Z powodu waszej wiary

Transkrypt

Z powodu waszej wiary
mężczyźni, namawiam was do tego,
abyście przygotowali się do służby
jako misjonarze. Pozostańcie czyści i
nieskazitelni oraz godni reprezentowa­
nia Pana. Dbajcie o własne zdrowie i
siłę. Studiujcie pisma święte. Gdzie jest
to możliwe, uczestniczcie w zajęciach
seminarium lub instytutu. Zapoznajcie
się z podręcznikiem dla misjonarzy
Abyście głosili moją ewangelię.
Słowo do was, młode siostry:
chociaż nie macie tego samego
obowiązku kapłańskiego co młodzi
mężczyźni, by służyć jako pełnoeta­
towi misjonarze, macie również cenny
wkład jako misjonarki, a wasza służba
jest mile widziana.
A teraz zwracam się do dojrzałych
braci i sióstr: potrzebujemy o wiele
więcej starszych par. Wiernym parom
służącym obecnie lub tym, które
służyły w przeszłości, dziękujemy za
ich wiarę i oddanie ewangelii Jezusa
Chrystusa. Służycie chętnie i dobrze,
a także czynicie wiele dobra.
Tych z was, na których jeszcze nie
przyszła pora służenia na misji jako
para, nakłaniam do przygotowywania
się już teraz na dzień, kiedy będziecie
mogli wraz z małżonkiem to uczynić.
O ile pozwala na to wasza sytuacja, o
ile kwalifikujecie się do przejścia na
emeryturę i o ile pozwala wam na to
zdrowie, bądźcie gotowi opuścić dom
i odbyć pełnoetatową służbę misjonar­
ską. Niewiele jest takich chwil w wa­
szym życiu, kiedy możecie cieszyć się
pełnym słodyczy duchem i satysfakcją,
jaka płynie ze służenia razem na peł­
noetatowej misji w dziele Mistrza.
A teraz, moi bracia i siostry, oby­
ście byli zestrojeni z Duchem Pana
podczas tych dwóch kolejnych dni,
kiedy będziemy słuchać przemówień
Jego sług. Pokornie modlę się, aby to
błogosławieństwo było udziałem każ­
dego z nas, w imię Jezusa Chrystusa,
amen. ◼
6
Liahona
Starszy Jeffrey R. Holland
Kworum Dwunastu Apostołów
Z powodu
waszej wiary
Składam podziękowania wszystkim wam, wspaniali
członkowie Kościoła, […] za to, że każdego dnia swojego
życia udowadniacie, że prawdziwa miłość Chrystusowa
„nigdy nie ustaje”.
P
rezydencie Monson, członkowie
tego Kościoła na całym świecie
łączą się w hymnie z tym cudow­
nym chórem, mówiąc: „Dziękujemy Ci,
Boże, za proroka”. Dziękujemy ci za
twoje życie, twój przykład i za mowę
powitalną na tej kolejnej konferencji ge­
neralnej Kościoła. Kochamy cię, podzi­
wiamy i popieramy. Zaiste, dzisiejszego
popołudnia podczas sesji będziemy
mieli bardziej formalną możliwość, by
podnieść ręce, dając wyraz naszemu
poparciu nie tylko dla Prezydenta Mon­
sona, lecz również dla innych członków
Władz Naczelnych Kościoła. Ponie­
waż wśród tych nazwisk będzie także
moje, pozwólcie mi na tę śmiałość, że
w imieniu nas wszystkich podziękuję
wam z góry za podniesione ręce. Żaden
z nas nie byłby w stanie służyć, gdyby
nie wasze modlitwy i wsparcie. Wasza
lojalność i miłość znaczą dla nas więcej,
niż potrafimy wyrazić w słowach.
Zgodnie z tym duchem, moim
przesłaniem na dzisiaj jest to, że my
popieramy was, że w waszą stronę
wysyłamy takie same, płynące prosto
z serca modlitwy i wyrazy miłości.
Wszyscy wiemy, że istnieją specjalne
klucze, przymierza i obowiązki, które
otrzymują przewodniczący urzędnicy
Kościoła, lecz wiemy również, że
Kościół czerpie niewyobrażalną siłę,
jedyną w swoim rodzaju witalność, z
wiary i oddania każdego z jego człon­
ków, gdziekolwiek się znajdujecie.
Gdziekolwiek mieszkacie, niezależnie
od tego, czy jesteście młodzi i czujecie
się nie dość wartościowi, czy jesteście
w podeszłym wieku i sądzicie, że was
to ogranicza, świadczę wam, że każdy
z was jest obdarzony indywidualną
miłością Boga, że jesteście sensem
Jego pracy, jesteście także doceniani
przez przewodniczących urzędników
Jego Kościoła, którzy pamiętają o
was w modlitwach. Osobista wartość,
uświęcony majestat każdego z was jest
powodem istnienia planu zbawienia
i wyniesienia. Przeciwnie do popu­
larnego powiedzenia, tutaj chodzi
o ciebie. Nie, nie odwracaj się, żeby
spojrzeć na sąsiada. Mówię do ciebie!
Trudno mi było znaleźć właściwy
sposób, by przekazać ci, jak bardzo
Bóg cię kocha i jak bardzo wdzięczni
za ciebie są wszyscy na tym podium.
Staram się być głosem aniołów niebie­
skich, dziękującym ci za każdą dobrą
rzecz, jaką kiedykolwiek zrobiłeś, za
każde dobre słowo, które wypowie­
działeś, za każde poświęcenie, którego
dokonałeś dla innej osoby — dla każ­
dego — pokazując piękno i błogosła­
wieństwa ewangelii Jezusa Chrystusa.
Jestem wdzięczny za przywód­
czynie Młodych Kobiet, które bez
szamponu, prysznica i tuszu do rzęs
sprawiają, że spotkania przy dymią­
cych ogniskach stają się dla tych
dziewcząt i przywódczyń jednymi z
najbardziej poruszających, duchowych
przeżyć w życiu. Jestem wdzięczny za
wszystkie kobiety w Kościele, które
w moim przekonaniu są tak mocne,
jak Góra Synaj i tak pełne miłości
jak słowa Jezusa Chrystusa. Czasem
podśmiewamy się leciutko z histo­
rii naszych sióstr — wiecie o czym
mówię — zielona galaretka, kołdry,
jedzenie na stypę. Jednak moja ro­
dzina w różnych sytuacjach z wdzięcz­
nością przyjęła każdy z tych darów, a
w jednym przypadku kołdrę i jedzenie
na stypę otrzymaliśmy jednego dnia.
To była mała kołderka, naprawdę ma­
leńka — posłużyła temu, by podróż
mojego zmarłego braciszka z po­
wrotem do jego niebiańskiego domu
była tak ciepła i przytulna, jak chciały
tego siostry z naszego Stowarzyszenia
Pomocy. Jedzenie, które podarowano
naszej rodzinie po uroczystości, bez
słowa prośby z naszej strony, zostało
przyjęte z wdzięcznością. Możecie się
podśmiewać z naszych tradycji, ale
w jakiś sposób nasze, tak rzadko wy­
chwalane, kobiety Kościoła są zawsze
tam, gdzie ramiona opadły, a kolana
są słabe 1. Zdają się one instynktow­
nie pojmować boskie znaczenie słów
Chrystusa: „Cokolwiek uczyniliście
jednemu z tych najmniejszych moich
braci, […] mnie uczyniliście” 2.
Tak samo jest z braćmi w kapłań­
stwie. Myślę na przykład o przywód­
cach młodych mężczyzn, którzy, w
zależności od klimatu i kontynentu,
albo wyruszają w 80 kilometrowe rajdy
po trudnych szlakach, albo wykopują
jaskinie w lodzie i naprawdę starają
się przespać w nich noc; to muszą
być chyba najdłuższe noce w historii
ludzkości. Jestem wdzięczny za wspo­
mnienia mojej własnej grupy wyższych
kapłanów sprzed kilku lat. Przez kilka
tygodni na zmianę spaliśmy na małym,
rozkładanym fotelu w sypialni umie­
rającego członka kworum, aby jego
żona, starsza i równie schorowana
kobieta, mogła odpocząć w tych ostat­
nich tygodniach życia swego uko­
chanego. Jestem wdzięczny za armię
kościelnych nauczycieli, urzędników,
doradców i pisarzy, że nie wspomnę
już o ludziach, którzy bez końca przy­
gotowują stoły i ustawiają krzesła. Je­
stem wdzięczny za muzyków, za osoby
zajmujące się historią rodziny i za
walczące z osteoporozą pary, które o 5
nad ranem drepczą do świątyni z ma­
łymi walizeczkami, wydającymi się być
większe od nich. Jestem wdzięczny
za cichych, bezinteresownych ro­
dziców, którzy, być może przez całe
życie, troszczą się o niepełnosprawne
dziecko, które czasem cierpi z powodu
wielu chorób, a czasem tych dzieci jest
kilkoro. Jestem wdzięczny za dzieci,
które w dorosłym życiu zwierają szyki
i opiekują się swoimi chorymi lub
niedołężnymi rodzicami.
Zaś niemal doskonałej starszej
siostrze, która prawie przepraszającym
tonem wyszeptała niedawno: „Nigdy
nie byłam przywódczynią niczego w
Kościele. Zawsze tylko pomagałam”,
mówię: „Droga siostro, niech Bóg bło­
gosławi ciebie i wszystkich, którzy po­
magają w królestwie Boga”. Niektórzy
spośród nas, którzy są przywódcami,
mają nadzieję, że któregoś dnia w nie­
bie będą zajmować tę samą pozycję,
którą wy już zdobyliście
Zbyt często pomijałem okazję,
by wyrazić wdzięczność za wiarę i
dobroć takich osób w moim życiu.
Prezydent James E. Faust stał przy
tym pulpicie 13 lat temu i powiedział:
„Pamiętam, że jak byłem mały […]
moja babcia […] przygotowywała dla
nas przepyszne posiłki na opalanym
drewnem piecu. Kiedy skrzynia na
drewno stojąca obok piecyka robiła
się pusta, babcia po cichutku […]
wychodziła, by nabrać cedrowego
drewna ze sterty na podwórku i przy­
nosiła ciężki ładunek z powrotem do
domu. Byłem tak nieczuły, […] że sie­
działem tam i pozwalałem, aby moja
ukochana babcia sama napełniała
[tę] skrzynię”. A potem, łamiącym się
z emocji głosem powiedział: „Wsty­
dzę się sam siebie i przez całe życie
żałowałem tego zaniechania. Mam
nadzieję, że pewnego dnia poproszę
ją o wybaczenie” 3.
Skoro człowiek tak doskonały,
jakim w moim odczuciu był Prezydent
Faust, może wziąć odpowiedzialność
Listopad 2010
7
za błąd z młodości, nie mogę postąpić
inaczej, niż wyznać coś podobnego
i oddać dziś komuś dawno należne
wyrazy szacunku.
Kiedy zostałem powołany na misję,
dawno temu, gdy po świecie chodziły
dinozaury, koszty misji nie były uśred­
nione. Każdy musiał ponosić wszyst­
kie wydatki w misji, do której został
posłany. Niektóre misje były bardzo
drogie i okazało się, że moja do takich
właśnie należała.
Tak jak radzimy misjonarzom, ja
również oszczędzałem pieniądze i
sprzedałem swoje osobiste rzeczy,
żeby móc zapłacić jak najwięcej.
Myślałem, że mam dość pieniędzy,
ale nie byłem pewien, jak sprawa
będzie wyglądać podczas ostatnich
miesięcy mojej misji. Borykając się z
tymi wątpliwościami, przepełniony
szczęściem opuściłem jednak rodzinę,
aby doświadczyć najcudowniejszych
przeżyć, na jakie mogłem mieć na­
dzieję. Uwielbiałem moją misję tak, że
z pewnością nie dorównał mi w tym
uwielbieniu żaden młody mężczyzna
ani wcześniej, ani później.
Potem wróciłem do domu w chwili,
kiedy moi rodzice wyjeżdżali na swoją
własną misję. Pytanie brzmiało: co
teraz? Jakim cudem miałem opłacić
studia? Jak zapłacić za mieszkanie i je­
dzenie? I jak miałem zrealizować swoje
8
Liahona
wielkie marzenie o poślubieniu zapiera­
jącej dech w piersiach, doskonałej Patri­
cii Terry? Nie wstydzę się przyznać, że
czułem się przytłoczony i przerażony.
Z wahaniem poszedłem do
miejscowego banku i zapytałem
menadżera, przyjaciela rodziny, ile
jeszcze zostało na moim koncie. Spoj­
rzał na mnie zaskoczony i powiedział:
„Czemu pytasz, Jeff, jest cała suma.
Nie powiedzieli ci? Twoi rodzice
chcieli zrobić wszystko, co w ich
mocy, żebyś miał dobry start, kiedy
wrócisz do domu. W czasie twojej
misji nie wypłacili ani centa. Myślałem,
że wiesz”.
Nie wiedziałem. Wiem za to, że mój
tata, „księgowy” — jak nazywaliśmy go
w naszym miasteczku — samouk, który
miał tylko kilku klientów, przez te dwa
lata nie miał pewnie nowego garnituru,
koszuli ani pary butów po to, aby jego
syn miał to wszystko na swojej misji. Co
więcej, czego wtedy nie wiedziałem, ale
dowiedziałem się później, moja mama,
która jako mężatka nigdy nie pracowała
poza domem, przyjęła pracę w miejsco­
wym domu towarowym, aby zarobić
na moje misyjne wydatki. A w czasie
misji nie usłyszałem o tym ani jednego
słowa. Ani słóweczkiem nikt na ten
temat nie wspomniał. Ilu ojców w
Kościele postąpiło dokładnie tak samo,
jak mój tata? Ile matek w tych trudnych
finansowo czasach nadal robi to, co
zrobiła moja mama?
Mój tata odszedł 34 lata temu, więc
tak, jak Prezydentowi Faustowi przyj­
dzie mi czekać, zanim w pełni będę
mógł mu podziękować po drugiej stro­
nie. Jednak moja słodka mama, która
w przyszłym tygodniu skończy 95 lat,
szczęśliwie ogląda dzisiejszą transmisję
w swoim domu w St. George, więc
nie jest zbyt późno, by jej podzięko­
wać. Wam, Mamo i Tato, i wszystkim
matkom, ojcom, rodzinom i wiernym
ludziom na całym świecie, dziękuję za
poświęcenia, jakich dokonujecie dla
swoich dzieci (i dzieci innych ludzi!),
za to, że tak bardzo chcecie dać im
możliwości, których sami nigdy nie
mieliście, za to, że tak bardzo pragnie­
cie, by miały najszczęśliwsze życie,
jakie możecie im zapewnić.
Składam podziękowania wszyst­
kim wspaniałym członkom Kościoła i
rzeszom dobrych ludzi innych wyznań
za to, że każdego dnia swojego życia
udowadniacie, że prawdziwa miłość
Chrystusowa „nigdy nie ustaje” 4. Żaden
z was nie jest mało ważny, częściowo
dlatego, że sprawiacie, że ewangelia
Jezusa Chrystusa jest tym, czym jest —
żywym przypomnieniem o Jego łasce
i miłosierdziu, osobistym, lecz pełnym
mocy dowodem, czy to w małej wiosce
czy wielkim mieście, dobra, które czynił
i życia, które oddał, starając się przy­
nieść ludziom spokój i zbawienie. To
niewypowiedziany zaszczyt móc stać w
tej świętej sprawie u waszego boku.
Jak Jezus powiedział do Nefitów,
tak ja mówię dzisiaj:
„Z powodu [waszej] wiary […] Moja
radość jest teraz pełna.
I gdy powiedział te słowa,
zapłakał” 5.
Bracia i siostry, patrząc na wasz
przykład, na nowo obiecuję, że ja
postanawiam być lepszy i bardziej
oddany, bardziej czuły, wierny,
miłosierny i niezłomny — jak nasz
Ojciec w Niebie i wielu, wielu z was.
O to modlę się w imię tego, który jest
nam Wielkim Wzorem we wszystkich
rzeczach, w imię samego Pana Jezusa
Chrystusa, amen. ◼
Przypisy
1. Zob. List do Hebrajczyków 12:12; Nauki
i Przymierza 81:5.
2. Ew. Mateusza 25:40
3. James E. Faust, „The Weightier Matters
of the Law: Judgment, Mercy, and Faith”,
­Ensign, list. 1997, 59.
4. I List do Koryntian 13:8; zob. także Moroni
7:46–47.
5. 3 Nefi 17:20–21.