sanathana sarathi - Stowarzyszenie Sathya Sai

Transkrypt

sanathana sarathi - Stowarzyszenie Sathya Sai
Sanathana Sarathi 11/2010
SANATHANA SARATHI
Pismo poświęcone moralnemu i duchowemu rozwojowi ludzkości poprzez
SATJĘ * DHARMĘ * ŚANTI * PREMĘ * AHIMSĘ
(PRAWDĘ*PRAWOŚĆ*POKÓJ*MIŁOŚĆ*NIEKRZYWDZENIE)
85 rok zstąpienia na ziemię
Wydanie specjalne - listopad 2010
Niniejsze wydanie 'Sanathana Sarathi' jest poświęcone
lotosowym stopom Bhagawana Śri Sathya Sai Baby
z okazji Jego 85 urodzin, 23 listopada 2010 roku
Bez względu na wagę trudności, wobec jakich staniesz,
możesz je łatwo rozwiązać trzymając się prawdy.
Nie ma na tym świecie nic, czego prawda nie może osiągnąć.
Baba
Tłumaczenie z ang.: Grzegorz Leończuk
Redakcja: Bogusław Posmyk
© Organizacja Sathya Sai w Polsce
1
Sanathana Sarathi 11/2010
SPIS TREŚCI
Uczyń prawdę wiodącą zasadą twojego życia
Przemówienie Bhagawana z 2 lipca 1996 roku
Nauka i duchowość dopełniają się nawzajem
Wywiad
Odwiedziny Bhagawana w Radżahmundry: 22-26 stycznia 1969
B.W. Ramana Rao
Uroczystości w Prasanthi Nilajam
Sprawozdanie
Boska miłość w Afryce Wschodniej
Indulal Śah, Saria Śah
Doświadczanie błogości, jaką jest podróżowanie z Bhagawanem
gen. maj. S.P. Mahadewan
Nowiny z ośrodków Sai
Uświadom sobie boskość i stań się boski
Z naszych archiwów
Moje podróże z Bhagawanem do Kodaikanal
T.G. Krisznamurthy
Moje podróże z Sai
dr K. Bhaskar Rao
Wskrzeszenie
Blask boskiej chwały
Odwiedziny Bhagawana w Karur w 1947 roku
Widźajamma
Zachwycające półwiecze boskiej łaski
Krisznadas Eradi, Haridas Eradi
Bóg kocha swoich wielbicieli
Ćinna Katha
Dwie pamiętne wycieczki z Bhagawanem do Mumbaju
dr T. Rawikumar
Wspaniała podróż z Bhagawanem Śri Sathya Sai Babą
Prema Kanakaradźa Gupta
© Organizacja Sathya Sai w Polsce
2
Sanathana Sarathi 11/2010
Od Redakcji
PODRÓŻ Z SAI: opowieści wielbicieli
Niniejsze szczególne wydanie „Sanathana Sarathi” - „Podróż z Sai: opowieści wielbicieli”
zawiera opowieści z pierwszej ręki, mówiące o kilku podróżach Bhagawana na początku Jego
działalności, przekazane przez tych szczęśliwych wielbicieli, którzy podróżowali z Nim w
samochodzie lub też byli blisko związani z Jego podróżami.
Jak mówi Bhagawan, człowiek nie może zrozumieć Boga – ale może doświadczyć Boga i
czerpać z tego błogość. Ogłosiwszy, że jest awatarem, co stało się 20 października 1940 roku w
Urawakondzie, gdzie był uczniem szkoły średniej, Bhagawan rozpoczął misję obdarzania ludzkości
błogim doświadczeniem swojej boskości. Podejmował długie podróże, przemierzając setki tysięcy
kilometrów, głównie drogami [a nie pociągiem czy samolotem], docierając do mieszkańców nawet
odległych wiosek, aby dać im bezpośrednie doświadczenie swej boskości. Powiedział ludziom
jednoznacznie, że Bóg przyjął ciało na ziemi, żeby przynieść człowiekowi ulgę w jego cierpieniach,
poprowadzić go na drogę prowadzącą do Boga i aby odkupić jego życie. Prości ludzie wsi, o
czystych sercach, gromadzili się tysiącami, aby Go słuchać i doznawać Jego wszechobecności,
wszechwiedzy i wszechmocy, tak jak pasterze z Brindawan, kiedy w czasach dwapara jugi znalazł
się wśród nich Kriszna.
Te podróże Bhagawana pokazały, że Jego miłość do wielbicieli nie zna granic, że
bezgraniczne są Jego współczucie i dobroć. Żadna fizyczna niewygoda nie mogła go powstrzymać.
Ani palący żar letniego słońca czy też ulewa, ani nużąca podróż w pyle, szlakami wolich zaprzęgów
czy też wędrówka po otwartym polu, gdzie nie istniała żadna droga - nic nie mogło stanąć na
drodze pomiędzy Nim a Jego wielbicielami. Pomimo uciążliwości czy długich godzin podróży,
trwającej czasem od wczesnego poranka do północy, Jego współtowarzysze podróży nigdy nie
widzieli śladu zmęczenia na Jego twarzy, która zawsze była promienna i świeża, jak róża w pełni
rozkwitu.
Mówi się, że jeśli zrobisz jeden krok w stronę Boga, On uczyni sto w twoim kierunku.
Jednak współczujący Sai wykonuje tysiące kroków w stronę człowieka, który nie uczynił doń nawet
tego jednego kroku. Dzisiejsze pokolenie ma naprawdę szczęście, widząc obok siebie
współczującego Pana– codziennie hojnie obsypującego miłością i błogosławieństwami ogromne
tłumy ludzi. Dlatego naszym świętym obowiązkiem jest wyrażanie wdzięczności Bhagawanowi za
Jego obfite łaski dla nas wszystkich. Być może, jednym z najlepszych sposobów odwdzięczenia się
byłoby odnalezienie wszystkich tamtych miejsc, uświęconych dotknięciem lotosowych stóp
Bhagawana i zainicjowanie ich jako miejsc pielgrzymkowych dla przyszłych pokoleń. Byłby to bez
wątpienia najlepszy hołd dla Bhagawana na Jego 85 urodziny.
Wydawca
© Organizacja Sathya Sai w Polsce
3
Sanathana Sarathi 11/2010
Uczyńcie prawdę przewodnią zasadą swojego życia
Dyskurs Bhagawana z 2 lipca 1996 roku wygłoszony w Prasanthi Nilajam.
Ucieleśnienia miłości!
Sathja, dharma,śanthi, prema, ahimsa (prawda, prawość, pokój, miłość, niekrzywdzenie) są
zaprawdę pięcioma zasadami życiowymi człowieka. Prawda jest postacią samego Boga.
Ludzie myślą, że człowieczeństwo polega na wykonywaniu zwykłych czynności, które
człowiek powinien wypełniać w codziennym życiu. Ale czynności te są jedynie działaniami
ziemskimi, nie duchowymi. Opowiadanie o zdarzeniach - takich, jakimi one są, jak się je widzi i jak
się je tworzy, stanowi jedynie doczesną prawdę. Prawda duchowa jest inna. Istnieje poza obszarem
czasu, przestrzeni i uwarunkowań – nie odnosi się do żadnego czasu, miejsca czy osoby. Przekracza
trzy guny (jakości): sattwę, radżas i tamas (harmonię, namiętność i gnuśność). Ta prawda jest
doprawdy Bogiem. Wszystko z tej prawdy się wyłania.
Stworzenie wyłania się z prawdy
i łączy się w jedno z prawdą.
Czy jest we wszechświecie jakieś miejsce,
gdzie nie istnieje prawda?
Uzmysłówcie sobie tę czystą i nieskazitelną prawdę.
Wszystkie pięć żywiołów (elementów) wyłoniło się z prawdy. Niezdolni do zrozumienia tej
prawdy, uważamy za nią realia ziemskie i fizyczne. Prawdą ziemską jest to, co widzi się oczami,
słyszy uszami i o czym myśli się umysłem. Ta doczesna prawda jest przyczyną zarówno szczęścia,
jak i smutku. Oznacza ona rzeczywistość ziemską, która z upływem czasu ulega zmianom.
Tymczasem prawda duchowa nie zmienia się w żadnym z trzech przedziałów czasu. Dlatego mówi
się: Trikalabadhjam sathyam (Prawda pozostaje niezmienną w trzech przedziałach czasu przeszłości, teraźniejszości i przyszłości). Prawda ta jest podstawą całego stworzenia. Co
rozumiemy przez 'satjam' (prawdę),która składa się z trzech liter - Sat+j+am?
'Sat' oznacza zasadę życia; 'j' - pożywienie, a 'am' znaczy słońce. Każda istota jest
obdarzona energią życia, która opiera się na pożywieniu. Słońce jest przyczyną wegetacji oraz
zbiorów, które zapewniają pożywienie człowiekowi. Prawdę stanowi połączenie energii życia,
pożywienia i słońca. Wszystkie one są ucieleśnieniami Brahmana. Życie to Brahman, jedzenie jest
Brahmanem i słońce jest Brahmanem.
Satja składa się z trzech liter: 'Sa', 'ta' i 'ja'. Jeśli odwrócimy kolejność tych liter,
otrzymujemy 'Ja', 'ta' i 'sa'. 'Ja' oznacza jamy i nijamy; 'ta' oznacza tapę, a 'sa' - Boga, który jest
ucieleśnieniem prawdy. Dlatego też, jeśli dokonujesz pokuty, przestrzegając jam i nijam (zakazów i
nakazów), dostąpisz widzenia Boga. Oto co znaczy satja. Trzymanie się jam i nijam oznacza
panowanie nad pięcioma zmysłami postrzegania oraz pięcioma narządami działania. Powinieneś
panować nad zmysłami i prowadzić tapę (ascezę). Czym jest asceza? Nie jest to przyjmowanie
pozycji do góry nogami. Prawdziwym znaczeniem tapy jest trikarana śuddhi (jedność myśli, słów i
czynów). Mów to, co myślisz, a rób to, co mówisz. Ta zgodność myśli, słów i czynów tworzy
trikaranę śuddhi. Widzenie Boga możesz uzyskać dopiero wtedy, gdy będziesz przestrzegać
trikaranę śuddhi wraz z jamami i nijamami. Sathyam Dźnanam Anantham Brahma (Brahman jest
ucieleśnieniem prawdy, mądrości i nieskończoności). Prawda jest wiedzą, wiedza jest bezkresem, a
Bóg jest nieskończony. Brahman oznacza nieskończoność i bezmiar. Stąd też prawda jest kształtem
Boga. Człowiek dzisiejszy uważa jednak rzeczywistość doczesną za prawdę. Zapomina o prawdzie
© Organizacja Sathya Sai w Polsce
4
Sanathana Sarathi 11/2010
duchowej, wybiera drogę niewiedzy i nie jest zdolny dostrzec światła wiedzy.
Prawda duchowa jest niezmienna
Według starożytnej tradycji indyjskiej życie człowieka jest podzielone na cztery okresy aśramy. Są to: brahmaćarja, grihasta, wanaprasta i sannjasa (celibat, życie rodzinne, odosobnienie i
wyrzeczenie). Są to cztery etapy w życiu człowieka, ale jest to jedynie prawda doczesna. Przez te
cztery etapy przechodzi jedna i ta sama osoba. Zmieniają się te etapy, ale nie osoba. To co się
zmienia jest prawdą doczesną, a to co pozostaje niezmienne jest prawdą duchową. Ta niezmienna
prawda jest fundamentem. Na fundamencie satji stoi pałac dharmy. Można temu pałacowi nadać
dowolną barwę i nazwę; można go ozdabiać w dowolny sposób. Jednak fundament, satja, pozostaje
niezmienny. Satjannasti paro dharma (Nie ma większej dharmy nad trzymanie się prawdy). Satja
jest podstawą dharmy. Dharma jest podpierana i podtrzymywana przez satję, która jest
fundamentem wszystkiego. Niestety, człowiek zapomniał dzisiaj o zasadzie prawdy. Nasza
starożytna kultura wedyjska uczy: Satjam wada, dharmam ćara (Mów prawdę, postępuj w sposób
prawy). Dziś jednak na tysiąc ludzi, a nawet na milion, nie ma nikogo, kto trzymałby się prawdy.
Ludzie odprawiają Satjanarajana wratę (oddają cześć Satjanarajanie) raz w roku, ale na resztę roku
wybierają drogę nieprawdy. Od czasu do czasu mówią prawdę i się jej trzymają, ale przez resztę
życia trzymają się nieprawdy. To nie jest człowieczeństwo. Prawdziwe człowieczeństwo polega na
trzymaniu się prawdy przez całe życie.
Jesteście ucieleśnieniami anandy
Co oznacza człowieczeństwo? Człowieczeństwem jest takie postępowanie, w którym nie
kierujemy się niewiedzą. Człowiek powinien opierać swe życie na prawdzie. Dopiero wówczas
można go nazywać manawą (ludzką istotą) w prawdziwym znaczeniu tego słowa. Składa się ono z
trzech liter: 'ma', 'na', wa'. 'Ma' oznacza niewiedzę, 'na' znaczy 'bez', zaś 'wa' oznacza prowadzenie
się. Stąd manawą jest ten, kto wiedzie życie bez niewiedzy. Jeśli definiujemy słowo manawa w inny
sposób, można je rozdzielić na dwie części: 'ma' i 'nawa'. 'Ma' znaczy 'nie', a 'nawa' znaczy nowy.
Zatem określenie 'manawa' odnosi się do tego, kto nie jest nowy. Nie jest to ktoś, kto zaistniał
dopiero wraz z tymi narodzinami. Jest on starożytny i wieczny. Określenie 'manawa' dowodzi tych
prawd. Dlatego też człowiek powinien poświęcać swe życie tym pierwiastkom prawdy i
człowieczeństwa.
Celem życia ludzkiego jest doświadczanie Sat-Ćit-Anandy. 'Sat' oznacza byt, który jest
wieczny. 'Ćit' oznacza świadomość, oznacza będącą też wiedzą. Kiedy człowiek połączy 'Sat' i
'Ćit', doświadczy w naturalny sposób anandy (błogości). Ponieważ człowiek nie jest w stanie
doświadczyć anandy, ciągle szuka jej - to tu, to tam. Naprawdę, błogość jest istotą człowieka.
Niezdolny do uświadomienia sobie tej prawdy, człowiek szuka błogości gdzie indziej. Wędruje tu i
tam w poszukiwaniu siebie samego! Jakże głupi jest ten, kto szuka gdzieś własnej postaci! Czy
możesz znaleźć siebie gdzie indziej? Ludzie pragną anandy mówiąc: „Chcę anandy, chcę anandy”.
Ciągle dociekają, jakiż to przedmiot czy osoba może dać im anandę. Próbują zdobywać różne
ziemskie rzeczy i spotykać się z różnymi ludźmi, żeby czerpać z tego anandę. Podejmują różne
wysiłki, aby ją zyskać. Ale w rzeczach, osobach i doczesnych gonitwach nie ma anandy. Ananda
jest w tobie. Ty sam jesteś właśnie postacią anandy. Właściwie jesteś zatopiony w oceanie anandy.
Bańka wodna powstaje z wody, rośnie w wodzie i łączy się w jedno z wodą.
Człowiek to wodny bąbel, a Bóg to woda.
Zrozumcie tę prawdę, o dzielni synowie Bharatu!
Czy potrzeba szukać anandy w jakimś innym miejscu? Ponieważ człowiek nie jest w stanie
uświadomić sobie tej prawdy, stał się nieukiem. Jest to skutek maji (złudzenia).
© Organizacja Sathya Sai w Polsce
5
Sanathana Sarathi 11/2010
Życie to złudzenie,
doczesne przywiązania są złudzeniem,
życie rodzinne to złudzenie,
śmierć jest złudzeniem,
dlaczegóż to człowiek pada ofiarą złudzenia?
Ty sam jesteś przyczyną złudzenia. Maji nigdzie nie zobaczysz. Tak naprawdę, maja w
ogóle nie istnieje. Ponieważ istnieje nigdzie, jest nazywana mają. Gdzie jest maja? Mógłbyś ją
zobaczyć tylko wtedy, gdyby istniała. W ciemności bierzesz linę za węża. Z powodu takiej myśli
wynikłej ze złudzenia, rzucasz się do ucieczki przed liną. Jeśli zaświecisz latarkę, uświadomisz
sobie, że to tylko lina. Wówczas twój strach zniknie. Nawet weźmiesz tę linę w ręce. Kiedy błędnie
brałeś ją za węża, była to i tak tylko lina. Teraz, kiedy zobaczyłeś, że to lina, jest to nadal lina.
Kiedy świecisz na nią światłem, wąż nie ucieka, a na jego miejscu nie pojawia się lina. Podobnie,
jesteś ucieleśnieniem anandy, niezależnie od tego, czy o tym wiesz, czy nie. To, że czujesz, iż
straciłeś swoją anandę, jest jedynie skutkiem złudzenia. Jeśli pozbędziesz się niewiedzy i osiągniesz
dźńanę, uświadomisz sobie, że jesteś ucieleśnieniem anandy. Ten boski pierwiastek błogości ani nie
przychodzi, ani nie odchodzi. Kiedy poznasz prawdę, będziesz wiedział wszystko. Jaka to prawda?
Jest nią trikarana śuddhi. Powinieneś mówić to, co myślisz, a robić to co mówisz. Jedność myśli,
słów i czynów jest prawdą. Istnieje bliski związek pomiędzy myślą, słowem i czynem.
Któregoś dnia powiedziałem wam, że aham (ja) narodziło się z atmy. Dlatego aham jest
synem atmy. Z aham narodził się umysł, stąd jest on wnukiem atmy. Mowa zrodziła z się z umysłu.
Dlatego jest ona prawnuczką atmy. Zatem atma, aham, umysł i mowa należą wszystkie do jednej
rodziny. Taka sama bliska więź powinna być pomiędzy sercem a mową, jak również pomiędzy
mową i działaniem. Zgodność serca, mowy i działania to trikarana śuddhi i to ona jest satją. Satja
nie ogranicza się do mówienia tego, co się widzi i słyszy. Satja jest istotą ciebie. Co powoduje, że
zapominasz o tej prawdzie? Można to ustalić posługując się doczesnymi przykładami.
Zawsze przyjmuj schronienie w prawdzie
Studenci! Może nie przeżyliście tego, ale prawdą jest, że człowiek musi przejść przez wiele
trudności, gdy zawrze małżeństwo. W samsarze (życiu doczesnym) nie ma prawdziwego szczęścia.
Słowo „samsara” oznacza niedostatek 'sary' – sedna, esencji. W samsarze można doświadczyć
tylko trochę szczęścia. Kiedy żenisz się, w rodzinie zaczynają się kłopoty i zamieszanie. Twoje
kłopoty zwielokrotnią się, gdy będziesz miał dwie żony. Ojciec Dhruwy, Uttanapada, miał dwie
żony i musiał stawiać czoła olbrzymim trudnościom. Druga z jego żon nie pozwalała Dhruwie
siadać na kolanach ojca, ponieważ chłopiec urodził się z jego pierwszej żony. Zaczęła spierać się z
królem Uttanapadą o to, że tylko jej syn ma prawo siadać mu na kolanach. W rezultacie Dhruwa
odszedł do lasu, a król przeżywał udręki. Znacie też opowieść o Daśaracie, który miał trzy żony.
Całkowicie ulegał życzeniom swojej trzeciej żony i posłał Śri Ramę, urodzonego z jego pierwszej
żony, do lasu, mimo że Rama był wcieleniem Pana Narajany. Jakiż więc czeka los kogoś, kto ma
dziesięć żon?
A kto ma dziesięć żon? Umysł. Jego dziesięć żon to zmysły człowieka. Na jakież wielkie
cierpienia wystawiany jest umysł przez te dziesięć zmysłów! Oczy żądają: „Kup nam telewizor i
zabierz nas do dobrego kina”. Potem zaczyna dawać mu się we znaki język: „Przynieś mi
najpyszniejsze masala dośa, dahi wada”. Nos mówi: „Przynieś mi jakiś pachnący kwiat”. Uszy chcą
słuchać dobrej muzyki. Jak można zaspokoić pragnienia wszystkich zmysłów? Trudno w pełni
zaspokoić nawet jeden ze zmysłów. Jak więc zaspokoić dziesięć? Nie mogąc ich zaspokoić, umysł
doświadcza niesłychanych niedoli. Aż w końcu zaczyna się modlić: „O Boże, nie chcę tej samsary”.
© Organizacja Sathya Sai w Polsce
6
Sanathana Sarathi 11/2010
I podejmuje wysiłki, żeby zapanować nad zmysłami. Jakież są te zmartwienia, trapiące umysł?
Urodzić się to zmartwienie, życie na ziemi jest zmartwieniem, świat jest przyczyną zmartwienia i
śmierć również. Całe dzieciństwo jest zmartwieniem, podobnie i starość. Życie jest zmartwieniem,
porażka jest zmartwieniem, wszystkie działania i trudności powodują zmartwienia, nawet szczęście
jest również w pewnym sensie tajemniczym zmartwieniem. Jedynie oddanie dla Swamiego położy
kres wszystkim twoim zmartwieniom. O ludzie! Rozwijajcie takie oddanie i miłość.
Jedynie prawda odnosi zwycięstwo
Następnie umysł zaczyna modlić się: „O Panie, nie mogę już dłużej znieść tego cierpienia.
Przyjdź mi łaskawie na ratunek”. Do tego czasu nie myśli o Bogu. Ludzie modlą się jedynie wtedy,
gdy przychodzą trudności. Kiedy trapią cię zmartwienia? Wtedy, gdy zapominasz o prawdzie.
Przyczyną wszystkich zmartwień dzisiejszego człowieka jest to, że zapomniał o prawdzie. Podążaj
za prawdą, a odniesiesz powodzenie we wszystkich dziedzinach życia. Zwycięstwo zawsze
przychyla się w stronę tych, co idą za prawdą. Nie zwyciężysz przez swoją siłę fizyczną, moc
intelektu, olbrzymie bogactwa i licznych stronników. Wszystko to nie może zastąpić prawdy. To
prawda odnosi prawdziwe zwycięstwo. Na tym świecie nie ma nic, co mogłoby zwyciężyć z
prawdą. Satjamewa dźajate (jedynie prawda odnosi zwycięstwo). Nic innego nie może zwyciężyć.
Ekam sat wiprah bahudha wadanti (prawda jest jedna, ale mędrcy nazywają ją różnymi słowami).
Jeśli idziesz za prawdą, możesz odnieść powodzenie we wszystkich swych usiłowaniach.
Bez względu na to, z jak poważną trudnością przychodzi ci się zmierzyć, łatwo ją rozwiążesz
trzymając się prawdy. Prawda może osiągnąć wszystko. Satja ma tak wielką siłę, że może zmienić
ziemię w niebo, a niebo w ziemię. Dlatego zawsze przyjmuj schronienie w prawdzie. Prawda jest
Bogiem. Życie nie ma znaczenia, jeśli zapomnisz o prawdzie. Ludzie na tym świecie są ofiarami tak
wielu trudności i cierpień tylko dlatego, że zapomnieli o prawdzie. Jeśli zapominasz o prawdzie, a
szukasz schronienia w czymś innym, nie możesz odnieść zwycięstwa. Możesz piastować wysokie
stanowisko i posiadać wysokie stopnie naukowe, ale nie mogą cię one doprowadzić do prawdy. Co
jest tego powodem? To, że są to tylko osiągnięcia doczesne i prowadzą tylko do celów ziemskich.
Satja prowadzi na drogę niwritti (nieprzywiązania). Jedynie kiedy uświadomisz sobie tę prawdę,
możesz odnieść zwycięstwo w życiu.
Studenci! Podczas każdej przeciwności w życiu miejcie satję przed oczyma jako
przewodnika. W każdych okolicznościach dotrzymujcie obietnicy. Jeśli obiecaliście coś komuś,
powinniście dotrzymywać tego do ostatniego tchu swego życia. Kiedy Wamana poprosił o trzy
stopy ziemi, Bali obiecał dać mu to. Nauczyciel Balego, Śukraćarja, zabronił mu spełnić życzenie
Wamany. Na to Bali powiedział: „Czyż jest gorszy grzech niż podeptanie własnej obietnicy? Dałem
mu swoje słowo; nie będę go łamał - niech się dzieje co chce”. Powinniście naśladować takie
wzorce i prowadzić życie oparte na prawdzie. Świat ocaleje jedynie wtedy, gdy ludzie będą
trzymać się zasady prawdy. Czy ludzie idą dziś drogą prawdy i prawości? Nie. Słuchają licznych
przemówień, czytają tysiące książek i chodzą na spotkania z setkami szlachetnych dusz. Czego się
jednak trzymają? Co praktykują? Czego doświadczają? W ogóle niczego.
Pozbądź się dwoistości umysłu
Wielu ludzi nazywa siebie panditami (uczonymi). Co oznacza pojęcie pandit? Czy to ten,
kto opanował Wedy, święte teksty, opowieści o bohaterach i teksty mitologiczne? Czy też ten, kto
jest wielkim wykładowcą pism świętych? A może to ten, kto zgromadził olbrzymią wiedzę? Nie,
nie. Bhagawadgita obala takie stwierdzenia i oświadcza: pandita samadarsina (panditem jest ten,
© Organizacja Sathya Sai w Polsce
7
Sanathana Sarathi 11/2010
kto jest zrównoważony). Prawdziwy pandit posiada równowagę umysłu. Zachowuje równowagę w
szczęściu i smutku, przy pochwałach i drwinach, przyjemności i bólu. Jest obojętny na gorąco i
zimno. Te dwoistości są częścią doczesnego życia. Kiedy cierpisz od upału lata, to pragniesz chłodu
zimy. Jednak jak długo możesz cieszyć się chłodem zimy? Zapragniesz znowu upału lata. Kiedy
upał jest dotkliwy, powiesz: „O Boże, nie mogę znieść tego gorąca” i zapragniesz chłodu. Czy
jednak ten upał i chłód znajdują się pod twoją władzą? Nie. Są one darami Boga.
Dwoistości te są cechą tego świata. Człowiek może cieszyć się życiem i doświadczać
pokoju i szczęścia jedynie z powodu tych dwoistości. Nikt nie chce jeść przez cały czas słodyczy.
Jeśli będziesz jadł przez dziesięć dni słodycze, jedenastego dnia będziesz miał ochotę na marynaty.
Jeśli będziesz jadł przez parę dni marynaty, to zapragniesz słodyczy.
Sukhadukhe samekruthwa labhalabhau dźaja dźajau (Pozostaj zrównoważony w szczęściu i
smutku, zysku i stracie, zwycięstwie i klęsce). Przyjemność i ból, zysk i strata, są czymś
oczywistym na tym świecie. Jednak w tej dwoistości człowiek powinien zachowywać równowagę
umysłu. Nie powinien skupiać umysłu na dwoistości jedynie dlatego, że jest jej tak wiele na
świecie. Człowiek z dwoistym umysłem jest na wpół ślepy. Nie miej więc dwoistego umysłu.
Umysł człowieka wychyla się jak wahadło zegara - to w jedną, to w drugą stronę. Dopóki
trwa to wahanie się umysłu, człowiek będzie doznawał jedynie dwoistości. Jednak kiedy wahadło
się zatrzyma, umysł stanie się spokojny i stabilny. Dopiero wówczas doświadczy on jedności dźiwy
(wcielonej duszy) i Brahmana (Boga). Dlatego człowiek powinien starać się panować nad
wybrykami swego umysłu. Jak długo umysł faluje, jesteś skrępowany czasem. Kiedy umysł
uspokoi się, a ty uświadomisz sobie pierwiastek jedności, wykroczysz ponad czas. Czas to Bóg.
Kalaja namaha, kala kalaja namaha, kaladarpa damanaja namaha, kalatiitaja namaha,
kalaswarupaja namaha, kalanijamitaja (Pozdrowienia dla czasu, dla tego, kto jest ponad czasem,
dla tego, który pokonał czas,dla tego, co wykracza ponad czas, dla tego, który jest ucieleśnieniem
czasu i dla tego, który zarządza czasem).
Osiągnij cel podróży swego życia
Bóg jest panem czasu. Kiedy przyjmujesz schronienie w Bogu, czas nie ma siły uczynić ci
żadnej szkody. W gruncie rzeczy człowiek powinien stać się panem czasu. Prawdziwa istota ludzka
to ktoś, kto wykracza poza czas. Czas jest Bogiem. Bóg jest mieszkańcem twojego serca. Wielkość
człowieka jest niezmierzona, ponieważ w jego sercu jest osadzony sam Bóg. Bóg pomaga swoim
wielbicielom. Dlatego człowiek nie powinien myśleć o sobie, że jest kimś poślednim, w
jakikolwiek sensie. Dźantunam nara dźanma durlabham (spośród wszystkich żywych istot,
narodziny w ludzkiej postaci są najrzadsze.) Urodzić się jako człowiek jest rzadkim szczęściem.
Nigdy nie poniżajcie ludzkich narodzin. Nara dźanma (ludzkie narodziny) muszą być ofiarowane
Narajanie. Jest to celem ludzkiego życia. Człowiek powinien wznieść się do poziomu boskości.
Powinien ewoluować ze zwierzęcości do człowieczeństwa, a od człowieczeństwa do boskości.
Niestety, człowiek dzisiejszy idzie w odwrotnym kierunku i stacza się do poziomu zwierząt. Nigdy
nie używaj tego „wstecznego biegu”. Zawsze używaj biegu „naprzód” i idź przed siebie. Gdzie
powinieneś się zatrzymać? Nie powinieneś zatrzymywać się, dopóki nie osiągniesz celu podróży
ludzkiego życia.
Jak powinieneś prowadzić swe życie? Powinieneś podążać za czterema F [angielska gra
słów], o których mówiłem wam wcześniej. Po pierwsze (follow): idź za mistrzem. Kto jest twoim
mistrzem? Twoje sumienie jest mistrzem. Po drugie: staw (face) czoła złu. Po trzecie: walcz (fight)
do końca. Po czwarte: zakończ (finish) tę grę. Taki jest cel życia i taka jest gra w życie.
Życie jest grą, graj w nią.
Życie jest snem, uświadom to sobie.
© Organizacja Sathya Sai w Polsce
8
Sanathana Sarathi 11/2010
Życie jest wyzwaniem, podejmij je.
Życie jest miłością, ciesz się nią.
Życie człowieka jest wypełnione tak głębokimi wewnętrznymi wartościami i tak wielkimi
tajemnicami! Dzisiejszy człowiek upadla tak święte, boskie, szlachetne i wzniosłe życie ludzkie.
Jaki jest tego powód? Taki, że zapomniał o prawdzie. Ludzie myślą, że trzy czwarte prawdy to
życie. Ale Ja tego nie przyjmuję. Co z pozostałą jedną czwartą? Nie trzy czwarte prawdy, ale cała
prawda jest życiem. Prawda jest Bogiem. Bóg jest pełnią. Purnamadah purnamidam purnat purnam
udaćjate purnasja purnamadaja purnamewa waśiśjate. (To jest pełne, tamto jest pełne. Kiedy z
pełnego zabierze się pełne, pozostaje pełne).
Bóg jest pełen, Ty jesteś pełen, świat jest pełen i wszystko jest pełne. Dlatego prawda jest
pełna, a pełnia jest prawdą. Uświadom sobie tę prawdę i nie uciekaj się do kłamstw. W sytuacji,
kiedy powiedzenie prawdy może być niebezpieczne lub może przysporzyć ci kłopotów, nie mów
ani prawdy, ani nieprawdy – zachowaj milczenie. Anudwega karam wakjam satjam prija-hitham ća
jat (Powinno się mówić jedynie słowa prawdy, słowa przyjemne, wypowiadane z dobrymi
zamiarami, słowa które są korzystne dla innych).
Módl się ze szczerymi uczuciami i czystym sercem
Kiedyś Pan Indra postanowił poddać sprawdzianowi pewnego wielkiego jogina, który przestrzegał
dwóch ślubów. Pierwszym było to, że nie będzie krzywdził ani przynosił szkody nikomu, zaś w
drugim ślubowaniu przyrzekał , że nie wypowie kłamstwa. Aby zastosować te ślubowania w życiu,
prowadził surową pokutę. Pan Indra przybył tam w postaci myśliwego ścigającego jelenia. Kiedy
jeleń dobiegł do jogina, ten otwarł oczy i zobaczył, żezwierzę ukryło się za krzakiem. Myśliwy
podszedł do jogina i spytał: „Swami, przybyłem tu, goniąc jelenia. Widziałeś go?” Jogin popadł w
rozterkę. Gdyby powiedział, że nie widział tego jelenia, równałoby się to powiedzeniu kłamstwa. Z
drugiej strony zaś, jeśli miałby ujawnić miejsce pobytu jelenia, myśliwy zabiłby zwierzę. W
każdym przypadku złamany zostałby jeden z jego ślubów. Wówczas pomodlił się do Boga, żeby dał
mu jakieś widzenie lub pomysł, dzięki któremu mógłby zachować oba śluby. Bóg natychmiast
obdarzył go widzeniem. Bóg od razu odpowiada na modlitwy tych, którzy modlą się do Niego w
czystości serca. Na modlitwy tych, co modlą się bez żadnej żarliwości, Bóg nie odpowiada, choćby
modlili się nie wiadomo jak długo. Ci, którzy modlą się ze szczerymi uczuciami, otrzymają od
Boga natychmiastową odpowiedź. Kiedy Bóg obdarzył go widzeniem, jogin powiedział do
myśliwego: „Oczy, które widzą, nie potrafią mówić, a język, który mówi nie potrafi widzieć. Co
więc mogę powiedzieć?” Oczy, które zobaczyły tego jelenia, nie umiały mówić. Język, który umie
mówić, nie widział jelenia. Widzenie jednej rzeczy a mówienie innej rzeczy równa się kłamstwu. W
ten sposób wybrnął z tego trudnego położenia.
Kiedykolwiek na tym świecie człowiek popadnie w taką rozterkę, powinien próbować z niej
uciec się wyplątać, odwołując się do tego sposobu. Nie mów prawdy, która prowadziłaby do
niebezpieczeństwa. Zarazem nie popełniaj grzechu przez mówienie kłamstwa. Idź drogą pośrednią,
ponieważ świat jest zwodniczy. Od najmłodszych lat nigdy nie kłam. W trudnym położeniu ani nie
mów kłamstwa, ani prawdy. Lepiej milcz.
(Bhagawan zakończył swoją mowę bhadźanem: 'Hej Śiwa Śankara Namami Śankara...')
© Organizacja Sathya Sai w Polsce
9
Sanathana Sarathi 11/2010
Nie możesz Mnie zrozumieć ani dzisiaj, ani nawet po tysiącu latach ascezy czy żarliwego
dociekania, choćby nawet cała ludzkość dołączyła do ciebie w tym wysiłku. Jednak w krótkim
czasie staniesz się świadomy błogości, jaką obdarza obficie boski pierwiastek, który przyjął na
siebie to święte ciało i to święte imię. Twoje szczęście, które zapewnia ci tę szansę, jest większe nad
to, które było w zasięgu pustelników, mnichów, mędrców, świętych a nawet osobistości
ucieleśniających boską chwałę.
Baba
NAUKA I DUCHOWOŚĆ DOPEŁNIAJĄ SIĘ WZAJEMNIE
Dr Wenkataraman, wybitny naukowiec i były zastępca rektora Instytutu Wyższego Nauczania Śri
Sathya Sai, który prowadził z wieloma wybitnymi osobami wywiady dla Radia Sai, sam udziela
wywiadu Śri Tedowi Henry.
- Doktorze Wenkataraman, to prawdziwa przyjemność rozmawiać dziś wieczorem z Panem
przy jednym stole. Ciekawi mnie jednak, czy nie czuje się Pan cokolwiek dziwnie, gdyż
zazwyczaj to Pan jest osobą, zadającą pytania. Moja rola jest łatwiejsza obecnie niż Pańska,
zgadza się?- To tak jakby uczeń siedział w oczekiwaniu na egzamin. Siedzę tu, nie wiedząc, jakie
pytania ma Pan zamiar zadać!
- Jest Pan człowiekiem nauki, a zawsze kazano mi wierzyć, że nauka i duchowość po prostu się
nie łączą. Czy jest Pan zaprzeczeniem tych zasad? Co spowodowało, że wszedł Pan do świata
obu tych dziedzin?- Rad jestem, że zadał Pan to pytanie. Muszę tu wyjaśnić kilka nieporozumień.
Pominę filozoficzną stronę całej sprawy, a skupię się na czysto ludzkiej. To, że naukowcy
wyśmiewają się z duchowości jest tylko współczesną modą. Jeśli cofniemy się wstecz, niezbyt
dawno, do czasów Newtona i Galileusza, stwierdzimy, że nauka i duchowość tworzyły doskonałe
połączenie. Nie jestem pewien, czy Pan wie o tym, że Newton chciał zostać księdzem. Głęboko
wierzył w Boga. Zawsze zadziwiała go moc Boga. Na przykład, wierzył w przestrzeń absolutną pojęcie w fizyce. Oczywiście obecnie wiemy, że nie ma żadnej absolutnej przestrzeni, jest jedynie
absolutna czasoprzestrzeń, ale to przyszło dopiero wraz z Albertem Einsteinem i jest to odrębna
opowieść. Newton jednak mówił, że musi być przestrzeń absolutna, inaczej nie będzie to spójne z
boskością. Podobnie, patrząc na kciuk stwierdził, że sam kciuk wystarczy do udowodnienia
istnienia Boga. Newton nie był osamotnioną osobliwością, jak mówimy w matematyce. Nie był w
ogóle żadnym wyjątkiem. Tego rodzaju odczucia wtedy przeważały. Jeszcze w latach 20. XX
wieku, Werner Heisenberg, który po raz pierwszy odkrył prawa fizyki kwantowej, napisał po tym
odkryciu list do siostry, w którym stwierdził: „Czułem się tak, jakbym zaglądał Bogu przez ramię,
kiedy układa On symfonię wszechświata”. Heisenberg zdobył Nagrodę Nobla. Charles Townes,
profesor z Kolumbii, który otrzymał Nagrodę Nobla za odkrycie zasady masera i lasera, powiedział:
„Nauka wyjaśnia „jak” wszechświata, natomiast filozofia duchowa i religia wyjaśniają „dlaczego”
wszechświata.”
- Kiedy „dlaczego” tak bardzo Pana zaciekawiło?
- Mój przypadek jest cokolwiek inny z tego prostego powodu, że, można rzec, prowadziłem
podwójne życie! Urodzony w Indiach, w tradycyjnej rodzinie, człowiek jest samo przez się
wystawiony na wpływ religii. Kiedy byłem małym chłopcem, dawano mi wiele książek,
© Organizacja Sathya Sai w Polsce
10
Sanathana Sarathi 11/2010
dotyczących naszych opowieści o bohaterach [eposów] – czytałem je i podobały mi się. Bóstwem,
które naprawdę mi się podobało, był Pana Rama, który stawał w obronie prawdy i prawości. Był on
doskonałą postacią i naturalnie wzbudzał wiele podziwu. Kiedy byłem chłopcem, wiele się słyszało
o Gandhim, a on zwykł czcić Pana Ramę. W rzeczy samej umarł on z imieniem Ramy na ustach.
Dlatego Rama stał się dla mnie kimś bardzo do przyjęcia szczególnie dzięki Gandhiemu. Kiedy
jednak rozpocząłem swoją karierę naukową, wówczas czasem myślałem o Bogu, a czasem o nauce.
Kiedy dorosłem i stałem się starszy i mądrzejszy, uświadomiłem sobie, że nauka to jedynie połowa
całej opowieści, brakującą połową jest duchowość, jak mówi Bhagawan Baba. Nie otrzyma się
całego obrazu, jeśli nie będzie się ich obu miało razem.
- Teraz pozwolę sobie zapytać o Babę. Jakie znaczenie ma w Pańskim życiu Sathya Sai Baba?
- Odpowiem krótko, inaczej potrzebowałbym wiele czasu na wyjaśnienie tego. Myślę, że Sathya Sai
Baba nie tylko mnie przekształcił, ale też uczynił moje życie znaczącym. Sprawił, iż uświadomiłem
sobie cel ludzkiego życia. Prawdziwym celem ludzkiego życia, tak jak teraz to widzę, jest
rozpoznanie boskości w człowieku. Wszystkie religie mówią: Bóg uczynił człowieka na Swoje
własne podobieństwo. Cóż, jeśli Bóg jest boski, człowiek również musi być boski, bo jest
wizerunkiem Boga!
- Wie Pan równie dobrze jak ja, że na całej naszej planecie są ludzie, którzy być może słyszą
imię Sai Baby po raz pierwszy. Kim jest Sai Baba? Czy przeniknął Pan zasłonę tej tajemnicy?
- Nie wiem czy mogę odpowiedzieć na to pytanie w całej jego rozciągłości, ponieważ wiem, że jest
On ucieleśnieniem Boga. Wiem o tym również drogą logicznego rozumowania. Jednak jako
człowiek wierzę, że to nie wystarczy. Muszę czuć to w swoim sercu. Jedynie wtedy mogę
powiedzieć, że przeniknąłem tę zasłonę. Czasem czuję to w ten sposób, a czasem nie. Po prostu mój
umysł wędruje, a serce nie jest dostrojone. Ale w głębi swego serca wiem, że jest On wcieleniem
Boga oraz czystą miłością i współczuciem. Co do tego nie mam żadnych wątpliwości.
To właśnie z powodu Swej czystej miłości dotknął On niezliczonych serc w niezliczonych krajach.
Są państwa, z których ludzie nie przyjechali, jak Kuba, ale jest On tam znany. Leonardo Gutter
powiedział mi, że na Kubie jest około 20 tysięcy zwolenników Sai Baby, z bratem Fidela Castro
włącznie!
- W jaki sposób poznają Babę?
- On ma Swoje własne sposoby. Nie pamiętam szczegółów. Ktoś posłał tam jakiś list czy zdjęcie, a
potem wieść się rozeszła – coś w tym rodzaju. Zdarzało się to wiele razy, dam panu klasyczny
przykład. Moim zdaniem, jeśli ma się w sercu uczucie dla Boga – i nie musi to być Sai Baba – On
dociera do ciebie. Zdarzyło się to wielu ludziom. Weźmy na przykład Jamesa Sinclaire'a. Nie
wiedział nic o Sai Babie. Zawsze myślał sobie: „Jak to się stało, że żyję 2000 lat za późno?
Dlaczego nie było mnie, kiedy żył Chrystus?” Miał w sobie wielką tęsknotę i Swami sprowadził
Jamesa do Siebie. Przydarzyło się to wielu ludziom. Proszę spojrzeć na Rosję. Dziesięć lat temu
prawie nie było tu Rosjan. Dziś jest ich tak wielu. Czasem wydaje się, że jest tu więcej Rosjan niż
ludzi z jakiegoś innego kraju!
- Obecnie jest więcej Rosjan niż Amerykanów.
- Zgadza się. Rozumiem, że jest w nich głęboki głód Boga. Baba powiedział komuś, w czasach
pieriestrojki: „Wielka czarna chmura nad Rosją podnosi się”. Kiedy się podniosła, powstała próżnia
i ci, co pragnęli Boga, przybyli tutaj. A na każdego, kto tu przyjeżdża, przypada co najmniej stu
tych, którzy nie są w stanie przybyć; słyszeliśmy opowieści o tym. Jeśli ma się pragnienie Boga,
odsłoni się On danej osobie w taki czy inny sposób we właściwym czasie.
- Wydaje się, że przekroczony zostaje pewien próg świadomości na Zachodzie, szczególnie w
Ameryce. Niedawno temu pojawił się niedzielny artykuł w 'New York Timesie'. Trzeba
© Organizacja Sathya Sai w Polsce
11
Sanathana Sarathi 11/2010
założyć, że są tysiące, jeśli nie miliony ludzi, którzy widzą po raz pierwszy Jego imię i zdjęcie
w druku. Czy jesteście gotowi na poszerzenie bram, aby pomieścić tłumy ludzi, wlewające się
do aśramu, żeby zobaczyć Sai Babę?
–
Nie musimy ich poszerzać. Jeśli przybędą, te bramy padną. W Indiach, kiedy Baba jedzie
do jakiegoś miejsca, potężne tłumy j u ż przybywają. Ujrzałem to osobiście w 1999 roku. Miałem
przyjemność i zaszczyt pojechania z Nim najpierw do Delhi, a potem do Mumbaju. Była to
wycieczka siedmiodniowa. Musiał udzielać darśanu na największym stadionie w Indiach –
Stadionie Nehru. Zbudowano go na Igrzyska Azjatyckie. Może tam usiąść około 100 tysięcy ludzi.
Ludzie siedzieli na boisku i na widowni, co odbijało niesamowity głód Jego. I tak było przez wiele
lat. Myślę, że ludzie z całego świata również będą przyciągnięci do Niego w odpowiednim czasie.
- Mówiliśmy o ludziach przybywających z obszarów ateizmu, którzy nie mieli żadnej religii, a
teraz są przyciągani przez Babę, jak np. z Kuby czy Rosji. I oczywiście są też miliony ludzi z
Indii. Wiem również, że ówczesny premier Indii – hindus – był wielbicielem, podziwiał Sai
Babę, a nawet ówczesny prezydent, który był muzułmaninem, odczuwał w ten sam sposób.
Proszę mi opowiedzieć trochę o Jego zdolności do jednoczenia ludzi z różnych religji, która
czyni Go postacią wyjątkową.
–
Baba zawsze mówi: „Chcę podtrzymać ludzi w ich własnej wierze i sprawić, żeby pogłębili
swą wiarę. Jest pewna, szczególna droga do Boga, którą wybraliście, więc po co macie szukać
innych ścieżek? Nie ma takiej potrzeby”. To właśnie sprawia, że jest On do przyjęcia dla ludzi z
różnych religii. Widziałem przybywające tu duże grupy, szczególnie z Iranu. Przyjeżdżają, a Baba
spotyka się z nimi. Mówią: „Babo, chcemy śpiewać bhadźany”. A On zarządza odpowiednie
przygotowania i śpiewają bhadźany - wszystkie one są o Allahu. My wszyscy słuchamy; oczywiście
nie znamy tych bhadźanów, więc nie możemy za nimi powtarzać. On nie ma uczuć, które dzielą.
We wiosce na zewnątrz aśramu jest meczet. Został wzniesiony przez Niego. Muzułmanie z tej wsi
musieli chodzić do Bukkapatnam, położonej 6 km stąd i było to dla nich bardzo trudne. Wówczas
On powiedział: „nie martwcie się, nie musicie chodzić tak daleko”, po czym dał im ten meczet.
- Jakiś czas temu przeprowadzono tu powszechną uroczystość ślubną dla tych, których nie
stać było na wydatek związany z małżeństwem. Byłem na niej obecny. Było to podczas
obchodów 70. urodzin Baby. Byli chrześcijanie, muzułmanie i hindusi. Muzułmański kapłan
udzielił ślubów muzułmańskich, chrześcijańscy kapłani - chrześcijańskich, a hindusi, których
była większość, zawarli małżeństwowedług swojego obyczaju.
–
Swami po prostu nie przywiązuje wagi do szczegółów proceduralnych. Mówi: „Mój język to
język serca; Moja religia to religia miłości”. Nie ma więc z tym żadnego problemu, to my mamy
problemy.
- Ludzie, jakich tu spotkałem są mocno przywiązani do Sai Baby i wyobrażam sobie, że pan
nie jest wyjątkiem. Rozumiem też, że wykonuje pan pracę na Jego rozkaz. Co by było, gdyby
nagle powiedział Panu: „Wróć do świata, do pracy, wracaj skąd przyjechałeś, jedź do Delhi
lub do Mumbaju”? Czy byłby Pan w stanie łatwo to uczynić?
- Pozwolę sobie odpowiedzieć dwustopniowo. Po pierwsze, mam nadzieję, że On nie poprosi mnie
o to. Ale gdyby poprosił, niezachwianie usłucham Jego rozkazu, ponieważ moim obowiązkiem jest
robić to, co On powie i mam nadzieję, że będzie zadowolony z tego, co robię. Zatem, jeśli chodzi o
mnie, nie ma tu sprzeciwów. Ale ludzie są różni. Baba często mówi: 'Musisz być posłuszny
boskiemu rozkazowi, bez zastrzeżeń'. Jeśli zostanie mi to dane jako rozkaz, na pewno to wykonam.
Nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Być może będę trochę płakał, ale to już inna sprawa.
- Uroniłby pan prawdopodobnie trochę łez, ponieważ jest pan w cudownym położeniu
przebywania tak często przy Nim.
Można być bardzo blisko Niego i całkowicie się z Nim rozmijać, a można być bardzo daleko, a
© Organizacja Sathya Sai w Polsce
12
Sanathana Sarathi 11/2010
zarazem bardzo blisko. Wszystko zależy od tego, jak się na Niego patrzy. Jak mówi Baba, jeśli
patrzy się na Boga okiem ludzkim, widzi się jakiegoś człowieka. Jeśli patrzy się na Niego boskim
okiem, zobaczy się Go jako Boga.
- Chciałbym zapytać o dzieła Sathya Sai Baby – te cudowne szpitale, prawie nie do opisania
dla kogoś, kto ich nie widział, szkoły, system oświatowy, przedsięwzięcia uzdatniania i
doprowadzania wody. Zgaduję, że nie ma sposobu, żeby nawet Baba mógł zaspokoić te
potrzeby w wymiarze powszechnym. Czy celem tych przedsięwzięć jest danie wzorców, za
którymi mogą pójść inni? I czy Jego zamiarem jest pokazać mieszkańcom Indii, że mogą to
wszystko robić z bardzo małą ilością pieniędzy i z powodzeniem? Czy z tego powodu
przywiązuje On do tego tak wiele uwagi?
–
Jest wiele powodów. Ale mogę powiedzieć, że jest tu też kilka lekcji do przerobienia. Po
pierwsze, musisz być bezinteresowny we wszystkim co robisz, bez względu na to czy chodzi o coś
małego czy wielkiego. Jeśli jest jakiś posmak samolubstwa, wówczas istnieje możliwość porażki.
Jeśli jednak jesteś całkowicie bezinteresowny, wówczas jest bardzo duża szansa, że odniesiesz
powodzenie. Osoba bezinteresowna jest pełna miłości. Miłość jest dalece potężniejsza niż to
rozpoznajemy i wszystkie Jego humanitarne przedsięwzięcia są pokazami mocy miłości. Nie chodzi
po prostu o szpital czy przedsięwzięcie wodne, czy też jakieś inne, szczególne przedsięwzięcie. Jest
ich tak wiele... Chce pokazać, że drogą do rozwiązywania trudności jest miłość, a nie coś innego.
Walka z pewnością nie rozwiąże problemów. Może odłożyć dany problem 'do szuflady', może
'zamieść' go pod dywan, może trzymać go pod przypuszczalną kontrolą, ale problem ten i tak
wybuchnie ponownie. A kiedy wybuchnie, będzie to znacznie gwałtowniejsze.
- On mówi, że Jego religią jest religia m i ł o ś c i. Słyszę to w kółko, jednak stwierdzam, że
jest to najtrudniejszy wyraz do zrozumienia – co oznacza miłość? Nie znam wielu ludzi,
którzy mogą pojąć znaczenie tego wyrazu.
–
- Widzi Pan, myśmy zaprzestali praktykowania miłości i dlatego myślimy, że jest to
niemożliwe. Jednak wszyscy żyjemy z powodu bezinteresownej miłości! Nie uświadamiamy sobie
tego. Ujmę to tak. Myślałem o tym przed długi czas. Widzi Pan nowo narodzone dziecko.
Noworodek ten nie mógłby przeżyć, gdyby matka nie była gotowa wstawać w środku nocy, aby go
karmić, przewijać, opiekować się nim i tak dalej. Jest to bezinteresowna miłość w czynie. Jest to
zaprawdę miłość Boga do człowieka. Pan i ja nie bylibyśmy żywi, gdyby nasze matki tego nie
robiły, a każda matka na ziemi czyni tak przez cały czas, od początku ludzkiej rasy. Jednak my nie
przywiązujemy do tego wagi. Inne czynniki to przesłaniają. Życie toczy się naprzód dzięki miłości.
Nie ogranicza się to do ludzi. Spójrzmy na tygrysicę czy kotkę – na to, jak chronią swoje małe. Bóg
wbudował to we wszystkie żyjące istoty – dobroć, współczucie i miłość. Oczywiście, przejawia się
to w wypaczonej postaci, ale teraz próbujemy po prostu to nazwać.
- Jak długo jeszcze będzie Pan służył w obecnym charakterze, zanim postanowi Pan przejść w
stan spoczynku i cieszyć się owocami swoich dokonań?
–
Przy Babie nie ma wakacji; On nie ma wakacji. Mówi, że odpoczynkiem jest zmiana pracy.
Ja nie mam obecnie żadnych obciążeń, jestem zupełnie sam, nie mam jakiegoś szczególnego
porządku dnia. Skarżę się jedynie na to, że On daje mi tylko 24 godziny dziennie. Oczywiście, jak
mówi Einstein, jeśli mógłbym podróżować z prędkością światła, sprawiłbym, żeby te 24 godziny
trwały dłużej, ale nie mogę. Muszę zajmować się pracą Swamiego. Czuję olbrzymią siłę,
przyjemność i szczęście, kiedy wykonuję tę pracę. Za nic i w żaden sposób nie mam zamiaru
wymieniać jej na coś innego. Są to najlepsze dni mojego życia, najbardziej pożyteczne lata mojego
życia. W końcu wiem, kim jestem; wiem co robię i dlaczego to robię. Wiem dla kogo to robię.
Jestem wdzięczny Bogu za to, że dał mi tę sposobność.
- Jeśli są to naprawdę najlepsze dni pańskiego życia i nie zamieniłby się pan z nikim na całej
© Organizacja Sathya Sai w Polsce
13
Sanathana Sarathi 11/2010
ziemi, co najważniejszego powiedziałby Pan teraz o tym miejscu zwanym Prasanthi Nilajam
oraz Sathya Sai Babie, co pomogłoby ludziom zrozumieć dlaczego doszło w Panu do tej
przemiany?
- Uświadomiłem sobie, kim naprawdę jestem. Jestem istotą ludzką i muszę żyć jak istota ludzka.
Baba mówi, że określenie istoty ludzkiej brzmi: ktoś z sercem. Na określenie serca używa On
sanskryckiego słowa hridaja. Składa się ono z hri + daja. Daja znaczy w sanskrycie 'współczucie'.
Jeśli twoje serce nie jest przepełnione współczuciem, nie jesteś istotą ludzką. Powiedziałbym, że
Puttaparthi mówi teraz światu, żeby odkrył swoje serce, odkrył w nim współczucie, pozwolił mu
wypełnić całe swoje ciało i wypłynąć z ciała w czynach bezinteresownej miłości.
- Dr Wenkataraman, bardzo dobrze radzi Pan sobie po tamtej stronie mikrofonu i myślę, że
powinien Pan tam pozostać przez parę następnych lat. Dziękuję bardzo za poświęcony czas.
Sai Ram.
- Dziękuję. Sai Ram.
Za uprzejmą zgodą Radia Sai.
Jakiż jest pożytek, jeśli po prostu oddajesz cześć Mojemu imieniu i postaci, nie usiłując rozwijać w
sobie samatwy (jednakowej miłości do wszystkich), którą Ja mam, Mojego śanthi (niewzruszonego
spokoju), Mojej premy (miłości), Mojej sahany (cierpliwości i hartu ducha), Mojej anandy
(błogości)?
- Baba
B.W. Rao
ODWIEDZINY BHAGAWANA W RADŻAHMUNDRY
(22 – 26 stycznia 1969)
Bhagawan podróżował przez długie godziny, czasem od wczesnego poranka do późnej nocy; jechał
do odległych wiosek, aby zanieść swoje boskie przesłanie mieszkańcom wsi, nie zniechęcony
żadnymi niewygodami. Jego odwiedziny w Radżahmundry w 1969 roku pokazują jasno, jak
nieugięcie szedł ze swoją misją obsypywania szerokich rzesz społeczeństwa współczuciem i
miłością, aby zbawić ich życie.
21 stycznia 1969 roku zatelefonowałem do Śri D.W. Ramy Rao, okręgowego prezydenta
Wschodniej Godawari, że wraz ze Śri Sathyą Murthym chcę przybyć do jego domu w
Radźahmundry po darśan Bhagawana, który wówczas tam przebywał. Otrzymawszy jego zgodę
udaliśmy się samochodem do Radżahmundry i 22 stycznia o godzinie 6:30 rano stanęliśmy na
progu siedziby Śri Ramy Rao. Weszliśmy do sali, w której czekało już sześciu znanych mi
wielbicieli. Około godziny siódmej Bhagawan wyszedł ze swego pokoju i spoglądając na nas z
uśmiechem, zadał swoje zwykłe pytanie: „Kiedy przyjechaliście?” Kiedy wszyscy dostąpiliśmy
padnamaskaru, Bhagawan łaskawie poprosił, abyśmy spożyli śniadanie.
Bhadźan odbywał się w przestronnym pandalu poza obrębem domostwa. Bhagawan zszedł
z podwyższenia, postał przez parę minut na schodach i zaczął wolno iść po wyłożonym dywanie,
zbierając listy. Za Nim szedł Rama Rao. W międzyczasie otrzymaliśmy szczęśliwą wieść, że Swami
łaskawie pozwolił nam być częścią swojego orszaku i nasz samochód ma jechać za samochodem
Swamiego prowadzonym przez Ramę Rao.
Odwiedziny we wioskach - 22 stycznia
© Organizacja Sathya Sai w Polsce
14
Sanathana Sarathi 11/2010
Kiedy wszystko zostało ustalone, sznur czterech samochodów z Bhagawanem wyjechał o 8:15 do
wioski Thamarada, położonej około 15 kilometrów od Radżahmundry. Dotarłszy do tej wsi,
Bhagawan wysiadł z samochodu, położył kamień węgielny pod Sai Mandir, po czym stanął na
podwyższeniu, przyjmując wieńce kwiatów i arati. Przed wejściem do samochodu, stanął na jego
stopniu, pomachał dłonią we wszystkie strony w geście błogosławieństwa i pobłogosławił tłum
ponad 10 tysięcy ludzi.
Naszym następnym przystankiem była wioska Medapadu, gdzie Bhagawan uroczyście
otworzył nowo zbudowany mandir (swiątynię). Po poświęceniu prasadamu (uświęconego
pożywienia) rozdanego ludziom i po przyjęciu arati, wsiadł do samochodu. Stamtąd podążyliśmy
do wioski Wadlamuru, słynnej z pomarańczy. Bhagawan położył tu kamień węgielny pod Sathya
Sai Mandir. W miejscu tym zebrał się potężny tłum. Bhagawanowi zgotowano tradycyjne
powitanie, stosowne do tej świętej uroczystości. Położywszy kamień węgielny pod mandir, Swami
usiadł na kilka minut na krześle ustawionym na podwyższeniu, aby tłum mógł nasycić oczy jego
boską postacią. Bhagawanowi pokazano plan nowego mandiru, który pobłogosławił. Zanim zszedł
z podwyższenia, wzniósł do góry obie ręce i pobłogosławił tłum, zwracając się na wszystkie strony.
Samochody ruszyły do siedziby Śri Thummalepalli Ramakriszny, gdzie przygotowany został obiad.
Oprócz pobłogosławienia członków jego rodziny, Bhagawan położył kamień węgielny pod
planowany przez niego dom. Po obiedzie, na który zaproszono ponad 100 osób, udaliśmy się do
Peddapuram.
Bhagawan odwiedził w Peddapuram domostwo Śri Ćalli Apparao. Był on niegdyś terrorystą,
jak również przez dziesięć lat więźniem politycznym, za rządów Brytyjczyków. Teraz był złożony
poważną chorobą i z tego powodu nie mógł się poruszać. Siedząc przy jego łóżku, Swami starł swą
własną dłonią jego łzy błogiej radości z dostąpienia darśanu Baby. Swami podtrzymał mu głowę
swą lewą ręką i powoli podniósł go do pozycji siedzącej. Następnie potarł mu ręce prawą dłonią.
Apparao stał się po tym zdolny złożyć dłonie i ofiarować Swamiemu namaskaram. Swami stworzył
lingę i dał mu ją z pouczeniem, aby kąpał ją w wodzie każdego ranka i pił tę poświęconą wodę.
Swami kazał mu też wypić trochę mleka. Apparao wyraził swą wdzięczność Bhagawanowi za Jego
dobroć. Opuszczając dom, Bhagawan zapewnił go, że będzie w stanie za około miesiąc przybyć do
Puttaparthi i tak się też stało. Ostatnim wydarzeniem tamtego dnia było otwarte spotkanie na
terenie miejscowej szkoły średniej. Było to historyczne spotkanie, zebrał się ogromny tłum. Nie
tylko ogromny plac, ale także ulice wiodące do niego były wypełnione ludźmi. Przemówienie
Bhagawana trwało od godziny 17 do 19. Do Radżahmundry powróciliśmy przed dwudziestą.
W drodze do Ambadźipet i Amalapuram
23 stycznia wyjechaliśmy o ósmej rano w kierunku Kothapety, gdzie przewidziane było otwarte
spotkanie na cześć Bhagawana. Rozpocząć się miało o dziesiątej. Po drodze było wiele wiosek, w
których wzniesiono pandale, na których ustawione było zdjęcie Bhagawana, na krześle przykrytym
jedwabnym sari - w podobny sposób we wszystkich miejscach. W każdym z tych miejsc czekało
od stu do dwustu ludzi. Na widok rzędu samochodów z Bhagawanem, jeden mężczyzna z wieńcem
kwiatów i kobieta z arati popędzili do samochodu Swamiego. Swami wolno wysiadł z wozu, aby
wziąć wieniec, przyjąć arati i pobłogosławić ich. Z przyczyn dla nas niezrozumiałych Swami prosił,
aby samochód był zatrzymywany w określonych miejscach. Potem prosił, żeby ludzie usiedli.
Stwarzał wibhuti, które rozdawał starym ludziom i kalekom, pobłogosławił wszystkich, po czym
wsiadł do samochodu.
Po około 3 kilometrach drogi do Kothapety Swami polecił, aby samochody pojechały do wioski
Palewela, gdzie pobłogosławił rodzinę Śri Turagi Puruśottamy, bardzo starego wielbiciela
Bhagawana. Spędził około 10 minut w jego domu, zanim wsiadł do wozu. Kiedy dotarliśmy do
Kothapety, byliśmy akurat na czas. Spotkanie przygotowano na ogromnym placu wyższej uczelni,
zatłoczonym przez olbrzymie zgromadzenie wielbicieli. Swamiego powitano śpiewami wedyjskimi
i poprowadzono do specjalnie zbudowanego i ze smakiem ozdobionego podwyższenia. Przed
© Organizacja Sathya Sai w Polsce
15
Sanathana Sarathi 11/2010
wejściem na nie Swami spędził około 10 minut chodząc wśród wielbicieli. Przemowa Bhagawana,
po której nastąpiły bhadźany, trwała do południa. Następnie przez 15 minut rozmawiał z jakimiś
osobistościami oraz uczonymi wedyjskimi, błogosławiąc niektórych z nich padanamaskarem i
wibhuti. Nie wiedzieliśmy, dlaczego opóźnił wyjazd.
Wyjechaliśmy około 12:20 i ruszyliśmy w drogę do Ambadźipet, gdzie przygotowano obiad. Przed
Ambadźipet samochód Swamiego zatrzymał się. Wszyscy wysiedliśmy, żeby przekonać się, o co
chodzi. Swami wysiadł z wozu i wskazując na grupę dwóch kobiet i dwoje dzieci biegnących przez
pole powiedział: „Zawołajcie ich”. Dwóch z nas pobiegło i poprosiło, żeby udali się z nami.
Wydawało się, że tak bardzo nagli ich czas, że nawet nie przystanęli. Kiedy zatarasowaliśmy im
drogę, musieli niechętnie nas wysłuchać. Starsza z kobiet miała około sześćdziesiątki. Druga około 35 lat z dziećmi w wieku 12 i 9 lat. Widać było, że są ubodzy. Baba spytał starszą panią:
„Dokąd idziecie?” „Idziemy do Ambadźipet, żeby zobaczyć Sai Babę” - odpowiedziała, wyraźnie
rozdrażniona przerwą w drodze. „Będzie olbrzymi tłum i będzie wam strasznie niewygodnie z tymi
dziećmi” - powiedział Baba. Odwróciły się, aby podjąć dalszą wędrówkę. Zastąpiliśmy im drogę i
powiedzieliśmy, że mówi do nich sam Sai Baba. Starsza kobieta spojrzała na nas z ukosa. „Ja
jestem Sai Babą – zatrzymałem się tu specjalnie dla was” - powiedział Baba z uśmiechem. „Tak
Attha! Wygląda dokładnie tak jak Sai Baba na zdjęciach” - powiedziała młodsza z kobiet,
przypuszczalnie jej owdowiała synowa z dwojgiem dzieci. Starsza pani stanęła zmieszana i
spojrzała na Babę z niedowierzaniem.
„Wiem wszystko, Twój syn został zabity. Nie martw się, wyrok wysokiego sądu będzie dla was
przychylny. Zatrzymałem się tu tylko po to, żeby wam to powiedzieć. Chodź, weź to”. Mówiąc te
słowa, Baba wziął z samochodu zwitek banknotów w kopercie i dał jej oraz po jabłku dla każdego z
czworga. Chwycili pieniądze i stali w oszołomieniu, gdy odjeżdżaliśmy. Żadna z nich nie
powiedziała słowa wdzięczności dla Baby ani nie złożyła żadnego formalnego pokłonu. Kiedy
ujrzeliśmy tłumy w Ambadźipet, uświadomiliśmy sobie bezkresną dobroć Baby i to, jakie mieli
szczęście. Przyczyna dla której Baba przedłużył o 15 minut spotkanie w Kothapeta, co było bardzo
niezwykłe, okazała się dla nas jasna. Stało się tak, aby mógł spotkać owe dwie panie.
W Ambadźipet czekał nas pyszny obiad. Po posiłku wyruszyliśmy dalej, do Amalapuram,
serca delty Godawari, zwanej „Konasiina”, z jej żyzną ziemią, która przedstawia sobą widok nie do
opisania, ze swą zielenią obfitującą w piękne gaje palm kokosowych, sady bananowe, owoców dżak
i mango. W Amalapuram wysiedliśmy przed przestronnymi, dobrze utrzymanym, dwupoziomowym
domem dr Saraswatiego. Po podwieczorku udaliśmy się na plac szkoły średniej, gdzie
przygotowano otwarte spotkanie. Był niesłychany tłok; Swami wszedł na schody dobrze
oświetlonego podwyższenia, z pięknymi ozdobami roślinnymi, wzniesionego na tę okoliczność na
wysokość 2,5 metra. Gdy pojawił się na podwyższeniu, zabrzmiały ciągłe, głośne oklaski, dopóki
nie założono Mu na szyję wieńca kwiatów. Bhagawan przemawiał przez półtorej godziny,
niestrudzenie utrzymując słuchaczy w stanie oczarowania.
Zatrzymaliśmy się na noc w pięknie umeblowanym domu dr Saraswatiego. Towarzyszenie
Bhagawanowi podczas Jego podróży objazdowej jest tyleż przyjemnością, co praktyką duchową.
Każde słowo, każdy ruch, każda chwila i każdy czyn Bhagawana przynoszą oświecenie. Cała nasza
uwaga jest skupiona na Bhagawanie – umysły mamy uspokojone i wyciszone. Czy to podczas
obiadu, czy na spotkaniu otwartym, widzieliśmy że zwraca na nas, swą świtę, pełną miłości uwagę.
Tajemnica odwiedzin Bhagawana w pewnym domu we wiosce Kathimanda
24 stycznia nasza kawalkada samochodów opuściła Amalapuram o godzinie ósmej rano i ruszyła w
stronę Razole. Po drodze widzieliśmy pandale wzdłuż drogi, przy których gromadzili się
wielbiciele. Pandale takie zostały wzniesione w Manepalli,Thatipace i innych wioskach. Baba nie
wysiadał z samochodu, ale prosił, aby się na kilka minut zatrzymać i machał ręką w gestach
błogosławieństwa przyjmując wieńce i arati.
Mieliśmy zrobić małą przerwę w podróży w Lakkawaram. Kiedy dojechaliśmy na odległość 3
© Organizacja Sathya Sai w Polsce
16
Sanathana Sarathi 11/2010
kilometrów od tej wioski, Swami poprosił, aby skręcić w prawo, gdzie odchodziła w bok nierówna
droga, odpowiednia jedynie dla wozów ciągniętych przez woły. Wiedzieliśmy, że Swami nigdy nie
był w tej wioski Kathimanda, do której nas prowadził ową zapomnianą przez Boga drogą, a obecnie
drogą pobłogosławioną przez Boga. Swami poprosił o zatrzymanie samochodu na rogu pewnej
bocznej uliczki w tej wsi. Wysiadł i przeszedł pieszo, na boso, około 30 metrów, po czym znowu
skręcił i zniknął. Wszyscy czekaliśmy w napięciu, nie domyślając się, dokąd Swami mógł się
wybrać. W międzyczasie zawróciliśmy samochodami.
Baba pojawił się po 10 minutach ponownie na zakręcie uliczki i podszedł do samochodów,
uśmiechając się. Zanim wsiadł, odsłonił nam tajemnicę swoich odwiedzin. Otóż trzy lata wcześniej
przybyło z tej wioski do Prasanthi Nilajam pewne małżeństwo. Żona straciła w przeszłości troje
dzieci, które umarły wkrótce po porodzie. Przyjechała do Nilajam będąc w ciąży. Para ta
niecierpliwie pragnęła otrzymać błogosławieństwa Bhagawana. Swami poprosił męża, aby umieścił
ją w szpitalu w Puttaparthi. Dzięki łasce Bhagawana, urodziła w siódmym miesiącu ciąży
chłopczyka. Pozostali w Puttaparthi, aż dziecko miało dwa miesiące i powrócili do domu w swojej
wsi. „Poszedłem do tego domu i pobłogosławiłem matkę i jej syna, który teraz jest pyzatym
trzylatkiem” - wyjaśnił Bhagawan.
Cud w Lakkawaram
W Lakkawaram Swami odwiedził dom Śri M. Baladźiego i mieliśmy szczęście być
świadkami cudu. Owego ranka zmarł ulubiony pies Baladźiego - na cztery godziny przed naszym
przyjazdem. Spodziewając się w każdej chwili odwiedzin Baby i widząc ciasną ulicę przed swym
domem zatłoczoną wielbicielami, Baladźi nie mógł znaleźć czasu i sposobności do sprawienia psu
stosownego pochówku. Położyli więc ciało w bambusowym koszyku i przykryli je słomą oraz
liśćmi świętej bazylii (tulasi), aby zapobiec rozkładowi i fetorowi. Koszyk postawiono pod
drzewem mango z tyłu podwórza. Swami pobłogosławił wszystkich mieszkańców domu.
Spoglądając na podwórze, Swami zauważył tamten koszyk i chciał wiedzieć, co to takiego. Baladźi
wyjaśnił, że pomimo wysiłków weterynarza,psa nie można było wyleczyć z choroby, z powodu
której cierpiał rozdzierający ból przez ponad miesiąc. Ostatecznie zdechł tego poranka i czekali,
aby sprawić mu przyzwoity pogrzeb. Swami poprosił, żeby przyniesiono ten koszyk na czoło
podwórza, skąd mogliśmy zobaczyć, co się dzieje. Powiedział Baladźiemu, żeby usunął liście i
słomę. Swami stworzył wibhuti, obsypał nim ciało psa i poklepał je. Pies otworzył czy, podjął
powolne wysiłki aby stanąć na nogi i zaczął merdać ogonem. Swami powiedział Baladźiemu, żeby
nakarmić psa ciepłym mlekiem. Później, kiedy spotkałem się z Baladźim w Puttaparthi podczas
Siwarathri, powiedział mi, że pies jest zdrowy i krzepki.
Odwiedziny w wiosce Kadali
Podejmując dalszą podróż, Swami powiedział, aby zaparkować samochody na brzegu
kanału wodnego, obok drogi doKadali, rodzinnej miejscowości Śri Kamawadhaniego, który
towarzyszył nam na tej wycieczce. Samochód Swamiego ruszył w kierunku Sakhinetipalli, wioski
położonej 1,5 kilometra od Razole. Była to rodzinna miejscowość Śri Ramalingi Radźu,
ówczesnego ministra uposażeń religijnych w rządzie stanu Andhra Pradeś. Poprosił on Swamiego o
uroczyste otwarcie w jego wiosce nowo zbudowanego Gita Mandiru. Swami udał się tam ze Śri
Ramą Rao.
Jacyś przechodnie, którzy rozpoznali Śri Kamawadhaniego musieli chyba powiadomić jego
synów, że Śri Kamawadhani jedzie w naszym samochodzie. Przyszli oni wraz z paroma starszymi
tej wsi i poprosili nas wszystkich o przybycie do ich domu na odpoczynek, dopóki Swami nie
powróci z Sakhinetipalli. Grzecznie odmówiliśmy. Wówczas poprosili Śri Kamawadhaniego, aby
przybył do ich domu. Ten ani na nich nie spojrzał, ani nie porozmawiał z nimi. W międzyczasie
zebrało się więcej ludzi z wioski i ci również zaczęli zapraszać. To ciche przedstawienie trwało
przez godzinę. Swami powrócił o godzinie 22.
© Organizacja Sathya Sai w Polsce
17
Sanathana Sarathi 11/2010
Członkowie rodziny Śri Kamawadhaniego złożyli pokłony Swamiemu, który poznał ich.
Wysiadł z samochodu i zapytał ich: „Dlaczego nie zabraliście do swego domu Kamawadhaniego?”
Wszyscy jednym głosem powiedzieli, że od godziny nie reaguje, pomimo ich natarczywych
nalegań. Swami powiedział im z uśmiechem: „Przywiozę go i wszyscy zjemy w waszym domu
posiłek”. Usłyszawszy odpowiedź Swamiego, pobiegli do wioski w błogiej radości. Swami
powiadomił, że Śri Kamawadhani ma wsiąść do Jego samochodu. Pojazdy nasze wyruszyły w
procesji z mieszkańcami wsi, otaczającymi samochód Swamiego.
Dom Śri Kamawadhaniego w Kamadali był mały i kryty dachówką. Zasiedliśmy na jego
otwartym ganku. Baba wszedł do domu i usiadł na krześle na pięć minut, rozmawiając z członkami
rodziny Śri Kamawadhaniego. W tym czasie zaczęli napływać ludzie, zapełniając całą ulicę. Ktoś
zdołał przynieść dwie lampy, stół i krzesło, które ustawiono przed domem. Swami wyszedł i
popatrzył na tłum, który wzniósł okrzyki pochwalne na część Bhagawana. Swamiego najwyraźniej
wzruszył ten zapał i oddanie tłumu. Usiadł na krześle i polecił, aby postawiono jeszcze jedno obok
niego, dla Śri Kamawadhaniego.
Choć przemówienie nie było w planie, Swami wystąpił z mową, po której popłynęły
godzinne bhadźany, wprawiając tłum w ekstazę. Swami rozpływał się w pochwałach dla wiedzy
wedyjskiej Śri Kamawadhaniego i jego ducha oddania. Następnie stworzył, zakołysawszy dłonią w
powietrzu, złoty naszyjnik, wysadzany drogocennymi kamieniami i zawiesił go na szyi
Kamawadhaniego, który tak się wzruszył, że nie mógł otworzyć ust aby powiedzieć choćby parę
słów. Po przemówieniu Swamiego podano pyszną kolację.
W piaszczystym korycie rzeki Godawari.
25 stycznia był wspaniałym dniem, który na całe życie pozostanie w naszej pamięci. Trzema
łodziami motorowymi, związanymi razem linami z włókien kokosowych, przeprawiliśmy się przez
Godawari i dotarliśmy do szerokiego, piaszczystego koryta rzeki odległego o 6 kilometrów od
skraju Radżahmundry. Była jasna, chłodna i księżycowa noc. Wysiedliśmy na piach koryta rzeki o
godzinie 21. Bhagawan poprosił wielbicieli, żeby znaleźli jakiś rozległy, suchy i płaski kawałek
piasku, gdzie można byłoby usiąść. Prawie wszyscy spośród 150 wielbicieli rozbiegli się na
wszystkie strony w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca. Nie znając tej okolicy, Sathya Murthy i
ja chodziliśmy po piaskach wraz ze Swamim i Ramą Rao, gdy nagle Sai obwieścił: „Tutaj jest
piękne miejsce, usiądźmy i zawołajmy ich”. Kiedy Swami usiadł, usiedliśmy tuż przed Nim. Potem
nadbiegła reszta naszej drużyny i zasiadła za nami.
Przez 30 minut śpiewaliśmy bhadźany. Następnie Bhagawan odpowiadał przez 20 minut na
pytania wielbicieli dotyczące znaczenia lingi jako symbolu Pana Siwy oraz cudów Kriszny.
Bhagawan usypał kopczyki z piasku i z jednego z nich wyciągnął lingę z opalu. Powiedział, że jest
to ta święta linga, którą umieścił był w świątyni Somanath, kiedy ostatnim razem odwiedził z
wielbicielami ten przybytek. Wydobył ją, aby pokazać tym, co mieli szczęście tam być. Później
wydobył srebrny posążek Kriszny - dziecka. Oba te przedmioty zostały położone na srebrnym
talerzu, który podawali sobie wielbiciele.
Swami przekazał tę świętą lingę, owiniętą w chusteczkę, oraz srebrny posążek pod
bezpieczną opiekę Śri N. Sathjama, sekretarza miejscowej samithi, z surowym pouczeniem, aby po
kolacji Mu je oddać. O 22:30 wszyscy zasiedliśmy do kolacji w obecności Swamiego, dla którego
rozłożono składany stół i krzesło. Po kolacji Swami poprosił Sathjama o zwrot tych dwóch rzeczy.
W torbie, do której je schował, Sathjam znalazł jedynie posążek Kriszny, ale nie było lingamu.
Podroczywszy się z nim przez chwilę, Swami powiedział, że odesłał lingam z powrotem do
świętego miejsca, z którego go sprowadził.
Powróciliśmy na brzeg Godawari około godziny 23:30. Twarz Swamiego rozkwitała jak świeży
kwiat, pomimo Jego dużej aktywności od 8 rano do północy.
Następnego dnia rano Swami przemawiał w Radżahmundry do członków Klubu Lwów i
© Organizacja Sathya Sai w Polsce
18
Sanathana Sarathi 11/2010
zaproszonych przez nich osób. O czternastej trzydzieści wyjechaliśmy z Radżahmundry do
Widźajawady, po drodze spożywając podwieczorek w Eluru. W Widźajawadzie Swami wystąpił z
przemówieniem na otwartym spotkaniu, po którym nastąpiły występy uczniów Bal Wikas.
Zjedliśmy kolację i zatrzymaliśmy się na nocny spoczynek w przestronnej siedzibie Śri Siwy Ramy
Krisznajaha, prezydenta okręgu.
27 stycznia pojechaliśmy do Akripalli, położonej około 20 kilometrów od Widźajawady,
żeby Swami mógł uczestniczyć tam w święcie Wyższej Uczelni Sanskrycko-Wedyjskiej. O
godzinie 10:30 Bhagawan wyruszył do Madrasu (Chennai), my zaś pożegnaliśmy się z Nim i
powróciliśmy z Jego błogosławieństwami do Haidarabadu.
UROCZYSTOŚCI W PRASANTHI NILAJAM
Obóz młodzieżowy z Orissy
Organizacja Sewy Śri Sathya Sai z Orissy przygotowała 25-27 sierpnia obóz młodzieżowy w
Praśanthi Nilajam. Ponad 700 przedstawicieli młodzieży z Orissy przybyło, aby wziąć w nim
udział. Podczas trwania tego obozu młodzież uczestniczyła w codziennych spotkaniach
darśanowych i bhadźanowych, a 26 sierpnia 2010 roku dała występ kulturalny w Sai Kulwant.
Taniec „Daśawatar”
Występ rozpoczął się o godzinie dziewiętnastej tańcem - po darśanie Bhagawana i bhadźanach.
Oparty na „Gita Gowinda”, nieśmiertelnym dziele świętego i poety Dźajadewy, taniec ten
przedstawiał dziesięć wcieleń Pana Wisznu. Przy wtórze śpiewaków i muzyków pięciu
młodzieńców tańczyło przy oklaskach widzów.
Powódź miłości
Następną częścią występu było przedstawienie „Powódź miłości”, inspirowane Projektem
Mieszkalnym Śri Sathya Sai w Orissie. Pokazywało ono, jak miłość i współczucie Bhagawana
wniosło nową nadzieję dla 699 rodzin z trzech okręgów Orissy, którzy utracili swe domy i dobytek
w niszczycielskiej powodzi w 2008 roku. Trust Śri Sathya Sai zbudował dla nich nowe domy.
Prosta opowieść, wyśmienite rozmowy, dobra gra aktorów i choreografia sprawiły, że
przedstawienie zachwycało. Na koniec Bhagawan pobłogosławił aktorów i tancerzy i ustawił się z
nimi do wspólnych zdjęć oraz rozdał im ubrania.
OBÓZ MŁODZIEŻOWY STANÓW UTTAR PRADEŚ I UTTARAKHAND
Organizacja Sewy Śri Sathja Sai z Uttar Pradeś i Uttarakhand przygotowało obóz
młodzieżowy w Prasanthi Nilajam, podczas którego młodzież z tych dwóch stanów wystąpiła z
przedstawieniem tanecznym w Sai Kulwant Hall, 25 września 2010 roku.
Sjan Sja Aradhana: przedstawienie dramatyczne
Przedstawienie o nazwie „Sjan Sja Aradhana” (Wielbienie najwyższego Pana Siwy) rozpoczęło się
o 17:35 pieśnią ludową i tańcami poświęconymi Śiwie. Przedstawienie ukazywało święte tradycje
prostych ludzi o czystych sercach z obszaru Kumaon w Uttarakhandzie, zamieszkujących piękne
doliny Himalajów. Odmalowując Prasanthi Nilajam jako świętą Górę Kailaś, siedzibę Pana Śiwy,
przedstawienie mówiło o kilku wydarzeniach z życia Bhagawana, który jest Panem Śiwą.
Przedstawienie, upiększone dwoma tradycyjnymi tańcami z Uttarakhand, niosło przesłanie
czystości i boskości oraz wyrażało naukę Bhagawana: „Manawa sewa is Madhawa sewa” (służba
© Organizacja Sathya Sai w Polsce
19
Sanathana Sarathi 11/2010
człowiekowi jest służbą Bogu). Na koniec Bhagawan pobłagosławił wykonawców i ustawił się z
nimi do zdjęcia.Rozdał też im ubrania. Całość dobiegła końca wraz z arati do Bhagawana o 19:15,
po rozdaniu prasadamu dla wszystkich wielbicieli zgromadzonych w hali Sai Kulwant.
OBÓZ MŁODZIEŻOWY MAHARAŚTRY I GOA
Zrzeszenie Sewy Śri Sathya Sai ze stanów Maharaśtry i Goa przygotowało obóz
młodzieżowy w Prasanthi Nilajam, trwający od 30 września do 2 października 2010 i wystąpiło 30
września z przedstawieniem o nazwie „Andźaneja Wiira” (waleczny Hanuman). Bhagawan
uroczyście otworzył program zapalając świętą lampę. Grupy młodzieży, reprezentujące różne
okręgi tych dwóch stanów, podeszły do podwyższenia i ofiarowały Bhagawanowi swe
pozdrowienia. W międzyczasie śpiewacy z tych dwóch stanów śpiewali melodyjne pieśni
poświęcone Panu Ganeszy i Bhagawanowi.
Andźaneja Wira - Przedstawienie
Przedstawienie „Andźaneja Wira” rozpoczęło się od cudownego tańca dzieci Bal Wikas –
wszystkie one były przebrane za małych Hanumanów. Następnie pokazały dzieciństwo Hanumana,
który otrzymał brahma dźnanę (wiedzę o Brahmanie) od Brahmy, błogosławieństwa od bóstwa
słońca [Surji] oraz mantrę Ramanamy (imię Ramy) od Pana Siwy. Potem ukazane zostały różne
wydarzenia z życia Hanumana, mówiące o jego odwadze i niezrównanym oddaniu dla Pana Ramy.
Znakomite dekoracje, dobra charakteryzacja i ubiory, doskonała choreografia i melodyjne pieśni
sprawiały, że przedstawienie to wciągało i robiło duże wrażenie. Na koniec Bhagawan
pobłogosławił aktorów i ustawił się z nimi do wspólnych zdjęć.
OBÓZ MŁODZIEŻY Z BIHARU I DŹHARKHANDU
Około 2,5 tysiąca wielbicieli, w tym młodzieży i dzieci Bal Wikas, przybyło z Biharu i
Dźharkhandu; brali oni udział w działaniach służebnych (sewie) w Prasanthi Nilajam, od 1 do 15
października 2010 roku.
Maa – przedstawienie
Piątego października dzieci z organizacji Bal Wikas z tych dwóch stanów wystawiły przedstawienie
pod nazwą „Maa” (matka). Rozpoczęło się ono pieśnią i tańcem dzieci, które ukazały chwałę
kobiecości i opisały świętą indyjską tradycję oddawania czci Boskiej Matce i jej pięciu postaciom,
określanym jako Weda Mata, Go Bata, Bhu Mata, Deśa Mata i Deha Mata (matka w postaci: Wed,
ziemi, krowy, ojczyzny i matki ucieleśnionej). W dalszej części przedstawienia ukazane zostały
najwyższe wzorce, podtrzymywane – w różnych okresach czasu - przez przykładne matki, takie jak
Madalasa, Sita, Draupadi i Putlibai. Następnie pokazana została wzorowa współczesna matka, która
żyjąc zgodnie ze świętymi tradycjami indyjskimi oraz naukami Bhagawana Śri Sathya Sai Baby,
spowodowała przemianę dwóch swoich przyjaciółek, zwiedzionych na złą drogę przez pragnienie
pieniędzy i zachodniego stylu życia. Końcowa część przedstawienia odzwierciedlała najwyższe
cechy kobiecości, takie jak poświęcenie, wyrozumiałość i dobroć, których przykładem była Matka
Iśwaramma, dająca przykład do naśladowania współczesnym kobietom. Dobry scenariusz,
znakomita gra aktorska dzieci, melodyjne pieśni i odpowiednie dekoracje robiły duże wrażenie. Po
zakończeniu tego występu, Bhagawan obsypał błogosławieństwami dzieci, ustawił się z nimi do
wspólnych zdjęć i rozdał im ubrania.
© Organizacja Sathya Sai w Polsce
20
Sanathana Sarathi 11/2010
OBÓZ MŁODZIEŻOWY HIMAĆAL PRADEŚ
Zrzeszenie Sewy Śri Sathya Sai przygotowało w Prasanthi Nilajam obóz młodzieżowy, 3-11
października 2010 roku, na który przybyło około 150 dzieci Bal Wikas i młodzieży z Himaćal
Pradeś, jak również uczniowie ze szkoły Śri Sathja Sai z Ananda Wilas w Simli.
Taniec ludowy i przedstawienie „Daśawatar”
Dziesiątego października wspólnie dali oni występ kulturalny, złożony z dwóch części – tańca
ludowego oraz przedstawienia. Całość rozpoczęła się o 19:15 po darśanie Bhagawana w hali Sai
Kulwant. Na początek 25 młodych osób z okręgu Sirmour stanu Himaćal Pradeś wykonało taniec
ludowy ukazujący, jak poprzez stosowanie się do nauk Bhagawana Śri Sathja Sai Baby - można
pozbyć się nieetycznych praktyk przeważających we współczesnym społeczeństwie. Ku
zachwytowi wszystkich, ci młodzi ludzie pokazali wirtuozerię trzymając na głowach zapalone
świece, kręcąc talerzami pełnymi kwiatów i tańcząc z tradycyjnymi łukami i strzałami. Był to
cudowny występ i zyskał głośny poklask widzów.
Potem nastąpiło przedstawienie „Daśawatar”, odgrywane przez dzieci Bal Wikas z Himaćal
Pradeś oraz uczniów Szkoły Śri Sathya Sai Baby z Simli. Pokazywało ono dziesięć wcieleń Pana
Wisznu. Zaczęli od zbiorowego przedstawienia tych 10 wcieleń, z których ostatnim było wcielenie
Bhagawana Śri Sathya Sai Baby, który narodził się na ziemi dla ustanowienia satji, dharmy, śanthi,
premy i ahimsy oraz dla wprowadzenia pokoju i harmonii na świecie. Znakomita reżyseria , piękne
tańce dzieci, żywa muzyka i doskonała choreografia złożyły się na to, że przedstawienie to
zachwycało. Po jego zakończeniu Bhagawan obsypał błogosławieństwami wykonawców obu
programów i podarował im ubrania
GRAMA SEWA ŚRI SATHYA SAI 2010
Podczas ostatnich dziesięciu lat Grama Sewa (służba dla wsi) stała się wizytówką Instytutu
Wyższego Kształcenia Śri Sathya Sai. którą grama Sewa uczy studentów tej placówki – w sposób
praktyczny - jak bezinteresownie służyć społeczeństwu, zwłaszcza na wsi. Wiele osób
przebywających w Prasanthi Nilajam także dołącza do tych studentów i pomaga im wykonywać
Grama Sewę, jeżdżąc wraz z nimi po wioskach.
W tym roku Grama Sewa rozpoczęła się w pierwszy dzień Nawaratri (dziewięciu dni
oddawania czci Boskiej Matce), tj. 8 października 2010 roku. Prawie 2000 studentów pod nadzorem
pracowników Instytutu wyruszyło rano na to szlachetne przedsięwzięcie. Pojechali do
wyznaczonych wiosek w 45 ciężarówkach, załadowanych paczkami żywnościowymi i ubraniami
do rozdania dla mieszkańców tych wsi. Po dotarciu do wiosek wykonywali nagarsankirtan
(śpiewanie w procesji) we wsi, do którego dołączali również mieszkańcy. Potem szli na próg
każdego domu i wręczali mieszkańcom z miłością i pokorą prasadam Bhagawana. Grama Sewę
prowadzono w ten sposób przez dziewięć świętych dni Nawaratri, a każdego dnia grupy studentów,
pracowników Instytutu oraz innych wielbicieli udawały się do przydzielonych sobie wsi i
przekazywały ich mieszkańcom na progach domostw prasadam Bhagawana. Tamci przyjmowali
prasadam z głębokim szacunkiem i czcili studentów Bhagawana jak posłańców Boga,
przybywających do ich domów z Jego miłością i błogosławieństwami.
Ogółem przekazano prasadam (uświęcone pożywienie) około 300 tysiącom ludzi z 60
tysięcy domów w około 150 wioskach, objętych opieką organizacji z Puttaparthi, Kothaćeruwu i
Bukkapatnam. Gdy studenci z uczelni w Brindawan i w Prasanthi Nilajam wraz z uczniami klas 11 i
12 Szkoły Średniej Śri Sathya Sai pojechali do wiosek, aby rozdawać prasadam, studentki z uczelni
w Anantapur i uczennice szkoły podstawowej zajmowały się pakowaniem tego prasadamu, z
pomocą członkiń Sewa Dal. W tym roku studenci i studentki z Wyższej Szkoły Pielęgniarskiej Śri
Sathya Sai w Whitefield w Bangalore również uczestniczyli w Grama Sewie. A także młodzież z
© Organizacja Sathya Sai w Polsce
21
Sanathana Sarathi 11/2010
Wielkiej Brytanii (19 osób z Londynu) - podobnie jak w latach poprzednich. W ostatni dzień, 17
października, studentki uczelni w Anantapur rozdały prasadam w Prasanthi Nilajam.
Dokładne zaplanowanie tego ogromnego zadania przez zespół nadzoru oraz bezbłędne jego
wykonanie przez studentów były świetlanymi przykładami tego, jak należy przeprowadzać służbę
społeczeństwu, z pełnym oddaniem, pokorą i bezinteresowną miłością.
WEDA PURUSZA SAPTHAHA DŹNANA JADŻNIA
Święto Nawaratri zaczęło się w Praśanthi Nilajam wraz z rozpoczęciem Kalaśa Pudży
(oddawania czci świętemu naczyniu) ósmego października 2010 roku. Pudżę prowadzono przez
dwa kolejne dni w świątyni badżanowej z całkowitym oddaniem. Jedenastego października to
święte Kalaśan zostało przeniesione do hali Purnaćandra we wspaniałym pochodzie śpiewających
Wedy ritwików (wedyjskich kapłanów), za którymi podążała grupa studentów oraz studentów
śpiewających bhadźany. Siedzący na werandzie mandiru Bhagawan oglądał pochód i obsypał
swymi błogosławieństwami ritwików śpiewających Wedy oraz studentów. Prowadzony przez
muzyków Nandaswaram pochód dotarł do hali Purnaćandra, gdzie pięknie zdobiona Jadźnaśala
przygotowana była do rozpoczęcia Weda Puruśa Sapthaha Dźnana Jadźni.
Wraz z pojawieniem się, o godzinie 11,Weda Puruszy, czyli Bhagawana Śri Sathya Sai Baby
w Jadźnaśali, sala zaczęła rozbrzmiewać śpiewem mantr wedyjskich, zanoszonym przez kapłanów i
studentów. Następnie kapłani rozpalili w tradycyjny sposób święty ogień dla tej Jadźni, pocierając
dwa kawałki drewna. Zanieśli go do Bhagawana, który pobłogosławił ten ogień i pozwolił, aby
rozpoczęto Jadźnę. Święty ogień, pobłogosławiony przez Bhagawana, umieszczono następnie w
Jadźna Kundam, przy śpiewie mantr wedyjskich w wykonaniu kapłanów i studentów. Następnie
czterech kapłanów siedzących wokół ołtarza (Jadźna Kundam) rozpoczęło jadżnię, wrzucając ofiary
z ghee (oczyszczonego masła) w święty ogień jadźni, przy śpiewie mantr wedyjskich. W
międzyczasie inna grupa kapłanów zaczęła śpiewać mantry z Kriszna Jadżurwedy, zgodnie z
nakazami wedyjskimi odnośnie prowadzenia jadżni. Równocześnie trzech starszych wielbicieli
rozpoczęło Parajanę (uroczyste wypowiadanie) świętych tekstów. Jeden kapłan zaczął wykonywać
Surja Namaskar (oddawanie czci słońcu), inny zaś zaczął wypowiadać Durga Saptaśati (święty
tekst poświęcony bogini Durdze), jeszcze inny natomiast rozpoczął Sahasra Lingarćanę (czczenie
tysiąca ling). Kapłan główny wraz ze swą żoną zaczęli oddawać śpiewem mantr wedyjskich cześć
Boskiej Matce. Studenci również śpiewali Wedy.
Święte mantry wedyjskie, święte teksty, prowadzenie jadżni przed boskim obliczem samego
Weda Puruszy wytworzyły aurę boskości i zaczęły promieniować na wszystkie strony duchowymi
wibracjami. O 11:25 Bhagawan udał się w zachodni róg Jadżńaśali i poświęcił wieniec kwiatów,
który miał być złożony w ofierze. Następnie Bhagawan objechał całą halę, napełniając serca
wielbicieli błogością swojego darśanu i błogosławieństwami. Jadżnię prowadzono w ten sposób od
11 do 17 października, uświęcając całą atmosferę. Było to doświadczenie bardzo uwznioślające dla
tłumów wielbicieli, którzy mieli szczęście być w hali Purnaćandra.
W święty dzień Widźaja Dasami, 17 października, Bhagawan przybył wieczorem do hali
Purnaćandra w celu przeprowadzenia Purnahuti (końcowej ceremonii) tej jadżni. Dokonał
ceremonii ofiarnych, wśród świętych śpiewów wedyjskich i muzyki zespołu Nandaswaram.
Doprowadził jadżnię do szczęśliwego końca poprzez złożenie swoimi boskimi dłońmi końcowych
ofiar w święty ogień jadżni. Na zakończenie pobłogosławił kapłanów i pokropił ich świętą wodą.
Następnie wszyscy kapłani usiedli przed Bhagawanem i śpiewali mantry wedyjskie. O 16:15
Bhagawanowi ofiarowano arati, co oznaczało zakończenie Weda Purusza Sapthaha Dźnana Jadźni.
© Organizacja Sathya Sai w Polsce
22
Sanathana Sarathi 11/2010
Indulal Szah
Saria Szah
BOSKA MIŁOŚĆ W AFRYCE WSCHODNIEJ
Afryka jest być może najpiękniejszym kontynentem tej planety. Pobłogosławiona została
bogatymi złożami minerałów, złota, diamentu, manganu, miedzi itd. Oprócz tego jest to ogromna,
dziewicza ziemia, obfitująca w rzeki, jeziora i wodospady. Ma także zdrową i silną ludność. Zatem
posiada ona wszelkie zasoby naturalne, potrzebne do pełnego miłości i spokojnego życia.
Bhagawan wysłuchuje modlitw mieszkańców Wschodniej Afryki
Ironią losu jest jednak to, że tego kochającego i spokojnego życia jest tam jak na lekarstwo.
Kiedy wszystkie istoty ludzkie na tej planecie mają w sobie te same ziarna, jak mogą istnieć różnice
związane z kastami, wyznaniami, kolorem skóry, religiiami, płcią i pozycją społeczną? Miliony
ludzi na tej ziemi pragnęły, od stuleci, uznania godności ludzkiej, ludzkich praw i równych szans.
Byli bezradnymi niewolnikami, ciężko doświadczonymi ubóstwem i dręczonymi cierpieniem
spowodowanym nierównością i zaniedbaniem. W swym niezmiernym współczuciu, Bhagawan
odpowiedział na tęsknotę milionów Afrykanczyków i obsypał ich swoją miłością i łaską,
odwiedzając Wschodnią Afrykę w 1969 roku.
17 maja 1968 roku Bhagawan Baba wypowiedział następujące słowa do zgromadzenia 1200
delegatów z całego świata podczas Pierwszej Światowej Konferencji Wielbicieli Sai, odbywającej
się w Mumbaju:
„W ludzkiej postaci każda boska istota, każdy boski pierwiastek, to znaczy wszystkie imiona i
postacie przypisywane przez człowieka Bogu, zostały przejawione – Sarwa daiwatwa sarwa
rupaalanu dharinćina manawa karame akaram. Nie pozwólcie, aby rozpraszały was wątpliwości.
Jeśli tylko osadzicie na ołtarzu swego serca mocną wiarę w moją boskość, możecie zdobyć
widzenie mojej rzeczywistości. W przeciwnym razie będziecie się wahali jak wahadło zegara – w
jednej chwili będzie wiara, w innej niedowierzanie. Nigdy wówczas nie zrozumiecie prawdy i nie
zdobędziecie błogości. Jesteście wielkimi szczęściarzami, mając szansę widzenia tego
Sarwadaiwatwa Swarupam (ucieleśnienia wszystkich postaci Boga) teraz, w tym życiu.”
Różni delegaci z wielu krajów prosili Bhagawana, aby ich odwiedził. Byli wśród nich
Howard Murphet z Australii, Tideman Johanessan z Norwegii, dr Nallai Nathan z Cejlonu (Śri
Lanki), Indra Dewi z Meksyku, Charles Penn z Los Angeles (USA) i dr C.G. Patel z Kampali w
Afryce Wschodniej. Baba wysłuchał jedynie tęsknoty Afrykanów i oświadczył, że odwiedzi Afrykę
w następnym miesiącu. Ludzie z Afryki Wschodniej poczynili wszelkie przygotowania do tych
boskich odwiedzin.
Podróż do Nairobi i Kampali
30 czerwca 1968 roku Bhagawan i Jego grupa wsiedli na pokład Boeinga 707 na lotnisku
Santa Cruz w Mumbaju, aby odlecieć do Nairobi w Afryce Wschodniej. Dr C.G. Patel, pani
Madhubahen Patel, dr Atul C. Patel oraz inni członkowie jego rodziny byli gospodarzami tych
odwiedzin. Grupa towarzysząca Bhagawanowi składała się ze Śri N. Kasturiego, Śri Indulala Szaha,
Sarii Szah, Śri Radży Reddy'ego – wszyscy oni pochodzili z Indii – oraz Śri Boba Rajmera i pani
Rajmer z USA. Swami oznajmił, że cały świat jest Jego pałacem, a każdy kontynent jest po prostu
salą w tym pałacu. Jego odwiedziny w Afryce były tylko zajrzeniem do jednego z pokojów tego
pałacu. Kiedy samolot leciał z szybkością około 900 km na godzinę na wysokości 10 kilometrów
nad Morzem Arabskim, do Baby podchodzili piloci i załoga, wysocy urzędnicy lini lotniczych Air
India oraz pasażerowie – wszyscy otrzymali Jego boską łaskę w postaci wibhuti, autografów i
© Organizacja Sathya Sai w Polsce
23
Sanathana Sarathi 11/2010
zdjęć, stwarzanych spontanicznie.
Baba, okazując poczucie humoru, wyciągnął podczas lotu kartę z kieszeni przed swoim
fotelem i napisał na niej pełne miłości napomnienie, jako Swój adres podając „Boeing 707” i podał
to Śri Bobowi Rajmerowi z Los Angeles, siedzącemu tuż przed Nim. Nadeszła od niego odpowiedź
w tym samym duchu, napisana na innej kartce:
„Niebo jest niebieskie, ocean również;
nasze życzenia spełniły się.
Lecimy z Tobą!” [po angielsku tworzy to rymy]
Po pewnym czasie zobaczyliśmy górę Kenja, jej postrzępioną koronę niebieskiej barwy, wystającą
ponad morze mleka. Wkrótce dolecieliśmy do lotniska w Nairobi. Dr C.G. Patel zawiózł Babę
samochodem na otwartą przestrzeń za lotniskiem, gdzie Swami przeszedł wśród zgromadzonych
wielbicieli i obdarzył ich hojnie swoimi błogosławieństwami.
W Nairobi Bhagawan udzielił wielbicielom darśanu i błogosławieństw i udał się do Kampali,
stolicy Ugandy, odległej o 650 km. Po drodze zobaczyliśmy Jezioro Sodowe w Nakuru, gdzie kilku
Afrykanów i Indusów otrzymało boski darśan Baby. Uganda zapewniło Babie samochód pilotujący
od Malaby na granicy Ugandy na znak Jego honorowego statusu. Następnie samochody pojechały
do Dźindźi, gdzie z Jeziora Wiktorii wypływa rzeka Nil. Przybywszy do Kampali o 1:30 w nocy,
Bhagawan pobłogosławił około 2 tys. ludzi, czekających na Niego i śpiewających bhadźany w
pandalu, specjalnie wzniesionym koło domu dr. Patela.
Rankiem 1 lipca Baba wyszedłszy z tego domu stanął naprzeciw ogromnego zgromadzenia.
Przeszedł powoli między ludźmi, obdarzając każdego swoim najwyższym współczuciem i dając
potrzebującym lek swojego darśanu. Wśród tych, którzy oddali szacunek Babie owego poranka,
znajdowali się gen. Idi Amin, szef sztabu wojsk Ugandy oraz Śri Orjema, inspektor generalny
policji Ugandy.
Drugiego lipca Bhagawan udzielił specjalnej audiencji dużej liczbie chorych i kalek. Dwie
osoby przybyły na wózkach, a wyszły raźno na własnych nogach, ku radości i zadziwieniu
wszystkich. Wszyscy wychodzili z promieniejącymi twarzami, po otrzymaniu miłościwej łaski
Bhagawana i cudownego uzdrowienia.
Przesłanie miłości Bhagawana dla Afrykańczyków
Trzeciego lipca Bhagawan leciał przez dwie godziny nad kraterem Ngorongoru w Tanzanii
oraz Jeziorem Wiktorii w małym samolocie, My lecieliśmy za Bhagawanem w drugim małym
samolocie.Wieczorem Bhagawan przemówił podczas pierwszego ze swoich otwartych spotkań, w
Parku Narodowym Nairobi. 20 tysięcy ludzi otrzymało Jego boskie przesłanie miłości i jedności
całej ludzkości. Oświadczył: „Przybyłem, żeby zapalić lampę miłości w Waszych sercach;
dopilnować, żeby z każdym dniem jaśniała coraz większym blaskiem. Nie przybyłem, żeby
przemawiać na rzecz jakiejś szczególnej dharmy (religii), jak na przykład hinduizm. Nie przybyłem
w misji nagłaśniania jakiejś sekty czy wyznania, czy jakiejś sprawy; nie przybyłem też dla
gromadzenia zwolenników jakiejś doktryny. Nie zamierzam przyciągać uczniów czy wielbicieli do
siebie ani do kogokolwiek innego. Przybyłem, żeby powiedziećwam o tej powszechnej, jednoczącej
wierze, o tym pierwiastku atmicznym (pierwiastku ducha), o tej drodze miłości.”
Piątego lipca dr Patel zabrał Babę i grupę samochodami do Nanjuki – leżącej dokładnie na
równiku, około 200 kilometrów od Nairobi, gdzie zatrzymaliśmy się na noc. Był to czwartek.
Bhawawan, rozmawiając z nami, stworzył naczynie, wypełnione po brzegi amritą (nektarem),
słodką niewypowiedzianie i pachnącą ponad wszelkie wyobrażenie, po czym rozdzielił ją pomiędzy
wszystkich złotą łyżką.
Rankiem 6 lipca Bhagawan udał się do Kampali wyczarterowanym samolotem i udzielił
darśanu ponad tysiącu wielbicieli, śpiewających bhadźany. Wieczorem Bhagawan spotkał się z dużą
liczbą osobistości, lekarzy i przedsiębiorców i odpowiadał na ich pytania na temat spraw
© Organizacja Sathya Sai w Polsce
24
Sanathana Sarathi 11/2010
duchowych. Kiedy ktoś spytał: „Dlaczego na świecie jest tyle zła?”, Baba odpowiedział: „Na
świecie nie ma zła, jest ono w umyśle, który widzi zło; ciemność nie ma niezależnego istnienia, jest
ona jedynie nieobecnością światła”. Odpowiadając na inne pytanie stwierdził: „Główną przyczyną
niedoli człowieka jest triśna (pragnienie) i jeśli ktoś przyjrzy się swoim pragnieniom, może łatwo
się przekonać, że może żyć dalece wygodniej z o wiele mniejszą ilością pragnień”. Poradził:
„Oswobodź swój umysł tak, jak oswobadzasz ciało; jedz regularne śniadanie dhjany (medytacji),
obiad bhadźanu, podwieczorek czytania pism świętych i kolację Namasankirtanu (śpiewania
chwały Boga)”.
Obfitość błogosławieństw podczas Guru Purnimy
Rankiem 7 lipca Bhagawan udzielił darśanu podczas bhadźanów i obdarzył rozmową wielką liczbę
osób. Wieczorem Baba wystąpił ze swym pierwszym otwartym przemówieniem w Kampali.
Podkreślając jedność wszystkich wiar, kultur i narodowości, powiedział:”Tak jak ten sam krwiobieg
obiega wszystkie części ciała, tak samo jeden boski pierwiastek ożywia cały wszechświat...
Pomińcie paciorki, rozmyślajcie o łączącej je, wiecznej, zawsze obecnej nici”.
To dodające otuchy przesłanie spotkało się z gorącym przyjęciem przez muzułmanów,
chrześcijan, buddystów, hindusów i parsów. Bhagawan wygłosił 8 lipca kolejną mowę w tym
samym miejscu. Mówił o nektarowej słodyczy boskiego imienia.
9 lipca po porannym bhadźanie Bhagawan spotkał się z delegatami z Nairobi, Dźindźy,
Mbale, Tororo, Eldoret i paru innych miast Ugandy i Kenii. Wyjaśniał im ideał służby jako sadhany
i poprosił, żeby powołali do istnienia organizację Śri Sathja Sai Sewa Samithi w Ugandzie, Kenii i
Tanzanii, z siedzibą główną w Kampali.
Dziesiątego lipca ponad 25 tysięcy ludzi zebrało się, aby oddać hołd Bhagawanowi w
pomyślny dzień Guru Purnimy. Bhagawan udzielał darśanu przez blisko dwie godziny i zajrzał w
każdy róg, dając wszystkim garść słodyczy i paczuszkę wibhuti. Większość obdarowanych znalazła
w tych paczuszkach emaliowane lub metalowe obrazy z Chrystusem, krzyż, obrazy Kriszny bądź
Sai Baby. Był to bardzo wzruszający widok – wielbiciele, zarówno Hindusi jak i Afrykanie,
wyrażający swoją miłość i oddanie dla Bhagawana.
Swami wraz ze swą grupą wyruszył 12 lipca rano, w trzech samochodach, aby obejrzeć Park
Narodowy Wodospadów Murchisona. Drugi z wozów uległ po drodze wypadkowi, ale wszyscy
jadący nim ludzie zostali uratowani dzięki łasce Bhagawana. Najbardziej ucierpiał prof. Kasturi.
Jadący owym samochodem wzięli potem taksówkę i dotarli do domku myśliwskiego, gdzie
Bhagawan zmaterializował wszystkim lecznicze wibhuti, stworzył maści i tabletki, dotykał
bolących miejsc i w przeciągu kilku minut wszyscy poczuli się dobrze. Następnie grupa wraz z
Bhagawanem wyruszyła na przejażdżkę łodzią motorową w górę Nilu, ponad 24 kilometry, w
stronę Wodospadów Murchisona, mijając tysiące krokodyli i hipopotamów, spędzając ponad trzy
godziny na tej radosnej wycieczce, która okazała się niezapomnianym przeżyciem. Bhagawan
dotarł do Kampali o godzinie 13, gdzie czekały na niego tysiące osób, oddających się śpiewaniu
bhadźanów.
Powrót do Mumbaju
Tysiące ludzi zebrało się13 lipca przed domem dr. Patela. Od godziny 8 do 10 Bhagawan
chodził wśród nich, obdarzając obficie wszystkich swoją boską łaską. Przyjmował cudowne bukiety
róż, ustawiał się do wspólnych zdjęć oraz odpowiadał na pytania. Podczas wieczornych bhadźanów
Baba dał ludziom długie godziny darśanu. Wiele chorych otrzymało rzadki dar w postaci
leczniczego wibhuti.
Przed świtem 14 lipca prawie połowa Kampali była u drzwi doktora Patela, aby pożegnać
Bhagawana. Samolot ze Swamim odleciał z Entebbe o godzinie 13, a dotarł do Nairobi o 14:30.
Tysiące ludzi stało na tarasie w Nairobi od godziny 13. Baba pomachał dłonią temu olbrzymiemu
zgromadzeniu, po czym wsiadł na pokład samolotu lecącego do Mumbaju. Maszyna wylądowała na
© Organizacja Sathya Sai w Polsce
25
Sanathana Sarathi 11/2010
lotnisku Santa Cruz o 12:45 – 10 tysięcy wielbicieli zgotowało Mu tam ciepłe powitanie.
15 lipca Baba przemówił do olbrzymiego zgromadzenia w ośrodku Dharmakszetra w
Mumbaju, któremu przewodniczył dr K.M. Munsi. Dr Munsi nie mógł powstrzymać łez radości i
wdzięczności, kiedy mówił: „Bolało mnie serce, kiedy widziałem dokoła szybki upadek wiary w
Boga i żarliwości w religii i byłem na krawędzi rozpaczy, rozmyślając o przyszłości tego
starożytnego kraju. Kiedy jednak patrzę na Bhagawana Śri Sathja Sai Babę i jestem świadkiem
przemiany, jaką wywołuje w sercach milionów, doznaję otuchy i jestem szczęśliwy. On z pewnością
sprawi, że Indie będą ponownie żyć jako Bharat i rozszerzy wiarę i religię na świecie. Ofiaruję Mu
swój pokłon i wyrazy szacunku.” Bhagawan w swoim boskim przemówieniu mówił o
odwiedzinach w Afryce Wschodniej jako o przejściu z jednego pokoju do drugiego w przestronnym
boskim pałacu – wszechświecie. Oznajmił: „Ja nie jestem obcy w żadnym kraju, jestem u siebie, we
wszystkich częściach Ziemi”. Baba oświadczył, że konflikty rasowe i urazy powstają z czystej
niewiedzy o zasadniczym braterstwie ludzi. „To właśnie tę prawdę, tę jedność, często źle rozumianą
jako różnorodność, kiedy się na nią patrzy przez okulary samolubstwa, szerzyłem w Afryce
Wschodniej” - stwierdził Baba.
NOWINY Z OŚRODKÓW SAI
ŚWIATOWE PREKONFERENCJE NA BLISKIM WSCHODZIE, W WIELKIEJ BRYTANII,
MALEZJI I AUSTRALII
Międzynarodowa Organizacja Śri Sathya Sai zwołała prekonferencje w krajach na całym świecie
jako wstęp do listopadowej IX Światowej Konferencji w Prasanthi Nilajam. Osiem z tych narad: w
Japonii, Argentynie, Meksyku, USA, Włoszech, Rosji, Niemczech i Kanadzie zostało opisanych w
w lipcowym wydaniu 'Sanathana Sarathi'. Obecnie opisujemy prekonferencje, jakie odbyły się w
krajach Bliskiego Wschodu, Wielkiej Brytanii, Malezji oraz Australii.
Prekonferencja państw Bliskiego Wschodu i Zatoki Perskiej miała miejsce 14 maja w
Hotelu Dhow Palace w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Wzięli w niej udział delegaci ze
Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Omanu, Bahrajnu, Kuwejtu, Arabii Saudyjskiej, Iranu i
Turcji. Naradę otworzył zapalając świętą lampę – Śri G.B. Ćoithram Dźetwani, główny koordynator
regionu Bliskiego Wschodu i Zatoki. Mówił o tym, jak ważne jest, aby zwracać się do wnętrza i
uświadomić sobie swoją boskość. Delegaci, podzieleni na grupy kółek studyjnych, rozmawiali o
tym, jak stosować nauki Bhagawana w codziennym życiu.
Prekonferencja Wielkiej Brytanii odbyła się w dniach 17-18 lipca 2010 roku w jednej z
najbardziej uroczych i pięknych szkół Londynu. Uczestniczyło ponad 650 delegatów. Dr Michael
Goldstein i dr Narendranath Reddy wystąpili jako główni mówcy obok głównego marszałka
lotnictwa, Nirmala Suri'ego. Szczególną niespodzianką była obecność Phyllis Crystal, która
specjalnie przyleciała ze Szwajcarii. Delegaci zostali podzieleni na 25 grup warsztatowych i
rozmawiali o myślach przewodnich konferencji i o ich znaczeniu dla realnego życia. Wieczorem
wystąpił Narodowy Chór Młodzieży i wspaniały koncert dała Dana Gillespie.
Około 450 delegatów z Malezji, Singapuru, Tajlandii, Brunei, Indonezji i Nepalu
uczestniczyło w prekonferencji w malezyjskiej Petaling Dźaja w dniach 31 lipca - 1 sierpnia.
Rozpoczęli śpiewami wedyjskimi, zapaleniem lampy i modlitwą. Następnie delegatów przywitali:
Śri Billy Fong, przewodniczący Rady Głównej Organizacji w Malezji oraz dr W.K. Rawindran,
przewodniczący tej strefy. Później przemawiał dr William Harvey, członek Rady Prasanthi. W
swym wystąpieniu podkreślił, że jedność, harmonia, tolerancja i miłość są kamieniami węgielnymi
© Organizacja Sathya Sai w Polsce
26
Sanathana Sarathi 11/2010
Organizacji Sathya Sai. Główny gość, dr Narendranath Reddy, mówił o ważności pełnej wiary,
przemiany jednostkowej, oczyszczania serca oraz o celu, jakim jest świadomość samego siebie
(samorealizacja). W 20. kółkach studyjnych głęboko rozważano nauki Bhagawana.
Australia, Papua-Nowa Gwinea, Nowa Zelandia, Fidżi i Filipiny zorganizowały
prekonferencję w dniach 11-12 września 2010 roku. Ponad 530 delegatów uczestniczyło w tym
wydarzeniu, odbywającym się na pięknej sali w Szkole Królów w North Parramatta, w australijskiej
Nowej Południowej Walii). Narada rozpoczęła się, kiedy dr Michael Goldstein i dr Narendranath
Reddy zapalili lampę. Mowę powitalną wygłosił koordynator główny, Śri Newilla Fredericks, po
której przemówił dr Phal Dhall, przewodniczący strefy. Zarówno dr Goldstein, jak i dr Reddy
podzielili się swymi osobistymi doświadczeniami ze Swamim, podkreślając myśli przewodnie owej
narady: „Bóg jest”,”Ja jestem ja”, „Kochaj wszystkich, wszystkim służ”. Następnie miały miejsce
warsztaty, podczas których ludzie w 25 kółkach studyjnych podjęli budujące i owocne duchowo
rozmowy o naukach Bhagawana. Naradę wzbogaciła też skłaniająca do przemyśleń wystawa pod
nazwą „Bezkresna Energia” oraz przejmującą muzyczną prezentację nauk Bhagawana.
HAITI
Organizacja Sathya Sai kontynuuje pomoc dla Haiti podjętą po trzęsieniu ziemi, 12 stycznia
2010 roku. Służy ludziom pomocą lekarską, Narajana sewą (dożywianiem), pomocą dla sierocińca,
zapewnia schronienie, prowadzi też służbę społeczną. W czerwcu i lipcu dr Michael Goldstein i dr
Narendranath Reddy odwiedzili Haiti, aby dokonać oceny bieżących potrzeb i zaplanować niesienie
pomocy w przyszłości. Wśród ochotników znajdowało się wówczas trzech wychowanków
Uniwersytetu Śri Sathya Sai. Do końca sierpnia około 44 tysięcy pacjentów zostało przyjętych
przez lekarzy- wolontariuszy Sai. Przygotowano i rozdano ok. 160 tysięcy posiłków, zbudowano 4
domy dla tych, którzy je stracili podczas trzęsienia ziemi oraz oczyszczono ulice z pomocą
Haitańczyków. Dzieciom w sierocińcu dostarczono żywność, zabawki i książki. Niesienie pomocy
na taką skalę jest możliwe dzięki boskim błogosławieństwom Bhagawana, gdyż ochotnicy z
Organizacji Sai prowadzą nadal swą pracę, nie zniechęceni palącym upałem i huraganami.
USA
Bezpłatna Klinika Medyczno-Dentystyczna Śri Sathya Sai została otwarta 1 maja 2010
roku, niosąc służbę rodzinom o niskich dochodach z Mar Vista Gardens (południowo-zachodnie
Los Angeles) w Kalifornii. Klinika działa we współpracy z Kliniką Rodzinną Venice, największą
bezpłatną placówką medyczno-dentystyczną w USA. Dostarcza bezpłatnych usług medycznych pod
patronatem Organizacji Sathya Sai, w każdą sobotę. Jeśli dla dalszego leczenia potrzebne jest
umieszczenie w szpitalu, pacjenci kierowani są do Ośrodka Medycznego Uniwersytetu
Kalifornijskiego w Los Angeles. Personel paramedyczny i ochotnicy spoza służby zdrowia
pomagają przy świadczeniu usług medycznych i dentystycznych. W klinice służy piętnastu lekarzy
i trzech dentystów, wspieranych przez 60 ochotników, w tym dyplomowane pielegniarki, aptekarzy,
pomocników medycznych, studentów medycyny oraz innych wolontariuszy, spoza służby zdrowia.
INDIE
Stan Andhra Pradeś:
Okręg Haidarabad zbudował zbiornik do przechowywania wody pitnej, o pojemności 10 tysięcy
litrów w Huts Colony koło A.P. Foods Factory w Naracham (Haidarabad). Uroczyście oddano go do
użytku 14 sierpnia 2010 r. w obecności zarządu miasta. Będzie on dostarczał czystej wody pitnej
© Organizacja Sathya Sai w Polsce
27
Sanathana Sarathi 11/2010
160 biednym rodzinom, żyjącym w tej kolonii.
Okręg Vizianagaram przeprowadził bezpłatny obóz badania oczu w Azzadu i wybrał 70
pacjentów do operacji katarakty - przeprowadzono je pomyślnie. Rozdawano też jedzenie w
ramach Narodowego Programu Narajana Sewy Śri Sathya Sai.
W ramach obchodów 85 urodzin Baby, okręg Guntur przygotował Prema Ratham (rydwan
miłości) z uwiecznionymi na nim artystycznie naukami Bhagawana i przedsięwzięciami
służebnymi. Rydwan odwiedza setki wiosek, od 12 sierpnia, niosąc przesłanie Swamiego. Okręg
zajmował się też dożywianiem.
Stan Assam
Na inaugurację 85 urodzin Bhagawana przygotowano zlot dzieci organizacji Bal Wikas, w Dniu
Bal Wikas, tj. 12 września. Idąc szerokimi ulicami wokół malowniczego Dighalipukhuri, w sercu
miasta, dzieci niosły plakaty z różnymi przesłaniami Bhagawana Baby oraz symbolami wszystkich
religii, co wywierało duże wrażenie na widzach. Potem dzieci zwiedziły Państwowe Muzeum
Assamu, a następnie, wraz z opiekunami wzięły udział w duchowym spotkaniu.
Stan Gudżarat
W związku z 85 urodzinami Bhagawana, Organizacja Sewy Śri Sathya Sai w Gudżaracie
przygotowała sympozjum na temat wartości i służenia. Przewodniczący Organizacji przedstawił
delegatom działania Swamiego w dziedzinie duchowej, oświatowej i służebnej. Następnie wielu
mówców wyjaśniało, w jaki sposób educare Swamiego, ów bezcenny dar dla dzisiejszej oświaty,
pomaga zaszczepiać w uczniach ludzkie wartości.
Śri Satyja Sai Sewa Samithi z Wadodary, wraz z Wyższą Szkołą Medyczną Baroda,
przeprowadziła 25 września bezpłatne badania medycznych dla rodzin rikszarzy. Zespół lekarzy
ogólnych, ginekologów, lekarzy skórnych, okulistów, dentystów i lekarzy dziecięcych świadczył
swe usługi. Łącznie zbadano 220 pacjentów oraz rozdano bezpłatne leki i paczki.
Stan Harjana i Ćandigarh
Organizacja Sewy z Harjany i Ćhandigarh przygotowała wystawę „Sai Sandeś – Podróż z Sai” w
Domu Starców. Wystawa została uroczyście otwarta 8 października przez ministra ds. zasobów
wodnych i spraw parlamentarnych. Wystawa była otwarta dla publiczności przez cztery dni. Tysiące
ludzi, w tym wielka liczba osobistości, odwiedziła tę wystawę i poznała przesłania Bhagawana:
'Kochaj wszystkich, wszystkim służ', 'Zawsze pomagaj zawsze, nigdy nie rań', 'Jest tylko jedna
religia – religia miłości' itd. Oprócz podróży Bhagawana na wystawie pokazano trzy główne
przedsięwzięcia Baby w dziedzinie służby zdrowia, oświaty i wody pitnej, oraz działania służebne,
podejmowane przez Organizację Sai z Harjany i Ćandigarh. Wieczorem śpiewano bhadźany.
Wszyscy odwiedzający otrzymali w podarunku kalendarze i zdjęcia Bhagawana Baby, wibhuti oraz
słodycze i owoce. Wystawę opisały szeroko różne gazety, takie jak 'Dainik Bhaskar', 'Aadź
Samadź', 'Amar Udźala', 'Pundźab Kesri', 'Dainik Tribune', mówiły też o niej kanały telewizyjne.
19 września zorganizowano obóz honorowego krwiodawstwa w Domu Starców i Ośrodku
Sai w Ćandigarh we współpracy z Bankiem Krwi w Ćandigarh. W obozie wzięło udział ponad 200
wielbicieli, którzy oddali 205 jednostek krwi.
Stan Dźammu i Kaśmir
Organizacja sewy z Satwari, Digiany, Nanak Nagary i Gandhi Nagary zorganizowała
Narodową Narajana Sewę, przygotowując powszechną bezpłatną kuchnię w każdą pierwszą i
trzecią niedzielę miesiąca. Ofiarowuje się wówczas jedzenie około ok. 250 osobom.
Oprócz tego, Samithi z Udhampur dostarcza w każdą niedzielę w Udhampur i w okolicznych
wioskach gotowane pożywienie ok. 350 ludziom.
Amruta Kalasamy (racje żywnościowe) z suchym prowiantem przekazuje się około 35
rodzinom w każdym miesiącu w różnych wioskach okręgów Dźammu i Kathua i pomaga się tam
© Organizacja Sathya Sai w Polsce
28
Sanathana Sarathi 11/2010
też na inne sposoby.
Stan Karnataka
W ramach obchodów 85 urodzin Bhagawana zorganizowano 8 października w Bangalore
sympozjum pod hasłem: „Dobrobyt poprzez połączenie wartości – droga Sai”. Zaproszono 450
osób, wybitnych osobistości. Główni goście to Śri W. Sriniwasan, przewodniczący Organizacji Sai
w Indiach, Śri Anil Gokak, były prorektor Instytutu Wyższego Wykształcenia Śri Sathya Sai.
Stan Pendżab
Organizacja Sewy Śri Sathja Sai w Pendżabie przygotowała trwający 85 godzin Akhanda Bhadżan,
który rozpoczął się 22 września 2010 roku, a zakończył 26 września. Uczestniczyło ponad 15
tysięcy wielbicieli. Zapewniono langar (bezpłatną kuchnię). 26 września przeprowadzono obóz
honorowego krwiodawstwa i zebrano 85 butelek krwi dla pacjentów.
Stan Radżastan
Wielbiciele z Organizacji Sai w Radżasthanie przeprowadzili 85 Akhanda Bhadźanów w Kota,
Bikaner i Udaipur we wrześniu 2010 roku. Osiemdziesiąt pięć drzewek rozdano mieszkańcom
wioski Hardia, a organizacja sewy z Udaipur zasadziła 85 drzew. W Koty rozdano prześcieradła
oraz owoce i zdjęcia Bhagawana 85 ludziom cierpiących na trąd i innym osobom w potrzebie.
Kobiety z Didwana Samithi rozdały sari i podarki 85 kobietom. Wielbiciele z Barmer wzięli pod
swoją opiekę sierociniec w Ćotan, gdzie codziennie odbywają się bhadżany. 85 dzieci z wioski
Nohra zaopatrzono w materiały szkolne.
Stan Tamil Nadu
Organizacja Śri Sathya Sai z Tamil Nadu przygotowała konferencję „Wyzwania edukacji – Śri Sai
Educare – podejście całościowe”. Odbyła się ona 3 października w Szkole Wyższej D.G. Waiśnawa
w Chennai (Madrasie) z udziałem wielu wybitnych naukowców. Prof. dr S.W. Ćittibabu, były
zastępca rektora Uniwersytetu Annamalai wygłosił główną mowę. W konferencji wzięło udział
dwóch rektorów, 16 dyrektorów i 433 profesorów ze 122 instytucji oświatowych z Chennai i okolic.
Gen. S.P. Mahadewan
BŁOGOŚĆ PODRÓŻOWANIA Z BHAGAWANEM
W Swoim niezmiernym współczuciu i głębokiej miłości, Bhagawan Baba zabrał mnie ze
sobą w wiele podróży samochodem i drogą powietrzną, podczas mojej 15-letniej kadencji na
stanowisku przewodniczącego Organizacji Sewy Śri Sathya Sai w stanie Tamilnadu. Opiszę
niektóre z tych podróży, jakie miałem szczęście odbyć z Sai.
Tamilnadu to Daiwa Nadu
W 1982 roku Bhagawan zabrał mnie ze sobą do Tirućirapalli, samolotem Indian Airlines. W
Tirućirapalli Swami przemówił do wielkiego zgromadzenia blisko 10 tysięcy wielbicieli. Z
Tirućirapalli pojechałem z Nim w Jego samochodzie do Madurai. Udzielił tam darśanu tysiącom
ludzi, zgromadzonym na otwartej przestrzeni naprzeciw domu okręgowego poborcy podatków.
Następnie zabrał mnie wraz z płk. Jogą Rao oraz studentami, którzy z Nim przybyli, do domu
majora dr. Ćari, gdzie zjedliśmy obiad. Jednak Swami nic nie jadł.
Przyjechawszy do Kodaikanal zobaczyliśmy tam Śri Ramakrisznę Hedge, ówczesnego
premiera stanu Karnataka, oczekującego na darśan Swamiego. Bhagawan poprosił mnie, abym się
nim zaopiekował, dając jakieś lekkie przekąski czy coś do picia, dopóki On nie przyjdzie. Śri
© Organizacja Sathya Sai w Polsce
29
Sanathana Sarathi 11/2010
Hedge odmówił herbaty, kawy i ciastek, jakie mu zaproponowałem. Nie chciał też siedzieć na
miękkim krześle, bardzo chciał bowiem usiąść koło lotosowych stóp Bhagawana. Po Swoim
przybyciu Swami zatoczył boską dłonią w powietrzu i stworzył wibhuti, po czym dał je Śri
Hedge'mu mówiąc, żeby to zjadł. Następnie posmarował mu nim gardło. W ten oto sposób Swami
uleczył nowotwór gardła Śri Hedge.
Z Kodaikanal udałem się wraz z Bhagawanem do Salem, gdzie tysiące mężczyzn i kobiet
zebrało się, aby otrzymać darśan Swamiego. Bhagawan wezwał mnie na piętro siedziby Sai Samithi
w Salem i powiedział: „Zobacz ile tysięcy ludzi jest na tych drogach, na drzewach, na dachach
domów. Mówiłeś, że Salem jest domem ateisty Ramasamy Naicker'a !”
Z Salem pojechałem ze Swamim do Mettur Dam, gdzie zatrzymaliśmy się na noc.
Następnego dnia, udzieliwszy ludziom darśanu, Swami zabrał mnie ze sobą do Kaweri
Pumpattinam, gdzie pobłogosławił pacjentów i lekarzy na obozie bezpłatnych operacji oczu,
przygotowanym przez miejscowe Sai Samithi. Po przybyciu do Brindawan, Bhagawan powiedział
studentom, że jest szczęśliwy widząc tak wiele dobrej pracy, prowadzonej z oddaniem i dyscypliną.
Zatem „Tamilnadu” (ziemia Tamilów) może być nazywana „Daiwa Nadu” (ziemią Boga).
Odwiedziny w wiosce Manipakkam
Podczas swoich dorocznych odwiedzin w Chennai, w styczniu 1983 roku, Bhagawan wygłosił
historyczne oświadczenie podczas przemówienia w sali Akademii Muzycznej, w obecności
ówczesnego gubernatora stanu Tamilnadu, Śri Khurany oraz zastępcy rektora Uniwersytetu w
Madrasie, dr Sundaresana. „Od dzisiaj będę dawał bezpłatne wykształcenie we wszystkich
wyższych uczelniach Sai, w szkołach Sai oraz innych instytucjach Sai. W związkach studenckich
nie będzie żadnych wyborów do władz studenckich, będzie jedynie wybór na podstawie
osiągniętych ocen.” Następnego dnia Swami zgodził się, na moją prośbę, odwiedzić Manipakkam,
jedną z wziętych pod opiekę wiosek, położoną około 40 km od Chennai. Podróżował cierpliwie
zabłoconymi drogami, prowadzącymi przez ryżowe pola. Po drodze Swami pytał mnie o szczegóły
różnych zadań, wykonywanych przez pracowników Sai w wiosce Manipakkam. Na wjeździe do tej
wsi samochód Swamiego musiał minąć sklep z toddy (ludowym alkoholem),należący do pewnego
muzułmanina oraz świątynię wioskową - w opłakanym stanie. Swami poprosił mnie, aby naprawić
tę świątynię, zwłaszcza jej Radźagopuram (wieżę), a pieniądze na te naprawy wziąć z Centralnego
Trustu Śri Sathya Sai. Jednym ze skutków odwiedzin Swamiego w tej wsi było to, że muzułmański
sklepikarz przemienił swój sklep alkoholowy na sklep z herbatą. Bhagawan wygłosił we wsi boskie
przemówienie do zgromadzenia około 5 tysięcy ludzi, dostarczając mi sposobności tłumaczenia go
na język tamilski. Przed opuszczeniem wioski Swami dokonał bhumi pudży (poświęcenia ziemi)
pod miejscową aptekę, jaka miała być tam zbudowana przez Trust Sai.
Z Bhagawanem w mumbajskiej Dharmakszetrze
W styczniu 1984 roku Bhagawan zabrał mnie ze sobą do Mumbaju samolotem Indyjskich
Linii Lotniczych, wraz z pułk. Jogą Rao i paroma studentami. Tam zawiózł nas wszystkich na obiad
do domu Radźamaty Nawanagar. Nazajutrz, kiedy przewodniczący Śirdi Sai Sansthanu przybył do
Dharmakszetry po Jego darśan,Swami poprosił go, aby zabrał mnie, płk. Jogę Rao i czterech
studentów do Śirdi na darśan, po czym przywiózł nas z powrotem. Zgodnie z tym, następnego dnia
zabrano nas samolotem do Naśik, stamtąd zaś samochodem do Śirdi, gdzie wszystkich nas
traktowano jako gości Trustu Śirdi Sai. Kazałem tam naszym studentom śpiewać bhadźany.
Przekazaliśmy czek, dany Śirdi Sai Sansthanowi przez Bhagawana. Każdy z nas otrzymałw darze
kaszmirski szal. Gdy powróciliśmy do Śirdi, Swami spytał nas, co widzieliśmy w Śirdi. Kiedy coś
pominęliśmy, Swami uzupełniał naszą listę o małe posągi, itd., jak gdyby żył w Śirdi przez długi
czas. W Mumbaju Swami pobłogosławił mnie pobytem przy Nim w Dharmakszetrze, dając mi tam
pokój. Pewnego dnia o północy poczułem, że moje łóżko zakołysało się. Kiedy otworzyłem oczy,
© Organizacja Sathya Sai w Polsce
30
Sanathana Sarathi 11/2010
zobaczyłem Bhagawana, siedzącego na moim łóżku. Próbowałem się podnieść, ale Swami zabronił
mi i powiedział: „Leż. Ty i Joga Rao dajecie zbyt głośny występ 'orkiestry wojskowej' swoim
chrapaniem! Jak mam spać w sąsiednim pokoju?” To powiedziawszy, wyszedł.
Pobłogosławienie świątyni
Ósmego maja 1989 roku podróżowałem z Bhagawanem na przednim siedzeniu Jego
samochodu. Bhagawan opuścił Kodaikanal o szóstej rano. Jadąc przez Palani, Udumalpet, Pollaći,
Podanur i Coimbatore, dotarliśmy o piętnastej do wziętej pod opiekę wioski Kuppa Naicken
Palajam w okręgu Coimbatore, pokonawszy 32 kilometry zakurzonych, nieasfaltowanych dróg.
Swamiego przywitały we wsi tysiące ludzi. Zgotowano Mu tradycyjne powitanie z Purnakumbham
oraz białym parasolem, przy śpiewie wedyjskim, podczas gdy dzieci Bal Wikas złożyły puśpandźali
(ofiarę z kwiatów) u Jego lotosowych stóp. W wiosce tej zbudowana została przez wielbicieli Sai
świątynia poświęcona Matce Kali. Była przygotowana do przeprowadzenia Kumbha Abhiśekam
(rytualnej kąpieli) oraz Pran Pratiśthi (ożywienia pierwiastkiem życiowym). Gdy Swami miał
właśnie udać się do olbrzymiej śamiany (namiotu), aby udzielić darśanu tysiącom zebranych tam
mieszkańców wsi, główny kapłan powiedział Mu, że nie ustawiono jeszcze posągu bogini Kali i nie
przygotowanono też Jantra Sthapanam (mistycznego diagramu). Bhagawan natychmiast
powiedział: „Idź i zobacz. Już dokonałem ustawienia posągu i wykonałem Jantra Sthapanam”.
Wskazał na świątynię prawą ręką, której opuszki palców były pokryte kurkumą. Swami nadał tej
bogini imię „Śri Sathya Kali”. Kapłan główny i inni kapłani pobiegli do świątyni, gdzie przekonali
się ku swemu zaskoczeniu, że posąg bogini Śri Sathya Kali został już ustawiony. Ujrzeli też na tym
posągu zielone liście nim, kurkumę i pastę z drewna sandałowego. Całe zgromadzenie przeniknęła
ekstaza, kiedy obwieszczono ludziom ten cud Sai.
Wszechmoc i wszechwiedza Swamiego
Następnie Swami udał się do Śamiany, gdzie pobłogosławił wielkie zgromadzenie, obejrzał
przedstawienie kulturalne w wykonaniu dzieci Bal Wikas, rozdał ubrania biednym mężczyznom i
kobietom ze wsi oraz pobłogosławił pożywienie, jakie miało zostać rozdzielone. Swami zapytał
wieśniaków czy pada u nich deszcz. „Brukuje wody i tu wciąż jest susza” - odpowiedzieli
mieszkańcy wsi. Swami rzekł: „Idźcie prędko w bezpieczne miejsca, bo będzie tu teraz lał deszcz”.
W ciągu pięciu minut od odejścia Swamiego zaczęło lać jak z cebra, co napełniło ludzi wielką
radością.
W drodze stamtąd do Mettupalajam nadal ulewnie padało. Poprosiłem więc Bhagawana,
żeby powstrzymał deszcz, gdyż wcześniej zadbałem o to, aby w Mettupalajam Sai Samithi nas
oczekiwano wraz ze słoniem, który miał powiesić Babie na szyi wieniec kwiatów. Tysiące
wielbicieli czekało tam na Jego darśan, zarówno w budynku Samithi jak i na dworze. Swami odparł
z uśmiechem: „Poczekaj, a zobaczysz”. Kiedy dotarliśmy do południowego krańca Mettupalajam,
wszechmocny Bóg Sai powstrzymał deszcz, przyjął wieniec kwiatów podany przez słonia,
pobłogosławił zgromadzone tam tysiące ludzi, rozdał ubrania lekarzom i pielęgniarkom, wygłosił
boskie przemówienie, po czym odjechał. Gdy przekroczyliśmy rzekę Bhawani, północną granicę
Mettupalajam, znów zaczęło obficie lać. W drodze do Kunur, Swami wysiadł samochodu podczas
ulewnego deszczu, poszedł bez parasola ku ludziom śpiewającym bhadźany i pobłogosławił ich.
Spytałem Swamiego, dlaczego szedł w deszczu bez parasola. Swami odpowiedział: „Kiedy tak
wielu ludzi siedzi na deszczu i śpiewa bhadźany, dlaczego Ja nie miałbym pójść w deszczu, żeby
ich pobłogosławić?”
Owego wieczora Swami dotarł do Uty i przydzielił mi pokój, tak że mogłem zamieszkać u Niego w
samym Nandana Wadam. Nazajutrz, gdy po darśan Bhagawana przybył główny inżynier, z PWD w
Tamilnadu, Swami powiedział mu, że we wsi którą odwiedził, są trudności z wodą pitną, po czym
poprosił go, aby się tym zajął. Główny inżynier udał się do Kuppa Naicken Palajam i zorganizował
© Organizacja Sathya Sai w Polsce
31
Sanathana Sarathi 11/2010
kopanie studni w odległości około 3 metrów od Świątyni Śri Satyja Kali i na głębokości 20 metrów
natrafiono na słodką wodę. Kazał zbudować zbiornik na górze, który dostarcza wody pitnej dla
Kuppa Naicken Palajam oraz pobliskim wioskom. Jest to wielka mahima (łaska) współczującego
Pana Sai.
W styczniu 1990 roku Swami, na moją prośbę, zgodził się odwiedzić bezpłatny obóz
operacji oczu w Chrompet, leżącym około 25 km na południe od Chennai. Bhagawan pobłogosławił
w Chrompet lekarzy i pacjentów, rozdzielił wśród tych ostatnich bezpłatne okulary, rozdał sari i
dhoti wielu osobom oraz pobłogosławił pożywienie gromadzone na Narajana Sewę. W drodze
powrotnej do Chennai, około 20 kilometrów od tego miasta, Swami powiedział mi, żebym zawiózł
Go do swego domu po to, aby mógł pobłogosławić moją żonę. Stwierdziłem: „Swami! Moja żona
jest w Mandirze Sundaram. Ona nie jedzie do Madrasu (Chennai). Muszę jechać do Sundaram i
przywieźć ją do domu”. Swami rzekł: „Ona już przyjechała do domu. Zawieź mnie do swego
domu”. Kiedy tam dotarliśmy, Swami powiedział mojej żonie: „Twój mąż, oficer wojska, uczynił
wszystko, żeby powstrzymać Mnie przed przybyciem tu i pobłogosławieniem cię”. Spytałem ją, w
jaki sposób przyjechała do domu. Oznajmiła: „Pewna wielbicielka jadąca wraz z kierowcą
ulitowała się nade mną, siedzącą samotnie w Sundaram i przywiozła mnie do domu”. Był to kolejny
dowód wszechwiedzy Pana Sai, wiedzącego co robią Jego wielbiciele. Miałem wiele innych
doświadczeń, miałem też szczęście podróżować z Sai w Jego samochodzie, jednak z uwagi na brak
miejsca w 'Sanathana Sarathi' zakończę już swoje opowiadanie.
Z naszych archiwów
UŚWIADOM SOBIE BOSKOŚĆ I STAŃ SIĘ BOSKI
Twoje serce jest moim domem
To jest naczynie, to jest strzecha, to jest dom. a to ściana.Oto dżungla, oto wzgórze, to jest ziemia,
to - jezioro, to jest niebo, to jest ten, który czyni dzień [chodzi o słońce], to jest światło nocy. Oto
gwiazdy, oto planety, oto jest to, co bezwładne, to jest to, co żywotne, to jest jakaś osoba. Wszystko
to jest różne ode Mnie, ten materialny świat różni się ode Mnie. Ale jako świadek jestem świadom
tego wszystkiego i wypełniam każdą z tych rzeczy zasadą istnienia, bez pomocy żadnego
porządkującego procesu, ponieważ jestem ponad tym wszystkim.
Korzystajcie z żywiołów z uważnością, pełną głębokiego szacunku
Jest to pomyślna chwila w dziejach Indii, ponieważ macie wspaniałą sposobność
zrozumienia prawd ucieleśnionych w pismach świętych tego kraju oraz wzorców postępowania
zapisanych w kodeksach. Po to, abyście mogli osiągnąć cel ludzkiego życia, a mianowicie
uświadomić sobie boskość i stać się boskimi. To, co wieczne nałożyło ograniczenia samo na siebie i
przybyło w tej ludzkiej postaci, która odsłania ponownie wzorce i wprowadza je wśród wszystkich
ludzi. Oczywiście tym, którzy nie są zaznajomieni z pismami świętymi, trudno pojąć tajemnicę tego
zstąpienia.
Tym niemniej, mogę wam powiedzieć, że wszystkie pięć żywiołów (przestrzeń, powietrze,
ogień, woda i ziemia) zostało stworzonych wolą Najwyższego. Z każdego musicie korzystać
uważnie i z czcią, czujnie rozróżniając. Bezmyślne wykorzystywanie któregokolwiek z żywiołów
zemści się na was i przyniesie ogromne szkody. Do przyrody należy podchodzić ostrożnie i z
© Organizacja Sathya Sai w Polsce
32
Sanathana Sarathi 11/2010
lękiem.
Panuj nad zmysłem smaku, panuj nad językiem
Równie ostrożnie należy obchodzić się ze zmysłami! Dwa spośród nich są w stanie wyrządzić
ogromną krzywdę: język i narządy płciowe. Ponieważ seks jest rozbudzany i rozpalany przez
pożywienie, powinieneś bardzo uważać na to, co jesz i pijesz. Oko, ucho i nos służą za narzędzia
poznawania jednej, szczególnej cechy przyrody, a język służy do dwóch celów: oceny smaku oraz
do wypowiadania słów - symboli porozumiewania się. Musisz panować nad językiem
szczególnie uważnie, jako że może on szkodzić na dwa sposoby. Bez panowania nad zmysłami
sadhana nie przynosi wyników. Sadhana przypomina wtedy trzymanie wody w dziurawym
naczyniu. Patańdżali (mędrzec, autor 'Jogasutr') stwierdził, że kiedy pokonasz język, zwycięstwo
będzie twoje. Gdy język pragnie jakiegoś smakołyku, nie zaspokajaj jego zachcianek. Jednakże nie
jest to łatwe. Nawet mnisi padają ofiarą języka i są niezdolni do powściągnięcia jego wybryków.
Noszą szaty mnisie, ale domagają się łakoci, ściągając hańbę na instytucję mniszego życia. Jeśli
zaczniesz jeść proste jedzenie, które nie jest ani pikantne, ani gorące, ale po prostu bardzo
odżywcze, język może przez kilka dni cierpieć katusze, ale wkrótce zaakceptuje to. Oto sposób na
podporządkowanie go sobie i oswobodzenie się z jego władzy.
Ponieważ język domaga się rozmów skandalicznych i lubieżnych, musisz powściągnąć tę
jego skłonność. Mów mało i słodko - tylko wówczas, gdy jest taka potrzeba; rozmawiaj jedynie z
tymi, z którymi musisz; nie krzycz ani nie podnoś głosu w gniewie czy w innych emocjach. Taka
kontrola poprawi twoje zdrowie i da ci spokój umysłu. Doprowadzi do lepszych stosunków z
innymi i do mniejszego zaangażowania w kontakty i konflikty. Możesz być przedmiotem drwin, ale
osiągnięte korzyści ci to powetują. Uchronisz swój czas i energię i będziesz mógł przeznaczyć ją na
coś lepszego. Takie jest Moje szczególne przesłanie urodzinowe: panujcie nad swoim zmysłem
smaku. Panujcie nad swoim językiem.
Ale to jedynie część szerszego programu panowania nad zmysłami. Twoje oddanie dla Boga
najlepiej wyraża sie poprzez zmysłami opanowanie zmysłów. Zmysły bowiem pędzą w stronę tego,
co chwilowe i za tym, co krzykliwe, profanując serce. Nie wymagam od ciebie żadnego innego
daru, żadnej cennej rzeczy, tylko to serce, które ci dałem. Daj Mi to serce tak czyste, jak wtedy,
kiedy ci je dałem; pełne nektaru miłości, którym je wypełniłem.
Nie unoście się radością, że w tym dniu to ciało przejawiło się 43 lata temu poprzez
narodziny. Narodziny i śmierć są nieuniknionymi zdarzeniami w karierach cielesnych powłok.
Wartość życia osądza się po tym, co wydarzy się pomiędzy tymi dwoma wydarzeniami. To tym
należy się radować. Wykorzystaj ten czas na dokonanie postępu w dziedzinie ducha. Wysiłek
powinien być podejmowany na trzech polach: 1) ćwiczenia i dyscyplina duchowa, 2) rozwijanie
nieprzywiązania, 3) rozwijanie wiary we własną jaźń. Bez tych trzech rzeczy życie jest tylko
żmudną i marnotrawną podróżą przez pustynię. Zrezygnuj, wyrzeknij się. Tym co się liczy nie jest
wartość danej rzeczy. Ważna jest szlachetność pobudek, które owocują określonymi czynami.
Uważaj każdą chwilę za krok ku Bogu
Dopóki człowiek żyje pod dyktando przyjemności zmysłowych, nie może powiedzieć, że
jego życie duchowe się rozpoczęło. Obecnie wielu ludzi głośno domaga się duchowej błogości,
niewielu jednak ją zdobywa, ponieważ okazują się za słabi, żeby odmówić żądaniom zmysłów!
Odrobina dociekania ujawni, że zmysły są złymi panami i bardzo niepewnym źródłem wiedzy.
Radość, jaką przynoszą, jest tymczasowa i obarczona smutkiem. Zwykła wiedza nie obdarzy Cię
prawdziwą radością w sercu; jedynie rozmyślanie o boskiej mocy i widocznym we wszechświecie
majestacie Boga, , jest niezawodnym źródłem radości. Dwie osoby nigdy w pełni się nie zgodzą w
© Organizacja Sathya Sai w Polsce
33
Sanathana Sarathi 11/2010
żadnej sprawie - ani bracia, ani siostry, ani towarzysze życia, ani ojciec i syn. Jedynie jako
pielgrzymi na drodze do Boga mogą oni zgadzać się ze sobą w swych sercach i z miłością
współdziałać.
Możesz być pielgrzymem na drodze duchowej nawet zajmując się codziennymi
obowiązkami. Musisz tylko czuć, że każda chwila jest krokiem ku Niemu. Wszystko, co robisz,
poświęć Bogu, wszystko czyń jako polecenie od Niego, jako pracę dla Niego jako wielbienie lub
jako służbę Jego dzieciom. Sprawdzaj wszystkie swoje czyny, słowa i myśli według następującej
miary: Czy to spodoba się Bogu? Czy to jest dobre dla Jego chwały?
W opowieści o bohaterach, Ramajanie, zobaczycie, że Cesarz Daśarata jest ślepo zakochany
w swojej drogiej żonie i wysyła syna Ramę, do lasu na wygnanie na czternaście lat. Jego syn jest
jednak tak wielkim zwolennikiem prawości, że idzie na wygnanie do lasu wraz ze swoją drogą
żoną. Ojciec ten był niewolnikiem zmysłów; syn był ich panem. Bóg pochwali tego ostatniego,
zgani zaś pierwszego. Podobnie ci, co nie mają pojęcia o Panu, będącym poza i ponad wszelkimi
ludzkimi konwencjami, mogą krytykować niektóre działania Kriszny. Natomiast ci, co
uświadamiają sobie Jego Boskość, zrozumieją ich prawdziwe znaczenie.
Flet Kriszny to wezwanie Pana skierowane do człowieka
Kiedy poświęcasz się wysławianiu Pana, wówczas będziesz głęboko szanował ciało,
zmysły, inteligencję i wszystkie narzędzia wiedzy, działania i czucia jako niezbędne do
wykonywania Jego pracy. Gdy inni są odurzeni pychą, bhakta (wielbiciel) będzie odurzony premą
(bezinteresowną miłością).
Słyszeliście o tym, że kiedy Boski Pasterz grał na flecie, mężczyźni, kobiety i dzieci, a
nawet bydło z Brindawan spieszyli do Niego, ciągnięci nieodpartym czarem Jego muzyki - boskiej
melodii, która ucisza mętne fale, nazywane przez nas radością i smutkiem. Zostawiali swoje prace i
nie myśleli o niczym innym jak tylko o dotarciu przed boskie oblicze. Nawet bydło przestawało się
paść, a cielęta pić mleko. Ta opowieść o Krisznie i gopikach ma głębokie wewnętrzne znaczenie.
Brindawan nie jest jakimś określonym miejscem na mapie; jest to wszechświat.
Pasterzami są wszyscy ludzie; krowami zaś wszystkie zwierzęta. Każde serce jest pełne
tęsknoty do Pana. Flet jest wezwaniem ze strony Pana. Taniec Pana Kriszny z gopikami przy
świetle księżyca - każda panna ma jakiegoś chłopca-Krisznę, trzymającego w tańcu jej dłoń - jest
symbolem tęsknoty i trudów znoszonych przez tych, którzy zamierzają dotrzeć przed Jego oblicze.
Pan przejawia tak swą łaskę, że każdy z was ma Pana całego dla siebie. Nie musicie się smucić, że
nie wy będziecie Go mieć, bo inni Go dostaną, ani też pysznić się, że macie Go wyłącznie dla
siebie. Pan znajduje się na ołtarzu każdego serca.
Bądźcie czyści i pokorni - tacy powinni być pielgrzymi
Ofiaruj Bogu całego siebie, całe swoje życie, a wówczas twoje wielbienie przemieni i przekształci
Cię tak szybko i całkowicie, że ty i On będziecie mogli połączyć się w jedno. Wtedy On myśli,
czuje i działa tak jak Ty, a ty myślisz, czujesz i działasz tak jak On. Zostaniesz przemieniony tak,
jak skała zostaje przemieniona przez rzeźbiarza w posąg. Będziesz jednak musiał znieść niejedno
potężne uderzenie młota, niejedną ranę od dłuta, ponieważ to On jest tym rzeźbiarzem. Ale
uwolnisz się od skamienienia! Ofiaruj swe serce Panu, a reszta ciebie niech przemieni się w Jego
rękach. Nie marnuj czasu ani tej cielesnej powłoki, ani też sposobności, jaką jest to życie.
© Organizacja Sathya Sai w Polsce
34
Sanathana Sarathi 11/2010
Twoja pielgrzymka do tego miejsca jest tylko częścią długiej pielgrzymki, na którą
wyruszyłeś urodziwszy się, a która może nie skończyć się, nawet kiedy umrzesz. Nie zapominaj o
tym. Przechowuj w sercu i w pamięci te dobre rzeczy, które widzisz oraz te podstawowe prawdy,
jakie słyszysz. Używaj ich jako podpór i podpowiedzi dla dalszej podróży.
To bezużyteczne, jeśli uznajesz, że Pan przybył, ale nie pragniesz odnieść korzyści z tego
przyjścia. W poprzednich jugach (epokach): krita, treta i dwapara -jugach, tamte wcielenia Pana nie
były powszechnie akceptowane. Nawet ich rodzice, krewni i towarzysze wahali się czy ich wielbić.
Jedynie niewielu mędrców, którzy rozwinęli widzenie wewnętrzne poprzez studia i sadhanę,
wiedzieli, kim są te osoby.
Zachowaj nieprzerwaną więź z tym wcieleniem
Dziś jednak, w tej kalijudze, kiedy rwące rzeki zaprzeczania i kontrowersji podmywają
wiarę i wielbienie, dobry los, który sprawił, że stanęliście twarzą w twarz ze mną, jest owocem
zasług zdobytych przez was podczas wielu żywotów. Nie jest to zwykły los. To wcielenie [Sathya
Sai] jest z wami podczas waszych radości i smutków, aby pocieszać, dodawać otuchy i leczyć. Ta
więź jest czymś wyjątkowym; musi być utrzymywana nieprzerwanie, aż osiągniecie cel.
Na oddanych mi wielbicielach spoczywa szczególna odpowiedzialność. Prorektor dr Gokak
stwierdził w swojej mowie, że nikt nie powinien zbierać pieniędzy na żadne przedsięwzięcie
związane z moim imieniem. Chcę, żebyś zastąpił pragnienie dhany (bogactwa) pragnieniem dharmy
(prawości). Pragnij dharmy, nie dhany. Nie wyciągaj [proszącej] ręki do człowieka, ale proś Pana, a
On napełni ją bezcennym skarbem. Wierz w to i prowadź dalej swą pielgrzymkę.
Mogę Tu wspomnieć o pewnym liście, napisanym do mnie przez dr. K.M.Munsi
(założyciela organizacji Bharatija Widja Bhawanu). Napisał on, że przybył, zobaczył i został
zwyciężony. Oczywiście, tak naprawdę to jego miłość połączyła się w jedno z moją; jego ananda
(błogość) połączyła się w jedno z moją anandą i jest on niewypowiedzianie szczęśliwy.
Zasugerował w tamtym liście, że tak jak istnieją dni obchodzone na całym świecie jako święte,
moje urodziny muszą być ogólnoświatowym świętem. Poprosił mnie o pobłogosławienie tego planu
ustanowienia na całym świecie owego dnia dniem Sathjanarajana Pudży. Doceniam jego cześć i
oddanie, jednak nie zachęcam do wielbienia tylko jednego imienia i jednej postaci, jak również
wielbienia mojego obecnego imienia i mojej obecnej postaci.
Ćwiczcie ciszę, czystość i wyrozumiałość
Nie jest moim życzeniem przyciągać ludzi do siebie, odciągając ich od czczenia innych
moich imion i postaci. Z tego, co nazywacie moimi cudami, możecie wnioskować, że wywołuję je
dla przyciągania i przywiązywania was do mnie, i tylko do mnie. Nie są one jednak czynione dla
udowadniania czy nagłaśniania; są jedynie odruchowymi i pośrednimi dowodami boskiego
majestatu. Ja jestem twój, ty jesteś Mój, na zawsze, na zawsze. Gdzież więc jest potrzeba
przyciągania i robienia wrażenia, dowodzenia twojej miłości czy mojego współczucia? Ja jestem w
tobie, ty jesteś we Mnie. Nie ma żadnego dystansu czy rozróżnienia.
Podnoszę teraz proporzec praśanthi w tym Prasanthi Nilajam. Proporzec ten jest znaczącym
znakiem dla każdego z was. Jest przypomnieniem waszego obowiązku wobec samych siebie. Zatem
kiedy wciągam go na maszt na tym budynku, musicie rozwinąć go we własnych sercach.
Przypomina Wam o pokonaniu niskich pragnień, złości i nienawiści, odczuwanych gdy jakieś
wasze pragnienia nie zostają spełnione. Wzywa do rozszerzania własnego serca, abyś objął jego
zasięgiem całą ludzkość, wszelkie życie i całe stworzenie. Poleca ci uciszyć swoje popędy i cicho
© Organizacja Sathya Sai w Polsce
35
Sanathana Sarathi 11/2010
medytować o własnej, wewnętrznej rzeczywistości. Zapewnia cię, że jeśli to zrobisz, wówczas lotos
twego serca rozkwitnie, a z jego środka powstanie płomień boskiej wizji, gwarantujący prasanthi
(najwyższy spokój).
Muszę wam też powiedzieć o dyscyplinach wstępnych. Ćwiczcie, kiedy jesteście tutaj, trzy
dyscypliny: ciszę, czystość i wyrozumiałość. W ciszy można usłyszeć głos Boga - nie w hałasie.
Dzięki czystości zdobywacie też czystość serca i myśli. Poprzez wyrozumiałość rozwijacie miłość.
Przybyliście tu do swojego własnego domu. To jest twój dom, nie mój. Moim domem jest twoje
serce. Nie jedzcie obiadu nigdzie indziej niż w swoim domu, gdzie dostajecie jedzenie poświęcone
przeze mnie - prasadam.
Z przemówienia Bhagawana w Prasanthi Nilajam z okazji Jego 43 urodzin - 23 listopada 1968
roku.
T.G. Krisznamurthy
MOJE PODRÓŻE Z BHAGAWANEM DO KODAIKANAL
Sposobność towarzyszenia Panu w Jego wyjeździe na wzgórza Kodaikanal to słodkie marzenie,
jakie żywiłby w sercu każdy wielbiciel. Bhagawan, w swojej bezkresnej łasce, obdarzył mnie wiele
razy tym wielkim szczęściem. Pragnąłbym wykorzystać kilka następnych stron na ożywienie
niektórych z tych cudownych chwil, jakimi obdarzył mnie w Kodai oraz podczas podróży tam i z
powrotem.
Drobiazgowo wykonuj swoje obowiązki
Podczas jednej z takich podróży do Kodai siedziałem na przednim siedzeniu w samochodzie
Swamiego, zaś inny wielbiciel prowadził ten wóz. Bhagawan siedział na tylnym siedzeniu wraz z
jeszcze innym wielbicielem. Uczniowie, których Swami wybrał, aby dotrzymywali Mu
towarzystwa, jechali w autobusie, podążającym w ślad za samochodem Bhagawana. Od czasu do
czasu Swami mówił, żebyśmy sprawdzili czy autobus z uczniami jedzie za nami. Kiedy autobusu
nie było widać, prosił, żeby zatrzymać samochód i zaczekać, aż dojedzie on do nas. Podróż wiodła
przez część gór Ghatów pomiędzy Hosur i Dharmapuri. Kiedy przekraczaliśmy ową część Ghatów,
Swami chciał, aby samochód zwolnił, tak żeby widać było autobus przez cały czas. Oto jak Swami
ochrania swoje dzieci.
Zjedliśmy obiad w Salem, gdzie zatrzymaliśmy się na godzinę, potem zaś podążyliśmy do
Kodai przez Dindigul. Swami zgodził się, żebyśmy zrobili postój w Dindigul, odpowiadając na
modlitwy tamtejszych wielbicieli.
Około dwóch tygodni przed podróżą Swamiego do Kodai, okręgowy przewodniczący Coimbatore
udał się do Brindawan i poprosił Swamiego o sposobność służenia Mu i Jego uczniom w Dindigul
podczas podróży Swamiego do Coimbatore. Swami zgodził się i powiedział, żeby przygotował
przekąski dla tych dzieci, kiedy zatrzymamy się w Dindigul. Przewodniczący okręgowy bardzo
uradował się tym miłym gestem Swamiego. Później powiadomił mnie, że Swami zgodził się
odwiedzić Dindigul i pozwolił mu zająć się przekąskami, jakie mają być podane uczniom w
Dindigul. Ucieszyłem się i powiedziałem, żeby ruszał z przygotowaniami.
Na krótko przed dotarciem do Dindigul przestała działać klimatyzacja w samochodzie. Było
to lato i temperatura na dworze była niebotyczna. Wielbiciel prowadzący ten wóz i ja pociliśmy się
w upale nie do zniesienia. Obawiałem się, że upał ten może przynieść niewygodę Bhagawanowi.
© Organizacja Sathya Sai w Polsce
36
Sanathana Sarathi 11/2010
Kiedy jednak spojrzałem na Niego w lusterku samochodu, stwierdziłem, ku swemu całkowitemu
zaskoczeniu, że Bhagawan wygląda świeżo jak róża. Zerkał na widoki przez okno samochodu, z
pięknym uśmiechem igrającym na twarzy.
Dojechaliśmy do Dindigul, gdzie żarliwa grupa wielbicieli, zebranych tam dla otrzymania Jego
darśanu zgotowała Bhagawanowi i uczniom gorące powitanie. Po chwili Swami przywołał mnie i
spytał, czy przygotowano przekąski dla towarzyszących Mu uczniów. Założyłem, że okręgowy
przewodniczący z Coimbatore zajął się tym. Powiedziałem Bhagawanowi: „Swami, jestem pewien,
że przewodniczący okręgu zajął się tymi przekąskami. Sprawdzę to Swami”. Następnie podszedłem
do przewodniczącego, żeby zobaczyć, czy poczyniono te przygotowania. Doznałem wstrząsu, gdy
powiedział mi, że nie przygotowano żadnych przekąsek. Przygotowali jedynie jakąś wodę
kokosową.
Z bijącym sercem podszedłem do Swamiego i powiadomiłem Go o sytuacji. Swami
zdenerwował się tym uchybieniem z mojej strony w służeniu chłopcom, których wiózł ze Sobą.
Atithi Dewo bhawa – Atithiemu czyli gościowi ma się służyć tak, jakby służyło się Dewie – Panu.
My wszakże, członkowie organizacji, okazaliśmy, jak widać, niedostatki w swojej służbie gościom
Pana.
Swami przypominał mi o tym uchybieniu wiele razy, kiedy chodził wśród wielbicieli, dając
darśan. Szedłem za Bhagawanem, trzymając listy, które brał od wielbicieli. Za każdym razem, gdy
zwracał się do mnie, żeby przekazać listy, szeptał: „Moje dzieci są głodne”. Za każdym razem kiedy
to słyszałem, czułem, jakby Pan Śiwa przeszywał mi pierś swoim trójzębem. Modliłem się do
Bhagawana w pokucie za swoje uchybienie. Swami jednak uśmiechał się przez cały czas i nikt inny
nie rozumiał rozterek, jakie przechodziłem.
Beształem sam siebie, że nie nadzorowałem wystarczająco przygotowań. Usiłując
zadośćuczynić temu, natychmiast zmobilizowałem paru członków organizacji i poprosiłem ich,
żeby popędzili do miasta, zdobyli takie przekąski, jakie się tylko da znaleźć i umieścili je w
autobusie, którym podróżują uczniowie. Kiedy to zrobiono, podszedłem do Bhagawana jeszcze raz
i przedłożyłem mu, że przekąski umieszczono w autobusie i będą one podawane uczniom przez
resztę podróży. Miałem nadzieję, że zadowoli to do pewnego stopnia Bhagawana. Jednak Swami
był nieugięty. Skinął jedynie nieznacznie głową, a to nie wystarczyło, abym poczuł
przeświadczenie, że odzyskałem Jego przychylność.
Po pobłogosławieniu zgromadzonych wielbicieli Bhagawan wsiadł do samochodu i podróż
została podjęta. Wkrótce, ku naszemu miłemu zaskoczeniu, klimatyzacja w samochodzie, która
wcześniej zepsuła się, zaczęła działać ponownie. Wymieniłem wówczas spojrzenia z wielbicielemkierowcą i Bhagawan zauważył to. Spytał nas, o co chodzi. W odpowiedzi wyraziłem swoją radość,
że klimatyzator, który bez żadnej przyczyny przestał wcześniej działać, teraz zaczął działać sam z
siebie. Swami powiedział: „Czy nie wiesz, że nawet źdźbło trawy nie poruszy się bez Mojej zgody?
Jeszcze zanim dotarliśmy do Dindigul, wiedziałem, że nie przygotowałeś dzieciom żadnych
przekąsek.” Ciągnął dalej: „Powierzyłeś obowiązek zajęcia się wszystkimi przygotowaniami w tym
względzie przewodniczącemu okręgu... ale czyż nie było Twoim obowiązkiem jako
przewodniczącego organizacji w tym stanie sprawdzić, czy wszystko jest na miejscu?”
Znaczenie tego, co wydarzyło się w ciągu kilku ostatnich godzin, odsłoniło mi się w mgnieniu oka.
Swami w swojej wszechwiedzy wiedział z góry, że popełnię błąd i prawdopodobnie zechciał, żeby
klimatyzator zaprzestał działania. Teraz zaś, gdy zadośćuczyniłem temu, zapewniając pożywienie
Jego dzieciom, klimatyzator ponownie zaczął działać! Mówi się, że kiedy robimy jeden krok do
Swamiego, On robi do nas sto kroków.
Przywiązanie do ciała powoduje ból
Pewnego razu w drodze powrotnej z Kodai, Swami postanowił zrobić postój w Salem i obdarzyć
tam wielbicieli darśanem. Było to w środku lata. Na drodze, jaką miał iść Swami podczas darśanu,
położono dywan. Swami zaskoczył nas, stąpając boso po ziemi, gdy udzielał darśanu. Zdawał się
zupełnie niewzruszony przez ten upał. Byłem tuż za Bhagawanem, idąc za Nim, kiedy udzielał
© Organizacja Sathya Sai w Polsce
37
Sanathana Sarathi 11/2010
darśanu. Ponieważ Bhagawan nie korzystał z dywanu, ja również byłem zmuszony iść boso koło
dywanu. Trudno mi było stąpać boso po tej gorącej ziemi, szukałem ulgi od gorąca, stawiając od
czasu do czasu stopy na dywanie!
Kiedy po darśanie wsiadłem do samochodu wraz ze Swamim, poczułem ból – stwierdziłem,
że mam bąble na spodniej części stóp. Swami zapytał o co chodzi. Powiedziałem o swoim kłopocie,
wyrażając podziw, że Bhagawan zdawał się być zupełnie niewzruszony tym upałem. Swami
odsłonił mi tego przyczynę. „Byłeś samolubny i martwiłeś się o swoje ciało. Ja natomiast kocham
każdego i nie okazuję żadnej troski o to ciało. Stąd też upał ten nie zaatakował mnie” - powiedział.
Nie ograniczaj Mnie do jakiegoś jednego imienia czy postaci. Twoim celem powinno być widzenie
tego samego Boga we wszystkich postaciach, które są czczone, wyobrażanie Go we wszystkich
imionach; więcej nawet - uświadamianie sobie Jego obecności jako wewnętrznej siły motywującej
w każdej żyjącej istocie, w każdej cząsteczce materii.
Baba
dr K. Bhaskar Rao
Moje podróże z Sai
Wszechmocny Pan wszechświata wcielił się jako człowiek wśród ludzi, aby ich podźwignąć. Mamy
wielkie szczęście, że przebywa pośród nas, obficie obdarzając nas miłością i współczuciem.
Pokazuje to miłość Boga do ludzkości. Żyć w pobliżu paripurna awatara (wcielenia Boga w pełnej
chwale) Bhagawana Śri Sathya Sai Baby, związać nasze życie z Jego boską misją, jest najlepszym
tapasem (ascezą), jaką możemy wykonać w tym życiu. Doprawdy, to dzięki zasługom z wielu
poprzednich żywotów jesteśmy teraz wybrani do bycia częścią boskiego pojazdu, w którym On jest
woźnicą [pojazdu przemian na lepsze]. Podczas tego pobytu [na ziemi] On troszczy się o wszystko,
przyjmując role naszej matki, ojca, nauczyciela i Boga. W tym boskim pochodzie każdy Jego krok
pozostawia za sobą źródło, z którego tryska zawsze miłość. Z wdzięcznością dla Niego podzielę się
z Czytelnikami swymi błogimi doświadczeniami podróżowania z Sai podczas Jego odwiedzin w
okręgu Zachodniej Godawari stanu Andhra Pradeś. Doświadczenia te zabrzmią echem pieśni, którą
śpiewa serce każdego wielbiciela: „Nandabala (syn Nandy) powrócił jako Anandabala
(ucieleśnienie błogości), żeby ponownie spotkać się ze swym ludem!”
Odwiedziny w Eluru i Akiripalli
W lutym 1965 roku Bhagawan wyruszył w podróż po Andhra Pradeś, zwłaszcza do
Radżahmundry, a dalej do Akripalli, wioski koło Widźajawady, aby uroczyście otworzyć tam
szkołę sanskrytu, zbudowaną przez dr. Suri Bhagawantama, wybitnego naukowca. Po drodze jechał
przez okręg Zachodniej Godawari i zatrzymał się w Eluru, moim mieście rodzinnym, żeby
pobłogosławić tam wielbicieli. Zgodnie z założeniami podróży, odwiedziny w Eluru miały wypaść
27 lutego. Stosownie do tego stawiłem się w Radżahmundry, aby zaprosić i przywieźć Swamiego
do Eluru. Kiedy Bhagawan pojawił się tam, żeby obdarzyć oczekujące tłumy darśanem swej
pięknej postaci, dostrzegł mnie i spytał: „Na kiedy przewidziane są odwiedziny w Eluru?”
Odpowiedziałem, że na 27 lutego. „Nie, nie. Pojedźmy tam 25 lutego” - powiedział rozkazująco.
Skontaktowałem się natychmiast z wielbicielami z Eluru i przekazałem boski rozkaz, żeby mogli
poczynić wszelkie przygotowania do przywitania Go w dzień Jego odwiedzin, przyspieszonych o
dwie doby.
Swami wyruszył do Eluru samochodem o poranku 25 lutego. W Jego wozie obecny był Śri
Ćerukumilli Kamawadhani, wedyjski uczony, dr Suri Bhagawantam, naukowiec i ja. Swami
© Organizacja Sathya Sai w Polsce
38
Sanathana Sarathi 11/2010
sprawił, że przez całą podróż zajmowaliśmy się namasmaraną – śpiewał swym melodyjnym
głosem, my zaś powtarzaliśmy chórem. Często prosił o zatrzymanie samochodu, z uwagi na tłumy
czekające na poboczach na Jego darśan. Ku ich wielkiej radości wysiadał, aby pobłogosławić
wszystkich, przyjąć wieńce kwiatów i udzielić padnamaskaru. W pewnej chwili, jadąc po wiejskich
obszarach musieliśmy zatrzymać się na skrzyżowaniu z linią kolejową. Wkrótce kilku mieszkańców
wsi – mężczyzn, kobiet i dzieci, którzy pracowali na polach – nadbiegło pędem i otoczyło Jego
samochód. Poruszony ich ciekawością, Swami opuścił szybę i pobłogosławił ich. Niewinny lud był
przejęty do głębi widząc Babę we własnej osobie i zaczęli szeptać w poruszeniu: „Ach! Wygląda
dokładnie tak jak na zdjęciu!” Swamiego rozbawiła ta uwaga i gdy pojechaliśmy dalej, powtórzył ją
kilka razy, naśladując ton i akcent owych mieszkańców wsi. My oczywiście śmialiśmy się, On
jednak był raczej poruszony niewinnością tamtych czystych serc. Wyjątkowość Jego natury polega
na tym, że czuje się On jednością z tymi, co stają twarzą w twarz z Nim, niezależnie od tego, kim
dana osoba jest. Czyż nie jest On wewnętrznym mieszkańcem wszystkich istot?
Po dotarciu do Eluru odpoczął nieco w moim domu. Otrzymałem też to błogosławieństwo,
że mogłem podjąć Go obiadem oraz wszystkim zgromadzonych tam wielbicieli. Właściwie to
Swami wziął na siebie podawanie jedzenia wielbicielom, zachęcając ich do brania dokładki,
opisując różne smakołyki i napełniając w ten sposób radością serca wielbicieli. Doświadczaliśmy
owej miłości tysiąca matek. Pochłonięty goszczeniem Pana i Jego wielbicieli, zapomniałem o
własnym głodzie. Nie uszedł on jednak uwagi Matki Sai. Stwierdziwszy: „nakarmiłeś wszystkich,
ale siebie nie”, Swami podzielił się ze mną własnym posiłkiem. Nie był on dla mnie niczym innym
jak amritą (ambrozją) i delektowałem się każdą jego odrobiną.
Zarządzaliśmy wówczas po raz pierwszy podróżą Swamiego. Były to początki istnienia
Organizacji Sai i liczba ochotników organizacji Sewa Dal była mała. Musieliśmy więc tydzień
wcześniej spotkać się z okręgowym wyższym oficerem policji i poprosić o zapewnienie ochrony.
Skwapliwie zgodził się, wysuwając z kolei pewną osobistą prośbę. Jego córka chorowała na paraliż
dziecięcy i chciał, żebyśmy poprosili Swamiego, aby dał jej wibhuti. Próbowaliśmy przekonać go,
że Swami nie przywiązuje wagi do podobnych rekomendacji i że jedynie modlitwy mogą przynieść
odpowiedź od Niego. Nie przekonało go to wszakże i nalegał nadal.
Podczas odwiedzin Swamiego szedłem za Nim, udzielającym zgromadzeniu swego
boskiego darśanu i zobaczyłem owego oficera siedzącego w pierwszym rzędzie, kiwającego mi
głową w oczekiwaniu. Odwróciłem wzrok, modląc się cicho: „Och Swami! Ty wiesz wszystko. Nie
mam nic do powiedzenia”. Obszedłszy rzędy wielbicieli, Swami szedł ku podwyższeniu, aby tam
usiąść. Nagle odwrócił się, podszedł prosto do córki tego oficera, stworzył garść wibhuti i podał jej.
Lila ta zadziwiła nas wszystkich. Szczęście oficera nie znało granic. Jednakże prawdą jest, że
Bhagawan przybył, aby uszczęśliwić wszystkich bez wyjątku. „Twoja radość jest dla mnie
pożywieniem”- mówi. Później wygłosił mowę do tego zgromadzenia o pierwiastku atmy i
powiedział: „Obecnie człowiek wielkim kosztem podróżuje na księżyc, nie podejmuje jednak
żadnego wysiłku, żeby zanurzyć się choć na cal we własnym sercu. Celem życia jest poznanie
samego siebie. Wszyscy muszą starać się osiągnąć ten najwyższy cel życia”.
Po Elur, towarzyszyłem Swamiemu do Widźajawady. Zwracając się tam do otwartego
zgromadzenia, wyjaśnił: „Jedność wywołuje czystość i prowadzi do boskości”. Kolejnym
przystankiem było Akripalli, gdzie otworzył uroczyście szkołę nauki sanskrytu. Następnie powrócił
do Prasanthi Nilajam, pozostawiając nam rozmyślania i wchłanianie słodkich doświadczeń Jego
bezgranicznej miłości.
Wracając do Eluru, po odprowadzeniu Go do ostatniego przystanku, zobaczyłem gromady
agitatorów, tamujących ruch i zakłócających wszelkie działania. Wówczas uświadomiłem sobie
wszechwiedzę Pana, który wejrzał w przyszłość i przewidział ten zbliżający się kłopot. Choć nie
odsłonił nam tego, pokierował nami, żeby przyspieszyć odwiedziny o dwa dni, tak byśmy zdołali je
przeprowadzić bez żadnej przeszkody czy kłopotu.
Odwiedziny w okręgu Zachodniej Godawari w 1983 roku
© Organizacja Sathya Sai w Polsce
39
Sanathana Sarathi 11/2010
W maju 1983 roku Bhagawan pobłogosławił swymi odwiedzinami okręg Zachodniej
Godawari. Czternastego maja przyleciał specjalnym lotem na Lotnisko Gannawaram. Samolot
wylądował w samo południe. Stwierdziliśmy, że Jego szata jest cała mokra od potu z powodu złego
działania klimatyzacji w samolocie. On Sam jednak wyglądał świeżo jak kwiat, nietknięty cielesną
niewygodą. Był to sam środek lata. Dodatkowo działo się to w południe. Wielbiciele przybiegli do
Niego z obuwiem i parasolem. Delikatnie odmówił przyjęcia tego i zlekceważył upał, mówiąc:
„Skoro wielbiciele czekają w upalnym słońcu na Moje przybycie, jak Ja mógłbym korzystać z tych
rzeczy? Orzeźwiający chłód niesie mi ich oddanie i miłość. A swoją drogą, to ciało urodziło się i
wzrosło na gorącym obszarze Rajalasiima!” To rozluźniło całe nasze napięcie i wszędzie wokół
zapanowała radość. Swami chodził w prażącym słońcu, błogosławiąc tysiące ludzi, zgromadzonych
w rzędach na Jego przyjęcie.
Przychylił się do mojej prośby o to, żeby odwiedził mój dom i udaliśmy się tam. Samochód
eskortowało sześciu pilotów. Zrobili wrażenie na Swamim i pobłogosławił ich wspólnym zdjęciem.
W skład orszaku Swamiego wchodziłoteż dwóch starszych wielbicieli - płk. Joga Rao i Śri Ramana
Rao. Dotarliśmy do Uluru o godzinie 14. Zgromadził się tam w upalnym słońcu potężny tłum,
chcący Go powitać, On zaś ugasił to ich pragnienie. Dostrzegłszy w owym tłumie dwójkę
niepełnosprawnych braci, poprosił, aby ich przyprowadzono, stworzył wibhuti i potarł nim ich
czoła i plecy. Ok. godziny czwartej był już znowu w podróży. Udał się w odwiedziny do obozu
leczenia oczu, przygotowanego przez Zrzeszenie Sewy Śri Sathya Sai w wiosce Kowwali,
położonej 8 kilometrów od Eluru, gdzie leczeniem objęto wówczas 98 pacjentów. Obóz odbywał
się na pofalowanej ziemi rolnej, jednak miłosierny Pan nie zawahał się pójść pieszo przez pola, aby
tam dotrzeć. Podszedł do każdego pacjenta i przyniósł pociechę im wszystkim swoim czułym
dotykiem i miłym słowem. Jego miłość zmyła ich ból. Następnie zawołał mnie do siebie i złajał:
„Kazałeś robić te operacje na otwartym polu. Co będzie, jeśli pojawią się zakażenia?”
Odpowiedziałem w pełni pokory: „Mamy Twoją ochronę we wszystkim. Czyż nie tak, Swami?”
Uśmiechnął się i poklepał mnie po plecach. I wierzcie lub nie, ale nie wystąpiły najmniejsze
powikłania, a wzrok wszystkich pacjentów się poprawił. Jest to jedynie kolejna ilustracja mocy
Jego błogosławieństw, dających pełną ochronę wielbicielom, którzy w pełni podporządkowali się
Mu i pokładają w Nim niezachwianą wiarę.
Z obozu leczenia oczu w Kowwali pojechaliśmy do wioski Moppawaram, pierwszej z
wiosek wziętych pod opiekę przez Organizację Sai jako część ogólnonarodowego przedsięwzięcia
rozwoju wsi. Po drodze natknęliśmy się na wiele stawów i zbiorników wodnych - niektóre wielkie
na kilka akrów – które były pełne wody, nawet wówczas, w środku lata. Swami, zadowolony z tego,
zauważył: „Cudownie! Wszędzie jest woda. Wy, ludzie, jesteście [tutaj] urodzonymi
szczęściarzami”. Powiedziałem z głębokim szacunkiem: „O Panie! To Ty dałeś nam te urodziny i to
Ty sprawiłeś, że jesteśmy szczęśliwi”. Poklepał mnie z miłością po ramieniu. Z tak wielką miłością
wokół, w nikim z nas nie było oznak zmęczenia, pomimo długiej jazdy w upale. Do wioski
dotarliśmy o 20:30.
Chociaż było ciemno, Swami wyszedł na godzinny obchód, aby dokonać przeglądu zadań,
podjętych przez ochotników Sewa Dal, a obejmujących przystanek autobusowy, świątynię Ramy,
potężny zbiornik wodny z drogami, kanałami odwadniającymi itd. Docenił tę pracę. O 21:30
przemówił do otwartego zgromadzenia , któremu przewodniczył Śri Alluri Bapiniidu: „Uczciwość,
współpraca i jedność istnieją w sposób naturalny we wioskach. Pomiędzy wami mogą być jakieś
różnice osobiste czy polityczne. Kiedy jednak chodzi o pomyślność czy rozwój wioski, wszyscy
muszą stać się jednym” - wezwał mieszkańców wsi. Odjechaliśmy z wioski o godzinie 22,
podążając do miasta Kowwuru, żeby uroczyście otworzyć zbudowany tam Śri Sathya Sai Mandir.
Gdy zbliżaliśmy się do mandiru, staliśmy się świadkami boskiej lili Swamiego. Zatrzymał On
samochód koło jakiegoś małego domu i zapytał staruszkę oraz małego chłopca, siedzących na
progu, gdzie jest ten mandir. Kiedy wskazali kierunek, uśmiechnął się i pozwolił jechać dalej.
Wszyscy głowiliśmy się nad tym, jednak później, gdy poznaliśmy przyczynę Jego postępowania,
© Organizacja Sathya Sai w Polsce
40
Sanathana Sarathi 11/2010
oszołomiła nas wszystkich Jego wszechwiedza. Okazało się, że mieszkańcy tamtego domu udali się
do Mandiru, żeby zobaczyć Bhagawana, pozostawiając tę staruszkę o słabym wzroku, jak również
owego małego chłopca, żeby dotrzymywał jej towarzystwa. Jak jednak miłościwy Pan mógłby
pojechać bez pobłogosławienia jej! Tak jak Kriszna odpowiedział na tęsknotę ślepego Surdasa, nasz
Sai Kriszna wysłuchał modlitw tej staruszki i dał jej sposobność osobistego darśanu i
sambhaśanu.W ostatnich dniach życia jedyną rzeczą, jaką ta ślepa kobieta wyraźnie widziała, była
jaśniejąca boska postać Pana Sai. Jakże błogosławioną byłą duszą!
Swami dokonał uroczystego otwarcia mandiru. Choć było już po dziesiątej wieczór,
przemówił do wielkiego zgromadzenia oczekujących na niego ludzi. „Budujecie mandiry z cegieł i
zaprawy. Ale prawdziwym mandirem jest wasze serce, gdzie Bóg mieszka na stałe. Te betonowe
mandiry mają rozwijać wasze skupienie na Bogu” - oświecił zgromadzenie. Był już całkiem późny
wieczór i organizatorzy nakłaniali Swamiego, żeby spożył w mandirze kolację. Był to mandir
zbudowany dla Niego, mandir który uroczyście otworzył, a następnie przyjął osobiście naiwedjam
(ofiarę z pożywienia). Cóż za błogosławiony zbieg okoliczności! Szczęśliwi, gratulowaliśmy sobie
nawzajem. Później Bhagawan odjechał do Radżahmundry w okręgu Wschodniej Godawari – była
to krótka przejażdżka po moście nad rzeką Godawari. Od chwili przybycia w południe na lotnisko
Gannawaram był to dla Niego gorączkowy dzień. Mimo to ciągle promieniował miłością i
błogością, tak aby ci, co Go otaczali mogli pielęgnować w swych sercach każdą chwilkę spędzoną
przy Nim. Doświadczenia tego nie zapomną w wielu żywotach, które nadejdą.
Odwiedziny w okręgu Wschodniej Godawari
W maju 1984 roku konwój z Bhagawanem ponownie przejechał przez okręg Zachodniej
Godawari. Po uroczystym otwarciu mandiru Śri Sathya Sai w Widźajawadzie i kolejnego.
pałacowego mandiru zwanego Śanthi Sudha w Guntur, podążył 18 maja prosto do Radźahmundry,
żeby założyć tam Śri Sathya Sai Gurukulam. Na trasie znalazło się ponownie Eluru. Wraz ze
Swamim podróżowali Śri H.J. Dora, I.P.S., Śri Sathja Murthy i ja. Samochód Swamiego pilotowali
czterej motocykliści. Było to w środku lata, według kalendarza indyjskiego. Oprócz piekącego
słońca, wiały gorące wiatry. Bhagawan, który rozmawiał z nami siedzącymi w samochodzie, nagle
polecił kierowcy zwolnić i zatrzymać się koło jednego z motocyklistów, młodego człowieka, który
wcześniej zatrzymał się na poboczu i położył się pod jakimś drzewem. Był zbytnio wyczerpany
upałem, żeby spostrzec, że zbliża się do niego Swami. Bhagawan poprosił o niedojrzały kokos, jaki
był w samochodzie i kazał mu wypić z niego mleko. Młodzieniec odzyskał przytomność i
zawiadomił, że rzeczywiście stracił nieprzytomność podczas szybkiej jazdy i w ogóle nie był
świadom, że zatrzymuje się, wciska hamulce i staje pod tym drzewem. Ale Swami na odległość
kontrolował to wszystko, prowadząc z nami rozmowę w samochodzie. Oczywiście dla tego, który
panuje nad całym wszechświatem takie czyny łaski są czymś zwyczajnym.
W Radźahmundry powitało Go olbrzymich rozmiarów zgromadzenie. Śri Thanniiru
Bullajja, który prowadził to gurukulam, przekazał je Swamiemu. Później zostało ono
przekształcone w piękną szkołę z internatem, znaną obecnie jako Śri Sathya Sai Gurukulam.
Swamiemu obrzędowo obmyto stopy - świętą wodą z dwunastu świętych miejsc Indii. Później
Swami pobłogosławił wszystkich wielbicieli, kropiąc ich ową wodą. W drodze powrotnej do
Radźahmundry łaskawie przyjął naszą gościnę w Eluru, a następnie pojechał na lotnisko
Gannawaram, aby odlecieć do Prasanthi Nilajam. Nawet wówczas nie zaniedbał pobłogosławienia
pilotujących motocyklistów, obdarzając ich sposobnością zrobienia zdjęcia ze sobą. Dla swego
kierowcy stworzył wibhuti, porozmawiał z nim przez chwilę i obdarował go padnamaskarem. Z
owej podróży z Nim wynieśliśmy uczucie, że tylko On potrafi być jednym ze wszystkimi, a mimo
to pozostawać Jedynym wśród wszystkich!
© Organizacja Sathya Sai w Polsce
41
Sanathana Sarathi 11/2010
Blask boskiej chwały
WSKRZESZENIE Z MARTWYCH
W Madrasie (Chennai) Swami zatrzymał się w domu pewnego starego wielbiciela,
Suśilammy, podczas gdy my zostaliśmy zakwaterowani w domu wielbiciela świeżej daty, Śri
Sethuramana. Pensjonat był urzekający. Oswojone jelenie i pawie swobodnie wędrowały po
bujnym, tropikalnym ogrodzie. Znakomity kucharz przyrządzał nam pyszne, wegetariańskie posiłki.
Gospodarz nasz, Śri Sethuraman, był wielkim wielbicielem Pana Ganeszy (indyjskiego
bóstwa ze słoniową głową, usuwającego przeszkody). Każdego z nas, przebywających w jego
pensjonacie, obdarował posążkiem Ganeszy. W latach późniejszych ofiarował w darze dla aśramu
naturalnej wielkości posąg Ganeszy, który teraz stoi blisko bramy. Do dnia dzisiejszego posąg ten
jest źródłem natchnienia dla tysięcy odwiedzających aśram i jego mieszkańców. Codziennie,
zgodnie z tradycją, jest czczony przez panditów.
Swami zaprosił nas na obiad w domu indyjskiej aktorki Andźali Dewi. Blisko tego miejsca
znajdował się wolny kawałek ziemi, na którym w późniejszych latach wzniesiono „Sundaram”,
które jest siedzibą Bhagawana, gdy odwiedza On Chennai. Po obiedzie wszyscy oglądaliśmy
prapremierę jej ostatniego filmu, jednak nie obejrzeliśmy do końca, ponieważ Swami chciał
udzielić darśanu setkom osób, które zgromadziły się przed domem. Tak oto oglądanie filmu zostało
skrócone, odpowiedział On bowiem na tęsknotę serc swoich wielbicieli.
25 grudnia 1971 roku, podczas wygłaszania przemówienia, Swami nagle przestał mówić,
podszedł do dr. Johna Hislopa, stojącego obok podwyższenia i szepnął coś do niego. John
natychmiast wyszedł, Swami zaś kontynuował przemówienie. Kiedy powróciliśmy do pensjonatu,
dr Hislop opowiedział nam coś fascynującego. Otóż Swami powiedział mu, że właśnie zmarł Walter
Cowan, a Elsie, jego żona, w tej chwili gorączkowo modli się i wzywa Swamiego. Powiedział
Johnowi, żeby udał się do Elsie i zapewnił ją, że usłyszał jej modlitwę i wkrótce przybędzie do
szpitala, żeby zobaczyć Waltera.
Elsie i Walter Cowanowie, założyciele ośrodka sprzedaży książek Sathya Sai w Ameryce,
przybyli kilka dni wcześniej z USA i mieszkali w jednym z hoteli w Chennai. Owego ranka Cowan
zmarł w ramionach swej żony. Wezwano karetkę i zabrano ciało do szpitala, po czym umieszczono
w przechowalni, stwierdziwszy jego śmierć. Swami odwiedził potem ten szpital i przywrócił życie
ciału Waltera Cowana.
Miesiąc później w Brindawan Walter Cowan opowiedział mi o swoim doświadczeniu
śmierci. Oznajmił, że krótko po tym jak zmarł, pozostał blisko swego fizycznego ciała w karetce.
Poźniej otoczenie nagle się zmieniło. Przybył Swami i zabrał go do jakiegoś wielkiego pokoju
gdzieś w niebie – czekał tam zespół sędziów. Pokazane mu zostały obrazy z jego wielu przeszłych
żywotów, gdzie, jak rozpoznał, był bardzo często osobą o wielkim znaczeniu dziejowym. Widział,
że przez te wszystkie życia zawsze działał na rzecz pomyślności ludzkości. Kiedy żywoty te
pojawiły się przed oczami Waltera, Swami powiedział zespołowi sędziów, że zabiera go z
powrotem na ziemię, ponieważ jest tam jeszcze praca do wykonania dla Cowana. Walter
oświadczył mi, że nie nie był zachwycony powrotem, ponieważ bycie bez ciała dawało mu
niesłychane poczucie wolności.
Zaczerpnięte z książki „Boskie Wspomnienia o Sathya Sai Babie” Diany Baskin.
© Organizacja Sathya Sai w Polsce
42
Sanathana Sarathi 11/2010
Widźajamma
ODWIEDZINY BHAGAWANA W KARUR W 1947 ROKU
Naskutek wezwania przez Bhagawana, jakie otrzymała we śnie moja matka, Radhamma,
cała nasza rodzina – czterech braci i trzy siostry wraz z moim ojcem Śri Radha Krisznajahem
przyjechała do Puttaparthi w drugiej połowie 1945 roku. Wszystkie trudności naszej podróży przez
Penukondę, Karnatana Gepalli, Kothaćeruwu itd. - koleją, wozem konnym, wiejskim autobusem i
wozem zaprzężonym w woły – zostały starte jednym spojrzeniem Bhagawana Sai. Jego młoda
twarz jaśniała boskością. Jego współczujące spojrzenia, pełne bezwarunkowej miłości sprawiły, że
całkowicie się Mu podporządkowaliśmy. Mój 14-letni brat Murthy miał pewne wątpliwości, jednak
on również w mig poddał się lotosowym stopom tego wcielenia doskonałej miłości . Podczas
naszych pierwszych odwiedzin Bhagawan nazwał nas „rodziną Kuppa”. Mimo iż Swami miał 19
lat, wyglądał młodziej, na chłopca w naszym wieku, około 13-letniego. W owym czasie Swami
nosił zawsze białe szaty, jednak łaskawie spełnił prośbę mojej matki i przy pewnych okazjach
zakładał barwne szaty. Początkowo nasz ojciec postanowił, że w Puttaparthi pozostaniemy jedynie
trzy dni, ale dzięki łasce Swamiego pozostaliśmy tam trzy miesiące i mieliśmy wspaniałą
sposobność bycia świadkami pierwszego święta Dasara w Starym Mandirze.
Morze ludzi w Karur
W październiku 1947 roku Swami postanowił udać się w podróż po południowych Indiach.
Dotarł do Karur 25 października 1947 roku. Zakwaterowanie dla Swamiego przygotowano w domu
mojej kuzynki Adhilakśmi. Obecni byli tam jej mąż, Śri Gowinda Swami oraz dzieci: Parwatham,
Sunila Ramalingam. Dla Swamiego przygotowano tam odpowiednie pomieszczenie - na pierwszym
piętrze. Moja matka, Radhamma, brat Amba i ja mieszkaliśmy tam do czasu opuszczenia Karur
przez Bhagawana. Nie spodziewaliśmy się, że ludzie będą napływać w tak wielkiej liczbie, aby
zobaczyć Swamiego. Przybywali z takich miejsc jak Maduraj, Tirućirapalli, Udumalpet itd. Całe
miasto wyglądało wspaniale z powodu zieleni rozmieszczonych wszędzie flag z liści mango. Każdy
dom wyglądał odświętnie, jakby odbywało się w nim wesele. Tłum stojący przed domem mojej
siostry był tak wielki, że nawet ziarnko piasku nie upadłoby na ziemię. Kiedy Swami wyszedł na
balkon, wszędzie rozbrzmiały głośne pozdrowienia. Ze złożonymi dłońmi, tysiące ludzi ofiarowało
swoje pokłony z całkowitym oddaniem. W ogóle nie mogliśmy zejść na dół z powodu tego
potężnego tłumu. Oczy wypełniały nam łzy na widok głębokiego oddania wszystkich tych ludzi.
Południowe słońce lało żar z nieba , ale ludzie ci po prostu stali tam, nie bacząc na to gorąco.
Swami był bardzo wzruszony tą tęsknotą wielbicieli i ich żarliwym pragnieniem Jego
darśanu. Postanowił więc zejść do tłumu. W pośpiechu przygotowano podwyższenie i postawiono
na nim ozdobione kwiatami krzesło. Kiedy stanął na podwyższeniu, ludzie zaczęli tak głośno
klaskać, że dźwięk ten poruszył ziemię i niebo. Pobłogosławił wszystkich podniesionymi w górę
rękami. Tysiące wielbicieli, z dłońmi złożonymi nad głowami, wpatrywało się w Niego w
całkowitym milczeniu. Odurzeni i rozradowani świętym, nektarowym blaskiem Jego lotosowej
twarzy, zdawali się chciwie pożerać to piękno, w całkowitej czci. W każdym Jego działaniu,
każdym Jego ruchu, słowie i czynie – choć wydają się proste – zakorzeniona jest duchowość.
Traktował wszystkich jednakowo i z matczyną miłością okazywał jedność; było to zachwycające i
wzruszające. Gdy tylko Swami usiadł na krześle, tysiące głosów jednocześnie poprosiło, aby
przemówił. Swami uległ ich żarliwej prośbie i wstał.
Pierwsza publiczna mowa Swamiego
Powiedział: „Drogie dzieci! Zebraliście się tu wszyscy, znosząc tak wiele trudności, aby
© Organizacja Sathya Sai w Polsce
43
Sanathana Sarathi 11/2010
mieć mój darśan. Kiedy wszyscy stoicie tak stłoczeni, że mysz się nie przeciśnie, jak mogę siedzieć
na tym przestronnym podwyższeniu, nad Wami wszystkimi, owiewany miłym wietrzykiem? Nie
mogę znieść widoku moich dzieci cierpiących. Za waszym pozwoleniem, Ja też usiądę z wami na
ziemi”. „Nie, Swami! Nie! Możemy Cię wszyscy dobrze widzieć tylko wtedy, kiedy siedzisz na
tym podwyższeniu” - prosili wszyscy. Promieniejąc miłością Swami powiedział: „Wszyscy
błagacie, żebym opowiedział o swoim życiu. Mogę nie być w stanie dobrze tego opowiedzieć.
Mimo to spróbuję.” Kiedy Swami opowiadał o zdarzeniach ze swego dzieciństwa, o swych
śmiałych czynach w szkole oraz o cudach, ludzie słuchali Go w całkowitej ciszy, jakby byli w
transie. Z sercami pełnymi zadziwienia i błogości, wpatrywali się w tę wspaniałą i świętą postać
Swamiego do woli, nie bacząc na spływające im po twarzach łzy.
Jest to trudne do uwierzenia, ale nawet niemowlęta nie kwiliły. Swami powiedział na
koniec: „Moje dzieci! Bóg przybył w ludzkiej postaci jedynie ze względu na swoje dzieci.
Ponieważ wszyscy urodziliście się na tym świecie, musicie, żyjąc tu, wypełniać swe ziemskie
obowiązki. Powinniście poświęcić swe ciało służbie ludzkości i oddać swoje serca Bogu.
Wykorzystajcie tę wielką szansę narodzin w ludzkiej postaci, intonując imię Boga i wyśpiewując
Jego chwałę. W ten sposób uczynicie swe życie błogosławionym. Zamiast tak czynić, codziennie
spadacie coraz niżej w świat podziemny czyniąc innym krzywdę, ulegając pragnieniom i trzymając
się z dala od drogi prawości. W ten sposób robicie zły użytek z czasu jaki został wam dany. Zacznij
medytować o Bogu i dopilnuj, żeby osiągnąć cel twoich ludzkich narodzin.”
Kiedy Swami zakończył przemówienie, radosna owacja wstrząsnęła ziemią i niebem.
Swami wstał i spoglądając na ludzi stojących z tyłu, powiedział: „Jeśli macie jakieś wątpliwości,
pytajcie”. Nikt jednak nie zapytał o cokolwiek. Później dowiedzieliśmy się, że wielu ludzi przyszło
z długą listą wątpliwości. Ateiści zamierzali rzucić Mu wyzwanie zaprzeczając istnieniu Boga i
przerywać spotkanie zadawaniem pytań. Po otwartym zaproszeniu ze strony Swamiego zachowali
ciszę, jak kozy pokornie wycofujące się na widok lwa. Na cóż zda się płomień świeczki w obliczu
wspaniałych promieni słońca? Była to pierwsza publiczna mowa Swamiego, który oczarował nią
wszystkich. I przemówienie to stało się potem przedmiotem wszystkich rozmów.
Strumień darów z boskich dłoni
Wielu wielbicieli błagało Swamiego, aby odwiedził ich domy. Nie było jednak sposobu,
żeby się przecisnąć się przez tłum. Kiedy przepychanki ludzi pragnących Jego darśanu zaczęły
przybierać na sile, Swami udał się na balkon, wziął mikrofon i zaczął śpiewać. I stało się, że ludzie,
tak jak cielęta słyszące boską muzykę fletu Kriszny, zapomnieli w zachwycie o sobie i zaczęli
kręcić głowami z radości. Amba i ja śpiewałyśmy bhadźany wraz z Nim, siedząc blisko Jego stóp.
Przez godzinę tłum stał jak sparaliżowany.
Z każdym upływającym dniem tłum ludzi stawał się coraz większy. Odbywały się bhadźany,
zarówno rano jak i wieczorem. Nie zważając na upał, ludzie stali tam cierpliwie, ze wzniesionymi
do góry twarzami, nie opuszczając ich. Jak okiem sięgnąć, rozciągało się bezkresne morze twarzy.
Spoglądając na człowieka, który usiłował zrobić Mu zdjęcie, Swami powiedział: „W Twoim
aparacie nie ma filmu”. „Mam film” - powiedział ów z przekonaniem. Jednak film ten był w dłoni
Swamiego! Swami zaśmiał się i rzucił mu go z powrotem. Zdaje się, że wytworzyło to nowe,
dziwne poruszenie wśród widzów. Zaczęli wołać: „Swami, prosimy, daj coś i nam”. Swami
machnął dłonią w powietrzu i sypnął obficie wielką liczbą miętowych cukierków, wisiorków i
talizmanów. Z dzikimi okrzykami ludzie biegali to tu, to tam, żeby pochwycić te dary. Ci, co nie
mogli niczego złapać, walczyli wszakże dalej, biegając to w jedną, to w drugą stronę.
Łaska Swamiego będzie zawsze odopowiednia do miłości Jego wielbicieli. Do tamtego dnia
nigdy nie słyszeliśmy o niczym podobnym, ani też niczego takiego nie widzieliśmy. Kolejną
szczególną rzeczą w tamtym zdarzeniu było to, że ludzie dostali taki podarunek, jakiego
rzeczywiście pragnęli. Osoby z aparatami fotograficznymi otrzymały filmy do nich. Chorzy dostali
lecznicze talizmany. W ten sposób nasz miłosierny Pan obdarzył ich obficie darami, stosownie do
© Organizacja Sathya Sai w Polsce
44
Sanathana Sarathi 11/2010
ich potrzeb. Przepełnieni radością ludzie zaczęli tańczyć, jakby postradali zmysły. To z kolei
przyciągnęło kolejnych ludzi i liczba wielbicieli stawała się coraz większa.
Swami postanowił pobłogosławić domy niektórych wielbicieli. Odwiedził dom Śri
Lakszmana, brata Śri Gowinda Swamiego, jak również dom teściów pani Adhilakszmi. Nie mógł
iść drogą, ponieważ każdy jej cal zajmowali ludzie. Domy w tym starym mieście oddzielone były
tylko ścianami. Swami po prostu przechodził górą nad tymi ścianami i idąc od jednego domu do
drugiego błogosławił ich mieszkańców i spełniał ich życzenia. Ludzie byli oszołomieni Jego
nagłym przybyciem z dachu Ogarnięci błogą radością wielbiciele kładli się przed Nim w
pokłonach i skakali z radości, gdy stwarzał dla nich jakiś podarunek. Przez zwykły kolisty ruch ręką
Swami stworzył 30-centymetrowy posąg Pana Wigneśwary i podarował go jednemu z wielbicieli.
Wykonanie i barwy tego posągu były godne uwagi. Imię Swamiego i wieści o Jego cudownych
mocach szerzyły się jak potężny poryw wiatru. Ludzie wyczekiwali całą noc na podwórzu przed
Jego domem po to tylko, żeby Go przelotnie zobaczyć. Nie chcąc ryzykować utraty zajmowanego
miejsca, niektórzy wyrzekli się nawet jedzenia i snu. Jedli co mieli pod ręką i czekali. Serca nam
topniały na widok tak wielkiej miłości i niezachwianej wiary. Ich umysły były skupione jedynie na
Swamim. Nic innego ich nie obchodziło. Swami zesłał Swą bezkresną miłość w taki sposób, że
byli jak przyklejeni do swych miejsc.
Odwiedziny w Tirući i Udumalpet
Wielbiciele zabrali Bhagawana Sai do Tirući i Udumalpet. W chwili gdy Swami dotarł do
granic miasta, mnóstwo wielbicieli serdecznie powitało Go purnakumbham i muzyką graną przez
zespół muzyczny. Przyniesiono naczynia pełne świętej wody z rzeki Kaweri. Przygotowano ambari
(siedzisko z baldachimem nad głową) na słoniu, żeby we wspaniały sposób zawieźć Swamiego do
miasta. Obywatele miasta nałożyli Mu na szyję wieniec z kwiatów, powitali z głęboką czcią, obmyli
Jego Lotosowe Stopy świętą wodą z rzeki i posadziwszy Swamiego na wielkiego, przystrojonego
słonia, zaprowadzili Go w wielkim pochodzie do miasta. Jaśniejąc jak sam Pan Mahawisznu,
posyłając cudowne uśmiechy z łagodnym wyrazem twarzy, Swami pogrążył ich w oceanie błogości.
Spędziwszy dwa dni na podróżowaniu po tym obszarze, zaspokoiwszy pragnienie duchowe tysięcy
ludzi, Swami powrócił do Karur.
Bezgraniczne oddanie
Następnego dnia na podwórzu miejscowej szkoły średniej przygotowano darśan; teren ten
wypełnił się ciasno tysiącami wielbicieli. Ponadto, co dziesięć minut przed domem zatrzymywała
się nowa grupa wielbicieli, błagając Swamiego o darśan. Słuchając ich, Bhaktawasala Sai (Sai,
miłośnik wielbicieli) nagle zostawiał wszystko i biegł udzielić im darśanu. Och! Cóż za święta
miłość i jaki bliski związek! Tak wspaniały widok był istną ucztą dla naszych oczu. Swami
udowadniał prawdziwość powiedzenia, że „Bóg jest służącym Swoich wielbicieli” i że „Bóg jest
złodziejem serc wielbicieli”. Jego wielkie, lotosowe serce jest jak kojący, orzeźwiający wietrzyk,
krzepiący wielbicieli.
Pewnej nocy o godzinie dwunastej usłyszeliśmy dźwięki melodyjnych bhadźanów,
dobiegające z dołu. Nasz szwagier podszedł do wielbicieli i poprosił ze złożonymi dłońmi: „Swami
dopiero co udał się na spoczynek do swego pokoju. Jest zmęczony. Proszę przyjdźcie rano”.
Odpowiedzieli na to żarliwie: „Przybyliśmy z daleka, doznając wiele trudów jedynie po to, żeby
dostać darśan Swamiego. Nie możemy żyć bez ujrzenia Go. Prosimy, miej nad nami litość”. Nie
mogąc postanowić, co im odpowiedzieć, stał zakłopotany. I w tej właśnie chwili dobiegł z balkonu
głos Swamiego – bardzo słodki głos, wibrujący jak muzyka z fletu. Zaskoczył wszystkich.
Podniósłszy głowy, wielbiciele ujrzeli Swamiego - pełnego miłości, ucieleśniającego czystą miłość
- stojącego przed nimi z twarzą promieniejącą uśmiechem. Gdy tylko Go zobaczyli, w szale
© Organizacja Sathya Sai w Polsce
45
Sanathana Sarathi 11/2010
radości padli na twarz przed Nim, witając Go słowami: „Hara hara Maha Dewa! Śambho Śankara!”.
Kiedy podjęli śpiew bhadźanów, ze łzami cieknącymi po policzkach, w upojnej radości
oddania, serca w nas stopniały. Chłodny wietrzyk, cicha noc i światło księżyca pogrążyły każdego
w zapomnieniu wywołanym radością. Zwrócili się doń z dołu: „Swami! Jak długo będziesz stał?
Prosimy – usiądź”. Wydaje się, że to rozczuliło Go jeszcze bardziej, gdyż odparł z miłością: Och!
Moje drogie dzieci! Czym jest moja niewygoda wobec tego, co musicie cierpieć wy sami? Jesteście
wszyscy bardzo zmęczeni. Sprawą pierwszej wagi dla matki jest radość jej drogich dzieci. Kiedy
wy sami stoicie, dlaczego miałoby mieć znaczenie to, że ja stoję? Śpiewajcie dalej bhadźany”. Ów
nieprzerwany przepływ miłości pomiędzy Swamim a wielbicielami trwał dalej przez półtorej
godziny. Nasze serca pogrążone były w oddaniu i tańczyły w morzu radości, kiedy spoglądaliśmy w
dół na ten tłum. Czy oni nie potrzebują w ogóle żadnego odpoczynku? Czy to są ludzie czy
aniołowie? Czy to sen czy też złudzenie stworzone przez Pana Wisznu? Przepełniony radością
Swami serdecznie ich pobłogosławił. Doprawdy, zdarzenie to pozostawiło niezatarty ślad w sercach
wszystkich. Była to miłość przekraczająca wszelkie granice; Swami podarował im wszystkim
ubrania. Z radością w sercu Swami wszedł do budynku, choć opuszczenie ich było dla Niego rzeczą
bardzo trudną. Wchodząc do środka, Swami powiedział: „Jak ładnie śpiewali!”. Rzeczywiście, ich
nabożny śpiew wciąż brzmiał w naszych uszach.
Wzruszający wyjazd Swamiego z Karur
Po południu Swami miał wyjechać do Parthi. O godzinie trzynastej przyjechał samochód i
zatrzymał się przed domem. Ludzie bardzo pragnęli tego ostatniego darśanu. Szlochali i z głębi
serca wykrzykiwali „Baba!” i „Swami”. Tuż przed wyjazdem Swami wezwał każdego z nas po
imieniu i udzielił nam padanamaskaru oraz dał wibhuti. Czuliśmy się tak, jakby nasze serca miały
pęknąć, ale On pocieszał nas jak matka.
Ofiarowaliśmy Swamiemu arati. Gdy zszedł po schodach na dół i wsiadł do samochodu,
wielbiciele dotykali wozu, a potem z czcią przyciskali dłonie do oczu. Niektórzy z nich zaczęli biec
za samochodem, jakby postradali zmysły. Sai Gopala, ten Ocean Miłości, poprosił, żeby kierowca
zatrzymał samochód. I oto wszedł na jego dach! Jak mam opisać radość, jaką w tamtej chwili
poczuli wielbiciele? Jakby odzyskany został utracony skarb, powstał wielki rwetes i krzątanina. Jak
wielki huragan rozbrzmiały okrzyki. Podnosząc do góry obie ręce w geście błogosławieństwa,
Swami powiedział: „Wprowadzajcie w życie to, co słyszeliście i widzieliście tutaj podczas
dziesięciu ostatnich dni i czerpcie z tego radość. Nie stawajcie na drodze tego samochodu. Bądźcie
zdyscyplinowani i stójcie z boków drogi.” Kiedy tylko skończył mówić, setki ludzi cofnęły się, jak
dzieci okazujące posłuszeństwo swej matce. Wykonawszy boski rozkaz, stali w ciszy.
Rzeczywiście, był to niezapomniany widok. Miłość Swamiego do Jego wielbicieli jest
wyjątkowa i niezrównana. Samochód Swamiego ruszył. Odjechał, o d j e c h a ł... Ludzie jednak nie
odeszli. Patrząc na nich, my także poczuliśmy wielki ból. Wszyscy zaczęli omawiać swoje
doświadczenia, cudowne moce Swamiego i Jego kojące słowa. Ulice, które dotąd jaśniały dziwnym
blaskiem, wyglądały jak pozbawione życia, niczym sterty zwiędniętych kwiatów. Dom, który
wcześniej wyglądał przepięknie, teraz stał się ponury.
Zupełnie nie wiemy, jak okazać naszą głęboką wdzięczność współczującemu Panu Sai. Żarliwie
modlimy się, aby potoki Jego miłości spływały na nas zawsze, zawsze!
© Organizacja Sathya Sai w Polsce
46
Sanathana Sarathi 11/2010
Krisznadas Eradi
Haridas Eradi
ZACHWYCAJĄCE PÓŁWIECZE BOSKIEJ ŁASKI
Nasz pierwszy bliski darśan Bhagawana miał miejsce w pałacu Kollengode w Palakkad w
Kerali, w marcu 1960 roku. Swami wyszedł ze swego pokoju, aby udzielić darśanu wielbicielom,
siedzącym na portyku.
Zaczęliśmy śpiewać bhadźan „Ćittaćora Jaśoda Ke Bal” przed Jego Boskim Obliczem. Ku
zaskoczeniu wszystkich, Swami stał przed nami do końca tego bhadźanu. Poprosił nas o przybycie
do Koczi (Cochin), miejsca, dokąd zmierzał. Pojechaliśmy za pojazdem Swamiego i dotarliśmy do
Koczi. Swami odwiedził tam łaskawie dom naszego brata, sędziego Balakriszny Eradiego, gdzie
spędził kilka godzin z nami wszystkimi.
Kolejna sposobność śpiewania przed Swamim przydarzyła się nam w domu Śri Keśawy
Rao, kiedy odwiedził On Kozhikode (Kalikat) w stanie Kerala, 30 maja 1964 roku. Natomiast w
1967 roku, podczas świąt Dasara, Swami zawiadomił Śri Kasturiego: „Z Kerali przyjedzie trzech
braci – będą musieli zaśpiewać bhadźany w Mandirze”. W swojej bezkresnej dobroci Swami od 40
długich lat daje nam zaszczyt śpiewania w Puttaparthi przed swoim obliczem.
Doświadczanie boskości Bhagawana
W grudniu 1967 roku Swami ponownie odwiedził Koczi i zatrzymał się na trzy dni w domu
naszego brata. Był on sędzią w Kerali. Mieliśmy sposobność przebywać ze Swamim przez trzy dni.
Wspomnienie tych dni będziemy pielęgnować w sercach przez całe życie. W tym czasie mieliśmy
wiele osobistych doświadczeń. Odbyło się wiele otwartych uroczystości, w których Swami wziął
udział: w sali miejskiej, w Durbar Hall Ground itp. Jedno ze zdarzeń nadal jest świeże w naszej
pamięci. Swami miał wówczas opuścić Koczi, po omawianym 3-dniowym pobycie. Wezwał Śri
W.N. Radźana, ówcześnie inspektora generalnego policji (który osobiście nadzorował działania
Sewa Dal podczas odwiedzin Bhagawana w Kerali) i zwrócił się doń o wezwanie pewnego
policjanta, który stał właśnie u bramy jako strażnik. Śri Radźan osobiście pobiegł, żeby zawołać
owego funkcjonariusza. Doznał wstrząsu stwierdziwszy, że policjant ma na sobie wyświechtany
mundur i nawet się od kilku dni nie golił. Śri Radźana niezmiernie rozdrażnił się tym, jednak
wiedząc że Swami czeka, wezwał policjanta do natychmiastowego raportu. Swami z miłosiernym
uśmiechem zapytał Śri Radźana, dlaczego ten policjant nie wygląda elegancko. Radźan był
zakłopotany!
Wówczas Swami sam udzielił odpowiedzi: „Ta osoba jest na posterunku od 72 godzin, bez zmiany
ubrania, golenia, kąpieli, jedzenia i snu. Jego głębokie oddanie sprawiło, że zapomniał o swoich
ziemskich potrzebach i strzeże mnie od trzech dni. Uważam go za wielkiego jogina!” Mówiąc to,
Swami stworzył złoty naszyjnik i podarował go temu policjantowi, stojącemu nieopodal. Swami
pokazał nam wszystkim, że w swej łasce widzi wszystko i wszędzie - we wszechświecie i we
wszystkich czasach.
Upojna radość boskiej bliskości
Ostatnim wydarzeniem podczas odwiedzin Swamiego w Koczi było Jego przemówienie w
sali miejskiej. Śri Muralidharan, naówczas kierownik Radia Ogólnoindyjskiego z Kalikat, nagrywał
całe wystąpienie Bhagawana. Po tej boskiej mowie oraz bhadźanie Swami miał opuścić to miejsce
oraz Koczi. Na koniec bhadźanu zaczęliśmy śpiewać arati. Byliśmy przy Swamim przez trzy dni i
świadomość, że wszystko to zaraz się skończy, była dla nas ciosem. Płakaliśmy wszyscy.
Zapomnieliśmy, że cały program był nagrywany przez Ogólnoindyjskie Radio i że są przerwy w
śpiewie. Swami stanął przed nami i powiedział: „Nie płaczcie; Muralidharan nagrywa to, jutro
będzie to nadawane w radiu. Będę na Was czekał w domu waszego brata; dokończcie to arati i
© Organizacja Sathya Sai w Polsce
47
Sanathana Sarathi 11/2010
przyjdźcie”. Ku naszemu wielkiemu zaskoczeniu, kiedy Muralidharan odsłuchiwał nagrany
program, te dwie rzeczy (słowa Swamiego i nasz płacz) zostały usunięte z zapisu boską wolą
Swamiego - w obu przypadkach nie było żadnej przerwy.
23 maja 1976 roku Swami przybył do Kozhikode (Kalikat) z Uty, aby położyć kamień
węgielny pod Śri Sathya Sai Widjapiith, Śrisailam. Po tej uroczystości Swami przybył prosto do
naszego tharawadu (domu przodków) w Kozhikode, wraz z 30-40 studentami z Brindawan, po
czym spędził tam kilka godzin.
Podczas odwiedzin Swamiego w Delhi w 1999 roku, mieliśmy to wielkie szczęście, że
Swami w pierwszy dzień pobytu odwiedził dom naszego brata, sędziego Balakriszny Eradiego.
Przybył z dr. Wenkataramanem, Śri Kulwantem Rai oraz Śri Anilem Kumarem. Spędzili z nami
blisko dwie godziny. Bezpośrednia bliskość Swamiego sprawiła, że byliśmy upojeni radością.
Wszyscy, bez wyjątku, członkowie naszej rodziny uświadamiają sobie w pełni nasz dług u
Swamiego. Modlimy się u Jego Lotosowych Stóp, aby pomógł nam prowadzić wzorowe życie i żyć
zgodnie z Jego oczekiwaniami.
Ćinna Katha
Bóg kocha swoich wielbicieli
Żył sobie kiedyś w Zachodnim Bengalu wielbiciel Pana imieniem Madhaw Das. Po śmierci
żony postanowił wyrzec się światowego życia. Sprzedał więc to co miał, pozałatwiał domowe
sprawy, nałożył ochrową szatę i udał się do Dźagannat Puri, aby tam pozostać. Poświęciwszy się
służeniu Panu Dźagannacie, dniem i nocą rozmyślał nad Jego imieniem. Spędzał cały dzień w
świątyni Pana Dźagannaty, a wieczorem szedł nad brzeg morza i spał tam pełen szczęścia na
piasku. Twarz jego jaśniała wielkim blaskiem, a wskutek ciągłego rozmyślania o Panu został
obdarzony wyjątkowymi mocami.
Pewnego dnia Pan Dźagannata wraz ze Swą siostrą Subhadrą przybył nad ten brzeg morza,
położył przed Madhawą Dasem złoty talerz, po czym oboje zniknęli. Zatopiony w rozmyślaniu o
imieniu Pana, Madhawa Das nie był świadomy tego co się stało. Kiedy otworzył oczy, zobaczył
przed sobą złoty talerz pełen pysznych rzeczy. Ponieważ osiągnął był stan bez myślenia, nie
przywiązał żadnej wagi do tego złotego talerza i leżącego na nim jedzenia. Nie dociekając, w jaki
sposób dotarły do niego te pyszności na złotym talerzu, zjadł to pożywienie i ponownie pogrążył się
w medytacji.
Kapłan w świątyni nie znalazł wieczorem złotego talerza, gdy miał składać posągowi Pana
Dźagannaty ofiarę z pożywienia. Władze świątynne wysłały więc żołnierzy, aby znaleźli złodzieja,
który go ukradł. Niektórzy z nich przyszli nad brzeg morza i znaleźli ów złoty talerz, przed którym
siedział w medytacji Madhaw Das. Aresztowali Dasa i wsadzili go do więzienia. Tej nocy Pan
Dźagannata pojawił się we śnie kapłanowi świątyni i powiedział mu: „ Wszyscy ofiarowaliście Mi
z wielkim oddaniem jedzenie, ale kiedy je zjadłem, twoi ludzie zaczęli Mnie prześladować”. To
powiedziawszy Pan zniknął. Kapłana poraził strach. Wstał z łóżka. Niezdolny stwierdzić, czy była
to prawda czy też zwykły sen, był zmieszany tym co w swym śnie zobaczył. Wspominając
wydarzenia dnia, zastanowił się nad całą tą sprawą i pojął, że Madhaw Das jest wielkim
wielbicielem, zaś sam Pan Dźagannata ofiarował mu jedzenie na tym złotym talerzu. Bóg jest
zaprawdę obrońcą pogrążonych w nędzy. Czyż tak nie jest? Doszedłszy do tego wniosku, kapłan
powiadomił o tym władze świątynne i kazał uwolnić Madhawę Dasa z więzienia. Das wszakże nie
unosił się radością z powodu swego wyjścia na wolność. Dzięki łasce Boga, imię, sława i powaga
Madhawy Dasa jako wielkiego wielbiciela Pana rozeszły się szeroko.
© Organizacja Sathya Sai w Polsce
48
Sanathana Sarathi 11/2010
Wielu znanych, uczonych ludzi i wielbicieli Pana mieszkało w Puri. Widząc, że ktoś z
Zachodniego Bengalu zyskał większe poważanie i szacunek niż oni, ludzie ci stali się zazdrośni o
Madhawę Dasa. Dlatego postanowili udowodnić, że Madhawa Das nie jest bardziej uczony od nich.
Wybrali dla tego celu jednego spośród siebie jako przywódcę. Rzucając Madhawie Dasowi
wyzwanie na debatę, przywódca ich przyszedł do Dasa i rzekł: „Szeroko znane stało się pańskie
imię i słychać, że jest pan bardzo uczonym człowiekiem i wielkim wielbicielem Pana. Chcę odbyć z
panem debatę”. Usłyszawszy to, Madhaw Das powiedział: „Czcigodny panie, nie jestem w ogóle
żadnym uczonym człowiekiem. Całe wykształcenie i znajomość pism świętych, jakie posiadam,
mają na celu jedynie zarobienie na życie i napełnienie mi brzucha. Jest pan osobą o wiele bardziej
uczoną ode mnie”. Na to przywódca uczonych spytał Madhawę Dasa: „Jeśli uważa pan, że nie jest
żadnym wielkim uczonym, niech da mi pan to na piśmie. Czy może pan to zrobić?” Madhawa Das
natychmiast napisał z radością na papierze: „Nie jestem uczonym”, złożył swój podpis i dał ów list
tym uczonym ludziom.
Było to dokładnie to, czego chcieli. Czy wiecie co nastąpiło potem? Owi uczeni dostarczyli ten list
do Kaszi (Waranasi). Pokazując list Madhawy Dasa na zgromadzeniu uczonych w Kaszi,
wspomniany przywódca rzekł im: „Szanowni uczeni mężowie! Od tej chwili jestem największym
uczonym na tej ziemi. Madhaw Das oświadczył, że nie jest w ogóle uczonym. Posłuchajcie,
odczytam wam zdanie, napisane przez samego Madhawę Dasa.”
Gdy odczytał to zdanie, ogarnęło wszystkich zdumienie. Przywódca uczonych nie wiedział
co począć. „Co to za czary!” - pomyślał. To zdanie w liście brzmiało: „ Madhaw Das jest
największym i najszlachetniejszym ze wszystkich uczonych”. A pod nim widniał podpis owego
przywódcy uczonych. Przywódca, chełpiący się swym wykształceniem, zrozumiał, że nikt inny,
tylko sam Pan Dźagannata wprowadził te zmiany w liście.
Bóg jest zawsze w tobie, z tobą, pod tobą, nad tobą, wokół ciebie. Chętnie przyjmuje na
siebie odpowiedzialność ochrony swych wielbicieli. Nie może znieść widoku klęski swojego
wielbiciela. Zgodnie ze swym imieniem, Madhaw Das stał się sługą Pana.
Dr T. Rawikumar
Pamiętne podróże z Bhagawanem do Mumbaju
Nieśmiertelny sanskrycki wiersz „Bhadźa Gowindam” Adi Śankary został przystosowany
do potrzeb sceny, aby można go było przedstawić podczas Dnia Uczelni ówczesnej Wyższej Szkoły
Śri Sathya Sai w Brindawan w 1974 roku. Swami wziął na siebie zadanie wyreżyserowania tego
przedstawienia. Przez dwa miesiące odbywaliśmy codziennie próby przed Jego boskim obliczem.
Owocem tego była wspaniała sztuka „Bhadźa Gowindam”, niosąca wieczne przesłanie Adi Śankary
w oprawie stosownej dla współczesnych czasów. Wyrażała przesłanie dla wszystkich – ludzi
uczonych, rodzin, osób, które wyrzekły się świata, osób bogatych, młodzieży itd.
Podróż grupy aktorskiej do Mumbaju w 1975 roku
Odpowiadając na prośby wielbicieli z Mumbaju, Bhagawan zezwolił na wystawienie tej
sztuki podczas Jego odwiedzin w Mumbaju w rocznicę powstania Dharmakszetry. Przedstawienie
wykonano na słynnej sali Śanmukhananda 13 maja 1975 roku i otrzymało one recenzje pełne
zachwytu.
Podczas tej podróży przeżyliśmy wiele zdarzeń związanych ze Swamim, które pozostają
trwale wyryte w naszej pamięci. Wspomnę jedynie kilka z nich. Podczas charakteryzacji przed
spektaklem musieliśmy zdjąć zegarki i złote naszyjniki, żeby nie wyglądało to dziwnie, biorąc pod
uwagę role, jakie mieliśmy odegrać. Kiedy po przedstawieniu rozglądaliśmy się za naszymi
zegarkami i złotymi naszyjnikami, okazało się, że ich nie ma. Wytrąciło nas to z równowagi,
© Organizacja Sathya Sai w Polsce
49
Sanathana Sarathi 11/2010
ponieważ wcześniej stworzył je dla nas Swami. Spędziliśmy więc 2-3 godziny, przeszukując
wszelkie zakamarki. Rozczarowani, wróciliśmy do Dharmakszetry. Swami czekał na nas. Spytał,
dlaczego się spóźniliśmy, a po wysłuchaniu naszych wyjaśnień, pocieszył nas, mówiąc: „W
porządku, to nie ma znaczenia. Umyjcie się i zjedzcie obiad”. Dopiero gdy kończyliśmy posiłek,
Swami zaczął spożywać własny. Czuliśmy się źle ze świadomością tego, że kazaliśmy Samiemu
czekać na siebie. Zjadłszy obiad, Swami po prostu stworzył wszystkie zegarki i naszyjniki, które
straciliśmy i dał je nam, ku naszej wielkiej radości.
Właśnie podczas tamtej podróży do Mumbaju otrzymaliśmy cudowną sposobność –
zwiedzanie miasta ze Swamim. Pewnego wieczora po bhadźanach wsiedliśmy do
klimatyzowanego, małego autobusu, wyposażonego w mikrofon dla przewodnika. Swami wsiadł do
samochodu i jechał przed nami. Można sobie wyobrazić nasz zachwyt, gdy gdzieś w okolicach
Dźuhu Swami wysiadł z samochodu i wsiadł do naszego autobusu. Nikt z nas nawet nie
przypuszczał, że Swami będzie podróżował z nami w autobusie! Jeździliśmy po Mumbaju przez
cztery długie godziny – godziny czystego zachwytu i błogości! Powróciliśmy z wycieczki o
godzinie 11 w nocy. Przez cały czas gdy zwiedzaliśmy Mumbaj, Swami służył nam za
przewodnika.
Druga podróż z Bhagawanem do Mumbaju
Swami postanowił ponownie zabrać ze sobą do Mumbaju wspomniany zespół teatralny w
marcu 1988 roku. Wziąwszy udział w poprzedniej wycieczce w 1975 roku, byłem przepełniony
radością i z niecierpliwością czekałem, żeby skorzystać z tej sposobności.
Wyruszyliśmy na tę cudowną wycieczkę w drugim tygodniu marca 1988 roku. Swami był
wówczas w Brindawan, więc pierwsza część naszej podróży wiodła z Puttaparthi do Brindawan.
Przybyliśmy tam wieczorem 13 marca. Następnego ranka Swami wezwał nas i spytał o
przygotowania do przedstawienia. Poruszył najdrobniejsze szczegóły, jak zawsze to czyni.
Wieczorem obejrzał próbę na głównej sali uczelni. Po zakończeniu zaproponował wprowadzenie
pewnych zmian. Poprosił śpiewaków, aby zaśpiewali i poprawili swoją wymowę.
16 marca wsiedliśmy do pociągu w Bangalore i po wygodnej podróży dotarliśmy do Dadar
17 marca o 7:15 rano. Około godziny dziewiątej przybyliśmy do Dharmakszetry, gdzie
przygotowano nam już kwatery. Swami przyleciał samolotem. Przyjęto Go śpiewem Wed
wykonywanym przez dzieci Bal Wikas oraz ceremonią arati, dokonaną przez starych wielbicieli. Po
arati Swami wezwał nas i zapytał o podróż pociągiem. „Czy była wygodna? Co jedliście podczas
podróży?” Gdy opowiadaliśmy o tym, co działo się w pociągu, Swami przerwał nam i sam
powiedział co się wówczas działo. Opisał nam też, jak dobrze bawiliśmy się podczas podróży w
pociągu. Osłupieliśmy; uświadomiliśmy sobie, że nie ma potrzeby „informować” tego, który
wszystko wie!
Przedstawienie „Bhadźa Gowindam”miało zostać wystawione rankiem 18 maja na sali
Śanmukhananda.Swami przybył dość wcześnie, wszedł do zielonego pokoju i osobiście sprawdził
Sanathana Sarathi, nasze kostiumy, aby przekonać się, że wszystko jest w porządku. Dodał nam
otuchy, mówiąc, że wszystko wypadnie dobrze po czym udzielił nam padnamaskaru. Sala
mieszcząca 3 000 osób, była już przepełniona.
Tak jak Swami powiedział na początku, wszystko wypadło jak należy i przedstawienie
gładko dobiegło końca. Następnie Swami wszedł na scenę. Jego pierwszymi słowami było: „Ćala
Baga Undi (Bardzo, bardzo ładne).” Pobłogosławił nas wspólnym z Nim zdjęciem. Wieczorem
Swami przybył do Satjadipu w Dharmakszetrze i ponownie powiedział nam, że występ wypadł
bardzo dobrze. Rzekł: „Zarówno pytania zadane w trzeciej scenie przez uczniów, jak i odpowiedzi
udzielone przez Śankarę były jasne. Ostatnia scena poruszyła serca wszystkich zgromadzonych.
Wszyscy sprawiliście się bardzo dobrze” - powiedział Swami z matczyną dumą.
Owego wieczora odbyło się w Dharmakszetrze otwarte spotkanie, podczas którego Swami
wygłosił mowę. Wskazał w niej na korzenie chorób prześladujących społeczeństwo, z tego powodu,
© Organizacja Sathya Sai w Polsce
50
Sanathana Sarathi 11/2010
że ludzie odpowiadający za kierowanie sprawami państwa zboczyli z drogi powinności, jakie są im
nakazane.
Rankiem 19 marca odbył się żywy występ dzieci Bal Wikas na trawnikach otaczających
Satjadiip. Wypełniły je dzieci pochodzące z różnych przedmieść Mumbaju. Dotyczyło ono pięciu
nakazów, o których Swami mówił ostatnio w Prasanthi Nilajam. Dzieci pięknie przedstawiły
praktykę tych pięciu nakazów – obowiązku, oddania, dyscypliny, rozróżniania i determinacji.
Po południu Swami wezwał nas do swego pokoju na piętrze Dharmakszetry. Byliśmy
wszyscy bardzo poruszeni, Swami również był bardzo zadowolony widząc nasze szczęście. Kiedy
usiedliśmy wokół Niego, podano nam herbatę i przekąski. Swami spytał o naszą wyprawę do jaskiń
Elephanta i omówił wiele innych rzeczy. Nalegał, żebyśmy dobrze zjedli i napełnił nasze talerze ( i
nasze serca). Otrzymawszy tak dużo miłości wzruszyliśmy się do łez. Nasz pociąg miał wkrótce
odjechać, więc Swami udzielił nam padanamaskaru i poprosił, żebyśmy wyruszyli na dworzec
kolejowy. „Zobaczę się z Wami wszystkimi w Brindawan. Odpocznijcie porządnie w pociągu” powiedział.
Kiedy zeszliśmy na dół i wsiedliśmy do autobusów, Swami przyszedł, żeby obdarzyć
wielbicieli darśanem. Dając nam znak, że nie powinniśmy wysiadać z autobusów, Swami obszedł te
autobusy żegnając się z nami wszystkimi. Potem poprosił, żebyśmy wyruszyli i stał, machając
chusteczką, dopóki nas widział. Widząc to, całe zgromadzenie 20 tysięcy ludzi zaczęło machać nam
na pożegnanie. Wszyscy poczuliśmy wzruszenie na widok tego współczucia Swamiego; łzy
wypełniły nam oczy. Przez resztę podróży nikt z nas nie wypowiedział ani słowa. Serca mieliśmy
zbyt wypełnione błogością, żeby powiedzieć cokolwiek.
W ten oto sposób zakończyła się kolejna pamiętna wycieczka z Boskością.
Prema Kanakaradźa Pupta
CUDOWNA PODRÓŻ Z BHAGAWANEM ŚRI SATHYA SAI BABĄ
Kiedy byłam małym dzieckiem, ani się nie domyślałam, co nas spotka, gdy nasza rodzina
pokłoniła się Swamiemu w 1945 roku w Starym Mandirze w Puttaparthi. Choć członkowie rodziny
narzekali na podróż z Kuppam do Puttaparthi, ja nie miałam powodów do skarg, gdyż droga
upłynęła mi miło w przytulnych objęciach matki, braci i sióstr. Podczas naszych pierwszych
odwiedzin Swami wziął nas blisko do siebie, nazywając nas zdrobniale. Nazwał na przykład moich
braci: Murthy, Babu i Murali, siostry zaś: Kumaramma, Prema i Sarala. Kiedy z miłością zwrócił
się do moich rodziców odpowiednio: Radhakrisznaiah i Radhamma, poczuliśmy sie tak, jakbyśmy
znali Go od lat. Kiedy starsi członkowie rodziny z czcią padli na twarz przed Swamim, bez żadnych
pytań przyjmując Go jako Boga, ja również w pełni uznałam Go za Boga bez żadnego wahania, bez
żadnych wątpliwości, jedynie mocą Jego boskiej łaski. W ten sposób oszczędziłam sobie wielu lat
zastanawiania się i oceniania. Pozostanę za to zawsze wdzięczna swoim rodzicom.
Podczas długich śpiewów bhadźanowych zwykłam siedzieć posłusznie za matką. Najlepszą
porą dnia był dla mnie czas po obiedzie. Ponieważ w Puttaparthi było bardzo gorąco, Swami mówił
starszym, żeby odpoczywali, a potem udawał, że sam odpoczywa w swoim pokoju. W
rzeczywistości jednak Swami cicho wychodził i wzywał nas, wszystkie dzieci, trzymając palec na
ustach, ostrzegając, by nie czynić żadnego hałasu. Szliśmy za Swamim, a On obmyślał dla nas
zabawy. Choć Swami był dużo starszy od nas, z powodu swojej młodej twarzy i ciała wyglądał jak
mój brat Murthy, wówczas mający 14 lat. Swami angażował każdego z nas po równi we wszystkie
gry, takie jak zabawa w chowanego, budowanie kruczych gniazd na piasku, skakanie, ciuciubabkę,
chodzenie po drzewach i wiele innych. Czas leciał, a my nigdy nie czuliśmy zmęczenia ani
pragnienia. Czasami Swami kazał nam usiąść i opowiadał krótkie, zabawne opowieści, od których
brzuchy bolały nas ze śmiechu. A w pewnej chwili kończył nagle całe to przedstawienie i znikał w
© Organizacja Sathya Sai w Polsce
51
Sanathana Sarathi 11/2010
swoim pokoju. Kiedy dorośli budzili się, przypuszczali, że Swami także odpoczywał w swoim
pokoju i nigdy nie uwierzyliby, że bawił się z nami, nawet gdybyśmy upierali się, że tak było.
Kolejną z moich najlepszych rozrywek było bieganie za Swamim w stronę rzeki Ćitrawati.
Swami nigdy nie szedł wolnym krokiem, a młodzi i starzy biegli za Nim jak cielęta za krową. Przy
takiej prędkości powinniśmy docierać do łożyska rzeki w dziesięć minut, ale to się nigdy nie
zdarzało, bo po drodze działo się tyle różnych i ciekawych rzeczy, przynoszących wszystkim radość
i poruszenie. Częstokroć Swami nagle znikał, a my wszyscy szukaliśmy Go za krzakami, drzewami,
pagórkami itp. Całkowicie wyczerpani siadaliśmy na ziemi i ku naszemu zaskoczeniu Swami
wyłaniał się z tego samego krzewu, w którym Go szukaliśmy.
Za każdym razem, gdy musieliśmy wracać z Puttaparthi do naszej wioski, Kuppam,
pogrążało nas to w smutku na całe dnie przed tą podróżą i już po przybyciu do domu. Swami koił
nas wtedy jak boska matka. Przed wyjazdem z Puttaparthi żelazną zasadą była przez wiele lat
rozmowa z Nim, w której brali udział jedynie członkowie naszej rodziny. Najlepszą częścią takich
spotkań była dla mnie „Pada Pudża” (oddanie czci stopom Swamiego), gdyż każdy z nas miał
wówczas sposobność obmycia Mu stóp. Swami stawiał stopy na wielkim talerzu, a my
zaczynaliśmy myć je wodą i wodą różaną, wycieraliśmy potem do sucha, smarowaliśmy pastą z
kurkumy, aż stawały się jasnożółte, potem zaś nanosiliśmy na nie ogromne, czerwone kropki z
kumkum. Przez cały ten czas Swami cierpliwie, z uśmiechem przyglądał się, jak to robimy. Kiedy
starszych zaprzątała rozmowa z Nim o wielu sprawach, my, dzieci, zajmowałyśmy się nabieraniem
do butelek tej wody różanej, która później miała być używana jako prasadam. Przez całe miesiące
spożywaliśmy w małych ilościach tę świętą wodę.
Odwiedziny Swamiego w Kuppam
Pewnego pięknego dnia w lipcu 1947 roku otrzymaliśmy w Puttaparthi bardzo dobrą
wiadomość. Swami przychylił się do prośby naszej rodziny i oznajmił, że odwiedzi naszą rodzimą
wieś Kuppam. Nasza radość nie znała granic! Wówczas to po raz pierwszy pojechaliśmy z
powrotem do naszej wioski bez smutku i zajęliśmy się przygotowaniami do odwiedzin Swamiego.
Przeklinaliśmy wóz, który wlókł się jak ślimak; przeklinaliśmy autobus, który poruszał się jak wóz;
przeklinaliśmy pociąg pasażerski, zatrzymujący się na każdej małej stacji. W końcu dotarliśmy do
domu. Każdy żwawo zabrał się do różnych zadań, a ja po prostu oglądałam to z przyjemnością,
dzieląc z nimi rozpierający ich bezgraniczny zapał. W ciągu dwóch dni, z pomocą wielu ludzi, nasz
wielki dom zaczął błyszczeć, a ogromna, otwarta przestrzeń dokoła lśniła czystością. Następne dwa
dni przeznaczone zostały na ozdabianie wnętrza domu i robienie różnych kwietnych wieńców.
Swami przyjechał z panią Sakammą i Śri Subbą Radżu, aby zatrzymać się u nas na pięć dni.
Wszystkich nas uskrzydlała radość z Jego darśanu i bhadźanów, odbywających się na naszej
posesji. Mimo późnego wieczora - kiedy to przybył Swami – zgotowaliśmy mu królewskie
przyjęcie z wieńcami z kwiatów oraz arati. Swami lubił nosić wieńce różnego rodzaju. W ciągu
następnych dwóch dni Swami rozmawiał z wieloma grupami ludzi i odwiedził różne miejsca w
naszej wsi. Przybywały ogromne tłumy, aby otrzymać Jego darśan, którego udzielał z otwartego
tarasu naszego domu.
Wszyscy chodziliśmy do jednej szkoły, znajdującej się przed naszym domem. W tamtych
czasach nie było rzeczą zwyczajną, aby uczniowie rozmawiali z nauczycielami – utrzymywaliśmy
bezpieczną odległość od starszych wykładowców i kierownika. Gdy wielu z nich rozmawiało w
pokorny sposób z moimi braćmi i siostrami, byłam wstrząśnięta. Spytałam o to dziwne zachowanie
matkę, która dumnie obwieściła: „Przez wszystkie te lata krytykowali Swamiego i nasze częste
odwiedziny w Puttaparthi, ale teraz czczą Go.”
Pamiętam bardzo dobrze godzinną podróż wąską drogą do domu po naszych przodkach w
Wasanadu, z przepuszczaniem wolich zaprzęgów, stad owiec i bydła. Nasza dziewięcioosobowa
rodzina zajmowała jedną część domu, inne zaś pomieszczenia – członkowie rodzin trzech braci
mojego ojca - może sześć osób. Chcieliśmy zrobić coś szczególnego dla Swamiego, trzymając to w
tajemnicy. Przygotowaliśmy potężne łoże – w postaci węża Adiśeszy o siedmiu głowach,
© Organizacja Sathya Sai w Polsce
52
Sanathana Sarathi 11/2010
napociwszy się przy tym i natrudziwszy. Nikt o tym nie wiedział, wyjąwszy członków naszej
rodziny, ale oczywiście Swami wiedział, co się dzieje. Nagle wszedł do tego pokoju i z wielkim
uznaniem i radością spoczął na tym wężowym łożu. Dużo rozmawialiśmy ze Swamim. Jego
siedmiodniowy pobyt minął jak siedem minut.
W następnym roku, 1948, wyszła za mąż moja siostra Widźaja, a Swami przyjechał do
Kuppam na dwa dni. Swamiego czekało wspaniałe przyjęcie oraz przygotowano dlań piękny tron.
Swami zaskoczył wszystkich, zmuszając nowożeńców do zajęcia tronu, podczas gdy sam wolał
usiąść na dywanie. Swami przez dwie godziny oczarowywał tłum śpiewając kirtany i klasyczne
utwory. Ludzie, zapomniawszy o samych sobie, kołysali się po prostu w zachwycie, słuchając tego
boskiego głosu, nie zdając sobie sprawy z upływu czasu. Jeszcze po 62 latach nie mogę zapomnieć
tych drogocennych chwil w swym życiu.
Dokonanie jednego czynu prawdziwej służby Bogu zbierze Jego łaskę bardziej niż wysłuchanie stu
wykładów lub ich wygłoszenie.
Baba
RELIGIA SAI
Jeśli jakaś religia chce rozszerzyć swój wpływ, ucieka się do oczerniania innych religii
i wywyższania własnej doskonałości. Wystawność i reklama stają się ważniejsze od postępowania
i wiary. Wolą Sai jest jednak to, żeby czciciele każdej religii rozwijali wiarę w jej wielkość i
uświadamiali sobie jej znaczenie poprzez własne, właściwe postępowanie. Oto religia Sai – religia,
która karmi i wspiera wszystkie religie oraz podkreśla ich wspólną wielkość. Przyjmijcie tę religię,
śmiało i radośnie.
Baba
© Organizacja Sathya Sai w Polsce
53