Grzech pierworodny

Transkrypt

Grzech pierworodny
ROZ DZ I A Ł 1
Grzech pierworodny
LUC
Jeśli istnieje piekło na ziemi, to na pewno jest nim
liceum. I jeśli ktokolwiek zdecydowanie ma podstawy
formułować takie stwierdzenie, to ja. Biorę głęboki
oddech — głównie z przyzwyczajenia, bo demony nie
muszą oddychać — potem podnoszę wzrok na groźne
niebo, w nadziei Ŝe to dobry znak, i otwieram cięŜkie
drzwi. Na obskurnych korytarzach panuje cisza, jako
Ŝe od pierwszego dzwonka minęło prawie pięć minut.
Jesteśmy tylko ja, wykrywacz metalu i przygarbiony
ochroniarz w zmiętym granatowym mundurze. Zwleka
się ze skrzypiącego plastikowego krzesła, ogląda mnie
i marszczy brwi.
— Spóźniłeś się. Identyfikator — mówi głosem
ochrypłym od trzech paczek fajek wypalanych kaŜdego dnia.
Wpatruję się w niego kilka minut, pewien, Ŝe mógłbym go zmieść jednym podmuchem, i mimowolnie się
uśmiecham, kiedy kropelki potu pojawiają się na jego
ziemistym czole. Fajnie, Ŝe wciąŜ mam to coś, chociaŜ
coraz częściej rzygać mi się chce od tej roboty. Po pięciu tysiącach lat wykonywania tego samego obowiązku
z demonem dzieją się takie rzeczy. W tej misji jednak
za niepowodzenie spotka mnie poćwiartowanie i Czeluść Ognia — większej motywacji nie potrzebuję.
9
Demony.indd 9
11-08-30 13:34