Pod kopułą - detektywi
Transkrypt
Pod kopułą - detektywi
Godło: Isa Riddle Pod kopułą Bytom, 22.06.2016r. 09:13 - To już drugie zaginięcie w ciągu tego tygodnia. Czy w naszym mieście jest niebezpiecznie? Trzy dni temu, wieczorem wyszedł z domu 32- letni mężczyzna i do tej pory nie wrócił. Poszukuje go bytomska policja. Krzysztof M. - bo tak nazywa się zaginiony- ma 185 cm wzrostu i czarne włosy. Tamtego wieczora miał na sobie granatowy garnitur i białą koszulę. Rodzina i przyjaciele proszą o pomoc w poszukiwaniach... Robert Wojciechowski wyłączył telewizor i chwycił grzankę w dłoń. W jego myślach znowu ukazała się mała wystraszona dziewczynka. Ostatnia sprawa odcisnęła na jego psychice wielkie piętno, ale on musi żyć dalej. Wszystko przecież dobrze się skończyło. Dziewczynka jest bezpieczna, jednak on dalej nie może spać po nocach. Urlop stanowczo mu nie pomaga. Skończył śniadanie i wyszedł z mieszkania. Kilkadziesiąt starych, poniemieckich domów na planie kwadratu tworzyło ponure osiedle górnicze, znajdujące się w dzielnicy zwanej Bobrkiem. Robertowi kojarzyło się z Oświęcimiem. Mieszkał tam jego dziadek, który zapisał mu swoją posiadłość w testamencie. Ponieważ nie chciał sprzedać tego, co należało do jego dziadka, musiał tam zamieszkać. Poza tym był młody, miał trzydzieści lat i dorywczą pracę w policji, więc nie było go stać na nic innego. W przyszłości chciał założyć własne biuro detektywistyczne, ale jak na razie tylko oszczędzał pieniądze na tę inwestycję. Podszedł do najbliższego kiosku, kupił gazetę i jak co dzień udał się na spacer. Pogoda mu sprzyjała, świeciło słońce i wiał lekki wiatr. Usiadł na ławce i przeglądał dzisiejszą prasę. Dokładniej przyjrzał się stronie poświęconej dwóm zaginionym. Obydwaj w podobnym wieku, z tego samego miasta, opuścili dom późnym wieczorem. O pierwszym było jeszcze wiadomo, że koło 18:30 spotkał go znajomy na Placu Sikorskiego, gdy siedział przy pomniku Fryderyka Chopina. Robert zwinął gazetę i udał się do domu. Bytom, 25.06.2016r. 08:06 - Panie Robercie...- przed jego drzwiami stała młoda, może 28 letnia kobieta, trochę wystraszona. Chociaż był środek lata, ona przyszła w długim czarnym płaszczu, cała dokładnie opatulona. - Dzień dobry, z kim... - Przepraszam, nie przedstawiłam się. Aleksandra Radecka, dostałam pański adres od znajomej. Jest ona teraz mamą zastępczą tej dziewczynki, którą pan odnalazł. Zaginął mój mąż, a policja nie chce przyjąć zgłoszenia, bo upłynęło za mało czasu. - Proszę wejść- przepuścił kobietę w drzwiach- herbaty? - Nie, dziękuję. Proszę mi pomóc- powiedziała błagalnym głosem. Posadził ją w fotelu, a sam usiadł na kanapie. Wyciągnął kartkę i zaczął pisać. - Kiedy go pani widziała ostatnio? - Wczoraj trochę się pokłóciliśmy, nawet bardzo. To było koło 18- tej, kiedy wyszedł i trzasnął drzwiami. - Proszę pani mamy 8 rano. Minęło 14 godzin. Może się upił i gdzieś zasnął, albo poszedł gdzieś do znajomych czy rodziny. - Wszystkich obdzwoniłam, nigdzie go nie ma. On taki nie jest- kobieta wyraźnie się obruszyła. - Jest pani młoda, niedługo jesteście małżeństwem. Skąd to pani może wiedzieć? - On jest porządnym człowiekiem. Dba o swój wizerunek. Musiało stać się coś złego, że nie wrócił. - Już dobrze. Ile ma lat? Jak wygląda? Jakieś inne dane? Jego numer telefonu? - Bartłomiej Radecki, 34 lata. Tu jest jego zdjęcie i wizytówka- kobieta podała mu teczkę. Robert dokładnie przyjrzał się zdjęciu. Kojarzył skądś tę twarz. Wizytówka potwierdziła jego przypuszczenia. To był mecenas. Już kiedyś widział tego człowieka na rozprawie w sądzie. Jego klient wtedy przegrał i trafił do więzienia na kilka lat. Może chciał się zemścić? - W co był ubrany, gdy wyszedł z domu? - Przyszedł z pracy i nawet się nie przebrał. To był garnitur, ale nie wiem jaki. - Miał jakieś ulubione miejsce albo... - Tak, uwielbia chodzić do opery. Mówi, że to go uspokaja, ale tam by chyba nie poszedł. - Nigdy nic nie wiadomo. Spróbuję się czegoś dowiedzieć, ale nic nie obiecuję- kobieta wyciągnęła kopertę w jego stronę- Nie trzeba- dodał. 13:28 Robert przekroczył próg Komendy Miejskiej Policji w Bytomiu. Bez zastanowienia podążył do gabinetu komendanta. Zapukał do drzwi i nie czekając na zaproszenie, wtargnął do środka. - Chcę przejąć sprawę tajemniczych zaginień…- zaczął, łapiąc oddech. - Robert – powiedział zdziwiony jego wizytą komendant- przecież jesteś na urlopie. Martwiliśmy się o twoje zdrowie. Nie możesz wziąć tej sprawy. - Myślę, że przez poprowadzenie nowej sprawy, łatwiej zapomnę o poprzedniej. Poza tym, nie widzisz, że sobie nie radzicie? Trzy osoby zaginęły w ciągu dwóch tygodni… - Dwie osoby…- poprawił go komendant - Trzy. Dziś rano przyszła do mnie żona Bartłomieja Radeckiego, tego adwokata z urzędu. Pomyśl sobie, że wczoraj wyszedł z domu około 18- tej i do teraz nie wrócił. Minęło jednak tylko 14 godzin, więc nie chcieliście przyjąć tego zgłoszenia. - To, że wszystkie osoby giną w podobnych okolicznościach nic nie znaczy. Może to tylko przypadek… - Zatem chcę przyjrzeć się bliżej tym przypadkom. Udostępnij mi kartoteki dwóch pozostałych zaginionych. - Robercie, tymi przypadkami, dla twojej wiadomości, zajmuje się kto inny. Gdy uznam za słuszne przydzielić ci jakąś sprawę, na pewno to zrobię. Jak na razie odmawiam- komendant starał się mówić to wszystko spokojnie. Zależało mu na współpracy tak zdolnego detektywa, lecz nie mógł pozwolić, by jego koledzy pracowali w stresie. Robert zrozumiał, że nic tu nie załatwi. Wyszedł z gabinetu z oschłym „Do widzenia” i spróbował działać inaczej. Jak gdyby nigdy nic, udał się do sekretariatu. Przy biurku siedziała miła i młoda policjantka. Ostatnio detektyw mało czasu spędzał na komisariacie, więc jej jeszcze nie widział. - Chciałbym otrzymać akta sprawy dwóch zaginionych- powiedział to z szarmanckim uśmiechem, próbując przekonać do siebie kobietę. - Niestety, nie mogę udzielić panu takich informacji- Robert podał jej swoją wizytówkę. - Jestem detektywem i bardzo ich potrzebuję. - A ma pan pozwolenie komendanta? Bez niego nie mogę panu nic wydać. - Ale droga pani, nikt się nie dowie… - Robert- usłyszał znajomy głos. Gdy się odwrócił, zobaczył swojego dobrego znajomego sierżanta Jerzego Kądzielę. To dzięki niemu Robert dostał pracę w komisariacie. Uścisnęli sobie dłonie. – Już po urlopie? - Niestety, nie. Bardzo chciałbym wrócić do pracy. Sprawa tych zaginięć… Chciałbym ją prowadzić, ale oficjalnie nie mogę, a ta miła pani nie chce mi pomóc. - Proszę mi udostępnić te akta Wiolu- Jerzy zwrócił się do policjantki. Ta wyszła na chwilę i wróciła z teczką. - To już kopia- powiedziała lekko niezadowolona. - Masz- podał teczkę Robertowi- to w prezencie. W zamian za to czekam na wszystkie nowinki związane z zaginięciem. - Dzięki, nie wiem jak ci się odwdzięczę… - Znajdź tych ludzi szybciej niż policja. Nowy detektyw, co dostał tę sprawę strasznie się rządzi, a to przecież twoje miejsce- klepnął go w plecy i poszedł. 15:05 Robert udał się na Plac Sikorskiego, bo tam po raz ostatni widziano jednego z zaginionych. Stary budynek szkoły muzycznej i liceum utrzymane w secesyjnym stylu, połączone z prawie nową, odbudowaną operą tworzą dziwną, ale wspaniałą całość. Do tego kwiaty na klombach, nadają temu miastu trochę lekkości i świeżości. To tutaj mogli wszyscy zniknąć, albo może zostać porwani. Tu mieli blisko, ale o 18- tej jest jeszcze jasno, to czemu nikt ich nie widział? Chwilę zamyślenia przerwał telefon. - Aleksandra Radecka z tej strony. Panie Robercie mój mąż wczoraj wieczorem koło 19 płacił kartą za bilet na przedstawienie w Operze Śląskiej. Czy ta wiadomość będzie przydatna? - Dziękuję za informację. Spróbuję się czegoś dowiedzieć. Zebrał wszystkie papiery i udał się do budynku opery. - Dzień dobry- powitała go starsza pani w kasie. - Dzień dobry- odpowiedział- Jakie przedstawienie grali państwo wczoraj wieczorem? - „Carmen” Georges'a Bizeta w wersji baletowej. - Kiedy jeszcze był grany ten spektakl i kiedy będzie grany? - Proszę- kobieta podała mu repertuar- tu znajdzie pan wszystkie przedstawienia, które miały i będą mieć miejsce- dodała zrzędliwie. - Dziękuję- Robert wyszedł z opery i wrócił do domu. 20:30 Znów zasiadł do wszystkich zebranych informacji. Pierwszy mężczyzna zaginął 17 czerwca, a ostatni raz widziano go w pobliżu opery. Był to piątek. W operze grali „Carmen”. Drugi zaginął 19 czerwca w niedzielę, ubrany był w garnitur. W operze grali „Carmen”. Trzeci- wielbiciel opery- kupił bilet prawdopodobnie na „Carmen”. Jednak czy to dobry tok rozumowania? Potrzebował większej ilości informacji, tylko skąd je znaleźć? Ludzie chodzący do opery i pracujący w niej, nie zgłaszali, że widzieli zaginionych. Może nie chcieli widzieć, a może wszyscy jesteśmy tak zainteresowani sobą, że nie zwracamy uwagi na innych? Oprócz „Carmen” w repertuarze opery nie było nic interesującego. Może to przypadek, że zaginęli akurat w ten dzień, a nawet jeśli byli na przedstawieniu, to równie dobrze mogli z niego wyjść i zniknąć później. Łatwiej byłoby, gdyby mógł teraz pracować. Zawsze jednak może wykorzystać swoją znajomość z Jerzym. Zadzwonił do niego i podzielił się swoimi przemyśleniami. - Nie, to raczej niemożliwe, żeby opera była w to wmieszana. - Nie zaszkodzi ich jednak sprawdzić, zapytać, czy ich nie widzieli. Nie mogę tego jednak zrobić sam, bo jeśli ktoś się dowie, to mogę na zawsze stracić pracę. - Dobra, kiedy to chcesz załatwić? - Jutro jest niedziela. Opera pracuje normalnie, bo wieczorem mają jakiś spektakl. Możemy pójść tam godzinę wcześniej i popytać. - Czyli o której? - 17:30, dzięki- od razu się rozłączył. Bytom, 26.06.2016r. 17:28 - Już jestem- Robert o mało nie dostał zawału serca, kiedy podszedł do niego Jerzy- zróbmy to szybko, bo nie chcę się spóźnić do pracy. Mam dziś nocny dyżur. Podeszli do kas. Był tam dość młody mężczyzna. Po obejrzeniu zdjęć powiedział, że nie widział tych osób. O to samo zapytana została starsza kobieta, z którą Robert rozmawiał wczoraj, ona też zaprzeczyła. Inni pracownicy tacy jak szatniarki, poszczególni artyści, czy już przychodzący widzowie, też nie poznawali poszukiwanych. Jedna bileterka poznała Bartłomieja Radeckiego. Mówiła, że często go tu widziała, jak nie samego to z jakąś kobietą, po opisie Robert poznał, że musiała to być jego małżonka. Wspomniała, że faktycznie widziała go w piątek, ale był jakby zamyślony, nieobecny. Pomylił rzędy i musiała mu wskazać jego miejsce. Zapytana, które to było miejsce, bez zastanowienia wskazała jedenaste miejsce w pierwszym rzędzie, na pierwszym balkonie. Dodała jeszcze, że to dobre miejsce do podziwiania przedstawień. Wszystko zajęło im około godziny. Po powrocie do domu, Robert zapisał sobie wszystkie informacje podane przez bileterkę. Bytom, 27.06.2016r. 01:46 - Myślę, że chciałbyś wiedzieć- ze słuchawki odzywał się głos Jerzegozgłoszono przed chwilą kolejne zaginięcie. Wczorajszego wieczoru zaginął mężczyzna lat 31. 186 cm wzrostu, piwne oczy, podobno muskularny, ubrany w czarny T-shirt, szarą bluzę z kapturem i czarne spodnie dresowe. - Czemu o tej godzinie informujesz mnie, o jakimś zaginionym nie związanym z moją sprawą. - Jak nie twoją? Jeśli mamy łączyć pozostałe trzy zaginięcia, to również musimy wziąć pod uwagę. Policja jeszcze się tym nie interesuje, bo minęło 6 godzin, masz więc przewagę. - Ale w dresie do opery? Daj spokój. - Wiek się zgadza, był na pewno w centrum, to do opery blisko. - Na pewno interesował się operą- wyśmiał go Robert- jeśli się znajdzie, daj znać, a jak na razie dopisuję go do swojej listy. Sam wybiorę się na „Carmen”… może we wtorek. Dobranoc- powiedział, ziewając. - Tylko się w dresie tam nie wybierz- Robert jednak tego już nie usłyszał. 03:00 Robert nie mógł już spać, więc postanowił przyjrzeć się bliżej samemu przedstawieniu. Wpisał w wyszukiwarkę „Opera Śląska”, tam na stronie startowej widniał duży plakat ”Carmen” przedstawiający tancerkę i tancerza. Ona skąpo ubrana w krótką czarną sukienkę z obcisłym gorsetem z czerwoną różą we włosach, on w czarnych obcisłych spodniach i białej koszuli z rozpiętymi guzikami. Tancerz ustawiony był przodem do tancerki z ręką wyciągniętą do niej, jakby o coś prosił. Ona z twarzą obojętną patrzy w stronę widowni. Kobieta z charakterem, tak opisałby tę tancerkę. Wszedł na stronę samego przedstawienia. Krótki opis, kilka zdjęć i obsada. Główną bohaterkę grała niejaka Isabella Francois. Kliknął na jej nazwisko i wyświetlił mu się życiorys. Skończyła Paryską Akademię Tańca i przeniosła się do Polski. Pracę w Operze Śląskiej zaczęła rok wcześniej. Robert zdziwił się, że taka piękna kobieta nie mogła znaleźć pracy w jakimś bardziej renomowanym teatrze. Może nie potrafiła tańczyć? Nigdy nie znał się na tym, ale postanowił, że pójdzie na spektakl i spróbuje kogoś podpytać o jej zdolności. Bytom, 28.06.1016r. 18:46 - Poproszę jeden bilet na dzisiejszą „Carmen”- Robert w nowym czarnym garniturze, który kupił dzień wcześniej, stał przy kasie w operze. - W którym rzędzie?- zapytała ta sama starsza kobieta, którą widział, gdy był tam pierwszy raz. - A który by pani poleciła?- zapytał z szarmanckim uśmiechem. - Może pierwszy balkon, w pierwszym rzędzie, mamy wolne 11 miejsce?uśmiechnęła się do niego zalotnie. - Dziwne…- powiedział bardziej do siebie- Niech będzie. Zapłacił za bilet i poszedł w stronę głównej części widowni. O 19.00 zaczęło się przedstawienie. Carmen była piękna i uwodzicielska. Niejeden mężczyzna chciałby mieć tak pewną siebie kobietę. Niedociągnięcia ze strony technicznej zespołu tuszowała właśnie ona. Po pierwszym akcie Robert wyszedł na foyer. Przepych, który panował w całej operze był oszałamiający. Marmury, złocenia, zwierciadła, czerwone dywany, wielki żyrandol, to wszystko powodowało, że człowiek czuł się jak w zupełnie innym świecie. Przenosił się w czasie do wieków, kiedy do opery jeździło się powozami, panie wkładały długie suknie, a panowie mogli być tylko we fraku, gdzie pokazanie się na spektaklach było czymś ważnym dla wyższych sfer. Robertowi udało się podsłuchać rozmowę starszego, już łysiejącego mężczyzny, z jakimś innym. - Tak, to wielka gwiazda, jak na możliwości tej opery. Większość teatrów by się o nią biło, a ona wybrała tę mało znaczącą w świecie scenę. - W takim razie to powinien być dla nas zaszczyt. - Niekoniecznie. Nie wiadomo za bardzo, co robiła w przeszłości. W zamian za to, że tu pracuje, nie można jej zadawać żadnych pytań, ale jak dla mnie ważne jest, jak tańczy. Nie znano jej przeszłości. Zaciekawiło to detektywa. Robert wrócił na swoje miejsce. Na czerwonym pluszu siedzenia spostrzegł białą kopertę. Wziął ją do ręki, widniało na niej jego imię i nazwisko. Rozejrzał się, by znaleźć kogoś, kto mógł mu ją podrzucić. Nikogo podejrzanego nie widział. Jak na detektywa przystało, wyjął chusteczkę i za jej pomocą wyciągnął kartkę z koperty. W środku widniał napis: „Po spektaklu przyjdź pod garderobę solistek.” Pod tym był jeszcze podpis „Twoja Carmen”. Bezpośrednie zaproszenie pasowało do „Carmen”, ale czy aż tak podobna do bohaterki była jej odtwórczyni? A co, jeśli to Carmen jest porywaczem? Skąd wiadomo, że Bartłomiej nie dostał takiego samego zaproszenia? Była tylko jedna możliwość, żeby to sprawdzić. Robert napisał sms do Jerzego, że gdyby nie zadzwonił za 3 godziny, jest gdzieś w operze, najprawdopodobniej porwany przez Carmen. Po zakończeniu spektaklu, podszedł do bileterki zapytać, gdzie znajdzie garderobę solistek. Ta pokazała mu drzwi na końcu korytarza i powiedziała, żeby za nimi skierował się na lewo. Robert zrobił jak mu poleciła i za chwilę pukał już do garderoby solistek. - Proszę – usłyszał prawie od razu. Otworzył drzwi i ujrzał Carmen, a właściwie Isabelle. Siedziała przed lustrem i poprawiała makijaż. Wokół niej unosił się dym z papierosów. Zdążyła się już przebrać i teraz siedziała w długiej białej sukni. Jej faliste, czarne włosy ładnie kontrastowały z bladą cerą. - Nie wstyd panu oskarżać mnie o porwania? – Robert zaniemówił. Nie zdziwiło go, że cudzoziemka mówi tak dobrze po polsku, ale to, że stoi jak wryty, bo nie potrafi się poruszyć, widząc tak piękną istotę. Wiedziała po co on tu jest, po co przyszedł na spektakl. Skąd? - Miałam już do czynienia z takimi jak pan. Myśli pan, że taka kobieta jak ja nie ma problemu ze znalezieniem miłości? Teraz jest pan zachwycony, później pan zdradzi i tak kilka razy, chyba że coś panu w tym przeszkodzi… Uderzenie w tył głowy i tępy ból to ostatnie co pamiętał, gdy przebudził się przywiązany do krzesła. Otworzył oczy i zobaczył wielką salę z półkolistą kopułą zamiast sufitu. Na dwóch ścianach znajdowały się lustra, podłoga była wyłożona szarą plastikową podłogą do tańca. Dookoła przymocowane były drążki. Do pomieszczenia weszła ona, w tej samej lśniącej sukni. Zapaliła światło i wtedy zobaczył, że nie jest sam. Obok niego siedziało jeszcze czterech mężczyzn. We wszystkich poznał zaginionych, ale o dziwo, wszyscy choć tak jak on przywiązani do krzeseł, byli wyraźnie zadowoleni ze swojego losu. W kącie sali stała blaszana szafa, a w niej odtwarzacz CD. Isabella wyciągnęła jakąś płytę, włączyła ją i zaczęła tańczyć. Wszyscy patrzyli na nią z podziwem. Robert mógł krzyczeć, bo nie był zakneblowany, ale po pierwsze to i tak by nic nie dało, a po drugie nie chciał. Gdy kobieta była na tyle blisko, żeby go usłyszeć zapytał: - Czemu to robisz? - To jest moja zemsta na was, mężczyznach. Taki jeden mnie kochał, przyjechałam tu za nim. Przychodził na każdy mój spektakl. Siedział tam, gdzie wy. Na pierwszym balkonie, w pierwszym rzędzie, na 11 miejscu. I uciekł z moją przyjaciółką, także pierwszą solistką. - A co da tobie trzymanie nas tu? - Jak byś nie zauważył, oni- tu wskazała na czterech pozostałych- są teraz we mnie wpatrzeni jak w lustro. Każdy z nich ma już rodzinę i w ten sposób niszczę ich szczęśliwe związki. Żaden nie zaprzeczył, ani nie przytaknął. Nie próbowali się oswobodzić. Może nie chcieli być znalezieni. Muzykę przerwały policyjne syreny. Robert wiedział, że Jerzemu udało się zebrać ludzi i przekonać komendanta do jego teorii. W oczach Isabelli nie widniał strach, w jej oczach była iskra zwycięstwa. Uśmiechnęła się, ściągnęła buty i wybiegła z sali. Po chwili w pomieszczeniu pojawili się policjanci z Jerzym na czele. - Carmen uciekła, trzeba ją znaleźć – krzyknął Robert, a Jerzy podbiegł, żeby go oswobodzić.- Im przyda się najpierw psycholog- wskazał głową na pozostałych więźniów. - Dobrze, że cię znaleźliśmy. Robert nie dziękując za uratowanie, pobiegł w stronę schodów. Nie wiedział za bardzo, gdzie się znajduje. To ewidentnie nie była stara część opery, a tym bardziej ta przeznaczona dla widzów. Zbiegł klatką schodową piętro niżej, ale ponieważ tam byli już policjanci, którzy mu powiedzieli, że tu nikogo nie ma, poszedł dalej. Nikogo nie było na pierwszym piętrze, więc tam zaczął swoje poszukiwania. Po wyjściu z klatki schodowej skierował się w lewą stronę. Przeszedł przez szklane drzwi i znalazł się znów w części przeznaczonej dla widzów. Na drzwiach było napisane „Sala Koncertowa im. Adama Didura”, wszedł do niej. Duże pomieszczenie z wielkimi oknami, małą sceną, wyglądało tak samo okazale, jak cała opera. Lśniące panele zaskrzypiały, gdy Robert biegł na drugi koniec sali. Wyszedł z pomieszczenia kiedy policjanci już zeszli na to piętro. Robert wskazał im miejsca, które mają przejrzeć, a sam udał się łącznikiem z nowej do starej części opery. Tu już był, poznał ten korytarz po pianinie stojącym przed garderobą solistek. Choć wiedział, że Isabella raczej nie będzie w tak oczywistym miejscu, zajrzał do środka. Wszystko pozostało tam w nienaruszonym stanie. Otworzył kolejne drzwi, metalowe, które tak jak myślał prowadziły na scenę. Scenografia z „Carmen” nadal się tam znajdowała. Z tej strony było widać całą widownię. Dokładnie przyglądał się wszystkiemu, ale kobiety tam nie było. Usłyszał jednak szelest dochodzący jakby spod jego nóg. Wrócił do korytarza i poszedł w drugą stronę. Znalazł się na wąskiej klatce schodowej. Przed nim znajdowała się kieszeń sceny. On zszedł schodami i znalazł się u wejścia do orkiestronu. Wiedział, że tutaj ją znajdzie. Otworzył drzwi. W środku panował mrok. Wyciągnął telefon, by oświetlić sobie pomieszczenie. Po bokach, znajdowały się sznury, a dookoła stały krzesła i pulpity na nuty. Wtedy ujrzał na drugim końcu pomieszczenia Isabelle. - Znalazłeś mnie- powiedziała z uśmiechem. - Nie musiałaś się chować i tak byśmy cię znaleźli. - Oddasz mnie tak bez sentymentu policji?- popatrzyła na sufit, bo już było słychać ludzi chodzących po scenie. Jako odpowiedź na jej pytanie, do środka wtargnęli inni policjanci. - Możecie ją aresztować- polecił im Robert. – Isabello Francois, jesteś zatrzymana pod zarzutem porwania i przetrzymywania w niewoli pięciu mężczyzn. Oczywiście masz prawo do adwokata. Masz prawo milczeć, bo wszystko co powiesz, może być użyte przeciwko tobie w sądzie. Robert wyszedł z pomieszczenia, nie oglądając się za siebie. Wrócił do foyer i wyszedł z opery. Przed budynkiem czekał już komendant, który przyglądał się wszystkim wychodzącym. Gdy zauważył Roberta, podszedł do niego. - Jestem niezadowolony z twojego nieposłuszeństwa- powiedział, mrużąc oczy.- Ale gdyby nie twoja pomoc, pewnie jeszcze byśmy ich szukaliuśmiechnął się. Robert niechętnie go.- Mam też nadzieję, że wrócisz do pracy może nie jutro, ale w czwartek albo w piątek. - Z przyjemnością. Kogo jeszcze zatrzymaliśmy? –zapytał, widząc starszą panią w kajdankach, wsiadającą do radiowozu. - Kasjerka i bileterka przyznały się do winy. Dziwne było, że o tej godzinie były jeszcze w pracy. Oprócz nich był jeszcze ochroniarz, on jednak raczej o niczym nie wiedział. Czekam jeszcze na dyrektora opery, by wezwał wszystkich pracowników na przesłuchanie. - Już wiem przynajmniej skąd Isabella znała moje nazwisko. Dałem tej bileterce moją wizytówkę. To ona musiała podrzucać te koperty. - Jakie koperty? – zapytał zdziwiony komendant. - Jutro przyjdę do pracy, pomogę wam w przesłuchiwaniach i opowiem, jak do tego doszedłem. Dziś pozwól mi już jechać do domu. Jestem wykończony. - Odpoczywaj zatem… Robert następnego dnia dostał awans. Porwani nie wnieśli skargi ku zdziwieniu swoich rodzin i prokuratury. Mówili, że ta sytuacja zmieniła pozytywnie ich życie, odciągnęła ich od codziennej rutyny. Isabella wraz z kasjerką i bileterką straciły pracę i zostały skazane na pół roku prac dla społeczności Miasta. Detektyw dowiedział się również, dlaczego jeden z porwanych był w dresie. W czasie przerwy okradł jednego z widzów, kiedy ten wyszedł z opery się przewietrzyć. Myślał, że w kopercie znajduje się coś innego. Gdy w środku zobaczył zaproszenie, po spektaklu poszedł do garderoby solistek. To znaczy, że biedak trafił tam zupełnie przez przypadek. Kilka miesięcy później Robert dowiedział się, że Isabella wróciła do Francji i tam znalazła pracę jako solistka w cenionym teatrze.