Indiana Jones od psów _Newsweek nr 29)08
Transkrypt
Indiana Jones od psów _Newsweek nr 29)08
2011-06-10 Newsweek.pl Indiana Jones od psów Potrafi rzucić wszy stko i tłuc się w środku nocy 500 kilom etrów na drugi koniec kraju. T y lko dlatego że dostała sy gnał o m ęczony m psie. Jej prowokacje przy pominają kadry z filmu szpiegowskiego. Każda jest skrupulatnie zaplanowana. Najpierw sprawdza teren. Potem podjeżdża stary m, zdezelowany m samochodem z lokalny mi tablicami rejestracy jny mi w upatrzone miejsce. W majowe przedpołudnie pojawiła się na ry nku jednej z nieduży ch miejscowości w województwie świętokrzy skim i zagadnęła miejscowy ch ze swojskim akcentem: "Siostra za mąż idzie, a w domu nas ośmioro. Taniego mięsa na wesele trzeba". Mężczy zna rozejrzał się ostrożnie , a potem odpowiedział ściszony m głosem: "Psina będzie najtańsza". Nie miał pojęcia, że by ł nagry wany ukry tą kamerą. Sprzedaż psiej kiełbasy to przestępstwo. I o ty m wszy scy dobrze wiedzą. Stąd ta ostrożność. Ale by ł maj, w okolicy zaczy nały się komunie. Świętokrzy skie to biedny region. Nie każdego stać na okazałe przy jęcie. Dlatego niektórzy próbują zaoszczędzić, kupując garmażerkę z psiny . Informację o psiej masarni Karina Schwerzler, bojowniczka o prawa zwierząt, dostała od anonimowego informatora. To ty lko jedna z dziesiątek spraw o łamanie praw zwierząt, który mi Karina się zajmuje. Na dowód pokazuje gruby zeszy t zapisany po brzegi. - Jedy nie w ty m miesiącu mam kilkadziesiąt zgłoszeń. W schronisku znikają psy , chore i padłe zwierzęta trafiają do rzeźni, sąsiad znęca się nad psem - wy licza. Każdą informację najpierw trzeba sprawdzić. Dopiero wtedy można przy gotować interwencję. Najbardziej spektakularną akcję Karina przeprowadziła w Białce koło Iłży w maju rok temu. W legalnie działający m gminny m schronisku przez ponad 1 0 lat z bezpańskich psów wy tapiano smalec. Najpierw je ogłuszano, a potem ży we obdzierano ze skóry . Wiedzieli wszy scy : mieszkańcy , policja i gmina. A le przez lata nikt nie reagował. Do wsi przy jeżdżali ludzie z całej Polski, żeby kupić słoiczek specy fiku o rzekomo leczniczy ch właściwościach. Karina w przebraniu ciężarnej kobiety weszła na teren schroniska. Mówiła, że potrzebuje smalcu dla chorego na płuca sy nka. Pod sukienką ukry ła kamerę. Pieniądze, który mi zapłaciła za smalec, by ły oznakowane. Potem z policją zabezpieczy ła kilkanaście słoików smalcu. - To, co tam zobaczy liśmy , przeszło moje wszelkie wy obrażenia - wspomina. - Zakrwawiony topór, pieniek do uboju i worki z kośćmi, który mi zimą palono w piecu. Historia skończy ła się w sądzie. Karina podczas procesu wy stępowała jako oskarży ciel posiłkowy . Właściciele schroniska dostali wy roki skazujące. Każde po półtora roku w zawieszeniu na trzy lata. Karina ma już na koncie kilkadziesiąt duży ch spraw zakończony ch sukcesem. Wiele z nich znalazło finał na sądowej wokandzie. Ty ch drobny ch, doty czący ch na przy kład porzucony ch psów, już nie liczy . Pojawia się wszędzie tam, gdzie o prawa zwierząt powinno dbać państwo, ale z różny ch powodów tego nie robi. W Polsce według pobieżny ch szacunków ży je osiem milionów psów. Za te wałęsające się bezpańsko odpowiadają gminy , mające obowiązek podpisać umowę na wy łapy wanie zwierząt. Hy cel za złapanego psa dostaje nawet 1 ,5 ty s. złoty ch. Każdego powinien odstawić do schroniska. A le z raportu "Hy cel 2005" wy nika, że 1 5 proc. wy łapany ch psów, za które gminy zapłaciły , nigdy nie trafiło do schronisk. - To, jak ludzie obchodzą się w Polsce ze zwierzętami, jest po prostu przerażające - denerwuje się Karina. Gdy opowiada o ty m, co ludzie wy prawiają ze zwierzętami, nie przebiera w słowach. Pochodzi z Końskich, małego miasteczka koło Kielc. Tam ludzie nie bawią się w uprzejmości. Na prowincji nadal pokutuje stereoty p: zwierzę to rzecz, która należy do właściciela. Dlatego jeszcze w szkole podstawowej postanowiła walczy ć o prawa zwierząt. Pierwszą udaną interwencję przeprowadziła z koleżanką, mając zaledwie 1 4 lat. Chodziło o uwolnienie głodzonego psa, którego właściciel przy palał papierosami. - By łam wy rośnięta jak na swój wiek i miałam sporo tupetu - wspomina Karina. - Podrobiłam legity mację szkolną tak, aby wy glądała jak policy jna i we dwie ruszy ły śmy do tego faceta - wspomina. Machnęła zdezorientowanemu mężczy źnie legity macją przed nosem, krzy cząc: "Policja, przejmujemy tego psa!". Udało się. Kilka lat później po podobnej akcji ktoś spalił jej samochód. Ale się nie przestraszy ła. Przeciwnie - zaczęła działać jeszcze bardziej zdecy dowanie. Nie przestraszy ła się nawet wtedy , gdy ty lko dzięki interwencji towarzy szącego jej policjanta uniknęła pewnej śmierci - podczas przejmowania katowany ch psów chory psy chicznie właściciel zamierzał się, aby ją dźgnąć nożem w plecy . Znajomi mówią o niej: "Karina to taki newsweek.pl/artykuly/…/print 1/2 2011-06-10 Newsweek.pl Indiana Jones, ty lko w spódnicy ". Ma 37 lat. Parę lat spędziła w Szwajcarii, pracując jako wolontariuszka w schronisku dla bezdomny ch psów. Nauczy ła się, jak skutecznie pomagać bezpańskim zwierzętom. Swoje doświadczenie chciała wy korzy stać w Polsce. Po powrocie została inspektorem Towarzy stwa Opieki nad Zwierzętami. A le praca w TOZ szy bką ją rozczarowała. W końcu zaczęła działać na własną rękę. Rok temu powołała do ży cia Biuro Lobbingu Prozwierzęcego. - Ona ma w sobie niesamowitą determinację. Potrafi wszy stko rzucić i jechać w środku nocy 500 kilometrów na drugi koniec kraju. Ty lko dlatego że dostała sy gnał o męczony m psie - opowiada Cezary Wy szy ński, prezes fundacji V iv a!, zajmującej się pomocą zwierzętom. Za działalność na rzecz ochrony praw zwierząt czy telnicy magazy nu "Mój Pies" uhonorowali ją nagrodą "Serce dla zwierząt". - Ty lko nieliczne osoby działają tak skutecznie jak ona - ocenia Wy szy ński. A le po głośnej akcji odbicia głodzony ch koni niedaleko Końskich Karina zrozumiała, że same interwencje to za mało. - Zaczęłam mieć wrażenie, że gaszę jeden pożar, a w to miejsce wy bucha kilka kolejny ch tłumaczy . Znajomy poseł poradził jej, żeby spróbowała sił w wy borach, bo ty lko tak może coś zmienić. W wy borach nie wy startowała, ale radę wzięła sobie do serca. Przy gotowała 1 9-punktowy program poprawy losu zwierząt w Polsce, postulujący m.in. powołanie rzecznika ds. zwierząt. Do marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego zwróciła się z propozy cją zorganizowania wy stawy pokazującej los zwierząt w Polsce. Marszałek już się oficjalnie zgodził. Mimo to prawa zwierząt nie stały się na Wiejskiej popularny m tematem. Problemem za to zainteresowała się Kancelaria Prezy denta. Jej urzędnicy rozważają możliwość powołania rzecznika praw zwierząt. - Pani Schwerzler należy się wielkie uznanie za jej działalność. Ty m większe, że działa społecznie - chwali Karinę poseł Konstanty Miodowicz z PO. Gdy by zwierzęta umiały mówić, też z pewnością powiedziały by o niej wiele dobrego. http://www.newsweek.pl/artykuly/indiana-jones-od-psow,34128,1/print © 2011 Newsweek Polska newsweek.pl/artykuly/…/print 2/2