NR 5, Listopad 2006 - Uniwersytet Jagielloński
Transkrypt
NR 5, Listopad 2006 - Uniwersytet Jagielloński
NR 5, Listopad 2006 Ibinacja INSTYTUT INFORMACJI NAUKOWEJ I BIBLIOTEKOZNAWSTWA UNIWERSYTET JAGIELLOŃSKI Ibinacja LISTOPAD 2006 NR 5 KOŁO NAUKOWE STUDENTÓW INFORMACJI NAUKOWEJ I BIBLIOTEKOZNAWSTWA BEZCENNY MAGAZYN STUDENCKI 1 Ibinacja NR 5, Listopad 2006 OD REDAKCJI… Witajcie! SPIS TREŚCI KULTURA 10. Targi Książki w Krakowie Spotkanie z Aliną Kalczyńską Seks = nuda... 3 4 7 WOKÓŁ INIB Praktyki naszymi oczami Co w BUW-ie piszczy? O biurokracji słów kilka Przyszłość zawodu bibliotekarza i pracownika informacji naukowej w Polsce i na świecie – program konferencji 8 9 11 12 ROZRYWKA Analiza i interpretacja tekstu: Kayah „Supermenka” Krzyżówka 13 15 Przed Wami piąty już numer „Ibinacji” – magazynu tworzonego przez i – w głównej mierze – dla studentów INiB-u. Co w środku? Oprócz stale obecnej na naszych łamach analizy i interpretacji tekstu piosenki oraz krzyżówki (tym razem w nieco innej formie), w numerze znajdziecie artykuły poświęcone tegorocznym targom książki, praktykom, wszechobecnej biurokracji oraz… polskim tłumaczeniom tytułów filmów. Prezentujemy również sylwetkę krakowskiej graficzki, pani Aliny Kalczyńskiej, która na początku października wygłosiła odczyt poświęcony książce artystycznej. Pragniemy Was również gorąco zaprosić na ogólnopolską konferencję organizowaną przez Koło Naukowe, na której referenci z różnych instytutów INiB będą dociekać, jaka przyszłość czeka m.in. nas – potencjalnych bibliotekarzy i pracowników informacji naukowej. Szczegółowy program konferencji na stronie 12. Ponadto, korzystając z okazji, chcielibyśmy zaprosić do twórczej współpracy osoby z I roku, ale także studentów ze starszych lat, którzy do tej pory nie ujawnili nam swych literackograficzno-edytorskich zdolności. Chcecie mieć wpływ na kształt „Ibinacji”? Piszcie na adres [email protected] i… twórzcie ją razem z nami :) Miłej lektury! Michał Wysocki „Ibinacja” Bezcenny magazyn studencki Redaktor naczelny Michał Wysocki Teksty Marta Iwańczuk, Katarzyna Kasprzyk, Monika Kopeć, Anna Krzak, Martyna Pawłowska, Michał Wysocki Skład: Urszula Kawecka Redakcja składa podziękowania pani Irenie Ćwikilewicz za pomoc przy składaniu „Ibinacji”. Ul. Gronostajowa 7, 30-387 Kraków E-mail: [email protected] http://www.inib.uj.edu.pl/kolo_naukowe 2 NR 5, Listopad 2006 Ibinacja KULTURA 10.T ARGI KSIĄŻKI W KRAKOWIE W dniach od 19 do 22 października 2006 roku odbywały się jubileuszowe Targi Książki w Krakowie, które zgromadziły prawie 20 tys. miłośników książki, przybyłych, aby zapoznać się z ofertą ok. 10 tys. tytułów wystawionych na 412 stoiskach wydawniczych. Bajkowóz i spotkania w zakątkach Krakowa Z roku na rok krakowskie targi organizowane są z coraz większym rozmachem – świadczy o tym zarówno liczba i różnorodność wystawców, jak i oprawa imprezy. Targi stały się wielkim wyzwaniem organizacyjnym, muszą wychodzić naprzeciw rosnącym oczekiwaniom wystawców i odwiedzających. W tym roku uczestnicy targów otrzymali możliwość bezpłatnego powrotu PKP Intercity na trasie Kraków-Warszawa, a od piątku do niedzieli specjalne bajkowozy dowoziły najmłodszych czytelników na ulicę Centralną. Podczas jazdy dzieci mogły posłuchać ulubionych bajek i spotkać się z ich bohaterami. Organizatorzy targów starali się szukać miłośników książki nie tylko w obrębie hali wystawienniczej, ale także w innych zakątkach Krakowa. W tym roku spotkania z autorami odbywały się m.in. w Klubie Alchemia na Kazimierzu, Kawiarni Dym, Kapitularzu Klasztoru Dominikanów, Muzeum Galicja, Piwnicy Pod Baranami czy Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej. Gorąca atmosfera Atmosfera tegorocznych targów była gorąca zarówno z powodu bogatej oferty wydawniczej, jak i… tropikalnego klimatu panującego w hali wystawienniczej. Nie zabrakło dużych i znanych wydawnictw polskich: Wydawnictwa Naukowego PWN, Zakładu Narodowego im. Ossolińskich, Wydawnictwa Znak, Wydawnictwa Literackiego, Wy d a w n i c t w S z k o l n y c h i P e d a g o g i c z n y c h , Państwowego Instytutu Wydawniczego. Zjawili się także wydawcy zagraniczni: ADAC CartoTravel Verlag GmbH. Bad Soden/Ts. z Niemiec, BN International Huizen z Holandii, Cartographia Ltd. Budapeszt z Węgier czy GeoClub-Shocart Brno z Czech. Niestety trudno było odnaleźć wydawców skupionych wokół stanowisk firm dystrybucyjnych (FK Olesiejuk, Platon, ESPACE czy GRUPA A5), ponieważ nie wyszczególniono ich w katalogu targów. Uważni obserwatorzy dostrzegli także brak kilku popularnych wydawców, t a k i c h j a k A r k a d y, A m b e r, P r ó s z y ń s k i i S - k a czy Exlibris. Pod lokomotywą z psychopatą Program imprez obejmował wiele wydarzeń t a rg o w y c h , w t y m l i c z n e w y s t a w y, s p o t k a n i a z autorami, koncerty i dyskusje branżowe. Wydawcy szukali różnorodnych sposobów na poszerzenie grona swoich czytelników. Kolorowe stoisko Instytutu Książki „Pod Lokomotywą” przyciągało najmłodszych czytelników, którzy mogli tam poczytać ulubione bajki, deklamować wierszyki oraz bawić się. Interesującą formą promocji książki był także „psychopata” snujący się wśród odwiedza-jących i wręczający im bez słowa ulotki o nowej książce Roberta D. Hare’a Psychopaci są wśród nas Wydawnictwa Znak. Autografy, autografy… Ta rg o m K s i ą ż k i z a w s z e towarzyszył bogaty program spotkań z autorami, przedstawicielami świata kultury, nauki, sztuki, mediów. Tym razem swoje autografy rozdawali m.in.: tegoroczna laureatka nagrody literackiej Nike – Dorota Masłowska, Wiktor Suworow – kontrowersyjny pisarz i historyk rosyjski, Jerzy Pilch, K a t a r z y n a G r o c h o l a , O l g a To k a r c z u k , J o a n n a Chmielewska, Andrzej Stasiuk, Lynne Olson i Stanley Cloud, autorzy Sprawy honoru oraz Hal Duncan, autor debiutanckiej powieści Welin, nominowany do prestiżowych nagród World Fantasy Award i British Fantasy Award. Dużym zaintereso-waniem cieszyli się politycy, m.in. premier Jarosław Kaczyński, który promował książkę O dwóch takich… Alfabet braci K a c z y ń s k i c h na stoisku Wy d a w n i c t w a M o r a z dziennikarze: Monika Olejnik, „wiecznie bosy” Wojciech Cejrowski czy Tomasz Lis. Ze świata bibliotekarskiego przybył prof. Zbigniew Żmigrodzki, który gościł na stoisku Nortom Wrocław. 3 Ibinacja NR 5, Listopad 2006 KULTURA Laureaci 2006 Ta rg o m K s i ą ż k i w K r a k o w i e t o w a r z y s z y rozstrzyganie wielu prestiżowych konkursów związanych z książką. Warto wspomnieć o kilku laureatach tegorocznych edycji. Tradycyjnie w pierwszym dniu Targów rozstrzygnięty został konkurs im. Jana Długosza. Podczas gali finałowej, spośród dziesięciu nominowanych, nagrodę dla najlepszego dzieła z dziedziny szeroko pojętej humanistyki otrzymała publikacja autorstwa Piotra Piotrowskiego zatytułowana Awangarda w cieniu Jałty. Sztuka w Europie Środkowo-Wschodniej w latach 1945 – 1989, opublikowana przez Dom Wydawniczy REBIS. Galę finałową uświetnił występ artystów z Piwnicy Pod Baranami. Polska Izba Książki ogłosiła wyniki konkursu „PIKowy Laur”. Konkurs skierowany był do dziennikarzy i dotyczył najciekawszej prezentacji książki w mediach. Nagrody zostały przyznane w dwóch kategoriach: pierwsza za „Najciekawszą Prezentację Książki w Prasie” dla Elżbiety Sawickiej z dziennika „Rzeczpospolita” oraz druga za „Najciekawszą Prezentację Książki w Mediach Elektronicznych” dla Barbary Marcinik z Radiowej Trójki. Stowarzyszenie Wydawców Szkół Wyższych w pierwszym dniu Targów ogłosiło wyniki konkursu dla wydawnictwa, które opublikowało książkę uznaną za najlepszy podręcznik akademicki lub skrypt uczelniany wydany w bieżącym roku akademickim. Zwycięzcą została Demografia napisana przez Jana Paradysza. Książka za książkę Na tegorocznych targach duży sukces odniosła wspólna inicjatywa Gazety Wyborczej i Radia Kraków „Książka za książkę”. Celem akcji było zachęcenie wszystkich odwiedzających do przekazania książek krakowskim bibliotekom. Wydawcy proponowali wymianę książek przeczytanych, odłożonych na półkę, po które z różnych powodów nie sięgamy, na kupony uprawniające do zakupu nowych książek z dziesięcioprocentowym rabatem. Kupony można było zrealizować na dowolnym stoisku targowym oznaczonym nalepką akcji. Zgodnie z założeniami organizatorów Targi Książki w Krakowie po raz kolejny pokazały, że jest to ważna dla Polski impreza, która jednoczy wydawców, drukarzy, media oraz wszystkich, dla których książka jest sposobem na życie. Marta Iwańczuk 4 S POTKANIE Z ALINĄ KALCZYŃSKĄ 6 października 2006 roku. Słoneczne, jesienne popołudnie, małe pomieszczenie w Polskiej Akademii Umiejętności. Niewielki tłum kłębi się przed wejściem, aby dostać się na spotkanie z wybitną graficzką – Aliną Kalczyńską. Okładka i kolaŜe do ksiąŜki: Wisława Szymborska, Tryptyk, 1997 Zebranych powitała prof. Maria Kocójowa, która przedstawiła wszystkim artystkę i wręczyła jej skromny upominek. Wśród zgromadzonych znaleźli się m.in. wykładowcy wchodzący w skład kadry naszego instytutu, uczeni i przyjaciele Aliny Kalczyńskiej oraz kilkuosobowa grupa studentów. Idąc na spotkanie, miałam blade pojęcie o książce artystycznej, jednak pokusa intelektualna była tak duża, że skorzystałam z okazji. Wszelkie ilustracje artystyczne kojarzyłam jedynie z osobą Jana Marcina Szancera, który wykorzystał swój talent m.in. w bajkach Brzechwy. Alina Kalczyńska opowiedziała o tym, dlaczego zajęła się książką artystyczną, jak również o swoim zamiłowaniu do języka chińskiego, które zaowocowało publikacją Sześćdziesięciu pieczęci. Książka ukazała się w nakładzie jednego egzemplarza i została dedykowana Vanniemu Scheiwillerowi – mężowi artystki – z okazji jego 60-tych urodzin. Alina Kalczyńska, krakowska graficzka mieszkająca od 1980 roku w Mediolanie, jest artystką niezwykle wszechstronną. Zajmuje się grafiką artystyczną (drzeworyt, linoryt, serigrafia), użytkową (projektowanie książek, ekslibris, plakaty), witrażem, akwarelą oraz tkaniną artystyczną. We Włoszech znana jest również jako propagatorka współczesnej sztuki i literatury polskiej, organizatorka wielu wystaw i promocji książek. Utrzymywała zawsze żywe kontakty ze środowiskiem artystycznym w kraju, biorąc udział w Między- NR 5, Listopad 2006 Ibinacja KULTURA narodowym Biennale, potem Triennale Grafiki Doświadczenia związane z eksperymentami z przedsw Krakowie, organizując wystawy indywidualne tawianiem światła graficzka wykorzystała przy późw Muzeum im. Przypkowskich w Jędrzejowie, Muzeum niejszym tworzeniu witraży, malowaniu akwareli oraz w Rabce, Muzeum Narodowym we Wrocławiu i w licz- projektowaniu książek-obiektów. nych galeriach. Była kuratorką wystaw książek włoskich w Bibliotece JagiellońKalendarium: skiej, Muzeum Miasta Łodzi i w Bibliotece Narodowej 19 X 1936 – urodziła się Alina Kalczyńska w Warszawie. 1953 – rozpoczęła studia na ASP w Krakowie. Początkowo zainteresowana Studiowała w krakowrzeźbą, później malarstwem, ostatecznie wybrała Wydział Grafiki skiej Akademii Sztuk Pięk1959 – otrzymała dyplom z wyróżnieniem w Katedrze Drzeworytu oraz w Katenych, gdzie w 1959 roku drze Grafiki Książki otrzymała dyplom z wyróżLata 60. – początek 80. – współpracowała z krakowskim wydawnictwem Znak nieniem. Gdy w 1979 roku i Polskim Wydawnictwem Muzycznym, projektowała okładki do partytur muwyjechała na stypendium zycznych i ilustracje do książek dla dzieci artystyczne do Włoch, mia1965–1984 – brała udział i pomagała w organizacji kolejnych edycji Międzynała już spory dorobek w dzierodowego Biennale Exlibrisu w Malborku dzinie grafiki, za sobą wiele 1966 – odbyła artystyczną podróż po Europie (Wiedeń, Vicenza, Wenecja, Flowystaw, a na koncie nagrorencja, Asyż, Rzym, Neapol, Capri, Pompeje) dy, wyróżnienia. Rok póź1972 – została przyjęta do międzynarodowego stowarzyszenia drzeworytników n i e j p o ś l u b i ł a Va n n i e g o XYLON Sekcji Polskiej Scheiwillera – włoskiego 1973 – otrzymała złoty medal ufundowany przez władze miejskie Perugi w Mięwydawcę, erudytę, przyjadzynarodowym Konkursie na ekslibris ciela artystów – i zamiesz1974 – wyjechała do Włoch na kilkumiesięczny pobyt, zapisała się na ASP kała na stałe pod włoskim w Rzymie. Została zauważona przez włoską krytykę niebem. To dzięki niej w pre1975 – otrzymała Nagrodę Specjalną ufundowaną przez Filharmonię Krakowską stiżowych wydawnictwach za drzeworyt o temacie muzycznym w konkursie na Najlepszą Grafikę Miesiąca Scheiwillera ukazały się eks1977 – otrzymała wyróżnienie w konkursie na Najlepszą Grafikę Roku. Otrzykluzywnie wydane tomiki mała Nagrodę Ministerstwa Kultury i Sztuki na V Ogólnopolskim Konkursie poezji Zbigniewa Herberta, na Grafikę w Łodzi Czesława Miłosza, Wisławy 1979 – wyjechała na włoskie stypendium artystyczne Szymborskiej, książki Sławo9 II 1980 – wzięła ślub z Vannim Scheiwillerem i przeniosła się na stałe do Memira Mrożka, Gustawa Herdiolanu. Rozpoczęła dwudziestoletnią współpracę z dwoma wydawnictwami linga-Grudzińskiego, a takmęża że monografie poświęcone 1988 – wyjechała do Chin na zaproszenie Związku Pisarzy Chińskich, zaczęła twórczości Jerzego Panka, interesować się kamiennymi pieczęciami oraz chińską kaligrafią Katarzyny Kobro, Włady1994 – stworzyła Sześćdziesiąt pieczęci. Wspólnie z mężem otrzymała nagrodę sława Strzemińskiego, TadeStowarzyszenia Kultury Europejskiej, Sekcji Polskiej za konsekwentne i skuusza Kantora czy Brunona teczne działanie na rzecz polskiej kultury za granicą Schulza. 17 X 1999 – zmarł Vanni Scheiwiller Od 1972 roku jest człon2000 – artystka otrzymała włoską nagrodę Premio Leonardo (Premio Speciale kiem międzynarodowego POLONIA) (*) stowarzyszenia drzeworyt(*) ników XYLON. Począwszy Alina Kalczyńska: grafika, książka, witraż. Prace z lat 1974–2004. Kraod połowy lat siedemków: Muzeum Narodowe, 2004. dziesiątych, artystka w skondensowanej, ascetycznej formie, wykorzystując motyw światła przedzierającego się lub emanującego przez Alina Kalczyńska w niezwykły sposób zaprezentoszczeliny, starała się w swych grafikach przekazać w a ł a s w o j e p r a c e . K a ż d y z u c z e s t n i k ó w m ó g ł metafizyczne tajemnice egzystencji. Początkowo była osobiście zobaczyć, a czasem dotknąć unikatowych egto niewielka smuga wydobywająca się spomiędzy zemplarzy, np. małego tomiku z wierszami Wisławy Szympłaszczyzn czerni. Potem, dzięki wprowadzeniu kolorów, borskiej, który został wykonany na zamówienie pewprace stawały się coraz bardziej świetliste, transparentne, nego włoskiego banku. Każda książka, ilustracja uzyskując ekspresyjny, ale i metafizyczny wymiar. czy też witraż, jaki wyszedł spod ręki tej znakomitej 5 Ibinacja NR 5, Listopad 2006 KULTURA co wybrać – czy artystki, można książkę, czy może nosprowadzić do kilwą parę spodni, chyk u słów: dokładba większość z nas ność, światło, przewybierze drugą opcję. strzeń... – wystarczy Smutne, ale prawdziprzyjrzeć się pojewe. Ta sytuacja nie dynczym akwarema jednak wpływu na lom, gdzie dominują fakt, iż wiele zawdziępastele, wszechczamy takiej osobie, obecny błękit (to zajak Alina Kalczyńska, pewne ze względu która propaguje zana kolor włoskiego równo sztukę pięknej nieba) i figury geoKsiąŜka-obiekt: Lux, 1999 książki, jak i jej treść. metryczne. MogliMiło pomyśleć, iż poza granicami naszego kraju jesteśmy także obejrzeć książkę, o której już wspomniałam, śmy znani nie tylko z dobrego piwa, kiełbasy krakowa którą pani Kalczyńska wykonała specjalnie dla swojeskiej czy też oscypka, ale i ze sztuki – sztuki książki. go męża. To cudo składa się z pojedynczych, zszytych ręcznie kart, na których widnieją chińskie pieczęcie. SpeAnna Krzak cyficznym dodatkiem jest mała zakładka wykonana z czerpanego papieru, zawierająca spis znaków wraz Bibliografia: z ich tłumaczeniem na język włoski. 1. Alina Kalczyńska-Scheiwiller: grafika, książka, witraż. Dlaczego książka artystyczna dostępna jest tylko Prace z lat 1974 –2004. [Dok. elektr.] (2004). dla wąskiego grona odbiorców? Wiąże się to z niskim http://www.culture.pl/pl/culture/artykuly/wy_wy_kalczynnakładem tego typu publikacji, który wynika m.in. z faktu, iż artystka sama wykonuje odręcznie wszystkie ska_prace_willa [odczyt: 2006.10.20]. 2. MNK – wystawy bieżące. [Dok. elektr.] (2004). akwarele, nadając tym samym osobisty ton każdemu http://www.muznar.krakow.pl/prawe/archiwum/kalczynegzemplarzowi. Jednak dla przeciętnego zjadacza chle- ska.htm [odczyt: 2006.10.20]. ba największą barierę stanowi cena książki artystycznej. W czasach, gdy względy ekonomiczne dyktują nam, Pani Alina Kalczyńska sprawiała wrażenie osoby niezwykle wyciszonej i skromnej, a przy tym z pasją opowiadała o swych ponad 40-letnich artystycznych poszukiwaniach. Urodzona w 1936 roku artystka po raz kolejny zawitała do Krakowa, by przy współpracy z Włoskim Instytutem Kultury zorganizować wystawę poświęconą Grafice polskiej w wydawnictwach Vanniego Scheiwillera 1984–2006. Na uwagę zasługuje fakt, iż po ślubie i przeprowadzeniu się do Mediolanu w 1980 roku pani Kalczyńska nie zerwała kontaktów z Polską. Nie dość, że jej prace na stałe zagościły zarówno na indywidualnych, jak i zbiorowych wystawach organizowanych w polskich miastach, to na dodatek artystka uczyniła polską kulturę stałym punktem w programie wydawnictwa Vanniego Scheiwillera. Działania mające na celu popularyzację książek oraz monografii polskich autorów i artystów za granicą nie pozostały niezauważone – w 1994 roku Scheiwillerowie otrzymali nagrodę Stowarzyszenia Kultury Europejskiej Sekcji Polskiej, zaś w 2000 roku – już po śmierci Vanniego Scheiwillera – artystka otrzymała włoską nagrodę Premio Leonardo za zacieśnianie więzów kulturalnych między Włochami a Polską. Moją uwagę szczególnie zwróciła zaprezentowana na spotkaniu książka Sześćdziesiąt pieczęci (w oryginale Sessanta sigilli). Oddajmy głos artystce: „W 1994 roku, z okazji sześćdziesiątych urodzin Vanniego Scheiwillera, wykonałam jeden egzemplarz książki Sessanta sigilli. Przez dwa miesiące żyłam całkowicie pochłonięta tą pracą. Prawie każda z 72 stron jest malowana akwarelą, a druk stanowią odciśnięte pieczęcie chińskie. Poprzez teksty pieczęci, książka mówi o filozofii, o życiu i jego radościach, o miłości, o przemijaniu.” (*) Sześćdziesiąt pieczęci to jeden z piękniejszych znanych mi sposobów na wyrażenie swych najgłębszych uczuć względem drugiej osoby... Nic dodać, nic ująć. Michał Wysocki (*) 6 Alina Kalczyńska: grafika, książka, witraż. Prace z lat 1974–2004. Kraków: Muzeum Narodowe, 2004. NR 5, Listopad 2006 Ibinacja KULTURA S EKS = NUDA ... ...czyli polscy tłumacze filmów osiągnęli mistrzostwo, pomyślałam, kiedy dowiedziałam się, że film czeskiego reżysera Vladimira Moravka, zatytułowany w oryginale „Nuda v Brne”, będzie dystrybuowany w Polsce pod tytułem „Sex w Brnie”. Powtórka z najbardziej znanego popisu polskich tłumaczy, czyli „Wirującego seksu”, w oryginale „Dirty Dancing”? Najwyraźniej kontynuowanie tendencji – umieszczenie w tytule słowa „seks” (ostatnio zarzucono już nawet polską pisownię na rzecz literki „x”), to zapewne według dystrybutorów sposób na przyciągniecie do kin większej liczby widzów. Czy polski (?) tytuł „SexiPistols” skusi większą liczbę amatorów wdzięków Penelope Cruz i Salmy Hayek na kupno biletu, czy pięknym paniom wystarczyłby oryginalny tytuł „Bandidas”? Ja osobiście bardziej zaintrygowana byłabym „Bandidas”, niż brzmiącym jak przebój gatunku porno „SexiPistols”. Sztuka przetłumaczenia tytułu na polski to rzecz trudna, nie wątpię. Nie przeczę również, że bywają przekłady bardzo udane, dobrze brzmiące po polsku i pasujące do klimatu filmu. Przykładem może być zgrabny tytuł „Między słowami”, który przetłumaczony dosłownie z „Lost in Translation” brzmiałby nieciekawie. Jednak zupełnie nie rozumiem wymyślania nowych tytułów dla dzieł filmowych, szczególnie kiedy nie odnoszą się one specjalnie ani do gatunku, ani do treści. Przykładem niech będzie produkcja Dagura Kari, zatytułowana w oryginale „Dark Horses” (dark horse – wyrażenie idiomatyczne, znaczące tyle samo, co polski czarny koń). Polscy widzowie mieli okazję poznać ten film pod tytułem „Zakochani widzą słonie”, co odbieram jako totalną pomyłkę. Film poruszający poważne problemy otrzymał od autora tytuł metaforyczny. Polacy otrzymali tytuł, który z oryginałem wspólnego ma chyba tylko tyle, że zawiera nazwę zwierzęcia. Poza tym do treści filmu jako całości praktycznie nie odnosi się wcale, nadawałby się bardziej dla jakiejś lekkiej komedii romantycznej. Chociaż mamy tu ukrytą zaletę – miłość w tytule. Skoro nie na seks, postawiono na uczucie – jest szansa, że do kina zabłąka się więcej zakochanych par, spodziewających się lekkiej rozrywki, niż przyszłoby na smutną opowieść o dziwakach z Danii. Na „Sex w Brnie” wybrałam się głównie z zamiłowania do czeskiej kinematografii, ale przyznaję, że zacierałam ręce na kolejną kompromitację tłumacza, licząc na to, że seks w tym filmie wcale nie gra głównej roli. Ale nic z tego – ten film nie jest o niczym innym, a o seksie w Brnie. Tak więc polski tytuł byłby całkiem na miejscu i nie raziłby mnie tak bardzo, gdybym nie znała oryginału. Bo co na to pan Moravek? Dlaczego on sam nie nazwał swojego filmu „Sex..” a „Nuda v Brne”? Różnica znacząca i jestem zdania, że mimo wszystko autorzy wiedzą, co robią. Tytuł jest integralną częścią dzieła, jest po coś, np. często niesie w sobie wskazówkę interpretacji. Pochopna zmiana jego znaczenia jest nie fair w stosunku do autora filmu, jest zaburzeniem całości. Nuda to nuda, kto obejrzy film, będzie wiedział, jak to zinterpretować! Zatem jak tłumaczyć? Jestem zdania, że najlepiej nie tłumaczyć wcale. Tytuły, które nie zostały przetłumaczone, brzmią całkiem dobrze i nikomu nie można nic zarzucić. „Broken Flowers” brzmi o wiele lepiej niż „Połamane kwiaty”. Można było wymyślić po polsku coś zupełnie nowego – najlepiej o miłości, seksie albo „z życia wzięte”. „Moje dawne kochanki”? „W poszukiwaniu matki mojego syna”? Lecz po co? Wszystko zabrzmi raczej śmiesznie w porównaniu z oryginałem. A że nie wszyscy znają angielski? Nie szkodzi, niech się nauczą. Nie od dzisiaj wiadomo, że oglądanie filmów w wersji oryginalnej z napisami jest świetnym sposobem na naukę języka. Skoro w Polsce na razie nie mamy szansy skorzystać z tego poprzez telewizję, moglibyśmy zacząć od tytułów. Kto będzie ciekawy, przetłumaczy sobie i się nauczy! A co z innymi językami? Uczmy się też innych! Poza tym większość nowych produkcji zachodnioeuropejskich oraz azjatyckich i tak opatrzona jest tytułem w wersji angielskiej. W przypadku mniej znanych języków można pozostać przy oryginale, a polską wersję dodać mniejszymi literami. Większość prawdziwych kinomaniaków operuje oryginalnymi nazwami filmów. Kto jest ciekawy znaczenia oryginału, ten go zapewne odnajdzie na własną rękę. Niestety nawet to w naszym kraju jest trudne, bo czasopisma z programem telewizyjnym nie podają już oryginalnych tytułów. Nie wiem dlaczego właśnie film jest dziedziną, którą tak często na siłę się spolszcza. Trudno sobie wyobrazić, że tak samo byłoby z muzyką albo grami komputerowymi. Wszystkie nazwy zespołów tłumaczone na polski! Mogłoby być zabawnie – zamiast płyty Suede, proszę o album Zamszu... Skoro proszek do prania może nazywać się „Persil” a podpaski „Always”, to ja chcę też oryginalne tytuły filmów! Przykładów dobrych i złych tłumaczeń można znaleźć wiele i pewnie każdy się kiedyś z jakiegoś uśmiał. Ostatnio coraz częściej w kinach pojawiają się filmy z oryginalnymi tytułami angielskimi, japońskimi, hiszpańskimi albo łączącymi w sobie wyrazy polskie z angielskimi. I bardzo dobrze. Więcej „Shinobich” i „Volverów”! Nawet „Miami Vice” już nie jest „Policjantami z Miami”. I z tego się cieszę. I że nie dubbingujemy filmów. I że trochę więcej w Polsce kina europejskiego i azjatyckiego. Byle tak dalej! Kasia Kasprzyk, 09.2006 PS. Zaznaczam, że moje poglądy wynikają przede wszystkim z poszanowania twórców i ich dzieł oraz zamiłowania do filmu. Zamiłowanie posiadam także dla języka polskiego i w żadnym wypadku nie uznaję wyższości angielskiego czy innych języków nad polskim, a wręcz zwalczam wszelkie niepotrzebne ich użycie. 7 Ibinacja NR 5, Listopad 2006 WOKÓŁ INIB P RAKTYKI NASZYMI OCZAMI Studentki i studenci informacji naukowej i bibliotekoznawstwa zgodnie z obecnym programem nauczania w toku pięcioletnich studiów powinni odbyć dwa rodzaje praktyk – związaną z opisem dokumentów i poznaniem organizacji biblioteki oraz tzw. praktykę informacyjną. Większość osób z obecnego III roku pierwsze praktyki ma już za sobą. Część z nich uważa dwa tygodnie pracy w bibliotece za zmarnowane, inni twierdzą, że udało im się z praktyk coś wynieść – i bynajmniej nie mam tu na myśli ołówka z logiem Biblioteki Jagiellońskiej :) Biblioteka Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej, Instytutu Botaniki PAN i UJ, Wydziału Zarządzania i Komunikacji Społecznej, Akademii Sztuk Pięknych, Archiwum Polskiego Radia Kraków, biblioteki w Warszawie, Częstochowie, Radomiu, Czechowicach-Dziedzicach – to tylko nieliczne przykłady miejsc, w których mieliśmy okazję odbyć nasze pierwsze praktyki. Czego się nauczyliśmy? Jak wygląda praca bibliotekarza-praktykanta? Jak praktyki wpłynęły na naszą opinię o pracy w bibliotece? Odpowiedzi na te pytania bywały skrajnie różne. Warto chyba podkreślić znaczenie świadomego wyboru miejsca praktyk i – przede wszystkim – indywidualnego nastawienia do tego, jak takie praktyki powinny wyglądać. Od tych dwóch czynników w dużej mierze zależy to, czy po dwóch tygodniach poznawania biblioteki „od kuchni” będziemy jej mieli serdecznie dość czy… wręcz przeciwnie. Praktyki odbyłam w bardzo miłej atmosferze. Panie bibliotekarki okazały się bardzo sympatyczne i naprawdę starały się przybliżyć mi pracę w bibliotece. Dzięki nim poznałam wszelkie tajniki programu Virtua i katalogu Nukat. Doszłam również do wniosku, że dla osoby, która nie lubi sytuacji stresowych, praca w bibliotece jest idealna. Z pewnością nie można jej nazwać pasjonującą, ale myślę, że nie jest taka zła. Nigdy nie zostanę bibliotekarką! Moje praktyki rozpoczynały się od porannej kawy i przeglądu prasówki – całość zajmowała szacownym paniom bibliotekarkom jakieś dwie godziny. Później zajmowałam się pracą w dziale gromadzenia i opracowania zbiorów, czyli w praktyce noszeniem książek, ustawianiem ich po kolei na półkach i wyrównywaniem… Jedyne, co mnie w tej sytuacji bawiło, to fakt, że w dzienniczku praktyk z czystym sumieniem mogłam napisać w miarę dobrze brzmiące „porządkowanie księgozbioru”. 8 Wbrew pozorom i moim obawom dwa tygodnie minęły bardzo szybko. Początkowo wykonywałyśmy proste czynności, które miały na celu raczej sprawdzić naszą kondycję fizyczną, niż wiedzę zdobytą na studiach. Po dwóch dniach żmudnego porządkowania księgozbioru czytelni głównej, który nota bene studenci na naszych oczach doprowadzali do stanu początkowego, zostałyśmy przydzielone do zadań wydawałoby się bardziej skomplikowanych. Można powiedzieć, że zeszłyśmy do podziemia, gdzie o dziwo czekał na nas kolejny księgozbiór do uporządkowania. Muszę jednak stwierdzić, iż w przerwach między podnoszeniem ciężarów znalazło się trochę czasu na poznanie procedur bibliotecznych innego typu – dowiedziałam się, jaką drogę pokonuje czasopismo czy książka, zanim trafi do rąk czytelników. Dane mi było także zakosztować bezpośredniego kontaktu z użytkownikiem wypożyczalni. Praktyki, mimo wszystko, wspominam bardzo miło, chociaż uważam, że dwa tygodnie to stanowczo za mało na poznanie, jak w rzeczywistości funkcjonuje biblioteka. Praktyki dały mi możliwość zapoznania się z prawdziwym bibliotekarstwem – z tym, co i jak robi się w bibliotece, a nie tylko z suchą (i często nieprzydatną) teorią. Nagle okazało się (!), że jednak taka robota mi odpowiada i po dwóch latach studiów, na które trafiłam przez przypadek, doszłam do wniosku, że mają one jednak jakiś sens :) Mimo wielu obowiązków, dość miło wspominam praktyki. Najmniej przyjemnym doświadczeniem była pomoc przy przeprowadzaniu skontrum – żmudnego i trudnego zajęcia. Choć to ja miałam nabierać nowych doświadczeń, udało mi się nauczyć jedną z pań bibliotekarek korzystać z wersji elektronicznej JHP BN. Zdecydowanie nie podobał mi się tryb pracy: dzień rozpoczynał się od herbatki, prasówki i plotek; w trakcie pracy – znów przerwa na herbatkę. Jakoś niedorzecznie brzmiało w tym kontekście narzekanie kierowniczki na nawał pracy i brak czasu na zrobienie wszystkiego, co należałoby zrobić. Mój pobyt w bibliotece szkolnej wspominam z łezką w oku. Nie sądziłam, że praca z dziećmi może dawać aż tyle satysfakcji. Poza tym w pełni poznałam działanie programu MOL. Jak dla mnie, były to bardzo udane praktyki. Przez większość czasu nic nie robiłam, zwykle moja praca kończyła się na przenoszeniu i ustawianiu książek na odpowiednie półki, podczas gdy panie biblio- NR 5, Listopad 2006 Ibinacja WOKÓŁ INIB tekarki odpoczywały. Kiedy przyszło do pracy w formacie US MARC, okazało się, że wiem więcej, niż obie panie. Zgodnie twierdziły, że „ci praktykanci z UJ to są najlepsi.” Postanowiłam połączyć przyjemne z pożytecznym i tym sposobem trafiłam do działu muzycznego w Polskim Radio Kraków, a dokładniej do fonotekiarchiwum. Kadra przyjęła mnie bardzo sympatycznie i po wstępnym – teoretycznym zapoznaniu się z zasobami muzycznymi, ich układem, zasadami przechowywania oraz archiwizowania, przystąpiłam do akcji pod czujnym, ale bardzo opiekuńczym okiem kierownika :) Specjalnie dla mnie zorganizowano stanowisko pracy – komputer z pełnym oprogramowaniem oraz dostępem do lokalnych baz i Sieci. I tutaj zaczęła się prawdziwa frajda – mogłam swobodnie przesłuchiwać audycje, które mnie interesowały, „dogrzebałam” się nawet do kilku programów, których bohaterem i współtwórcą był sam znany nam i uwielbiany Karolek Estreicher :):):) W ciągu tych dwóch tygodni, wraz z resztą pracowników, współtworzyłam bazę danych w programie Lotus Notes, tworzyłam charakterystykę treściową zasobów radiowych, szlifowałam opis dokumentów audiowizualnych. Udało mi się też przebrnąć przez wszystkie sygnatury w książce inwentarzowej (patrz ksero notatek z „Zarządzania zasobami bibliotecznymi” ;) I dzisiaj oficjalnie przyznaję, że mój głód wiedzy oraz nowych wrażeń zawodowych został w pełni zaspokojony. Na pewno była to konfrontacja wiedzy zdobytej na zajęciach z umiejętnościami prak-tycznymi, którymi trzeba było się wykazać. Muszę przyznać, że dzięki zajęciom z mgr Stanulą opis dokumentów nie sprawiał mi najmniejszego problemu. Moją opiekunką była Mirka, osiem lat starsza, po tym samym kierunku, tylko zaocznie, więc trochę plotkowałyśmy o naszym instytucie :) Każdy dzień zaczynał się kawką i ploteczkami, no a potem to już pięć godzin wklepywania opisów do komputera. Musiało mi iść całkiem nieźle, bo na koniec pani dyrektor zaproponowała mi pracę po trzecim roku, jednak chyba nie skorzystam – wolę skończyć te studia z moim ukochanym rokiem :) Wypowiedzi zebrał i opracował Michał Wysocki CO W BUW- IE PISZCZY , CZYLI PRAKTYKI NIE CAŁKIEM NA POWAŻNIE A może praktyki w Bibliotece Uniwersyteckiej w Warszawie? Czemu nie! Trzeba tylko chcieć i wysłać dokumenty do odpowiedniej osoby. Ze swej strony gorąco polecam. Podczas dwóch tygodni można tam zdobyć wiele praktycznych umiejętności bibliotekarskich, poznać ciekawych ludzi, ale nie to będzie tematem tego artykułu... BUW jest traktowany przez mieszkańców Warszawy nie tylko jak klasyczna biblioteka, dlatego dzieje się tam wiele ciekawych rzeczy. Właśnie tymi ponadprogramowymi ciekawostkami i spostrzeżeniami chciałabym się z wami podzielić. Wiele atrakcji przyniósł mi już pierwszy dzień. Zjawiłam się tam trochę wcześniej i czekałam przed wejściem. Nie byłam sama... Obok stało jeszcze sześć innych osób. Już miałam pytać czy też na praktyki, gdy z boku pojawił się pan i powiedział: Proszę państwa na plan. Zobaczyłam wtedy kamery rozstawione w szatni przy Coffe heaven po lewej. Pomyślałam, że pewnie kręcą jakąś reklamówkę, a może nowy serial? Niedługo potem z okna czytelni informacyjnej znów zobaczyłam kamery, tym razem skierowane na czarną limuzynę, z której wysiadał Jan Englert i żegnał jakąś blondynkę. Całą akcję nadzorował oczywiście reżyser, w osobie Macieja Dejczera. Po jakimś czasie pan Englert przeistoczył się z ojca chrzestnego w gajerze w everymana w dżinsach i niebieskim polo. Skończył pracę na dziś, ale stał nadal w pobliżu, bo udzielał wywiadu. Chyba do jakiejś podrzędnej gazety, bowiem dziennikarka nie miała nawet dyktafonu i zapisywała wszystko na bieżąco. Natomiast na planie pojawiła się kolejna gwiazda – Cezary Pazura. Przywitał się z całą ekipą, a potem wszedł w rolę. Niestety, jak zwykle był ucharakteryzowany na cwaniaka, z włosami postawionymi na żel. Podjeżdżał z piskiem opon pod bibliotekę i zabierał ową blondynkę. Co to za film lub serial? Nie wiem. Pewnie okaże się wkrótce. W czytelni informacyjnej zlecono mi sprawdzenie stanu czasopism. To z pozoru żmudne zajęcie też miało ciekawe momenty. Przeglądałam czasopisma z zakresu bibliotekoznawstwa, informacji naukowej, humanistyki i naukoznawstwa z całego świata, o szerokim zasięgu chronologicznym. Niektóre z nich miały numery nawet z końca XIX i początku XX wieku, ale spokojnie stały na półkach i każdy mógł po nie sięgnąć. 9 Ibinacja NR 5, Listopad 2006 WOKÓŁ INIB ü Informatorium biblioteki, słucham. § Dzień dobry. Proszę pana, naleŜę do Związku Satanistów Polskich, czy mógłbym korzystać z biblioteki? ü Oczywiście, ale jeśli nie jest pan studentem UW to tylko na miejscu. § Tylko proszę pana, ja jestem zawsze specyficznie ubrany na czarno, czy to nie będzie przeszkadzało? ü Dla mnie pan moŜe chodzić na róŜowo w zielone grochy... § Aha, tylko wie pan, ja muszę w pewnych godzinach odprawiać modły do szatana... ü Jeśli będzie pan to robił cicho i nie będzie pan przeszkadzał innym uŜytkownikom, to proszę bardzo. § No to świetnie! Biblioteka jest czynna codziennie? ü Tak, zapraszam. Jeśli oczywiście nie będzie panu przeszkadzało, Ŝe będzie pan w miejscu poświęconym przez papieŜa. § To juŜ nigdzie w tym kraju pójść nie moŜna?! Moją uwagę zwrócił Exlibris, o którym do tej pory miałam pojęcie jedynie teoretyczne. Dlatego dosyć dokładnie przejrzałam pierwszy numer z 1917 roku. Strony miały dużo światła, zdobień, wklejonych ilustracji. Było to czasopismo robione ze smakiem, kunsztowne. Teraz już nie ma takich wydawnictw. W czasopismach robionych na skalę masową dominuje tandeta. Przeglądając Exlibris można poczuć pasję ludzi, którzy go tworzyli. Ciekawie było także, gdy pomagałam w informator i u m B U W. M o ż n a t a m d o s k o n a l e ć w i c z y ć umiejętności językowe, bo co chwilę trafiają się obcokrajowcy (Francuzi, Rosjanie, Duńczycy itd.). Największy problem mieli czytelnicy z ładowaniem kart elektronicznych do kserografów. Zdarzały się też bardzo ciekawe rozmowy telefoniczne... W informatorium zostałam także zaproszona na koncert muzyki irlandzkiej, który miał się odbyć w ogrodach biblioteki w następny weekend. Natomiast po nim zaplanowano spotkanie z architektem biblioteki, Tomaszem Budzyńskim. To zapewne namiastka tego co tam się dzieje. Radzę pojechać i poczuć BUW na własnej skórze. Mieszanka książek z ogrodami i kręgielnią daje zaskakujące rezultaty. ü Informatorium biblioteki, słucham. ♦ Dzień dobry. Nazywam się X i w sobotę biorę ślub. ü To gratuluję. śyczę wszystkiego najlepszego na nowej drodze Ŝycia. Czy coś jeszcze mogę zrobić? ♦ Dzwonię, poniewaŜ chcieliśmy zrobić sobie zdjęcia ślubne w ogrodach biblioteki. ü Proszę bardzo, nie jest pani pierwsza. Proszę wejść w galerię, na stronie BUW, tam są zdjęcia pani poprzedniczek. ♦ A ile trzeba zapłacić? ü Nic. Do ogrodów jest wolny wstęp. ♦ Naprawdę? Dziękuję. ü Nie ma za co. Powodzenia. Do widzenia. 10 M. Kopeć NR 5, Listopad 2006 Ibinacja WOKÓŁ INIB pozwolić na kilkakrotny przyjazd do biura. Wnioski osób z daleka mogą być odrzucone z powodu niepełnej dokumentacji. Wielokrotne jeżdżenie do Krakowa, bo Każdy z nas musi czasem coś załatwić nie ma się jednej kartki z podpisem (a panie na miejscu w oparciu o aparat administracyjny, czyli – nie mają drukarki, żeby ją wydrukować), wiąże się przemówiąc wprost – zdać się na łaskę lub cież z kosztami, a osoby starające się o stypendia mają niełaskę urzędnika. właśnie problemy finansowe. Jeśli chodzi o stypendia naukowe, to wcale nie jest Na tę ścieżkę wkraczamy zwykle w chwili otrzyma- l e p i e j . K i e d y ś u s t a l a n y b y ł o g ó l n y p r ó g , nia świadectwa maturalnego. Zaczyna się od niewinnej np. średnia 4,2 i wszyscy, którzy go osiągnęli, otrzywizyty w kancelarii notarialnej po odpis dokumentu. mywali pieniądze. W ubiegłym roku ograniczono liczbę Sprawa przebiega prosto i bezboleśnie. Notariusz jest wpłat do 30% osób z roku, a w tym nawet do 15%. Oznamiły, gdyż bezpośrednio od nas dostaje pieniądze cza to, że z roku liczącego 60 osób stypendium może za usługę i nie chce żebyśmy poszli do konkurencji. otrzymać maksymalnie 9 z nich – nie ważne, jak dużo Potem jest już tylko gorzej... studentów ciężko pracowało na dobre wyniki. Czyli Przeciętny pracownik administracji jest opłacany osoba na 10. miejscu, pod względem średniej, nawet bezpośrednio z góry, więc jesteśmy dla niego tylko, jeśli ma średnią powyżej 4,5, a do miejsca 9. brak jej przeszkadzającym pić kawę, pekilku setnych, już pieniędzy nie tentem. W najlepszym wypadotrzyma. Wprowadza to tylko ku interesantem, który potrzeniezdrową atmosferę na uczelni buje pomocy. i nasila tzw. wyścig szczurów, bo Stresująca styczność z biunie wystarczy być dobrym sturokracją nasila się z chwilą dentem, trzeba być lepszym od przekroczenia progu wyższej innych. Znaleźć się w czołówuczelni. Składamy komplet wyce, żeby uzyskać pieniądze, któmaganych dokumentów i zaczyre stanowią często podstawowe na się bieganie z legitymacją, źródło dochodu i umożliwiają ubezpieczeniem, indeksem... lub odciążenie rodziców. Dziwne, staranie się o tzw. pomoc mateże ta decyzja nie spotkała się ze rialną. zdecydowanym sprzeciwem saTo właśnie ze stypendiami morządu studenckiego, który ma jest największy problem. Zasanas reprezentować i dbać o nady ich przyznawania zmieniają sze interesy. się z roku na rok, co znacznie W przypadku stypendiów utrudnia nam życie. zagranicznych też daje o sobie W przypadku stypendiów znać wszechwładna biurokracja. socjalnych wiąże się to ze wzroNajpierw składamy podanie stem liczby, oczywiście zawsze o wyjazd, które po pozytywnym n i e z b ę d n y c h , d o k u m e n t ó w. rozpatrzeniu jest wierzchołkiem Na poc z ą t k u w y s t a r c z y ł o góry dokumentów, które wypełzłożyć jednostronicowy wnionić, złożyć, bądź wysłać musi sek i zaświadczenia z urzędu kto? Oczywiście student we Rys. Michał Wysocki skarbowego. Obecnie wniosek własnej osobie. Polecam to luliczy już 3 strony, dołącza się do niego nie tylko za- dziom wytrzymałym psychicznie. Podczas załatwiania świadczenia z urzędu skarbowego, ale też wiele innych formalności można się spotkać np. z niekompetentnymi dokumentów potwierdzających trudności finansowe, urzędnikami w Narodowym Funduszu Zdrowia. stan socjalny i społeczny rodziny. Nie wystarczy już Na szczęście zawsze można liczyć na pomoc studentów oświadczenie, że złożone dokumenty są zgodne ze sta- z uczelni, do której się jedzie oraz na panią z naszego nem faktycznym i nie ma się innych dochodów. Ko- sekretariatu. nieczne jest także ksero dowodu osobistego i oświadGeneralnie rzecz biorąc, chodzenie po urzędach czenie o dochodzie nieopodatkowanym, nawet jeśli go to sport dla wytrwałych. Pozostaje mieć nadzieję, że w ogóle nie było lub oświadczenie o wielkości gospo- kiedyś także w administracji zacznie królować podejdarstwa rolnego, którego się nie ma. Jest to w sumie ście kognitywne, a dokonywane zmiany będą ułatwiać dobry sposób selekcji i oszczędności funduszy, gdyż nam życie. szansę na pomoc mają tylko osoby cierpliwe, wytrwałe i mieszkające w okolicach Krakowa, które mogą sobie M. Kopeć O BI U ROKRAC J I SŁÓW KILKA ... 11 Ibinacja NR 5, Listopad 2006 WOKÓŁ INIB Program Ogólnopolskiej Konferencji Studenckich Kół Naukowych Bibliotekoznawców „Przyszłość zawodu bibliotekarza i pracownika informacji naukowej – w Polsce i na świecie” Kraków, 23 listopad 2006 rok, godz. 12:00 KAMPUS UJ, ul. Gronostajowa 7, sala P0.3 I SESJA Wizja zawodu bibliotekarza i pracownika informacji naukowej 12.00 – 12.10 Rozpoczęcie konferencji, przywitanie gości i referentów 12.10 – 12.25 Justyna Jasiewicz-Hall Batgil was a librarian, czyli kim jest bibliotekarz (Instytut Informacji Naukowej i Studiów Bibliologicznych UW) 12.25 – 12.40 Anna Lorańc Amerykańskie spojrzenie na przyszłość zawodu bibliotekarza i pracownika informacji naukowej. Serwis ALA (Instytut Informacji Naukowej i Bibliotekoznawstwa UJ) 12.40 – 12.55 Barbara Grabowska Bibliotekarzy portret własny (Instytut Informacji Naukowej i Bibliotekoznawstwa UJ) 12.55 – 13.10 Jagoda Szostak, Anna Suchecka Kariera bibliotekarza „od kuchni” (Instytut Bibliotekoznawstwa i Informacji Naukowej UŚ) 13.10 – 13.25 Martyna Pawłowska, Karolina Nizioł Wizja zawodu bibliotekarza i pracownika informacji naukowej w świetle fachowych publikacji prasowych z lat 2003–2006 (Instytut Informacji Naukowej i Bibliotekoznawstwa UJ) 13.25 – 13.40 Anna Garbowska, Anna Krzak Przyszłość zawodu bibliotekarza i pracownika informacji naukowej w oczach studentów studiów stacjonarnych informacji naukowej i bibliotekoznawstwa UJ (Instytut Informacji Naukowej i Bibliotekoznawstwa UJ) 13.40 – 13.55 Ewelina Trofimiuk-Misiukiewicz Zawód bibliotekarza i pracownika informacji naukowej w XXI wieku (Podyplomowe Studium Informacji Naukowej i Bibliotekoznawstwa UG) 13.55 – 14.20 DYSKUSJA 14.20 – 14.35 PRZERWA II SESJA Absolwenci informacji naukowej i bibliotekoznawstwa, a rynek pracy 14.35 – 14.50 Monika Szczerba Perspektywy zatrudnienia absolwentów informacji naukowej i bibliotekoznawstwa w Polsce na przykładzie ofert pracy z lat 2004–2006 (Instytut Informacji Naukowej i Bibliotekoznawstwa UJ) 14.50 – 15.05 Łukasz Tkaczyk, Gabriela Paliwoda „Szukajcie a znajdziecie” czyli bibliotekarska „Szansa na Sukces” (Instytut Informacji Naukowej i Bibliotekoznawstwa AP) 15.05 – 15.20 Justyna Grzymała, Marta Ziółek Studia i co dalej? Rynek pracy, a bibliotekarze i pracownicy informacji naukowej (Instytut Informacji Naukowej i Studiów Bibliologicznych UW) 15.20 – 15.35 Monika Klimek Być albo nie być bibliotekarzem. Perspektywy i wizje zawodu bibliotekarza w opinii studentów studiów niestacjonarnych informacji naukowej i bibliotekoznawstwa UJ (Instytut Informacji Naukowej i Bibliotekoznawstwa UJ) 15.35 – 16.10 DYSKUSJA 16.10 – 16.30 Zakończenie konferencji, wręczenie dyplomów 12 NR 5, Listopad 2006 Ibinacja ROZRYWKA A NALIZA I INTERPRETACJA TEKSTU K AYAH : „S UPERMENKA ” Zostałam poproszona przez redaktora naczelnego o jednorazowy przypływ łagodności z okazji Dnia Dziecka, który miał miejsce 5 miesięcy temu. Prośbę przyjmuję jako interesujące wyzwanie. Sama zresztą obawiałam się, iż moi czytelnicy do reszty utracą wiarę w polską muzykę. I co ja bym biedna poczęła, gdyby przeze mnie jakieś twarze życia sens straciły, bo-o ja wolałam, wolałam być zła? Musiałabym chyba szukać ucieczki... Oto więc przed państwem analiza i interpretacja dobrego tekstu piosenki. Długo zastanawiałam się nad wyborem – nie dlatego, że nic nie mogłam znaleźć, wręcz przeciwnie. Musiałam jednak dokonać selekcji. Na samym początku wyłączyłam z rozważań poezję śpiewaną – nie odkryję przecież Ameryki ani żadnej z planet dowodząc, że Stachura, Leśmian, Norwid, Baczyński czy Białoszewski wielkimi poetami byli. Nie mogłam też wybrać utworu z lat 70. czy 80. – artykuł zmieniłby się wówczas w zbiór utyskiwań, jakie to złe piosenki powstają obecnie, a jakie wspaniałe i głębokie pisano x lat temu. Wreszcie odrzuciłam muzykę niszową, ignorowaną przez mass media z zawziętością godną lepszej sprawy. Czytalibyście w przeciwnym razie nie o dobrze lub źle napisanych tekstach, lecz o tym, czego to słucha Pawłowska, a czego nie i dlaczego. Potrzebowałam zatem piosenki powszechnie znanej, lubianej, niezbyt skomplikowanej i w miarę nowej. Wszystkie warunki – może oprócz nowości – spełnia utwór muzyczny zatytułowany „Wlazł kotek na płotek”, jest on jednak zbyt krótki, aby napisać o nim artykuł. Musiałam wybrać coś dłuższego. Kiedy już określiłam wszystkie cechy, którymi powinna dysponować piosenka i dodałam jeszcze jedną, najważniejszą – musi mieć ciekawy tekst, o którym będę mogła co nieco napisać – dość szybko pomyślałam o „Supermence”. Kayah ma swój własny przepis na przebój, z którego z powodzeniem korzysta od lat. Teksty pisane przez nią z reguły zawierają w sobie prowokację, która przyciąga uwagę słuchaczy. To właśnie Kayah wyznawała na początku swojej kariery córeczce, której zresztą nie posiada: „Córeczko, wolałabym, żebyś była chłopcem!” Siostry Feministki powinny teraz spłonąć świętym oburzeniem – jak to? Chłopcem? Czyli – mężczyzną!? O zgrozo! Jednak gdy wsłuchamy się w tekst, dowiemy się, o czym naprawdę jest piosenka. Nasze miłe Siostry F. powinny uczynić z niej swój hymn – Kayah śpiewa o tym, o czym one same chętnie by śpiewały, czyli o dyskryminacji kobiet, o tym, że mężczyznom jest w życiu lepiej itd. itp. Wystarczy się wsłuchać w ten utwór o bluźnierczym wprost tytule, aby odnaleźć jego głębszą treść. Nie do wszystkich, rzecz jasna, trafia przepis Kayah. Wiele osób zaczyna kręcić gałką radia w momencie, gdy tylko usłyszą coś w stylu: „I język lata, lata jak łopata”, „Oskarżam cię, testosteron” czy „Anioł wiedział, nie powiedział”. Nic dziwnego zresztą – ale tracą dużo... „Supermenka” to też tekst oparty na prowokowaniu. Posłuchajmy – a raczej poczytajmy. Gdybym mogła być mężczyzną jeden dzień, pewnie byłabym supermenem, tyle o kobietach wiem jestem jedną z nich „Gdybym mogła być mężczyzną” – to jakby kontynuacja wspomnianej „Córeczki”. Tym razem Kayah chciałaby zmienić własną płeć – choć na jeden dzień... Lecz i w tym wypadku Siostry Feministki powinny uśmiechnąć się z satysfakcją – gdyby Kayah była mężczyzną, to byłaby mężczyzną nie byle jakim. W myśl zasady, że kobieta potrafi lepiej. Byłabym, byłabym lustrem dla tych niechcianych kobiet co same śpią wciąż słały by uśmiech, jaki widziały w kinach, bo z życia nie znają go Mężczyzna – lustrem. Tak proste, a tak udane. Przecież naprawdę przeglądamy się w nich jak w lustrach. Ich spojrzenie mówi nam, czy jesteśmy piękne, interesujące, wartościowe... Kiedy lusterko ukryte w męskim spojrzeniu pokazuje nam dokładnie to, co chcemy tam zobaczyć, uśmiechamy się jak gwiazdy filmowe i czujemy, że mogłybyśmy wygrać każdy konkurs piękności. Gdyby kobieta była mężczyzną... Pozwoliłaby poczuć się tak choć raz tym kobietom, które nigdy nie widzą w lustrze tego, co chciałyby zobaczyć. Zachwycić się jakąś banalną ślicznotką – to przecież każdy potrafi... Supermen postarałby się bardziej. Byłabym łodzią, która rozkołysze w tańcu je, aż każda stanie się królową balu choć podpiera ściany od lat Bohaterowie książek kreowani na ideał męskości nigdy nie tańczą z najładniejszymi kobietami – sprawdźcie, jeśli nie wierzycie. Oczywiście wyjątek stanowi ta jedyna ukochana, która z zasady olśniewa urodą. Lecz ona jest tą jedyną – a nasz bohater jest miły i szarmancki dla wszystkich kobiet. Nie prosi do tańca tych kobiet, które na pewno znajdą partnerów. On kieruje swój wzrok na te pozornie nieatrakcyjne, które tak naprawdę pod nieciekawą powierzchownością kryją wspaniałe dusze i interesujące osobowości. Supermen wie o tym – wie również, że każda kobieta, zwłaszcza ta, która przynajmniej raz w życiu bawiła się w kolumnę i zazdrościła wirującym po parkiecie ślicznotkom. 13 Ibinacja NR 5, Listopad 2006 ROZRYWKA Gdybym mogła być mężczyzną jeden dzień pewnie byłabym supermenem, tyle o kobietach wiem jestem jedną z nich Byłabym i listonoszem, co im listy nosi miłosne, gdy nie kocha ich już nikt, i wielbicielem cichym tak, że kwiaty zostawił raz starym pannom przy drzwiach Nie jestem pewna, czy dokładnie zacytowałam ten fragment o zostawianiu kwiatów. Jeśli tak, to chyba nie jest on zbyt zręczny – nagle, ni stąd, ni zowąd czas przeszły... Ale spuśćmy na to zasłonę milczenia. Tekst nie traci przez ten drobny mankament ani na urodzie, ani na sensie. Gdyby Kayah była mężczyzną, zaintere-sowałaby się samotnymi kobietami, dałaby im poczucie, że ktoś jednak je zauważył – chociaż tyle. Może też kiedyś była samotna i marzyła, żeby przynajmniej ktoś obejrzał się za nią na ulicy? Stara panna – to dość pejoratywne okreś-lenie. Gdyby utwór powstał dzisiaj, a nie ok. 10 lat temu, Kayah wyraziłaby raczej życzenie podrzucenia kwiatów singielkom. Chociaż, czy na pewno? Singiel to osoba wolna i zadowolona. Nie trzeba jej pocieszać. Jednak wciąż po świecie chodzi dużo samotnych kobiet, które po prostu nie mogą znaleźć drugiej połówki. Może przydałoby się zaangażować w akcję jakąś kwiaciarnię? Byłabym każdej spełnieniem marzeń Bogusiem Li. i polskim Ice’m T i smutnym kobietom zaśpiewam przez telefon jak jak Stevie Wonder sprzed lat Boguś Li to rzecz jasna ten, który zapytał kiedyś: „Co ty wiesz o zabijaniu?” i jeszcze kilka innych ciekawych rzeczy powiedział. Pewnie i dziś niejedna kobieta o nim marzy, a co dopiero dziesięć lat temu... Skrót od nazwiska dość nietypowy – myślę, że po prostu pasował do melodii i do rymu. Mam też teorię, że Boguś Li pierwotnie miał być Bruce’em Lee, ale ten ostatni nie zgodził się wystąpić w teledysku (co nie dziwi, zważywszy, że w 1973 opuścił świat). Ice T w teledysku wystąpił, nawet przeprowadza wywiad z Kayah. Poza tym niewiele o nim wiem, zaryzykowałabym więc stwierdzenie, że właśnie owym udziałem w wideoklipie zasłużył sobie na linijkę w piosence. Ale mogę się mylić. Nigdy nie wiedziałam, czy pierwsze było jajko, czy też kura. Stevie Wonder przed laty śpiewał „I just call to say I love you”. To tak gwoli ścisłości, choć przypuszczam, iż wszyscy znają ten przebój. Pomysł na wykorzystanie nazwisk idoli jest moim zdaniem bardzo trafiony. Niejedna kobieta marzy przecież, żeby pewnego pięknego dnia podszedł do niej ten książę z bajki, którego widziała wczoraj w kinie lub w telewizji... Gdyby piosenka powstała dzisiaj, Kayah zapewne wyraziłaby chęć transformacji w Brada Pi i Macieja Zi, a przez telefon śpiewałaby jak James Blunt: „You’re beautiful”... Gdybym mogła być mężczyzną jeden dzień pewnie byłabym supermenem, tyle o kobietach wiem jestem jedną z nich... Gdybym mogła być mężczyzną jeden dzień chociaż jeden dzień... Uff, dobrnęłam do końca. W tym momencie Ice T pyta Kayah, jak się jej walczyło z King Kongiem (odsyłam do teledysku). Kayah odpowiada: To była ciężka walka, ale przeżyłam. Chyba mogę się pod tym zdaniem podpisać. Wypisywanie pochwał pod adresem tekstu piosenki i nie zamienienie przy tym artykułu w szkolną laurkę naprawdę nie było łatwe. Ale dałam radę. Zaś wszystkich zaniepokojonych moją nagłą zmianą stylu zachęcam do przeczytania Analizy i interpretacji w następnym numerze „Ibinacji”. Znów będę wredna i złośliwa. Zajmiemy się jednak poezją śpiewaną, ale taką niższych lotów. W popowofalsecikowym wydaniu... Martyna Pawłowska Zapraszamy na stronę internetową Koła Naukowego, gdzie znajdują się wszystkie dotychczas wydane numery „Ibinacji” http://www.inib.uj.edu.pl/kolo_naukowe/ibinacja/ibinacja.htm 14 NR 5, Listopad 2006 Ibinacja ROZRYWKA W tabeli zostały ukryte wyrazy związane z bibliotekoznawstwem, które ułoŜone są albo w pionie, albo w poziomie. Po ich wykreśleniu pozostałe litery utworzą hasło krzyŜówki. POWODZENIA!!! PS Autorka krzyŜówek, pragnąca zachować anonimowość, chciałaby dowiedzieć się, która z dotychczasowych form krzyŜówek najbardziej przypadła Wam do gustu. Jeśli chcecie odpowiedzieć na nurtujące ową studentkę pytanie, piszcie na adres redakcji. B I B L I O G R A F I A I C I E S G N Ą ś K U C R Z A ś Ł E Z N S T R D E P O Z Y T Y C Ó A P B A T Ę A T E K Z A R E Ę N S Z Z A O G W Y O Z L W U N M R I Ó N N R E P N I S S N I Ź R Ó D Ł A I Z R S I Y N Z Ł U E Ę R I A U K E Y I O C M I B U L U J Ę R O W I K A T A L O G E Ś A K R L ś P Y M E R A T A Ó I W A S A T E T Y S M R C I Ę C R O Z S C O W A Z Ć S D Y R O Z W Y I Ł Ą G W N I C T W O W N Y K S R E Z W Y A M I B H L A N S T I B N Ę N D I Z U A K R O I M K I R N Ę D C C I A F A A W A E T O M Y M H E R O W ś E N A R A Z P O L E E M HASŁO: 15 Ibinacja NR 5, Listopad 2006 PRACOWNIA KSEROGRAFICZNA F.H.U. KSEROKOM A&A OFERUJE: - KSERO CZ/B i KOLOROWE - WYDRUKI CYFROWE - OPRAWY PRAC DO 300-tu kartek (magisterska, licencjacka, dyplomowa, doktorska, inŜynierska, bez napisu) - BINDOWANIE - SKANOWANIE - LAMINOWANIE do formatu A3 - BIGOWANIE - ART. PAPIERNICZE Nasza pracownia znajduje się na terenie Kampusu Uniwersytetu Jagiellońskiego w budynku Zespołu Dydaktyczno-bibliotecznego przy ul. Gronostajowej 7. Wejście od ul. Gen. Grota Roweckiego naprzeciwko przystanku Wydz. Biologii UJ. www.kserokom.com.pl e-mail: [email protected] tel. kom. 0-606-459-993 CZYNNE: PON-PT OD 08:05 DO 20:00 SOB-NIEDZ OD 10:00 DO 14:00 Z A P R A S Z A M Y ! ! ! Instytut Informacji Naukowej i Bibliotekoznawstwa Wydział Zarządzania i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Jagiellońskiego 30-387 Kraków, ul. Gronostajowa 7, tel. +048 +012 664-67-56 Fax: +048+012 664-69-08; Adres elektroniczny: http://www.inib.uj.edu.pl Adres e-mail sekretariatu: [email protected] 16