Pobierz - Nasza Wiara
Transkrypt
Pobierz - Nasza Wiara
N R 1 (0 2) / 2 0 1 0 12 MARCA 2010 KWARTALNIK RODZIN RACIBORSKICH Marsz dla Życia i Rodziny w 5. rocznicę śmierci Jana Pawła II „Bronić życia i umacniać je, czcić je i kochać – oto zadanie, które Bóg powierza każdemu człowiekowi…” Wydarzenia związane z tygodniem modlitw o świętość Życia w parafii NSPJ w Raciborzu (Encyklika „Ewangelia Życia” JP II). Od napisania tych słów przez Jana Pawła II mija w tym roku 15 lat. Miało to miejsce w dniu 25 marca 1995 r., w dniu, w którym Kościół wspomina Zwiastowanie, a więc początek ziemskiego życia Jezusa. Coraz częściej ten dzień nazywamy dniem świętości życia. Tak się składa, że w tym roku dzień śmierci Sługi Bożego przypada w Wielki Piątek, w dzień śmierci Zbawiciela. Z tego powodu nie zgromadzimy się na Raciborskim Placu Długosza. Będziemy czuwać przy Bożym Grobie, przy miejscu, w którym tryumfuje Życie. Jako ludzie, którzy mają prawo nazywać się pokoleniem Jana Pawła II, nie chcemy zapominać ani o kolejnej rocznicy śmierci Sługi Bożego, ani o Jego przesłaniu. Jak On chcemy zamanifestować nasz szacunek do ludzkiego życia, naszą troskę o dzieci poczęte oraz o ludzi u schyłku życia. Chcemy ukazać i przypomnieć zdrową wizję małżeństwa i rodziny. Czyż nie jest to potrzebne także i dzisiaj? Jeśli te treści są Ci bliskie i czujesz, że powinieneś stanąć po stronie życia, to zapraszamy do udziału w Marszu dla Życia i Rodziny, który odbędzie się w sobotę, 27 marca. Rozpoczniemy w kościele Serca Pana Jezusa o 19:00; zakończymy wspólną modlitwą z Księdzem Biskupem Ordynariuszem, oraz koncertem zespołu „Przecinek” u stóp Matki Bożej Raciborskiej. Młodzież i Rodziny Raciborskich Parafii 18 marca – 18.30 – Nabożeństwo w intencji życia; 18 marca – 19.00 – Spotkanie z Marszałkiem Markiem Jurkiem (Dom Katechetyczny) 19 marca – 18.30 – Droga Krzyżowa w intencji nienarodzonych 22 marca – 18.30 – Film „To jest teraz mój dom” o rodzinach adopcyjnych 23 marca – 18.30 – Film „Przeżyła aborcję” – świadectwo 24 marca – 18.30 – Film „Basia” o matce, która zmarła przy porodzie dziecka 25 marca – 17.30 – Nieszpory Maryjne i złożenie deklaracji Duchowej Adopcji Dzieci Poczętych 27 marca – 19.00 Marsz dla życia i rodziny sprzed kościoła NSPJ w Raciborzu społu Koncert zeRZECINEK” „P 27 marca – Czuwanie dla młodzieży w klasztorze Annuntiata w przeddzień Światowego Dnia Młodzieży. Rozpoczęcie o godz. 19:00 Marszem dla Życia i Rodziny MARSZ dla ŻYCIA i RODZINY SRC – JP2 27 marca, godz.19:00 sprzed kościoła NSPJ w Raciborzu 1 ORATORIUM MESJASZ GEORG FRIEDRICH HÄNDEL WYKONAWCY: Iwona Socha – sopran Magdalena Spytek-Stankiewicz – mezzosopran Adam Sobierajski – tenor o. Tomasz Jarosz – bas CHÓR MIESZANY „REZONANS CON TUTTI” Dyr. Waldemar Gałązka RACIBORSKA ORKIESTRA KAMERALNA ANDRZEJ ROSÓŁ Dyrygent KOŚCIÓŁ FARNY p.w. WNMP w RACIBORZU 30 marca 2010 r. godz. 19:00 ODNOWIENIE MISJI ŚWIĘTYCH 21–28 marca. Parafia Wniebowzięcia NMP Misje poprowadzą ojcowie Paulini z Krakowa o. Ryszard i o. Krzysztof Dec SPOTKANIE RODZIN NAZARETAŃSKICH Ks. Stefan Czermiński niedziela 21 marca godz. 19:00 Dom Katechetyczna Parafia NSPJ REKOLEKCJE DLA MŁODZIEŻY 25–26 marca, kościół NSPJ godz. 11.00 KONCERT ZESPOŁU 2 Tm 2,3 KUŹNIA RACIBORSKA 26 marca, godz. 19:00 Ofiary na rozwój gazety i dzieła SRC JP 2: Bank Spółdzielczy w Raciborzu Nr konta: 83 8475 0006 2001 0000 0172 0001 (z dopiskiem „SRC”) SRC – Kwartalnik Stowarzyszenia Rodzin Katolickich Redaguje zespół: Małgorzata i Stanisław Adamowicz; Jan Cieślak; Małgorzata Draszczyk; Janina i Ryszard Frączek; Krzysztof Hrycko; Maria Jabłońska; ks. Wojciech Janus; Klaudia Krężel; Marian Majerczak, Jan Matyja; ks. Adam Rogalski; Michał Fita, Eugenia i Józef Woźniczkowie, Bożena Guział, Michał Sładek. Adres redakcji: Parafia NSPJ, ul. Warszawska 29, 47-400 Racibórz e-mail: [email protected] 2 Na diabelską łapę Kryzys. To słowo staje się wszechobecne. Wpada do naszych uszu co najmniej kilka razy dziennie, dźwięczy w radiowym eterze, płynie z ciekłokrystalicznych ekranów, jest drukowane setki razy w prasie. Ale nie o kryzysie gospodarczym chcę pisać. Mam na myśli inny kryzys. Ukrywa się pod określeniami „życie na próbę”, „dorabianie się”, „dopasowywanie charakterów”, „utwierdzanie się w miłości”. Co bardziej złośliwi ochrzcili go „życie na kocią łapę” lub „kartę rowerową. Z pewnością już wiemy, o co chodzi, a bardziej o kogo: żyjących bez sakramentu małżeństwa. Są ich dziś tysiące. Na Ostrogu, gdzie pracuję, podczas kolędy spotkałem takich ludzi dziesiątki razy i bynajmniej nie uważam ich za złych. Często szukają kontaktu z Kościołem, przychodzą do kancelarii, chcieliby przystępować do Komunii, ochrzcić swoje dziecko, czasami są na niedzielnej Mszy, mówią, że wierzą. Dzisiejszy świat wmówił im, że ich życie jest OK, że nic złego nie robią, nie muszą czuć się gorzej a „wszystko ma swój czas”. Jednak ludzie wierzący nie mogą przystać na taką interpretację ich postępowania. Nie mogą jej Powiew życia W obecnym czasie jak grzyby po deszczu w wielu krajach Europy przeprowadzane są marsze dla życia. Cieszę się, że młodzi ludzie z Raciborza wyszli z inicjatywą marszu dla Życia i Rodziny. Przyłączę się do marszu i nie tylko dlatego, że wyznaję wiarę w Jezusa Chrystusa. Pójdę podziękować moim rodzicom, mojej mamie, za jej miłość i odwagę, że mnie urodziła. Pójdę dla moich dzieci, z których jestem dumny, a którym chcę przekazać siłę i wiarę w życie. Pójdę, bo dzieci poczęte są dziś najsłabsze, nie mają możliwości obrony, jeżeli ktoś zdecyduje się je zabić. W ostatnim marszu dla życia w Paryżu wzięło udział 25 tysięcy ludzi. Dzieci szły z rodzicami, żony z mężami, babcie z dziadkami. „Nie będzie można już zamknąć nam ust lub udać, że nas nie ma” – cieszyli się uczestnicy demonstracji. Uczestnicy marszu skandowali m.in.: „tak dla życia”, „tak dla najmniejszych”, „prawo do życia nie jutro, ale dzisiaj”, „ja też byłem embrionem”. rozpowszechniać i powtarzać, bo to kłamstwo i krzywda wyrządzana bliźniemu. Przypomnijmy sobie wszyscy w tym miejscu największe przykazanie: Będziesz miłował... Zapominamy o nim. Mieszkający bez sakramentu niech nie oszukują siebie i otoczenia: ich życie jest dalekie od tej wielkiej wskazówki. Jaka to miłość, która nie wiąże do grobowej deski? Pozostali zaś, którzy patrzą na „konkubinaty” w swoim otoczeniu też nie są bez winy. Powinni porozmawiać, upomnieć lub, chociaż pomodlić się – w imię miłości. W tej całej sprawie wyraźnie widać rękę szatana – ojca kłamstwa. To on chce, by ludzie się oszukiwali, by odwracali się od Boga i przykazania prawdziwej miłości. Nie ma miłości na próbę, przeczytajmy w Pierwszym Liście do Koryntian. Ośmielam się, dlatego nadać temu strasznemu kryzysowi związków nowe imię: „życie na diabelską łapę”. Imię przykre, ale prawdziwe. Wypowiedzmy mu wojnę. Jesteśmy chrześcijanami a Chrystus zwyciężył świat! Z taką wiarą i my zwyciężymy niejeden kryzys i wyciągniemy z niego wielu wspaniałych ludzi. ks. Wojciech Janus Marsze i wydarzenia „TAK DLA ŻYCIA” odbywają się dzisiaj w wielu miastach Polski. A stało się to m.in. na skutek uchwały Sejmu Polskiego, który w 2004 r. dzień 24 marca ustanowił Narodowym Dniem Życia. W bardzo wielu gminach Polski radni wprowadzili ten dzień do programu rocznego świąt i wydarzeń. W uchwale sejmowej zapisano m.in.: „Dzień ten powinien się stać okazją do narodowej refleksji nad odpowiedzialnością władz państwowych, społeczeństwa i opinii publicznej za ochronę i budowanie szacunku dla życia ludzkiego, szczególnie ludzi najmniejszych, najsłabszych i zdanych na pomoc innych. Pewnie pojawią się komentarze i głosy: „fanatycy, Radio Maryja, równouprawnienie, Jan Paweł II nie żyje”. Ja nie dbam o te komentarze. Zabiorę świecę i powiem za Młynarskim: „róbmy swoje”. Bo cokolwiek powiemy, napiszemy pozostaną słowa naszego papieża: „Każde życie, nawet najmniej znaczące dla ludzi, ma wieczną wartość przed oczami Boga”. Pójdę, aby w tym gąszczu ludzkiej krzywdy, pretensji, braku zrozumienia, płaczu, zobaczyć światło nadziei, poczuć powiew życia, napełnić serce, aby starczyło na następne dni. Do końca. Ryszard Frączek SRC – JP2 „CZY ONE PRZESTANĄ NAS KOCHAĆ?” CZYLI DLACZEGO RODZICE BOJĄ SIĘ WYMAGAĆ OD DZIECI Czasami wydaje nam się, że gdy będziemy spełniać wszystkie potrzeby i zachcianki dziecka, wtedy będzie bardziej nas – rodziców – kochało. Będzie bardziej posłuszne. Patrząc wstecz (wychowuję czwórkę dzieci – od 7 do 22 lat) stwierdzam, że jest to droga błędna. Zasada wychowawcza „Wymagam, bo Cię kocham”, „Wymagam, bo Cię poważnie traktuję” zawsze się sprawdza. Ponadto, mówienie dziecku, nawet małemu, które już przecież zaczyna rozumować i argumentowanie pewnych zachowań i postaw, ma sens. Często słyszę stwierdzenia, że gdy dziecko „jeszcze nie rozumie” to można mu na to, czy na owo pozwolić. Że kiedy coś narozrabia, to nie trzeba tłumaczyć, bo przecież „nic się nie stało”. Lepiej pobłażać. Jednak po jakimś czasie widzimy, albo zastanawiamy się, co za charakterek z tej naszej pociechy... Jakoś trudno jest się nam zmierzyć z prawdą, że ostatecznie mieliśmy czas na to, żeby ten charakter kształtować, a w rezultacie zrobiliśmy dziecku krzywdę. Pamiętam, że dużym problemem było dla mnie to, aby nasze dzieci były grzeczne w kościele (bardzo lubiły biegać). Często byłam tym zmęczona i właściwie, patrząc po ludzku, nic z danej Mszy św., nie miałam. Wytrwale tłumaczyłam, że w kościele mieszka Pan Jezus, który bardzo nas kocha i pragnie, abyśmy się na Niego patrzyli i modlili się do Niego. Tłumaczyłam, na miarę rozumienia dzieci, wszystko, co w danym momencie dzieje się na ołtarzu. Zachęcałam, aby wspólnie z nami modliły się i śpiewały. Przede wszystkim ważne było, aby dzieciom przekazać, po co przychodzimy do kościoła. Dzieci swoimi serduszkami wyczuwały wielką tajemnicę, która dokonywała się na ołtarzu. Istotą wychowania dzieci jest ukazywanie tych najgłębszych więzi i relacji, jakie zachodzą między Bogiem a człowiekiem. I to wszystko w przełożeniu na rodzinę, gdyż nie da się oderwać wychowania dziecka od przeżywania wiary. Wymagam od dziecka, od osoby, którą z wielkiej miłości podarował nam Bóg. On również przede mną stawia wymagania (oczywiście tylko takie, którym z Jego pomocą jestem w stanie podołać), gdyż bardzo mnie kocha i wie, co dla mnie w życiu jest naprawdę dobre. Budowanie wychowania na trwałym fundamencie, na Bogu, poważne traktowanie dziecka, tj. z cierpliwością i miłością oraz rozumne argumentowanie zachowań i postaw oraz inspirowanie dzieci własnym przykładem przynosi dobre owoce, dając też poczucie rodzicielskiego spełnienia. Janina Frączek Stowarzyszenie Rodzin FRONDA zapraszają 18 marca na spotkania z Marszałkiem Markiem Jurkiem Zagrożenia wobec współczesnej rodziny godz. 11:00 Aula PWSZ przy ul. Słowackiego 55 godz. 19:00 Dom Katechetyczny przy par. NSPJ (wejście od strony Domu Studenta) ul. Warszawska 29 kontakt: [email protected], tel. 602 255 300 SRC – JP2 SONDA NA TEMAT: Ślub czy konkubinat? Niedawno trafiłam na kolejny artykuł prasowy o życiu „na kocią łapę”. Pisali w nim o przepisach, że niby dyskryminowani są ci, co to „bez ślubu wolą”. Cytowali zażalenia ludzi, że ich konkubenta nie wpuszczono po wypadku na szpitalną salę w odwiedziny... A ja pytam – jaki dowód przedstawi ten konkubent, że jest właśnie ukochaną/ukochanym tej nieprzytomnej osoby? Jak udowodni, że nie jest kimś zupełnie innym, kto chce tej osobie zaszkodzić, że jest kimś, kogo w ogóle poszkodowana osoba chciałaby widzieć? Tylko miłość, o którą się walczy, która przetrwa kryzysy, która często trwa „pomimo”, ma wartość, jak złoto wypalone i oczyszczona w ogniu. I tylko taka jest pewna, a coraz pewniejsza pozwala na pójście do przodu, sięganie głębiej, odkrywanie głębszych pokładów serca swojego i drugiego człowieka, robienie rzeczy, o których wcześniej nawet się nie śniło. Agnieszka Jako osoba wierząca chcę wziąć ślub kościelny, ponieważ w ten sposób zapraszam do niego Jezusa i wówczas On łączy nasz związek. Natomiast wiem, że ślub kościelny sam w sobie nie jest gwarancją udanego małżeństwa, bo musi być jeszcze codzienna praca nad sobą. Rozumiem, że osoby niewierzące nie czują potrzeby zawierania takiego ślubu, bo nie wierzą w Boga i nie zmuszałabym ich do tego. Taki ślub ma sens tylko wówczas, gdy przynajmniej jedna strona jest wierząca i praktykująca. Agata Świat wymyślił sobie, że Sakrament Małżeństwa jest niecodzienny, a „mąż” i „żona” to tylko przestarzałe nazewnictwo. Wpaja nam, młodym ludziom, że bezpieczniej jest nie ingerować za bardzo w swoją prywatność, strzegąc własnej wolności w „związku bez zobowiązań”. Tymczasem, w naszych sercach drzemią całkiem inne pragnienia! Przecież potrzebujemy, aby nas kochano zawsze i niezmiennie, wiernie i bez względu na okoliczności. Nikt z nas nie żyje na próbę, a ukochana osoba jest dla nas nie kim innym jak żywym Darem od Boga: w życiu „na kocią łapę” leży on cały czas na stole, nietknięty, w obawie przed tym, co jest w środku, natomiast w życiu małżeńskim możemy odkrywać przed Bogiem i sobą całych siebie. Ks. Piotr Pawlukiewicz opowiadał kiedyś taką historię: Gdy odwiedzałem chorych w szpitalu moją uwagę przykuło pewne małżeństwo. On leżał po zabiegu, ona przyszła go doglądnąć. Kiedy już pożegnali się, on podszedł do okna i długo wpatrywał się w jej odchodzącą postać. „Wie ksiądz, moja żona to niesamowita babka! Jesteśmy małżeństwem od trzydziestu lat i cały czas odkrywam ją na nowo”. Tyle pięknych małżeństw, tyle poruszających historii miłości. Propozycje gazet wydają się przy nich tylko protezą prawdziwego życia. Magdalena 3 SONDA NA TEMAT: Dlaczego zdecydowała się PANI na zawarcie związku małżeńskiego w kościele katolickim? – Ponieważ jestem wychowana w wierze katolickiej, a wstąpienie w związek małżeński jest częścią Kościoła, jest budowaniem Kościoła domowego. Ewelina, 23 lata – Chciałabym budować swój związek w wierze katolickiej i iść przez życie z Bogiem w sercu. Joanna, 25 lat – To jest kolejny etap w naszym życiu. Jesteśmy przygotowani, aby żyć razem, wspierać się w zdrowiu i chorobie, wychowywać razem dzieci. Zosia, 28 lat – Ponieważ jestem osobą wierzącą i chcę z ufnością i radością zaprosić Boga do naszej miłości. Ewa, 20 lat – Zdecydowałam się na zawarcie związku małżeńskiego w Kościele Katolickim, ponieważ chcę przed Bogiem potwierdzić miłość, którą obdarzam mojego wybranka. Maja, 21 lat – Ponieważ chcę założyć rodzinę i wychowywać dzieci zgodnie z wiarą katolicką. Iwona, 25 lat – Uważam, że każdy chrześcijanin, który wierzy, powinien zawrzeć święty związek małżeński w Kościele Katolickim, ponieważ życie bez ślubu byłoby lekceważeniem tej świętości. Weronika, 24 lata – Ponieważ taka jest moja wiara. Jola, 23 lata – Ponieważ się kochamy i wypływa to z naszej wiary. Marysia, 21 lat – Ponieważ chcę godnie żyć i tego samego pragnę dla mojego ukochanego. Karolina, 25 lat – Ponieważ jestem osobą wierzącą i chcę żyć zgodnie z przykazaniami Bożymi. Żaneta, 27 lat – Bo jestem osobą wierzącą. Zuzanna, 34 lata – Ponieważ sakrament małżeństwa cementuje związek. Julia, 28 lat 4 Zdjęcie Sakrament małżeństwa „TAK”... „Ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę,aż do śmierci…” Piękne słowa przysięgi małżeńskiej. Dlaczego nadal tak wielu młodych ludzi boi się tych słów? Przez wiele lat żyją pod jednym dachem na tzw. kocią łapę, bojąc się zalegalizowania swojego związku. Uważają, że są zbyt młodzi, albo zwyczajnie chcą się sprawdzić. Tym samym zapominają o szacunku dla osoby, którą nazywają przecież „swoją miłością”. Bo cóż może być większym świadectwem autentycznej miłości jak nie przysięga przed Bogiem? Jak powszechnie wiadomo, wszystkie związki mają swoje wzloty i upadki, ale to właśnie dzięki łaskom płynącym z Sakramentu Małżeństwa otrzymujemy siłę do wspólnej walki z przeciwnościami losu, a jest to przecież walka w imię najpiękniejszej Miłości. Ślubowanie przed Bogiem znaczy dosłownie „kocham Cię”, biorę za Ciebie odpowiedzialność, chcę się Tobą opiekować, być z Tobą w każdym Twoim upadku, kochać Cię na dobre i na złe. Oczywiście musi to być bardzo przemyślana, dojrzała decyzja. Uważam, że wiek nie ma tu większego znaczenia. Niejednokrotnie związki ludzi młodych są nie tylko bardziej spontaniczne, ale także autentyczne, szczere, gotowe do największych poświęceń. Często nawet niedojrzali, stając przez Bogiem i ślubując miłość do końca życia, właśnie wtedy otrzymują wielkie dary z Nieba, które przemieniają ich całkowicie i pozwalają im uświęcać samym sobą najbliższą osobę. Czy może być w tym ziemskim życiu coś piękniejszego niż wspólne kroczenie do świętości? Klaudia Krężel Czy w dzisiejszych czasach sakrament małżeństwa stracił na wartości? Zdarza się, że niektórzy ludzie nie podchodzą do małżeństwa jak do sakramentu i nie czują konieczności zawierania ślubu kościelnego. Uważają sakramentalne małżeństwo za wymysł księży, a ceremonię ślubu i jej uroczystą oprawę traktują jedynie jako podtrzymanie tradycji. Tak jednak nie jest. Sakrament małżeństwa to nie jest wymysł duchownych. Ustanowił go sam Pan Jezus, mówiąc: Co Bóg złączył, człowiek niechaj nie rozdziela (Mt 19, 6). Sakrament Małżeństwa udziela małżonkom wielu łask, bez których ciężko byłoby znaleźć siłę i wytrwałość do codziennego wypełniania obowiązków, pomagania sobie nawzajem, do dobrego wychowania dzieci, a przede wszystkim do wytrwania w dozgonnej miłości i wierności. Zawarcie małżeństwa jest momentem przejęcia za drugą, wybraną i kochaną, osobę odpowiedzialności na zawsze. Ślub sakramentalny jest obietnicą trwania ze sobą do końca życia, daną sobie przez nowożeńców. Obietnica ta jest wsparta łaską Bożą. Z perspektywy 38-u przeżytych wspólnie lat widzimy, że aby małżeństwo było szczęśliwe, potrzebny jest nieustanny wysiłek z obu stron. W naszym życiu musieliśmy się uczyć, że życie małżeńskie nie polega tylko na zaspokajaniu swoich przyjemności. Były w naszym życiu takie chwile, że trzeba było zrezygnować z wielu przyjemności, aby nasze małżeństwo przetrwało. Wyborów trzeba dokonywać cały czas i nie jest to łatwe. Do naszego wspólnego życia zaprosiliśmy Jezusa Chrystusa i Jemu zawdzięczamy wszelkie dobro, którego codziennie doświadczamy. E.J.Woźniczkowie SRC – JP2 Nie chcemy się żenić, najpierw doróbmy się (zabezpieczmy się finansowo) Problem, który towarzyszy nam od zawsze, to problem wyboru. Tym razem wybieramy, co jest ważniejsze na dany moment, ale już nie tylko dla mnie samego, ale również dla drugiej osoby, potem trzeciej a może i następnych osób. Istota naszego „człowieczego” funkcjonowania zasadza się przecież na byciu dla innej osoby. Im później tę prawdę odkrywamy, tym większy żal nas dopada, że „straciliśmy” (tylko dla siebie) tak dużo czasu. Niejednokrotnie nie zauważamy, że kiedyś wyłącznie dla nas inne osoby też składały ofiarę ze swego czasu, ze swego zawierzenia, ze swego zaufania. Nikt nie pytał i nie zastanawiał się ile ryzykuje i ile może stracić. Czy dzisiaj cokolwiek się zmieniło? Okoliczności tak, ale istota rzeczy pozostała taka sama. Potrzeba bycia kochanym oraz potrzeba kochania tkwi bardzo głęboko w każdym z nas. Czy wolno i czy warto narażać człowieka, nasze relacje na widmo nietrwałego i złudnego dobrobytu. Czy wolno? Zawsze. Czy warto? Nigdy. Młodzi ludzie często boją się zaangażować w trwały związek małżeński, gdyż brakuje, czy to dobrego przykładu, czy to właściwego rozeznania, co do możliwości daru, jaki możemy doświadczyć, ofiarowując sobie siebie nawzajem. Decyzja związania się ze sobą do końca życia, sama w sobie jest decyzją z pewnością trudną i wymagającą. Jeszcze trudniejszą jest decyzja tworzenia rodziny bez pewnego zabezpieczenia finansowego. Czy jednak kiedykolwiek możemy być pewni tego, co przyniesie nam następny dzień? Jakże trudno dochodzi do naszej świadomości fakt, że to właśnie z chwilą przyjęcia Sakramentu Małżeństwa wchodzimy na wspólną drogę, wraz z łaską Bożą wspierającą nas w tym doświadczeniu. Samodzielnie, bez Bożej ingerencji, nawet przy naszej największej zapobiegliwości, nie jesteśmy w stanie w sposób optymalny poukładać piramidy naszego codziennego życia. Niejednokrotnie doświadczenie pokazuje, że trwałe owoce możemy uzyskać tylko tam, gdzie włożyliśmy wcześniej nasz wysiłek i zaangażowanie. Tylko wtedy będziemy w stanie dotrzymać kroku w doświadczeniu współmałżonka, które nie mija nikogo z nas. Sładek Michał Po co ślub? Jestem na niedzielnej Mszy św. w kościele św. Mikołaja. Czuję, że ta Eucharystia będzie szczególna. Mój wzrok przykuwa wyścielona białą tkaniną ławeczka przed ołtarzem. Za chwilę usiądą tam – Anna i Jan. Wyglądają dzisiaj szczególnie dostojnie. Na twarzach – powaga i godność. Celebrują 50-tą rocznicę swojego małżeństwa. Za Nimi licznie zgromadzona, najbliższa rodzina, a dalej – wspólnota parafialna. Nic o Nich nie wiem, a są mi jakoś bliscy; może przez to, SRC – JP2 co kryje się pod tajemnicą tych 50-u lat. Wytrwali. Przyszli podziękować Bogu. Odnowili śluby. Chcą dalej iść razem. Kościół Im dziękuje i składa życzenia. I ja czuję wdzięczność. Chcę im to powiedzieć, ale się nie udaje – rodzina otacza Ich i zamyka w swym kręgu. Rozmawiam z innymi, czują to samo. Dotknęła nas wielka radość. Jakiś przypływ nadziei, mocy i wiary. Tak. Warto się trudzić. Po co ślub? Oni to wiedzą. Maria Jabłońska SONDA ciąg dalszy ze str. 4 Dlaczego zdecydował się PAN na zawarcie związku małżeńskiego w kościele katolickim? – Bo taki jest kolejny etap naszego związku i założenia rodziny. Krystian, 24 lata – Dlatego, że zostałem wychowany w wierze Kościoła Katolickiego, i czuję potrzebę sformalizowania mojego związku z narzeczoną. Janusz, 24 lata – Ponieważ chcę, by moje małżeństwo było święte. Michał, 23 lata – Dlaczego? Bo zostałem wychowany w wierze katolickiej. Rafał, 23 lata – Ponieważ chcę, aby w naszym życiu był obecny Bóg. Krzysztof, 25 lat – Ponieważ taka jest moja wiara, więc pragnę, aby Bóg błogosławił nasz związek. Jakub lat 24 – Bo jestem wierzącym katolikiem. Marcin, 25 lat – Zdecydowałem się na zawarcie związku małżeńskiego w Kościele Katolickim, ponieważ jestem bardzo wierzącą osobą i dlatego chcę przed Bogiem złożyć przysięgę. Filip, 28 lata – Ponieważ żyję według przykazań, jestem osobą wierzącą. Bartosz, 29 lat – Ponieważ chcę, aby moja rodzina żyła w wierze i miłości Bożej. Paweł, 25 lat – Ponieważ od urodzenia żyję w wierze katolickiej i nie wyobrażam sobie wspólnego życia poza związkiem sakramentalnym. Leszek, 23 lata – Aby zbudować szczęśliwą rodzinę. Marcin, 30 lat – Ponieważ chcę moją dziewczynę kochać miłością odpowiedzialną. Dominik, 27 lat – Zostałem wychowany w wierze katolickiej, jestem katolikiem i osobą wierzącą. Patryk, 27 lat – Ponieważ jestem wierzącym facetem. Mirosław, 40 lat 5 Ojciec Pio. SONDA ciąg dalszy ze str. 3 Jaką pewność daje konkubinat? Jaka to miłość, której nie ma się odwagi wyznać przed Bogiem w kościele? Jaka to miłość, na próbę? Miłość z definicji jest wieczna, jeśli się kończy, to nie miłość, to kończy się zakochanie, zauroczenie. Miłość to wybór, świadoma decyzja, relacja, którą się buduje często w pocie czoła. W konkubinacie łatwo się rozstać. Można sobie założyć, że to tylko na jakiś czas. Jaki sens ma taki związek? Czego nauczą się dzieci takich rodziców? Że w życiu nie ma niczego pewnego? Związek, w którym istnieje duży stopień ryzyka, że się rozpadnie, blokuje, nie pozwala ludziom w pełni się otworzyć, w pełni ofiarować, w pełni obdarzyć sobą drugiego człowieka. Bo skoro on/ona może odejść, zranić, to, po co ma sięgać aż do głębi serca? Wystarczy trochę płycej, będzie mniej bolało. I tak mniej lub bardziej świadomie zgadzamy się na pełzanie, zapominając, że mamy skrzydła… Agnieszka Jako studentka nie mam jeszcze doświadczenia w tej kwestii (nie mam męża, dzieci). Mogę jedynie wyciągnąć wnioski z wychowania, jakie dali mi moi rodzice i na tej podstawie zbudować własny plan dla mojej rodziny. To, co bardzo sobie cenię, to rodzinne modlitwy na klęczkach od najmłodszych lat. Odkąd tylko pamiętam, wieczorami zawsze modliliśmy się razem. Nikt nikogo nie zmuszał, tak po prostu było. Dzięki temu, do dziś, kiedy kładę się spać, gdzieś między północą a wschodem słońca, zawsze coś szepnę Panu Bogu na dobranoc. Myślę, że w tej kwestii ważniejszy jest przykład mamy czy taty na klęczkach niż nakaz. Ania Niedawno przeczytałam list Taty do Mamy, napisany 25 lat temu, opublikowany na łamach pierwszego numeru SRC JP II. Nie potrafiłam nie płakać, czytając go. Najważniejsza decyzja w życiu – dziękuję Wam, Kochani Rodzice, że mieliście odwagę ją podjąć! Być mężem, żoną... Małgosia, Staszek... – dziękuję, że zgodziliście się przynależeć do siebie nawzajem w ten niepojęty i cudowny sposób, tak, że Ania i ja jesteśmy częścią każdego z Was jednocześnie! Małżeństwo zmienia ludzi – dziękuję, że nie baliście się tych zmian, że byliście i jesteście nadal na nie otwarci! Nowe życie – Bóg daje je ciągle i ciągle na nowo, z każdym krokiem w nieznane, z każdą odważnie podjętą decyzją. Dziękuję za te przykłady! Małżeństwo… przecież to takie proste (…) zaprowadzić do ołtarza! – z Bogiem wszystko jest możliwe, dziękuję za Wasz przykład wierności Stwórcy, za wierność modlitwie, zaangażowanie w życie wiarą! Dziękuję Bogu za Was i Wam – za życie, wiarę i pokazanie Boga! Agnieszka Jestem młodą osobą, rodziny jeszcze nie założyłem. Widzę jednak taką tendencję, wśród moich znajomych i przyjaciół, że w życiu można pozwolić sobie generalnie na wszystko, byleby nie był to Sakrament Małżeństwa. Kojarzy się on z całą masą ograniczeń, czymś, co należy bardziej do naszej pobożnej, polskiej tradycji niż do kolejnego etapu życia. Inaczej spojrzymy na temat, jeśli zauważymy, że postawa ta kształtuje się sensu stricte od czasów rewolucji seksualnej. Jest owocem buntu roznieconego w konkretnych okolicznościach, 6 Stygmatyk i modlitwa babci Było to w ubiegłym roku. Siedzieliśmy z mężem po obiedzie, pijąc herbatę. Zwykły dzień gdyby nie to, że spokój przerwały nagłe, głośne krzyki i natarczywy dzwonek do drzwi. Biegnąc otworzyć, zobaczyłam przerażający widok. Mój mały wnuczek niesiony przez drugą babcię. Krzyk babci i dziecko niedające oznak życia odjął mi zdolność myślenia. Ponieważ wnuczkiem zajęło się dwóch lekarzy, ja weszłam do kuchni i odruchowo, bez udziału mojej woli i zastanowienia zaczęłam powtarzać – „Św. Ojcze Pio, pomóż mu”. „Św. Ojcze Pio....”, „Św. Ojcze...”. Do tej pory nigdy nie modliłam się do tego „świętego naszych czasów”. Owszem znałam Go, czytałam o Nim, ale jakoś był w moich modlitwach na uboczu, aż do tego tragicznego popołudnia. Wnuczek po dwóch dniach wyszedł ze szpitala zdrowy. Ale ja już nie mogłam modlić się bez wzywania Ojca Pio. Potem zdarzyły się mi dwukrotnie sytuacje, kiedy mogłam ponieść duże straty. Ktoś mógłby powiedzieć – zwykły zbieg okoliczności, nieuwaga, która dobrze się skończyła. Wraz z mężem pojechałam z pielgrzymką śladami św. Ojca Pio do San Giovani Rotondo. Klęcząc przy Jego szklanym sarkofagu modliliśmy się. Patrzyliśmy się na Jego świętą twarz. Pisząc te słowa pragnę zwrócić szczególną uwagę na „świętego naszych czasów”. Doświadczany był cierpieniem, nawiedzaniem złych duchów i odrzuceniem przez współbraci. Pozostał wierny Bogu. Dziękuję Panu, że miałam możliwość odbyć tą pielgrzymkę i podziękować Mu za uratowanie mojego wnuka i za wszystkie sprawy, które jakoś tak „dziwnie” toczą się wokół osoby Świętego Ojca Pio. Ela List do kolegi Dzisiaj wiem, że Komunia Święta to nie jest kółko z krzyżykiem czy opłatek. Naprawdę w tym opłatku jest Ukrzyżowany, Zmartwychwstały Chrystus. Pan Jezus jest bardzo potężny, bo na przykład mógł się wybawić od Krzyża, ale tego nie zrobił, ponieważ nas kocha i chce żebyśmy mieli życie wieczne. Oczywiście wie też, że są ludzie, którzy Go kochają i będą za nim tęsknić, choćby apostołowie i wielu innych, dlatego w czasie ostatniej wieczerzy dzielił chleb i wino, abyśmy mogli łączyć się z Nim w Komunii. Chociaż nie możemy go dzisiaj zobaczyć to możemy z Nim rozmawiać, bo nosimy Go w swoim sercu. Dlatego to jest tak ważne, żebyśmy przyjmowali Komunię Świętą, bo ten kto nie spożywa ciała Pana Jezusa, rani go, mówi Mu, że nie chce być z Nim. Trzy dni przed moją Pierwszą Komunią Świętą tak się denerwowałem, że nie umiałem spać. Pewnego wieczoru mama powiedziała: Chodź się porządnie umyj, bo, na Pierwszą Komunię musisz być piękny i czysty. Odpowiedziałem: Mogę mieć brudną buzię, włosy, ręce, ale na pewno muszę mieć czystą duszę. W szkole spytałem się pewnego kolegi, dzień po jego pierwszej Komunii Świętej: Co dostałeś? On odpowiedział: „Komputer, rower, pieniądze i obrazek”. Znowu się zapytałem: „No, ale co jeszcze dostałeś?”. On odpowiedział: „Nie wiem”. Wtedy bardzo się zasmuciłem, bo on dostał najlepszy prezent na świecie – Komunię Świętą, czyli bilet do życia wiecznego, a nawet tego nie zauważył. Maciej Krężel SRC – JP2 DUCHOWA ADOPCJA DZIECKA POCZĘTEGO PIELGRZYMKA SONDA ciąg dalszy ze str. 6 Gietrzwałd – Wilno – Troki (3–9 czerwca 2010) po drugiej stronie oceanu. Kiedyś jeden z moich wykładowców powiedział: Po rewolucji seksualnej nic już nie było takie samo. A szkoda, bo wygląda na to, że ta cała bajka o wolnych związkach jest efektem jednego zrywu. Sam świadomie go nie kontynuuje, tylko… Tylko z nim zrywam. Robert DO MATKI BOŻEJ OSTROBRAMSKIEJ Rozpoczęła się w Anglii i Francji po objawieniach fatimskich, w których Matka Boża wzywała wiernych do modlitwy różańcowej, pokuty i zadośćuczynienia. W 1987 roku po raz pierwszy taką adopcję podjęto w Polsce w parafii o.o. Paulinów w Warszawie. Jest to modlitwa w intencji poczętego już dziecka, zagrożonego niebezpieczeństwem śmierci. Modlitwa obejmuje także rodziców tego dziecka. Trwa dziewięć miesięcy – codziennie należy odmówić jeden dziesiątek różańca oraz specjalną modlitwę. Przyrzeczenie duchowej adopcji można złożyć uroczyście w kościele, ale także można to uczynić w domu, np. przed krzyżem. Pan Bóg przydziela nam jakby jedno dziecko, którego imię tylko On sam zna. My nie znamy imienia, płci ani narodowości dziecka. Wierzymy jednak, że modlitwa ma wielką siłę i że Stwórca ją przyjmuje. Ja wierzę, że ratuję „już” trzecie dziecko poprzez moją duchową adopcję. A może należałoby powiedzieć „dopiero”, bo znam osobę, która ratuje już dziesiąte dziecko. Wśród podejmujących tę szczególną adopcję serca są osoby nie tylko świeckie, ale i duchowne. Znam takie! I mówię Wam, kochani, naprawdę odczuwa się żywą więź z tą malutką istotką. Może taka adopcja byłaby jakimś ratunkiem dla małżeństw bezdzietnych? Każde poczęte dziecko od pierwszej chwili swego istnienia już potrzebuje miłości, a nie zawsze dają tę miłość rodzice. Więc właśnie my możemy tak wiele zrobić… Małgorzata Adamowicz więcej czytaj: www.duchowaadopcja.com.pl Program: l3 czerwca 2010 (czwartek) – 1 dzień: Wyjazd sprzed kościoła NSPJ w Raciborzu o godz. 22:00. l4 czerwca 2010 (piątek) – 2 dzień: Gietrzwałd – sanktuarium (Msza św.). Przejazd do Wilna. l5 czerwca 2010 (sobota) – 3 dzień: Wilno – Starówka: Ostra Brama, klasztor prawosławny Ducha Świętego, klasztor Bazylianów, ul. Ostrobramska, Wielka, Zamkowa, Zakątek Gotycki. Msza św. w kaplicy Matki Bożej Ostrobramskiej, kościół św. Apostołów Piotra i Pawła, Cmentarz Rossa, Góra Trzech Krzyży. l6 czerwca 2010 (niedziela) – 4 dzień: Procesja Bożego Ciała. Spotkanie braterskie z Polakami mieszkającymi na Wileńszczyźnie. Popołudniowy spacer po starówce Wilna. l7 czerwca 2010 (poniedziałek) – 5 dzień: Przejazd do Trok. Kościół WNMP z cudownym obrazem Matki Boskiej Trockiej. l8 czerwca 2010 (wtorek) – 6 dzień: Msza św. w kościele Ducha Świętego. Wyjazd do Raciborza. l9 czerwca 2008 (środa) – 7 dzień: Powrót w godzinach rannych do Raciborza. Cena: 760 zł + 15 euro (płatne w autobusie) – przy zapisie zaliczka 300 zł. Cena zawiera: przejazd autokarem, ubezpieczenie, 4 noclegi, 4 śniadania i 4 obiadokolacje, licencjonowany przewodnik dwujęzyczny, wstępy do zwiedzanych obiektow. Zapisy: w kancelarii parafii NSPJ w Raciborzu lub u ks. Wojciecha Czekały tel. 603801374 Chciałabym odeprzeć jeden z popularnych zarzutów – łączenie patologii w rodzinach ze ślubem kościelnym. Ślub kościelny to tylko początek pewnej drogi dla małżonków. Później – w zamierzeniu Bożym – jest wspólna modlitwa, wspólna Eucharystia, wspólne życie wiarą, wspólny wzrost w tym kierunku i wspieranie się na tej drodze. Jeśli rodzina idzie tą drogą, którą ślubem zaczęła, to patologii nie będzie, po prostu. A jeśli nie idzie, to właśnie tu tkwi przyczyna – w rezygnacji z trwania w Bogu. To trochę tak, jakby wziąć przepis na ciasto, zmieszać ze składników tylko mąkę i cukier i upiec, a potem narzekać, że to jest zły przepis, bo ciasto wyszło niedobre. Agnieszka Jestem młodą kobietą i nie uważam, żeby moją wolność miałby manifestować tzw. wolny związek. Wolności nie określa to, ile razy słowo „wolny” zawita przed jakimś słowem. Dla przykładu: jestem wolną kobietą, żyję w wolnym związku, jestem częścią wolnego społeczeństwa… Ja, w swoim wolnym (!) wyborze, pragnę zaprosić Boga do swojego małżeństwa (w pond 90% katolickim kraju nie powinno to wzbudzać podejrzeń), pragnę powiedzieć TAK, ale nie tylko przed panem w urzędzie stanu cywilnego (wpisze nas do protokołu i tyle z całej głębi wydarzenia), pragnę obchodzić rocznice mojego małżeństwa – papierowe i srebrne, jeśli Bóg da, wszystkie po kolei (inaczej moglibyśmy tylko obchodzić rocznicę kupna nowej pralki, nowego samochodu, rocznicę wyłożenia kafelek w łazience). Jak widać, Małżeństwo proponuje coś zupełnie innego dla kobiety i mężczyzny, którzy się kochają. Proponuje uświęcenie tej miłości, wyniesienia jej ponad to, co materialne. Proponuje życie na Bożą rękę, a nie na kocią łapę. Joanna nazwisko . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . imię . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . kod, poczta . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . miejscowość . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ulica, nr domu . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . telefon 1. Modlitwa codzienna Duchowej Adopcji. Panie Jezu – za wstawiennictwem Twojej Matki, Maryi, która urodziła Cię z miłością, oraz za wstawiennictwem świętego Józefa, człowieka zawierzenia, który opiekował się Tobą po urodzeniu – proszę Cię w intencji tego nienarodzonego dziecka, które duchowo adoptowałem, a które znajduje się w niebezpieczeństwie zagłady. Proszę, daj rodzicom miłość i odwagę, aby swoje dziecko pozostawili przy życiu, które Ty sam mu przeznaczyłeś. Amen. 2. Codziennie odmawiana jedna tajemni ca różańca świętego. 3. Przyrzeczone dodatkowe praktyki .................................. .................................................................................................................................................. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .................................................................................................................................................. ......................................................................................................................................................................................... Oddaję moje serce najmniejszemu i bezbronnemu Rdz 1,28 „Po czym Bóg im pobłogosławił…” Ekwilibrystyka kancelaryjna, czyli o Jasiu i Małgosi Do Seminarium zgłaszałem się stosunkowo późno. Pojechałem zobaczyć i rozglądnąć się po raz pierwszy wtedy, gdy już na dobre trwała sesja egzaminacyjna. Jedną z rzeczy, które mnie zaskoczyły była lista egzaminów, które stoją przed każdym rocznikiem kleryków. Wyjątkowo długa. Przedmioty psychologiczne, biblijne, prawne, z poszczególnych dziedzin teologii i te bardziej praktyczne: z muzyki, liturgii… Między innymi „praktyka kancelaryjna”. Zgodnie z tym, co przewidywaliśmy okazało się, że chodziło o to, w jaki sposób spisać protokół przedmałżeński „Jasia i Małgosi”, jak ich ślub wpisać do ksiąg, co spisać przy chrzcie ich dziecka… Taka papierkowa, ale niezbędna praca, aby był porządek w kancelarii. Jasna sprawa. Po kilkunastu latach zasiadam w kancelarii i myślę sobie, że… trzeba by wprowadzić jeszcze jeden przedmiot w Seminarium. Bo spisywanie protokołu przedmałżeńskiego (nawet, gdy przysłowiowy Jaś to John, czyli obcokrajowiec wyznania anglikańskiego, cywilnie rozwiedziony) to pestka. Pestka w porównaniu z tym, w jaki sposób rozmawiać z ludźmi i zachęcić ich do zrobienia czegoś, co jeszcze jakiś czas temu było rzeczą jasną jak słońce. Tyle, że „jakiś czas” minął, i dziś sprawy nie są dla wszystkich oczywiste. Ileż razy muszę stawać w obronie nowonarodzonego dziecka, które ma mamę i tatę, ale nie ma rodziny (to przypadek, kiedy Jaś zamieszkał z Małgosią, jest już ich troje i łączy ich jedynie wspólny dach). Niby to proste, bo każdy wie, że rodzina jest wtedy, gdy mama jest żoną taty, a tata mężem mamy. Ale jak to zrobić, żeby ta wiedza zamieniła się w słowa „Ja Jan, biorę Ciebie Małgorzato za żonę i ślubuję Ci…”? Nie mam pojęcia. Mówienie, że to grzech już nie działa. Grzechem się niezbyt przejmujemy. Bywa, że pobudzam wyobraźnię: „Pani Małgorzato. A jak, nie daj Boże, pewnego dnia coś się stanie z panem Janem, to, co pani potem zrobi? W świetle prawa jest pani matką samotnie wychowującą dziecko. Będzie coś pani przysługiwało po świętej pamięci Janie?”. W najlepszym wypadku pojawia się odrobina trwogi. Lepsze to niż nic. Bywa, że zaczynamy od strony matematycznej. „Kochacie się? Chcecie być razem? To, dlaczego nie zawrzecie ślubu? A… nie ma pieniędzy. Rozumiem. A ile państwo potrzebujecie? Konkretnie. Nie wiecie?”. Szkoda, bo można by wtedy zastosować wzór K = O x M (gdzie K to koszty ślubu i wesela; O to miesięczne oszczędności, a M to ilość miesięcy) i w przybliżeniu obliczyć, kiedy będzie ślub, a tak… same niewiadome. Ostatnio spodobał mi się sposób ks. Pawlukiewicza. Trzeba tylko zachować poważną minę. Otóż Jaś i Małgosia proszą o chrzest dla swego dziecka. A to pięknie. Tu się ustala datę. „Dobrze, to pan kościelny ochrzci wam dziecko. Pójdziecie do zakrystii… Jak to kościelny? Ksiądz żartuje! Nie, spokojnie. Nasz kościelny to bardzo przystojny, elegancki pan, zrobi to bardzo ładnie… Ale proszę księdza, to nie jest ksiądz! Ależ wiem. Tylko proszę państwa nie przesadzajmy. Jemu brakuje tylko sakramentu święceń. Wam też brakuje tylko sakramentu małżeństwa… Niech zatem chrzci pan kościelny”. Sam jestem ciekaw, czy zadziała. Tyle, że to wszystko jakaś wyższa ekwilibrystyka kancelaryjna. No cóż, czasami trzeba uzasadniać rzeczy najbardziej oczywiste. Boże drogi. Wiem, jak się wyprasza błogosławieństwo. Ale jak to zrobić, aby ktoś zechciał je przyjąć? Może więc przydałby się jakiś jeszcze jeden przedmiot w Seminarium? ks. Adam Rogalski Przyrzekamy Ci, z oczyma wpatrzonymi w Betlejemski żłóbek, że odtąd staniemy wszyscy na straży budzącego się życia. Walczyć będziemy w obronie każdego dziecięcia i każdej kołyski równie mężnie, jak ojcowie nasi walczyli o byt i wolność narodu, płacąc obficie własną krwią. Jesteśmy gotowi raczej śmierć ponieść, aniżeli śmierć zadać bezbronnym. Dar życia uważać będziemy za największą łaskę Ojca Wszelakiego Życia i za najcenniejszy Skarb Narodu. Z Jasnogórskich Ślubów Narodu Polskiego, 1956 r. IMPRIMATUR Kuria Metropolitalna w Krakowie, nr 148/2001 z dnia 18.01.2001 bp Jan Szkodoń, wikariusz generalny; ks. Jan Dyduch, kanclerz przyjęte przez ......................................................... w czasie uroczystości ślubowania w dniu . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Najświętsza Panno, Bogarodzico Maryjo, wszyscy Aniołowie i Święci, wiedziony(a) pragnieniem niesienia pomocy w obronie nienarodzonych, postanawiam mocno i przyrzekam, że od dnia . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . biorę w duchową adopcję jedno dziecko, którego imię jedynie Bogu jest wiadome, aby przez dziewięć miesięcy, każdego dnia, modlić się o uratowanie jego życia oraz o sprawiedliwe i prawe życie po urodzeniu. Przyrzeczenie Duchowej Adopcji Dziecka Poczętego ................................................................................................................................................. Święta Boża Rodzicielko i Matko Dobrej Rady! ................................................................................................................................................. ......................................................................................................................................................................................... Tę stronę odetnij i złóż podczas Mszy św., w czasie której składasz Duchową Adopcję. Bardzo prosimy o podanie swego nazwiska, imienia, adresu i telefonu. Ułatwi to Księżom Duszpasterzom kontakt z Tobą. Możesz także zachować anonimowość. Złóż w procesji odciętą i niewypełnioną kartkę. Bêdzie wtedy wiadomo, że podjąłeś Duchową Adopcję.