Puławy w sieci - Gamm-bud

Transkrypt

Puławy w sieci - Gamm-bud
Inżynieria
Bezwykopowa
BEZWYKOPOWA BUDOWA
Kable w infrastrukturze podziemnej
Puławy w sieci
Michał Andrzejewski
Gamm-Bud sp. z o.o.
Przed wyjazdem do Puław
pogrzebałem trochę w Internecie
i znalazłem sporo informacji
dotyczących tego pięknego miasta
nad Wisłą, także tych szczególnie
interesujących brać bezwykopową,
czyli mówiących o budowanej
w kanalizacji ściekowej i deszczowej
sieci teleinformatycznej
Fot. 1. |
Początek pracy
Fot. 2. |
Oto robot
Fot. 3. |
Kabel w kanale przed mocowaniem
Fot. 4. |
Montaż głowicy
W
czerwcu ubiegłego roku prezydent Puław podpisał umowę z Zarządem Województwa Lubelskiego o dofinansowanie projektu pn.: „Puławy w sieci – budowa szerokopasmowej
sieci teleinformatycznej i usług”. Inwestycja otrzymała wsparcie
finansowe w ramach konkursu Osi Priorytetowej IV: Społeczeństwo informacyjne, Działania 4.1: Społeczeństwo informacyjne,
kategorii I: Infrastruktura teleinformatyczna oraz system usług na
poziomie regionalnym Regionalnego Programu Operacyjnego
Województwa Lubelskiego na lata 2007–2013. Okres realizacji inwestycji to listopad 2007 – czerwiec 2012, a jej całkowita wartość
wynosi 19 015 964,95 zł. Projekt został dofinansowany w kwocie 11 935 024,72 zł. Za realizację tego przedsięwzięcia Puławy
otrzymały tytuł „Krajowego Lidera Innowacji i Rozwoju 2010 r.”.
Znaczna część planowanej sieci, około 24 km, będzie układana
w kanalizacji ściekowej i deszczowej, ogłoszono więc przetarg
na firmę posiadającą odpowiednią wiedzę i wyposażenie. Wymagania postawione potencjalnym wykonawcom były bardzo
wysokie, szczególnie, jeżeli chodzi o sprzęt:
„Wykonawca wykaże dysponowanie w celu realizacji zamówienia: 1) dwoma pojazdami wyposażonymi w sprzęt specjalistyczny, który umożliwia: inspekcję telewizyjną kanałów
(DN200 – DN1500), próbę szczelności złączek i odcinków
(DN200 – DN400), bezwykopowe naprawy kanalizacji metodą
punktową (DN200 – DN400), instalację kabli światłowodowych
w kanale (DN200 – DN1200), odpowiadającymi obowiązującym
wymogom PN-EN, posiadającymi niezbędne atesty oraz certyfikaty zgodności, 2) dwoma samojezdnymi robotami sterowanymi
z pojazdu TV z podglądem 4 kamer śledzących pracę robota
z możliwością mocowania kabli w kanalizacji DN200 – DN1200,
odpowiadającymi obowiązującym wymogom PN-EN, posiadającymi niezbędne atesty oraz certyfikaty zgodności oraz posiadającymi odpowiednią homologację potwierdzającą legalność
użytkowania na terytorium UE oraz oznakowanie fabryczne”.
Do przetargu stanęły więc tylko dwie firmy. W styczniu ogłoszono wyniki i okazało się, że zwyciężyło konsorcjum firm:
Technitel z Łodzi oraz Zakład Usług Specjalistycznych z Krakowa. Technitel to „spece” od telekomunikacji, czyli oni zbudują
i podłączą elementy sieci, a ZUS, jako firma dysponująca robotami, będzie układał kable w kanalizacji. A będzie tego, jak już
wspomniałem, aż 24 km, czyli jest to największa jak do tej pory
tego typu inwestycja w Polsce i jedna z największych w Euro60
maj - czerwiec
3 / 2011 [39]
BEZWYKOPOWA BUDOWA
Kable w infrastrukturze podziemnej
pie. Jako osoba zajmująca się od kilkunastu lat technologiami
układania kabli w kanalizacji, zostałem zaproszony do współpracy przy realizacji tego projektu. 24 km kabla w kanałach
ściekowych i deszczowych ma być położone przy zastosowaniu
technologii polegającej na mocowaniu kabla do ściany kanału specjalnymi uchwytami z tworzywa sztucznego (dyblami).
Wiadomo jednak, że na niektórych odcinkach ze względu na
średnicę, materiał oraz stan kanału, trzeba będzie zastosować
także inne rozwiązania. Jakie – to zadecydujemy po dokładnym
rozpoznaniu problemu i za każdym razem wybierzemy najlepsze dla danej sytuacji. Technologii znamy 16, a więc jest z czego
wybierać. Jednakże pierwsze instalacje (do dnia w którym piszę te słowa zainstalowano już około 3 km kabla) potwierdzają
słuszność wyboru metody dyblowania, jako podstawowej dla
tej inwestycji. Pozwolę sobie przedstawić Państwu, jak wygląda
dzień pracy ekipy montażowej pracującej już od początku kwietnia w Puławach.
Wieczorem dojeżdżając do hotelu, na jednej z głównych ulic
zobaczyłem pracujący wóz ciśnieniowy. Aha! To na pewno czyszczą dla nas kanał przed jutrzejszą instalacją. Zgadza się. Telefon
od kierownika ekipy potwierdził moje przypuszczenia. Umawiamy się na następny dzień na godzinę 8.00. Po przyjeździe rano
bez kłopotu odnajduję miejsce budowy. To tu, gdzie stoi spora
ciężarówka z logiem ZUS na skrzyni. Witam się z pracownikami
i już wiem, że nie wszystko jest tak piękne, jak przewiduje teoria.
Panowie mówią, że są kłopoty z doczyszczeniem kanału. Wjeżdżają kamerą i faktycznie – widać, że na dnie leży jeszcze około
10 cm piachu. Trzeba dalej czyścić, bo nasz robot nie przejedzie.
Podjeżdża wóz ciśnieniowy z nową porcją wody i płuczą. Dysza
dojeżdża do studni, nad którą rozstawiamy sprzęt i cofa się przy
pełnym wydatku pompy. Na początku wygląda nieźle, ale już od
połowy odcinka znowu piach. Kanał to wg dokumentacji 500tka. Widocznie pompa jest za mała. Po krótkiej, ale burzliwej wymianie zdań i telefonów, kooperant podstawia mocniejsze auto.
Wpuszczamy kamerę tuż za dyszą i widać, że teraz jest dobrze.
Odcinek czyściutki, można zacząć prace montażowe. W międzyczasie panowie z ZUS-u wyjęli i uzbroili robota do mocowania
kabla. Trzeba było zamontować dodatkowe podwozie, bo okazało się, że kanał to nie 500-tka, a 600-tka. Trzeba przyznać, że
z przyjemnością patrzyłem, jak z dużą wprawą panowie montują i uzbrajają urządzenie. Widać, że wszystko jest przemyślane
i dopracowane. Specjalne prowadzenia, odpowiednio dobrane
do średnicy kanału, dają się zamocować szybko i pewnie. Jeszcze załadowanie dybli do magazynka i można spuszczać robota
do kanału. A nie jest to wcale prosta operacja. Robot ma w sumie około 1,5 m długości. Najpierw do studni wjeżdża dodatkowe podwozie, potem zespół napędowy wraz z przegubowo
połączoną głowicą roboczą. Tam po przykręceniu paru śrubek
mamy gotową do pracy maszynę. Robot jest wyposażony w pięć
kamer obserwujących przestrzeń przed i za maszyną oraz pole
pracy z różnych pozycji. W „praniu” okazuje się, że te pięć kamer to wcale nie jest za dużo. Jednym z ciekawych elementów
wyposażenia robota jest czujnik gazu, który wyłączy maszynę
w przypadku zagrożenia wybuchem. Do wiercenia mamy specjalny szybkoobrotowy frez z diamentowymi ostrzami. Do robota, oprócz kabli sterujących i zasilających, doprowadzone jest
także sprężone powietrze oraz woda potrzebna do chłodzenia
freza i przemywania kamer. Kabel, który mamy zamocować
w kanale został już wcześniej wciągnięty przez inną ekipę. Obsługa zakłada go w specjalne prowadzenie na głowicy roboczej
i można zacząć dyblowanie. Ja przenoszę się do ciężarówki na
stanowisko operatora, a tu widok, jak w kabinie samolotu. Monimaj - czerwiec
Fot. 5. |
Zasilanie, sterowanie, woda, powietrze
Fot. 6. |
Robot uzbrojony, można zaczynać
Fot. 7. |
Montaż robota w studni
Fot. 8. |
Kabina operatora
3 / 2011 [39]
Inżynieria
Bezwykopowa
61
Inżynieria
Bezwykopowa
Fot. 9. |
BEZWYKOPOWA BUDOWA
Kable w infrastrukturze podziemnej
Monitor położenia dybla
Fot. 10. | Po kąpieli
Fot. 11. | Czy ktoś tu pracował?
tory, joysticki, manometry, amperomierze, wyświetlacze, nagrywarki itp. Całe mnóstwo wyrafinowanej techniki, naszpikowanej
oczywiście elektroniką. Przede wszystkim interesuje nas widok
z głównej kamery, w której widać kanał i kawałek głowicy roboczej z kablem. Wszystko w porządku, można zaczynać. Robot
podjeżdża około 1 m do przodu. Oglądamy strop kanału, jest
w dobrym stanie. Decyzja: tu wiercimy. Frez przez kilkanaście
sekund zagłębia się w beton, na boki lecą rozbryzgi chłodzącej
go wody. Uchwyt dochodzi do końca. Wycofanie freza. Obrót
głowicy roboczej o 90°. W polu widzenia kamery pojawiają się
kabel i magazynek dybli. Metalowe łapki stabilizują pozycję kabla. Siłownik pneumatyczny ze specjalnym stemplem wciska dybel w wyfrezowany otwór. Siedzi dobrze. Sprawdzamy obraz na
innej kamerze – idealnie. Dybel dopchnięty do oporu, kabel na
swoim miejscu w uchwycie. Powrót stempla na miejsce, obrót
62
maj - czerwiec
głowicy, obraz z kamery czołowej… można jechać dalej. To dalej, to kolejny metr. I powtórka wszystkich operacji. Ocena stanu
kanału, wiercenie, mocowanie, obrót głowicy, obraz z kamery
i dalej. I tak na przeciętnym odcinku pięćdziesiąt do sześćdziesięciu razy. Gdyby tak szło zawsze, to można by ułożyć dziennie
nawet do jednego kilometra kabla. Niestety, rzeczywistość nie
jest aż tak piękna. Najczęstszy problem to łączenia rur. W kanale, w którym pracowaliśmy, występowały dwie przeszkody.
Przesunięcia poprzeczne rur na łączeniach, tzw. klawiszowanie
i uszczelnienia, czyli wypełnienia zaprawą (tak kiedyś łączono
rury betonowe). Efektem tych nieprawidłowości jest niewielka
zmiana przekroju kanału, co praktycznie wcale nie przeszkadza
w jego eksploatacji, natomiast przysparza dużo kłopotów robotowi. Robot, aby móc stabilnie pracować, nie może mieć dużego luzu. Przy jego długości powoduje to, że na nierównościach
zaczyna się klinować. Myślę, że niemiecki producent nie przewidział takich problemów. Ale na szczęście Polak potrafi. Nasz
operator radzi sobie z tymi problemami koncertowo. Odpowiednie manipulowanie obrotem głowicy roboczej oraz elementami
stabilizującymi pozwala na pokonanie przeszkód. No chyba, że
są naprawdę duże. Wtedy nie ma wyjścia, trzeba wycofać robota
i frezować nierówności. Prawdziwa przygoda trafiła się w trakcie
naszej instalacji pod sam koniec. Na 124 metrze, około 6–7 m
przed końcową studnią, oku kamery ukazała się kolizja. U szczytu kanału praktycznie stycznie do wewnętrznej krawędzi, prostopadle do osi kanału, ktoś sprytnie ułożył, już dość dawno temu,
piękną żeliwną rurę. Pewnie woda. Sama rura nie stanowiła praktycznie przeszkody, ale pogięte pręty zbrojenia znacznie utrudniały ruch robota. Jednakże półgodzinne zmagania dały w końcu
efekt. Założenie ostatnich sześciu dybli to była już czysta rutyna.
Na koniec została operacja demontażu i wyjęcia robota ze studni. Jeszcze tylko mycie maszyny, zawinięcie kabli i przewodów,
zamocowanie robota do transportu na swoim miejscu w ciężarówce. Na ostatnim zdjęciu, jakie zrobiłem, widać tylko szybko
schnącą plamę na asfalcie na pustej już ulicy. Ani jednego śladu
po pracach przy ułożeniu 130 m kabla. A ile by to trwało, gdyby
trzeba było kłaść kabel tradycyjną metodą? Aż nie chcę się zastanawiać. Uważam, że układanie kabli w istniejących przewodach
to metoda mająca przed sobą olbrzymią przyszłość. Mam jednak
także uwagi krytyczne. Jak zwykle, najwięcej można zyskać na
dobrej organizacji i wcześniejszym rozpoznaniu sytuacji. Gdyby
„nasz” kanał został wcześniej odpowiednio wyczyszczony i poddany dokładnej inspekcji, to nawet zastosowanie freza w kilku
krytycznych miejscach nie wygenerowałoby dużych kosztów.
A my moglibyśmy ułożyć co najmniej 100–150 m kabla więcej.
Ale to przecież dopiero początek inwestycji w Puławach. Doświadczeń będzie coraz więcej i myślę, że da to efekty. Obiecuję,
że jeszcze Państwu napiszę o tym pięknym mieście nad Wisłą
i jego kanałach (z kablami).
LITERATURA
[1] Andrzejewski. M.: Układanie kabli optotelekomunikacyjnych
w istniejących instalacjach podziemnych, materiały konferencyjne, Wrocław 2005.
[2] Biuletyn Zamówień Publicznych, numer ogłoszenia: 368314
– 2010; data zamieszczenia: 15.11.2010.
[3] Biuletyn Zamówień Publicznych, numer ogłoszenia: 5184
– 2011; data zamieszczenia: 13.01.2011.
[4] Strona internetowa Urzędu Marszałkowskiego Województwa
Lubelskiego 2011.
[5] Strona internetowa Zarządu Inwestycji Miejskich w Puławach
2011.
3 / 2011 [39]