list do LA - Marcin Maria Bogusławski
Transkrypt
list do LA - Marcin Maria Bogusławski
Łódź, 20 lutego 2014 r. Szanowni Państwo, 12 lutego 2014 r. przesłałem mail do dr. Artura Pacewicza ws. tekstu dr. hab. Marka Rosiaka EINTOPFGERICHT CZYLI EPISTEMO-ONTOLOGICZNA HERMENEUTYKA SOCJO-HISTORYCZNEGO CAŁOKSZTAŁTU. Pozwalam sobie jednak przesłać swoje uwagi raz jeszcze, na adres e-mailowy Redakcji. Przyznaję, że publikacja tekstu Marka Rosiaka na łamach Pisma i Forum Filozoficznego mocno mnie zaskoczyła. Nie jest mi obcy duch polemiki, bez którego nauka utkwiłaby w martwym punkcie. Jestem jednak przekonany, że warunkiem owocnej dyskusji jest szacunek dla adwersarza, sama dyskusja zaś winna toczyć się z poszanowaniem zasad dobrego wychowania i reguł naukowego ethosu. W moim odczuciu tekst Marka Rosiaka w istotny sposób narusza zasady i wartości etyczne, „na których opiera się integralność i wiarygodność nauki”, i które odnoszą się do naukowców wszelkich dyscyplin (Kodeks Etyki Pracownika Naukowego, PAN, Warszawa 2012, s. 5). Myślę tu zwłaszcza o takich wartościach, jak: wiarygodność, której elementem jest „też nie wykorzystywanie swojego naukowego autorytetu przy wypowiadaniu się poza obszarem swoich kompetencji” (KEPN, s. 5), obiektywizm i bezstronność w recenzowaniu cudzego dorobku (por. KEPN, s. 9), a także rzetelność w uznawaniu osiągnięć innych naukowców (por. KEPN, s. 6). Autor opublikowanej przez Państwa recenzji nie przestrzega, w moim odczuciu, żadnej z tych wartości. Kodeks Etyki Pracownika Naukowego za niewłaściwe uznaje także wszelkie formy dyskryminacji względem „uczniów czy współpracowników”, a także „nieujawnianie konfliktu interesów” (KEPN, s. 10). Zaskakujący może być fakt, iż wspominam o „nieujawnianiu konfliktu interesów”. Jak sądzę, sformułowanie to można rozumieć na dwa sposoby – zawężający i rozszerzający. W rozumieniu zawężającym dotyczy on strony finansowej badań, w tym choćby przypisywania sobie współautorstwa badań realizowanych w ramach projektu naukowego. W rozumieniu rozszerzającym może dotyczyć konfliktu światopoglądowego, który leży u podstaw inkryminowania uczonego wyznającego światopogląd odmienny. W moim odczuciu recenzja Marka Rosiaka jest kolejnym wyrazem niezgody na preferencje światopoglądowe Barbary Tuchańskiej. Wymowne w tym kontekście są następujące cytaty: „Bardzo to wszystko, skądinąd, trąci leninowską tezą o partyjnym charakterze filozofii (a więc i prawdy w szczególności). Czym skorupka za młodu nasiąknie…” oraz „Być może Tuchańska nie widzi nic zdrożnego w takich myślowych fikołkach, sama wszak przez długie lata funkcjonowała w szkole marksizmu-leninizmu, by potem przenieść się ni stąd ni zowąd pod skrzydła „klasyka” angażującego swój autorytet po stronie zupełnie innej opcji politycznej. Nawiasem mówiąc, nie znajdujemy w jej publikacjach żadnego wy-jaśnienia tej dość niespodziewanej wolty od marksizmu do Heideggera. Chyba, że to jedno z owych „socjohistorycznych uwarunkowań”, polegające na próbie dostosowania się do zmienionych w międzyczasie politycznych okoliczności”. O konflikcie światopoglądowym świadczy także jawna niechęć Marka Rosiaka do feminizmu. Pisze on: „Arytmetyka liczb naturalnych odkryta została niewątpliwie w okolicznościach „historycznowspólnotowych”, co jednak w najmniejszym stopniu nie nadaje jej samej „wspólnotowohistorycznego” charakteru, wbrew feministkom snującym, podobne w charakterze do deliberacji Tuchańskiej dywagacje o tym, że jest to wymysł białych heteroseksualnych samców”. Szczególnego charakteru w świetle tego cytatu nabiera jawnie mizoginiczna inkryminacja „uczoności” nie tylko Barbary Tuchańskiej, ale także dr hab. Renaty Ziemińskiej. Można bowiem zasadnie przypuszczać, że krytyka Marka Rosiaka ma nie tyle naukowe, co antyfeministyczne czy mizoginiczne źródło. Tekst recenzji nie jest też, w moim odczuciu, obiektywny i bezstronny. Zasadza się bowiem na przekonaniu, że wszystko, co wykracza poza preferowaną przez Marka Rosiaka perspektywę aksjologiczną, polityczną, ontologiczną i historyczno-filozoficzną jest – z naukowego punktu widzenia – banialuką. Warto zatem podkreślić, że badania Barbary Tuchańskiej nawiązują do szerokiego i według wielu osób istotnego nurtu współczesnych dociekań filozoficznych. Ewentualna krytyka takich badań nie powinna mieć formy szyderstwa, nie powinna być deprecjonowaniem i dyskryminowaniem dorobku innych uczonych oraz perspektyw innych niż własna. Tekst recenzji nie przestrzega także zasady rzetelnego uznawania osiągnięć innych uczonych. Sformułowania takie jak: „Skoro ona sama w trakcie trwającej długie lata akademickiej kariery nie dostrzegła konsekwencji rujnujących rozwijaną przez nią koncepcję u samych podstaw, to darmo byłoby je jej teraz wskazywać”; „Ostateczną konkluzją wywodów naszej autorki, których wy-trwała lektura grozi czytelnikowi wywichnięciem sobie stawów żuchwowych […]”; „Nie rozumie bowiem, na czym polegają problemy tej koncepcji, jak tego choćby dowodzi aprobatywne cytowanie przez nią obiekcji Renaty Ziemińskiej, że (prawdziwym) zdaniom alternatywnym nie odpowiadają po stronie rzeczywistości izomorficzne z nimi alternatywne fakty [s. 46]. Obie panie z zapałem podkreślają też, że nie ma realnego odpowiednika ogólnego kwantyfikatora, a przecież zdania mające taki prefiks bywają prawdziwe. Są to epistemologiczne banialuki na ostatnim poziomie w znanej trzystopniowej skali prawdy według śp. ks. J. Tischnera (tak zwana „góralska teoria poznania”)”; „Gdyby Tuchańska nieco gruntowniej zapoznała się z przywoływaną przez siebie formalizacją pojęcia prawdy Tarskiego [s. 42 n.], czy choćby tylko z cytowanymi [s. 40 n.] ustępami podręcznika logiki dla studentów I roku filozofii, autorstwa Grzegorza Malinowskiego, miałaby szansę poznać pojęcie spełniania, a to być może uchroniłoby ją przed powtarzaniem niedorzecznych obiekcji uczonej koleżanki”; „Problemu niezależnego istnienia tego, co dane świadomości, nie da się zagadać rozprawianiem o pierwotnym byciu-w-świecie. Już adept filozofii, byle tylko, miast klepać gotowe formułki, odważył się chwilę zastanowić nad ich możliwym znaczeniem, pojmie, że bycie Dasein w świecie tego, co poręczne, nawet gdyby było pierwotną sytuacją egzystencjalną (którą nie jest), nie niosłoby z sobą żadnego rozwiązania czy „przekroczenia” problemu realizmu-idealizmu” są przykładami mało wyrafinowanej argumentacji ad personam i trudno je uznać za formę merytorycznej polemiki, którą toczy się z uczonymi o uznanej pozycji i wartościowym dorobku. Ich ukoronowaniem jest stwierdzenie, że Barbara Tuchańska nie studiowała filozofii, tak jakby o czymkolwiek miało to przesądzać. Niestosowne jest także zakończenie recenzji. Czytamy: „Powstaje więc pytanie, czy wzmiankowanych tu, zupełnie oczywistych, niedostatków jej stanowiska współpracownicy owi nie zdołali dostrzec, czy też może woleli, z uwagi na jego zupełnie katastrofalne mankamenty, nie komunikować przełożonej swych uwag krytycznych” – przypuszczenia te, dyskwalifikujące osobę prof. Barbary Tuchańskiej nie mają pokrycia w faktach. Rzetelny, bezstronny i wiarygodny recenzent przed napisaniem takich słów powinien przynajmniej dowiedzieć się, jak sytuacja wygląda faktycznie. O otwartości na dyskusję mojej Przełożonej nie wątpię. Niejednokrotnie bowiem brałem w takich dyskusjach udział. Inna sprawa, że Jej stanowisko nie jest obarczone w moim odczuciu owymi „katastrofalnymi mankamentami”, które w ramach filozoficznej krucjaty tropi Marek Rosiak, wskazywane w dyskusjach problemy były tedy „innej natury”. Fragment ten odsłania stosunek Marka Rosiaka nie tylko do Barbary Tuchańskiej, ale także do Jej współpracowników. Jego szyderczy ton i inkryminujący charakter są jawną formą dyskryminowania „współpracowników i uczniów”. Mało eleganckie są także używane przez Marka Rosiaka sformułowania i aluzje. Zastrzeżenia może budzić już tytułowy gulasz. Natomiast aluzyjna ocena poglądów Barbary Tuchańskiej i Renaty Ziemińskiej („epistemologiczne banialuki na ostatnim poziomie w znanej trzystopniowej skali prawdy według śp. ks. J. Tischnera (tak zwana „góralska teoria poznania”)”), jest niedopuszczalna w rozprawie o naukowych charakterze. Z kolei o tym, że Marek Rosiak deprecjonuje wkład Barbary Tuchańskiej w rozwój ontologii poHeideggerowkich może świadczyć ten cytat: „Szczególnie jaskrawo demonstruje Tuchańska niezrozumienie myśli Heideggera, będącej wszak centralnym punktem odniesienia jej filozoficznych dywagacji, gdy usiłuje uzasadnić „uwspólnotowienie” Dasein”. Trudno mówić o niezrozumieniu myśli Heideggera w momencie, gdy deklaruje się jawnie konieczność wykroczenia poza perspektywę indywidualistyczną, obecną w Byciu i czasie. Koncepcja wspólnoty i wspólnotowości ma wprawdzie oparcie w Heideggerowskim egzystencjalne mit-Sein, jest jednak autorskim projektem Barbary Tuchańskiej i prof. Jamesa E. McGuire’a. Sposób, w jaki Marek Rosiak pisze o McGuiere’rze daleki jest od szacunku, który płynie z rzetelnego uznawania osiągnięć innego uczonego. Warto tedy przypomnieć, że wkład McGuire’a w filozofię i historię nauk został uhonorowany przez Uniwersytet w Gandawie. McGuire otrzymał tam Sarton Medal, uznawany za najbardziej prestiżową nagrodę w dziedzinie historii nauki. Wierząc w otwartość Pisma i Forum na polemikę proszę o opublikowanie moich uwag, które są wyrazem troski o ethos polskiej nauki. Z poważaniem, Marcin M. Bogusławski