten, kto jest wielkim wykładowcą pism świętych? A może to ten, kto zgromadził olbrzymią wiedzę? Nie, nie. Bhagawadgita obala takie stwierdzenia i oświadcza: pandita samadarsina (panditem jest ten, © Organizacja Sathya Sai w Polsce 7 Sanathana Sarathi 11/2010 kto jest zrównoważony). Prawdziwy pandit posiada równowagę umysłu. Zachowuje równowagę w szczęściu i smutku, przy pochwałach i drwinach, przyjemności i bólu. Jest obojętny na gorąco i zimno. Te dwoistości są częścią doczesnego życia. Kiedy cierpisz od upału lata, to pragniesz chłodu zimy. Jednak jak długo możesz cieszyć się chłodem zimy? Zapragniesz znowu upału lata. Kiedy upał jest dotkliwy, powiesz: „O Boże, nie mogę znieść tego gorąca” i zapragniesz chłodu. Czy jednak ten upał i chłód znajdują się pod twoją władzą? Nie. Są one darami Boga. Dwoistości te są cechą tego świata. Człowiek może cieszyć się życiem i doświadczać pokoju i szczęścia jedynie z powodu tych dwoistości. Nikt nie chce jeść przez cały czas słodyczy. Jeśli będziesz jadł przez dziesięć dni słodycze, jedenastego dnia będziesz miał ochotę na marynaty. Jeśli będziesz jadł przez parę dni marynaty, to zapragniesz słodyczy. Sukhadukhe samekruthwa labhalabhau dźaja dźajau (Pozostaj zrównoważony w szczęściu i smutku, zysku i stracie, zwycięstwie i klęsce). Przyjemność i ból, zysk i strata, są czymś oczywistym na tym świecie. Jednak w tej dwoistości człowiek powinien zachowywać równowagę umysłu. Nie powinien skupiać umysłu na dwoistości jedynie dlatego, że jest jej tak wiele na świecie. Człowiek z dwoistym umysłem jest na wpół ślepy. Nie miej więc dwoistego umysłu. Umysł człowieka wychyla się jak wahadło zegara - to w jedną, to w drugą stronę. Dopóki trwa to wahanie się umysłu, człowiek będzie doznawał jedynie dwoistości. Jednak kiedy wahadło się zatrzyma, umysł stanie się spokojny i stabilny. Dopiero wówczas doświadczy on jedności dźiwy (wcielonej duszy) i Brahmana (Boga). Dlatego człowiek powinien starać się panować nad wybrykami swego umysłu. Jak długo umysł faluje, jesteś skrępowany czasem. Kiedy umysł uspokoi się, a ty uświadomisz sobie pierwiastek jedności, wykroczysz ponad czas. Czas to Bóg. Kalaja namaha, kala kalaja namaha, kaladarpa damanaja namaha, kalatiitaja namaha, kalaswarupaja namaha, kalanijamitaja (Pozdrowienia dla czasu, dla tego, kto jest ponad czasem, dla tego, który pokonał czas,dla tego, co wykracza ponad czas, dla tego, który jest ucieleśnieniem czasu i dla tego, który zarządza czasem). Osiągnij cel podróży swego życia Bóg jest panem czasu. Kiedy przyjmujesz schronienie w Bogu, czas nie ma siły uczynić ci żadnej szkody. W gruncie rzeczy człowiek powinien stać się panem czasu. Prawdziwa istota ludzka to ktoś, kto wykracza poza czas. Czas jest Bogiem. Bóg jest mieszkańcem twojego serca. Wielkość człowieka jest niezmierzona, ponieważ w jego sercu jest osadzony sam Bóg. Bóg pomaga swoim wielbicielom. Dlatego człowiek nie powinien myśleć o sobie, że jest kimś poślednim, w jakikolwiek sensie. Dźantunam nara dźanma durlabham (spośród wszystkich żywych istot, narodziny w ludzkiej postaci są najrzadsze.) Urodzić się jako człowiek jest rzadkim szczęściem. Nigdy nie poniżajcie ludzkich narodzin. Nara dźanma (ludzkie narodziny) muszą być ofiarowane Narajanie. Jest to celem ludzkiego życia. Człowiek powinien wznieść się do poziomu boskości. Powinien ewoluować ze zwierzęcości do człowieczeństwa, a od człowieczeństwa do boskości. Niestety, człowiek dzisiejszy idzie w odwrotnym kierunku i stacza się do poziomu zwierząt. Nigdy nie używaj tego „wstecznego biegu”. Zawsze używaj biegu „naprzód” i idź przed siebie. Gdzie powinieneś się zatrzymać? Nie powinieneś zatrzymywać się, dopóki nie osiągniesz celu podróży ludzkiego życia. Jak powinieneś prowadzić swe życie? Powinieneś podążać za czterema F [angielska gra słów], o których mówiłem wam wcześniej. Po pierwsze (follow): idź za mistrzem. Kto jest twoim mistrzem? Twoje sumienie jest mistrzem. Po drugie: staw (face) czoła złu. Po trzecie: walcz (fight) do końca. Po czwarte: zakończ (finish) tę grę. Taki jest cel życia i taka jest gra w życie. Życie jest grą, graj w nią. Życie jest snem, uświadom to sobie. © Organizacja Sathya Sai w Polsce 8 Sanathana Sarathi 11/2010 Życie jest wyzwaniem, podejmij je. Życie jest miłością, ciesz się nią. Życie człowieka jest wypełnione tak głębokimi wewnętrznymi wartościami i tak wielkimi tajemnicami! Dzisiejszy człowiek upadla tak święte, boskie, szlachetne i wzniosłe życie ludzkie. Jaki jest tego powód? Taki, że zapomniał o prawdzie. Ludzie myślą, że trzy czwarte prawdy to życie. Ale Ja tego nie przyjmuję. Co z pozostałą jedną czwartą? Nie trzy czwarte prawdy, ale cała prawda jest życiem. Prawda jest Bogiem. Bóg jest pełnią. Purnamadah purnamidam purnat purnam udaćjate purnasja purnamadaja purnamewa waśiśjate. (To jest pełne, tamto jest pełne. Kiedy z pełnego zabierze się pełne, pozostaje pełne). Bóg jest pełen, Ty jesteś pełen, świat jest pełen i wszystko jest pełne. Dlatego prawda jest pełna, a pełnia jest prawdą. Uświadom sobie tę prawdę i nie uciekaj się do kłamstw. W sytuacji, kiedy powiedzenie prawdy może być niebezpieczne lub może przysporzyć ci kłopotów, nie mów ani prawdy, ani nieprawdy – zachowaj milczenie. Anudwega karam wakjam satjam prija-hitham ća jat (Powinno się mówić jedynie słowa prawdy, słowa przyjemne, wypowiadane z dobrymi zamiarami, słowa które są korzystne dla innych). Módl się ze szczerymi uczuciami i czystym sercem Kiedyś Pan Indra postanowił poddać sprawdzianowi pewnego wielkiego jogina, który przestrzegał dwóch ślubów. Pierwszym było to, że nie będzie krzywdził ani przynosił szkody nikomu, zaś w drugim ślubowaniu przyrzekał , że nie wypowie kłamstwa. Aby zastosować te ślubowania w życiu, prowadził surową pokutę. Pan Indra przybył tam w postaci myśliwego ścigającego jelenia. Kiedy jeleń dobiegł do jogina, ten otwarł oczy i zobaczył, żezwierzę ukryło się za krzakiem. Myśliwy podszedł do jogina i spytał: „Swami, przybyłem tu, goniąc jelenia. Widziałeś go?” Jogin popadł w rozterkę. Gdyby powiedział, że nie widział tego jelenia, równałoby się to powiedzeniu kłamstwa. Z drugiej strony zaś, jeśli miałby ujawnić miejsce pobytu jelenia, myśliwy zabiłby zwierzę. W każdym przypadku złamany zostałby jeden z jego ślubów. Wówczas pomodlił się do Boga, żeby dał mu jakieś widzenie lub pomysł, dzięki któremu mógłby zachować oba śluby. Bóg natychmiast obdarzył go widzeniem. Bóg od razu odpowiada na modlitwy tych, którzy modlą się do Niego w czystości serca. Na modlitwy tych, co modlą się bez żadnej żarliwości, Bóg nie odpowiada, choćby modlili się nie wiadomo jak długo. Ci, którzy modlą się ze szczerymi uczuciami, otrzymają od Boga natychmiastową odpowiedź. Kiedy Bóg obdarzył go widzeniem, jogin powiedział do myśliwego: „Oczy, które widzą, nie potrafią mówić, a język, który mówi nie potrafi widzieć. Co więc mogę powiedzieć?” Oczy, które zobaczyły tego jelenia, nie umiały mówić. Język, który umie mówić, nie widział jelenia. Widzenie jednej rzeczy a mówienie innej rzeczy równa się kłamstwu. W ten sposób wybrnął z tego trudnego położenia. Kiedykolwiek na tym świecie człowiek popadnie w taką rozterkę, powinien próbować z niej uciec się wyplątać, odwołując się do tego sposobu. Nie mów prawdy, która prowadziłaby do niebezpieczeństwa. Zarazem nie popełniaj grzechu przez mówienie kłamstwa. Idź drogą pośrednią, ponieważ świat jest zwodniczy. Od najmłodszych lat nigdy nie kłam. W trudnym położeniu ani nie mów kłamstwa, ani prawdy. Lepiej milcz. (Bhagawan zakończył swoją mowę bhadźanem: 'Hej Śiwa Śankara Namami Śankara...') © Organizacja Sathya Sai w Polsce 9 Sanathana Sarathi 11/2010 Nie możesz Mnie zrozumieć ani dzisiaj, ani nawet po tysiącu latach ascezy czy żarliwego dociekania, choćby nawet cała ludzkość dołączyła do ciebie w tym wysiłku. Jednak w krótkim czasie staniesz się świadomy błogości, jaką obdarza obficie boski pierwiastek, który przyjął na siebie to święte ciało i to święte imię. Twoje szczęście, które zapewnia ci tę szansę, jest większe nad to, które było w zasięgu pustelników, mnichów, mędrców, świętych a nawet osobistości ucieleśniających boską chwałę. Baba NAUKA I DUCHOWOŚĆ DOPEŁNIAJĄ SIĘ WZAJEMNIE Dr Wenkataraman, wybitny naukowiec i były zastępca rektora Instytutu Wyższego Nauczania Śri Sathya Sai, który prowadził z wieloma wybitnymi osobami wywiady dla Radia Sai, sam udziela wywiadu Śri Tedowi Henry. - Doktorze Wenkataraman, to prawdziwa przyjemność rozmawiać dziś wieczorem z Panem przy jednym stole. Ciekawi mnie jednak, czy nie czuje się Pan cokolwiek dziwnie, gdyż zazwyczaj to Pan jest osobą, zadającą pytania. Moja rola jest łatwiejsza obecnie niż Pańska, zgadza się?- To tak jakby uczeń siedział w oczekiwaniu na egzamin. Siedzę tu, nie wiedząc, jakie pytania ma Pan zamiar zadać! - Jest Pan człowiekiem nauki, a zawsze kazano mi wierzyć, że nauka i duchowość po prostu się nie łączą. Czy jest Pan zaprzeczeniem tych zasad? Co spowodowało, że wszedł Pan do świata obu tych dziedzin?- Rad jestem, że zadał Pan to pytanie. Muszę tu wyjaśnić kilka nieporozumień. Pominę filozoficzną stronę całej sprawy, a skupię się na czysto ludzkiej. To, że naukowcy wyśmiewają się z duchowości jest tylko współczesną modą. Jeśli cofniemy się wstecz, niezbyt dawno, do czasów Newtona i Galileusza, stwierdzimy, że nauka i duchowość tworzyły doskonałe połączenie. Nie jestem pewien, czy Pan wie o tym, że Newton chciał zostać księdzem. Głęboko wierzył w Boga. Zawsze zadziwiała go moc Boga. Na przykład, wierzył w przestrzeń absolutną pojęcie w fizyce. Oczywiście obecnie wiemy, że nie ma żadnej absolutnej przestrzeni, jest jedynie absolutna czasoprzestrzeń, ale to przyszło dopiero wraz z Albertem Einsteinem i jest to odrębna opowieść. Newton jednak mówił, że musi być przestrzeń absolutna, inaczej nie będzie to spójne z boskością. Podobnie, patrząc na kciuk stwierdził, że sam kciuk wystarczy do udowodnienia istnienia Boga. Newton nie był osamotnioną osobliwością, jak mówimy w matematyce. Nie był w ogóle żadnym wyjątkiem. Tego rodzaju odczucia wtedy przeważały. Jeszcze w latach 20. XX wieku, Werner Heisenberg, który po raz pierwszy odkrył prawa fizyki kwantowej, napisał po tym odkryciu list do siostry, w którym stwierdził: „Czułem się tak, jakbym zaglądał Bogu przez ramię, kiedy układa On symfonię wszechświata”. Heisenberg zdobył Nagrodę Nobla. Charles Townes, profesor z Kolumbii, który otrzymał Nagrodę Nobla za odkrycie zasady masera i lasera, powiedział: „Nauka wyjaśnia „jak” wszechświata, natomiast filozofia duchowa i religia wyjaśniają „dlaczego” wszechświata.” - Kiedy „dlaczego” tak bardzo Pana zaciekawiło? - Mój przypadek jest cokolwiek inny z tego prostego powodu, że, można rzec, prowadziłem podwójne życie! Urodzony w Indiach, w tradycyjnej rodzinie, człowiek jest samo przez się wystawiony na wpływ religii. Kiedy byłem małym chłopcem, dawano mi wiele książek, © Organizacja Sathya Sai w Polsce 10 Sanathana Sarathi 11/2010 dotyczących naszych opowieści o bohaterach [eposów] – czytałem je i podobały mi się. Bóstwem, które naprawdę mi się podobało, był Pana Rama, który stawał w obronie prawdy i prawości. Był on doskonałą postacią i naturalnie wzbudzał wiele podziwu. Kiedy byłem chłopcem, wiele się słyszało o Gandhim, a on zwykł czcić Pana Ramę. W rzeczy samej umarł on z imieniem Ramy na ustach. Dlatego Rama stał się dla mnie kimś bardzo do przyjęcia szczególnie dzięki Gandhiemu. Kiedy jednak rozpocząłem swoją karierę naukową, wówczas czasem myślałem o Bogu, a czasem o nauce. Kiedy dorosłem i stałem się starszy i mądrzejszy, uświadomiłem sobie, że nauka to jedynie połowa całej opowieści, brakującą połową jest duchowość, jak mówi Bhagawan Baba. Nie otrzyma się całego obrazu, jeśli nie będzie się ich obu miało razem. - Teraz pozwolę sobie zapytać o Babę. Jakie znaczenie ma w Pańskim życiu Sathya Sai Baba? - Odpowiem krótko, inaczej potrzebowałbym wiele czasu na wyjaśnienie tego. Myślę, że Sathya Sai Baba nie tylko mnie przekształcił, ale też uczynił moje życie znaczącym. Sprawił, iż uświadomiłem sobie cel ludzkiego życia. Prawdziwym celem ludzkiego życia, tak jak teraz to widzę, jest rozpoznanie boskości w człowieku. Wszystkie religie mówią: Bóg uczynił człowieka na Swoje własne podobieństwo. Cóż, jeśli Bóg jest boski, człowiek również musi być boski, bo jest wizerunkiem Boga! - Wie Pan równie dobrze jak ja, że na całej naszej planecie są ludzie, którzy być może słyszą imię Sai Baby po raz pierwszy. Kim jest Sai Baba? Czy przeniknął Pan zasłonę tej tajemnicy? - Nie wiem czy mogę odpowiedzieć na to pytanie w całej jego rozciągłości, ponieważ wiem, że jest On ucieleśnieniem Boga. Wiem o tym również drogą logicznego rozumowania. Jednak jako człowiek wierzę, że to nie wystarczy. Muszę czuć to w swoim sercu. Jedynie wtedy mogę powiedzieć, że przeniknąłem tę zasłonę. Czasem czuję to w ten sposób, a czasem nie. Po prostu mój umysł wędruje, a serce nie jest dostrojone. Ale w głębi swego serca wiem, że jest On wcieleniem Boga oraz czystą miłością i współczuciem. Co do tego nie mam żadnych wątpliwości. To właśnie z powodu Swej czystej miłości dotknął On niezliczonych serc w niezliczonych krajach. Są państwa, z których ludzie nie przyjechali, jak Kuba, ale jest On tam znany. Leonardo Gutter powiedział mi, że na Kubie jest około 20 tysięcy zwolenników Sai Baby, z bratem Fidela Castro włącznie! - W jaki sposób poznają Babę? - On ma Swoje własne sposoby. Nie pamiętam szczegółów. Ktoś posłał tam jakiś list czy zdjęcie, a potem wieść się rozeszła – coś w tym rodzaju. Zdarzało się to wiele razy, dam panu klasyczny przykład. Moim zdaniem, jeśli ma się w sercu uczucie dla Boga – i nie musi to być Sai Baba – On dociera do ciebie. Zdarzyło się to wielu ludziom. Weźmy na przykład Jamesa Sinclaire'a. Nie wiedział nic o Sai Babie. Zawsze myślał sobie: „Jak to się stało, że żyję 2000 lat za późno? Dlaczego nie było mnie, kiedy żył Chrystus?” Miał w sobie wielką tęsknotę i Swami sprowadził Jamesa do Siebie. Przydarzyło się to wielu ludziom. Proszę spojrzeć na Rosję. Dziesięć lat temu prawie nie było tu Rosjan. Dziś jest ich tak wielu. Czasem wydaje się, że jest tu więcej Rosjan niż ludzi z jakiegoś innego kraju! - Obecnie jest więcej Rosjan niż Amerykanów. - Zgadza się. Rozumiem, że jest w nich głęboki głód Boga. Baba powiedział komuś, w czasach pieriestrojki: „Wielka czarna chmura nad Rosją podnosi się”. Kiedy się podniosła, powstała próżnia i ci, co pragnęli Boga, przybyli tutaj. A na każdego, kto tu przyjeżdża, przypada co najmniej stu tych, którzy nie są w stanie przybyć; słyszeliśmy opowieści o tym. Jeśli ma się pragnienie Boga, odsłoni się On danej osobie w taki czy inny sposób we właściwym czasie. - Wydaje się, że przekroczony zostaje pewien próg świadomości na Zachodzie, szczególnie w Ameryce. Niedawno temu pojawił się niedzielny artykuł w 'New York Timesie'. Trzeba © Organizacja Sathya Sai w Polsce 11 Sanathana Sarathi 11/2010 założyć, że są tysiące, jeśli nie miliony ludzi, którzy widzą po raz pierwszy Jego imię i zdjęcie w druku. Czy jesteście gotowi na poszerzenie bram, aby pomieścić tłumy ludzi, wlewające się do aśramu, żeby zobaczyć Sai Babę? – Nie musimy ich poszerzać. Jeśli przybędą, te bramy padną. W Indiach, kiedy Baba jedzie do jakiegoś miejsca, potężne tłumy j u ż przybywają. Ujrzałem to osobiście w 1999 roku. Miałem przyjemność i zaszczyt pojechania z Nim najpierw do Delhi, a potem do Mumbaju. Była to wycieczka siedmiodniowa. Musiał udzielać darśanu na największym stadionie w Indiach – Stadionie Nehru. Zbudowano go na Igrzyska Azjatyckie. Może tam usiąść około 100 tysięcy ludzi. Ludzie siedzieli na boisku i na widowni, co odbijało niesamowity głód Jego. I tak było przez wiele lat. Myślę, że ludzie z całego świata również będą przyciągnięci do Niego w odpowiednim czasie. - Mówiliśmy o ludziach przybywających z obszarów ateizmu, którzy nie mieli żadnej religii, a teraz są przyciągani przez Babę, jak np. z Kuby czy Rosji. I oczywiście są też miliony ludzi z Indii. Wiem również, że ówczesny premier Indii – hindus – był wielbicielem, podziwiał Sai Babę, a nawet ówczesny prezydent, który był muzułmaninem, odczuwał w ten sam sposób. Proszę mi opowiedzieć trochę o Jego zdolności do jednoczenia ludzi z różnych religji, która czyni Go postacią wyjątkową. – Baba zawsze mówi: „Chcę podtrzymać ludzi w ich własnej wierze i sprawić, żeby pogłębili swą wiarę. Jest pewna, szczególna droga do Boga, którą wybraliście, więc po co macie szukać innych ścieżek? Nie ma takiej potrzeby”. To właśnie sprawia, że jest On do przyjęcia dla ludzi z różnych religii. Widziałem przybywające tu duże grupy, szczególnie z Iranu. Przyjeżdżają, a Baba spotyka się z nimi. Mówią: „Babo, chcemy śpiewać bhadźany”. A On zarządza odpowiednie przygotowania i śpiewają bhadźany - wszystkie one są o Allahu. My wszyscy słuchamy; oczywiście nie znamy tych bhadźanów, więc nie możemy za nimi powtarzać. On nie ma uczuć, które dzielą. We wiosce na zewnątrz aśramu jest meczet. Został wzniesiony przez Niego. Muzułmanie z tej wsi musieli chodzić do Bukkapatnam, położonej 6 km stąd i było to dla nich bardzo trudne. Wówczas On powiedział: „nie martwcie się, nie musicie chodzić tak daleko”, po czym dał im ten meczet. - Jakiś czas temu przeprowadzono tu powszechną uroczystość ślubną dla tych, których nie stać było na wydatek związany z małżeństwem. Byłem na niej obecny. Było to podczas obchodów 70. urodzin Baby. Byli chrześcijanie, muzułmanie i hindusi. Muzułmański kapłan udzielił ślubów muzułmańskich, chrześcijańscy kapłani - chrześcijańskich, a hindusi, których była większość, zawarli małżeństwowedług swojego obyczaju. – Swami po prostu nie przywiązuje wagi do szczegółów proceduralnych. Mówi: „Mój język to język serca; Moja religia to religia miłości”. Nie ma więc z tym żadnego problemu, to my mamy problemy. - Ludzie, jakich tu spotkałem są mocno przywiązani do Sai Baby i wyobrażam sobie, że pan nie jest wyjątkiem. Rozumiem też, że wykonuje pan pracę na Jego rozkaz. Co by było, gdyby nagle powiedział Panu: „Wróć do świata, do pracy, wracaj skąd przyjechałeś, jedź do Delhi lub do Mumbaju”? Czy byłby Pan w stanie łatwo to uczynić? - Pozwolę sobie odpowiedzieć dwustopniowo. Po pierwsze, mam nadzieję, że On nie poprosi mnie o to. Ale gdyby poprosił, niezachwianie usłucham Jego rozkazu, ponieważ moim obowiązkiem jest robić to, co On powie i mam nadzieję, że będzie zadowolony z tego, co robię. Zatem, jeśli chodzi o mnie, nie ma tu sprzeciwów. Ale ludzie są różni. Baba często mówi: 'Musisz być posłuszny boskiemu rozkazowi, bez zastrzeżeń'. Jeśli zostanie mi to dane jako rozkaz, na pewno to wykonam. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Być może będę trochę płakał, ale to już inna sprawa. - Uroniłby pan prawdopodobnie trochę łez, ponieważ jest pan w cudownym położeniu przebywania tak często przy Nim. Można być bardzo blisko Niego i całkowicie się z Nim rozmijać, a można być bardzo daleko, a © Organizacja Sathya Sai w Polsce 12 Sanathana Sarathi 11/2010 zarazem bardzo blisko. Wszystko zależy od tego, jak się na Niego patrzy. Jak mówi Baba, jeśli patrzy się na Boga okiem ludzkim, widzi się jakiegoś człowieka. Jeśli patrzy się na Niego boskim okiem, zobaczy się Go jako Boga. - Chciałbym zapytać o dzieła Sathya Sai Baby – te cudowne szpitale, prawie nie do opisania dla kogoś, kto ich nie widział, szkoły, system oświatowy, przedsięwzięcia uzdatniania i doprowadzania wody. Zgaduję, że nie ma sposobu, żeby nawet Baba mógł zaspokoić te potrzeby w wymiarze powszechnym. Czy celem tych przedsięwzięć jest danie wzorców, za którymi mogą pójść inni? I czy Jego zamiarem jest pokazać mieszkańcom Indii, że mogą to wszystko robić z bardzo małą ilością pieniędzy i z powodzeniem? Czy z tego powodu przywiązuje On do tego tak wiele uwagi? – Jest wiele powodów. Ale mogę powiedzieć, że jest tu też kilka lekcji do przerobienia. Po pierwsze, musisz być bezinteresowny we wszystkim co robisz, bez względu na to czy chodzi o coś małego czy wielkiego. Jeśli jest jakiś posmak samolubstwa, wówczas istnieje możliwość porażki. Jeśli jednak jesteś całkowicie bezinteresowny, wówczas jest bardzo duża szansa, że odniesiesz powodzenie. Osoba bezinteresowna jest pełna miłości. Miłość jest dalece potężniejsza niż to rozpoznajemy i wszystkie Jego humanitarne przedsięwzięcia są pokazami mocy miłości. Nie chodzi po prostu o szpital czy przedsięwzięcie wodne, czy też jakieś inne, szczególne przedsięwzięcie. Jest ich tak wiele... Chce pokazać, że drogą do rozwiązywania trudności jest miłość, a nie coś innego. Walka z pewnością nie rozwiąże problemów. Może odłożyć dany problem 'do szuflady', może 'zamieść' go pod dywan, może trzymać go pod przypuszczalną kontrolą, ale problem ten i tak wybuchnie ponownie. A kiedy wybuchnie, będzie to znacznie gwałtowniejsze. - On mówi, że Jego religią jest religia m i ł o ś c i. Słyszę to w kółko, jednak stwierdzam, że jest to najtrudniejszy wyraz do zrozumienia – co oznacza miłość? Nie znam wielu ludzi, którzy mogą pojąć znaczenie tego wyrazu. – - Widzi Pan, myśmy zaprzestali praktykowania miłości i dlatego myślimy, że jest to niemożliwe. Jednak wszyscy żyjemy z powodu bezinteresownej miłości! Nie uświadamiamy sobie tego. Ujmę to tak. Myślałem o tym przed długi czas. Widzi Pan nowo narodzone dziecko. Noworodek ten nie mógłby przeżyć, gdyby matka nie była gotowa wstawać w środku nocy, aby go karmić, przewijać, opiekować się nim i tak dalej. Jest to bezinteresowna miłość w czynie. Jest to zaprawdę miłość Boga do człowieka. Pan i ja nie bylibyśmy żywi, gdyby nasze matki tego nie robiły, a każda matka na ziemi czyni tak przez cały czas, od początku ludzkiej rasy. Jednak my nie przywiązujemy do tego wagi. Inne czynniki to przesłaniają. Życie toczy się naprzód dzięki miłości. Nie ogranicza się to do ludzi. Spójrzmy na tygrysicę czy kotkę – na to, jak chronią swoje małe. Bóg wbudował to we wszystkie żyjące istoty – dobroć, współczucie i miłość. Oczywiście, przejawia się to w wypaczonej postaci, ale teraz próbujemy po prostu to nazwać. - Jak długo jeszcze będzie Pan służył w obecnym charakterze, zanim postanowi Pan przejść w stan spoczynku i cieszyć się owocami swoich dokonań? – Przy Babie nie ma wakacji; On nie ma wakacji. Mówi, że odpoczynkiem jest zmiana pracy. Ja nie mam obecnie żadnych obciążeń, jestem zupełnie sam, nie mam jakiegoś szczególnego porządku dnia. Skarżę się jedynie na to, że On daje mi tylko 24 godziny dziennie. Oczywiście, jak mówi Einstein, jeśli mógłbym podróżować z prędkością światła, sprawiłbym, żeby te 24 godziny trwały dłużej, ale nie mogę. Muszę zajmować się pracą Swamiego. Czuję olbrzymią siłę, przyjemność i szczęście, kiedy wykonuję tę pracę. Za nic i w żaden sposób nie mam zamiaru wymieniać jej na coś innego. Są to najlepsze dni mojego życia, najbardziej pożyteczne lata mojego życia. W końcu wiem, kim jestem; wiem co robię i dlaczego to robię. Wiem dla kogo to robię. Jestem wdzięczny Bogu za to, że dał mi tę sposobność. - Jeśli są to naprawdę najlepsze dni pańskiego życia i nie zamieniłby się pan z nikim na całej © Organizacja Sathya Sai w Polsce 13 Sanathana Sarathi 11/2010 ziemi, co najważniejszego powiedziałby Pan teraz o tym miejscu zwanym Prasanthi Nilajam oraz Sathya Sai Babie, co pomogłoby ludziom zrozumieć dlaczego doszło w Panu do tej przemiany? - Uświadomiłem sobie, kim naprawdę jestem. Jestem istotą ludzką i muszę żyć jak istota ludzka. Baba mówi, że określenie istoty ludzkiej brzmi: ktoś z sercem. Na określenie serca używa On sanskryckiego słowa hridaja. Składa się ono z hri + daja. Daja znaczy w sanskrycie 'współczucie'. Jeśli twoje serce nie jest przepełnione współczuciem, nie jesteś istotą ludzką. Powiedziałbym, że Puttaparthi mówi teraz światu, żeby odkrył swoje serce, odkrył w nim współczucie, pozwolił mu wypełnić całe swoje ciało i wypłynąć z ciała w czynach bezinteresownej miłości. - Dr Wenkataraman, bardzo dobrze radzi Pan sobie po tamtej stronie mikrofonu i myślę, że powinien Pan tam pozostać przez parę następnych lat. Dziękuję bardzo za poświęcony czas. Sai Ram. - Dziękuję. Sai Ram. Za uprzejmą zgodą Radia Sai. Jakiż jest pożytek, jeśli po prostu oddajesz cześć Mojemu imieniu i postaci, nie usiłując rozwijać w sobie samatwy (jednakowej miłości do wszystkich), którą Ja mam, Mojego śanthi (niewzruszonego spokoju), Mojej premy (miłości), Mojej sahany (cierpliwości i hartu ducha), Mojej anandy (błogości)? - Baba B.W. Rao ODWIEDZINY BHAGAWANA W RADŻAHMUNDRY (22 – 26 stycznia 1969) Bhagawan podróżował przez długie godziny, czasem od wczesnego poranka do późnej nocy; jechał do odległych wiosek, aby zanieść swoje boskie przesłanie mieszkańcom wsi, nie zniechęcony żadnymi niewygodami. Jego odwiedziny w Radżahmundry w 1969 roku pokazują jasno, jak nieugięcie szedł ze swoją misją obsypywania szerokich rzesz społeczeństwa współczuciem i miłością, aby zbawić ich życie. 21 stycznia 1969 roku zatelefonowałem do Śri D.W. Ramy Rao, okręgowego prezydenta Wschodniej Godawari, że wraz ze Śri Sathyą Murthym chcę przybyć do jego domu w Radźahmundry po darśan Bhagawana, który wówczas tam przebywał. Otrzymawszy jego zgodę udaliśmy się samochodem do Radżahmundry i 22 stycznia o godzinie 6:30 rano stanęliśmy na progu siedziby Śri Ramy Rao. Weszliśmy do sali, w której czekało już sześciu znanych mi wielbicieli. Około godziny siódmej Bhagawan wyszedł ze swego pokoju i spoglądając na nas z uśmiechem, zadał swoje zwykłe pytanie: „Kiedy przyjechaliście?” Kiedy wszyscy dostąpiliśmy padnamaskaru, Bhagawan łaskawie poprosił, abyśmy spożyli śniadanie. Bhadźan odbywał się w przestronnym pandalu poza obrębem domostwa. Bhagawan zszedł z podwyższenia, postał przez parę minut na schodach i zaczął wolno iść po wyłożonym dywanie, zbierając listy. Za Nim szedł Rama Rao. W międzyczasie otrzymaliśmy szczęśliwą wieść, że Swami łaskawie pozwolił nam być częścią swojego orszaku i nasz samochód ma jechać za samochodem Swamiego prowadzonym przez Ramę Rao. Odwiedziny we wioskach - 22 stycznia © Organizacja Sathya Sai w Polsce 14 Sanathana Sarathi 11/2010 Kiedy wszystko zostało ustalone, sznur czterech samochodów z Bhagawanem wyjechał o 8:15 do wioski Thamarada, położonej około 15 kilometrów od Radżahmundry. Dotarłszy do tej wsi, Bhagawan wysiadł z samochodu, położył kamień węgielny pod Sai Mandir, po czym stanął na podwyższeniu, przyjmując wieńce kwiatów i arati. Przed wejściem do samochodu, stanął na jego stopniu, pomachał dłonią we wszystkie strony w geście błogosławieństwa i pobłogosławił tłum ponad 10 tysięcy ludzi. Naszym następnym przystankiem była wioska Medapadu, gdzie Bhagawan uroczyście otworzył nowo zbudowany mandir (swiątynię). Po poświęceniu prasadamu (uświęconego pożywienia) rozdanego ludziom i po przyjęciu arati, wsiadł do samochodu. Stamtąd podążyliśmy do wioski Wadlamuru, słynnej z pomarańczy. Bhagawan położył tu kamień węgielny pod Sathya Sai Mandir. W miejscu tym zebrał się potężny tłum. Bhagawanowi zgotowano tradycyjne powitanie, stosowne do tej świętej uroczystości. Położywszy kamień węgielny pod mandir, Swami usiadł na kilka minut na krześle ustawionym na podwyższeniu, aby tłum mógł nasycić oczy jego boską postacią. Bhagawanowi pokazano plan nowego mandiru, który pobłogosławił. Zanim zszedł z podwyższenia, wzniósł do góry obie ręce i pobłogosławił tłum, zwracając się na wszystkie strony. Samochody ruszyły do siedziby Śri Thummalepalli Ramakriszny, gdzie przygotowany został obiad. Oprócz pobłogosławienia członków jego rodziny, Bhagawan położył kamień węgielny pod planowany przez niego dom. Po obiedzie, na który zaproszono ponad 100 osób, udaliśmy się do Peddapuram. Bhagawan odwiedził w Peddapuram domostwo Śri Ćalli Apparao. Był on niegdyś terrorystą, jak również przez dziesięć lat więźniem politycznym, za rządów Brytyjczyków. Teraz był złożony poważną chorobą i z tego powodu nie mógł się poruszać. Siedząc przy jego łóżku, Swami starł swą własną dłonią jego łzy błogiej radości z dostąpienia darśanu Baby. Swami podtrzymał mu głowę swą lewą ręką i powoli podniósł go do pozycji siedzącej. Następnie potarł mu ręce prawą dłonią. Apparao stał się po tym zdolny złożyć dłonie i ofiarować Swamiemu namaskaram. Swami stworzył lingę i dał mu ją z pouczeniem, aby kąpał ją w wodzie każdego ranka i pił tę poświęconą wodę. Swami kazał mu też wypić trochę mleka. Apparao wyraził swą wdzięczność Bhagawanowi za Jego dobroć. Opuszczając dom, Bhagawan zapewnił go, że będzie w stanie za około miesiąc przybyć do Puttaparthi i tak się też stało. Ostatnim wydarzeniem tamtego dnia było otwarte spotkanie na terenie miejscowej szkoły średniej. Było to historyczne spotkanie, zebrał się ogromny tłum. Nie tylko ogromny plac, ale także ulice wiodące do niego były wypełnione ludźmi. Przemówienie Bhagawana trwało od godziny 17 do 19. Do Radżahmundry powróciliśmy przed dwudziestą. W drodze do Ambadźipet i Amalapuram 23 stycznia wyjechaliśmy o ósmej rano w kierunku Kothapety, gdzie przewidziane było otwarte spotkanie na cześć Bhagawana. Rozpocząć się miało o dziesiątej. Po drodze było wiele wiosek, w których wzniesiono pandale, na których ustawione było zdjęcie Bhagawana, na krześle przykrytym jedwabnym sari - w podobny sposób we wszystkich miejscach. W każdym z tych miejsc czekało od stu do dwustu ludzi. Na widok rzędu samochodów z Bhagawanem, jeden mężczyzna z wieńcem kwiatów i kobieta z arati popędzili do samochodu Swamiego. Swami wolno wysiadł z wozu, aby wziąć wieniec, przyjąć arati i pobłogosławić ich. Z przyczyn dla nas niezrozumiałych Swami prosił, aby samochód był zatrzymywany w określonych miejscach. Potem prosił, żeby ludzie usiedli. Stwarzał wibhuti, które rozdawał starym ludziom i kalekom, pobłogosławił wszystkich, po czym wsiadł do samochodu. Po około 3 kilometrach drogi do Kothapety Swami polecił, aby samochody pojechały do wioski Palewela, gdzie pobłogosławił rodzinę Śri Turagi Puruśottamy, bardzo starego wielbiciela Bhagawana. Spędził około 10 minut w jego domu, zanim wsiadł do wozu. Kiedy dotarliśmy do Kothapety, byliśmy akurat na czas. Spotkanie przygotowano na ogromnym placu wyższej uczelni, zatłoczonym przez olbrzymie zgromadzenie wielbicieli. Swamiego powitano śpiewami wedyjskimi i poprowadzono do specjalnie zbudowanego i ze smakiem ozdobionego podwyższenia. Przed © Organizacja Sathya Sai w Polsce 15 Sanathana Sarathi 11/2010 wejściem na nie Swami spędził około 10 minut chodząc wśród wielbicieli. Przemowa Bhagawana, po której nastąpiły bhadźany, trwała do południa. Następnie przez 15 minut rozmawiał z jakimiś osobistościami oraz uczonymi wedyjskimi, błogosławiąc niektórych z nich padanamaskarem i wibhuti. Nie wiedzieliśmy, dlaczego opóźnił wyjazd. Wyjechaliśmy około 12:20 i ruszyliśmy w drogę do Ambadźipet, gdzie przygotowano obiad. Przed Ambadźipet samochód Swamiego zatrzymał się. Wszyscy wysiedliśmy, żeby przekonać się, o co chodzi. Swami wysiadł z wozu i wskazując na grupę dwóch kobiet i dwoje dzieci biegnących przez pole powiedział: „Zawołajcie ich”. Dwóch z nas pobiegło i poprosiło, żeby udali się z nami. Wydawało się, że tak bardzo nagli ich czas, że nawet nie przystanęli. Kiedy zatarasowaliśmy im drogę, musieli niechętnie nas wysłuchać. Starsza z kobiet miała około sześćdziesiątki. Druga około 35 lat z dziećmi w wieku 12 i 9 lat. Widać było, że są ubodzy. Baba spytał starszą panią: „Dokąd idziecie?” „Idziemy do Ambadźipet, żeby zobaczyć Sai Babę” - odpowiedziała, wyraźnie rozdrażniona przerwą w drodze. „Będzie olbrzymi tłum i będzie wam strasznie niewygodnie z tymi dziećmi” - powiedział Baba. Odwróciły się, aby podjąć dalszą wędrówkę. Zastąpiliśmy im drogę i powiedzieliśmy, że mówi do nich sam Sai Baba. Starsza kobieta spojrzała na nas z ukosa. „Ja jestem Sai Babą – zatrzymałem się tu specjalnie dla was” - powiedział Baba z uśmiechem. „Tak Attha! Wygląda dokładnie tak jak Sai Baba na zdjęciach” - powiedziała młodsza z kobiet, przypuszczalnie jej owdowiała synowa z dwojgiem dzieci. Starsza pani stanęła zmieszana i spojrzała na Babę z niedowierzaniem. „Wiem wszystko, Twój syn został zabity. Nie martw się, wyrok wysokiego sądu będzie dla was przychylny. Zatrzymałem się tu tylko po to, żeby wam to powiedzieć. Chodź, weź to”. Mówiąc te słowa, Baba wziął z samochodu zwitek banknotów w kopercie i dał jej oraz po jabłku dla każdego z czworga. Chwycili pieniądze i stali w oszołomieniu, gdy odjeżdżaliśmy. Żadna z nich nie powiedziała słowa wdzięczności dla Baby ani nie złożyła żadnego formalnego pokłonu. Kiedy ujrzeliśmy tłumy w Ambadźipet, uświadomiliśmy sobie bezkresną dobroć Baby i to, jakie mieli szczęście. Przyczyna dla której Baba przedłużył o 15 minut spotkanie w Kothapeta, co było bardzo niezwykłe, okazała się dla nas jasna. Stało się tak, aby mógł spotkać owe dwie panie. W Ambadźipet czekał nas pyszny obiad. Po posiłku wyruszyliśmy dalej, do Amalapuram, serca delty Godawari, zwanej „Konasiina”, z jej żyzną ziemią, która przedstawia sobą widok nie do opisania, ze swą zielenią obfitującą w piękne gaje palm kokosowych, sady bananowe, owoców dżak i mango. W Amalapuram wysiedliśmy przed przestronnymi, dobrze utrzymanym, dwupoziomowym domem dr Saraswatiego. Po podwieczorku udaliśmy się na plac szkoły średniej, gdzie przygotowano otwarte spotkanie. Był niesłychany tłok; Swami wszedł na schody dobrze oświetlonego podwyższenia, z pięknymi ozdobami roślinnymi, wzniesionego na tę okoliczność na wysokość 2,5 metra. Gdy pojawił się na podwyższeniu, zabrzmiały ciągłe, głośne oklaski, dopóki nie założono Mu na szyję wieńca kwiatów. Bhagawan przemawiał przez półtorej godziny, niestrudzenie utrzymując słuchaczy w stanie oczarowania. Zatrzymaliśmy się na noc w pięknie umeblowanym domu dr Saraswatiego. Towarzyszenie Bhagawanowi podczas Jego podróży objazdowej jest tyleż przyjemnością, co praktyką duchową. Każde słowo, każdy ruch, każda chwila i każdy czyn Bhagawana przynoszą oświecenie. Cała nasza uwaga jest skupiona na Bhagawanie – umysły mamy uspokojone i wyciszone. Czy to podczas obiadu, czy na spotkaniu otwartym, widzieliśmy że zwraca na nas, swą świtę, pełną miłości uwagę. Tajemnica odwiedzin Bhagawana w pewnym domu we wiosce Kathimanda 24 stycznia nasza kawalkada samochodów opuściła Amalapuram o godzinie ósmej rano i ruszyła w stronę Razole. Po drodze widzieliśmy pandale wzdłuż drogi, przy których gromadzili się wielbiciele. Pandale takie zostały wzniesione w Manepalli,Thatipace i innych wioskach. Baba nie wysiadał z samochodu, ale prosił, aby się na kilka minut zatrzymać i machał ręką w gestach błogosławieństwa przyjmując wieńce i arati. Mieliśmy zrobić małą przerwę w podróży w Lakkawaram. Kiedy dojechaliśmy na odległość 3 © Organizacja Sathya Sai w Polsce 16 Sanathana Sarathi 11/2010 kilometrów od tej wioski, Swami poprosił, aby skręcić w prawo, gdzie odchodziła w bok nierówna droga, odpowiednia jedynie dla wozów ciągniętych przez woły. Wiedzieliśmy, że Swami nigdy nie był w tej wioski Kathimanda, do której nas prowadził ową zapomnianą przez Boga drogą, a obecnie drogą pobłogosławioną przez Boga. Swami poprosił o zatrzymanie samochodu na rogu pewnej bocznej uliczki w tej wsi. Wysiadł i przeszedł pieszo, na boso, około 30 metrów, po czym znowu skręcił i zniknął. Wszyscy czekaliśmy w napięciu, nie domyślając się, dokąd Swami mógł się wybrać. W międzyczasie zawróciliśmy samochodami. Baba pojawił się po 10 minutach ponownie na zakręcie uliczki i podszedł do samochodów, uśmiechając się. Zanim wsiadł, odsłonił nam tajemnicę swoich odwiedzin. Otóż trzy lata wcześniej przybyło z tej wioski do Prasanthi Nilajam pewne małżeństwo. Żona straciła w przeszłości troje dzieci, które umarły wkrótce po porodzie. Przyjechała do Nilajam będąc w ciąży. Para ta niecierpliwie pragnęła otrzymać błogosławieństwa Bhagawana. Swami poprosił męża, aby umieścił ją w szpitalu w Puttaparthi. Dzięki łasce Bhagawana, urodziła w siódmym miesiącu ciąży chłopczyka. Pozostali w Puttaparthi, aż dziecko miało dwa miesiące i powrócili do domu w swojej wsi. „Poszedłem do tego domu i pobłogosławiłem matkę i jej syna, który teraz jest pyzatym trzylatkiem” - wyjaśnił Bhagawan. Cud w Lakkawaram W Lakkawaram Swami odwiedził dom Śri M. Baladźiego i mieliśmy szczęście być świadkami cudu. Owego ranka zmarł ulubiony pies Baladźiego - na cztery godziny przed naszym przyjazdem. Spodziewając się w każdej chwili odwiedzin Baby i widząc ciasną ulicę przed swym domem zatłoczoną wielbicielami, Baladźi nie mógł znaleźć czasu i sposobności do sprawienia psu stosownego pochówku. Położyli więc ciało w bambusowym koszyku i przykryli je słomą oraz liśćmi świętej bazylii (tulasi), aby zapobiec rozkładowi i fetorowi. Koszyk postawiono pod drzewem mango z tyłu podwórza. Swami pobłogosławił wszystkich mieszkańców domu. Spoglądając na podwórze, Swami zauważył tamten koszyk i chciał wiedzieć, co to takiego. Baladźi wyjaśnił, że pomimo wysiłków weterynarza,psa nie można było wyleczyć z choroby, z powodu której cierpiał rozdzierający ból przez ponad miesiąc. Ostatecznie zdechł tego poranka i czekali, aby sprawić mu przyzwoity pogrzeb. Swami poprosił, żeby przyniesiono ten koszyk na czoło podwórza, skąd mogliśmy zobaczyć, co się dzieje. Powiedział Baladźiemu, żeby usunął liście i słomę. Swami stworzył wibhuti, obsypał nim ciało psa i poklepał je. Pies otworzył czy, podjął powolne wysiłki aby stanąć na nogi i zaczął merdać ogonem. Swami powiedział Baladźiemu, żeby nakarmić psa ciepłym mlekiem. Później, kiedy spotkałem się z Baladźim w Puttaparthi podczas Siwarathri, powiedział mi, że pies jest zdrowy i krzepki. Odwiedziny w wiosce Kadali Podejmując dalszą podróż, Swami powiedział, aby zaparkować samochody na brzegu kanału wodnego, obok drogi doKadali, rodzinnej miejscowości Śri Kamawadhaniego, który towarzyszył nam na tej wycieczce. Samochód Swamiego ruszył w kierunku Sakhinetipalli, wioski położonej 1,5 kilometra od Razole. Była to rodzinna miejscowość Śri Ramalingi Radźu, ówczesnego ministra uposażeń religijnych w rządzie stanu Andhra Pradeś. Poprosił on Swamiego o uroczyste otwarcie w jego wiosce nowo zbudowanego Gita Mandiru. Swami udał się tam ze Śri Ramą Rao. Jacyś przechodnie, którzy rozpoznali Śri Kamawadhaniego musieli chyba powiadomić jego synów, że Śri Kamawadhani jedzie w naszym samochodzie. Przyszli oni wraz z paroma starszymi tej wsi i poprosili nas wszystkich o przybycie do ich domu na odpoczynek, dopóki Swami nie powróci z Sakhinetipalli. Grzecznie odmówiliśmy. Wówczas poprosili Śri Kamawadhaniego, aby przybył do ich domu. Ten ani na nich nie spojrzał, ani nie porozmawiał z nimi. W międzyczasie zebrało się więcej ludzi z wioski i ci również zaczęli zapraszać. To ciche przedstawienie trwało przez godzinę. Swami powrócił o godzinie 22. © Organizacja Sathya Sai w Polsce 17 Sanathana Sarathi 11/2010 Członkowie rodziny Śri Kamawadhaniego złożyli pokłony Swamiemu, który poznał ich. Wysiadł z samochodu i zapytał ich: „Dlaczego nie zabraliście do swego domu Kamawadhaniego?” Wszyscy jednym głosem powiedzieli, że od godziny nie reaguje, pomimo ich natarczywych nalegań. Swami powiedział im z uśmiechem: „Przywiozę go i wszyscy zjemy w waszym domu posiłek”. Usłyszawszy odpowiedź Swamiego, pobiegli do wioski w błogiej radości. Swami powiadomił, że Śri Kamawadhani ma wsiąść do Jego samochodu. Pojazdy nasze wyruszyły w procesji z mieszkańcami wsi, otaczającymi samochód Swamiego. Dom Śri Kamawadhaniego w Kamadali był mały i kryty dachówką. Zasiedliśmy na jego otwartym ganku. Baba wszedł do domu i usiadł na krześle na pięć minut, rozmawiając z członkami rodziny Śri Kamawadhaniego. W tym czasie zaczęli napływać ludzie, zapełniając całą ulicę. Ktoś zdołał przynieść dwie lampy, stół i krzesło, które ustawiono przed domem. Swami wyszedł i popatrzył na tłum, który wzniósł okrzyki pochwalne na część Bhagawana. Swamiego najwyraźniej wzruszył ten zapał i oddanie tłumu. Usiadł na krześle i polecił, aby postawiono jeszcze jedno obok niego, dla Śri Kamawadhaniego. Choć przemówienie nie było w planie, Swami wystąpił z mową, po której popłynęły godzinne bhadźany, wprawiając tłum w ekstazę. Swami rozpływał się w pochwałach dla wiedzy wedyjskiej Śri Kamawadhaniego i jego ducha oddania. Następnie stworzył, zakołysawszy dłonią w powietrzu, złoty naszyjnik, wysadzany drogocennymi kamieniami i zawiesił go na szyi Kamawadhaniego, który tak się wzruszył, że nie mógł otworzyć ust aby powiedzieć choćby parę słów. Po przemówieniu Swamiego podano pyszną kolację. W piaszczystym korycie rzeki Godawari. 25 stycznia był wspaniałym dniem, który na całe życie pozostanie w naszej pamięci. Trzema łodziami motorowymi, związanymi razem linami z włókien kokosowych, przeprawiliśmy się przez Godawari i dotarliśmy do szerokiego, piaszczystego koryta rzeki odległego o 6 kilometrów od skraju Radżahmundry. Była jasna, chłodna i księżycowa noc. Wysiedliśmy na piach koryta rzeki o godzinie 21. Bhagawan poprosił wielbicieli, żeby znaleźli jakiś rozległy, suchy i płaski kawałek piasku, gdzie można byłoby usiąść. Prawie wszyscy spośród 150 wielbicieli rozbiegli się na wszystkie strony w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca. Nie znając tej okolicy, Sathya Murthy i ja chodziliśmy po piaskach wraz ze Swamim i Ramą Rao, gdy nagle Sai obwieścił: „Tutaj jest piękne miejsce, usiądźmy i zawołajmy ich”. Kiedy Swami usiadł, usiedliśmy tuż przed Nim. Potem nadbiegła reszta naszej drużyny i zasiadła za nami. Przez 30 minut śpiewaliśmy bhadźany. Następnie Bhagawan odpowiadał przez 20 minut na pytania wielbicieli dotyczące znaczenia lingi jako symbolu Pana Siwy oraz cudów Kriszny. Bhagawan usypał kopczyki z piasku i z jednego z nich wyciągnął lingę z opalu. Powiedział, że jest to ta święta linga, którą umieścił był w świątyni Somanath, kiedy ostatnim razem odwiedził z wielbicielami ten przybytek. Wydobył ją, aby pokazać tym, co mieli szczęście tam być. Później wydobył srebrny posążek Kriszny - dziecka. Oba te przedmioty zostały położone na srebrnym talerzu, który podawali sobie wielbiciele. Swami przekazał tę świętą lingę, owiniętą w chusteczkę, oraz srebrny posążek pod bezpieczną opiekę Śri N. Sathjama, sekretarza miejscowej samithi, z surowym pouczeniem, aby po kolacji Mu je oddać. O 22:30 wszyscy zasiedliśmy do kolacji w obecności Swamiego, dla którego rozłożono składany stół i krzesło. Po kolacji Swami poprosił Sathjama o zwrot tych dwóch rzeczy. W torbie, do której je schował, Sathjam znalazł jedynie posążek Kriszny, ale nie było lingamu. Podroczywszy się z nim przez chwilę, Swami powiedział, że odesłał lingam z powrotem do świętego miejsca, z którego go sprowadził. Powróciliśmy na brzeg Godawari około godziny 23:30. Twarz Swamiego rozkwitała jak świeży kwiat, pomimo Jego dużej aktywności od 8 rano do północy. Następnego dnia rano Swami przemawiał w Radżahmundry do członków Klubu Lwów i © Organizacja Sathya Sai w Polsce 18 Sanathana Sarathi 11/2010 zaproszonych przez nich osób. O czternastej trzydzieści wyjechaliśmy z Radżahmundry do Widźajawady, po drodze spożywając podwieczorek w Eluru. W Widźajawadzie Swami wystąpił z przemówieniem na otwartym spotkaniu, po którym nastąpiły występy uczniów Bal Wikas. Zjedliśmy kolację i zatrzymaliśmy się na nocny spoczynek w przestronnej siedzibie Śri Siwy Ramy Krisznajaha, prezydenta okręgu. 27 stycznia pojechaliśmy do Akripalli, położonej około 20 kilometrów od Widźajawady, żeby Swami mógł uczestniczyć tam w święcie Wyższej Uczelni Sanskrycko-Wedyjskiej. O godzinie 10:30 Bhagawan wyruszył do Madrasu (Chennai), my zaś pożegnaliśmy się z Nim i powróciliśmy z Jego błogosławieństwami do Haidarabadu. UROCZYSTOŚCI W PRASANTHI NILAJAM Obóz młodzieżowy z Orissy Organizacja Sewy Śri Sathya Sai z Orissy przygotowała 25-27 sierpnia obóz młodzieżowy w Praśanthi Nilajam. Ponad 700 przedstawicieli młodzieży z Orissy przybyło, aby wziąć w nim udział. Podczas trwania tego obozu młodzież uczestniczyła w codziennych spotkaniach darśanowych i bhadźanowych, a 26 sierpnia 2010 roku dała występ kulturalny w Sai Kulwant. Taniec „Daśawatar” Występ rozpoczął się o godzinie dziewiętnastej tańcem - po darśanie Bhagawana i bhadźanach. Oparty na „Gita Gowinda”, nieśmiertelnym dziele świętego i poety Dźajadewy, taniec ten przedstawiał dziesięć wcieleń Pana Wisznu. Przy wtórze śpiewaków i muzyków pięciu młodzieńców tańczyło przy oklaskach widzów. Powódź miłości Następną częścią występu było przedstawienie „Powódź miłości”, inspirowane Projektem Mieszkalnym Śri Sathya Sai w Orissie. Pokazywało ono, jak miłość i współczucie Bhagawana wniosło nową nadzieję dla 699 rodzin z trzech okręgów Orissy, którzy utracili swe domy i dobytek w niszczycielskiej powodzi w 2008 roku. Trust Śri Sathya Sai zbudował dla nich nowe domy. Prosta opowieść, wyśmienite rozmowy, dobra gra aktorów i choreografia sprawiły, że przedstawienie zachwycało. Na koniec Bhagawan pobłogosławił aktorów i tancerzy i ustawił się z nimi do wspólnych zdjęć oraz rozdał im ubrania. OBÓZ MŁODZIEŻOWY STANÓW UTTAR PRADEŚ I UTTARAKHAND Organizacja Sewy Śri Sathja Sai z Uttar Pradeś i Uttarakhand przygotowało obóz młodzieżowy w Prasanthi Nilajam, podczas którego młodzież z tych dwóch stanów wystąpiła z przedstawieniem tanecznym w Sai Kulwant Hall, 25 września 2010 roku. Sjan Sja Aradhana: przedstawienie dramatyczne Przedstawienie o nazwie „Sjan Sja Aradhana” (Wielbienie najwyższego Pana Siwy) rozpoczęło się o 17:35 pieśnią ludową i tańcami poświęconymi Śiwie. Przedstawienie ukazywało święte tradycje prostych ludzi o czystych sercach z obszaru Kumaon w Uttarakhandzie, zamieszkujących piękne doliny Himalajów. Odmalowując Prasanthi Nilajam jako świętą Górę Kailaś, siedzibę Pana Śiwy, przedstawienie mówiło o kilku wydarzeniach z życia Bhagawana, który jest Panem Śiwą. Przedstawienie, upiększone dwoma tradycyjnymi tańcami z Uttarakhand, niosło przesłanie czystości i boskości oraz wyrażało naukę Bhagawana: „Manawa sewa is Madhawa sewa” (służba © Organizacja Sathya Sai w Polsce 19 Sanathana Sarathi 11/2010 człowiekowi jest służbą Bogu). Na koniec Bhagawan pobłagosławił wykonawców i ustawił się z nimi do zdjęcia.Rozdał też im ubrania. Całość dobiegła końca wraz z arati do Bhagawana o 19:15, po rozdaniu prasadamu dla wszystkich wielbicieli zgromadzonych w hali Sai Kulwant. OBÓZ MŁODZIEŻOWY MAHARAŚTRY I GOA Zrzeszenie Sewy Śri Sathya Sai ze stanów Maharaśtry i Goa przygotowało obóz młodzieżowy w Prasanthi Nilajam, trwający od 30 września do 2 października 2010 i wystąpiło 30 września z przedstawieniem o nazwie „Andźaneja Wiira” (waleczny Hanuman). Bhagawan uroczyście otworzył program zapalając świętą lampę. Grupy młodzieży, reprezentujące różne okręgi tych dwóch stanów, podeszły do podwyższenia i ofiarowały Bhagawanowi swe pozdrowienia. W międzyczasie śpiewacy z tych dwóch stanów śpiewali melodyjne pieśni poświęcone Panu Ganeszy i Bhagawanowi. Andźaneja Wira - Przedstawienie Przedstawienie „Andźaneja Wira” rozpoczęło się od cudownego tańca dzieci Bal Wikas – wszystkie one były przebrane za małych Hanumanów. Następnie pokazały dzieciństwo Hanumana, który otrzymał brahma dźnanę (wiedzę o Brahmanie) od Brahmy, błogosławieństwa od bóstwa słońca [Surji] oraz mantrę Ramanamy (imię Ramy) od Pana Siwy. Potem ukazane zostały różne wydarzenia z życia Hanumana, mówiące o jego odwadze i niezrównanym oddaniu dla Pana Ramy. Znakomite dekoracje, dobra charakteryzacja i ubiory, doskonała choreografia i melodyjne pieśni sprawiały, że przedstawienie to wciągało i robiło duże wrażenie. Na koniec Bhagawan pobłogosławił aktorów i ustawił się z nimi do wspólnych zdjęć. OBÓZ MŁODZIEŻY Z BIHARU I DŹHARKHANDU Około 2,5 tysiąca wielbicieli, w tym młodzieży i dzieci Bal Wikas, przybyło z Biharu i Dźharkhandu; brali oni udział w działaniach służebnych (sewie) w Prasanthi Nilajam, od 1 do 15 października 2010 roku. Maa – przedstawienie Piątego października dzieci z organizacji Bal Wikas z tych dwóch stanów wystawiły przedstawienie pod nazwą „Maa” (matka). Rozpoczęło się ono pieśnią i tańcem dzieci, które ukazały chwałę kobiecości i opisały świętą indyjską tradycję oddawania czci Boskiej Matce i jej pięciu postaciom, określanym jako Weda Mata, Go Bata, Bhu Mata, Deśa Mata i Deha Mata (matka w postaci: Wed, ziemi, krowy, ojczyzny i matki ucieleśnionej). W dalszej części przedstawienia ukazane zostały najwyższe wzorce, podtrzymywane – w różnych okresach czasu - przez przykładne matki, takie jak Madalasa, Sita, Draupadi i Putlibai. Następnie pokazana została wzorowa współczesna matka, która żyjąc zgodnie ze świętymi tradycjami indyjskimi oraz naukami Bhagawana Śri Sathya Sai Baby, spowodowała przemianę dwóch swoich przyjaciółek, zwiedzionych na złą drogę przez pragnienie pieniędzy i zachodniego stylu życia. Końcowa część przedstawienia odzwierciedlała najwyższe cechy kobiecości, takie jak poświęcenie, wyrozumiałość i dobroć, których przykładem była Matka Iśwaramma, dająca przykład do naśladowania współczesnym kobietom. Dobry scenariusz, znakomita gra aktorska dzieci, melodyjne pieśni i odpowiednie dekoracje robiły duże wrażenie. Po zakończeniu tego występu, Bhagawan obsypał błogosławieństwami dzieci, ustawił się z nimi do wspólnych zdjęć i rozdał im ubrania. © Organizacja Sathya Sai w Polsce 20 Sanathana Sarathi 11/2010 OBÓZ MŁODZIEŻOWY HIMAĆAL PRADEŚ Zrzeszenie Sewy Śri Sathya Sai przygotowało w Prasanthi Nilajam obóz młodzieżowy, 3-11 października 2010 roku, na który przybyło około 150 dzieci Bal Wikas i młodzieży z Himaćal Pradeś, jak również uczniowie ze szkoły Śri Sathja Sai z Ananda Wilas w Simli. Taniec ludowy i przedstawienie „Daśawatar” Dziesiątego października wspólnie dali oni występ kulturalny, złożony z dwóch części – tańca ludowego oraz przedstawienia. Całość rozpoczęła się o 19:15 po darśanie Bhagawana w hali Sai Kulwant. Na początek 25 młodych osób z okręgu Sirmour stanu Himaćal Pradeś wykonało taniec ludowy ukazujący, jak poprzez stosowanie się do nauk Bhagawana Śri Sathja Sai Baby - można pozbyć się nieetycznych praktyk przeważających we współczesnym społeczeństwie. Ku zachwytowi wszystkich, ci młodzi ludzie pokazali wirtuozerię trzymając na głowach zapalone świece, kręcąc talerzami pełnymi kwiatów i tańcząc z tradycyjnymi łukami i strzałami. Był to cudowny występ i zyskał głośny poklask widzów. Potem nastąpiło przedstawienie „Daśawatar”, odgrywane przez dzieci Bal Wikas z Himaćal Pradeś oraz uczniów Szkoły Śri Sathya Sai Baby z Simli. Pokazywało ono dziesięć wcieleń Pana Wisznu. Zaczęli od zbiorowego przedstawienia tych 10 wcieleń, z których ostatnim było wcielenie Bhagawana Śri Sathya Sai Baby, który narodził się na ziemi dla ustanowienia satji, dharmy, śanthi, premy i ahimsy oraz dla wprowadzenia pokoju i harmonii na świecie. Znakomita reżyseria , piękne tańce dzieci, żywa muzyka i doskonała choreografia złożyły się na to, że przedstawienie to zachwycało. Po jego zakończeniu Bhagawan obsypał błogosławieństwami wykonawców obu programów i podarował im ubrania GRAMA SEWA ŚRI SATHYA SAI 2010 Podczas ostatnich dziesięciu lat Grama Sewa (służba dla wsi) stała się wizytówką Instytutu Wyższego Kształcenia Śri Sathya Sai. którą grama Sewa uczy studentów tej placówki – w sposób praktyczny - jak bezinteresownie służyć społeczeństwu, zwłaszcza na wsi. Wiele osób przebywających w Prasanthi Nilajam także dołącza do tych studentów i pomaga im wykonywać Grama Sewę, jeżdżąc wraz z nimi po wioskach. W tym roku Grama Sewa rozpoczęła się w pierwszy dzień Nawaratri (dziewięciu dni oddawania czci Boskiej Matce), tj. 8 października 2010 roku. Prawie 2000 studentów pod nadzorem pracowników Instytutu wyruszyło rano na to szlachetne przedsięwzięcie. Pojechali do wyznaczonych wiosek w 45 ciężarówkach, załadowanych paczkami żywnościowymi i ubraniami do rozdania dla mieszkańców tych wsi. Po dotarciu do wiosek wykonywali nagarsankirtan (śpiewanie w procesji) we wsi, do którego dołączali również mieszkańcy. Potem szli na próg każdego domu i wręczali mieszkańcom z miłością i pokorą prasadam Bhagawana. Grama Sewę prowadzono w ten sposób przez dziewięć świętych dni Nawaratri, a każdego dnia grupy studentów, pracowników Instytutu oraz innych wielbicieli udawały się do przydzielonych sobie wsi i przekazywały ich mieszkańcom na progach domostw prasadam Bhagawana. Tamci przyjmowali prasadam z głębokim szacunkiem i czcili studentów Bhagawana jak posłańców Boga, przybywających do ich domów z Jego miłością i błogosławieństwami. Ogółem przekazano prasadam (uświęcone pożywienie) około 300 tysiącom ludzi z 60 tysięcy domów w około 150 wioskach, objętych opieką organizacji z Puttaparthi, Kothaćeruwu i Bukkapatnam. Gdy studenci z uczelni w Brindawan i w Prasanthi Nilajam wraz z uczniami klas 11 i 12 Szkoły Średniej Śri Sathya Sai pojechali do wiosek, aby rozdawać prasadam, studentki z uczelni w Anantapur i uczennice szkoły podstawowej zajmowały się pakowaniem tego prasadamu, z pomocą członkiń Sewa Dal. W tym roku studenci i studentki z Wyższej Szkoły Pielęgniarskiej Śri Sathya Sai w Whitefield w Bangalore również uczestniczyli w Grama Sewie. A także młodzież z © Organizacja Sathya Sai w Polsce 21 Sanathana Sarathi 11/2010 Wielkiej Brytanii (19 osób z Londynu) - podobnie jak w latach poprzednich. W ostatni dzień, 17 października, studentki uczelni w Anantapur rozdały prasadam w Prasanthi Nilajam. Dokładne zaplanowanie tego ogromnego zadania przez zespół nadzoru oraz bezbłędne jego wykonanie przez studentów były świetlanymi przykładami tego, jak należy przeprowadzać służbę społeczeństwu, z pełnym oddaniem, pokorą i bezinteresowną miłością. WEDA PURUSZA SAPTHAHA DŹNANA JADŻNIA Święto Nawaratri zaczęło się w Praśanthi Nilajam wraz z rozpoczęciem Kalaśa Pudży (oddawania czci świętemu naczyniu) ósmego października 2010 roku. Pudżę prowadzono przez dwa kolejne dni w świątyni badżanowej z całkowitym oddaniem. Jedenastego października to święte Kalaśan zostało przeniesione do hali Purnaćandra we wspaniałym pochodzie śpiewających Wedy ritwików (wedyjskich kapłanów), za którymi podążała grupa studentów oraz studentów śpiewających bhadźany. Siedzący na werandzie mandiru Bhagawan oglądał pochód i obsypał swymi błogosławieństwami ritwików śpiewających Wedy oraz studentów. Prowadzony przez muzyków Nandaswaram pochód dotarł do hali Purnaćandra, gdzie pięknie zdobiona Jadźnaśala przygotowana była do rozpoczęcia Weda Puruśa Sapthaha Dźnana Jadźni. Wraz z pojawieniem się, o godzinie 11,Weda Puruszy, czyli Bhagawana Śri Sathya Sai Baby w Jadźnaśali, sala zaczęła rozbrzmiewać śpiewem mantr wedyjskich, zanoszonym przez kapłanów i studentów. Następnie kapłani rozpalili w tradycyjny sposób święty ogień dla tej Jadźni, pocierając dwa kawałki drewna. Zanieśli go do Bhagawana, który pobłogosławił ten ogień i pozwolił, aby rozpoczęto Jadźnę. Święty ogień, pobłogosławiony przez Bhagawana, umieszczono następnie w Jadźna Kundam, przy śpiewie mantr wedyjskich w wykonaniu kapłanów i studentów. Następnie czterech kapłanów siedzących wokół ołtarza (Jadźna Kundam) rozpoczęło jadżnię, wrzucając ofiary z ghee (oczyszczonego masła) w święty ogień jadźni, przy śpiewie mantr wedyjskich. W międzyczasie inna grupa kapłanów zaczęła śpiewać mantry z Kriszna Jadżurwedy, zgodnie z nakazami wedyjskimi odnośnie prowadzenia jadżni. Równocześnie trzech starszych wielbicieli rozpoczęło Parajanę (uroczyste wypowiadanie) świętych tekstów. Jeden kapłan zaczął wykonywać Surja Namaskar (oddawanie czci słońcu), inny zaś zaczął wypowiadać Durga Saptaśati (święty tekst poświęcony bogini Durdze), jeszcze inny natomiast rozpoczął Sahasra Lingarćanę (czczenie tysiąca ling). Kapłan główny wraz ze swą żoną zaczęli oddawać śpiewem mantr wedyjskich cześć Boskiej Matce. Studenci również śpiewali Wedy. Święte mantry wedyjskie, święte teksty, prowadzenie jadżni przed boskim obliczem samego Weda Puruszy wytworzyły aurę boskości i zaczęły promieniować na wszystkie strony duchowymi wibracjami. O 11:25 Bhagawan udał się w zachodni róg Jadżńaśali i poświęcił wieniec kwiatów, który miał być złożony w ofierze. Następnie Bhagawan objechał całą halę, napełniając serca wielbicieli błogością swojego darśanu i błogosławieństwami. Jadżnię prowadzono w ten sposób od 11 do 17 października, uświęcając całą atmosferę. Było to doświadczenie bardzo uwznioślające dla tłumów wielbicieli, którzy mieli szczęście być w hali Purnaćandra. W święty dzień Widźaja Dasami, 17 października, Bhagawan przybył wieczorem do hali Purnaćandra w celu przeprowadzenia Purnahuti (końcowej ceremonii) tej jadżni. Dokonał ceremonii ofiarnych, wśród świętych śpiewów wedyjskich i muzyki zespołu Nandaswaram. Doprowadził jadżnię do szczęśliwego końca poprzez złożenie swoimi boskimi dłońmi końcowych ofiar w święty ogień jadżni. Na zakończenie pobłogosławił kapłanów i pokropił ich świętą wodą. Następnie wszyscy kapłani usiedli przed Bhagawanem i śpiewali mantry wedyjskie. O 16:15 Bhagawanowi ofiarowano arati, co oznaczało zakończenie Weda Purusza Sapthaha Dźnana Jadźni. © Organizacja Sathya Sai w Polsce 22 Sanathana Sarathi 11/2010 Indulal Szah Saria Szah BOSKA MIŁOŚĆ W AFRYCE WSCHODNIEJ Afryka jest być może najpiękniejszym kontynentem tej planety. Pobłogosławiona została bogatymi złożami minerałów, złota, diamentu, manganu, miedzi itd. Oprócz tego jest to ogromna, dziewicza ziemia, obfitująca w rzeki, jeziora i wodospady. Ma także zdrową i silną ludność. Zatem posiada ona wszelkie zasoby naturalne, potrzebne do pełnego miłości i spokojnego życia. Bhagawan wysłuchuje modlitw mieszkańców Wschodniej Afryki Ironią losu jest jednak to, że tego kochającego i spokojnego życia jest tam jak na lekarstwo. Kiedy wszystkie istoty ludzkie na tej planecie mają w sobie te same ziarna, jak mogą istnieć różnice związane z kastami, wyznaniami, kolorem skóry, religiiami, płcią i pozycją społeczną? Miliony ludzi na tej ziemi pragnęły, od stuleci, uznania godności ludzkiej, ludzkich praw i równych szans. Byli bezradnymi niewolnikami, ciężko doświadczonymi ubóstwem i dręczonymi cierpieniem spowodowanym nierównością i zaniedbaniem. W swym niezmiernym współczuciu, Bhagawan odpowiedział na tęsknotę milionów Afrykanczyków i obsypał ich swoją miłością i łaską, odwiedzając Wschodnią Afrykę w 1969 roku. 17 maja 1968 roku Bhagawan Baba wypowiedział następujące słowa do zgromadzenia 1200 delegatów z całego świata podczas Pierwszej Światowej Konferencji Wielbicieli Sai, odbywającej się w Mumbaju: „W ludzkiej postaci każda boska istota, każdy boski pierwiastek, to znaczy wszystkie imiona i postacie przypisywane przez człowieka Bogu, zostały przejawione – Sarwa daiwatwa sarwa rupaalanu dharinćina manawa karame akaram. Nie pozwólcie, aby rozpraszały was wątpliwości. Jeśli tylko osadzicie na ołtarzu swego serca mocną wiarę w moją boskość, możecie zdobyć widzenie mojej rzeczywistości. W przeciwnym razie będziecie się wahali jak wahadło zegara – w jednej chwili będzie wiara, w innej niedowierzanie. Nigdy wówczas nie zrozumiecie prawdy i nie zdobędziecie błogości. Jesteście wielkimi szczęściarzami, mając szansę widzenia tego Sarwadaiwatwa Swarupam (ucieleśnienia wszystkich postaci Boga) teraz, w tym życiu.” Różni delegaci z wielu krajów prosili Bhagawana, aby ich odwiedził. Byli wśród nich Howard Murphet z Australii, Tideman Johanessan z Norwegii, dr Nallai Nathan z Cejlonu (Śri Lanki), Indra Dewi z Meksyku, Charles Penn z Los Angeles (USA) i dr C.G. Patel z Kampali w Afryce Wschodniej. Baba wysłuchał jedynie tęsknoty Afrykanów i oświadczył, że odwiedzi Afrykę w następnym miesiącu. Ludzie z Afryki Wschodniej poczynili wszelkie przygotowania do tych boskich odwiedzin. Podróż do Nairobi i Kampali 30 czerwca 1968 roku Bhagawan i Jego grupa wsiedli na pokład Boeinga 707 na lotnisku Santa Cruz w Mumbaju, aby odlecieć do Nairobi w Afryce Wschodniej. Dr C.G. Patel, pani Madhubahen Patel, dr Atul C. Patel oraz inni członkowie jego rodziny byli gospodarzami tych odwiedzin. Grupa towarzysząca Bhagawanowi składała się ze Śri N. Kasturiego, Śri Indulala Szaha, Sarii Szah, Śri Radży Reddy'ego – wszyscy oni pochodzili z Indii – oraz Śri Boba Rajmera i pani Rajmer z USA. Swami oznajmił, że cały świat jest Jego pałacem, a każdy kontynent jest po prostu salą w tym pałacu. Jego odwiedziny w Afryce były tylko zajrzeniem do jednego z pokojów tego pałacu. Kiedy samolot leciał z szybkością około 900 km na godzinę na wysokości 10 kilometrów nad Morzem Arabskim, do Baby podchodzili piloci i załoga, wysocy urzędnicy lini lotniczych Air India oraz pasażerowie – wszyscy otrzymali Jego boską łaskę w postaci wibhuti, autografów i © Organizacja Sathya Sai w Polsce 23 Sanathana Sarathi 11/2010 zdjęć, stwarzanych spontanicznie. Baba, okazując poczucie humoru, wyciągnął podczas lotu kartę z kieszeni przed swoim fotelem i napisał na niej pełne miłości napomnienie, jako Swój adres podając „Boeing 707” i podał to Śri Bobowi Rajmerowi z Los Angeles, siedzącemu tuż przed Nim. Nadeszła od niego odpowiedź w tym samym duchu, napisana na innej kartce: „Niebo jest niebieskie, ocean również; nasze życzenia spełniły się. Lecimy z Tobą!” [po angielsku tworzy to rymy] Po pewnym czasie zobaczyliśmy górę Kenja, jej postrzępioną koronę niebieskiej barwy, wystającą ponad morze mleka. Wkrótce dolecieliśmy do lotniska w Nairobi. Dr C.G. Patel zawiózł Babę samochodem na otwartą przestrzeń za lotniskiem, gdzie Swami przeszedł wśród zgromadzonych wielbicieli i obdarzył ich hojnie swoimi błogosławieństwami. W Nairobi Bhagawan udzielił wielbicielom darśanu i błogosławieństw i udał się do Kampali, stolicy Ugandy, odległej o 650 km. Po drodze zobaczyliśmy Jezioro Sodowe w Nakuru, gdzie kilku Afrykanów i Indusów otrzymało boski darśan Baby. Uganda zapewniło Babie samochód pilotujący od Malaby na granicy Ugandy na znak Jego honorowego statusu. Następnie samochody pojechały do Dźindźi, gdzie z Jeziora Wiktorii wypływa rzeka Nil. Przybywszy do Kampali o 1:30 w nocy, Bhagawan pobłogosławił około 2 tys. ludzi, czekających na Niego i śpiewających bhadźany w pandalu, specjalnie wzniesionym koło domu dr. Patela. Rankiem 1 lipca Baba wyszedłszy z tego domu stanął naprzeciw ogromnego zgromadzenia. Przeszedł powoli między ludźmi, obdarzając każdego swoim najwyższym współczuciem i dając potrzebującym lek swojego darśanu. Wśród tych, którzy oddali szacunek Babie owego poranka, znajdowali się gen. Idi Amin, szef sztabu wojsk Ugandy oraz Śri Orjema, inspektor generalny policji Ugandy. Drugiego lipca Bhagawan udzielił specjalnej audiencji dużej liczbie chorych i kalek. Dwie osoby przybyły na wózkach, a wyszły raźno na własnych nogach, ku radości i zadziwieniu wszystkich. Wszyscy wychodzili z promieniejącymi twarzami, po otrzymaniu miłościwej łaski Bhagawana i cudownego uzdrowienia. Przesłanie miłości Bhagawana dla Afrykańczyków Trzeciego lipca Bhagawan leciał przez dwie godziny nad kraterem Ngorongoru w Tanzanii oraz Jeziorem Wiktorii w małym samolocie, My lecieliśmy za Bhagawanem w drugim małym samolocie.Wieczorem Bhagawan przemówił podczas pierwszego ze swoich otwartych spotkań, w Parku Narodowym Nairobi. 20 tysięcy ludzi otrzymało Jego boskie przesłanie miłości i jedności całej ludzkości. Oświadczył: „Przybyłem, żeby zapalić lampę miłości w Waszych sercach; dopilnować, żeby z każdym dniem jaśniała coraz większym blaskiem. Nie przybyłem, żeby przemawiać na rzecz jakiejś szczególnej dharmy (religii), jak na przykład hinduizm. Nie przybyłem w misji nagłaśniania jakiejś sekty czy wyznania, czy jakiejś sprawy; nie przybyłem też dla gromadzenia zwolenników jakiejś doktryny. Nie zamierzam przyciągać uczniów czy wielbicieli do siebie ani do kogokolwiek innego. Przybyłem, żeby powiedziećwam o tej powszechnej, jednoczącej wierze, o tym pierwiastku atmicznym (pierwiastku ducha), o tej drodze miłości.” Piątego lipca dr Patel zabrał Babę i grupę samochodami do Nanjuki – leżącej dokładnie na równiku, około 200 kilometrów od Nairobi, gdzie zatrzymaliśmy się na noc. Był to czwartek. Bhawawan, rozmawiając z nami, stworzył naczynie, wypełnione po brzegi amritą (nektarem), słodką niewypowiedzianie i pachnącą ponad wszelkie wyobrażenie, po czym rozdzielił ją pomiędzy wszystkich złotą łyżką. Rankiem 6 lipca Bhagawan udał się do Kampali wyczarterowanym samolotem i udzielił darśanu ponad tysiącu wielbicieli, śpiewających bhadźany. Wieczorem Bhagawan spotkał się z dużą liczbą osobistości, lekarzy i przedsiębiorców i odpowiadał na ich pytania na temat spraw © Organizacja Sathya Sai w Polsce 24 Sanathana Sarathi 11/2010 duchowych. Kiedy ktoś spytał: „Dlaczego na świecie jest tyle zła?”, Baba odpowiedział: „Na świecie nie ma zła, jest ono w umyśle, który widzi zło; ciemność nie ma niezależnego istnienia, jest ona jedynie nieobecnością światła”. Odpowiadając na inne pytanie stwierdził: „Główną przyczyną niedoli człowieka jest triśna (pragnienie) i jeśli ktoś przyjrzy się swoim pragnieniom, może łatwo się przekonać, że może żyć dalece wygodniej z o wiele mniejszą ilością pragnień”. Poradził: „Oswobodź swój umysł tak, jak oswobadzasz ciało; jedz regularne śniadanie dhjany (medytacji), obiad bhadźanu, podwieczorek czytania pism świętych i kolację Namasankirtanu (śpiewania chwały Boga)”. Obfitość błogosławieństw podczas Guru Purnimy Rankiem 7 lipca Bhagawan udzielił darśanu podczas bhadźanów i obdarzył rozmową wielką liczbę osób. Wieczorem Baba wystąpił ze swym pierwszym otwartym przemówieniem w Kampali. Podkreślając jedność wszystkich wiar, kultur i narodowości, powiedział:”Tak jak ten sam krwiobieg obiega wszystkie części ciała, tak samo jeden boski pierwiastek ożywia cały wszechświat... Pomińcie paciorki, rozmyślajcie o łączącej je, wiecznej, zawsze obecnej nici”. To dodające otuchy przesłanie spotkało się z gorącym przyjęciem przez muzułmanów, chrześcijan, buddystów, hindusów i parsów. Bhagawan wygłosił 8 lipca kolejną mowę w tym samym miejscu. Mówił o nektarowej słodyczy boskiego imienia. 9 lipca po porannym bhadźanie Bhagawan spotkał się z delegatami z Nairobi, Dźindźy, Mbale, Tororo, Eldoret i paru innych miast Ugandy i Kenii. Wyjaśniał im ideał służby jako sadhany i poprosił, żeby powołali do istnienia organizację Śri Sathja Sai Sewa Samithi w Ugandzie, Kenii i Tanzanii, z siedzibą główną w Kampali. Dziesiątego lipca ponad 25 tysięcy ludzi zebrało się, aby oddać hołd Bhagawanowi w pomyślny dzień Guru Purnimy. Bhagawan udzielał darśanu przez blisko dwie godziny i zajrzał w każdy róg, dając wszystkim garść słodyczy i paczuszkę wibhuti. Większość obdarowanych znalazła w tych paczuszkach emaliowane lub metalowe obrazy z Chrystusem, krzyż, obrazy Kriszny bądź Sai Baby. Był to bardzo wzruszający widok – wielbiciele, zarówno Hindusi jak i Afrykanie, wyrażający swoją miłość i oddanie dla Bhagawana. Swami wraz ze swą grupą wyruszył 12 lipca rano, w trzech samochodach, aby obejrzeć Park Narodowy Wodospadów Murchisona. Drugi z wozów uległ po drodze wypadkowi, ale wszyscy jadący nim ludzie zostali uratowani dzięki łasce Bhagawana. Najbardziej ucierpiał prof. Kasturi. Jadący owym samochodem wzięli potem taksówkę i dotarli do domku myśliwskiego, gdzie Bhagawan zmaterializował wszystkim lecznicze wibhuti, stworzył maści i tabletki, dotykał bolących miejsc i w przeciągu kilku minut wszyscy poczuli się dobrze. Następnie grupa wraz z Bhagawanem wyruszyła na przejażdżkę łodzią motorową w górę Nilu, ponad 24 kilometry, w stronę Wodospadów Murchisona, mijając tysiące krokodyli i hipopotamów, spędzając ponad trzy godziny na tej radosnej wycieczce, która okazała się niezapomnianym przeżyciem. Bhagawan dotarł do Kampali o godzinie 13, gdzie czekały na niego tysiące osób, oddających się śpiewaniu bhadźanów. Powrót do Mumbaju Tysiące ludzi zebrało się13 lipca przed domem dr. Patela. Od godziny 8 do 10 Bhagawan chodził wśród nich, obdarzając obficie wszystkich swoją boską łaską. Przyjmował cudowne bukiety róż, ustawiał się do wspólnych zdjęć oraz odpowiadał na pytania. Podczas wieczornych bhadźanów Baba dał ludziom długie godziny darśanu. Wiele chorych otrzymało rzadki dar w postaci leczniczego wibhuti. Przed świtem 14 lipca prawie połowa Kampali była u drzwi doktora Patela, aby pożegnać Bhagawana. Samolot ze Swamim odleciał z Entebbe o godzinie 13, a dotarł do Nairobi o 14:30. Tysiące ludzi stało na tarasie w Nairobi od godziny 13. Baba pomachał dłonią temu olbrzymiemu zgromadzeniu, po czym wsiadł na pokład samolotu lecącego do Mumbaju. Maszyna wylądowała na © Organizacja Sathya Sai w Polsce 25 Sanathana Sarathi 11/2010 lotnisku Santa Cruz o 12:45 – 10 tysięcy wielbicieli zgotowało Mu tam ciepłe powitanie. 15 lipca Baba przemówił do olbrzymiego zgromadzenia w ośrodku Dharmakszetra w Mumbaju, któremu przewodniczył dr K.M. Munsi. Dr Munsi nie mógł powstrzymać łez radości i wdzięczności, kiedy mówił: „Bolało mnie serce, kiedy widziałem dokoła szybki upadek wiary w Boga i żarliwości w religii i byłem na krawędzi rozpaczy, rozmyślając o przyszłości tego starożytnego kraju. Kiedy jednak patrzę na Bhagawana Śri Sathja Sai Babę i jestem świadkiem przemiany, jaką wywołuje w sercach milionów, doznaję otuchy i jestem szczęśliwy. On z pewnością sprawi, że Indie będą ponownie żyć jako Bharat i rozszerzy wiarę i religię na świecie. Ofiaruję Mu swój pokłon i wyrazy szacunku.” Bhagawan w swoim boskim przemówieniu mówił o odwiedzinach w Afryce Wschodniej jako o przejściu z jednego pokoju do drugiego w przestronnym boskim pałacu – wszechświecie. Oznajmił: „Ja nie jestem obcy w żadnym kraju, jestem u siebie, we wszystkich częściach Ziemi”. Baba oświadczył, że konflikty rasowe i urazy powstają z czystej niewiedzy o zasadniczym braterstwie ludzi. „To właśnie tę prawdę, tę jedność, często źle rozumianą jako różnorodność, kiedy się na nią patrzy przez okulary samolubstwa, szerzyłem w Afryce Wschodniej” - stwierdził Baba. NOWINY Z OŚRODKÓW SAI ŚWIATOWE PREKONFERENCJE NA BLISKIM WSCHODZIE, W WIELKIEJ BRYTANII, MALEZJI I AUSTRALII Międzynarodowa Organizacja Śri Sathya Sai zwołała prekonferencje w krajach na całym świecie jako wstęp do listopadowej IX Światowej Konferencji w Prasanthi Nilajam. Osiem z tych narad: w Japonii, Argentynie, Meksyku, USA, Włoszech, Rosji, Niemczech i Kanadzie zostało opisanych w w lipcowym wydaniu 'Sanathana Sarathi'. Obecnie opisujemy prekonferencje, jakie odbyły się w krajach Bliskiego Wschodu, Wielkiej Brytanii, Malezji oraz Australii. Prekonferencja państw Bliskiego Wschodu i Zatoki Perskiej miała miejsce 14 maja w Hotelu Dhow Palace w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Wzięli w niej udział delegaci ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Omanu, Bahrajnu, Kuwejtu, Arabii Saudyjskiej, Iranu i Turcji. Naradę otworzył zapalając świętą lampę – Śri G.B. Ćoithram Dźetwani, główny koordynator regionu Bliskiego Wschodu i Zatoki. Mówił o tym, jak ważne jest, aby zwracać się do wnętrza i uświadomić sobie swoją boskość. Delegaci, podzieleni na grupy kółek studyjnych, rozmawiali o tym, jak stosować nauki Bhagawana w codziennym życiu. Prekonferencja Wielkiej Brytanii odbyła się w dniach 17-18 lipca 2010 roku w jednej z najbardziej uroczych i pięknych szkół Londynu. Uczestniczyło ponad 650 delegatów. Dr Michael Goldstein i dr Narendranath Reddy wystąpili jako główni mówcy obok głównego marszałka lotnictwa, Nirmala Suri'ego. Szczególną niespodzianką była obecność Phyllis Crystal, która specjalnie przyleciała ze Szwajcarii. Delegaci zostali podzieleni na 25 grup warsztatowych i rozmawiali o myślach przewodnich konferencji i o ich znaczeniu dla realnego życia. Wieczorem wystąpił Narodowy Chór Młodzieży i wspaniały koncert dała Dana Gillespie. Około 450 delegatów z Malezji, Singapuru, Tajlandii, Brunei, Indonezji i Nepalu uczestniczyło w prekonferencji w malezyjskiej Petaling Dźaja w dniach 31 lipca - 1 sierpnia. Rozpoczęli śpiewami wedyjskimi, zapaleniem lampy i modlitwą. Następnie delegatów przywitali: Śri Billy Fong, przewodniczący Rady Głównej Organizacji w Malezji oraz dr W.K. Rawindran, przewodniczący tej strefy. Później przemawiał dr William Harvey, członek Rady Prasanthi. W swym wystąpieniu podkreślił, że jedność, harmonia, tolerancja i miłość są kamieniami węgielnymi © Organizacja Sathya Sai w Polsce 26 Sanathana Sarathi 11/2010 Organizacji Sathya Sai. Główny gość, dr Narendranath Reddy, mówił o ważności pełnej wiary, przemiany jednostkowej, oczyszczania serca oraz o celu, jakim jest świadomość samego siebie (samorealizacja). W 20. kółkach studyjnych głęboko rozważano nauki Bhagawana. Australia, Papua-Nowa Gwinea, Nowa Zelandia, Fidżi i Filipiny zorganizowały prekonferencję w dniach 11-12 września 2010 roku. Ponad 530 delegatów uczestniczyło w tym wydarzeniu, odbywającym się na pięknej sali w Szkole Królów w North Parramatta, w australijskiej Nowej Południowej Walii). Narada rozpoczęła się, kiedy dr Michael Goldstein i dr Narendranath Reddy zapalili lampę. Mowę powitalną wygłosił koordynator główny, Śri Newilla Fredericks, po której przemówił dr Phal Dhall, przewodniczący strefy. Zarówno dr Goldstein, jak i dr Reddy podzielili się swymi osobistymi doświadczeniami ze Swamim, podkreślając myśli przewodnie owej narady: „Bóg jest”,”Ja jestem ja”, „Kochaj wszystkich, wszystkim służ”. Następnie miały miejsce warsztaty, podczas których ludzie w 25 kółkach studyjnych podjęli budujące i owocne duchowo rozmowy o naukach Bhagawana. Naradę wzbogaciła też skłaniająca do przemyśleń wystawa pod nazwą „Bezkresna Energia” oraz przejmującą muzyczną prezentację nauk Bhagawana. HAITI Organizacja Sathya Sai kontynuuje pomoc dla Haiti podjętą po trzęsieniu ziemi, 12 stycznia 2010 roku. Służy ludziom pomocą lekarską, Narajana sewą (dożywianiem), pomocą dla sierocińca, zapewnia schronienie, prowadzi też służbę społeczną. W czerwcu i lipcu dr Michael Goldstein i dr Narendranath Reddy odwiedzili Haiti, aby dokonać oceny bieżących potrzeb i zaplanować niesienie pomocy w przyszłości. Wśród ochotników znajdowało się wówczas trzech wychowanków Uniwersytetu Śri Sathya Sai. Do końca sierpnia około 44 tysięcy pacjentów zostało przyjętych przez lekarzy- wolontariuszy Sai. Przygotowano i rozdano ok. 160 tysięcy posiłków, zbudowano 4 domy dla tych, którzy je stracili podczas trzęsienia ziemi oraz oczyszczono ulice z pomocą Haitańczyków. Dzieciom w sierocińcu dostarczono żywność, zabawki i książki. Niesienie pomocy na taką skalę jest możliwe dzięki boskim błogosławieństwom Bhagawana, gdyż ochotnicy z Organizacji Sai prowadzą nadal swą pracę, nie zniechęceni palącym upałem i huraganami. USA Bezpłatna Klinika Medyczno-Dentystyczna Śri Sathya Sai została otwarta 1 maja 2010 roku, niosąc służbę rodzinom o niskich dochodach z Mar Vista Gardens (południowo-zachodnie Los Angeles) w Kalifornii. Klinika działa we współpracy z Kliniką Rodzinną Venice, największą bezpłatną placówką medyczno-dentystyczną w USA. Dostarcza bezpłatnych usług medycznych pod patronatem Organizacji Sathya Sai, w każdą sobotę. Jeśli dla dalszego leczenia potrzebne jest umieszczenie w szpitalu, pacjenci kierowani są do Ośrodka Medycznego Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles. Personel paramedyczny i ochotnicy spoza służby zdrowia pomagają przy świadczeniu usług medycznych i dentystycznych. W klinice służy piętnastu lekarzy i trzech dentystów, wspieranych przez 60 ochotników, w tym dyplomowane pielegniarki, aptekarzy, pomocników medycznych, studentów medycyny oraz innych wolontariuszy, spoza służby zdrowia. INDIE Stan Andhra Pradeś: Okręg Haidarabad zbudował zbiornik do przechowywania wody pitnej, o pojemności 10 tysięcy litrów w Huts Colony koło A.P. Foods Factory w Naracham (Haidarabad). Uroczyście oddano go do użytku 14 sierpnia 2010 r. w obecności zarządu miasta. Będzie on dostarczał czystej wody pitnej © Organizacja Sathya Sai w Polsce 27 Sanathana Sarathi 11/2010 160 biednym rodzinom, żyjącym w tej kolonii. Okręg Vizianagaram przeprowadził bezpłatny obóz badania oczu w Azzadu i wybrał 70 pacjentów do operacji katarakty - przeprowadzono je pomyślnie. Rozdawano też jedzenie w ramach Narodowego Programu Narajana Sewy Śri Sathya Sai. W ramach obchodów 85 urodzin Baby, okręg Guntur przygotował Prema Ratham (rydwan miłości) z uwiecznionymi na nim artystycznie naukami Bhagawana i przedsięwzięciami służebnymi. Rydwan odwiedza setki wiosek, od 12 sierpnia, niosąc przesłanie Swamiego. Okręg zajmował się też dożywianiem. Stan Assam Na inaugurację 85 urodzin Bhagawana przygotowano zlot dzieci organizacji Bal Wikas, w Dniu Bal Wikas, tj. 12 września. Idąc szerokimi ulicami wokół malowniczego Dighalipukhuri, w sercu miasta, dzieci niosły plakaty z różnymi przesłaniami Bhagawana Baby oraz symbolami wszystkich religii, co wywierało duże wrażenie na widzach. Potem dzieci zwiedziły Państwowe Muzeum Assamu, a następnie, wraz z opiekunami wzięły udział w duchowym spotkaniu. Stan Gudżarat W związku z 85 urodzinami Bhagawana, Organizacja Sewy Śri Sathya Sai w Gudżaracie przygotowała sympozjum na temat wartości i służenia. Przewodniczący Organizacji przedstawił delegatom działania Swamiego w dziedzinie duchowej, oświatowej i służebnej. Następnie wielu mówców wyjaśniało, w jaki sposób educare Swamiego, ów bezcenny dar dla dzisiejszej oświaty, pomaga zaszczepiać w uczniach ludzkie wartości. Śri Satyja Sai Sewa Samithi z Wadodary, wraz z Wyższą Szkołą Medyczną Baroda, przeprowadziła 25 września bezpłatne badania medycznych dla rodzin rikszarzy. Zespół lekarzy ogólnych, ginekologów, lekarzy skórnych, okulistów, dentystów i lekarzy dziecięcych świadczył swe usługi. Łącznie zbadano 220 pacjentów oraz rozdano bezpłatne leki i paczki. Stan Harjana i Ćandigarh Organizacja Sewy z Harjany i Ćhandigarh przygotowała wystawę „Sai Sandeś – Podróż z Sai” w Domu Starców. Wystawa została uroczyście otwarta 8 października przez ministra ds. zasobów wodnych i spraw parlamentarnych. Wystawa była otwarta dla publiczności przez cztery dni. Tysiące ludzi, w tym wielka liczba osobistości, odwiedziła tę wystawę i poznała przesłania Bhagawana: 'Kochaj wszystkich, wszystkim służ', 'Zawsze pomagaj zawsze, nigdy nie rań', 'Jest tylko jedna religia – religia miłości' itd. Oprócz podróży Bhagawana na wystawie pokazano trzy główne przedsięwzięcia Baby w dziedzinie służby zdrowia, oświaty i wody pitnej, oraz działania służebne, podejmowane przez Organizację Sai z Harjany i Ćandigarh. Wieczorem śpiewano bhadźany. Wszyscy odwiedzający otrzymali w podarunku kalendarze i zdjęcia Bhagawana Baby, wibhuti oraz słodycze i owoce. Wystawę opisały szeroko różne gazety, takie jak 'Dainik Bhaskar', 'Aadź Samadź', 'Amar Udźala', 'Pundźab Kesri', 'Dainik Tribune', mówiły też o niej kanały telewizyjne. 19 września zorganizowano obóz honorowego krwiodawstwa w Domu Starców i Ośrodku Sai w Ćandigarh we współpracy z Bankiem Krwi w Ćandigarh. W obozie wzięło udział ponad 200 wielbicieli, którzy oddali 205 jednostek krwi. Stan Dźammu i Kaśmir Organizacja sewy z Satwari, Digiany, Nanak Nagary i Gandhi Nagary zorganizowała Narodową Narajana Sewę, przygotowując powszechną bezpłatną kuchnię w każdą pierwszą i trzecią niedzielę miesiąca. Ofiarowuje się wówczas jedzenie około ok. 250 osobom. Oprócz tego, Samithi z Udhampur dostarcza w każdą niedzielę w Udhampur i w okolicznych wioskach gotowane pożywienie ok. 350 ludziom. Amruta Kalasamy (racje żywnościowe) z suchym prowiantem przekazuje się około 35 rodzinom w każdym miesiącu w różnych wioskach okręgów Dźammu i Kathua i pomaga się tam © Organizacja Sathya Sai w Polsce 28 Sanathana Sarathi 11/2010 też na inne sposoby. Stan Karnataka W ramach obchodów 85 urodzin Bhagawana zorganizowano 8 października w Bangalore sympozjum pod hasłem: „Dobrobyt poprzez połączenie wartości – droga Sai”. Zaproszono 450 osób, wybitnych osobistości. Główni goście to Śri W. Sriniwasan, przewodniczący Organizacji Sai w Indiach, Śri Anil Gokak, były prorektor Instytutu Wyższego Wykształcenia Śri Sathya Sai. Stan Pendżab Organizacja Sewy Śri Sathja Sai w Pendżabie przygotowała trwający 85 godzin Akhanda Bhadżan, który rozpoczął się 22 września 2010 roku, a zakończył 26 września. Uczestniczyło ponad 15 tysięcy wielbicieli. Zapewniono langar (bezpłatną kuchnię). 26 września przeprowadzono obóz honorowego krwiodawstwa i zebrano 85 butelek krwi dla pacjentów. Stan Radżastan Wielbiciele z Organizacji Sai w Radżasthanie przeprowadzili 85 Akhanda Bhadźanów w Kota, Bikaner i Udaipur we wrześniu 2010 roku. Osiemdziesiąt pięć drzewek rozdano mieszkańcom wioski Hardia, a organizacja sewy z Udaipur zasadziła 85 drzew. W Koty rozdano prześcieradła oraz owoce i zdjęcia Bhagawana 85 ludziom cierpiących na trąd i innym osobom w potrzebie. Kobiety z Didwana Samithi rozdały sari i podarki 85 kobietom. Wielbiciele z Barmer wzięli pod swoją opiekę sierociniec w Ćotan, gdzie codziennie odbywają się bhadżany. 85 dzieci z wioski Nohra zaopatrzono w materiały szkolne. Stan Tamil Nadu Organizacja Śri Sathya Sai z Tamil Nadu przygotowała konferencję „Wyzwania edukacji – Śri Sai Educare – podejście całościowe”. Odbyła się ona 3 października w Szkole Wyższej D.G. Waiśnawa w Chennai (Madrasie) z udziałem wielu wybitnych naukowców. Prof. dr S.W. Ćittibabu, były zastępca rektora Uniwersytetu Annamalai wygłosił główną mowę. W konferencji wzięło udział dwóch rektorów, 16 dyrektorów i 433 profesorów ze 122 instytucji oświatowych z Chennai i okolic. Gen. S.P. Mahadewan BŁOGOŚĆ PODRÓŻOWANIA Z BHAGAWANEM W Swoim niezmiernym współczuciu i głębokiej miłości, Bhagawan Baba zabrał mnie ze sobą w wiele podróży samochodem i drogą powietrzną, podczas mojej 15-letniej kadencji na stanowisku przewodniczącego Organizacji Sewy Śri Sathya Sai w stanie Tamilnadu. Opiszę niektóre z tych podróży, jakie miałem szczęście odbyć z Sai. Tamilnadu to Daiwa Nadu W 1982 roku Bhagawan zabrał mnie ze sobą do Tirućirapalli, samolotem Indian Airlines. W Tirućirapalli Swami przemówił do wielkiego zgromadzenia blisko 10 tysięcy wielbicieli. Z Tirućirapalli pojechałem z Nim w Jego samochodzie do Madurai. Udzielił tam darśanu tysiącom ludzi, zgromadzonym na otwartej przestrzeni naprzeciw domu okręgowego poborcy podatków. Następnie zabrał mnie wraz z płk. Jogą Rao oraz studentami, którzy z Nim przybyli, do domu majora dr. Ćari, gdzie zjedliśmy obiad. Jednak Swami nic nie jadł. Przyjechawszy do Kodaikanal zobaczyliśmy tam Śri Ramakrisznę Hedge, ówczesnego premiera stanu Karnataka, oczekującego na darśan Swamiego. Bhagawan poprosił mnie, abym się nim zaopiekował, dając jakieś lekkie przekąski czy coś do picia, dopóki On nie przyjdzie. Śri © Organizacja Sathya Sai w Polsce 29 Sanathana Sarathi 11/2010 Hedge odmówił herbaty, kawy i ciastek, jakie mu zaproponowałem. Nie chciał też siedzieć na miękkim krześle, bardzo chciał bowiem usiąść koło lotosowych stóp Bhagawana. Po Swoim przybyciu Swami zatoczył boską dłonią w powietrzu i stworzył wibhuti, po czym dał je Śri Hedge'mu mówiąc, żeby to zjadł. Następnie posmarował mu nim gardło. W ten oto sposób Swami uleczył nowotwór gardła Śri Hedge. Z Kodaikanal udałem się wraz z Bhagawanem do Salem, gdzie tysiące mężczyzn i kobiet zebrało się, aby otrzymać darśan Swamiego. Bhagawan wezwał mnie na piętro siedziby Sai Samithi w Salem i powiedział: „Zobacz ile tysięcy ludzi jest na tych drogach, na drzewach, na dachach domów. Mówiłeś, że Salem jest domem ateisty Ramasamy Naicker'a !” Z Salem pojechałem ze Swamim do Mettur Dam, gdzie zatrzymaliśmy się na noc. Następnego dnia, udzieliwszy ludziom darśanu, Swami zabrał mnie ze sobą do Kaweri Pumpattinam, gdzie pobłogosławił pacjentów i lekarzy na obozie bezpłatnych operacji oczu, przygotowanym przez miejscowe Sai Samithi. Po przybyciu do Brindawan, Bhagawan powiedział studentom, że jest szczęśliwy widząc tak wiele dobrej pracy, prowadzonej z oddaniem i dyscypliną. Zatem „Tamilnadu” (ziemia Tamilów) może być nazywana „Daiwa Nadu” (ziemią Boga). Odwiedziny w wiosce Manipakkam Podczas swoich dorocznych odwiedzin w Chennai, w styczniu 1983 roku, Bhagawan wygłosił historyczne oświadczenie podczas przemówienia w sali Akademii Muzycznej, w obecności ówczesnego gubernatora stanu Tamilnadu, Śri Khurany oraz zastępcy rektora Uniwersytetu w Madrasie, dr Sundaresana. „Od dzisiaj będę dawał bezpłatne wykształcenie we wszystkich wyższych uczelniach Sai, w szkołach Sai oraz innych instytucjach Sai. W związkach studenckich nie będzie żadnych wyborów do władz studenckich, będzie jedynie wybór na podstawie osiągniętych ocen.” Następnego dnia Swami zgodził się, na moją prośbę, odwiedzić Manipakkam, jedną z wziętych pod opiekę wiosek, położoną około 40 km od Chennai. Podróżował cierpliwie zabłoconymi drogami, prowadzącymi przez ryżowe pola. Po drodze Swami pytał mnie o szczegóły różnych zadań, wykonywanych przez pracowników Sai w wiosce Manipakkam. Na wjeździe do tej wsi samochód Swamiego musiał minąć sklep z toddy (ludowym alkoholem),należący do pewnego muzułmanina oraz świątynię wioskową - w opłakanym stanie. Swami poprosił mnie, aby naprawić tę świątynię, zwłaszcza jej Radźagopuram (wieżę), a pieniądze na te naprawy wziąć z Centralnego Trustu Śri Sathya Sai. Jednym ze skutków odwiedzin Swamiego w tej wsi było to, że muzułmański sklepikarz przemienił swój sklep alkoholowy na sklep z herbatą. Bhagawan wygłosił we wsi boskie przemówienie do zgromadzenia około 5 tysięcy ludzi, dostarczając mi sposobności tłumaczenia go na język tamilski. Przed opuszczeniem wioski Swami dokonał bhumi pudży (poświęcenia ziemi) pod miejscową aptekę, jaka miała być tam zbudowana przez Trust Sai. Z Bhagawanem w mumbajskiej Dharmakszetrze W styczniu 1984 roku Bhagawan zabrał mnie ze sobą do Mumbaju samolotem Indyjskich Linii Lotniczych, wraz z pułk. Jogą Rao i paroma studentami. Tam zawiózł nas wszystkich na obiad do domu Radźamaty Nawanagar. Nazajutrz, kiedy przewodniczący Śirdi Sai Sansthanu przybył do Dharmakszetry po Jego darśan,Swami poprosił go, aby zabrał mnie, płk. Jogę Rao i czterech studentów do Śirdi na darśan, po czym przywiózł nas z powrotem. Zgodnie z tym, następnego dnia zabrano nas samolotem do Naśik, stamtąd zaś samochodem do Śirdi, gdzie wszystkich nas traktowano jako gości Trustu Śirdi Sai. Kazałem tam naszym studentom śpiewać bhadźany. Przekazaliśmy czek, dany Śirdi Sai Sansthanowi przez Bhagawana. Każdy z nas otrzymałw darze kaszmirski szal. Gdy powróciliśmy do Śirdi, Swami spytał nas, co widzieliśmy w Śirdi. Kiedy coś pominęliśmy, Swami uzupełniał naszą listę o małe posągi, itd., jak gdyby żył w Śirdi przez długi czas. W Mumbaju Swami pobłogosławił mnie pobytem przy Nim w Dharmakszetrze, dając mi tam pokój. Pewnego dnia o północy poczułem, że moje łóżko zakołysało się. Kiedy otworzyłem oczy, © Organizacja Sathya Sai w Polsce 30 Sanathana Sarathi 11/2010 zobaczyłem Bhagawana, siedzącego na moim łóżku. Próbowałem się podnieść, ale Swami zabronił mi i powiedział: „Leż. Ty i Joga Rao dajecie zbyt głośny występ 'orkiestry wojskowej' swoim chrapaniem! Jak mam spać w sąsiednim pokoju?” To powiedziawszy, wyszedł. Pobłogosławienie świątyni Ósmego maja 1989 roku podróżowałem z Bhagawanem na przednim siedzeniu Jego samochodu. Bhagawan opuścił Kodaikanal o szóstej rano. Jadąc przez Palani, Udumalpet, Pollaći, Podanur i Coimbatore, dotarliśmy o piętnastej do wziętej pod opiekę wioski Kuppa Naicken Palajam w okręgu Coimbatore, pokonawszy 32 kilometry zakurzonych, nieasfaltowanych dróg. Swamiego przywitały we wsi tysiące ludzi. Zgotowano Mu tradycyjne powitanie z Purnakumbham oraz białym parasolem, przy śpiewie wedyjskim, podczas gdy dzieci Bal Wikas złożyły puśpandźali (ofiarę z kwiatów) u Jego lotosowych stóp. W wiosce tej zbudowana została przez wielbicieli Sai świątynia poświęcona Matce Kali. Była przygotowana do przeprowadzenia Kumbha Abhiśekam (rytualnej kąpieli) oraz Pran Pratiśthi (ożywienia pierwiastkiem życiowym). Gdy Swami miał właśnie udać się do olbrzymiej śamiany (namiotu), aby udzielić darśanu tysiącom zebranych tam mieszkańców wsi, główny kapłan powiedział Mu, że nie ustawiono jeszcze posągu bogini Kali i nie przygotowanono też Jantra Sthapanam (mistycznego diagramu). Bhagawan natychmiast powiedział: „Idź i zobacz. Już dokonałem ustawienia posągu i wykonałem Jantra Sthapanam”. Wskazał na świątynię prawą ręką, której opuszki palców były pokryte kurkumą. Swami nadał tej bogini imię „Śri Sathya Kali”. Kapłan główny i inni kapłani pobiegli do świątyni, gdzie przekonali się ku swemu zaskoczeniu, że posąg bogini Śri Sathya Kali został już ustawiony. Ujrzeli też na tym posągu zielone liście nim, kurkumę i pastę z drewna sandałowego. Całe zgromadzenie przeniknęła ekstaza, kiedy obwieszczono ludziom ten cud Sai. Wszechmoc i wszechwiedza Swamiego Następnie Swami udał się do Śamiany, gdzie pobłogosławił wielkie zgromadzenie, obejrzał przedstawienie kulturalne w wykonaniu dzieci Bal Wikas, rozdał ubrania biednym mężczyznom i kobietom ze wsi oraz pobłogosławił pożywienie, jakie miało zostać rozdzielone. Swami zapytał wieśniaków czy pada u nich deszcz. „Brukuje wody i tu wciąż jest susza” - odpowiedzieli mieszkańcy wsi. Swami rzekł: „Idźcie prędko w bezpieczne miejsca, bo będzie tu teraz lał deszcz”. W ciągu pięciu minut od odejścia Swamiego zaczęło lać jak z cebra, co napełniło ludzi wielką radością. W drodze stamtąd do Mettupalajam nadal ulewnie padało. Poprosiłem więc Bhagawana, żeby powstrzymał deszcz, gdyż wcześniej zadbałem o to, aby w Mettupalajam Sai Samithi nas oczekiwano wraz ze słoniem, który miał powiesić Babie na szyi wieniec kwiatów. Tysiące wielbicieli czekało tam na Jego darśan, zarówno w budynku Samithi jak i na dworze. Swami odparł z uśmiechem: „Poczekaj, a zobaczysz”. Kiedy dotarliśmy do południowego krańca Mettupalajam, wszechmocny Bóg Sai powstrzymał deszcz, przyjął wieniec kwiatów podany przez słonia, pobłogosławił zgromadzone tam tysiące ludzi, rozdał ubrania lekarzom i pielęgniarkom, wygłosił boskie przemówienie, po czym odjechał. Gdy przekroczyliśmy rzekę Bhawani, północną granicę Mettupalajam, znów zaczęło obficie lać. W drodze do Kunur, Swami wysiadł samochodu podczas ulewnego deszczu, poszedł bez parasola ku ludziom śpiewającym bhadźany i pobłogosławił ich. Spytałem Swamiego, dlaczego szedł w deszczu bez parasola. Swami odpowiedział: „Kiedy tak wielu ludzi siedzi na deszczu i śpiewa bhadźany, dlaczego Ja nie miałbym pójść w deszczu, żeby ich pobłogosławić?” Owego wieczora Swami dotarł do Uty i przydzielił mi pokój, tak że mogłem zamieszkać u Niego w samym Nandana Wadam. Nazajutrz, gdy po darśan Bhagawana przybył główny inżynier, z PWD w Tamilnadu, Swami powiedział mu, że we wsi którą odwiedził, są trudności z wodą pitną, po czym poprosił go, aby się tym zajął. Główny inżynier udał się do Kuppa Naicken Palajam i zorganizował © Organizacja Sathya Sai w Polsce 31 Sanathana Sarathi 11/2010 kopanie studni w odległości około 3 metrów od Świątyni Śri Satyja Kali i na głębokości 20 metrów natrafiono na słodką wodę. Kazał zbudować zbiornik na górze, który dostarcza wody pitnej dla Kuppa Naicken Palajam oraz pobliskim wioskom. Jest to wielka mahima (łaska) współczującego Pana Sai. W styczniu 1990 roku Swami, na moją prośbę, zgodził się odwiedzić bezpłatny obóz operacji oczu w Chrompet, leżącym około 25 km na południe od Chennai. Bhagawan pobłogosławił w Chrompet lekarzy i pacjentów, rozdzielił wśród tych ostatnich bezpłatne okulary, rozdał sari i dhoti wielu osobom oraz pobłogosławił pożywienie gromadzone na Narajana Sewę. W drodze powrotnej do Chennai, około 20 kilometrów od tego miasta, Swami powiedział mi, żebym zawiózł Go do swego domu po to, aby mógł pobłogosławić moją żonę. Stwierdziłem: „Swami! Moja żona jest w Mandirze Sundaram. Ona nie jedzie do Madrasu (Chennai). Muszę jechać do Sundaram i przywieźć ją do domu”. Swami rzekł: „Ona już przyjechała do domu. Zawieź mnie do swego domu”. Kiedy tam dotarliśmy, Swami powiedział mojej żonie: „Twój mąż, oficer wojska, uczynił wszystko, żeby powstrzymać Mnie przed przybyciem tu i pobłogosławieniem cię”. Spytałem ją, w jaki sposób przyjechała do domu. Oznajmiła: „Pewna wielbicielka jadąca wraz z kierowcą ulitowała się nade mną, siedzącą samotnie w Sundaram i przywiozła mnie do domu”. Był to kolejny dowód wszechwiedzy Pana Sai, wiedzącego co robią Jego wielbiciele. Miałem wiele innych doświadczeń, miałem też szczęście podróżować z Sai w Jego samochodzie, jednak z uwagi na brak miejsca w 'Sanathana Sarathi' zakończę już swoje opowiadanie. Z naszych archiwów UŚWIADOM SOBIE BOSKOŚĆ I STAŃ SIĘ BOSKI Twoje serce jest moim domem To jest naczynie, to jest strzecha, to jest dom. a to ściana.Oto dżungla, oto wzgórze, to jest ziemia, to - jezioro, to jest niebo, to jest ten, który czyni dzień [chodzi o słońce], to jest światło nocy. Oto gwiazdy, oto planety, oto jest to, co bezwładne, to jest to, co żywotne, to jest jakaś osoba. Wszystko to jest różne ode Mnie, ten materialny świat różni się ode Mnie. Ale jako świadek jestem świadom tego wszystkiego i wypełniam każdą z tych rzeczy zasadą istnienia, bez pomocy żadnego porządkującego procesu, ponieważ jestem ponad tym wszystkim. Korzystajcie z żywiołów z uważnością, pełną głębokiego szacunku Jest to pomyślna chwila w dziejach Indii, ponieważ macie wspaniałą sposobność zrozumienia prawd ucieleśnionych w pismach świętych tego kraju oraz wzorców postępowania zapisanych w kodeksach. Po to, abyście mogli osiągnąć cel ludzkiego życia, a mianowicie uświadomić sobie boskość i stać się boskimi. To, co wieczne nałożyło ograniczenia samo na siebie i przybyło w tej ludzkiej postaci, która odsłania ponownie wzorce i wprowadza je wśród wszystkich ludzi. Oczywiście tym, którzy nie są zaznajomieni z pismami świętymi, trudno pojąć tajemnicę tego zstąpienia. Tym niemniej, mogę wam powiedzieć, że wszystkie pięć żywiołów (przestrzeń, powietrze, ogień, woda i ziemia) zostało stworzonych wolą Najwyższego. Z każdego musicie korzystać uważnie i z czcią, czujnie rozróżniając. Bezmyślne wykorzystywanie któregokolwiek z żywiołów zemści się na was i przyniesie ogromne szkody. Do przyrody należy podchodzić ostrożnie i z © Organizacja Sathya Sai w Polsce 32 Sanathana Sarathi 11/2010 lękiem. Panuj nad zmysłem smaku, panuj nad językiem Równie ostrożnie należy obchodzić się ze zmysłami! Dwa spośród nich są w stanie wyrządzić ogromną krzywdę: język i narządy płciowe. Ponieważ seks jest rozbudzany i rozpalany przez pożywienie, powinieneś bardzo uważać na to, co jesz i pijesz. Oko, ucho i nos służą za narzędzia poznawania jednej, szczególnej cechy przyrody, a język służy do dwóch celów: oceny smaku oraz do wypowiadania słów - symboli porozumiewania się. Musisz panować nad językiem szczególnie uważnie, jako że może on szkodzić na dwa sposoby. Bez panowania nad zmysłami sadhana nie przynosi wyników. Sadhana przypomina wtedy trzymanie wody w dziurawym naczyniu. Patańdżali (mędrzec, autor 'Jogasutr') stwierdził, że kiedy pokonasz język, zwycięstwo będzie twoje. Gdy język pragnie jakiegoś smakołyku, nie zaspokajaj jego zachcianek. Jednakże nie jest to łatwe. Nawet mnisi padają ofiarą języka i są niezdolni do powściągnięcia jego wybryków. Noszą szaty mnisie, ale domagają się łakoci, ściągając hańbę na instytucję mniszego życia. Jeśli zaczniesz jeść proste jedzenie, które nie jest ani pikantne, ani gorące, ale po prostu bardzo odżywcze, język może przez kilka dni cierpieć katusze, ale wkrótce zaakceptuje to. Oto sposób na podporządkowanie go sobie i oswobodzenie się z jego władzy. Ponieważ język domaga się rozmów skandalicznych i lubieżnych, musisz powściągnąć tę jego skłonność. Mów mało i słodko - tylko wówczas, gdy jest taka potrzeba; rozmawiaj jedynie z tymi, z którymi musisz; nie krzycz ani nie podnoś głosu w gniewie czy w innych emocjach. Taka kontrola poprawi twoje zdrowie i da ci spokój umysłu. Doprowadzi do lepszych stosunków z innymi i do mniejszego zaangażowania w kontakty i konflikty. Możesz być przedmiotem drwin, ale osiągnięte korzyści ci to powetują. Uchronisz swój czas i energię i będziesz mógł przeznaczyć ją na coś lepszego. Takie jest Moje szczególne przesłanie urodzinowe: panujcie nad swoim zmysłem smaku. Panujcie nad swoim językiem. Ale to jedynie część szerszego programu panowania nad zmysłami. Twoje oddanie dla Boga najlepiej wyraża sie poprzez zmysłami opanowanie zmysłów. Zmysły bowiem pędzą w stronę tego, co chwilowe i za tym, co krzykliwe, profanując serce. Nie wymagam od ciebie żadnego innego daru, żadnej cennej rzeczy, tylko to serce, które ci dałem. Daj Mi to serce tak czyste, jak wtedy, kiedy ci je dałem; pełne nektaru miłości, którym je wypełniłem. Nie unoście się radością, że w tym dniu to ciało przejawiło się 43 lata temu poprzez narodziny. Narodziny i śmierć są nieuniknionymi zdarzeniami w karierach cielesnych powłok. Wartość życia osądza się po tym, co wydarzy się pomiędzy tymi dwoma wydarzeniami. To tym należy się radować. Wykorzystaj ten czas na dokonanie postępu w dziedzinie ducha. Wysiłek powinien być podejmowany na trzech polach: 1) ćwiczenia i dyscyplina duchowa, 2) rozwijanie nieprzywiązania, 3) rozwijanie wiary we własną jaźń. Bez tych trzech rzeczy życie jest tylko żmudną i marnotrawną podróżą przez pustynię. Zrezygnuj, wyrzeknij się. Tym co się liczy nie jest wartość danej rzeczy. Ważna jest szlachetność pobudek, które owocują określonymi czynami. Uważaj każdą chwilę za krok ku Bogu Dopóki człowiek żyje pod dyktando przyjemności zmysłowych, nie może powiedzieć, że jego życie duchowe się rozpoczęło. Obecnie wielu ludzi głośno domaga się duchowej błogości, niewielu jednak ją zdobywa, ponieważ okazują się za słabi, żeby odmówić żądaniom zmysłów! Odrobina dociekania ujawni, że zmysły są złymi panami i bardzo niepewnym źródłem wiedzy. Radość, jaką przynoszą, jest tymczasowa i obarczona smutkiem. Zwykła wiedza nie obdarzy Cię prawdziwą radością w sercu; jedynie rozmyślanie o boskiej mocy i widocznym we wszechświecie majestacie Boga, , jest niezawodnym źródłem radości. Dwie osoby nigdy w pełni się nie zgodzą w © Organizacja Sathya Sai w Polsce 33 Sanathana Sarathi 11/2010 żadnej sprawie - ani bracia, ani siostry, ani towarzysze życia, ani ojciec i syn. Jedynie jako pielgrzymi na drodze do Boga mogą oni zgadzać się ze sobą w swych sercach i z miłością współdziałać. Możesz być pielgrzymem na drodze duchowej nawet zajmując się codziennymi obowiązkami. Musisz tylko czuć, że każda chwila jest krokiem ku Niemu. Wszystko, co robisz, poświęć Bogu, wszystko czyń jako polecenie od Niego, jako pracę dla Niego jako wielbienie lub jako służbę Jego dzieciom. Sprawdzaj wszystkie swoje czyny, słowa i myśli według następującej miary: Czy to spodoba się Bogu? Czy to jest dobre dla Jego chwały? W opowieści o bohaterach, Ramajanie, zobaczycie, że Cesarz Daśarata jest ślepo zakochany w swojej drogiej żonie i wysyła syna Ramę, do lasu na wygnanie na czternaście lat. Jego syn jest jednak tak wielkim zwolennikiem prawości, że idzie na wygnanie do lasu wraz ze swoją drogą żoną. Ojciec ten był niewolnikiem zmysłów; syn był ich panem. Bóg pochwali tego ostatniego, zgani zaś pierwszego. Podobnie ci, co nie mają pojęcia o Panu, będącym poza i ponad wszelkimi ludzkimi konwencjami, mogą krytykować niektóre działania Kriszny. Natomiast ci, co uświadamiają sobie Jego Boskość, zrozumieją ich prawdziwe znaczenie. Flet Kriszny to wezwanie Pana skierowane do człowieka Kiedy poświęcasz się wysławianiu Pana, wówczas będziesz głęboko szanował ciało, zmysły, inteligencję i wszystkie narzędzia wiedzy, działania i czucia jako niezbędne do wykonywania Jego pracy. Gdy inni są odurzeni pychą, bhakta (wielbiciel) będzie odurzony premą (bezinteresowną miłością). Słyszeliście o tym, że kiedy Boski Pasterz grał na flecie, mężczyźni, kobiety i dzieci, a nawet bydło z Brindawan spieszyli do Niego, ciągnięci nieodpartym czarem Jego muzyki - boskiej melodii, która ucisza mętne fale, nazywane przez nas radością i smutkiem. Zostawiali swoje prace i nie myśleli o niczym innym jak tylko o dotarciu przed boskie oblicze. Nawet bydło przestawało się paść, a cielęta pić mleko. Ta opowieść o Krisznie i gopikach ma głębokie wewnętrzne znaczenie. Brindawan nie jest jakimś określonym miejscem na mapie; jest to wszechświat. Pasterzami są wszyscy ludzie; krowami zaś wszystkie zwierzęta. Każde serce jest pełne tęsknoty do Pana. Flet jest wezwaniem ze strony Pana. Taniec Pana Kriszny z gopikami przy świetle księżyca - każda panna ma jakiegoś chłopca-Krisznę, trzymającego w tańcu jej dłoń - jest symbolem tęsknoty i trudów znoszonych przez tych, którzy zamierzają dotrzeć przed Jego oblicze. Pan przejawia tak swą łaskę, że każdy z was ma Pana całego dla siebie. Nie musicie się smucić, że nie wy będziecie Go mieć, bo inni Go dostaną, ani też pysznić się, że macie Go wyłącznie dla siebie. Pan znajduje się na ołtarzu każdego serca. Bądźcie czyści i pokorni - tacy powinni być pielgrzymi Ofiaruj Bogu całego siebie, całe swoje życie, a wówczas twoje wielbienie przemieni i przekształci Cię tak szybko i całkowicie, że ty i On będziecie mogli połączyć się w jedno. Wtedy On myśli, czuje i działa tak jak Ty, a ty myślisz, czujesz i działasz tak jak On. Zostaniesz przemieniony tak, jak skała zostaje przemieniona przez rzeźbiarza w posąg. Będziesz jednak musiał znieść niejedno potężne uderzenie młota, niejedną ranę od dłuta, ponieważ to On jest tym rzeźbiarzem. Ale uwolnisz się od skamienienia! Ofiaruj swe serce Panu, a reszta ciebie niech przemieni się w Jego rękach. Nie marnuj czasu ani tej cielesnej powłoki, ani też sposobności, jaką jest to życie. © Organizacja Sathya Sai w Polsce 34 Sanathana Sarathi 11/2010 Twoja pielgrzymka do tego miejsca jest tylko częścią długiej pielgrzymki, na którą wyruszyłeś urodziwszy się, a która może nie skończyć się, nawet kiedy umrzesz. Nie zapominaj o tym. Przechowuj w sercu i w pamięci te dobre rzeczy, które widzisz oraz te podstawowe prawdy, jakie słyszysz. Używaj ich jako podpór i podpowiedzi dla dalszej podróży. To bezużyteczne, jeśli uznajesz, że Pan przybył, ale nie pragniesz odnieść korzyści z tego przyjścia. W poprzednich jugach (epokach): krita, treta i dwapara -jugach, tamte wcielenia Pana nie były powszechnie akceptowane. Nawet ich rodzice, krewni i towarzysze wahali się czy ich wielbić. Jedynie niewielu mędrców, którzy rozwinęli widzenie wewnętrzne poprzez studia i sadhanę, wiedzieli, kim są te osoby. Zachowaj nieprzerwaną więź z tym wcieleniem Dziś jednak, w tej kalijudze, kiedy rwące rzeki zaprzeczania i kontrowersji podmywają wiarę i wielbienie, dobry los, który sprawił, że stanęliście twarzą w twarz ze mną, jest owocem zasług zdobytych przez was podczas wielu żywotów. Nie jest to zwykły los. To wcielenie [Sathya Sai] jest z wami podczas waszych radości i smutków, aby pocieszać, dodawać otuchy i leczyć. Ta więź jest czymś wyjątkowym; musi być utrzymywana nieprzerwanie, aż osiągniecie cel. Na oddanych mi wielbicielach spoczywa szczególna odpowiedzialność. Prorektor dr Gokak stwierdził w swojej mowie, że nikt nie powinien zbierać pieniędzy na żadne przedsięwzięcie związane z moim imieniem. Chcę, żebyś zastąpił pragnienie dhany (bogactwa) pragnieniem dharmy (prawości). Pragnij dharmy, nie dhany. Nie wyciągaj [proszącej] ręki do człowieka, ale proś Pana, a On napełni ją bezcennym skarbem. Wierz w to i prowadź dalej swą pielgrzymkę. Mogę Tu wspomnieć o pewnym liście, napisanym do mnie przez dr. K.M.Munsi (założyciela organizacji Bharatija Widja Bhawanu). Napisał on, że przybył, zobaczył i został zwyciężony. Oczywiście, tak naprawdę to jego miłość połączyła się w jedno z moją; jego ananda (błogość) połączyła się w jedno z moją anandą i jest on niewypowiedzianie szczęśliwy. Zasugerował w tamtym liście, że tak jak istnieją dni obchodzone na całym świecie jako święte, moje urodziny muszą być ogólnoświatowym świętem. Poprosił mnie o pobłogosławienie tego planu ustanowienia na całym świecie owego dnia dniem Sathjanarajana Pudży. Doceniam jego cześć i oddanie, jednak nie zachęcam do wielbienia tylko jednego imienia i jednej postaci, jak również wielbienia mojego obecnego imienia i mojej obecnej postaci. Ćwiczcie ciszę, czystość i wyrozumiałość Nie jest moim życzeniem przyciągać ludzi do siebie, odciągając ich od czczenia innych moich imion i postaci. Z tego, co nazywacie moimi cudami, możecie wnioskować, że wywołuję je dla przyciągania i przywiązywania was do mnie, i tylko do mnie. Nie są one jednak czynione dla udowadniania czy nagłaśniania; są jedynie odruchowymi i pośrednimi dowodami boskiego majestatu. Ja jestem twój, ty jesteś Mój, na zawsze, na zawsze. Gdzież więc jest potrzeba przyciągania i robienia wrażenia, dowodzenia twojej miłości czy mojego współczucia? Ja jestem w tobie, ty jesteś we Mnie. Nie ma żadnego dystansu czy rozróżnienia. Podnoszę teraz proporzec praśanthi w tym Prasanthi Nilajam. Proporzec ten jest znaczącym znakiem dla każdego z was. Jest przypomnieniem waszego obowiązku wobec samych siebie. Zatem kiedy wciągam go na maszt na tym budynku, musicie rozwinąć go we własnych sercach. Przypomina Wam o pokonaniu niskich pragnień, złości i nienawiści, odczuwanych gdy jakieś wasze pragnienia nie zostają spełnione. Wzywa do rozszerzania własnego serca, abyś objął jego zasięgiem całą ludzkość, wszelkie życie i całe stworzenie. Poleca ci uciszyć swoje popędy i cicho © Organizacja Sathya Sai w Polsce 35 Sanathana Sarathi 11/2010 medytować o własnej, wewnętrznej rzeczywistości. Zapewnia cię, że jeśli to zrobisz, wówczas lotos twego serca rozkwitnie, a z jego środka powstanie płomień boskiej wizji, gwarantujący prasanthi (najwyższy spokój). Muszę wam też powiedzieć o dyscyplinach wstępnych. Ćwiczcie, kiedy jesteście tutaj, trzy dyscypliny: ciszę, czystość i wyrozumiałość. W ciszy można usłyszeć głos Boga - nie w hałasie. Dzięki czystości zdobywacie też czystość serca i myśli. Poprzez wyrozumiałość rozwijacie miłość. Przybyliście tu do swojego własnego domu. To jest twój dom, nie mój. Moim domem jest twoje serce. Nie jedzcie obiadu nigdzie indziej niż w swoim domu, gdzie dostajecie jedzenie poświęcone przeze mnie - prasadam. Z przemówienia Bhagawana w Prasanthi Nilajam z okazji Jego 43 urodzin - 23 listopada 1968 roku. T.G. Krisznamurthy MOJE PODRÓŻE Z BHAGAWANEM DO KODAIKANAL Sposobność towarzyszenia Panu w Jego wyjeździe na wzgórza Kodaikanal to słodkie marzenie, jakie żywiłby w sercu każdy wielbiciel. Bhagawan, w swojej bezkresnej łasce, obdarzył mnie wiele razy tym wielkim szczęściem. Pragnąłbym wykorzystać kilka następnych stron na ożywienie niektórych z tych cudownych chwil, jakimi obdarzył mnie w Kodai oraz podczas podróży tam i z powrotem. Drobiazgowo wykonuj swoje obowiązki Podczas jednej z takich podróży do Kodai siedziałem na przednim siedzeniu w samochodzie Swamiego, zaś inny wielbiciel prowadził ten wóz. Bhagawan siedział na tylnym siedzeniu wraz z jeszcze innym wielbicielem. Uczniowie, których Swami wybrał, aby dotrzymywali Mu towarzystwa, jechali w autobusie, podążającym w ślad za samochodem Bhagawana. Od czasu do czasu Swami mówił, żebyśmy sprawdzili czy autobus z uczniami jedzie za nami. Kiedy autobusu nie było widać, prosił, żeby zatrzymać samochód i zaczekać, aż dojedzie on do nas. Podróż wiodła przez część gór Ghatów pomiędzy Hosur i Dharmapuri. Kiedy przekraczaliśmy ową część Ghatów, Swami chciał, aby samochód zwolnił, tak żeby widać było autobus przez cały czas. Oto jak Swami ochrania swoje dzieci. Zjedliśmy obiad w Salem, gdzie zatrzymaliśmy się na godzinę, potem zaś podążyliśmy do Kodai przez Dindigul. Swami zgodził się, żebyśmy zrobili postój w Dindigul, odpowiadając na modlitwy tamtejszych wielbicieli. Około dwóch tygodni przed podróżą Swamiego do Kodai, okręgowy przewodniczący Coimbatore udał się do Brindawan i poprosił Swamiego o sposobność służenia Mu i Jego uczniom w Dindigul podczas podróży Swamiego do Coimbatore. Swami zgodził się i powiedział, żeby przygotował przekąski dla tych dzieci, kiedy zatrzymamy się w Dindigul. Przewodniczący okręgowy bardzo uradował się tym miłym gestem Swamiego. Później powiadomił mnie, że Swami zgodził się odwiedzić Dindigul i pozwolił mu zająć się przekąskami, jakie mają być podane uczniom w Dindigul. Ucieszyłem się i powiedziałem, żeby ruszał z przygotowaniami. Na krótko przed dotarciem do Dindigul przestała działać klimatyzacja w samochodzie. Było to lato i temperatura na dworze była niebotyczna. Wielbiciel prowadzący ten wóz i ja pociliśmy się w upale nie do zniesienia. Obawiałem się, że upał ten może przynieść niewygodę Bhagawanowi. © Organizacja Sathya Sai w Polsce 36 Sanathana Sarathi 11/2010 Kiedy jednak spojrzałem na Niego w lusterku samochodu, stwierdziłem, ku swemu całkowitemu zaskoczeniu, że Bhagawan wygląda świeżo jak róża. Zerkał na widoki przez okno samochodu, z pięknym uśmiechem igrającym na twarzy. Dojechaliśmy do Dindigul, gdzie żarliwa grupa wielbicieli, zebranych tam dla otrzymania Jego darśanu zgotowała Bhagawanowi i uczniom gorące powitanie. Po chwili Swami przywołał mnie i spytał, czy przygotowano przekąski dla towarzyszących Mu uczniów. Założyłem, że okręgowy przewodniczący z Coimbatore zajął się tym. Powiedziałem Bhagawanowi: „Swami, jestem pewien, że przewodniczący okręgu zajął się tymi przekąskami. Sprawdzę to Swami”. Następnie podszedłem do przewodniczącego, żeby zobaczyć, czy poczyniono te przygotowania. Doznałem wstrząsu, gdy powiedział mi, że nie przygotowano żadnych przekąsek. Przygotowali jedynie jakąś wodę kokosową. Z bijącym sercem podszedłem do Swamiego i powiadomiłem Go o sytuacji. Swami zdenerwował się tym uchybieniem z mojej strony w służeniu chłopcom, których wiózł ze Sobą. Atithi Dewo bhawa – Atithiemu czyli gościowi ma się służyć tak, jakby służyło się Dewie – Panu. My wszakże, członkowie organizacji, okazaliśmy, jak widać, niedostatki w swojej służbie gościom Pana. Swami przypominał mi o tym uchybieniu wiele razy, kiedy chodził wśród wielbicieli, dając darśan. Szedłem za Bhagawanem, trzymając listy, które brał od wielbicieli. Za każdym razem, gdy zwracał się do mnie, żeby przekazać listy, szeptał: „Moje dzieci są głodne”. Za każdym razem kiedy to słyszałem, czułem, jakby Pan Śiwa przeszywał mi pierś swoim trójzębem. Modliłem się do Bhagawana w pokucie za swoje uchybienie. Swami jednak uśmiechał się przez cały czas i nikt inny nie rozumiał rozterek, jakie przechodziłem. Beształem sam siebie, że nie nadzorowałem wystarczająco przygotowań. Usiłując zadośćuczynić temu, natychmiast zmobilizowałem paru członków organizacji i poprosiłem ich, żeby popędzili do miasta, zdobyli takie przekąski, jakie się tylko da znaleźć i umieścili je w autobusie, którym podróżują uczniowie. Kiedy to zrobiono, podszedłem do Bhagawana jeszcze raz i przedłożyłem mu, że przekąski umieszczono w autobusie i będą one podawane uczniom przez resztę podróży. Miałem nadzieję, że zadowoli to do pewnego stopnia Bhagawana. Jednak Swami był nieugięty. Skinął jedynie nieznacznie głową, a to nie wystarczyło, abym poczuł przeświadczenie, że odzyskałem Jego przychylność. Po pobłogosławieniu zgromadzonych wielbicieli Bhagawan wsiadł do samochodu i podróż została podjęta. Wkrótce, ku naszemu miłemu zaskoczeniu, klimatyzacja w samochodzie, która wcześniej zepsuła się, zaczęła działać ponownie. Wymieniłem wówczas spojrzenia z wielbicielemkierowcą i Bhagawan zauważył to. Spytał nas, o co chodzi. W odpowiedzi wyraziłem swoją radość, że klimatyzator, który bez żadnej przyczyny przestał wcześniej działać, teraz zaczął działać sam z siebie. Swami powiedział: „Czy nie wiesz, że nawet źdźbło trawy nie poruszy się bez Mojej zgody? Jeszcze zanim dotarliśmy do Dindigul, wiedziałem, że nie przygotowałeś dzieciom żadnych przekąsek.” Ciągnął dalej: „Powierzyłeś obowiązek zajęcia się wszystkimi przygotowaniami w tym względzie przewodniczącemu okręgu... ale czyż nie było Twoim obowiązkiem jako przewodniczącego organizacji w tym stanie sprawdzić, czy wszystko jest na miejscu?” Znaczenie tego, co wydarzyło się w ciągu kilku ostatnich godzin, odsłoniło mi się w mgnieniu oka. Swami w swojej wszechwiedzy wiedział z góry, że popełnię błąd i prawdopodobnie zechciał, żeby klimatyzator zaprzestał działania. Teraz zaś, gdy zadośćuczyniłem temu, zapewniając pożywienie Jego dzieciom, klimatyzator ponownie zaczął działać! Mówi się, że kiedy robimy jeden krok do Swamiego, On robi do nas sto kroków. Przywiązanie do ciała powoduje ból Pewnego razu w drodze powrotnej z Kodai, Swami postanowił zrobić postój w Salem i obdarzyć tam wielbicieli darśanem. Było to w środku lata. Na drodze, jaką miał iść Swami podczas darśanu, położono dywan. Swami zaskoczył nas, stąpając boso po ziemi, gdy udzielał darśanu. Zdawał się zupełnie niewzruszony przez ten upał. Byłem tuż za Bhagawanem, idąc za Nim, kiedy udzielał © Organizacja Sathya Sai w Polsce 37 Sanathana Sarathi 11/2010 darśanu. Ponieważ Bhagawan nie korzystał z dywanu, ja również byłem zmuszony iść boso koło dywanu. Trudno mi było stąpać boso po tej gorącej ziemi, szukałem ulgi od gorąca, stawiając od czasu do czasu stopy na dywanie! Kiedy po darśanie wsiadłem do samochodu wraz ze Swamim, poczułem ból – stwierdziłem, że mam bąble na spodniej części stóp. Swami zapytał o co chodzi. Powiedziałem o swoim kłopocie, wyrażając podziw, że Bhagawan zdawał się być zupełnie niewzruszony tym upałem. Swami odsłonił mi tego przyczynę. „Byłeś samolubny i martwiłeś się o swoje ciało. Ja natomiast kocham każdego i nie okazuję żadnej troski o to ciało. Stąd też upał ten nie zaatakował mnie” - powiedział. Nie ograniczaj Mnie do jakiegoś jednego imienia czy postaci. Twoim celem powinno być widzenie tego samego Boga we wszystkich postaciach, które są czczone, wyobrażanie Go we wszystkich imionach; więcej nawet - uświadamianie sobie Jego obecności jako wewnętrznej siły motywującej w każdej żyjącej istocie, w każdej cząsteczce materii. Baba dr K. Bhaskar Rao Moje podróże z Sai Wszechmocny Pan wszechświata wcielił się jako człowiek wśród ludzi, aby ich podźwignąć. Mamy wielkie szczęście, że przebywa pośród nas, obficie obdarzając nas miłością i współczuciem. Pokazuje to miłość Boga do ludzkości. Żyć w pobliżu paripurna awatara (wcielenia Boga w pełnej chwale) Bhagawana Śri Sathya Sai Baby, związać nasze życie z Jego boską misją, jest najlepszym tapasem (ascezą), jaką możemy wykonać w tym życiu. Doprawdy, to dzięki zasługom z wielu poprzednich żywotów jesteśmy teraz wybrani do bycia częścią boskiego pojazdu, w którym On jest woźnicą [pojazdu przemian na lepsze]. Podczas tego pobytu [na ziemi] On troszczy się o wszystko, przyjmując role naszej matki, ojca, nauczyciela i Boga. W tym boskim pochodzie każdy Jego krok pozostawia za sobą źródło, z którego tryska zawsze miłość. Z wdzięcznością dla Niego podzielę się z Czytelnikami swymi błogimi doświadczeniami podróżowania z Sai podczas Jego odwiedzin w okręgu Zachodniej Godawari stanu Andhra Pradeś. Doświadczenia te zabrzmią echem pieśni, którą śpiewa serce każdego wielbiciela: „Nandabala (syn Nandy) powrócił jako Anandabala (ucieleśnienie błogości), żeby ponownie spotkać się ze swym ludem!” Odwiedziny w Eluru i Akiripalli W lutym 1965 roku Bhagawan wyruszył w podróż po Andhra Pradeś, zwłaszcza do Radżahmundry, a dalej do Akripalli, wioski koło Widźajawady, aby uroczyście otworzyć tam szkołę sanskrytu, zbudowaną przez dr. Suri Bhagawantama, wybitnego naukowca. Po drodze jechał przez okręg Zachodniej Godawari i zatrzymał się w Eluru, moim mieście rodzinnym, żeby pobłogosławić tam wielbicieli. Zgodnie z założeniami podróży, odwiedziny w Eluru miały wypaść 27 lutego. Stosownie do tego stawiłem się w Radżahmundry, aby zaprosić i przywieźć Swamiego do Eluru. Kiedy Bhagawan pojawił się tam, żeby obdarzyć oczekujące tłumy darśanem swej pięknej postaci, dostrzegł mnie i spytał: „Na kiedy przewidziane są odwiedziny w Eluru?” Odpowiedziałem, że na 27 lutego. „Nie, nie. Pojedźmy tam 25 lutego” - powiedział rozkazująco. Skontaktowałem się natychmiast z wielbicielami z Eluru i przekazałem boski rozkaz, żeby mogli poczynić wszelkie przygotowania do przywitania Go w dzień Jego odwiedzin, przyspieszonych o dwie doby. Swami wyruszył do Eluru samochodem o poranku 25 lutego. W Jego wozie obecny był Śri Ćerukumilli Kamawadhani, wedyjski uczony, dr Suri Bhagawantam, naukowiec i ja. Swami © Organizacja Sathya Sai w Polsce 38 Sanathana Sarathi 11/2010 sprawił, że przez całą podróż zajmowaliśmy się namasmaraną – śpiewał swym melodyjnym głosem, my zaś powtarzaliśmy chórem. Często prosił o zatrzymanie samochodu, z uwagi na tłumy czekające na poboczach na Jego darśan. Ku ich wielkiej radości wysiadał, aby pobłogosławić wszystkich, przyjąć wieńce kwiatów i udzielić padnamaskaru. W pewnej chwili, jadąc po wiejskich obszarach musieliśmy zatrzymać się na skrzyżowaniu z linią kolejową. Wkrótce kilku mieszkańców wsi – mężczyzn, kobiet i dzieci, którzy pracowali na polach – nadbiegło pędem i otoczyło Jego samochód. Poruszony ich ciekawością, Swami opuścił szybę i pobłogosławił ich. Niewinny lud był przejęty do głębi widząc Babę we własnej osobie i zaczęli szeptać w poruszeniu: „Ach! Wygląda dokładnie tak jak na zdjęciu!” Swamiego rozbawiła ta uwaga i gdy pojechaliśmy dalej, powtórzył ją kilka razy, naśladując ton i akcent owych mieszkańców wsi. My oczywiście śmialiśmy się, On jednak był raczej poruszony niewinnością tamtych czystych serc. Wyjątkowość Jego natury polega na tym, że czuje się On jednością z tymi, co stają twarzą w twarz z Nim, niezależnie od tego, kim dana osoba jest. Czyż nie jest On wewnętrznym mieszkańcem wszystkich istot? Po dotarciu do Eluru odpoczął nieco w moim domu. Otrzymałem też to błogosławieństwo, że mogłem podjąć Go obiadem oraz wszystkim zgromadzonych tam wielbicieli. Właściwie to Swami wziął na siebie podawanie jedzenia wielbicielom, zachęcając ich do brania dokładki, opisując różne smakołyki i napełniając w ten sposób radością serca wielbicieli. Doświadczaliśmy owej miłości tysiąca matek. Pochłonięty goszczeniem Pana i Jego wielbicieli, zapomniałem o własnym głodzie. Nie uszedł on jednak uwagi Matki Sai. Stwierdziwszy: „nakarmiłeś wszystkich, ale siebie nie”, Swami podzielił się ze mną własnym posiłkiem. Nie był on dla mnie niczym innym jak amritą (ambrozją) i delektowałem się każdą jego odrobiną. Zarządzaliśmy wówczas po raz pierwszy podróżą Swamiego. Były to początki istnienia Organizacji Sai i liczba ochotników organizacji Sewa Dal była mała. Musieliśmy więc tydzień wcześniej spotkać się z okręgowym wyższym oficerem policji i poprosić o zapewnienie ochrony. Skwapliwie zgodził się, wysuwając z kolei pewną osobistą prośbę. Jego córka chorowała na paraliż dziecięcy i chciał, żebyśmy poprosili Swamiego, aby dał jej wibhuti. Próbowaliśmy przekonać go, że Swami nie przywiązuje wagi do podobnych rekomendacji i że jedynie modlitwy mogą przynieść odpowiedź od Niego. Nie przekonało go to wszakże i nalegał nadal. Podczas odwiedzin Swamiego szedłem za Nim, udzielającym zgromadzeniu swego boskiego darśanu i zobaczyłem owego oficera siedzącego w pierwszym rzędzie, kiwającego mi głową w oczekiwaniu. Odwróciłem wzrok, modląc się cicho: „Och Swami! Ty wiesz wszystko. Nie mam nic do powiedzenia”. Obszedłszy rzędy wielbicieli, Swami szedł ku podwyższeniu, aby tam usiąść. Nagle odwrócił się, podszedł prosto do córki tego oficera, stworzył garść wibhuti i podał jej. Lila ta zadziwiła nas wszystkich. Szczęście oficera nie znało granic. Jednakże prawdą jest, że Bhagawan przybył, aby uszczęśliwić wszystkich bez wyjątku. „Twoja radość jest dla mnie pożywieniem”- mówi. Później wygłosił mowę do tego zgromadzenia o pierwiastku atmy i powiedział: „Obecnie człowiek wielkim kosztem podróżuje na księżyc, nie podejmuje jednak żadnego wysiłku, żeby zanurzyć się choć na cal we własnym sercu. Celem życia jest poznanie samego siebie. Wszyscy muszą starać się osiągnąć ten najwyższy cel życia”. Po Elur, towarzyszyłem Swamiemu do Widźajawady. Zwracając się tam do otwartego zgromadzenia, wyjaśnił: „Jedność wywołuje czystość i prowadzi do boskości”. Kolejnym przystankiem było Akripalli, gdzie otworzył uroczyście szkołę nauki sanskrytu. Następnie powrócił do Prasanthi Nilajam, pozostawiając nam rozmyślania i wchłanianie słodkich doświadczeń Jego bezgranicznej miłości. Wracając do Eluru, po odprowadzeniu Go do ostatniego przystanku, zobaczyłem gromady agitatorów, tamujących ruch i zakłócających wszelkie działania. Wówczas uświadomiłem sobie wszechwiedzę Pana, który wejrzał w przyszłość i przewidział ten zbliżający się kłopot. Choć nie odsłonił nam tego, pokierował nami, żeby przyspieszyć odwiedziny o dwa dni, tak byśmy zdołali je przeprowadzić bez żadnej przeszkody czy kłopotu. Odwiedziny w okręgu Zachodniej Godawari w 1983 roku © Organizacja Sathya Sai w Polsce 39 Sanathana Sarathi 11/2010 W maju 1983 roku Bhagawan pobłogosławił swymi odwiedzinami okręg Zachodniej Godawari. Czternastego maja przyleciał specjalnym lotem na Lotnisko Gannawaram. Samolot wylądował w samo południe. Stwierdziliśmy, że Jego szata jest cała mokra od potu z powodu złego działania klimatyzacji w samolocie. On Sam jednak wyglądał świeżo jak kwiat, nietknięty cielesną niewygodą. Był to sam środek lata. Dodatkowo działo się to w południe. Wielbiciele przybiegli do Niego z obuwiem i parasolem. Delikatnie odmówił przyjęcia tego i zlekceważył upał, mówiąc: „Skoro wielbiciele czekają w upalnym słońcu na Moje przybycie, jak Ja mógłbym korzystać z tych rzeczy? Orzeźwiający chłód niesie mi ich oddanie i miłość. A swoją drogą, to ciało urodziło się i wzrosło na gorącym obszarze Rajalasiima!” To rozluźniło całe nasze napięcie i wszędzie wokół zapanowała radość. Swami chodził w prażącym słońcu, błogosławiąc tysiące ludzi, zgromadzonych w rzędach na Jego przyjęcie. Przychylił się do mojej prośby o to, żeby odwiedził mój dom i udaliśmy się tam. Samochód eskortowało sześciu pilotów. Zrobili wrażenie na Swamim i pobłogosławił ich wspólnym zdjęciem. W skład orszaku Swamiego wchodziłoteż dwóch starszych wielbicieli - płk. Joga Rao i Śri Ramana Rao. Dotarliśmy do Uluru o godzinie 14. Zgromadził się tam w upalnym słońcu potężny tłum, chcący Go powitać, On zaś ugasił to ich pragnienie. Dostrzegłszy w owym tłumie dwójkę niepełnosprawnych braci, poprosił, aby ich przyprowadzono, stworzył wibhuti i potarł nim ich czoła i plecy. Ok. godziny czwartej był już znowu w podróży. Udał się w odwiedziny do obozu leczenia oczu, przygotowanego przez Zrzeszenie Sewy Śri Sathya Sai w wiosce Kowwali, położonej 8 kilometrów od Eluru, gdzie leczeniem objęto wówczas 98 pacjentów. Obóz odbywał się na pofalowanej ziemi rolnej, jednak miłosierny Pan nie zawahał się pójść pieszo przez pola, aby tam dotrzeć. Podszedł do każdego pacjenta i przyniósł pociechę im wszystkim swoim czułym dotykiem i miłym słowem. Jego miłość zmyła ich ból. Następnie zawołał mnie do siebie i złajał: „Kazałeś robić te operacje na otwartym polu. Co będzie, jeśli pojawią się zakażenia?” Odpowiedziałem w pełni pokory: „Mamy Twoją ochronę we wszystkim. Czyż nie tak, Swami?” Uśmiechnął się i poklepał mnie po plecach. I wierzcie lub nie, ale nie wystąpiły najmniejsze powikłania, a wzrok wszystkich pacjentów się poprawił. Jest to jedynie kolejna ilustracja mocy Jego błogosławieństw, dających pełną ochronę wielbicielom, którzy w pełni podporządkowali się Mu i pokładają w Nim niezachwianą wiarę. Z obozu leczenia oczu w Kowwali pojechaliśmy do wioski Moppawaram, pierwszej z wiosek wziętych pod opiekę przez Organizację Sai jako część ogólnonarodowego przedsięwzięcia rozwoju wsi. Po drodze natknęliśmy się na wiele stawów i zbiorników wodnych - niektóre wielkie na kilka akrów – które były pełne wody, nawet wówczas, w środku lata. Swami, zadowolony z tego, zauważył: „Cudownie! Wszędzie jest woda. Wy, ludzie, jesteście [tutaj] urodzonymi szczęściarzami”. Powiedziałem z głębokim szacunkiem: „O Panie! To Ty dałeś nam te urodziny i to Ty sprawiłeś, że jesteśmy szczęśliwi”. Poklepał mnie z miłością po ramieniu. Z tak wielką miłością wokół, w nikim z nas nie było oznak zmęczenia, pomimo długiej jazdy w upale. Do wioski dotarliśmy o 20:30. Chociaż było ciemno, Swami wyszedł na godzinny obchód, aby dokonać przeglądu zadań, podjętych przez ochotników Sewa Dal, a obejmujących przystanek autobusowy, świątynię Ramy, potężny zbiornik wodny z drogami, kanałami odwadniającymi itd. Docenił tę pracę. O 21:30 przemówił do otwartego zgromadzenia , któremu przewodniczył Śri Alluri Bapiniidu: „Uczciwość, współpraca i jedność istnieją w sposób naturalny we wioskach. Pomiędzy wami mogą być jakieś różnice osobiste czy polityczne. Kiedy jednak chodzi o pomyślność czy rozwój wioski, wszyscy muszą stać się jednym” - wezwał mieszkańców wsi. Odjechaliśmy z wioski o godzinie 22, podążając do miasta Kowwuru, żeby uroczyście otworzyć zbudowany tam Śri Sathya Sai Mandir. Gdy zbliżaliśmy się do mandiru, staliśmy się świadkami boskiej lili Swamiego. Zatrzymał On samochód koło jakiegoś małego domu i zapytał staruszkę oraz małego chłopca, siedzących na progu, gdzie jest ten mandir. Kiedy wskazali kierunek, uśmiechnął się i pozwolił jechać dalej. Wszyscy głowiliśmy się nad tym, jednak później, gdy poznaliśmy przyczynę Jego postępowania, © Organizacja Sathya Sai w Polsce 40 Sanathana Sarathi 11/2010 oszołomiła nas wszystkich Jego wszechwiedza. Okazało się, że mieszkańcy tamtego domu udali się do Mandiru, żeby zobaczyć Bhagawana, pozostawiając tę staruszkę o słabym wzroku, jak również owego małego chłopca, żeby dotrzymywał jej towarzystwa. Jak jednak miłościwy Pan mógłby pojechać bez pobłogosławienia jej! Tak jak Kriszna odpowiedział na tęsknotę ślepego Surdasa, nasz Sai Kriszna wysłuchał modlitw tej staruszki i dał jej sposobność osobistego darśanu i sambhaśanu.W ostatnich dniach życia jedyną rzeczą, jaką ta ślepa kobieta wyraźnie widziała, była jaśniejąca boska postać Pana Sai. Jakże błogosławioną byłą duszą! Swami dokonał uroczystego otwarcia mandiru. Choć było już po dziesiątej wieczór, przemówił do wielkiego zgromadzenia oczekujących na niego ludzi. „Budujecie mandiry z cegieł i zaprawy. Ale prawdziwym mandirem jest wasze serce, gdzie Bóg mieszka na stałe. Te betonowe mandiry mają rozwijać wasze skupienie na Bogu” - oświecił zgromadzenie. Był już całkiem późny wieczór i organizatorzy nakłaniali Swamiego, żeby spożył w mandirze kolację. Był to mandir zbudowany dla Niego, mandir który uroczyście otworzył, a następnie przyjął osobiście naiwedjam (ofiarę z pożywienia). Cóż za błogosławiony zbieg okoliczności! Szczęśliwi, gratulowaliśmy sobie nawzajem. Później Bhagawan odjechał do Radżahmundry w okręgu Wschodniej Godawari – była to krótka przejażdżka po moście nad rzeką Godawari. Od chwili przybycia w południe na lotnisko Gannawaram był to dla Niego gorączkowy dzień. Mimo to ciągle promieniował miłością i błogością, tak aby ci, co Go otaczali mogli pielęgnować w swych sercach każdą chwilkę spędzoną przy Nim. Doświadczenia tego nie zapomną w wielu żywotach, które nadejdą. Odwiedziny w okręgu Wschodniej Godawari W maju 1984 roku konwój z Bhagawanem ponownie przejechał przez okręg Zachodniej Godawari. Po uroczystym otwarciu mandiru Śri Sathya Sai w Widźajawadzie i kolejnego. pałacowego mandiru zwanego Śanthi Sudha w Guntur, podążył 18 maja prosto do Radźahmundry, żeby założyć tam Śri Sathya Sai Gurukulam. Na trasie znalazło się ponownie Eluru. Wraz ze Swamim podróżowali Śri H.J. Dora, I.P.S., Śri Sathja Murthy i ja. Samochód Swamiego pilotowali czterej motocykliści. Było to w środku lata, według kalendarza indyjskiego. Oprócz piekącego słońca, wiały gorące wiatry. Bhagawan, który rozmawiał z nami siedzącymi w samochodzie, nagle polecił kierowcy zwolnić i zatrzymać się koło jednego z motocyklistów, młodego człowieka, który wcześniej zatrzymał się na poboczu i położył się pod jakimś drzewem. Był zbytnio wyczerpany upałem, żeby spostrzec, że zbliża się do niego Swami. Bhagawan poprosił o niedojrzały kokos, jaki był w samochodzie i kazał mu wypić z niego mleko. Młodzieniec odzyskał przytomność i zawiadomił, że rzeczywiście stracił nieprzytomność podczas szybkiej jazdy i w ogóle nie był świadom, że zatrzymuje się, wciska hamulce i staje pod tym drzewem. Ale Swami na odległość kontrolował to wszystko, prowadząc z nami rozmowę w samochodzie. Oczywiście dla tego, który panuje nad całym wszechświatem takie czyny łaski są czymś zwyczajnym. W Radźahmundry powitało Go olbrzymich rozmiarów zgromadzenie. Śri Thanniiru Bullajja, który prowadził to gurukulam, przekazał je Swamiemu. Później zostało ono przekształcone w piękną szkołę z internatem, znaną obecnie jako Śri Sathya Sai Gurukulam. Swamiemu obrzędowo obmyto stopy - świętą wodą z dwunastu świętych miejsc Indii. Później Swami pobłogosławił wszystkich wielbicieli, kropiąc ich ową wodą. W drodze powrotnej do Radźahmundry łaskawie przyjął naszą gościnę w Eluru, a następnie pojechał na lotnisko Gannawaram, aby odlecieć do Prasanthi Nilajam. Nawet wówczas nie zaniedbał pobłogosławienia pilotujących motocyklistów, obdarzając ich sposobnością zrobienia zdjęcia ze sobą. Dla swego kierowcy stworzył wibhuti, porozmawiał z nim przez chwilę i obdarował go padnamaskarem. Z owej podróży z Nim wynieśliśmy uczucie, że tylko On potrafi być jednym ze wszystkimi, a mimo to pozostawać Jedynym wśród wszystkich! © Organizacja Sathya Sai w Polsce 41 Sanathana Sarathi 11/2010 Blask boskiej chwały WSKRZESZENIE Z MARTWYCH W Madrasie (Chennai) Swami zatrzymał się w domu pewnego starego wielbiciela, Suśilammy, podczas gdy my zostaliśmy zakwaterowani w domu wielbiciela świeżej daty, Śri Sethuramana. Pensjonat był urzekający. Oswojone jelenie i pawie swobodnie wędrowały po bujnym, tropikalnym ogrodzie. Znakomity kucharz przyrządzał nam pyszne, wegetariańskie posiłki. Gospodarz nasz, Śri Sethuraman, był wielkim wielbicielem Pana Ganeszy (indyjskiego bóstwa ze słoniową głową, usuwającego przeszkody). Każdego z nas, przebywających w jego pensjonacie, obdarował posążkiem Ganeszy. W latach późniejszych ofiarował w darze dla aśramu naturalnej wielkości posąg Ganeszy, który teraz stoi blisko bramy. Do dnia dzisiejszego posąg ten jest źródłem natchnienia dla tysięcy odwiedzających aśram i jego mieszkańców. Codziennie, zgodnie z tradycją, jest czczony przez panditów. Swami zaprosił nas na obiad w domu indyjskiej aktorki Andźali Dewi. Blisko tego miejsca znajdował się wolny kawałek ziemi, na którym w późniejszych latach wzniesiono „Sundaram”, które jest siedzibą Bhagawana, gdy odwiedza On Chennai. Po obiedzie wszyscy oglądaliśmy prapremierę jej ostatniego filmu, jednak nie obejrzeliśmy do końca, ponieważ Swami chciał udzielić darśanu setkom osób, które zgromadziły się przed domem. Tak oto oglądanie filmu zostało skrócone, odpowiedział On bowiem na tęsknotę serc swoich wielbicieli. 25 grudnia 1971 roku, podczas wygłaszania przemówienia, Swami nagle przestał mówić, podszedł do dr. Johna Hislopa, stojącego obok podwyższenia i szepnął coś do niego. John natychmiast wyszedł, Swami zaś kontynuował przemówienie. Kiedy powróciliśmy do pensjonatu, dr Hislop opowiedział nam coś fascynującego. Otóż Swami powiedział mu, że właśnie zmarł Walter Cowan, a Elsie, jego żona, w tej chwili gorączkowo modli się i wzywa Swamiego. Powiedział Johnowi, żeby udał się do Elsie i zapewnił ją, że usłyszał jej modlitwę i wkrótce przybędzie do szpitala, żeby zobaczyć Waltera. Elsie i Walter Cowanowie, założyciele ośrodka sprzedaży książek Sathya Sai w Ameryce, przybyli kilka dni wcześniej z USA i mieszkali w jednym z hoteli w Chennai. Owego ranka Cowan zmarł w ramionach swej żony. Wezwano karetkę i zabrano ciało do szpitala, po czym umieszczono w przechowalni, stwierdziwszy jego śmierć. Swami odwiedził potem ten szpital i przywrócił życie ciału Waltera Cowana. Miesiąc później w Brindawan Walter Cowan opowiedział mi o swoim doświadczeniu śmierci. Oznajmił, że krótko po tym jak zmarł, pozostał blisko swego fizycznego ciała w karetce. Poźniej otoczenie nagle się zmieniło. Przybył Swami i zabrał go do jakiegoś wielkiego pokoju gdzieś w niebie – czekał tam zespół sędziów. Pokazane mu zostały obrazy z jego wielu przeszłych żywotów, gdzie, jak rozpoznał, był bardzo często osobą o wielkim znaczeniu dziejowym. Widział, że przez te wszystkie życia zawsze działał na rzecz pomyślności ludzkości. Kiedy żywoty te pojawiły się przed oczami Waltera, Swami powiedział zespołowi sędziów, że zabiera go z powrotem na ziemię, ponieważ jest tam jeszcze praca do wykonania dla Cowana. Walter oświadczył mi, że nie nie był zachwycony powrotem, ponieważ bycie bez ciała dawało mu niesłychane poczucie wolności. Zaczerpnięte z książki „Boskie Wspomnienia o Sathya Sai Babie” Diany Baskin. © Organizacja Sathya Sai w Polsce 42 Sanathana Sarathi 11/2010 Widźajamma ODWIEDZINY BHAGAWANA W KARUR W 1947 ROKU Naskutek wezwania przez Bhagawana, jakie otrzymała we śnie moja matka, Radhamma, cała nasza rodzina – czterech braci i trzy siostry wraz z moim ojcem Śri Radha Krisznajahem przyjechała do Puttaparthi w drugiej połowie 1945 roku. Wszystkie trudności naszej podróży przez Penukondę, Karnatana Gepalli, Kothaćeruwu itd. - koleją, wozem konnym, wiejskim autobusem i wozem zaprzężonym w woły – zostały starte jednym spojrzeniem Bhagawana Sai. Jego młoda twarz jaśniała boskością. Jego współczujące spojrzenia, pełne bezwarunkowej miłości sprawiły, że całkowicie się Mu podporządkowaliśmy. Mój 14-letni brat Murthy miał pewne wątpliwości, jednak on również w mig poddał się lotosowym stopom tego wcielenia doskonałej miłości . Podczas naszych pierwszych odwiedzin Bhagawan nazwał nas „rodziną Kuppa”. Mimo iż Swami miał 19 lat, wyglądał młodziej, na chłopca w naszym wieku, około 13-letniego. W owym czasie Swami nosił zawsze białe szaty, jednak łaskawie spełnił prośbę mojej matki i przy pewnych okazjach zakładał barwne szaty. Początkowo nasz ojciec postanowił, że w Puttaparthi pozostaniemy jedynie trzy dni, ale dzięki łasce Swamiego pozostaliśmy tam trzy miesiące i mieliśmy wspaniałą sposobność bycia świadkami pierwszego święta Dasara w Starym Mandirze. Morze ludzi w Karur W październiku 1947 roku Swami postanowił udać się w podróż po południowych Indiach. Dotarł do Karur 25 października 1947 roku. Zakwaterowanie dla Swamiego przygotowano w domu mojej kuzynki Adhilakśmi. Obecni byli tam jej mąż, Śri Gowinda Swami oraz dzieci: Parwatham, Sunila Ramalingam. Dla Swamiego przygotowano tam odpowiednie pomieszczenie - na pierwszym piętrze. Moja matka, Radhamma, brat Amba i ja mieszkaliśmy tam do czasu opuszczenia Karur przez Bhagawana. Nie spodziewaliśmy się, że ludzie będą napływać w tak wielkiej liczbie, aby zobaczyć Swamiego. Przybywali z takich miejsc jak Maduraj, Tirućirapalli, Udumalpet itd. Całe miasto wyglądało wspaniale z powodu zieleni rozmieszczonych wszędzie flag z liści mango. Każdy dom wyglądał odświętnie, jakby odbywało się w nim wesele. Tłum stojący przed domem mojej siostry był tak wielki, że nawet ziarnko piasku nie upadłoby na ziemię. Kiedy Swami wyszedł na balkon, wszędzie rozbrzmiały głośne pozdrowienia. Ze złożonymi dłońmi, tysiące ludzi ofiarowało swoje pokłony z całkowitym oddaniem. W ogóle nie mogliśmy zejść na dół z powodu tego potężnego tłumu. Oczy wypełniały nam łzy na widok głębokiego oddania wszystkich tych ludzi. Południowe słońce lało żar z nieba , ale ludzie ci po prostu stali tam, nie bacząc na to gorąco. Swami był bardzo wzruszony tą tęsknotą wielbicieli i ich żarliwym pragnieniem Jego darśanu. Postanowił więc zejść do tłumu. W pośpiechu przygotowano podwyższenie i postawiono na nim ozdobione kwiatami krzesło. Kiedy stanął na podwyższeniu, ludzie zaczęli tak głośno klaskać, że dźwięk ten poruszył ziemię i niebo. Pobłogosławił wszystkich podniesionymi w górę rękami. Tysiące wielbicieli, z dłońmi złożonymi nad głowami, wpatrywało się w Niego w całkowitym milczeniu. Odurzeni i rozradowani świętym, nektarowym blaskiem Jego lotosowej twarzy, zdawali się chciwie pożerać to piękno, w całkowitej czci. W każdym Jego działaniu, każdym Jego ruchu, słowie i czynie – choć wydają się proste – zakorzeniona jest duchowość. Traktował wszystkich jednakowo i z matczyną miłością okazywał jedność; było to zachwycające i wzruszające. Gdy tylko Swami usiadł na krześle, tysiące głosów jednocześnie poprosiło, aby przemówił. Swami uległ ich żarliwej prośbie i wstał. Pierwsza publiczna mowa Swamiego Powiedział: „Drogie dzieci! Zebraliście się tu wszyscy, znosząc tak wiele trudności, aby © Organizacja Sathya Sai w Polsce 43 Sanathana Sarathi 11/2010 mieć mój darśan. Kiedy wszyscy stoicie tak stłoczeni, że mysz się nie przeciśnie, jak mogę siedzieć na tym przestronnym podwyższeniu, nad Wami wszystkimi, owiewany miłym wietrzykiem? Nie mogę znieść widoku moich dzieci cierpiących. Za waszym pozwoleniem, Ja też usiądę z wami na ziemi”. „Nie, Swami! Nie! Możemy Cię wszyscy dobrze widzieć tylko wtedy, kiedy siedzisz na tym podwyższeniu” - prosili wszyscy. Promieniejąc miłością Swami powiedział: „Wszyscy błagacie, żebym opowiedział o swoim życiu. Mogę nie być w stanie dobrze tego opowiedzieć. Mimo to spróbuję.” Kiedy Swami opowiadał o zdarzeniach ze swego dzieciństwa, o swych śmiałych czynach w szkole oraz o cudach, ludzie słuchali Go w całkowitej ciszy, jakby byli w transie. Z sercami pełnymi zadziwienia i błogości, wpatrywali się w tę wspaniałą i świętą postać Swamiego do woli, nie bacząc na spływające im po twarzach łzy. Jest to trudne do uwierzenia, ale nawet niemowlęta nie kwiliły. Swami powiedział na koniec: „Moje dzieci! Bóg przybył w ludzkiej postaci jedynie ze względu na swoje dzieci. Ponieważ wszyscy urodziliście się na tym świecie, musicie, żyjąc tu, wypełniać swe ziemskie obowiązki. Powinniście poświęcić swe ciało służbie ludzkości i oddać swoje serca Bogu. Wykorzystajcie tę wielką szansę narodzin w ludzkiej postaci, intonując imię Boga i wyśpiewując Jego chwałę. W ten sposób uczynicie swe życie błogosławionym. Zamiast tak czynić, codziennie spadacie coraz niżej w świat podziemny czyniąc innym krzywdę, ulegając pragnieniom i trzymając się z dala od drogi prawości. W ten sposób robicie zły użytek z czasu jaki został wam dany. Zacznij medytować o Bogu i dopilnuj, żeby osiągnąć cel twoich ludzkich narodzin.” Kiedy Swami zakończył przemówienie, radosna owacja wstrząsnęła ziemią i niebem. Swami wstał i spoglądając na ludzi stojących z tyłu, powiedział: „Jeśli macie jakieś wątpliwości, pytajcie”. Nikt jednak nie zapytał o cokolwiek. Później dowiedzieliśmy się, że wielu ludzi przyszło z długą listą wątpliwości. Ateiści zamierzali rzucić Mu wyzwanie zaprzeczając istnieniu Boga i przerywać spotkanie zadawaniem pytań. Po otwartym zaproszeniu ze strony Swamiego zachowali ciszę, jak kozy pokornie wycofujące się na widok lwa. Na cóż zda się płomień świeczki w obliczu wspaniałych promieni słońca? Była to pierwsza publiczna mowa Swamiego, który oczarował nią wszystkich. I przemówienie to stało się potem przedmiotem wszystkich rozmów. Strumień darów z boskich dłoni Wielu wielbicieli błagało Swamiego, aby odwiedził ich domy. Nie było jednak sposobu, żeby się przecisnąć się przez tłum. Kiedy przepychanki ludzi pragnących Jego darśanu zaczęły przybierać na sile, Swami udał się na balkon, wziął mikrofon i zaczął śpiewać. I stało się, że ludzie, tak jak cielęta słyszące boską muzykę fletu Kriszny, zapomnieli w zachwycie o sobie i zaczęli kręcić głowami z radości. Amba i ja śpiewałyśmy bhadźany wraz z Nim, siedząc blisko Jego stóp. Przez godzinę tłum stał jak sparaliżowany. Z każdym upływającym dniem tłum ludzi stawał się coraz większy. Odbywały się bhadźany, zarówno rano jak i wieczorem. Nie zważając na upał, ludzie stali tam cierpliwie, ze wzniesionymi do góry twarzami, nie opuszczając ich. Jak okiem sięgnąć, rozciągało się bezkresne morze twarzy. Spoglądając na człowieka, który usiłował zrobić Mu zdjęcie, Swami powiedział: „W Twoim aparacie nie ma filmu”. „Mam film” - powiedział ów z przekonaniem. Jednak film ten był w dłoni Swamiego! Swami zaśmiał się i rzucił mu go z powrotem. Zdaje się, że wytworzyło to nowe, dziwne poruszenie wśród widzów. Zaczęli wołać: „Swami, prosimy, daj coś i nam”. Swami machnął dłonią w powietrzu i sypnął obficie wielką liczbą miętowych cukierków, wisiorków i talizmanów. Z dzikimi okrzykami ludzie biegali to tu, to tam, żeby pochwycić te dary. Ci, co nie mogli niczego złapać, walczyli wszakże dalej, biegając to w jedną, to w drugą stronę. Łaska Swamiego będzie zawsze odopowiednia do miłości Jego wielbicieli. Do tamtego dnia nigdy nie słyszeliśmy o niczym podobnym, ani też niczego takiego nie widzieliśmy. Kolejną szczególną rzeczą w tamtym zdarzeniu było to, że ludzie dostali taki podarunek, jakiego rzeczywiście pragnęli. Osoby z aparatami fotograficznymi otrzymały filmy do nich. Chorzy dostali lecznicze talizmany. W ten sposób nasz miłosierny Pan obdarzył ich obficie darami, stosownie do © Organizacja Sathya Sai w Polsce 44 Sanathana Sarathi 11/2010 ich potrzeb. Przepełnieni radością ludzie zaczęli tańczyć, jakby postradali zmysły. To z kolei przyciągnęło kolejnych ludzi i liczba wielbicieli stawała się coraz większa. Swami postanowił pobłogosławić domy niektórych wielbicieli. Odwiedził dom Śri Lakszmana, brata Śri Gowinda Swamiego, jak również dom teściów pani Adhilakszmi. Nie mógł iść drogą, ponieważ każdy jej cal zajmowali ludzie. Domy w tym starym mieście oddzielone były tylko ścianami. Swami po prostu przechodził górą nad tymi ścianami i idąc od jednego domu do drugiego błogosławił ich mieszkańców i spełniał ich życzenia. Ludzie byli oszołomieni Jego nagłym przybyciem z dachu Ogarnięci błogą radością wielbiciele kładli się przed Nim w pokłonach i skakali z radości, gdy stwarzał dla nich jakiś podarunek. Przez zwykły kolisty ruch ręką Swami stworzył 30-centymetrowy posąg Pana Wigneśwary i podarował go jednemu z wielbicieli. Wykonanie i barwy tego posągu były godne uwagi. Imię Swamiego i wieści o Jego cudownych mocach szerzyły się jak potężny poryw wiatru. Ludzie wyczekiwali całą noc na podwórzu przed Jego domem po to tylko, żeby Go przelotnie zobaczyć. Nie chcąc ryzykować utraty zajmowanego miejsca, niektórzy wyrzekli się nawet jedzenia i snu. Jedli co mieli pod ręką i czekali. Serca nam topniały na widok tak wielkiej miłości i niezachwianej wiary. Ich umysły były skupione jedynie na Swamim. Nic innego ich nie obchodziło. Swami zesłał Swą bezkresną miłość w taki sposób, że byli jak przyklejeni do swych miejsc. Odwiedziny w Tirući i Udumalpet Wielbiciele zabrali Bhagawana Sai do Tirući i Udumalpet. W chwili gdy Swami dotarł do granic miasta, mnóstwo wielbicieli serdecznie powitało Go purnakumbham i muzyką graną przez zespół muzyczny. Przyniesiono naczynia pełne świętej wody z rzeki Kaweri. Przygotowano ambari (siedzisko z baldachimem nad głową) na słoniu, żeby we wspaniały sposób zawieźć Swamiego do miasta. Obywatele miasta nałożyli Mu na szyję wieniec z kwiatów, powitali z głęboką czcią, obmyli Jego Lotosowe Stopy świętą wodą z rzeki i posadziwszy Swamiego na wielkiego, przystrojonego słonia, zaprowadzili Go w wielkim pochodzie do miasta. Jaśniejąc jak sam Pan Mahawisznu, posyłając cudowne uśmiechy z łagodnym wyrazem twarzy, Swami pogrążył ich w oceanie błogości. Spędziwszy dwa dni na podróżowaniu po tym obszarze, zaspokoiwszy pragnienie duchowe tysięcy ludzi, Swami powrócił do Karur. Bezgraniczne oddanie Następnego dnia na podwórzu miejscowej szkoły średniej przygotowano darśan; teren ten wypełnił się ciasno tysiącami wielbicieli. Ponadto, co dziesięć minut przed domem zatrzymywała się nowa grupa wielbicieli, błagając Swamiego o darśan. Słuchając ich, Bhaktawasala Sai (Sai, miłośnik wielbicieli) nagle zostawiał wszystko i biegł udzielić im darśanu. Och! Cóż za święta miłość i jaki bliski związek! Tak wspaniały widok był istną ucztą dla naszych oczu. Swami udowadniał prawdziwość powiedzenia, że „Bóg jest służącym Swoich wielbicieli” i że „Bóg jest złodziejem serc wielbicieli”. Jego wielkie, lotosowe serce jest jak kojący, orzeźwiający wietrzyk, krzepiący wielbicieli. Pewnej nocy o godzinie dwunastej usłyszeliśmy dźwięki melodyjnych bhadźanów, dobiegające z dołu. Nasz szwagier podszedł do wielbicieli i poprosił ze złożonymi dłońmi: „Swami dopiero co udał się na spoczynek do swego pokoju. Jest zmęczony. Proszę przyjdźcie rano”. Odpowiedzieli na to żarliwie: „Przybyliśmy z daleka, doznając wiele trudów jedynie po to, żeby dostać darśan Swamiego. Nie możemy żyć bez ujrzenia Go. Prosimy, miej nad nami litość”. Nie mogąc postanowić, co im odpowiedzieć, stał zakłopotany. I w tej właśnie chwili dobiegł z balkonu głos Swamiego – bardzo słodki głos, wibrujący jak muzyka z fletu. Zaskoczył wszystkich. Podniósłszy głowy, wielbiciele ujrzeli Swamiego - pełnego miłości, ucieleśniającego czystą miłość - stojącego przed nimi z twarzą promieniejącą uśmiechem. Gdy tylko Go zobaczyli, w szale © Organizacja Sathya Sai w Polsce 45 Sanathana Sarathi 11/2010 radości padli na twarz przed Nim, witając Go słowami: „Hara hara Maha Dewa! Śambho Śankara!”. Kiedy podjęli śpiew bhadźanów, ze łzami cieknącymi po policzkach, w upojnej radości oddania, serca w nas stopniały. Chłodny wietrzyk, cicha noc i światło księżyca pogrążyły każdego w zapomnieniu wywołanym radością. Zwrócili się doń z dołu: „Swami! Jak długo będziesz stał? Prosimy – usiądź”. Wydaje się, że to rozczuliło Go jeszcze bardziej, gdyż odparł z miłością: Och! Moje drogie dzieci! Czym jest moja niewygoda wobec tego, co musicie cierpieć wy sami? Jesteście wszyscy bardzo zmęczeni. Sprawą pierwszej wagi dla matki jest radość jej drogich dzieci. Kiedy wy sami stoicie, dlaczego miałoby mieć znaczenie to, że ja stoję? Śpiewajcie dalej bhadźany”. Ów nieprzerwany przepływ miłości pomiędzy Swamim a wielbicielami trwał dalej przez półtorej godziny. Nasze serca pogrążone były w oddaniu i tańczyły w morzu radości, kiedy spoglądaliśmy w dół na ten tłum. Czy oni nie potrzebują w ogóle żadnego odpoczynku? Czy to są ludzie czy aniołowie? Czy to sen czy też złudzenie stworzone przez Pana Wisznu? Przepełniony radością Swami serdecznie ich pobłogosławił. Doprawdy, zdarzenie to pozostawiło niezatarty ślad w sercach wszystkich. Była to miłość przekraczająca wszelkie granice; Swami podarował im wszystkim ubrania. Z radością w sercu Swami wszedł do budynku, choć opuszczenie ich było dla Niego rzeczą bardzo trudną. Wchodząc do środka, Swami powiedział: „Jak ładnie śpiewali!”. Rzeczywiście, ich nabożny śpiew wciąż brzmiał w naszych uszach. Wzruszający wyjazd Swamiego z Karur Po południu Swami miał wyjechać do Parthi. O godzinie trzynastej przyjechał samochód i zatrzymał się przed domem. Ludzie bardzo pragnęli tego ostatniego darśanu. Szlochali i z głębi serca wykrzykiwali „Baba!” i „Swami”. Tuż przed wyjazdem Swami wezwał każdego z nas po imieniu i udzielił nam padanamaskaru oraz dał wibhuti. Czuliśmy się tak, jakby nasze serca miały pęknąć, ale On pocieszał nas jak matka. Ofiarowaliśmy Swamiemu arati. Gdy zszedł po schodach na dół i wsiadł do samochodu, wielbiciele dotykali wozu, a potem z czcią przyciskali dłonie do oczu. Niektórzy z nich zaczęli biec za samochodem, jakby postradali zmysły. Sai Gopala, ten Ocean Miłości, poprosił, żeby kierowca zatrzymał samochód. I oto wszedł na jego dach! Jak mam opisać radość, jaką w tamtej chwili poczuli wielbiciele? Jakby odzyskany został utracony skarb, powstał wielki rwetes i krzątanina. Jak wielki huragan rozbrzmiały okrzyki. Podnosząc do góry obie ręce w geście błogosławieństwa, Swami powiedział: „Wprowadzajcie w życie to, co słyszeliście i widzieliście tutaj podczas dziesięciu ostatnich dni i czerpcie z tego radość. Nie stawajcie na drodze tego samochodu. Bądźcie zdyscyplinowani i stójcie z boków drogi.” Kiedy tylko skończył mówić, setki ludzi cofnęły się, jak dzieci okazujące posłuszeństwo swej matce. Wykonawszy boski rozkaz, stali w ciszy. Rzeczywiście, był to niezapomniany widok. Miłość Swamiego do Jego wielbicieli jest wyjątkowa i niezrównana. Samochód Swamiego ruszył. Odjechał, o d j e c h a ł... Ludzie jednak nie odeszli. Patrząc na nich, my także poczuliśmy wielki ból. Wszyscy zaczęli omawiać swoje doświadczenia, cudowne moce Swamiego i Jego kojące słowa. Ulice, które dotąd jaśniały dziwnym blaskiem, wyglądały jak pozbawione życia, niczym sterty zwiędniętych kwiatów. Dom, który wcześniej wyglądał przepięknie, teraz stał się ponury. Zupełnie nie wiemy, jak okazać naszą głęboką wdzięczność współczującemu Panu Sai. Żarliwie modlimy się, aby potoki Jego miłości spływały na nas zawsze, zawsze! © Organizacja Sathya Sai w Polsce 46 Sanathana Sarathi 11/2010 Krisznadas Eradi Haridas Eradi ZACHWYCAJĄCE PÓŁWIECZE BOSKIEJ ŁASKI Nasz pierwszy bliski darśan Bhagawana miał miejsce w pałacu Kollengode w Palakkad w Kerali, w marcu 1960 roku. Swami wyszedł ze swego pokoju, aby udzielić darśanu wielbicielom, siedzącym na portyku. Zaczęliśmy śpiewać bhadźan „Ćittaćora Jaśoda Ke Bal” przed Jego Boskim Obliczem. Ku zaskoczeniu wszystkich, Swami stał przed nami do końca tego bhadźanu. Poprosił nas o przybycie do Koczi (Cochin), miejsca, dokąd zmierzał. Pojechaliśmy za pojazdem Swamiego i dotarliśmy do Koczi. Swami odwiedził tam łaskawie dom naszego brata, sędziego Balakriszny Eradiego, gdzie spędził kilka godzin z nami wszystkimi. Kolejna sposobność śpiewania przed Swamim przydarzyła się nam w domu Śri Keśawy Rao, kiedy odwiedził On Kozhikode (Kalikat) w stanie Kerala, 30 maja 1964 roku. Natomiast w 1967 roku, podczas świąt Dasara, Swami zawiadomił Śri Kasturiego: „Z Kerali przyjedzie trzech braci – będą musieli zaśpiewać bhadźany w Mandirze”. W swojej bezkresnej dobroci Swami od 40 długich lat daje nam zaszczyt śpiewania w Puttaparthi przed swoim obliczem. Doświadczanie boskości Bhagawana W grudniu 1967 roku Swami ponownie odwiedził Koczi i zatrzymał się na trzy dni w domu naszego brata. Był on sędzią w Kerali. Mieliśmy sposobność przebywać ze Swamim przez trzy dni. Wspomnienie tych dni będziemy pielęgnować w sercach przez całe życie. W tym czasie mieliśmy wiele osobistych doświadczeń. Odbyło się wiele otwartych uroczystości, w których Swami wziął udział: w sali miejskiej, w Durbar Hall Ground itp. Jedno ze zdarzeń nadal jest świeże w naszej pamięci. Swami miał wówczas opuścić Koczi, po omawianym 3-dniowym pobycie. Wezwał Śri W.N. Radźana, ówcześnie inspektora generalnego policji (który osobiście nadzorował działania Sewa Dal podczas odwiedzin Bhagawana w Kerali) i zwrócił się doń o wezwanie pewnego policjanta, który stał właśnie u bramy jako strażnik. Śri Radźan osobiście pobiegł, żeby zawołać owego funkcjonariusza. Doznał wstrząsu stwierdziwszy, że policjant ma na sobie wyświechtany mundur i nawet się od kilku dni nie golił. Śri Radźana niezmiernie rozdrażnił się tym, jednak wiedząc że Swami czeka, wezwał policjanta do natychmiastowego raportu. Swami z miłosiernym uśmiechem zapytał Śri Radźana, dlaczego ten policjant nie wygląda elegancko. Radźan był zakłopotany! Wówczas Swami sam udzielił odpowiedzi: „Ta osoba jest na posterunku od 72 godzin, bez zmiany ubrania, golenia, kąpieli, jedzenia i snu. Jego głębokie oddanie sprawiło, że zapomniał o swoich ziemskich potrzebach i strzeże mnie od trzech dni. Uważam go za wielkiego jogina!” Mówiąc to, Swami stworzył złoty naszyjnik i podarował go temu policjantowi, stojącemu nieopodal. Swami pokazał nam wszystkim, że w swej łasce widzi wszystko i wszędzie - we wszechświecie i we wszystkich czasach. Upojna radość boskiej bliskości Ostatnim wydarzeniem podczas odwiedzin Swamiego w Koczi było Jego przemówienie w sali miejskiej. Śri Muralidharan, naówczas kierownik Radia Ogólnoindyjskiego z Kalikat, nagrywał całe wystąpienie Bhagawana. Po tej boskiej mowie oraz bhadźanie Swami miał opuścić to miejsce oraz Koczi. Na koniec bhadźanu zaczęliśmy śpiewać arati. Byliśmy przy Swamim przez trzy dni i świadomość, że wszystko to zaraz się skończy, była dla nas ciosem. Płakaliśmy wszyscy. Zapomnieliśmy, że cały program był nagrywany przez Ogólnoindyjskie Radio i że są przerwy w śpiewie. Swami stanął przed nami i powiedział: „Nie płaczcie; Muralidharan nagrywa to, jutro będzie to nadawane w radiu. Będę na Was czekał w domu waszego brata; dokończcie to arati i © Organizacja Sathya Sai w Polsce 47 Sanathana Sarathi 11/2010 przyjdźcie”. Ku naszemu wielkiemu zaskoczeniu, kiedy Muralidharan odsłuchiwał nagrany program, te dwie rzeczy (słowa Swamiego i nasz płacz) zostały usunięte z zapisu boską wolą Swamiego - w obu przypadkach nie było żadnej przerwy. 23 maja 1976 roku Swami przybył do Kozhikode (Kalikat) z Uty, aby położyć kamień węgielny pod Śri Sathya Sai Widjapiith, Śrisailam. Po tej uroczystości Swami przybył prosto do naszego tharawadu (domu przodków) w Kozhikode, wraz z 30-40 studentami z Brindawan, po czym spędził tam kilka godzin. Podczas odwiedzin Swamiego w Delhi w 1999 roku, mieliśmy to wielkie szczęście, że Swami w pierwszy dzień pobytu odwiedził dom naszego brata, sędziego Balakriszny Eradiego. Przybył z dr. Wenkataramanem, Śri Kulwantem Rai oraz Śri Anilem Kumarem. Spędzili z nami blisko dwie godziny. Bezpośrednia bliskość Swamiego sprawiła, że byliśmy upojeni radością. Wszyscy, bez wyjątku, członkowie naszej rodziny uświadamiają sobie w pełni nasz dług u Swamiego. Modlimy się u Jego Lotosowych Stóp, aby pomógł nam prowadzić wzorowe życie i żyć zgodnie z Jego oczekiwaniami. Ćinna Katha Bóg kocha swoich wielbicieli Żył sobie kiedyś w Zachodnim Bengalu wielbiciel Pana imieniem Madhaw Das. Po śmierci żony postanowił wyrzec się światowego życia. Sprzedał więc to co miał, pozałatwiał domowe sprawy, nałożył ochrową szatę i udał się do Dźagannat Puri, aby tam pozostać. Poświęciwszy się służeniu Panu Dźagannacie, dniem i nocą rozmyślał nad Jego imieniem. Spędzał cały dzień w świątyni Pana Dźagannaty, a wieczorem szedł nad brzeg morza i spał tam pełen szczęścia na piasku. Twarz jego jaśniała wielkim blaskiem, a wskutek ciągłego rozmyślania o Panu został obdarzony wyjątkowymi mocami. Pewnego dnia Pan Dźagannata wraz ze Swą siostrą Subhadrą przybył nad ten brzeg morza, położył przed Madhawą Dasem złoty talerz, po czym oboje zniknęli. Zatopiony w rozmyślaniu o imieniu Pana, Madhawa Das nie był świadomy tego co się stało. Kiedy otworzył oczy, zobaczył przed sobą złoty talerz pełen pysznych rzeczy. Ponieważ osiągnął był stan bez myślenia, nie przywiązał żadnej wagi do tego złotego talerza i leżącego na nim jedzenia. Nie dociekając, w jaki sposób dotarły do niego te pyszności na złotym talerzu, zjadł to pożywienie i ponownie pogrążył się w medytacji. Kapłan w świątyni nie znalazł wieczorem złotego talerza, gdy miał składać posągowi Pana Dźagannaty ofiarę z pożywienia. Władze świątynne wysłały więc żołnierzy, aby znaleźli złodzieja, który go ukradł. Niektórzy z nich przyszli nad brzeg morza i znaleźli ów złoty talerz, przed którym siedział w medytacji Madhaw Das. Aresztowali Dasa i wsadzili go do więzienia. Tej nocy Pan Dźagannata pojawił się we śnie kapłanowi świątyni i powiedział mu: „ Wszyscy ofiarowaliście Mi z wielkim oddaniem jedzenie, ale kiedy je zjadłem, twoi ludzie zaczęli Mnie prześladować”. To powiedziawszy Pan zniknął. Kapłana poraził strach. Wstał z łóżka. Niezdolny stwierdzić, czy była to prawda czy też zwykły sen, był zmieszany tym co w swym śnie zobaczył. Wspominając wydarzenia dnia, zastanowił się nad całą tą sprawą i pojął, że Madhaw Das jest wielkim wielbicielem, zaś sam Pan Dźagannata ofiarował mu jedzenie na tym złotym talerzu. Bóg jest zaprawdę obrońcą pogrążonych w nędzy. Czyż tak nie jest? Doszedłszy do tego wniosku, kapłan powiadomił o tym władze świątynne i kazał uwolnić Madhawę Dasa z więzienia. Das wszakże nie unosił się radością z powodu swego wyjścia na wolność. Dzięki łasce Boga, imię, sława i powaga Madhawy Dasa jako wielkiego wielbiciela Pana rozeszły się szeroko. © Organizacja Sathya Sai w Polsce 48 Sanathana Sarathi 11/2010 Wielu znanych, uczonych ludzi i wielbicieli Pana mieszkało w Puri. Widząc, że ktoś z Zachodniego Bengalu zyskał większe poważanie i szacunek niż oni, ludzie ci stali się zazdrośni o Madhawę Dasa. Dlatego postanowili udowodnić, że Madhawa Das nie jest bardziej uczony od nich. Wybrali dla tego celu jednego spośród siebie jako przywódcę. Rzucając Madhawie Dasowi wyzwanie na debatę, przywódca ich przyszedł do Dasa i rzekł: „Szeroko znane stało się pańskie imię i słychać, że jest pan bardzo uczonym człowiekiem i wielkim wielbicielem Pana. Chcę odbyć z panem debatę”. Usłyszawszy to, Madhaw Das powiedział: „Czcigodny panie, nie jestem w ogóle żadnym uczonym człowiekiem. Całe wykształcenie i znajomość pism świętych, jakie posiadam, mają na celu jedynie zarobienie na życie i napełnienie mi brzucha. Jest pan osobą o wiele bardziej uczoną ode mnie”. Na to przywódca uczonych spytał Madhawę Dasa: „Jeśli uważa pan, że nie jest żadnym wielkim uczonym, niech da mi pan to na piśmie. Czy może pan to zrobić?” Madhawa Das natychmiast napisał z radością na papierze: „Nie jestem uczonym”, złożył swój podpis i dał ów list tym uczonym ludziom. Było to dokładnie to, czego chcieli. Czy wiecie co nastąpiło potem? Owi uczeni dostarczyli ten list do Kaszi (Waranasi). Pokazując list Madhawy Dasa na zgromadzeniu uczonych w Kaszi, wspomniany przywódca rzekł im: „Szanowni uczeni mężowie! Od tej chwili jestem największym uczonym na tej ziemi. Madhaw Das oświadczył, że nie jest w ogóle uczonym. Posłuchajcie, odczytam wam zdanie, napisane przez samego Madhawę Dasa.” Gdy odczytał to zdanie, ogarnęło wszystkich zdumienie. Przywódca uczonych nie wiedział co począć. „Co to za czary!” - pomyślał. To zdanie w liście brzmiało: „ Madhaw Das jest największym i najszlachetniejszym ze wszystkich uczonych”. A pod nim widniał podpis owego przywódcy uczonych. Przywódca, chełpiący się swym wykształceniem, zrozumiał, że nikt inny, tylko sam Pan Dźagannata wprowadził te zmiany w liście. Bóg jest zawsze w tobie, z tobą, pod tobą, nad tobą, wokół ciebie. Chętnie przyjmuje na siebie odpowiedzialność ochrony swych wielbicieli. Nie może znieść widoku klęski swojego wielbiciela. Zgodnie ze swym imieniem, Madhaw Das stał się sługą Pana. Dr T. Rawikumar Pamiętne podróże z Bhagawanem do Mumbaju Nieśmiertelny sanskrycki wiersz „Bhadźa Gowindam” Adi Śankary został przystosowany do potrzeb sceny, aby można go było przedstawić podczas Dnia Uczelni ówczesnej Wyższej Szkoły Śri Sathya Sai w Brindawan w 1974 roku. Swami wziął na siebie zadanie wyreżyserowania tego przedstawienia. Przez dwa miesiące odbywaliśmy codziennie próby przed Jego boskim obliczem. Owocem tego była wspaniała sztuka „Bhadźa Gowindam”, niosąca wieczne przesłanie Adi Śankary w oprawie stosownej dla współczesnych czasów. Wyrażała przesłanie dla wszystkich – ludzi uczonych, rodzin, osób, które wyrzekły się świata, osób bogatych, młodzieży itd. Podróż grupy aktorskiej do Mumbaju w 1975 roku Odpowiadając na prośby wielbicieli z Mumbaju, Bhagawan zezwolił na wystawienie tej sztuki podczas Jego odwiedzin w Mumbaju w rocznicę powstania Dharmakszetry. Przedstawienie wykonano na słynnej sali Śanmukhananda 13 maja 1975 roku i otrzymało one recenzje pełne zachwytu. Podczas tej podróży przeżyliśmy wiele zdarzeń związanych ze Swamim, które pozostają trwale wyryte w naszej pamięci. Wspomnę jedynie kilka z nich. Podczas charakteryzacji przed spektaklem musieliśmy zdjąć zegarki i złote naszyjniki, żeby nie wyglądało to dziwnie, biorąc pod uwagę role, jakie mieliśmy odegrać. Kiedy po przedstawieniu rozglądaliśmy się za naszymi zegarkami i złotymi naszyjnikami, okazało się, że ich nie ma. Wytrąciło nas to z równowagi, © Organizacja Sathya Sai w Polsce 49 Sanathana Sarathi 11/2010 ponieważ wcześniej stworzył je dla nas Swami. Spędziliśmy więc 2-3 godziny, przeszukując wszelkie zakamarki. Rozczarowani, wróciliśmy do Dharmakszetry. Swami czekał na nas. Spytał, dlaczego się spóźniliśmy, a po wysłuchaniu naszych wyjaśnień, pocieszył nas, mówiąc: „W porządku, to nie ma znaczenia. Umyjcie się i zjedzcie obiad”. Dopiero gdy kończyliśmy posiłek, Swami zaczął spożywać własny. Czuliśmy się źle ze świadomością tego, że kazaliśmy Samiemu czekać na siebie. Zjadłszy obiad, Swami po prostu stworzył wszystkie zegarki i naszyjniki, które straciliśmy i dał je nam, ku naszej wielkiej radości. Właśnie podczas tamtej podróży do Mumbaju otrzymaliśmy cudowną sposobność – zwiedzanie miasta ze Swamim. Pewnego wieczora po bhadźanach wsiedliśmy do klimatyzowanego, małego autobusu, wyposażonego w mikrofon dla przewodnika. Swami wsiadł do samochodu i jechał przed nami. Można sobie wyobrazić nasz zachwyt, gdy gdzieś w okolicach Dźuhu Swami wysiadł z samochodu i wsiadł do naszego autobusu. Nikt z nas nawet nie przypuszczał, że Swami będzie podróżował z nami w autobusie! Jeździliśmy po Mumbaju przez cztery długie godziny – godziny czystego zachwytu i błogości! Powróciliśmy z wycieczki o godzinie 11 w nocy. Przez cały czas gdy zwiedzaliśmy Mumbaj, Swami służył nam za przewodnika. Druga podróż z Bhagawanem do Mumbaju Swami postanowił ponownie zabrać ze sobą do Mumbaju wspomniany zespół teatralny w marcu 1988 roku. Wziąwszy udział w poprzedniej wycieczce w 1975 roku, byłem przepełniony radością i z niecierpliwością czekałem, żeby skorzystać z tej sposobności. Wyruszyliśmy na tę cudowną wycieczkę w drugim tygodniu marca 1988 roku. Swami był wówczas w Brindawan, więc pierwsza część naszej podróży wiodła z Puttaparthi do Brindawan. Przybyliśmy tam wieczorem 13 marca. Następnego ranka Swami wezwał nas i spytał o przygotowania do przedstawienia. Poruszył najdrobniejsze szczegóły, jak zawsze to czyni. Wieczorem obejrzał próbę na głównej sali uczelni. Po zakończeniu zaproponował wprowadzenie pewnych zmian. Poprosił śpiewaków, aby zaśpiewali i poprawili swoją wymowę. 16 marca wsiedliśmy do pociągu w Bangalore i po wygodnej podróży dotarliśmy do Dadar 17 marca o 7:15 rano. Około godziny dziewiątej przybyliśmy do Dharmakszetry, gdzie przygotowano nam już kwatery. Swami przyleciał samolotem. Przyjęto Go śpiewem Wed wykonywanym przez dzieci Bal Wikas oraz ceremonią arati, dokonaną przez starych wielbicieli. Po arati Swami wezwał nas i zapytał o podróż pociągiem. „Czy była wygodna? Co jedliście podczas podróży?” Gdy opowiadaliśmy o tym, co działo się w pociągu, Swami przerwał nam i sam powiedział co się wówczas działo. Opisał nam też, jak dobrze bawiliśmy się podczas podróży w pociągu. Osłupieliśmy; uświadomiliśmy sobie, że nie ma potrzeby „informować” tego, który wszystko wie! Przedstawienie „Bhadźa Gowindam”miało zostać wystawione rankiem 18 maja na sali Śanmukhananda.Swami przybył dość wcześnie, wszedł do zielonego pokoju i osobiście sprawdził Sanathana Sarathi, nasze kostiumy, aby przekonać się, że wszystko jest w porządku. Dodał nam otuchy, mówiąc, że wszystko wypadnie dobrze po czym udzielił nam padnamaskaru. Sala mieszcząca 3 000 osób, była już przepełniona. Tak jak Swami powiedział na początku, wszystko wypadło jak należy i przedstawienie gładko dobiegło końca. Następnie Swami wszedł na scenę. Jego pierwszymi słowami było: „Ćala Baga Undi (Bardzo, bardzo ładne).” Pobłogosławił nas wspólnym z Nim zdjęciem. Wieczorem Swami przybył do Satjadipu w Dharmakszetrze i ponownie powiedział nam, że występ wypadł bardzo dobrze. Rzekł: „Zarówno pytania zadane w trzeciej scenie przez uczniów, jak i odpowiedzi udzielone przez Śankarę były jasne. Ostatnia scena poruszyła serca wszystkich zgromadzonych. Wszyscy sprawiliście się bardzo dobrze” - powiedział Swami z matczyną dumą. Owego wieczora odbyło się w Dharmakszetrze otwarte spotkanie, podczas którego Swami wygłosił mowę. Wskazał w niej na korzenie chorób prześladujących społeczeństwo, z tego powodu, © Organizacja Sathya Sai w Polsce 50 Sanathana Sarathi 11/2010 że ludzie odpowiadający za kierowanie sprawami państwa zboczyli z drogi powinności, jakie są im nakazane. Rankiem 19 marca odbył się żywy występ dzieci Bal Wikas na trawnikach otaczających Satjadiip. Wypełniły je dzieci pochodzące z różnych przedmieść Mumbaju. Dotyczyło ono pięciu nakazów, o których Swami mówił ostatnio w Prasanthi Nilajam. Dzieci pięknie przedstawiły praktykę tych pięciu nakazów – obowiązku, oddania, dyscypliny, rozróżniania i determinacji. Po południu Swami wezwał nas do swego pokoju na piętrze Dharmakszetry. Byliśmy wszyscy bardzo poruszeni, Swami również był bardzo zadowolony widząc nasze szczęście. Kiedy usiedliśmy wokół Niego, podano nam herbatę i przekąski. Swami spytał o naszą wyprawę do jaskiń Elephanta i omówił wiele innych rzeczy. Nalegał, żebyśmy dobrze zjedli i napełnił nasze talerze ( i nasze serca). Otrzymawszy tak dużo miłości wzruszyliśmy się do łez. Nasz pociąg miał wkrótce odjechać, więc Swami udzielił nam padanamaskaru i poprosił, żebyśmy wyruszyli na dworzec kolejowy. „Zobaczę się z Wami wszystkimi w Brindawan. Odpocznijcie porządnie w pociągu” powiedział. Kiedy zeszliśmy na dół i wsiedliśmy do autobusów, Swami przyszedł, żeby obdarzyć wielbicieli darśanem. Dając nam znak, że nie powinniśmy wysiadać z autobusów, Swami obszedł te autobusy żegnając się z nami wszystkimi. Potem poprosił, żebyśmy wyruszyli i stał, machając chusteczką, dopóki nas widział. Widząc to, całe zgromadzenie 20 tysięcy ludzi zaczęło machać nam na pożegnanie. Wszyscy poczuliśmy wzruszenie na widok tego współczucia Swamiego; łzy wypełniły nam oczy. Przez resztę podróży nikt z nas nie wypowiedział ani słowa. Serca mieliśmy zbyt wypełnione błogością, żeby powiedzieć cokolwiek. W ten oto sposób zakończyła się kolejna pamiętna wycieczka z Boskością. Prema Kanakaradźa Pupta CUDOWNA PODRÓŻ Z BHAGAWANEM ŚRI SATHYA SAI BABĄ Kiedy byłam małym dzieckiem, ani się nie domyślałam, co nas spotka, gdy nasza rodzina pokłoniła się Swamiemu w 1945 roku w Starym Mandirze w Puttaparthi. Choć członkowie rodziny narzekali na podróż z Kuppam do Puttaparthi, ja nie miałam powodów do skarg, gdyż droga upłynęła mi miło w przytulnych objęciach matki, braci i sióstr. Podczas naszych pierwszych odwiedzin Swami wziął nas blisko do siebie, nazywając nas zdrobniale. Nazwał na przykład moich braci: Murthy, Babu i Murali, siostry zaś: Kumaramma, Prema i Sarala. Kiedy z miłością zwrócił się do moich rodziców odpowiednio: Radhakrisznaiah i Radhamma, poczuliśmy sie tak, jakbyśmy znali Go od lat. Kiedy starsi członkowie rodziny z czcią padli na twarz przed Swamim, bez żadnych pytań przyjmując Go jako Boga, ja również w pełni uznałam Go za Boga bez żadnego wahania, bez żadnych wątpliwości, jedynie mocą Jego boskiej łaski. W ten sposób oszczędziłam sobie wielu lat zastanawiania się i oceniania. Pozostanę za to zawsze wdzięczna swoim rodzicom. Podczas długich śpiewów bhadźanowych zwykłam siedzieć posłusznie za matką. Najlepszą porą dnia był dla mnie czas po obiedzie. Ponieważ w Puttaparthi było bardzo gorąco, Swami mówił starszym, żeby odpoczywali, a potem udawał, że sam odpoczywa w swoim pokoju. W rzeczywistości jednak Swami cicho wychodził i wzywał nas, wszystkie dzieci, trzymając palec na ustach, ostrzegając, by nie czynić żadnego hałasu. Szliśmy za Swamim, a On obmyślał dla nas zabawy. Choć Swami był dużo starszy od nas, z powodu swojej młodej twarzy i ciała wyglądał jak mój brat Murthy, wówczas mający 14 lat. Swami angażował każdego z nas po równi we wszystkie gry, takie jak zabawa w chowanego, budowanie kruczych gniazd na piasku, skakanie, ciuciubabkę, chodzenie po drzewach i wiele innych. Czas leciał, a my nigdy nie czuliśmy zmęczenia ani pragnienia. Czasami Swami kazał nam usiąść i opowiadał krótkie, zabawne opowieści, od których brzuchy bolały nas ze śmiechu. A w pewnej chwili kończył nagle całe to przedstawienie i znikał w © Organizacja Sathya Sai w Polsce 51 Sanathana Sarathi 11/2010 swoim pokoju. Kiedy dorośli budzili się, przypuszczali, że Swami także odpoczywał w swoim pokoju i nigdy nie uwierzyliby, że bawił się z nami, nawet gdybyśmy upierali się, że tak było. Kolejną z moich najlepszych rozrywek było bieganie za Swamim w stronę rzeki Ćitrawati. Swami nigdy nie szedł wolnym krokiem, a młodzi i starzy biegli za Nim jak cielęta za krową. Przy takiej prędkości powinniśmy docierać do łożyska rzeki w dziesięć minut, ale to się nigdy nie zdarzało, bo po drodze działo się tyle różnych i ciekawych rzeczy, przynoszących wszystkim radość i poruszenie. Częstokroć Swami nagle znikał, a my wszyscy szukaliśmy Go za krzakami, drzewami, pagórkami itp. Całkowicie wyczerpani siadaliśmy na ziemi i ku naszemu zaskoczeniu Swami wyłaniał się z tego samego krzewu, w którym Go szukaliśmy. Za każdym razem, gdy musieliśmy wracać z Puttaparthi do naszej wioski, Kuppam, pogrążało nas to w smutku na całe dnie przed tą podróżą i już po przybyciu do domu. Swami koił nas wtedy jak boska matka. Przed wyjazdem z Puttaparthi żelazną zasadą była przez wiele lat rozmowa z Nim, w której brali udział jedynie członkowie naszej rodziny. Najlepszą częścią takich spotkań była dla mnie „Pada Pudża” (oddanie czci stopom Swamiego), gdyż każdy z nas miał wówczas sposobność obmycia Mu stóp. Swami stawiał stopy na wielkim talerzu, a my zaczynaliśmy myć je wodą i wodą różaną, wycieraliśmy potem do sucha, smarowaliśmy pastą z kurkumy, aż stawały się jasnożółte, potem zaś nanosiliśmy na nie ogromne, czerwone kropki z kumkum. Przez cały ten czas Swami cierpliwie, z uśmiechem przyglądał się, jak to robimy. Kiedy starszych zaprzątała rozmowa z Nim o wielu sprawach, my, dzieci, zajmowałyśmy się nabieraniem do butelek tej wody różanej, która później miała być używana jako prasadam. Przez całe miesiące spożywaliśmy w małych ilościach tę świętą wodę. Odwiedziny Swamiego w Kuppam Pewnego pięknego dnia w lipcu 1947 roku otrzymaliśmy w Puttaparthi bardzo dobrą wiadomość. Swami przychylił się do prośby naszej rodziny i oznajmił, że odwiedzi naszą rodzimą wieś Kuppam. Nasza radość nie znała granic! Wówczas to po raz pierwszy pojechaliśmy z powrotem do naszej wioski bez smutku i zajęliśmy się przygotowaniami do odwiedzin Swamiego. Przeklinaliśmy wóz, który wlókł się jak ślimak; przeklinaliśmy autobus, który poruszał się jak wóz; przeklinaliśmy pociąg pasażerski, zatrzymujący się na każdej małej stacji. W końcu dotarliśmy do domu. Każdy żwawo zabrał się do różnych zadań, a ja po prostu oglądałam to z przyjemnością, dzieląc z nimi rozpierający ich bezgraniczny zapał. W ciągu dwóch dni, z pomocą wielu ludzi, nasz wielki dom zaczął błyszczeć, a ogromna, otwarta przestrzeń dokoła lśniła czystością. Następne dwa dni przeznaczone zostały na ozdabianie wnętrza domu i robienie różnych kwietnych wieńców. Swami przyjechał z panią Sakammą i Śri Subbą Radżu, aby zatrzymać się u nas na pięć dni. Wszystkich nas uskrzydlała radość z Jego darśanu i bhadźanów, odbywających się na naszej posesji. Mimo późnego wieczora - kiedy to przybył Swami – zgotowaliśmy mu królewskie przyjęcie z wieńcami z kwiatów oraz arati. Swami lubił nosić wieńce różnego rodzaju. W ciągu następnych dwóch dni Swami rozmawiał z wieloma grupami ludzi i odwiedził różne miejsca w naszej wsi. Przybywały ogromne tłumy, aby otrzymać Jego darśan, którego udzielał z otwartego tarasu naszego domu. Wszyscy chodziliśmy do jednej szkoły, znajdującej się przed naszym domem. W tamtych czasach nie było rzeczą zwyczajną, aby uczniowie rozmawiali z nauczycielami – utrzymywaliśmy bezpieczną odległość od starszych wykładowców i kierownika. Gdy wielu z nich rozmawiało w pokorny sposób z moimi braćmi i siostrami, byłam wstrząśnięta. Spytałam o to dziwne zachowanie matkę, która dumnie obwieściła: „Przez wszystkie te lata krytykowali Swamiego i nasze częste odwiedziny w Puttaparthi, ale teraz czczą Go.” Pamiętam bardzo dobrze godzinną podróż wąską drogą do domu po naszych przodkach w Wasanadu, z przepuszczaniem wolich zaprzęgów, stad owiec i bydła. Nasza dziewięcioosobowa rodzina zajmowała jedną część domu, inne zaś pomieszczenia – członkowie rodzin trzech braci mojego ojca - może sześć osób. Chcieliśmy zrobić coś szczególnego dla Swamiego, trzymając to w tajemnicy. Przygotowaliśmy potężne łoże – w postaci węża Adiśeszy o siedmiu głowach, © Organizacja Sathya Sai w Polsce 52 Sanathana Sarathi 11/2010 napociwszy się przy tym i natrudziwszy. Nikt o tym nie wiedział, wyjąwszy członków naszej rodziny, ale oczywiście Swami wiedział, co się dzieje. Nagle wszedł do tego pokoju i z wielkim uznaniem i radością spoczął na tym wężowym łożu. Dużo rozmawialiśmy ze Swamim. Jego siedmiodniowy pobyt minął jak siedem minut. W następnym roku, 1948, wyszła za mąż moja siostra Widźaja, a Swami przyjechał do Kuppam na dwa dni. Swamiego czekało wspaniałe przyjęcie oraz przygotowano dlań piękny tron. Swami zaskoczył wszystkich, zmuszając nowożeńców do zajęcia tronu, podczas gdy sam wolał usiąść na dywanie. Swami przez dwie godziny oczarowywał tłum śpiewając kirtany i klasyczne utwory. Ludzie, zapomniawszy o samych sobie, kołysali się po prostu w zachwycie, słuchając tego boskiego głosu, nie zdając sobie sprawy z upływu czasu. Jeszcze po 62 latach nie mogę zapomnieć tych drogocennych chwil w swym życiu. Dokonanie jednego czynu prawdziwej służby Bogu zbierze Jego łaskę bardziej niż wysłuchanie stu wykładów lub ich wygłoszenie. Baba RELIGIA SAI Jeśli jakaś religia chce rozszerzyć swój wpływ, ucieka się do oczerniania innych religii i wywyższania własnej doskonałości. Wystawność i reklama stają się ważniejsze od postępowania i wiary. Wolą Sai jest jednak to, żeby czciciele każdej religii rozwijali wiarę w jej wielkość i uświadamiali sobie jej znaczenie poprzez własne, właściwe postępowanie. Oto religia Sai – religia, która karmi i wspiera wszystkie religie oraz podkreśla ich wspólną wielkość. Przyjmijcie tę religię, śmiało i radośnie. Baba © Organizacja Sathya Sai w Polsce 53