Pobierz - Nasza Wiara

Transkrypt

Pobierz - Nasza Wiara
N R 1 (0 2) / 2 0 1 0
12 MARCA 2010
KWARTALNIK
RODZIN
RACIBORSKICH
Marsz dla Życia i Rodziny
w 5. rocznicę śmierci Jana Pawła II
„Bronić życia i umacniać je,
czcić je i kochać – oto zadanie,
które Bóg powierza
każdemu człowiekowi…”
Wydarzenia związane
z tygodniem modlitw
o świętość Życia
w parafii NSPJ w Raciborzu
(Encyklika „Ewangelia Życia” JP II).
Od napisania tych słów przez Jana Pawła II mija w tym roku 15 lat. Miało to
miejsce w dniu 25 marca 1995 r., w dniu,
w którym Kościół wspomina Zwiastowanie, a więc początek ziemskiego życia Jezusa. Coraz częściej ten dzień nazywamy
dniem świętości życia.
Tak się składa, że w tym roku dzień
śmierci Sługi Bożego przypada w Wielki Piątek, w dzień śmierci Zbawiciela.
Z tego powodu nie zgromadzimy się na
Raciborskim Placu Długosza. Będziemy
czuwać przy Bożym Grobie, przy miejscu, w którym tryumfuje Życie.
Jako ludzie, którzy mają prawo nazywać się pokoleniem Jana Pawła II, nie
chcemy zapominać ani o kolejnej rocznicy
śmierci Sługi Bożego, ani o Jego przesłaniu. Jak On chcemy zamanifestować nasz
szacunek do ludzkiego życia, naszą troskę o dzieci poczęte oraz o ludzi u schyłku życia. Chcemy ukazać i przypomnieć
zdrową wizję małżeństwa i rodziny. Czyż
nie jest to potrzebne także i dzisiaj?
Jeśli te treści są Ci bliskie i czujesz, że
powinieneś stanąć po stronie życia, to zapraszamy do udziału w Marszu dla Życia
i Rodziny, który odbędzie się w sobotę,
27 marca. Rozpoczniemy w kościele Serca
Pana Jezusa o 19:00; zakończymy wspólną
modlitwą z Księdzem Biskupem Ordynariuszem, oraz koncertem zespołu „Przecinek” u stóp Matki Bożej Raciborskiej.
Młodzież i Rodziny
Raciborskich Parafii
18 marca – 18.30 – Nabożeństwo
w intencji życia;
18 marca – 19.00 – Spotkanie
z Marszałkiem Markiem Jurkiem
(Dom Katechetyczny)
19 marca – 18.30 – Droga Krzyżowa
w intencji nienarodzonych
22 marca – 18.30 – Film „To jest teraz
mój dom” o rodzinach adopcyjnych
23 marca – 18.30 – Film „Przeżyła
aborcję” – świadectwo
24 marca – 18.30 – Film „Basia”
o matce, która zmarła przy porodzie
dziecka
25 marca – 17.30 – Nieszpory Maryjne i złożenie deklaracji Duchowej
Adopcji Dzieci Poczętych
27 marca – 19.00 Marsz dla życia
i rodziny sprzed kościoła NSPJ
w Raciborzu
społu
Koncert zeRZECINEK”
„P
27 marca – Czuwanie dla młodzieży
w klasztorze Annuntiata w przeddzień Światowego Dnia Młodzieży.
Rozpoczęcie o godz. 19:00 Marszem
dla Życia i Rodziny
MARSZ dla ŻYCIA
i RODZINY
SRC – JP2
27 marca, godz.19:00
sprzed kościoła NSPJ w Raciborzu
1
ORATORIUM
MESJASZ
GEORG FRIEDRICH HÄNDEL
WYKONAWCY:
Iwona Socha – sopran
Magdalena Spytek-Stankiewicz
– mezzosopran
Adam Sobierajski – tenor
o. Tomasz Jarosz – bas
CHÓR MIESZANY
„REZONANS CON TUTTI”
Dyr. Waldemar Gałązka
RACIBORSKA
ORKIESTRA KAMERALNA
ANDRZEJ ROSÓŁ
Dyrygent
KOŚCIÓŁ FARNY p.w. WNMP
w RACIBORZU
30 marca 2010 r.
godz. 19:00
ODNOWIENIE MISJI ŚWIĘTYCH
21–28 marca. Parafia Wniebowzięcia NMP
Misje poprowadzą ojcowie Paulini z Krakowa
o. Ryszard i o. Krzysztof Dec
SPOTKANIE RODZIN NAZARETAŃSKICH
Ks. Stefan Czermiński
niedziela 21 marca godz. 19:00
Dom Katechetyczna Parafia NSPJ
REKOLEKCJE
DLA MŁODZIEŻY
25–26 marca, kościół NSPJ
godz. 11.00
KONCERT ZESPOŁU
2 Tm 2,3
KUŹNIA RACIBORSKA
26 marca, godz. 19:00
Ofiary na rozwój gazety
i dzieła SRC JP 2:
Bank Spółdzielczy w Raciborzu
Nr konta:
83 8475 0006 2001 0000 0172 0001
(z dopiskiem „SRC”)
SRC – Kwartalnik Stowarzyszenia Rodzin Katolickich
Redaguje zespół: Małgorzata i Stanisław Adamowicz;
Jan Cieślak; Małgorzata Draszczyk; Janina i Ryszard Frączek;
Krzysztof Hrycko; Maria Jabłońska; ks. Wojciech Janus; Klaudia Krężel; Marian Majerczak, Jan Matyja; ks. Adam Rogalski;
Michał Fita, Eugenia i Józef Woźniczkowie, Bożena Guział,
Michał Sładek.
Adres redakcji:
Parafia NSPJ, ul. Warszawska 29, 47-400 Racibórz
e-mail: [email protected]
2
Na diabelską łapę
Kryzys. To słowo staje się wszechobecne. Wpada do naszych uszu co najmniej
kilka razy dziennie, dźwięczy w radiowym
eterze, płynie z ciekłokrystalicznych ekranów, jest drukowane setki razy w prasie.
Ale nie o kryzysie gospodarczym chcę pisać. Mam na myśli inny kryzys. Ukrywa się
pod określeniami „życie na próbę”, „dorabianie się”, „dopasowywanie charakterów”,
„utwierdzanie się w miłości”. Co bardziej
złośliwi ochrzcili go „życie na kocią łapę”
lub „kartę rowerową. Z pewnością już wiemy, o co chodzi, a bardziej o kogo: żyjących bez sakramentu małżeństwa.
Są ich dziś tysiące. Na Ostrogu, gdzie
pracuję, podczas kolędy spotkałem takich
ludzi dziesiątki razy i bynajmniej nie uważam ich za złych. Często szukają kontaktu z
Kościołem, przychodzą do kancelarii, chcieliby przystępować do Komunii, ochrzcić
swoje dziecko, czasami są na niedzielnej
Mszy, mówią, że wierzą. Dzisiejszy świat
wmówił im, że ich życie jest OK, że nic
złego nie robią, nie muszą czuć się gorzej
a „wszystko ma swój czas”. Jednak ludzie
wierzący nie mogą przystać na taką interpretację ich postępowania. Nie mogą jej
Powiew
życia
W obecnym czasie jak grzyby po deszczu w wielu krajach Europy przeprowadzane są marsze dla życia. Cieszę się, że
młodzi ludzie z Raciborza wyszli z inicjatywą marszu dla Życia i Rodziny. Przyłączę
się do marszu i nie tylko dlatego, że wyznaję wiarę w Jezusa Chrystusa. Pójdę podziękować moim rodzicom, mojej mamie,
za jej miłość i odwagę, że mnie urodziła.
Pójdę dla moich dzieci, z których jestem
dumny, a którym chcę przekazać siłę i wiarę w życie. Pójdę, bo dzieci poczęte są dziś
najsłabsze, nie mają możliwości obrony, jeżeli ktoś zdecyduje się je zabić.
W ostatnim marszu dla życia w Paryżu
wzięło udział 25 tysięcy ludzi. Dzieci szły z
rodzicami, żony z mężami, babcie z dziadkami. „Nie będzie można już zamknąć nam
ust lub udać, że nas nie ma” – cieszyli się
uczestnicy demonstracji. Uczestnicy marszu
skandowali m.in.: „tak dla życia”, „tak dla
najmniejszych”, „prawo do życia nie jutro,
ale dzisiaj”, „ja też byłem embrionem”.
rozpowszechniać i powtarzać, bo to kłamstwo i krzywda wyrządzana bliźniemu.
Przypomnijmy sobie wszyscy w tym
miejscu największe przykazanie: Będziesz
miłował... Zapominamy o nim. Mieszkający
bez sakramentu niech nie oszukują siebie i
otoczenia: ich życie jest dalekie od tej wielkiej wskazówki. Jaka to miłość, która nie
wiąże do grobowej deski? Pozostali zaś,
którzy patrzą na „konkubinaty” w swoim
otoczeniu też nie są bez winy. Powinni porozmawiać, upomnieć lub, chociaż pomodlić się – w imię miłości.
W tej całej sprawie wyraźnie widać
rękę szatana – ojca kłamstwa. To on chce,
by ludzie się oszukiwali, by odwracali się
od Boga i przykazania prawdziwej miłości.
Nie ma miłości na próbę, przeczytajmy w
Pierwszym Liście do Koryntian. Ośmielam się,
dlatego nadać temu strasznemu kryzysowi
związków nowe imię: „życie na diabelską
łapę”. Imię przykre, ale prawdziwe. Wypowiedzmy mu wojnę. Jesteśmy chrześcijanami a Chrystus zwyciężył świat! Z taką wiarą
i my zwyciężymy niejeden kryzys i wyciągniemy z niego wielu wspaniałych ludzi.
ks. Wojciech Janus
Marsze i wydarzenia „TAK DLA ŻYCIA” odbywają się dzisiaj w wielu miastach Polski. A stało się to m.in. na skutek
uchwały Sejmu Polskiego, który w 2004 r.
dzień 24 marca ustanowił Narodowym
Dniem Życia. W bardzo wielu gminach Polski radni wprowadzili ten dzień do programu rocznego świąt i wydarzeń. W uchwale
sejmowej zapisano m.in.: „Dzień ten powinien się stać okazją do narodowej refleksji
nad odpowiedzialnością władz państwowych, społeczeństwa i opinii publicznej za
ochronę i budowanie szacunku dla życia
ludzkiego, szczególnie ludzi najmniejszych,
najsłabszych i zdanych na pomoc innych.
Pewnie pojawią się komentarze i głosy:
„fanatycy, Radio Maryja, równouprawnienie, Jan Paweł II nie żyje”. Ja nie dbam
o te komentarze. Zabiorę świecę i powiem
za Młynarskim: „róbmy swoje”. Bo cokolwiek powiemy, napiszemy pozostaną słowa naszego papieża: „Każde życie, nawet
najmniej znaczące dla ludzi, ma wieczną
wartość przed oczami Boga”.
Pójdę, aby w tym gąszczu ludzkiej
krzywdy, pretensji, braku zrozumienia, płaczu, zobaczyć światło nadziei, poczuć powiew życia, napełnić serce, aby starczyło na
następne dni. Do końca.
Ryszard Frączek
SRC – JP2
„CZY ONE
PRZESTANĄ NAS KOCHAĆ?”
CZYLI DLACZEGO RODZICE BOJĄ SIĘ WYMAGAĆ OD DZIECI
Czasami wydaje nam się, że gdy będziemy spełniać wszystkie potrzeby i zachcianki
dziecka, wtedy będzie bardziej nas – rodziców – kochało. Będzie bardziej posłuszne.
Patrząc wstecz (wychowuję czwórkę dzieci – od 7 do 22 lat) stwierdzam, że jest to
droga błędna. Zasada wychowawcza „Wymagam, bo Cię kocham”, „Wymagam, bo
Cię poważnie traktuję” zawsze się sprawdza.
Ponadto, mówienie dziecku, nawet małemu,
które już przecież zaczyna rozumować i argumentowanie pewnych zachowań i postaw,
ma sens. Często słyszę stwierdzenia, że gdy
dziecko „jeszcze nie rozumie” to można mu
na to, czy na owo pozwolić. Że kiedy coś narozrabia, to nie trzeba tłumaczyć, bo przecież
„nic się nie stało”. Lepiej pobłażać. Jednak
po jakimś czasie widzimy, albo zastanawiamy się, co za charakterek z tej naszej pociechy... Jakoś trudno jest się nam zmierzyć z
prawdą, że ostatecznie mieliśmy czas na to,
żeby ten charakter kształtować, a w rezultacie zrobiliśmy dziecku krzywdę.
Pamiętam, że dużym problemem było
dla mnie to, aby nasze dzieci były grzeczne
w kościele (bardzo lubiły biegać). Często
byłam tym zmęczona i właściwie, patrząc
po ludzku, nic z danej Mszy św., nie miałam. Wytrwale tłumaczyłam, że w kościele
mieszka Pan Jezus, który bardzo nas kocha
i pragnie, abyśmy się na Niego patrzyli
i modlili się do Niego. Tłumaczyłam, na
miarę rozumienia dzieci, wszystko, co w
danym momencie dzieje się na ołtarzu. Zachęcałam, aby wspólnie z nami modliły się
i śpiewały. Przede wszystkim ważne było,
aby dzieciom przekazać, po co przychodzimy do kościoła. Dzieci swoimi serduszkami wyczuwały wielką tajemnicę, która dokonywała się na ołtarzu.
Istotą wychowania dzieci jest ukazywanie tych najgłębszych więzi i relacji, jakie
zachodzą między Bogiem a człowiekiem.
I to wszystko w przełożeniu na rodzinę,
gdyż nie da się oderwać wychowania dziecka od przeżywania wiary. Wymagam od
dziecka, od osoby, którą z wielkiej miłości
podarował nam Bóg. On również przede
mną stawia wymagania (oczywiście tylko takie, którym z Jego pomocą jestem w
stanie podołać), gdyż bardzo mnie kocha
i wie, co dla mnie w życiu jest naprawdę
dobre. Budowanie wychowania na trwałym
fundamencie, na Bogu, poważne traktowanie dziecka, tj. z cierpliwością i miłością
oraz rozumne argumentowanie zachowań
i postaw oraz inspirowanie dzieci własnym
przykładem przynosi dobre owoce, dając
też poczucie rodzicielskiego spełnienia.
Janina Frączek
Stowarzyszenie Rodzin
FRONDA
zapraszają
18 marca
na spotkania z Marszałkiem
Markiem Jurkiem
Zagrożenia wobec współczesnej rodziny
godz. 11:00
Aula PWSZ przy ul. Słowackiego 55
godz. 19:00
Dom Katechetyczny przy par. NSPJ
(wejście od strony Domu Studenta)
ul. Warszawska 29
kontakt: [email protected], tel. 602 255 300
SRC – JP2
SONDA NA TEMAT:
Ślub
czy konkubinat?
Niedawno trafiłam na kolejny artykuł prasowy
o życiu „na kocią łapę”. Pisali w nim o przepisach, że
niby dyskryminowani są ci, co to „bez ślubu wolą”.
Cytowali zażalenia ludzi, że ich konkubenta nie wpuszczono po wypadku na szpitalną salę w odwiedziny...
A ja pytam – jaki dowód przedstawi ten konkubent, że
jest właśnie ukochaną/ukochanym tej nieprzytomnej
osoby? Jak udowodni, że nie jest kimś zupełnie innym, kto chce tej osobie zaszkodzić, że jest kimś, kogo
w ogóle poszkodowana osoba chciałaby widzieć? Tylko miłość, o którą się walczy, która przetrwa kryzysy,
która często trwa „pomimo”, ma wartość, jak złoto
wypalone i oczyszczona w ogniu. I tylko taka jest pewna, a coraz pewniejsza pozwala na pójście do przodu,
sięganie głębiej, odkrywanie głębszych pokładów
serca swojego i drugiego człowieka, robienie rzeczy,
o których wcześniej nawet się nie śniło.
Agnieszka
Jako osoba wierząca chcę wziąć ślub kościelny,
ponieważ w ten sposób zapraszam do niego Jezusa
i wówczas On łączy nasz związek. Natomiast wiem, że
ślub kościelny sam w sobie nie jest gwarancją udanego
małżeństwa, bo musi być jeszcze codzienna praca nad
sobą. Rozumiem, że osoby niewierzące nie czują potrzeby zawierania takiego ślubu, bo nie wierzą w Boga
i nie zmuszałabym ich do tego. Taki ślub ma sens tylko
wówczas, gdy przynajmniej jedna strona jest wierząca
i praktykująca.
Agata
Świat wymyślił sobie, że Sakrament Małżeństwa
jest niecodzienny, a „mąż” i „żona” to tylko przestarzałe nazewnictwo. Wpaja nam, młodym ludziom,
że bezpieczniej jest nie ingerować za bardzo w swoją
prywatność, strzegąc własnej wolności w „związku
bez zobowiązań”. Tymczasem, w naszych sercach drzemią całkiem inne pragnienia! Przecież potrzebujemy,
aby nas kochano zawsze i niezmiennie, wiernie i bez
względu na okoliczności. Nikt z nas nie żyje na próbę,
a ukochana osoba jest dla nas nie kim innym jak żywym Darem od Boga: w życiu „na kocią łapę” leży on
cały czas na stole, nietknięty, w obawie przed tym, co
jest w środku, natomiast w życiu małżeńskim możemy
odkrywać przed Bogiem i sobą całych siebie. Ks. Piotr
Pawlukiewicz opowiadał kiedyś taką historię: Gdy odwiedzałem chorych w szpitalu moją uwagę przykuło
pewne małżeństwo. On leżał po zabiegu, ona przyszła
go doglądnąć. Kiedy już pożegnali się, on podszedł do
okna i długo wpatrywał się w jej odchodzącą postać.
„Wie ksiądz, moja żona to niesamowita babka! Jesteśmy małżeństwem od trzydziestu lat i cały czas odkrywam ją na nowo”. Tyle pięknych małżeństw, tyle poruszających historii miłości. Propozycje gazet wydają się
przy nich tylko protezą prawdziwego życia.
Magdalena
3
SONDA NA TEMAT:
Dlaczego zdecydowała
się PANI na zawarcie
związku małżeńskiego
w kościele katolickim?
– Ponieważ jestem wychowana w wierze katolickiej, a wstąpienie w związek małżeński jest
częścią Kościoła, jest budowaniem Kościoła
domowego.
Ewelina, 23 lata
– Chciałabym budować swój związek w wierze
katolickiej i iść przez życie z Bogiem w sercu.
Joanna, 25 lat
– To jest kolejny etap w naszym życiu. Jesteśmy
przygotowani, aby żyć razem, wspierać się w
zdrowiu i chorobie, wychowywać razem dzieci.
Zosia, 28 lat
– Ponieważ jestem osobą wierzącą i chcę z ufnością i radością zaprosić Boga do naszej miłości.
Ewa, 20 lat
– Zdecydowałam się na zawarcie związku małżeńskiego w Kościele Katolickim, ponieważ
chcę przed Bogiem potwierdzić miłość, którą
obdarzam mojego wybranka.
Maja, 21 lat
– Ponieważ chcę założyć rodzinę i wychowywać
dzieci zgodnie z wiarą katolicką.
Iwona, 25 lat
– Uważam, że każdy chrześcijanin, który wierzy,
powinien zawrzeć święty związek małżeński w
Kościele Katolickim, ponieważ życie bez ślubu
byłoby lekceważeniem tej świętości.
Weronika, 24 lata
– Ponieważ taka jest moja wiara.
Jola, 23 lata
– Ponieważ się kochamy i wypływa to z naszej
wiary.
Marysia, 21 lat
– Ponieważ chcę godnie żyć i tego samego pragnę dla mojego ukochanego.
Karolina, 25 lat
– Ponieważ jestem osobą wierzącą i chcę żyć
zgodnie z przykazaniami Bożymi.
Żaneta, 27 lat
– Bo jestem osobą wierzącą.
Zuzanna, 34 lata
– Ponieważ sakrament małżeństwa cementuje
związek.
Julia, 28 lat
4
Zdjęcie
Sakrament
małżeństwa
„TAK”...
„Ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską
oraz, że Cię nie opuszczę,aż do śmierci…”
Piękne słowa przysięgi małżeńskiej.
Dlaczego nadal tak wielu młodych ludzi
boi się tych słów?
Przez wiele lat żyją pod jednym dachem na tzw. kocią łapę, bojąc się zalegalizowania swojego związku. Uważają,
że są zbyt młodzi, albo zwyczajnie chcą
się sprawdzić. Tym samym zapominają
o szacunku dla osoby, którą nazywają
przecież „swoją miłością”. Bo cóż może
być większym świadectwem autentycznej
miłości jak nie przysięga przed Bogiem?
Jak powszechnie wiadomo, wszystkie
związki mają swoje wzloty i upadki,
ale to właśnie dzięki łaskom płynącym
z Sakramentu Małżeństwa otrzymujemy
siłę do wspólnej walki z przeciwnościami losu, a jest to przecież walka w imię
najpiękniejszej Miłości. Ślubowanie przed
Bogiem znaczy dosłownie „kocham Cię”,
biorę za Ciebie odpowiedzialność, chcę
się Tobą opiekować, być z Tobą w każdym Twoim upadku, kochać Cię na dobre
i na złe. Oczywiście musi to być bardzo
przemyślana, dojrzała decyzja. Uważam,
że wiek nie ma tu większego znaczenia.
Niejednokrotnie związki ludzi młodych
są nie tylko bardziej spontaniczne, ale
także autentyczne, szczere, gotowe do
największych poświęceń. Często nawet
niedojrzali, stając przez Bogiem i ślubując miłość do końca życia, właśnie wtedy
otrzymują wielkie dary z Nieba, które
przemieniają ich całkowicie i pozwalają
im uświęcać samym sobą najbliższą osobę. Czy może być w tym ziemskim życiu
coś piękniejszego niż wspólne kroczenie
do świętości?
Klaudia Krężel
Czy w dzisiejszych czasach sakrament
małżeństwa stracił na wartości?
Zdarza się, że niektórzy ludzie nie
podchodzą do małżeństwa jak do sakramentu i nie czują konieczności zawierania ślubu kościelnego. Uważają sakramentalne małżeństwo za wymysł księży,
a ceremonię ślubu i jej uroczystą oprawę
traktują jedynie jako podtrzymanie tradycji.
Tak jednak nie jest. Sakrament małżeństwa to nie jest wymysł duchownych.
Ustanowił go sam Pan Jezus, mówiąc:
Co Bóg złączył, człowiek niechaj nie
rozdziela (Mt 19, 6). Sakrament Małżeństwa udziela małżonkom wielu łask,
bez których ciężko byłoby znaleźć siłę i
wytrwałość do codziennego wypełniania
obowiązków, pomagania sobie nawzajem, do dobrego wychowania dzieci, a
przede wszystkim do wytrwania w dozgonnej miłości i wierności. Zawarcie
małżeństwa jest momentem przejęcia za
drugą, wybraną i kochaną, osobę odpowiedzialności na zawsze. Ślub sakramentalny jest obietnicą trwania ze sobą do
końca życia, daną sobie przez nowożeńców. Obietnica ta jest wsparta łaską Bożą.
Z perspektywy 38-u przeżytych wspólnie lat widzimy, że aby małżeństwo było
szczęśliwe, potrzebny jest nieustanny wysiłek z obu stron. W naszym życiu musieliśmy się uczyć, że życie małżeńskie
nie polega tylko na zaspokajaniu swoich
przyjemności. Były w naszym życiu takie chwile, że trzeba było zrezygnować
z wielu przyjemności, aby nasze małżeństwo przetrwało. Wyborów trzeba dokonywać cały czas i nie jest to łatwe. Do
naszego wspólnego życia zaprosiliśmy
Jezusa Chrystusa i Jemu zawdzięczamy
wszelkie dobro, którego codziennie doświadczamy.
E.J.Woźniczkowie
SRC – JP2
Nie chcemy się żenić,
najpierw doróbmy się
(zabezpieczmy się finansowo)
Problem, który towarzyszy nam od
zawsze, to problem wyboru. Tym razem
wybieramy, co jest ważniejsze na dany
moment, ale już nie tylko dla mnie samego, ale również dla drugiej osoby, potem
trzeciej a może i następnych osób. Istota
naszego „człowieczego” funkcjonowania
zasadza się przecież na byciu dla innej
osoby. Im później tę prawdę odkrywamy, tym większy żal nas dopada, że
„straciliśmy” (tylko dla siebie) tak dużo
czasu. Niejednokrotnie nie zauważamy,
że kiedyś wyłącznie dla nas inne osoby
też składały ofiarę ze swego czasu, ze
swego zawierzenia, ze swego zaufania.
Nikt nie pytał i nie zastanawiał się ile
ryzykuje i ile może stracić.
Czy dzisiaj cokolwiek się zmieniło?
Okoliczności tak, ale istota rzeczy pozostała taka sama. Potrzeba bycia kochanym oraz potrzeba kochania tkwi bardzo głęboko w każdym z nas. Czy wolno
i czy warto narażać człowieka, nasze
relacje na widmo nietrwałego i złudnego dobrobytu. Czy wolno? Zawsze. Czy
warto? Nigdy.
Młodzi ludzie często boją się zaangażować w trwały związek małżeński, gdyż
brakuje, czy to dobrego przykładu, czy to
właściwego rozeznania, co do możliwości daru, jaki możemy doświadczyć, ofiarowując sobie siebie nawzajem. Decyzja
związania się ze sobą do końca życia,
sama w sobie jest decyzją z pewnością
trudną i wymagającą. Jeszcze trudniejszą
jest decyzja tworzenia rodziny bez pewnego zabezpieczenia finansowego. Czy
jednak kiedykolwiek możemy być pewni
tego, co przyniesie nam następny dzień?
Jakże trudno dochodzi do naszej świadomości fakt, że to właśnie z chwilą przyjęcia Sakramentu Małżeństwa wchodzimy
na wspólną drogę, wraz z łaską Bożą
wspierającą nas w tym doświadczeniu.
Samodzielnie, bez Bożej ingerencji, nawet
przy naszej największej zapobiegliwości,
nie jesteśmy w stanie w sposób optymalny poukładać piramidy naszego codziennego życia. Niejednokrotnie doświadczenie pokazuje, że trwałe owoce możemy
uzyskać tylko tam, gdzie włożyliśmy
wcześniej nasz wysiłek i zaangażowanie.
Tylko wtedy będziemy w stanie dotrzymać kroku w doświadczeniu współmałżonka, które nie mija nikogo z nas.
Sładek Michał
Po co ślub?
Jestem na niedzielnej Mszy św. w kościele św. Mikołaja. Czuję, że ta Eucharystia będzie szczególna. Mój wzrok przykuwa wyścielona białą tkaniną ławeczka
przed ołtarzem. Za chwilę usiądą tam
– Anna i Jan. Wyglądają dzisiaj szczególnie dostojnie. Na twarzach – powaga
i godność. Celebrują 50-tą rocznicę swojego małżeństwa. Za Nimi licznie zgromadzona, najbliższa rodzina, a dalej
– wspólnota parafialna. Nic o Nich nie
wiem, a są mi jakoś bliscy; może przez to,
SRC – JP2
co kryje się pod tajemnicą tych 50-u lat.
Wytrwali. Przyszli podziękować Bogu.
Odnowili śluby. Chcą dalej iść razem.
Kościół Im dziękuje i składa życzenia.
I ja czuję wdzięczność. Chcę im to powiedzieć, ale się nie udaje – rodzina otacza
Ich i zamyka w swym kręgu.
Rozmawiam z innymi, czują to samo.
Dotknęła nas wielka radość. Jakiś przypływ nadziei, mocy i wiary. Tak. Warto
się trudzić. Po co ślub? Oni to wiedzą.
Maria Jabłońska
SONDA ciąg dalszy ze str. 4
Dlaczego zdecydował
się PAN na zawarcie
związku małżeńskiego
w kościele katolickim?
– Bo taki jest kolejny etap naszego związku i założenia rodziny.
Krystian, 24 lata
– Dlatego, że zostałem wychowany w wierze
Kościoła Katolickiego, i czuję potrzebę sformalizowania mojego związku z narzeczoną.
Janusz, 24 lata
– Ponieważ chcę, by moje małżeństwo było
święte.
Michał, 23 lata
– Dlaczego? Bo zostałem wychowany w wierze
katolickiej.
Rafał, 23 lata
– Ponieważ chcę, aby w naszym życiu był obecny
Bóg.
Krzysztof, 25 lat
– Ponieważ taka jest moja wiara, więc pragnę,
aby Bóg błogosławił nasz związek.
Jakub lat 24
– Bo jestem wierzącym katolikiem.
Marcin, 25 lat
– Zdecydowałem się na zawarcie związku małżeńskiego w Kościele Katolickim, ponieważ
jestem bardzo wierzącą osobą i dlatego chcę
przed Bogiem złożyć przysięgę.
Filip, 28 lata
– Ponieważ żyję według przykazań, jestem osobą wierzącą.
Bartosz, 29 lat
– Ponieważ chcę, aby moja rodzina żyła w wierze i miłości Bożej.
Paweł, 25 lat
– Ponieważ od urodzenia żyję w wierze katolickiej i nie wyobrażam sobie wspólnego życia
poza związkiem sakramentalnym.
Leszek, 23 lata
– Aby zbudować szczęśliwą rodzinę.
Marcin, 30 lat
– Ponieważ chcę moją dziewczynę kochać miłością odpowiedzialną.
Dominik, 27 lat
– Zostałem wychowany w wierze katolickiej, jestem katolikiem i osobą wierzącą.
Patryk, 27 lat
– Ponieważ jestem wierzącym facetem.
Mirosław, 40 lat
5
Ojciec Pio.
SONDA ciąg dalszy ze str. 3
Jaką pewność daje konkubinat? Jaka to miłość,
której nie ma się odwagi wyznać przed Bogiem w kościele? Jaka to miłość, na próbę? Miłość z definicji jest
wieczna, jeśli się kończy, to nie miłość, to kończy się
zakochanie, zauroczenie. Miłość to wybór, świadoma
decyzja, relacja, którą się buduje często w pocie czoła.
W konkubinacie łatwo się rozstać. Można sobie założyć, że to tylko na jakiś czas. Jaki sens ma taki związek?
Czego nauczą się dzieci takich rodziców? Że w życiu
nie ma niczego pewnego? Związek, w którym istnieje
duży stopień ryzyka, że się rozpadnie, blokuje, nie pozwala ludziom w pełni się otworzyć, w pełni ofiarować,
w pełni obdarzyć sobą drugiego człowieka. Bo skoro
on/ona może odejść, zranić, to, po co ma sięgać aż do
głębi serca? Wystarczy trochę płycej, będzie mniej bolało. I tak mniej lub bardziej świadomie zgadzamy się
na pełzanie, zapominając, że mamy skrzydła…
Agnieszka
Jako studentka nie mam jeszcze doświadczenia
w tej kwestii (nie mam męża, dzieci). Mogę jedynie
wyciągnąć wnioski z wychowania, jakie dali mi moi
rodzice i na tej podstawie zbudować własny plan dla
mojej rodziny. To, co bardzo sobie cenię, to rodzinne
modlitwy na klęczkach od najmłodszych lat. Odkąd
tylko pamiętam, wieczorami zawsze modliliśmy się razem. Nikt nikogo nie zmuszał, tak po prostu było. Dzięki temu, do dziś, kiedy kładę się spać, gdzieś między
północą a wschodem słońca, zawsze coś szepnę Panu
Bogu na dobranoc. Myślę, że w tej kwestii ważniejszy
jest przykład mamy czy taty na klęczkach niż nakaz.
Ania
Niedawno przeczytałam list Taty do Mamy, napisany 25 lat temu, opublikowany na łamach pierwszego
numeru SRC JP II. Nie potrafiłam nie płakać, czytając
go. Najważniejsza decyzja w życiu – dziękuję Wam,
Kochani Rodzice, że mieliście odwagę ją podjąć! Być
mężem, żoną... Małgosia, Staszek... – dziękuję, że
zgodziliście się przynależeć do siebie nawzajem w ten
niepojęty i cudowny sposób, tak, że Ania i ja jesteśmy
częścią każdego z Was jednocześnie! Małżeństwo zmienia ludzi – dziękuję, że nie baliście się tych zmian, że
byliście i jesteście nadal na nie otwarci! Nowe życie –
Bóg daje je ciągle i ciągle na nowo, z każdym krokiem
w nieznane, z każdą odważnie podjętą decyzją.
Dziękuję za te przykłady! Małżeństwo… przecież to
takie proste (…) zaprowadzić do ołtarza! – z Bogiem
wszystko jest możliwe, dziękuję za Wasz przykład
wierności Stwórcy, za wierność modlitwie, zaangażowanie w życie wiarą! Dziękuję Bogu za Was i Wam – za
życie, wiarę i pokazanie Boga!
Agnieszka
Jestem młodą osobą, rodziny jeszcze nie założyłem.
Widzę jednak taką tendencję, wśród moich znajomych
i przyjaciół, że w życiu można pozwolić sobie generalnie na wszystko, byleby nie był to Sakrament Małżeństwa. Kojarzy się on z całą masą ograniczeń, czymś, co
należy bardziej do naszej pobożnej, polskiej tradycji niż
do kolejnego etapu życia. Inaczej spojrzymy na temat,
jeśli zauważymy, że postawa ta kształtuje się sensu
stricte od czasów rewolucji seksualnej. Jest owocem
buntu roznieconego w konkretnych okolicznościach,
6
Stygmatyk i modlitwa babci
Było to w ubiegłym roku. Siedzieliśmy z mężem po obiedzie, pijąc herbatę.
Zwykły dzień gdyby nie to, że spokój
przerwały nagłe, głośne krzyki i natarczywy dzwonek do drzwi. Biegnąc otworzyć, zobaczyłam przerażający widok.
Mój mały wnuczek niesiony przez drugą
babcię. Krzyk babci i dziecko niedające
oznak życia odjął mi zdolność myślenia.
Ponieważ wnuczkiem zajęło się dwóch
lekarzy, ja weszłam do kuchni i odruchowo, bez udziału mojej woli i zastanowienia zaczęłam powtarzać – „Św. Ojcze
Pio, pomóż mu”. „Św. Ojcze Pio....”, „Św.
Ojcze...”. Do tej pory nigdy nie modliłam
się do tego „świętego naszych czasów”.
Owszem znałam Go, czytałam o Nim, ale
jakoś był w moich modlitwach na uboczu, aż do tego tragicznego popołudnia.
Wnuczek po dwóch dniach wyszedł
ze szpitala zdrowy. Ale ja już nie mogłam modlić się bez wzywania Ojca Pio.
Potem zdarzyły się mi dwukrotnie sytuacje, kiedy mogłam ponieść duże straty.
Ktoś mógłby powiedzieć – zwykły zbieg
okoliczności, nieuwaga, która dobrze się
skończyła.
Wraz z mężem pojechałam z pielgrzymką śladami św. Ojca Pio do San
Giovani Rotondo. Klęcząc przy Jego
szklanym sarkofagu modliliśmy się. Patrzyliśmy się na Jego świętą twarz.
Pisząc te słowa pragnę zwrócić szczególną uwagę na „świętego naszych czasów”. Doświadczany był cierpieniem, nawiedzaniem złych duchów i odrzuceniem
przez współbraci. Pozostał wierny Bogu.
Dziękuję Panu, że miałam możliwość
odbyć tą pielgrzymkę i podziękować
Mu za uratowanie mojego wnuka i za
wszystkie sprawy, które jakoś tak „dziwnie” toczą się wokół osoby Świętego Ojca
Pio.
Ela
List do kolegi
Dzisiaj wiem, że Komunia Święta to nie jest kółko
z krzyżykiem czy opłatek.
Naprawdę w tym opłatku
jest Ukrzyżowany, Zmartwychwstały Chrystus. Pan
Jezus jest bardzo potężny,
bo na przykład mógł się
wybawić od Krzyża, ale
tego nie zrobił, ponieważ
nas kocha i chce żebyśmy mieli życie wieczne.
Oczywiście wie też, że są
ludzie, którzy Go kochają i będą za nim tęsknić,
choćby apostołowie i wielu innych, dlatego w czasie
ostatniej wieczerzy dzielił chleb i wino,
abyśmy mogli łączyć się z Nim w Komunii. Chociaż nie możemy go dzisiaj
zobaczyć to możemy z Nim rozmawiać,
bo nosimy Go w swoim sercu. Dlatego
to jest tak ważne, żebyśmy przyjmowali
Komunię Świętą, bo ten kto nie spożywa
ciała Pana Jezusa, rani go, mówi Mu, że
nie chce być z Nim. Trzy
dni przed moją Pierwszą
Komunią Świętą tak się denerwowałem, że nie umiałem spać. Pewnego wieczoru mama powiedziała:
Chodź się porządnie umyj,
bo, na Pierwszą Komunię
musisz być piękny i czysty.
Odpowiedziałem:
Mogę
mieć brudną buzię, włosy,
ręce, ale na pewno muszę
mieć czystą duszę. W szkole spytałem się pewnego
kolegi, dzień po jego pierwszej Komunii Świętej: Co
dostałeś? On odpowiedział:
„Komputer, rower, pieniądze i obrazek”.
Znowu się zapytałem: „No, ale co jeszcze dostałeś?”. On odpowiedział: „Nie
wiem”. Wtedy bardzo się zasmuciłem,
bo on dostał najlepszy prezent na świecie – Komunię Świętą, czyli bilet do życia
wiecznego, a nawet tego nie zauważył.
Maciej Krężel
SRC – JP2
DUCHOWA
ADOPCJA DZIECKA
POCZĘTEGO
PIELGRZYMKA
SONDA ciąg dalszy ze str. 6
Gietrzwałd – Wilno – Troki
(3–9 czerwca 2010)
po drugiej stronie oceanu. Kiedyś jeden z moich wykładowców powiedział: Po rewolucji seksualnej nic już
nie było takie samo. A szkoda, bo wygląda na to, że ta
cała bajka o wolnych związkach jest efektem jednego
zrywu. Sam świadomie go nie kontynuuje, tylko…
Tylko z nim zrywam.
Robert
DO MATKI BOŻEJ
OSTROBRAMSKIEJ
Rozpoczęła się w Anglii i Francji po
objawieniach fatimskich, w których Matka Boża wzywała wiernych do modlitwy
różańcowej, pokuty i zadośćuczynienia.
W 1987 roku po raz pierwszy taką adopcję
podjęto w Polsce w parafii o.o. Paulinów
w Warszawie. Jest to modlitwa w intencji
poczętego już dziecka, zagrożonego niebezpieczeństwem śmierci. Modlitwa obejmuje
także rodziców tego dziecka. Trwa dziewięć miesięcy – codziennie należy odmówić jeden dziesiątek różańca oraz specjalną
modlitwę. Przyrzeczenie duchowej adopcji
można złożyć uroczyście w kościele, ale
także można to uczynić w domu, np. przed
krzyżem. Pan Bóg przydziela nam jakby
jedno dziecko, którego imię tylko On sam
zna. My nie znamy imienia, płci ani narodowości dziecka. Wierzymy jednak, że
modlitwa ma wielką siłę i że Stwórca ją
przyjmuje.
Ja wierzę, że ratuję „już” trzecie dziecko
poprzez moją duchową adopcję. A może
należałoby powiedzieć „dopiero”, bo znam
osobę, która ratuje już dziesiąte dziecko.
Wśród podejmujących tę szczególną adopcję serca są osoby nie tylko świeckie, ale
i duchowne. Znam takie! I mówię Wam,
kochani, naprawdę odczuwa się żywą więź
z tą malutką istotką. Może taka adopcja
byłaby jakimś ratunkiem dla małżeństw
bezdzietnych? Każde poczęte dziecko od
pierwszej chwili swego istnienia już potrzebuje miłości, a nie zawsze dają tę miłość rodzice. Więc właśnie my możemy tak
wiele zrobić…
Małgorzata Adamowicz
więcej czytaj: www.duchowaadopcja.com.pl
Program:
l3
czerwca 2010 (czwartek) – 1 dzień: Wyjazd
sprzed kościoła NSPJ w Raciborzu o godz. 22:00.
l4 czerwca 2010 (piątek) – 2 dzień: Gietrzwałd
– sanktuarium (Msza św.). Przejazd do Wilna.
l5 czerwca 2010 (sobota) – 3 dzień: Wilno –
Starówka: Ostra Brama, klasztor prawosławny Ducha Świętego, klasztor Bazylianów, ul. Ostrobramska, Wielka, Zamkowa, Zakątek Gotycki. Msza św.
w kaplicy Matki Bożej Ostrobramskiej, kościół św.
Apostołów Piotra i Pawła, Cmentarz Rossa, Góra
Trzech Krzyży.
l6 czerwca 2010 (niedziela) – 4 dzień: Procesja Bożego Ciała. Spotkanie braterskie z Polakami
mieszkającymi na Wileńszczyźnie. Popołudniowy
spacer po starówce Wilna.
l7 czerwca 2010 (poniedziałek)
– 5 dzień: Przejazd do Trok. Kościół WNMP z cudownym obrazem Matki Boskiej Trockiej.
l8 czerwca 2010 (wtorek) – 6 dzień: Msza św.
w kościele Ducha Świętego. Wyjazd do Raciborza.
l9 czerwca 2008 (środa) – 7 dzień: Powrót w godzinach rannych do Raciborza.
Cena: 760 zł + 15 euro
(płatne w autobusie)
– przy zapisie zaliczka 300 zł.
Cena zawiera: przejazd autokarem, ubezpieczenie, 4 noclegi, 4 śniadania i 4 obiadokolacje,
licencjonowany przewodnik dwujęzyczny, wstępy do zwiedzanych obiektow.
Zapisy: w kancelarii parafii NSPJ
w Raciborzu lub u ks. Wojciecha Czekały
tel. 603801374
Chciałabym odeprzeć jeden z popularnych zarzutów
– łączenie patologii w rodzinach ze ślubem kościelnym. Ślub kościelny to tylko początek pewnej drogi
dla małżonków. Później – w zamierzeniu Bożym – jest
wspólna modlitwa, wspólna Eucharystia, wspólne życie wiarą, wspólny wzrost w tym kierunku i wspieranie
się na tej drodze. Jeśli rodzina idzie tą drogą, którą ślubem zaczęła, to patologii nie będzie, po prostu. A jeśli
nie idzie, to właśnie tu tkwi przyczyna – w rezygnacji
z trwania w Bogu. To trochę tak, jakby wziąć przepis
na ciasto, zmieszać ze składników tylko mąkę i cukier
i upiec, a potem narzekać, że to jest zły przepis, bo ciasto wyszło niedobre.
Agnieszka
Jestem młodą kobietą i nie uważam, żeby moją
wolność miałby manifestować tzw. wolny związek.
Wolności nie określa to, ile razy słowo „wolny” zawita
przed jakimś słowem. Dla przykładu: jestem wolną
kobietą, żyję w wolnym związku, jestem częścią wolnego społeczeństwa… Ja, w swoim wolnym (!) wyborze, pragnę zaprosić Boga do swojego małżeństwa
(w pond 90% katolickim kraju nie powinno to wzbudzać podejrzeń), pragnę powiedzieć TAK, ale nie tylko
przed panem w urzędzie stanu cywilnego (wpisze nas
do protokołu i tyle z całej głębi wydarzenia), pragnę
obchodzić rocznice mojego małżeństwa – papierowe
i srebrne, jeśli Bóg da, wszystkie po kolei (inaczej moglibyśmy tylko obchodzić rocznicę kupna nowej pralki, nowego samochodu, rocznicę wyłożenia kafelek
w łazience). Jak widać, Małżeństwo proponuje coś
zupełnie innego dla kobiety i mężczyzny, którzy się kochają. Proponuje uświęcenie tej miłości, wyniesienia
jej ponad to, co materialne. Proponuje życie na Bożą
rękę, a nie na kocią łapę.
Joanna
nazwisko
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
imię
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
kod, poczta
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
miejscowość
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
ulica, nr domu
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
telefon
1. Modlitwa codzienna Duchowej Adopcji.
Panie Jezu – za wstawiennictwem Two­jej
Matki, Maryi, która urodziła Cię z miłością, oraz za wstawiennictwem świętego Józefa, człowieka zawierzenia, który
opiekował się Tobą po urodzeniu – proszę
Cię w intencji tego nienarodzo­nego dziecka, które duchowo adopto­wałem, a które
znajduje się w niebez­pieczeństwie zagłady.
Proszę, daj rodzi­com miłość i odwagę, aby
swoje dziecko pozostawili przy życiu, które
Ty sam mu przeznaczyłeś. Amen.
2. Codziennie odmawiana jedna tajemni­
ca różańca świętego.
3. Przyrzeczone dodatkowe praktyki
..................................
..................................................................................................................................................
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
..................................................................................................................................................
.........................................................................................................................................................................................
Oddaję moje serce
najmniejszemu
i bezbronnemu
Rdz 1,28
„Po czym Bóg im pobłogosławił…”
Ekwilibrystyka kancelaryjna,
czyli o Jasiu i Małgosi
Do Seminarium zgłaszałem się stosunkowo późno. Pojechałem zobaczyć i rozglądnąć się po raz pierwszy wtedy,
gdy już na dobre trwała sesja egzaminacyjna. Jedną z rzeczy,
które mnie zaskoczyły była lista egzaminów, które stoją przed
każdym rocznikiem kleryków. Wyjątkowo długa. Przedmioty
psychologiczne, biblijne, prawne, z poszczególnych dziedzin
teologii i te bardziej praktyczne: z muzyki, liturgii… Między
innymi „praktyka kancelaryjna”. Zgodnie z tym, co przewidywaliśmy okazało się, że chodziło o to, w jaki sposób spisać
protokół przedmałżeński „Jasia i Małgosi”, jak ich ślub wpisać
do ksiąg, co spisać przy chrzcie ich dziecka… Taka papierkowa, ale niezbędna praca, aby był porządek w kancelarii.
Jasna sprawa.
Po kilkunastu latach zasiadam w kancelarii i myślę sobie,
że… trzeba by wprowadzić jeszcze jeden przedmiot w Seminarium. Bo spisywanie protokołu przedmałżeńskiego (nawet,
gdy przysłowiowy Jaś to John, czyli obcokrajowiec wyznania
anglikańskiego, cywilnie rozwiedziony) to pestka. Pestka w porównaniu z tym, w jaki sposób rozmawiać z ludźmi i zachęcić
ich do zrobienia czegoś, co jeszcze jakiś czas temu było rzeczą
jasną jak słońce. Tyle, że „jakiś czas” minął, i dziś sprawy nie
są dla wszystkich oczywiste. Ileż razy muszę stawać w obronie
nowonarodzonego dziecka, które ma mamę i tatę, ale nie ma
rodziny (to przypadek, kiedy Jaś zamieszkał z Małgosią, jest
już ich troje i łączy ich jedynie wspólny dach). Niby to proste,
bo każdy wie, że rodzina jest wtedy, gdy mama jest żoną taty,
a tata mężem mamy. Ale jak to zrobić, żeby ta wiedza zamieniła się w słowa „Ja Jan, biorę Ciebie Małgorzato za żonę i ślubuję
Ci…”? Nie mam pojęcia. Mówienie, że to grzech już nie działa.
Grzechem się niezbyt przejmujemy.
Bywa, że pobudzam wyobraźnię: „Pani Małgorzato. A jak,
nie daj Boże, pewnego dnia coś się stanie z panem Janem, to,
co pani potem zrobi? W świetle prawa jest pani matką samotnie
wychowującą dziecko. Będzie coś pani przysługiwało po świętej
pamięci Janie?”. W najlepszym wypadku pojawia się odrobina
trwogi. Lepsze to niż nic.
Bywa, że zaczynamy od strony matematycznej. „Kochacie
się? Chcecie być razem? To, dlaczego nie zawrzecie ślubu?
A… nie ma pieniędzy. Rozumiem. A ile państwo potrzebujecie? Konkretnie. Nie wiecie?”. Szkoda, bo można by wtedy
zastosować wzór K = O x M (gdzie K to koszty ślubu i wesela;
O to miesięczne oszczędności, a M to ilość miesięcy) i w przybliżeniu obliczyć, kiedy będzie ślub, a tak… same niewiadome.
Ostatnio spodobał mi się sposób ks. Pawlukiewicza. Trzeba
tylko zachować poważną minę. Otóż Jaś i Małgosia proszą
o chrzest dla swego dziecka. A to pięknie. Tu się ustala datę.
„Dobrze, to pan kościelny ochrzci wam dziecko. Pójdziecie do
zakrystii… Jak to kościelny? Ksiądz żartuje! Nie, spokojnie.
Nasz kościelny to bardzo przystojny, elegancki pan, zrobi to
bardzo ładnie… Ale proszę księdza, to nie jest ksiądz! Ależ
wiem. Tylko proszę państwa nie przesadzajmy. Jemu brakuje
tylko sakramentu święceń. Wam też brakuje tylko sakramentu
małżeństwa… Niech zatem chrzci pan kościelny”. Sam jestem
ciekaw, czy zadziała.
Tyle, że to wszystko jakaś wyższa ekwilibrystyka kancelaryjna.
No cóż, czasami trzeba uzasadniać rzeczy najbardziej oczywiste. Boże drogi. Wiem, jak się wyprasza błogosławieństwo.
Ale jak to zrobić, aby ktoś zechciał je przyjąć? Może więc przydałby się jakiś jeszcze jeden przedmiot w Seminarium?
ks. Adam Rogalski
Przyrzekamy Ci, z oczyma wpatrzony­mi
w Betlejemski żłóbek, że odtąd sta­niemy
wszyscy na straży budzącego się życia.
Walczyć będziemy w obronie każdego
dziecięcia i każdej kołyski równie mężnie, jak
ojcowie nasi walczyli o byt i wolność narodu,
płacąc obficie własną krwią. Jesteśmy gotowi
raczej śmierć ponieść, aniżeli śmierć zadać
bezbron­nym. Dar życia uważać będziemy
za największą łaskę Ojca Wszelakiego Ży­cia
i za najcenniejszy Skarb Narodu.
Z Jasnogórskich Ślubów
Narodu Polskiego, 1956 r.
IMPRIMATUR
Kuria Metropolitalna w Krakowie, nr 148/2001 z dnia 18.01.2001
bp Jan Szkodoń, wikariusz generalny; ks. Jan Dyduch, kanclerz
przyjęte przez
.........................................................
w czasie uroczystości ślubowania
w dniu . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Najświętsza Panno, Bogarodzico Maryjo,
wszyscy Aniołowie i Święci, wiedziony(a)
pragnieniem niesienia pomocy w obronie nienarodzonych, postanawiam mocno
i przyrzekam, że od dnia . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
biorę w duchową adopcję jedno dziecko,
którego imię jedynie Bogu jest wiadome,
aby przez dziewięć miesięcy, każdego dnia,
modlić się o uratowanie jego życia oraz o
sprawiedliwe i prawe życie po urodzeniu.

Przyrzeczenie Duchowej
Adopcji Dziecka Poczętego
.................................................................................................................................................
Święta Boża Rodzicielko
i Matko Dobrej Rady!
.................................................................................................................................................
.........................................................................................................................................................................................
Tę stronę odetnij i złóż podczas
Mszy św., w czasie której składasz
Duchową Adopcję.
Bardzo prosimy o podanie swego
nazwi­ska, imienia, adresu i telefonu.
Ułatwi to Księżom Duszpasterzom
kontakt z Tobą.
Możesz także zachować anonimowość.
Złóż w procesji odciętą i niewypełnioną
kartkę. Bêdzie wtedy wiadomo,
że podjąłeś Duchową Adopcję.