Don Giovanni - Teatr Wielki w Łodzi
Transkrypt
Don Giovanni - Teatr Wielki w Łodzi
2015 kierownictwo muzyczne Wojciech Rodek • reżyseria Maria Sartova Don Giovanni, jak twierdzi Søren Kierkegaard, to niepowtarzalne dzieło, w którym tzw. genialność zmysłowa, zawarta jest w muzyce. Kierkegaard zwraca uwagę na przeistaczanie się bohaterów oper Mozarta, od «pożądania śniącego» (Cherubino), «pożądania szukającego» (Papageno), do «pożądania pożądającego» (Don Juan). Duński Iwona Sobotka, Joanna Woś, Maria Sartova, Maria Szczucka fot. J. Miklaszewska filozof traktuje Don Giovanniego za najwyższe dzieło sztuki wytworzone przez człowieka, a Mozarta – za jednego z tych, którzy stanęli w szeregu nieśmiertelnych pośród śmiertelników. Takie podejście do arcydzieła Mozarta wynika zapewne z uniwersalizmu tematu, w którym ocierające się z tragedią elementy groteski i commedii dell'arte, tworzą unikalne dzieło, które często nosi miano „opery oper”. Akcja dzieła rozgrywa się w dwóch światach: ludzi podporządkowanych prawom społeczności, szukających podpory moralnej w miłości i religii; oraz w drugim – świecie dekadenckim, otaczającym Don Giovanniego, niemającym żadnych prawdziwych wartości moralnych, opiewających jedynie czystą radość ze zmysłowości, bez poczucia grzechu. Don Giovanni z całą siłą energii erotyczno-witalnej, znajduje się w centrum akcji i kieruje indywidualnymi losami głównych bohaterów. On kieruje ich życiem wbrew ich woli, w momentach ekstremalnych emocji. Don Giovanni reprezentuje dążenie do indywidualnej wolności, w której nie obowiązują już żadne prawa – tak społeczne jak i moralno-religijne – gdzie nie ma miejsca na dialog między dobrem a złem. Ten sposób widzenia świata był zawsze niezwykle aktualny w różnych cywilizacjach i we wszystkich warstwach społecznych. Wykreowana przeze mnie akcja opery, została osadzona w latach 50. i 60. XX wieku. Ten niezwykle atrakcyjny wizualnie obraz wprowadza nas w filmowy wręcz klimat z Brigitte Bardot, Elizabeth Taylor, Audrey Hepburn, Marcello Mastroiannim czy Marlonem Brando w rolach głównych, którzy – tak jak Anna, Elvira, Ottavio i sam Giovanni – mogli być poddawani różnym siłom, emocjom, pasjom i namiętnościom. Z nadzieją, że podobnie jak ja rozsmakują się Państwo w tej wielowymiarowej opowieści, serdecznie zapraszam na mój spektakl. 1963 1991 1998 2015 . Maria Sartova Program do „Don Giovanniego”, 2015 r. WYSTAWA FOTOGRAFII DON GIOVANNI W ŁODZI Scena Kameralna 21 listopada – 31 grudnia 2015 Szanowni Państwo, zapraszamy do obejrzenia wystawy w Sali Kameralnej Teatru Wielkiego w Łodzi prezentującej inscenizacje arcydzieła Wolfganga Amadeusza Mozarta „Don Giovanni” w naszym teatrze. Po raz pierwszy, jeszcze w czasach Opery Łódzkiej, sięgnął po ten tytuł Zygmunt Latoszewski a reżyserii podjął się wybitny śpiewak, Antoni Majak. Na kolejną inscenizację czekaliśmy do 1991 r. – wówczas premierę przygotowali: dyrygent Aleksander Tracz i reżyser Marek WeissGrzesiński. W lutym 1998 roku odbyła się premiera „Don Giovanniego” zrealizowana w inscenizacji Adama Hanuszkiewicza i pod kierownictwem muzycznym José Marii Florêncio Jùniora. Każda z tych premier to zupełnie inne przedstawienie o innym temperamencie muzycznym, to różne interpretacje tego samego dzieła. Co myśleli o „Don Giovannim” twórcy tych premier, jakie widzieli w nim przesłanie? i w spustoszeniach, które sieje w ludzkich duszach. Z perspektywy cynizmu wynikałaby z tego działania farsa, ale u Mozarta rezultat zwie się dramma giocoso, a więc jednak dramat, bo w Mozarcie oświeconym wolnomularzu nieomylnie góruje zmysł etyczny, moralność najwyższych praw życia. Te prawa są dla twórcy Don Juana prawdą życia i jej podlegają jego bohaterowie. Historyczna geneza tematu, jak powiedzieliśmy wyżej, nie tylko dla nas, ale także dla Mozarta nie była rzeczą istotną. Stworzył dzieło współczesne z ducha, a właściwie bezczasowe z punktu widzenia realiów scenicz- 1963 kierownictwo muzyczne i inscenizacja Zygmunt Latoszewski • reżyseria Antoni Majak nych. Oprawa teatralnej akcji tego klejnotu była zapewne wtedy w XVIII w. dobrze znaną i lubianą (...) Bezpośrednim powodem, dla którego Mozart zajął się kompozycją Don Juana było zamówienie u niego nowej opery przez dyrektora włoskiej trupy operowej w Pradze Bondiniego. Trupa grała z powodzeniem Wesele Figara, które zdobyło w czeskiej stolicy taką popularność, że przedsiębiorca teatru obiecywał sobie duży sukces kasowy także poprzez wystawienie następnego dzieła Mozarta. Podsunięty przez librecistę Da Pontego projekt Don Juana krył w sobie szanse powodzenia, bo temat był popularny wśród publiczności spodziewającej się dobrej zabawy w oglądaniu perypetii sewilskiego uwodziciela, którego w końcu powinno pochłonąć prawdziwe piekło, ogniem ziejące. Jadwiga Pietraszkiewicz, Stanisław Heimberger, Michał Marchut fot. H. Śmigacz Był to ulubiony trick jeszcze z epoki baroku. Każdy szanujący się teatr miał nawet odpowiednie dekoracje, przedstawiające otchłanie piekielne. Mozart człowiek Oświecenia nie interesował się mistyką nieba i piekła, był realistą, widzącym ludzi takimi, jakimi są z ich radościami i tragicznymi konfliktami i właśnie w świecie Don Juana, tego demona niepohamowanej żądzy i użycia wyczuwał ogromne napięcie wszelkich ludzkich namiętności, krzyżujących się w działaniu zarówno bohatera jak i osób z nim związanych. Toteż w jego operze nie ma postaci symbolicznych, są tylko ludzie: szlachetni i pospolici, odważni i tchórzliwi, wytworni i prości. Wszędzie w każdym takcie muzyki Mozarta odzwierciedlają się charaktery i uczucia ludzkie z bezprzykładną wyrazistością z niczym nie przysłoniętą jasnością. Przemawia serce ludzkie, odzywa się trzeźwo kalkulujący rozum pełen przyziemnej rachuby. Nade wszystko zaś działa wieczny Eros bezlitośnie szczery, bezwzględny w radościach jak konwencją. My umowności ówczesnej formy opery komicznej też przyjmujemy, lecz zarazem podziwiamy ich dziwny stop z elementami opery poważnej. Co jednak każda generacja zawsze na nowo odkrywała w Don Juanie, to nieskazitelne piękno muzyki Mozarta Igor Mikulin, Stanisław Heimberger fot. H. Śmigacz żywej, prawdę mówiącej o wszystkim, co ludzkie i tylko ludzkie. Od dwóch wieków słuchamy muzyki Mozarta, kochamy ją i podziwiamy jej piękno. Niezliczone są próby objaśnienia tego fascynującego zjawiska w dziejach sztuki. Muzyka Mozarta zdaje się wymykać z pod kryteriów zmiennych upodobań estetycznych, bo jak pisze Stefan Jarociński w swojej biografii Mozarta: „To, co nam Mozart ofiarowuje w Don Juanie przetrzyma każdą próbę czasu”. W całej produkcji operowej nie znaleźlibyśmy bodaj postaci tak pełnych życia, prawdy, logiki wewnętrznej od pierwszej do ostatniej sceny, jak właśnie w Don Juanie. Słusznie też powiada o dziele Mozarta jeden z krytyków francuskich, że „całe jest piękne, ponieważ całe jest zgodne z prawdą”. Trafnie też porównywano muzykę Mozarta do klejnotu, który, lśni i błyszczy niezliczonymi kolorami z jakiekolwiek strony go oglądamy. Czas się go nie ima. Oprawa tego brylantu może się wydać przestarzała, on sam nic nie stracił ze swego blasku. Dr Zygmunt Latoszewski Program do „Don Juana” W.A. Mozarta w Operze Łódzkiej, 1963 r. 1991 kierownictwo muzyczne Aleksander Tracz • inscenizacja i reżyseria Marek Weiss-Grzesiński Wielkie dzieła rodzą się w bólach… Tak było z naszą realizacją Don Giovanniego. Przed kilku laty ogłosiliśmy przygotowania, soliści niemal na pamięć wyuczyli się swoich partii, ale do premiery jednak nie doszło. W teatrze, gdzie artyści mają ochotę zrobić więcej niż można, bywa czasem, że coś trzeba odłożyć, aby przyspieszyć coś innego. Monika Cichocka, Dariusz Stachura, fot. Ch. Zieliński Należę do ludzi zaliczających Don Giovanniego do najtrudniejszych przedsięwzięć w repertuarze operowym. Dyrygent, aby wykreować tę muzykę nie może ani na chwilę zapomnieć, że ma do czynienia z podtytułem dramma giocoso per musica; reżyser opowiadając historię rzekomego największego w dziejach uwodziciela ma przed sobą ciągle nie rozstrzygnięty dylemat: kim właściwie był Don Giovanni? Protagoniści budują na naszych oczach postacie, których elementy aparycyjne, ruchowe, aktorskie i wokalne muszą być mistrzowskie. Do tego dochodzi wielka tradycja teatralna dzieła, a jeszcze bardziej bogata dyskografia pełna dyrygentów i śpiewaków najwyższej klasy. Marek Weiss-Grzesiński na konferencji prasowej opowiadał, że Don Giovanni należy do przedstawień przynoszących teatrowi pecha. Nie pozbywając się teatralnych przesądów mam czelność zaryzykować: być może przynosi ono pecha, ale nie nam. Sławomir Pietras Program do „Don Giovanniego”, 1991 r. scena zbiorowa, fot. Ch. Zieliński 1998 kierownictwo muzyczne José Maria Florêncio Júnior • inscenizacja Adam Hanuszkiewicz Oto pytanie: czy człowiek czujący zbliżającą się śmierć, piszący równocześnie czarowne Requiem i dla równowagi, jak sądzę, kanon na jedno, jedyne zdanie „pocałuj mnie w d…!” może być tak sentymentalnym głupcem, aby piekło w swoim Don Giovannim traktować serio? Jako ostrzeżenie dla melomanów? W operze, którą nazwał opera buffa ? A innym razem – dramma giocoso? Mozart – najdowcipniejszy, najweselszy człowiek Pragi? Drugim, przez siostrę swoją też nazywanym najdowcipniejszym człowiekiem Pragi był … Franz Kafka. Mówiła mi o tym Ingeborg Drewitz – niemiecka Maria Dąbrowska (jeśli tak wolno napisać). I prosiła ją siostra Kafki, żeby ta „coś zrobiła w Europie, aby tekstów jej brata, podszytych czarnym humorem, nie interpretowano z taką zwierzęcą powagą, jak to jest w zwyczaju”. Do dziś Joanna Woś, Adam Hanuszkiewicz, fot. Ch. Zieliński zresztą. Humor – tak Kafki, jak i Mozarta i da Pontego, jego librecisty, jest mi znany, bardzo wysoko go cenię. Tak samo jak humor Czechowa w jego wodewilach (tak nazwał swoje Trzy siostry i Wiśniowy sad!). A co zrobiono w Europie z tymi tekstami?! Jak gra się tego biednego Czechowa? Nudno i poważnie. A to przecież ironista i satyryk, tyle, że nie w stylu Gogola czy SałtykowSzczedrina. A nasze Wesele?! Wyspiańskiego, który o swojej sztuce powiedział, że dał w twarz rodakom! A kiedy Warszawa na początku XX wieku pokazała swoją dzielność powstańczą – zakazał grać Wesele w stolicy! Dlaczego o tym wszystkim piszę w związku z moją inscenizacją Don Giovanniego? Otóż dlatego, że ta tendencja pseudo-romantyczna, a w gruncie rzeczy sentymentalnopedagogiczna, według której traktuje się widownię jak szkółkę, którą teatr i opera scena zbiorowa, fot. Ch. Zieliński mają wychowywać w szlachetnych kanonach moralności, rozprzestrzeniła się w całej Europie jak plaga. Istnieje coś takiego, jak słuch literacki. I ten słuch wyraźnie odróżnia Piekło Dantego od piekiełka operowego Da Pontego i Mozarta, piekło ludzkich namiętności tragedii Szekspira czy powieści Dostojewskiego, a i te poszyte są Andrzej Mailinowski, Włodzimierz Zalewski, fot. Ch. Zieliński humorem. I to jakim! Ale u nas wesołość, humor, radość życia zawsze były podejrzane i oskarżane o tandetną płytkość i schlebianie najniższym gustom. Powaga utożsamiana jest od przeszło stu lat z wysoką kulturą, komedia – z plebejską komedią. A to nieprawda. Beckett, Ionesco, ba! – Genet – to czarny humor! A w naszej literaturze – Słowacki (tak!) w Balladynie i Beniowskim, Wyspiański w szyderczym Weselu i Wyzwoleniu, Gombrowicz (największy z naszych w XX wieku), Różewicz i Mrożek, w Europie – Czechow i Kafka i ich naśladowcy: Beckett i Ionesco. Genet w Balkonie też. człowiekiem roku. Otóż w jakimś wywiadzie wyznał, że w swoich góralskich kazaniach rozbawia swoje owieczki humorem ludowym, bo uważa, że katolik powinien w kościele utwierdzać się w radości życia i w wierze w istnienie Dobrego Boga. I powiada jeszcze ksiądz Tischner, że ma tam w górach takiego Józka, który rzekł mu kiedyś: „Ja tam we wszystko wierzę, w co mi kościół nasz i ksiądz profesor wierzyć każe, ale swoje wiem. Otóż wiem – powiada – że jak stanę na sądzie ostatecznym przed moim Chrystusem ukochanym, to on podejdzie do mnie, położy mi na ramieniu swoją umęczoną krzyżem świata rękę i powie: „Józek, ja ciebie przepraszam”. To zdanie brzmi dla mnie jak maksyma Chamforta lub Rochefoucaulda, a świadczy o tym, że świat i Ewangelia to dwie struktury, będące w opozycji i nie da się ich pogodzić, choć ludzie najusilniej się o to starają. Zdanie to jest dla mnie dowodem głębokiej mądrości górali, słusznie przekonanych, że pochodzą od Greków. Przepraszam za ten przydługi wstęp, jako że przedstawienie powinno się samo tłumaczyć. Może mi nie uwierzycie, ale dla mnie teatr, opera i sam Don Giovanni to powrót do utraconego dzieciństwa. Życzę Państwu przyjemnego wieczoru. Adam Hanuszkiewicz Program do „Don Giovanniego”, 1998 rok Don Giovanni jest operą buffa. Jest operą o libertyńskim, nie mającym skrupułów uwodzicielu pań, ale i o libertyńskich paniach, które za nim gonią, płacząc nam ślicznie – muzycznie o swoich cierpieniach. A wystarczy popatrzeć na ich zachowanie – wynikające z samego libretta! Już E.T.A. Hoffmann dawno zauważył, że Anna pała namiętnością do Giovanniego i zwodzi Don Ottavia jak tylko może. A Zerlina?! A Elwira?! A farsowe pomysły z przebierankami kostiumowymi, zgodnie z którymi służący w stroju swojego pana skutecznie uwodzi Elwirę, a Don Giovanni w kostiumie uwodzi jego żonę? To prawda, że Mozart nienawidził takich panków, jak Don Giovanni, ale nie był tak głupi, żeby wierzyć że naprawdę czeka ich piekło. Mimo, że nieraz ich wszystkich do tego piekła przekleństwami wrzucał. No i wrzucił Giovanniego, przynajmniej operowego! Ale się zemścił! A przecież miał świadomość, że świat nie jest takim, jakim być powinien. Tacy jak Mozart i Kafka, Czechow i Wyspiański piekło miewali za życia. Tu, na tym najlepszym ze światów. Wzruszył mnie ksiądz prof. Tischner, którego kocham i poważam i który jest dla mnie od paru lat scena zbiorowa, fot. Ch. Zieliński