Zapomniałem kill

Transkrypt

Zapomniałem kill
.. 127 ..
~,BIORO~ą-
MORD
Czy istnieje możliwość przekazania przez
zdrowego odczucialikwidaoji, jego likwidacji?
I\1łodJi-
i
zdrow-y \Alie,
że
go
człowieka młodego,
mają zli.kw1dować, uśmiercić,
tyl ..
ko nie wie jeszcze dokładnie jak i kiedy.
])1łody, zdrowy, bezbroID1Y został doprovladzony do utraty rze ...
czywistości. Przestał myśle6, analizować. 20 prostu czeka na
śmierć. Czeka i wie, że dookoła sami nieprzyjaciele. Jak można
o tym pisać, żeby' czytający mógł odebrać jak najwięcej z tej
gorzkiej prawdy.
Niełatwe to zadanie, mimo posiadanych przeze mnie notatek
z tego okresu oraz dzienników.
Dziannil{ okupacy jny ~ przemawia'" do mnie. On :mnie ąpro ..
wadza z równowagi i trudno mi o tym myśleć, że tyle musiałem
przejś6, że to wszystko trzeba było przeżyć 1 żyć dalej.
Postanovłiłem materiał ten uporządkować. "O"porzą.dkovva6 to
znaczy w warunltach spolco jny'ch lepiej wy jaśnić to co
jest do
niając
wyjaśnienia,
co da
możliwe
się objaśnić. Rozszerzyć,
nie
zmie~
fakt6vl.
Muszę sobie zdać sprawę, że powtórnie będę przeżywał tę
straszną tragedie, że znów będę szarpał własne nerwy.
Zapewniam, że przekażę wiernie z notatek fakty dla ułat~
wiania zrozumienia sytuacji, w ja~iej się żyło i jak ludzie
musieli giną6.
Pisa6, jak żywcem palono ludzi, jak roztrzaskiwano głowy
dzieci o mury, jak rozcinano brzuchy, szukając połkniętych
brylantów, kiedy się tych ludzi osobiście znało, jest v~jąt­
kO"\ftlO trudnym i bolesny'm zadaniem.
Jest to jednak konieczne dla udowodnienia prawdy tego
okresu. Ta prawda jest tak ciężka, że trudno samemu pomyśleć
o tym okresie, że się go w ogóle przeżyło. 14nie samemu trudno
zrozllmieć jak się go przeżyło.
Dotarła wiadomość do Judenratu w Mińsku, że prezes warszawskiego Judenratu Czerniakow popełnił samobójstwo. Ta wia~
nomość wprowadziła Judenrat w osłupienie. Nikt nie był w stanie zrozumieć dlaczego to zrobił.
Wobec tego, że mieli przepustki na poruszanie się poza
gettem, natychmiast w-~słali ludzi dla dokładnego zapoznania
się z sy'tuacją.
... 128 ...
Tegoż
wieczoru
wysłannicy telefono1~ĄJali
do
Mińska. Niemcy'
rozpoczęli
wysiedlanie ludzi do obozów praoy. Na wschodzie
organizowane obozy i wys:rła się tam 30 tysięcy' ludzi. Tyle
są
informacji przez telefon. Nazajutrz delegaci vlrócili i zaczęli
opowiadaó o tym, co zdoł.ali uzy'ska6. Zatem wysył.a się ludzi
na wsch6d. Podobno jest tam obóz praoy. Praca jest tam zorganizowana i produkują dla wojska. Wszystko tajne. Informacje
przekazywane przez członków Judenratu warszawskiego są sprzeczne. Stąd wniosek, że prawda jest strzeżona. Judenrat ustalił,
że
trzeba
sz"Ltkać
informaojiod kolejarzy. Przede wszy'stkim
1 co tam naprawdę jest. Okazało się, ża
jest aparat ~rsiedleńczy. Kolej jest poinformowana. Wojsko
zostało poinformowane, żeby się zabezpieczyli w siłę roboozą,
bo z tym będzie różnie. Sami Niemcy przez swoich :r6żnyoh ludzi, którzy mieli kontakty z Żydami, przekazywali informaoje
celowo mylne, dla zmylenia Źydów. Chcieli, żeby Żydzi myśleli,
że kto będzie pracował zostanie i będzie potrzebny i nic złe~
go go nie czeka.
Tak też się stało. Żydzi się chwilowo troohę uspokoili.
R6żne jednostki administracy'jne i vlojsl(ovve przesłały do Juden..
ratu zapotrzebowanie siłę ~oboczą.
A więc przyszło polecenie od H.U.V. (Hebres Unterkunft
Verwaltung) do Bat~lionu praoy, że do 21-go sierpnia 1942
roku muszą zorganizować ob6z pracy na 220 osób. Vlyznaczyli na
dokąd jadą pociągi
to
byłą szkołę
im. Kopernika. Tam
będą ł6żka i
kuol1nie.
Judenrat po naradach doszedł do wniosku, że prawda im
nie j"est znana. Trzeba szukać dalej gdzie jest to tylkomożli-.
we, za każdą cenę.
Prezes postanowił pojechać z moim ojcem do p.Ekermana,
który był członkiem warsza\i1skiego Judenratu. Ojoiec znał Ekar ..
mana.. Zapytali go, co należy rob16, gdyż starostwo w Mińsku
za.pewniało
: idealny spokój. Ekerman
odpovłiedzial, że
sprawa z
Czerniakowem jeetniejasnał a 00 do wysiedlenia dał słowo ho ..
noru, że nic nie wie konkretnego. Wyjął z kieszeni butelkę
cjankali, pokazując, że to jest jego broń.• Z tym wróoili. stosunek Niemców w Mińsku był: zawsze "dobry", łapówki od pierwszej ohwili smakowały. Tak im się niestety zdawało.
Judenrat zaozął: dalej zbierać informację u tych , któ ..
rzy brali łapówki. Niestety, naiwność tyoh ludzi była zadzi\1iająoa.
... 12Sl -
Ich calowo mylnie informowano 1 jeszcze za to brano pia~
niądze. Ten system odpowiadał niemieckiej taktyoe. Judenrat w
swojej naiwności wierzył, że ktoś im powie prawdę, bowiem w
zW"'CJozaju jest, że jeśli bierze, to coś wzamian daje. Niemcy
tego nie robili ... brali i zabijali. Brali dla siebie, a zabijali dla zabawy, dla Vaterlandu, dla samego faktu zabijania.
Brali 1 kłamali, po prostu oszukiwali. Z niozym się nie liczyli. To był szvzególny "Herrenvolk".
Naprzykład, za pieniądze dawali przepustki do wychodzenia
~poza. getto, na handel. Napotkanego, mim() źe miał przepustkę,
zabijali. Nie wolno bylo sięlt skarżyć, że to Niemiec zabił,
bo można bYd:~ za" to ZdrO\1Q oberwać, gdyż według nich Niemieo
nie zabijał. Niemcy szanują prawo I
Bywało, że zabierali wożone towary, bywało, że za znale~
ziony towar kazali sobie płaoić połowę jago wartośoi i puszozali.
Różne były sposoby postępowania po to, żeby' ludzie zawsze
liczyli na ewentualne łagodne załatwienie sprawy, żeby nigdy
nie byli pewni co" z nimi zrobią.
Mińszozanie nie cierpieli tak, jak w Warszawie. Jedzenia
było pod dostatkiem na ówczesne warunki, 30% korzystało z po~
sił:ków wydawanych przez wydział opieki. Chorych na tyfus zaVi..
sza można było ukry6. Nie było umierającyoh z głodu na ulicaoh
miasta. Zawsze można było dostać bochenek chleba. Naog6ł ludzie
mogli ugotować sobie zupę. To nazywam, że nie było głodu.
NOV1(l sytuacja wymagala szybkiego wyjaśnienia. Judenrat
postanowił dalej działać. Zorganizowali przyjęoie dla kiero~nlika
Arbe1tsamtu. Nazywał się Barański.Zaprosili go 1 uprzedzili, że
Judenrat chce z nim porozmawiać o sytuacji, jaka powstała w
zwięzku z samobójstwem Czerniakowa.
Przyszedł nawet z c6rką. Dostali u:pom-ink1 za ogromne su..
~r, ale rezultat tej rozmowy był mglisty.Dał do zrozumienia, że
kto będzie miał zaświadczenie, że jest zatrudniony, temu nic
nie grozi. I że on wyda takie zaświadczenia, oczywiście za pieniądze.
Arbeitsamt
działała. Ludzie
zaczął wydawać zaświadczenia.
połknęli
Wyłudzano pieniądze
nowy haozyk.
1 znów oszukiwano. Maszyna
giczna
działała
dosta.6
zaświadczenie, nieważne
jak chcieli. Ludzie byli
się
psycholo~
szczęśli~11, że mogą
ile będzie kosztowało.
Ludzie o niczym innym nie m6wili tylko o tym, jak
"'Ausweistł • Uważali
Tyle
Nieczulica za-
to
zaświadozenie
było już rozczaroviań,
dalej
oszukiwać.
tyle
za
legitymację
oszukaństwa,
dostać
do żyoia.
a l'udzie dawali
.. 130 Sądzę,
że
na.wet byli zadowoleni, że się ich oszukuje.
Przedstawione propozycje zwolniły ludzi od samodzielnego myśle­
nia. Było im z tym lżej. Każdy traktował sytuację w ten sposób,
że to co będzie z sąsiadem, będzie z nim. Niemcy to doskonale
wiedzieli. Już znali reakcję Żydów na swoje posunięcia.
Niemcy nigdy nie posądzali Żyd6w, że będą organizowali
jakieś grupy op;:oru. \liedzieli, że im nic nie grozi, że u Żydów
broni nie ma, i że nikt do nich strzelać nie będzie. Wiedzieli,
że Żyd będzie płakał i będzie posłuszny wobec ich zarządzeń.
Czas naglił i Niemcy realizowali swoje plany i nikt im
w tym nie przeszkadzał. Szła walka o informaoje, przy czym każ­
da informaoja zła była odrzucana. Nazyvlano tyoh ludzi panika~
rzami, albo odrzuoano argumentację, że Niemcy takiej podłości
nie zrobią. Lub też, że to przecież w głowie się nie mieści.
Nikt nie chciał się przyznać, że nie wie 00 można lub należy
zrobić wierząc
w tę
złą informaoję.
Trudny jest sąd na ten temat. W dzienniku piszę:"Mamy koło­
wrotek. w . którym nikt nie wie 00 ma robić, ale ]~iemcy będą wiedzieli. Żydzi zapłacą, a każdy żyjąoy po tym powie ~ a nie mówiłem, że tak będzie".
Firma Walter i Goebel zażądała 500 osób do pracy i to w
terminie do 3~ch dni. Firma ta była głównym wykonawcą robót
drogoWtJch.
przygoto"WUje. Judel1-rat udał się do starosty z brylantami po informaoję. starosta
stwierdził - poniewaz Mińsk leży po drugiej stronie Wisły, czy~
li wsohodniej stronie, to niema powodu do myślenia o wysiedleniu.
Tymczasem firma Wolter i Goebel zabrała 500 ludzi i wywiozła ich do svvoich barak6w kołoSiedleo.
vi atmosferze grożącego vfYsiedlenia było dużo ohętnych do
wyjazdu i stąd poszło to ł:atwo tej firmie. 500 młodych zdrowych
będzie mniej.
Ludzie pozabierali węzełki z drobiazgami i ruszyli w ,~~
prawę na drugi świat. Nawet nie było płaczu przy pożegnaniu.
Uważano ich za szczęśliwców, za posiadaozy legitymacji do żyoia.
W podświadomości każdy może myślał inaczej, ale nie m6wił.
Jeden pocieszał drugiego, zdając sobie sprawę, że i tak
niczego dokł:adnego mu nie powiedzą. Taki to był los i tak p:rzy~
jęto warunki przeznaczenia. Ludzie wiedzieli, że innej rady nie
mają, los zostawiają w rękach Boga.
Był
to
następny sygnał, że coś się
.. 131 ..
Zna~em chłopaków,
-rzył, że
którzy pojechali. Żaden z nich nie wie~
czeka go tam sielanka. Tr~~towali wyjazd jako ewen-
tualną możliwość
była
acho'vl/ania się gdzieś na wsi, gdyż ich praca
zav/sze na otwartej przestrzeni. Niektóre dzievvczyny' tych
chłopak6vf 1,i~ierzyły, że będc~ mogły tam
się gdzieś ukry'ć.
na.vlet
pojechać 1 razem
lia"\fi,et może w jakichś lase.. ch.
przy rozważaniach zapomnieli, że społa-­
czeństwo pomocy nie udzieli.
500 zdrovqch młodych chłopaków w tak lekkiej formie wzię~
Błędem było, że
li i w:.vkoflczylj... Poszli bez trudu i "bez
kłopotu.
Trzeba wie-
dzieć, że każdy nawpół głodny
nie ludzi w
łachmanach można
nie nadaje się do oporu. Trzyma~
zawsze rozpoznać na ulicy. Za t7ill
głód
i wygląd ograniczał~l· możliwości zorganizo'·~lania się. Ta-kiego oberwańca brudnego i tak nikt by nie wpuścił do mieszka-
nia. Staropols1cie powiedzonko:
f'
jak
cię widzą,
cię piszą"
tak
na niekorzyść tych zdrowych młodych ludzi. Ta codzienna
szarpanina nerwów wprowadziła ludzi w stan apatii. Nikt nawet
było
nie
starał się walczyć. Każdy machał rękami, że
wszystkiego. Każdy się tylko bał śmierci.
lVIam w dzienniku nota"tkę - f'Leży'xuy na
ła.
łJie jesteśmy
pilnowani. Zaczynamy
ma dosj'-ó tego
słomie,
rozmowę.
ciemno dooleoJest nas czte-
rech. Mówimy - uciekniemy stąd, tu nas zabiją. Długie milcze~
nie, poczym jeden się odzywa - jakby to było dobrze, żaby zas ...
ną6
1 nie
wstać.
ka nagroda,
maIne
Drugi
się
jesteś święty.
vvygł:upianie się.
Tak
odzjtwa - dlaczego
Rozmowa
należ~r się
przekształciła
się
l1adszedł następny' dzień.
w
ci ta...
nor~
Zn6w nic,
znów gdzie chleb,gdzie puszka~
Notatka z dziesiątego dnia u Rudzkiego i tak chyba było
u tych co pojechali do Wolter i Goebla.
Nadchodzące informacje wskazrnały, że termin ~qs1edlenia
się zbliża.
Znowu rozmo\~.1 z kolegami. Niltt nie wie co robić.
Stasiele na \"szelki w:.vpadek zrobił sobie lipną kenkartę bez pla..
nu. Obie koleżanki, niepodobne do Żydówek, myślą o tym, ale nie
decy'dują się
na ten krok. A byli
bili f1a łszywe kenkarty. Cena ich
już Vi IVlińsku
wynosiła
ta.cy ,którzy ro500 złoty'eh.vl bardzo
krótkim czasie dowiedzieliśmy się, ze dużo młodzieży porobiło
sobie kenkarty. Nawet zaprzyjaźniliśmy się z człowiekiem, który
je
robił:.
N"ie
znaleźliśmy
tylko nikogo, kto by nam
powiedział:
co robi6 z tym dalej. Niektórzy podpowiadali, żeby sobie znaleźć Polaka, lttóry zechce nas ukry6. lVIóvvili ileż to trzeba pieniędzy
itp.
- 132 ..
Ponieważ m6w1ło się
w ogóle du$o, to trudno było w/oiąg­
vnnioski. Jeszcze trudniej było wnioski po-
nąć
z tego właściwe
łączyć z możliwościami.
Rady' znajomych Polaków były "ratuj się jak możesz".
W tym czasie kontakty z ludźmi w podziemiu były nikłe i
to bez szczególnego zaufania do nich. Ludzie chcieli od nas
pieniędzy, niczego '\Tzami~"Y). nie dając. Ża.dnych innych propozy ..
cji, kt6re warte byłyby zastanowienia, nie było.
Sytuacja stawała się trudniejsza, zażądałem od Dobrowol*
skiego organizowania czegoś, co da możliwość ratowania ludzi.
To co zdołano załatwić wcześniej dotyczyło tylko tych,
którzy byli uważani za aympatykÓ\\l kOmtlllistów J l'ub drogą proto mniej vłięcej 40 os6b bez zobo\\Tiązania,
że \fł/chw11i powołania nape\tffio się zgłoszą. v1y~nikało to z r6ż.
ny'ch codziennych sprzecznych informacji. By~to to jeszoze orga-
tekcji.
Obejmowało
nizacyjne ząbkowanie. Łąoznioy byli n1epewni i za każdym razem, gdy się spotykali, żądali dla siebie czegoś nowego. Zawsze mieli jakieś dodatkowe tłumaczenia, jakieś wym6wki. Podrywało to zaufanie, a w rzeczywistości oni nie potrafili właś~
ciwie załatwić sprawy. Wyglądało, że oni sami mieli kłopoty
ze swoimi szefami.
Zn6w spotkałem się z Dąbrowskim i rozmowa była już bardziej konkretna. Był to wynik nacisku.
Stwierdził, że może da się przerzucić kilku ludzi do
lasu, ale pewnyoh. Nie rozumiałem., co miało znaczy6 łł pewnyoh".
Czas naglił i stanęło na tym, żeby ~!'brani kandydaci zgłoszą
się sami na rozmowę.
Do '\\Tszystkich n1enormalnyoh naęzych spraw doszła jesz ..
cze jedna. 00 powiedzieć komu i po co. I'łikt z moich koleg6tv
mojej propozycji nie przyjmo1N'ał. l~ie wierz~tli Polakom. By'li
tacy, którzy mówili:"Oni sami nas
tam iść".
powybijają,
to po co jeszcze
Ten ogrOmIly getto\'iY rozgardiasz utrudniał pracę konspiracyjną. Ludzie nie potra.fili utrzymać tajelll.LYJ.ioy, bo odrazu
chcieliby się poradzić z dziewczyną, domem itd. Taka zdrada
za sobą ogromne straty, bo Niemoy rozstrzelaliby
ludzi całymi ulicami i nie szukaliby podejrzanyoh.
Informacje o wywożeniu l~dzi z getta warszawskiego pokazywały, że należy podjąć jakąś decyzję dla próby ratowania się.
Doszedłem do wniosku, że każde posunięcie zależne bę­
dzie od tego, czy się utrafi czy nie. Nie należy liczyć,że
pociągnęłaby
.. 133 ..
powie, że to pewne, że ma rację. Po prostu strzelanie na
oślep. Wynik będzie potem. Zastanawialiśmy się we czw6rkę,
ktoś
każd;.tl
chciał,
cyzji,
dząc
każdy
ten nasz
zeby ten drugi zadecydo'łla~, każdy bał się de ...
chciał, żeby za niego zrobiono to co trzeba .• Vfi ..
bezwład postanowiłem wr6ciś
do praoy. Stasiek
Dąbrowski był tegoż samego zdJnia. Uważad:, że będąc z ludźmi
łatwiej będę m6gł organizować ludzi do lasu. Nie rozumiał, że
Żydzi bali się nawet tych Polak6w, kt6rzy byli zorganizowani
w grupaoh lewicy. O AK~owskich grupaoh nawet słyszeć nie chcieli. Już wtedy były słuchy, źe AK-owcy mordU:ją Żydów, szcze·g61nie NSZ-owcy.
Długo namłla6 się było można. Ojciec takźe był tego
zdania, żeby iść do praoy. lVyrobił: mi zaświadczenie i kazał:
iść do praoy. Był pewny, że robię dobrze. ])1ogłem korzysta6
z tego zaśvviadcz611ia bez pójścia do praoy, ale moja naiwność
była silniejsza od rozsądku. Były to warunki, w których nikt
trzeźwo myśle6 nie um1al. Uległem tym, którzy m6wili, że pra-
szansa przeżycia•
Któregoś sierpniowego dnia 1942 roku stał na booznym
torze pociąg z ludźmi. Pociąg był pilnowany przez Niemców,
ale mieli aw6j wagon na końcu pociągu. Ludzie ci siedzieli
w wagonaoh osobowych. Zd~leka widziałem także żółte łaty.
Postanowiłem podejść i zobaczy6 zbliska. Zdjąłem opaskę i
powoli, z łopatą w ręku podeszłem. llidząc, że Niemiec jest
daleko, zapytałem dokąd jadą i skąd są. Odpowiedzieli, że są
Żydami z ~{iednia 1 że jadą do praoy do Treblinki. Rozejrza..
cując
ma
się większe
..f'
nie czekając powiedzia~
ł:em: "Treblinka to ob6z śmierci. Powinni uciec z pociągu".
Ci pasażerowie się zdenerwowali, kazali mi iść, bo Vi przeoiwnym 'WYpadlcu wezwą Niemca. N'ie uciekłem odrazu. J?roponowałem
im, żeby najpierw dobrze pomyśleli, a potem zrobili co będą
~em się
ja.1c daleko jest ten Niemiec i
mogli. Dalej mówię do nich spokojnie, że jak wezwą Niemca,
to na ich oczach on mnie zastrzeli, a ja im mówię prawdę.
Pr6bowałem na różny sposób ich przekonaś, że jadą na śmierć.
Do sziś patrzę jeszcze w te oczy, tych ludzi oburzonych
na mnie. Gotowi byli wezwać Niemca, ale widooznie 1 moje
oczy im jednak coś mówiły. Potem widziałem w wagonie porusze~
nie-.
Na końcu pociągu były przyczepione wagony towarowe,
a w nioh leżały walizki. Ci ludzie napewno nie wszywali do
ubrań '~qartościovvych przedmiotów. Napewno mieli w portfelach
... 134 ..
Mieli
składnie ułożone pieniądze. Przecież
łla~iwni
•
Gdy odjechali,
zrozumiałem, że już
wierzyli Niemcom.
za
późno,żeby
cokol~11ek zrobili albo żeby zrozumieli. Oni \~ierzą rliemcom, to chyba
najna1wn1ejszy nar6d. Zrozumiałem dlaczego mówią "Jeki potz" i
gar kawy.
Nie sądzę, że motgli cokolwiek zrobić dla rato\J\lania życia.
Nikt 'by ich nie przygarną!, navlet gdyby ucieltli. Ograbiliby ich.
Moje ostrzeźenie zwiększyło tylko ich ból, ale jak się oka~
z'uje rozum nie idzie w parze z logiką.
Po odejściu tego pociągu miałem wyrzuty sumienia. Po 00 ja
tym ludziom narobiłem tyle dodatkowego bólu. Oni chyba przez
całą drogę zjadali się ze zmartwienia. Mogli jechać spokojnie
na tę dmier6. Po co ja im wlazłem w drogę.
Ja będę "patrzał" na ten pociąg do końoa zycia. Żydzi w
wagonach osobowych do komory gazowej to był wyjątkowy obraz w
moich vvarunkach.
Niemcy widocznie nie chcieli draźnić oczu wiedeńczyków.
Chcieli prz ad nimi ukryć pra"Vidę, cho6 głośno m6wili o likw'idacji Żydów •. Szkoda, że Krajslci tego nie widział. lvloże był by to
inny Krajaki. Napewno nie był by tak dumny ze swego narodu,
k"t6ry także 'brał czynny udział w tej mordowni.
21. go sierpnia 1942 roku jak co rano poszedłem do pracy.
W kieszeni miałem 57 złotych, scyzoryk, który dostałem od ojca
gdy skończyłem 20 lat. Byłem w dreliohach, bez koszuli, w sportowej koszulce. Dzien był: piękny. Słońce grzało i zastanawiałem
się, że dziś będzie ciężko v~·ładov~ać ziemię z wagon6w.
'Wozoraj chłopcy zbuntowali się mówiąc, że w getcie są ZU~
pełnie nieprzyjemna pogłoski, a t·u trzeba tak oiężko pracować.
Jeden namawiał drugiego, żeby rzucić praoę, ale nie mówił co
robić.
z szefem o sytuacji, a on do mnie wprost:
"Panie, najpierw wykończą was, a potem nas·'.
Nie byłem po tej rozmowie mądrzejszy, a.le za to bardziej
przybity, przygnębiony. On już się pogrodził z tym, że wykOl'lCZą
nas.
Gdy przyjechałem na staoję kolejową, zawezwał mnie Tolek
z telegrafu kolejowego. Było to SI-go sierpnia 1942 roku o
Rozmawiałem
godzinie 7.10. POll/iedział mi ,~ tajemnicy, że odebrał depeszę
z\V'arszawy, nakazującą przygotowanie 40 wagonó\4{ towarovqch do
'tł{y'syłki Żyd6vlT do. Treblinki. Że wagony należy uprzedIlio lIlywapnowa6 niby dla dezynfekoji.
Skorzystałem
u niego z telefonu i zadzwoniłem do Judenratu,
ale oni jui o tym wiedzieli.
Żydowski policjant Szmulek Rozenberg \fYjeohał rano do War~
szawy i za Stojadłami widział tę kolunh~ę Ukraińców, Łotyszów i
Litwinów razem z SS-owcami. Komando śmierci.
Policjant ten odrazu zawrócił z drogi i pojechał w stronę
lVlińska.
Bandyci :najpierw go nie
zau\tiażyli,
ale
widząc, że
samo ..
chód zawraca. spytali, dokąd to on jadzie. Odpowiedział, że do
Kędzierska, t.j. w stronę od Mińska. Zapytali którędy się jedzie do Ostrołęki. Do Ostrołęki się jedzie w zupełnym innym
kierunku. lV ten spos6b każdy był pewny, że myli tego drugiego.
Jak się potem okazało grupa bandytów miała wejść do Miń­
ska nocą, ale tej że nocy samoloty radzieckie bombardo"trvał:y d-r,vo ..
rzec
i4fileński
w Vfarsza\'11e i to spo\vodowało ich opóznienie.
To opóźnienie umożliwiło wielu dziesiątkom. ludzi ucieczkę poza miasto i chyba dzięki temu wielu z nich żyje. Za~lsze
szcz~'cie w nieszczędciu.
Rozenberg zawiadomił Judenrat o tym co widział. Judenratnicy natycłuniast polecieli do starosty. Tam zastali szefów od
akcji wysiedleńczej.
starosta już wczorajszych nosicieli brylant6w nie widział wypędził jak psy. Krzyczał na nich tak, jakby ioh w ogóle widział pierwszy raz. Ryc\zał, wyzywał od najgorszych.
Pan panów, pan życia 1 śmieroi. Tylko rewolwery mogły dać
ku temu prawo.
Jeszcze tei;O rana. ZyskindBerger zaprowadził swoje dwie
dziewczynki (2 lata i p6ł roku) do ~oli Chmielewskiej. Pola
je przechować. Dziewczynki ta przeżyły wojnę, Eola je wy..
chowywala. Tak samo rano Tyrongłowie zaprowadzili swoją dziew~
ozynkę (2 lata) do Jaszczuków. Ta dziewczynka także przeżyła
wojnę. Jaszczukowie ją wycho~~ali. Trzy panny 'po około 17 lat
także znalazły miejsce u Polki, kt6ra je przeoho~'lała. Poza
tym ukryło się jeszcze w Mińsku 7 osób (dwie Popowskie, małżeń­
stwo Rochman i małżeństwo Siedleccy oraz F~jman). Oni także
wojnę przeżyli. Ta si6demka ukrY\tVała się razem. Jeszcze w jed~
nym miejscu ukrywało się małżeństwo Rotsztejn. W innym miejscu
podają, że w Mińsku znalazło się po wojnie 16 żywych mińszozan.
Tegoż rana Noach Nukanowski oraz bracia Altmed wraz ze
miała
sz\"agrem polecieli do żandarmerii, żeby się tam scho\mć.Byli
z nimi w dobrej komitywie. Uwierzyli im, że ich uchronią od
tego nieszczęścia, ale o 12..tej w południe żandarm ich WJJ·'pro-
.. 136 ..
\~adził
na rynek i poszli z całym społeczeństwem do transportu.
I'Ja ten tragicz11Y rezultat długo nie trzeba było czekać.
Jak piorun z jasnego nieba bandyci wpadli do miasta. Byli
pijani, rękawy mieli zakasane. Dzilcie mordy i lecieli jak szczu-te psy. Rycz eli, jalrby' na nich lctoś la.ł: gorącą wodę czy parzy'ł:
smołą. Rozpoczęło się piekło na ziemi. Rycząc strzelali do każ ..
dego, kto nosił opaskę. Rzucili strach i śmierć. Krzyczeli już
ranni, krzyczeli morderoy • krzyczeli uciekający. '\Vielu rannych
leżało tak i jęczało godzinami, aż zmarli.
Nadeszła zagłada. Żaden człowiek nie był w stanie pomyś­
1e6- i zrozumieć, że faszystowska maszyna wojenna w sposób najbrutalniejszy, przy użyciu broni maszynowej, rozpocznie strzela~
ninę
do
bezbr()!L.~;;lCh
starców i dzieci.
Rozpoczęła się akcja wysiedleńcza z btińska. Był to piątek
21-go sierpnia 1942 rolUl. Po p6ł godzinie 6 tysięcy sterroryzowanych Żydów padło ~f~~~ą :faszyzmu. Nadeszła chwila ostatecznej
zagłady. POjawiły/bandy
\
~7ciągały
faszystowskie uzbrojone po
swoje ofiary.
zęby i
po--
z łóżek
Trudno opisać moment tego szału oprawc6w. 'Vv'ygląd miasta
przypominał raczej trzęsienie ziemi albo coś takiego, czego określić się nie da. Po 4-ch godzinach na wszystkich ulicach leżało ponad 1100 zabitych. Tyle zare j estrovlał magistrat. Znikoma
częś6 uciekła z miasta. Reszta została spędzona na rynek z to~
bołeczkami w ręku. Płacz, zgiełk i lęk, a do tłumu co chwila
z innej strony padały strzały z karabinów ma8zynov~ch. Hitlerowcy nie zapomnieli ustawić skrzynki w roku rynku, poleoili
wrzucać do niej kosztowności. Nie zapomnieli również sami z
niej wykradać. 1~'1e przeszkadzało morderców zbieranie do wła.s­
nych kieszeni pieniędzy ze śladami krwi swoich ofiar. Pchali
do kieszeni ile tylko wlazło. Rewidowali trupy, zdejmowali
pierścionki, zegarki, a z kieszeni ~~jmowali pieniądze.
Lamentujących z b61u dobijali. Polacy się temu przygląda­
li i często sami o;rab1ali zwłoki. Podobno byli także tacy,
kt6rzy na. vIidok tej tragedii płakali. Byli też Polacy, którzy
pochowali się w swoich domach, żeby nie widzieć tego piekła na
ziemi.
Wicestarosta Botz
rovłali
bandytami.
niądze kładł
do
Latał
własnej
także należał
do tych, którzy komendaz rewolwerem w ręku, a zakn1awione pie-
kieszeni.
Ten pięknie kłaniający się żydowskim dawcom prezent6w
bandyta zapomniał o wszystkim~ To on zabrał z rynku judenrat~
ników do rozstrzelania pod p3:o"tem Szulca, obok SS.
.. 137 Pobrane łap6wki przez Botza po\~1n.V).y starczyć na 5 pokoleń
dla jego rodziny. Dostavfał najpiękn1ejsze bry'lanty. Był: przy'
tam
największym
zmyślone
oszustem.
informacje, byle
Przekazywał
brać
Judenratowi błędne lub
prezenty. Nawet za nie nie dzię~
kował.
Tłum kołysał się
z bólu. Płacz i lalIlent sły'chać było o
ala to nie przeszkadzało hi tlerovicel1l w gra-
wiele kilometr6v-ł',
w ich najbrutalniejszej robocie. Pomocnik6w do tej
bieży,
ro~
boty znaleźli w faszystach ukraińskich, litewskich i łotews~
kich, kt6rzy z z~kasanym1 rękawami strzelali z karabinów maszynovrych gdzie popadło. Dzieciom rozbijali gł.ovri o mury. Po prostu
łapali dzieoi za nogi i bili głowami o mur. Tak rozstrzaskiwali
im gło\fY. Makabrjczność widoku doprowadzała do szału ludzi o
najsilniejszych nerwach. Bandyci ozuli się w tym dobrze.Hitlerovlska szkoła nauk mordo\!lfania. dawała rezultaty. Instyt~towa
plany były realizowane.
Wielu było ~annyoh i rodziny przygarnęły ioh do siebie.
jęczeli, a
Ranni
rękach
rodZiny nad nimi
płakały.
!iiekt6rzy tak w
umiera.li.
Rozkołysany
jaśnienia
w bólu
z pO\'iodu
tłum szukał rozwiązania, szukał
zagłady. J?rzeszkadzałmu
stynkt samozaohowawozy. Bzdurne teorie,
krzy\vdy nie pozwoli.
~Jie pomaga.,ł:,
że
to fakt.
jednak
Vi
wy-
tym in-
rzekomo Bóg na
lViodły stawa2t~l się
coraz głośniejsze, poe ,zem przeszły w modły pożegnalne z ży­
ciem. Jeden fakt oporu zanotowano podczas tej tragedii. Żyd
Trafikant uderzył Niemca za to, że ten zastrzelił mu żonę.
Oczywiście w tej samej minuoie człowiek ten został zastrzelony.
Był: to zresztą jedyny wypa.dek oporu. Ludzie poszli jakba:rany
na śmierć przez nikogo nie żegnani.
Nie przygotowane uprzednio akoje nie mogły dać żadnych
rezultat6w w czasie trwania tragedii. To jest największy ból.
Nie przygotowano niczego uprzednio. Ludzie szli na śmier6 jak
barany i nie znajdowali żadnego oparcia moralnego czy fitycz.
nego z
zewnątrz.
mii Krajowej nie
Istniejące
starały się
jednostki G\\Tardii Ludovlejczy Arw czymkolwiek pomóc, jak r6wnież
Żydzi nie starali się sami organizować CZ9150Ś przydatnego dla
samoobrony.
Z perspektywy czasu wątpię, czy polskie organizacje chcia...
ły pom6c. Vlprawdzie, coraz to nOVle książki opo'wiadają o r6żno-
... 138 ...
rodnej pomocy, ale kr6tko nazwa6 to moina, ie robi się z "igły widły· i te widły z każdym rokiem stają się większe.
Szcze~g61nie
Polska LudoVla produkuje te ""~lolbrzymione fakty. Siedzą propagandiści i piszą bzdury. Nikt im w ty-m. nie
przeszkadza, więc mogą pisa6co ohcą. l'1awet i nie muszą tego
co
Nikt aa to nie jest odpowiedzialny.
W~6cę do tragedii.
Widok kobiet i dzieoi leżących na ulicach z rozstrzaskanyIn mózgami czy rozciętymi brzuchami nie odwracał faszystó'Vl od
ich morderozych zamiarów. Skrzynie z wódką towarzyszyły im dla
jeszcze większego budzenia morderczych instynktó"IN'.Faszyzm
pokazał pazury w taki sposób, jak nikt dotyczas nie był w stanie sobie wyobrazić.
Pod wieczór ludność miasta została popędzona w ostatnią
drogę w kierunku, dworca kolejo'V'Vego • Przez cały dzień Bóg sVlój
wybrany naród przypiekał sierpniowym słońcem. Nawet chmurka
nie przeszkadzała. Widocznie ohodziło Bogu o to, żeby ludzie
dostatecznie napatrzyli się na słońce. Tylko wody im nie przy~
piszą konfrontować.
słał ~ zapomniał.
Skupione rodziny po całodziennych przeżyciach szły pa..
trząo na pozostawione miasto, na dorobek swoich pokoleń, na
porzucaną nędzę, na znieezulony naród polski, który się temu
przyglądał. Patrzyli na znajomych dłużników i wspólnych towa~
rzyszy walk, kt,rzy byli ślepi. Patrzyli na tych dobrych, kt6~
rzy przyjęli do przechowania futra, srebrne nakrycia, lepsze ub-rania , dywany itd. Patrzyli na tych, o kt6rych w duszy myśleli,
że w ciężkiej chwili może podadzą rękę. Fatxzyli na sprofanowa-
.
ne, rozdarte
z\Afłoki
zastrzelonyoh rodziców, na zastrzelone dzie-
ci, na dogorywającyoh. Zwłoki im towarzyszyły przez oałą drogę,
te zwłoki ich żegnały w drogę po śmierć.
Nikt butel1(i wody nie podał. Zęby gryzły spieczone wargi.
Tłum szedł na dworzec płacząc i lamentująo. Synowie nieś~
li starych rodziców na plecach. Niektórzy dostali obłędu i
śmiali się na głos. Hitlerowoy nie zapomnieli przy tym wybierać
ładne
kobiety i
gwaloić
je t a potem
kulą płacili
za
pxz'eżytą
"rozkoszłf •
C6rki na oczach rodziców były zabierane przez bandytów
i na ich oczach gwałcono je i zabijano.
Przez całą noc ludzie przesiedzieli na rampie kolejowej
i czekali na vlYwapnowane wagony towarowe. Wagony wysypywano
wapnem po to, aby w czasie transportu ludzie się dusili, żeby
zajeżdżając do obozu śmie:r.ęi nie mieli sił na jakiekol\\liek przeciwstawienie
się.
To
zostało
OSiągllięte.
.. 139 ..
więc
w
Band yci m6w ili, że żydowski kapi taliz m
musz ą za to cier pieć . Zapo mnie li doda
ć,
M2ńsku wywoła!a tę wojnę,
narz ucił wojn ę,
że
to
gruź lica
gruźlica
ta strzelała do Niemo6w.
jeden dzień dla znisz czen ia mias ta i 6000 Żydów.
I\fawet jedn ej krop li \fody prze z ten ca-ły czas nie poda
no. Karmio~
no tylko kulam i ito dużo. Tego było pod dosta tkiem i
aż nadt o.
Nie sądzę, że istn ieje pisa rz, poet a, kt6r; r jest w
stan ie ten
dzie ń opis ać, żeby czyta jąc:r mógł: -to właśo
iwie zrozuruieć. Vf
słowniku brak nazw dla okre ślen ia zła,
podł ości i cyniz mu tej
hitle rows kiej maszyny śmierci.
Z opovłiada.ń brac i Zy"serman (o qzympisz~ę-·d:alej.D vliam
, że
do wago n6vl ludz ie ,v-nieśli 't-liel u post rzelo nych , któr
y "i;~ męczar­
niac h zma rli. Trup y służyły za ławki, bo ludz ie zost ali
upch a~
ni \~' wago nach na stojąco.Siadali na.. trupa ch i siad ali
na sąsia­
dach na zmianę. Po pros tu pada li ze zmęczenia.
Zopo wiad a.ń pięc iu uciek inier óv'l z Trebl inlJL
i (o CZ~YlIl piszę
dale j) wiem , że w każdym przybyłym do Treb liw{ i trans
porc ie
było okoł o 10% trup6 w.
Kręc iłem .się po stac ji kole jowe j, nie
wied ząc co ze sobą
zrob ić. ~1ili on razy pyta łem sam sieb ie,
eZJl' to się nazyv ia wojn a.
Czy to, co się teraz dzie je, ma w ogól e nazwę. Ską~ takie
z'qyrodn ienie ? To że myślę, nicze go nie rozwiązuje. Trze ba
się ru~
szyć. Wsze dłem do Tolk a, żeby wypy tać
o sytuację.
Z r6żnych miej sc pxac y Niemcy już poza biera li Żydów i
odpr owad zili na ryne k. To \qidziałem, kręcąc się po
·tora ch kolejow yoh, chowając się za różnymi wagonami towaro~~mi.
Tole k
b~l'ł wści ekły , że jeszc ze nie ucie kłem
. Krzyc za.ł. .
czeka .sz na
kulę ! Leć, gdzi e oczy cię poni osą. Tu
zgin iesz .
Wystarczył
Gdzi e lecieć? Po co lecie ó? lvIyśl o rodz inie nie dawa
ła mi
spok oju • Uważałem, ze povli niene m być razem z nimi .
Vlłaś nie dla-
tego , że sytu acja jest ciężka. Kręcenie się po torac h
kole jowych także nicze go nie da. Jeste m sam i mam decydować.
Zadecydovlałem jak osta tni dure ń. l'ost
anovł iłem iś6 do mias ..
ta. Szedłem i własnym oczom nie wierzyłem. Strze lano
jak do
kacz ek. Zabi tych grab iono . Kraj ano na trupa ch ubra nia,
żeby
znal eźć coś wszy tego. W żołądkach szuka
no bryla ntów .
Widok nagi ch kobi et a przy nich poza bijan e ich dzie ci
twor zyły obra zy nie do pojęcia. Widz
iałem, że jak prze jdę jesz ~
aze 100 metró w dale j, to zabiją mnie j~r psa.T o co oczy
widz iały jest chyb a tym, czeg o do końca życia
nie będę umiał mpisać.
Zaws ze mi się zdaj a, że to niemożliwe. A jedna k było
to praw~
dzivl e.
.. 140 -
Ludzkie hieny w akcji. Zabić, dopaść i ograbić. Drze6 ub.'
rania i szv~a6 ukrjtych pieniędzy czy wartościo~Jch przettmiot6w.
Strzelać i strzelać do bezbronnych ofiar, nie licząc się
nawet z tym, że dookoła przygląda się społeczeństwo polskie i
że są ś'tttliadkami jawnego bandytyzmu. Społeczeństwo polejcie patrzy, widzi i milczy. l\jie rzuca żadnego słowa pociechy. l~ie
istnieje. Żadnego odruchu u tyoh ludzi. Polacy mieli film na
żywo. Patrzeli, jak się leje żydowska krew w ich pal1stwie,
a oni nawet nie mają obowiązku zaprotestowania.
Smutna to prawda.. 1\rar6d został znieczulony, obojętny na
krzywdę wsp6łobywatela. Nie będę ~mikał w to, co Polacy w tym
dniu myśleli, ważne jest to,. że nic nie robili. To historiana-pewno zanotowała.Nie chcę pisać o jednostkach, które pomagały,
bo łotrów można znaleźć wszędzie. W tym wypa~a łotry także
chcieli zarobić•
.--'Opaski już nie miałem na ręku. V~'ycofałem się z zamiaru
i zacząłem uciekać w stronę lasu przez tory kolejowe.
:Po wycofaniu się z ulicy Piłsudskiego widziałem, że od ..
wrót nie jestłat\fY. Bandyci są dookoła. Dzikie psy· z karab1 ..
nami maszynowymi walą gdzie popadnie.
·Wszedłem na pobliskie podwórko i nie widząo gospodarzy
wlazłem na strych. A nuż mi się uda. Na strychu ukryłem się
między rupeciami i czekałem aż się ściemni. Leżąc na tym stry~
cha myślałem o zdaleka. oglądanych wypa.dkach. Jak Estera Res-ki eJ_ leżała zabita, a przy niej martwi jej dwaj s:rnowie. Obra-bovlali ją z ubrania i nożami pruli na niej wszystko
Na ulicy Piłsudskiego były koszary i tam już pracowali
Zydzi. Syn jednego z prac;ujących, chłopak oltoło 5 ..6 lat, przy-leciał do ojoa, choiał ieby go ojciec bronił. Ojciec niestety
wyjął z kieszeni ileś tam złotych i dał synowi, aby poszed~ sobie kupić cukierki. Ocz~v1iście nie doszedł i po drodze został
zastrzelorlY. Jest to przykład warunkólv w jakich znaleźli się
llldzie. Ludzie stali się z\fierzętami.
Gdy zrobiło się ciemno zszedłem ze strychu i zacząłem ucie~
kać \V' stronę llV'"arsza1rqy do Dębego • Byle jak najszybciej iłl stronę
lasu, by'le jaknajdalej od tych bandytów.
Juda Cylich przed samym wybuchem wojny' wrócil z Paryża
do Polski.W dniu akcji likwidacyjnej został zastrzelony na torach kolejov~oh obok fabryki Rudzkiego. Chciał uciec w stronę
Kędzierska. Odległość między mną a Cy'lichem wynosiła nie więcej
niż 300 metrów (na tym odcinku dużo 111dzi zostało zastrzelo ..
nych) •
.. 141 ..
:~Broga
na
Kędziersk była
niebezpieczna.
Tego samego dnia jei:so matka
postrzelona. Naj ..
Niemca, ieby ją dobil, a jego zastrzelił.
Tak też się stało. Córka uciekła z getta i ukry~a się u polskiej rodziny w Mińsku (przeźy~a i jest w Szwecji).
Od tych myśli kręciło się w głowie i to nie pomagało
młodszy
brat
została
w realnym
poprosił
myśleniu
o mojej
własnej
sy'tuaoji. Nie
byłem
zdolny
do niczego. Nawet płakać mi się nie chciało. Widok ulicy nie
schodził mi z OOZU, a te pooięte trupy "m6w1ły" do mnie: uciekaj.
Chciałbym umieć
t'eraz
przelcazać
to co
czuję,
gdy opisu--
ję
te nie uporządkowane fakty z pamiętnika. J"estem roztrzę­
siony - to fakt, ale s'~oich uczuó nie jestem VI stanie przeka-
zać.
Wiedziałem, że
nie ma
i~~ego wyjścia,
że muszę uoiekać.
Uciekać
jaknajdalej i lecieć byle gdzie, ale uciekać.
Przede wszystkim chciałem uciec od samego siebie. To było
najtrudniejsze. Z konieczności po drodze musiałem się jeszcze
raz zatrzymać, bo na. skraju miasta żandarmeria zatrzj~ł:a
część członków Juden:ratu i bałem się tamtędy przejś6. Było to
obol\: mł:yna Szulca.
Nad ranem Niemcy rozstrzelali tę część członków Judęn­
ratu przy udziale wicestarosty Botza 1 Gutbeleita, szefa żan­
darmerii. Zrobili to za płotem młyna., Szulca. Zabici zostali:
Kramarz, prezes Judenratu, Wajnberg ~ wiceprezes, Brlks ~
członek Judenratu, OpenhejDlowa ~ siostra Kramarza, Chil Morgansztajn - policjant, Breslar - policjant, Butlar - poliajant.
Byli jeszcze im~i, ale ich nie poznałem.
500 Żydów zostało na r6żnych plac6wkach pracy i po ukoń­
czeniu d.nia. praoy zapro"'1adzono ich do różl1ych barak6vv, które,
jak się olr:azało, były przynętą dla uciekinier6w, żeby wrócili
z las6w.
Z niektórych miejsc praoy' Niemcy z\abrali Żydów, iprzył:ą-­
cZJ~li
ich do transportu, a z zaś1Aliadczeń śmiali się.
Mówili, że Żydzi i komuniści chcieli wojny, zatem muszą
io11. zniszczyć. Smiali się Vi oczy z naiwności SliiOich ofiar, drąc
zaś\fladczenia.
Od
provladzących
na dworzec robotnik6vi po pracy
zabierali to, 00 mieli w kieszeniach. Każdy na własną rękę
kradł co m6gł. Żaden się nie wstydził niczego.
W tym wypadku pozwalam sobie uogólnia6. Każdy kto mógł
.
okradał Zydów, często przy tym zabijał. Nikt żadmfjokazji do
rabun}ru nie prz epuścił.
.
.. 142 -
Grzecznych, dobrze ~Jchowanych Niemc6w można znaleźć
t:ylko w książkach. W życiu ich nie \'1idziałem. Napewno \'11elu
nie zgodzi się ze mną •
. ,BYło.przyjęte powiedzenie: Jeden Niemiec ... porządny
człow~ek; dw6ch Niemc6w - banda; trzech Niemc6w _ banda bandyt8w; czterech ... to już nie do pojęcia co potrafią. Ja mia...
łe~ szczęście widzieć ich tylko w grupach, stąd moja o nich
op~nia. Nie prz eszkadza mi, co pO\'lTiedzą o Niemcach inni. Ja.
twierdzę, ie okredlenie bandyci to zbyt delikatne okredlenie.
Od Szulca do Stojadeł jest chyba 1500 metrów. Vl'1edziałem,
źe
siostra. z szwagrem pojechali rano do pracy, do fabryki. W
fabryoe mieli znajomą p.Anuszczykową, \tlięc ona może coś wie-dzie6 o nioh. Postanowiłem tam pójść. Gdy przyszedłem do p.A.
ta się złapa.ła za głO'tAlę i krzyknęła: "'Chryste,panie, co pan tu
robi, niech pa.n natychmiast ucieka!'" Tak, uciec, ale
dokąd?
Gdzie jest siostra,
mężem
zapytałem.
Na to ona -
uciekła
z
jeszcze 'V/czoraj.
Leżał na stole nóż. Chcia-łem go wZić, choć nie vliedz1a.
łem po co. Ale pani A• nie P()z\'tloliła.•
~lyszedłem. I\fie dała mi nawet ka\'fa3:ka chleba.
nieznane. Patrzyłem na drzewo z myślą, czy
powiesić, ale jak to się robi? Potymbałem się
Zacząłem iść
nie warto
drzev; •
się
w
Bałem się każdej
kto by mi
sylwetki, a
coś podpowiedział,
jednocześnie
coś zrobił,
ale
8zukałemkogoś,
dookoła była próż­
nia i s·trach.
Gdy znalazłem się w lesie, byłem świadkiem nowyoh, innych tragedii. Jedne gorsze od drugich. Jakiś Itańcuch lliekonczących się trudów, ciężkicl1 do \vytrzymania.
Vi lesie spotkałem krwawiącą kobietę. Opowiedziała, jak
on wzięli Niemcy i zgwałcili zb1oro (była ładna) i potem poz~
wolili jej uciec. Inne za.bijali. Leżała i nie mogła iść dalej.
Pomogłem jej ukryć się w krzakach. Potem przyszły inne zgwał~
eona kobiety. Uciekłem dalej, gdyż było to zbyt blisko drogi.
K111ca kilometrów dalej były rybne stawy i duże zarośla. Ulcry..
łem się tam w zaroślach.
Jakaś matka była VI lesie z 5..1etnim synem. Synowi zach-.
ciało się kupki. Matka posadziła syna pod drzewem, a sa~~uciek~
la. Latala po lesie jak obłąftana.. Baliśmy się, że zwariowała
i to może przynieść nowe nieszczęście. Fo prostu, że zdradzi
miejsce.
- 143 ..
Do tej matki wr6cę. Jest dalszy oiąg •••
Jak się potem olcazało VI -tym samym lesie o kilkaset metrów
dalej w l{:rzal{ach b:)rli ukryci moja siostra ze sZllla,grem oraz stasiek. Dowiedziałem się o tym będąo jui na kryj6wce na Pradze.
Po drodze spotkałem się z E.T. Zaproponowałem mu, żebyśmy
szli razem. Elek przyznał mi się, że ma pieniądze. Uważałem
to za nieszczęście. Przysiadliśmy na skraju lasu, żeby była
dobra widoczność, "gdyż łłiemcy jeździli i vvyłapY'llali uciekinierów. 'fI lesie tym zostaliśmy do następnego rana. ale musieliśmy
się rozstać. Powodem rozstania był fakt, że uło,ży'ł:em się pod
krzakiem około 50 m. od niego. Uważał to za wystarczający po~
wód do rozstania. l~ie to odpowiadało, gdyż bałem się tego,
że on ma pien.iądze. Ivloże to trochę wygląda dZi\qnie, ale wówczas,
kiedy przy Ży"dzie znaleziono pieniądze, odbierano mu je, i odprowadzano do SS, albo sami Polacy zabijali.
Spotkaliśmy jeszcze inne piękne kobiety, które były
gwałcone i puszczone do lasu.
:Pani X. (znam nazwisko) opovliedz iala jak była g'~ałcona.
i co z nią wyprawiano. Była brudna i pokrwawiona. Tuż obok nas
były stawy i duże zarośla. Spojrzała w kierunku stawów i po"wiedziała, pójdzie się umyć. Poszła, ale juz nie wróciła, uto~
piła się. Nawet nie było komu ją pochować.Nie było czasu, a
przede wszystkim bałem się iść po szpadel.
Spotkałem tam znajomego Rozenbluma i tak siedzieliśmy
kilka dni wychodząo w nocy pod wieś, żeby coś lLltraś6 i zjeść.
Dziwne, że w chłopskich zagrodach pełno było psów, a gdy prze~
kradaliśmy się do zagród, jakoś psy nas nie wywąchały i mog~
liśmy spokojnie tam coś ukraść. 1~a1tvetśmialiśrriJt się z tego.
'Ugryzienia nie baliśmy się.
lvliesce, Vi kt6rym byliśmy nazywa się viieś Dębe "\1ielkie.
stawy rybne były odległe od tej \'161 może o kilometr. sta\r~Y
by"ł:y odsunięte od drogi, stąd też było to naj'bardziej bezpieczne miejsce i stąd tylu żywych Żyd6\\T tam się znalazło.
Jeden z przybyszów mówił, że na folwarku w Dębem pracuje legalnie 15 Żyd6w. Eowstała myśl, żeby tam iść. Wiele
nie brakovvało, żeby tam z[?;iną6. Po dwóch dniach od vl:yrsiedlenia IQiemcy przyszli, żeby ich zabrać i myśmy to zauvlażyli,
idąc w tamtym kierunk'u. l\fa szczęście udało nam się zboczyć z
drogi i ukryć się w zaroślach. Ta piętnastka została w lesie
rozstrzelana. Polacy zajęli się zwłokami. To się zawsze opła~
cało.
Zav;sze przy takioh
coś
znaleziono, a ubrania
także były
.. 144 -
warte. Tego nie trzeba było oddawać Niemcom, to się nazywa~
lo zapłata za robotę.
Pewnego wieczoru widzimy, że idzie ktoś boso i w łachma~
nach. lVlóvvimy między' sobą: a może go zaczepimy, rozgadamy, a
może nam pomoże.
Podeszliśmy, zaczęliśmy rozmovlę. Opowiedział nam, ilu
gdzie zabito, że Niemoy jeżdżą po lesie i strzelają do każde­
go Żyda, że za oddanie Żyda Niemcom chłopi dostają po butelce
wódki. Ale on nie taki, cała ta sytuacja go boli, bo według
niego Żydzi to także ludzie. Popatrzyliśmy na siebie. l\loźe
to ten zesłany by pomógł. Po dłuższej rozmowie poprosiliśmy,
aby nam przyniósł po kawałku chleba. Zgodził się. Umówiliśmy
coś
się,
na
gdzie
~V'szel1\:i
będziemy
1 że jak się ściemni 011 przYtjdzie. lVly'śmy
WtJpadek observolo\'1ali zdaleka umó\vione miejsce, bo
baliśmy się
prowokaoji. Ku naszemu zdziwieniu chłop przyszedł.
Posiedział, naopowiadał jak jest dookoła. Że dUŻo Żydów znajduje się przy pobl:iskich stavlaoh rybnych. On tam chodzi ,ale
się przed nim chowają.
Rozmawialiśmy t~c długo, aż
Chłop zaproponovV'ał
się zupełnie ściemniło.
poszli do niego, że nas ukrJje \A{
chlevlie. Byliśmy' szczęśli\\Ti z tej propozycji.• lViedział, że pie ..
niędzy nie mamy. Nazwisko tego chłopa Aleksander Mastalerz.
Wieczorem weszliśmy na strych. Pod nami były świnie, a
z bolUl mieszkanie naszego gospodarza. Poczęstował nas zupą z
otrąb, octu i wody oraz chlebem. Gospodarze jedli to samo
Rano li-ozenblum poprosił u gospodarza, aby pojechał: do l\iińska,
do jego przyjaciela Herta i żeby zawiadomił go gdzie jest. Pożyozył mu swoje buty i gospodarz pojechał. Przywiózł wiadomość,
że p.llert ukrył rodzinę lłozenblumów i że wywiezie ich do War ..
nam,
żeby
szavry •
go dobrze i zapłacili mu za drogę. Dostał spod..
nie i buty, kilka złotyoh oraz kilka złotych na zywność dla
na.s. Poparli go moralnie i wr6cił do nas. 0po'wiadał godzinami
siedząc z nami w c~lewle o getcie, o zamordowanych Żydach. Co:Przyjęli
dziennie
przychodził
~liadomościami,
że
Niemcy
chodzą
po wsiaoh
znalezionych Żyd6w.
Po kilku dniach pod wieczór musieliśmy opuścić naszą
kryjówkę. Niemcy grasowali po wsi szukając UL~rywającyoh się
Żydów. Scho\\Taliśmy się \1 stogu siana. Na tym terenie było dużo
ps6w, ale jakby wiedziały kim jesteśmy i do nas nie podchodziły.
i
zabijają
z
.. 145 ..
Po
przejściu
tej fali
poszukiwań '''róciliśmy
z powrotem
na ten nasz strych ze słomą i świniami.
Mińsk dalej przeżywał swoje. Niemcy nakazali magistratowi,
ahy zorganizował ekipę ludzi do sprzątania txupów z ulic miasta.
Chętnych do tej roboty było dUŻo, pchali się jak do miodu. Każ­
dy pracujący przy przev{ożeniu zwłok na cmentarz zachowywał: się
jak hiena.
Na cmentarzu wykopali duży dół i każdego zabitego naj~
pierw dobrze przeszulcali. l'opruli
dzać,
czy w
żołądkach
całe
ubranie. Ivlusieli spral;V'"
nie ma brylantów. Co
zabierali. Ludzi cho\vali nagich,
kupą,
jak
było
warte grosze
śmiecie.
To juz robili ~olaoy bez asysty niemieckiej. Jednego z
nich znałem, Padzik. Prac(),\faliśmy ra.zem w fabryoe. Uważał siebie za PPS~owca. Po tej jego pracy zaczął przerabiać swój dom
na większy i ładniejszy.
Ta utworzona grupa. do grzebania Żydów istniała do kOl1.Ca,
aż zlikwidowano poszczególne miejsca praoy. Był to v~jątkowy
interes d~a tych ludzi.
Rozenblum postanowił opuścić chlew, który jak dotychczas
nas rato"vad.:. r~astalerZOvli byliśmy vldzięczni za odwagę i dobroć.
4~go a może 6-go dnia przyjechał p.Hert i zabrał lozenbluma.\fywiózł: f~o do \farsza\vy, tam. gdzie była jego rodzina.
Po kilku dniach postanowiłem wrócić do obozu. 20nieważ były
już w Mińsku zorganizowane obozy, uznałem, że to jest jedyne
vlyjście. Skorzystałem z uprzejmości mo~jego gospodarza. ~V~ysł:a.łem
go do Karola Brudkowskiego z prośbą,aby przyjechał po mnie i
przepro\\'adz1ł mnie do obozu 'tli iv1illS1Gl. Przyszedł: czas, żeby opuś-­
c16 ten chlew, do takiego doszedłem wniosku. Nie było czym się
ogolić. Chłop przyniósł nóż i osełkę do kosy. Ostrzyłem ten
nóż i skrobałem' nim twarz. Chłop strzygł brodę nożyczkami.
Ponieważ było to bolesne, zostawiłem wąsy, które do dziś noszę.
Karol Bnldkowski przyjechał na rowerze i zabrał mnie do
Mińska. Zajeohałem do koszar, bo tam była stolarnia. Uważałem,
że ponieważ tam są Żydzi 1 normalnie pracują, to przyjmą także
mnie. Tak było ze wszystkimi, którzy nie mieli dokąd pójŚć.O
-tym \1iedzieli Niemcy, dlatego zostavvili te niby miejsca pracy.
Nie było rady. U chłopa s1edzie6 nie można było. Nie wiem
czy by się zgodził na dłuż szy olcres, kto by pokry'ł koszta z
tym związane, cZY' nerwowo wytrzymaliby ozłonkowie jego rodziny.
Na dziko nie można było niczego robić. To jest ten klasyczny'
przykład pójścia z powrotem w ręce morderców. W tej sytuacji
byłem szczęśli~~r, że Karol przyjechał po mnie i że mnie zawiezie
.. 146 pod koszary .On już \'łiedział, że Niemcy nie zabijają, tylko od ..
provladzają do obozu. Po drodze Karol mi opowiedział, że w dniu
akcji wysiedlenia Niemcy przyszli, żeby zabrać Holzband6w. sta.r l
Holzband się powiesił, a matka z córkami zda~yły uciec. Nie pomogły im przyjazne stosunki z niemiecką ·"eli tą". lIolzband był
jedynym w Mińsku, kt6ry popełnił samobójstwo.
Po 11 dniach od vrj'siedlenia
wróciłem
do
I~ińska. Zgłosiłem
do stolarni, mówiąc, że jestem stolarzem. Stolarnia była niemiecka i praco1lvali tam Żydzi. l~iemiec, który stał: przy bramie,
zawezwał kierownika stolarni, który był Zydem. Ten popatrzył na
mnie, powiedział, że mnie zna, ale że nie jestem stolarzem. Dostałem porządne lanie, pokrwawili mnie, ale odesłali do ładowa~
nia węgla i wyładov~~ania lnu, jaki przywozili z Rosłi. Mogli
wtedy mnie zatrzelić.
W nocy zn6w miałem juź gdzie spać. Spałem na tak zwanej
zmotoryzowanej słomie, to jest na słomie, która sama "'chodziła"
od ilości robactwa.
Po pierwszej godzinie leżąc zbolały od bicia i ciężkiej
pracy wstałem i ~~szedłem przed barak. Nie mogłem wytrzymać tej
ilości robactwa. Barak by·a: p i In O'Vl any' przez Polaka. Gdy ten zauważył, że ~Jszedłem, zaczął wyzywać od sukinsynów. Nie namyśla.
jąc się vviela odpowiedziałem tYRl samym językiem d~jąc mu"'y'l mordę.
Mój nowy opiekun zaalarmował Niemo6w. Gdy oni przylecieli już
mnie tam nie było. Trzeba było szukać szczę6cia w i~'Y).ym miejscu.
Mimo, że nie wolno było poruszać się po godzinie policyjnej, nie
miałem innej rady, tylko szukać gdzie mnie wpuszczą. Wiedziałem,
że Kopernik nie jest strzeżony. Dosta,łem się do budynku po byłej szkole lm.Kopernika. Było tam legalnie 220 Żydów, a ilu wię~
cej trudno mi powiedzieć.
Nie umiem pisać o "Koperniku" chronologicznie, gdyż ciągle
mam przy tym mol'Cxe oczy, A zatem niech ozytający uporządkuje so ..
bie te nienormalne sytuacje. Sytucaje, które dla człowieka zdrowo
myślące~o są nie do pojęqia. W viielu \'1Ypadkach używam okrE~śle..
nia "vvszyscy·', kiedy' w rzeczy'wistości były vlYjątko~we wypaCLlci, nesię
gujące określenie ł""r.,rszyscy".
Kopernik to film. Kopernik to studium dla największych filozof~6w, neurologów, psychologów. Dla mnie to nie przespane noce.
To jest to, czego niepotraf1ę pojąć, określić. 1~1e v\Tiem, ozy mam
ganić, potępiać. vV'iem, że brak mi ełew, że krwavli serce na samo
wspomnienie. Vlier.a., że te,go nie potrafię przekazać, że tego nigdy
nie
z:rozumię.
- 147 ...
Do
dziś
Ta
cała
nie
potrafiępo1Niedzieó co
tam
by'ł:o ,do
jakiego
zwierzęcenia potrafią dojść ludzie. otóż gdy wszedłem do pierwszej sali ujrzałem piętrowe ł6ika, a na ł6ikach tych męiczyśni
żyli z kobietami. Nikt nie zwracał uwagi, że w takiej sali było
co najmniej 50 osób. Pili wódkę, kradli gdzie się dało,~lzajem..
nie się okradali. Upra;~\fiali zbiorovry seks.
Wyglądało to jak stado dzikich zwierząt. Znałem tych ludzi. Jeszcze nie wiele dni temu mieli swoje domy, swoje rodzi~
ny. Byli ludźmi zwanymi przyzwoitymi, a tu nagle taki widok.
Setki godzin jut poświęcilem na analizowanie tego faktu
i trudno mi zrozumieć jak to się mogło stać, a trwało to do
likwidacji tego obozu. Jal{ to :mogło być? IVlałżeństvlo leżało
w łóżku, przyszedł do łóżka inny' mężczyzna i żył z tą jego żo-­
ną, a mąż leżał obok, jakby go nie było.
trójka za kilka dni miała iść do partyzantki. Oba-wiałem się, że tam w lesie jeszcze może się rozegrać jakaś
historia z tym związana.
Postanowiłem rano z nimi porozmawiać na ten temat, ale
oni jakby ich 19 ogólB. nie było. Nie rozumieli nawet co ja Vi
ogóle od nich chę. Cała trójka miała pretensję, że jeszcze ich
nie wołają.
Po dwóch dniach poszła ta grupa i tego samego dnia wr6ciła. l:lawet nie mogłem się zorientować dlaczego wrócili. IJioże
,,,idzieli, że zdziczeli, może sami vloleli iłlróció do -te·go zwierzyńca. Nie mam na to odpowiedzi.
l~ikt z tej grupy' nie przeż;:rł wojny, nikt naJllet nie próbował uciec. Jeszcze dziś pytam siebie samego: czy zezwierzę­
cenie jest chorobą czy utratą z:gty S łÓ'Vf •
Jak mogło 5-10 chłopców pieprzyć jedną kobietę na oczach
50 ludzi. Wszystkie łóżka były do siebie podobne, krzyki były
takie same jak w zwierzyńcu.
Nikt nie był zdolny do poważnego myślenia. Do żadnej
rozmovlY nie nadawali się. Żeby pomyśleć o ra.towaniu życia
nikogo na to nie było stać. Nikt nie chciał o tym mówić.
B;y~łw tej sali ojoiec Ruśki i
jej brat. Gdy ich zobaczyłem podszedłem, żeby porozmawiać. I~ie byli zdolni mówić. Bra-t
Ruśki opowiedział mi tylko, że na stacji kolejowej Ruśka zwa~
riowała, rozebrała się do naga i że latała tak między ludźmi.
Podobno ja zastrzelili.
Po kilku dniach rozmawiałem z nim o pójściu do party~
za11tki lub na aryjską stronę, ale on be.z ojca niczego nie
.. 148 chciał zrobić, aOJc~ec nicz6,go nie chciał. Żałovlał: ty'llco, że
nie
poszedł
z
żoną
i Ruśką.
Ja VI tym domu s~traceńców czułem, że j!jesli będę myślał: o
nich, to zginę razem z nimi. Vlidz.iałem, że jest to grupa ludzi
już normalnie nie myślących. Zostali zezwierzęceni przez "kul~
turtreger6w".
Fracowali w magazynach i tam kradli. Nikt się przecież
nie bał śmierci, ludzie bali się ty'llco formy śmierci, to jest
czy przed tam pobiją i połamią kości, czy rzucą psom na pożar~
cia itd., ale kul nikt się nie bał. Ten strach minął.
Za kradzione tO\Ąlary otrzJrmY\łlali mniej vvięcej jeden procent
wartości. Łatwo było u1rraść koce, ale nikt nie miał odvlagi przy1:tryć się takim kocem .. nie chciel.i 'vvY'\~ołyv{ać śmierci.
Niemcy robili w nocy rewizje. Strzelali do obecnych, ale
nikt się tym nie martvvił. Ivlartvlioho się o wodę do picia. Studnia
na terenie szkoły miała wodę tylko w czasie dUŻych deszczów.
Była studnia z wodą 150 m. od budynku, w którym byliśmy. Za bu..
dynkiem, koło tej studni zawsze stał SD~owiec. Gdy już zaczyna~
li p omp owa6 wodę, WtJchodził z za vłęgł:a i strzelał: do ludzi.Zaw-.
sza mu się to udawało i kogoś zabił.Mimo pewnej śmierci ludzie
szli do studni po wodę.
Chcąo nie ohcąc trzeba się było gdzie~ połoiy6. Nikogo nie
obchodziły moje rany i nikt nie zapytał skąd przyszedłem i co
robię. Nikogo nic nie obchodziło.
Położyłęm się na trzeciego do pary znajomych. I\fie rOZllmiałem nawet dlaczego mnie nie ~Jpędzali z ł6żka. Wszyscy wiedzieli, :~~e jutro należy tY'lko do tych, co przeżyją. Jednocześ­
nie nic nie robili, ieby prześy6.
Trochę byłem zdziwiony, że tyle tu moich znajomwych i
nikt o nic nie zapyta, nikt nie da kawałka chleba. Wszystkie
oczy, jakie widziałem, były dzilcie i niepodobne do t~y·ch, jakie
znałem.
"Soczyste"
upiory
tyD{o
wyrażenia pasovtlały'
si ę dookoła, nie
pić i kobiety.
kręciłj1'
kraść,
wyglądu
\!liedząc
Trudno sobie wjobrazi6, jak
by'ł:o
do
się
Czy to
też
Widziałem
było
czy
r~'ic,
co tam
to TIlo,gło sta6.ł~igdzie, w żad­
ozagła.dzie
nie
sobą robić.
chciałbym zrozumieć
w tym "Koperniku" i jak
ny'ch prz ecz~l·tanych książkach
naprawdę
co z e
sali. Ltldzkie
takich fakt6wnie
nikt o tym
napisać
nie
by'ło.
potrafił.
tamkoleg6vtr i koleżanki VI takiej sytuacji, że
do końca ży'cia nie da mi to spokoju. Gdy komu opov'liadam o tym,
to zawsze łza'tRfią mi się oczy. Gdy o ty-t!1 myślę, to już jestem
pewny, że tej nocy spać nie będę.
.. 149 ..
Niestety, bardzo dużo takich nocy jest w moim życiu.
Kopernik. Szkoła jego imienia i tyle tam krzywdy ludzItiej. Kto widział w tym czasie Kopernik, ten nigdy na nic zachłanny nie będzie i krzywdy' ludzkiej nie zniesie. On przeżył
szkołę
życia.
Dostałem
było
od
chłopakć"J lcurtkę. Była już
zima i
ciężko
w samych drelichach, bo tyle miał:em po ucieczce z likwi ..
dawanego getta. Było cieplej chodzić i oieplej spać. Kurtka
służyła także za przykryoie. Ni stąd ni zowąd zjawił się chło.
pak, że to kurtka jego ojca i żeby ją oddać. Oozywiście, że
takiego zamiaru nie miałem. Rozpoczęła się kłótnia i szarpanina. Zlecieli się inni i pO\A/stały dVva obozy. Jedni by'li zaty'm,
żeb~l lrnrtkę oddać,
inl1.i byli :po mojej stronie,
żeby
kurtki
nie oddawać. W rezultacie obie grupy doszły do porozumienia,
zeby kurtki nie oddawać, ale dać mu za nią kawałek chleba,
oczywiście, kiedy będę miał. Zgodziłem się wziąć ten dług
na siebie. Niestety długu tego nie oddałem i do dziś, kiedy
piszę jeszcze ozuję i myśle o tym zobovl1ązaniu. Chłopak ten
po dwóch t:Jrgodni[iCh przy' tak zwanych "czystkach"' z ostał zabra.
ny i rozstrzelany. Nazywał się Srul Mikanowski, syn szewoa,
m.6j by'ły kolega szkolny. Data 1lll11ej więcej 20-30 październia
1942. Było to w szkole im. Kopernika.
Podczas pobytu w Koperniku wjtsłano mnie do praoy' na
jakieś pole. Mieliśmy tam wkopać w ziemię cysternę na 35 ton
paliwa. Gdy do dołu wpuszczano oysternę, należało ją przed
zakopaniem posmarować smołą. Na tym terenie pracowała grupa
Żyd6w. W jednym z baraków pracowali ?olacy. Był wśród nich
p.Duszczyk. yliedzia3:em, że to uczciwy ohłopalc, spotykałem go
na zebraniach organizacji podziemnej. Poprosiłem go, żeby mi
dał wiertarkę oraz wiertło. nie mówiąc do czego. Dał mi.
Ponievvraż zajmo'\fałem się już oresaniZ01łlaniem grup do pari;y"
z antki , poprosiłem ahętny'oh do pomocy, gdyż chcę '''Jwiercić
dziury w cysternie przed jej zakopaniem. Kilku chłopaków stało na warcie, a ja wiercilem. W momencie wiercenia słyszę głos:
"Verflugte Jude". Byli to ludzie nie odpowiedzialni i moje
życie ich nie obchodziło. Jak mogło ich obchodzi6 moje życie,
kiedy ich nie obohodziło co się dzieje z nimi.
Chłopcy widzieli z daleka, że ten Niemiec dobiera się
do mnie, ale nawet nikt nie podszedł, żeby próbować coś zro-bić. Być może, że gdyby mnie zastrzelił, to nikt by nie pr6bował
mnie
pogrzebać. Naj~~żej zdjęliby
buty,
koszulę,
spodnie
.. 150 -
od razu kto inny by je założył: lu'b to ,~szystko oddał za kęs
chleba. Tak zdziczeli ludzie, do tego zostali doprowadzeni tymi
z arz ądz aniami dyskryminacy' jnymi. Tymi 1l1yt'Vlorz onymi vvarunltam1,
które stały się dla wszystkich nie do zniesienia.
Wyszedłem na g6rę, będąc pewnym, że ten bandyta poświęci
9 gramów i zastrzeli mnie. '~Vychodzę,śmiejąc się i vlołam: Da1i
mi chleb i kazali wieroi6.
SZ\Ąla'b zirytowany pyta kto, a ja na to .. zaraz ci pokażę,
i chodzę niby szukać tego, ciągle bardziej się oddalająo od
niego.Przedtem jeszcze zdążył połamać trzonek od łopaty na mojej
gło\vie. 1~'ie czułem wtedy bólu, dopiero na drugi dzień dostałem
gorączki i piekła mi głowa.
Czując, że już jestem dostatecznie daleko od niego, prze~
skoczyłem przez płot i uciekłem. 'Ukryłem się głupio, bo na. jednym ze strychów w getcie, ale j~~oś mi się to udało. Rano po~
szedłem na inne miejsce praoy. Tak zlllieniałem~fszozęście".
Grupy, które szły' do par·tyznat.ki, były po drodze liltwido-wane. Pierwsza grupa doszła do Łukowa i tam ich wystrzelano.
Inna grupa poszła razem z Mongołami i ja także zlikwidowali.
Zląkłem się wtedy samego siebie. Pocieszałem się tym, że sam
niczego nie miałem, że dla rabunku mnie nie zabiją.
i
"Siódemka" .. postraoh Kopernika. Była grupa łobuzów
zwana siódemką, tylu ich było.Przed likwidacją getta byli bardzo porządnymi ludźmi. Zdziczeli w warucl{ach w jakich się znaleźli. Rozwydrzeni jak wszyscy inni.
Byli motorem wszystkich awantur. Wobec tego, że nikt nie
pilnował obozu, wychodzili po pracy sprzedawać to, co w dzień
ukradli i za to przynosili wódkę oraz jedzenie. Gdy zasiadali
cl0 jedzenia i picia, to za"tAJ"sze sąsiadóvv na tej sali także czę'"
stowali jedzeniem. Nie byli skąpi. Kradli więcej, niż mogli
zjeść.
ludziom w obozie zacl1ciało się ślubu. Postanowi ..
li żenić się, żeb~y· jako małżeństwo mogli iść na tamten ś\viat.
Urządzili ślub na dacu Kopernika, prosząc kilku obecnych, żeby
byli świadkami. Nawet mieli butelkę wina.
"Siódemka" o tym się dOv\Tiedziała, więc poszli na dach.
:Po tej błazeńskiej ceremonii 'vlzięli ·'pannę młodą", sprovladzi ..
li na salę do pien~szego lepszego łóżka i po kolei ją •••
Gdy skońozyli, powiedzieli "panu młodemu", że teraz on
już moze. Zrobili mu drogę.
Dla pozostałych była to zabawa.
Po godzinie już nikt o tym nie ':fsp:mminał. ~Vażniejsze było
szukanie chleba.
D'iATojgu
- 151 Siódemka także sy's~tematycznie chodziła do getta, żeby
brać co się da. Mieszkania były otwarte. Opowiadali o awanturach z :Polakami ~podczas takiej wy'prawy. Opowiadali jak to ich
przepędzili lub ~pobili. Opo\\}'iadając ba\qili się i każdy trzy- '
mał swoją butelkę wódki w ręku. Chyba byli pewni, że cały świat
do nich należy, ale byli napewno ~wiadom1, śe na krótko.
20 pJ:~zyjściu do ICopernika bywało, że ludzie od czasu do
czasu mówili o akcji. Opaf1adali detale o rozstrzeliwaniach,
zdradach i xóźnych inrlych pc>dłościach'-'pan6w'f. I\tlędzy ilm.ymi
opowiedzieli mi o tym, że Chomka lub Chomkowie sprowadzili
r~iemcóv{ na swoje ~podw6rko i tam Niemcy zastrzelili rodzinę
Trojnów. Trojna był piekarze, a Chomka jego wspólnikiem.
Trojno\V'ie, uciekając do Chomk:6w, zabrali ze sobą to, co
mogli. 1;1 dn1tt akcji Trojnowie byli u.. Chomk:6w w domu. IVlieszka-nie icl1. było prav-lie pod miastem i mogli tam siedzieć przez dłuż­
szy czas, ale Chomk:owie' najpienv zabrali Tro jnom wszystko, wy-rzucili ich z domu i sprowadzili l~iemców. Trojnóvl z8,strzelono.
}\Jie jest to "';y'jątko\vy w;:tpadek, ale piszę o tym, bo 11ie
na tym SprSJlla się skończyła. W części "Po wojnie" wr6cę do tego,
bo był proces sądowy i vvyrok skazująoy.
W Koperniku od czasu do czasu b~qały rewizje. Niemcy robili różne obławy, przeważnie nocą. Zawsze kogoś vqciągali i
rozvv-alali. Myśmy mówili ffposzedł na gemzę".
Nikt nie przykładał żadnej wagi do tego, że zabrano ko~
goś czy nawet całą grupę i rozstrzelano. Po pół godzinie wracali
do poprzedniego stanu. Kto żył dalej szukał chleba, a jak go
miał, to go jadł, a reszta go nie obchodziła.
W salach Kopernika vi kątach b~~lły' ustawione po 2 okrągłe
piece, o średnicy 1,5 TJl., wy'sokości 3 m. Taki piec, stojący w
kącie, tworzył lukę między kątami ścian a okrągłością pieva.
ł~iedyś podcz.e.. s talciej revviz ji ktoś "V'lskoczy'ł do tego otworu.
Przesiedział tam całą noc, aż zaczął jęcze6, gdyż się dusił.
Sam nie był w stanie stamtąd się wydostać. Nie było czym go ~7·
ciągnąć. 'Vi końcu znaleźli się ochotnicy', żeby g:o ,,~dosta6.
Różny'mi sposobami tl.~zeba było to zrobić. otóż ktoś się spuścił
głov'ą VI dół, żeb:r rękovva go ciągnąć.Inni trzymali za nogi tego
co się spuścił i razem zaczęli ciągnąć tego z dołu. Gdy go wyciągnęli ten wyglądał jak pół żywy. Ivliał pełne spod,nie mokre
i smierdzące. Wody do mycia nie było, w co się przebrać także
nie było. Zamiast dać mu trochę wody, żeby człowiek oprzytom~
niał, zaczęli się wszyscy z niego śmiać. Zaba~~J było na pół
godziny, p otym znó\A[ to nil{ogo nie obchodziło.
- 152 ..
To takze było wynikiem deprawacji i zagubienia, komplet~
nego zatracenia się tych obozowiczów.
Ten chłOp~t po krótkim czasie wyszedł z obozu. Chyba liczył, że ludzie mieszkający obok szkoły pomogą mu. Fak·tem jest,
ie więcej go nie widziałem.
Sytuacja była taka, że zabitymi nikt z nas się nie inte~
resował. Po
wojnie
wśród żyjącycb, także
gonie
było.
Jak w każdej sytuaoji nie ma rebruły bez wyjątku. By'li tacy, którzy się nie załamali całkowicie. Objawiało się to przy
okazji ś~/iąt. I~'iektórzy religijni próbov{ali organizovla6grupki modlących się. Zebrani modlili się. R6ine moie by6 spojrzen~ie na ten fakt.
I(omuś udało się nawet przynieś6 do Kopernika Torę. Dużo
za to miał kłopotów z ukrywaniem ,i pilnowaniem jej. Napewno
ten ktoś nie myślał o materialnej wartości Tory, tylko moralnoreligijnej • Dla odnotovvania. faktu, owsz em, to istniało. Czy
miało to znaczenie dla sytuacji. dla przywołania ludzi do właś­
ciwego myślenia? Stwierdzam, że nie.
Fakt modlenia się, rozpamiętywania świąt może kogoś specyficznie myślącY'ch łfpołecb.tać"'. Można w różny spos6b rozdmuchi,,\'"aó takie fakty i chyba na tym to się kończy i tyle to warte.
Problem religijny to przesada, nie było takiego problemu.
Ludzie v/zdychali do BO.ga, bo
tego, czego nie było.
było
im
ciężko.
:Po prostu szuka.li
Ludzie z Kopernika szli do różnych miejsc pracy. Była
grupa, która szła do wyładowywania węgla. Przy wyłado~7waniu
węgla jest bardzo duźo pyłu węglowego, kt~ry osiada wszędzie.
ludzie pracujący
prz~'" V'rJładun-1cu wyglądali jaje p1urzyni. J!rzy' tej p:raoy ludzie
bardz o się pocili i spłY1ft/ający pot zmywał tVlarz I robiąc takie
Jak
już pisałem,
nie
mieliś:r.n;y
vfody,
~lięc
twarz w białe paski. W ubraniu tym także
się spało i pył powoli wcierał się w ciało.Nie trudno sobie ~J~
obrazić, jak taki "pajac" wyglądał. W Koperniku ci, którzy aż
rowki, jakby
malując
tak nie wrJglądali, śmiali się z tyoh. l~ieli trochę uba\tm. Brud-ni byli wszyscy, ale ci szczególnie. Jeżeli jeszcze się doda,
na zniszczone buty nogi obwiązywano szmatami i żeby szmaty
się trzymały okręcano je drutami, to mamy obraz obozowego Żyda.
Zapomniałem dodać, że każdy przecież nosił blaszaną puszkę od
konserw przywiązaną drutem. Puszki tej nigdy nie myto. Byli ta~
cy, co mieli patyki do jedzenia. Łyżka nie była potrzebna, a
noże bali się nosió.
że
.. 153 ..
~ftl
o,góle na~ ubraniach było dużo sznurków i drutóvł. Dużo
by'ł:o dziur i szmat, lctóre zakrywały te dziury. Dziury szyto
drutami, 'bo go łatwo było znaleźć.
Do tych obozów przychodzili odwiedzać mnie znajomi. Czasem coś przynosili. Rozmowy kończyły się zawsze radą:ffRatuj
się jak możesz" •. Żadna z moich propozycji nie została przyjęta.
Genia Kamińska, zawsze przynosząc coś do
jedzenia. Przychodził Karol Bru~~owski z jedzeniem. Te wszyst~
kie miejsca noclegów. gdzie byli Żydzi, nie były strzeżone.
Niemcy robili to po to, żeby ukrywający się Żydzi mogli przyjś6
i żeby nie łączyli się z partyzan~kimi, kt6re już istniały.
l\Tszystko u nich było skrz ętnie prz emy'ślane, dokładnie opraco ..
wane i realizowane.
Przychodziła
Kiedyś
kuzyn
dostał
od sV/ojego V'lspólnika bochenek chleba i 100 papierosów. Latał po budyllicu i krzyozał: oto widzicie, co z mojego majątku. Tojast rezultat mojej ,~ieloletniej
współpracy.
Tyle jestem wartu.
Kuzyn miał spółlcę z KQłpakiem, Polakiem i
duże przedsiębiorstvvo.
miał
Chleb i papierosy
posłał
proi~\Tadzili
tyl1co raz i
nie chelaL o nim słyszeć. Oczywiście,
cały
majątek przeszedł na KSłpaka.
lO-letni syn te.go kuzyna, chłopak o dobrym vvyglądzie,
uciekł do Warsza~7 i na dworcu zaczął handlować papierosami.
tego
jego
dosyć. Więcej
\1 nocy także sypiał na dworcu. To się nie spodobało o'becnym.
na dworcu, spuścili ch!topakovvi spodnie i oddali l~O w :ręce ł~iem­
ców. Przez przypadek
się
świadkiem \~padku. Mówił
o tym dowiedziałem.
mi o t7m po wojnie.
Na i!L."Ylej plac6vice znó-vl nabroiłem.
-vryczynóvV' vlsp6łto\v-arzyszy.
l\rie
Mińszczanin był
'vlłączyłelIl się do
trzeba było uciekać • Gł:ówną
przyczyną ucieczek z oboz'u do obozu były próby rozmóvl na temat organizowania oporu. Rozmówca natycp~iast zdradzał rozmowę
i wywoływał ogólny śmiech.
Przenoszenie się z miejsca na miejsce nie byłm proble~
mem. Nikt nikogo nie sprawdzał, nie liczya:. Do zabierania ze
sobą nie było co. Cały majątek, cZjtli tę jedyną bl~dną koszu..
lę miało się na sobie. Żeby ooś zjeść, trzeba było przedetm
ukraśó. :Potem nogi za pas i w drogę. Za tydzień zapomną o
mnie i będę mógł wr6cić jak tylko trzeba będzie na każde inne
miejsce.
ZnOV1U
Jeśli
tylko sąsiadowi nie ukradłem kęsa chleba, to ,~szyst...
ko inne było do zniesienia przez obozowioz6w.
BJ"rvlały ozasami iIL11.e z;grzyty, ale nikt się niczym nie przej ...
m01Jvał. Sądzę, że ol\:reślenie fłzgrzytyfł' to takźe przesada.
~o moim nieudanym wyczynie i ucieczce przesiedziałem jeden dzień na strychu w getcie. Głód mnie wypędził i postanowiłem pójść do Rudzkiego. Była to fabryka. U Rudzkiego było 70
Żyd61l1 legalnie. N'ie"\f'Vielu było p011ad stan. Niemcy systematycznie
ąo niedziela robili Uczystki i,'. Zabijali niezdolnych do praoy
we wszystkich obozach. Ja uchodziłem za niespelna rozumu, za
teIn zaVlsze na niedzielę uciekałem i cho'vrałem na obcych strychahla.
U Rudzkiego po prostu zabijali co drugiego stojącego w
szeregu. Na tych apelach także nie byłem.
Elektrykiem w fabryce był ~p.Szubert. Był tam jego syn,
kt6r:r by~t kiedyś moim kolegą. l'oszed,łem do niecso z prośbą, aby
mnie wziął do siebie z warunkiem, żeby mi pozwolił zając się
"'moimi'·' sprawami. ''1fiedział:, jalrie to są "moje'" spra~1Y i zgodził:
·się. Dostałem probówkę z żarówką, obcęgi i chodziłem po placu
j ak chciałem, to znaczy, b~Y'wałem tam, gdz ie mi było trzeba by'ó.
Fabryka Rudzkiego przed wojną miała własną elektrownię i w budyn1.-u po te j elektrowni spali Żydzi. 'W oknach nie by"lo szyb,
ale pocieszaliśmy się tym, że do pilno'v-ania nas był l'ola-lt Godlewski. Pędził do roboty, ale I~iemcom nas nie "fY'davlal.
Ludzie zaczęli chorować na tyfus i chorych ukrywaliśmy
VIJ kominie. Ciąg był tam s·traszny, ale (jakoś nikt od t:yrfU6U
nie mnarł. Komin był po nieczy~~ej elektrowni, a pomieszczenie
miało około 10 mG. Nigdy mniej niź 4-ch chorych nie było. Trud~
no sobie \~obrazić widok takiego chorego w tym kominie. Jeszcze
kilkanaście dni temu szanowany kupiec, dziś nędzarz bez chle~
ba, z gorączką 400 ,w wietrze komina,ś\\Tiadomie czekający na
śmieró. l~osiliśmy' tym chorym ltartoflankę. Gdy'by który ZDlarł,
po prostu pocho\qaliśmy' go nocą na terenie fabryki, żeby nie
zdradzić, że był chory. To by skomplikowało naszą sytuację.
Po prostu rozstrzelaliby nas tego samego dnia.
Gdy' przyszli do IJlińska pierwsi skoczkotAlie z wa§~onów do
Treblilliri, byli to bracia Zyserman. Ich wstrząsające opowiadania o drodze do Treblinki zain·tereso\vały wszyst.kich. 0po\Ąliadali
przecież o rodzinach obecnych. Był to jedyny temat, który interesował obecnych. Bywało, że opowiadanie wywoływało płacz. Lu~
dzie ci stawiali dZiesiątki pytań. Ełakali, to juz było dziwne,
bo-byli zahartowani. Skórę wszyscy mieliśmy jak ze słonia.
" ......1
... 155 ..
Płacz
jest przecież W"jrazem uczucia Zdr01łlego normalnego ozł:o-­
wieka, a przecież myśmy już byli tylko cieniami w łachmanach,
o'bdarci ze ,~szystkiego. A jeśli jeszcze potrafili płakać, to
może nie wszystko stracone. Może jest jakaś iskierka nadziei?
Naiv-vne rozumo1r\Tanie. :Przecież powoli i systematycznie zmniejsza
się ilość obozowicz6w. To fakt.
Z opowiadań Zyserman6w wynikało, że ludzie w wagonach
modlą się i płaozą. Duszą się.Zastrzeleni w drodze służą za
ławki do siedzenia, bo ciasno i trudno się porusza6. Inni,
k·tórzy \ATyslcoczyli zostali zastrzeleni. Najgorszym przeżyciem
w drodze to duszenie się w tych ~qapnowanych wagonach oraz
brak wody do picia.
Konwojenci zgadzali się na przynoszenie wody za zebrane
pieniądze od ludzi. Butelka wody kosztovfała tysiące, a bJ""~lało,
że brali pieniądze, a po tym strzelali naoślep do wagonów,
u~pchanych ludźmi.
0povliadali mi o zachowaniu się mojego ojoa, ale to zostawiam dla siebie. Już wtedy w mojej
sytuacji nie wszystko da~
wało się odczuwaó. Chorzy stękali, głód nie dawał zasnąć. Brud
rósł na naszych czołach, robactwo gryzło itd. Uznałem, że w
tej sytuacji nie wolno pozostać, nalezy poszukać rady. Zdawa~
łemsobie sprawę, że pomoc sama się do nas nie Zjawi. Nie "qie ..
działem tylko od czego zaczą6, do kogo id6.
Viiedziałem, że ludzie Vv ulieście działają w różnJroh orl5anizacjach podzie~nych i trzeba po prostu naoślep iść 1 z nimi
rozraawiać. Zacząłem szukać wnlJtślach z kim mówiś, żeby być pewr~, że nie zostanę zdradzony, a przede wszystkim, że zechce
,
pomoc •.
Wiedziałem, że do przyzwoitych ludzi zalicza się dokt6r
I'4aclcie1tvicz, ale Maakiewicz lekarzem miejskim i do jego ObO~liąz..
ków należy v~najdywać chorych na tyfus, zarządzić lDNarantanę itd.,
a w naszym '\~-padku TłlSZy's'tlco może byó tylko .odwrotnie.
Nie mając rady poszedłem do doktora Mackiewicza. Znałem
go. :Przed.stalt/iłem mu sytuację i zapevvni1:em go, że dyskI-ecja
jest zapewniona. Doktór zgodził się przyjść do chorych. ~rzy~
sz edł, zbadał, vlypisał lekarst\\1o. Je,f;o z!::lchovlanie by'ło nad.zwy ..
czaj pr·zychylne. Viidać było, że boleje nad naszym losem.
To narazie dzieje się w cztery oczy. Chciałem mimo to jeszcze więcej. Robiłem mu ~~rzuty, że jak to jest, my w takim
nieszczęściu, a nikt ręki nam nie podaje. Chyba nam się coś
należy od społeczeństwa polskiego. Historia tego nie podaruje
.. 156 201akom.łJie 1110głem zostawić te{S'o, że wszystko jest łasIcą co
jakiś
mowę
indY'v\fidualny cz łowiek dla nas robi.
Doktór l\iarkiewicz prosił mnie na 'bok i zaczął ze mną rozo l1aszej i ogólnej sy'tuacji. Zdziv1iło Dmie to, ale chętnie
podtrzymałem rozmowę. Powiedział
jeśli będę miał
.problemy.
ze
był serdeczny.Trochę lżej
jego drzwi
różne
mną było
mi
są
otwarte,
ogóle by'ć z nilu w leon ..
informacje, które
mogą
dla mnie zaslcoczeiliern, taki
się zro'biło.
Gdzie iś6,
z kim mówić, co powiedzieć chłopakom. Chodziło mi przede wszyst~
kirrl o to, żeby milczeli. Chłopak6vV' postraszyłem, że jak zacho-rują, to Markiewicz do nich przyjdzie, ale warunkiem tego jest
ich milczenie. To pomogło.
Przypomniałem sobie, że młodego Wojewódzkiego, syna apte~
karza, "\41idziałem Vtl towarzy'stwie znanych mi AK-owców. J:?ostanotfli-łem tam iść i poszedłem. Znowu rozmowa, zapewnienie dyskreci i
lekarstwa dostałem. Fan Wojewódzki także wdał się w rozmowę ze
Teraz
skąd wziąć
źe
Prosił, żeby 'li
takcie, że od czasu do czasu ma
mnie interesować.
Jee~o pożegnanie
mi,
mIlą. Gdy mówił:
o
lekarstwa i to bez
v;ysiećtleniu,
Folaków. ?owiedział mi, że
torią za swoje zachowanie.
pieniędzy.
to jakby się
chyba nigdy nie
vIstydził
zachowania
okupią się
przed
his~
:Pytał,
czy potrzebne mi są pieniądze, pytał o zalIuary, o
plany. Gdy zapytałem go co możE!' mi zaprop onovia 6 , Odpovliedział,
że jei~~'o o:r,ganizacja (AK) jest antysemicka i z te[;o povfodu także
ubolewa, ale jest daleki od komunizmu.Poza ciągłym dowoża·
niem lekarstw bez pieniędzy więcej ten człowiek zrobić nie mógł.
Pieniędzy przecież nie chciałem, bo może potraktowanoby mnie
jak żebraka. Vmie były potrzebne konl<:retne czyny.
rą
Pan 'V'ioje\V'ódzlci miał dużo nierealny"ch rad, ale napewno dob ..
wolę. Byłby napet1/no inn.y, gdyby nie polskie społeczerlf)'tvlo,
którego to nic nie interesowało. Był to już okres, kiedy z getta
wynosili różne wartościowe przedmioty do własnych mieszkań. Og~
romna większość robiła to bez wstydu. Żydowskie można było
brać.
Potem
do p. Osetowskiego, powiedziałem, że ludzie ~erają z głodu, żeby pomógł. Znów długa rozmowa. Dał mi
kartkę do piekarza Gawrycha na 300 kg. chleba. Był to majątek
na ówczesne czasy. Ean Osetowski był w dobrych stosunkach z
poszedłem
Niem.cami. ~jawet jednego razu pojechał na Targi Lipskie. l~"ie
mniej tylko on mógł: mieć od'v/agę pomóc oraz miał nlożliwości finanSOVle.
- 157 ..
J?an Osetovlski ,,\'"iele dobre~so dla nas rc'bił, .:3~le zal,lIfsze
ostrożnie,
był
trzęsącą się ręką. Może szukał
to po prostu uczciwy
pomocy' nam
dał,
w nas alibi,
W każdym bądź razie
człowiek.
może
dUŻo
podtrz~tmywctł
a przede vvszystkim
mnie na duchu,
że to niby mogę się zawsze zwracać o pomoc. On wszystko zrobi
w ramach swoich możliwości. Możliwości były jednak ograniczone.
POIll0C L10gła być tylko indyvvidualna i dyskretna.
Poszedłem dop.GavlrJTcha po chleb. :Pan Gavirych zgodził się
dać chleb pod warunkiem, że on będzie przejeżdżał koło fabryki
przed wieczorem, a my vlsltoczymy na V1ÓZ i ściągniemy ten chleb.
Tak też zrobiliśmy. Warto dodać, że Gawrych był uważany za jednego z l1ajwiększych antysemi-t Ó\f/ VI I~ińsku. Dał chleb, bo liczył
z p.Osetowskim.
Przy jednym ze spotkań z doktorem Markiewiczem powiedział mi, że jutro rano Niemcy mają \~Jkończyć ob6z w Mieni
(11 km od Mińska). W obozie tym był brat przyjaciela. Foprosiłem jednego z 1?Olakóvł, z który'm byłem \" kontakcie konspiracyjnym, źeby natychmiast pojechał do Mieni i wyciągnął Janka Openhajma oraz żeby powiedział pozostałym, że jutro ioh wykończą,
jeśli nie uciekną,
Dał~m mu na drogę jedyne 40 złotych, jakie w ogólne mia~
lem. Chyba starczyło na bilet pO\i/rotny. \v l\[ieni było pOlJ.ad
się
400 Żydó1,"(. Około 30-tu :przyleciało do Itudzkiego, resztę naza ..
jutrz
żywcem
spalili.
1'1ie zdobyli
się
na
ucieczkę
obóz, gdy wszyscy tam byli, a
może
i
Nienloy pociskami podpa·lili
jeszoze spali.
Gdy ci przyleoieli do l1.udzkiego, obecni zrobili mi
aVval1~
sam mam w kieszeniu kemlkartę, na apele nie
chodzę i sprowadzam na nich nieszczędcie.
O awanturze szczegółowo pisać nie chcę. Ta idiotyczna
świadomość, że jak się pracuje to nic się nie stanie, była nieszczęściem. Fakt, że i ja się zatraciłem i w niedzielę poszed.-lem na apel.Z szeregu v~rciągnięto sąsiadów z lewej i z prawej
strony i rozstrzelano ich. Znów zostałem przy życiu. POv\liedziałeln sobie wtedy .. 'tAlięcej na apele nie p6jdę, i nie szedłem.
20 prostu uległem głupocie, idąc na ten apel, o którym wiedziałem, jak tam jest.
Getto było puste. 6000 ludzi zostawiło swój dobytek. Wytworzyła się kolli'mrencja między Niemcami i Polakami. Niemcy
legalnie v/yv'1ozili w dz ień, :Polacy kradli nocą.
Byw-ało, że się sp otlcali z Żydami, którzy przycl10dzili z
obozu kraść i wtedy bili się na noże. I'Jikt nikomu ~tupu nie
turę krzycząc, że
chciał ustąpić.
.. 158 -
Rabowano na
zmianę.
W dzień xolacy pomagali
stry:cłlach w{ryvvających się Żyd6w,
r~~~ eczy i
na
szukać
na
pomagali l'riemcom \hJ:;rv1ozió
t01l1ar~y~ z e slclepór.łf, szyIcuj ąc sobie jednocz eśnie łup
nocną wyprawę.
Nas, Żyd6w to już obchodziło. Mieliśmy inne zmartwienia
jak, brak wody do picia i brak jedzenia.. Vi nocy było zimno i
nie bJrło czym się przykryć. :Przezc;·cały czas nie zmienianokoszuli ani się nie myto. "V{yglądaliśrt1~r jak s'traszydła.
Pewnego razu, gdy szliśmy do pracy, xaweł Nowicki rzucił
nam wiązkę kasza~~i końskiej. Może było 3 kg. Nikt nie ukradł
ani kbt~lałl{a. Gdy przyszliś1Uj na miej sce pracy, ktoś się posta~
rał o kocioł od bielizny i killca kartofli. Postarał się, to
znaczy ukradł.
Rozpaliliśmy ogień i ugotowaliśmy tę kaszankę z kilkoma
kartoflami na 220 os6b. Piliśmy tę czerwoną wodę bez soli, ale
była ciepła. Była -to odwat:sa ze stron:)T' No\~ickiego, że rzucił
kaszankę mimo to, że nas pro\łfadził 1~iemiec. Ten l~iemiec zau-ważył ruch i strzelił do nas, raniąc jedną kobietę, Esterę Frid~
man. Zanieśliśmy ją do miejsca pracy i tam zmarła. Pochowaliś~
my ją \\j piaskach koło kolei, bez zaznaczenia nawet miejsca jej
grobu.
W Koperniku zjawiło się nocą 5 Żydów, uciekinierów z
Treblinki. Opowiadali jak tam
mordują, jak działa fabry'ka
śmierci.
Mieli przy sobie bardzo dużo pieniędzy i brylantów. Byli
tam kilka miesięcy. Jak im się udało uciec, zostało ich tajemnicą. Ktoś ich jednak zdradził. Przyszli kripowcy - Eolacy,
przyszlj. noc8c:, W'iprowadzili ich na crurentarz i tam po ograbieniu rozstrzelali. Piątka ta nie l\:łamał:a. Szukali i pytali, czy
nie znamy Pol~~a, który za grube pieniądze ich przechowa. Byli
pewni, że za pieniądze dostaną wszystko.
Chyba pieX\\"szym błędem tej piątki było to, że móvlili iź
mają pieniądze.
Te ich sensacyjne opowiadania mogły być powodem zdrad:)"'. Być może ktoś z obozu także szukał: jakiejś 'f'ulgi ł'
u kripowców. Trudno mówić o tym kto zdradził. W pewnyoh momen~
tach nawet myślałem, że może oni sami rozmawiali z Polakami,
propollująC im pieniądze za kryjówkę.'~Vszystko w tYlU \JI[Yl)adk:u
było możliwe.
Osobiście
jestem racz e j prz ekonany,
zostaliby ograbieni i zamordowani. Wiem,
ł:em się lrrYI)OVVCÓW
zależało
że
że
\v
każdym WJrpadku
od tej chwili ba~
.:pevlny, ze kryp owcom
nar6wni z ł~iemcami. By'łem
na zliln\Tidowaniu ~qSZ27stl{ich śvriadkó\łl, bo
śVliadkovlie
-159 ..
mogl i o tym donieść Niemcom, a wted y powstałby prob lem
zwro tu
rabu nku. ł~'ienlcy nie lllbi li dzie li6 się łupem.
lqie mó"v ili nam skąd poch odzi li. Były kome ndan t
:poli cji
zydov V"ski ej Lipc zyńs ki opow iada ł mi, że sa słuch
y, jalrob y krypo \~­
c
cy wsp~łpracowali z AK~owcami. Że są tam dwie kobi ety
napewno
są
1 one
w AK.
Osobiście
wątpię w to, a jeśli to jest pravl dą
ty'm gorz ej.
I{rypo\p/cy codz ienn ie aresz to'vJ 'ali i:nnJ'~ch Żyd6w 1 vv-yp
uszcz ali za
grub e
pien iądz e.
Rob ili to na
włas ną rękę .
Zach ovrjw ali się
\"lzględem Ży-dóvl gorz ej niż I~iemcy. T~Y'lko tyle
, ze przed TJrlsi ed ..
lenie m nie strz elal i do Żydów.
Vly-padek z ttcie kinie rami z Treb linki
uitla żałem
za
'\TYj ątkov ;y.
Nie sądzę, żeby AK p03woliła na takie zach owan ie. Dla
zmyl enia
swoi ch szefó w t&~ie postępowanie takźe było zbyt eczn
e. Stąd
wnio selt, że nie wieraę, że byli AK-o vfcam i. J?ra" qdopo
dobni e, Lipczyń skie mu móvl ili o tyrJ. dla przy podo bania
sięl 'ub dla tł:'LlfaaCZe­
nia, że także maj<;l różne ObOVliązlti i trzeb a im davva
ć dużo pienięd zy. Może mów ili, że musz ą dawa ć pien
iądz e AK. Tak czy inaczej 1;V rzeczywistości bJtli band ytam i. Taka była ich
mora lnoś ó.
Podc zas niedz ielny cl1. sele kcji l~iamcy przy chod zili razem
z pols1 {imi polic janta mi • Poli c janc i przJT chod zili
zavrs ze
możn a było opró żnić
chętr lie,
bo
kies zeni e sVloi ch ofia r. M6vl ili
wpro st: "Daj pieniądze, złoto 1 zost anie sz". Ludz ie d8~a
li.P o
sele kcji kilku nast u zabi eral i na cmen tarz do rozwałki.
Między
innym i był tam stary Gryn berg. Gryn berg chciał się wyku
pić, po~
wied ział , że ma wmurowane złoto, któr
e odda , źeby go zosta wion o.
Niemcy się zgod zili i posz li do jego domu. Tam wyd ostal
i garn ek
z mone tami, zabr ali i na miej scu go zabi li. Nawet już
nie za~
praw adzi li na cmen tarz.
Jeszc ze podc zas sele kcji aD-l etni chłopak: Josa k lioze
nberg
wsko czył na płot gdy! chci ał ucie c. Nie
zdąi ył. Zast rzel ili go.
Wisi a~ z opus zczon ymi noga mi. Po kilk u
minu tach podl ecie li i
ściągnęli mu buty . Z płotu go nie zdję
li.
Podc zas inne j sele kcji post rz elil i19 -letniE~ lvloz esówn
ę.
Zaczęłakrzycze6:"Jestem
młoda, chcę zyć". Podszedł do niej
pols ki poli cjan t Gałązka, stanął nogą na gard le i zad'u
sił ją.
Przyszła do Kope rnika o d.ziań woześnie
j. Była załaln.ana, gdyż
.."
znajo l~' zapr opon ował , ~e ją
zgwa łcił ją
że
i
przepędził.
nie ma po co
żyć.
urat uje, a gdy się z nim spotkała,
Chodziła po Kope rniku i krzyczała,
.. 160 ..
oto
przy kład . ł'ięltl1.a młod a
dzieli /czy'n a zaufała znajo:rnerllu
Polak ovvi, że jej pomoże. 1\1iała Wszj Tstki e dane,żebjprze żyć.
IVlogła jako Polsl ca (mia ła dobr y \~Jgląd) wyje
chać do I'liem iec na
robo ty. Mogła pójść do prac y jako służąca. Natrafiła
na łobu~
za 1 to ją zgubiło. Lońk8~ lv10zes 'była siostrą Eli IvIoze
sa (pseu do
Szmi t) komu nisty , kt6r, y v1alczył ,~ Ilisz pani i. Tli czas
ie 'v·lojny zos ..
tał zrzuc ollY' z samo lotu VI vloje wódz twie
l{ralrotłlski m. l'Jiem cy go
tam złapali i rozs trze lali. Ta rodz ina miała dużo znajo
mych
komu nist ów-l 'ola ków. Żete ź ja nie mogł em usta
lić kto ją. zgvvrał-­
cił?
N>ie
mogę
sobie te[:;o darov la6.
Szuk ałem go jak tylko mogł em.
(Do Gałązki jeszc ze wrócEi:). U Iiudz kiego zastałem ojca
i brat a
moje go przy jacie la Staśka O. Podk armi ali mnie i nawe
t dostałem
pien iądz e, żeby pójś ć do fryz jera . II~iedJ
'- byłe m u fryz jera olrry'.-r
ty prze ście radł em i
fryze jer 1111'lie
strzY't3ł, przy'szedł Bron t, je ..
den z największych band ytów . Ltlbił on podpr ovfa.. dzać
sVloje ofia ...
ry poćtS1JllÓj dom i tam zabija.ć, a po·tam zasiadał jeść
swoje sma-
koły ki. Pode rwał em się
z
rientował
Mógł porny śle6, źe
o co chod zi.
krzesła
i
uciekłem,
zanim on się za ..
mu ustępuję miej sce.
I tak na wpół ostrzyżony, okry ty prześcieradłem znal
azłe m się
zn6w w fabry ce. Dygotałem i nie mogłem mówi 6. Tak też
chod ziłe m
kill{ a tygo dni na wpół ostrz~rżon:y~, bo w oboz ie nikt
nie miał nożycz ek. Iść do mias ta do fryz jera było
by już bezc zeln ości ą, gdyż
nie chci eli strzy c Żydów. Prześcieradło od~łem ze strac
hu.U
Rudz kiego byliśmy już ojcie c przyja~iela i jego dwaj
brac ia i
zaczęło się trochę myśleć o tym 00 wbić
. Prze de wszy stkim jak
się do tego zabr ać, żeby nikt nie zauw
ażył . vV międzyczasie dostałe m wiad omoś ć, że sios tra i szwa gier
żyją i żyje przy jacie l
st. O. Stas iek. Są w Wars zawi e, mają ke~~karty i poruszają się
po mieś cie.
l'rzy jaci el
pros ił
o przy' gotow anie mu narzędzi do lcOIJ ania,
gdyż "fie, że Vi! ziem i na pod~l órku je€;o
"\TUja sc~ pOChov~lB"ne pieniądze
i inne drog ocen ne przed miot y. On choe nocą przy
jecha 6 do Mińska,
żeby -to wjrdostać. Przyjechał, 'r~~'dostał
i pojechał. Tym samym sytuac ja się zmieniła. Można już było pomyśleć o zorg anizo
wani u
ucie czki do kryjó wki, którą on przygotował.
l?rze dev'l szyst kim uzgodniliśmy, że pieniądze nie lnogą
być
w jedny m miej scu. 20 drug ie gosp odar ze mają wiedzieć
, że pien ię­
dzy nie mamy. lVsz elkie poroz 'umie nia l11USZ o być
zakam uflo'\ A/ane ,
c
żeby nikt się nie zorie ntov\ fał, o cz~y'rn
się mówi . l'Jie było to łatvl e
prze dsię wzię cie.
Post anow ili nas vTJkąpać i kaza li się do tego przygoto
wać.
Pow iedz ieli, że kąpiel będzie zami ast obia du. Fabr yka
miał a włas ~
ną łaźn ię.
.. 161 ..
listopadzie przy temperaturze minus 4° postanowili nas
\vykti:pać. Ponie'vvaż
nikt nie miał bielizny' na zmianę, p ostt21no\i'ti ...
liśmy, że przy tej okazji wypierzemy bieliznę, trąc ją o swoje
, ciało. I talc m~y'dła nie było. :Podczas kąpieli l'q"iemiec raz pusz-czał "V'odę gorącą, raz zimną. Zimna nas nie martwiła, ale gorąoa
parzyła i niejeden wY'sz eo-ł z oparzeniami .8i, którzy pc)trafi.li
zaltryć się bielizną nie byli poparzeni. Dzivlne, że vV" L.1.okrej
bieliźnie i mokrych ubraniach szliśmy do budyriku elek-trovvni •
.Po drodze vrszystlto na nas zesztJir-vlniało z mrozu, ale l1ikt kataru
nie dostał.
W budyriku elektrowni
elektryczne. Prąd do fabryki był z elektrowni pruszkowskiej. Myśmy sobie porobili piece
do ogrzevlania, a druty' do łączenia zarzucaliśmy na taJt zwaną
heblę.
Czasami to
nikami.
były łącza
trzaskało,
Musieliśnly
to
ale
zrobić, 'bo
zarzucaliśm
JT
trzeba
było
przed. bezpieczgdzieś e;otowa6
te kradzione kartofle. Trzeba było tylko pamiętać, żeby pilno~
v/ano czy ktoś do nas nie idzie, kied:r mieliśmy 'wł.ączone piece.
Te piece vl:{gląde. ły następująco. Cegły olcręcano
zakończone drutami miedzianymi. To wszystko wziąłem od p.Szuberta za jego zgodą.
Kopernik stał się punktem dla sprowadzania Źydóvl złapanych
na terenie całego po'tqiatu. Jeszcze vrtedy ludzie kręcili się po
różl1.ych
lasach. Niemcy chcieli
złapanych już
zrobić coś
ty~~odniu
przynętę, 'Vlięc
na
czy d n6ch postanowili
wivlieźć pozostałych Żyd6\a.[ ze Stanisłavvovfa, resztlri z l<:ołuszyna,
z
nie zabijali. J?o
t
Dobrego.
Prowadząc ten transport na dworzec kolejowy,
Sielli~icy
i
wstąpili
do
lCopernika i zabrali :ko(go tam zastali. Prz ada VlSZ;)Tstkim za~brali
cały personel kuchenny. Zabrali chorych i ~tych, którzy nie pasz ..
li do pracy. Ivlot:",;li nie iśó, bo za.\\Tsze było tam v{ięcej niż povlirL.1J.o było być (220 osób).
Gdy lućtz:Le wrócili z pracy to już nie było co jeść, ale
to nikogo nie
obchodziło.
Fo prostu polecieli do lrnchni i co
z:naleźli
zjedli Tla surowo. Zjedli na~let to, co było ~przezna­
czone na następny dzień. Op:rózl1ili p6łki vlkuchni, tak, że na
niczego nie było.
personelu kuchennego była nauczycielka Berger Anna.
śniadanie także
Wśr6d
Gdy wprowadzali tę grupę do \"agonu, na stacji praco"\qal: Żyd
Groj8dyk. Podszedł do Niemca i zaproponował mu, że on pójdzie
na miejsce tej Berger, żeby ją wypuścił. Niemiec się zgodził,
a Grojzdyk wszedł. Wiedział, że jedzie do Treblinki, wiedział,
że
na
śmierć. ZdębiałelU, gdyżVIidziałem
lenia. Chyba
więcej
odruch nie do
w Polsce takich wypadków nie
było.
pOlnyś ...
- 162 ..
Grł!j ~yk był szewoem, kt6T1J tylko potrafił reperować buty.
Chodził
pieszo na wieś, żeby brać stare buty do reperacji, a gdy
je zreperovłał, sar..Q je odnosi!!:. Iviieszkał w POkOjll z };:uchnią razem
z dziesięciol"łgiem dzieci. Był ~to człovfielc niepiśmienny. J?rawł-s
wszyscy śmiali się z \Jt/yczynu Grojdyka. Taka była ich śVfiadomość,
tak daleko odeszli od ludzkich instynkt6w.
Podczas akcji lil{:vlidacyjnej Kopernika olcazało się, że 20 ..
letni Grynberg miał rewolwer i wykorzystał go tylko, żeby zastrzelić swoją dziewczynę Borensztejnównę i siebie. To jest ten,
który wrócił: z Białegostoku. Nic dZiwnego, że \~idok ży\'Vych pochodni miał wpływ na tego młodzieńca i że pomyślał tylko o zabi~
ciu siebie i swo(jej dZiewczy·ny. ~Iie próbował nawet strzelać do
Niemca. Moze nie miał więcej kul, a może bał się, że nie zdąży.
Borensztajnówna miała może 19 lat, była piękna i radosna. Blon~
dynka o rysach aryjskich, która mogła się ratowa6 po aryjskiej
stronie.
Pisz ę o
żYif{1Jch
pochodniach, bo Niemcy
ł~opernik
podpalili.
24-go grudnia 1942 roku Niemcy vrJprowadzili z Kopernika
70 osób i rozstrzelali je na cmentarzu. vV'edług moich nota-tek,
10--go styczl1.ia 1943 roku ł:opernik został zlikwido'~any. T alt mam.
zanoto\\Tane v'V dzienniku. l{toś mi :mówił, że lO-go stycznia 1943
roku była tylko akcja, że znów część została rozstrzelana, a
zupełna l11cwidacja nastąpiła kill\:a dni później.
Ta moja niedokładność w tym miejscu wynika ze złego odczy~
tania
mo.
pamiętnika. Pisałem
tuszowym
oł6wkiem
i
łzy zamazały pis~
W tym samym czasie jak robionebyły'notatki o likwidacji
Kopernika mam zapis: W Kołuszynie (17 km od Mińska) było jeszcze
około 2 tysięcy Żydów. Dużo ludzi było schowanych na strychach.
Folska straż pożarna chodziła po tych strychach i znalezionych
Żydów odprowadzała do żandarmerii, gdzie ich rozstrzeliwano.
vVyciągnęlj4
z e strychów
około
400 ludzi.
Je~
juz
byłem ~ltedy
na
kryjówce.
Był
to już czas, że organizowany o~pór rozwijał się. łlit ...
lerowcy od czasu do czasu nękani są ogniem partyzanckuA. W
kraju zaczyna się wierzyć VI vv-yzwolenie. ł~ie ma sensu opis~y1'tlanie
POWjższych spraw w szczeg6łach, gdyż każdy z tych faktów stanowi odrębną całość na długie lata pisania. I\J'iech to zrobią
pisarze.
'Vfszellcie akcje, ja}~ie miały' miejsce \'1 czasie okupacji
uderzały we mnie, lecz sam zawsze jakoś wychodziłem z opresji.
I\lOŹ11.a st\l\fierdzić, że to dzięki tchórzostvm, lub ZVlJrkłemu przy ...
padlcovli, a może takie było przeznaczenie!
- 163 ..
Sam nie wiem, jak to
się stało, że żyję.b~ślę
o tym
ciągle.
'rf obozach pracy życie było "'pod psem"· .. ani jedzenia, ani
suania, ale strachu
\~ .
dos·tateezneJ·
ilości.
I:~Iikt
nie.
·natrafił
uo.
, . .
. .
.
. .
myśleć, co należałoby zrobić, żeby ulży6 VI "tej sy'tllacji. Czas
.,/"
naglił,
sytuacja na frontach
łamać
kark i co raz to
szyzm
rozkładał się,
zmieniała się.
trzeźwiej
mimo
Hitlerowoy
ludzie patrzyli na
zaciętości
zaczęli
śVliat •
Fa.,..
swoich pazurów.
hitlero,,~cy" zaczęli chodzić
po lllicach bardziej nerVlOwo. Następuje przyśpieszenie lik~idacji Żyd6w w obozach i mias~
tach specjalnych. Część obozów zostaje zlikwidowana i także
Sami
wszystkie te miasta (prawdopodobnie ich było pięć).
Hitlerowcy chcieli, aby ~ydzi nie uciekali do lasu, co by
mogło pomóc podziemiu.
Zostały stworzone obozy pracy, k-t6re celowo były zle strze-żone, oraz miasta ży'dowskie ot\;~a.rte. Celem tee~O było,ażeby Ży ..
dzi przychodzili z lasów i innych kryjówek.
Do tych oboz6w lub ta-1ciego miasta nie szło się chętnie,
. ale się szło, przede wszystkim dlatego, bo nie było co ze sobą
robić. łJ'ie wszyscy potrafili znaleźć kontalcty z istniejącym ruchem podziemnym i nie wszyscy mieli dość sił do walki, która
była ciężka i bezkompromisowa.
Walki na frontach zawsze miały wpływ na naszą sytuację.
Czy hi tlero'VJ'cy zrobili to dlatego, że to im pomagało Vi
wojnie? Nie! W tym czasie padł strzał w samą hitleryzmu i wojny.
:Padł Stalin(~rad. Armia CZ erWOlla \rV'Z ięłapokaźną ilość wojska do
niewoli pod Stalingradem, i tam. źe rozbiła marzenia faszyst6w,
i to nie tylko hitlerowskich.
Odwróciła się sytuacja, a Zachód zaczął się liczyć bardziej z siłą Związku Radzieckie,go. Od -te.!so momentu Ameryka za...
częła udzielać pomocy Związkowi Radzieckiemu, a hordy hitlerow~
skie zaczęły uciekać na łeb, na szyję.
Był to początek nieuniknionej klęski hitlerowskiej.Wielu
Niemc6w to dostrzegło. i1{ narod.zie '1 p anóvvłf wzrastało zdenervvo'~la­
nie, a wraz z tym rosły bestialstwa.
J:'ierwsze załamanie się armii hi·tlerovV'skiej rozbudziło w
narodzie chęć szybszej likvlidacji hord okupanta. TWOrZ;}T'ły się
grupy partyzanckie na własną rękę, a przede wszystkim grupy
zorganizov\fane. \1ielu ludzi niezdecJrdovianyc~ natychmictst zna.. lazło
drogę
~~alki
do
z "faszyzmem.
Chęć
\Als.,ll-ci o wy'zvłolenie naro,clo,\Ale
rosło··vJ miarę v/zrastającej
walki Narodu Radzieckie,go na fron~
tach wojny. Ludzie, którzy się
"chwiali", a chcieli
walczyć
o
wyzwolenie, organizowali
się
coraz lepiej,
gdyż
Armia
.. 164 -
Radziecka v~'kazała,że można mie6 do niej zaufanie, że zgniecie
hitleryzm.
Sytuacja sprzyjała rozwojowi ruchu partyzanckiego i ruch
ten rósł z dnia na dzień. Setki e~tów sabotażu i dywersii systelTlatycznie
podcinały' t;rły
viroga.
Wielu Żydów dalej ukr~qało się po różnych lasach czy w
specjalnie wykopanych dołach. Ukry-'łlali się w zaroślach, i gdzie
kto mógł:. Są 0povłiadania o bur.Lk:rach ·l~nl lesie.
Nocowanie na strychach i piwnicach razem ze szozurami uwa~
żano za rzecz normalną. Być brudnyJn i głodnym było rzeczą naj~
n01~alniejszą w świecie. Ludzie zapow1ieli nawet, że gdzieindziej żyje się inaczej. Nie zapomnieli tylko o istnieniu Kraju
Rad, i że wyzwolenie może jedynie przyjść ze wschodu. Dobrze
oceniono sytuację polityczną, mimo, że nie dysponowano żadnymi
materiałami spravJ'ozdavlczymi. Ludzie potrafili \\TYczuć z samego
zachowania się hitlerowców, ozy dostają "po skórze", czy też
nie. Szczuci nabierają psiego węchu. Hitlerowcy byli butni, kiedy' ich armaty biły do bezbrorh1'J.ej ludności, ale }riedy na nich
padły
pierwsz e f'zdrovle ff pociski, tj. pod Stalingradem, to V/pra\Al-dzie walczyli, ale gdziekolwiek byli, mo~na było odczu6, ie
zbierają f'cięgiff .1~ie należy się tenlu. ćLzivlić, gdy'ż j es-t to cecha
charaktery·styczna faszyzmu. Vvynika.. to po prostu z tego, że \1al ..
czący faszyzm nie widzi i nie ma celu walki. Gdy korzysta z mor~
derst\"la czuje się faszysta dobrze.łi momencie niepowodzenia, próż­
ność wiary obraca się w tchórzostwo i nicość. To zaczęliśmy wi~
dziać własr~mi oczami.
Okupacja .kraju ma swój wpływ na społeczeństwo. Kraj zosta~
j e systematycznie grabiony. l'lszystko, co s·tanoV"Ji materialną wartość, jest systematy'cznie V1Y\'vożone do kraju łł~pa.nówłf.
Przemysł \1 kraju pracuje dla wojny i vlłasnego zniszczenia.
Ludzie robią wszystko dla własnej zagłady. Są do tego zmuszani
drogami i metodami przygotowanymi przez faszyzm i ich instytuty'
nauko"t"le.
O pomooy polskiego podziemia pisano wiele, szozególnie o
pomocy AL. Miałam to szczęście, że siedziałem w pokoju obok
p.Franciszka Łęczyckiego. On to pisał o pomocy AL. ?isał przez
bELrdzo dużo miesięcy. Co jakiś czas o~pisY\ll[ał
Nikt mu nie
przeszkadzał
fragmenty po...
w zmyślaniu fakt6w. Jest
talri d01}ICip: U"Cz łO~lieko\lVi na ''fsi było smutno, więc ~lYsz edł o
d\~nastej w nocy z domu i zaczął woła6:"Cud, ukazała mi się
~1atka Boska u • Zaczęły tam przychodzić Wjrcieozlri szl<:olne i inne,
a chłop ciągle opowiadał o cudzie. Fotem przyjeżdżały wycieczki
mocy
Żydom.
nOVle
.. 165 ..
zagr anic zne, a chłop opowiadał o cudz ie. Po trzec h latac
h opowiad ania chłop sam w to uwierzył".
Kied y Łęczycki pisał na ten tema t, miał wted y chyb a
75
lat.
Gd:>T
~o
chłopców
vvojn ie szuk ałem tych 'urato vlany ch, znal azłe m
4 ..c1'1,
,któ rzy 0pov liada li, że zabra no ich z kanałóvl i odpr
owadz ono do grup y AL do lasu .
Napewno nie są to jedy ni urato wani , ale w żadnym v~·pa
dku
opisy nie ~pokrywe~ją się z pra\\Tdą, nawe t częściową.
Ucie czka ~yd6w kanałami ma swoją historię, historię wiel
kiej trag edii , a pods zywa nie się AL do tej akcj i jest
cona j~
mnie j niep rzyz woit e.
Pomoc była wyjątkowo mała. Po wojn ie zaczęto wyolbrzy
~
miać posz czeg ólne fakty , któr e nie miał
y żadn ego znac zenia w
tej sytu aoji. Szma lcow nioy więcej Żydów odda li w ręce
gesta po,
niż .A.L czy AK urato'\\Tało. Ucie czka kana łami
była akcj ą samo ob ...
rOl1Y l"udz i get-t a, a nie akcją podz iemia dla ich ratov
vania . Znów
napev lno jakieś wy'jątki były z r6żny'ch vizględ6w dla
r6żn ych celów. Gdy Niem cy zorie ntow ali się, że Żydzi prób ująu
ciek aćka ­
nała mi, zacz ęli wpus zcza6 do kanałów raki
ety dymn e. Rzuc ali
V'lia~l{i gran atów , jak tyllc o zauw ażyl i,
ża we v~~łazie coś się
dzie je. Żadna polsk a orga niza cja nie próbowała się temu
prze ci\V' stawi ć. To 'po wojn ie możn a czyt ać o
t~y"ch· akcj ach, o pomo cy.
Iluż to Żydó w zgin ęło nawe t wted y, kied y już
się ~~-dos­
tali z kanału 1 nie miel i co ze sobą robić. Nikt pomo
cy nie
udzi elał . Jeśl i któr yś zdoł ał się prze
kraś ć na jaki eś scho dy,
to smr6 d z niego po kanałach go zdradzał i likwi dowa no
go.
N'aZ'Vlałem tę częś ć opis6\ \T wy'si edlen iem.
Ency klop edia nie
ma inneg o określenia. Ja szuka m inne j nazvty tego ,
co było poza
mord em. A więc co było?
Jede n naró d napadł na drug i, zabijał jego obYV lateli ,
gra-
bił, ~lał cił, mord ował , męcz ył, znęc
ał się, wyśm iewa ł
go,
ni~
szcz yl jego doby t ele dla same go nisz czen ia. I{obi l:
to na zasa dzie
kłam stwa , oszu kańs twa i tylko dlate go,
że miał siłę.
Naz\~ano to wojn ą, choć Żjrdzi nie v'lojo wali.
Żydz i jako oby'-
wate le polsc y wcal e nie byli przez ?olak ów bron ieni,
mimo tej
sanle j rzelC()nlO okup acji. I\fie vliem , co to jest olUlp
acja. Ivlyśmy
nie przeży'trvali olmp acji tak, jak to piszą na ten tema
t, jak po-
daje ency klop edia. Dla nas była to mord owni a bez możl
iwoś ci
obro ny i bez obrońców. Byliśmy między wrog ami 'wewnętrzn
z eVlnętrznymi.
ymi
By'liśmy
nieświadomości.
sami , z
Spon tanic zne
gołymi ręko.ma
zrj~ były
w bezwzględne j
zryw ami desp erac ji,
i
.. 166 -
do czasu powstania w getcie warszawskim.
'~Vięc
jal{: nazvłać tę część? ~~ojną to nie było! Okupacją
nie.
także
\Vielokrotnie spotl{~. łem się z pytaniami, naprzykład, że
p.X opowiedział o takiej a talciej historii, że p.Y. opo\~lledział
o takiej i t~{iej historii. Czy to jest prawda, czy to możliwe,
czy fantaziują. Odpowiedź jest jednoznaczna. Nikt nie jest \"f
sta.nie tyle fal1taz jowa6. Rzeczy\\fis-tość była gorsza. Odejdę od
swojego tematu do faktu.
lłeżyse:rvlanda
do dyspozycji
kich aktor6w,
Jakllbovfska,
1nięźniarka Ośvlięciraia, dos·bała'
tysiące żołnierzy VI
pasiakach, najlepszych pola--
żeby zrobiła
film o Oświęcimiu. Zrobiła film
"Ostatni etap". Byłem na premierze, byli oświęcimiacy. Po wyś~
wietleni'u filmu była dyskusja. Oświęcimiacy mieli pretensję,
że nie \V'iele pol{azala. JalUlbovlska v\Tstała i spokojnieodpo\qie ...
działa: ł'Jeśli "udało mi się pokaz ać 10% tego, co tam by'lo, to
jestem genialna'
~rzyjechali
żeby kl.lpić
ten film. 1'0 obejrzeni'Ll.
zaproponovvali, że'by' 't/stawić 'wstawkę, jak to Essesman gwałci
\~ięźniarkę. Polacy odmó\i\lili i Arnerykanie vltedy filmu nie lmpili.
Czy kupili
z Ame:ryki,
p6źniej ~
nie wiem.
Eomyśleć, że to wszystko było planowane w lWtsusowych ga~
binetach I)rzeZ profesoróvi, naukowcóvv, inżyl1ieróvv, którzy nazywali siebie "Herrenvol}ciem t, . Ja ich nazy'wałem najvlięlcszymi
SlCUrvfJt synami śVliata
Vlrócę
siące
i
już
wszystkich czasóvv.
do mojego tematu,bo podobnych historyjek jest ty'.-
wiele o nich pisano.
Chciałbym tę część
opis6vl zakończyć jakimś poz:)T'tyvfnym
czynem :Polaków v\Tobec Życlów. Obracam dzienniki ora.,z późniejsze
notatki, źeby coś znaleźć, ale niestety niczego nie
Chyba ja nie miałem szczęścia do takich informacji.
Pojedyńcze
przypadlri
jakiejś doraźnej
znajduję.
pomocy nie
należy
określać pomocą
móg~
Polaków. Zawsze jakiś znajomy znajomemu pow takiej czy innej formie, ale pomocy zasadniczej nie było.
Nikt 1J'1 tym państwie nie czuł się odpovviedzialny za nasz los.
Swobodna działalność "szmalco1l1ników" nie była nawet zvvalczana
przez organizacje podziemne. Społeczeństwo także nie interesowało się tą hańbą. uv~ielu Zydów zginęło przez tę działalnoś6.
v\fiele krJt jóvvek
zostało
zdradzonj""ch i
ukrY'\\Tających się
vvymordo-
wanych. Zdrady należały do codzieaności. Zdradzali przeważnie
dla pieniędzy. W tych warunkach Żydzi musieli zginąć.