Kia Picanto Cup - Sport kontaktowy
Transkrypt
Kia Picanto Cup - Sport kontaktowy
AutoRok.PL / DesignForum.PL Kia Picanto Cup - Sport kontaktowy Autor: Andrzej Zmieniony 15.09.2006. Sporo wody upłynęło w Wiśle od ostatniego wyścigu, w którym brałem udział. Ważność licencji dawno wygasła, chęć walki o każdy metr, o każdą sekundę też. Mimo pewnych zbieżności, testowanie samochodów, zasadniczo różni się od ścigania. Najprawdopodobniej nigdy bym już nie wystartował, gdyby nie kusząca propozycja ze strony Kia Motors Polska. Tym razem nie chodziło jednak o wynik, lecz o ocenę Picanto Cup. Co prawda o wszystkim da się pisać zza biurka, ale inaczej widzimy tajfun podziwiając go z pewnej odległości, a inaczej będąc w jego epicentrum. (powiększ zdjęcie) Pomijając aspekty reklamowe, producentowi chodziło o stworzenie klasy identycznych samochodów, na tyle tanich, by mogły stanowić szansę dla młodych zawodników marzących o karierze w sportach motorowych. Wybór Picanto do tego celu okazał się ze wszech miar korzystny. Już w bazowej wersji auto dobrze prowadzi się, i jak na pierwszy krok wyścigowy wykazuje niezłą dynamikę. Oczywiście na warunki torowe ma za miękkie zawieszenie i trochę za mało koni. W celu dostosowania samochodu do tego konkretnego zadania, wprowadzono kilka zmian technicznych mających poprawić sprawność pojazdu i bezpieczeństwo kierowcy w razie kolizji. Za Picanto z kompletnym wyścigowym wyposażeniem zawodnicy płacili 29.900 zł, jednocześnie zobowiązując się do startów przez dwa lata i do znalezienia zastępstwa w przypadku, gdyby w którejś z eliminacji nie mogli wziąć udziału. To dało gwarancję, że na starcie będzie stawało 30 identycznych pojazdów. Dodatkowo jedno Picanto przeznaczono dla dziennikarzy posiadających licencję wyścigową, by mogli przekonać się na własnej skórze czym pachną te zawody. Już na treningu przekonałem się, że ta identyczność startujących aut jest pojęciem względnym, bo na prostej bezlitośnie wyprzedzano mnie i z pewnością nie wynikało to wyłącznie z różnicy mas kierowców. Należy jednak pamiętać, że w ramach regulaminu i uczciwości da się wiele zrobić - zwłaszcza w zakresie zmniejszenia oporów toczenia i dostrojenia zawieszenia. Prawdziwym koszmarem IV eliminacji był upał, w cieniu dochodzący do 40'C. W samochodzie pozbawionym klimatyzacji (na życzenie zawodników) i w pełnym rynsztunku - czyli w specjalnej bieliźnie, kombinezonie i kasku, przy zamkniętych oknach, temperatura była jeszcze o połowę wyższa. Po wciśnięciu się w kubełkowy fotel i dociągnięciu szelkowych pasów bezpieczeństwa czułem się jak przyszpilony - co nawet przy dużej sile odśrodkowej dawało pewność prowadzenia auta. Kręcenie kierownicą wymagało nieco większego wysiłku niż zwykle, bowiem na życzenie zawodników zrezygnowano ze wspomagania. Zaletą tej decyzji był fakt, iż nie zabierało ono mocy, której i tak jest nie za wiele, oraz uzyskanie lepszego wyczucia tego, co dzieje się z przednimi kołami. Uwagę zwracały silne hamulce z klockami marki Carbone Lorraine. Nawet na suchym, przyczepnym, nowym asfalcie Toru Poznań z łatwością dawało się zablokować koła. Nie mając ABS-u trzeba było wręcz koncentrować się, by do tego nie doprowadzać. 12-zaworowy silnik R4-1.0 po zastosowaniu komputera firmy V-Tech, modyfikacji układu dolotowego i zdjęciu ostatniego tłumika zyskał na dynamice. Kręcił się do ok. 6500 obr/min, wydając donośny, prawdziwie rasowy dźwięk. Moc 67 KM w powiązaniu z regulaminową masą pojazdu 840 kg i niemal doskonale dobranym zawieszeniem (sprężyny Eibach, amortyzatory Bilstein) sprawiły, że Picantem pokonywało się łuki niczym gokartem. Każdy z zawodników dobierał ciśnienie w oponach (Pirelli P6000 175/60-14, felgi Dotz Imola 6x14) do własnych upodobań, w ten sposób narzucając zachowanie się auta podczas hamowania i brania zakrętów. Przed startem ostrzegano mnie, że na pierwszych łukach dzieją się dantejskie sceny. Oglądając je na DVD rzeczywiście można przeżyć szok i powiedzieć, że to kupa szaleńców. Ale tak na prawdę większość przepychanek i stłuczek nie wynika ze złośliwości zawodników. Po prostu tyle aut nie mieści się naraz w zakręcie. Gdy ktoś popełni błąd, wszystko sypie się na zasadzie domino. Czując się jak kurczak upieczony na rożnie ocieram pot wypływający spod kasku, starając się dostrzec http://mas.auto.pl Kreator PDF Utworzono 7 March, 2017, 01:10 AutoRok.PL / DesignForum.PL światła startowe. Ruszam minimalnie szybciej niż Picanto znajdujące się przede mną. Nie odważyłbym się włożyć palca między zderzaki. Tak zbliżamy się do pierwszego długiego prawego łuku. Widzę, jak na czele stawki dzieje się coś dramatycznego, auta zaczynają się zderzać i obracać. Na trójce wjeżdżam w tumany kurzu. Fruwają zderzaki i lusterka. Prawie tuż przed maskę spada jakiś samochód, udaje mi się go ominąć, teraz dopiero zrobiło się gorąco. Ufff, jadę dalej, auto chyba całe. Na jednym z kolejnych łuków widzę podobną sytuację. Dochodzę do wniosku, że w zakręt należy wjeżdżać na pamięć, a koncentrować się na tym co dzieje się dalej. W przeciwnym razie można wpaść prosto w karambol. Jeszcze kilka zakrętów i długa prosta. Liczyłem na chwilę oddechu. Nic z tego, dochodzą mnie dwa Picanta. Zjeżdżam na wewnętrzną, żeby mnie nie wypchnęły później z zakrętu. W lewym lusterku widzę jak ktoś się do mnie przytula, drugi brutalnie wciska się po prawej, jadąc okrakiem po tarce. Hamuję nieco wcześniej niż zwykle, bo chciałbym oddać samochód w jednym kawałku. Picanta są już przede mną. Cmoknęły się bokami i poszły na zewnętrzną. Znowu jestem przed nimi i nie wiem czy się cieszyć czy nie, bo zaraz ponownie będę miał je na plecach. Z takich akcji składają się dwa pierwsze okrążenia toru. Później robi się nieco spokojniej, ale zacięta walka trwa do końca. Kto popełni najmniejszy błąd, nadmiernie się poślizgnie, bądź za wcześnie zahamuje, zostaje w tyle i to praktycznie z marną szansą na odrobienie straty. Stąd właśnie bierze się tak agresywny styl jazdy, typowy dla biegów pucharowych. Nie ma co ukrywać, jest to pewna forma sportu kontaktowego generująca twardą walkę. Nie powiem męską, bo w co piątym Picanto siedzi kobieta. Mimo młodego wieku, dziewczyny jeżdżą niemal perfekcyjnie i wcale nie dają za wygraną swoim rywalom. Być może kontrowersje wzbudza obecność wśród adeptów sztuki wyścigowej, zawodników z pierwszej ligi, ale ponoć nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Dzięki takiej konfrontacji młodzi kierowcy mają punkt odniesienia i mogą ocenić swoje zdolności. Objechanie utytułowanych zawodników musi przecież sprawiać olbrzymią satysfakcję. Tegoroczna edycja nie była jedyną okazją do wykazania się. Puchar Kia rozgrywany będzie jeszcze co najmniej przez dwa sezony. Nie da się ukryć, że tą inicjatywą Kia Motors Polska zasadniczo wsparła nasz sport motorowy. Picanto Cup okazał się najciekawszym serialem Wyścigowych Samochodowych Mistrzostw Polski. Zyskała też marka, bo o Kia zrobiło się głośno, a urokliwe Picanto zasłużyło na miano wozu nie do zdarcia, kryjącego w sobie ogromne możliwości i rezerwy. Więcej informacji o Kia Picanto Cup na www.picanto-cup.pl Wojciech Sierpowski http://mas.auto.pl Kreator PDF Utworzono 7 March, 2017, 01:10