Czytaj artykuł w Classicauto

Transkrypt

Czytaj artykuł w Classicauto
38
CADILLAC ELDORADO
CADILLAC ELDORADO
Jestem z Detroit
tekst: Wojciech Jurecki
zdjęcia: Rafał Andrzejewski,
AUTOR, General Motors Archive
Jest monumentalny i tak gigantyczny, że człowieka za kierownicą
ledwo widać. Chyba, że ma na sobie teksański kapelusz.
Symbolizował Amerykę lat 70. równie trafnie co prezydentura
Nixona. Oto Cadillac Eldorado ‘72 – ostatni z wielkich.
39
CADILLAC ELDORADO
41
1
2
5
3
4
6
Największy w Detroit 1
Do czasów Vipera do auta
osobowego nigdy nie wpakowano większego silnika.
2
Eldo
doskonaleStyl
uzupełniają
pełne kołpaki na kołach.
Ozdoby 3
w stylu teksańskim.
500-calowe V8 4
pracuje cudownie łagodnie.
Ledwo widać 5
naczelnego za kierownicą.
6
Pozostaje
posłuchać
muzyki z 8-ścieżkowego
magnetofonu.
Jak okręt
Cadillac jest miękki,
ale i tak na zakrętach
zachowuje się o wiele
lepiej niż starsze modele.
E
ldorado ósmej generacji z jednej strony stylistycznie czerpie z amerykańskiej klasyki, do
tego ma potężny, największy na świecie silnik
o pojemności 8,2 litra, z drugiej pod jego maską znajduje się wymysł diabła w postaci przedniego napędu. Na
początku lat 70. zaczęło się już mówić, że Cadillac przyszłości będzie sporo mniejszy, więc wiele świadczyło
o tym, że mamy do czynienia z ostatnim amerykańskim
klasykiem.
GDZIE SĄ ROGI?
Cadillac, reklamujący się hasłem „Standard of America”
u progu dekady nie był tym samym samochodem co 1020 lat wcześniej. Dotyczyło to nawet topowego modelu
Eldorado, produkowanego od 1953 roku. Z symbolu dobrego stylu i wieczorowej elegancji, docenianego nawet
w Europie, stawał się coraz bardziej i bardziej amerykański. W związku z tym adresowany był do pewnej grupy
klientów. Jeśli czytaliście „Paragraf 22” to na pewno pamiętacie postać Prawdziwego Teksańczyka. Zawsze wiedział wszystko, nigdy nie tracił dobrego humoru i uważał,
że biały człowiek powinien mieć dwa głosy w wyborach.
Cadillac Eldorado był dla niego idealnym wyborem,
chętnie kupowali je też np. wojskowi. Słyszałem zresztą
o podobnym, kupionym w Stanach egzemplarzu z mini-
malnym przebiegiem, który użytkowany przez generała
jeździł przez całe życie wyłącznie z jednego końca bazy
wojskowej na drugi. Egzemplarz z naszych zdjęć, wypożyczony dzięki uprzejmości Adama Fijała (www.atf.pl),
z oliwkowym kolorem karoserii i skórzanej tapicerki byłby idealny dla emerytowanego generała.
Zazwyczaj Cadillac Eldorado z tych lat występował
z bawolimi rogami na masce – ulubionym gadżetem
jego właścicieli. A przynajmniej w ten sposób utrwaliła go amerykańska popkultura, np. w trzeciej części
„Smokey and the Bandit”, czy w serialu „Dallas”. Wszędzie gdzie chodziło o pokazanie amerykańskiego południowca czystej krwi, był ogromny Eldorado z rogami
na masce. Nikt nie mógł bowiem zabronić Teksańczykowi takich rzeczy jak noszenie broni czy obwieszanie
wozu rogami.
winką, od 1967 roku zdecydował się na przedni napęd
w swoim flagowym modelu – inne Cadillaki pozostały
przy tradycyjnym napędzie na tylne koła. Przedni napęd
w wozach klasy „personal luxury” był znany Amerykanom już rok wcześniej w 1966 roku, kiedy Oldsmobile wprowadził niesamowity model Toronado. Zresztą
młodszy o rok przednionapędowy Cadillac pochodzący
z tego samego koncernu, dzielił z Oldsem wiele części.
Poza potencjalną poprawą własności jezdnych, przedni
napęd miał kilka dodatkowych zalet. Dzięki zgromadzeniu wszystkich podzespołów pod maską jest lżej,
bardziej kompaktowo (o ile można o tym mówić w przypadku 8,2-litrowego silnika), a co najważniejsze, do tyłu
można pociągnąć maksymalnie spłaszczoną ramę i obniżyć sylwetkę samochodu. Jeszcze bardziej.
GDYBY BÓG POPIERAŁ PRZEDNI NAPĘD...
Eldorado ósmej generacji z lat 1971-78 jest naprawdę
niski i długi. Maluch postawiony równo obok niego,
kończy się na wysokości klamki Eldo. Nie mieści się na
myjni automatycznej a w centrum handlowym potrzebuje dwa miejsca parkingowe. Tak jak Teksańczyk głosy
w wyborach.
Stojąc w korku pożera mniej więcej tyle paliwa, co Matiz poruszający się przy 100 km/h. W czasie jazdy jest
Prawdziwy Teksańczyk, który z warzyw najbardziej lubi
hamburgery uważa, że gdyby Bóg popierał przedni napęd, to chodzilibyśmy na rękach. Tak myślimy, ale jesteśmy w błędzie. Już dawno badania w USA wykazały,
że amerykański kierowca ma gdzieś, które koła w jego
wozie są napędzane. Zapewne dlatego Cadillac, lubiący
co jakiś czas zaskoczyć w swoich wozach techniczną no-
LOW&SLOW
lepiej: silnik pracuje praktycznie cały czas w okolicy
wolnych obrotów, zadowalając się wyobrażalnymi ilościami paliwa.
Po amerykańskim krążowniku oczywiście spodziewam
się, że będzie nienormalnie miękki i z pozbawionym
czucia układem kierowniczym o rozpiętości 20 obrotów
między skrajnymi położeniami. W pewnym stopniu tak
jest, ale nie aż tak, jak w latach 60. czy 50. Jak na Amerykanina, jest wprawdzie pozbawiony czucia, ale wręcz zaskakująco „sportowy”. Działa progresywnie – w okolicy
1/5 obrotu od położenia „na wprost”, zaczyna reagować
znacznie żywiej. Przedziwna charakterystyka auta sprawia, że Eldorado wcale nie jest tak stabilne podczas jazdy
na wprost, jak bym się spodziewał. Ułatwia to szybkie
skręcanie, ale na autostradzie działa tak sobie. Znacznie
lepiej niż na prostych, Eldo zachowuje się na zakrętach.
Auto oczywiście przechyla się i zastanawia czy skręcić,
ale nie jest tak miękkie jak wiele wcześniejszych roczników. Zresztą nikt go nie projektował z myślą o harcach
na Col de Turini.
Nasz egzemplarz ma zainstalowane jedne z najdroższych
opcji: radio z 8-ścieżkowym magnetofonem i automatyczną klimatyzację, które zwiększały cenę wozu o prawie 1000 dolarów, czyli o cenę używanego Garbusa, ale
oprócz tego nie ma za dużo opcjonalnego wyposażenia.
Cadillac Fleetwood
Eldorado 1972
PRODUKCJA
Ogółem rocznik 1972
(od 09.71 do 07.72): 7975
kabrioletów i 32 099 coupe
SILNIK
V8 OHV, chłodzony płynem,
zasilany gaźnikiem Rochester
Pojemność skokowa:
8190 cc (500 CID)
Stopień sprężania: 8,5:1
Moc maks.:
220 KM SAE @ 4400 obr/min
NAPĘD
Na koła przednie, skrzynia
automatyczna 3-biegowa
ZAWIESZENIE
Przód: niezależne, podwójne
wahacze poprzeczne, sprężyny
śrubowe i amortyzatory
teleskopowe, stabilizator
Tył: sztywna oś, skośne drążki
prowadzące, sprężyny śrubowe,
amortyzatory teleskopowe
HAMULCE
Ze wspomaganiem, tarczowe
z przodu, bębnowe z tyłu
WYMIARY I MASY
Dł./szer./wys.: 567/203/138 cm
Rozstaw osi: 320,8 cm
Masa własna: 2234 kg
OSIĄGI
Prędkość maksymalna: 185 km/h
Przyspieszenie 0-100 km/h:
10,5 sek.
Średnie zużycie paliwa:
25 l/100 km
42
CADILLAC ELDORADO
CADILLAC ELDORADO
1
2
3
4
A to może wskazywać, że kupował go były wojskowy.
Standardem był tempomat (zresztą marnie działający),
elektryczne fotele, lusterko, skórzana tapicerka w wersji
kabriolet. Któryś z poprzednich właścicieli doposażył
oliwkowego Eldo w popularny w latach 70. autoalarm,
uruchamiany kluczykiem w zamku, zainstalowanym na
przednim lewym błotniku.
Dobre wrażenie robi wypalone słońcem amerykańskiego lata wnętrze: tapicerka z wyjątkiem jednego zszycia
przetrwała w doskonałym stanie – ten element był rzeczywiście trwały. Gorzej z wszelkimi częściami z tworzywa, jak popękana kierownica i poobcierane zdobienia.
Czy Cadillac rzeczywiście był „Standard of America”
i mocno odbiegał od innych aut? Rzeczywiście, Cadillaki robione były z lepszych materiałów, przynajmniej
tak udawano, ale nawet krótki film z linii montażowej
w Detroit pokazuje, że składano je jak każdy inny samochód GM, tzn. nikt nie pieścił się z nim w białych rękawiczkach. Cadillac starzeje się więc jak każdy inny amerykański samochód. Ale co by nie mówić, to jest kawał
dobrego amerykańskiego żelaza.
Osiem cylindrów po ponad 1 litr pojemności każdy, a przy
tym moc 220 KM. Może i zestawienie pojemności z mocą
brzmi idiotycznie, ale kiedy chodzi o miękką, idealną pracę silnika, nie ma to jak potężne V8 z przedkryzysowego
Eldorado. „Elephant engine” to największa produkcyjna
jednostka montowana w amerykańskich samochodach
osobowych, do czasu pojawienia się Vipera.
NAJWIĘKSZY W MIEŚCIE I NA ŚWIECIE
Ma równe 500 cali pojemności i co było standardem już
od lat 50. – hydrauliczną regulację luzów zaworowych.
Silnik pracuje cudownie: cichutko i miękko jak aksamit.
Groźnego, stłumionego pomruku, który wydaje z siebie
gdy wciśnie się więcej gazu, nie sposób porównać z żadnym innym autem. Podobnie miękko i łagodnie działa
automatyczna przekładnia Turbo Hydra Matic TH400.
Półosie napędowe przenoszą na koła moment obrotowy
blisko 500 Nm, spodziewałem się zatem, że będą miały
grubość solidnych gałęzi, ale nic z tych rzeczy. Wyglądają jak z Forda Fiesty 1.0. Po latach nie ma też problemu
z przegubami.
Zanim wzorem rasowego polskiego entuzjasty napotkanego na skrzyżowaniu spytamy „panie, alejiiile to
pali???!!!”, zastanówmy się jaki sens miał tak gigantyczny silnik w 1972 roku. Równie dobrze mógłby mieć 7
litrów a nawet 6, po co aż 8,2? Ale te 8,2 litra było po
to, aby Prawdziwy Teksańczyk nie musiał się martwić,
że ktoś ma większego. Po to wydawał sporo pieniędzy
na Cadillaca.
1 Montaż Eldorado
w fabryce przy Clark Street.
2 Ostatni
amerykański kabriolet,
przynajmniej na kilka lat...
Z limitowanej serii dwustu
odkrytych Eldorado
rocznik 1976, plus
panorama Detroit.
3 Kupujcie
Eldorado rocznik 1972!
Prezentacja na wystawie
samochodowej w Miami
jesienią 1971 roku.
4 Rocznik 1976
w trakcie montażu.
To nie tylko rok ostatniego
Eldorado kabriolet,
wtedy także po raz
ostatni montowano
500-calowy silnik.
Warszawskie
Detroit? Cadillaca sfotografowaliśmy przed
pozostałościami tzw.
Drucianki – zabytkowej
fabryki, która produkowała sprężyny wszelkiego
rodzaju m.in. dla FSO.
43
44
CADILLAC ELDORADO
CADILLAC ELDORADO
45
1
2
Ekstremalnie
niski i długi Eldorado.
Wybrzuszenie klapy
bagażnika to hołd
dla stylu Cadillaka
z roczników tuż po wojnie.
STYL AMERYKAŃSKIEGO WIEŻOWCA
Eldorado rocznik 1972 idealnie wyglądał przed wieżowcem amerykańskiego koncernu naftowego. Styl drugiej
generacji przednionapędowego Cadillaca, wprowadzonej w 1971 roku, był na czasie, ale mocno odwoływał się
do amerykańskiej klasyki lat 50. ze zdobieniami na błotnikach i zakrytym tylnym kołem. W stosunku do nieco
bezpłciowych wozów z roczników 1967-70 zyskał na
wyrazistości. Miał głęboko rzeźbioną bryłę z radykalnie
ukształtowanymi zderzakami, niskim lecz monumentalnym grillem i dumnie wystającym z maski znaczkiem
Cadillaca. Wóz wydłużono o prawie 15 cm, zawierał
takie nowości techniczne jak tylna oś na sprężynach
śrubowych i opcjonalne samopoziomowanie prześwitu.
Lata 1972 i 1973 były jedynymi, gdy Eldorado posiadał
wyszukane ozdoby karoserii, m.in. bardzo ładnie zakomponowane imitacje szczelin wentylacyjnych na tylnych
błotnikach. Styl Eldorado świetnie uzupełniają też tłuste, pełne kołpaki na kołach.
W 1971 roku po raz pierwszy zaczęto mówić, że czasy się zmieniają i za parę lat Cadillaki będą mniejsze.
Wtedy także po raz pierwszy powstawały w innych
fabrykach (DeVille), ale Eldorado pozostał gościem
w 100% z Detroit.
W amerykańskich testach stawiany był obok nowości
od Lincolna: Continentala Mark IV i nieznacznie z nim
wygrywał. Najgorzej oceniano w nim hamulce. Dziennikarzom nie podobała się też stylistyka, ale w Teksasie
wiedzieli lepiej co jest ładne a co nie. Wtedy w dobrym
tonie było jeździć prawdziwie amerykańskim wozem,
konkurencja z Europy jeszcze nie zadomowiła się w sercach klientów tej grupy. Rok 1972 był dla Cadillaca rekordowy: sprzedano najwięcej aut w historii: 267 878.
CIENKA CZERWONA LINIA
Eldorado to nie tylko jeden z symboli amerykańskiej
motoryzacji i kultury, ten model jest też mocno kojarzony z czasem prezydentury Richarda Nixona,
splamionego aferą Watergate i wojną w Wietnamie.
Nixon odwiedzając w maju 1972 roku Związek Radziecki, postanowił zabrać ze sobą wystrzałowy prezent dla przywódcy ZSRR, sekretarza generalnego
KC KPZR Leonida Breżniewa. Oczywiście był nim
Cadillac Eldorado. Na ten pomysł administracja prezydenta, albo on sam, wpadli na trzy dni przed wyjazdem i było sporo nerwów ze znalezieniem na czas
egzemplarza w odpowiedniej specyfikacji. Na szczęście udało się namierzyć czarny kabriolet świeżo po
opuszczeniu fabryki karoserii Fishera w Detroit. Auto
pod specjalnym nadzorem przeszło linię montażową.
Wzbogacono je o podwójną, cienką czerwoną lamówkę po bokach karoserii i prezent był gotowy. Bagażnik
wypełniono częściami zamiennymi, dorzucając kolekcję taśm do 8-ścieżkowego magnetofonu. W bazie
US Air Force w Selfridge w pobliżu Detroit załadowano go do wojskowego samolotu i poleciał w długą podróż. Breżniew, entuzjasta samochodów, był
podobno w szoku. Pomysł z Cadillakiem okazał się
genialny pod względem propagandowym. Nie było
lepszego sposobu na pokazanie bez słów kontrastu
między USA a Związkiem Radzieckim. W Związku
Radzieckim skompromitowanym niedawną inwazją
Czechosłowacji bieda aż piszczy, jedyne co działa –
ale tylko z pozoru dobrze, to zbrojenia, a Amerykanie
postawili człowieka na księżycu i produkują TAKIE
samochody... Niestety nieznane są dalsze losy prezentu dla Breżniewa, może do dziś jest w którymś
z rządowych garaży, a może sprzedano go jakiemuś
taksówkarzowi...
OSTATNI AMERYKAŃSKI KABRIOLET
Eldo równie trafnie co Muscle Cars, symbolizował
koniec klasycznego amerykańskiego samochodu i koniec złotej ery Detroit. Od rocznika 1974 Eldorado
Convertible był jedynym amerykańskim kabrioletem
3
w luksusowym segmencie rynku. Potem przypadła mu
rola ostatniego takiego wozu w USA, przynajmniej na
kilka lat. W trosce o bezpieczeństwo obywateli, Kongres doprowadził bowiem do absurdalnego poziomu
norm bezpieczeństwa biernego, zwłaszcza w zakresie
odporności przy przewrotce. Jeśli czytaliście poprzedni numer CA, to wiecie, że wozem idealnym do wielokrotnego rolowania, był AMC Pacer. Ale kabriolety
wedle rządowych norm stanowiły śmiertelne zagrożenie. W poprzednim numerze pisałem o znaczeniu
przełomowego roku 1975. W 1976 roku także skończyła się pewna era. Cadillac, który w 1916 roku jako
pierwszy użył słowa „convertible”, co po amerykańsku
znaczy kabriolet, w 1976 roku wypuścił ostatnie sztuki
odkrytych Eldorado, 200 sztuk limitowanej edycji białych wozów. Aż do pierwszych lat następnej dekady,
na rynku zostały tylko europejskie kabriolety, a z aut
amerykańskich wiatr we włosach zarezerwowany był
tylko dla właścicieli Chevroleta Corvette z nadwoziem typu targa. Eldorado – kraina złota i obfitości nie
skończyła się wraz z ostatnim wielkim Cadillakiem, ale
wyglądała zupełnie inaczej. Miękka rewolucja sprawiła, że Prawdziwy Teksańczyk w końcu przesiadł się do
mniejszego wozu, ale ostatni klasyczny krążownik na
długo pozostał w jego garażu.
1 Mimo braku ogonów
tylne światła nawiązują
do amerykańskiej klasyki
z lat 60.
2 Tylko dwa roczniki
Eldorado: 1971 i 1972
miały ten motyw na
tylnych błotnikach.
3 Jeden zegar
ale za to duży. Stosownie
do reszty wozu.
ZOBACZ WIĘCEJ ZDJĘĆ NA
WWW.CLASSICAUTO.PL