Vladimir Nabokov Obrona Łużyna
Transkrypt
Vladimir Nabokov Obrona Łużyna
Felietony Vladimir Nabokov Obrona ?u?yna (fragment) ?u?yn naprawd? by? zm?czony. W ostatnim czasie grywa? du?o i chaotycznie, a szczególnie zm?czy?a go gra na ?lepo - nie?le op?acane widowisko, w którym ch?tnie wyst?powa?. Znajdowa? w nim prawdziwe upojenie, gdy? nie musia? mie? do czynienia z widzialnymi, s?yszalnymi, dotykalnymi figurami, które zawsze mu przeszkadza?y sw? dziwaczn? rze?b?, drewnian? namacalno?ci?, zawsze wydawa?y si? pospolit? ziemsk? otoczk? zachwycaj?cych, niewidzialnych szachowych si?. Graj?c na ?lepo odczuwa? te ró?norodne si?y w ich pierwotnej czysto?ci. Nie ogl?da? wówczas ani poskr?canej grzywy konia ani wy?wieconych g?ówek pionów; wyrazi?cie wyczuwa?, ?e ten lub ów kwadrat zaj?ty jest przez okre?lon?, skumulowan? si??, a ruch figury wyobra?a? sobie jako wy?adowanie elektryczne, jako uderzenie, b?yskawic?; ca?e pole szachownicy dygota?o od napi??, którymi on rz?dzi?, tu gromadz?c, tam uwalniaj?c si?? elektryczn?. Gra? tak przeciwko pi?tnastu, dwudziestu, trzydziestu przeciwnikom i, rzecz jasna, ilo?? szachownic powi?ksza?a zm?czenie, gdy? pokaz zajmowa? wi?cej czasu, lecz to fizyczne zm?czenie by?o niczym wobec zm?czenia my?li - odwetu za napr??enie i b?ogo??, zwi?zanych z sam? gr?, któr? prowadzi? w pozaziemskim wymiarze, operuj?c bezcielesnymi wielko?ciami. Poza wszystkim, w grze na ?lepo i w zwyci?stwach, które w niej odnosi?, znajdowa? pewne pocieszenie. Rzecz w tym, ?e w ostatnich latach nie wiod?o mu si? w turniejach, wytworzy?a si? jaka? niewidzialna bariera, przeszkadzaj?ca w odnoszeniu zwyci?stw. Walentynow, na kilka lat przed swym znikni?ciem, przewidzia? to. - Trzeba b?yszcze?, póki si? b?yszczy - powiedzia? po niezapomnianym turnieju w Londynie, pierwszym po wojnie, kiedy to dwudziestoletni gracz rosyjski zosta? zwyci?zc?. - Dopóki si? b?yszczy - powtórzy? chytrze Walentynow - jak d?ugo mo?na by? cudownym dzieckiem? Dla Walentynowa by?o to bardzo wa?ne. Zajmowa? si? ?u?ynem, gdy? by? to fenomen, zjawisko dziwne, nieco zwyrodnia?e, lecz czaruj?ce, jak krzywe nogi jamnika. Przez ca?y czas wspólnego przebywania z ?u?ynem Walentynow nieustannie pobudza? i rozwija? jego dar, nawet przez minut? nie troszcz?c si? o ?u?yna - cz?owieka, którego, wydawa?o si?, przeoczy? nie tylko Walentynow, ale i samo ?ycie. Pokazywa? go, jak zabawne monstrum, bogatym ludziom, nawi?zuj?c dzi?ki temu korzystne znajomo?ci, urz?dza? niezliczone turnieje, a gdy tylko zacz??o mu si? wydawa?, ?e cudowne dziecko przemienia si? po prostu w m?odego szachist?, przywióz? go do Rosji, z powrotem do ojca. Pó?niej, jak warto?ciow? rzecz, wywióz? ponownie, gdy zda?o mu si?, ?e jednak si? pomyli?, ?e fenomen ?y? b?dzie jeszcze przez rok, dwa. Gdy i ten czas min??, podarowa? ?u?ynowi pieni?dze, jak si? daje kochance, która si? sprzykrzy?a, i znikn??, znajduj?c now? rozrywk? w filmie, w tym tajemniczym, jak astrologia, zaj?ciu, gdzie czyta si? manuskrypty i poszukuje gwiazd. Wchodz?c w sfer? ruchliwych, elokwentnych, cwaniacko wa?nych ludzi, rozprawiaj?cych o filozofii ekranu, o gustach masowego widza, o intymno?ci przewarto?ciowania znacze? w filmie, i zarabiaj?cych na tym niezgorzej, wypad? ze ?wiata ?u?yna, co dla tamtego by?o ulg?, dziwn? ulg?, któr? odczuwa si? po zerwaniu nieszcz??liwej mi?o?ci. Do Walentynowa przywi?za? si? natychmiast, jeszcze w okresie szachowych podró?y po Rosji, a pó?niej odnosi? si? do niego tak, jak mo?e odnosi? si? syn do niefrasobliwego, nieuchwytnego, ch?odnawego ojca, któremu nigdy si? nie mówi, ?e si? go kocha. Walentynow zajmowa? si? nim tylko jako szachist?. Czasem by?o w nim co? z trenera, uwijaj?cego si? Strona 1 / 4 (c) 2017 Adam Umiastowski & Tomasz Lissowski <[email protected]> | 2017-03-07 00:10 URL: http://szachowavistula.pl/felietony/index.php?action=artikel&cat=1&id=143&artlang=pl Felietony wokó? zapa?nika i ustanawiaj?cego re?im treningowy z bezwzgl?dn? surowo?ci?. Walentynow twierdzi? na przyk?ad, ?e szachista mo?e pali? (poniewa? w szachach i w paleniu jest co? orientalnego), lecz w ?adnym przypadku nie wolno mu pi?, a w czasie ich wspólnego bytowania w jadalniach wielkich hoteli, ogromnych, pustynnych w wojennych dniach hoteli, w przypadkowych restauracjach, w szwajcarskich garkuchniach i w?oskich traktierniach niezmiennie zamawia? dla ch?opca wod? mineraln?. Jedzenie wybiera? dla niego lekkie, by my?l mog?a kr??y? swobodnie i nie wiadomo dlaczego (by? mo?e z powodu mglistego zwi?zku z "orientalno?ci?") bardzo utwierdza? ?u?yna w jego mi?o?ci do s?odyczy. Wyznawa? te? oryginaln? teori?, ?e rozwój szachowego talentu ?u?yna zwi?zany jest z rozwojem poczucia p?ci, ?e szachy stanowi? swoiste prze?amywanie tego poczucia, i boj?c si?, by ?u?yn nie rozproszy? swej drogocennej mocy, by w naturalny sposób nie unicestwi? b?ogiego napi?cia duszy, trzyma? go z dala od kobiet i cieszy? z jego niepokalanej pos?pno?ci. W tym wszystkim by?o co? upokarzaj?cego. ?u?yn, wspominaj?c tamten okres konstatowa? ze zdziwieniem, ?e mi?dzy nim i Walentynowem nigdy nie pad?o ani jedno dobre, ludzkie s?owo. I mimo to, gdy w dwa lata po wyje?dzie z Rosji, która sta?a si? taka nieprzyjazna, Walentynow znikn??, ?u?yn poczu? pustk?, brak oparcia, a pó?niej, uznawszy nieuchronno?? biegu zdarze?, westchn??, odwróci? na pi?cie, znów zamy?li? nad szachownic?. Po wojnie turniejów przyby?o. Gra? w Manchesterze, gdzie zniedo???nia?y mistrz Anglii po dwóch dniach walki forsowa? remis, w Amsterdamie, gdzie przegra? wskutek przekroczenia czasu, a przeciwnik, nerwowo chrz?kn?wszy, uderzy? w jego zegar, w Rzymie, gdzie Turati zwyci?sko uruchomi? swój s?awny debiut, i w wielu innych miastach, które wszystkie by?y dla niego identyczne - hotel, taksówka, sala w kawiarni lub w klubie. Te miasta, te równe rz?dy mijanych ?ó?tych latarni, które nagle wyst?powa?y naprzód, by okr??y? kamiennego rumaka na placu, by?y t? zwyk?? i zb?dn? otoczk?, jak drewniane figury i czarno-bia?a szachownica, a on to zewn?trzne ?ycie przyjmowa? jako co? nieuniknionego, lecz zupe?nie nieciekawego. Podobnie w ubiorze i w codziennym ?yciu kierowa? si? niewyra?nymi impulsami, nie zastanawiaj?c nad niczym, rzadko zmieniaj?c bielizn?, machinalnie nakr?caj?c zegarek na noc, goli? jedn? ?yletk? tak d?ugo, dopóki ta ?cina?a zarost, ?ywi? przypadkowo i prosto, wci?? zamawiaj?c do picia - z powodu jakiego? smutnego bezw?adu - wod? mineraln?, która lekko uderza?a w nos, powoduj?c ?askotanie w k?cikach oczu, niczym ?zy po Walentynowie, który znikn??. Tylko z rzadka ?u?yn zauwa?a?, ?e istnieje, gdy zadyszka - zemsta ci??kiego cia?a zmusza?a go do zatrzymania si? na schodach z otwartymi ustami, lub gdy bola?y z?by, lub gdy w pó?nej porze szachowych rozmy?la? wyci?gni?ta r?ka, potrz?saj?ca pude?kiem zapa?ek, nie powodowa?a ich grzechotu, a papieros, wsuni?ty mu w usta jakby przez kogo? innego, natychmiast rós?, umacnia? si?, wype?niaj?cy, bezduszny, ospa?y, a ca?e ?ycie przemienia?o si? w jedn? ch?? palenia, cho?by nie wiedzie? ile papierosów zosta?o ju? wypalonych. ?ycie wokó? niego by?o tak zamglone i tak niewiele od niego wymaga?o, i? niekiedy zdawa?o mu si?, ?e kto?, tajemniczy niewidzialny impresario wci?? wozi go z turnieju na turniej, lecz zdarza?y si? niekiedy dziwne godziny, taka cisza woko?o, a je?li wyjrze? na korytarz, przy ka?dych drzwiach stoj? buty, buty, buty, a w uszach szum samotno?ci. Gdy ?y? jeszcze ojciec, ?u?yn ze smutkiem my?la? o jego przyje?dzie do Berlina, o tym, ?e trzeba go b?dzie przywita?, pomóc, mówi? o czym?, i ten wesolutki z wygl?du staruszek w sznurowanej kamizelce, niezr?cznie klepi?cy go po ramieniu, stawa? si? dla niego nie do wytrzymania, jak wstydliwe wspomnienie, od którego chcemy si? uwolni?, mru??c oczy i sycz?c przez z?by. Nie przyjecha? z Pary?a na pogrzeb ojca, boj?c si? nade wszystko umar?ych, grobów, wie?ców i zwi?zanej z tym odpowiedzialno?ci, zjawi? si? dopiero po jakim? czasie, uda? na cmentarz, podrepta? w deszczu pomi?dzy mogi?ami, w oci??a?ych od b?ota kaloszach, grobu ojca nie znalaz?, zobaczy? za drzewami cz?owieka, zapewne stró?a, lecz dziwne lenistwo i nie?mia?o?? przeszkodzi?y mu zapyta?, podniós? ko?nierz i poku?tyka? Strona 2 / 4 (c) 2017 Adam Umiastowski & Tomasz Lissowski <[email protected]> | 2017-03-07 00:10 URL: http://szachowavistula.pl/felietony/index.php?action=artikel&cat=1&id=143&artlang=pl Felietony przez pustkowie do oczekuj?cej taksówki. ?mier? ojca nie przerwa?a jego pracy. Szykowa? si? do turnieju berli?skiego z konkretn? my?l?, by znale?? najlepsz? obron? przeciwko z?o?onemu debiutowi W?ocha Turati, najbardziej strasznego ze wszystkich przysz?ych uczestników turnieju. Gracz ten, przedstawiciel najnowszej tendencji w szachach, otwiera? parti? wyj?ciem na skrzydle, nie zajmuj?c pionami ?rodka szachownicy, lecz w najbardziej niebezpieczny sposób oddzia?ywuj?c na centrum z boków. Czuj?c wstr?t do roztropnego ukrycia roszady, d??y? do stworzenia najbardziej nieoczekiwanych, najbardziej ekscentrycznych uk?adów figur. Raz ju? ?u?yn spotka? si? z Turatim i przegra?, a ta pora?ka by?a dla niego szczególnie nieprzyjemna, gdy? Turati, bior?c pod uwag? temperament, manier? gry i sk?onno?ci do fantastycznych dyslokacji, by? graczem pokrewnego mu charakteru, który jednak poszed? dalej. Gra ?u?yna, we wczesnej m?odo?ci tak zdumiewaj?ca znawców niebywa?? zuchwa?o?ci? i pozornym lekcewa?eniem najwa?niejszych prawide? szachów, teraz wydawa?a si? odrobin? staromodna wobec b?yskotliwej skrajno?ci Turati. ?u?yn znalaz? si? w sytuacji artysty, który, opanowawszy najnowsze ?rodki wyrazu w sztuce i zadziwiaj?c do czasu oryginalno?ci? metody, dostrzega nagle, ?e niezauwa?alnie nast?pi?y wokó? niego zmiany, ?e inni, przybywszy nie wiadomo sk?d, pozostawili go z ty?u na tym polu, na którym jeszcze niedawno by? pierwszy, i wtedy czuje si? okradziony, widzi w ?mia?kach, którzy go wyprzedzili, tylko niewdzi?cznych na?ladowców i rzadko kiedy rozumie, ?e sam jest winien, gdy? zastyg? w swej sztuce, która kiedy? by?a nowo?ci?, lecz od tamtej pory nie posun??a si? naprzód. Spogl?daj?c wstecz na osiemna?cie z ok?adem lat szachowego ?ycia ?u?yn dostrzega? nagromadzenie zwyci?stw na pocz?tku, a nast?pnie dziwn? cisz?, blask zwyci?stw tu i tam, lecz w ogólno?ci gr? na remis, dra?ni?c? i beznadziejn?, przez któr? zyska? s?aw? ostro?nego, nieprzeniknionego i suchego gracza. I to by?o niezrozumia?e. Im ?mielej gra?a wyobra?nia, im wyrazistsze by?y jego pomys?y w czasie sekretnej pracy pomi?dzy turniejami, tym straszniej odczuwa? swoj? bezsi??, gdy rozpoczyna?y si? zawody, tym boja?liwiej i bardziej asekurancko gra?. Od dawna znajduj?c si? w gronie najlepszych graczy mi?dzynarodowych, bardzo znany, cytowany przez wszystkie podr?czniki szachowe, kandydat, pomi?dzy innymi pi?cioma sze?cioma, do tytu?u mistrza ?wiata, zawdzi?cza? t? ?yczliw? pog?osk? swym wczesnym wyst?pom, które pozostawi?y wokó? niego niewyra?n? po?wiat?, koron? wybra?ca, ca?un s?awy. ?mier? ojca zdawa?a mu si? by? jak tablica okre?laj?ca przebyt? drog?. I, obejrzawszy si? na moment, ze wzdrygni?ciem zobaczy?, jak powoli porusza? si? w ostatnim czasie, a widz?c to, z ponur? pasj? pogr??y? w nowych wyliczeniach, obmy?laj?c i niewyra?nie ju? przeczuwaj?c harmoni? potrzebnych posuni??, ol?niewaj?c? obron?. Vladimir Nabokov (1899-1977) to jeden z najwybitniejszych prozaików XX wieku. Po emigracji z Rosji pocz?tkowo tworzy? w j?zyku ojczystym, a nast?pnie po angielsku. Szachy by?y jedn? z pasji Nabokova; przez ca?e ?ycie uk?ada? zadania, w m?odo?ci zajmowa? si? równie? publicystyk? szachow?. Odniesienia do szachów znale?? mo?na w wielu jego utworach. Bohaterem "Obrony ?u?yna" jest gracz elity ?wiatowej, który w swym bezgranicznym oddaniu szachom niebezpiecznie ociera si? o szale?stwo. Nabokov by? jednym z nielicznych twórców, którzy inspirowani szachami odeszli od banalnego opisu ludzi i zdarze?. Spornym jest twierdzenie, ?e prototypem ?u?yna by? mistrz ?wiata Aleksander Alechin. Natomiast w osobie W?ocha Turati wnikliwy czytelnik ?atwo rozpozna czeskiego arcymistrza Richarda Reti. "Obrona ?u?yna" nie doczeka?a si? dot?d pe?nego polskiego przek?adu. Strona 3 / 4 (c) 2017 Adam Umiastowski & Tomasz Lissowski <[email protected]> | 2017-03-07 00:10 URL: http://szachowavistula.pl/felietony/index.php?action=artikel&cat=1&id=143&artlang=pl Felietony Unikalny ID rozwi?zania: #1142 Autor: : Vladimir Nabokov,Tomasz Lissowski Data ostatniej aktualizacji: 2012-01-30 21:52 Strona 4 / 4 (c) 2017 Adam Umiastowski & Tomasz Lissowski <[email protected]> | 2017-03-07 00:10 URL: http://szachowavistula.pl/felietony/index.php?action=artikel&cat=1&id=143&artlang=pl Powered by TCPDF (www.tcpdf.org)