Recenzja koncertu Babskie Granie.
Transkrypt
Recenzja koncertu Babskie Granie.
16 L utego 2015
Krystyna Stańko -‐ Gdańsk -‐ 8.02.2015
Zaczynając od kwesAi formalnych należy wspomnieć, że koncert zatytułowany Snik stanowił etap trasy promującej płytę o tejże nazwie; był również elementem jazz jantar fesAwalu -‐ chluby trójmiejskiej sceny jazzowej, wiernie związanej właśnie z klubem Żak. Weekend, na który przypadł koncert, poświęcony był, jak wskazywał sam tytuł (babskie granie 2015) -‐ babom. P oprzedniego wieczoru to samo miejsce swoim występem uświetniły Francesca Bertazzo H art i I lona D amięcka. Na szczęście męska część zespołu towarzyszącego K rystynie Stańko nie poczuła się zdyskredytowana taką dominantą, i z pełnym zaangażowaniem wspierała poczynania artystki niedzielnego wieczoru.
Sala Suwnicowa klubu Żak, w której odbywał się koncert, mimo dosyć chłodnej nazwy, okazała się wyjątkowo przytulnym miejscem, które pomyślnie posłużyło do wprowadzenia relaksującej atmosfery, nawiązującej do tematu wieczoru, czyli snu właśnie (kaszubski Snik). J uż w pierwszej chwili po przestąpieniu progu sali koncertowej, ogromny zielony las wyświetlony na ekranie tworzącym tło sceny, podkreślony półmrokiem panującym w pomieszczeniu, nie pozostawiał wątpliwości, że nie będzie to zwykły koncert jazzowy, jakich wiele. Bo i płytę, będącą tu motywem przewodnim, można określić co najmniej jako niepospolitą.
Koncert zaczął się punktualnie... i od razu zaskakująco. Za introdukcję posłużyła legenda kaszubska, zaprezentowana przez autentyczną Kaszubkę w barwnym ludowym stroju (w tej roli P ani Gabriela D udzik). Motywy tejże legendy, zatytułowanej "Trzy zjawy", pojawiły się jeszcze w czasie występu kilkakrotnie, zadziwiająco przeplatając się ze standardami typowo jazzowymi. K ompozycje zaprezentowane przez K rystynę Stańko stanowiły zarówno kompozycje własne ("Snik", "Widzę C ię niebem", "Tak właśnie jest", "Biegnę po rosie"), jak i piosenki tradycyjne, zaaranżowane przez artystkę ("Jezora", "Ju nie widza"). Nie wdając się w takie subtelności jak baśniowe dźwięki, które zaczęły się unosić w powietrzu (rzecz zdecydowanie bardziej do przeżycia, niż opisania), za wizualizację tego ciekawego zamysłu, jakim stało się połączenie melodii ludycznych z elegancją jazzu, może posłużyć instrumentarium pojawiające się na scenie: obok perkusji, trąbki i kontrabasu, a nawet różnych syntezatorów, pojawia się kalimba -‐ ludowy instrument szarpany (akompaniujący Krystynie Stańko, rękoma D ominika Bukowskiego, w ludowej kołysance "Bibibiece"), porcelanowe dzwonki kaszubskie, grzechotki, a nawet żwir na sitku (przesypywany imitował dźwięk szumu morza lub lasu).
Mimo tak oryginalnej oprawy zespół nie zrezygnował z tradycyjnych elementów, ale tym razem w ujęciu jazzowym. Tak więc publiczność przy niemal każdym utworze mogła usłyszeć popisowe improwizacje muzyków (Dominika Bukowskiego na wibrafonie, Piotra L emańczyka na kontrabasie, czy P rzemysława J arosza na perkusji). Oczywiście K rystyna Stańko w tym zamieszaniu nie zniknęła ani na chwilę, świetnie modelując i dopasowując swój wokal do potrzeby chwili. P oczynając od wstępu, gdzie wokalistka wprowadziła unikalny nastrój emitując onomatopeiczne dźwięki służące za tło do kaszubskiej legendy, a kończąc na popisach soulowych, którymi już nie raz imponowała swoim fanom. W arto też zauważyć, że piosenki ludowe były wykonywane w oryginalnej wersji językowej, czyli po kaszubsku. Na scenie działo się zatem wiele, a już prawdziwego "czadu" ekipa dała w ludowym hicie K aszubskie nuty, co widownia nagrodziła entuzjastycznymi oklaskami (tytuł utworu może nie tak znany, ale pierwsze słowa utworu: To je krótczi, to je dłëdżi, to kaszëbskô stolëca... potrafi wyrecytować z pewnością każdy mieszkaniec P omorza, stary, młody, kaszub czy nie...).
Klimatu całemu występowi dodawała animacja wyświetlana na ekranie stanowiącym tło sceny. P o wspomnianym na początku lesie, można było podziwiać zarówno piękne kaszubskie panoramy, jak i prawdziwy folklor, wciąż żywy w kaszubskich wsiach i miasteczkach, a wszystko starannie wkomponowane w rytmy aktualnie panujące na scenie. D ruga część koncertu zadedykowana była pamięci Billie Holiday, z której twórczości K rystyna Stańko, jak przyznała sama na scenie, czerpie wiele inspiracji.
Projekt Snik jako osobisty zamysł K rystyny Stańko, która w ten sposób podkreśla przede wszystkim swoje korzenie, jest zamysłem przemyślanym i dopracowanym. W osobliwy sposób łączy w sobie beztroską atmosferę dawnych ludowych melodii z wyrafinowaniem współczesnej muzyki jazzowej, przynosząc w efekcie muzykę świeżą i oryginalną. I takie właśnie wrażenie pozostawił we mnie niedzielny koncert w Sali Suwnicowej.
Martyna K ucińska