vol. 21, no 10 (240) october/październik 2013
Transkrypt
vol. 21, no 10 (240) october/październik 2013
a n o r a m a P POLISH Independent Cultural Magazine Niezalezny magazyn kulturalny w w w. p a n o r a m a p o l s k a . c a POLSKA V O L . 2 1 , N O 1 0 ( 2 4 0 ) O C TO B E R / PA Ź D Z I E R N I K 2 0 1 3 Widok z Rusinowej Polany na Tatry Wysokie; Kołowy Szczyt 2418, Czarny Szczyt 2429, Baranie Rogi 2526, Śnieżny Szczyt 2465, Lodowy Szczyt 2627, Szeroka Jaworzyńska 2210. Zaś w pasie regla; Karczmarski Wierch 1438, Czerwona Skałka 1372, Golica 1628. Fot. Władysław Bachleda P a n o r a m a 2 P o l s k a October / Październik 2013 Pianist Sławomir Dobrzański leads the fantastic Atma Trio in their Edmonton performance. ATMA: Canadian-Polish Festival of Music Polish Culture Society of Edmonton kicks off its 2013/2014 season with a great event called “ATMA – Canadian-Polish Festival of Music”, taking place at the Stan A Milner Theatre, Edmonton Public Library downtown, on the 1st and the 2nd of November. Wait a minute, you will say, what does it mean “Canadian-Polish Festival of Music”? The explanation is simple. The Festival is a celebration of the contribution to Canadian culture—so open to all the cultures of the world—being made by the local Canadian-Polish community. This sizeable ethnic minority strives in Canada thanks to the unique attitude of, equally, its members (over forty thousand strong in Edmonton alone!), its neighbours (literally!) and, least but not last, the government, or, rather, all levels of government: federal, provincial, municipal. The Society invited artists known for their love of Polish culture within the Canadian context to perform for the Edmonton audiences. These artists are always attached to the paradigm referred to as “Polish culture”, regardless of their place of origin. They live and work in Canada (and also in the US), but their artistic “reference point” always remains both “Polish” and “Canadian”. At the same time, they are so fond of being able to live and work here, in North America, that any objections become pointless. So, ATMA – Canadian-Polish Festival of Music! Festival’s main name, ATMA, is simply explained: it is the magic word of Polish culture, history, and Polish universal consciousness: it is the name of the great Polish composer Karol Szymanowski (1882 –1937) villa in the mountain city of Zakopane, where he lived and composed for years prior o his untimely death of tuberculosis, an affliction incurable at that time. Szymanowski’s music—and he is now being performed and recorded by the greatest artists, including the complete cycle of his symphonic works by the Birmingham Symphony Orchestra under Sir Simon Rattle—symbolises what is best in world culture. Born into an old landowning family based in what is now Western Ukraine, Szymanowski had developed a compositional idiom which anticipated the future developments of music by decades. He was a “born multi-culturalist”, the elements of Polish folk music intermingling freely in his works with the music of the Mediterranean, his native Eastern Małopolska (now called Western w w w . p a n o r a m a p o l s k a . c a Ukraine), Austria, France, Germany, Russia, and even, in some pieces, other continents. Szymanowski was a pioneer of openness – and hence the prominent place given to his music during the Festival. ATMA! Who are the artists performing at the Festival? Well, it opens with a recital by two geniuses of the contemporary classical scene today: violinist Jerzy Kapłanek and pianist Francine Kay. The former is admired for his “otherworldly” live interpretations of Szymanowski’s music, the latter, teaching at Princeton, is the greatest Canadian pianist of her generation, praised for her interpretations of Polish music from Paris to New York, where she lives with her life partner, the amazing clarinettist Wojtek Komsta (just ask Woody Allen about Wojtek!). This opening recital takes place on the 1st November, 8:00 P.M. at the Stan A Milner Theatre, Edmonton Public Library. The recital will close with a performance by the wonderful local violinist, the ten-year-old Maja Budzinski, accompanied by Francine Kay. Wow! On the 2nd November we have two performances, which are not to be missed. First, at 6:00 P.M., the US-based ATMA Trio, led by two extraordinary Polish October / Październik 2013 P a n o r a m a P o l s k a 3 artists, violinist Blanka Bednarz and pianist Slawomir Dobrzański, with the Israeli-born virtuoso Michal Schmidt (what a fantastic cellist she is!), will perform a great Romantic programme. Then the final concert by the world-famous Penderecki String Quartet (Quartet-in-Residence at Wilfrid Laurier University), again with pianist Francine Kay. They will play works by Bartók, Penderecki, GrellaMożejko and, at the very end, the unique masterpiece of Polish Romantic music, the monumental Piano Quintet by, according to some, the most talented (after Chopin) Polish 19th-Century composer, Juliusz Zarębski. Given the quality of the artists involved, the Festival promises to be one of the most important events ever produced by the Canadian-Polish community. For more information and tickets please call 780-850-4321, 780-432-1618, or Tix-on-theSquare at 780-420-1757. Admission: $40 (two adults / three concerts); $20 (one adult / one concert); $15 (one senior or student / one concert); $10 (one Society member/ one concert); Children under 12 free admission. Tickets are available from Tix on the Square and at the door (call 780-850-4321 for info/pre-sales). The famous and universally revered Penderecki String Quartet. The amazing Canadian-Jewish pianist Francine Kay will appear twice at the Festival. Serenity Funeral Service 10129 Princess Elizabeth Avenue NW Edmonton, AB T5G 0X9 Tel. 780 477 7500 Fax 780 477 0110 www.serenity.ca YOUR COMMUNITY OWNED NOT-FOR-PROFIT SOCIETY w w w . p a n o r a m a p o l s k a . c a Local favourite, the uniquely talented ten-year-old Maja Budzinski. 4 P a n o r a m a P o l s k a October / Październik 2013 Jubileusz 100 lecia Parafii Różańca Świętego 6 października 2013 roku parafia p.w. Różańca Świętego w Edmonton uroczyście obchodziła historyczny jubileusz 100-lecia istnienia. Z tej okazji w kościele Różańca św. odbyła się uroczysta Msza św. Przewodniczył jej abp Richard Smith, arcybiskup edmontońskiej diecezji. Następnie w Domu Polskim odbył się uroczysty bankiet z udziałem wielu dostojnych gości i polskich księży misjonarzy z prowincji Alberty. Było wiele pięknych słów pod adresem księży i parafian, były gratulacje i życzenia. Parafia została utworzona w trudnym czasie. Dzięki wielkiemu wysiłkowi księży i parafian, jest miejscem życia religijnego i pielęgnowania polskich tradycji, jest miejscem jednoczącym całą polonijną wspólnotę. Grupa parafian przed kościołem Różańca Świętego Fot. Anna Bereza-Piórkowska Jest to czas szczególny dla całej naszej parafii, i dla edmontońskiej Polonii, który jakże pięknie i wymownie wpisuje się w przeżywanym Roku Wiary. Parafianie są wdzięczni i dziękują ks. Tomaszowi Krzesikowi, O.M.I. za trud głoszenia Słowa Bożego podczas Misji Jubileuszowych, które były czasem pojednania, nawrócenia, ponownego odkrycia i pogłębienia swojej wiary oraz przygotowania do jubileuszowych obchodów. Dzisiaj patrzymy na nasz kościół, który stał się miejscem modlitwy i spotkań dla kilku już pokoleń emigrantów, którzy przybywali do Kanady i do Edmontonu. To tutaj przez 100 lat dokonywały się ważne wydarzenia życia chrześcijańskiego: stawaliśmy się członkami wielkiej rodziny Kościoła w sakramencie chrztu, przystępowaliśmy do pierwszej Komunii świętej, przyjmowaliśmy dary Ducha świętego w sakramencie w w w . p a n o r a m a p o l s k a . c a bierzmowania. Wielu z nas dziękuje Bogu za zawarte i pobłogosławione w tej świątyni związki małżeńskie oraz pamiętamy o tych, którzy już są w Królestwie Niebieskim. Obchodząc setny jubileusz naszej parafii, pamiętamy również o tych, którzy ją tworzyli w pierwszych latach jej istnienia, tych, którzy przez swoje świadectwo życia przekazywali z pokolenia na pokolenie skarb wiary chrześcijańskiej. Dla wielkiej rzeszy Polonii Edmontońskiej było to miejsce doświadczenia żywej i radosnej wiary przekazywanej przez misjonarzy ze zgromadzenia Oblatów Maryi Niepokalanej. „Nie samym chlebem człowiek żyje, ale wszelkim słowem, które pochodzi od Boga” to zdanie najlepiej obrazuje nastroje Rodaków przybywających do Alberty na początku obecnego stulecia. Wieźli oni z kraju wielki skarb duchowy: przywiązanie do wiary, Kościoła i October / Październik 2013 tradycji narodowych, którymi pragnęli żyć i przeszczepić je następnym pokoleniom. W różnych odstępach czasu - przejazdem - odwiedzali ten zakątek polscy księża. Między innymi o. Antonii Sylla, ks. Jan Kulawy, Franciszek Olszewski oraz późniejszy pierwszy proboszcz Paweł Kulawy. Wzrastająca liczba Polaków zaczęła dążyć do ustanowienia organizacji czy instytucji, która reprezentowałaby ich na zewnątrz, była ostoją wiary i obyczajów narodowych. W tym najodpowiedniejszą instytucją wydawała się parafia. W niedzielę 27 października 1911 roku zwołano zebranie w sali parafialnej kościoła Niepokalanego Poczęcia NMP na Kinistino avenue celem założenia samodzielnej polskiej parafii i budowy kościoła. Myśl posiadania własnego domu modlitwy została entuzjastycznie przyjęta i mimo trudności finansowych, z jakimi borykała się każda rodzina, hojne datki posypały się już na pierwszym zebraniu. Ze zbiorki jaką przeprowadzono z domu do domu, w jedną niedzielę zebrano 100 dolarów. Nawet inne grupy etniczne poparły tak wzniosły cel. Biskup Emile Legal, O.M.I. z St. Albert (ówczesnej siedziby Diecezji) bardzo przychylnie ustosunkował się do projektu i ofiarował dwie parcele za minimalną opłatą. Na wiosnę 1912 roku zaczęto budowę kościoła. Każdy pragnął praktycznie podkreślić zainteresowanie i włożyć swą cegiełkę. Pracownicy o różnych zawodach ofiarowali wiele godzin pracy na budowie czy przy transporcie materiałów własnymi końmi i wozami. 1 stycznia 1913 roku ks. Paweł Kulawy odprawił uroczystą Msze św. w nowym kościele. Wnętrze przedstawiało się bardzo skromniutko. Za ołtarz służył prymitywny stół, ławki zrobiono z desek przymocowanych do beczek po gwoździach, a pośrodku stał duży piec dający ciepło. Radosne polskie kolędy rozbrzmiewały w świątyni przy akompaniamencie organów podarowanych przez p. Dobrzanskiego. Oficjalne zakończenie budowy miało miejsce 1 sierpnia 1913 roku, a w rok później zakupiono sąsiedni dom i przeznaczono na plebanię. Mimo istnienia parafii ks. Paweł Kulawy był w dalszym ciągu „gościem” mając pod swą opieką okoliczne placówki misyjne. Natomiast mimo rozlicznych obowiązków coraz częściej zaglądał do Edmontonu młody, energiczny ks. Antonii Sylla O.M.I. Był on motorem wielu zebrań a nawet interwencji w kręgach rządowych wobec niekorzystnych dla Polaków stosunków w czasie I wojny światowej. W roku 1914 do parafii przyjechał ks. Gilsdorf i przyczynił się do budowania dobrych relacji z innymi grupami etnicznymi. Swoje zdolności muzyczne wykorzystał do zorganizowania choru św. Cecylii. Organizował koncerty świąteczne i rozpoczął działalność biblioteki. Ks. Gilsdorf przyczynił się w dużym stopniu do rozwoju nowej parafii. Jego jedyną wadą było to, że był Niemcem i nie mówił płynnie po polsku. Z tego powodu, spotkał się z pewnym niezadowoleniem parafian i jego działalność misyjna wywoływała trochę kontrowersji. Wybudowanie nowego kościoła P a n o r a m a P o l s k a zachęciło wielu do wstąpienia do chóru. Od początku istnienia chór św. Cecylii z pasją i oddaniem uświetniał swoim śpiewem msze święte i brał udział różnych uroczystościach. W 1917 roku odwiedził parafię biskup Emile Legal, aby udzielić sakramentu bierzmowania polskim dzieciom; tradycyjnym polskim zwyczajem został u drzwi kościoła przywitany chlebem i solą. Rok 1918 przynosi pomyślne zakończenie I wojny światowej i powstanie państwa Polskiego. Wolna i niepodległa Polska była nieocenionym zapleczem moralnym emigracji, ale równocześnie nakładała obowiązek pomocy zniszczonemu przez lata okupacji i wojny krajowi. Przodowała tu znowu młoda parafia, która organizowała koncerty, akademie i zbiorki pieniędzy. W czerwcu 1921 roku ks. Paweł Kulawy pożegnał się z parafianami i wrócił do Polski. Zginał z bratem Janem w hitlerowskim obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu w 1941 roku. Brat Antoni Kowalczyk lubił odwiedzać kościół Matki Bożej Różańcowej. Przypominał mu rodzinne strony i umożliwiał spotkania z Polakami. Był szczęśliwy, gdy mógł oddać jakieś usługi. W roku 1945 po zakończeniu II wojny światowej było już wiadomo, że mały kościół nie zaspokoi potrzeb oczekiwanej nowej fali emigracyjnej, dlatego ks. Kalużny postanowił zbudować nowy, większy kościół. W roku 1953 Arcybiskup Edmontonu MacDonald pobłogosławił kamień węgielny pod budowę nowego kościoła a 15 maja 1955 r. odbyła się w nowym kościele pierwsza msza. Piękną uroczystość przeżyła parafia 29 września 1957 roku z okazji wyświęcenia ks. Tadeusza Rataja, który następnego dnia odprawił msze prymicyjną już jako wikariusz parafii, a godzinę później do kościoła przyjechał ks. Arcybiskup i udzielił święceń ks. Józefowi Leszczyńskiemu. Sodalicja przygotowała piękne przyjęcie w sali parafialnej. Wśród dostojnych gości na przyjęciu obecny był również ówczesny burmistrz Edmontonu William Hawrelak z małżonką. Oficjalne ukończenie budowy nowego kościoła nastąpiło w 1959 roku. W dniach 5 i 6 września 1969 parafię odwiedził ks. Kardynał Karol Wojtyła, reprezentując Prymasa Polski, księdza Kardynała Wyszyńskiego i cały Polski Episkopat. Była to – jak sam zresztą określił – nie wycieczka, lecz pielgrzymka po szlakach wydeptanych przez wiele dziesiątków lat stopami polskich pionierów i coraz to nowych emigrantów z Polski. Tych wszystkich, których z kraju ojczystego wygnała albo bieda albo względy polityczne. Najbardziej podobało się księdzu Kardynałowi zaaranżowane spotkanie z młodzieżą. Z tego rozśpiewanego koła, które Go otoczyło, nie mógł się po prostu wyrwać. I nawet nie chciał, chociaż przypominano mu parokrotnie o zbliżającym się terminie wizyty u księdza Arcybiskupa Edmontonu. Porwały widocznie dostojnego gościa z Polski harcerskie piosenki, dobra w w w . p a n o r a m a p o l s k a . c a 5 Akredytowana Szkoła Polska im. Henryka Sienkiewicza Klasy 0 - 12 Przedszkole, dorośli, teatrzyk oraz kołka zainteresowań VANGUARD COLLEGE 12140 - 103 Str. Edmonton Tel. 454 - 0205 Krystyna Dembowska P a n o r a m a 6 Suite #2107 TD Tower 10088 - 102 Ave Edmonton, AB T5J 2Z1 Dr. Margaret Pokroy Dr. Mila Lutsky Pleasantview Professional Bldg. Suite 300, 11044 - 51 Avenue Edmonton, Alberta T6H 5B4 Fax: (780) 432 - 1427 P o l s k a October / Październik 2013 znajomość ojczystego języka u dzieci i młodzieńczy nastrój. Było to niesamowite spotkanie, podczas którego wszyscy obecni wyczuwali pod kardynalskimi szatami dobre serce ojcowskie, wielką skromność, serdeczność i bezpośredniość. Ks. Kardynał powiedział, że jest głęboko wzruszony wizytą w Edmontonie, gdzie biła jakaś siła, której na imię jedność i wierność swoim ideałom. Nikt wtedy nawet nie przypuszczał, że nasz dostojny gość zostanie w przyszłości papieżem. Dnia 18 lutego 1971 roku Towarzystwo Polskich Weteranów i Parafia p. w. Różańca Świętego skierowały do miejscowego urzędu emigracyjnego prośbę o zezwolenie na przyjazd z Polski do parafii Sióstr Służebniczek NMP w celu opieki nad osobami starszymi w nowo wybudowanym domu „Villa Maria”. W dniu wyjazdu do Kanady, 11 marca 1972 roku, Siostry uczestniczyły i otrzymały błogosławieństwo we Mszy św. odprawianej w ich intencji przez ks. Prymasa Stefana Wyszyńskiego w Jego prywatnej kaplicy przy ulicy Miodowej w Warszawie. W roku 1977 powstało Koło Misyjne św. Teresy. Założyciele Koła Misyjnego kierowali się tym, że każda wspólnota ma coś, czym może ubogacić innych a tym samym ubogacać siebie, bo z takiej działalności korzystają wszyscy szczególnie ubodzy i dzieci w biednych krajach. Celem Koła jest wspieranie misji, a w szczególności niesienie pomocy działalności misyjnej w biednych krajach. W roku 1986 parafię odwiedził Prymas Polski, Kardynał Józef Glemp i między innymi udzielił młodzieży polonijnej sakramentów bierzmowania. W roku 1994 z inicjatywy pana Rajmunda Pierzchajlo powstało przy parafii Koło Rycerzy Kolumba. Darem Rycerzy Kolumba dla parafii było ufundowanie pomnika Błogosławionego Jana Pawła II wykonanego przez rzeźbiarza prof. Czesława Dźwigaja z Krakowa. Poświęcenie pomnika odbyło się w 30. rocznicę Jego wyboru na Stolicę Świętego Piotra. Dzisiaj pomnik Jana Pawła II przy wejściu do kościoła Różańca Świętego w Edmonton przypomina nam te wartości, o które bardzo troszczył się. Na zawsze pozostanie w naszej pamięci, a Jego słowa i nauczanie będą dla nas i przyszłych pokoleń listem pasterskim. W czasie swej pielgrzymki do Kanady przemówił do nas tym słowami: “Opatrzność Boża sprawiła, że wy, którzy wywodzicie się z Polski, macie realizować wasze ludzkie i zarazem chrześcijańskie powołanie tu, w Kanadzie. Jako Polacy, dla których - z różnych powodów - Kanada stała się drugą ojczyzną, stanowicie integralną część Kościoła w tym kraju i tu niejako zapisujecie dalsze rozdziały tej historii zbawienia, której rozdziały wcześniejsze zapisane zostały w Kościele na ziemi polskiej”. Pod koniec lat osiemdziesiątych parafia nie była obojętna na tysiące błaganych listów z Europy i prawie z całego świata od rodaków proszących się o sponsorowanie do Kanady. Ks. Władysław Karciarz wziął na siebie tę odpowiedzialność na trudne i skomplikowane organizowanie akcji emigracyjnej. Po odejściu o. Karciarza dalszą pomoc emigrantom kontynuował ks. Teofil Szendzielarz. W 100 letniej historii Parafii były czasy wzlotów, trudności, okres fantastycznych pomysłów i próby wytrwałości. Nie sposób szczegółowo opisać imponujące osiągniecia wspólnoty parafialnej w różnych organizacjach przykościelnych i komitetach na przestrzeni 100 lat. Zapisały się one na pięknych kartach jej historii. Największą jednak troską każdego proboszcza był kościół, gdzie głoszono miłość, zgodę, pojednanie, zaufanie i przebaczenie. Duchowni byli i są obecni w życiu każdej osoby wierzącej, czy to przez chrzest, błogosławieństwo, I Komunie Świętą albo ostatnie namaszczenie. Od nich często zależy czy nasze drogi pielgrzymowania na tej ziemi, ta życia i ta duchowa będą szły tą samą linią. Dzisiaj parafianie mogą być dumni ze stuletniej historii, i z wiarą i nadzieją mogą kontynuować pracę swoich poprzedników. Przeżywając ten piękny Jubileusz dziękujemy za obfitość łask Bożych w tym pięknym kraju, oraz z nadzieją prośmy o silną wiarę dla Parafian i Pasterzy na kolejne stulecie parafii. Niech każdy z nas na nowo poczuje się żywą i wartościową cząstką tej wspólnoty, aby ten Jubileusz był wielkim dziękczynieniem za wszystkie lata istnienia parafii Różańca Świętego. FAMILY DENTISTS Przygotował Zygmunt Cynar (780) 430 - 9053 We speak English, Polish, and Russian w w w . p a n o r a m a p o l s k a . c a October / Październik 2013 P a n o r a m a Skutki wojny Pora przejściowa. Między latem i jesienią. Trochę słońca, trochę chmur. Wrzesień. W historii Polski odciśnięty piętnem przekleństwa niemiecko-sowieckiej napaści na nasz kraj. Od południa słowackiej agresji. Konsekwencje tamtego września, września 1939 trwają do dziś. Zraniły nie tylko pokolenie wojenne. Zbombardowana we wrześniu 1939 Warszawa straciła wówczas 40 tys. mieszkańców. A to dopiero była zapowiedź piekła jakie zgotowali Polakom Niemcy, Sowieci, a później Ukraińcy. Pierwsi dwaj agresorzy ustalili, w tak zwanym planie A B, że należy zlikwidować polską inteligencję. Inteligencja podtrzymuje naród. Ustala pewne normy postępowania. I normy etyczne. Jej osłabienie i ostatecznie zlikwidowanie niszczy naród. Obóz w Auschwitz pierwotnie był przeznaczony właśnie do tego, by zabijać wykształconych Polaków. W Katyniu, choć nie tylko tam, ginęli oficerowie wojska – lekarze, księża, prawnicy, wykładowcy, nauczyciele. Przedwojenne wykształcenie było oparte na patriotyzmie i poczuciu wartości jaką jest polskość. A to dla sąsiadów ze wschodu i zachodu było niebezpieczne. Plan A B został w dużej mierze zrealizowany. Jego symbolem jest wspomniany już Katyń. W latach czterdziestych przyszła, niesiona na kosach, piłach i siekierach rzeź na Wołyniu. Ukraińcy mordowali Polaków tylko dlatego, że byli Polakami. To ludobójstwo. Piłowali żywych Polaków, zabijali siekierami. Ten kto miał szczęście ginął od kuli. Ukraińcy palili całe wsie, by zniknęła pamięć o Polakach. I znikała. Z ostatnim wyciętym drzewem, spalonym domem, często z mieszkańcami w środku. Niestety, dzisiaj w III RP o tej rzezi mówi się mało. Nie stać współczesnej Polski na nazwanie tego piekła ludobójstwem. W 1944 Warszawiacy powstali, by być wolnymi. Niemiecka „rasa panów” zabijała warszawską elitę. Sowieci patrzyli na drugim brzegu Wisły jak ta elita się wykrwawia. Potem Niemcy sukcesywnie z ich precyzją, kamienica po kamienicy, palili Stolicę. Pod koniec Powstania w Warszawie było … 1000 mieszkańców. Tak to nie pomyłka. Tysiąc. Smutne jest to, że w kolejne rocznice Powstania w Polsce pojawiają się głosy, że było ono … niepotrzebne. Dokładnie jak w PRL-u. Gdyby nie zryw w Warszawie Polska byłaby 17. republiką Związku Sowieckiego, P o l s k a 7 a Niemcy w całości zostałyby zajęte przez Sowietów. Dzięki Powstaniu kolejne pokolenia miały siłę do walki już nie z niemieckim okupantem a z komunistycznym. Z wojny wyszliśmy pokonani i zniszczeni. 52 procent terytorium (Kresy) zostały nam odebrane. I tak niestety jest do dziś. Warszawa zniszczona, Lwów i Wilno okupowane, zostały Kraków i Poznań. Wojny można było uniknąć. Marszałek Piłsudski proponował prewencyjne uderzenie na Rzeszę. Nasi sojusznicy odmówili. Gdyby Francja po 1 września 1939 roku pomogła Polsce, wówczas wojsko niemieckie znalazłoby się w potrzasku. Między armią Polską a Francuską. Wojna skończyłaby się szybko. Czy Stalin by uderzył? Był sprytniejszy od Hitlera. Czekał jak zareaguje Zachód. Nie chciał wejść w wojnę z naszymi sojusznikami. Ich brak reakcji spowodował napaść sowiecką 17 września. Wróćmy do czasów powojennych. Część Polaków nie wróciła do kraju obawiając się, słusznie, komunistycznych prześladowań. Część wyjechała przed wprowadzeniem stanu wojennego. Kolejne pokolenia zmagały się z komunistycznym reżimem. Złamane życiorysy, więzienia, brak możliwości zawodowego rozwoju. Polityczne morderstwa. Prześladowanie. Biblioteka Parafialna im. Błogosławionego Jana Pawła II mieści się w dolnej sali kościoła Różańca Św. (11485-106 Str. Edmonton) Czynna w każdą środę od 18:00 do 20:00 oraz w każdą niedziele od 10:00 do 14:00 Posiadamu najnowsze wydania książkowe, CD, DVD, MP3 w następujących działach: religijnym, poświęcony JPII, dział dla dzieci, rozrywkowy oraz historyczny. Mamy też sekcje anglo- jezyczną. Co takiego stało się we wrześniu 1939 roku? Co spowodowało, że pokolenia życie pokoleń Polaków zostało zmienione i zniszczone? Odpowiedź jest prosta. Ale nie banalna. Zarówno niemiecki nazizm jak i komunizm mają wspólne źródło. Brak szacunku wobec człowieka. Dla ludzi tych systemów nie ma pojęcia ludzkiej godności, a zatem nie ma pojęcia praw osoby ludzkiej. Prawa do życia, prawa do samostanowienia, prawa do wolności. Jest prawo silniejszego. Prawo prześladowcy. Rozmawiałem nie tak dawno z pewnym Włochem. Sympatyczny, uśmiechnięty. Stwierdziliśmy, że ludzie mieszkający w Polsce są smutni i często agresywni. To również jeden ze skutków braku szacunku wobec innych. Taki odprysk komunizmu. Jeden z wielu. Nękający kolejne pokolenia. Nie tylko latem i jesienią. Tomasz Kornecki Dr. Malgorzata (Margaret) Nowak przyjmuje pacjentów w Clearview Aestiva Dental Center 13736-40 Str. Edmonton Tel. 780 428 1025 w w w . p a n o r a m a p o l s k a . c a MARLIN TRAVEL Petroleum Plaza 9929 - 108 Street Edmonton, AB T5K 1G8 [email protected] 8 P a n o r a m a P o l s k a October / Październik 2013 Dożynki w Polskiej Szkole w Edmonton Tę staropolską tradycję już od ponad 25 lat pięknie pielęgnują uczniowie i nauczyciele z Angielsko-Polskiego Programu Szkolnego im. Jana Pawła II w szkole St. Basil w Edmonton, co również łączy się z obchodami kanadyjskiego „Thanksgiving Day”. Dożynki należą do najbarwniejszych, najciekawszych i najbardziej wzruszających imprez w tej szkole. 11 października 2013 r., jak i latach poprzednich audytorium szkoły St. Basil było wypełnione po brzegi. Szkolną uroczystość dożynkową rozpoczęto od przemarszu uroczystego korowodu. Uczniowie wnieśli wieniec i plony z tegorocznych pól: warzywa, owoce i chleb śpiewając „Plon niesiemy plon”. Przyniesione dary z tegorocznych zbiorów umieszczone na symbolicznym ołtarzu zostały pobłogosławione przez ks. Józefa Sikorę, wikariusza z parafii Różańca Świętego. Nie byłoby tak pięknych Dożynek bez bogatego programu artystycznego, który przygotowali uczniowie i nauczyciele. W części artystycznej uroczystości dożynkowej było wiele tańców, muzyki, śpiewu i recytacji wierszy. Następnie odbyło się tradycyjne dzielenie dożynkowym chlebem z nauczycielami, uczniami i rodzicami. Okazały bochen chleba został wypieczony w polskiej piekarni „Bałtyk”, w stronę której płyną słowa podziękowania od w w w . p a n o r a m a p o l s k a . c a P a n o r a m a October / Październik 2013 P o l s k a 9 uczniów i nauczycieli. Podziękowanie należy również skierować w stronę Dyrekcji i młodego entuzjastycznego Grona Pedagogicznego za trud włożony w przygotowanie tak pięknej uroczystości. Rodzice uczniów obecni na tej uroczystości mogli być dumni, że ich dzieci mają możliwość dorastania w klimacie polskości i polskich tradycji, choć mieszkają daleko od kraju ojczystego. Wydarzenie to na długo pozostanie wszystkim w pamięci. Szkolnictwo polonijne stanowi niezwykle ważny składnik życia i działalności nas Polaków na obczyźnie. Odzwierciedla narodową tożsamość oraz pragnienie podtrzymania znajomości języka polskiego, tradycji narodowej, zwyczajów i obyczajów. Daje sposobność do utrzymywania ciągłości kulturowej z Macierzą. Codzienna styczność z językiem polskim wpływa na to, że nasze dzieci chętniej rozmawiają po polsku, śpiewają piosenki, czytają polskie książki i piszą do swoich dziadków w Polsce. Polonia w Edmonton może być dumna z tego, że znajduje się tutaj jedyna w Ameryce Północnej polska placówka oświatowa utrzymywana z funduszy publicznych, w katolickim systemie edukacyjnym. Tekst i zdjęcia: Zygmunt Cynar Message from Honourable Thomas A. Lukaszuk Depsuty Premier and Minister of Enterprise and Advanced Education Temporary foreign workers play a critical role in improving and contributing to Alberta’s economy. We need these foreign workers, and we need many of them to stay. The Alberta Government has created a new opportunity for eligible foreign workers who are already here in Alberta to stay permanently. Equally important, this new category will help these workers become permanent residents sooner. Under the Alberta Work Experience category of the Alberta Immigrant Nominee Program, temporary foreign workers can now nominate themselves, without having to go through their employer. There are still eligibility requirements in place, such as working in a key, in-demand occupation for two or more years. A language requirement is also part of the criteria for this new program. Both the Eligible Occupation List and information on the English language testing system can be found online at albertacanada.com/AINP-awe. While our priority is always to ensure Albertans and Canadians are hired first, I want to be sure we have the workers our growing province needs. Keeping needed foreign workers here permanently, in addition to training Albertans and Canadians, will help address some of our current labour challenges and better meet our long-term labour market needs. Alberta is projected to be short 114,000 workers by 2021. This new category will not only help address that shortage, but also benefit the lives of foreign workers who are able to stay in Canada permanently. I see this new program as a win-win-win situation for temporary foreign workers, their employers and Alberta. Growing up in this great province, I had the privilege of seeing how openly we welcome many different people who take part in building Alberta. Temporary foreign workers are a valuable workforce we cannot afford to lose. Visit AlbertaCanada.com/AINP-awe today for full application and Alberta Work Experience criteria. The application deadline is November 28, 2013. [email protected] Meat Products & Delicatessen ACADIA SHOPPNG CENTRE 347 Heritage Drive S.E. Calgary, Alberta, Canada T2H 1H8 Tel: (403) 258-0228 w w w . p a n o r a m a p o l s k a . c a 10 List do Redakcji Szanowna Redakcjo, z przysłowiową nostalgiczną łezką w oku, spowodowaną wzruszeniem, przeczytałem we wrześniowym wydaniu, tekst pani Stanisławy Warmbrand o Katowicach. Pracowałem w tym mieście od 1959 do 1973 roku, w przemyśle węglowym. Zaś mieszkałem tam od 1969 do 1977 roku, po zawarciu małżeństwa w Pałacu Ślubów koło ronda, i uczty weselnej w pobliskim hotelu. Jestem więc jednym z tych przyjezdnych, podobnie jak była żona, pochodzimy wprawdzie ze Śląska, ale Cieszyńskiego. Natomiast w Szpitalu Kolejowym w Ligocie urodziła się nasza córka, więc jest rodowitą katowiczanką. W historii miasta były chwile tragiczne, a hitlerowcy zmienili nazwę na Katowitz. Po wojnie, podlizując się reżimowi i sowietom wymyślono na krótko, nową obcą nazwę, Stalinogród. Na szczęście nie zmieniono istniejącego herbu, na przykład zastępując kowadło sierpem, ze starego tylko młot by pozostał. Nadal miło wspominam pobyt w tym ciekawym mieście, bogate i urozmaicone życie towarzyskie, przedstawienia teatralne, koncerty symfoniczne, seanse filmowe, przesiadywanie w ulubionych kawiarnich i regionalne posiłki w restauracjach. A także mecze tenisowe, piłkarskie i hokejowe, oraz spacery w parkach. Również późniejsze odwiedziny, już po emigracji, niestety jak to przeważnie bywa, za rzadkie i za krótkie. Ale żeby nie tracić łączności, w dalszym ciągu utrzymuję kotakty listowne i telefoniczne z krewnymi, oraz z dawnymi znajomymi i przyjaciółmi, zarówno w samym mieście jak i okolicy. Ewentualnych, chętnych do korespondencji ziomków/ rodaków, proszę o kontakt listowny. Z poważaniem, Tadeusz Foltyn [email protected] Phone (780) 465-3092 or (780) 478-6252 Fax (780) 473-8788 Suite#423 1130- Tory Rd. Edmonton, AB T6R 3W2 P a n o r a m a P o l s k a October / Październik 2013 Czy to już czas aby odłożyć kluczyki? Mieszkamy w kraju w krórym prowadzenie samochodu jest codzienną, rutynową czynnością. Niemniej jednak posiadanie prawa jazdy pozostaje nadal przywilejem i musimy udowodnić że na nie zasługujemy. Dwa wydarzenia w naszej historii jeżdżenia są najbardziej emocjonalne: dzień kiedy otrzymamy prawo jazdy i dzień kiedy musimy z niego zrezygnować. Oba wydarzenia mają olbrzymi wpływ na nasze życie. Może się wydawać że właśnie koniec prowadzenia jest wydarzeniem bardziej dramatycznym a ponieważ nie jest tak dokładnie zdefiniowany wywołuje wiele dyskusji. To prawda że po 75 roku życia lekarz decyduje o naszej zdolności prowadzenia. Nie powinniśmy jednak całej odpowiedzialności za tę decyzję zrzucać na naszego lekarza. W wielu wypadkach nie powinniśmy czekać do momentu kiedy jeżdżenia zabroni nam lekarz. Cała sztuka polega na tym abyśmy sami byli w stanie przyznać że przestajemy jeździć. No właśnie, ale jak mamy wiedzieć, że to już czas i co ważniejsze czy jesteśmy na tyle odpowiedzialni aby dobrowolnie oddać kluczyki? Nie da się ukryć, że jest to wielki i szybko rosnący problem w Kanadzie i innych rozwiniętych państwach. Mimo iż tak masowy a jednak pozostaje bardzo indywidualny, sytuacja zależy przecież od stanu zdrowia każdego kierowcy. Aktualnie w Albercie najstarszy kierowca ma 103 lata jak podaje Alberta Registry, nie znaczy to jednak że wszyscy będziemy w stanie tak długo prowadzić. Ostatnie badanie opinii przeprowadzone przez Liberty Mutual w Stanach Zjednoczonych potwierdziło kompleksowość zagadnienia. Otóż okazuje się że 55% „babyboomers” obawia się o ich rodziców prowadzących samochody, ale tylko 23% z nimi o tym rozmawia. Jak widać jest to jedna z tych sytuacji rodzinnych kiedy wiemy że mamy problem ale nie chcemy o nim rozmawiać. W realnym życiu to właśnie dorosłe dzieci pierwsze widzą oznaki spowolnienia rodziców. Powyższe badania podały również najczęściej wymieniane powody obaw i są to: słaby wzrok, jeżdzenie za wolno, słaby słuch, brak skupienia na prowadzeniu samochodu. Jeśli w wieku emerytalnym myślimy że nasze zdolności prowadzenia są równe tym jakie posiadaliśmy w wieku lat trzydziestu to warto zastanowić się nad kilkoma w w w . p a n o r a m a p o l s k a . c a faktami i uczciwie odpowiedzieć sobie czy przypadkiem nie dotyczą one nas samych: - Obolały czy zesztywniały kark zwiększa ryzyko przy zmianie pasa ruchu i na skrzyżowaniach. – Ból w nogach może oddziaływać na szybkość przeniesienia nogi na pedał hamulca. - Mniejsza siła ramion może oddziaływać na czas reakcji przy obracaniu kierownicą. - Czas reakcji wydłuża się z wiekiem a jest to jeden najważniejszych czynników bezpiecznego operowania pojazdem. – Narastające wraz z wiekiem problemy ze skupieniem się na prowadzeniu mogą spowodować przeoczenie pewnych znaków lub zachowania innych uczestników ruchu. Warto pamiętać że nawet jeśli udało się nam przejeździć bezwypadkowo ponad 50 lat to nie ma gwarancji że tak pozostanie. Nie ignorujmy naszego stanu zdrowia, jeśli jest nawet najmniejsze podejrzenie że nie powinniśmy już prowadzić. Jest to normalna kolej rzeczy. Życie bez prowadzenia będzie trochę cięższe, ale o ile ciężej byłoby nam żyć ze świadomością, że nasza nierozważność doprowadziła do kalectwa lub nawet śmierci innej osoby. Mieczysław Piórkowski (780) 456 2218 October / Październik 2013 P a n o r a m a P o l s k a Sól ziemi arystokratycznej Na węgierskiej ziemi nie ma zbyt dużo takich pałacy. Zostawiłem samochód na płatnym parkingu, czyli na piachu pod drzewami naprzeciw pałacu. Zapłaciwszy niewielką sumę młodemu Węgrowi, pozostawiłem karteczkę-kwit za szybą i już od tej pory mogę napawać się pięknem lokalnej architektury. Przekroczywszy bramę kunsztownie kutą w żelazie, staję jak wryty przed nieograniczoną symetrią baroku i rokoko! Pałac w Fertöd ukazuje mi się w całej krasie. Ma okazały, szeroki na kilkaset metrów korpus, z góry przypominający olbrzymią literę „U”, a z przyległymi budynkami gospodarczymi, niegdysiejszymi stajniami i pomieszczeniami dla służby, kojarzy się z literą „O”, z przerwą na bramę, gdzie właśnie stojąc podziwiam wstępnie pałac, nazywany od dawna banalnie „węgierskim Wersalem”. A właściwie nie banalnie, bo on jest dzieckiem Wersalu. Wszyscy w Europie chcieli mieć taki „wersalski” pałac, jaki powstał w 1682 roku w podparyskim Wersalu, wybudowany wówczas przez Ludwika XIV, francuskiego króla-słońce. Naśladowali go Niemcy, Hiszpanie, Portugalczycy, cała Europa i... Węgier, czołowy arystokrata Mikołaj Józef Esterhazy (po węgiersku: Miklós József Eszterházy). Kiedy w 1764 roku nie szczędząc trudów udał się obszernymi karocami do Wersalu, oniemiał. Powiedział sobie butnie „ja też coś takiego wybuduję!”. I wybudował (1764-1766). Pochłonęło to majątek. Jego syn najstarszy jeszcze nie wiedział, iż odziedziczy dług po ojcu w wysokości 3,8 milionów guldenów, co było wtedy gigantyczną sumą. 11 Za nią można było wykarmić potężną armię. Albo postawić tu pałac drażniący sąsiadów przepychem... Właśnie zaczynam zwiedzać pokoje (w sumie jest ich 126), salony, kaplicę, salę koncertową, przechodząc przez niekończące się korytarze, tajne przejścia, galerie, klatki schodowe, ciągi między skrzydłami budynku, wijące się schody jak spirala, oraz potężne schody jak jego mocarny właściciel. Dynastia istnieje nadal, nazwisko należy do najlepszych w Europie. Przykładowo wiekowa księżna o wspaniałym nazwisku: Melinda księżna Esterházy de Galántha, rocznik 1920. Urodziła się w Budapeszcie jako panna Melinda Ottrubay. Zrobiła karierę jako baletnica. Mając 24 lata, uzyskała tytuł „primaballerina Fronton pałacu w Fertöd w w w . p a n o r a m a p o l s k a . c a 12 P a n o r a m a P o l s k a October / Październik 2013 assoluta” budapeszteńskiej opery. Od 1989 jest wdową po Pawle V. (czyli „piątym”) księciu Esterházy. Dlatego używa jego rodowego nazwiska arystokratycznego. Kiedy zwiedza się Feröd, należy o niej pamiętać i o tym, iż para ta nie miała dzieci, czyli nie ma potomków dziedziczących olbrzymi majątek. W sali koncertowej, powodującej kręcenie głowy, jako że elementów zdobniczych jest tu legion, stoją rokokowe fotele - mogę sobie wyobrazić atmosferę brokatów i atłasów, koronek i żabotów, krynolin i peruk, wsłuchujących się w muzykę Józefa Haydna 222 lat wstecz. Służył dumnie i wiernie swemu mecenasowi i skomponował wiele tu utworów, a „Symfonia pożegnalna” tego genialnego austriackiego kompozytora została wykonana właśnie w tej sali w 1772 roku. Książę płacił mu w złocie i w winie. Genialny kompozytor otrzymywał coś do sakiewki i coś do kielicha. Wtedy, kiedy żył Haydn, Fertöd i Wiedeń, to były miejscowości organicznie spowinowacone w tym sensie, iż należały do tej samej monarchii austro-węgierskiej. Węgry oddzieliły się w wielkich bólach i tarciach politycznych od Austrii dopiero praktycznie w 1919 roku. A Haydn krążył jako kompozytor, dyrygent, kapelmajster po okolicznych dworach, pałacach i innych przybytkach arystokratów. Węgierska porcelana z Veszprém Schody pałacowe Pałac w Fertöd, w którym przewijają się corocznie olbrzymie tłumy turystów, zorganizował perfekcyjnie zwiedzanie logistyczne. Można zobaczyć sale pałacowe i park (najpiękniejszy wówczas po wiedeńskim Schönbrunn) bez długiego czekania, oczywiście w Książę Miklós Eszterházy w w w . p a n o r a m a p o l s k a . c a October / Październik 2013 P a n o r a m a P o l s k a 13 grupach, mających przewodników mówiących w wielu językach. Teraz jest ciepło, gdyż jest czerwiec. To przypomina mi przepyszny epizod historyczny: książę Mikołaj Józef Esterhazy w czerwcu 1773 roku postanowił zachwycić cesarzową Marię Teresę, która wreszcie zgodziła się pofatygować z wiedeńskiego Hofburga do Fertöd. Przybyła w długiej sekwencji karoc i oniemiała z wrażenia. Przeżyła premierowo coś, czego nie zaznała jeszcze w swym cesarskim żywocie! Książę kazał wysypać na drodze o długości dwu kilometrów takie ilości soli, że urządzono właśnie na niej latem sannę, czyli kulig! Cesarzowa doceniła szarmancki i elegancki gest księcia i dała dowód głębokiej satysfakcji, kiedy po kuligu wysiadła ze złoconych sań, udając się na krótki spoczynek do specjalnych komnat, nie używanych jeszcze przez nikogo! Sanna na sztucznym, solonym podłożu! Każdy, kto orientuje się, ile wtedy kosztował kilogram soli, wie, jakie poniósł koszty węgierski książę! Fantazja kosztuje! A potem był obowiązkowy bal, premiera opery, napisanej przez Haydna, w sali koncertowej mieszczącej 400 osób i o wysokości 10 m, później pokazy ogni sztucznych oraz kolacja przy tysiącu świec w kandelabrach. Usługiwali lokaje w liberiach ze złotymi sprzączkami udającymi styl chiński! Po upadku komunizmu na Węgrzech, rząd z Budapesztu rączo zabrał się do gruntownego remontowania pałacu w Fertöd. To trwa do dziś. Wszędzie były okropne szkody, spowodowane jeszcze bytnością radzieckiej Armii Czerwonej. Turysta jest w każdym niemal pomieszczeniu informowany, iż szkody, zacieki, rysy, pęknięcia oraz gigantyczne ubytki w wyposażeniu są rezultatem wandalizmu poczynań radzieckich żołnierzy. Ta krytyka powtarza się zresztą w innych obiektach, jakie zwiedzałem na Węgrzech. I nie tylko w tym kraju. Przystaję przed jego portretem. Książę Esterhazy prezentuje się oczywiście na nim wspaniale. Ma perukę na głowie, trzyma buławę oprawną w drogocenny kamień, opiera drugą rękę o wysokie czako z pawimi piórami, leżące na stole obok. Na nim też leży korona wyraźnie czekająca na niego... Ze stołu zsuwa się powabnie olbrzymi czerwony płaszcz gronostajowy, podkreślający elegancję całej inscenizacji. Książę ubrany jest w węgierski mundur oficerski, czyli jest cały w ostrej czerwieni, na talii oplata go złoty, bardzo szeroki pas, podtrzymujący nieodzowną szablę. Na ramionach tkwi kubrak bardzo gustowny, spięty na piersi złotą klamrą. Przepychu dopełniają wypolerowane wysokie buty. Całość ukazuje nam bardziej mecenasa sztuki (jakim był w istocie), niż oficera, walczącego w kolejnych kampaniach ku chwale ojczyzny. Miał powody, aby być aroganckim arystokratą: już w 1765 roku otrzymał order Złotego Runa, czyli osiągnął najwyższe szczyty uznania barokowego... Złote Runo tkwiło na piersi jedynie niewielkiej ilości wybrańców. Część klatki schodowej Ta bajkowa dystynkcja przydała mu się parę lat przed śmiercią. Cesarz Józef II., syn Marii Teresy po jej zgonie, specjalnym dokumentem rozszerzył tytuł książęcy w rodzinie Esterhazy. Nie tylko on, lecz również męscy potomkowie Mikołaja mogli używać tytułu księcia! Za głównym korpusem pałacu wchodzę do wielkiego parku (300 ha!), utrzymanego w stylu francuskim, co tu jest logiczne – również park imituje podparyski Wersal. Aleje rozchodzą się wachlarzowo, otoczone symetrycznie linią lasu. Wracam na dziedziniec, oglądając wzorowo utrzymane klomby. Chodzę z innymi turystami, chrzęszcząc butami po żwirze wysypanym między zielonymi symetrycznie przystrzyżonymi i wyznaczonymi klombami, tchnącymi barokoworokokowym optymizmem. Z obu skrzydeł pałacu wychodzą spore grupy młodych ludzi. To nie turyści. Zapytani, odpowiadają, że są uczniami: w pałacu mieszczą się dwie szkoły średnie: ogrodnicza oraz handlowa. Wracam na ziemię i do przyszłości. Czuję bowiem to, co powiedział Goethe o Fertöd: „To jest baśniowa kraina!” w w w . p a n o r a m a p o l s k a . c a Z dumą wspieramy edmontońską Polonię Kontakt w języku polskim Zofia 780.638.7183 Kathy 780.638.7175 servuscu.ca 14 Odczarować miasto! Kiedy po ośmioletniej przerwie wróciłem do miejskiego Centrum Kultury w Mysłowicach, uderzyło mnie jedno. Cisza. Od rana do wieczora panował w nim prawie niezmącony spokój. Czasami korytarzami przemykały dzieci podążające na zajęcia. Nie mogłem zrozumieć, jak tętniący przed kilku laty od rana do wieczora piękny obiekt w tak krótkim czasie obumarł… Była wiosna 2011 roku. Miałem za zadanie połączyć dwie istniejące instytucje w jedną, w Mysłowicki Ośrodek Kultury, wprowadzić w sumie dziewięciu filiom MOK znajdującym się w dzielnicach Mysłowic nowy, efektywny program upowszechniania i animowania kultury. Nastało upalne lato. Wybrałem się na Stare Miasto szukać inspiracji do działania. Na ulicy Dąbrowskiego wyminął mnie umorusany malec na zdezelowanym rowerku. Mógł mieć 5, 6 lat. Jechał bardzo szybko bo i było z górki… Nagle gwałtownie zahamował. Rowerek stanął w poprzek chodnika, dzieciak przewrócił się, ale natychmiast poderwał się z ziemi i zaczął biec w moim kierunku. Kilka kroków przede mną zatrzymał się, podniósł coś z ziemi i zaczął bacznie oglądać. Podszedłem i zobaczyłem przedmiot zainteresowania tego malucha. Był to zszarzały od leżenia na chodniku patyczek od lodów. Ku mojemu zdziwieniu chłopczyk podniósł go do ust i zaczął lizać prawie niewidoczną obwódkę czekolady…. Łzy stanęły mi w oczach i coś ścisnęło za gardło… Mimo pięknego, letniego dnia zrobiło mi się strasznie smutno… Zrozumiałem dlaczego w domu kultury było tak cicho….! Są w Mysłowicach dzielnice, które dni swojej świetności dawno mają za sobą. Mimo, że architektonicznie i urbanistycznie piękne, dziś są zaniedbane i często wręcz straszą. Mieszkają w nich ludzie, którzy wraz z utratą pracy w zlikwidowanej kopalni czy innych zakładach pracy, utracili sens życia zmieniając je w wegetację. Nie potrafili znaleźć się w nowej rzeczywistości. Od takiego stanu już jeden krok do wykluczenia z powodu ubóstwa, popadania w alkoholizm i do rozprzestrzeniania się zjawisk patologii społecznej. Na stan degradacji tych przestrzeni miał wpływ również fakt wyprowadzania się bogatszych mieszkańców z tych dzielnic do dzielnic południowych, gdzie budowali sobie piękne, nowe domy. Opuszczone przez nich mieszkania stawały się lokalami socjalnymi. Dzielnicami, które zostały dotknięte przypadłością degradacji i ubóstwa są Stare Miasto, Piasek, Rymera i Centrum. Rozmawiając z ich mieszkańcami zrozumiałem, iż przez ostatnie lata wytworzyła się bariera nie do pokonania między nimi a „sterylnym” domem kultury dla ”ładnych i bogatych”. Były to słowa twarde, brutalne i bolesne, pełne pretensji i żalu. Wraz z moim zastępcą Michałem Skibą, człowiekiem młodym, pełnym P a n o r a m a P o l s k a pomysłów i zawziętości w ich realizacji, postanowiliśmy spróbować zmienić ten stan. Jeśli mieszkańcy z różnych powodów nie chcieli i nie mogli uczestniczyć w życiu kulturalnym miasta, nie pozostawało nic innego jak z „kulturą” trafić do ich przestrzeni, a dokładnie na ich zaniedbane, smutne i brudne podwórka. Pomysł był prosty. Wybieramy najbardziej potrzebujące (czytaj najbiedniejsze i najbardziej zaniedbane) podwórka i na nich jesienią, dopóki pogoda pozwoli, przeprowadzimy działania rozrywkowo-animacyjne dla dzieci. Ma być choć na chwilę radośnie, kolorowo i nie może zabraknąć oczywiście słodyczy… ( te ostatnie pojawiały się zawsze dzięki życzliwości sponsorów – właścicieli okolicznych niedużych sklepów, którzy nie kazali się długo prosić o wsparcie). Na pierwszy ogień poszły podwórka na Piasku, Starym Mieście i Rymerze. Była muzyka, tańce, szczudlarze, malowanie twarzy, happeningi balonowe, gry, zabawy cyrkowe i zręcznościowe organizowane przez pracowników i przyjaciół Miejskiego Ośrodka Kultury. Ściągnęły one setki dzieci a wraz z nimi mamy i babcie. Bardzo ważną wartością dodaną tych działań były szczere rozmowy ze starszą młodzieżą, dorosłymi i seniorami. To podczas nich narodził się pomysł, aby napisać projekt na dofinansowanie tych działań przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Na realizację pomysłu nie zostało dużo czasu; w listopadzie powstał pod nazwą „SIT. COM – Siła Inicjatyw Twórczych. Cel Odczarowane Mysłowice”. Nie poprzestaliśmy w nim tylko na wyjściu z ofertą kulturalną w przestrzeń podwórek, ale postanowiliśmy zaryzykować interwencyjne wprowadzenie zmiany estetycznej i mentalnej w ich przestrzeni. Czekając na ogłoszenie konkursu prowadziliśmy rozmowy z Radami Dzielnic w sprawie wskazania najbardziej potrzebujących. Wiadomość o dofinansowaniu zastała nas już na intensywnych przygotowaniach. Był początek roku 2012. W pierwszym etapie wytypowaliśmy 8 podwórek na których odbyły się działania animacyjne za sprawą instruktorów Miejskiego Ośrodka Kultury, Szkoły Tańca EXTREME i Teatru „Fabryka Marzeń” z Bierunia. Działania rozrywkowe zakończone były zawsze spotkaniem z mieszkańcami i przedstawieniem istoty projektu, którą była zmiana estetyczna i funkcjonalna podwórka. Podczas spotkań zachęcaliśmy, aby przy naszej pomocy przeobrazili swoje podwórko w przestrzeń przyjazną, radosną i kolorową. Nie zawsze udawało nam się zdobyć wśród nich takie wsparcie… W drugim etapie – edukacyjnym - do którego zakwalifikowały się 3 podwórka (przy ul. Powstańców 21, w dzielnicy Wesoła i przy ul. Wyspiańskiego na Klachowcu), zapewnialiśmy szkolenie z architektury zieleni, projektowania przestrzeni publicznej, z plastyki i malarstwa, z kreatywnego spojrzenia na otaczającą przestrzeń. Założenie było proste. Nie narzucamy niczego, dajemy narzędzia i materiały, ewentualnie podpowiadamy pomysły, zaś realizacja odbywa się poprzez pracę i zaangażowanie mieszkańców i według ich projektów; i to był już trzeci etap projektu. Ostatnim, czwartym etapem, było w w w . p a n o r a m a p o l s k a . c a October / Październik 2013 przygotowanie programu artystycznego według własnego pomysłu, na uroczyste otwarcie podwórka. Znalazło się tam miejsce na konkursy, na prezentacje artystyczne, na pamiętnik zachodzących przemian jak również na pokazy gości. W przedsięwzięcie zaangażował się również prezydent Mysłowic - Edward Lasok, który objął inicjatywę swoim patronatem i dla najlepszych podwórek ufundował elementy placu zabaw. Efekty projektu zaskoczyły wszystkich! Zaangażowanie mieszkańców było ogromne. Przeobrażenia przerosły wszelkie oczekiwania. Podwórka zmieniły się nie do poznania. Najaktywniejsi uczestnicy projektu zostali zaproszeni na wycieczkę integracyjną organizowaną przez Miejski Ośrodek Kultury, zaś całe przedsięwzięcie znalazło się w pamiątkowym wydawnictwie. Media szeroko rozpisywały się o walorach tego projektu. Uskrzydleni niekwestionowanym sukcesem projektu, w listopadzie 2012 roku przygotowaliśmy i złożyliśmy nowy projekt do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Nosił on tytuł „PDF czyli Podwórko Doznań Fantastycznych”; naszą ideę wzbogaciliśmy w nim o działania czynnego uczestnictwa w kulturze i dużą dozę edukacji do i dla kultury skierowaną do mieszkańców konkurujących podwórek. Niestety projekt, który nam wydawał się dużo bardziej dopracowany i przemyślany, nie został dostrzeżony i przepadł w Ministerstwie mimo, że zawierał sporo elementów nowatorskich m.in ideę „rozproszonego domu kultury”. Był to dla nas cios bardzo bolesny. Pod znakiem zapytania legła kontynuacja pomysłu a rozbudzone oczekiwania społeczne mogły spalić na panewce. Na całe szczęście z pomocą przyszedł prezydent Mysłowic i Rady Dzielnic, które obdarzywszy naszą instytucję zaufaniem wyasygnowały środki na realizację najważniejszych elementów projektu „PDF” - niestety nie starczyło już środków na wycieczkę, wydawnictwo i działania edukacyjne. Tak jak w roku poprzednim do projektu przystąpiło 8 podwórek z czego 3 przeszły do etapu metamorfozy. Ważnym faktem jest wyzwolenie przez projekt synergii społecznej. Do realizacji projektu w 2013 roku włączyły się organizacje pozarządowe i instytucje: Szkoła Tańca EXTREME, Stowarzyszenie „Mysłowicki Detektyw Historyczny”, Muzeum Miasta Mysłowice, Miejski Zakład Gospodarki Komunalnej, Zawodowa Straż Pożarna, Stowarzyszenie Teatr „Dawka Śmiertelna” i wielu sponsorów. Prace trwały przez całe wakacje; było malowanie, tynkowanie, budowanie ogrodzeń, ozdabianie artystyczne ścian, sadzenie zieleni, robienie piaskownic i placów zabaw. Wszystko według projektów i przy pomocy rąk mieszkańców. Również w tym czasie raz w tygodniu odbywały się na każdym podwórku artystyczne działania animacyjne prowadzone przez instruktorów Miejskiego Ośrodka Kultury, m.in. promocja starych, zapomnianych już dziś gier podwórkowych. Kilka dni temu otworzyliśmy - po przemianach - trzy nowe podwórka: przy ul. Szymanowskiego, ul. Powstańców i przy ul. Strażackiej. Dzięki współpracy z historykami udało się odnaleźć tożsamość P a n o r a m a October / Październik 2013 historyczną przeobrażających się podwórek co znalazło odzwierciedlenie w wystroju plastycznym podwórkowych obiektów i wiedzy mieszkańców, z której de facto są bardzo dumni. Podwórko przy ul. Szymanowskiego ma swą historię związaną z komunikacją tramwajową w Mysłowicach; przy ul. Powstańców z historią Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej i tradycjami kolejarskimi; przy ul. Strażackiej - jak sama nazwa wskazuje - ze strażą pożarną. Jednak hitem tegorocznej edycji była nauka Zumby. Każdorazowo na podwórkach tańczyły ją dziesiątki dzieci i młodzieży ba, nawet dorosłych! Wszyscy bawili się doskonale, tak doskonale, że Sabina Kryla szefowa Szkoły Tańca EXTREME zaproponowała w raz miesiącu bezpłatne zajęcia dla „podwórkowiczów”, zaś ja, jako dyrektor Miejskiego Ośrodka Kultury dodałem P o l s k a do tego jeszcze 3 zajęcia w miesiącu do końca roku jako nagrodę za wysiłek i pomoc w realizacji projektu. Przyjęto te propozycje z entuzjazmem. I w ten oto sposób spełnia się moje marzenie sprzed dwóch lat; dzieciaki z podwórek z własnej nieprzymuszonej woli będą przychodzić na zajęcia do domu kultury. Może odnajdą swoje artystyczne przeznaczenie bo talentów wśród nich nie brakuje. Niech w Miejskim Ośrodku Kultury panuje zawsze radosny gwar. Post Scriptum. Nasza akcja „odczarowanych podwórek” wpisała się w początek rewitalizacji społecznej naszego miasta, pokazała wszystkim, że pozytywne zmiany są możliwe, zatem niech rozpoczęte procesy rewitalizacyjne będą kontynuowane ku pożytkowi wszystkich mieszkańców! Adam Radosz Sztuka Kochania Zaufanie jest głównym szkieletem każdych relacji między ludźmi. Świadomość, że jest się obdarzanym przez kogoś, a szczególnie przez kogoś bliskiego zaufaniem – pozwala czuć się w swoim środowisku bezpiecznie i ze świadomością, że jest się chronionym i wspieranym. Istotnym tu jest świadomość istnienia granic, których przekraczanie niszczy wiarę w szczerość intencji osoby obdarzanej zaufaniem. Taką granicą bywają zachowania, a więc postawy: - albo czynimy coś wobec kogoś, kto nas obdarza zaufaniem, ale tylko po to, aby zademonstrować swoją lojalność i odnieść korzyść z tej demonstracji - albo zawsze działamy na korzyść obdarzających nas zaufaniem i autentycznie godzimy się ponosić tego konsekwencje a często i policzalne straty. Przekroczenie takiej granicy lojalności zaczyna wzbudzać nieufność. Z doświadczenia każdego z nas wynika przecież, że można wiele razy postąpić źle, a potem raz – dobrze by zyskać uznanie, a nawet zaufanie. Ale jeśli postąpi się odwrotnie, czyli wiele razy dobrze, a raz tylko źle – zaufanie stoi pod wielkim znakiem zapytania. Z tym wiąże się problem - tak zwanego „lęku przed oceną ze strony partnera.” Badania amerykańskiego profesora, socjologa Hochschild’a ukazują, że lęki przed negatywną oceną osób trzecich, a szczególnie bliskich, powodują narzucanie sobie pewnego rodzaju wymuszonej kontroli swojego zachowania. Jest to – gdyby odwołać się Gombrowicza – rodzaj maski, ukrywającej prawdziwe oblicze własnej niedojrzałości; praktycznie oznacza to prowadzenie podwójnego życia, co musi mieć wpływ na ostateczną ocenę takiej osoby, na szansę uzyskania jego zaufania. PA N O R A M A P O L S K A T H E P O L I S H PA N O R A M A Editorial Board – Zespół Readakcyjny: Executive Editor- Redaktor Naczelny Marek Stepczyński Edward Możejko Piotr Węcław Conrtibutors – Współpraca: Zygmunt Cynar Marek Kopaczyk Tomasz Kornecki Wiesław Piechocki Internet Edition – Wydanie Internetowe: Marcin Janiszewski Wątłe granice zaufania Do rządu, nierządu i pogody ma zaufanie tylko młody. Jan Sztaudynger 15 Desktop Publishing – Skład komputerowy: Asia Zawaduk Dzisiaj problem zaufania jest ważny w stosunkach między ludźmi, a przede wszystkim w rodzinie. Wiąże się to z troską o wychowanie dzieci, umiejących obdarzać empatią i zaufaniem oraz czerpać szczęście z bycia obdarzanymi zaufaniem innych. Problem rodziców w tym względzie dotyczyć powinien stosowania niezbędnych zasad właściwej komunikacji - zarówno wobec siebie, jak i wobec dzieci, a do tego potrzebna jest umiejętność rozmawiania. Nie zawsze zdajemy sobie sprawę z tego, że rozmawiamy ze sobą nie tylko za pomocą tekstu, ale również melodii - o czym pisze amerykański psycholog Michael Thompson i zaleca, aby zawsze w rozmowach zwracać uwagę na przyjazny wyraz twarzy i ton głosu, co ma szczególne znaczenie w odniesieniu do dzieci, bowiem podczas gdy rodzice koncentrują się na słowach, dzieci – jak pisze Thompson – przede wszystkim słyszą melodię. *) Można to sprawdzić, słuchając siebie. Wiadomo, że głos jest narzędziem, a czyny są świadectwem lojalności, co z kolei otwiera drogę do zdobycia zaufania. Od dziecięcej ufności - do zaufania w wieku dorosłym, droga jest trudna, bo pozbawiona konkretnej mapy. Przewodnikiem może być tylko uczciwość intencji, co wyraża buddyjski uczony Sakija Pandita w jednym z aforyzmów: Kto myśli: skłamię mu i go oszukam - siebie oszuka, zaszkodzi sam sobie. Ten, kto chociażby raz kłamstwem się zbrukał, budzi nieufność, choć i prawdę powie. Dariusz Spanialski *) „Dziecko -Wychowanie” 2011 r. w w w . p a n o r a m a p o l s k a . c a Advertising – Dział Reklam: e-mail: [email protected] Tel. 780-434-2665 Reklamy i ogłoszenia oraz życzenia można zamawiać nadsyłając ich treść wraz z odpowiednią opłatą na adres redakcji: Suite 1240, 5328 Calgary Trail S. Edmonton, Alberta T6H 4J8, Canada Czeki lub przekazy pienieżne należy wystawiać na Panoramę Polską. Redakcja nie odpowiada za treść, ani za formę zamieszczonych ogłoszeń, jak również za poglądy autorów publikowanych tekstów, z którymi często się nie zgadzamy. Advertising Deadlines: advertizing space must be reserved no later than on the 15th of the month preceding publication date (e.g. January 15 for February edition). Advertising discounts: 6 inserts – 10% off, 12 inserts – 20% off. Make your cheque or money order payable to Panorama Polska. Please send letters to the editor to: redakcja@ panoramapolska.ca. Include address and telephone number. We reserve the right to edit all letters. Przyjmujemy do druku tylko teksty nadesłane pocztą elektroniczną (MS Word z polskimi znakami). Zastrzegamy sobie prawo skracania i adjustacji tekstów oraz zmiany tytułów. Redakcja nie zwraca nadesłanych materiałów. Felietony „Sztuka Kochania” Dariusza Spanialskiego teraz w książce e-book! „Sztuka kochania” jest zbiorem felietonów radiowych o tematyce związanej z wychowaniem dzieci i relacjami w rodzinie. Teksty publikowane były w Polskim Radio Edmonton oraz w „Panoramie Polskiej”. Jak głosi recenzja Wydawnictwa „Nowy Świat”- autor stara się pisać językiem prostym. Nie osądza, ale wskazuje na generalne przyczyny kłopotów z jakimi borykają się rodzice; nie podaje gotowych rozwiązań, ale prowokuje do przemyśleń. Adres wydawnictwa: www.nowyswiat/spanialski WIESŁAW GÓRECKI, M.Sc. Niezależny konsultant ubezpieczeniowy. Oferujemy usługi turystyczne przeloty indywidualne i grupowe, hotele, samochody, ubezpieczenia turystyczne i dla odwiedzających, sanatoria, wycieczki zorganizowane (ALL INCLUSIVE), autokarowe i statkiem (CRUISE), wysyłkę paczek do Polski i krajów b. ZSRR. Paczki katalogowe i wysyłkę kwiatów, przekazy pieniężne oraz wszelkiego rodzaju usługi notarialne 6 dni w tygodniu oferuje ANNA CHOJNOWSKA. Bezpłatna pomoc w wypełnianiu dokumentów emerytalnych i urzędowych. Najlepsze ceny, fachowa obsługa, bezpłatny parking 9915-108 Ave, Edmonton, AB T5H 1A5 www.poloneztravel.ca e-mail: [email protected] Tel. (780)424-0521 Fax (780)426-5977 www.poczytaj.to/spanialski Sprzedaje ubezpieczenia: - na życie (life & mortgage) - od niezdolności do pracy (disability) - critical illness - dentystyczne i zdrowotne (zwrot za recepty) (zw - oraz fundusze emerytalne (RRSP’s) Wszystkie oferowane ubezpieczenia są w pełni gwarantowane i pochodzą nie tylko z jednej a z ponad 100 firm działających w Kanadzie. Jeśli chcesz zaoszczędzić na składkach Nie zwlekaj! Zadzwoń dzisiaj! Otrzymasz najlepsze stawki dostępne na rynku. Upewnij się czy nie płacisz za dużo za swoje ubezpieczenie na życie. Oto najniższe na rynku, roczne składki ubezpieczenia Term-10 dla niepalących wiek 30 35 40 45 50 55 60 $100,000 M K $250,000 M K $500,000 M K $101 $115 $148 $193 $200 $300 $109 $124 $175 $205 $245 $320 $129 $149 $220 $273 $320 $440 $154 $199 $275 $375 $445 $665 $205 $256 $393 $532 $670 $965 $295 $385 $603 $785 $1085 $1585 $428 $584 $958 $1353 $1795 $2573 K - kobieta, M - mężczyzna W zależności od wyników badań lekarskich składki polis $250,000 i powyżej mogą być jeszcze obniżone o 10 do 27% VIENNA BAKERY 10207 – 63 Ave ARTISTIC BAKE SHOP LTD 6820 - 104 St. EDMONTON Tel. 780.434.8686 EDMONTON’S PREMIER CREATIVE EUROPEAN BAKERY FAMILY OWNED AND OPERATED SINCE 1966 OPEN Tues - Fri 8:30 - 5:30 Sat. 7:30 - 3:00 CLOSED SUNDAY & MONDAY www. ABS320TELUS.NET Europejska piekarnia otwarta: od wtorku do piątku 8:30 - 5:30 w soboty 7:30 - 3:00 Zamknięta w niedziele i poniedziałki (102 Str. and 61 Ave) behind Ceiling Centre Tel. 780.489.4142 Come try our Polish Ryes, and Poppy Seed Strudel