górnoślązak

Transkrypt

górnoślązak
GÓRNOŚLĄZAK
Gazeta Związku Górnośląskiego
Październik 2014
Numer 1 (2/2014)
Edukacja regionalna
Zbudujmy śląski dom
ISSN 2391‒5331
Foto: Marta Jura
MIESIĘCZNIK BEZPŁATNY
„Proszę was, pozostańcie wierni
temu dziedzictwu! Uczyńcie je podstawą swojego wychowania!” – słowa
Jana Pawła II są mottem wojewódzkiego konkursu „Edukacja regionalna w szkole”.
Czytaj na str. 10
Nie udało się stworzyć wspólnego frontu organizacji śląskich, które
w jesiennych wyborach samorządowych mogłyby skutecznie wprowadzić regionalistów do rad i sejmiku…
Czytaj na str. 8-9
Wyniki uczniów…
Interesująca byłaby odpowiedź
na pytanie, który z kandydatów
na radnych, prezydentów miast czy
burmistrzów wpisał do programu
wyborczego zadanie: podniesienie
poziomu edukacji w mieście?
Czytaj na str. 18-19
Rodzina Górnośląska 2014 na Górze Świętej Anny
Fot. Marta Jura
GÓRNOŚLĄZAK 3
www.zg.org.pl
Bezcenny tandem: Rodzice – Nauczyciele
W
życiu każdego człowieka
jest kilka filarów, na których opiera on codzienne
życie i które towarzyszą mu począwszy od urodzenia do dnia odejścia
w tzw. lepszy świat.
Te filary to między innymi rodzice,
kształtujący więzi rodzinne, miłość,
szacunek i wychowanie w duchu zrozumienia, to etos pracy, kształtującej
charakter i umiejętności oraz zapewniającej byt, to wiara, głęboko tkwiąca
w sercu mieszkańców naszego regionu, ale to również nauczyciel i wychowawca, od którego zaczyna się nasza
przygoda z prawdziwą nauką.
Nie sposób przecenić roli nauczyciela, pedagoga, który z pewnością
w społeczności szkolnej tworzy nasz
drugi dom, nasze miejsce edukacji
i nauki życia oraz pracy w zespole. Dom rodzinny oraz środowisko
szkoły stanowią główną oś kształtowania osobowości, wiedzy i wychowania człowieka. Powiedzenie czego się Jaś nie nauczył, Jan nie będzie
umiał jest ponadczasowe, a misją
pedagogów jest wyposażenie Jasia
w niezbędną do funkcjonowania
wiedzę. To bardzo trudne i odpowiedzialne zadanie, często niewdzięczne
i stresujące, jednakże jakże satysfakcjonujące, gdy efektem pracy pedagoga jest wykształcony, potrafiący
współdziałać w grupie i wychowany
w duchu pracy i miłości Jan.
To Wam, Drodzy Nauczyciele,
zawdzięczamy to, że piszemy, czytamy, liczymy, rozumujemy. W Dniu
Edukacji Narodowej myślimy o Was
szczególnie ciepło i dziękujemy za
trud, jaki wkładacie w pracę, niosąc
pod strzechy kaganek oświaty.
Razem z rodzicami stanowicie
bezcenny tandem, od którego zależy
nie tylko nasza wiedza, ale i umiejętność świadomego uczestniczenia
w życiu społeczeństwa.
Podziękowania i gratulacje należą się absolutnie wszystkim pedagogom, lecz chciałbym szczególne
podziękowania złożyć nauczycielom
regionalistom. Edukacja regionalna jest niezwykle ważna, zarówno
w obszarze wiedzy o regionie, jak
i kształtowania tożsamości śląskiej,
tak ważnej dla mieszkańców naszego regionu. Ta idea jest dla Związku
Górnośląskiego niezwykle istotna.
■
Szczęść Boże!
Prezes Związku Górnośląskiego
Marek Sobczyk
Z okazji Dnia Edukacji Narodowej całej społeczności szkolnej życzę
wszelkiej pomyślności:
Nauczycielom – poszukujących wiedzy uczniów, wielu źródeł
inspiracji, pogody ducha i zapału w pracy;
Uczniom – nauczycieli-autorytetów, przewodników po świecie;
Wszystkim pracownikom oświaty – satysfakcji z wykonywanej pracy
i wielu powodów do radości.
Stanisław Faber
Śląski Kurator Oświaty
W numerze między
innymi…
Europoseł Plura o otwarciu Domu
Śląskiego (i nie tylko) | s. 8-9
Temat numeru: Edukacja – także
regionalna. Rozmowa ze Śląskim
Kuratorem Oświaty | s. 10-16
Otwarcie Domu Śląskiego | s. 17
Niepokojące dane o wynikach
uczniów woj. śląskiego | s. 18-19
Pasjonująca historia Ewy von Tiele-Winckler | s. 23-24
Dwugłos wyborczy: O wizję Katowic
pytamy Marcina Krupę i Jerzego
Ziętka | s. 25-27
Trzy pytania do Marszałka
Mirosława Sekuły | s. 29-30
oraz rubryki stałe…
Z życia Związku | s. 4-5
Carbon Music | s. 6
Felietony | s. 7 i 30
Rajza po Górnym Śląsku | s. 8
Kultura | s. 20-22
Wydawca: Związek Górnośląski
www.zg.org.pl
Redaguje zespół: Grzegorz Franki
(redaktor naczelny), Marta Jura,
Krzysztof E. Kraus (sekretarz
redakcji), Rafał Kula, Kamil Nowak,
Łucja Staniczkowa, Przemysław Stanios,
Łukasz Szostok, Anita Witek.
Adres redakcji: 40‒058 Katowice,
ul. Pawła Stalmacha 17, tel. 32 251 27 25
• [email protected]
Dział reklamy: tel. 608 080 281
• [email protected]
DTP: Kazimierz Leja • [email protected]
Druk: Drukarnia im. Karola Miarki
PW TOLEK Sp. z o.o.
43‒190 Mikołów, ul. Żwirki i Wigury 1
tel. 32 326 20 90 • www.tolek.com.pl
ISSN 2391‒5331
4 GÓRNOŚLĄZAK
www.zg.org.pl
Z życia Związku
Dom Śląski otwarty!
XIII Spotkanie
września 2014 roku przejdzie do historii
Rodziny Górnośląskiej
Związku Górnośląskiego jako dzień, w którym
otwarty został Dom Śląski. Uroczystość miała
na Górze św. Anny
bardzo podniosły charakter. Na Stalmacha 17 zebrało się
100 gości, na czele z Metropolitą Górnośląskim
w Roku Jubileuszowym ponad
abp. Wiktorem Skworcem i Marszałkiem Województwa
15
XIII edycja spotkania Rodziny Górnośląskiej na Górze
Świętej Anny połączona z obchodami 25-lecia istnienia Związku Górnośląskiego, która odbyła się 21 września, pokazała prawie 1000 uczestnikom, którzy przybyli
z całego regionu, jak silną jesteśmy społecznością. Pozwala to nam śmiało i bez obaw patrzeć w przyszłość
naszej organizacji.
Śląskiego Mirosławem Sekułą.
Dom Śląski to najnowszy projekt Związku Górnośląskiego. Jego pomysłodawczynią i inicjatorką jest dr Łucja Staniczkowa – wiceprezes Związku Górnośląskiego,
regionalistka i ekspert edukacji regionalnej.
O
bchody rozpoczęły się w asyście 14 pocztów
sztandarowych pod Pomnikiem Czynu Powstańczego od odśpiewania Roty. Prezes Związku Górnośląskiego Marek Sobczyk powitał posłanki – Marię
Nowak i Danutę Pietraszewską – oraz samorządowców,
a wśród nich Marszałka Województwa Śląskiego – Mirosława Sekułę, prezydentów Chorzowa, Siemianowic,
Świętochłowic i Mysłowic oraz wszystkich członków
i sym­pa­tyków Związku.
Drogę do sanktuarium uświetniła górnicza Orkiestra
Dęta KWK „Mysłowice–Wesoła”, która towarzyszyła nam
przez cały czas. Tradycyjnie już złożyliśmy kwiaty oraz
zaśpiewaliśmy Barkę przy pomniku św. Jana Pawła II.
Mszę świętą w intencji 25-lecia istnienia Związku Górnośląskiego odprawił o. Błażej Bernard Kurowski, kustosz
sanktuarium, wraz z księdzem Władysławem Pasiutem –
opiekunem Bractwa Pielgrzymkowego. Przed mszą świętą państwo Orzechowscy z wnuczkami recytowali wiersz
do św. Anny.
Na schodach sanktuarium wykonane zostało pamiątkowe zdjęcie Rodziny Górnośląskiej, po czym wszyscy
udali się w stronę Domu Pielgrzyma, gdzie w Sali św. Maksymiliana Marii Kolbego odbyły się dalsze uroczystości
jubileuszowe. Zostały wręczone odznaki „Zasłużony dla
Związku Górnośląskiego” oraz Dyplomy 25-lecia ZG.
Tę cześć umilił Chór Koła Michałkowice oraz Tadeusz
Zdechlikiewicz – artysta Zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk”.
Na koniec pani Helena Leśniowska przypomniała w formie multimedialnej historię naszej organizacji. A potem
już było tylko wspólne śpiewanie i biesiadowanie.
Biorąc pod uwagę bardzo rodzinną atmosferę naszego
spotkania, z utęsknieniem będziemy czekać do przyszłego roku, by znów w tym gronie, a może i większym, móc
zwrócić się z naszymi intencjami do św. Anny.
■
Rafał Kula
– Drzwi Domu Śląskiego będą otwarte dla stowarzyszeń i organizacji na zebrania i imprezy, dla klas szkolnych i nauczycieli na warsztaty i zajęcia regionalne, dla
seniorów na wspominkowe spotkania przy kołoczu
i bonkawie, ale też na finały szkolnych konkursów regionalnych, debaty i wiele, wiele innych przedsięwzięć –
opowiada dr Staniczkowa.
Dom Śląski będzie też miejscem spotkań, dyskusji,
wystaw i kameralnych koncertów. Najmłodsi członkowie Związku Górnośląskiego planują organizować tu cykliczne występy amatorskich grup muzycznych w ramach
projektu „Carbon Music”. Pierwszym przedsięwzięciem
Domu Śląskiego jest przygotowana we współpracy z Regionalnym Ośrodkiem Kultury wystawa poświęcona bohaterowi trzech narodów, który w czasie II wojny światowej m.in. uratował 5 tysięcy Żydów od hitlerowskiej
zagłady pt. Henryk Sławik – bohater na każdy czas.
Wernisaż wystawy odbył się w dniu otwarcia Domu
Śląskiego. Będzie można ją zwiedzać do końca roku. ■
GÓRNOŚLĄZAK 5
www.zg.org.pl
Bractwo Pielgrzymkowe
18 października 1997 roku podczas X Pielgrzymki Tatrzańskiej założone zostało Bractwo Pielgrzymkowe Związku Górnośląskiego. Miejscem powstania Bractwa był pensjonat Sióstr Boromeuszek w Zakopanem. Do tej pory,
od 1991 roku, pielgrzymi odwiedzali sanktuaria na terenie Polski jako grupa
niestowarzyszona. Bractwo założyło 13 osób i jako jedyna terenowa jednostka organizacyjna Związku Górnośląskiego powstało poza obszarem
Górnego Śląska.
P
rzez lata pielgrzymowania
członkowie
stowarzyszenia
odwiedzili ponad sto sanktuariów, w których czczone są ukoronowane koronami papieskimi wizerunki
Pana Jezusa, Matki Bożej i Świętych
Pańskich. Najbardziej znane to: Jasna
Góra, Licheń, Kalwaria Zebrzydowska, Zakopane-Krzeptówki, Kraków-Łagiewniki czy Ludźmierz, ale w tej
liczbie są też sanktuaria mało znane
poza najbliższym ich otoczeniem.
Odwiedziliśmy też dwa sanktuaria poza granicami naszego kraju:
w Lewoczy na Słowacji oraz w Ostrej
Bramie w Wilnie na Litwie. Łącznie
odbyliśmy ponad dwieście pielgrzymek, w trakcie których zwiedzaliśmy
również ciekawe miejsca, obiekty historyczne i zabytkowe, muzea.
Inną formą działalności Bractwa
była pomoc przy remontach i rozbudowach pensjonatu Sióstr Boromeuszek w Zakopanem i domu
zakonnego Księży Saletynów w Krasowach. Od kilku lat nasi członkowie
bardzo mocno angażują się w życie
swoich macierzystych parafii: w Wesołej pomagają przy organizacji
i prowadzeniu letnich półkolonii dla
dzieci, w Krasowach sprawują opiekę
nad Krzyżem Pożarowym i angażują się w festyn parafialny oraz akcje
przy okazji większych świąt kościelnych, zaś w Kosztowach byli inicjatorami odrodzenia się idei rodzinnych
festynów parafialnych.
Bractwo wspierało finansowo budowę bazyliki licheńskiej, dofinansowało zakup figury M.B. Fatimskiej
dla parafii Krasowy, uroczystości
koronacji M.B. Saletyńskiej w roku
2007 w Gdańsku–Sobieszewie oraz
zakup witraża do kaplicy Miłosierdzia Bożego w tej samej parafii.
Zgodnie z Deklaracją Związku
Górnośląskiego Bractwo dba o kulturę i gwarę górnośląską. Przejawem
tego były konkursy gwarowe dla dzieci, które zorganizowano wraz z Kołami z terenu Krainy Mysłowickiej.
Wielu członków ubarwia uroczystości związkowe i kościelne, pojawiając
się na nich w górnośląskich strojach
regionalnych. Od kilku lat regularnie
zapewniamy obsadę pocztu sztandarowego Związku, zaś po poświęceniu
własnego sztandaru w 2012 roku,
uczestniczymy w każdym ważniejszym wydarzeniu organizowanym
przez Związek. Promocja górnośląskiej kultury wykracza poza teren
naszego regionu. Współpracując
bardzo ściśle ze Związkiem Podhalan
Oddział Oświęcim oraz Górali Żywieckich, stajemy się ambasadorami
tej kultury również na tamtej ziemi.
W roku 2004 zorganizowana została na terenie parafii dekanatu
mysłowickiego wystawa obrazująca
historię naszego pielgrzymowania
od roku 1991. By poprawić logistykę
związaną z organizacją pielgrzymek,
czterech członków Bractwa wzięło
udział w szkoleniu dla organizatorów
turystyki i zdobyło stosowne certyfikaty. Od ponad roku nasze stowarzyszenie powiększyło się o grupę tzw.
puszystych; są to osoby, które dbają
o poprawę kondycji fizycznej w sali
gimnastycznej, basenie oraz w czasie
wyjazdów do wód termalnych. Kolejne nowe inicjatywy to grupa wsparcia wzajemnego „Misericordia” organizująca okresowe spotkania dla
seniorów bractwa, którym stan zdrowia nie pozwala na aktywny udział
w życiu stowarzyszenia. Istnieje też
grupa kolarska, organizująca rajdy
po ciekawych miejscach Górnego
Śląska. Bractwo wydaje bezpłatny
biuletyn informacyjny „Pielgrzym” i
posiada stronę internetową.
Funkcję opiekunów duchownych
pełnią księża ze Zgromadzenia Księży Misjonarzy Saletynów: ks. Mariusz
Czachor, ks. Jerzy Makul, ks. Andrzej
Szklarski; obecnie tę funkcję pełni
ks. Władysław Pasiut, do niedawna prowincjał polskich saletynów.
Dodać należy, że pierwszy opiekun
duchowny ks. Mariusz Czachor został w roku 2010 uchwałą Zarządu
Głównego Związku Górnośląskiego
Honorowym Członkiem Związku.
Imponujący był w czasie tych
14 lat istnienia przyrost liczbowy –
w dniu ostatniego Kongresu Związku
Bractwo liczyło 169 członków.
■
Jacek Pytel
6 GÓRNOŚLĄZAK
www.zg.org.pl
Carbon Music
Śląska muzyka to nie kicz
Proszę, nie zerkaj gdzieś na koniec artykułu, pozostań tutaj, w tym samym
miejscu. Proszę, zamknij oczy i postaraj się zastanowić, jak wyobrażasz
sobie ŚLASKĄ MUZYKĘ i śląskich muzyków.
C
o zobaczyłeś? Czyżby to był
podstarzały Ślązak w zbyt
dużej koszuli, z twarzą wskazującą na skłonności alkoholowe,
wykonujący „śląskie” wersje wypatrzonych niemieckich przebojów z lat 80.
na antenie lokalnej stacji TV? Jeśli tak, to pora
to zmienić.
Wiem, wiem: wiele było
już projektów, które miały
podbić serca Ślązaków lub
chciały ocalić od zapomnienia tradycyjne śląskie
melodie oraz słowa starannie dobrane, oddające
to, co w kulturze śląskiej
najważniejsze. Niektóre
z nich miały rzeczywiście powodzenie, inne zaś
umierały z braku publiki.
Niewiele jednak z nich
starało się coś zmienić
w śląskiej muzyce. Po rozmyślaniach na temat muzyki i roli Śląska w muzyce, zadaję sobie pytanie:
Dlaczego nie możemy powiedzieć, że nasza śląska
muzyka jest na wysokim
poziomie? Dlaczego nie
promujemy tak licznych
świetnych artystów, lecz
„pana z kibordem”?
Czemu wszystko, co tradycyjne,
musi być pozbawione najmniejszego
gustu? Trzeba z drugiej strony zrozumieć tych, którzy gustują w muzyce
lekkiej, trochę sztampowej. No, takiej właśnie „śląskiej”! Oczywiście,
że taka muzyka też ma swoich odbiorców, a głównym wyznacznikiem
jest ich wiek.
Trudno się więc dziwić młodzieży,
która na widok stroju ludowego ucieka, a na pierwsze nuty tradycyjnej,
śląskiej muzyki na ich twarzach pojawia się pobłażliwy uśmiech.
25 września w siedzibie Związku
Górnośląskiego w Katowicach odbył
się pierwszy koncert w ramach projektu realizowanego przez młodych
członków ZG pod nazwą „Carbon
Music”. W murach przepięknej willi
przy Stalmacha 17 miały okazję zaprezentować się zespoły: Jóga oraz
Blue Monday. No dobrze, ale jak się
to ma do moich wcześniejszych wywodów?
– Celem nadrzędnym projektu jest
systematyczne kształtowanie świadomości muzycznej. Chcemy skończyć
ze stereotypem Ślązaka popijającego
piwo, objadającego się krupniokiem
i bujającego się w rytm przebrzmiałych niemieckich szlagierów – mówi
jeden z organizatorów koncertów,
Przemek Stanios.
Musimy pokazać wszystkim –
tu na Śląsku, że posiadamy dobrych
oraz niezwykle wrażliwych muzyków, mogących klimatem
dorównać takim gwiazdom, jak Bon Iver czy Daughter. Ślązacy, zwłaszcza ci
młodzi, zdecydowanie zasługują na to. Nie dlatego,
by starać się coś udowodnić innym, lecz samym
sobie. By wszyscy poczuli
magiczny klimat tej muzyki i scenerii. By wszyscy
zrozumieli, że śląska muzyka to nie kicz, lecz setki
zespołów, które może nie
śpiewają o Karolince przechadzającej się do Gogolina (głębokie ukłony dla
niej), lecz są takim samym
dziedzictwem
kulturowym, jak zasłużony Zespół
Pie­śni i Tańca „Śląsk”.
Zapraszamy na kolejne
koncerty Carbon Music. ■
Łukasz Szostok
GÓRNOŚLĄZAK 7
www.zg.org.pl
Śląskie larmo
Felieton pierwszy, w którym autor przedstawi
się Czytelnikom i powie co nieco mądrych
słów, by ustawić dyskusję na wysokim poziomie
i udowodnić, że jest z tej ziemi
R
aczej częściej zdarza mi się ostatnio czytać
to, co napisali inni, niż pisać coś, co inni
przeczytają. Cóż, taki już bywa los korektora. Zawód, który powoli (powoli?) odchodzi
do lamusa, bo komunikacja internetowa i krótka żywotność wiadomości w sieci nie pozwalają,
by na tekst przed publikacją spojrzał ktokolwiek
poza autorem (ufać trzeba gorąco, że spogląda nań chociażby on). Zawód, dla którego w szerszej perspektywie nie ma już dziś miejsca, bo mało kto zwraca baczną
uwagę na to, co wokół niego się dzieje. Już tylko książki i niektóre czasopisma przed publikacją doświadczają
czujnego korektorskiego oka. To cena za to, że przyszło
dziś żyć w przepięknych czasach, w otoczeniu rozkwitającej techniki i innowacji, w globalnej wiosce (jak bardzo
nie lubię tego określenia…), w której wszyscy wszystko
o wszystkich wiedzą. I to w ciągu ułamka sekundy, transmitując wieści z kontynentu na kontynent. A jednak czasu na wszystko mamy coraz mniej: by spojrzeć na detale,
by sprawdzić, czy wszystko w porządku, by chwilę poświęcić dbałości o szczegóły. I by się nadziwić.
Felieton jest przestrzenią wolną od pośpiechu. Choć
nieraz skreśla się go w banie, w pociągu, w korku na „średnicówce”, gdy w ułamku sekundy dochodzi do autora owa
złota myśl, szczęśliwy splot bodźców, w których objawia
się niezwykłość świata. Tak łatwo bezpowrotnie utracić
zdolność jej zauważania. Tak trudno w sobie wypielęgnować zmysł jej dostrzegania. W felietonie zaś można
na chwilę „odpuścić” i zatrzymać się nad tym, co pozornie błahe, a co w rzeczywistości tworzy świat każdego
człowieka.
Wyczulenia na wspaniałość świata nauczył mnie Mędrzec. Prawdziwe Światło ze Śląska, choć wtedy jeszcze
studencka gawiedź nie w pełni wiedziała, z jak wielką
Osobistością przyszło jej się spotkać, choć niebanalna broda, długie srebrne włosy w naturalny sposób sugerowały
nam, że z niebagatelnym umysłem się spotykamy. Profesor Tadeusz Sławek, bo to o Profesorze tu mowa, podczas kursu literatury angielskiej i amerykańskiej, na który uczęszczałem na trzecim roku studiów (gdy miałem
jeszcze nadzieję, że będę kiedyś wybitnym uczonym, co,
jak czujny i wyrobiony Czytelnik poznaje po niewyszukanym słownictwie i horrendalnej składni, jednak się nie
wydarzyło) w pogestapowskim i pokomitetowym
budynku z Korfantym za oknem (zawsze mnie zachwycał ukryty wydźwięk owego pomnika, którego postać zwrócona jest tyłem do budynków zajmowanych przez aparatury okupantów), pośród
potężnej wiedzy o historii i doniosłości literatur
anglosaskich (Szekspir, James, Joyce, Thoreau…
naprawdę, był to kurs prześwietny, o jakim marzyliśmy
przez pierwsze lata studiów i za którym tęskniliśmy w latach kolejnych!) podawał treść najistotniejszą: że światem
warto się zachwycać. To przy okazji omawiania kategorii wzniosłości i niesamowitości (niem. das Unheimliche)
i ich echa pobrzmiewającego w powieściach grozy, próbując ukazać nieukształtowanym umysłom zupełnie niespodziewane oblicza anglojęzycznych utworów, pośród
stronnic Frankensteina Mary Shelley i opowiadań Poego,
przepowiadał o potrzebie wzniosłości, której niezaspokojenie dotyka człowieka, także (a może mówił o tym,
że zwłaszcza?) nam współczesnego. Wtedy wszystko się
zaczęło.
Będziemy się tu spotykać, jak dobry Bóg i redaktor
naczelny pozwolą, w każdym numerze „Górnoślązaka”.
Od dziś, nieodwołalnie. Poznamy się – mam taką nadzieję – choć z tą swoistą dla felietonu asymetrią: to uprzywilejowany Czytelnik pozna bardziej Autora, któremu zaś
pozostanie jedynie tyle (i aż tyle), że czytając go, Czytelnik pozna sam siebie. Obejrzy siebie z innej strony, przez
inny pryzmat spojrzy na swoje Ja i może dzięki temu dostrzeże wokół siebie Innego. Zachwyci się światem. Zatrzyma. I wtedy coś w nim się zmieni. Na zawsze.
Co prawda piękno rodzi się w ciszy, lecz tu będzie
larmo. Dobre, śląskie larmo. Bo gdyby mnie babcia –
najpierwsza uczona w Piśmie, Tradycji i Historii, która
ze wszech miar nie chciała, bym do niej mówił per oma
– parę razy w dzieciństwie nie trzepła za uchem i nie narobiła larma, to dzisiaj byłbym wyzutym z siebie obcym
przybyszem na rodzimej ziemi. A tak, chociaż nie jestem
wybitnym uczonym, ba, tytuł magistra wciąż rodzi się
w bólach, jestem człowiekiem szczęśliwym, który potrafi
zachwycać się światem.
I w tym aspekcie na pewno jestem ze śląskiej ziemi.
■
Nie tylko z jej prochu, ale i z jej ducha.
Krzysztof E. Kraus
8 GÓRNOŚLĄZAK
www.zg.org.pl
Chadecki głos Górnoślązaka
Zbudujmy śląski dom!
N
ie udało się… stworzyć wspólnego
frontu organizacji śląskich, które w jesiennych wyborach samorządowych
mogłyby skutecznie wprowadzić regionalistów
do rad miast, gmin i do sejmiku wojewódzkiego. Tam byliby oni prawdziwymi, niezależnymi
od władz centralnych, recenzentami polityków
działających na Śląsku w ramach partii ogólnopolskich. Z „Warszawy” bowiem nie zawsze widać rozwiązania najlepsze dla naszych lokalnych problemów.
Często trudno z centralnego punktu widzenia docenić wagę regionalnej specyfiki i zrozumieć jej tożsamość. Sam przez wiele lat doświadczałem tego jako Poseł
na Sejm próbujący wesprzeć naszą śląską mowę poprzez
ustawowe nadanie jej statusu języka regionalnego, tak jak
ustanowiono to z dialektem kaszubskim. Dobre pomysły
regionalistów i ich sukcesy wyborcze zawsze zapalają też
w dużych ogólnopolskich partiach „zielone światło” dla
działaczy autentycznie związanych ze swoim regionem.
Im więcej byłoby takich śląskich głosów po obu stronach
politycznej barykady – zarówno wśród regionalistów,
jak i wśród innych radnych – tym łatwiej byłoby
o wspólny, śląski język – o współpracę dla naszej
Małej Ojczyzny i o obronę praw jej mieszkańców.
Jednak nic straconego… mimo iż Związek
Górnośląski i Ruch Autonomii Śląska nie porozumiały się co do wyborczej współpracy, to jednak znaczącą wartością dla nas Ślązaków jest
fakt, iż w czasie debat wykazano, że te najstarsze
i największe regionalistyczne organizacje nie są sobie ani
wrogie, ani przeciwstawne. One się doskonale uzupełniają. Można, a nawet warto, być członkiem ZG i pielęgnować jego wartości, a jednocześnie angażować się politycznie w RAŚ-u celem wprowadzania tych wartości w nasze
śląskie życie samorządowe. Pięknym tego przykładem
jest Pan Joachim Otte, wieloletni Prezes Związku Górnośląskiego, kandydujący do Sejmiku Śląskiego z listy Ruchu Autonomii Śląska. W jego osobie widać, że można
być jednocześnie i „korfanciorzem”, i autonomistą. Dyć
to Korfanty był ojcem autonomii Śląska, a Śląscy Powstańcy ją wywalczyli, bo autonomia to nie separatyzm,
to nie odłączanie Śląska od ojczyzny, ale dbanie o polski ➧
Rajza po Górnym Śląsku
Jedziemy nad Małą Panew
Drodzy Czytelnicy! Czy tego chcemy, czy nie chcemy, wakacje 2014 przeszły już do historii. Mam
nadzieję, że oprócz cudownej opalenizny do domu przywieźliście również nowe pokłady energii.
Pamiętajcie, musi jej wystarczyć do następnego roku! Jeśli jednak nie jesteście pewni, czy Wasze
zapasy sił wystarczą do wakacji, to mam dla Was propozycję. Otóż, moi Drodzy, „bateryjki” możemy podładować nawet u nas, na Śląsku. Uwaga! Wypływamy do portu Młyn Bombelka!
W
iadomo, zaczął się rok
szkolny i akademicki, pokończyły się urlopy, więc
na dłuższe wyjazdy nie ma co liczyć.
Nie są one też w sumie potrzebne.
Niecałe 60 km od Katowic, w miejscowości Żędowice, mieści się Młyn
Bombelka, czyli raj dla osób lubiących wypoczywać na łonie natury. Każdy znajdzie tu coś dla siebie
– lasy, stawy, zieleń. Dla bardziej
aktywnych jest też paintball. Lecz
główną atrakcją są spływy kajakowe.
To dla nich zjeżdżają tutaj ludzie
z całego Śląska. To chyba najlepsza
odpowiedź na pytanie, czy spływ
Małą Panwią może być ciekawy.
Do wyboru mamy liczne trasy,
które różnią się długością i trudnością. Jedno je łączy – wszystkie
są równie piękne. Ja zdecydowałem
się na spływ od Krupskiego Młyna
do Żędowic, czyli jakieś 12 km. Rzeka najpierw płynie przez las i wtedy, oprócz szumu drzew, słychać
tylko ptaki ukryte w ich koronach.
Następnie Mała Panew coraz
bardziej się poszerza i z niewielkiej,
wartkiej i pełnej przeszkód rzeczki
rozlewa się i przemienia w wielką
wodę. Prowadzi wtedy przez złociste
pola, a następnie wąskim kanałem aż
do przystani Młyn Bombelka. Tam
możemy odpocząć przy ognisku czy
nawet wykupić nocleg.
Rzeka na całej
długości nie jest głęboka, więc osoby mające problem
z pływaniem nie powinny się obawiać. Do kompletu kajak plus wiosła otrzymujemy również kamizelkę,
a na trasie przygotowane są miejsca,
w których możemy odpocząć.
Jeśli chcielibyście poznać moją
opinię – to rewelacyjne miejsce, żeby
spędzić tam któryś ze słonecznych
jeszcze jesiennych dni. I to wszystko
bez wyjeżdżania poza Śląsk!
Zdjęcia dostępne są na profilu fa■
cebook Młynu Bombelka.
Kamil Nowak
GÓRNOŚLĄZAK 9
www.zg.org.pl
➧ Śląsk właśnie. A kto tymu nie rozumi, tyn je ciymny choćby
tabaka we rogu! Jestem przekonany, że Adalbert Wojciech
Korfanty, mówiąc dzisiejszym językiem, sam używałby
hasła: „Śląsk syty – Polska cała”.
Na szczęście członków Związku Górnośląskiego nie
brakuje też w innych formacjach politycznych, nawet
często sobie przeciwstawnych. Na przykład ja jestem
członkiem PO, a Pani Poseł Maria Nowak – PiS. Jednak w śląskich sprawach dycki PORADZYMY sie dogodać – bo mówimy wspólnym językiem naszych śląskich
wartości, którymi są: szacunek do rodziny, wiary, pracy i uczciwości, a także umiłowanie śląskiej tożsamości
i tradycji. Nasz Związek Górnośląski – jak się okazało
– do „robienia” polityki już się nie nadaje. No i dobrze!
On powinien być krynicą tych wartości i je pielęgnować,
bo robi to doskonale od 25 lat. Dlatego bardzo się raduję z otwarcia Domu Śląskiego w siedzibie Związku. Jest
to miejsce spotkań dla wszystkich regionalistycznych
organizacji śląskich, jak i dla osób niezrzeszonych, gdzie
tak po naszymu – bez haje, bydymy godać, jak zbudować
edukację regionalną, jak dbać o język śląski, jak chronić
nasze zabytki i rozwijać naszą kulturę. Jednym słowem:
jak na Śląsku wspólnymi siłami zadbać o to, czego Polska Ślązakom nie chce dać ustawowo. Miejsce to – piękna zabytkowa willa przy ul. Stalmacha w Katowicach –
ma ku temu szczególne predyspozycje, bo to tu właśnie
debatuje Rada Górnośląska. Wchodzące w jej skład organizacje pozarządowe, jak i wywodzący się z nich radni,
mogą już teraz, w dzisiejszym stanie prawnym realizować
wiele prośląskich inicjatyw. Wierzę, że ich sercem stanie
się właśnie Dom Śląski – dom wszystkich Ślązaków. Taki,
jakie mają i inne grupy etniczne w naszym kraju i w Unii
Europejskiej.
Żałuję tylko jednego: że nie mogłem uczestniczyć
w jego otwarciu, ponieważ w tym czasie obowiązki
poselskie skierowały mnie na posiedzenie Parlamentu
Europejskiego do Strasburga. To miasto jest stolicą pokoju na naszym kontynencie. Setki lat walczyły o nie,
jak i o całą Alzację, Francja z Niemcami. Jedno pokolenie Alzatczyków było karane przez Francję za mówienie
po niemiecku, a już następne Niemcy karały za mówienie po francusku. I tak historia okrutnie się powtarzała…
A przecież każde z tych pokoleń mówiło i żyło po alzacku, czerpiąc nieco z Francji, nieco z Niemiec, ale przede wszystkim ze swej regionalnej, etnicznej tożsamości.
Dziś w dobie Unii Europejskiej Alzacja może być i jest
naprawdę sobą. Sami Alzatczycy w ostatnich latach coraz częściej uważają się za odrębny naród, mniejszość
z nich uznaje się za Francuzów, zaś najmniej liczna grupa – za Niemców. Wioski i miasteczka pięknieją dzięki
wspólnej dbałości całego społeczeństwa o lokalny alzacki
styl. Regionalna kuchnia i autentyzm tradycji to fundament turystycznego biznesu. To, że Alzatczycy czują się
u siebie, widać po podwójnych nazwach miejscowości,
a czując się u siebie – dbają o swoje, o swój hajmat. Nie
chcą przyłączać Alzacji do Niemiec, choć ich o to oskarżano. Chcą, by Alzacja była najpiękniejszym regionem
Francji, bo to ojczyzna, w której mają swój dom. Tak, jak
my mamy go na Śląsku, czyli w Polsce i w Czechach. Alzacki przykład jasno pokazuje, że akceptacja dla regionalizmu jest fundamentem pokoju w Europie, gdyż idealnie
łagodzi waśnie międzypaństwowe i wewnętrzne napięcia,
a mieszkańcom regionów pozwala na lepsze życie i scala
ich z państwem, w którym żyją.
■
A zatem: Śląskiemu Domowi – Szczęść Boże!
Marek Plura
Marek Plura jest Posłem do Parlamentu Europejskiego,
gdzie zasiada w ławach Europejskiej Partii Ludowej – Chadecji.
Serdecznie zapraszamy do Turzy Śląskiej!
w dniu 18 października 2014 roku w sobotę
na kolejne spotkanie mieszkańców województwa śląskiego i ziem górnośląskich, które ma miejsce w roku ważnych dla naszej Ojczyzny rocznic i wydarzeń. Wspomnimy je w modlitwie i zadumie, pamięcią przywołując dramat tamtych dni i ludzi w nim uczestniczących. Podziękujemy im i tym, co niezłomnie i z wiarą dążyli do zmian,
jakie miały miejsce w Polsce 25 lat temu: Członkom „Solidarności”, ugrupowań i stowarzyszeń o obliczu chrześcijańskim i demokratycznym, Komitetów Obywatelskich. Wtedy też powstał Związek Górnośląski.
Podziękujmy, bo tak szybko się o nich zapomina.
Podziękujemy może mniej słowem, a zadumą, refleksją, i radością wspólnego spotkania, by wspólną modlitwą
i śpiewem spojrzeć w przyszłość.
Koło Związku Górnośląskiego w Turzy Śląskiej
Prezes Koła – Bogusław Kniszka
WOJEWÓDZTWO ŚLĄSKIE
POWIAT WODZISŁAWSKI
GMINA GORZYCE
TURZA ŚLĄSKA
10 GÓRNOŚLĄZAK
www.zg.org.pl
Edukacja
Dwa pytania do…
Śląskiego Kuratora
Oświaty Stanisława Fabera
„Proszę Was, pozostańcie wierni temu dziedzictwu!
Uczyńcie je podstawą swojego wychowania! Uczyńcie je przedmiotem szlachetnej dumy! Przechowajcie
to dziedzictwo! Pokażcie je następnym pokoleniom”
– słowa Jana Pawła II są mottem konkursu organizowanego od pięciu lat przez Kuratorium Oświaty w Katowicach i Wojewodę Śląskiego.
Jakie znaczenie ma edukacja regionalna? Czy to kolejna nowinka w szkole, czy
jednak głęboko uzasadniony proces?
Nie zgadzam się z określeniem „nowinka”. Edukacja
regionalna nie jest nowinką, to proces, który w polskiej szkole zakorzeniony
jest od bardzo dawna. Warto przypomnieć, że jeszcze
w czasie przed odzyskaniem przez Polskę niepodległości właśnie problematyka związana z życiem regionu
– jego wielkimi przedstawicielami, pisarzami, działaczami, językiem – miała szczególną wartość. Proces
kształtowania tożsamości regionalnej, choć nie był
w żaden sposób usystematyzowany, był jedną z ważniejszych form oporu wobec polityki germanizacyjnej
w naszym regionie. Świadomość związku z regionem,
z którego się pochodzi i w którym się żyje, dawała poczucie przynależności, zakorzenienia; uczyła patriotyzmu w każdym wymiarze.
Współcześnie sens działań podejmowanych w zakresie edukacji regionalnej jest bardzo podobny. Jest
ona ukierunkowana na realizację potrzeb najwyższego
rzędu – potrzeb duchowych człowieka.
Kształtowanie postawy szacunku dla dziedzictwa
kulturowego regionu, odpowiedzialności za pielęgnowanie tradycji, kultywowanie wartości rodzinnych
i regionalnych, nauczanie historii regionalnej, uczestnictwo w życiu kulturalnym i społecznym środowisk
lokalnych pozwalają na utrwalenie podstawowych
elementów tożsamości, zwłaszcza młodego człowieka,
i jego bezpieczne funkcjonowanie w świecie. Co ważne, mądre nauczanie historii regionalnej, krzewienie
wartości środowiskowych, umacnianie poczucia więzi
z regionem ułatwiają funkcjonowanie w multikulturowym świecie.
Młody człowiek uczy się krytycyzmu, przełamywania stereotypów kulturowych, tolerancji wobec inności; przyjmuje przy tym perspektywę oceny świata
zewnętrznego, dostrzega wartość integracji i solidarności, również etnicznej. Zatem edukacja regionalna
ma ogromne znaczenie, czemu wyraz daję w udzielaniu patronatu wielu z tych przedsięwzięć, które takie
cele realizują.
Wojewódzki Konkurs
– Edukacja regionalna
w szkole ma już pięć lat!
1. Początki
Idea organizacji konkursu o tematyce regionalnej dla
szkół województwa śląskiego zrodziła się w roku 2009.
Wówczas, z inicjatywy Wojewody Śląskiego Zygmunta Łukaszczyka i Śląskiego Kuratora Oświaty Stanisława
Fabera przy współpracy z grupą regionalistów związanych ze Związkiem Górnośląskim, opracowano zasady
organizacji Wojewódzkiego Konkursu – Edukacja regionalna w szkole. Mottem konkursu uczyniono słowa
Jana Pawła II: „Proszę Was, pozostańcie wierni swojemu
dziedzictwu…”. Kierując się tymi słowami, organizatorzy
chcieli promować przedszkola i szkoły, które starają się
jak najlepiej pielęgnować tradycję i gwarę oraz kształtują
w uczniach lokalny patriotyzm.
Konkurs od początku cieszył się dużym zainteresowaniem wśród placówek oświatowych woj. śląskiego.
W dotychczasowych pięciu edycjach Konkursu wzięło udział łącznie ponad 600 śląskich przedszkoli i szkół
podstawowych, gimnazjów i szkół ponadgimnazjalnych
województwa, które w przemyślany i atrakcyjny sposób
realizują edukację regionalną, pielęgnując tradycję i gwarę oraz kształtują w wychowankach i uczniach lokalny patriotyzm i poczucie tożsamości z wartościami własnego
dziedzictwa.
GÓRNOŚLĄZAK 11
www.zg.org.pl
2. Organizacja
Konkurs rozgrywany jest w trzech kategoriach wiekowych i pięciu rejonach: bielsko-bialskim, bytomsko-katowickim, gliwicko-rybnickim, częstochowskim i sosnowieckim.
Aby zakwalifikować się do Konkursu, przedszkola
i szkoły muszą przejść ostrą kwalifikację. Komisje rejonowe analizują pisemne informacje oraz prezentacje multimedialne dokumentujące działania w zakresie edukacji regionalnej. Każda z pięciu komisji wyłania do etapu
rejonowego po dwie szkoły w każdej kategorii wiekowej.
Zwycięzcy etapu rejonowego biorą udział w bezpośrednich potyczkach finałowych. Muszą wykazać się wiedzą
o własnym regionie i całym województwie śląskim, a także w sposób praktyczny wykazać umiejętności posługiwania się gwarą, znajomością obrzędów, rękodzieła, a nawet kuchni regionalnej. Konkurs stawia bardzo wysokie
wymagania, udział w nim to praca, która wymaga zaangażowania całych szkolnych społeczności.
I edycja – 2009/2010
„Jest takie miejsce na Ziemi, gdzie chleb smakuje najbardziej”. Tak pięknie o swojej Małej Ojczyźnie mówiły
dzieci ze Studzienic podczas finału I edycji Konkursu.
Jak szkoły pielęgnują tradycję i gwarę? Co uczniowie
wiedzą o swoim regionie czy znają obyczaje i piosenki
regionalne? Okazało się, że począwszy od najmłodszych
przez gimnazjalistów aż po szkoły ponadgimnazjalne,
Czytaj na kolejnych stronach
Nauczyciel – regionalista to kłopot czy skarb w oświa­
cie woj. śląskiego?
Miejsce edukacji regionalnej we współczesnej szkole
jest szczególne – w wielu szkołach zajęcia z tego zakresu są prowadzone właśnie przez nauczycieli entuzjastów. Niemniej jednak warto zauważyć, że podstawa
programowa kształcenia ogólnego niejednokrotnie akcentuje wagę treści związanych z tematyką regionalną.
Ponadto dokument ten daje nauczycielom wiele możliwości, np. kształcenie określonych umiejętności polonistycznych może odbywać się na różnym materiale,
a to już okazja, żeby zapoznać ucznia z dorobkiem literackim regionu, przybliżyć mu postaci takie, jak choćby Juliusz Ligoń, Jan Nikodem Jaroń czy ks. Norbert
Bonczyk, a także współczesnych twórców pochodzących i identyfikujących się z regionem, a wpisujących
się w ogólne nurty.
Podobnie założenia podstawy programowej można
realizować na lekcjach historii, przyrody czy plastyki.
W każdym przypadku podstawa uwzględnia związek
treści kształcenia z regionem, a to nie tylko pozwala
nauczycielowi, ale wręcz wymaga od niego kształcenia
regionalnego.
Zatem edukacja regionalna nie została usunięta
ze szkoły. Jednak faktem jest, że wielu nauczycieli realizuje dodatkowe zajęcia poświęcone problemom regionu. Ich praca jest niezmiernie cenna. Nauczyciel – regionalista, który często działa społecznie, angażuje się
w wiele lokalnych inicjatyw, jest dla ucznia autentyczny, działa swoim przykładem. Uczeń zatem nie tylko
poznaje problematykę regionalną w teorii, ale często
ma okazję sam przeżyć to, czego dowiaduje się od nauczyciela. Dowodem na to jest chociażby duże zainteresowanie – organizowanym przez Wojewodę Śląskiego
i Śląskiego Kuratora Oświaty – konkursem Edukacja
regionalna w szkole, w którym uczniowie mają szansę
nie tylko zaprezentować swoją wiedzę o regionie, ale
przede wszystkim nabyć nowe doświadczenia, odkryć
na nowo dziedzictwo regionu, zbudować pomost między tradycją a nowoczesnością. Bez pełnego zaangażowania nauczycieli żadne tego typu przedsięwzięcie nie
miałoby szans powodzenia. Mówię o pełnym zaangażowaniu, do którego jest zdolny tylko nauczyciel – entuzjasta, bo sukces w konkursie czy osiągnięcie celów,
które zakładane są w edukacji regionalnej, są możliwe
jedynie dzięki systematycznej, mozolnej, codziennej
pracy. To taka praca u podstaw, której efekty nie zawsze
są widoczne od razu, lecz która jest niezwykle ważna,
bo procentuje w późniejszym, dorosłym już życiu uczniów. Dla nauczycieli, nie tylko regionalistów, którzy
są w stanie poświęcić czas, dzielą się swoją pasją, zarażają nią innych, mam wiele szacunku.
Dziękujemy!
■
12 GÓRNOŚLĄZAK
www.zg.org.pl
uczniowie Zespołu Szkolno-Przedszkolnego ze Studzienic,
w kategorii klas IV–VI i gimnazjów pierwsze miejsce zajęła
Szkoła Podstawowa nr 6 im. Zofii Kossak z Pierśćca, zaś
w kategorii gimnazjów i szkół ponadgimnazjalnych najlepsi okazali się reprezentanci Zespołu Szkół Technicznych
z Rybnika. Nagrodami w konkursie były: pianina elektroniczne, kamery, aparaty cyfrowe i słowniki.
uczniowie udowodnili, że o miejscu, w którym żyją,
wiedzą naprawdę sporo. W rywalizacji zorganizowanej
w Miejskim Domu Kultury w Łaziskach Górnych wzięło udział trzynaście drużyn, które walczyły o zwycięstwo. Dzieci w pięknych strojach regionalnych śpiewały
piosenki, opowiadały gwarą o swoich miejscowościach,
prezentowały lokalne obrzędy i legendy. Starsza młodzież
przygotowała miejscowe przysmaki, dzięki czemu można
było skosztować ciapkapustę (gniecione ziemniaki z kapustą i ze skwarkami), czy siemieniotkę (zupę z nasion
konopi gotowaną na Śląsku na wigilię).
Zmaganiom dzieci i młodzieży na scenie MDK w Łaziskach przyglądali się m.in. Wojewoda Śląski Zygmunt Łukaszczyk i Śląski Kurator Oświaty Stanisław Faber. Kurator
podkreślił, że Śląsk jest regionem bardzo zróżnicowanym
kulturowo, przez co niezwykle bogatym. Zadaniem szkoły jest to, aby najmłodsi dostrzegali tę różnorodność,
niezależnie od tego, czy tradycje śląskie są kultywowane
także w domach dzieci. Wojewoda Zygmunt Łukaszczyk
zaznaczył, że pielęgnowanie śląskiego dziedzictwa i przekazywanie tradycji z pokolenia na pokolenie jest niezwykle ważne i dlatego tak cenna jest praca, jaką nauczyciele
wkładają w przekazanie wiedzy o Małej Ojczyźnie swoim
uczniom.
Finał w Łaziskach był zakończeniem wieloetapowych
zmagań, w których wzięło udział 91 przedszkoli i szkół
województwa śląskiego. Wśród najmłodszych zwyciężyli
II edycja – 2010/2011
Tym razem finał dla przedszkoli i szkół podstawowych
został rozegrany w Chorzowskim Centrum Kultury.
Na scenie rywalizowały ze sobą cztery zespoły przedszkolaków i siedem podstawówek z naszego województwa. Dzieci musiały jak najlepiej zaprezentować swoje
miejscowości, zaśpiewać regionalne piosenki, zatańczyć
regionalne tańce, odpowiadać na pytania dotyczące naszego województwa. Najciekawszą konkurencją było zaprezentowanie dawnych zabaw dziecięcych charakterystycznych dla danego regionu.
Piękne stroje, w których dzieci prezentowały się
na scenie, przygotowana scenografia, znajomość gwary, obrzędów, piosenek świadczy o tym, jak dużą pracę
wykonują nauczyciele i uczniowie, aby przygotować się
do konkursu. Spośród 95 szkół i przedszkoli, do finału
dotarły 23 placówki i wszystkie zasługiwały na miano
zwycięzców. Ale ponieważ jest to konkurs, to jury musiało wybrać tych najlepszych. I tak w pierwszej kategorii
wiekowej zwycięskie okazało się Przedszkole w Lubojnie,
natomiast w drugiej kategorii I miejsce zajęła Szkoła Podstawowa nr 37 w Tychach.
Finał konkursu dla gimnazjalistów i szkół ponadgimnazjalnych odbył się 24 maja 2011 r. w Pałacu Kultury
Zagłębia w Dąbrowie Górniczej. Tam zwycięzcami okazali się uczniowie Zespołu Szkół nr 4 – Gimnazjum nr 8
w Dąbrowie Górniczej, a wśród szkół ponadgimnazjalnych jury zdecydowało przyznać dwa pierwsze miejsca
– Zespołowi Szkół Ekonomiczno-Gastronomicznych
im. Macierzy Ziemi Śląskiej w Cieszynie i I Liceum
Ogólnokształcącemu im. W. Łukasińskiego w Dąbrowie
Górniczej.
www.zg.org.pl
Dzięki nawiązaniu współpracy z Zespołem Pieśni
i Tańca „Śląsk” im. Stanisława Hadyny koncert galowy konkursu połączony z wręczeniem nagród dla tych,
którzy zdobyli miejsce na podium, była Gala Konkursu 2011 zorganizowana w Koszęcinie 3 czerwca 2011 r.
Regionalne tańce, inscenizacje lokalnych legend czy
„kulanie felgi patykiem” – czyli dawne śląskie zabawy
dziecięce, to wszystko złożyło się na wyjątkowo barwny
i ciekawy Koncert Galowy II edycji Konkursu. Sam występ w Koszęcinie był niewątpliwie formą wyróżnienia,
ponadto uczestnicy odebrali nagrody rzeczowe, którymi
w zależności od zajętego miejsca były kamery cyfrowe,
nagrywarki DVD i aparaty cyfrowe.
W koncercie, który uroczyście zakończył wielomiesięczne zmagania konkursowe uczestniczył m.in. Śląski
Kurator Oświaty Stanisław Faber oraz Dyrektor Zespołu
Pieśni i Tańca „Śląsk” Zbigniew Cierniak.
To nie jedyne niespodzianki dla najlepszych zespołów.
Zaproszenie do Koszęcina połączone było także z warsztatami tanecznymi prowadzonymi przez artystów Zespołu „Śląsk” Na dziedzińcu pałacu w Koszęcinie dzieci
ćwiczyły kroki i całe układy tańców regionalnych. Ponadgodzinne warsztaty minęły ich uczestnikom błyskawicznie, a na zakończenie dnia czekało młodych ludzi jeszcze
jedno wyjątkowe wydarzenie: koncert A to Polska właśnie
Zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk”.
Uroczyste zakończenie II edycji Konkursu wpisało
się w trzydniowe przedsięwzięcie zorganizowane w Koszęcinie „Edukacyjna Gala Regionalna. Historia i teraźniejszość Śląska”. W ramach imprezy odbył się m.in. zlot
szkół noszących imię Powstańców Śląskich i Wojciecha
Korfantego z całego kraju i Koncert Galowy XVIII Regionalnego Przeglądu Pieśni „Śląskie śpiewanie” im.
prof. Adolfa Dygacza.
III edycja – 2011/2012
W pięknej scenerii Centrum Kultury Zamek w Toszku rozegrano finał III edycji Wojewódzkiego Konkursu
– Edukacja regionalna w szkole. Wzięło w niej udział 129
przedszkoli i szkół województwa śląskiego. Kto w tym
roku szkolnym najlepiej realizował edukację regionalną?
Zwycięzców poznaliśmy 31 maja 2012 r. podczas Gali
Edukacji Regionalnej w Koszęcinie.
GÓRNOŚLĄZAK 13
Edukacyjna Gala Regionalna – 2012
W trakcie koncertu z udziałem finalistów, ogłoszony
został werdykt kapituły wojewódzkiej konkursu, oceniającej zmagania dzieci i młodzieży. W kategorii przedszkoli zwyciężyło Przedszkole Publiczne nr 18 w Zespole
Szkolno-Przedszkolnym w Studzienicach, w kategorii
szkół podstawowych najlepsza okazała się Szkoła Podstawowa nr 25 im. Stanisława Hadyny w Chorzowie, natomiast kategorię – gimnazja i szkoły ponadgimnazjalne
wygrało Gimnazjum w Zespole Szkół w Kochanowicach.
W koncercie, który uroczyście zakończył wielomiesięczne zmagania konkursowe uczestniczył m.in. Śląski
Kurator Oświaty Stanisław Faber, dyrektor Zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk” Zbigniew Cierniak oraz Opolski Kurator Oświaty Halina Bilik. Najlepsze zespoły pochwaliły
się swoimi dokonaniami i zaprezentowały na scenie m.
in. obrzędy ludowe, niekonwencjonalne lekcje historii,
a także kreacje współczesnego ubioru z elementami ludowymi. Każdy z zespołów, które dostały się do finału,
otrzymał nagrodę. W zależności od zajętego miejsca,
uczniowie wygrali dla swoich szkół odtwarzacze DVD,
rzutniki multimedialne, radiomagnetofony, a za pierwsze
miejsce telewizory.
Koncert był częścią wielkiej gali zorganizowanej
wspólnie przez Zespół Pieśni i Tańca „Śląsk” im. Stanisława Hadyny, Kuratorium Oświaty w Opolu oraz Kuratorium Oświaty w Katowicach. Patronat nad imprezą
objęła minister edukacji narodowej Krystyna Szumilas.
Uczniowie wzięli udział w warsztatach tanecznych i wokalnych, prowadzonych przez artystów „Śląska” zwiedzili
Izbę Tradycji Zespołu oraz miejsca, gdzie pracują i występują artyści. Atrakcją dla uczestników koszęcińskiej
gali były występy młodych tancerzy z Europy oraz krajów
Ameryki Południowej, którzy przygotowali prezentację
rodzimych tańców regionalnych. Wielkim wydarzeniem,
był koncert Zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk”, entuzjastycznie przyjęty przez młodą publiczność. W Gali Edukacji
Regionalnej wzięło udział około 1000 osób – dzieci, młodzieży oraz nauczycieli.
IV edycja – 2012/2013
W siedzibie Zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk” w Koszęcinie 6 czerwca 2013 r. odbył się finał IV edycji Wojewódzkiego Konkursu – Edukacja regionalna w szkole.
W finale zaprezentowało się 15 zespołów w trzech kategoriach wiekowych. Tej edycji konkursu towarzyszyło
hasło ­Region – Ludzie – Praca, stąd zadania i pytania
koncentrowały się na tematach związanych z tradycjami
górniczo-hutniczymi, Szlakiem Zabytków Techniki, sylwetkami wybitnych przedsiębiorców oraz motywem pracy w pieśniach i literaturze.
Prezentacja pomysłu na firmę, która wykorzystywałaby lub nawiązywała do szeroko pojętego regionalnego dziedzictwa kulturowego czy przygotowanie scenek
nawiązujących do ginących zawodów – to przykładowe
14 GÓRNOŚLĄZAK
konkurencje, z którymi musieli zmierzyć się uczestnicy
finału konkursu.
W zależności od zajętego miejsca, drużyny otrzymały: mikrofony ze statywami, gitarę klasyczną, organy
lub zestaw nagłaśniający. Żadna z drużyn nie wyjechała
z Koszęcina bez nagród i upominków, dodatkowo dla finalistów konkursu wzorem lat ubiegłych , zorganizowane
zostały m.in. warsztaty wokalne prowadzone przez artystów zespołu „Śląsk”.
Zwycięzcy czwartej edycji konkursu to: Przedszkole
nr 6 w Tychach, Szkoła Podstawowa im. Karola Miarki
w Zespole Szkolno-Przedszkolnym w Ornontowicach,
a w kategorii gimnazja i szkoły ponadgimnazjalne po raz
kolejny zwyciężyło Gimnazjum w Zespole Szkół w Kochanowicach.
V edycja – 2013/2014
Tegoroczna edycja konkursu była edycją jubileuszową – konkurs zorganizowano po raz piąty. W dalszym
ciągu cieszył się dużym zainteresowaniem, do konkursu
zgłosiło się 99 przedszkoli i szkół z terenu województwa
śląskiego. Do bezpośrednich potyczek finałowych zakwalifikowano 15 przedszkoli i szkół, które znakomicie
realizują edukację regionalną na co dzień, a poza tym
uzyskały najwyższe oceny za zadania przewidziane w kolejnych etapach konkursu. Hasło piątej edycji konkursu
brzmiało: Region – Ludzie – Sztuka, stąd zadania i pytania konkursowe finału koncentrowały się na tematach
związanych z szeroko pojętą sztuką.
Tegoroczny finał konkursu, dzięki nawiązaniu współpracy z Muzeum „Górnośląski Park Etnograficzny w Chorzowie” odbył się 4 czerwca 2014 r. na terenie Skansenu
w Chorzowie i został połączony ze zwiedzaniem Skansenu przez uczestników finału.
Zdjęcia z zasobów Kuratorium Oświaty w Katowicach
www.zg.org.pl
W piątej edycji zwyciężyli, w kategorii przedszkola –
Przedszkole im. Kubusia Puchatka w Zespole Szkolno-Przedszkolnym w Gminie Ornontowice w Ornontowicach, w kategorii szkoły podstawowe – Szkoła Podstawowa
nr 23 w Zespole Szkolno-Przedszkolnym nr 2 w Tychach,
a w kategorii trzeciej rywalizację wygrał Zespół Szkół
Ogólnokształcących i Zawodowych w Siemianowicach.
Nagrody zwycięzcom wręczali Wojewoda Śląski Piotr Litwa oraz Śląski Kurator Oświaty Stanisław Faber.
Po co to wszystko?
Działania podejmowane w ramach Konkursu mają
na celu popularyzację zagadnień dotyczących edukacji regionalnej różnych rejonów woj. śląskiego, a także
są cennym uzupełnieniem treści edukacji regionalnej w przedszkolach i szkołach. Przedstawiony projekt stanowi płasz-
czyznę do prezentacji podejmowanych działań w zakresie
realizacji edukacji regionalnej przez przedszkola i szkoły
woj. śląskiego oraz inspiruje do podejmowania kolejnych
inicjatyw w tej dziedzinie.
Edukacja regionalna, której celem jest uświadomienie wartości własnego dziedzictwa regionalnego, ma też
swój narodowy wymiar. Kultura narodowa nie istnieje
ani „poza” kulturą regionalną, ani „obok tej kultury”, ale
obie wspólnie współegzystują ze sobą. Silne poczucie regionalnej tożsamości to najważniejsza droga prowadząca
do identyfikacji z wielką ojczyzną poprzez zakorzenienie
■
w małej.
Wiesława Gala
Autorka jest Kierownikiem Oddziału Zwiększania Szans
Edukacyjnych i Doskonalenia Nauczycieli w Kuratorium
Oświaty w Katowicach oraz koordynatorem wojewódzkim
Konkursu z ramienia Kuratorium Oświaty w Katowicach.
www.zg.org.pl
GÓRNOŚLĄZAK 15
Nauczanie regionalne – potęga przyszłości,
czy rozpamiętywanie przeszłości?
W
ybierając do gazety temat nauczania regionalnego, nie wiedziałem o tym zbyt wiele. Aby
obiektywnie oddać realny stan, postanowiłem
odwiedzić dwie szkoły, które podjęły innowację autorskich klas śląskoznawczych. Pierwszą z nich było Gimnazjum numer 9 w Bytomiu. Tam przywitała mnie Iwona
Cieślar, która koordynuje realizację edukacji regionalnej.
W 1995 roku Gizela Stabińska zapoczątkowała edukację
regionalną w szkole. Wtedy były organizowane Dni Śląskie oraz projekty związane ze Śląskiem.
Uczniowie klasy regionalnej Gimnazjum nr 9 w Bytomiu przed ruinami
pałacu Tiele-Wincklerów
– Dzisiejszym problemem szkół jest niż demograficzny,
w pewien sposób zmuszający szkoły do innowacyjnych
rozwiązań, które pomogą przyciągnąć nowych uczniów
– wspomina pani Iwona.
Postanowiono więc wykorzystać doświadczenie zbierane przez kilkanaście lat, co dało w efekcie program
o nazwie „Innowacja pedagogiczna. Klasa regionalna –
Jesteśmy stąd” autorstwa pani Iwony. Pomysł z łatwością
przyciągnął innych nauczycieli, co pozwoliło realizować
go na zajęciach lekcyjnych oraz dodatkowej godzinie
tygodniowo przez wszystkie lata nauki. Projekt zakłada bardzo dużą aktywność uczniów poza szkołą, na co
składają się wyjścia, wycieczki oraz udział w konkursach.
Poza szkołą młodzież zobaczyła między innymi kopalnię
„Guido” w Zabrzu i nauczyła się rękodzieła artystycznego w ramach Międzynarodowego Biennale Współczesnej
Tkaniny Artystycznej „Silesiany”. Sztandarowym projektem uczniów gimnazjum była „Etnografika” organizowana wspólnie z Muzeum Górnośląskim. Uczniowie
przygotowywali się w Muzeum do części wyjazdowej
projektu. Badania w terenie – jak nazywa je pani Iwona –
odbyły się w Ornontowicach.
– To miejsce, gdzie kultura ludowa jest jeszcze żywa
– wspomina nauczycielka.
Uczniowie podzieleni na grupy tematyczne poprzez
wywiady poznawali kulturę ludności oraz obyczaje. Gdy
wszystko zostało opisane, pomogło nam Muzeum Górnośląskie.
Jak wiadomo z powszechnej debaty, gimnazjum to
ciężki okres dla młodych ludzi. Na moje pytanie o chęć
uczniów do takiej współpracy pani Iwona przyznaje, że
w trzeciej klasie widzi już zmęczenie regionalizmem, jednak zaznacza, że zawsze jest grupa osób, które aktywnie
uczestniczą w każdych działaniach. Porównując dzisiejsze
rozmowy na temat Śląska i jego przyszłości nie mogłem
pominąć pytania o to, na czym skupia się projekt, głównie
na historii, czy może na tworzeniu czegoś nowego? Pani
Iwona przyznała, że młodzież skupia się głównie na poznawaniu dziejów regionu, aczkolwiek dodaje, że jest to
narzędzie do przyszłości. – Moim celem jest to, żeby dzieci wiedziały skąd pochodzą i aby czuły się dumne z bycia
Ślązakami – podsumowuje nauczycielka.
Jednak o wiele bardziej interesowało mnie zdanie samych zainteresowanych, poprosiłem więc o rozmowę
z kilkoma uczniami aktywnie uczestniczącymi w projekcie. Stając przed nimi zadałem bardzo trudne pytanie.
Dlaczego? Dzieci od razu zaczęły opowiadać o poznawaniu historii regionu, „smakowaniu” jej oraz zdobywaniu wiedzy. Mówiły z pasją o odbytych wycieczkach,
zajęciach i projektach. Zaskoczyły mnie wiedzą o swoim
mieście i znajomością faktów. Poproszone o polecenie mi
takich miejsc, aby Bytom mnie zaskoczył, bez problemu
wymieniły kilka propozycji.
Wchodząc do Zespołu Szkół Ogólnokształcących numer 2 w Rudzie Śląskiej od samego początku wiedziałem, że sposób prowadzenia edukacji regionalnej będzie
zupełnie inny. Tam spotkałem się z Anną Morajko. Rozwiała ona moje wszelkie wątpliwości co do odmiennego
stylu pracy już na początku wspominając, że uczniowie ➧
Uczniowie klasy regionalnej ZSO Nr 2 w Rudzie Śląskiej w kościele
ewangelicko-augsburskim
16 GÓRNOŚLĄZAK
➧ głównie skupiają się na historii XX w., czyli najbardziej
burzliwego okresu dla Śląska.
Pani Anna zaznaczyła również, że klasa ta, jako jedyna w kraju z innowacją regionalną jest pod patronatem
Instytutu Pamięci Narodowej. Edukacja opiera się o dwa
moduły. Pierwszy z nich to „Historia – pamiętamy”. Zakłada ona upamiętnienie bohaterów regionu, poznawanie
historii oraz współpracę z wcześniej wymienionym IPN.
Drugi moduł, czyli „AFiSZ” (Akademia Filmu i Sztuki) skupia się na poznawaniu filmografii śląskiej oraz
dziejów tutejszej sztuki, jak i samodzielnym tworzeniu
przedstawień teatralnych. Zawsze byli bardzo aktywni
w gimnazjum oraz poza nim, co dało podstawy do podjęcia ciężkiego wyzwania, jakim jest edukacja regionalna.
Poza edukacją regionalną i tworzeniem klasa zdążyła już
zaistnieć dla wszystkich włączając się w projekt „Międzynarodowej Szkoły Dialogu” upamiętniający Żydów w danej okolicy. Celem klasy z Rudy Śląskiej było pojawienie
się tablicy informującej o istnieniu synagogi w Wirku,
zburzonej w 1939 r. przez hitlerowców.
– Gdy udało się tego dokonać, zbliżyliśmy się do IPN-u
i jego działań historycznych – wspomina pani Anna.
Na moje pytanie o podejście młodzieży do edukacji
regionalnej usłyszałem bardzo konkretną odpowiedź:
– W czasach, gdy regionalizm i historia są bardzo niemodne, dzieci te czują autentyczność swoich działań.
Tak jak w Bytomiu, poprosiłem kilku uczniów z klasy
regionalnej o krótką rozmowę. Na moje pytanie „Dlaczego?” uzyskałem odpowiedzi, że to oni będą tworzyć Śląsk.
Zapytani o przyszłość regionu, widzieli Śląsk jako miejsce
spotkań, kulturowych wydarzeń oraz zabytków techniki.
Może odpowiedzi uczniów z Rudy Śląskiej wynikają bardziej z wieku, ale takiej odpowiedzi poszukiwałem. W pewnym momencie musimy dostosować się do
czasów, w jakich żyjemy i jak najlepiej wykorzystać to,
co nam dają. Głęboko wierzę w to, że edukacja regionalna jest krokiem w przód, aby tworzyć nowy, lepszy
Śląsk. Zderzenie dwóch różnych światów, jakie ujrzałem
w szkołach, połączone w jedno działanie może dać bardzo ważny efekt dla Śląska.
■
Przemysław Stanios
www.zg.org.pl
Olimpiada Wiedzy
o Górnym Śląsku
J
edną z flagowych inicjatyw Rady Związku Górnośląskiego jest Olimpiada Wiedzy o Górnym Śląsku. Organizowana jest wspólnie z Instytutem Badań Regionalnych przy Bibliotece Śląskiej. Pomysł wysunęła 5 lat
temu prof. Irena Lipowicz.
W roku szkolnym 2014/15 odbędzie się czwarta edycja
konkursu. Każda edycja ma swój temat przewodni, wokół
którego układane są zagadnienia i przykładowe tematy
prac pisemnych. W zeszłym roku olimpijczycy zmagali się z tematyką śląskich świętości, a w tym zmierzą się
z krajobrazem kulturowym Górnego Śląska. Olimpiada
kierowana jest do uczniów drugich, trzecich i czwartych
klas szkół średnich. Nagrodą dla laureatów są indeksy na
wyższe uczelnie. Uniwersytet Jagielloński i Śląski oferują laureatom studia na kierunkach: etnologia, historia,
historia sztuki, filologia polska, geografia, kulturoznawstwo, wiedza o teatrze i inne.
Sam przebieg konkursu ma kilka etapów, począwszy
od testu z wiedzy o Górnym Śląsku, który uczestnicy
piszą w swoich macierzystych szkołach, przez napisanie
pracy na wybrany przez siebie temat i wreszcie odpowiedzi na pytania komisji olimpiady. Finał olimpiady odbywa się w Bibliotece Śląskiej, a najlepsi bronią napisanych
przez siebie prac publicznie, przed komisją i pozostałymi
uczestnikami olimpiady. Taka formuła finału sprawia, że
każdy obecny na sali jest świadkiem ciekawych spostrzeżeń i ocen zjawisk dotyczących Górnego Śląska.
Organizatorzy zapraszają na tę część olimpiady znamienitych gości, wśród których wymienić możemy Panią Rzecznik Praw Obywatelskich prof. Irenę Lipowicz
czy eurodeputowanego Jana Olbrychta. Tegorocznej
edycji patronują także: Marszałek Województwa Mirosław Sekuła, Śląski Kurator Oświaty Stanisław Faber oraz
Przewodnicząca Komisji Krajobrazu Kulturowego PTG
dr hab. Urszula Myga-Piątek.
Wszystkich zainteresowanych odsyłamy do strony internetowej www.olimpiada-wiedzy-o-gornym-slasku.c0.pl.
Sławomir Jarzyna
GÓRNOŚLĄZAK 17
www.zg.org.pl
Spotkajmy się w Domu Śląskim
D
om Śląski, projekt Związku Górnośląskiego rozpoczął już swoją działalność. W pierwszym miesiącu około 180 osób odwiedziło wystawę poświęconą Henrykowi Sławikowi. Były szkoły z Katowic
Tychów, Tarnowskich Gór, Jastrzębia Zdroju. Szczególne
zainteresowanie wystawa wzbudziła wśród Miłośników
Lwowa i Kresów Wschodnich Oddział Gliwice, którzy
opuszczali Dom Śląski z nadzieją na kolejne spotkanie.
Cieszy fakt, iż wielu uczniów wraz z nauczycielami przychodzi, aby zapoznać się z ciekawą postacią śląskiego bohatera. Przypominamy, iż wystawa będzie czynna tylko
do połowy grudnia i należy wcześniej uzgodnić termin
odwiedzin (tel. 32 2512 725).
W ramach projektu młodzieży muzykującej pod nazwą „Carbon music”, 19 września odbył koncert zespołów „Jóga” i „Blue Monday”, który zgromadził wielu młodych słuchaczy. Następny koncert z tego cyklu odbędzie
się 17 października. Gościem będzie David Flay, znany
z wysokiej kultury muzycznej oraz zespół „Kuś & Wydro”.
Plany na najbliższą przyszłość?
Zaplanowaliśmy cykl wykładów dotyczących kompetencji i zadań Rzecznika Praw Obywatelskich, które
poprowadzi Pełnomocnik Terenowy Rzecznika Praw
Obywatelskich dr Alicja Wentkowska. Odbędą się one
21 października, 18 listopada, 17 grudnia zawsze o godzinie 15.00. Zapraszamy nie tylko tych, którzy chcą się dowiedzieć o pracy Rzecznika, ale też pragnących poradzić
się w sprawach leżących w jego kompetencjach. Tu także
prosimy o wcześniejsze zgłoszenie. Od października planujemy rozpocząć cykl spotkań ze śląską godką w formie
czytania po śląsku dzieciom i młodzieży utworów śląskich pisarzy i poetów. Cykl poprowadzi pan Bronislaw
Wątroba. W październiku także rozpoczynają się warsztaty z rękodzieła, które poprowadzi pani Alicja GrycRutkowska. Tutaj także prosimy o wcześniejsze zapisy, bo
liczba miejsc jest ograniczona. Dom Śląski inicjuje akcję
niewielkich cyklicznych wystaw pod hasłem „Dwa tyd-
nie i szlus!”. Pomysł skierowany jest przede wszystkim
do Kół i Bractw, jak też szeregowych członków Związku
Górnośląskiego, stwarza możliwość prezentacji swojego
dorobku, pasji, zainteresowań. Liczymy na to, iż akcja
ta przyczyni się do spopularyzowania poczynań członków Związku w zakresie kultury, historii, krajoznawstwa,
utrzymanych w specyficznie śląskim kolorycie. Zalecane
jest, aby standardowa ekspozycja obejmowała 10 antyram o wymiarach 70 x 100 cm.
Do końca roku Dom Śląski będzie miejscem niezwykłych spotkań, zgodnie z nakreśloną misją – spotkań
idei, kultur, pokoleń, tradycji. W październiku Prezes Związku Górnośląskiego Marek Sobczyk zaprasza
wszystkich nauczycieli regionalistów z okazji Dnia Edukacji Narodowej, a wiceprezes Grzegorz Franki organizuje posiedzenie Rady Górnośląskiej oraz spotkanie śląskich posłów, podczas którego honory gospodarzy będą
pełnić Maria Nowak (PiS) i Jan Rzymełka (PO). W listopadzie spotkają się Kresowiacy ze Ślązakami czyli
członkowie Związku Górnośląskiego oraz Stowarzyszenia Miłośników Lwowa i Kresów Wschodnich. W styczniu w ramach Tygodnia Ekumenicznego zaplanowano
spotkanie wielowyznaniowe.
■
Szczęść nam Boże!
Weronika Szołtysek
18 GÓRNOŚLĄZAK
www.zg.org.pl
Nie możemy spać spokojnie – wyniki uczniów
śląskich szkół w ocenianiu zewnętrznym
Ocenianie zewnętrzne wprowadzono w Polsce przed dziewięciu laty. Polega ono na tym, że każdy uczeń w kraju
na zakończenie kolejnego etapu kształcenia, czyli po szóstej klasie szkoły podstawowej, po trzeciej klasie gimnazjum i po trzeciej klasie liceum lub czwartej klasie technikum, przystępuje do egzaminu pisemnego. Zadania
w rozwiązywanym teście są takie same dla każdego ucznia w Polsce.
C
zy wyniki sprawdzianów i egzaminów przeprowadzanych przez Centralną Komisję Egzaminacyjną
(i odpowiednio Okręgowe Komisje Egzaminacyjne) stwierdzają poziom całkowitej wiedzy ucznia, jego
uzdolnień czy wkładu pracy, jaki włożył, by uzyskać ten
wynik? Otóż nie. Określają jedynie stan wiedzy, a bardziej – poziom umiejętności, jakie przyswoił sobie uczeń
w pewnym wycinku Podstawy programowej kształcenia
ogólnego. Jaki jest więc cel takiego badania? Otóż określa ono, w jakim stopniu wszyscy uczniowie w Polsce
(w województwie, powiecie, mieście, szkole) posiedli
takie same umiejętności i wiedzę. Co to daje? Komu te
wyniki są potrzebne? Potrzebne są samemu uczniowi
– ma okazję przekonać się, jak sobie radzi, gdy zupełnie
samodzielnie (tzn. bez ściągania, podpowiadania, pytań
naprowadzających itd.) przyjdzie mu rozwiązać test, jak
zostanie oceniony, gdy zostanie wyłączony subiektywizm
nauczyciela (w praktyce oznacza to, że nie może „zwalić”
winy na to, że nauczyciel się na niego uwziął etc.). Potrzebne są też nauczycielowi – szczegółowe kryteria oceny, jednakowe dla wszystkich uczniów w Polsce, pozwalają mu
na wprowadzenie korekty w swoim sposobie uczenia. Być
może musi on zwrócić większą uwagę np. na umiejętność
czytania tekstu – w tym także wykresów, tabel, map i in. –
ze zrozumieniem lub umiejętność odczytywania sensów
metaforycznych, lub też na poprawność ortograficzną albo
na wykorzystanie wiedzy w praktyce. Wreszcie potrzebne
są dyrektorowi szkoły, który porównując wyniki równoległych klas (oczywiście przy uwzględnieniu danych z diagnozy wstępnej – stanu wiedzy i umiejętności uczniów
w dniu rozpoczęcia nauki), otrzyma sygnał, jakich umiejętności zabrakło uczniom prowadzonym przez różnych
nauczycieli, ale też jak to się dzieje, że szkoła pracująca
w podobnym środowisku uzyskuje zupełnie inne wyniki
– lepsze lub gorsze. Wnioski z czytania i analizy wyników
mogą realnie przyczynić się do korygowania pracy szkoły.
Niestety, często się zdarza, że wyrwane z kontekstu wyniki służą jedynie ustalaniu rankingów szkół. A na ocenę pracy szkoły składa się bardzo wiele. Chociażby fakt,
czy szkołę tę wybierają najzdolniejsi uczniowie, bo szkoła cieszy się dobrą opinią w mieście, czy rodziców stać
na dodatkowe lekcje języków, na korepetycje itd. Ale uciec
przed rankingiem się nie da. Dziś ocenianie zewnętrzne
już nie budzi takich kontrowersji, jak kiedyś. Najwięcej
zastrzeżeń zgłaszali nauczyciele. Perspektywa, że wyniki
ich pracy mogą być badane nie przez nich samych, długo nie była akceptowana przez środowisko pedagogów.
Tymczasem w systemach szkolnych krajów zachodnich
taki sposób ustalania poziomu nauczania funkcjonuje już
od dawna. Mało, twierdzi się tam, że ocenianie wyników
pracy nauczyciela przez tego samego nauczyciela jest…
niemoralne. I trudno się z tym nie zgodzić.
Jak przedstawiają się wyniki uczniów szkół województwa śląskiego w latach: 2011, 2012 i 20131? Prześledźmy
to na przykładzie sprawdzianów po szóstej klasie.
Sprawdzian po szóstej klasie szkoły podstawowej – 2011
Sprawdzian po szóstej klasie szkoły podstawowej – 2012
Sprawdzian po szóstej klasie szkoły podstawowej – 2013
GÓRNOŚLĄZAK 19
www.zg.org.pl
Łatwo zauważyć, że pozycje poszczególnych województw są dość stabilne. Pierwsze miejsca zajmują województwa: małopolskie, mazowieckie, podlaskie i podkarpackie. Przy końcu tabeli znajdują się: opolskie,
wielkopolskie, warmińsko-mazurskie i zachodniopomorskie. Wyniki uczniów szkół województwa śląskiego
plasują się wyżej, ale zawsze poniżej średniej krajowej.
Pozycja ta nie powinna uspokajać. Zobaczmy bowiem,
jak przedstawiają się wyniki uczniów w poszczególnych
powiatach województwa śląskiego.
Sprawdzian po szóstej klasie szkoły podstawowej – 2011
27
26
25
24
23
22
21
Sprawdzian po szóstej klasie szkoły podstawowej – 2012
24,5
24
23,5
23
22,5
22
21,5
21
20,5
20
Sprawdzian po szóstej klasie szkoły podstawowej – 2013
26
25,5
25
24,5
(26,2), m. Katowice (26), m. Gliwice (25,98), pow. bielski (25,66), pow. cieszyński (25,5), pow. wodzisławski
(25,49), pow. zawierciański (25,45), m. Siemianowice
Śląskie (25,35), m. Dąbrowa Górnicza (25,32), pow. częstochowski (25,18), pow. gliwicki (25,14), pow. żywiecki
(25,14), m. Żory (25,11), pow. myszkowski (25,08), pow.
tarnogórski (25,02), m. Chorzów (25,01), m. Jastrzębie
Zdrój (24,96), pow. będziński (24,92), m. Mysłowice
(24,9), m. Sosnowiec (24,85), m. Piekary Śląskie (24,72),
m. Jaworzno (24,78), m. Zabrze (24,65), pow. raciborski
(24,57), m. Bytom (24,51), m. Ruda Śląska (24,39), pow.
lubliniecki (24,33), pow. rybnicki (23,63), m. Świętochłowice (23,25).
Z tych zestawień wynika, że wprawdzie na osi wyników
miejsca poszczególnych powiatów przemieszczają się, ale
i tak widoczna jest stała grupa powiatów przodujących
w regionie i stała grupa powiatów obniżających wynik
województwa. Nasuwa się zatem pytanie: Dlaczego tak
się dzieje? Dlaczego uczniowie powiatów sąsiadujących
ze sobą, mających podobny układ społeczny, porównywalną stopę bezrobocia, uzyskują tak różne wyniki? Dlaczego aż cztery powiaty systematycznie okupują miejsca
ostatnie, gdy sąsiadujące z nimi na mapie w zestawieniu
statystycznym zajmują tak odmienną pozycję? Jaką pracę
wykonano np. w Siemianowicach Śląskich, które z pozycji końcowej konsekwentnie pną się w górę?
Zdaję sobie sprawę, że dla pełnego oglądu zjawiska potrzebne byłoby włączenie wyników gimnazjalistów i maturzystów, a następnie dokładna analiza przyczyn i uwarunkowań przeprowadzona w miastach, którym dobro
mieszkańców (ale nie jako kojarzone z tanią uciechą, wygodą czy darmowym kawałkiem kiełbasy) leży na sercu.
Interesująca byłaby odpowiedź na pytanie, który z kandydatów na radnych, prezydentów miast czy burmistrzów
wpisał do programu wyborczego zadanie: podniesienie
poziomu edukacji w mieście.
24
23,5
23
22,5
22
21,5
21
W roku 2014 kolejność poszczególnych powiatów była
następująca:
m. Bielsko-Biała (27%), m. Częstochowa (26,86),
m. Rybnik (26,79), pow. pszczyński (26,76), pow. mikołowski (26,37), pow. bieruńsko-lędziński (26,34), m. Tychy
Mam wrażenie, że wkładam kij w mrowisko. Ale postawienie tych pytań przed wyborami samorządowymi
to wołanie o przyszłość Górnego Śląska. I nie wystarczy
■
po lekturze tego tekstu obrazić się na fakty.
Łucja Staniczkowa
Autorka jest w Tychach przewodniczącą zespołu egzaminatorów OKE.
Wszystkie dane przytoczone za:
http://archiwum.cke.edu.pl/images/stories/0001_Sprawdzian_2011/spra_spraw.pdf.
http://archiwum.cke.edu.pl/images/stories/0000000000_sprawdzian2012/2012_Sprawdzian.pdf.
http://oke.jaworzno.pl/wyniki/sprawdzian/2014_informacja_sprawdzian_gminy_powiaty.pdf.
20 GÓRNOŚLĄZAK
www.zg.org.pl
Kultura
Fenomen bluesa na Śląsku
Z Adamem Antosiewiczem – znanym menadżerem i producentem wydawnictw oraz wydarzeń kulturalnych
na Śląsku, twórcą Festiwalu im. Ryśka Riedla „Ku przestrodze” – rozmawia Rafał Kula.
Jak Pan uważa, skąd fenomen bluesa na Śląsku?
Blues jest gatunkiem muzycznym, który zawsze powstawał w okolicach charakteryzujących się ciężką pracą.
Nie dziwi zatem fakt, że na Śląsku trafił na podatny grunt.
Bracia Józef i Jan Skrzek, Ryszard Riedel i grupa Dżem,
Leszek Winder, Ireneusz Dudek, Sebastian Riedel i Cree,
Adam Kulisz i wielu, wielu innych artystów, których nie
sposób wymienić, dokładało nutki do wizerunku Śląska
jako bezsprzecznej stolicy bluesa w Polsce.
Liczne koncerty i festiwale przez wiele lat kształtowały
i kształtują gusta muzyczne wielu ludzi…
Z tych najważniejszych wymienić można festiwal
„Rawa Blues” w Katowicach, wymyślony i realizowany przez Irka Dudka już od 34 lat, Festiwal Muzyczny im. Ryśka Riedla „Ku przestrodze” z jego 16. edycją
w tym roku (10 lat w Tychach i 6 lat w Chorzowie), Front
Porch Blues, czyli Lauba Pełno Bluesa – święto bluesa wykreowane przez Andrzeja Matysika także w Chorzowie
czy też cykl koncertów Blues na Mariackiej prowadzony
przez Leszka Windera.
Odbywa się jeszcze wiele innych wydarzeń związanych
z bluesem i muzyką pokrewną.
To prawda. W Chorzowie wciąż działa legendarny klub
muzyczny Leśniczówka, w którym grali (i grają!) wszyscy „wielcy”. To tutaj muzycy tworzyli i tworzą nadal z
pasją muzykę wypływającą prosto z serca, a teksty zawierają wiele prawd o życiu, otaczającym nas świecie i emocjach towarzyszących nam w różnych sytuacjach. Wielu
artystów, niestety, odeszło od nas, ale ich przekaz brzmi
nadal, ciesząc i ucząc następne pokolenia.
Jaki wkład wniósł według Pana nieżyjący już lider zespołu Dżem – Rysiek Riedel?
Rysiek zapisywał w swoich tekstach prawdę o życiu
z jego przyjemnościami, stresami, nałogami, emocjami,
które oddawał ze sceny w sposób naturalny i tak prawdziwy, że każdy słuchacz do dzisiaj je odczuwa, słuchając jego wykonań. Zostawił po sobie także swój głos –
syna Sebastiana Riedla, który niewątpliwie odziedziczył
po ojcu talent i rozwinął go. Jest wspaniałym gitarzystą,
a miał nieprzeciętnych nauczycieli w postaci Jurka Styczyńskiego i Adama Otręby.
Pasję muzyczną Riedla kontynuuje dziś wiele innych
współczesnych zespołów…
Oczywiście. Cieszy fakt, że młodsze pokolenie muzyków realizuje swoje pasje artystyczne w kierunku bluesa,
tworząc i wykonując świetne kompozycje. Wspomnieć tu
można, między innymi, Ściganych z Maćkiem Lipiną, Jan
Gałach Band z Karoliną Cygonek, The Blues Experience, Around the Blues czy Highway. Nie sposób wymienić
wszystkich – bo lista jest długa. I to napawa optymizmem.
Dziękuję serdecznie za krótki wywiad i życzę Panu wielu kolejnych realizacji artystycznych, które tak mocno
związane są ze Śląskiem i które tak dobrze trafiają
w serce.
Dziękuję również i pozdrawiam wszystkich serdecznie.
VI Śląski Turniej Debat Oksfordzkich rozpoczęty!
Organizatorzy:
Bractwo Oświatowe Związku Górnośląskiego
Instytut Pamięci Narodowej
II Liceum Ogólnokształcące w Zabrzu
Projekt współfinansowany przez Muzeum Historii Polski w ramach programu „Patriotyzm jutra”
GÓRNOŚLĄZAK 21
www.zg.org.pl
Czas na odrobinę poezji
Nie wystarczy znać gwarę i układać rymy żeby być poetą. Śląskim.
W numerze „edukacyjnym” miejsce i czas na poezję
nauczycieli. Mamy wśród nas poetki, których wiersze koniecznie musicie poznać!
Ania Morajko jest polonistką. Wybitną polonistką –
tak twierdzą uczniowie i ich rodzice w Rudzie Śląskiej.
Kocha Śląsk i teatr, i tą miłością zaraża kolejne pokolenia licealistów. Nie pisze często. Osiągnęła rzadki kunszt
wypowiadania się w śląskiej mowie w sposób prawdziwie
poetycki. Konstruuje głębokie metafory ze słów i obrazów
najzwyklejszych, potocznych. Czytamy i zdumiewamy się
ich oryginalnością: słychać kroki zygara, kedy jako jedyny
kajś idzie , matka stoi przi łoknie i udowo bezpłacz, coby
wyrzeźbić ta siła, kero je sam od zawsze to trza by porzykać
zdrowaśka. Czytamy i zdumiewamy się autentycznością
przeżyć, które okazują się naszymi przeżyciami. Popadamy w zadumę…
PRZEPIS NA ŚLĄSKOŚĆ
żeby napisać o tym, jak nom się sam żyje,
to trza by pokozać
religio
by namalować o tym, jak se sam radzymy,
to trza by łopedzieć
historia
a coby wyrzeźbić ta siła, kero je sam od zawsze
to trza by porzykać
zdrowaśka
EPILOG HISTORII W DOMU
Z CZERWONEJ CEGŁY
zaś oma siadła przi stole i wziynła różaniec,
matka stoi przi łoknie i udowo bezpłacz
słychać kroki zygara, kedy jako jedyny kajś idzie
a wieści o nim
dali brak
oma zmiynioła miejsce,
rynce ji skostniały, co tak ścisko paciorki,
co by wszystke były,
matka wsparto o szyba widzi ślad swych łez
słychać kroki zygara, kery jako jedyny idzie dalij
a wieści o nim
niy ma… nadal… nic
zaś oma siadła przi stole…
matka stoi przi łoknie…
słychać kroki zygara i…
słychać klucz
jak błądzi po zamku
tata prziszoł z roboty i…
łosprowioł o ludziach, kerych wszyscy szukali,
pokiel słychać ich było
matka długo płakała i ściskała różaniec,
kery oma ji dała,
całując Go najprzod.
Zosia Myalska uczy małe dzieci. Uczy ich pisać, liczyć, grzecznie się zachowywać. Prowadzi do szkolnej
izby regionalnej, którą współtworzyła. Tam dzieci z blokowiska warzom wodzionka, grajom w cymbergaja, łoblykajom kiecki i uczom się ślonskigo porzondku. I tak ma
być w klasach I–III.
A kiedy już wszystkie obowiązki zawodowe i rodzinne przynależne śląskiej kobiecie wypełni, Zosia odkrywa
siebie, swoją duszę kobiety. Zapisuje strumień pięknych
fraz, który przez nią przepływa. Wolno mi było wybrać
tylko dwa wiersze do zaprezentowania. Chciałabym, żeby
zostały w was.
MĘŻCZYŹNI
wywołują wojny przegrywają bitwy
podpisują traktaty
wracają
leczymy ich zranione ciała i dusze
ogrzewamy ciepłem ramion
ukradkiem wycieramy kąciki ich oczu
udając że to nasze łzy
odchodzą
aby na kolejnej wojnie
potwierdzić swą siłę
w walce.
***
kupił pan swojej żonie bransoletkę złotą
i pierścionek
myślała z miłości
a ja widuję ją co dzień
jak włóczy się bezmyślnie po kawiarenkach
przypięta bransoletką do pańskiego cienia
kiedy pan kupuje różę w kwiaciarni
i śmieje się
ze mną.
Dziękujemy Ci Boże za poetów!
22 GÓRNOŚLĄZAK
www.zg.org.pl
„Nie teatr od kuchni, ale kuchnia… w teatrze”
G
otowanie w ostatnich czasach stało się jedną ze
sztuk. Uczestnicy telewizyjnych programów,
w których wszyscy chcąc wygrać, otrzymać „fartucha”, jak najlepiej przyjąć gości czy zachwycić jurorów.
wzbijają się na wyżyny kulinarnych dokonań. Gotują
gwiazdy w niedzielne poranki, w restauracjach wprowadza się rewolucyjne zmiany i podejmuje się gości, chcąc
zachwycić nieznanymi przepisami. Gotowanie zdecydowanie ma swój najpiękniejszy czas! Nic zatem dziwnego,
że, wchodząc na salony, dotarło też do… Teatru Śląskiego.
Kto sądził, że gotowanie to codzienność i z teatrem nie
ma nic wspólnego – żył w błędzie. Można się o tym było
przekonać w piękny lipcowy dzień, gdyż właśnie wtedy
w katowickim Teatrze Śląskim odbyła się premiera jednoaktówki o wdzięcznym tytule „Rajcula warzy”.
Autorką tego dzieła jest Alicja Moś-Kerger, nagrodzona za tekst w Konkursie na Jednoaktówkę po Śląsku. Tytułową Rajculę, wykreowała absolwentka studium aktorskiego przy Teatrze Śląskim – Joanna Wawrzyńska.
Jaka jest tytułowa postać? Hm… to osobliwe pytanie,
jednak chcąc jak najdokładniej ją opisać, można chyba
powiedzieć, że każdy, kto wszedł kiedyś do prawdziwej
śląskiej kuchni, gdzie „króluje” kobieta znająca nasz region i jego tradycje, ten wie, kim po troszce jest Rajcula.
Rajcula, przygotowując potrawy, oddaje się wspominaniu
i refleksjom, dzięki czemu możemy dokładnie ją poznać.
Myślę, że można ten monodram nazwać swoistą parabolą, ponieważ poza śmiesznymi opowieściami gotującej młodej kobiety, pojawia się historia dziewczyny,
która wybrała model życia inny od tego, który skupia się
wokół tradycyjnej „żony – usługaczki”, „żony – kucharki”
czy „żony – perfekcyjnej pani domu”. Nasza – teatralna
Rajcula jest singielką, która lubi spotykać się z przyjaciółmi, uprawia modny „clubing” , a czasem nawet ma odwagę na to, by nie celebrować niedzieli rosołem, wybierając
odpoczynek. Grzeszy?
Czy taka bohaterka może porwać kochające tradycję
śląskie serca?
Odpowiedź jest sprawą indywidualną. Dodam tylko,
że być może właśnie dzięki temu zestawieniu tradycyjności i stereotypu śląskiej gospodyni z wizją młodej dziewczyny, która też jest ze Śląska, ale odbiega od wzorca
modelowanego przez wieki, kobiecość można zobaczyć
w nowym świetle?
Na szczęście spektakl nie jest krzykiem młodego pokolenia na temat tego, że to, co tradycyjne i dawne jest złe.
Wręcz przeciwnie – rzekłabym, że jest głosem w dyskusji
na temat tego, że nawet żyjąc współcześnie, według recept serwowanych w kolorowych czasopismach, można
odnaleźć drogę właściwą i odkryć tajemnicę ukrytą pod
hasłem DOM.
Dziewczyna, która brawurowo posługuje się gwarą,
dzięki różnym smakom i zapachom, wprowadza widza w
świat, gdzie tradycja kryje się we wspomnieniach przodków. Te wspomnienia zawsze łączą się z potrawami, a jeśli
potrawy – to… stół, zaś jeśli stół… to rodzina. No i tu
już nie ma wątpliwości, że jest się na dobrej drodze do
odkrycia prawdziwych wartości. Dokąd ta droga prowadzi? Trzeba sprawdzić samemu, najlepiej idąc na spektakl
i słuchając rajculi, która, jak głosi hasło z jej fartucha „warzy ino maszkety”.
„Rajcula warzy” to wspaniały pomysł na relaks, kulturalne popołudnie i dobrą zabawę. Dla kogo? Z pewnością
■
dla wszystkich.
Dedykacja w Dniu Nauczyciela
Była taka nauczycielka…
S
tudentom renomowanej uczelni amerykańskiej
polecono przeprowadzenie badań socjologicznych
wśród młodzieży zamieszkującej slumsy. Wieloletnia nędza sprawiła, że środowisko, w którym wzrastali
młodzi mieszańcy stawało się kryminogenne. Brak aspiracji życiowych był skutkiem i przyczyną pogłębiania się
destrukcji w tej dzielnicy nędzy. Totalny brak perspektyw.
Badania kończyły się prognozowaniem przyszłości badanej młodzieży: nałogi jako ucieczka od rzeczywistości,
przestępczość, więzienia…
Po dziesięciu latach ta sama uczelnia wysłała kolejną
grupę studentów, aby sprawdzić, a właściwie potwierdzić
wnioski z pierwszego badania. Okazało się, że z grupy
objętej obserwacją pozostało w dzielnicy niewielu. Większość żyła w poza slamsowym środowiskiem. Niektórzy
pracowali w wielkich korporacjach, kilku założyło własne warsztaty, jeden był dziennikarzem, a dwie nauczycielkami. Studenci odnaleźli ich. W przeprowadzonych
wywiadach badani potwierdzili swoje pochodzenie z patologicznych rodzin zamieszkujących dzielnicę nędzy.
Podczas spotkania powtarzał się taki mniej więcej dialog:
– Więc jak to się stało, że pan zrobił taką karierę? Jak
się panu udało wyjść z tego środowiska? Jak to możliwe?
– Spodziewała się pani, że powinienem teraz siedzieć
w więzieniu? Tak, wiele na to wskazywało. Ale widzi pani,
była tam taka nauczycielka, która…
– Myślał pan, że znajdzie mnie pan mieszkającego pod
mostem? Tak, wszystko sprzyjało temu. Ale widzi pan,
była tam taka nauczycielka…
■
Emma
GÓRNOŚLĄZAK 23
www.zg.org.pl
Śląskie portrety historyczne
Ewa von Tiele-Winckler: kobieta z charakterem
To będzie opowieść o prawdziwej księżniczce, pięknej, mądrej i bajecznie bogatej. Urodzonej i mieszkającej w zamku z trzema wieżami, salą
kwiatową i ogrodem zimowym, posiadającej do swojej dyspozycji całą
armię służby i ojca, który spełniał jej zachcianki… Można powiedzieć,
że tak zaczyna się historia osoby skazanej na sukces. Teraz powinien się
pojawić piękny i bogaty książę, huczne wesele i długie, szczęśliwe życie…
Ale bohaterka tej opowieści okazała się kobietą z charakterem i zerwała
z wszystkimi konwenansami swojej epoki. Także i nam, współczesnym, wymyka się wszelkim próbom klasyfikacji. Była to bowiem kobieta niezwykła.
W
aleska Anna Katarzyna
Adelajda Maria Elżbieta
Ewa von Tiele-Winckler
raczyła przyjść na świat w Miechowicach, 31 października 1866 roku,
stając się dziedziczką jednej z większych fortun Górnego Śląska. Jej
dziadek był współzałożycielem miasta Katowice, wielkim potentatem
przemysłowym, a jednocześnie dalekowzrocznym gospodarzem, któremu śląska ziemia wiele zawdzięcza.
Ewa była ósmym dzieckiem Waleski
von Winckler i Huberta von Tiele,
a jej urodziny uhonorowano zasadzeniem dębu.
Była delikatnym i wrażliwym dzieckiem. Wyrastała w przepięknym
pałacu, otoczona luksusem i troską.
Pierwsza próba charakteru nastąpiła
w 1880 roku, kiedy Ewa skończyła
trzynaście lat. Wtedy to zmarła jej
ukochana matka. Młodej dziewczynie zawalił się cały świat, ale poprzez
swoją osobistą tragedię zaczęła też
dostrzegać inne osierocone i krzywdzone dzieci. I bardzo im współczuła.
W dziewczynie dokonała się wewnętrzna przemiana, głęboka i definitywna. Postanowiła przejść na wiarę ojca – luteranizm, i dokonała tego
w wieku 16 lat. We wspomnieniach
napisała później: „W niepewności
wewnętrznej, jaką wówczas przeżywałam, zobaczyłam nagle (czego
do tej pory nie dostrzegłam tak intensywnie, jak teraz) całą tragedię
prostego ludu mojej ojczyzny, mojej
górnośląskiej ojczyzny! Nagle zrozumiałam po co żyję! Tyle przecież
było dla mnie pracy! Zrozumiałam,
że Jezus szukał mnie i znalazł
do określonego celu, a tym celem
była służba dla ludu mojej ojczyzny”.
Jak powiedziała, tak zrobiła. Stanowczość i zdecydowanie były pewnie
wpisane w jej arystokratyczny genotyp. Przekonała ojca, że dokonała w życiu wyboru innej drogi, niż
wszyscy się spodziewali, i uzyskała
jego ostrożną zgodę na przygotowanie do służby diakonackiej, co wiązało się z ośmiomiesięcznym pobytem
w ośrodku Bethel koło Bielefeld.
Po powrocie, w 1887 roku, wymogła na ojcu wydzielenie części
pomieszczeń zamku na wydawanie
posiłków dla ubogich i szwalnię dla
dziewcząt. Ojciec nazywał to miejsce
„Schroniskiem Ewy”. Sprawa zaczęła
wyglądać poważnie i wykraczała poza
młodzieńczą fanaberię, toteż z okazji
Bożego Narodzenia 1888 roku Ewa
otrzymała od ojca prezent w postaci planów domu opieki, którego
budowę zakończono w 1890 roku.
Na uroczyste otwarcie zaproszono 90
najuboższych i najstarszych mieszkańców Miechowic, a rodzina Wincklerów nazwała to wydarzenie „weselem Ewy”. Z pewnością było w tym
trochę racji, gdyż wreszcie zaczęły się
realizować jej marzenia. Podarunek
pod choinkę okazał się być pierwszym z przeszło sześćdziesięciu domów, powstałych dzięki działalności
Ewy von Tiele-Winckler. Dom otrzymał nazwę „Ostoja Pokoju” (Friedenshort) i już pod koniec roku mieścił
40 dzieci. Ewa pełniła tam osobiście
różne posługi – od opieki i czynności
pielęgniarskich po sprzątanie i gotowanie. Niedługo później otrzymała
zgodę zwierzchników na założenie
i prowadzenie własnego zgromadzenia. W roku 1893 przyjęła święcenia diakonatu i napisała regulamin
nowej instytucji pod nazwą Ostoja
Pokoju: „Masz obowiązek wobec
każdego, kogo spotkasz, a tym obowiązkiem jest: Miłość. Jeżeli spotkasz
biednego, cierpiącego nędzę, to obowiązek swój możesz spełnić w sposób bardzo prosty. Będziesz usiłował
zaspokoić najpilniejszą jego potrzebę
tam, bez czego się możesz obejść. Jeżeli brakuje mu strawy, to podziel się
z nim swoją. Jeśli nie ma dachu nad
głową, to jak dalece jest dla ciebie
to możliwe, przygotuj albo postaraj
mu się o niego. Nie daj [mu tylko]
chleba, odzienia, dachu nad głową,
ale twoje serce. Każdy czyn pomocy
wykonujesz więc w poczuciu pełnej
współczucia miłości. Jeżeli spotkasz
człowieka samotnego – ofiaruj mu
chwilę swojego czasu. Daj mu sposobność podzielenia się tym, co czuje, wypowiedzenia się. Wysłuchaj go,
okaż zainteresowanie, współczucie,
niechaj troska jego serca stanie się
twoją własną troską”.
➧
24 GÓRNOŚLĄZAK
➧
www.zg.org.pl
Do Ewy zaczęły przyłączać się
młode kobiety, które przyjmowały
święcenia i powiększały grono sióstr.
Opiekę nad dziećmi sprawowano
w systemie, który nawet dzisiaj może
wydać się nowatorski: podopiecznych grupowano w „rodziny” składające się z 10–15 dzieci w różnym wieku, pod kierunkiem jednej diakonisy.
Pomocą obejmowano też dorosłych,
a od 1907 roku także więźniów. Ewa
von Tiele-Winckler zyskała sobie
podziw i szacunek lokalnej społeczności. Nie zważając na swoje arystokratyczne pochodzenie, pracowała
na równi z innymi, a zdarzało się jej
podobno i pijanych mężów z gospody wyciągać, żeby zajęli się domem.
Łamała wszelkie konwenanse, ale
zawsze miała na względzie dobro
„swojego ludu”. Wkrótce więc szacunek przerodził się w miłość i zaczęto
nazywać ją Matką Ewą.
W 1908 roku zgromadzenie rozpoczęło pracę misyjną, początkowo
w Norwegii, potem w Polsce, Chinach, Egipcie, Gwatemali, Indiach,
Syrii – w sumie w 18 krajach. Dwa lata
później Matka Ewa rozpoczęła akcję
„Domy dla bezdomnych”. W roku
1923 diakonat dysponował już siecią
61 domów, w których przebywało
przeszło 14 tysięcy dzieci pod opieką
538 sióstr. W roku 1925 w samych
Miechowicach znajdowało się 2 tysiące podopiecznych i 600 diakonis.
Zachowała dawną wrażliwość, pisała wiersze (pozostało ich ponad
500) i książki religijne. Od roku 1913
wydawała czasopismo „W służbie
Króla”. W nowoczesny sposób nie
tylko postrzegała działalność domów dla sierot, ale też była otwarta
na ludzi bez względu na wyznanie.
Prekursorka ekumenizmu, tak prorokowała w jednym z wierszy:
Przepiękny, neogotycki zamek
w styczniu 1945 roku splądrowali
i następnie podpalili żołnierze radzieccy, zaś w nocy z 31 grudnia 1954
na 1 stycznia 1955 roku żołnierze
Ludowego Wojska Polskiego podłożyli
i zdetonowali ładunki wybuchowe,
kończąc dzieło sowietów.
Po roku 1990 parafia ewangelicko-augsburska odzyskała część terenów
„Ostoi Pokoju”, lecz wiele domów
uległo zniszczeniu. Parafia próbuje
przywrócić pamięć o Ewie von Tiele-Winckler: w roku 2011 otwarto
Szlak Matki Ewy a także ufundowano Nagrodę „Ostoi Pokoju” im. Matki Ewy, pod patronatem diecezji
katowickiej kościoła Ewangelicko-Augsburskiego, samorządu województwa śląskiego i opolskiego oraz
Gminy Bytom.
W jednym z wierszy przedstawiła
swój kodeks moralny:
Ludu mojej Ojczyzny,
wśród dymów i mgły,
Tobie chcę być wierna
po kres moich dni.
Oddaję ci me serce
i całe swe życie,
Me siły i mą miłość
chcę oddać całkowicie.
Twoją chcę być zawsze
po kres moich dni,
Ludu Ojczyzny mojej,
wśród dymu i mgły!
Oto Kościół w Duchu narodzony,
Z całego ludu powołany do życia,
Uświęcony pasterską laską samego
Chrystusa,
Czy z Rzymu, czy z Wittenbergi,
Czy tu, czy tam, służą mu w ukryciu
Członki jednej owczarni. Razem!
Nie o to chodzi, aby być szczęśliwym,
lecz by uszczęśliwiać innych.
Nie o to chodzi, by być kochanym,
lecz by kochać i być dla innych
błogosławieństwem.
Nie o to chodzi, by samemu używać,
lecz by udzielać innym.
Nie o to chodzi, by się w życiu przebijać,
lecz by zapierać się siebie.
Nie o to chodzi, by życie zdobyć,
lecz by je utracić.
Nie o to chodzi, by szukać własnego
zadowolenia,
lecz by znajdować swoje zadowolenie
w zadowalaniu innych.
Nie o to chodzi, by Bóg czynił naszą wolę,
lecz byśmy Jego wolę czynili.
Nie o to chodzi, byśmy długo żyli,
lecz o to, by życie nasze posiadało
właściwą treść.
Nie o to chodzi, co ludzie o nas myślą
i mówią,
lecz o to, czym jesteśmy przed Bogiem.
Nie o to chodzi, co czynimy,
lecz o to, jak i dlaczego czynimy.
„Ostoja Pokoju” w szybkim tempie zaczęła się rozrastać. Wkrótce
w Miechowicach powstał kompleks
28 budynków, z których każdemu
nadawano nowe imię: „Cisza Syjonu”, „Świętość Pana”, „Kraina Łaski”… Na terenie kompleksu stanął
też szpital, kościół i plebania. Sama
Matka Ewa w 1902 roku zamieszkała
w skromnym domku obok plebanii,
który jednocześnie pełnił rolę punktu ambulatoryjnego dla miejscowej
ludności. Wszystko to utrzymywane
było początkowo z odsetek od kapitału odziedziczonego po rodzicach.
Z biegiem czasu pojawili się też inni
ofiarodawcy, a nazwą „Ostoja Pokoju” zaczęto określać całe dzieło Matki Ewy.
Opisywaną ją jako osobę energiczną, radosną, szczęśliwą i… spełnioną
Umarła tak, jak żyła: pokornie
i bez rozgłosu, 21 czerwca 1930 roku,
w rodzinnych Miechowicach. Pochowano ją na maleńkim cmentarzu
leżącym w obrębie „Ostoi Pokoju”,
pomiędzy kościołem a starą plebanią. Na skromnym grobie umieszczono napis „Ancilla Domini [Służebnica Boża] 1866–1930”. Kobieta
z charakterem okazała w ten sposób
swój stosunek do ziemskich tytułów
i godności.
„Ostoja Pokoju” w Miechowicach przetrwała do roku 1951, kiedy
to władze komunistyczne zlikwidowały ośrodek i przekształciły go
w państwowy dom dziecka. Większość sióstr wyjechała już po wojnie
do Niemiec, gdzie zgromadzenie nadal działa. W Miechowicach pozostała siostra Marta Grudke, która do dzisiaj opiekuje się domkiem Matki Ewy.
Odnalazła „właściwą treść” życia.
Pytanie, na ile my, współcześni, szukamy owej „treści” swojej egzystencji. Bo mijają lata, ale ludzie zadają
sobie wciąż te same pytania…
■
Anita Witek
www.zg.org.pl
GÓRNOŚLĄZAK 25
„Górnoślązak” 1901
Udostępniając Państwu przedruki „Górnoślązaka”
sprzed dziesięcioleci, chcielibśmy dać możliwość porównania problemów naszych społeczności na przestrzeni lat. Czy tak bardzo różnimy się poprzez dzielące nas
dziesięciolecia, czy może łączy nas jedno – nasza Śląska
Ziemia? Jednocześnie, prosząc o wyrozumiałość, chcielibyśmy kontynuować dzieło naszych poprzedników, w tym
Wojciecha Korfantego, nie zapominając o ich dziele.
26 GÓRNOŚLĄZAK
www.zg.org.pl
Piotr Uszok namaścił swojego następcę.
Jest nim dr Marcin Krupa
Piotr Uszok 15 września poinformował, że nie będzie kandydydował w tegorocznych wyborach na prezydenta
Katowic. Poparł za to kandydaturę swojego zastępcy, a wcześniej katowickiego radnego, dr. Marcina Krupę.
– To uczciwy, pracowity, odpowiedzialny i rzetelny
człowiek, który wiele się nauczył przez ostatnie cztery
lata. Intensywnie pracował, dostawał bardzo trudne zadania do realizacji, niepopulistyczne, niemedialne, spotykał się z mieszkańcami i przekazywał bardzo trudne
kwestie. Jego szanse oceniam bardzo wysoko – mówił
podczas konferencji prasowej w Akademii Muzycznej
w Katowicach, na której Komitet Wyborczy Wyborców
Forum Samorządowe i Piotr Uszok zaprezentował swojego oficjalnego kandydata na prezydenta. Marcin Krupa
podziękował prezydentowi za naukę, wsparcie i zaufanie,
ale przede wszystkim podziękował mieszkańcom.
Mówił, jak on rozumie politykę. – Ważni są ludzie,
wierzę w potencjał katowiczan – zadeklarował. Obiecał
też „dalej pielęgnować to co zostało rozpoczęte”, czyli
m.in. przyciągać inwestorów, wspierać kulturę.
Program wyborczy dr. Marcina Krupy jest wyrazem
tego podejścia. Przybrał formę „Umowy z mieszkańcami Katowic”, którą Marcin Krupa osobiście podpisał, deklarując jednocześnie, że za cztery lata będzie go można
z niego rozliczyć. Wśród dziesięciu punktów znalazły się
m.in. te dotyczące wsparcia finansowego i rozwoju idei
budżetu obywatelskiego, stworzenie Centrum Organizacji Pozarządowych i Wolontariatu, budowa 3 krytych
basenów 25-metrowych, budowa co najmniej 100 mieszkań na wynajem rocznie, przede wszystkim dla młodych
rodzin oraz remonty kapitalne komunalnych budynków
mieszkaniowych. Kolejne punkty to: żłobek i przedszkole
dla każdego dziecka z Katowic i pakiet bezpłatnych usług
miejskich dla Rodzin 3+, katowicki program „Senior
w mieście”, ożywienie terenów poprzemysłowych, wspieranie inwestycji i nowych technologii poprzez powołanie Opiekunów Inwestorów i rozwiązanie problemów
komunikacyjnych, w szczególności południa Katowic:
budowa centrów przesiadkowych Park & Ride, nowe
środki transportu i program „Katowice na rowery”.
Program to efekt przemyśleń i wieloletnich doświadczeń samorządowca, ale też współpracy z ekspertami.
Wśród nich są m.in. Krzysztof Mikuła, który jest szefem
sztabu wyborczego Marcina Krupy i dr Tomasz Pietrzykowski, prawnik, wykładowca Uniwersytetu Śląskiego,
były wojewoda śląski. Za Marcinem Krupą stoi też znakomity Komitet Poparcia, którego członkami są wybitne
osobowości świata kultury i nauki: Artur Rojek, twórca
i dyrektor artystyczny OFF Festivalu, który od kilku lat
odbywa się w Katowicach; Mirosław Neinert, dyrektor
Teatru Korez, znany kardiochirurg prof. Andrzej Bochenek, Joanna Wnuk-Nazarowa, dyrektor naczelny i programowy NOSPR w Katowicach, czy prof. Janusz Janeczek,
były rektor Uniwersytetu Śląskiego. Są też w tym gronie
profesorowie Jan Pyka z Uniwersytetu Ekonomicznego
i Leszek Blacha z Politechniki Śląskiej, uczelni na której
dr Marcin Krupa był adiunktem. Swoje wsparcie zadeklarowała też aktorka Anna Guzik.
Dr Marcin Krupa (38 lat) urodził się i mieszka w Katowicach. Jest żonaty, ma dwoje dzieci. Absolwent Wydziału Transportu Politechniki Śląskiej. W 2005 roku obronił pracę doktorską z dziedziny Budowy i Eksploatacji
Maszyn, a następnie pracował jako adiunkt na tej samej
uczelni. Ukończył również studia podyplomowe z zakresu Zarządzania Organizacjami. W latach 2006–2010 radny Rady Miasta Katowice, gdzie pełnił funkcję wiceprzewodniczącego Klubu Radnych „Forum Samorządowe
i Piotr Uszok” a także przewodniczącego Komisji Skarbu. Był również członkiem Komisji Rewizyjnej i Komisji
Ochrony Zdrowia i Środowiska. Od czterech lat wiceprezydent Katowic, odpowiedzialny za strategiczne obszary
w mieście.
Nadzoruje pracę podległych mu wydziałów w zakresie:
planowania strategicznego, rozwoju systemów transportowych, ochrony i kształtowania środowiska, gospodarki
komunalnej, zagospodarowania i planowania przestrzennego oraz budownictwa.
Jest ekspertem ds. oceny projektów unijnych w ramach
RPO Województwa Śląskiego, sędzią sportów samochodowych oraz biegłym skarbowym środków transportu samochodowego. Interesuje się też nowymi technologiami.
Jak ocenia Pan kadencję ustępującego prezydenta Katowic Piotra Uszoka?
Prezydent Piotr Uszok miał trudne zadanie do zrealizowania, ponieważ musiał przebudować miasto. Są to
Dokończenie na str. 28
www.zg.org.pl
GÓRNOŚLĄZAK 27
Katowice potrzebują nowego gospodarza
Po rezygnacji Piotra Uszoka karuzela wyborcza w Katowicach ruszyła z impetem. Wcześniej mało kto chciał
stawać w wyborcze szranki z urzędującym od 16 lat w stolicy aglomeracji prezydentem. Jako pierwszy start
w wyborach ogłosił Jerzy Ziętek, Poseł na Sejm RP i wnuk gen. Jerzego Ziętka – Jorga. Ziętek jest kandydatem
niezależnym, za którym stoją Mieszkańcy i grono ekspertów.
Jerzy Ziętek urodził się 1 grudnia 1956 r. w Katowicach, w których mieszka do dzisiaj. Ukończył Śląską Akademię Medyczną w Katowicach. Jest absolwentem IX LO
w Katowicach.
Od 2007 roku Poseł na Sejm RP, wcześniej był Radnym
Sejmiku Województwa Śląskiego. W 2011 roku został
ponownie wybrany posłem z okręgu katowickiego. Jest
członkiem Sejmowej Komisji
Zdrowia, Komisji Polityki Społecznej i Rodziny, podkomisji
ds. współpracy z organizacjami pozarządowymi i podkomisji ds. rozwoju i rewitalizacji
miast, a także wiceprzewodniczącym
Parlamentarnego
Zespołu ds. Onkologii i Parlamentarnego Zespołu Ratownictwa Medycznego i Transportu
Sanitarnego. Członek Polsko-Austriackiej Grupy Parlamentarnej.
Ziętek to z wykształcenia
lekarz, doktor nauk medycznych, specjalista ginekolog
położnik, pracownik Centralnego Szpitala Klinicznego im.
prof. K. Gibińskiego w Katowicach i wykładowca Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach. Od lat jest
członkiem Rady Programowej
Filharmonii Śląskiej w Katowicach, Zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk” oraz Śląskiej Wyższej
Szkoły Zarządzania im. Generała Jerzego Ziętka w Katowicach. Zasiada też w radach społecznych: Górnośląskiego Centrum Rehabilitacyjnego oraz Śląskiego Szpitala
Reumatologiczno-Rehabilitacyjnego.
Przed dwoma laty powołał do życia Śląską Koalicję na
Rzecz Walki z Rakiem Szyjki Macicy. Jest także współtwórcą Akademickiej Koalicji na Rzecz Walki z Rakiem
Szyjki Macicy. Ponadto jest członkiem Śląskiej Rady
Przyjaciół Harcerstwa.
Jerzy Ziętek jest żonaty. Ma dwie dorosłe córki – Aleksandrę i Magdalenę. Mieszka w katowickiej Kostuchnie.
Wcześniej mieszkał na Koszutce i Brynowie. W wirze
kampanii wyborczej znalazł chwilę czasu dla „Górnoślązaka”. Spotykamy się na chwilę w jednej z katowickich
kawiarni, by porozmawiać o nadchodzących wyborach
i wizji Katowic na najbliższe lata.
Panie Pośle, jak ocenia Pan kadencję ustępującego Prezydenta Miasta Katowice Piotra Uszoka?
Nie sposób odmówić panu Prezydentowi zasług dla
Katowic. Minione 16 lat przyniosło dużo zmian. Niestety, nie wszystkie inwestycje zakończyły się tak, jak ukazywano je mieszkańcom. To spory problem. Na przykład
ul. 3 Maja wciąż nie w pełni odpowiada temu, co obiecywano. Nowa płyta rynku już
nadaje się do remontu – płyty
są obłamane. Nie w pełni wykorzystano potencjał drzemiący w organizacjach pozarządowych, nie dano szansy rozwoju
jednostkom
pomocniczym,
nadając im mniej niż skromne kompetencje. Szkoda. Niemniej jednak to nie były złe
lata dla Katowic. Pod koniec
zabrakło już wizji, więc decyzja
Prezydenta Uszoka o niekandydowaniu jest jak najbardziej
słuszna i dobra.
Znając potencjał miasta, jaką
ma Pan wizję Katowic – miasta idealnego?
Katowice w ciągu najbliższych kilku lat mają ogromną
szansę stać się miastem wygodnym do mieszkania, miastem
atrakcyjnym do pracy, miastem bezpiecznym, miastem
bez barier, miastem, po którym łatwo się poruszać… Po
prostu miastem, które troszczy się o mieszkańców. Katowice muszą być miastem, w którym o ważnych sprawach
decyduje się wspólnie. Ja będę o to dbał, korzystając z pomocy licznego grona ekspertów, z którymi współpracuję.
Będę słuchał katowiczan i liczył się z ich oczekiwaniami.
Nasz program wyborczy konsultowaliśmy z ponad setką
osób w różnym wieku i pochodzących z różnych środowisk.
Jakie atuty, także walory osobiste, przemawiają za tym,
że to Pan powinien zostać prezydentem Katowic?
Przede wszystkim słucham ludzi i nie udaję, że znam
się na wszystkim. Otaczam się ekspertami, stoi za mną
zespół fachowców. Słuchania ludzi i wrażliwości na ich
potrzeby i problemy nauczyło mnie ponad 30 lat pracy lekarza i wykładowcy akademickiego. Przez 7 lat pełnienia
Dokończenie na str. 28
28 GÓRNOŚLĄZAK
www.zg.org.pl
dokończenie ze str. 26
dokończenie ze str. 27
często bardzo niemedialne działania, związane z realizacją inwestycji takich jak przebudowa wiekowej infrastruktury podziemnej czy układu drogowego. Było to
niczym budowa solidnych fundamentów naszego miasta,
na których mogły wyrosnąć takie realizacje jak siedziba
Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia czy
Międzynarodowe Centrum Kongresowe. Prezydent Piotr
Uszok zrobił też wiele dla przyciągnięcia nowych inwestorów do miasta i to zarówno tych, budujących mieszkania, jak i inwestorów tworzących nowe miejsca pracy,
w szczególności tak silnie rozwijającego się w Polsce sektora outsourcingu. Warto tu przypomnieć o ulokowaniu w Katowicach IBM, który działa jak magnes na inne
branżowe korporacje. W ostatnich latach urzędowania
Piotra Uszoka miasto stale wznosi się na wyższy poziom
kultury. Mam tu na myśli m.in. wspieranie festiwali, takich jak OFF Festival czy Tauron Nowa Muzyka, ale też
idei „Miasta Ogrodów”.
mandatu posła na Sejm nie odprawiłem z kwitkiem żadnej osoby, która przyszła do mojego biura. Mam szerokie
kontakty w całym kraju, nie jestem zamknięty wewnątrz
wąskiego środowiska politycznego. Nie patrzę tylko na
interes własnej partii, ale współpracuję z każdym, komu
na sercu leży dobro publiczne - w sejmowej Komisji Zdrowia nie patrzyłem na to, w jakiej kto jest partii czy opcji,
ale współdziałałem – a przecież szefami tej komisji przez
lata byli posłowie opozycji. Powołana z mojej inicjatywy
Śląska Koalicja na Rzecz Walki z Rakiem Szyjki Macicy
zrzesza ludzi różnych środowisk i opcji, których łączy po
prostu wspólna idea pracy na rzecz społeczeństwa. Taka
jest moja filozofia działalności i tak pojmuję moją misję.
Jestem konsekwentny i nie wycofuję się ze składanych deklaracji, bo nie obiecuję rzeczy, których nie będę w stanie
zrealizować. Tak działałem przez wszystkie lata w Sejmie
i tak będę działał dalej.
Znając potencjał miasta, jaką Pan ma wizję Katowic –
miasta idealnego?
Porównując budowę miasta do budowy domu, mamy
dzisiaj bardzo dobry stan deweloperski zamknięty, teraz
ten dom należy wygodnie umeblować i zaopatrzyć w to
wszystko, co niezbędne do wygodnego funkcjonowania
każdego z członków naszej obywatelskiej rodziny. Miasto idealne, to miasto wygodne do mieszkania: zadbane
i funkcjonalnie zagospodarowane, „przytulne”. Idealne miasto stwarza idealne warunki do pracy, mieszkania i odpoczynku oraz możliwość współdecydowania
o wspólnej przestrzeni.
Szczegółowy „projekt architektoniczny” zawarłem
w mojej umowie z mieszkańcami.
Jakie atuty, także walory osobiste, przemawiają za tym,
że to Pan powinien zostać prezydentem Katowic?
Katowice powinny mieć prezydenta niezależnego od
partii politycznych, który będzie reprezentował przede
wszystkim interesy mieszkańców. Ja to gwarantuję. Pewność daje mi też rekomendacja prezydenta Piotra Uszoka,
który czuje się odpowiedzialny za Katowice i od czterech
lat przygotowywał mnie do tego, że pewnego dnia go zastąpię. Nie sądziłem, że stanie się to już teraz, podobnie
jak nie spodziewało się tego wielu mieszkańców Katowic.
Jestem jednak gotowy, by objąć tę funkcję. Najpierw jako
radny, a przez ostatnie cztery lata jako wiceprezydent odpowiedzialny za – ogólnie rzecz biorąc – rozwój Katowic,
poznałem to miasto, z jego problemami i tym, co w nim
najlepsze. Pamiętając, jak wiele zostało zrobione, gwarantuję jednak nowe spojrzenie na miasto, mam głowę
otwartą na nowe pomysły. To będzie nowe otwarcie dla
Katowic.
Na jakie pytanie chciałby Pan odpowiedzieć?
Na każde dotyczące naszego miasta.
■
Co nowego w Katowicach wprowadzi Jerzy Ziętek, gdy
zostanie prezydentem stolicy Górnego Śląska?
To bardzo szerokie pytanie… Przede wszystkim
wzmocniłbym dzielnice. Miasto to nie tylko centrum.
Inwestowanie ogromnej części środków w śródmieściu,
przy jednoczesnym nieco po macoszemu traktowaniu
dzielnic, nie było najlepszym pomysłem dla Katowic.
To był poważny błąd. Nie wykorzystywano przez lata
potencjału drzemiącego w radach jednostek pomocniczych, współpraca z organizacjami pozarządowymi także nie wyglądała najlepiej. A przecież to trzeci sektor jest
wręcz idealnym partnerem dla samorządów! Teraz nie
wystarczy tylko obiecać mieszkańcom Katowic budowy
basenu w każdej dzielnicy czy poprawienia sytuacji komunikacyjnej. Potrzebujemy „przebudowania” miasta,
ale już nie rozumianego jako wielkie prace budowlane.
Musimy skupić się na dzielnicach, bo to tam mieszkają
katowiczanie. Wzmocnić kompetencje rad jednostek pomocniczych jako rad dzielnic. Rozwijać budżet obywatelski. Realnie zacząć liczyć się ze zdaniem mieszkańców.
Trzeba ułatwić kontakt z Urzędem Miasta – umożliwić
załatwienie wielu spraw w dzielnicach - i zrealizujemy to
w ramach utworzenia Punktów Obsługi Mieszkańców,
w których będzie można szybko załatwić najważniejsze
sprawy urzędowe. Skorzystają z tego pracownicy i ludzie
prowadzący działalność gospodarczą, którzy teraz muszą
niejednokrotnie poświęcać na to dzień pracy. Skorzystają
z tego i seniorzy, dla których dojazd do Urzędu czasem
bywa bardzo utrudniony. To skrócenie dystansu między
obywatelem a urzędnikiem przyniesie tylko dobre efekty.
Nie obawiam się tu obciążeń dla budżetu, bo do obsługi
dzielnicowych punktów w zupełności wystarczy obecna
kadra urzędnicza. Chcę by nasze miasto było przyjazne
nam wszystkim i byśmy po prostu chcieli tutaj mieszkać.
Bo Katowice to przecież nasze miasto.
Dziękuję za rozmowę.
■
www.zg.org.pl
GÓRNOŚLĄZAK 29
Trzy pytania do…
Marszałka Województwa Śląskiego Mirosława Sekuły
Z perspektywy 20 miesięcy kierowania Województwem
Śląskim, jakie swoje decyzje uważa Pan za najtrafniejsze, jakie przedsięwzięcia uważa Pan za najważniejsze,
jakie efekty dały Panu najwięcej satysfakcji?
Obejmując Urząd Marszałka w styczniu 2013 roku,
podjąłem się uporządkowania spraw województwa. Kłopoty pojawiły się wówczas, gdy były realizowane największe inwestycje: Koleje Śląskie, Drogowa Trasa Średnicowa, Stadion Śląski i Muzeum
Śląskie. Od trzech lat mamy do
czynienia ze zmniejszającymi
się wpływami podatkowymi
w całym państwie. Odbija się
to więc niekorzystnie na naszym województwie. Wyzwaniem dla utrzymania budżetu
były niespodziewane wydatki,
związane z ratowaniem Kolei Śląskich po fatalnym debiucie w grudniu 2012 roku.
Skutkiem tych działań jest
wyprowadzenie przewoźnika
na prostą, który od stycznia
2014 co miesiąc zaczyna przynosić zyski. Zakładamy, że rok
2015 będzie dla Kolei Śląskich
pierwszym rokiem, który będzie mógł jak najlepiej wykorzystać na swój rozwój.
Pojawiły się również problemy z płynnością finansową przy budowie Drogowej
Trasy Średnicowej, największej inwestycji Samorządu
Województwa Śląskiego. Na
początku 2013 roku okazało się, że do jej zamknięcia finansowego zabrakło ponad 300 mln zł. Wspólnie z Ministerstwem Finansów, Transportu i ówczesnym Ministerstwem Rozwoju Regionalnego, a także miastem Gliwice,
udało się wypracować rozwiązanie, które przysporzyło tej
inwestycji ponad 400 mln zł i doprowadzi do zamknięcia
jej finansowania. Na początku sierpnia zostały otwarte
dwa nowe odcinki zabrzańskie. Do końca roku powinna
zostać zamknięta budowa gliwickiego G1, kończącego się
na węźle autostradowym. Następny rok to czas na dokończenie G2 biegnącego przez środek miasta.
Na wielkie inwestycje Samorządu Województwa nałożył się trend zmniejszających dochodów. Prowadzi to
do silnych napięć finansowych. Z wielu zadań trzeba rezygnować albo przesuwać je w czasie. Niestety, ale było
tak, że w tych tłustych latach dla województwa śląskiego
zbyt lekką ręką wydawano pieniądze i w momencie, kiedy
przyszły chude – nic nie zostało w zapasie, a jeszcze musimy ponosić koszty inwestycji, które w tym czasie zostały
podjęte.
Jednak powoli zaczyna panować porządek. Są postępy,
ale jest jeszcze wiele do zrobienia i liczę, że uda się do końca kadencji nie tylko te sprawy uporządkować, ale i ustawić je tak, żeby później mogły być spokojnie kończone
i kontynuowane. Mam tutaj
na myśli Muzeum Śląskie
oraz Stadion Śląski.
Przez cały okres mojego
urzędowania wraz z Zarządem Województwa koncentrowałem się na wspieraniu
rozwoju
gospodarczego.
Ciągle jesteśmy w dobrej
kondycji ekonomicznej –
dostarczamy 13% PKB, jesteśmy na drugim miejscu
w kraju. Jednak jeśli przeliczymy ten produkt krajowy
brutto na mieszkańca, już
jesteśmy na czwartym. Jeśli
zatem nie będziemy zwiększać wydajności pracy w naszym województwie i nie
będziemy zwiększać konkurencyjności, innowacyjności naszej gospodarki, to
kolejne województwa będą
nas przeskakiwały w rozwoju. I to jest naprawdę wielkie wyzwanie, ponieważ
mamy do dyspozycji nową
perspektywę finansową, w której największy regionalny
program operacyjny jest przeznaczony dla województwa
śląskiego. Tu chodzi o ponad 3 mld 473 mln euro do roku
2020. Dlatego niezwykle ważne jest to, jak te pieniądze
wykorzystamy – czy pójdziemy ścieżką rozwoju, czy konsumpcji. Nowa perspektywa powinna zaktywizować przede wszystkim ośrodki biznesu, nauki i samorządu. Oprócz
środków z regionalnego programu operacyjnego powinniśmy jeszcze pozyskać co najmniej 5 mld euro z programów
horyzontalnych – cała pula wynosi 82,5 mld euro. Gdyby
udało się zdobyć w sumie 8 mld euro, moglibyśmy gospodarować tak, żeby przez kolejnych siedem lat przynajmniej
miliard rocznie był przeznaczany na rozwój, bo tych środków na rozwój nie da się wygenerować w żaden inny sposób. Sądzę, że przygotowując województwo do następnej
perspektywy finansowej Unii Europejskiej, znajdujemy się ➧
30 GÓRNOŚLĄZAK
➧ w dobrym punkcie wyjścia. Wykorzystanie tych szans to
zadanie na następne kadencje.
Jaki Śląsk się Panu marzy?
Marzy mi się Śląsk innowacyjny, oparty na najnowocześniejszych technologiach, ale wciąż przywiązany do
swej tradycji. To swoiste zawieszenie w dwóch z pozoru
przeciwstawnych rzeczywistościach pozwoli nam wydobyć z regionu i mieszkających tu ludzi to, co najcenniejsze. Kluczem jest umiejętność dostrzegania naszych
atutów, możemy być dumni z naszej tradycji, z etosu
pracy, wysiłku naszych przodków znajdującego odzwierciedlenie w postindustrialnych zabytkach. Mam wrażenie, że często zapominamy o naszych mocnych stronach
i przywiązujemy uwagę do krzywdzących stereotypów.
To droga donikąd. Śląsk nie jest regionem pokopalnianych szybów. To region w kraju od lat zajmujący pozycję
lidera pod względem atrakcyjności inwestycyjnej. Dysponujemy ogromnym potencjałem, przede wszystkim
bogactwem świetnie wykształconych ludzi, którzy gotowi
są z marszu zasilić lokalny rynek pracy, dać mu impuls do
www.zg.org.pl
dalszego rozwoju i stworzyć przestrzeń przyjazną przedsiębiorczości. Marzy mi się Śląsk potrafiący ten potencjał
przekuć w realny sukces. Odważny, nowoczesny i otwarty
na zmiany.
Co poradziłby Pan Związkowi Górnośląskiemu, gdyby
zamierzał przystąpić do startu w wyborach?
Samorząd lokalny to forma demokracji najbliższa
mieszkańcom. W swej historii pokazał obywatelom, że
jest skuteczniejszą formą rozwoju niż polityka uprawiana na szczeblu centralnym. Samorządy gmin, powiatów
i województw są silne siłą swych wyborców. Dla wielu demokracja lokalna i samorządność to bowiem coś znacznie więcej niż tylko wrzucenie głosu do urny.
Szczególnie pamiętajmy, że mieszkańcy, nim powierzą przyszłym samorządowcom swoje sprawy i podatki,
oczekują od nich pomysłowości, gorliwości oraz zapobiegliwości w działaniach. Ocenią także ich dotychczasowe
sukcesy oraz porażki.
Dziękujemy za rozmowę.
■
Zwischenruf
Ś
lązacy. Skąd przychodzą? Kim są? Dokąd zmierzają?
Gdy pytanie to zadawali sto lat temu Ezechiel Zivier i Hans Novak, pisząc książkę o Karolu Goduli
pt. Zink wird Gold, sformułowali następującą odpowiedź:
„Od stu lat lud ten (das Volk) zjeżdża do kopalń i staje
przy hutniczych piecach, poznaje tajemnicę dźwigni włączającej i koła napędowego, a jednak – jak przodkowie
– jest związany z ziemią: mimo iż porzuca pracę na roli
na rzecz górniczego trudu, chce po fajrancie zajmować
się uprawą ziemniaków, naprawiać drzwi chlewika czy
pielęgnować owocowe drzewa. Rolnicze zmysły podatne
są zarówno na wpływ diabła i jego świty, jak i Boga oraz
jego świętych. W stawach i pod mostami mieszka Utopiec
(Utopletz), duch wodny, zwodzący młode służące, wracające do domu z potańcówki i prowadzący je do swych
ziejących chłodem komór. Z kolei pod podziemnymi
sklepieniami mieszka Skarbnik, który ostrzegał już niejednego uczciwego gospodarza przed złą pogodą lub spadającą skałą, poklepując go po policzku lub szturchając
pod żebro”.
Oto obrazek istot znienacka przerzuconych ze świata
sielanki do industrialnej otchłani. Przerzucenie ma jednak tylko charakter mechaniczny – Ślązak nie przestając
być tradycyjnym rolnikiem (ziemniaki, chlewik, drzewka), staje się wykwalifikowanym robotnikiem (koło napędowe, dźwignia włączająca), a kultywując wierzenia
chrześcijańskie („Bóg i jego święci”), nie wyrzeka się tych
dawniejszych (Skarbnik). W wyobrażeniach takich tkwią
zarówno kobiety, jak i mężczyźni: one z przestrzeni wiejskiej tanc­budy mogą zawędrować do wilgotnych komór
Utopca, oni ze swoich górniczo-chłopskich zagród trafiają do podziemnych labiryntów Skarbnika. Tak jak głęboko zakorzenione nawyki rolnicze nie ustępują miejsca
nowym – robotniczym, tak samo przekonania pogańskie
nie wypierają chrześcijańskich. Zmieniający się śląski
makrokosmos znajduje swoje odzwierciedlenie w labilnym mikrokosmosie.
Inną interpretację Utopca zanurzonego we współczesnym panta rhei znajdujemy w jednym z esejów Zbigniewa
Kadłubka. Autor przenosi tę postać ze ściśle określonego
miejsca – stawu pod mostem – do „nie-miejsca” (ou-topos). Tą odrębną przestrzenią jest górnośląski etnicyzm.
Ludowy Wodnik staje się istotą, która wobec faktu obwieszczenia jej finis Silesiae marzy o nowym Górnym Śląsku. Opis tego marzyciela, tego „utopijnego Utopca”, staje
się w zasadzie charakterystyką współczesnego Górnoślązaka. Jaki więc on jest? Zachował „elementarną europejską intuicję przygody i przemiany”, jest solidny (i taka też
jest jego utopia), odważny (nie lęka się wzburzonej fali),
odporny na zniewagi, łagodny i poczciwy, a także mocno
związany z otoczeniem. Kwestią nierozstrzygniętą pozostaje, czy „Utopce bardziej są imaginacją, czy bardziej jakąś nacją”.
Czy Górnoślązak jest więc ciągle istotą in statu nascendi? Kiedyś między rolnikiem a robotnikiem, człowiekiem
wiary a zabobonu, dziś między utopistą a realistą? Czy też
powstaje właśnie nowy, nieutopijny projekt – autonomisty – między polskością a niemieckością?
■
Krystian Węgrzynek
Pasażerowie na plakatach
Codziennie pojazdami KZK GOP przemieszczają się tysiące osób. Dojeżdżają do szkół, do pracy, na spotkania towarzyskie, zakupy, imprezy,
koncerty… Bo komunikacja to nie
tylko transport, ale również interakcje między ludźmi… Przypominać o tym będzie kolejna akcja KZK
GOP, podczas której na citilightach
będzie można zobaczyć pasażerów
na co dzień korzystających z komunikacji miejskiej.
We wrześniu przypada Europejski
Tydzień Zrównoważonego Transportu, Dzień bez Samochodu oraz Dzień
Kontrolera. Z tej okazji corocznie KZK
GOP organizuje szereg działań promujących komunikację oraz przybliżających pasażerom trudny zawód
kontrolera biletów. Po ubiegłorocznej
akcji pokazującej kontrolerów przy
ich codziennych, prywatnych zajęciach, w tym roku, w akcji udział wezmą pasażerowie.
Jacy są więc pasażerowie KZK GOP?
Na to pytanie szukaliśmy odpowiedzi podczas konkursu ogłoszonego
wiosną. Zachęcaliśmy do przysyłania
swoich zdjęć – wyłonieni laureaci
zostali bohaterami kolejnej kampanii wizerunkowej Związku. Nadesłane na konkurs fotografie mogły być
zdjęciami indywidualnymi, zachęcaliśmy również do przysyłania zgłoszeń
z osobami towarzyszącymi znajomymi, rodziną. Do zabawy zaprosiliśmy
wszystkich pasażerów, bez żadnych
ograniczeń. Ostatecznie na konkurs
wpłynęło prawie dwieście zgłoszeń.
Spośród nich jury wyłoniło czterdzieści, których bohaterowie wzięli udział
w kolejnej rundzie – castingu.
którzy wzięli udział w profesjonalnej
sesji zdjęciowej.
Kogo można spotkać w autobusach
i tramwajach? Jak się okazało podczas konkursu ogłoszonego wiosną,
to otwarci, sympatyczni i ciekawi ludzie, a jej rezultaty można oglądać m.
in. na kilkudziesięciu citilightach
w miastach aglomeracji. Znalazło się
na nich piętnaścioro osób – od trzylatki do osób ponadsiedemdziesiącioletnich. W ramach akcji wydane zostały
również kalendarze na przyszły rok,
które jak co roku będzie można wygrać podczas organizowanych przez
Związek akcji.
Podkreślić trzeba, że na każdym z etapów konkursu komisja miała wyjątkowo trudny wybór, jednak narzucone
ograniczenia nie pozwoliły na wybór
większej liczby osób. Po pierwszym
etapie odbyły się trwające trzy dni
zdjęcia próbne. Ostatecznie zdecydowano się na wyłonienie finalistów,
Poprzez tę kampanię KZK GOP chce
przypomnieć, że komunikacja nie
oznacza wyłącznie transportu. W autobusach i tramwajach codziennie dochodzi do interakcji międzyludzkich
– w pojazdach KZK GOP codziennie
odbywa się ponad 700 tys. przejazdów, natomiast wszystkie działania
Związku skierowane są na realizację
potrzeb wszystkich pasażerów.