Grudzień 2005
Transkrypt
Grudzień 2005
Czasopismo Szczepu Szaniec dla harcerek i harcerzy. Edycja 2005/2006 SH Grudzień 2005 Nr 1 W , Szancu Czytelniku! Oto pierwszy numer kolejnej edycji „W Szańcu”. Rada szczepu postanowiła, że lepiej jeśli gazetka będzie niż gdyby miało jej nie być, w związku z czym niniejszym się ukazuje! Tym niemniej, w tym roku będzie ona wydawana raczej nieregularnie – cały czas poszukujemy redaktora naczelnego, który mógłby poświęcić się tworzeniu gazetki! Z konieczności funkcję naczelnego w dalszym ciągu pełnić będzie niżej podpisany komendant, lecz na pewno byłoby lepiej gdyby ktoś inny tej zaszczytnej roli dostąpił! Po takim gorącym apelu rozpoczynającym niniejszą edycję, zapraszam do wnętrza pierwszego numeru . Rzec by można w dwóch słowach, iż jest to numer podsumowującoświąteczny. Podsumowujący – gdyż od ukazania się poprzedniej gazetki minęło sporo czasu i wiele się zdarzyło. Poza kilkoma relacjami z tegorocznych działań, dużą część numeru stanowi również podsumowanie kominka z Prostyni, podczas którego przypomnieliśmy sobie najważniejsze wydarzenia zastępów, drużyn i szczepu od biwaku w Urlach (czyli całe 2 lata naszej działalności!). Świąteczny – gdyż święta się właśnie zbliżają, a najprzyjemniej się je spędza mogąc zapomnieć o troskach dnia codziennego, zatapiając się w fotelu z numerem „W Szańcu” w ręku! Komendant Spis treści: 10. IX. 2005 – podziękowania Od Urli do Prostyni Harce nadbużańskie – biwak szczepu w Prostyni Dolina w Kazimierzu Dolnym „Babia Góra 2005” – VI rajd szczepu Kucios Konkurs litewsko-muzyczno-świąteczny Zakątek muzyczny str. 2 str. 3 str. 9 str.11 str.12 str.14 str.15 str.16 W Szańcu Grudzień 2005 Wszystkim, którzy 10 września 2005 cieszyli się wraz z nami, lub przybyć nie mogąc o nas myśleli - gorąco i serdecznie dziękujemy! Asia i Piotr Strona 2 Nr 1 W Szańcu Grudzień 2005 Nr 1 OD URLI DO PROSTYNI W dniach 10-13 listopada odbył się biwak szczepu w Prostyni. Nie był to pierwszy jesienny biwak całego szczepu – poprzedni miał miejsce dwa lata temu i odbył się w Urlach. Przez ten czas dużo razem przeżyliśmy i dużo się zmieniło – w szczepie, w drużynach i gromadach, w zastępach. Wspólny kominek szczepowy w Prostyni poświęciliśmy zatem na przypomnienie sobie najważniejszych wydarzeń z tych ostatnich dwóch lat. Najważniejsze swoje wspomnienia i wydarzenia przypomniały wszystkim zastępy oraz drużyny, i nanosiły je na „drzewo genealogiczne” na którym punktami orientacyjnymi były wydarzenia z historii szczepu. Te najważniejsze wydarzenia szczepowe z ostatnich dwu lat przedstawione są poniżej, a na następnych stronach – opisane najważniejsze chwile z życia drużyn, które zostały na kominku zaprezentowane. 10-13. XI. 2005 VII. / VIII. 2005 Biwak w Prostyni „Harce nadbużańskie” Kolonia zuchowa w Lidzbarku Welskim Obóz nad jez. Sarnowskim 24-26. VI. 2005 VI rajd szczepowy „Babia Góra 2005” 16. IV. 2005 21. urodziny szczepu w Modlinie 11.II-21.II.2005 Zimowisko szczepu – Poronin i Stasikówka 22. I. 2005 Urodziny K.K. Baczyńskiego – spotkania z poetami 10-12. IX. 2004 V rajd szczepowy „Biebrza 2004” 29.VII.-3.VIII. 2004 Zloty z okazji 60. rocznicy Powstania Warszawskiego VII. 2004 Obóz nad jez. Czarnym, kolonia zuchowa w Ocyplu 29. III. 2004 20. urodziny szczepu, nadanie sztandaru II. 2004 Zimowiska w Murzasichlu i Małym Cichym 22. I. 2004 Urodziny K.K.Baczyńskiego – film 17-19. X. 2003 Biwak szczepu w Urlach 27. IX 2003 Początek Kampanii Sztandar Strona 3 W Szańcu Grudzień 2005 Nr 1 27 WGZ „Odkrywcy Tajemnic” 27 Warszawska Gromada Zuchowa „Odkrywcy Tajemnic” działa przy szczepie „Szaniec” od ponad 6 lat. Jej historia nie jest przepełniona epizodami mrożącymi krew w żyłach, ciągłość jej funkcjonowania nigdy nie została przerwana, w związku z czym nigdy ale to nigdy i oby niech się tak nie zdarzy (te słowa kieruję w szczególności do tych, którzy mają w swoich harcerskich planach złączyć się na dłużej lub krócej z tą gromadą) nie było konieczności jej reaktywowania. Możemy się pochwalić, iż spod naszych skrzydeł wyszła duża część jeszcze młodych harcerzy, którzy prężnie i z ochotą (mam nadzieję:]), wspierają obecnie szeregi 27 WDH-y „Baon” . Poniżej zamieściłam wydarzenia, które według Odkrywców Tajemnic na przestrzeni ostatnich 2 lat miały największy wpływ na funkcjonowanie gromady i panujący w niej obecnie klimat!! 30 lipica 2004: obietnica zuchowa Michała Wolfa Wolszczaka wrzesień 2004: zmiany w kadrze [ odchodzi Kasia Praszkier, drużynową Ja :) a przybocznym On (Pęczul)] lipiec/sierpień 2005: kolonia w Lidzbarku Welskim; jesteśmy jedyną samodzielną gromadą na kolonii; gwiazdki zdobywają Michał Wolf Wolszczak, Damian Dadżan Janowiecki; obietnicę zuchową składa Damian Ciacho Cieślikowski wrzesień 2005: 27 WGZ „OT” zyskuje nowe zuchy i nowego przybocznego Michała Dobrego Dobrzańskiego W świątecznej aurze i z zuchowym pozdrowieniem na ustach Czuj !!!!!! pion. Anna Zuzanna Łucja Sobańska Strona 4 W Szańcu Grudzień 2005 Nr 1 27 WDH-ek „Dolina” Na ostatnim biwaku wszyscy razem wspominaliśmy nasz ostatni szczepowy wyjazd do Urli w październiku 2003 oraz wydarzenia z życia drużyn i ich zastępów, które po nim nastąpiły. Wycieczka ta, wydaje się, była tak nie dawno, a tyle się zmieniło i tyle wydarzyło w naszej drużynie od tamtego czasu, że nie można o tym nie wspomnieć! „Dolina” istnieje już 11 lat! Ale nie oznacza to wcale, że wciąż jest taka sama! Przybywają do nas nowe harcerki, kolejne przygody, a w związku z tym multum wspomnień! Najważniejszym dla nas wydarzeniem po biwaku 2003 było 10-lecie naszej drużyny. Przygotowywałyśmy się do tego szczególnego święta długo i z zaangażowaniem, a kulminacją naszego wysiłku był majowy piknik na trawie w Parku Saskim. W naszej pamięci zachowamy także biwak „Doliny” w Kazimierzu Dolnym, który odbył się w czerwcu 2005. To, co zawsze jest istotne w życiu każdej drużyny i wzbudza niemałe emocje, są nowe zastępowe! Oto one: Iga Baran, Ania Bezpokojew Lena Gałązka oraz najmłodsza, która tę funkcję pełni od niedawna, Ola Żurawska. Były także inne zmiany... Niezwykle istotnym wydarzeniem, było odejście z drużyny dh. Joanny Tomczak, która była w tej drużynie od ho ho....! i zrobiła dla nie także ho ho...!!! Cieszyłyśmy się oczywiście wszystkie, gdyż Asia założyła własną drużynę, ale też smuciłyśmy...łączyło nas z nią bowiem wiele miłych wspomnień. Nie wybaczyłabym sobie, gdybym nie powiedziała o osobach, które również bardzo przyczyniły się do rozwoju „Doliny”, dlatego też teraz pełnią funkcję przybocznych, są to: Zuza Żurawska, Gosia Tomczak oraz Karolina Pasko. Kolejne wydarzenia, przygody i zmiany już przed nami!!! A więc do usłyszenia niedługo! pwd. Anna Bielecka Strona 5 W Szańcu Grudzień 2005 Nr 1 27 WDH-y „Baon” Podczas ostatniego biwaku szczepu, który odbył się w dniach 10 – 13 XI odbył się kominek szczepu, którego głównym celem było uaktualnienie tablicy chronologicznej „Szańca”. Każdy zastęp dostał 3 kartki, na których miał zapisać najważniejsze wydarzenia ze swojego życia od XX urodzin szczepu aż do zajęć. Ponadto każdy drużynowy miał przygotować kartki o całej drużynie. Gdy tylko padło hasło „Start!” Atmosfera zrobiła się gorąca, bo w myśl zasady „gdzie dwóch Polaków tam trzy zdania” każdy chciał, żeby to jego propozycja znalazła się na kartkach. Gdy wreszcie po długich sporach wszystko zostało ustalone zaczęła się prezentacja. Jak doszło co do czego, to i ja musiałem wystąpić i powiedzieć coś niecoś o Baonie. Największą i najważniejszą rzeczą jaką zrobiliśmy był oczywiście samodzielny wyjazd na AZ ’03. Pojechaliśmy do Murzasichla, gdzie na drugim końcu wsi zimowisko miał hufiec. Drużyna wyjazd wspomina bardzo dobrze, wszyscy byli z niego naprawdę zadowoleni. Drugą wypisaną przez nas rzeczą był kamień milowy na drodze rozwoju drużyny – wymiana kadry w XXI urodziny szczepu. Kuba zdał drużynę Tomkowi, a ja zostałem przybocznym. Ostatnią rzeczą było nasze przywitanie ostatniej wiosny. Stwierdziliśmy, że nasz Zastęp Zastępowych powinien otworzyć sezon rowerowy małą wycieczką pod stolicę. Jak pomyśleliśmy, tak zrobiliśmy, a los chciał, że w początkach marca leżał sobie śnieg. W mieście było go mało, ale w lesie! Było go po piasty! Nie spotkaliśmy żadnego innego rowerzysty, ale za to kilkanaście osób na biegówkach patrzących na nas dość dziwnie… Ale co tam! Było naprawdę świetnie. Jak wróciliśmy z Tomkiem na miejsca inni drużynowi zaczęli dokładać swoje cegiełki do opowieści o najnowszej historii szczepu. ćw. Adam Serafin Strona 6 W Szańcu Grudzień 2005 Nr 1 279 WDH-ek „Krąg” Jak wieść niesie, ostatnie dwa lata dla drużyny „Krąg” były szczególnie ważne. W roku poprzedzającym biwak w Urlach drużyna została reaktywowana przez dh. Malwinę, a w lecie tuż przed biwakiem w nowym składzie pojechała na swój pierwszy obóz (wraz z kilkoma harcerkami z 281). Już następny obóz w 2004 roku był zupełnie samodzielnym obozem „Kręgu”. Z kolei na wiosnę tego roku „Krąg” obchodził oficjalnie swoje 20-lecie! Obchody jubileuszu uświetniła obecność wielu gości, w tym dh. Ani Czekalskiej-Nikołajew, zasłużonej wieloletniej drużynowej „Kręgu”. Od momentu zawiązania nowego składu, w drużynie pojawiły się też przyboczne. Na zimowisku w Poroninie pojechała z „Kręgiem” dh. Kasia Dyjewska, i od tego momentu w drużynie została. Ostatnio przyboczną została mianowana także dh. Zuzia Pietruszyńska. P.S. Strona 7 W Szańcu Grudzień 2005 Nr 1 279 WDH-y „Brzask” Biwak w Urlach w 2002r był pierwszym biwakiem odrodzonego „Brzasku”. Od tamtego czasu wiele w naszej drużynie się wydarzyło i zmieniło. Na wstępie należy podkreślić, że udało nam się stworzyć mocny Zastęp Zastępowych, który nieustannie się rozrasta. W pierwszym roku działalności drużyna zdobyła proporzec i odbudowała obrzędowość z czasów świetności. W drużynie istniały 3 zastępy: Miotła, Parasol i Piorun. W kolejnym roku drużyna przeżywała drobny kryzys, ponieważ nie udało nam się stworzyć własnego podobozu. Na tym obozie (AL. 2004) bardzo duży nacisk położyliśmy na harce – zbudowaliśmy „kurnik”, na rajdzie przeszliśmy ponad 80 km, usmażyliśmy naleśniki na śniadanie dla całego obozu, dokonaliśmy desantu na wyspę i inwazji na wioskę. Po tym obozie Tomek Ogrodziński wyjechał do Kanady. W minionym roku drużyna rozrosła się – dołączyły do niej 2 zastępy z innych środowisk – 50 i 281, razem pojechaliśmy na obóz, na którym dużo się działo… We wrześniu ’05 obaj dotychczasowi przyboczni – Michał Bauer i Wojtek Kostański zaczęli zakładać zastępy w nowych środowiskach – Michał w 50, Wojtek w 264. Obecnie, w czwartym roku naszej działalności, w drużynie działa 6 zastępów – zastępowymi są: Jurek Tabor, Michał Dmoch, Patryk Skalski, Kuba Dobrzański, Łukasz Szelongiewicz i Igor Stańczyk. W prowadzeniu drużyny pomagają Lech Osiński i Konrad Jaklewicz. W okolicy obozu z „Brzasku” prawdopodobnie wyodrębni się drużyna 281. pwd. Konrad Wardziński Strona 8 W Szańcu Grudzień 2005 Nr 1 HARCE NADBUŻAŃSKIE PROSTYŃ 2005 Biwak szczepu zaczął się 10.XI.2005. Wzięły w nim udział cztery nasze drużyny harcerskie: 27 WDH Baon, 27 WDH-ek Dolina, 279 WDH Brzask i 279 WDH-ek Krąg, oraz nasze dzielne zuchy z 27 WGZ Odkrywcy Tajemnic, pod wodzą Ani Sobańskiej. Prologiem tamtych wydarzeń okazała się wielka wędrówka wszystkich czterech drużyn na miejsce zbiórki, czyli dworzec Wileński na Pradze. Co w tej wędrówce było ciekawego? Może to, w jakich warunkach musiała się dostać na Pragę 27.? Tekst piosenki, że „dla harcerza nic trudnego” znakomicie tłumaczy to, że pomimo wszelkich niedogodności o osiemnastej trzydzieści wsiedliśmy do pociągu podmiejskiego, wypchanego po brzegi. I znowu musieliśmy podróżować ściśnięci jak sardynki. Po dwóch godzinach kiśnięcia w dusznym, gorącym i cuchnącym wagonie, wyszliśmy na świeże, mroźne powietrze. Wtedy nie widzieliśmy większego powodu do radości, niż zimne, szczypiące w nos powietrze, na którym w ułamku sekundy oddech zamieniał się w wielki obłok pary. Około dwudziestej drugiej nasze umęczone harcerskie głowy zostały zagonione przez drużynowych do snu. Około dwudziestej trzeciej zapanował względny spokój, nie licząc dojeżdżającego Adama Serafina. Następny dzień przywitał nas mżaweczką, zimnym powietrzem, wilgocią – ogólnie mówiąc przypomnieliśmy sobie, że jest połowa listopada. Rano odbył się apel. Mikołaj Łuczniewski i Olek Kozieł tego dnia mieli powód do radości – odzyskali chusty, zabrane w czasie obozu. Potem szybko przebraliśmy się w bliżej nie określoną „odzież do lasu”. Podzielono wszystkich na patrole, które dostały mapy, z zaznaczonymi pięcioma punktami. Na kartkach, stanowiących arbitralną część mapy, napisano kilka punktów – miejsce objawienia św. Anny, kapliczka itp. Na każdym punkcie dowiadywaliśmy się czegoś nowego o „sercu Prostyni”. Po zwiedzeniu wszystkich pięciu punktów mieliśmy pójść na pole. Teraz, z perspektywy czasu, zadanie wydaje się dziecinnie łatwe, lecz wtedy odszyfrowanie hasła graniczyło z cudem. Na polu dostaliśmy masę solną – zróbcie owieczki. Po raz kolejny Szaniec pokazał, na co go stać – w ciągu kilku chwil zaczęły powstawać owieczki, a po uporaniu się z tym zadaniem wygrzewaliśmy się przy ognisku, zadowalając się pieczonym chlebem i jabłkami. Następnie wszyscy razem udaliśmy się do kościoła gdzie ksiądz proStrona 9 W Szańcu Grudzień 2005 Nr 1 boszcz, w zaciszu świątyni, opowiedział nam historię parafii i całej Prostyni. Wieczorem każda drużyna miała we własnym gronie kominek na temat święta niepodległości. Niestety mieliśmy również zatargi z przedstawicielami miejscowej inteligencji, ubranych w piękne seledynowe mundurki. Tego samego dnia dołączyły do nas zuchy. Drugiego dnia kadra musiała być nastawiona dosyć olimpijsko, gdyż zapowiedziano – olimpiadę. Czego to ludzie nie wymyślą! W teren ruszyli punktowi, u których można się było popisać chodziarstwem, skokami w dal, czy siłą w zapasach. Na koniec, odbył się mecz kadrowy w unihokeja na szkolnym boisku- było wiele emocji i tak samo dużo bramek! Wieczorem odbył się szczepowy kominek na którym przypominaliśmy sobie czas naszego działania od biwaku w Urlach w 2003 roku. To za długo, jak dla nowych harcerzy. Oczywiście nie zabrakło nam różnego rodzaju przerywników podczas referowania na łonie szczepu dwuletniej działalności drużyn. I w taki o to sposób minął nam ostatni pełny dzień biwaku. Była to już data naszego wyjazdu. Zdawaliśmy sobie sprawę, że ciężko jest wrócić do domu i następnego dnia zdążać do szkoły. Rano mieliśmy zajęcia w drużynach, po czym zjedliśmy ostatni posiłek i obładowani sprzętem powlekliśmy się całym szczepem na dworzec, gdzie wysiedliśmy kilka dni wcześniej. Wieczorem znaleźliśmy się w Warszawie. Tyle dobrego. Skończyliśmy kolejny biwak w naszym życiu. wyw. Mikołaj Łuczniewski Najdłuższy znany pląs… Strona 10 W Szańcu Grudzień 2005 Nr 1 Kilka słów o biwaku 27 WDH-ek „Dolina” w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą 17 – 19 czerwca 2005 Pierwszy raz od długiego czasu nasza drużyna pojechała na samodzielny biwak. Nigdy nie było okazji i czasu, ale w końcu się udało. Zdecydowałyśmy, że najlepszym czasem dla nas wszystkich będzie ostatni weekend w roku szkolnym. W piątek po południu spotkałyśmy się pod szkolą na Niecałej. Towarzyszył nam spory komitet pożegnalny. Do Kazimierza wyruszyłyśmy busem. Było nas dziewiętnaście razem z Asią Kozerą, która na biwaku pełniła rolę opiekuna. Po mile spędzonym czasie w autokarze dojechałyśmy na miejsce. Wszystkie byłyśmy zadowolone z miejsca naszego noclegu – schroniska młodzieżowego „Pod Wianuszkami”. W sobotę wybrałyśmy się na wycieczkę po Kazimierzu. Zwiedzałyśmy rynek, zamek i basztę; weszłyśmy na Górę Krzyżową i kupiłyśmy pamiątkowe koguty z ciasta. Mogłyśmy też posłuchać o naszej przyszłości od cyganek czyhających na wszystkich turystów na każdym kroku, ale nie wiem czy któraś z nas się skusiła. Po południu zastępy przedstawiały informacje o zabytkach, które zwiedziły rano w Kazimierzu. Na kolacji zawitał do nas gość – Rafał, student geologii, który następnego dnia miał być przewodnikiem po okolicznych kamieniołomach Tak więc w niedzielę wyruszyłyśmy z młotkami w dłoniach w stronę kamieniołomów, aby spróbować swoich sił w „wykopkach”. Po dotarciu na miejsce posłuchałyśmy wykładu pana Rafała, w którym roiło się od niezrozumiałych słów i rozpoczęłyśmy odłupywanie skał wapiennych w poszukiwaniu odcisków muszelek i innych okazów. Część z nas znalazła bardzo ciekawe rzeczy. Później wyruszyłyśmy za panem Rafałem do kolejnego kamieniołomu, ale niestety do niego nie dotarłyśmy – tereny nad Wisłą były częściowo pozalewane i nie było dobrej drogi. W efekcie wszystkie byłyśmy strasznie brudne. Brak przejścia zmusił nas do powrotu do schroniska. Tam zjadłyśmy obiad i przygotowałyśmy się do wyjazdu. Jeszcze tylko apel i wsiadłyśmy do busa. Droga powrotna była bardzo przyjemna, chyba każda harcerka to potwierdzi. Wieczorem rozstałyśmy się pod szkołą na Niecałej. Biwak dobiegł końca. trop. Karolina Pasko Strona 11 W Szańcu Grudzień 2005 Nr 1 - BABIA GÓRA 2005 VI rajd szczepu „Szaniec” 24 - 26 czerwca 2005 r. Tradycyjnie raz w roku odbywa się rajd szczepu, w którym bierze zwykle udział kadra szczepu i zaproszone specjalnie osoby. Ten ostatni był już szóstą taką wyprawą. Plany dotyczące miejsca, czasu i osób biorących w niej udział ulegały ciągłym zmianom. W końcu stanęło na tym, że pojedziemy w pierwszy weekend wakacji do Beskidu Żywieckiego zdobywać Babią Górę. Ostatecznie spotkaliśmy się w piątek wieczorem na Dworcu Wschodnim w „nieco” pomniejszonym składzie liczącym siedem osób – Zuza Żurawska, Małgosia Tomczak, Karolina Pasko, Tomek Wolszczak, Adam Serafin, Michał Bauer i oczywiście przewodnik naszej wyprawy, Sułek. Wszystkim spodobało się jednak takie towarzystwo i nasz komendant nie wydawał się zmartwiony otoczeniem „młodego Szańca”. Rajd szczepu się rozpoczął! Po niezwykle komfortowej podróży w przedziale II klasy wysiedliśmy wczesnym rankiem na stacji w Suchej Beskidzkiej. Półprzytomni (szczególnie Sułek) koczowaliśmy następnie przez ponad godzinę na przystanku, czekając na pekaes do Zawoi i posilając się ciasteczkami przywiezionymi przez druhów z Baonu. Po dotarciu do tej najdłuższej wsi w Polsce (14 km) rozpoczęliśmy zdobywanie Babiej Góry. Pogoda nam dopisywała, przeszkadzały tylko chmary much, gzów i innych owadów. Po jakiejś godzinie marszu zrobiliśmy przerwę i wyjęliśmy nasze warszawskie zapasy, aby zjeść śniadanko. Chwila odpoczynku i znowu wchodzenie pod górę. Po kilku godzinach i kilku postojach dotarliśmy w końcu na najwyższy szczyt o złowieszczej nazwie Diablak na wysokości 1724,6 metrów n.p.m. Wszyscy byliśmy z siebie bardzo dumni. Na szczycie urządziliśmy małe przyjęcie, nie po to bynajmniej by świętować jego zdobycie, ale by uczcić święto Zuzy. Otóż 25 czerwca obchodziła ona swoje szesnaste urodziny. Odbyła się więc mała imprezka, był nawet szampan Piccolo . W dobrych nastrojach rozpoczęliśmy dalszą wędrówkę, tym razem w dół. Zanim jednak zaczęliśmy schodzenie ze szczytu, długi czas zajęło nam wybranie szlaku. Mieliśmy do wyboru trasę żółtą i czerwoną (hmm, cóż za zbieg okoliczności!), jedna z nich była łatwiejsza. Kiedy w końcu Strona 12 W Szańcu Grudzień 2005 Nr 1 po burzliwych naradach podjęliśmy decyzję, ruszyliśmy w stronę schroniska na Markowych Szczawinach, gdzie mieliśmy przenocować. Po minionej nocy w pociągu wizja wyspania się w łóżkach i śpiworach uczyniła nas niezwykle szczęśliwymi. Następnego dnia zeszliśmy dalej w dół do Zawoji, skąd pojechaliśmy PKS-em do Krakowa. Tam spędziliśmy około dwóch godzin posilając się i zwiedzając to niezwykle urokliwe miasto, po którym zresztą oprowadzał nas rodowity Krakowiak Tomek Wolszczak. Po trzech godzinach spędzonych w pociągu byliśmy z powrotem w Warszawie. Trochę żałowaliśmy, że nasz rajd był tak krótki, ale udowodnił on, że nawet w ciągu roku szkolnego możemy pojechać w góry, wspiąć się na Babią Górę i wrócić, a wszystko to w przeciągu weekendu! trop. Małgosia Tomczak trop. Karolina Pasko P.S. Tradycyjny konkurs rajdowy – tym razem o Babiogórskim masywie był niezmiernie zacięty i po wyczerpaniu limitu pytań identyczną liczbę punktów mieli Dolina i Brzask, nieznacznie wyprzedzając Baon. Konieczna była dogrywka – nawet dwuczęściowa! – którą ostatecznie wygrał Brzask. Ale gorące gratulacje należą się wszystkim! P.S. Strona 13 W Szańcu Grudzień 2005 Nr 1 KUCIOS Chciałabym w telegraficznym skrócie przedstawić Wam jak wygląda wigilia u naszych wschodnich sąsiadów- Litwinów. Nie zaskoczę Was w tym miejscu zbytnio, ponieważ akurat Te święta w kulturze litewskiej nie różnią się od tych, które obchodzimy my z naszą rodziną. Kucios, czyli litewska nazwa Wigilii, prawdopodobnie pochodzi od słowa Kutia, czyli popularnego na wschodzie dania- kompozycji gotowanej pszenicy z makiem, miodem, orzechami, migdałami i rodzynkami. Ale to nie kutia jest obecnie najbardziej charakterystyczną potrawą wieczerzy wigilijnej, lecz śliżyki. Są to pieczone kulki ciasta drożdżowego z makiemsymbolem dobrobytu, które podaje się z mlekiem makowym, czyli utartym makiem zalanym wodą i miodem ( na Wileńszczyźnie nazywanym podsytą). Charakterystyczny dla litewskiej Wigilii jest też kisiel owsiany i z żurawin ( nazywane białym i czerwony), które są bardzo gęste... Podobnie jak w Polsce, rybą, która króluje na stole jest karp w różnych postaciach ( w galarecie, smażony, faszerowany), oraz śledzie. Liczba potraw powinna być parzysta i powinno być ich więcej niż 12. Stawia się je na białym obrusie, pod którym kładzie się sianko. Na stole oczywiście nie może zabraknąć opłatka, którym się bliscy przełamują składając sobie życzenia. Przy stole jedno miejsce pozostaje wolne dla podróżnego. Po kolacji nie sprząta się ze stołu, ponieważ w nocy do stołu „zasiadają” anioły i dusze zmarłych. Na Litwie popularne są również choinki, które są ubierane za dusze zmarłych przodków. Na Litwie podczas Wigilii wróży się. Wróżby są nieodłącznym elementem wieczoru. Najpopularniejszą jest wyciąganie źdźbeł siana. Parzysta liczba wyciągniętych oznacza szybki ożenek, z kolei długie i równe oznacza długie i dostatnie życie, a załamane- niestety nieszczęście. Na wsi w Wigilijny wieczór wszystkie panny nasłuchują szczekania psów. Strona, z której szczekają oznacza stronę, z której przyjdą swaty. Świąteczny wieczór w domach litewskich zazwyczaj kończy się wspólnym śpiewem kolęd i pójściem na pasterkę. wędr. Agnieszka Kędzierawska Strona 14 W Szańcu Grudzień 2005 Nr 1 Konkurs litewsko – muzyczno – świąteczny!!! Skoro już w temacie bożonarodzeniowych świąt na Litwie jesteśmy – oto konkurs! Poniżej znajdują się nuty i słowa pewnej litewskiej kolędy. Pytanie jest proste – jaki jest tytuł tej kolędy w wersji polskiej??? Odpowiedzi (czyli po prostu tytuł kolędy) należy wysłać na adres redakcji (patrz ostatnia strona) do końca roku 2005. Na zwycięzców czekają oczywiście nagrody!!! Strona 15 W Szańcu Grudzień 2005 Nr 1 Mimo nadchodzącej zimy i świąt, w dzisiejszym zakątku – wspomnienie lata… Piosenkę poniższą śpiewali nasi obozowi goście – skautki (i skaut!) z Francji, i także nas jej nauczyli. Jeśli ktoś ma problemy z wymową lub tłumaczeniem, to na pewno znajdzie w szczepie osoby, które w tej kwestii mogą służyć pomocą . A quoi bon les mots si l’on ne s’entend pas! A quoi bon les phrases si l’on ne s’écoute pas! A quoi bon la joie si l’on ne partage pas! A quoi bon la vie si l’on n’aime pas! e D e e D a G A e Ne rentrez pas chez vous comme avant, Ne vivez pas chez vous comme avant, Changez vos coeurs, cassez vos peurs! Vivez en hommes nouveaux! e D e e D a G a e Pourquoi une chanson si l’on ne chantez pas? Pourquoi l’espérance si l’on ne croit pas? Pourquoi l’amitié si l’on accueille pas? Pourquoi dire l’amour si l’on n’agit pas? Ne rentrez pas chez vous comme avant, Ne vivez pas chez vous comme avant, Changez vos coeurs, cassez vos peurs! Vivez en hommes nouveaux! „W Szańcu” – edycja 2005/2006 Nr 1, grudzień 2005 Redaktor naczelny: hm. Piotr Sułkowski Druk, kolportaż: wędr. Agnieszka Kędzierawska Adres redakcji: [email protected] Nakład: 120 egzemplarzy Strona 16