ZGO Uniwersytet ZG - 2014-07-29

Transkrypt

ZGO Uniwersytet ZG - 2014-07-29
Na styku politologii i polityki
może być niebezpiecznie
nr 7(17) | prowadzący Grażyna Zwolińska, Uniwersytet Zielonogórski, 68 328 25 93, e-mail: [email protected]
Wszedł pan na niebezpieczną ścieżkę, łącząc bycie naukowcem z byciem komentatorem politycznym. Jak będzie Pan godził te dwie role?
- Chyba rzeczywiście określenie komentator polityczny dobrze odzwierciedla moją ostatnią aktywność. Ale chcę podkreślić, że to aktywność naukowa jest dla mnie najważniejsza
i to dzięki niej chciałbym być
rozpoznawany. Jak pogodzić te
role? W przypadku politologów
świat nauki przenika się ze
światem zawodowej polityki.
Trzeba pamiętać o zachowywaniu zdrowego dystansu. Jest
coś takiego jak stan pośredni
między byciem naukowcem,
a byciem ekspertem. Staram
się w tym pośrednim stanie
oscylować, ale ze zdecydowanym odchyleniem w stronę
nauki, a nie byciem ekspertem
w sensie właściwym. Eksperci
bywają kojarzeni z określoną
opcją polityczną. Często ich ekspertyzy są robione na zamówienie.
- Każdy ma jakieś poglądy.
Politolog też. Może być
obiektywny oceniając polityczną rzeczywistość?
- Gdyby politolog miał wygłaszać subiektywne sądy, przestałby być politologiem. Stałby
się bardziej publicystą. Od tego
staramy się uciekać. Nasze
oceny skupiają się raczej na interpretowaniu, analizowaniu
zjawiska. Nie dajemy rad, jak
coś rozwiązywać, nie to jest naszym celem.
- Ale od komentatora politycznego media oczekują natychmiastowego skomentowania gorącego wydarzenia.
Nie dają czasu na naukowe
ekspertyzy.
- I wtedy, dysponując wiedzą
dotyczącą określonych zagadnień, przez analogię (co nie jest
najszczęśliwszym rozwiązaniem w nauce, bo wnioskowanie przez analogię jest najbardziej zawodnym wnioskowaniem), próbujemy wybrnąć
z sytuacji.
- Sam Pan przyznaje, że
na politologa, który komentuje bieżącą rzeczywistość
czeka wiele pułapek. Jak się
przed nimi bronić?
- Z jednej strony jesteśmy zakładnikami zawodu, który wykonujemy. Dla wielu ludzi
pierwsze skojarzenie ze światem nauki jest takie, że ta osoba reprezentuje określony poziom wiedzy, w związku z tym
idzie za nią pewien rodzaj autorytetu wynikającego z tej wiedzy. Jest więc wielka odpowiedzialność za słowo. Dlatego
musimy być dalecy od emocji
i od wartościowania. W nauce
cały czas poszukujemy możliwości wypowiadania się w sposób uniwersalizujący przekaz.
Choć wiemy, że zawsze jesteśmy skażeni przyzwyczajeniem
do formułowania ocen. Z drugiej strony, jeśli wypowiadamy
się na temat polityki, a ona dotyczy żywych organizmów politycznych, to czasem ścieramy
się z politykami. Oni mają swoje
zdanie. Mogą widzieć nas, jako
osoby opiniotwórcze i chcieć
skaperować, jeśli będą w tym
widzieć swój interes polityczny.
Musimy być tego świadomi.
Najważniejszą rzeczą jest zachowanie wolności do wypowiadania się, które jest konsekwencją myślenia naukowego,
do zarządzania swoim sposobem myślenia a nie po prostu
reagowaniem emocjonalnie
na to, co się dzieje.
- Najbezpieczniej jest chyba
być po prostu politologiemnaukowcem, ale Pan ma polityczny temperament... Może
to być różnie oceniane w Pana środowisku.
- Część z nas jest rzeczywiście
zakładnikiem swego temperamentu. Jest w nas chęć tłumaczenia politycznej rzeczywistości, prostowania jej tam,
gdzie jest ona w naszym przekonaniu „zakrzywiona”. Musimy sobie jednak zdawać sprawę z tego, że politolodzy wypowiadający się w mediach
w sposób stanowczy też w jakiś sposób wpływają na swoje
przyszłe losy. Mogą wybrać
ścieżkę polityczną, ale wtedy
przestają być komentatorem,
ekspertem. To bilet w jedną
stronę. Z drugiej strony jest
FOT. KAMIL MŁYŃCZYK
Rozmowa z doktorem Łukaszem Młyńczykiem, adiunktem w Zakładzie Teorii i Metodologii Badań Politologicznych
Instytutu Politologii UZ, a jednocześnie komentatorem życia politycznego w kraju i w regionie.
- W przypadku politologów świat nauki przenika się ze światem zawodowej polityki. Trzeba pamiętać o zachowywaniu zdrowego dystansu – podkreśla dr Łukasz Młyńczyk.
własne środowisko, które ocenia, jak taka aktywność konkretnego naukowca przekłada
się na jego aktywność naukową. Czy rzutuje na nią w sposób pozytywny czy negatywny.
- Czy w związku z Pana aktywnością komentatorską
spotkał się Pan z naciskami
lub sugestiami ze strony lokalnych polityków?
- Większość naszych wypowiedzi rzeczywiście jest odbierana
na zasadzie: - Po której on jest
stronie? Jeżeli np. wypowiadam się za rozwiązaniem, które
zaproponował lokalny polityk,
to ktoś siłą rzeczy może pytać,
czy ten polityk zadbał o to, żebym się tak wypowiedział. Jednak ja osobiście nie jestem
uzależniony od żadnych instytucji czy osób, nigdy nie spotkałem się z naciskami, co jest
komfortem w tego typu zaan-
gażowaniu. Staram się zachować obiektywizm, choć ideału
nie da się osiągnąć.
- Proszę opowiedzieć jeszcze
o swoich zainteresowaniach
badawczych.
- Koncentrują się one wokół teorii polityki i metodologii badań, czyli samego sposobu
prowadzenia badań politologicznych. Potrzeba, żeby rozdzielić potoczne sądy polityczne od sądów stricte naukowych dojrzewała we mnie stopniowo. Często w politologii
idziemy na skróty i przyjmujemy za pewnik chociażby pojęcia, które powstały w mediach.
Świat nauki powinien jednak
podchodzić do nich bardziej
restrykcyjnie. Punktem wyjścia
jest zawsze zastanowienie się,
czy coś w ogóle podlega zbadaniu, jakie pojęcia konkretnie
dotyczą danego zjawiska.
A przede wszystkim poszukiwanie pytań, a w konsekwencji
próba odpowiedzi na nie. Wszędzie tam gdzie słyszymy w polityce popularne hasła, jak
choćby teraz: afera, skandal,
katastrofa, tam naukowiec powinien postawić znak zapytania i zastanowić się, czy rzeczywiście dane określenie znajduje odzwierciedlenie w rzeczywistości. Naszym zadaniem, jako
politologów, jest nie brać
wszystkiego na wiarę, nie spekulować, ale starać się o sąd,
który będzie poparty naukowo.
Często w obszarze wiedzy potocznej wydaje nam się, że coś
jest absolutnie, w stu procentach prawdopodobne, wręcz
oczywiste. Dla naukowców ten
poziom prawdopodobieństwa
jest dostateczny, żeby się nim
zajmować, ale w praktyce może się okazać, że tak naprawdę
nie mieliśmy racji. Ale to też
jest wkład w naukę, bo udowodniliśmy, że coś nie istnieje.
- Przymierza się Pan do habilitacji?
- Nawet bardziej niż przymierzam. Napisałem książkę, ukaże się za dwa miesiące. To
książka, która przygląda się
scenie politycznej i Polakom
z punktu widzenia dwóch kategorii: kreatywności i próżnowania. Jednocześnie pracuję
nad habilitacją. Nieformalny tytuł to „Teoria polityczna miasta
przeciętnego”. Myślę, że będzie
gotowa pod koniec roku.
W przyszłym mógłbym aplikować o habilitację.
- Nie ma Pan jeszcze czterdziestki. Pogratulować tempa pracy...
- Mam 37 lat.
Grażyna Zwolińska
2
WTOREK, 29 LIPCA 2014 GAZETA LUBUSKA
Strefa nauki
O zielonej mowie i płci w języku
- Pani praca habilitacyjna
ma tytuł „Dyskurs ekologiczny w debacie publicznej”. Czego dotyczy?
- Tego, jakim językiem w XXI
wieku mówimy w Polsce
o przyrodzie i o sprawach wiązanych z ekologią. Jak w debacie publicznej kształtowany
jest wizerunek świata natury,
ale też jaki jest nasz stosunek
do przyrody. Uważam, że to są
ważne sprawy. Dużo się w tej
kwestii zmienia, przynajmniej
od wejścia Polski do Unii Europejskiej, kiedy prawnie nam narzucono różne rozwiązania. Nie
wszyscy Polacy chcą się zgodzić z tym, żeby aż tak dużo
przyrody było chronionej. Ciągle jesteśmy na etapie, żeby się
bogacić, konsumować, a nie
dbać o środowisko przyrodnicze. Interesy różnych grup kłócą się ze sobą, ale od 2004 r.
wzrasta w Polsce świadomość
ekologiczna. A już na pewno
od 2007 r., w którym przeżyliśmy swoistą „ekologiczną wojnę domową” przy okazji sporu
o dolinę Rospudy. To był czas,
kiedy kształtowała się świadomość ekologiczna i kiedy kwestie związane z ekologią stały
się pierwszoplanowym wątkiem w debacie publicznej.
Wtedy musieliśmy nauczyć się
o tym mówić inaczej niż dotąd.
I ja to w swojej książce badam.
- Używa Pani w niej określeń:
zielona mowa, ekomowa.
Trudno nie zauważyć, że jak
ekolog nie ma racjonalnych
argumentów, to zaczyna mówić językiem, który już
wcześniej na własny użytek
nazwałam ekomową. Choć
pewnie dla Pani to słowo ma
nieco inne znaczenie?
- Dla mnie zielona mowa to
mowa, w której wyraźna jest
dbałość o środowisko przyrodnicze. Natomiast ekomowa to
jest ta zielona mowa, ale powierzchniowa. To ozdobniki,
powierzchniowe elementy, które tylko udają mowę zaangażowaną ekologicznie. Dużo jest
takich wyrazów. Już sam człon
eko stał się tak wieloznaczny,
że właściwie nie oznacza nic.
Albo wszystko.
- Mamy ekojaja, ekomeble,
ekomakarony, wręczekomajtki...
- Ekowesele, ekowakacje... Albo
ekospotkanie... Bez kontekstu
nie wiadomo, czy to spotkanie
na łonie przyrody, czy spotkanie o ekologii.
Nadużywamy cząstki eko.
W jednym z tekstów, które badałam, opisana została kłótnia
między mieszkańcami osiedla,
które się nazywało Ekopark,
a pobliskim składowiskiem odpadów, które kryło się za szyldem Ekodolina! Tytuł tego
tekstu brzmiał: Jedno eko
za daleko…
- Najgorsze jest to, że jak
w dyskusji na jakiś temat
ośmielę się mieć inne zdanie
niż ekolog, to wystarczy, że
on zacznie używać ekomowy
i już uważa, że musi mieć rację. Bo eko jest na topie.
- Badania potwierdzają, że ekolodzy w debacie publicznej są
bardzo ekspansywni. Nie wiem,
czy agresywni. Chętnie zabierają głos tonem nie znoszącym
sprzeciwu. Oni rzadko „mówią”,
zwykle „protestują”. Nie wypowiadają się w sposób neutralny, lecz wyrażający emocje. Tak
przynajmniej obrazuje się ich
w mediach.
- To przyciąga młodych. To
też schodzi w stronę ideologii.
Trzeba zdać sobie sprawę z tego, że ekologia zakłada pewien
światopogląd, w którym człowiek nie jest „koroną stworzenia”, lecz po prostu elementem
FOT. KAZIMIERZ ADAMCZEWSKI
Rozmowa z prof. UZ, dr hab. Magdaleną Steciąg z Zakładu Komunikacji Językowej w Instytucie Filologii Polskiej
Uniwersytetu Zielonogórskiego
- Ekolodzy w debacie publicznej są bardzo ekspansywni. Zabierają głos tonem nie znoszącym sprzeciwu. Oni rzadko
„mówią”, zwykle „protestują” – przyznaje prof. Magdalena
Steciąg.
świata przyrody, na dodatek
dość szkodliwym dla całości
życia na Ziemi. Taka perspektywa odróżnia ekologów od „normalnych” ludzi, którzy patrzą
na świat antropocentrycznie,
czyli umieszczają siebie w jego
centrum. Te dwa światopoglądy kłócą się ze sobą, co rodzi
ideologiczne spory, w których
ekolodzy chętnie uczestniczą,
wprowadzając swój partykularny punkt widzenia do głównego nurtu.
- Jak to się stało, że zajęła się
Pani dyskursem ekologicznym w debacie publicznej?
- Ekologia właściwie przyszła
do mnie sama, kiedy poproszono mnie, żebym przeprowadziła
warsztaty pisania dla młodych
ekologów. Potem był dziennikarski obóz studencki
w Łagowie Lubuskim „Eko jest
trendy”. Mówiliśmy, jak uprawiać dziennikarstwo ekologiczne. Rok 2007, to było coś nowego.Takiego hasła nie było w żadnym podręczniku. Pojawiło się
jako dziennikarstwo przyrodnicze dopiero w 2010 r. w książce
„Biblia dziennikarstwa”.Tymczasem w USA to dział z ogromnymi tradycjami. Postanowiłam
napisać książkę o dziennikarstwie ekologicznym, ale zabrakło mi narzędzi, poruszałam się
trochę po omacku. Potem wyjechałam na stypendium naukowe do Danii.Tam zdobyłam odpowiednie narzędzia językoznawcze, a konkretniej –
ekolingwistyczne, które rzuciły
nowe światło na debatę o ekologii.Współpraca z europejskimi
ekolingwistami była dla mnie
ogromną intelektualną przygodą.Wciąż ją zresztą kontynuujemy, a Duńczycy regularnie
odwiedzają Zieloną Górę.
- Interesuje się też Pani naukowo tym, co nazywa się
płcią w języku. Jest Pani feministką?
- Tak. Często w swoich felietonach radiowych (pod nazwiskiem panieńskim, jako Magda
Makowska), podejmowałam
problem równouprawnienia kobiet.
- Przypomnę może Czytelnikom, że w lutym odebrała Pani w Kancelarii Rady Ministrów w Warszawie III nagrodę w konkursie „Media równych szans” za cykl felietonów w Radiu Zielona Góra
„MakOOFska łapie za słówka”, doceniony przez
pełnomocniczkę rządu
do spraw równego traktowania. Ale wróćmy do płci w języku...
- To także nowy nurt w językoznawstwie, który pokazuje, że
polszczyzna jest
męskocentryczna. Jak mówimy „studenci”, to dotyczy to
i mężczyzn, i kobiet. Ale jak
mówimy studentki – to tylko
kobiet. Formy żeńskie są nacechowane płciowo. Formy męskie są generyczne. Uchodzą
też za bardziej prestiżowe, poważniejsze.
- To dlatego często kierowniczka woli, by ją nazywać
kierownikiem?
- Właśnie.
- Czy dalsza Pani praca naukowa pójdzie w tym kierunku?
- Jeszcze nie mam sprecyzowanego pomysłu, ale przyznaję, że bardzo mnie interesują
dyskursy emancypacyjne, równościowe. Wprowadzają do języka nowe wartości.
- Będzie też Pani pewnie prowadzić zajęcia dla studentów
dziennikarstwa na UZ...
- Dziennikarstwo po raz pierwszy jest na naszym uniwersytecie samodzielnym kierunkiem.
Będzie to dziennikarstwo trochę inne niż klasyczne. Trzeba
brać pod uwagę rynek pracy.
Chcemy kształcić wszechstronnego fachowca, który będzie potrafił i przeprowadzić
wywiad, i zrobić zdjęcie, i zaprojektować stronę
internetową. Chcielibyśmy, żeby nasi studenci otworzyli się
na zawody
okołodziennikarskie, choćby
w mediach internetowych. A co
do moich zajęć, to postaram
się wykorzystać swoją praktykę i lata obserwacji fascynującego świata mediów na warsztatach dziennikarskich.
- Dużo tego, jak na osobę,
która ma dopiero 38 lat...
Grażyna Zwolińska
Uniwersytet Zielonogórski znalazł się wśród dziesięciu uczelni
akademickich, które otrzymały
certyfikat Uczelnia Liderów. To
duże wyróżnienie.
Certyfikaty te trafiły do szkół
wyższych, które - w opinii komisji certyfikacyjnej - cechują się
działaniami zorientowanymi
na edukację praktyczną studentów,innowacyjnością oferty oraz
oryginalnymi formami współpracy z otoczeniem społecznogospodarczym.
Program Uczelnia Liderów realizowany jest od stycznia 2011
roku przez Fundację Rozwoju
Edukacji i Szkolnictwa Wyższego i Agencję PRC. Honorowy patronat nad projektem sprawuje
prof.Jerzy Buzek,przewodniczący Parlamentu Europejskiego
w latach 2009-2012. Program
służy promowaniu najlepszych
polskich uczelni oraz wartościowych ofert na rynku szkolnictwa
wyższego.A także wskazywaniu
kandydatom na studia uczelni
kształcących w oparciu o nowoczesne, innowacyjne programy
studiów, zgodnie z potrzebami
rynku pracy.
Certyfikaty Uczelnia Liderów
otrzymały w tym roku uczelnie,
które uzyskały co najmniej 60
FOT. KAZIMIERZ ADAMCZEWSKI
Certyfikat Uczelnia Liderów dla naszego uniwersytetu
Certyfikat Uczelnia Liderów to duże wyróżnienie dla Uniwersytetu Zielonogórskiego
punktów na 100 możliwych
do zdobycia.Zarząd Fundacji dodatkowo uhonorował te szkoły
wyższe, które uzyskały najwięcej punktów rankingowych. Były wśród nich uczelnie nagrodzone maksymalną liczbą punktów.
Szkoły ocenione najwyżej otrzymały pamiątkowe statuetki i dyplomy Primus. Na podkreślenie
zasługuje fakt, że wśród wyróżnionych dodatkową nagrodą
znalazł się także Uniwersytet
Zielonogórski.
Certyfikaty Uczelnia Liderów
przyznawane są na rok (od
czerwca do czerwca). Otrzymują je szkoły wyższe, które starają
się kształcić absolwentów atrakcyjnych dla rynku pracy, twórczych, kreatywnych, wyposażonych w szeroką wiedzę i umiejętności praktyczne. W tym roku
trafiły do 10 publicznych uczelni
akademickich, 11 państwowych
wyższych szkół zawodowych,23
niepublicznych uczelni magisterskich oraz dwóch niepublicznych
uczelni licencjackich.
18 czerwca na Uniwersytecie
Wrocławskim odbyła się uroczystość podsumowująca tegoroczną,czwartą już edycję,Ogólnopolskiego Programu Certyfikacji Szkół Wyższych Uczelnia
Liderów.
3
GAZETA LUBUSKA WTOREK, 29 LIPCA 2014
Strefa nauki
Wydarzenia na UZ
w skrócie
Kiedyś będą wspomagać
wprowadzanie eurowaluty
O
miarze krajowym i międzynarodowym) wpływających na zachowania rynków finansowych
i gospodarki. Studia kończą się
egzaminem centralnym w formie pisemnej. Egzamin składa
się z testu i eseju. Tematy eseju
i pytania przygotowane są przez
NBP.
Wszyscy absolwenci tych
studiów mają szansę na umieszczenie w bazie NBP. W momencie ustalenia daty wejścia Polski
do Unii Gospodarczej i Walutowej mogą zostać zatrudnieni jako eksperci w trakcie przeprowadzanej kampanii informacyjnej.
Znajdą też pracę później w różnych instytucjach, gdzie będą
mogli pracować przy ich dostosowaniu monetarnym.
Studia podyplomowe „Mechanizmy funkcjonowania strefy euro” realizowane są w całej
Polsce (po jednym ośrodku akademickim w każdym województwie). Ich celem jest edukacja
ekonomiczna elit na temat zasad funkcjonowania strefy euro
oraz historii Unii Gospodarczej
i Walutowej. Podczas zajęć słuchaczom przekazywana jest
wszechstronna wiedza na temat
procesu wymiany narodowej
waluty oraz mechanizmów funkcjonowania strefy euro.Perspektywa wejścia Polski do tego obszaru to (obok rozpoczęcia tran-
O kondycji roślin
w warunkach stresu
To była pierwsza publiczna obrona rozprawy doktorskiej na Wydziale Nauk Biologicznych Uniwersytetu Zielonogórskiego. Jej
tytuł to „Kondycja roślin w warunkach stresu środowiskowego”.
Rozprawy, wykonanej na Wydziale Lekarskim Collegium
Medicum im.Ludwika Rydygiera
w Bydgoszczy Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu,
pod kierunkiem prof. Piotra Kamińskiego, broniła mgr Beata
Koim-Puchowska
Autorka prowadziła swoje badania na obszarze tzw.
Inowrocławskiego Regionu Zagrożenia Ekologicznego, obejmującego okolice zakładów sodowych, wysypiska i tereny sąsiadujące, okolice zbiorników/cieków wodnych i obszary
użytkowane rolniczo. Środowisko kontrolne stanowiły tereny
Borów Tucholskich.
Jej praca dotyczy wybranych
aspektów związanych z analizą
środowiskowych uwarunkowań
kondycji dwóch grup roślin:
glikofitów i halofitów rosnących
na terenach o różnym stopniu
degradacji środowiska.
Mgr Beata Koim-Puchowska
przeprowadziła obszerne badania zdolności bioakumulacyjnych
wybranych pierwiastków chemicznych (sód, potas, wapń,
magnez, żelazo, cynk, miedź,
mangan, kobalt, selen, glin, molibden,ołów,kadm,nikiel,chrom),
kumulowanych przez korzenie
iczęścinadziemnewybranychroślin (bez czarny, trzcina, pospolita,krwawnik pospolity,pokrzywa
zwyczajna, ostrożeń polny, mannica odstająca, soliród zielny).
Szczególnej analizie poddano
mechanizm i konsekwencje środowiskowe wynikające zmigracji
badanych pierwiastków z korzenia do części nadziemnych.
Tegoroczni absolwenci studiów podyplomowych „Mechanizmy funkcjonowania strefy euro” historię i zasady funkcjonowania strefy euro mają w jednym palcu.
sformacji gospodarczej na początku lat 90. i uzyskania członkostwa w Unii Europejskiej
w 2004 r.) jedno z najważniejszych wydarzeń dla naszego kraju.Doświadczenia innych państw
wskazują, że wzrost społecznego poparcia dla wprowadzenia
europejskiej waluty, jak i zmniejszenie obaw przed ewentualnymi niekorzystnymi skutkami zastąpienia waluty narodowej
przez euro, zależy przede
wszystkim od poziomu wiedzy
o wspólnej walucie i o przebiegu
procesu wymiany.
Warto podkreślić, że za tegoroczną edycję studiów podyplomowych „Mechanizmy funkcjonowania strefy euro” UniwersytetZielonogórski otrzymał nominację Monitora Rynkowego (dodatek do Dziennika Gazety Prawnej) do tytułu EuroSYMBOL Nowoczesnego Kształcenia 2014.
Studia prowadzone były
w trybie niestacjonarnym - zajęcia odbywały się w soboty
i niedziele. Kadra wykładowców pochodziła z różnych
ośrodków akademickich w Polsce.
Badali wytrzymałość
wiaduktu
UniwersytetZielonogórski został
członkiem Północno-Zachodniego Centrum Biogospodarki
BIOAgroTech. To inicjatywa
uczelni i instytutów z województwa wielkopolskiego,zachodniopomorskiego, lubuskiego i marszałków tych województw.Cel to
intergacja działalności badawczej i wdrożeniowej.
Zespół badawczy Instytutu Budownictwa Uniwersytetu Zielonogórskiego przeprowadził badanie próbnego obciążenia wiaduktu drogowego wybudowanego niedawno w ciągu nowej
obwodnicy Nowej Soli. Wykorzystano cztery samochody
ciężarowe o obciążeniu 40 ton
każdy.
Nowe laboratorium
i możliwości
Dorobek roku
na wystawie
Na Wydziale Matematyki, Informatyki i Ekonometrii UZ utworzono laboratorium dla studentów inżynierii danych. Wezmą
oni też udział w niemiecko-polskiej szkole modelowania matematycznego w Centrum Matematyki w Kaiserslautern
w Niemczech.
Na 23. końcoworocznej wystawie prac plastycznych studentów Instytutu Sztuk Wizualnych Wydziału Artystycznego
zaprezentowano
dorobek
z dziedziny: malarstwa, rysunku, grafiki, intermediów, projektowania graficznego, rzeźby, fotografii.
Pociąg, dworzec...
Niedawna ogólnopolska studencko-doktorancka konferencja
naukowa „Pociąg, dworzec, poczekalnia w literaturze i refleksji
humanistycznej” należała do jednych z najoryginalniejszych.
Dotyczyła szeroko rozumianego tematu przestrzeni kolejowej i jej obrazowania. Mówiono
m.in. o metaforyzacji kolei w literaturze i w dyskursie humanistycznym. Organizatorami było
Koło Naukowe Doktorantów UZ
oraz Studenckie Koło Literaturoznawców UZ, działające
przy Instytucie Filologii Polskiej.
Jeden z najciekawszych referatów przedstawił dr Andrey Kotin
z Instytutu Filologii Germańskiej
UZ. Jego tytuł to „Świat na kołach – przestrzeń pociągu jako
makieta rzeczywistości artystycznej”.
Konferencja spotkała się
z dużym zainteresowaniem,
o czym świadczyły burzliwe dyskusje podsumowujące poszczególne panele. Dzięki temu
spotkaniu przestrzeń kolejowa
objawiła różnorodne treści i zyskała nowy wymiar analityczny.
Za trudne problemy? Co się stało z matmą?
Za trudne dzieci?
Kod zachowań, czyli jak rozumieć bardzo trudne zachowania
dzieci w szkole i przedszkolu i jak
tym dzieciom pomagać - to temat warsztatów pedagogicznych
zorganizowanych na Uniwersytecie.
Warsztaty poprowadziła prof.
Nancy Rappaport z Harvard
Medical School, Boston, USA specjalista psychiatrii dziecięcej
w dziedzinie terapii ekstremalnie
trudnych zachowań dzieci i młodzieży, osoba ogromnym autorytecie i doświadczeniu zawodowym. Pracowała jako psycholog
w kilkunastu amerykańskich najtrudniejszych szkołach, między
innymi w Harlemie w Nowym
Jorku, w których miała do czynienia z wybitnie trudnymi dziećmi i młodzieżą z grupy wysokiego ryzyka.
Prof. Rappaport w interesujący, komunikatywny i profesjo-
nalny sposób mówiła o zachowaniach uczniów, uznanych
przez nauczycieli za trudne.Tłumaczyła ich uwarunkowania,
wskazywała na sposoby rozwiązania problemów.Swe wypowiedzi wzbogacała konkretnymi
przykładami.
Pod koniec marca ukazała się
w Polsce jej książka „Kod zachowania. Praktyczny przewodnik
zrozumienia i nauczania najtrudniejszych uczniów”. Zielona Góra była jednym z czterech polskich miast, w których gościła,
promując książkę.
Warsztaty zorganizowane zostały przez pracowników Katedry Opieki, Terapii i Profilaktyki
Społecznej (Wydział Pedagogiki, Socjologii i Nauk o Zdrowiu
Uniwersytetu Zielonogórskiego)
we współpracy z Urzędem Miasta Zielonej Góry i Stowarzyszeniem Możesz Inaczej w Zielonej
Górze.
FOT. KAZIMIERZ ADAMCZEWSKI
soby o takich
umiejętnościach
kształcone
są
od pięciu lat m.in.
na Uniwersytecie
Zielonogórskim. Robią studia
podyplomowe „Mechanizmy
funkcjonowania strefy euro”.
W tym roku ukończyło je 65
osób. Wzorem lat poprzednich
sześć wyróżnionych osób pojechało po odbiór dyplomów
do Warszawy. W sumie UZ wykształcił już ponad trzystu takich specjalistów.
Studia podyplomowe „Mechanizmy funkcjonowania strefy
euro”prowadzone są przez Wydział Ekonomii i Zarządzania
UZ. Są to studia z zakresu historii i funkcjonowania strefy euro
(Unii Gospodarczej i Walutowej).
Ich celem jest edukacja ekonomiczna elit na temat zasad
funkcjonowania tej strefy oraz
historii Unii Gospodarczo-Walutowej. Projekt jest finansowany
przez Narodowy Bank Polski,
słuchacze uiszczają jedynie
opłatę rekrutacyjną w wysokości 300 zł. Zajęcia odbywają się
w cyklu 15 spotkań sobotnioniedzielnych obejmujących
od 10 do 15 godzin zajęć (wykładów i ćwiczeń). W ramach każdego spotkania przewidziany
jest komentarz aktualnych wydarzeń ekonomicznych (w wy-
FOT. KAZIMIERZ ADAMCZEWSKI
Nie wiemy, kiedy będzie u nas waluta euro, ale już są osoby mające kwalifikacje
do prowadzenia kampanii informacyjnej i pracy w dostosowaniu monetarnym.
Celem rozwój
biogospodarki
Czy wiedza matematyczna jest nam potrzebna i do czego? To
temat rozmowy TV@UZ z Justyną Flis, nauczycielką matematyki w Gimnazjum nr 1 w Zielonej Górze oraz prof. Andrzejem
Cegielskim, głównym organizatorem V Kongresu Młodych
Matematyków Polskich.
Link do materiału TV@UZ:
http://www.tv.uz.zgora.pl/index.php?co-z-ta-matma
4
WTOREK, 29 LIPCA 2014 GAZETA LUBUSKA
Strefa nauki
Nie tylko chodzą na cmentarz
Wdowy nadal mają swoje życie
- Na niedawnej konferencji
naukowej „Starzejąca się kobieta” wygłosiła Pani referat
poświęcony wdowom w okresie tzw. późnej dorosłości.
Skąd taki temat?
- Moje zainteresowania problemem starzenia się człowieka
są kilkunastoletnie. Napisałam
13 lat temu doktorat dotyczący
poczucia jakości życia ludzi
starych. Wtedy w Polsce, także
w literaturze fachowej, tylko incydentalnie mówiono o problemach takich ludzi. Na świecie
to ważny temat w nauce. Niski
wskaźnik urodzeń i przedłużenie się ludzkiego życia powoduje odwrócenie piramidy wiekowej. Także w Polsce przybywa szybko ludzi starych, ubywa
młodych.
- To prawda, ale skąd te wdowy?
- W Polsce to już trzy miliony
takich kobiet. Zwykle samotnych, bo w odróżnieniu
od wdowców, dość rzadko
wchodzą w ponowne związki.
Chciałam zbadać specyfikę życia kobiety w tym okresie
i w takiej sytuacji życiowej. Nie
potwierdził się stereotyp, że to
osoby biedne, stare, chore,
choć i takie też oczywiście są.
W moich pilotażowych badaniach wzięło udział 236 owdowiałych kobiet w wieku od 64
do 83 lat, które teoretycznie
zakończyły okres żałoby
po zmarłym małżonku, czyli
okres od śmierci partnera był
dłuższy niż dwa lata. To wdowy
z wiosek w woj. lubuskim, wielkopolskim i dolnośląskim oraz
mieszkanki Głogowa, Kożucho-
wa, Świebodzina, Międzyrzecza, Nowej Soli.
- Jak więc radzą sobie
po śmierci męża? Może lepiej
niż wdowcy, skoro oni muszą
szukać sobie kolejnej partnerki, bo miewają kłopot
z ogarnięciem domowych
czynności?
- Chcę unikać wartościowania.
Radzą sobie po prostu inaczej.
Badania wykazują, że jak wdowiec w ciągu roku- dwóch nie
znajdzie sobie kobiety, to
wcześniej umiera. Śmierć żony
jest ogromnym stresem. Kobiety radzą sobie z nową sytuacją niekoniecznie szukając
partnera, choć jak go szukają,
to nie ma w tym niczego złego.
- Rodzina często myśli inaczej. Łatwiej wybaczy staremu ojcu znalezienie nowej
partnerki, niż starej matce
nowego partnera....
- Wyniki pokazują, że wdowy
bardzo podlegają temu, co powie rodzina. Są zdeterminowane całą historią życia, systemami wartości, w których tkwiły,
rolą kobiety w domu. W systemach rodzinnych nie było tego,
że jak pochowają męża, mają
sobie szukać nowego. Raczej
powinny zajmować się wnukami. Duża część wdów tak się
zachowuje.
- Pewnie zależy to też od tego, na ile były wcześniej uzależnione od męża?
- Tak. Od stylu przywiązania, jaki był w związku, zależy też styl
„odwiązania” po śmierci męża.
Pamiętajmy, że panie, mające
dziś ponad 80 lat, mogły mieć
nieco inne relacje z mężem, niż
Odpowiedzi na pytanie: Kim był dla Pani zmarły mąż?
FOT. KAZIMIERZ ADAMCZEWSKI
Rozmowa z dr Dorotą Niewiedział, adiunktem z Zakładzie Psychologii na Wydziale Pedagogiki, Socjologii i Nauk
o Zdrowiu Uniwersytetu Zielonogórskiego
- W Polsce trzy miliony kobiet to wdowy. Są zwykle samotne,
bo w odróżnieniu od wdowców, dość rzadko wchodzą w ponowne związki - mówi dr Dorota Niewiedział.
te młodsze. Do tego dochodzi
wykształcenie, miejsce zamieszkania. Jeśli relacja
w związku była dla kobiety bezpieczna, bez lęku i istniała
wspólna przestrzeń do bycia ze
sobą, to taka wdowa jest bardziej otwarta na kolejny związek. Jeśli była to relacja lękowa,
może nie chcieć wiązać się ponownie. Inaczej też reagują
wdowy samodzielne finansowo. Dla tych bardzo zależnych
wcześniej od męża jego śmierć
jest dramatem. Mówi się: jak
wyglądało twoje życie, tak je
kontynuujesz na starość.
- Czy często to przywiązanie
psychiczne do męża trwa nadal, choć już on nie żyje?
- Większość wdów z moich badań to osoby wciąż przywiązane psychiczne. Taka kobieta
jest jakby dalej w związku. Idzie
na grób, rozmawia z mężem.
Nie chce ułożyć sobie życia
inaczej. Wysoka jest też skala
idealizacji zmarłego. To mecha-
nizm leczący, który pomaga
być w żałobie i wyjść z żałoby.
- Uważa się, że wdowieństwo
to dość smutny okres w życiu...
- Pomimo że jest to okres,
w którym dużo się traci, to też
dużo się zyskuje. Wdowieństwo
to wiele strat, ale też wzrost
mądrości, dojrzałości osobowościowej, jeśli przejdzie się
już tę najgorszą rzecz, jaką jest
śmierć partnera. Po żałobie
jest okres zebrania się w sobie,
wejścia w nową rolę. Potem
jest okres adaptacyjny. Mnie
chodziło w badaniach właśnie
o kobiety, które wchodziły
w ten okres. To prawda (pokazały to badania), że u wdów generalnie spada poziom zadowolenia z życia, w porównaniu
z okresem, gdy mąż żył. Ale
może chodzi o to, że zwykle
wyższy poziom zadowolenia
mają ludzie żyjący w parach.
Niezależnie od wieku.
- Czyli jednak ta nasza wdowa jest trochę smutna i samotna?
- Ależ nie! Pustkę po zmarłym
mężu wdowy wypełniają często inaczej niż wdowcy. Generalnie w określonym wieku kobiety zaczynają łączyć się
w kręgi. Nie musi więc chodzić
o partnera, ale o te kręgi kobiece. Wcześniej nie mogły się tak
często się spotykać, bo „on był
niezadowolony, jak wychodziłam z domu”, „musiał być
obiad na czas”. Jako wdowy odkrywają niezależność czasową,
ale i finansową. Są bardziej
wolne. Tworzą kręgi sąsiedzkie,
przyjacielskie, kościelne. Te ko-
biety są różne. Na pewno będą
się nienajlepiej czuły fizycznie,
ale z drugiej strony nieźle sobie
radzą, choć zostały same. To
nie są kobiety, które tylko płaczą za mężem. Sam fakt, że taka wdowa chodzi na cmentarz
i wciąż jest w związku z mężem, to też nic złego To sposób
radzenia sobie z resztą życia
i to nie jest smutne, choć młodzi mogą to tak widzieć.
- Same wdowy tak tego nie
widzą?
- Z moich badań wynika, że
owdowiałe kobiety myślą
o sobie najczęściej, jako
o osobach samowystarczalnych, niezależnych finansowo
i dbających o swoje zdrowie.
Nie wydaje się to dziwne, zważywszy, że samotnie i samodzielnie prowadzą własne gospodarstwa. Dodatkowo postrzegają siebie, jako opiekunki własnych rodzin. Rzadziej
myślą o sobie w kategoriach
atrakcyjności fizycznej, aktywności towarzyskiej. Wychowywały się w czasach, gdy stereotyp tradycyjnej kobiety (matki-pani domu- żony) był dużo
silniejszy niż dziś.
- Następne pokolenia wdów
mogą być więc zupełnie inne?
- Wdowy z mojego badania
w większości realizują tradycyjny scenariusz bycia kobietą.
W następnych pokoleniach
na pewno będzie to wyglądać
inaczej.
- Dziękuję.
Grażyna Zwolińska
Odpowiedzi na pytanie: Czego Pani nie robi, bo nie wypada?