PARP: Portal Innowacji – Kiedy polska IKEA?

Transkrypt

PARP: Portal Innowacji – Kiedy polska IKEA?
PARP | Wspieramy e-Biznes | Portal Innowacji | Akademia PARP | KSU | EEN | Polski Produkt Przyszłości | EXPO 2010 | Inwestycja w kadry
szukaj
Wyszukanie zaawansowane
Blog
AA A |
Blogi » Blog Portalu Innowacji
Blog Portalu Innowacji
Krzysztof Garski
Specjalizuje się w tematyce
finansowania przedsiębiorstw.
Pracował w najważniejszych
polskich magazynach
gospodarczych: Gazecie
Bankowej, Manager Magazin i
Businessman Magazine.
Publikował także m.in. w
biuletynie Innowacyjni,
miesięczniku Unia i Polska, w
wydawnictwach portalu
Pracuj.pl oraz współredagował
poradnik PARP o szkoleniu
pracowników. Jest redaktorem w
dziale wydawnictw firmy
Smartlink, odpowiedzialnym za
Portal Innowacji.
Sierpień
◄
Sierpień
6
►
Pn Wt Śr Cz Pt So N
26 27 28 29 30 31 1
2
3
4
5
6
7 8
9 10 11 12 13 14 15
Blog Portalu Innowacji
Ostatnio dodane
Kiedy polska IKEA?
2010/06/30
04/08/2010
Polski design niewiele miał szans, by w pełni pokazać swoje możliwości. Przez długie lata
brakowało pieniędzy, wyobraźni i zapotrzebowania ze strony firm. Co prawda regularnie
słyszeliśmy o absolwentach ASP nagrodzonych na tym czy innym konkursie, jednak rzadko
kiedy ich talent znajdował odbicie w produkcji przemysłowej. Dziś zmienia się to na lepsze.
Beata Bochińska, dyrektor Instytutu Wzornictwa Przemysłowego słusznie przypomina, że design
nie jest procesem artystycznym tylko procesem biznesowym. I choć mój lekki opór budzi
kategoryczność tego stwierdzania, bo jednak projektowanie ładnych i funkcjonalnych
przedmiotów uważam za sztukę, to na pewno warto stale przypominać o komercyjnych
korzyściach płynących z designu.
Strzała z łuku
29/07/2010
Gdzie te innowacje?
24/07/2010
Gorące e-dotacje
16/07/2010
Firma w kontraniszy
Lata Polski Ludowej nie były najlepsze dla współpracy projektantów i przemysłu. I nie chodziło
tu bynajmniej o niedostatek kreatywności naszych twórców. W gospodarce niedoboru każdy
towar znajdował swojego nabywcę, niezależnie od tego, czy był ładny czy brzydki. Na szczęście
można było znaleźć wyjątki i od tej reguły. Na przykład na początku lat 60., czyli wtedy, gdy
powstawał słynny mercedes „Pagoda, grupa inżynierów z FSO doszła do wniosku, że
siermiężna Syrena to za mało i warto zaprojektować coś ciekawszego.
09/07/2010
Tak powstał nowy, rewolucyjny projekt Syreny Sport. Miała ona nadwozie wykonane z laminatu
(Co za nowość dla PRL-owskiej fabryki! Jakie trudności techniczne!), dynamiczny, lekko
agresywny sportowy wygląd i – przede wszystkim – płaską, bardzo aerodynamiczną maskę.
Takie ukształtowanie przodu auta było sprytnym wybiegiem ze strony projektantów. Obawiali się
bowiem, że któryś z komunistycznych racjonalizatorów wpadnie na pomysł: włóżmy do nowego
samochodu silnik ze starej syreny, będzie taniej! Aczy można wyobrazić sobie sportowy
samochód z silnikiem od zwykłej syreny? Zaprojektowanie płaskiej maski chroniło przed takim
pomysłem, gwarantowało bowiem, że napęd starej syreny po prostu się pod nią nie zmieści.
30/06/2010
Lato z innowacjami
30/06/2010
Kiedy polska IKEA?
Z kamerą na kongresie
29/06/2010
Czas na zmianę!
16 17 18 19 20 21 22
Polecane blogi
23 24 25 26 27 28 29
InnoBlog
30 31
1
2
3
4 5
Innovation in Practice
Innovate on purpose
Makroskop, laboratorium
przyszłości
Antymatrix
Źródło: Wikipedia
Powstał jeden egzemplarz Syreny Sport, polakierowany rzecz jasna na klasycznie sportowy
czerwony kolor. Od razu wzbudził ogromny entuzjazm w kraju, który na co dzień nie rozpieszczał
swoich obywateli ładnymi i dobrze zaprojektowanymi przedmiotami. Co ciekawe, nietypowa
syrena spotkała się z uznaniem nawet na Zachodzie. Jedno z tamtejszych czasopism
motoryzacyjnych nazwało ją wręcz „najpiękniejszym autem po drugiej stronie żelaznej kurtyny”.
Rosnąca sława prototypu dotarła w końcu do uszu samego towarzysza Gomułki. Ten gniewnie
zmarszczył brew i zaczął krzyczeć, że w ludowym państwie nie ma miejsca na takie fanaberie jak
produkcja sportowych samochodów. Cóż było robić? Syrenę na kilka lat schowano głęboko w
garażu na przedmieściach stolicy. Jednak i tego partyjnym decydentom było za mało, zapadła
więc decyzja, by do pracy przystąpiła brygada wyposażona w młoty… Ich uderzenia
spowodowały, że jedyny zrealizowany projekt polskiego auta sportowego na zawsze odszedł do
przeszłości.
Perełek designu z poprzedniej epoki mamy więcej – aparat fotograficznyAlfa z lat 50. (mały, tani
w wykonaniu, a jednocześnie poręczny i przyciągający wzrok), wyroby wytwórni porcelany Steatyt
(ceny niektórych zaczynają się na akcjach od kilka tysięcy złotych), klasyczne radia w drewnianej
obudowie czy meble – często z anonimowych dziś zakładów – za które kolekcjonerzy są gotowi
płacić stawki będące multiplikacją cen współczesnych sprzętów… Przykładów nie brakuje.
Najciekawsze przedmioty zaprojektowane przez polskich projektantów doczekały się należnej
nobilitacji, gdy kilka lat temu warszawska Zachęta przygotowała wystawę „Szare w kolorze
1956-1970”.
To wszystko jest już jednak przeszłością, a polski design poszukuje swojego miejsca w
zmienionej rzeczywistości. Wiele dobrego robią tu środki z Unii Europejskiej, które pomagają
uruchamiać takie projekty jak Zaprojektuj Swój Zysk, gdzie znajdziemy ciekawe studia
przypadków firm, które korzystanie z usług designerów uczyniły elementem swojej strategii
rynkowej. Dzięki takim projektom jak ZSZ, do świadomości przedsiębiorców i menedżerów
powoli przebija się ważny komunikat: dobry design pozwala wyróżnić się na konkurencyjnym
rynku i bezpośrednio przekłada się na wyższe przychody firmy.
Cieszą też te oddolne inicjatywy, takie jak konkurs „Śląska Rzecz”, organizowany przez Śląski
Zamek Sztuki i Przedsiębiorczości. To najlepszy dowód na to, że z dobrego designu mogą
korzystać nie tylko duże firmy, takie jak bydgoski producent pociągów i tramwajów PESA, ale i
mała, lokalna fundacja, która produkując świeczniki i skarbonki zaprojektowane przez
absolwentkę warszawskiej ASP, zmniejsza jednocześnie bezrobocie w swoim regionie.
Tak na marginesie, PESAto ciekawy przykład firmy, która postawiła na permanentne innowacje
– produktowe i marketingowe. Zaczynała od remontu starych lokomotyw towarowych, by z
czasem zająć się produkcją szynobusów, szybkich składów regionalnych i tramwajów. Trzeba
przyznać, że pasażerowie nie zawsze byli zadowoleni z komfortu podróżowania pierwszymi
wyrobami. Narzekali na niewygodne fotele czy zbyt słabą wentylację wnętrz, ale firma uważanie
słuchała tych głosów i w kolejnych wersjach swoich produktów usuwała usterki. Dziś świętuje
duży sukces – właśnie rozpoczęła dostawę tramwajów dla Warszawy w ramach wartego 1,5
mld zł kontraktu.
Coraz więcej mamy też wydarzeń promujących współpracę designerów i menedżerów. Dopiero
co zakończyła się poznańska Arena Design, a już rozpoczęły się Gdynia Design Days i trwają
konkurs dla designerów MAKE ME! i ARTING2010. Ajuż po wakacjach pojedziemy do Łodzi na
targi InterflatDesign.
Tych kilka wydarzeń to symbol wyraźnego ożywienia w polskiej sztuce użytkowej. Współpraca
projektantów i przedsiębiorców coraz bardziej nabiera rumieńców. I dobrze, bo bez niej nie
zbudujemy innowacyjnej, nowoczesnej gospodarki. Kto wie, może z czasem doczekamy się
nawet firmy, która rozsławi w świecie polski design tak samo jak IKEAuczyniła ze szwedzkim?
Krzysztof Garski
Wpisz swój komentarz
Treść *
Autor *
EMail *
Zapamiętaj
Plik PDF
powrót | do góry | Strona główna | Kalendarz
Portal współfinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Społecznego w ramach Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki 2007-2013
© 2010 Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości