Maj - Ziarno Prawdy

Transkrypt

Maj - Ziarno Prawdy
I
A
R
N
O
Z RAWDY
P
W T YM
Czasopismo chrześcijańskie
Numerze
Chrystus – przyjęty do chwały
Dziecko po dwudziestu latach
Dwie strony bezżenności
Okienko nadziei Noego
Miłość w działaniu
·
maj 2014
·
Nie na sprzedaż
Ziarno Prawdy
Spis
Wydawca:
Christian Aid Ministries
PO Box 360
Berlin, OH 44610 USA
Treści
Wydawane w Polsce
przez:
Międzynarodowa Misja
Anabaptystyczna
ul. Miłosza 8
05–300 Stara Niedziałka
[email protected]
Artykuł wstępny
Chrystus - „przyjęty do chwały” . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 3
www.ziarnoprawdy.pl
Komitet wykonawczy:
David Troyer | Paul Weaver
Roman B. Mullet
James R. Mullet
Philip Troyer | Eli Weaver
Nauczanie
Obrzędy chrześcijańskie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 5
Jesteśmy członkami jedni drugich . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 9
Niweczmy dzieła diabelskie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 11
Dla rodziców
Komitet rewizyjny:
Ernest Hochstetler
Perry Troyer
Johnny Miller
Clay Zimmerman
Redaktor naczelny:
Alvin Mast
Zastępca redaktora
naczelnego:
James K. Nolt
Skład komputerowy:
Kristi Yoder | SuAnn Troyer
Paweł Szczepanik
Korektorzy:
Jolanta Ławrynowicz
Szymon Matusiak
Zdjęcie na okładce:
CAM Photo; Holmes County
Ohio, United States
Czasopismo jest bezpłatne.
Dobrowolne ofiary można wpłacać
na nasze konto:
Fundacja „Dziedzictwo”
ING Bank Śląski nr:
91 1050 1894 1000 0022 9084 2752
© 2014 Całość niniejszej
publikacji ani żadna jej część
nie może być reprodukowana
bez pisemnej zgody
Christian Aid Ministries.
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Pozwólcie dzieciom przyjść . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 12
Dziecko po dwudziestu latach . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 15
Ćwiczenie samodyscypliny . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 17
Część historyczna
Huteryci (część 5) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 19
Część praktyczna
Przesłanki światopoglądu biblijnego . . . . . . . . . . . . . . . . 23
Dla młodzieży
Dwie strony bezżenności . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 28
Żyj w zgodzie z własnym imieniem . . . . . . . . . . . . . . . . . 30
Okienko nadziei Noego . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 31
Kącik dla dzieci
Zakotwiczeni w Jezusie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 32
Miłość w działaniu . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 33
Do kolorowania . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 35
Fragment książki
Rozkochani w prawdzie (część 7) . . . . . . . . . . . . . . . . . . 36
Poezja
Czy słyszysz . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 43
Ostatnia strona
Kto jest moim bliźnim? . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 44
„Nie piszemy wam bowiem czegoś innego niż to, coście
czytali i coście zrozumieli. Mam nadzieję, że i do końca
będziecie nas rozumieć tak, jak już po części zostaliśmy
przez was zrozumiani: mianowicie, że w dzień Pana
naszego Jezusa ja będę waszą chlubą, tak jak i wy moją.”
2 Kor 1,13–14
ARTYKUŁ
WSTĘPNY
Chrystus - „przyjęty do chwały”
—James K. Nolt
o musiały być bardzo szczególne
dni. Jezus właśnie został wzbudzony
z martwych i nauczał, przygotowując
uczniów do kulminacji swej służby – wniebowstąpienia. W tajemniczy sposób towarzyszył Kleofasowi i jego znajomemu w drodze
do Emaus, rozmawiając z nimi i ujawniając
swą tożsamość poprzez sposób łamania chleba,
a potem znikając im z oczu! Później Jezus zaszokował zgromadzonych uczniów, pojawiając
się nagle pośród nich ze słowami „Pokój wam”
i pokazując im przebite ręce i stopy (zob. Łk
24). Tomasza wtedy nie było i wątpił w te relacje, dopóki Jezus nie pokazał mu swych ran
w rękach i boku.
Jakiś czas potem Piotr stwierdził, że idzie łowić ryby. Co najmniej sześciu innych uczniów
poszło z nim. Ich całonocne połowy okazały
się bezowocne i już wydawało się, że bezpowrotnie stracili czas, gdy jakiś człowiek stojący
na brzegu powiedział: Zapuśćcie sieć po prawej
stronie łodzi, a znajdziecie. Wtedy złowili tyle
ryb, że z trudem wyciągnęli sieci. Tym człowiekiem był Jezus! W bojaźni i pokorze rybacy
cieszyli się przygotowanym dla nich posiłkiem,
a potem otrzymali pamiętną lekcję o miłości,
naśladowaniu Go i pasieniu owiec (zob. J 21).
Pomimo wielu wyjątkowych doświadczeń
(określonych jako „liczne dowody” w Dz 1,3)
podczas owych czterdziestu dni, uczniowie nadal
nie rozumieli natury Jego królestwa, które teraz
miało nadejść. Panie, czy w tym czasie odbudujesz
królestwo Izraelowi? Jezus wyjaśnił im cierpliwie,
że mają się zająć świadczeniem o Nim na całym
świecie w mocy Ducha Świętego. Ale weźmiecie moc Ducha Świętego, kiedy zstąpi na was,
i będziecie mi świadkami w Jerozolimie i w całej
Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi (Dz 1,8).
I gdy to powiedział, a oni patrzyli, został uniesiony w górę i obłok wziął Go sprzed ich oczu.
I gdy tak patrzyli uważnie, jak On się oddalał
ku niebu, oto dwaj mężowie w białych szatach
stanęli przy nich i rzekli: Mężowie galilejscy, czemu
stoicie, patrząc w niebo? Ten Jezus, który od was
został wzięty w górę do nieba, tak przyjdzie, jak
go widzieliście idącego do nieba (Dz 1,9-11).
Cóż za niesamowite doświadczenie! O czym
myśleli, wracając z Góry Oliwnej z powrotem
do Jerozolimy? O czym myślimy my, wspomi-
„Przeto, odrzuciwszy kłamstwo, mówcie prawdę, każdy z bliźnim swoim, bo jesteśmy członkami jedni drugich” Efezjan 4,25.
3
nając o wniebowstąpieniu Chrystusa?
W tym roku Dzień Wniebowstąpienia przypada na 29 maja, zarówno w kalendarzach Kościoła wschodniego jak i zachodniego. Wiele
osób na całym świecie będzie obchodzić święto
upamiętniające to cudowne wydarzenie. Można
je obchodzić, odprawiając puste rytuały, lecz
zachęcam was do szczerej refleksji o nim samym
i jego znaczeniu.
Chrześcijanie zawsze uważali Wniebowstąpienie za znaczący cud w życiu Jezusa, obok Jego
narodzin, służby, śmierci i zmartwychwstania.
Większość Ewangelii, Dzieje Apostolskie i wiele
pism odnosi się do niego, podobnie jak apostolskie i nicejskie wyznanie wiary. Artykuł 4.
konfesji dordrechckiej (klasyczne wyznanie wiary
menonitów z 21 kwietnia 1632 roku) mówi, że
Chrystus narodził się z dziewicy, dokonał dzieła,
z którym został posłany i wstąpił do nieba i został
ukrzyżowany, zabity, pogrzebany, trzeciego dnia
powstał z martwych, wstąpił do nieba i siedzi po
prawicy majestatu Bożego na wysokościach, skąd
przyjdzie, by sądzić żywych i umarłych.
go przystępują do Boga, bo żyje zawsze, aby się
wstawiać za nimi. Takiego to przystało nam mieć
arcykapłana, świętego, niewinnego, nieskalanego,
odłączonego od grzeszników i wywyższonego nad
niebiosa (Hbr 7,25-26). Przychodzimy do Niego
z naszymi pokusami, brzemionami i grzechami,
znajdując pomoc, siłę i odpuszczenie.
Wniebowstąpienie zwieńczyło odkupieńcze
dzieło Chrystusa na ziemi, rozpoczynając Jego
chwalebne dzieło w niebie. Dlatego też Bóg wielce
Go wywyższył i obdarzył Go imieniem, które jest
ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zginało
się wszelkie kolano (…) i aby wszelki język wyznawał, że Jezus Chrystus jest Panem, ku chwale
Boga Ojca (Flp 2,9-11). On usiadł na prawicy
tronu Bożego (Hbr 12,2b). Ten, który chodził
po ziemi, teraz rządzi w niebie! Ukoronowany
jako Król królów!
Wniebowstąpienie przypomina nam, że Jezus
powróci tak, jak uczniowie widzieli Go wstępującego do nieba. Bóg wypełnił obietnicę posłania
Odkupiciela i wypełni również obietnicę Jego
powrotu. Oczekując błogosławionej nadziei i objawienia chwały wielkiego Boga i Zbawiciela naszego,
Chrystusa Jezusa (Tt 2,13) wierzący oczyszczają
się i pracują w Jego królestwie jako ambasadorzy.
Zanim powróci, mamy do wypełnienia Jego
nakaz: I będzie głoszona ta ewangelia o Królestwie
po całej ziemi na świadectwo wszystkim narodom,
i wtedy nadejdzie koniec (Mt 24,14). Miejmy
nadzieję, że niniejszy magazyn trafi również do
rąk osób, które jeszcze nigdy nie słyszały Dobrej
Nowiny o zbawieniu. A my, pracując dla Pana,
wspominajmy Jego wniebowstąpienie, wołając
również „Przyjdź Panie Jezu”. Amen.
Wniebowstąpienie przypomina o dziele, które
wykonuje Jezus Chrystus jako nasz Orędownik
i Arcykapłan. List do Hebrajczyków podkreśla:
Mając więc wielkiego arcykapłana, który przeszedł
przez niebiosa, Jezusa, Syna Bożego, trzymajmy
się mocno wyznania (Hbr 4,14). Dlatego też
może zbawić na zawsze tych, którzy przez nie-
4
Ziarno Prawdy • maj 2014
Wniebowstąpienie przypomina nam o tym,
jak ważną rolę pełni Duch Święty. Jezus Chrystus już nie przebywa fizycznie na ziemi, lecz
pośród swego ludu poprzez Ducha Świętego, tak
jak to obiecał uczniom. Przed swym odejściem
zapowiedział: Lecz ja wam mówię prawdę: Lepiej
dla was, żebym ja odszedł. Bo jeśli nie odejdę,
Pocieszyciel do was nie przyjdzie, jeśli zaś odejdę,
poślę Go do was (J 16,7). Ta obietnica została
wypełniona, gdy Duch Święty zstąpił w Dniu
Pięćdziesiątnicy, dziesięć dni po wniebowstąpieniu Chrystusa. Na ziemi Chrystus dobrowolnie
ograniczył siebie samego w czasie i przestrzeni;
teraz Duch Święty jest obecny wszędzie, by
wzmacniać, przekonywać, prowadzić i pocieszać.
Przekład na język polski: Krzysztof Dubis
„Twoje napomnienia są przedziwne,
dlatego przestrzega ich moja dusza.
Przystępność Twoich słów
naucza niedoświadczonych”
Psalm 119, 129–130
N AUCZANIE
Instrukcje życia chrześcijańskiego i członkostwa w kościele
Obrzędy chrześcijańskie
ak zaznaczyliśmy we wstępnie do poprzedniej lekcji, Bóg miał powody, by
dać nam chrześcijańskie obrzędy. Służą one
naszej tożsamości, przypominaniu określonych wydarzeń, nadawaniu kierunku, ochronie, przyjmowaniu woli Bożej oraz inspiracji.
Potrzebujemy ochrony – ochrony przed
popadnięciem w letniość i przejściem do
„światowego chrześcijaństwa”. Na przykład,
szczere praktykowanie nakrywania głów
przez kobiety chroni nas jako Kościół przed
obrażaniem Boga przez uleganie światowym
modom i próżności.
Ponadto, Bóg zaprojektował obrzędy po
to, by pomóc nam w przyjmowaniu Jego woli
w naszym życiu. Przestrzeganie tych przykazań stale przypomina nam o Jego woli również w innych dziedzinach. „Panie, co chcesz,
abym czynił?” – to jest naszą modlitwą podczas chrztu, Wieczerzy Pańskiej czy przyjmowania namaszczenia olejem.
Wreszcie, obrzędy chrześcijańskie są dla nas
inspiracją. Podczas umywania nóg uczniom
Jezus powiedział: „Jeśli to wiecie, błogosławieni jesteście, gdy zgodnie z tym postępować będziecie”. Wiernie wypełniając wolę
Bożą, możemy odczuwać Jego błogosławień-
stwo i upodobanie. A to jest dla nas inspiracja zachęcająca do prowadzenia życia godnego Jego uczniów.
Fragmenty do przestudiowania
Bądźcie naśladowcami moimi, jak i ja jestem
naśladowcą Chrystusa. A chwalę was, bracia,
za to, że we wszystkim o mnie pamiętacie i że
trzymacie się pouczeń, jakie wam przekazałem.
A chcę, abyście wiedzieli, że głową każdego
męża jest Chrystus, a głową żony mąż, a głową Chrystusa Bóg. Każdy mężczyzna, który się
modli albo prorokuje z nakrytą głową, hańbi
głowę swoją. I każda kobieta, która się modli
albo prorokuje z nie nakrytą głową, hańbi głowę swoją, bo to jest jedno i to samo, jak gdyby
była ogolona. Bo jeśli kobieta nie nakrywa głowy, to niech się też strzyże; a jeśli hańbiącą jest
rzeczą dla kobiety być ostrzyżoną albo ogoloną,
to niech nakrywa głowę (1 Kor 11,1-6).
Choruje kto między wami? Niech przywoła starszych zboru i niech się modlą nad nim,
namaściwszy go oliwą w imieniu Pańskim
(Jk 5,14).
Dlatego opuści człowiek ojca i matkę, i połączy się z żoną swoją, a tych dwoje będzie jednym ciałem (Ef 5,31).
„Przeto, odrzuciwszy kłamstwo, mówcie prawdę, każdy z bliźnim swoim, bo jesteśmy członkami jedni drugich” Efezjan 4,25.
5
Prawdy do przemyślenia
Nakrywanie głów
Nakrywanie głowy przez kobietę jest często
nazywane „obrzędem uległości”. Jest to jedyny obrzęd ze wszystkich siedmiu, który praktykuje się w widoczny sposób przez cały czas.
Jest to świadectwo uległości objawionej woli
Bożej. Wymaga ono decyzji serca, szczególnie
gdy „cały świat tkwi w złem” (1 Kor 11,1-6;
1 J 5,19).
Podobnie jak w przypadku innych obrzędów to, co widzimy (nakrycie głowy) jest
jedynie symbolem. Jest korą drzewa, a nie
wewnętrznym życiem i mocą. Poddane serce
stanowi centrum i podstawę obrzędu. Możliwe jest zatem, że kobieta nosi nakrycie głowy,
podczas gdy jej życie odbiega od tego, co symbolizuje sam obrzęd. Takie sytuacje są bardzo
smutne.
Sam obrzęd symbolizuje uległość wobe autorytetu w Bożym porządku przywództwa.
Paweł miał świadomość tej zasady, pisząc:
Bądźcie naśladowcami moimi, jak i ja jestem
naśladowcą Chrystusa. Ani kobieta, ani mężczyzna, ani Kościół, ani nikt inny nie jest
ostatecznym autorytetem. Jedynie Bóg może
go sobie przypisywać.
Innym aspektem Bożego porządku przywództwa jest relacja mężczyzn i kobiet. Co
do zbawienia i statusu przed Bogiem jesteśmy
wszyscy równi. Ktoś jednak musi przewodzić.
Bóg zdecydował, że tę rolę w domu, w Kościele i w społeczeństwie powinni pełnić mężczyźni (Hbr 1,8; Ga 3,28; 1 Tm 2,11-14).
Nakrywając głowę, chrześcijanka pokazuje, że pragnie zająć swoje miejsce w Bożym
porządku przywództwa. Jest to powód, dla
którego nakrycie głowy powinno być noszone stale, a nie jedynie podczas publicznego
uwielbienia.
Należy również pamiętać, że to nakryta
głowa, a nie samo nakrycie, jest symbolem.
Gdyby było inaczej, rozmiar nakrycia nie
miałby większego znaczenia. A ponieważ ma
znaczenie, to nakrycie, a nie włosy, powin-
6
Ziarno Prawdy • maj 2014
no być ważniejsze. Jeśli jest odwrotnie i jeśli
dla kobiety piękno fryzury jest ważniejsze od
tego, czy jej głowa jest nakryta, widać w takiej
postawie brak poddania serca i zrozumienia
istoty obrzędu.
Skoro nakrycie głowy ma być znakiem, powinno się odróżniać od zwykłej czapki czy kapelusza chroniącego przed złą pogodą. Takie
nakrycia nie są odpowiedzią na zalecenia tego
fragmentu Pisma.
Należy również zaznaczyć, że chrześcijanin
okazuje pragnienie uznania swojej roli w Bożym porządku, nosząc krótkie włosy i nie nosząc nakrycia będącego oznaką uległości.
Niektórzy twierdzą, że nakrywanie głów
jest wymysłem Pawłowym albo że obowiązywało jedynie w czasach biblijnych, czy nawet
jedynie w Koryncie. Jednakże, każdy szczery
czytelnik Pisma widzi błędy takiego rozumowania. Paweł pisze wyraźnie, że to, co mówi,
jest przykazaniem Pańskim, a w drugim wersecie listu podkreśla, że jego adresatami są wszyscy chrześcijanie. Wreszcie twierdzi, że naucza
tego wszędzie, we wszystkich kościołach. Wniosek jest taki, że nauka o nakrywaniu głów
dotyczy wszystkich kościołów, nawet dzisiejszych (1 Kor 14,37; 1 Kor 1,2; 1 Kor 4,17).
Istnieje szereg zasad związanych z powyżej
przedstawionymi. Każda z nich jest warta, by
ją osobiście przestudiować.
1. Zasada rozdzielności płci (5 M 22,5),
2. Znaczenie modlitwy i prorokowania
(1 Kor 14,3),
3. Znaczenie „symbolu władzy na jej głowie
ze względu na aniołów” (Ps 103,20-22).
Namaszczenie olejem
Jak w przypadku wszystkich naszych potrzeb, powinniśmy zwracać się do Boga
również w chorobie. Oczywiście, nie ma nic
złego w zwracaniu się do lekarzy, lecz za ich
działaniem musimy widzieć rękę Bożą.
Obrzęd namaszczenia olejem jest dany
przez Boga celem uzdrowienia, również we
współczesnym Kościele. W czasach biblij-
nych Bóg często posługiwał się swymi prorokami, apostołami, i nade wszystko Synem
Bożym, by uzdrawiali chorych. W erze Kościoła wprowadził plan uzdrowienia, które
nie następuje w wyniku działania jednego
człowieka. Moc uzdrowienia przychodzi od
Boga, gdy grupa świętych prosi o to w wierze.
Jest to zabezpieczenie przed współczesnymi
„krucjatami uzdrowieńczymi”, podczas których kaznodzieja wydaje się odbierać chwałę
za uzdrowienia (Jk 5,13-16; 2 Krl 4,32-35;
Dz 3,6-8; Mk 3,5).
Jak zaznaczono wcześniej, ten obrzęd jest
podany bardziej w formie Bożej sugestii niż
bezpośredniego nakazu, jak pięć pierwszych.
Kto zatem powinien z niego korzystać? Oto
kilka wskazówek.
1. Nie jest on przeznaczony dla osób cierpiących w sensie przechodzenia przez trudności. W tym wersecie, podobnie jak w 2 Tm
2,3 „cierpienie” jest w oryginale tym samym
wyrazem. Chodzi o to, co wiąże się z wzięciem na siebie krzyża Chrystusowego. Osoba, która tego doświadcza, ma się modlić,
a nie otrzymywać namaszczenie.
2. Nie jest on przeznaczony dla osób cierpiących na drobne dolegliwości jak przeziębienie, ból gardła i tak dalej. Jeśli „Pan go
podniesie”, to znaczy, że choroba miała charakter obłożny.
3. Nie jest on przeznaczony dla niewierzących ani dla niewinnych dzieci. Jest dla
chorych „między wami” i dla osób na tyle
dojrzałych, by mogły „wezwać starszych”,
„popełniać grzechy” itd.
4. Nie jest on przeznaczony dla osób zbyt
poważnie chorych, by wezwać starszych zboru. „Niech wezwie” jest procedurą określoną
przez Boga.
5. Nie ma on nic wspólnego z „sakramentem ostatniego namaszczenia”. Celem obrzędu nie jest oczyszczenie duszy, choć symbolizuje on uzdrowienie duchowe.
6. Jest on przeznaczony dla osób wierzących, że Bóg może uzdrowić ciało. To nie
olej jest czynnikiem uzdrawiającym – jest on
jedynie symbolem lub emblematem, podobnie jak chleb podczas Wieczerzy Pańskiej.
Bóg jest uzdrowicielem, a „modlitwa z wiarą”
umożliwia Boże uzdrowienie.
Ten Boży obrzęd okazał się błogosławieństwem dla wielu osób. Nie zawsze Bóg uzdrawia od razu. Czasem Jego wolą jest, by chory
pozostał w takim stanie, co również może
w przyszłości przynieść duchowe błogosławieństwo wierzącemu (2 Tm 4,20).
Małżeństwo
Małżeństwo chrześcijańskie jest zaliczone
do obrzędów, ponieważ zawiera ziemską uroczystość o niebiańskim znaczeniu. Człowiek
dokonuje ceremonii, ale Bóg tworzy jedność.
Nierozerwalność małżeństwa jest typem
wiecznej relacji Chrystusa i Jego Oblubienicy, czyli Kościoła (Ef 5,31-32).
W swoim Słowie Bóg dał nam prawa regulujące życie małżeńskie.
1. Małżeństwo jest związkiem mężczyzny
i kobiety, którzy osiągnęli określony poziom dojrzałości – „mężczyzny” i „kobiety”
(Mt 19,5).
2. Chrześcijanie mają się pobierać „tylko
w Panu” (1 Kor 7,39).
3. Małżeństwo między osobami spokrewnionymi jest zabronione.
4. Małżonkowie są związani ze sobą na całe
życie – bez rozwodów i powtórnego małżeństwa (Rz 7,2-3).
5. Żona musi poddać się przywództwu
męża, jak Kościół poddaje się Chrystusowi
(Ef 5,22-23).
6. Mąż musi miłować i szanować swoją
żonę, jak Chrystus umiłował Kościół i wydał
zań samego siebie (Ef 5,25-29).
Małżeństwo jest święte. Dlatego dzień wesela nie jest czasem na próżne rozrywki czy
głupotę. Jedność małżeńska jest najbardziej
biblijna, gdy stanowi odwzorowanie relacji
między Chrystusem i Kościołem. Miłość,
przebaczenie, pokój i radość będą gościć
w takim domu.
„Przeto, odrzuciwszy kłamstwo, mówcie prawdę, każdy z bliźnim swoim, bo jesteśmy członkami jedni drugich” Efezjan 4,25.
7
Werset do zapamiętania
Przeto, bracia, trwajcie niewzruszenie
i trzymajcie się przekazanej nauki, której nauczyliście się czy to przez mowę, czy przez list
nasz (2 Tes 2,15).
Pytania
1. Gdzie w Starym Testamencie czytamy
o kobietach nakrywających głowy?
__________________________________
__________________________________
__________________________________
2. Co oznacza nakryta głowa chrześcijanki?
__________________________________
__________________________________
__________________________________
3. Co poniższe wersety mówią o autorytecie Pawła do ustanawiania obrzędów
(Dz 9,15; 1 Kor 14,37)?
__________________________________
__________________________________
__________________________________
4. Wymień cztery aspekty Bożego porządku wymienione w Biblii.
__________________________________
__________________________________
__________________________________
5. O czym mówi 1 Kor 11,10?
__________________________________
__________________________________
__________________________________
6. Dlaczego nie zgadzamy się z twierdzeniem, że długie włosy kobiety są dla niej nakryciem głowy (1 Kor 11,6.15)?
__________________________________
__________________________________
__________________________________
7. Czego naucza 1 Kor 11 odnośnie zapuszczania włosów przez mężczyzn?
__________________________________
__________________________________
__________________________________
8. Znajdź werset w Nowym Testamencie
inny niż w Jk 5, gdzie jest mowa o namasz-
8
Ziarno Prawdy • maj 2014
czaniu chorych olejem.
__________________________________
__________________________________
__________________________________
9. Jakie warunki muszą być spełnione, żeby
chory mógł zostać namaszczony olejem?
__________________________________
__________________________________
__________________________________
10. Dlaczego małżeństwo jest uznawane za
obrzęd?
__________________________________
__________________________________
__________________________________
11. Wymień kilka cech charakterystycznych chrześcijańskiego małżeństwa.
__________________________________
__________________________________
__________________________________
12. Czy chrześcijanin może prowadzić
szczęśliwe życie, nie będąc w związku małżeńskim?
Prawdy do przemyślenia
1. O czym mówi 1 Kor 11,16?
__________________________________
__________________________________
__________________________________
2. Kto powinien decydować o stylu i wielkości nakrycia głowy chrześcijanki?
__________________________________
__________________________________
__________________________________
3. W jaki sposób fryzura siostry wpływa na
wartość tego obrzędu?
__________________________________
__________________________________
__________________________________
Zaczerpnięto z Instructions for Christian Living
and Church Membership
Eastern Mennonite Publications
Ephrata, PA 17522
Wykorzystano za pozwoleniem
Przekład na język polski: Krzysztof Dubis
Jesteśmy członkami jedni drugich
—Fragment kazania Stephena Wannera
óżne fragmenty Biblii obrazują Kościół
jako Ciało z Chrystusem jako Głową.
Jego samego [Chrystusa] ustanowił ponad wszystkim Głową Kościoła, który jest ciałem
Jego (Ef 1,22-23). (...) Za ciało Jego, którym jest
Kościół (Kol 1,24). (...) Głowy, z której całe ciało,
odżywiane i spojone stawami i ścięgnami, rośnie
wzrostem Bożym (Kol 2,19). Albowiem i ciało nie
jest jednym członkiem, ale wieloma (1 Kor 12,14).
Nie możemy wszyscy być jednym członkiem ciała,
bo wtedy byłoby ono niekompletne. Tymczasem
Bóg umieścił członki w ciele, każdy z nich tak, jak
chciał. A jeśliby wszystkie były jednym członkiem,
gdzież byłoby ciało? A tak członków jest wiele, ale
ciało jedno (1 Kor 12,18-20). Z powyższych fragmentów wnioskujemy, że wszystkie członki ciała
są użyteczne i potrzebne. Bóg umieszcza każdy
z nich w jego miejscu. Bóg spaja ciało, aby nie
było w ciele rozdwojenia, lecz aby członki miały
nawzajem o sobie jednakie staranie. I jeśli jeden
członek cierpi, cierpią z nim wszystkie członki;
a jeśli doznaje czci jeden członek, radują się
z nim wszystkie członki. Wy zaś jesteście ciałem
Chrystusowym, a z osobna członkami (1 Kor
12,25-27).
Jako członki Ciała Chrystusowego traktujemy
naszą tożsamość osobistą drugorzędnie wobec
wspólnoty, jaką jesteśmy w Chrystusie, gdyż wszyscy jesteśmy braćmi. A jednak jesteśmy „z osobna
członkami”, co oznacza, iż każdy z nas posiada
różne dary i różną odpowiedzialność. Wartość
wnoszona przez nas do ciała jako całości bardziej
zależy od naszego poddania się Chrystusowi i sobie
nawzajem, niż od wykonywanej służby.
Wśród służb i darów, w jakich członki Ciała
operują, widzimy niesienie pomocy w 1 Kor 12,28.
Konkordancja Stronga definiuje to pojęcie i jego
źródłosłów jako odciążenie, zrobienie czegoś za kogoś,
pójcie w sukurs; współdziałanie. Słusznie możemy
wnioskować, że każdy z członków mógłby w więk-
szym lub mniejszym stopniu korzystać z tego daru.
Zrozumienie, że jesteśmy członkami jedni drugich
powinno nam pomóc w wykorzystywaniu wielu
okazji odciążenia innych w noszeniu brzemion
i przechodzeniu trudnych chwil. Możemy okazywać sobie nawzajem ciepło i zachętę, modlić się
jedni za drugich i stanowić żywy przykład wierności, lojalności i odwagi. Gdy nasze ambicje są
uświęcone i motywowane pokorą, szczerością oraz
miłością bliźniego, wysiłki niesienia wzajemnej
pomocy mogą uwielbić Chrystusa i być skuteczne.
List do Efezjan 4,8;11-16 to kolejny fragment
pięknie ukazujący cel posiadania różnych darów,
które Chrystus dał i nadal daje Kościołowi. Aż
dojdziemy wszyscy do jedności wiary (...) i dorośniemy
do wymiarów pełni Chrystusowej. Mówienie prawdy w miłości będzie dowodem naszego wzrostu.
Od Chrystusa pochodzi kształtowanie, kierowanie i praca nad doskonaleniem każdego członka
w miłości.
Przeto, odrzuciwszy kłamstwo, mówcie prawdę,
każdy z bliźnim swoim, bo jesteśmy członkami jedni
drugich (Ef 4,25). Prawdomówność jest uniwersalną odpowiedzialnością we wszystkich relacjach
międzyludzkich. Jej brak narusza podstawy wzajemnego zaufania, które powinniśmy mieć do
siebie. Zdobywaj prawdę i nie sprzedawaj jej (Prz
23,23). To zaś powinniście czynić: Mówcie prawdę
jeden drugiemu, wydawajcie sprawiedliwe wyroki
w swoich bramach i zachowujcie pokój! Nie knujcie złego w swoim sercu jeden przeciwko drugiemu
i nie lubujcie się w krzywoprzysięstwie, gdyż tego
wszystkiego nienawidzę – mówi Pan (Za 8,16-17).
Prawdomówność jest wyraźnym znakiem obleczenia się w nowego człowieka. Nie okłamujcie się
nawzajem, skoro zewlekliście z siebie starego człowieka wraz z uczynkami jego (Kol 3,9). Ef 5,8-9 mówi,
że mamy chodzić w światłości i że owoc Ducha
zawsze współgra z prawdą. Kłamstwo we wszyst-
„Przeto, odrzuciwszy kłamstwo, mówcie prawdę, każdy z bliźnim swoim, bo jesteśmy członkami jedni drugich” Efezjan 4,25.
9
kich odcieniach i środkach wyrażania nieprawdy
stanowi obszar cienia i ciemności, zamieszkiwany
przez szatana, gdyż on jest kłamcą i ojcem kłamstwa
(J 8,44).
Jak napisał poeta: „Jakże straszną sieć pleciemy,
kiedy pierwszy raz skłamiemy”. To prawda! Nasze
oddanie prawdzie jest związane z ufnością wobec
wszystkiego, do czego się odnosimy. Musimy zatem być prawdziwi, by ufność wzbudzać.
Nasze wzajemne relacje w kościele wymagają
jednak jeszcze większej odpowiedzialności. Rozumiemy kościół (w sensie ciała lokalnego) jako
wspólnotę wielu członków, których Głową jest
Chrystus. Na mnie, jako na członku ciała Chrystusa, spoczywa obowiązek podtrzymywania relacji
nacechowanych szczerością i otwartością z innymi
członkami. Prawdomówność jest integralną częścią współzależności właśnie dlatego, że jesteśmy
członkami jedni drugich.
Choć członkostwo w kościele jest
dobrowolne, rozumiemy, że aby Boże
błogosławieństwo spoczęło na naszej
wspólnocie, każdy z jej członków
powinien zachowywać się odpowiedzialnie w dziele jej budowania.
To oznacza wierność w osobistym chodzeniu
z Bogiem, a także wspieranie nauk i praktyk kościoła w życiu indywidualnym oraz rodzinnym.
Dopingiem do prowadzenia uświęconego życia
powinno być zrozumienie faktu, że nasz przykład i wpływ będzie przynosił owoc w życiu innych członków Ciała – czy to ku lepszemu, czy
ku gorszemu. Sygnały, jakie dajemy poprzez styl
naszego życia, mogą być budujące lub rujnujące.
Albowiem nikt z nas dla siebie nie żyje i nikt dla
siebie nie umiera (Rz 14,7). Ten werset sugeruje
między innymi, iż życie każdego z nas wpływa
do pewnego stopnia na innych. Jest to poważna
odpowiedzialność, lecz może stanowić również
niewypowiedziane błogosławieństwo.
Gdyż jesteśmy członkami jedni drugich – to znaczy, że każdy z nas potrzebuje baczenia, pomocy
i kierunku ze strony braci. Ci, którzy znają nas
najlepiej, zwykle mogą nam najbardziej pomóc,
10
Ziarno Prawdy • maj 2014
choć może to być gorzkie lekarstwo. Wszyscy jedziemy na tym samym wózku.
Z drugiej strony, bądźmy stróżami braci swoich.
Troszczmy się, miłujmy i módlmy się za siebie
nawzajem! Wstawiajmy się za brata lub siostrę,
prośmy Boga, by im odpuścił grzech i pomógł
pokonać słabości (1 J 5,16). Bądźmy stali, lojalni
i wierni. Jesteśmy członkami jedni drugich.
Nikomu nic winni nie bądźcie prócz miłości wzajemnej, kto bowiem miłuje bliźniego, zakon wypełnił. (…) Miłość bliźniemu złego nie wyrządza;
wypełnieniem więc zakonu jest miłość (Rz 13,8.10).
Czy chodzi tutaj o to, że miłowanie się nawzajem
jest zaciąganiem długu, którego nikt nigdy nie
będzie w stanie spłacić? W świetle tych prawd
nie będziemy tak łatwo i szybko przenosić się
z jednego zboru do drugiego.
Współczucie wyznacza kolejny wymiar
prawdy, że jesteśmy członkami jedni
drugich. W końcu: Bądźcie wszyscy jednomyślni, współczujący,
braterscy, miłosierni, pokorni
(1 P 3,8). Współczucie jest
ważną postawą, kompatybilną
z ujmowaniem się za prawdą i znoszeniem jedni drugich w miłości. Rozumiemy,
że wszyscy ludzie czasem upadają, potrzebując
przebaczenia oraz wyrozumiałości ze strony braci – to pomaga w rozwijaniu współczucia wobec
nich. Osiągnięcie duchowej dojrzałości wymaga
czasu, a dokładniej: wielu lat. W drodze do nieba zawsze jest miejsce na wzrost. List do Efezjan
4,31-32 pokazuje nam, czym powinniśmy się
kierować. Zwróćcie uwagę na słowo „wszelka”:
Wszelka gorycz i zapalczywość, i gniew, i krzyk,
i złorzeczenie niech będą usunięte spośród was wraz
z wszelką złością. Bądźcie jedni dla drugich uprzejmi, serdeczni, odpuszczając sobie wzajemnie, jak
i wam Bóg odpuścił w Chrystusie.
W historii ludu Bożego opisanej zarówno
w Starym, jak i Nowym Testamencie widzimy
wiele przykładów ludzi żyjących odpowiedzialnie
i rozumiejących, że są członkami jedni drugich.
Wierni z dawnych czasów troszczyli się rów-
nież o dobro przyszłych pokoleń – nieśli brzemię
w związku z dzisiejszym Kościołem – a to powinno być również przedmiotem naszej troski.
Patriarchowie, prorocy, pobożni królowie, Jezus,
apostołowie, a nawet pisma wiernych Ojców Kościoła są głosem z przeszłości, z którego możemy
korzystać. Wydaje się, że oni czuli jakiś rodzaj
odpowiedzialności za nas, dlatego pisali ku naszej
zachęcie i ostrzeżeniu.
Gdyż jesteśmy członkami jedni drugich może
brzmieć zobowiązująco, lecz jeśli postrzegamy
członkostwo w kościele jedynie jako obowiązek,
to mamy problem. Powinniśmy myśleć o nim jako
o błogosławieństwie i przywileju, często dziękując
Bogu za wspólnotę. To będzie dla nas mocnym
bodźcem do jak najlepszego korzystania ze zdolności danych przez Boga.
Zaczerpnięto z The Timely Truth, czerwiec 2012
Przekład na język polski: Krzysztof Dubis
Niweczmy dzieła diabelskie
—W. C. Moore
ozpalone przez ogień piekielny, znajdują drogę do serc naszych dzieci
|i do życia najdroższych przyjaciół.
Nasz słabowity opór, łagodna dezaprobata, letni sposób bycia nigdy nie zniweczą dzieł diabła.
Lecz MUSIMY je zniweczyć! Jesteśmy ambasadorami Chrystusa (2 Kor 5,20) – reprezentujemy Go na tej ziemi. Wy i ja jako chrześcijanie
jesteśmy jedynymi rękami, nogami i ustami,
jakie Jezus posiada dziś na świecie! MUSIMY
pełnić Jego wolę, Jego dzieła, w Jego imieniu,
w Jego miejsce, dla Niego!
A Syn Boży na to się objawił, aby zniweczyć
dzieła diabelskie (1 J 3,8). Wy i ja musimy niweczyć dzisiaj jego dzieła! Jezus powiedział:
Jak Ojciec mnie posłał, tak i Ja was posyłam
(J 20,21). I dodał: Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Kto wierzy we mnie, ten także dokonywać będzie uczynków, które Ja czynię, i większe
nad te czynić będzie; bo Ja idę do Ojca (J 14,12).
Zajmijmy się czynieniem tego wszystkiego,
umiłowani bracia i siostry w Panu!
Wiara (…) czyn
nna w miłoości
Pismo mówi, że wiara jest czynna w miłości (Ga 5,6). Posłuchajcie, jak mocno brzmi
ta prawda w oryginalnym języku greckim:
„Wiara staje się aktywna, operatywna, efektywna, potężna w miłości”.
Gdyby Twoja ukochana żona lub dziecko
leżeli ranni na ulicy, potrąceni przez samochód, to nie zatrzymalibyście się po to, żeby
z kimś miło pogawędzić. Kościół, Ciało
Chrystusa i chrześcijanie będący z osobna
członkami są dzisiaj ranieni i torturowani
przez szatana i jego wysłanników. Zdejmijcie
białe rękawiczki i rozprawcie się z dziełami
diabła w potężnym imieniu Jezusa!
Zapytasz: „Co mam czynić?”. Bądź pełen
Ducha (Ef 5,18) i uwierz, że Bóg wskaże Ci
drogę. Jezus każdemu wyznaczył jego zadanie (Mk 13,34). Przeczytajcie z modlitwą 12.
rozdział Listu do Rzymian i rozdziały 12-14
Pierwszego Listu do Koryntian. Zacznijcie od
tego, co potraficie zrobić dzięki Łasce Bożej
i zaufajcie Bogu, że Was wspomoże w dobrym dziele.
Herald of His Coming
Gospel Revivals Inc.
PO Box 279 Seelyville, IN 47878
Fax: 812-442-6201
[email protected]
Wykorzystano za pozwoleniem
Przekład na język polski: Krzysztof Dubis
„Przeto, odrzuciwszy kłamstwo, mówcie prawdę, każdy z bliźnim swoim, bo jesteśmy członkami jedni drugich” Efezjan 4,25.
11
„Niech pozostaną w twym sercu te słowa,
które ja ci dziś nakazuję. Wpoisz je twoim synom,
będziesz o nich mówił przebywając w domu,
w czasie podróży, kładąc się spać i wstając ze snu.”
Ks. Powtórzonego Prawa 6,6–7
D LA
RODZICÓW
POZWÓLCIE DZIECIOM PRZYJŚĆ
owyższy tytuł jest zaczerpnięty z wypowiedzi Jezusa, zapisanej w 10. rozdziale Ewangelii Marka. Gdy przyniesiono małe dzieci
do Jezusa z prośbą o to, by je pobłogosławił, uczniowie gromili tych, którzy je przynieśli. Lecz On, gdy
to spostrzegł, oburzył się i skarcił uczniów, mówiąc:
Pozwólcie dziatkom przychodzić do mnie i nie zabraniajcie im, albowiem takich jest Królestwo Boże (werset 14.). A potem brał je w ramiona, i błogosławił,
kładąc na nie ręce (werset 16.).
Jezus powiedział, że musimy pozwalać dzieciom
przychodzić do Niego, nie utrudniając im tego w żaden sposób. Czytamy Jego poważne ostrzeżenie, jakie
wygłosił w Ew. Marka 9,42: A kto by zgorszył jednego
z tych maluczkich, którzy wierzą, temu lepiej by było,
by zawiesić na jego szyi kamień młyński, a jego wrzucić do morza. Ponieważ Pan Jezus tak zdecydowanie nakazał pozwalać dzieciom przychodzić do Niego, rozważymy różne aspekty wychowywania dzieci.
Troszczmy się z całeego serca
Dla matki opieka nad nowo narodzonym dzieckiem jest czymś naturalnym. Czasem spędza całe
noce na zaspokajaniu potrzeb maleństwa i uciszaniu
jego płaczu; to miłość sprawia, że warto tym czynnościom poświęcić każdą chwilę. Niczym szlachetna
niewiasta opisywana w 31. rozdziale Księgi Przypowieści Salomona, matka troszczy się o dzieciątko bez
12
Ziarno Prawdy • maj 2014
—John David Martin
względu na okoliczności czy zagrożenia. Ojciec pomaga jej w tym, co jest wielkim błogosławieństwem.
Troska o nasze dzieci to również przyuczanie ich
do pracy. To zwykle zabiera więcej czasu niż zrobienie tych samych rzeczy samemu, ale pamiętajmy słowa Jezusa: Pozwólcie dziatkom przychodzić
do mnie. Trzeba je uczyć od młodości – nie tylko
pouczając, lecz również dając dobry przykład. Być
może przy okazji potłucze się kilka talerzy, w sklepie
zostanie zrobionych kilka niewłaściwych zakupów,
a śrubokręt gdzieś się zawieruszy. Mimo to, musimy
włączać nasze dzieci w aktywne uczestnictwo w naszym codziennym życiu. Zasada jest prosta: [Niech]
żmudną pracą własnych rąk zdobywa dobra, aby miał
z czego udzielać potrzebującemu (Ef 4,26).
Powinniśmy się troszczyć o nasze dzieci nie tylko w sensie fizycznym, ale również duchowym. To
oznacza nauczanie ich o Bogu. Jak to robić? Przede
wszystko sami musimy poznać Boga, a następnie
wskazywać na Niego, gdy pokazujemy im gwiazdy, tęczę czy inne cuda natury w stworzonym świecie. Jeśli zaczniemy ich nauczać o Bogu, gdy tylko
osiągną wystarczające zrozumienie, to zbudujemy
w nich fundament, jakiego nie mają ludzie ze świata.
Dzieci uczą się wielu prawd o Bogu podczas rodzinnych modlitw, z bojaźnią Bożą włącznie. W tym
czasie trzeba pracować nad tym, żeby potrafiły usiedzieć spokojnie. Oczywiście, małe dzieci są ruchliwe
i potrzebują czasu, żeby się tego nauczyć, ale wiadomo, że nie da się tego osiągnąć w jeden dzień. Jeśli
jednak nauczymy je bojaźni Bożej podczas modlitw
w domu, to przeniosą tę postawę do kościoła – choć
i tu zdarzają się niespodzianki. Tak czy owak, pracujmy nad tym, pamiętając, że dzieci uczą się wielu
rzeczy, patrząc na naszą postawę i przykład.
Pocieszajmy z miłoością
Małe dzieci uspokajają się, gdy zatroszczymy się
o nie po nabiciu choćby najmniejszego guza.
Może to być opatrzenie zranienia, przyłożenie zimnego przedmiotu do opuchlizny czy pociecha po stracie ulubionej
zabawki albo domowego zwierzątka.
Wszystko to jest dla dzieci ważne, lecz
najważniejsze jest poczucie bezpieczeństwa w miłującej, stabilnej rodzinie.
Dzieci muszą wiedzieć, że są częścią
rodziny i że rodzice darzą je miłością. Widzimy to w Księdze Przypowieści Salomona 1,8:
Synu mój, słuchaj pouczenia swojego ojca. W skrócie
autor mówi: Synu, jestem twoim ojcem i daję ci rady,
które wyjdą ci na dobre. Jest to dla dziecka wielkie
wsparcie.
Dawajmy zatem naszym dzieciom poczucie bezpieczeństwa wynikające z przynależności. Nie wyrzekajmy się ich, gdy zachowują się niegrzecznie lub sprawiają nam problemy. Niektóre dzieci są trudniejsze
w kształtowaniu od innych. Bóg takimi je stworzył
i musimy je zaakceptować jako własne. Jeśli zapewnimy je o bezwarunkowej miłości (która wymaga
jednak dyscypliny), nie będą miały później problemów z poczuciem bezpieczeństwa w Bożej miłości.
Korygowanie z szaccunkieem
Księga Przypowieści Salomona 29,15 wymienia
„rózgę i karcenie” jako dwie metody korygowania.
Są jeszcze inne metody, lecz zasadą jest uznanie istnienia natury Adama w naszych dzieciach. Jeśli pragniemy przyprowadzić je do Boga, musimy je odpowiednio ukierunkować.
Inny werset mówi: Karć swojego syna, a oszczędzi
ci niepokoju i sprawi rozkosz twojej duszy (Prz 29,17).
Łatwiej jest „kochać” nasze dzieci, próbując je zadowolić zamiast korygować. Na przykład moglibyśmy unikać klapsów lub wywierania na dziecko presji. Takie wysiłki nie wynikają jednak z prawdziwej
miłości, ani nie przynoszą odpocznienia obiecanego w cytowanym powyżej wersecie.
Z drugiej strony, nie powinniśmy korygować dziecka w sposób, który je może onieśmielić lub upokorzyć. Nie powinniśmy również zachowywać się zbyt
ostro, dając upust frustracji. Lepiej jest robić to
stanowczo i uprzejmie, postrzegając dziecko
jako dar od Boga, który jest wart traktowania w odpowiedni sposób. To właśnie rozumiemy przez korygowanie
z szacunkiem.
Pomyślmy, jak odpowiedział Jezus,
gdy Żydzi skonfrontowali Go z kobietą przyłapaną na cudzołóstwie. Po
tym, jak oskarżyciele odeszli, Jezus powiedział: I ja Cię nie potępiam – lecz potem dodał: Idź
i nie grzesz więcej (J 8,11). Taka powinna być nasza
postawa w korygowaniu dzieci: „Nie potępiam cię
za to, co zrobiłeś, lecz od dziś twoje postępowanie
musi się zmienić”. Gdy odpowiednio podejdziemy
do sprawy, sumienie dziecka zostanie uwolnione od
poczucia winy.
Konfrontujmy z oddwagą
Konfrontacja jest nie lada wyzwaniem, zbliżonym
do korygowania. Często zamiast konfrontacji wybieramy kompromis, jak wtedy, gdy dziecko próbuje płaczem wymusić na nas słodycze. Często dajemy
mu to, co chce, a jeśli nie jest zadowolone, to dostaje inny smak albo inny rodzaj słodyczy. Nie tak
mówi Słowo Boże i nie tak powinniśmy postępować.
Powinno być dla naszych dzieci jasne, że nie zawsze mogą robić lub mieć to, co chcą. Niestety, czasem z obawy przed konfliktem unikamy tej zasady
i nie mówimy im prawdy, żeby ich nie zranić – lecz
one powinny znać prawdę. Jeśli naprawdę kochamy
nasze dzieci, to nie będziemy unikać konfrontacji
w sprawie ich potrzeb i będziemy się odpowiednio
odnosić do ich złych postaw oraz działań.
„Przeto, odrzuciwszy kłamstwo, mówcie prawdę, każdy z bliźnim swoim, bo jesteśmy członkami jedni drugich” Efezjan 4,25.
13
Co zyskujemy, pozwalając dzieciom robić, co chcą,
żeby nie stracić ich szacunku i chęci współpracy? Czy
unikamy pokazania właściwego kierunku ze strachu,
że nie poradzimy sobie z wymierzeniem kary za nieposłuszeństwo? Dzięki łasce Bożej musimy powiedzieć to, co trzeba powiedzieć i skonfrontować nasze dzieci ze wszystkim, co wymaga konfrontacji.
Inaczej efekt będzie taki, jak ten opisany w Księdze Przypowieści 29,15: nieposłuszny chłopiec przynosi wstyd swojej matce.
Pewnie trzymajmy cuugle
Powinniśmy kierować naszymi dziećmi bez poczucia winy z tego powodu. Choć niektórzy uważają ten pogląd za zbyt restrykcyjny, w rzeczywistości taka postawa daje dzieciom poczucie bezpieczeństwa. Jeśli pozwolimy im robić to, co chcą i żyć jak
im się podoba, to będą stale dręczone wątpliwościami, czy ktoś się o nie zatroszczy, jeśli im się coś stanie.
Jeśli nie będziemy wystarczająco czujni, nieczystość może szybko podnieść swój ohydny łeb. Dzieci pozostaną dziećmi, a gdy zbiorą się razem – czy
to w rodzinie czy w kościele – musimy mieć na nie
oko. Nie do tego stopnia, żeby nam to uniemożliwiało normalne życie, lecz trzeba mieć na uwadze
sytuacje, gdy któreś „coś kombinuje” albo wygląda
na to, że już coś „przeskrobało”.
Monitorujmy również to, co nasze pociechy czytają. Jeśli karmią się literaturą fantasy, granica między rzeczywistością a światem wyobraźni może się
zatrzeć. Mogą wtedy dojść do przekonania, że tak
naprawdę nie istnieje żadna absolutna prawda, co
się zazwyczaj kończy jakimś rodzajem relatywizmu.
Sami również powinniśmy karmić się dobrą lekturą.
Kontrolujmy zajęcia dzieci po nabożeństwie. To
bywa trudne dla rodziców, bo wolimy spędzić kilka
chwil na rozmowach towarzyskich, co jest oczywiście normalne i potrzebne. Dzieci też to lubią, ale
musimy być świadomi, co robią. Czuwajmy zatem.
We wszystkim, o czym tu mówimy, starajmy się,
by nasze dzieci nabrały do nas zaufania. Naszą motywacją nie jest despotyczna władza, lecz pełna miłości
troska – podobna do tej, jaką mają w stosunku do
14
Ziarno Prawdy • maj 2014
nas starsi w kościele, o czym czytamy w Hbr 13,17:
Bądźcie posłuszni przewodnikom waszym i bądźcie im
ulegli; oni to bowiem czuwają nad duszami waszymi
i zdadzą z tego sprawę; niechże to czynią z radością,
a nie ze wzdychaniem. Nasze dzieci zazwyczaj wiedzą, kiedy nasza kontrola jest wyrazem miłości,
a kiedy zwykłym egzekwowaniem władzy.
Troszczmy się z moodlitw
wą
Powinniśmy otaczać stałą, pełną modlitwy troską
wszystkie nasze pociechy – od maleńkości poprzez
wiek nastoletni, a nawet później, gdy już opuszczą
dom. Taka troska jest wyrażona w Księdze Przypowieści Salomona 6,20-21: Zachowuj, synu mój, przykazanie swego ojca i nie odrzucaj nauki swojej matki! Utrwal je na zawsze w swoim sercu, i owiń nim
swoją szyję.
Job bardzo troszczył się o dobro swoich dzieci:
A gdy minęły dni uczty, posyłał Job po nich, aby ich
poświęcić: wstawał wczesnym rankiem i składał całopalenia za każdego z nich. Myślał bowiem Job: Może
zgrzeszyli moi synowie i znieważyli Boga w swych sercach; tak czynił Job zawsze (Job 1,5).
Trzeba nam troszczyć się w podobny sposób o naszych najmłodszych, o większe dzieci, o młodzież
i o te, które już założyły już rodziny – stale pragnąc
ich dobra i modląc się za nie. Gdy się czegoś boją
lub się zagubią, oferujmy im zachętę i biblijną poradę. Jeśli zrobią błąd, pomóżmy im go naprawić,
zamiast je skreślać. Pamiętajmy, że najlepszą metodą przygotowującą dzieci na dalszą drogę życia jest
pójście tą drogą przed nimi.
Nieśmy pomoc z poświęccenieem
A nie zapominajcie dobroczynności i pomocy wzajemnej; takie bowiem ofiary podobają się Bogu (Hbr
13,16). Pomoc wzajemna oznacza tu przede wszystkim dzielenie się dobrami materialnymi, lecz w sensie rozszerzonym może dotyczyć również wzajemnych relacji, polegających na mówieniu i słuchaniu.
Obie formy pomocy wymagają poświęcenia.
Pomoc z poświęceniem jest jednym z najważniejszych aspektów wychowania dziecka. Serdeczne, szczere
rozmowy z dziećmi i młodzieżą wymagają dużo czasu i wysiłku. Pamiętajmy, żeby ta linia komunikacji była zawsze otwarta. Mówmy do nich i słuchajmy ich od małego, by czuły się bezpiecznie w rozmowach z nami, gdy będą starsze. Zachęcajmy je,
żeby otwierały swoje serca i pozwólmy im wypowiedzieć się szczerze. Gdy trzeba, pochwalmy (bez pochlebstw) albo upomnijmy.
Rozmawiajmy z dziećmi o sprawach praktycznych, jak zarabianie na życie, poruszając też duchowe aspekty, jak służenie, pożądliwości czy materializm. Gdy będą zadawać pytania, pamiętajmy, że skoro Bóg daje wszystkim mądrość bez wypominania, to
my powinniśmy postępować podobnie. Nie karćmy
ich i nie onieśmielajmy, kiedy pytają o coś, co już
powinny wiedzieć.
Mówmy im dyskretnie o współżyciu małżeńskim
i innych intymnych sprawach, pamiętając, że dla czystego wszystko jest czyste. Nauczajmy tego, co jest potrzebne, lecz w określonym porządku – niech ojcowie rozmawiają z synami, a matki z córkami. Wielu ludzi zanieczyściło się w tych dziedzinach życia,
lecz są one święte i powinny mieć w naszym życiu
właściwe miejsce.
Za Manoachem możemy się zastanawiać: Jaki ma
być sposób życia tego chłopca i co ma robić? (Sdz 13,12).
Musimy szukać Pana i Jego mądrości, bo sami nie jesteśmy w stanie przyprowadzać naszych pociech do
Jezusa. Poniżej zamieszczamy podsumowanie tych
myśli w formie takiej oto modlitwy:
Moddlitwa rodzica
Panie, niech małe dzieci przychodzą do Ciebie,
Pozwól mi przynosić te, które mi dałeś na wychowanie,
Obym umiał prowadzić je po drogach prawdy i prawości,
I obym nigdy nie był dla nich złym przykładem.
Panie, daj mi mądrość, abym wszczepiał Twe Słowo
W każde wrażliwe serce i umysł, aby szli wąską drogą,
Aby te drogie dusze wzrastały w Tobie i wzmacniały Kościół,
A potem weszły do domu Ojca, gdzie już nigdy nie zbłądzą.
Zaczerpnięto z The Christian Contender, sierpień 2012
Rod and Staff Publishers, Inc.
Przekład na język polski: Krzysztof Dubis
Dziecko po dwudziestu latach
szkole wiele się uczy o wydarzeniach
i odkryciach przeszłości, dzieci również otrzymują wsparcie konieczne do
rozwiązywania swoich aktualnych problemów, jednak
celem naszych szkół jest przyszłość.
Nie prowadzimy szkół dla rozrywki, aby wypełnić
dziecku czas, tak jak to ma miejsce w przedszkolach,
czy punktach opieki. Nie prowadzimy też naszych
szkół, aby stworzyć miejsca pracy dla ludzi którzy
kochają nauczanie. Również nie robimy tego dla zwykłego wypełniania państwowych wymogów prawa.
Nawet gdyby obowiązek uczęszczania do szkoły został
uchylony, my nie zamknęlibyśmy naszych placówek.
Prowadzimy nasze szkoły w celu dostarczenia korzyści dzieciom nawet po dwudziestu latach i później.
Dzieci to potencjał dla przyszłości Kościoła, dlatego
—Lester Showalter
nasze szkoły są częścią pracy dla Pana, przygotowując
przyszłych pracowników Jego Królestwa.
Gdybyśmy byli w stanie dojrzeć przyszłość za dwadzieścia lat, wówczas wiedzielibyśmy, jaki rodzaj wiedzy
nasze dzieci powinny otrzymać. Jak dotąd bardzo
niewielu rodziców i nauczycieli miało taki przywilej.
Manoach i jego żona wiedzieli cokolwiek na temat
Bożego zamysłu co do ich syna, Samsona. Zachariasz
i Elżbieta otrzymali proroctwo dotyczące przyszłej
pracy Jana, jako posłańca idącego przed Jezusem.
Również ziemscy rodzice Jezusa byli świadomi Jego
poświęcenia dla spraw Niebiańskiego Ojca. Ale z kolei Jochebed nie przewidziała przyszłej roli Mojżesza
wobec swojego ludu, kiedy przez wiarę ukryła go
w koszyku pośród trzcin wodnych. Anna była szczęśliwa, że jej syn będzie na służbie Pana, cokolwiek
„Przeto, odrzuciwszy kłamstwo, mówcie prawdę, każdy z bliźnim swoim, bo jesteśmy członkami jedni drugich” Efezjan 4,25.
15
to miało oznaczać. Nauczamy nasze dzieci w duchu
wiary i nadziei co do ich przyszłości.
Niektórzy rodzice i nauczyciele mają powody, aby
troszczyć się o konkretne potrzeby edukacyjne swoich
dzieci. W 1946 r. pewna wdowa, Elizabeth Vining,
została poproszona o nauczanie angielskiego następcy trony Japonii, księcia Akihito, który był synem
ówczesnego cesarza Japonii, Hirohito. Zarówno pani
Vining, jak i rodzice księcia wiedzieli, że nadejdzie
czas, kiedy Akihito zostanie cesarzem Japonii. Pani
Vining nie tylko miała za zadanie nauczać swojego
ucznia angielskiego, ale również zlecono jej „otwarcie
okna na szeroki świat” dla młodego adepta. Dlatego
też zatytułowała swoją książkę: „Okna dla następcy
tronu”.
W nauczaniu księcia specjalną uwagę poświęciła
nauce zadawania przez niego pytań w języku angielskim, bardzo istotnej umiejętności w kontaktach
z urzędnikami państwowymi posługującymi się tym
językiem. Pani Vining wykryła w swoim uczniu pewną
bierność, jak to nazwała. Dlatego w celu jej przezwyciężenia, zawsze zachęcała go, aby wybierał, od której
części chce zacząć lekcję: od dyktanda, konwersacji
lub czytania. Z początku książę uciekał od decyzji
w uprzejme: „Niech pani sama wybierze”, jednak
mądra nauczycielka nalegała na jego własną decyzję.
Książę musiał przejąć inicjatywę w podejmowaniu
decyzji. Aby umożliwić mu kontakt z rówieśnikami,
pani Vining znalazła dwóch chłopców, którzy razem
z nim uczestniczyli w lekcjach. W każdym semestrze
towarzyszył mu nowy „zestaw” towarzyszy. Wszystko
to miało na celu pomóc księciu stać się człowiekiem,
którym musiał się stać, aby objąć tron Japonii. To
były późne lata 40.; obecnie Akihito jest od dawna
cesarzem.
Nie uczymy naszych dzieci tego, czego potrzebują
jedynie dzisiaj, ale również tego, czego będą potrzebować
za dwadzieścia lat. Obejmuje to nie tylko podawanie
im wiedzy jako takiej, ale również dostarczanie możliwości rozwijania umiejętności mówienia i zarządzania.
Dlatego dużą wartość mają takie zadania, jak ustne
sprawozdania i pomoc w redagowaniu szkolnej gazetki.
Czasem miewałem uczniów, którzy, jako członkowie
swoich kościołów, brali udział w prowadzeniu uwielbienia na niedzielnym nabożeństwie. Spoczywała na
16
Ziarno Prawdy • maj 2014
nich troska na przykład o to, kto poprowadzi modlitwę.
Wówczas nie zdawali sobie sprawy, jak cenna była ta
odpowiedzialność w latach ich młodości.
Rodzice nie powinni oglądać się na szkołę z nadzieją,
że dostarczy ona wszystkich doświadczeń kształtujących
prowadzenie modlitwy czy uwielbienia. Dobrze jest
prosić czasem starsze nastoletnie dzieci o prowadzenie modlitwy przed posiłkiem. Zarówno rodzice, jak
i nauczyciele są źródłem kształtowania oraz instruktażu,
który kiedyś może być przydatny dzieciom – nawet
dwadzieścia lat później.
Inny ciekawy przykład rodziców i nauczycieli, którzy
kształcili dzieci w kontekście tego, co o nich wiedzieli,
pochodzi ze współczesnej Anglii. Tym razem dziecko
nie było księciem, lecz księżniczką. Kiedy Marion
Crawford została poproszona o udzielenie nauki Elżbiecie i jej młodszej siostrze, Małgorzacie, nie było
w ogóle mowy o objęciu tronu. Jednak abdykacja
Edwarda VIII w związku z jego pragnieniem poślubienia rozwódki postawiła na tronie ojca Elżbiety, co
sprawiło, że młoda księżniczka została automatycznie
następczynią tronu.
Dlatego właśnie zaangażowano wybitną uczoną, aby
zaznajomiła Elżbietę z historią konstytucjonalizmu.
Jeśli ktoś ma objąć tron, powinien znać historię ustroju
swojego kraju. Tak więc w wieku trzynastu lat Elżbieta zaczęła poznawać ten przedmiot. Nie musiała go
opanować w tamtym okresie, jednak dwadzieścia lat
później – zdecydowanie tak. Dzisiaj jest powszechnie
podziwianą królową swojego kraju.
Wiele z tego, czego uczymy w szkole nasze dzieci,
nie jest im potrzebne w szkolnym okresie. Nie uczymy
ich tego, co jest im potrzebne w wieku lat dziesięciu
czy nawet piętnastu, ale w wieku lat trzydziestu, trzydziestu pięciu. Czyli jakieś dwadzieścia lat później.
Czasami słyszy się sprzeciwy co do uczenia dzieci
dorosłych pieśni, takich jak: „Skała wieków”, czy „Moja
wiara w górę spogląda”, których znaczenia dzieci nie
są w stanie pojąć. Jednak pewnego dnia zrozumieją
i pieśni, których nauczyli się w dzieciństwie, będą dla
nich cennym wyrazem wiary i emocji.
To samo można powiedzieć o zapamiętywaniu
wersetów biblijnych. Dzieci nie rozumieją wersetów,
które mają zapamiętać w szkole, jednak przyjdzie taki
dzień, kiedy będą wdzięczne za każdy wspaniały werset
zapamiętany ze szkoły.
Czasem dzieci (i rodzice też) kwestionują konieczność uczenia się niektórych rzeczy. Dzieci nie powinny
podważać wartości uczenia się tego, czego się od nich
wymaga. Jednak kiedyś sam tak zrobiłem – w szóstej
klasie. Zapytałem moją nauczycielkę, dlaczego musimy
uczyć się gramatyki. Wówczas odpowiedziała: „Być
może kiedyś będziesz musiał tego uczyć”. W tamtym
czasie uczenie w szkole wydawało mi się bardzo odległą
możliwością. Nasz Kościół nie prowadził wówczas
szkoły chrześcijańskiej, a uczenie w publicznej szkole
nie wchodziło w ogóle w grę. A jednak moja nauczycielka miała rację; uczyłem gramatyki w szkole. Co
więcej, zająłem się pisaniem i znajomość gramatyki
była mi nieustannie potrzebna w pracy edytorskiej
i redagowaniu tekstu.
Uczniowie nie mają pojęcia, do jakiej pracy Pan
ich przeznaczył. Dlatego też byłoby głupotą pytać:
„Czy musimy uczyć się gramatyki?”.
Pewien brat, który został powołany do pracy misyjnej
na Filipinach, powiedział mi, że docenił wartość uczenia się gramatyki w szkole, kiedy musiał sam nauczyć
się języka Tagalog. Elementy tego języka są obecne
w każdym innym. Znajomość struktury własnego
języka pomaga poznać każdy inny.
Dziecko w okresie szkoły podstawowej nie wie,
do czego Pan je przeznaczył w późniejszym życiu.
Nie wiedzą tego również ani rodzice, ani nauczyciele.
Może wasze dziecko będzie służyło Panu jako rolnik,
a może nie. Może jego przyszła praca nawet jeszcze
nie istnieje.
Byłoby bardzo głupio przyjąć postawę pewnego
chłopca, który wiele lat temu chwalił się: „Mam już
całe potrzebne wykształcenie, które jest mi potrzebne,
żeby umieć liczyć pieniądze, które będę zarabiał”. Takie
stwierdzenia są przejawem arogancji i niedojrzałości.
Nie chodzi o to, że na siłę promuję pójście na studia,
jednak uczniowie powinni doceniać możliwość uczenia
się. Powinni przykładać się do nauki do ostatniego dnia
roku szkolnego i szukać okazji do dalszego kształcenia.
Uczymy nasze dzieci tego, co będzie im przydatne
za dwadzieścia lat, kiedy już będą dawno poza szkołą. Nauczycielu, może w twojej klasie jest przyszły
lekarz, pastor, czy informatyk? Gdybyś wiedział/wiedziała, że oni tam są, czy zmieniłyby się twoje metody
i podejście? Może zmień je dzisiaj. Należy kształcić
swoich uczniów na przyszłych nauczycieli, pisarzy,
czy misjonarzy.
Rodzice, gdybyście wiedzieli, że wasze dziecko będzie za dwadzieścia lat pracownikiem Kościoła, czy
inaczej byście je wychowywali? Jeśli tak – zmieńcie
już dzisiaj swój model nauczania ich i wychowujcie
je w większej dyscyplinie, aby było w stanie sprostać
każdej pracy, którą Pan mu powierzy.
Uczymy nasze dzieci i wychowujemy je dla naszego
Króla, Jezusa Chrystusa. W świetle tej prawdy możemy myśleć o sobie jak o takich paniach Vining albo
Crawford, wychowujących księcia lub księżniczkę dla
naszego Króla. Anna użyczyła Samuela Panu, ale może
bardziej stosowne byłoby stwierdzenie, że to On użycza nam dzieci. Szybciej niż myślimy, będą one poza
naszym zasięgiem, zaś my będziemy odpowiedzialni
przed Bogiem za to, jak je wychowaliśmy.
Sposób, w jaki patrzymy na przyszłość naszych dzieci, ma wiele wspólnego z tym, jak je wychowujemy
obecnie. Bóg daje nam przywilej i odpowiedzialność,
aby uczyć je i karcić dla Niego. Za dwadzieścia lat
będą miały stabilne domy i będą pomagały rozwijać
Kościół. Czy wy rodzice i nauczyciele dajecie im teraz
to, czego będą potrzebować za dwadzieścia lat?
Zaczerpnięto z The Christian School Builder, styczeń 2012
Rod and Staff Publishers, Inc.
Wykorzystano za pozwoleniem
Przekład na język polski: Krzysztof Dubis
Ćwiczenie samodyscypliny
—Lee Schrock
Czy coś jest nie tak z małym Jasiem, który
chyba celowo śmieje się głośniej, niż inni w klasie? Albo z uczniem, który płacze, ponieważ
jego oceny nie są tak dobre, jak on by sobie
życzył? Lub też z kimś, kto nie może powstrzymać się od chichotania podczas lekcji? A co
z dzieckiem, które nie potrafi usiedzieć spokojnie
w czasie wspólnej modlitwy? Czy są to problemy
„Przeto, odrzuciwszy kłamstwo, mówcie prawdę, każdy z bliźnim swoim, bo jesteśmy członkami jedni drugich” Efezjan 4,25.
17
natury fizycznej, które należy akceptować jako
część osobowości danego człowieka, czy można
je poddać dyscyplinarnej obróbce?
Dyscyplina to trening, który buduje samokontrolę, charakter, uporządkowanie i skuteczność.
Trening ten polega nie tylko na mentalnym,
ale i na zewnętrznym ograniczeniu tych emocji
i zachowań. Musi on się ciągle powtarzać, ponieważ
nawyki nie opuszczają swojej ofiary zbyt łatwo.
Byłoby miło, gdyby dzieci w miarę dojrzewania
automatycznie rozwijały w sobie samodyscyplinę.
Niektóre są bardziej na nią podatne niż inne,
ale wygląda na to, że wszystkie dzieci potrzebują
w tej dziedzinie pomocy. Ze względu na różnice
w osobowości, są dzieci, które nie mają pojęcia
o tym, że ich zachowanie jest nie do przyjęcia,
kiedy pozwalają swoim emocjom na kontrolowanie ich działań. Powinny być nauczone przez
taki trening, że źle jest narzucać się innym ze
swoimi rozbuchanymi emocjami.
Niektórym dzieciom trudniej jest panować
nad sobą niż innym. Ale jeszcze chyba nie było
takiego dziecka, którego zachowanie nie mogłoby
zostać skorygowane poprzez wychowanie aż do
takiego punktu, w którym ono samo nauczy się
korygować siebie.
W domu
Fundament dla samodyscypliny powinien
zostać zbudowany, zanim dziecko rozpocznie
szkołę. Do tego czasu powinno ono być nauczone modlitwy. Kiedy rodzina modli się razem,
np. przed posiłkiem, dziecko musi wiedzieć, że
powinno zachowywać się cicho. Kiedy będzie
nieco starsze, nauczy się w myślach towarzyszyć
prowadzącemu modlitwę. Z czasem w takich
chwilach będzie już modlić się własną modlitwą.
Rodzice powinni zachęcać dziecko do przebaczania innym przykrości, które mu wyrządzili.
Co się dzieje, kiedy nasz mały Jaś wraca ze szkoły
z relacją o tym, co mu zrobił dzisiaj jakiś inny
chłopiec w czasie przerwy, koncentrując się na
szczegółach i na tym, jak on, Jaś dołoży mu
za to? Nasze dziecko powinno się nauczyć, że
może opowiedzieć wszystko mamie czy tacie,
18
Ziarno Prawdy • maj 2014
ale absolutnie nie powinno podgrzewać wrogich
uczuć przeciwko winowajcy. Powinno też nauczyć
się rozróżniania pomiędzy wyimaginowanym
a rzeczywistym złem. Przebaczanie to dyscyplina
całkowicie przeciwna naturze ludzkiej. Kiedy
dziecko nauczy się z serca przebaczać, wówczas
zaliczy ważną lekcję w dziedzinie samodyscypliny.
Powinno ono także opanować sztukę przepraszania, jeśli zrobiło komuś coś złego, nawet
jeżeli to było tylko nieporozumienie. Zazwyczaj
nie będzie miało ochoty na przepraszanie, nawet
jeśli uświadomi sobie, że zrobiło coś złego. Jednak jeżeli w domu będzie musiało przepraszać,
pomoże mu to zachować te same standardy
zawsze i wszędzie.
Dziecko musi się nauczyć znoszenia niewygód. Jeśli wymaga się od niego, by zmywało
z uśmiechem naczynia, wówczas pomoże mu to
dwadzieścia lat później, gdy jego własne dzieci
zatkają zlew i trzeba będzie rozkręcić syfon, żeby
go przetkać. Dobrze wykonana praca przynosi
satysfakcję – nawet jeśli nie jest przyjemna. Nikt
nie ucieknie od niemiłych zadań. Im szybciej
dziecko nauczy się, że jest w stanie zrobić coś
dobrze, tym bardziej będą mu w przyszłości
służyć dobre nawyki.
Powinniśmy również uczyć nasze dzieci trzymać emocje na wodzy. Niektóre maluchy mają
tendencję do płaczu, ilekroć coś jest nie po ich
myśli. Możliwe, że nauczyły się nawet szantażować
rodziców w ten sposób. Powinny się nauczyć, że
płacz we właściwym czasie nie jest niczym złym,
lecz należy nad nim panować. Drugą skrajność
przedstawiają dzieci, które śmieją się wtedy, gdy
powinny zachować powagę. Powinny wiedzieć,
że choć śmiech jest darem od Boga, to nadmierne
jego używanie jest nie na miejscu. Przeszkadza
również w odpowiednim traktowaniu poważnych
sytuacji. Ekscytowanie się byle czym również
może być przesadą. „Byłem tym tak podniecony”
to nie jest żadna wymówka dla złego zachowania. Bóg oczekuje od nas kontrolowania emocji,
a nie pozwalania, żeby one nami rządziły.
—ciąg dalszy na str. 22
„Wspomnij dni dawne, rozważcie lata
dawnych pokoleń, Zapytaj ojca twego,
a oznajmi ci, Starszych twoich, a powiedzą ci.”
Ks. Powtórzonego Prawa 32,7
Część
H ISTORYCZNA
HUTERYCI
Część 5
Nowe prześladowania i cierpienia
Wyniszczające wojny zakończyły okres
pokoju, w którym żyli huteryci. Od roku
1593 liczebność ich wspólnot malała i tendencja ta nie zmieniła się aż do ich emigracji do Ameryki w latach siedemdziesiątych
XIX wieku. Kronika huterytów odnotowuje wręcz niewiarygodne cierpienia, jakich
anabaptyści doświadczyli, zarówno z rąk
katolików jak i Turków.
Kontrreformacja katolicka wywarła na
huterytach wielką presję podczas prób odzyskania krajów tradycyjnie katolickich,
których mieszkańcy przeszli na protestantyzm.
Wojna turecko-austriacka
W roku 1593 wybuchła wojna między
Turcją i Austrią. Morawy należały do imperium zawierającego w swych granicach
również Austrię, więc i tutaj dało się odczuć skutki działań wojennych. Wielu żołnierzy kwaterowało w koloniach huteryckich, przejadając zapasy jedzenia i picia.
—Michael S. Martin
Jeszcze gorsze jednak było to, że tureckie
i węgierskie wojska przemierzały Morawy,
mordując, grabiąc oraz biorąc mężczyzn
i kobiety w turecki jasyr. Jeden z huterytów przez trzy lata bezskutecznie próbował
odnaleźć żonę i córkę porwane przez Turków. Odnalazł i uratował natomiast kilku
innych współbraci.
Koszty wojny były ogromne, więc cesarz
wkrótce zaczął naciskać morawską szlachtę,
by dała na to więcej pieniędzy. Panowie
z kolei obciążyli ludność podatkiem od
wojny, lecz huteryci odmówili płacenia
na cele militarne1. W ramach odwetu niektórzy szlachcice wstrzymali wypłaty wynagrodzeń pracującym u nich braciom,
najazdem zabrali z kolonii wartościowe dobra jak bydło i świnie, a nawet wypędzili
niektórych, konfiskując cały ich dobytek.
Niektórzy wierni przetrwali, chroniąc się
1. Huteryci odmówili, ponieważ nie chcieli, by ktokolwiek chronił ich, uciekając się do przemocy fizycznej.
„Przeto, odrzuciwszy kłamstwo, mówcie prawdę, każdy z bliźnim swoim, bo jesteśmy członkami jedni drugich” Efezjan 4,25.
19
w podziemnych tunelach i schowkach.
W tym samym czasie katoliccy wrogowie
braci napisali wiele pełnych nienawiści pamfletów przeciwko anabaptystom, wzbudzając gniew ludu przeciwko nim.
Wojna trzydziestoletnia
W roku 1618 Czesi zbuntowali się przeciwko swemu katolickiemu władcy, cesarzowi Ferdynandowi II. Większość z nich
była protestantami i chcieli zrzucić katolickie jarzmo. Powstanie rozpoczęło się od
zawziętych walk między siłami protestanckimi i katolickimi, które wkrótce rozlały
się na wiele krajów i zdewastowały Europę.
Morawy przyłączyły się do wojny po stronie protestantów.
Morawianom udało się na krótko wypchnąć z kraju katolickich przeciwników,
lecz w 1619 roku armia katolicka wróciła,
całkowicie niszcząc dwanaście huteryckich
wspólnot i grabiąc siedemnaście pozostałych. Żołnierze katoliccy zachowywali się
brutalnie i rozwiąźle, zabijając i gwałcąc
kobiety, a braci okrutnie torturując. Ponadto wielu huterytów znowu wzięto do
niewoli.
Powszechne były plotki o bogactwie braci, więc żołnierze grabili wszystko, co znaleźli w każdej kolonii.
A ponieważ znaleźli niewiele, torturowali
wielu z nich, by dowiedzieć się, gdzie schowali domniemane skarby. Oprócz cierpień
ze strony wojska, w ślad za nim przyszły
śmiertelne zarazy, które pozbawiły życia
jedną trzecią huterytów na początku lat
dwudziestych XVII wieku.
Po odniesieniu zwycięstwa na Morawach,
katolicy wyrzucili braci, którzy jeszcze tam
mieszkali. Mogli zostać jedynie ci, którzy
obiecali przejście na katolicyzm. Kilku się
zgodziło, lecz większość zdecydowała się
wyjechać na Węgry, gdzie kilku panów
20
Ziarno Prawdy • maj 2014
jeszcze było w stanie ich ochronić przed
cesarzem. Niektórzy huteryci próbowali
osiedlić się na Morawach, ale ich wysiłki
okazały się bezowocne. Historia braci na
tych terenach zakończyła się w roku 1622,
prawie sto lat po zainicjowaniu ruchu
w Nikolsburgu.
Niewielka ich grupa uciekła do Transylwanii2 na wschodzie Węgier, około sześciuset kilometrów od Moraw. Przyjrzymy się
im przy okazji omawiania kolonii węgierskich.
Kolonie węgierskie
Dalsze cierpienia na Węgrzech3
Kilka tysięcy morawskich huterytów
przeniosło się do kolonii węgierskich. Nie
wystarczało żywności i odzieży dla wszystkich, a sytuacja się nie poprawiała. W roku
1626 na Węgrzech zakwaterowano ponad
piętnaście tysięcy żołnierzy. Nawet gdy nie
walczyli, zajmowali się grabieżą i dewastacją okolicy. Wiele razy mieszkańcom zaglądał w oczy głód. Z powodu wszystkich tych
trudności liczba huterytów stale spadała
i w roku 1631 było ich już mniej niż tysiąc.
W 1648 roku zakończyła się wojna trzydziestoletnia, lecz mimo tego koloniom
nie wiodło się lepiej. Okoliczni mieszkańcy i szlachta nadal kradli żywność i zapasy
bezbronnym braciom, którzy wyrzekli się
przemocy. Huteryci z Transylwanii oraz
holenderscy menonici przysłali pomoc finansową koloniom węgierskim, jednak nie
zmieniło to stale pogarszających się warunków ich życia.
Odstępstwo i jezuici
Presja i cierpienie w końcu zebrały swoje
żniwo w duchowym życiu huterytów. Pod
koniec XVII wieku aktywność misjonarska
2. Dzisiaj tereny te należą do Rumunii.
3. Część Węgier, do której przenieśli się wtedy
huteryci, leży dzisiaj w granicach Słowacji.
wygasła i kościół jako całość stracił duchową witalność. Do życia wspólnotowego
wkradło się wiele nadużyć i znaczna grupa
członków pragnęła jedynie takiej strawy
jak tłumy podążające za Jezusem. Owoce
własnej pracy zatrzymywali wyłącznie dla
siebie, często pracując tylko tyle, ile musieli. Władze katolickie zarządziły chrzest
niemowląt i huteryci ulegli.
tam wojna i musieli uciekać w góry, około
siedem kilometrów od swej kolonii. Tam
zbudowali sobie schronienia w jaskiniach
skalnych i wykopali ziemianki. Po kilku latach wrócili do zrujnowanej kolonii,
lecz nigdy jej już nie odbudowali. Grupa
stopniowo malała liczebnie i słabła duchowo, aż wreszcie w roku 1690 rozwiązano
wspólnotę.
W roku 1685 postanowili zrezygnować
ze wspólnoty dóbr, przechodząc na indywidualne gospodarstwa domowe – ich
wspólne zapasy zbyt łatwo padały łupem
rabusiów. Mimo to, bracia nadal wielbili Boga na wspólnych zgromadzeniach
i nadal praktykowali wiele innych zwyczajów.
Przebudzenie wśród uchodźców z Karyntii
W Karyntiii, katolickim regionie południowej Austrii, od początku XVI wieku
mieszkała niewielka grupka protestantów.
W końcu katolickie władze postanowiły nie tolerować ich już dłużej. W latach
pięćdziesiątych XVIII wieku zostali oni
przesiedleni do Transylwanii i osiedlili się
niedaleko kolonii huterytów.
Prześladowania ze strony władców katolickich na Węgrzech przybrały na sile pod
koniec XVII wieku. Jezuici (misjonarze katoliccy) mieli pozwolenie używania wszystkich środków, jakie uznaliby za stosowne, by
wykorzenić „herezję” z kraju. Skonfiskowali
wiele huteryckich książek i odebrali dzieci
niektórym rodzicom. Odprawiali katolickie
msze wśród braci, na których obecność była
obowiązkowa. Władze poleciły bić, wtrącać
do więzienia i wypędzać tych, którzy odmawiają podporządkowania się temu nakazowi.
Ostatni huteryci poddali się i przeszli na
katolicyzm w latach sześćdziesiątych XVIII
wieku. Pozwolono im jednak podtrzymywać wiele aspektów życia wspólnotowego.
Nazwano ich habanerami, a pozostałości
ich wcześniejszych praktyk przetrwały do
początków XX wieku.
Huteryci w Transylwanii
Pierwsza kolonia huterytów na terenie
Transylwanii powstała na początku lat
dwudziestych XVII wieku. Bracia spotkali się tam z przyjaznym traktowaniem
i wiodło im się dobrze przez trzydzieści
siedem lat. W latach 1658-1661 toczyła się
Wierzący z obydwóch grup poznali się
podczas poszukiwania pracy. Niektórzy
karynccy protestanci zainteresowali się
wiarą huterytów i postanowili przyłączyć
się do pełnej wspólnoty dóbr z nimi, choć
oni sami zarzucili już tę praktykę. Tak powstała nowa społeczność, która jako jedyna
zachowała pierwotne cechy huteryckiego
kościoła.
Jezuici prześladują nową grupę
Wkrótce młoda wspólnota rosnąca liczebnie przyciągnęła uwagę katolików.
Jezuici chcieli oczyścić Transylwanię z heretyków, stosując tę samą metodę, która
okazała się skuteczna wcześniej. Próbowali
odbierać dzieci rodzicom i siłą narzucić katolickie nauczanie w nowej kolonii. Dwaj
bracia, którzy nie chcieli słuchać księży,
zostali wypędzeni z kraju. Jezuici rozproszyli pozostałych huterytów po okolicznych wioskach, mając nadzieję, że ci już
się ponownie nie połączą. Większość dawnych braci poddała się presji i porzuciła
wspólnotowy styl życia, lecz nowa grupka
postanowiła wytrwać.
„Przeto, odrzuciwszy kłamstwo, mówcie prawdę, każdy z bliźnim swoim, bo jesteśmy członkami jedni drugich” Efezjan 4,25.
21
Ucieczka do południowej Rumunii
Dwaj wypędzeni bracia znaleźli żyzne
ziemie uprawne na Wołoszczyźnie (południowa Rumunia). Tutaj władze tolerancyjnie odnosiły się do różnych religii.
W 1767 roku bracia wrócili do wiernych
huterytów w Transylwanii i przeprowadzili
ich przez góry na nowe tereny. Sześćdziesiąt siedem osób przebyło wycieńczającą
podróż trwającą siedem dni. Musieli porzucić wozy i przejść góry na piechotę, niosąc jedynie bagaż oraz małe dzieci.
Wkrótce znaleźli skrawek ziemi, gdzie
mogli zamieszkać. Panował tam jednak
Ćwiczenie samodyscypliny
W szkole
Szkoła jest dobrym miejscem do utwierdzania
dyscypliny wyuczonej w szkole. W czasie lekcji
uczeń powinien siedzieć spokojnie, bez wywijania
nogami, włączania i wyłączania długopisu czy
innych nerwowych ruchów. Czasem musi stać
w szeregu podczas wyjścia na wycieczkę. Niech
się uczy cierpliwości w stosunku do innych,
na których trzeba trochę poczekać, aż dołączą
do grupy.
Umiejętność dzielenia się z kolegami jest bardzo
ważna. Uczeń musi wiedzieć, że nie jest jedynym
rodzynkiem w cieście. Czasem trzeba komuś
pożyczyć książkę. Nie powinien sam zabierać
całego czasu nauczycielowi na konsultacjach.
Bywa, że dzieli się drugim śniadaniem z kimś, kto
zapomniał przynieść własne. Trzeba się również
nauczyć, że inni również mają coś ciekawego
do powiedzenia.
Ucznia należy wdrożyć w dyscyplinę poddawania
się autorytetom innym niż rodzice. W szkole
autorytetem jest nauczyciel. Nigdy w życiu nie
jesteśmy wolni od wszelkich autorytetów, czy
22
Ziarno Prawdy • maj 2014
niezdrowy klimat, a poza tym znów wspólnota znalazła się na obszarze działań armii
rosyjskiej i tureckiej. Huteryci zmęczeni tą
sytuacją udali się do kapitana armii rosyjskiej ze skargą. Kapitan przyjął ich życzliwie i doradził emigrację do Rosji, ponieważ końca wojny nie było widać. Grupa
zdecydowała się przyjąć jego radę.
Zaczerpnięto z Cup & Cross
An Introduction to Anabaptist History
Rod and Staff Publishers, Inc.
Box 3, Crockett, Kentucky 41413
Wykorzystano za pozwoleniem
Przekład na język polski: Krzysztof Dubis
—ciąg dalszy ze str. 18
władzy nad nami. Umiejętność poddania się
władzy za młodu ułatwia to samo w dorosłości.
Bardzo trudno jest uznawać autorytety, kiedy
nie nauczyliśmy się tego w dzieciństwie.
Dyscyplinę znoszenia tego, co niewygodne,
trzeba praktykować w szkole. Zimą, gdy śnieg
pozwala już zjeżdżać na sankach, a słońce zaprasza na spacer, trzeba najpierw odrobić lekcje
w klasach młodszych. Wiosną, gdy kwitną kasztany, maturzyści mają przed sobą najtrudniejsze
egzaminy. Ileż to wymaga samozaparcia! Lecz
jeśli nauczymy się tego teraz, później będzie
nam znacznie łatwiej.
Błogosławieństwem jest fakt, że wdrażając
w dyscyplinę nasze własne dzieci, sami możemy
ożywić to, co w naszym życiu „zardzewiało”
w tych kwestiach. Nauka samodyscypliny daje
nową radość życia. Oby Pan błogosławił wam
w dyscyplinowaniu waszych dzieci i obyście
przy okazji sami jej trochę wchłonęli.
Zaczerpnięto z The Christian Contender,
październik 2012
Rod and Staff Publishers, Inc.
Przekład na język polski: Krzysztof Dubis
„Zachęcam was jedynie, bracia, abyście
coraz bardziej się doskonalili i starali zachować spokój, spełniać własne obowiązki
i pracować własnymi rękami, jak to wam
nakazaliśmy.” 1 Tes 4,11
Część
PRAKTYCZNA
Przesłanki światopoglądu biblijnego
—Gabriel Good
zy dostrzegacie wokół siebie znaki pochodzące od Boga? Co moglibyście wskazać
jako dowody istnienia Stwórcy? On wszędzie zostawił swoje odciski palców! Te ogromne ilości przesłanek świadczących o Jego istnieniu można
podzielić na cztery kategorie: uporządkowanie, informacja, złożoność i życie. W niniejszym artykule zbadamy, w jaki sposób wskazują one na naszego
Boga Stworzyciela.
Zanim jednak przyjrzymy się materiałowi dowodowemu, musimy się zastanowić, czym jest światopogląd. Najprostsza definicja mówi, że jest to po prostu sposób, w jaki postrzegamy świat. Zawiera on nasze doświadczenie, sposób wychowania, uprzedzenia i
wiedzę. Mamy tendencję do interpretowania wszystkich obserwacji przez pryzmat własnego światopoglądu. Problem polega na tym, że ewolucjoniści również
posiadają jakiś światopogląd (nawet, jeśli nie zdają
sobie z tego sprawy). A to oznacza, że sam materiał
dowodowy nie musi przekonać racjonalnie myślącej
osoby do zmiany zdania. Dzieje się tak dlatego, że
wyjaśnianie zjawisk przebiega na bazie tego, co postrzegamy jako prawdę. A to z kolei znaczy, iż w centrum debaty na temat pochodzenia życia i istnienia
Boga nie leży sam materiał dowodowy, lecz światopogląd, przez pryzmat którego logicznie interpretujemy fakty. Jak powiedział Abraham do bogacza
w Hadesie (Łk 16), jeśli ktoś nie wierzy Biblii, to
żaden cud nie jest w stanie go przekonać – nawet,
gdyby ktoś powstał z martwych.
Dlaczego zatem zajmujemy się samym materiałem
dowodowym? Zachęca on chrześcijan, którzy już są
przekonani. Nie kwestionujemy istnienia Boga. Inspiruje nas obserwacja śladów, jakie zostawił On wokół
nas. Materiał dowodowy jest również użyteczny podczas wykazywania, który spośród światopoglądów ma
sens i spełnia własne kryteria. W niniejszym artykule
zwrócimy uwagę, że jedynie wiara w istnienie Boga
wyjaśnia takie zjawiska jak uporządkowanie, informacja, złożoność i życie wokół nas. Badając światopogląd chrześcijański w opozycji do ewolucjonistycznego (i innych światopoglądów niechrześcijańskich),
zauważamy, że jedynie ten pierwszy może wyjaśnić
istnienie wartości absolutnych. Mając na uwadze powyższe, przyjrzyjmy się owym czterem podstawowym
kategoriom dowodów istnienia Boga Biblii.
Uporządkowanie
Czy w otaczającym nas świecie istnieje jakiekolwiek
uporządkowanie? Zdecydowanie tak! Cały wszechświat
jest pełen dowodów na istnienie porządku. Przede
wszystkim, mamy prawa natury. Istnieją podstawowe prawa fizyki (takie jak grawitacja, magnetyzm,
bezwładność i termodynamika) i chemii. Mamy
również stałe pory roku, a także dzień i noc. Dopóki
ziemia istnieć będzie, nie ustaną siew i żniwo, zimno
„Przeto, odrzuciwszy kłamstwo, mówcie prawdę, każdy z bliźnim swoim, bo jesteśmy członkami jedni drugich” Efezjan 4,25.
23
i gorąco, lato i zima, dzień i noc (Rdz 8,22). Wyobraźcie sobie, co by się działo, gdyby to wszystko
było zmienne jak pogoda! Na szczęście prawa kontrolujące Boży wszechświat są stałe i pozostaną takie do końca świata.
Wedle światopoglądu ewolucjonistycznego, otaczający nas świat jest dziełem przypadku, bezsensownym wynikiem reakcji chemicznych rozłożonych
w bardzo długim czasie. Jaka to jest podstawa do
uznania, że istnieje cokolwiek absolutnego i stałego? Żadna. Jeśli ziemia powstała przez przypadek,
to jutro może się wydarzyć cokolwiek. Lecz przecież
sama nauka jest oparta na przewidywalności Bożego
stworzenia. Możemy pojąć rzeczywistość w sposób
naukowy, ponieważ to, co obserwowaliśmy wcześniej, pozostaje niezmienne, a prawa rządzące światem materialnym nie ulegają zmianom. Ponieważ
świat jest uporządkowany i przewidywalny, możliwe są nowe badania i odkrycia, takie jak podróże
w przestrzeń kosmiczną. Astronauci podejmowali ryzyko, dokonując pionierskich lotów w kosmos, lecz
zdobyli się na to, mając ogólne przekonanie, co się
może stać – właśnie ze względu na znajomość Bożych praw rządzących wszechświatem.
Kolejnym przykładem jest ruch ciał niebieskich.
Ruch ziemi jest tak precyzyjny, że doba ma zawsze
tę samą długość. Słońce, księżyc i ziemia poruszają się względem siebie na tak ścisłych zasadach, że
zaćmienia słońca można przewidywać na wiele lat
do przodu. Taka dokładność nigdy nie mogłaby powstać w wyniku przypadkowego wybuchu!
Weźmy pod uwagę stworzenia żyjące w stadach,
jak mrówki, pszczoły czy psy preriowe. Stworzenia
te w celu przetrwania polegają na ustalonym porządku – ich życie stadne wymaga przypisania różnych zadań konkretnym osobnikom. Jedne gromadzą żywność, podczas gdy inne opiekują się młodymi. Jeszcze inne czuwają, by w razie potrzeby ostrzec
stado przed niebezpieczeństwem. Pszczoła – zwiadowca znalazłszy odpowiednie miejsce do zapylania, przekazuje tę informację rojowi za pośrednictwem skomplikowanego tańca w powietrzu. Czy
widzieliście kiedykolwiek całe stado mrówek niosące jeden kawałek pożywienia? Jak myślicie, skąd
te stworzenia nauczyły się współpracy w takiej jedności i harmonii?
24
Ziarno Prawdy • maj 2014
Racjonalne myślenie również wymaga uporządkowania w postaci zastosowania praw logiki. Nikt
raczej nie wyłącza myślenia, zastanawiając się nad
tym, co powoduje, że prawa logiki działają. Logika jest zbudowana na konsekwencji – to, co było
prawdą wczoraj, będzie prawdą jutro. Badając fakty, możemy wyciągać wnioski. Jednakże, ewolucjonista nie ma podstaw do wysnuwania konsekwentnych wniosków. W świecie przypadku mogą istnieć
sprzeczności – wszystko może się wydarzyć, jeśli nikt
nie kontroluje wszechświata. Ponieważ jednak ludzie
zostali stworzeni na obraz i podobieństwo Boga, zazwyczaj myślą logicznie. Bez Boga nie istniałby żaden standard wyznaczający to, co jest logiczne i nie
byłoby żadnego powodu do stosowania praw logiki.
Świat wokół nas jest uporządkowany. Równe rządki ziaren na kolbie kukurydzy, wirujące galaktyki,
mikroskopijne fabryki w biologicznych komórkach
– wszystko to przejawia cudowny porządek. Uporządkowanie nie istnieje w ramach przypadkowej
ewolucji, ale przecież od Boga spodziewamy się właśnie porządku. Albowiem Bóg nie jest Bogiem nieporządku, ale pokoju (1 Kor 14,33).
Informacja
Czy poświęciliście kiedykolwiek chwilę, by zastanowić się, czym jest informacja? Jest to zakodowana
wiadomość zawierająca spodziewane działanie lub
zamierzony cel. Informacja nie posiada substancji
materialnej i nie można jej odczuć za pomocą pięciu zmysłów. Informacja jest znajomością faktów
zebranych za pomocą czytania lub słuchania. Słowa na kartce papieru nie stanowią informacji, lecz
niosą myśl przekazywaną z mojego umysłu do waszych umysłów – i to już jest informacja. Przypisaliśmy znaczenie jakiemuś zestawowi symboli (alfabetowi), a informacja jest wiadomością reprezentowaną przez te symbole. Choć informacja nie jest
ani materią, ani energią, to jest wyrażana przy ich
pomocy. Komunikacja jest przekazem informacji.
Czy informacja może wziąć się znikąd? Nie, ponieważ jej źródło musi być inteligentne. Każda informacja rodzi się wraz z jakąś ideą. Musi być również
zrozumiana przez umysł odbiorcy, aby można było
ją stosować. Zatem informacja wymaga dwóch inteligentnych umysłów – nadawcy i odbiorcy. Gdzie
można znaleźć informację w otaczającym nas świecie? W niniejszym studium przyjrzymy się dwóm
przykładom: instynktowi i DNA.
Instynkty są wewnętrznymi, nie wyuczonymi wzorcami zachowań istot żywych – zwierzęta po prostu je
posiadają. Ptaki umieją budować gniazda bez żadnego szkolenia. Naukowcy robili eksperymenty, wyjmując młode z gniazd i izolując je od innych ptaków.
Zdumiewające, ale po dorośnięciu te młode nadal
umiały budować gniazda identyczne jak ich rodzice!
Mrówki i wiewiórki przygotowują się do zimy, przygotowując pożywienie. Zwierzęta odruchowo żywią
i chronią swoje młode, nawet poświęcając siebie.
Istnieją również zwyczaje migracyjne. Pewien gatu-
Iinformacja musi pochodzić
z inteligentnego źródła . . .
Musi być również zrozumiana
przez umysł odbiorcy, aby
można było ją stosować.
Zatem informacja wymaga
dwóch inteligentnych
umysłów – nadawcy
i odbiorcy.
nek mewy (rybołówka zwyczajna) przelatuje dystans
ponad 15 000 kilometrów w jedną stronę między
Biegunem Północnym a Biegunem Południowym.
Węgorze z rzek amerykańskich i europejskich składają jaja w tych samych rzekach, z których pochodzą ich rodzice – nawet, jeśli nigdy ich nie widziały.
Kto nauczył te zwierzęta funkcjonować w taki sposób i co motywuje ich zachowanie? Znowu przypadek nie jest w stanie wyjaśnić, skąd się te instynkty
biorą, lecz my mamy odpowiedź: Nasz wielki Bóg
je nimi obdarzył.
Przyjrzyjmy się teraz DNA (kwas dezoksyrybonukleinowy). Znajduje się głównie w jądrze komórkowym i zawiera informację pozwalającą kontrolować
wszystkie funkcje komórkowe. Jądro komórki można nazwać jej mózgiem. Komórki są niczym mikroskopijne fabryki, DNA reguluje zachodzące w niej
procesy produkcyjne, a każda komórka organizmu
zawiera całą informację niezbędną do wytworzenia
kolejnych komórek. To znaczy, że DNA pojedynczej komórki w Twoim organizmie ma wystarczająco wiele informacji, żeby zbudować cały Twój organizm! Obliczono nawet, że DNA jednej komórki zawiera tyle informacji, iż mogłaby zapełnić 600
000 stron druku zawierających po 500 wyrazów!
W każdym z nas istnieje biblioteka złożona z 10 trylionów komórek ! Wiemy, że biblioteki nie ewoluują. O ileż mniejsza jest szansa, że sam człowiek jest
efektem ewolucji!
Niektórzy naukowcy intensywnie zajmują się poszukiwaniem życia pozaziemskiego. Pewnym sygnałem istnienia takiego życia byłaby informacja – mówią, że mogłaby to być wiadomość przekazana za
pośrednictwem fal radiowych. Jednakże ci sami naukowcy zaprzeczają temu, że zakodowane informacje istniejące w każdej komórce wskazują na istnienie ich inteligentnego źródła.
Podsumowując, w każdym żywym organizmie istnieje informacja, a ona musi mieć inteligentne źródło. Z punktu widzenia światopoglądu ewolucjonistycznego nie ma wyjaśnienia dla istnienia zarówno
instynktów, jak i informacji w komórce. (Komórki są podstawowym budulcem życia i wcale nie są
prymitywne!). Ewolucjoniści muszą uwierzyć, że informacja może powstać spontanicznie z materii nieożywionej. Lecz świecka nauka nie akceptuje takiego postulatu w oderwaniu od bardzo długiego czasu
rzędu milionów lat. Izajasz mówi o Bogu, że niezgłębiona jest jego mądrość (Iz 40,28). Ja jestem pierwszy i Ja jestem ostatni, a oprócz mnie nie ma Boga
(Iz 44,6). Informacja ma swój początek w naszym
mądrym Bogu.
Złożoność
Jest to bardzo szeroki temat. W ciągu jednego krótkiego życia nikt nie zgłębi wszystkich zdumiewających szczegółów Bożego stworzenia. Bez względu
na to, czy penetrują wszechświat przy pomocy najsilniejszego teleskopu, czy zgłębiają tajemnice komórki na poziomie molekularnym, naukowcy po
prostu nie są w stanie dotrzeć do krańców wiedzy.
Osobiście uważam, że nigdy nie dotrą. Wierzę, że
Bóg zawsze będzie miał jeszcze jakieś tajemnice, które wprawią ewolucjonistów w zdumienie, zaintrygują chrześcijan i będą świadectwem Jego majestatu.
„Przeto, odrzuciwszy kłamstwo, mówcie prawdę, każdy z bliźnim swoim, bo jesteśmy członkami jedni drugich” Efezjan 4,25.
25
Weźmy pod uwagę piękno stworzenia. Majestatyczne gwiazdy, urocze krajobrazy, fantastyczne kwiaty, bajeczne motyle i niesamowite zwierzęta ukazują ogrom i misterność Bożego dzieła. Jeśli ten świat
wyewoluował przez przypadek, to dlaczego mielibyśmy uważać, że jest piękny? Piękno rodzi się w wyniku wysiłku inteligentnych czynników twórczych.
Artyści, rzemieślnicy i pejzażyści w pocie czoła wytwarzają wartościowe dzieła. Kto słyszał, żeby jakikolwiek przypadkowy proces lub eksplozja były
źródłem piękna? Jeśli dobór naturalny z przetrwaniem najbardziej dostosowanych organizmów steruje ewolucją, to jaki wpływ na przetrwanie może
mieć piękno? Jakie są szanse, że nasz piękny świat jest
jednym wielkim przypadkiem? W którym wszystko
zależy od tego, jak sprawnie uciekasz przed Bogiem!
Złożone systemy ekologiczne wskazują na Stwórcę. W naturze widzimy pewną uniwersalną równowagę. Większość zwierząt w swoim środowisku naturalnym jest chroniona zarówno przed zbyt dużym
zwiększeniem populacji, jak i przed wyginięciem.
Odnawialne cykle są częścią złożonego świata, który
zamieszkujemy. Cykl obiegu wody dostarcza źródło
czystej, świeżej wody. Rośliny wydalają tlen i pochłaniają dwutlenek węgla. Ludzie i zwierzęta wdychają tlen i wydychają dwutlenek węgla. Tak przebiega cykl tlenowy. A przecież jest więcej cykli. Zasoby istotne dla życia są odnawialne.
Widzimy również złożoność w sposobie, w jaki
niektóre różne gatunki żyją ze sobą we współzależności, zwanej symbiozą. Jednym z przykładów jest
kwiat jukki i ćma Pronuba yuccasella. Tylko ten jeden gatunek ćmy zapyla kwiaty jukki (nasiona są
zbyt ciężkie, by niósł je wiatr, jak to jest w przypadku
większości roślin wiatropylnych). Samica ćmy zbiera kłębek nasion i przenosi na znamię słupka innego
kwiatu. Składa również jaja w zalążni jukki, gdzie
larwy żywią się częścią nasion. Młode nie mogłyby przeżyć na żadnej innej roślinie. Ewolucjoniści
nie umieją wyjaśnić, w jaki sposób wytworzyła się
taka współzależność, szczególnie że według ich teorii ćma i roślina ewoluowały w różnych okresach.
To prowadzi nas do koncepcji nieredukowalnej
złożoności. Organizmy żywe mogą funkcjonować
bez niektórych części ciała. Możecie stracić kilka palców – a nawet ramię czy nogę – i przeżyć. Lecz by
26
Ziarno Prawdy • maj 2014
zostać przy życiu, potrzebujecie w pełni funkcjonalnego serca, płuc, mózgu i wielu innych części. Gdyby którakolwiek z tych części przestała funkcjonować, organizm niechybnie by umarł. Serce potrzebuje płuc, a płuca potrzebują serca.
Ta zasada jest prawdziwa również na poziomie komórkowym. Komórka nie jest prymitywnym elementem budulcowym procesu ewolucji – jest w istocie
bardzo skomplikowana. To stanowi dla ewolucjonistów pewien problem, ponieważ powstanie żywego organizmu wymaga zaistnienia wszystkich jego
części jednocześnie. Trudno sobie wyobrazić ewolucję samego serca, a co dopiero jakiegokolwiek innego istotnego organu lub systemu. Nieredukowalna złożoność wskazuje na wszechmocnego Stwórcę,
który uczynił wszystkie elementy w pełni funkcjonalne od samego początku.
Ostatnim przykładem złożoności w naszym artykule jest wirus. Jest to mikroskopijny szkodnik,
który nie ma zdolności samoreplikacji, lecz wykorzystuje maszynerię zaimplementowaną w żywych
komórkach. Musi użyć DNA innej komórki, lecz
długie łańcuchy kwasu dezoksyrybonukleinowego
są 1000 razy większe od samych wirusów. Przypomina to usiłowanie zmieszczenia 100 metrów żyłki
wędkarskiej w filiżance! Niesamowity jest fakt, że
wirus czyni to w ciągu 5 minut! Aby to osiągnąć,
stosuje szybko pakujący silnik, który w stosunku
do swej wielkości jest dwukrotnie mocniejszy od
silnika samochodowego. W ciągu kliku sekund namierza i rozpoczyna pakowanie DNA – ten silnik
prawdopodobnie nie tylko zwija łańcuch kwasu, lecz
w trakcie pakowania naprawia błędy w jego sekwencji. Jest to tylko jeden z wielu cudów stworzenia.
Miejcie otwarte oczy i uszy, a znajdziecie o wiele
więcej takich cudów, niż sobie wyobrażacie! Światopogląd ewolucjonistyczny nie jest w stanie logicznie wyjaśnić, w jaki sposób taka wielka złożoność
mogła się pojawić w wyniku przypadku. Rzeczywiście, ludzie obserwujący otaczającą ich naturę, nie
mają wymówki, odrzucając jej Stwórcę (Rz 1,20).
Życie
Życie jest cudem, a Ziemia po prostu roi się od niego. Czy słyszeliście o jakimkolwiek naukowcu, który
stworzył życie? Oczywiście, że nie! I nie dlatego, że
oni nie próbują! Jedynie Bóg może coś takiego zrobić. Podobnie jak informacja, samo życie jest niematerialne. Nie można go wyczuć pięcioma zmysłami, lecz można zaobserwować jego przejawy. Jedno
z podstawowych praw biologii mówi, że wszystkie
żywe organizmy składają się z komórek, a każda komórka pochodzi od wcześniejszej komórki. Zerwaliśmy już ze średniowiecznym przesądem, że życie powstaje spontanicznie z materii nieożywionej – uważano wtedy, że muchy rodzą się z zepsutego mięsa.
Światopogląd ewolucjonistyczny nie pozwala na uznanie Stwórcy życia i dlatego głosi nienaukową teorię,
że muchy powstały z materii nieożywionej. Odpowiadamy na to: Wszelkie życie pochodzi od życia –
a samo życie ostatecznie pochodzi od Boga.
Choć wszelkie życie pochodzi od Boga, życie ludzkie jest święte, ponieważ Bóg stworzył człowieka na
swój obraz i podobieństwo. Czy istnieją jakieś dowody Bożego obrazu w człowieku? Wszyscy ludzie
mają tendencję do wielbienia czegoś. Ewolucjoniści, ateiści i komuniści uważali, że można wykształcić człowieka w sposób areligijny, lecz nie potrafili.
Działo się tak dlatego, że „w każdej duszy ludzkiej jest
dziura w kształcie Boga”. Ludzie zawsze będą oddawać czemuś cześć, nawet jeśli nie będzie to prawdziwy Bóg. Mogą wielbić naturę (kult ekologii), naukę
(ewolucjonizm, naturalizm) lub samych siebie (humanizm), nie wspominając wielu fałszywych religii.
Inną oznaką Bożego obrazu wewnątrz człowieka
są uniwersalne koncepcje moralności i sprawiedliwości. Nawet nikczemnicy uważają, że muszą istnieć granice zła popełnianego w stosunku do nich.
Większość społeczeństw traktuje morderstwo i kradzież jako przestępstwa. Jeśli jednak odrzucamy Boga,
tracimy podstawę odróżniania dobra od zła. Skoro
jesteśmy jedynie kawałkiem materii wytworzonym
przez przypadek, to nie ma żadnego znaczenia, jakie mamy zdanie na temat dobra i zła. Skoro moralność jest określana przez osobiste wybory, to najgorsi tyrani w historii, jak Hitler czy Stalin, działali zgodnie ze wskazaniami własnej busoli moralnej
i nie można ich za to potępiać. Ludzie mówią, że
moralność jest wyznaczana przez opinię większości. Dlaczego jednak miałbym poddać się temu, co
inni uważają za słuszne, jeśli moje odczucia są inne?
Moglibyśmy postępować według normy moralnej
zaprojektowanej tak, by większość ludzi uszczęśliwić, ale jeśli jesteśmy jedynie efektem przypadku,
to dlaczego mielibyśmy się troszczyć o szczęście innych? A jednak sam fakt, że ludzie odczuwają troskę o innych i odróżniają dobro od zła (nawet jeśli odbiega to od biblijnych standardów), dowodzi
istnienia świadomości Boga i sumienia w każdym
człowieku. Moralny chaos zrywający wszelkie etyczne kotwice i prowadzący ludzkość do pewnej katastrofy jest logicznym efektem światopoglądu odrzucającego Boga. Historia pokazuje, że jakość życia poprawia się tam, gdzie dominuje światopogląd
chrześcijański ludzi odrodzonych. Osoby twierdzące, że mogą prowadzić prawe życie bez chrześcijaństwa, nie są w stanie czynić tak na podstawie ich
własnego światopoglądu.
Podsumowując, Bóg jest Bogiem życia. Jezus powiedział: Ja przyszedłem, aby [owce] miały życie i obfitowały (J 10,10). Zstąpił na ziemię, by oddać życie
i darować człowiekowi żywot wieczny – nie biologiczny, lecz duchowy! W niebie jest drzewo żywota,
a my będziemy się cieszyć życiem wiecznym (Obj
22). Dzięki Bogu za życie!
Podsumowanie
Jak zauważyliśmy, jedynie światopogląd chrześcijański bierze pod uwagę wartości absolutne. Cała
argumentacja jest osadzona na tym fakcie. Wszelka informacja musi pochodzić z inteligentnego źródła. Wszelkie życie wywodzi się z życia. To wszystko ma sens jedynie wtedy, gdy poważnie traktujemy
tekst Biblii. Bóg jest naszym absolutem, na którym
wszystko spoczywa niczym na skale.
Pamiętajmy, że odciski palców Boga są wszędzie wokół nas. Jeśli otwieramy się na jego Słowo
i Ducha Świętego, to nie mamy powodu, by wątpić
w Jego istnienie. Cztery kategorie – uporządkowanie, informacja, złożoność i życie – dostarczają mnóstwa dowodów wskazujących na wiecznego Stwórcę. Bo niewidzialna Jego istota, to jest wiekuista Jego
moc i bóstwo, mogą być od stworzenia świata oglądane w dziełach i poznane umysłem, tak iż nic nie mają
na swoją obronę (Rz 1,20).
Zaczerpnięto z The Christian School Builder, czerwiec 2011
Rod and Staff Publishers, Inc.
Wykorzystano za pozwoleniem
Przekład na język polski: Krzysztof Dubis
„Przeto, odrzuciwszy kłamstwo, mówcie prawdę, każdy z bliźnim swoim, bo jesteśmy członkami jedni drugich” Efezjan 4,25.
27
„Baczcie, aby was kto nie sprowadził na
manowce filozofią i czczym urojeniem,
opartym na podaniach ludzkich i na
żywiołach świata, a nie na Chrystusie”
Kol 2,8
Dla
MŁODZIEŻY
Dwie strony bezżenności
—Laura Smucker
Minusy
Renia przewróciła się z boku na bok i spojrzała na zegarek: 23.00. Z sąsiedniego pokoju dobiegł ją dziewczęcy śmiech. Kiedy one
się uspokoją? To prawda, że większość z nich
nie przyjechała na ten ślub z tak daleka jak
ona. A jednak...
Czuła się coraz bardziej nieswojo na tych
„wieczorach panieńskich”. I trudno się dziwić, przecież jest od nich wszystkich przynajmniej o 10 lat starsza. Niektórzy chyba nie
zdawali sobie z tego sprawy. Wydawało jej
się, że domy małżeństw w jej wieku były zarezerwowane wyłącznie dla osób stanu małżeńskiego. „Dziewczyny” zawsze trzymały się
razem, niezależnie od wieku. „Przypuszczam,
że małżeństwom tak jest wygodniej, lecz
mnie jakoś nie odpowiada spędzanie nocy
w taki sposób” – pomyślała. I już zaczęła czekać na powrotną podróż do domu.

Kasia siedziała na tapczanie z maluchem
na kolanach i książką w ręku. Pomoc kuzynce Zosi w opiece nad noworodkiem i trzema
przedszkolakami była interesująca, a spędzanie czasu z Zosią sprawiało jej przyjemność.
– Mirek przyjedzie odwiedzić nas w weekend – powiedziała Zosia, przysiadając się do
28
Ziarno Prawdy • maj 2014
Kasi. – Będziesz w domu jutro wieczorem?
Mam nadzieję, że mogłabyś spędzić z nami
wieczór.
– Nie mam żadnych planów – uśmiechnęła się Kasia. – Będzie mi miło; rzadko bywam
w towarzystwie rówieśników. Na pewno będzie super.
Nazajutrz wieczorem pięcioro dorosłych
usiadło w salonie. Wkrótce potoczyła się
żywa dyskusja. Po chwili Ala, żona Mirka,
opuściła towarzystwo, by zajrzeć do dziecka
na piętrze.
Kilka minut później Zosia również wyszła,
zostawiając Kasię z dwoma mężczyznami.
„Pewnie zaraz wróci. Nie wygląda na to, żeby
ta rozmowa miała potrwać dłużej” – myślała.
Kasia zajęła się czytaniem bajki maluchowi,
którego trzymała na kolanach.
Kiedy jednak po piętnastu minutach żadna z mam nie wracała, Kasia postanowiła
wyjść z pokoju. Weszła po schodach i skierowała się do swego pokoju. Mijając pokój
gościnny, usłyszała je, jak prowadzą ożywioną rozmowę.
„Na pewno nie zostawiły mnie tak celowo”
– pomyślała. Trudno jednak było pozbyć się
poczucia odrzucenia. „Panie, pomóż mi wybaczać w takich chwilach” – modliła się.
Plusy
– Dzień dobry, Basiu – przywitała się
Róża po niedzielnym nabożeństwie. – Jak
się dziś czujesz?
– Dobrze, dziękuję! Wpadniesz dziś do
nas na obiad?
– Ojej, czy nie będę przeszkadzać? Masz
dzisiaj całą masę gości!
– Tak, mam ich dzisiaj wielu, i właśnie
dlatego rezerwuję ci miejsce. Potrzebuję jakiejś córki, która pomogłaby mi podawać
do stołu!
– W porządku, przyjdę – zgodziła się
Róża, uśmiechając się do siebie. Najstarsza córka Barbary niedawno wyszła za mąż
i bardzo jej wszystkim brakowało. „Tak się
cieszę, że Basia czuła się wolna, by
poprosić mnie o pomoc”.

– Krysiu, czy będziesz dzisiaj
uczyć w szkółce niedzielnej? – zapytała Wanda pewnej niedzieli przed
rozpoczęciem nabożeństwa.
– Nie, dzisiaj nie – odparła Krysia. –
Czy mogę Ci w czymś pomóc?
– Tak. Mój mąż naucza dzisiaj
w szkole dla dorosłych. Czy mogłabyś się zająć Julią w tym czasie? Mały
Jaś jest dziś wyjątkowo grymaśny.
Wiem, że chciałabyś być dzisiaj na
zajęciach dla dorosłych, więc jeśli
odmówisz, zrozumiem.
– Nie ma sprawy. Maluch na kolanach jest
tak samo wyjątkowy jak udział w zajęciach
– zapewniła Krysia.
– Wielkie dzięki! Julia potraktuje to jako
przywilej. Doceniam to – Wanda odetchnęła z ulgą.
– Ucieszę się z bycia z małym tak samo jak
z lekcji – uśmiechnęła się Krysia.

– Brr, ale zimno! Jeszcze godzina i będę
w domu. Pewnie koło północy – powiedziała Maria i przekręciła kluczyk w stacyjce sa-
mochodu na parkingu lotniska.
Przez ostatnie dziesięć dni Maria była
z wizytą u swojej rodziny w odległej miejscowości. Teraz, po całym dniu podróży,
wróciła do siebie. Tak, to jest jej dom. Od
wielu lat uczyła w szkółce niedzielnej jednej z tutejszych społeczności. Czuła się pobłogosławiona – rodzina Risserów przyjęła ją do swego domu i czuła się u nich jak
u siebie. Dobrze było wrócić do domu.
Godzinę później Maria zaparkowała przed
domem,
zauważając światło zapalone
w kuchni. „Ktoś na
mnie czeka o tej porze” –
zadumała się.
Kilka minut później weszła
do domu, a na stole zobaczyła
karteczkę z notatką: „Witamy
w domu. Gorąca herbata miętowa
czeka w termosie na blacie. Smacznego!”.
„Cóż za gest! – pomyślała Maria. –
Sylwia wie, że nic mi tak dobrze nie robi
jak gorąca herbata w zimną noc. Naprawdę
nie ma jak w domu!”

Od wydawcy: Należy zauważyć, że w każdej
z powyższych historii, na poszczególne osoby
wpływ miał sposób, w jaki się do nich odnosili
bliscy.
Czy samotni bracia i siostry darzeni są zainteresowaniem, miłością i szacunkiem w twoim kościele oraz wśród znajomych?
Czy czują się jako wartościowi jako mający
swoje miejsce w Królestwie Bożym?
Pamiętajmy, że Kościół jest wzmocniony,
gdy wszyscy członkowie troszczą się tak samo
jedni o drugich. (1 Kor 12,25).
Zaczerpnięto z Home Horizons
Eastern Mennonite Publications
Wykorzystano za pozwoleniem
Przekład na język polski: Krzysztof Dubis
„Przeto, odrzuciwszy kłamstwo, mówcie prawdę, każdy z bliźnim swoim, bo jesteśmy członkami jedni drugich” Efezjan 4,25.
29
Żyj w zgodzie z własnym imieniem
—Ruth O’Neil
ata zajrzał Rebece przez ramię.
– Nad czym pracujesz? – zapytał.
– Studiowaliśmy w szkole biblijnej Księgę Ozeasza i znaczenie imion w związku
z tym. Muszę napisać wypracowanie o tym,
w jaki sposób ty i mama wybraliście dla mnie imię
i co ono oznacza.
– Cóż, to brzmi bardzo interesująco.
Rebeka zaczęła szukać materiałów na temat swojego imienia. Odkryła, że według jednego ze źródeł Rebeka znaczy „sidła” lub „urzekająca”. Inne
źródło podało znaczenie „wierna żona”. Nie była
pewna, co myśleć o pierwszej definicji, a druga
się do niej nie odnosiła – przynajmniej na razie.
Znalazła inne materiały, w których jej imię oznaczało „przywiązana”, „mocno związana” lub „zabezpieczona”. Wszystkie te definicje dały jej sporo do myślenia.
Pewnego wieczoru po kolacji Rebeka wzięła swój
zeszyt, a mama otworzyła Biblię.
– Już wiem, że moje imię jest biblijne – powiedziała Rebeka.
– Oczywiście, lecz chciałabym ci przeczytać pewien fragment. Kiedy się ciebie spodziewałam,
dużo myśleliśmy z tatą, jakie imię ci nadamy. Modliliśmy się, żeby Bóg nam w tym pomógł. Pewnego dnia podczas czytania Biblii natrafiłam na
24. rozdział Księgi Rodzaju, gdzie Abraham wysyła swego sługę, by znalazł żonę dla Izaaka. Sługa prosił Pana, by odpowiednia dziewczyna podeszła do studni, przy której czekał. Chciałabym
się z tobą podzielić wersetem 14.
Rebeka zapisała odnośnik, żeby wrócić do niego
później. Tymczasem mama zaczęła czytać:
– „Niechże więc ta dziewczyna, do której powiem: Nachyl dzban twój, proszę, abym się napił, a ona powie: Pij, i wielbłądy twoje też napoję – będzie tą, którą przeznaczyłeś dla sługi swego, dla Izaaka, a ja po tym poznam, że okazałeś
łaskę panu mojemu”.
30
Ziarno Prawdy • maj 2014
Rebeka pomyślała, że ten werset jest trochę dziwny. Nie rozumiała, w jaki sposób mógł przekonać
mamę do nadania jej akurat tego imienia.
Mama wyjaśniała dalej:
– W innym przekładzie Biblii jest napisane „niech
ona będzie tą, którą Ty wybrałeś”. To zdanie przykuło moją uwagę i chwyciło mnie za serce. Zrozumiałam, że Bóg wybrał Rebekę w specjalnym
celu. Wierzę, że ciebie również wybrał do czegoś,
co tylko ty możesz zrobić.
Rebeka miała teraz jeszcze więcej materiału, który musiała zmieścić w dwustronicowym wypracowaniu. Dowiedziała się, że imiona są ważne –
zarówno dla tych, którzy je dla kogoś wybierają,
jak i dla tych, którzy je otrzymują. W pewnym
sensie imię danej osoby jest związane z jej dalszym
życiem. Tak poczuła Rebeka teraz, gdy wiedziała
już, jakie znaczenie przypisali jej imieniu rodzice.
Jak najbardziej chciała, by Bóg się nią posługiwał
i miała nadzieję, że będzie wystarczająco mądra,
by usłyszeć Jego głos, gdy będzie ją powoływał.
Innym aspektem, który chciała zamieścić w wypracowaniu był fakt, że na imię można było w pewien sposób zasłużyć. Mogło być dobre lub złe,
w zależności od okoliczności lub danej osoby. Sama
myśl o czyimś imieniu mogła nastrajać otoczenie
pozytywnie lub negatywnie w stosunku do jego
właściciela. Za każdym razem, gdy wspominała
imię Jozjasz, myślała o pewnym koledze, który
sprawiał najwięcej kłopotów w klasie. Wiedziała,
że nie mogłaby myśleć o tym imieniu bez skojarzeń z jego twarzą. I nie chciała, żeby ludzie myśleli w ten sposób o niej. Rebeka chciała zasłużyć sobie na to, by cieszyć się dobrym imieniem.
Znalazła werset Przypowieści Salomona 22,1
będący bodźcem do dalszej pracy nad sobą: Cenniejsze jest dobre imię niż wielkie bogactwo, lepsza
przychylność niż srebro i złoto.
Zaczerpnięto z Partners, kwiecień 2012
Christian Light Publications, Inc.
Przekład na język polski: Krzysztof Dubis
—Gabriel Good
o czterdziestu dniach otworzył Noe okno,
które uczynił (1 M 8,6). Pośród szczegółów arki Noego znajdujemy opis
okna, które się w niej znajdowało. Zrobisz
w arce okno i zakończysz je na łokieć od góry.
Z boku arki umieścisz drzwi. Uczynisz w
niej dolne, wyższe i najwyższe komory (1M
6,16). Wiemy niewiele na temat tego, jak
to okno wyglądało, ale z powyższego wersetu wynika, że było ono u góry. (Zauważmy,
że okno było na górze, podczas gdy drzwi były
z boku. Pewnie Bóg chciał, aby Noe miał widok
ponad cierpieniem i zniszczeniem, które szalało
wokół arki). Bóg dał Noemu okno na Niego,
i On również chciał mieć okno na Noego, więc
zaprojektował w ten sposób okno w arce.
Bóg daje nam okkna na Nieego
Podczas czterdziestu ponurych dni deszczu
i długiego roku, kiedy Noe i jego rodzina tkwili
w arce, potrzebowali okna na Boga. Mimo radości z bezpieczeństwa, ten rok musiał się dłużyć
bez końca. Zniechęcenie mogło zawładnąć ich
sercami, kiedy myśleli o okropnym losie rodziny
i przyjaciół, którzy odrzucili ratunek. Może nawet
zastanawiali się, czy Bóg o nich nie zapomniał.
Potrzebowali tego okna.
Nasze człowieczeństwo także się chwieje. Deszcz
niszczy zbiory. Rodzinny samochód psuje się ze
starości akurat w tym tygodniu, kiedy przychodzą
niespodziewane rachunki. Janek przychodzi ze
szkoły zagrożony z matematyki. Jeszcze gorzej –
nasi bliscy toną w powodzi odstępstwa. Wtedy
potrzebujemy tego okna.
Nasz punkt widzenia musi mieć perspektywę
na niebo. Zwracamy się do tego okna osobistej
modlitwy, aby znaleźć mądrość i siłę na cały dzień.
Gromadzimy się wokół okna rodzinnej modlitwy,
gdzie prawdy duchowe są odciskane we wrażliwych umysłach. Wspólnota braterska i uwielbienie
przybliżają nas do Boga.
Te rzeczy nie likwidują
potopu trudności,
ale dają duszy siłę
do przetrwania.
Jak wydeptana jest
ścieżka do twojego
okna?
Bóg pragnie okna
na nas
To okno nie było tylko dla
Noego. Wspólnota z Bogiem jest
obustronna. Bóg chce do nas mówić przez swoje
Słowo, przez swego Ducha i przez bliźnich. Bóg
posługuje się rodzicami do dawania wskazówek
dzieciom i młodzieży. Domowa atmosfera – od
relacji międzyludzkich do wersetów na ścianach
– pomaga nam słyszeć Boży głos. Ale Bóg nie
robi niczego na siłę. Tylko posłuszni otrzymują
Boże prowadzenie.
Boże okna są w arkach
Aby mieć okno, Noe potrzebował arki. Społeczność z Bogiem wymaga biblijnego stylu życia.
Dom, szkoła i kościół tworzą naszą trzyczęściową
arkę. Nasze domy są bezpiecznymi portami, które pomagają dorastającym dzieciom dokonywać
właściwych wyborów. Nasze szkoły uczą biblijnego
światopoglądu w całokształcie edukacji i w kontekście
biblijnych prawd i braterskiej służby. Kościół oferuje
bezpieczeństwo szerszej społeczności, doradztwo
i biblijne zastosowania tych prawd. Potopy, z którymi się mierzymy, są zbyt niebezpieczne, aby
stawiać im czoła w pojedynkę. Arki bez okien
i okna bez ark są niebezpieczne i zawodne. Obyśmy
znaleźli nadzieję w oknach, które daje nam Bóg.
Zaczerpnięto z Home Horizons
Eastern Mennonite Publications
Wykorzystano za pozwoleniem
Przekład na język polski: Krzysztof Dubis
„Przeto, odrzuciwszy kłamstwo, mówcie prawdę, każdy z bliźnim swoim, bo jesteśmy członkami jedni drugich” Efezjan 4,25.
31
„Zachowuj, synu mój, przykazanie swego ojca i nie odrzucaj nauki swojej matki!
Utrwal je na zawsze w swoim sercu,
i owiń nim swoją szyję.”
Księga Przysłów 6,20–21
Kącik dla
D ZIECI
Zakotwiczeni w Jezusie
—S. Miller
łapałem! Złapałem! – Alex wykrzyknął podekscytowany, podskakując.
– No nieźle, kolego. A teraz spokojnie. Nie potrzebujemy kąpieli w jeziorze!
– ojciec chwycił brzeg łodzi. – Z pewnością
coś jest na końcu wędki. Wyciągnijmy ją
i zobaczmy, co to jest.
– Naprawdę ciężkie! Możesz mi pomóc,
tato? – wysapał szamoczący się Alex.
– Zróbmy to razem – zaproponował ojciec,
chwytając wędkę syna – Spójrz na tę wielką
rybę! – zawołał nieco później. – Waży co najmniej cztery funty!
– A ja mam cztery lata! – wykrzyknął chłopiec. – Czekaj, aż pokażę mamie. Ale będzie
zdziwiona!
– Na pewno. Jak widać, jest to
niezłe miejsce na połowy. Twój haczyk był w wodzie tylko 5 minut,
zanim złowiłeś tę sztukę. Zobaczmy, co jeszcze uda nam się złapać
– zaproponował tata.
Obaj łowili w podnieceniu
i złowili jeszcze trzy ryby w niedługim czasie. Potem długo siedzieli. Kiedy żadna ryba już nie
skubała przynęty, Alex zaczął się
niecierpliwić.
– Co się z nimi stało, tato? Myślisz, że nie są głodne? – zapytał,
32
Ziarno Prawdy • maj 2014
wychylając się z łodzi w poszukiwaniu jakiegoś
śladu ryb.
– Nie wiem, synu. Ciekawe, czy to ma coś
wspólnego z tym, jak wietrznie się zrobiło.
Zobacz, jak daleko nasza łódź odpłynęła.
Jesteśmy prawie przy brzegu. Może wróćmy
z powrotem na środek jeziora, gdzie ryby biorą
– powiedział ojciec i zapuścił silnik. Wyłączył
go, kiedy dopłynął i ustawił łódź na środku.
– Teraz je złapiemy! – zawołał Alex, sadowiąc
się w oczekiwaniu. Jego podniecenie nie trwało jednak długo. – Znowu się przesuwamy,
tato. Możesz nas osadzić w miejscu? – zapytał
zniecierpliwiony.
– Przykro mi, ale nie mogę. Do tego potrzebowałbym kotwicy, a ta łódź jej nie ma.
Zrobiło się tak wietrznie, że obawiam się, iż to
koniec na dziś. Złowiliśmy cztery ryby, będzie
sporo na kolację. – pocieszał go tata.
Zdecydowany nie dąsać się, Alex nastawił
twarz do wiatru i cieszył się szybką przejażdżką
do portu.
Następnego dnia, kiedy chłopiec obudził się,
zastał ojca siedzącego przy stole kuchennym
i czytającego. Usiadł obok, podpierając brodę
ręką i obserwując go uważnie.
– Tato? – zapytał w końcu.
– Tak? – podchwycił ojciec i spojrzał na
niego.
– Kiedy wreszcie skończysz tę książkę?
– Masz na myśli Biblię? – zapytał z uśmiechem.
– Tak. Czytasz i czytasz, i czytasz, i skończyć
nie możesz! – wykrzyknął Alex.
– Masz rację. Większość książek czytamy
i kończymy. Ale to jest Książka, której nigdy
nie skończę.
– Dlaczego? – zapytał zdezorientowany
chłopiec.
Ojciec myślał przez chwilę w milczeniu.
– Pamiętasz, jak wczoraj potrzebowaliśmy
kotwicy przy wędkowaniu i nie mieliśmy jej?
– Alex skinął głową. – Biblia jest dla mnie
jak kotwica. Mówiliśmy ci, że chcemy być jak
Jezus, prawda?
Chłopiec znów przytaknął.
– Biblia uczy nas, w jaki sposób możemy
być takimi jak Jezus – ciągnął ojciec. – Jeśli ją
wciąż czytam, to ciągle uczę się, jak być bardziej podobnym do Niego. Jeśli jej nie czytam,
nie wiem tego i zaczynam dryfować, jak nasza
łódź wczoraj. Odpływam coraz dalej i dalej
od Jezusa. To zasmuca Jego i mnie. Nawet jeśli przeczytałem już całą Biblię, zamierzam ją
wciąż czytać, aby trwać blisko Jezusa.
Alex siedział cicho przez chwilę, myśląc.
– Też chcę być jak Jezus – powiedział. – Przeczytasz mi historię z mojej książki z biblijnymi
opowieściami?
– Jasne – zgodził się ojciec z uśmiechem. –
Może tę o rybakach?
– Piotr, Jakub i Jan! – Alex podbiegł do biblioteczki po swoją książkę. – Oni też chcieli
być jak Jezus.
Zaczerpnięto z Story Mates, maj 2012
Christian Light Publications, Inc.
Wykorzystano za pozwoleniem
Przekład na język polski: Krzysztof Dubis
Miłość w działaniu
– Klik, klik – grzechotał rower Dawida, kiedy
pedałował do sklepu po zakupy dla mamy. Pomyślał, że dzień jest piękny jak nigdy. Wiatr rozwiewał mu włosy, a jasne słońce mrugało do niego
zza puchatych chmur spiętrzonych na błękitnym
niebie.
„Ten chłopak kopiący coś w ogrodzie to nowy
sąsiad” – zauważył. „Nie spotkałem go jeszcze”.
Właśnie w tym momencie chłopiec zerknął do
góry. Jego nachmurzona twarz nagle rozpromie-
niła się z uciechy.
– Ale heca! Nigdy nie widziałem takiego malca
na takim wielgachnym rowerze! Na pewno masz
najwyżej sześć lat!
– Wcale nie! Mam dziewięć! – odparował szybko Dawid.
– Wszystko jedno. Rower jest dla dorosłych –
chłopiec drwił dalej.
Dawid czuł się zbyt urażony, żeby odpowiedzieć cokolwiek. „Ten chłopak jest wstrętny” –
„Przeto, odrzuciwszy kłamstwo, mówcie prawdę, każdy z bliźnim swoim, bo jesteśmy członkami jedni drugich” Efezjan 4,25.
33
pomyślał.
Jednak, gdy dojechał do sklepu, humor mu się
poprawił. „Właściciel sklepu to taki pogodny staruszek. Ciekawe, czy da mi znowu coś słodkiego”.
Kiedy później wracał, smakując lizaka, nie pamiętał o swoim spotkaniu z chłopcem z sąsiedztwa.
Kilka dni potem Dawid jeździł na rowerze, kiedy usłyszał, jak mama woła:
– Dawid, możesz wziąć te jagody dla brata
Jana? Mamy ich mnóstwo i chciałabym się z kimś
podzielić.
– Jasne! – Dawid śmignął szybko w jej kierunku.
Nagle przypomniał sobie chłopca z sąsiedztwa.
– Ojej, mamo, czy muszę tam iść sam? – zawahał się.
– A co? O co chodzi? – dociekała mama. – Myślałam, że lubisz odwiedzać brata Jana?
– Nie chodzi o niego, tylko o chłopca u sąsiadów – Dawid opowiedział mamie całe zdarzenie.
– Nie mam ochoty znowu go spotkać.
– O, Dawidku! Nie wiedziałam, że ktoś ci dokuczał.
Nagle twarz mamy się rozjaśniła.
– Mam pomysł! Odłożę trochę jagód do osobnego pojemnika dla tego chłopca.
Dawid też się uśmiechnął i powiedział:
– Niezły pomysł. Mam nadzieję, że go zobaczę,
kiedy będę przejeżdżał. Wtedy mu to dam.
– Proszę, masz – mama uśmiechnęła się uroczo.
– I pamiętaj, synku, że nawet jeśli chłopiec z sąsiedztwa jest nieprzyjemny, musimy go miłować.
– Spróbuję – powiedział Dawid, wybiegając
jak strzała na zewnątrz w kierunku roweru. – Pa,
mamo!
– No, pa! – mama uśmiechnęła się w reakcji na
jego gorliwość.
Dawid popędził drogą na rowerze. „Nie mogę
się doczekać, aż zobaczę jego minę, kiedy dam
mu te jagody” – pomyślał.
Chłopiec sąsiadów siedział na zewnątrz, popijając lemoniadę pod rozłożystym drzewem niedaleko drogi.
– Ha ha ha! A to znowu mały chłopczyk na
wielkim rowerze! – roześmiał się. – Co tam masz?
34
Ziarno Prawdy • maj 2014
– Jagody! – Dawid odpowiedział z szerokim
uśmiechem. – A te są dla ciebie – to mówiąc,
wręczył mu jagody.
– Dla mnie? – dziwił się chłopiec.
– Tak, dla ciebie – odpowiedział Dawid z radością. – Ale muszę lecieć. Do zobaczenia!
– Cześć! – odparł chłopiec z całkiem już inną
miną.
Kiedy Dawid dostarczył jagody bratu Janowi,
popedałował szybko do domu z lekkim sercem.
„Może ten chłopak nie będzie w końcu wcale
takim złym sąsiadem” – zastanawiał się w myślach. „Jeżeli będę mu okazywał życzliwość, może
nawet się zaprzyjaźnimy!”.
Następnego dnia tata poszedł obsadzać pole za
domem brata Jana.
– O, Dawid! – zawołała mama kilka minut po
jego wyjściu. – Tata zapomniał wziąć picie.
– Ja mu zaniosę – zaoferował się Dawid szybko.
– Nie ma problemu, mogę tam pojechać, to tylko
kilometr drogi.
Mama zawahała się nieco.
– Chyba tak trzeba będzie zrobić. Ale wiesz,
które to pole?
– No pewnie! No i na pewno zobaczę albo
usłyszę traktor – przypomniał jej Dawid.
– Oczywiście! – zgodziła się mama. – Oto
woda, proszę.
– Mamo, a myślisz, że znowu spotkam chłopaka sąsiadów? – zapytał nerwowo. – Chciałbym
mieć coś, żeby mu zawieźć, bo nie lubię, jak on
się ze mnie śmieje.
Mama poklepała go pocieszająco.
– Możesz mu sprezentować wspaniały uśmiech
i swoją życzliwość – powiedziała. – Kiedy
uśmiechniesz się i pomachasz mu, to będzie widział, że go lubisz, nawet jeżeli będzie się z ciebie
śmiał.
– Spróbuję – odparł Dawid trochę niepewnie.
– Myślisz, że on też mi pomacha?
– Nie jest to wykluczone – odrzekła mama. –
A nawet, jeżeli nie, to będzie dobrze, tak?
Poczuł w sobie nowy przypływ odwagi, pedałując podczas jazdy. „Wygląda na to, że ten chłopak
tam chodzi” – pomyślał. Na pewno to on. Dawid
pamiętał o radzie mamy, więc uśmiechnął się sze-
roko i pomachał. Chłopak od sąsiadów odwzajemnił jego uśmiech i też mu pomachał. Dawid
nie mógł uwierzyć własnym oczom! Chłopak nawet się nie roześmiał na widok jego roweru.
Mama uśmiechała się do Dawida, kiedy potem
opowiadał jej całe zdarzenie.
– Na pewno nauczyłeś się cennej lekcji, synku. Zawsze opłaca się okazywać miłość komuś,
nawet jeśli ten ktoś się z nas naśmiewa. Gdybyś
się wtedy na niego obraził, nie zostalibyście przyjaciółmi.
Dawid uśmiechnął się do mamy i w podskokach wybiegł z domu. „Tak się świetnie czuję”
– pomyślał. „To dlatego, że okazałem życzliwość
nowemu koledze i teraz możemy się zaprzyjaźnić”.
Zaczerpnięto z Home Horizons
Eastern Mennonite Publications
Wykorzystano za pozwoleniem
Przekład na język polski: Krzysztof Dubis
Do kolorowania
…niech raczej żmudną
pracą własnych rąk
zdobywa dobra…
(Ef 4,28).
– Czym się zajmujesz przez cały dzień? – pyta Edek brata Andrzeja ze zboru.
– Jestem mechanikiem. Naprawiam samochody, które nie działają, jak trzeba – odpowiada Andrzej,
robiąc przegląd samochodu taty Edka.
Zaczerpnięto ze Story Mates, wrzesień 2012
Christian Light Publications, Inc.
Wykorzystano za pozwoleniem
Przekład na język polski: Krzysztof Dubis
„Przeto, odrzuciwszy kłamstwo, mówcie prawdę, każdy z bliźnim swoim, bo jesteśmy członkami jedni drugich” Efezjan 4,25.
35
„Wiemy zaś, że wszystko przyczynia
się do pomnażania dobra u tych,
którzy miłują Boga i zgodnie z Jego
postanowieniem są powołani.”
Rz 8,28
Fragment
K SIĄŻKI
W
CZĘŚĆ 7
—Naomi
N
Rosenberry
ROZDZIAŁ 18
Długa podróż
Wiosna nadeszła wcześnie nad wybrzeże Grecji. Drzewka pomarańczowe kwitły,
a jaskółki powróciły z południa.
Plany braci greckich dotyczące wyprawy
w kierunku Moraw zaczynały się urzeczywistniać. Joaniusz zapakował do swojej podróżnej torby ubrania, przybory do jedzenia,
ryż, soczewicę, Nowy Testament po łacinie,
nożyce krawieckie, śpiwór, jakąś przekąskę
oraz parę innych mniejszych rzeczy.
Coś nowego pojawiło się w głosie Joaniusza, kiedy żegnał się ze swoją żoną i córkami,
gdyż rozstanie z nimi było dla niego wstrząsem emocjonalnym. Kiedy Bernise błogosławiła Joaniusza na drogę, jej oczy błyszczały
od łez.
36
Ziarno Prawdy • maj 2014
Poprzez pożegnalną, wspólną modlitwę
Joaniusz polecił ją Bożej opiece. Wiedział,
że będzie płakać po jego odejściu. Jak bardzo chciał ją uspokoić! Rozmawiali wcześniej
wiele razy przy różnych okazjach do późna
w nocy i teraz nie mógł powiedzieć już nic
więcej.
Demetriusz i kilku innych braci spotkali
się z delegacją na obrzeżach Tesaloniki, by
życzyć im powodzenia i modlić się za nich.
Wkrótce odeszli.
Pieszo, trzech braci greckich ruszyło na
północ, w kierunku drogi przebiegającej
wzdłuż rzeki Wardar. Krokusy rozkwitały
obficie w całej dolinie rzeki. Na wyższych
partiach pączkowały żonkile, a tulipany
wypuszczały swe liście spod ziemi.
Na nizinnych polach oraz na wyżej położonych wzgórzach niewolnicy uprawiali
czerwonawą glebę. Skrzekliwe odgłosy mew
przecinały powietrze, kiedy minęli zaorane
skiby ziemi. Te piękne majątki ziemskie należały kiedyś do Greków, lecz teraz znajdowały
się w rękach Turków.
Tej nocy podróżnicy znaleźli nocleg
u rodziny należącej do braci greckich, którą
Łukasz miał okazję wcześniej poznać. Pod
koniec następnego dnia Szymon zmrużył
oczy i spojrzał w stronę morza.
– Nie spodziewam się deszczu tej nocy. Co
myślicie o noclegu pod gwiazdami?
– Ja jestem gotów tak zrobić – przyznał
Łukasz. – Jeśli rozbijemy obóz w którymś
z licznych zagajników lub pomiędzy wierzbami, nikt nie powinien nas niepokoić.
– Dobra myśl! – zgodził się Szymon.
– Wolałbym raczej nie być pytany, gdzie
i dlaczego podróżujemy.
– Póki co nikt nas nie zaczepiał – przypomniał pozostałej dwójce Joaniusz.
– Tureccy oficerowie, których widzieliśmy,
mają swoje własne sprawy do załatwienia. Podejrzewam, że poszukują zbiegłych niewolników albo dóbr do opodatkowania. Dzięki
naszemu bagażowi i kapeluszom o szerokim
rondzie od razu widać, że jesteśmy podróżnikami.
– A podróżnicy często mają pieniądze –
zauważył Łukasz.
– Myślisz, że istnieje ryzyko, iż możemy
zostać obrabowani?
– Nie tutaj – zapewnił go Joaniusz.
– Jeśli w Grecji pozostali jacyś rabusie, to
znajdują się w odległych górskich rejonach.
Następnego poranka, gdy zaledwie wstawał świt, trzech Greków znalazło się już na
drodze. Im dalej szli na północ, tym droga
stawała się bardziej wyboista i tym mniej
napotykali innych podróżników. Po kilku
dniach dotarli do Skopje.
Po drugiej stronie kontynentalnego
przecięcia rosły bzy a judaszowce rozkwitały
jasnofioletowym kwieciem.
Zapasy żywności, które mieli ze sobą podróżnicy, ostatecznie wyczerpały się. Łukasz
cały czas wypatrywał dzikiej cebuli, mniszka
lub jakiejkolwiek innej jadalnej rośliny, aby
mogli przetrwać. Szymon wędkował w Morawie, a Joaniusz kupował pożywienie i chleb
w okolicznych wioskach. Raz udało im się
nawet upiec jagnię, zakupione od miejscowego pasterza.
Większość miejscowych Słowian była przyjaźnie do nich nastawiona; byli ciekawscy
i nawet pomocni. Grecy w odpowiedzi wypytywali o drogę tych, którzy znali łacinę
bądź grekę.
W wyższych partiach kraju pasterze pozwalali im znaleźć u siebie schronienie przed
deszczem. Pewnego pochmurnego wieczoru
podróżnicy rozbili obóz na skraju zagajnika
pełnego iglastych drzew, ponieważ w pobliżu
drogi nie było żadnych zabudowań.
– Będzie burza – stwierdził stanowczo Szymon.
– Lepiej znajdźmy jakieś schronienie.
– Co z rybami? – zapytał Łukasz po tym,
jak naciął jedną przy użyciu noża. – Jestem
głodny.
Szymon zręcznie przerzucił jedną na drugą
stronę.
– Myślę, że są już gotowe. Gdzie twój kociołek? Przyrządźmy je.
Łukasz przytrzymał Szymonowi naczynie z brązu. Bez zwłoki wędkarz umieścił
w nim pieczone ryby i obłożył ogień ziemią.
W międzyczasie Joaniusz obserwował otaczające ich wzgórza, wypatrując jakieś chaty
bądź jakiegoś rodzaju szałasu.
– Czy tam w oddali to nie dach? – wskazał
na trawiasty szczyt, który wystawał ponad
odległe wzgórze.
– Wydaje mi się, że tak – zgodził się Łukasz. – Masz swoją torbę podróżną. Chodźmy.
Mężczyźni opuścili niżej na czoła swoje
„Przeto, odrzuciwszy kłamstwo, mówcie prawdę, każdy z bliźnim swoim, bo jesteśmy członkami jedni drugich” Efezjan 4,25.
37
kapelusze i pobiegli w kierunku schronienia.
Wielkie krople deszczu zaczęły spadać
z nieba, gdy Joaniusz zapukał do drzwi chaty. Kobieta o okrągłej twarzy, nosząca na
głowie czarną chustę, otworzyła je, ale gdy
zobaczyła greckich przybyszów, zatrzasnęła
je natychmiast. Podróżnicy usłyszeli tylko
odgłos zasuwanego rygla. Piorun uderzył
gdzieś nieopodal.
– Co teraz zrobimy? – zapytał Łukasz ponaglająco.
– Podejrzewam, że zmokniemy – odparł
Szymon.
Joaniusz opuścił głowę, by pogrążyć się
w cichej modlitwie.
Po chwili człowiek niosący wiązkę drewna
przeszedł obok nich i pociągnął za drzwi.
Niecierpliwie wrzasnął do kobiety znajdującej się wewnątrz. Rygiel zaskrzeczał i pani
domu rozwarła drzwi domu szeroko. Tych
dwoje zamieniło kilka ostrych słów, po czym
gospodarz odezwał się do podróżnych.
Nie znając jego języka, spojrzeli na siebie
i wzruszyli ramionami. Ruchem przedramienia, wskazał im, by weszli. W tej chwili
deszcz lał już z nieba całą siłą.
Wnętrze kamiennego domu wypełnione
było ostrym zapachem. Wędliny, rodzynki
i rrożne suszone zioła wisiały na odkrytych
belkach. Kociołek, przykuty do poprzecznej
belki powyżej, wisiał nad ogniem, który tlił
się w środku kamiennej podłogi.
– To pachnie jak pilaw – szepnął Łukasz.
Szymon ustawił kociołek z pieczoną rybą
w pobliżu ognia.
Gospodarz i gospodyni cicho rozmawiali.
W końcu gospodarz umieścił jeszcze trzy stołki wokół ognia i wskazał gościom, by usiedli.
Po tym jak kilka prób komunikowania się
zawiodło, pani domu napełniła drewniane
miski zawartością parującego kotła i wręczyła je Grekom. Cała trójka pochyliła głowy
w dziękczynieniu przed rozpoczęciem posiłku.
Kiedy Szymon zaproponował pieczoną
38
Ziarno Prawdy • maj 2014
rybę swojemu gospodarzowi, ten najpierw
spróbował odrobinę; po czym pokiwał głową
z aprobatą, uśmiechnął się i jadł ze smakiem.
Po chwili podzielił się też ze swoją żoną. Jej
twarz rozjaśniała tak, jakby nigdy wcześniej
nie jadła niczego tak pysznego!
Joaniusz zauważył kilka obrazków znajdujących się we wschodnim rogu pokoju.
– To oznacza, że oni są prawosławni –
stwierdził. – Jak bardzo chciałbym podzielić
się z nimi żywym Panem Jezusem!
Pan domu pokazał podróżnym drabinę
prowadzącą na poddasze, gdzie mogli się
przespać. Następnego ranka, kiedy wyruszali, Joaniusz wręczył gospodarzowi monetę,
gdyż nie wiedział, jak inaczej wyrazić swoją
wdzięczność.
Grecy ominęli Belgrad i ruszyli wzdłuż
nurtu Dunaju na północ. Rybak, który przewiózł ich przez rzekę Sawę, powiedział im
o suchej, dużej jaskini nieopodal rzeki, w której mogli przenocować. Znaleźli ją, ale okazała się być bliżej Belgradu niż się spodziewali.
– Myślisz, że bezpiecznie będzie tu zostać?
– zapytał Joaniusz. – Spójrz na popiół pokrywający podłogę. Ktoś inny także korzysta
z tej jaskini.
Łukasz rozgarniał popiół butem.
– Masz rację. Idziemy stąd? Nie chcemy
być tutaj uwięzieni.
– Jest jeszcze inne pomieszczenie – zauważył Szymon, który zaczął eksplorować jaskinię. Możemy go użyć jako kryjówki, w razie
potrzeby.
Cała trójka zdecydowała, by zostać, ale spali niespokojnie. Kiedy pojawiły się pierwsze
promienie świtu, Szymon poszedł nad rzekę,
by złowić jakąś rybę, ale szybko wrócił.
– Od Belgradu płyną tu jakieś łodzie – sapał. – Wszystko wskazuje na to, że to turecki
wypad.
Grecy patrzyli z przerażeniem, jak łodzie,
dowodzone przez Turków i obsadzone przez
europejskich niewolników, bez wytchnienia
kontynuowały podróż w górę rzeki.
– Nie chcemy się na nich natknąć – powiedział Łukasz. Pozostali dwaj podzielali jego
uczucia, gdyż ci ludzie byli przecież zbójcami,
a nie zwykłymi tureckimi sąsiadami.
W ciągu następnych tygodni greccy bracia
podróżowali ostrożnie. Nie będąc w bezpośrednim zagrożeniu, mogli zachwycać się
srebrno-błękitną rzeką, wspaniałymi czerwonymi makami, którymi usiane były zielone
łąki oraz wieloma rodzajami ptactwa.
Nurt rzeki wzmocnił się, a domy dookoła
stały się liczniejsze, kiedy podróżnicy zbliżyli
się do Budy.
– Gdzie będzie dobre miejsce na obóz? – zapytał pewnego popołudnia Joaniusz młodego
Węgra, pasterza.
Młodzieniec odchylił do tyłu kapelusz.
– W lesie za Budą znajdują się jaskinie –
odpowiedział łamaną łaciną. – Ale są tam
– rysie... niedźwiedzie... i... żbiki też – dodał, zatrzymując się, by przypomnieć sobie
łacińskie nazwy.
Joaniusz spojrzał na Łukasza.
– Będą nam przeszkadzać?
Zanim Łukasz zdążył odpowiedzieć, pasterz podszedł bliżej.
– To nie dzikie zwierzęta przeszkodzą
wam... jeśli zostaniecie w pobliżu miasta, lecz
-lecz – rozejrzał się – nie widziałem żadnych
ostatnio, ale czasem Turcy wykorzystują te
jaskinie na kryjówki.
Trzech Greków pokiwało głowami ze zrozumieniem.
– Myślę, że bezpieczniej dla was będzie spać
w gospodzie w Budzie.
Joaniusz uśmiechnął się.
– Dziękujemy.
– Skąd jesteście? – spytał pasterz.
– Z Grecji – Joaniusz odparł bezpośrednio.
– Podróżujecie i nie macie broni. To dziwne.
Joaniusz krótko wyjaśnił mu ich wiarę.
Młody pasterz pokręcił głową ze zdumienia
i niedowierzania.
– Jeśli miałbym tak wierzyć, to nie
spodobałoby się to mojej rodzinie. To nie
jest bezpieczne.
– Bóg chroni nas, nawet jeśli miecz lub
armia z mieczami nie może – odpowiedział
mu Joaniusz.
Podróżni znaleźli przestronną karczmę,
mimo że w Budzie nadal widniały ślady tureckiej dewastacji.
Łysiejący, pulchny gospodarz pokazał im
duży pokój, który wyposażono w kilka mat
do spania. Zostali już tam ulokowani także
dwaj podróżujący księża, którzy omawiali
niedawny najazd na Słowację; poza nimi nie
było innych podróżnych.
Grecy wybrali pusty róg i oddzielnie rozłożyli śpiwory – na wszelki wypadek, gdyby
maty były zawszawione.
Kilku młodych mężczyzn, zapewne studentów, weszło do pomieszczenia i zrzuciło
śpiwory tylko po to, by nadal żarliwie debatować o czymś, o czym najwyraźniej mówili wcześniej, zanim dotarli do karczmy. Im
więcej omawiali swoje różnice zdań, tym
bardziej stawali się skłóceni.
Joaniusz bał się, że konflikt zamieni się
w rękoczyny, ale karczmarz pojawił się na
czas i wydał kilka stanowczych rozkazów,
które zmniejszyły kłótnię do poziomu ponurych spojrzeń.
Następnego poranka do Greków podczas
drogi dołączył Danko – dobrze umięśniony,
niski Węgier, który też nocował w zajeździe.
Od niego dowiedzieli się, czego dotyczyła
wczorajsza zaciekła dyskusja.
– Nasz lud jest podzielony – starszy mężczyzna wyjaśnił łamaną łaciną.
– Niektórzy Węgrzy poparli rządy króla
Ferdynanda, podczas gdy inni wolą Sulejmana. My, starsi, pamiętamy czasy, gdy Węgry same o sobie stanowiły, ale teraz nasza
wolność przepadła! – wyjaśnił ze zgryzotą
w głosie.
– Życie nie jest sprawiedliwe i równe dla
wszystkich, ale Bóg okazał swoją miłość wobec ludzkości poprzez danie szansy każdemu
„Przeto, odrzuciwszy kłamstwo, mówcie prawdę, każdy z bliźnim swoim, bo jesteśmy członkami jedni drugich” Efezjan 4,25.
39
tak, by mógł dostać się do nieba – wyjaśnił
Joaniusz. – W niebie wszystkie niesprawiedliwości, jakich doświadczyliśmy, będą wydawać się nieistotne.
– Ale zasługujemy na naszą wolność, czyż
nie? – zapytał Danko.
– Grecja także nie jest wolnym krajem, ale
odpuszczenie grzechów daje nam wolność
ducha – objaśnił Szymon. A Łukasz dodał.
– Jeśli Bóg z nami, któż przeciwko nam?
– W tym kraju muszę martwić się o siebie samego! – odparł Danko, broniąc się.
W jednej chwili oddalił się.
Joaniusz smutno pokiwał głową.
– Ludzie, którzy nie oddali swojego życia
Panu, nie wiedzą, co tracą.
Dzień później strudzeni wędrowcy szli
przez kolejne odcinki łąk i lasów. Szymon
pilnował trasy ich podróży na mapie.
– Jakoś dzisiaj powinniśmy dotrzeć do
Bratysławy – obliczył po tym, jak cała trójka
podróżowała już kilka tygodni na zachód.
Kilka godzin później Łukasz wskazał na
kilka wież kościelnych, które górowały nad
drzewami.
– Myślę, że to jest to!
Podróżni przyspieszyli kroku, idąc w kierunku mostu, który łączył brzegi Dunaju.
– Czy jesteście księżmi? – strażnik na
moście zapytał po tym, jak przyjrzał się im
sceptycznie.
– Nie, jesteśmy chrześcijanami z Grecji –
odpowiedział Joaniusz.
Strażnik skinął na nich rutynowo.
– To miasto zbudowano wieki temu! –
wykrzyknął Łukasz, kiedy zauważył ogromne mury i liczne wieże, kościoły oraz uniwersytety.
Joaniusz wkrótce dowiedział się, że miasto
było także zróżnicowane pod względem języków i handlu. Trzech podróżnych miało
pewne trudności ze znalezieniem karczmy.
Imponujące łukowe wejście prowadziło do
brukowanego dziedzińca. Kuchnia i jadalnia
znajdowały się od strony ulicy, z pokojami
dla gości i stajniami dla koni z pozostałych
trzech stron.
Po tym, jak Grecy zapłacili za posiłek
w stołówce, pokazano im mały prywatny
pokoik przylegający do dziedzińca. Joaniusz
był zadowolony z pobytu w tym miejscu.
– Bóg jest dla nas bardzo dobry! Podziękujmy mu.
Cała trójka z szacunkiem uklękła do modlitwy.
ROZDZIAŁ 19
Grecy docierają do Nikolsburga
Następnego ranka słońce wstało przed Grekami. Aktywność na dziedzińcu dała im do
zrozumienia, że inni podróżni opuszczają
karczmę.
– Kogo powinniśmy zapytać o drogę do
Nikolsburga? – Joaniusz zadał pytanie swoim
towarzyszom podróży, w trakcie gdy przygotowywali się na jej kolejny dzień.
Szymon, patrząc na swoją mapę, powie-
40
Ziarno Prawdy • maj 2014
dział:
– Jesteśmy w pewnej odległości od Moraw.
Nie każdy będzie mógł nam powiedzieć, jak
się tam dostać.
– Karczmarz spotyka licznych podróżnych.
On powinien nam pomóc – zaproponował
Łukasz, kiedy wygładzał narzutę na łóżku,
czynność, której nie nawykł wykonywać.
– To dobry pomysł – stwierdził Joaniusz.
Gospodarz był rzeczywiście obeznany z tra– Wejdźcie – zaprosił trzech podróżnych.
sami podróży.
– Jesteście obcy w tej miejscowości.
– Na północ od Bratysławy znajdziecie
Z jakiego kraju pochodzicie? – mówił stadrogę, która biegnie w kierunku Nikolsburga.
ranną łaciną.
Jeśli będzie prowadzić ona trochę bardziej na
– Jesteśmy z Grecji – odrzekł Joaniusz.
północ niż na zachód, możecie być pewni, że
Duchowny spojrzał zdziwiony.
jest to ta właściwa – powiedział im.
– Jesteście daleko od domu! Co was sproUmiejętność Szymona co do obliczania kiewadza do Nikolsburga?
runku podróży delegacji okazała się być przy– Poszukujemy ludzi, zwanych anabaptystami. Czy możesz nam powiedzieć, gdzie
datną więcej niż jeden raz. Teraz musiał użyć
jej ponownie, gdyż droga do Nikolsburga
można ich znaleźć?
miała wiele zakrętów i skrzyżowań.
– Macie szczęście, że zatrzymaliście się tu,
Kilka dni później Grecy przybyli na miejsce
bo mam słabość do tych pobożnych ludzi.
przeznaczenia. Trzypiętrowe domy z kamieZabiorę was ze sobą, by wam pokazać –
nia i w połowie drewniane domy z wysoduchowny wezwał powóz i wkrótce byli już
kimi dachami stały wzdłuż ulic miasta. Liczne
w drodze.
wieże kościelne stały niczym obserwujący
– Sporo anabaptystów mieszka w wiosce
miasto strażnicy.
Pausram, to około cztery i pół mili stąd –
wyjaśnił pastor. – Wiele rodzin z tej wspólStrudzeni wędrowcy jedli kolację w jednym
z zajazdów. Mimo że byli świadomi ciekawnoty praktykuje życie we wspólnocie. Lokalskich gapiów, pochylili głowy w skromnej
nie są oni znani jako huteryci. Obecnie widać
modlitwie przed jedzeniem.
ich domostwo bruderhof na skraju Pausram.
– Czy widzieliście kogoś, kto wygląda na
Kiedy kierowca powozu dotarł pod najanabaptystów? – zapytał Łukasz w trakcie
większy bruderhof, zatrzymał konie przed
posiłku składającego się z chleba, kiełbasy,
głównym wejściem i pozwolił Grekom
kapusty i jabłek.
wysiąść. Kilka małych ogrodów rosło
– Widzieliśmy wielu zwykłych, poczciwych
w pobliżu osiedla, a winnica rozciągała się za
ludzi, ale nie sądzę, żeby którykolwiek z nich
nim.
– Nie spodziewałem się czegoś takiego –
był anabaptystą – odpowiedział Joaniusz.
Szymon pociągnął się w zamyśleniu za
szepnął Joaniusz, kiedy powóz odjechał.
ucho.
– Ten pastor nazywa tych ludzi huterytami.
– Pamiętasz te wieże, które widzieliśmy,
Ani Stefan ani Anton nie powiedzieli nic
kiedy weszliśmy do Nikolsburga? Możemy
o tym, że szwajcarscy bracia żyją we wspólnocie dóbr – zmartwił się Łukasz.
podejść do jednego z kościołów i zapytać
duchownego, czy mógłby nam powiedzieć,
– Zapytajmy
o ich wiarę – zasugerował
CHAPTER
11
gdzie ich znaleźć.
Szymon. – Duchowny powiedział, że to są
Joaniusz stanowczo przytaknął.
anabaptyści.
– Myślę, że jesteśmy tutaj bezpieczni
Greków powitano ciepło i wkrótce spotkali
i możemy tak zrobić.
się z liderami grupy. Joaniusz wyjaśnił swoją
Grecy spędzili noc w gospodzie. Żarliwie
misję i w języku łacińskim zadawał pytania,
modlili się o Boże prowadzenie w odnaleziedotyczące wszystkich dogmatów wiary chrześcijańskiej. Odkrył, że zgadzają się z huteniu anabaptystów.
rytami co do doktryny zbawienia, chrztu,
Następnego ranka, gdy Joaniusz zapukał do
Wieczerzy Pańskiej, niestosowania przemocy
drzwi bocznych okazałego budynku kościoła
luterańskiego, otworzył mu czarno odziany
i nieskładania przysiąg oraz co do rozdziału
duchowny.
kościoła i państwa.
„Przeto, odrzuciwszy kłamstwo, mówcie prawdę, każdy z bliźnim swoim, bo jesteśmy członkami jedni drugich” Efezjan 4,25.
41
Jednak, gdy dotarli do kwestii wykluczania, nie zgodzili się ze sobą.
– Jesteśmy za tym, żeby ekskomunikować
tych, którzy dopuścili się poważnych wykroczeń i unikać ich, gdyż nie możemy być
uczestnikami ich złych uczynków – wyjaśnił
jeden przywódca huterytów. Joaniusz zwrócił swoje brązowe oczy na mówiącego.
– Czy to przynosi skruchę?
– Nie zawsze. Tym, którzy opuszczają bruderhof, oddawane są tylko te własności,
które przynieśli ze sobą, wchodząc do niego.
Joaniusz otworzył Nowy Testament na
szóstym rozdziale Listu do Galacjan:
– Bracia, a gdyby komu przydarzył się jaki
upadek, wy, którzy pozostajecie pod działaniem Ducha, w duchu łagodności sprowadźcie
takiego na właściwą drogę. Bacz jednak, abyś
i ty nie uległ pokusie – czytał. – Ponadto, jeśli
ktoś jest ekskomunikowany, nie uważajcie
go za nieprzyjaciela, lecz jak brata go napominajcie! Nie jesteśmy uczestnikami jego
grzechów, gdy udzielamy mu duchowej rady.
W pokoju nastała cisza, zwiastująca burzę.
Oczywiście, bracia huteryci nie chcieli się
kłócić, ale nie mieli też zamiaru zmieniać
swoich przekonań.
Łukasz przerzucił swoją uwagę z jednego
lidera na drugiego.
– Czy masz biblijny argument świadczący
za wprowadzeniem wspólnoty dóbr?
– Tak – odpowiedział natychmiast.
– Dzieje Apostolskie uczą, że we wczesnym kościele chrześcijanie wszystko mieli
wspólne. Wierzymy, że jest to jedyny sposób
na to, by pokazać miłość i równość.
Ale Łukasz nie zgodził się.
– Niektórzy ludzie sprzedawali majątki
i dobrowolnie oddawali je apostołom, ponieważ były poważne potrzeby wśród wielu,
którzy w tym czasie zebrali się w Jerozolimie. Kościół tam nie kontynuuje tej praktyki, ani apostołowie nie zakorzenili tej tradycji w zborach znajdujących się w innych
krajach. Przywódcy zbierali raczej dobrowolne dary, aby zaspokajać potrzeby wyła-
42
Ziarno Prawdy • maj 2014
niające się wśród braci.
Mówca odpowiedział stanowczo:
– Wielu z nas miało palące potrzeby, kiedy
zebraliśmy się pierwszy raz. Uważamy, że
nadal jest duchowym dobrodziejstwem dla
naszych członków, by oddawać swoje dobra
ziemskie dla wspólnoty braci.
Oczy Joaniusza napełniły się łzami.
– Nie wierzę, że twój kościół jest tym,
czego szukamy. Do widzenia!
Cała trójka odeszła, by w pewnej odległości zatrzymać się i porozmawiać. Łukasz
przełknął ślinę i zamrugał załzawionymi
oczami.
– I pomyśleć, że zrobiliśmy tyle żmudnej
drogi na próżno!
Szymon także miał łzy w oczach.
– Ich dogmat o wspólnych dobrach polega
na panowaniu niewielu i poddaństwie reszty,
a nie na równości wszystkich.
Joaniusz skinął głową z żalem.
– Czyn chrześcijanina dającego swe dobra
w Dziejach Apostolskich 4 i 5 był całkowicie
dobrowolny, nie było to przykazaniem Chrystusa obwieszczonym przez apostołów – zgodził się Szymon.
– Nowy Testament mówi do przywódców kościelnych, że mają karmić stado Boże
i utrzymywać porządek w domu Bożym.
Nigdzie nie naucza, że powinni kontrolować
cały majątek całego kościoła, tak jak przywódcy huterytów.
Łukasz otarł szerokie czarne oczy.
– Czy mamy wrócić do Grecji? Ci huteryci
w oczywisty sposób nie chcą żadnej zachęty
od nas.
Joaniusz wyprostował swą sylwetkę.
– Spędźmy noc w Nikolsburgu… Chciałbym porozmawiać z tym duchownym
ponownie. Musimy znaleźć sposób, aby
dostarczyć listy od Stefana i Antona.
Zaczerpnięto z książki Lovers of The Truth
Eastern Mennonite Publications
40 Wood Corner Road
Ephrata, PA 17522
Wykorzystano za pozwoleniem
Przekład na język polski: Mateusz Jędrys
Czy słyszysz
Czy słyszysz człowieku?
Pan mówi do ciebie...
Dziś prosi na ucztę:
Rzuć wszystko i przyjdź!
Nie mogę, niestety,
pole kupiłem,
obejrzeć muszę,
nie mogę więc przyjść.
Czy słyszysz człowieku?
Pan mówi do ciebie...
Wszystko gotowe,
otwarte drzwi.
Nie mogę, niestety,
kupiłem woły,
mam pole zaorać,
nie mogę dziś przyjść.
Czy słyszysz człowieku?
Pan mówi do ciebie...
Zaprasza łaskawie,
niebo chce dać.
Nie mogę, niestety,
pojąłem żonę,
dziś w podróż jedziemy,
nie mogę więc przyjść.
Czy dzisiaj zdołasz
swe dzieła zakończyć?
Jutro zamknięte już
mogą być drzwi...
—Agnieszka Szczepanik
Wykorzystano za pozwoleniem
Kto jest moim bliźnim?
Łk 10,29
Po pierwsze, czy jest to ktoś żyjący dosłownie w moim najbliższym
otoczeniu, jak mój sąsiad? Jeśli tak, oznacza to, że bliźni to ktoś, kto
naprawdę znajduje się blisko nas, w naszym sąsiedztwie, w naszym mieście i na naszej ulicy. I tutaj zaczyna się prawdziwa dobroczynna miłość.
Miłować i być życzliwym dla sąsiadów to podstawa prawdziwej wiary.
Ale oprócz tego, jak naucza nas Pan, dotyczy to każdego, kto pojawi
się na naszej drodze w wyniku różnych okoliczności; kobieta czy mężczyzna, ktokolwiek to będzie i komu możemy w jakikolwiek sposób
pomóc – może jakiś nieszczęśliwy, obcy człowiek spotkany w czasie
podróży, opuszczony przez wszystkich, o którego już nikt nie dba.
—Dean Stanley
Przekład na język polski: Krzysztof Dubis

Podobne dokumenty