Przesłanie Raginisa to wierność słowu

Transkrypt

Przesłanie Raginisa to wierność słowu
www.radiomaryja.pl/artykuly.php?id=1139169
2011-09-24
Przesłanie Raginisa to wierność słowu
Z Jackiem Królikiewiczem-Raginisem, reżyserem, scenarzystą, którego babcia, Maria Morawska z domu
Raginis, była rodzoną siostrą kapitana Władysława Raginisa, rozmawia Jacek Dytkowski
Co w Pana rodzinnym domu mówiło się o losie kpt. Raginisa?
- Kapitan Raginis zmarł bezpotomnie w wieku 31 lat. Jego siostra - Maria Morawska, która jest moją babcią,
zmarła w czasie wojny. W związku z tym jedynym przekazicielem tej wiedzy był jej mąż, a mój dziadek
Stanisław Morawski, z którym jednak nie miałem bliskiego kontaktu. Nie mamy o kpt. Raginisie wiedzy
dotyczącej np. jakichś rodzinnych anegdot. Zawsze jego postać była dla mnie jakaś tajemnicza.
Wiedzieliśmy, co się wydarzyło w Wiźnie w 1939 r., ale nie znaliśmy np. jego kolegów ze szkół
wojskowych. Dla jasności powiem, że moje nazwisko brzmi Królikiewicz. Mniej więcej 15-10 lat temu
zacząłem używać pseudonimu dziennikarskiego Raginis . Obecnie jestem w trakcie zmiany danych
personalnych, które uzupełnią nazwisko rodowe o człon Raginis. W naszej rodzinie to nazwisko zaginęło.
Mój ojciec, Grzegorz Królikiewicz, zrealizował w 1969 r. film dokumentalny pt. Wierność o wuju swojej
żony, a mojej mamy - Krystyny Królikiewicz. Można powiedzieć, że to był dopiero podstawowy przekaz o
kpt. Raginisie.
Kiedy dowiedział się Pan o poszukiwaniach miejsca pochówku, które zakończyły się ekshumacją w 2011 r.?
- Na rok przed ekshumacją, ponieważ już w 2008 r. z panem Dariuszem Szymanowskim, prezesem
Stowarzyszenia Wizna 1939 , rozmawialiśmy o różnych działaniach, które mogą zostać podjęte. Odbywało
się to niezależnie od realizacji teledysku zespołu Sabathon, w co również byłem bezpośrednio
zaangażowany. Była wtedy mowa o sprowadzeniu tej grupy muzycznej do Wizny, co dokonało się w 2008
roku. Wszystkich naszych planów nie udało się jednak wykonać na 70. rocznicę bitwy w 2009 roku. Ale
prezes Szymanowski jest niezwykle konsekwentny i widzę, że krok po kroku te plany realizuje. Pomysł
ekshumacji był gruntownie konsultowany przede wszystkim z rodziną, a następnie z księdzem proboszczem
Kazimierzem Kłoskiem w Wiźnie. Pozostawała bowiem otwarta kwestia, które z miejsc pochówku byłoby
najgodniejsze. Brano pod uwagę m.in. cmentarz w Wiźnie. Chodziło o to, żeby wszystko odbyło się w sposób
godny. Z mojego punktu widzenia dobrze się to udało zrealizować.
www.radiomaryja.pl
Strona 1/3
W czasach szkolnych koledzy i nauczyciele wiedzieli o Pana pokrewieństwie z kpt. Raginisem?
- Nie. Kult kpt. Raginisa był absolutnie rodzinny. Zresztą kiedy byłem dzieckiem, w samej Wiźnie nic się
specjalnego nie działo, poza corocznym składaniem wieńców. Wydawało mi się to wtedy szalenie nudne i
ponure. Natomiast zawsze zdjęcie kpt. Raginisa wisiało w naszym domu. Wiedzę o nim staram się przekazać
moim dzieciom. Natomiast w latach 60. i 70. mój dziadek w ogóle nie mówił o tym, co robił w czasie wojny.
A podczas okupacji był przecież żołnierzem podziemia w Armii Krajowej. Moje dzieci mają obecnie
znacznie większą wiedzę o kpt. Raginisie niż ja w ich wieku.
Pana rodzina długo czekała na ten symboliczny pochówek...
- To przede wszystkim bardzo ważna uroczystość dla mojej rodziny. Wyraźnie odczułem, że nasze
wspomnienia i pamięć mają też wartość uniwersalną. Jak się okazuje, to, co się wydarzyło w Wiźnie, jest
ważne nie tylko dla nas, lecz także dla wielu środowisk. Mam marzenie, by pamięć o postaciach kpt.
Władysława Raginisa i por. Stanisława Brykalskiego stała się trwałym elementem tożsamości regionalnej.
Żeby rzeczywiście można było nie tylko tu przyjechać, złożyć kwiaty na grobie, wejść do makiety schronu i
zobaczyć to miejsce, ale też obcować z tym krajobrazem. W ten sposób ludzie mogą sobie uświadomić, że
Polska to fantastyczny kraj, w którym warto żyć i za który warto walczyć. Takich historii jak kpt. Raginisa
mamy wiele, ale często ich nie znamy.
Jak dramatyczne wzorce wojenne można przełożyć na życie współczesnej młodzieży i nas wszystkich?
- Kapitan Raginis jest pewnym ideałem. Myślę, że jego przesłanie na dziś to dotrzymywanie słowa. Sam
wiem, że niejednokrotnie kogoś zawiodłem i ten ideał jest dla mnie drogowskazem. Przyjechałem na
uroczystości pogrzebowe z synami, których mam pięciu. Trzech z nich jest harcerzami. Niedawno
dowiedzieliśmy się, że kpt. Raginis też był w młodości harcerzem, kiedy mieszkał w Dyneburgu i Wilnie.
Czyli jest to też pewna klamra obejmująca jego życie. Przyjechałem do Wizny także ze względu na moje
dzieci, żeby zobaczyły, iż w historii naszej rodziny wydarzyło się coś istotnego. My też stoimy przed jakimiś
istotnymi wyborami, chociaż miejmy nadzieję, że nie tak dramatycznymi. Każdego dnia taka chwila może
się pojawić i wtedy trzeba podjąć decyzję.
Postacie obrońców Wizny funkcjonują dziś w powszechnej świadomości Polaków.
- Ale przez wiele lat mieliśmy sytuację, kiedy ważne wydarzenia historyczne były poddawane obróbce
propagandowej przez władze PRL-owskie. Westerplatte było tego sztandarowym przykładem. Miejsc, gdzie
Polacy stawiali desperacki, długotrwały opór, było wiele. Wizna może nie do końca nadawała się wtedy jako
www.radiomaryja.pl
Strona 2/3
sztandarowy przykład, ponieważ Korus Ochrony Pogranicza, którego oficerem był kpt. Raginis, wyróżnił się
w czasie kampanii wrześniowej w walkach z Armią Czerwoną na Wschodzie. Kadra oficerska KOP
pochodziła zazwyczaj z rodzin ziemiańskich, a na pewno ze środowisk, które można nazwać zdeklarowanymi
antykomunistycznie. Wielu żołnierzy tej formacji zginęło w Katyniu, więc trudno było się z takim bohaterem
identyfikować władzom PRL-owskim.
Dzięki czemu pamięć o bitwie pod Wizną była kultywowana?
- Ten kult w wymiarze lokalnym funkcjonował od końca lat 60. Powstał m.in. pomnik w Wiźnie. Major
Zygmunt Kosztyła z Muzeum Wojska Polskiego w Białymstoku był jednym z takich strażników pamięci. Nie
był to przecież do końca temat tabu. Natomiast oczywiście nikt specjalnie nie był zainteresowany
rozpowszechnianiem wiedzy o tym wydarzeniu. Warto przypomnieć casus polskiego poety z Ustki - Leszka
Bakuły, który napisał powieść Wizna . Było to na początku lat 70. Przez prawie 10 lat nie mógł jej wydać.
Udało się to dopiero w czasach Solidarności w 1981 roku - cenzura zdjęła rękę z tego tematu. Dziś żyjemy
już w kraju wolnym i nasuwa się pytanie, czy jesteśmy zainteresowani naszą przeszłością, czy raczej
traktujemy ją jak zmurszały album. Ja tak nie uważam, ale może dlatego, że jestem z wykształcenia
historykiem. To, co się wydarzyło, bardzo mocno określa naszą tożsamość. A tej nie poznamy, jeśli nie
znamy naszej przeszłości i przodków.
Dziękuję za rozmowę.
www.radiomaryja.pl
Strona 3/3