Śmigłowce pokładowe, czyli klucz do sukcesu

Transkrypt

Śmigłowce pokładowe, czyli klucz do sukcesu
Śmigłowce pokładowe, czyli klucz do sukcesu
2013-08-25
Dokładnie dziesięć lat temu powstał pierwszy w historii Marynarki Wojennej klucz śmigłowców
pokładowych SH-2G. Do ich zadań należy wykrywanie, rozpoznawanie i identyfikacja statków, ale
także niszczenie okrętów podwodnych. Na co dzień współpracują z fregatami rakietowymi ORP
„Gen. K. Pułaski” oraz ORP „Gen. T. Kościuszko”.
– To najwspanialsza praca na świecie. Tyle że osoby, które ją wykonują, tak do końca normalne
nie są – żartuje kpt. mar. pil. Sebastian Bąbel, dowódca klucza śmigłowców SH-2G.
To było jakieś sześć, siedem lat temu. Noc, ciemno choć oko wykol, a do tego deszcz. Piloci
śmigłowców SH-2G szkolą się na pełnym morzu. Jedno z zadań: wylądować na fregacie i
wystartować z niej. – Już po wszystkim mój kolega kpt. Lipiński rzucił do mnie: „Wiesz co? My to
musimy być nieźle p…ni, że wybraliśmy sobie taki zawód”. I trudno się z nim nie zgodzić –
opowiada kpt. mar. pil. Sebastian Bąbel.
Sporym wyzwaniem jest już samo latanie nad morzem, gdzie przecież nie ma punktów
odniesienia. – Pilot lecący nad lądem widzi lasy, wzgórza, budynki. Jest w stanie określić, w jakiej
odległości od ziemi się znajduje. Tutaj – nic, a przynajmniej niewiele. Powierzchnia morza bardzo
często wręcz zlewa się z niebem, powstają optyczne złudzenia. Człowiek bardzo łatwo może
stracić orientację – tłumaczy kpt. mar. pil. Bąbel. Ale to nie wszystko. – Z takiej pustki nagle
wyłania się niewielki punkt, który z czasem rośnie. To fregata rakietowa. A na niej lądowisko o
wymiarach 11 na 15 metrów, czyli bardzo mało miejsca – opowiada kpt. mar. Bąbel. Dla
porównania: średnica wirnika nośnego w śmigłowcu wynosi przeszło 13 metrów.
Kpt. mar. pil. Sebastian Bąbel, dowódca klucza śmigłowców SH-2G.
Co więcej, okręt płynie, kołysze się na falach, do tego dochodzi wiatr. Lądowanie jest ekstremalnie
trudne. – To robota, która wymaga chirurgicznej precyzji – przyznaje kpt. mar. pil. Bąbel. –
Manewr należy rozpocząć dokładnie 40 stóp, czyli około 12 metrów, nad lądowiskiem, a
śmigłowiec posadzić nie wzdłuż osi okrętu, lecz 30 stopni w prawo lub lewo od jego dziobu.
Margines błędu jest równy długości trzech kroków dorosłego mężczyzny – podkreśla kpt. mar. pil.
Bąbel.
Lądowanie wymaga maksymalnego skupienia. Tymczasem podczas manewru kabina
Autor: Łukasz Zalesiński
Strona: 1
rozbrzmiewa jazgotem radiowej korespondencji. A to jeszcze i tak nic w porównaniu z lądowaniem
przy kiepskiej pogodzie, we mgle, podczas deszczu, albo w nocy, kiedy załoga śmigłowca może
liczyć jedynie na punktowe światło – mocne reflektory mogłyby utrudnić pracę marynarzom, którzy
naprowadzają maszynę.
Tymczasem tego typu manewry dla ośmiu polskich pilotów pokładowych to niemal chleb
powszedni. – Za sterami SH-2G spędzili oni łącznie niemal 3600 godzin, w tym czasie wykonali
przeszło 3700 startów i lądowań na pokładach okrętów – informuje kmdr ppor. Czesław Cichy,
rzecznik Brygady Lotnictwa Marynarki Wojennej. I robią to po mistrzowsku. Dowód? Pismo, jakie
w 2011 roku do byłego już dowódcy BLMW wysłał kmdr Patrick Kulakowski, dowódca
amerykańskiej fregaty USS „Carr”. Polscy piloci mieli okazję współpracować z nim podczas
ćwiczeń na Bałtyku. – Jestem pod wielkim wrażeniem ich profesjonalizmu i umiejętności. Operacje
ze śmigłowcami prowadziłem wielokrotnie, a wasi piloci zaliczają się do najlepszych, jakich
kiedykolwiek widziałem – podkreślał Kulakowski.
Marynarka Wojenna posiada cztery śmigłowce pokładowe SH-2G. Na co dzień współpracują one
z fregatami rakietowymi ORP „Gen. K. Pułaski” oraz ORP „Gen. T. Kościuszko”, które na
przełomie wieków Polska otrzymała od Stanów Zjednoczonych. I to właśnie na pokładzie
„Kościuszki” dotarły do Gdyni dwa pierwsze helikoptery. Kolejne dwa doleciały z bazy w
niemieckim Nordholz. 25 sierpnia 2003 roku został sformowany pierwszy w historii Marynarki
Wojennej klucz śmigłowców pokładowych.
SH-2G przeznaczone są do wykrywania, rozpoznawania i identyfikacji jednostek nawodnych, a
także niszczenia okrętów podwodnych. Do ich namierzania służą wrzucane do wody pławy
hydroakustyczne, a także detektor anomalii hydromagnetycznych. – Jeśli załoga śmigłowca natrafi
na okręt podwodny, może powiadomić o tym fregatę. Ale może też sama z nim walczyć. Trzy
nasze śmigłowce przystosowane zostały do przenoszenia torped MU-90 – wyjaśnia kmdr ppor.
Cichy.
Kmdr ppor. Paweł Werner, pełniący obowiązki dowódcy fregaty ORP „Gen. K. Pułaski”, przyznaje,
że z takim przeciwnikiem jak okręt podwodny warto walczyć na odległość. – Im wcześniej się o
nim dowiemy, tym lepiej – podkreśla. – Śmigłowiec pokładowy może nam bardzo ułatwić życie. To
takie przedłużenie naszych oczu i rąk. Wartość bojowa okrętu, który ma go do dyspozycji, wzrasta
znacząco – przekonuje.
Polskie śmigłowce pokładowe wykonywały zadania zarówno na Bałtyku, jak i Morzu Północnym,
Śródziemnym, Czarnym, Oceanie Atlantyckim. Wydzielony komponent lotniczy klucza dwukrotnie
wchodził w skład Stałego Zespołu Sił Odpowiedzi NATO i brał udział w operacji
Autor: Łukasz Zalesiński
Strona: 2
antyterrorystycznej „Active Endeavour”. Jak przyznaje kpt. mar. pil. Bąbel przez te dziesięć lat
nazbierało się mnóstwo wydarzeń i ciekawych historii. – Pamiętam, jak na Morzu Śródziemnym
uratowaliśmy życie grupie uchodźców, którzy usiłowali się przedostać z Algierii do Hiszpanii.
Płynęli jednosilnikową łodzią, a my trafiliśmy na nich sto mil od najbliższego lądu – wspomina kpt.
mar. pil. Bąbel. Opowiada też o wielorybach, które mógł oglądać z kabiny śmigłowca. – Takich
rzeczy człowiek nie zobaczy nawet na Discovery – uśmiecha się i dodaje: – W ciągu tych
dziesięciu lat udało nam się stworzyć od zera całkowicie nowy rodzaj lotnictwa. Kiedy patrzę na
efekty naszej pracy, czuję naprawdę ogromną satysfakcję.
Autor: Łukasz Zalesiński
Strona: 3