hazett ribune - Najczęściej zadawane pytania

Transkrypt

hazett ribune - Najczęściej zadawane pytania
GAZETA KOŁA NAUKOWEGO
19 marca 2007
2007, Nr 1/3
„HAZET”
HAZET TRIBUNE
HaZet News
Dnia 21 lutego br.
na naszym Wydziale,
K.N. „HaZet” dzięki pomocy swego Opiekuna, dr Moniki Grottel, zorganizowało
spotkanie z Panem Zbigniewem Pilachowskim, prezydentem przedsiębiorstwa
Marc Kolor. Osoba ta cieszy
się dużym uznaniem, gdyż
Marc Kolor zdobył tytuł
Pomorskiego Lidera Eksportu. Jest to przedsiębiorstwo działające na rynku
poligraficzno – reklamowym, które zajmuje się produkcją kart kolorów oraz
dodatkowych produktów
reklamowych dla firm produkujących farby do włosów.
Podczas spotkania
nasz Gość opowiedział nam
zarówno o niełatwych początkach swej działalności,
jak i o swojej obecnej pozycji na rynku polskim oraz
zagranicznym, której z pewnością by nie zdobył, gdyby
nie jego pomysł, spryt i determinacja w osiąganiu celów. Pan Pilachowski dostarczył nam również wielu
cennych i zarazem praktycznych wskazówek odnośnie
prowadzenia tego typu działalności oraz technik negocjacji handlowych. Szczególnie zaś podkreślił konieczność znajomości języków obcych, która jest jednym z podstawowych kluczy do sukcesu. Na koniec
spotkania nasz Gość zachęcił studentów, nie tylko ekonomii, do odbycia praktyki
w jego przedsiębiorstwie
(www.marckolor.com.pl).
Panu Pilachowskiemu serdecznie dziękujemy za przybycie do nas oraz za ciekawy wykład.
A.G.
Aktualności
Zapraszamy do lektury HaZet Tribune. W tym numerze znajdą Państwo wywiady z panem prof. Bohdanem Jelińskim oraz, w wersji angielskiej, z panem Colinem Hunt, przedsiębiorcą
brytyjskim, a także opinię studenta o specjalności Handel Zagraniczny, sprawozdanie ze stypendium w Niemczech oraz artykuły na temat Strategii Lizbońskiej, usług w Unii Europejskiej i Międzynarodowych Targów w Berlinie. Wydanie gazety zostało w całości przygotowane przez studentów z Koła Naukowego Handlu Zagranicznego.
Już teraz serdecznie zapraszamy na Dzień Handlu Zagranicznego, 16 maja 2007, po raz
drugi organizowany przez Koło HaZet.
Redakcja
Wykładowca też student
Wywiad z kierownikiem specjalności Handel Zagraniczny dr hab. Bohdanem
Jelińskim, prof. UG
Jak wspomina Pan lata spędzone na studiach?
Bardzo dobrze. To był bardzo sympatyczny okres czasu, jeden z najpiękniejszych w moim życiu. Na moim
roku było dużo ciekawych osób, które obecnie są znane w Polsce. Na przykład Krzysztof Szewczyk (disc
dżokej), którego tata był bardzo znaną osobistością w
Warszawie czy Wojtek Klim- ojciec mistrza świata w
pływaniu. I myśmy właśnie na Handlu Zagranicznym
(HZ) tworzyli taką „elitarną” grupę. Byliśmy pierwszym rocznikiem specjalności HZ. Nabór na tą specjalność był konkursowy i rozpoczął się nieco wcześniej. Ja zaczynałem na Wydziale Produkcji. Po pierwszym roku przyjmowano na tzw. grupy ekonometryczne i utworzono dwie takie grupy z obu Wydziałów.
Konkursowo wybrano tych najlepszych z nas, którzy
mieli umiejętności w zakresie matematyki i statystyki.
Po drugim roku, po raz pierwszy w historii Wyższej
Szkoły Ekonomicznej odbył się nabór na specjalność
HZ. Wobec tego znalazły się tam osoby wybrane spośród już uprzednio wybranych.
Tak więc czasy wspominam niezwykle sympatycznie.
Ciągle coś się działo. Studenci HZ z najlepszymi przeciętnymi mieli możliwość wyjazdu na praktyki zagraniczne. To było ogromne wyróżnienie. W czasie wakacji jeździliśmy na różne obozy naukowe do ośrodka
wypoczynkowego. Byliśmy dość rozgarnięci, ale również dość dobrze się uczyliśmy, więc koleżanki bardzo
nas lubiły. Prosiły o pomoc w nauce. I w ten sposób
trafiła mi się żona, która nie rozumiała księgowości. A
ponieważ ja byłem po Technikum Ekonomicznym,
więc rachunkowość miałem w małym palcu. Często
chodziliśmy na koleżeńskie kolacyjki i herbatki. Więc
wszystko co atrakcyjne było na HZ.
Jaki przedmiot/wykład zapamiętał Pan najbardziej?
Trudno odpowiedzieć. No może tą słynną rachunkowość, bo brylowałem absolutnie. Jak już wspomniałem byłem po Technikum Ekonomicznym, więc
wszystko co opowiadano było mi już znane. Można
powiedzieć, że byłem ekspertem od rachunkowości.
Na jaki temat pisał Pan pracę magisterską?
Już odpowiem… albo i nie odpowiem bezpośrednio…
☺ Mianowicie, obowiązkowym
elementem
studiów
była praktyka. Ja trafiłem do Centromoru
i
wylądowałem w dziale statków
ryba ckich.
Tu udostępniono
mi
m a t e r i a ł y,
więc pisałem o specjalizacji
polskiej produkcji statków rybackich.
Czy przydała się Panu wiedza zdobyta na studiach?
Tak… tak…autentycznie tak… Gdy poszedłem
do pracy do Centromoru w Polsce zaczęto realizować istotne reformy gospodarcze. W Warszawie uruchomiono Zespół Rządowy do opracowywania różnych koncepcji. Równocześnie byłem
asystentem na naszym Wydziale, więc zawsze
miałem dwa miejsca pracy. W Centromorze od
razu powiedziano: „Bohdan Ty masz takie naleciałości naukowe, to Ty do tego Zespołu do Warszawy”. Początkowo uważałem, że to takie nieciekawe, a to okazała się dla mnie fantastyczna
rzecz. Tam byli bardzo mądrzy ludzie m.in. prof.
Trzeciakowski i prof. Płowiec. Jako młody absolwent pomagałem im przy tzw. Eksperymencie
Stocznia. Czasy były głęboko komunistyczne,
gospodarka planowa, a myśmy myśleli o wielkiej
organizacji gospodarczej, czyli takim rynkowym
systemie funkcjonowania koncernu okrętowego.
Po czterech latach od ukończenia studiów miałem
już doktorat. Przylgnęło do mnie, że ja to taki
naukowiec, że mam wiedzę praktyczną i teoretyczną. Świetnie mi się, że tak powiem, pracowało.
c.d. na str.3.
HaZet Tribune
2007, Nr 1/3
Str. 2
Strategia Lizbońska
Strategia Lizbońska została przyjęta
na w marcu 2000 r. i jest obecnie
najważniejszym długofalowym programem
społeczno-gospodarczym Unii Europejskiej.
Jego celem jest „uczynienie z Unii do 2010 r.
najbardziej konkurencyjnej, dynamicznej,
opartej na wiedzy, zdolnej do trwałego rozwoju
z większą liczbą lepszych miejsc pracy
gospodarki świata”.
Przyjęcie Strategii Lizbońskiej na
szczycie przywódców Unii Europejskiej w
marcu 2000 r. było z jednej strony
uświadomieniem sobie przez Unię konieczności
zasadniczych zmian w systemie społecznogospodarczym Europy, a z drugiej dowodu
ambicji i wiary w przyjęty projekt.
Jednocześnie kładziono nacisk na rozwój
społeczny, edukację, przeciwstawianie się
bezrobociu, marginalizacji społecznej, jak
również podjęto problemy związane z ochroną
środowiska naturalnego. Patrząc dzisiaj na
realizację zamierzeń Strategii Lizbońskiej
wiadomo już, że nie wszystkie cele zostały
zrealizowane. Wiadomo także, że część z nich
nie zostanie osiągnięta nawet w 2010 r., który
stanowi zakończenie realizacji Strategii.
Zakres realizacji dotychczasowych
celów i działań daje podstawy do negatywnej
oceny zasadności i skuteczności Strategii.
Szczególnie dotyczy to działań w zakresie
podnoszenia innowacyjności, wzrostu
zatrudnienia, poprawy jakości miejsc pracy,
tempa liberalizacji oraz produktywności.
Jedyny obszar, którego realizacja spełnia
oczekiwania, dotyczy rozwoju społeczeństwa
informacyjnego. Dotychczasowe, nikłe postępy,
a niejednokrotnie ich brak (np. w zakresie
wzrostu produktywności) w realizacji działań i
celów Strategii już na obecnym etapie skłaniają
do postawienia tezy, iż główny cel strategiczny
UE, czyli zostanie najbardziej konkurencyjną
gospodarką świata w 2010 roku – jest poza
zasięgiem. Raport Koka, opublikowany na
początku listopada 2004 roku, identyfikuje
najważniejsze czynniki, które wpłynęły na
obecną sytuację. Zalicza do nich: gwałtowne,
światowe spowolnienie wzrostu gospodarczego
na przełomie wieków, gwałtowny spadek
indeksów giełdowych i „pęknięcie bańki
internetowej”,
osłabienie popytu
konsumpcyjnego na świecie po ataku
terrorystycznym z 11 września 2001 roku,
problemy z liberalizacją światowego handlu
(niepowodzenie rundy w Doha), wzrost cen
ropy (z poziomu 20 USD za baryłkę w
2000/2001 roku do nawet 60 USD za baryłkę
w 2005 roku), proces rozszerzenia UE.
Wydaje się jednak, że rzeczywistych przyczyn
braku realizacji Strategii należy szukać w
czynnikach wewn ętrzn ych, a d wa
najważniejsze to: brak zaangażowania w
realizację Strategii przez państwa
członkowskie oraz bardzo niekorzystna
sytuacja fiskalna krajów „starej 15”, które w
s yt u a c j i ś wi a t o we g o s p o wo l n i e n i a
gospodarczego nie były w stanie finansować
realizacji celów Strategii.
E.W.
Wywiad
The interview with Mr. Colin Hunt, the
Chairman of Seahunt (Poland) Ltd.
What is the business profile of your company?
My company, Seahunt (Poland) Limited, is a
fourth party logistics provider to the international
furniture supply chain. For a technical definition
of this role please refer to www.seahunt4pl.co.uk/
whatis4pl.html. For a more down-to-earth definition, my company coordinates the supply chains
of its customers. This is far removed from the
days of being a mere transporter of raw materials
and/or finished product. Some of the services
which are provided are listed on www.seahunt4pl.
co.uk/services.html . It has been estimated that
the total cost of the handling of the supply chain
of a product constitutes about 70% of its final
selling price!
How and when did you start your cooperation
with Polish companies? & Have you cooperated with other countries, apart from Poland?
I started my company in 1993, to take advantage
of the new situation in Russia & Eastern Europe,
as those areas changed from being command to
market-led economies. Incredible as it may seem
now, even after so few years, my company initially concentrated on the transportation of British
exports. Britain now has lost almost all of its
manufactured exports & so I had to diversify rapidly to handling imports & to offer total supply
chain solutions. Britain has also had to diversify
to become a service-led economy & has achieved
it successfully. This is an area that I want to revert
to later. I found that companies in Russia & some
other countries were not as receptive to the concept of the supply chain which led me to Poland. I
also happen to like Poland & its people which is a
major plus. Whilst our major areas of activity are
Poland & the UK, we are now expanding into
other Eastern & western European countries.
How the Polish managers differ from managers from other countries?
At an East European seminar that I attended in
1994, a senior Georgian manager (public sector
not private of course!) said to me that Eastern
Europe would never really succeed until a new
generation of managers replaced those that became powerful prior to 1990, & that the older
generation would not let go without a fight. Thus,
today in Poland, I think that you still have many
ineffective managers working for old-style companies & especially government dominated institutions & companies. On-the other hand, you
have many, many bright, intelligent & capable
young managers that are achieving great things
for their companies & Poland. Unfortunately, I
suspect that most of these are working for foreign-owned companies whose owners want them,
as opposed to Polish companies that are ingrained. This may well lead to many young Polish
people going abroad to succeed.
What is your opinion on Polish managers?
Would you improve anything? Are there any
positive signs?
Those young Polish managers that I see impress
me a great deal. Once they take up (or are allowed to take up) the reins Poland will benefit
enormously, but it will be too late for many oldtype companies & industries. However, I see
improvements & positive signs in another direction. Rather than waiting for what we call deadmen's' shoes many young, capable Poles are
going abroad, especially to Britain & USA. Britain alone has about 3/400,000 Poles working in
the UK, some are only there to earn more than at
home but they are also learning as they go
along. This influx is good news for both the
hosts & the guests. We should pity poor France
that refuses to accept foreign workers - it will be
the loser! No doubt many of Poles will stay in
their country of adoption, but I think most will
return to Poland, but not to return to manage the
moribund state-involved industries. Hopefully
they have learned how young people can start
their own companies & hopefully the state will
not get in their way. They will also have perfected Britain's major asset, the universal English language. University degrees are important,
but do they teach young people how to become
entrepreneurs? Another positive sign is that
many major world corporations want to set up in
Poland & they want good young Polish managers & they are getting them.
Do you think that the English-Polish cooperation will be developing?
From what I see, English-Polish cooperation is
going along just fine, & I foresee it getting better & better. Diplomatically we seem to see eyeto-eye & in terms of business & industry we are
happy with your products & you like our services.
Do you think that Poland has any product
that could become famous in Europe?
20 years ago, no one could have foreseen Ebay,
Google, Virgin, Vodaphone, Amazon & other
mega companies. Equally it is impossible to
foresee the success stores of tomorrow; the
world is changing too fast for that. What I can
be certain of, is that the success stories of tomorrow will not be the commodity industries
such as furniture, chemicals etc of today, their
production will gravitate to the cheapest producer. Whether Poland will have a world beater
I can't say, but I see no reason why not. Britain
has had to change the way it does business completely in the last 20 years, Poland will also
have to face change.
What do you think about Poland in general?
I have been to Poland 18 times which must say
something about my thoughts for the country!. It
has not always had the best of governments,
which may again only change as the generations
unwind. It may also be too dependent upon foreign companies & capital & be lacking in confidence. The future of Poland lies in the hands of
your generation, & they look like safe hands to
me.
M.J.
HaZet Tribune
2007, Nr 1/3
c.d. Wykładowca też student
W latach 1998- 2003 pełnił Pan funkcję kierownika Biura Radcy Handlowego przy ambasadzie RP w Norwegii?
Jak wspomina Pan ten okres?
Trzeba byłoby cofnąć się w czasie, bo nic z nikąd się nie
bierze. Awansowałem w Centromorze na Dyrektora Ekonomicznego tej Centrali Handlu Zagranicznego. Byłem najmłodszym Dyrektorem w historii tej Centrali. Myśmy mieli
w Norwegii placówki zagraniczne, czyli firmy agencyjne za
granicą z naszym udziałem większościowym. W gospodarce
planowej obowiązywały przepisy zgodnie z którymi dyrektor takiej firmy zagranicznej z udziałem kapitału polskiego
musiał spełniać następujące wymogi: znajomość języków,
odpowiednie wykształcenie oraz doświadczenie zawodowe.
Wobec tego wyjechałem w 1987 roku na placówkę do Norwegii jako dyrektor spółki polsko-norweskiej. Przemysł
okrętowy był wówczas ważnym elementem eksportu polskiego do Norwegii, dlatego będąc dyrektorem spółki prawa
norweskiego bardzo często bywałem w ambasadzie. Zawsze
coś ode mnie chcieli. Czułem się prawie jak dyplomata, a
nie byłem dyplomatą. Gdy zjeżdżałem w październiku 1994
roku, aby rozpocząć zajęcia na Wydziale, to Radcą Handlowym w Norwegii został Tadeusz Fiszbach. Jednak kariera na
placówce trwa 4 lata, więc w 1998 roku spytano mnie w
Ministerstwie, czy chcę jechać na Radcę Handlowego do
Oslo. Fiszbach zaraz mnie poparł, mówił: „doskonała kandydatura”. Więc jak padło nazwisko Jeliński, to nie było konkurentów. No to mówię sobie, że nie ma no co czekać i się
zgodziłem. Kazano mi szybko jechać, bez żony i syna, bo
tam zaczęły się jakieś tarcia. Przeszedłem wszystkie szkolenia i od 01.12.1998 r. objąłem stanowisko Radcy. Byłem
nim do października 2003 roku, czyli dłużej ponieważ miałem dobre relacje. Jednak trzeba patrzeć perspektywicznie.
Wobec tego, jak Pan prezydent Kwaśniewski składał we
wrześniu oficjalną wizytę, to pozostałem aby ją obsłużyć.
Potem się spakowałem i na 01.10.2003 r. wróciłem do kraju.
Czym się Pan tam konkretnie zajmował?
Wszystkim. Byłem nietypowym Radcą. Pracownicy mieli do
mnie pretensje, że garnę pracę do siebie. Na placówkach
można przeżyć wg metody warszawskiej, czyli robić jak
najmniej byle by się nie narazić. Bo jak się robi za dużo, to
się podejmuje ryzyko, że coś nie wyjdzie, a jak coś nie wyjdzie, to wtedy szukają winnego. Ja uważałem, że jest trochę
inaczej i wobec tego pracowałem. Poza tym po ukończeniu
dwóch lat studiów (na naszym Wydziale) przyjechał do
mnie syn, który znał perfekcyjnie norweski. Żona także nauczyła się norweskiego. Ja niestety znam ten język najgorzej
(śmiech). Udało mi się również zatrudnić żonę jako szefową Sekretariatu. Mieliśmy jeden wielki zespół. Dążyłem do tego, żeby pomagać przedsiębiorstwom, organizowałem udział w wystawach.
Czym chciałby się Pan zajmować, gdyby nie wykonywał Pan dzisiejszego zawodu?
Ten sam zawód.
Nie księgowym?
Nie. Chociaż księgowość zawsze bardzo lubiłem. Mam
nawet uprawnienia Członka Rad Nadzorczych spółek
Skarbu Państwa. Mam same użyteczne umiejętności,
więc co innego miałbym robić?
Co doradziłby Pan studentom, którzy marzą o osiągnięciu sukcesu zawodowego?
Hmm… to jest dobre pytanie. Mieć trochę szczęścia.
Oczywiście mieć też tą wiedzę fachową. Jak Pan prof.
Dmowski „wyrzucał” mnie na praktykę gospodarczą do
Centromoru, to myślałem, że jest to nieszczęście. Wtedy
byłem asystentem, a zobaczcie, jakie mnie szczęście spotkało. Czasami życie tworzy szanse.
Czy można to jakoś kształtować, czy jest jakaś recepta?
Mi się ten Centromor „nawinął”. Poszedłem na praktykę,
napisałem na ten temat pracę magisterską, a jak napisałem, to potem zostałem na praktyce gospodarczej w Centromorze. Tam potrzebowali kogoś do reform, więc Jeliński był już gotowy ☺ Potem pojechałem do Norwegii. I
tak to się wszystko kręci. Poza tym zawsze dążyłem do
czegoś nowego. Jeździłem na szkolenia do Nowego Yorku, Chile i Argentyny.
Trzeba lubić zawód, ruch, ludzi. Nie wolno być takim
sobkiem, trzeba być towarzyskim, miłym i zawsze
uśmiechniętym. Trzeba umieć zjednywać sobie ludzi,
nawet jak się nimi kieruje. Nie jest sztuką, że tak powiem, rządzić poprzez strach. Musi być taki łut szczęścia,
szanse trzeba chwycić w lot. Czasami się uda, czasami
nie. A paradoks życia polega na tym, że jak się uda
pierwsze, to i się drugie uda. Nie ma zasad, nie ma recepty.
Czym się Pan zajmuje w wolnym czasie?
Wolnego czasu za dużo nie mam. Ale lubię malarstwo i
muzykę. Tzn. nie zaśpiewam, ale jak tylko jestem za granicą lub w Polsce lubię chodzić na doskonałej klasy opery. Staram się jak najwięcej zobaczyć. Pieniądze to nie
wszystko, co człowiek zobaczy, to jego.
Dziękujemy!
M.W., I.W.
Usługi uwolnione
Unia Europejska dąży do tworzenia coraz ściślejszych związków między państwami i narodami Europy, a
także do zapewnienia zrównoważonego wzrostu gospodarczego oraz postępu społecznego. W związku z tym 12
grudnia w Sztrasburgu przewodniczący Parlamentu Europejskiego J. Borrell- Fontelles oraz przewodniczący Rady
M. Pekkarinen zatwierdzili ostateczny tekst dyrektywy w
sprawie usług na rynku wewnętrznym. Celem dyrektywy
jest zapewnienie swobodnego przepływu usług pomiędzy
krajami członkowskimi, a poprzez to zwiększenie konkurencyjności unijnej gospodarki.
Jak wiemy usługi są najważniejszym sektorem
gospodarek europejskich. Stanowią około 70% dochodu
wytwarzanego w UE oraz zatrudnienia na rynku pracy.
Jednak liczne przeszkody administracyjne oraz stosowanie
środków ochronnych uniemożliwiało swobodny przepływ
usług. Niezbędnym czynnikiem w celu wzmocnienia integracji europejskiej stało się zatem zniesienie barier w rozwoju działalności usługowej między państwami członkowskimi.
Decyzja gwarantująca swobodę przepływu usług
została wpisana już w Traktaty Rzymskie, które w 1957
roku powołały Europejską Wspólnotę Gospodarczą. Założono wówczas stworzenie wspólnego wolnego rynku,
który miał obejmować swobodny przepływ osób, towarów, kapitału i usług. W rzeczywistości niestety przez
następnych pięćdziesiąt lat swobodny przepływ usług nie
stał się faktem.
W związku z tym rozpoczęto prace nad dyrektywą w sprawie usług na rynku wewnętrznym, której
głównym celem miało być zniesienie przeszkód w swobodnym świadczeniu usług. Po raz pierwszy projekt Komisji Europejskiej trafił do Parlamentu w styczniu 2004
roku. Budził jednak wiele kontrowersji i wymagał poprawek. Prace zakończyły się dopiero w listopadzie 2006
roku, kiedy to Parlament Europejski ostatecznie przyjął
projekt dyrektywy. Następnie 27 grudnia 2006 roku została opublikowana w Dzienniku Urzędowym Unii Europejskiej i weszła w życie następnego dnia. Kraje członkowskie mają teraz trzy lata na wprowadzenie odpowiednich przepisów ustawowych, wykonawczych i administracyjnych niezbędnych do wykonania dyrektywy, czyli
do dnia 28 grudnia 2009 roku.
c.d. na str.4.
Str. 3
HaZetHaZet-owcy
za granicą
...czyli relacja na żywo
z Niemiec
Chyba każdy student Handlu
Zagranicznego wie jak ważne
jest doświadczenie zdobyte za
granicą. Umożliwia nam to
oczywiście program Sokrates.
Ja dla odmiany wybrałam
stypendium Rotary Club.
Łączy się ono jednak z
urlopem dziekańskim i
opuszczeniem naszego
pięknego
Wydziału
Ekonomicznego na bite 11
miesięcy. W tym czasie
naturalnie szlifuję mój
niemiecki na intensywnych
kursach, ale też poznaję ludzi
z całego świata. W mieście
wiecznego deszczu, czyli
Oldenburgu, przebywam od 6
miesięcy. W tym czasie
oprócz zaliczenia niemieckiej
sesji udało mi się nie tylko
nawiązać kontakt ze sporą
grupką Niemców, ale też
opanować sztukę jazdy na
rowerze w spódnicy i
szpilkach. Jednak ku mojemu
zaskoczeniu, w Niemczech
umiejętność ta nie jest niczym
nadzwyczajnym. Studenci z
zagranicy nie mają tu czasu
na nudę. Tutorzy, czyli nasi
opiekunowie, bardzo
intensywnie planują nam
czas. Dzięki nim, miałam
możliwość zasmakować w
kuchni tureckiej, chińskiej i
japońskiej, ale też zwiedzić
B e r l i n , H a mb u r g c z y
Amsterdam. Uniwersytet daje
studentom możliwość
zapisania się na przeróżne
sporty. No i jak tu nie
korzystać z darmowego kursu
salsa-areobik, pływania, czy
tańca brzucha.
Najbardziej jednak cieszy
mnie stołówka studencka,
dzięki której nie musiałam
jeszcze prezentować moich
zdolności kulinarnych w
kuchni akademickiej. Dużym
plusem są też jednoosobowe
pokoje w akademikach, jakże
rzadko spotykane w naszych
polskich warunkach.
Studia w Niemczech są dla
mnie wielką przygodą i
zupełnie
nowym
doświadczeniem, które będzie
wspomnieniem na całe życie.
K.F.
HaZet Tribune
Str. 4
Specjalność Handel Zagraniczny w oczach
studenta
c.d. Usługi
uwol
uwolnione
Zakresem zastosowania dyrektywy zostały objęte usługi świadczone w ramach
działalności gospodarczej takie, jak usługi dla biznesu i dla
konsumentów. Przyjęto zasadę
dostępu do usług według prawa obowiązującego w kraju
pochodzenia usługodawcy,
jednak z kilkoma wyjątkami
oraz większym nadzorem nad
prowadzoną działalnością
usługową przez kraj, w którym
świadczona jest usługa. Dla
przedsiębiorców korzystne
będą przepisy ułatwiające rozpoczęcie działalności w innym
kraju Unii Europejskiej- dyrektywa bowiem zakłada
uproszczenie procedur i ogranicza konieczność ubiegania
się przez usługodawców o zezwolenia. Rejestracja oraz prowadzenie działalności usługowej na obszarze innych krajów
członkowskich UE nie będzie
już stanowiło większych problemów. Łatwiej będzie również świadczyć usługi o charakterze tymczasowym, na
przykład w turystyce.
Współpraca administracyjna państw członkowskich oraz zlikwidowanie barier w swobodnym przepływie
usług są niezbędnymi czynnikami dla właściwego funkcjonowania rynku wewnętrznego.
Dlatego też wejście w życie
dyrektywy w sprawie usług ma
ogromne znaczenie nie tylko w
tworzeniu dynamicznej i konkurencyjnej gospodarki, ale co
najważniejsze wpłynie pozytywnie na proces integracji.
J.A.
GAZETA KOŁA
NAUKOWEGO „HAZET”
Redakcja wydania:
Magdalena Jażdżewska,
Joanna Arciszewska,
Aleksandra Grzemska,
Krzysztof Gutta,
Karolina Forma,
Paweł Roszkowski,
Emilia Walkowiak,
Marta Wojno,
Iwona Wysocka
E-mail: [email protected]
2007, Nr 1/3
Artykuł studenta III roku specjalności handel zagraniczny
Pod koniec drugiego roku studiów każdy
student stanął przed koniecznością wyboru specjalności. Podjęcie decyzji było niekiedy przyczyną niemałych dylematów. Jaką specjalność wybrać? Która jest
odzwierciedleniem moich zainteresowań? – to były
najczęściej zadawane pytania. Z pewną „pomocą”
przychodziła oczywiście średnia ocen, która stawała się
obiektywnym weryfikatorem i w naturalny sposób zawężała wybór.
O tym, że wybór specjalności to trudna decyzja przekonałem się osobiście. Nie mogę bowiem powiedzieć, że nie miałem problemu z dokonaniem wyboru. Wahałem się między trzema specjalnościami.
Ostatecznie postawiłem na handel zagraniczny. Bardzo
pomocna w wyborze okazała się analiza programów
zajęć poszczególnych specjalności oraz opinie zebrane
od starszych studentów.
Dziś, z perspektywy czasu, a właściwie jednego semestru, wiem, że podjąłem właściwą decyzję.
Dlaczego tak uważam? Po pierwsze interesuje mnie
tematyka prowadzonych zajęć. Poza tym są one prowadzone w sposób umożliwiający nie tylko poznanie podstaw teoretycznych, ale przede wszystkim wykorzystanie ich w praktyce. Sądzę, że dużym atutem specjalności jest to, że umożliwia zdobycie wiedzy z różnych
dziedzin, a nie tylko bezpośrednio związanych z handlem zagranicznym. Wymienić tu mogę m. in. negocjacje handlowe i techniki sprzedaży, bankowość, psychologię kierowania, zarządzanie finansami firmy. Taka
konstrukcja programu przedmiotów specjalizacyjnych
daje szeroką wiedzę, a co ważniejsze zwiększa
szanse absolwentów Handlu Zagranicznego na
odnalezienie się
w trudnych niekiedy warunkach
rze cz ywisto ś ci
gospodarczej.
Ponadto,
uważam, że podstawą
prestiżu specjalności jest jej kadra naukowa.
Czego
mi brakuje? Co bym zmienił? Moim zdaniem, korzystne dla studentów byłoby wprowadzenie obowiązkowych praktyk. Oprócz tego, uważam, że studenci handlu zagranicznego powinni mieć zapewnioną przez
Instytut HZ naukę trzech języków obcych. Radykalną
zmianą, którą bym przeprowadził byłoby ograniczenie
liczby studentów przyjmowanych na specjalność z 90
do 60 osób. W naturalny sposób podniosłoby to prestiż
handlu zagranicznego.
Reasumując, mogę powiedzieć, że na specjalności „HaZet” studiuje się mi, jak i innym studentom, których znam, bardzo dobrze. Aczkolwiek zawsze
można coś poprawić i zmienić na lepsze.
P.R.
Międzynarodowe Targi w Berlinie
Kompleks wystawienniczy „Messe Berlin”
jest jednym z największych centrów targowych na świecie. Co roku, na powierzchni wystawowej sięgającej
niemal 160.000 m² brutto odbywają się liczne imprezy,
wystawy i targi przyciągające rzesze wystawców i zwiedzających. Obiekty wystawowe położone są w zachodniej części Berlina. Obok nowoczesnych budynków o
różnorodnych kształtach i rozmiarach, berliński kompleks zawiera również starsze obiekty, przypominające
o swej historii i roli jaką odegrały, czyniąc Berlin jednym z najważniejszych centrów handlowych Europy.
Jednak największe wrażenie robią liczne korytarze i
hale wystawowe wypełnione stoiskami pełnymi towarów z różnych zakątków świata.
Kalendarz imprez jest tak bogaty, że niemal
każdy znajdzie targi, które go interesują. Od Międzynarodowych Targów Zdrowia, Targów OwocowoWarzywnych, Międzynarodowych Targów Roślin i
Zwierząt Domowych, Targów Jeździectwa i Hodowli
Koni po specjalistyczne Targi Elektrotechniki, Elektroniki i Światła, wszystko to znaleźć można na berlińskich
targach. Jednak każdego roku największą popularnością
cieszą się tak zwane „Grüne Woche” (Zielony Tydzień),
odbywające się na początku roku kalendarzowego. Jest
to największa w Europie impreza promująca regionalne
produkty kulinarne z całego świata. Targi te przyciągają
wielu zwiedzających, którzy mają okazję spróbowania
napojów i potraw ze wszystkich zakątków naszego globu. Pierwsze szacunki mówią, że w tym roku targi te
przyciągnęły około pół miliona zwiedzających, wśród
których było wielu zagranicznych turystów. Taka popu-
larność sprawia, że wielu wystawców chce pokazać
swoje produkty podczas „Zielonego Tygodnia”. Nie
jest to łatwe, gdyż w tym czasie cena powierzchni wystawowej sięga rekordowych stawek. W tym roku za
1m² wystawca musiał zapłacić co najmniej 133 euro!
To jednak nie zraziło ponad 1600 wystawców ze 155
krajów do zaprezentowania swojej oferty podczas berlińskich targów. W tym roku na targach „Grüne Woche” udział brało 46 polskich firm. Zaprezentowany
został szeroki asortyment produktów – od mięsnych,
poprzez przetwory owocowo-warzywne, ryby, artykuły
mleczarskie, pierogi, pieczywo, do słodyczy i wód mineralnych Jako ciekawostkę warto dodać, że wielu berlińczyków wybiera się na „Grüne Woche” w ostatni
dzień targów, gdyż pod koniec imprezy, jak przyjęło się
w zwyczaju, wystawcy rozdają to co zaprezentowali
podczas wystawy.
K.G.