ZGO Uniwersytet ZG - 2014-07-29
Transkrypt
ZGO Uniwersytet ZG - 2014-07-29
Na styku politologii i polityki może być niebezpiecznie nr 7(17) | prowadzący Grażyna Zwolińska, Uniwersytet Zielonogórski, 68 328 25 93, e-mail: [email protected] Wszedł pan na niebezpieczną ścieżkę, łącząc bycie naukowcem z byciem komentatorem politycznym. Jak będzie Pan godził te dwie role? - Chyba rzeczywiście określenie komentator polityczny dobrze odzwierciedla moją ostatnią aktywność. Ale chcę podkreślić, że to aktywność naukowa jest dla mnie najważniejsza i to dzięki niej chciałbym być rozpoznawany. Jak pogodzić te role? W przypadku politologów świat nauki przenika się ze światem zawodowej polityki. Trzeba pamiętać o zachowywaniu zdrowego dystansu. Jest coś takiego jak stan pośredni między byciem naukowcem, a byciem ekspertem. Staram się w tym pośrednim stanie oscylować, ale ze zdecydowanym odchyleniem w stronę nauki, a nie byciem ekspertem w sensie właściwym. Eksperci bywają kojarzeni z określoną opcją polityczną. Często ich ekspertyzy są robione na zamówienie. - Każdy ma jakieś poglądy. Politolog też. Może być obiektywny oceniając polityczną rzeczywistość? - Gdyby politolog miał wygłaszać subiektywne sądy, przestałby być politologiem. Stałby się bardziej publicystą. Od tego staramy się uciekać. Nasze oceny skupiają się raczej na interpretowaniu, analizowaniu zjawiska. Nie dajemy rad, jak coś rozwiązywać, nie to jest naszym celem. - Ale od komentatora politycznego media oczekują natychmiastowego skomentowania gorącego wydarzenia. Nie dają czasu na naukowe ekspertyzy. - I wtedy, dysponując wiedzą dotyczącą określonych zagadnień, przez analogię (co nie jest najszczęśliwszym rozwiązaniem w nauce, bo wnioskowanie przez analogię jest najbardziej zawodnym wnioskowaniem), próbujemy wybrnąć z sytuacji. - Sam Pan przyznaje, że na politologa, który komentuje bieżącą rzeczywistość czeka wiele pułapek. Jak się przed nimi bronić? - Z jednej strony jesteśmy zakładnikami zawodu, który wykonujemy. Dla wielu ludzi pierwsze skojarzenie ze światem nauki jest takie, że ta osoba reprezentuje określony poziom wiedzy, w związku z tym idzie za nią pewien rodzaj autorytetu wynikającego z tej wiedzy. Jest więc wielka odpowiedzialność za słowo. Dlatego musimy być dalecy od emocji i od wartościowania. W nauce cały czas poszukujemy możliwości wypowiadania się w sposób uniwersalizujący przekaz. Choć wiemy, że zawsze jesteśmy skażeni przyzwyczajeniem do formułowania ocen. Z drugiej strony, jeśli wypowiadamy się na temat polityki, a ona dotyczy żywych organizmów politycznych, to czasem ścieramy się z politykami. Oni mają swoje zdanie. Mogą widzieć nas, jako osoby opiniotwórcze i chcieć skaperować, jeśli będą w tym widzieć swój interes polityczny. Musimy być tego świadomi. Najważniejszą rzeczą jest zachowanie wolności do wypowiadania się, które jest konsekwencją myślenia naukowego, do zarządzania swoim sposobem myślenia a nie po prostu reagowaniem emocjonalnie na to, co się dzieje. - Najbezpieczniej jest chyba być po prostu politologiemnaukowcem, ale Pan ma polityczny temperament... Może to być różnie oceniane w Pana środowisku. - Część z nas jest rzeczywiście zakładnikiem swego temperamentu. Jest w nas chęć tłumaczenia politycznej rzeczywistości, prostowania jej tam, gdzie jest ona w naszym przekonaniu „zakrzywiona”. Musimy sobie jednak zdawać sprawę z tego, że politolodzy wypowiadający się w mediach w sposób stanowczy też w jakiś sposób wpływają na swoje przyszłe losy. Mogą wybrać ścieżkę polityczną, ale wtedy przestają być komentatorem, ekspertem. To bilet w jedną stronę. Z drugiej strony jest FOT. KAMIL MŁYŃCZYK Rozmowa z doktorem Łukaszem Młyńczykiem, adiunktem w Zakładzie Teorii i Metodologii Badań Politologicznych Instytutu Politologii UZ, a jednocześnie komentatorem życia politycznego w kraju i w regionie. - W przypadku politologów świat nauki przenika się ze światem zawodowej polityki. Trzeba pamiętać o zachowywaniu zdrowego dystansu – podkreśla dr Łukasz Młyńczyk. własne środowisko, które ocenia, jak taka aktywność konkretnego naukowca przekłada się na jego aktywność naukową. Czy rzutuje na nią w sposób pozytywny czy negatywny. - Czy w związku z Pana aktywnością komentatorską spotkał się Pan z naciskami lub sugestiami ze strony lokalnych polityków? - Większość naszych wypowiedzi rzeczywiście jest odbierana na zasadzie: - Po której on jest stronie? Jeżeli np. wypowiadam się za rozwiązaniem, które zaproponował lokalny polityk, to ktoś siłą rzeczy może pytać, czy ten polityk zadbał o to, żebym się tak wypowiedział. Jednak ja osobiście nie jestem uzależniony od żadnych instytucji czy osób, nigdy nie spotkałem się z naciskami, co jest komfortem w tego typu zaan- gażowaniu. Staram się zachować obiektywizm, choć ideału nie da się osiągnąć. - Proszę opowiedzieć jeszcze o swoich zainteresowaniach badawczych. - Koncentrują się one wokół teorii polityki i metodologii badań, czyli samego sposobu prowadzenia badań politologicznych. Potrzeba, żeby rozdzielić potoczne sądy polityczne od sądów stricte naukowych dojrzewała we mnie stopniowo. Często w politologii idziemy na skróty i przyjmujemy za pewnik chociażby pojęcia, które powstały w mediach. Świat nauki powinien jednak podchodzić do nich bardziej restrykcyjnie. Punktem wyjścia jest zawsze zastanowienie się, czy coś w ogóle podlega zbadaniu, jakie pojęcia konkretnie dotyczą danego zjawiska. A przede wszystkim poszukiwanie pytań, a w konsekwencji próba odpowiedzi na nie. Wszędzie tam gdzie słyszymy w polityce popularne hasła, jak choćby teraz: afera, skandal, katastrofa, tam naukowiec powinien postawić znak zapytania i zastanowić się, czy rzeczywiście dane określenie znajduje odzwierciedlenie w rzeczywistości. Naszym zadaniem, jako politologów, jest nie brać wszystkiego na wiarę, nie spekulować, ale starać się o sąd, który będzie poparty naukowo. Często w obszarze wiedzy potocznej wydaje nam się, że coś jest absolutnie, w stu procentach prawdopodobne, wręcz oczywiste. Dla naukowców ten poziom prawdopodobieństwa jest dostateczny, żeby się nim zajmować, ale w praktyce może się okazać, że tak naprawdę nie mieliśmy racji. Ale to też jest wkład w naukę, bo udowodniliśmy, że coś nie istnieje. - Przymierza się Pan do habilitacji? - Nawet bardziej niż przymierzam. Napisałem książkę, ukaże się za dwa miesiące. To książka, która przygląda się scenie politycznej i Polakom z punktu widzenia dwóch kategorii: kreatywności i próżnowania. Jednocześnie pracuję nad habilitacją. Nieformalny tytuł to „Teoria polityczna miasta przeciętnego”. Myślę, że będzie gotowa pod koniec roku. W przyszłym mógłbym aplikować o habilitację. - Nie ma Pan jeszcze czterdziestki. Pogratulować tempa pracy... - Mam 37 lat. Grażyna Zwolińska 2 WTOREK, 29 LIPCA 2014 GAZETA LUBUSKA Strefa nauki O zielonej mowie i płci w języku - Pani praca habilitacyjna ma tytuł „Dyskurs ekologiczny w debacie publicznej”. Czego dotyczy? - Tego, jakim językiem w XXI wieku mówimy w Polsce o przyrodzie i o sprawach wiązanych z ekologią. Jak w debacie publicznej kształtowany jest wizerunek świata natury, ale też jaki jest nasz stosunek do przyrody. Uważam, że to są ważne sprawy. Dużo się w tej kwestii zmienia, przynajmniej od wejścia Polski do Unii Europejskiej, kiedy prawnie nam narzucono różne rozwiązania. Nie wszyscy Polacy chcą się zgodzić z tym, żeby aż tak dużo przyrody było chronionej. Ciągle jesteśmy na etapie, żeby się bogacić, konsumować, a nie dbać o środowisko przyrodnicze. Interesy różnych grup kłócą się ze sobą, ale od 2004 r. wzrasta w Polsce świadomość ekologiczna. A już na pewno od 2007 r., w którym przeżyliśmy swoistą „ekologiczną wojnę domową” przy okazji sporu o dolinę Rospudy. To był czas, kiedy kształtowała się świadomość ekologiczna i kiedy kwestie związane z ekologią stały się pierwszoplanowym wątkiem w debacie publicznej. Wtedy musieliśmy nauczyć się o tym mówić inaczej niż dotąd. I ja to w swojej książce badam. - Używa Pani w niej określeń: zielona mowa, ekomowa. Trudno nie zauważyć, że jak ekolog nie ma racjonalnych argumentów, to zaczyna mówić językiem, który już wcześniej na własny użytek nazwałam ekomową. Choć pewnie dla Pani to słowo ma nieco inne znaczenie? - Dla mnie zielona mowa to mowa, w której wyraźna jest dbałość o środowisko przyrodnicze. Natomiast ekomowa to jest ta zielona mowa, ale powierzchniowa. To ozdobniki, powierzchniowe elementy, które tylko udają mowę zaangażowaną ekologicznie. Dużo jest takich wyrazów. Już sam człon eko stał się tak wieloznaczny, że właściwie nie oznacza nic. Albo wszystko. - Mamy ekojaja, ekomeble, ekomakarony, wręczekomajtki... - Ekowesele, ekowakacje... Albo ekospotkanie... Bez kontekstu nie wiadomo, czy to spotkanie na łonie przyrody, czy spotkanie o ekologii. Nadużywamy cząstki eko. W jednym z tekstów, które badałam, opisana została kłótnia między mieszkańcami osiedla, które się nazywało Ekopark, a pobliskim składowiskiem odpadów, które kryło się za szyldem Ekodolina! Tytuł tego tekstu brzmiał: Jedno eko za daleko… - Najgorsze jest to, że jak w dyskusji na jakiś temat ośmielę się mieć inne zdanie niż ekolog, to wystarczy, że on zacznie używać ekomowy i już uważa, że musi mieć rację. Bo eko jest na topie. - Badania potwierdzają, że ekolodzy w debacie publicznej są bardzo ekspansywni. Nie wiem, czy agresywni. Chętnie zabierają głos tonem nie znoszącym sprzeciwu. Oni rzadko „mówią”, zwykle „protestują”. Nie wypowiadają się w sposób neutralny, lecz wyrażający emocje. Tak przynajmniej obrazuje się ich w mediach. - To przyciąga młodych. To też schodzi w stronę ideologii. Trzeba zdać sobie sprawę z tego, że ekologia zakłada pewien światopogląd, w którym człowiek nie jest „koroną stworzenia”, lecz po prostu elementem FOT. KAZIMIERZ ADAMCZEWSKI Rozmowa z prof. UZ, dr hab. Magdaleną Steciąg z Zakładu Komunikacji Językowej w Instytucie Filologii Polskiej Uniwersytetu Zielonogórskiego - Ekolodzy w debacie publicznej są bardzo ekspansywni. Zabierają głos tonem nie znoszącym sprzeciwu. Oni rzadko „mówią”, zwykle „protestują” – przyznaje prof. Magdalena Steciąg. świata przyrody, na dodatek dość szkodliwym dla całości życia na Ziemi. Taka perspektywa odróżnia ekologów od „normalnych” ludzi, którzy patrzą na świat antropocentrycznie, czyli umieszczają siebie w jego centrum. Te dwa światopoglądy kłócą się ze sobą, co rodzi ideologiczne spory, w których ekolodzy chętnie uczestniczą, wprowadzając swój partykularny punkt widzenia do głównego nurtu. - Jak to się stało, że zajęła się Pani dyskursem ekologicznym w debacie publicznej? - Ekologia właściwie przyszła do mnie sama, kiedy poproszono mnie, żebym przeprowadziła warsztaty pisania dla młodych ekologów. Potem był dziennikarski obóz studencki w Łagowie Lubuskim „Eko jest trendy”. Mówiliśmy, jak uprawiać dziennikarstwo ekologiczne. Rok 2007, to było coś nowego.Takiego hasła nie było w żadnym podręczniku. Pojawiło się jako dziennikarstwo przyrodnicze dopiero w 2010 r. w książce „Biblia dziennikarstwa”.Tymczasem w USA to dział z ogromnymi tradycjami. Postanowiłam napisać książkę o dziennikarstwie ekologicznym, ale zabrakło mi narzędzi, poruszałam się trochę po omacku. Potem wyjechałam na stypendium naukowe do Danii.Tam zdobyłam odpowiednie narzędzia językoznawcze, a konkretniej – ekolingwistyczne, które rzuciły nowe światło na debatę o ekologii.Współpraca z europejskimi ekolingwistami była dla mnie ogromną intelektualną przygodą.Wciąż ją zresztą kontynuujemy, a Duńczycy regularnie odwiedzają Zieloną Górę. - Interesuje się też Pani naukowo tym, co nazywa się płcią w języku. Jest Pani feministką? - Tak. Często w swoich felietonach radiowych (pod nazwiskiem panieńskim, jako Magda Makowska), podejmowałam problem równouprawnienia kobiet. - Przypomnę może Czytelnikom, że w lutym odebrała Pani w Kancelarii Rady Ministrów w Warszawie III nagrodę w konkursie „Media równych szans” za cykl felietonów w Radiu Zielona Góra „MakOOFska łapie za słówka”, doceniony przez pełnomocniczkę rządu do spraw równego traktowania. Ale wróćmy do płci w języku... - To także nowy nurt w językoznawstwie, który pokazuje, że polszczyzna jest męskocentryczna. Jak mówimy „studenci”, to dotyczy to i mężczyzn, i kobiet. Ale jak mówimy studentki – to tylko kobiet. Formy żeńskie są nacechowane płciowo. Formy męskie są generyczne. Uchodzą też za bardziej prestiżowe, poważniejsze. - To dlatego często kierowniczka woli, by ją nazywać kierownikiem? - Właśnie. - Czy dalsza Pani praca naukowa pójdzie w tym kierunku? - Jeszcze nie mam sprecyzowanego pomysłu, ale przyznaję, że bardzo mnie interesują dyskursy emancypacyjne, równościowe. Wprowadzają do języka nowe wartości. - Będzie też Pani pewnie prowadzić zajęcia dla studentów dziennikarstwa na UZ... - Dziennikarstwo po raz pierwszy jest na naszym uniwersytecie samodzielnym kierunkiem. Będzie to dziennikarstwo trochę inne niż klasyczne. Trzeba brać pod uwagę rynek pracy. Chcemy kształcić wszechstronnego fachowca, który będzie potrafił i przeprowadzić wywiad, i zrobić zdjęcie, i zaprojektować stronę internetową. Chcielibyśmy, żeby nasi studenci otworzyli się na zawody okołodziennikarskie, choćby w mediach internetowych. A co do moich zajęć, to postaram się wykorzystać swoją praktykę i lata obserwacji fascynującego świata mediów na warsztatach dziennikarskich. - Dużo tego, jak na osobę, która ma dopiero 38 lat... Grażyna Zwolińska Uniwersytet Zielonogórski znalazł się wśród dziesięciu uczelni akademickich, które otrzymały certyfikat Uczelnia Liderów. To duże wyróżnienie. Certyfikaty te trafiły do szkół wyższych, które - w opinii komisji certyfikacyjnej - cechują się działaniami zorientowanymi na edukację praktyczną studentów,innowacyjnością oferty oraz oryginalnymi formami współpracy z otoczeniem społecznogospodarczym. Program Uczelnia Liderów realizowany jest od stycznia 2011 roku przez Fundację Rozwoju Edukacji i Szkolnictwa Wyższego i Agencję PRC. Honorowy patronat nad projektem sprawuje prof.Jerzy Buzek,przewodniczący Parlamentu Europejskiego w latach 2009-2012. Program służy promowaniu najlepszych polskich uczelni oraz wartościowych ofert na rynku szkolnictwa wyższego.A także wskazywaniu kandydatom na studia uczelni kształcących w oparciu o nowoczesne, innowacyjne programy studiów, zgodnie z potrzebami rynku pracy. Certyfikaty Uczelnia Liderów otrzymały w tym roku uczelnie, które uzyskały co najmniej 60 FOT. KAZIMIERZ ADAMCZEWSKI Certyfikat Uczelnia Liderów dla naszego uniwersytetu Certyfikat Uczelnia Liderów to duże wyróżnienie dla Uniwersytetu Zielonogórskiego punktów na 100 możliwych do zdobycia.Zarząd Fundacji dodatkowo uhonorował te szkoły wyższe, które uzyskały najwięcej punktów rankingowych. Były wśród nich uczelnie nagrodzone maksymalną liczbą punktów. Szkoły ocenione najwyżej otrzymały pamiątkowe statuetki i dyplomy Primus. Na podkreślenie zasługuje fakt, że wśród wyróżnionych dodatkową nagrodą znalazł się także Uniwersytet Zielonogórski. Certyfikaty Uczelnia Liderów przyznawane są na rok (od czerwca do czerwca). Otrzymują je szkoły wyższe, które starają się kształcić absolwentów atrakcyjnych dla rynku pracy, twórczych, kreatywnych, wyposażonych w szeroką wiedzę i umiejętności praktyczne. W tym roku trafiły do 10 publicznych uczelni akademickich, 11 państwowych wyższych szkół zawodowych,23 niepublicznych uczelni magisterskich oraz dwóch niepublicznych uczelni licencjackich. 18 czerwca na Uniwersytecie Wrocławskim odbyła się uroczystość podsumowująca tegoroczną,czwartą już edycję,Ogólnopolskiego Programu Certyfikacji Szkół Wyższych Uczelnia Liderów. 3 GAZETA LUBUSKA WTOREK, 29 LIPCA 2014 Strefa nauki Wydarzenia na UZ w skrócie Kiedyś będą wspomagać wprowadzanie eurowaluty O miarze krajowym i międzynarodowym) wpływających na zachowania rynków finansowych i gospodarki. Studia kończą się egzaminem centralnym w formie pisemnej. Egzamin składa się z testu i eseju. Tematy eseju i pytania przygotowane są przez NBP. Wszyscy absolwenci tych studiów mają szansę na umieszczenie w bazie NBP. W momencie ustalenia daty wejścia Polski do Unii Gospodarczej i Walutowej mogą zostać zatrudnieni jako eksperci w trakcie przeprowadzanej kampanii informacyjnej. Znajdą też pracę później w różnych instytucjach, gdzie będą mogli pracować przy ich dostosowaniu monetarnym. Studia podyplomowe „Mechanizmy funkcjonowania strefy euro” realizowane są w całej Polsce (po jednym ośrodku akademickim w każdym województwie). Ich celem jest edukacja ekonomiczna elit na temat zasad funkcjonowania strefy euro oraz historii Unii Gospodarczej i Walutowej. Podczas zajęć słuchaczom przekazywana jest wszechstronna wiedza na temat procesu wymiany narodowej waluty oraz mechanizmów funkcjonowania strefy euro.Perspektywa wejścia Polski do tego obszaru to (obok rozpoczęcia tran- O kondycji roślin w warunkach stresu To była pierwsza publiczna obrona rozprawy doktorskiej na Wydziale Nauk Biologicznych Uniwersytetu Zielonogórskiego. Jej tytuł to „Kondycja roślin w warunkach stresu środowiskowego”. Rozprawy, wykonanej na Wydziale Lekarskim Collegium Medicum im.Ludwika Rydygiera w Bydgoszczy Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, pod kierunkiem prof. Piotra Kamińskiego, broniła mgr Beata Koim-Puchowska Autorka prowadziła swoje badania na obszarze tzw. Inowrocławskiego Regionu Zagrożenia Ekologicznego, obejmującego okolice zakładów sodowych, wysypiska i tereny sąsiadujące, okolice zbiorników/cieków wodnych i obszary użytkowane rolniczo. Środowisko kontrolne stanowiły tereny Borów Tucholskich. Jej praca dotyczy wybranych aspektów związanych z analizą środowiskowych uwarunkowań kondycji dwóch grup roślin: glikofitów i halofitów rosnących na terenach o różnym stopniu degradacji środowiska. Mgr Beata Koim-Puchowska przeprowadziła obszerne badania zdolności bioakumulacyjnych wybranych pierwiastków chemicznych (sód, potas, wapń, magnez, żelazo, cynk, miedź, mangan, kobalt, selen, glin, molibden,ołów,kadm,nikiel,chrom), kumulowanych przez korzenie iczęścinadziemnewybranychroślin (bez czarny, trzcina, pospolita,krwawnik pospolity,pokrzywa zwyczajna, ostrożeń polny, mannica odstająca, soliród zielny). Szczególnej analizie poddano mechanizm i konsekwencje środowiskowe wynikające zmigracji badanych pierwiastków z korzenia do części nadziemnych. Tegoroczni absolwenci studiów podyplomowych „Mechanizmy funkcjonowania strefy euro” historię i zasady funkcjonowania strefy euro mają w jednym palcu. sformacji gospodarczej na początku lat 90. i uzyskania członkostwa w Unii Europejskiej w 2004 r.) jedno z najważniejszych wydarzeń dla naszego kraju.Doświadczenia innych państw wskazują, że wzrost społecznego poparcia dla wprowadzenia europejskiej waluty, jak i zmniejszenie obaw przed ewentualnymi niekorzystnymi skutkami zastąpienia waluty narodowej przez euro, zależy przede wszystkim od poziomu wiedzy o wspólnej walucie i o przebiegu procesu wymiany. Warto podkreślić, że za tegoroczną edycję studiów podyplomowych „Mechanizmy funkcjonowania strefy euro” UniwersytetZielonogórski otrzymał nominację Monitora Rynkowego (dodatek do Dziennika Gazety Prawnej) do tytułu EuroSYMBOL Nowoczesnego Kształcenia 2014. Studia prowadzone były w trybie niestacjonarnym - zajęcia odbywały się w soboty i niedziele. Kadra wykładowców pochodziła z różnych ośrodków akademickich w Polsce. Badali wytrzymałość wiaduktu UniwersytetZielonogórski został członkiem Północno-Zachodniego Centrum Biogospodarki BIOAgroTech. To inicjatywa uczelni i instytutów z województwa wielkopolskiego,zachodniopomorskiego, lubuskiego i marszałków tych województw.Cel to intergacja działalności badawczej i wdrożeniowej. Zespół badawczy Instytutu Budownictwa Uniwersytetu Zielonogórskiego przeprowadził badanie próbnego obciążenia wiaduktu drogowego wybudowanego niedawno w ciągu nowej obwodnicy Nowej Soli. Wykorzystano cztery samochody ciężarowe o obciążeniu 40 ton każdy. Nowe laboratorium i możliwości Dorobek roku na wystawie Na Wydziale Matematyki, Informatyki i Ekonometrii UZ utworzono laboratorium dla studentów inżynierii danych. Wezmą oni też udział w niemiecko-polskiej szkole modelowania matematycznego w Centrum Matematyki w Kaiserslautern w Niemczech. Na 23. końcoworocznej wystawie prac plastycznych studentów Instytutu Sztuk Wizualnych Wydziału Artystycznego zaprezentowano dorobek z dziedziny: malarstwa, rysunku, grafiki, intermediów, projektowania graficznego, rzeźby, fotografii. Pociąg, dworzec... Niedawna ogólnopolska studencko-doktorancka konferencja naukowa „Pociąg, dworzec, poczekalnia w literaturze i refleksji humanistycznej” należała do jednych z najoryginalniejszych. Dotyczyła szeroko rozumianego tematu przestrzeni kolejowej i jej obrazowania. Mówiono m.in. o metaforyzacji kolei w literaturze i w dyskursie humanistycznym. Organizatorami było Koło Naukowe Doktorantów UZ oraz Studenckie Koło Literaturoznawców UZ, działające przy Instytucie Filologii Polskiej. Jeden z najciekawszych referatów przedstawił dr Andrey Kotin z Instytutu Filologii Germańskiej UZ. Jego tytuł to „Świat na kołach – przestrzeń pociągu jako makieta rzeczywistości artystycznej”. Konferencja spotkała się z dużym zainteresowaniem, o czym świadczyły burzliwe dyskusje podsumowujące poszczególne panele. Dzięki temu spotkaniu przestrzeń kolejowa objawiła różnorodne treści i zyskała nowy wymiar analityczny. Za trudne problemy? Co się stało z matmą? Za trudne dzieci? Kod zachowań, czyli jak rozumieć bardzo trudne zachowania dzieci w szkole i przedszkolu i jak tym dzieciom pomagać - to temat warsztatów pedagogicznych zorganizowanych na Uniwersytecie. Warsztaty poprowadziła prof. Nancy Rappaport z Harvard Medical School, Boston, USA specjalista psychiatrii dziecięcej w dziedzinie terapii ekstremalnie trudnych zachowań dzieci i młodzieży, osoba ogromnym autorytecie i doświadczeniu zawodowym. Pracowała jako psycholog w kilkunastu amerykańskich najtrudniejszych szkołach, między innymi w Harlemie w Nowym Jorku, w których miała do czynienia z wybitnie trudnymi dziećmi i młodzieżą z grupy wysokiego ryzyka. Prof. Rappaport w interesujący, komunikatywny i profesjo- nalny sposób mówiła o zachowaniach uczniów, uznanych przez nauczycieli za trudne.Tłumaczyła ich uwarunkowania, wskazywała na sposoby rozwiązania problemów.Swe wypowiedzi wzbogacała konkretnymi przykładami. Pod koniec marca ukazała się w Polsce jej książka „Kod zachowania. Praktyczny przewodnik zrozumienia i nauczania najtrudniejszych uczniów”. Zielona Góra była jednym z czterech polskich miast, w których gościła, promując książkę. Warsztaty zorganizowane zostały przez pracowników Katedry Opieki, Terapii i Profilaktyki Społecznej (Wydział Pedagogiki, Socjologii i Nauk o Zdrowiu Uniwersytetu Zielonogórskiego) we współpracy z Urzędem Miasta Zielonej Góry i Stowarzyszeniem Możesz Inaczej w Zielonej Górze. FOT. KAZIMIERZ ADAMCZEWSKI soby o takich umiejętnościach kształcone są od pięciu lat m.in. na Uniwersytecie Zielonogórskim. Robią studia podyplomowe „Mechanizmy funkcjonowania strefy euro”. W tym roku ukończyło je 65 osób. Wzorem lat poprzednich sześć wyróżnionych osób pojechało po odbiór dyplomów do Warszawy. W sumie UZ wykształcił już ponad trzystu takich specjalistów. Studia podyplomowe „Mechanizmy funkcjonowania strefy euro”prowadzone są przez Wydział Ekonomii i Zarządzania UZ. Są to studia z zakresu historii i funkcjonowania strefy euro (Unii Gospodarczej i Walutowej). Ich celem jest edukacja ekonomiczna elit na temat zasad funkcjonowania tej strefy oraz historii Unii Gospodarczo-Walutowej. Projekt jest finansowany przez Narodowy Bank Polski, słuchacze uiszczają jedynie opłatę rekrutacyjną w wysokości 300 zł. Zajęcia odbywają się w cyklu 15 spotkań sobotnioniedzielnych obejmujących od 10 do 15 godzin zajęć (wykładów i ćwiczeń). W ramach każdego spotkania przewidziany jest komentarz aktualnych wydarzeń ekonomicznych (w wy- FOT. KAZIMIERZ ADAMCZEWSKI Nie wiemy, kiedy będzie u nas waluta euro, ale już są osoby mające kwalifikacje do prowadzenia kampanii informacyjnej i pracy w dostosowaniu monetarnym. Celem rozwój biogospodarki Czy wiedza matematyczna jest nam potrzebna i do czego? To temat rozmowy TV@UZ z Justyną Flis, nauczycielką matematyki w Gimnazjum nr 1 w Zielonej Górze oraz prof. Andrzejem Cegielskim, głównym organizatorem V Kongresu Młodych Matematyków Polskich. Link do materiału TV@UZ: http://www.tv.uz.zgora.pl/index.php?co-z-ta-matma 4 WTOREK, 29 LIPCA 2014 GAZETA LUBUSKA Strefa nauki Nie tylko chodzą na cmentarz Wdowy nadal mają swoje życie - Na niedawnej konferencji naukowej „Starzejąca się kobieta” wygłosiła Pani referat poświęcony wdowom w okresie tzw. późnej dorosłości. Skąd taki temat? - Moje zainteresowania problemem starzenia się człowieka są kilkunastoletnie. Napisałam 13 lat temu doktorat dotyczący poczucia jakości życia ludzi starych. Wtedy w Polsce, także w literaturze fachowej, tylko incydentalnie mówiono o problemach takich ludzi. Na świecie to ważny temat w nauce. Niski wskaźnik urodzeń i przedłużenie się ludzkiego życia powoduje odwrócenie piramidy wiekowej. Także w Polsce przybywa szybko ludzi starych, ubywa młodych. - To prawda, ale skąd te wdowy? - W Polsce to już trzy miliony takich kobiet. Zwykle samotnych, bo w odróżnieniu od wdowców, dość rzadko wchodzą w ponowne związki. Chciałam zbadać specyfikę życia kobiety w tym okresie i w takiej sytuacji życiowej. Nie potwierdził się stereotyp, że to osoby biedne, stare, chore, choć i takie też oczywiście są. W moich pilotażowych badaniach wzięło udział 236 owdowiałych kobiet w wieku od 64 do 83 lat, które teoretycznie zakończyły okres żałoby po zmarłym małżonku, czyli okres od śmierci partnera był dłuższy niż dwa lata. To wdowy z wiosek w woj. lubuskim, wielkopolskim i dolnośląskim oraz mieszkanki Głogowa, Kożucho- wa, Świebodzina, Międzyrzecza, Nowej Soli. - Jak więc radzą sobie po śmierci męża? Może lepiej niż wdowcy, skoro oni muszą szukać sobie kolejnej partnerki, bo miewają kłopot z ogarnięciem domowych czynności? - Chcę unikać wartościowania. Radzą sobie po prostu inaczej. Badania wykazują, że jak wdowiec w ciągu roku- dwóch nie znajdzie sobie kobiety, to wcześniej umiera. Śmierć żony jest ogromnym stresem. Kobiety radzą sobie z nową sytuacją niekoniecznie szukając partnera, choć jak go szukają, to nie ma w tym niczego złego. - Rodzina często myśli inaczej. Łatwiej wybaczy staremu ojcu znalezienie nowej partnerki, niż starej matce nowego partnera.... - Wyniki pokazują, że wdowy bardzo podlegają temu, co powie rodzina. Są zdeterminowane całą historią życia, systemami wartości, w których tkwiły, rolą kobiety w domu. W systemach rodzinnych nie było tego, że jak pochowają męża, mają sobie szukać nowego. Raczej powinny zajmować się wnukami. Duża część wdów tak się zachowuje. - Pewnie zależy to też od tego, na ile były wcześniej uzależnione od męża? - Tak. Od stylu przywiązania, jaki był w związku, zależy też styl „odwiązania” po śmierci męża. Pamiętajmy, że panie, mające dziś ponad 80 lat, mogły mieć nieco inne relacje z mężem, niż Odpowiedzi na pytanie: Kim był dla Pani zmarły mąż? FOT. KAZIMIERZ ADAMCZEWSKI Rozmowa z dr Dorotą Niewiedział, adiunktem z Zakładzie Psychologii na Wydziale Pedagogiki, Socjologii i Nauk o Zdrowiu Uniwersytetu Zielonogórskiego - W Polsce trzy miliony kobiet to wdowy. Są zwykle samotne, bo w odróżnieniu od wdowców, dość rzadko wchodzą w ponowne związki - mówi dr Dorota Niewiedział. te młodsze. Do tego dochodzi wykształcenie, miejsce zamieszkania. Jeśli relacja w związku była dla kobiety bezpieczna, bez lęku i istniała wspólna przestrzeń do bycia ze sobą, to taka wdowa jest bardziej otwarta na kolejny związek. Jeśli była to relacja lękowa, może nie chcieć wiązać się ponownie. Inaczej też reagują wdowy samodzielne finansowo. Dla tych bardzo zależnych wcześniej od męża jego śmierć jest dramatem. Mówi się: jak wyglądało twoje życie, tak je kontynuujesz na starość. - Czy często to przywiązanie psychiczne do męża trwa nadal, choć już on nie żyje? - Większość wdów z moich badań to osoby wciąż przywiązane psychiczne. Taka kobieta jest jakby dalej w związku. Idzie na grób, rozmawia z mężem. Nie chce ułożyć sobie życia inaczej. Wysoka jest też skala idealizacji zmarłego. To mecha- nizm leczący, który pomaga być w żałobie i wyjść z żałoby. - Uważa się, że wdowieństwo to dość smutny okres w życiu... - Pomimo że jest to okres, w którym dużo się traci, to też dużo się zyskuje. Wdowieństwo to wiele strat, ale też wzrost mądrości, dojrzałości osobowościowej, jeśli przejdzie się już tę najgorszą rzecz, jaką jest śmierć partnera. Po żałobie jest okres zebrania się w sobie, wejścia w nową rolę. Potem jest okres adaptacyjny. Mnie chodziło w badaniach właśnie o kobiety, które wchodziły w ten okres. To prawda (pokazały to badania), że u wdów generalnie spada poziom zadowolenia z życia, w porównaniu z okresem, gdy mąż żył. Ale może chodzi o to, że zwykle wyższy poziom zadowolenia mają ludzie żyjący w parach. Niezależnie od wieku. - Czyli jednak ta nasza wdowa jest trochę smutna i samotna? - Ależ nie! Pustkę po zmarłym mężu wdowy wypełniają często inaczej niż wdowcy. Generalnie w określonym wieku kobiety zaczynają łączyć się w kręgi. Nie musi więc chodzić o partnera, ale o te kręgi kobiece. Wcześniej nie mogły się tak często się spotykać, bo „on był niezadowolony, jak wychodziłam z domu”, „musiał być obiad na czas”. Jako wdowy odkrywają niezależność czasową, ale i finansową. Są bardziej wolne. Tworzą kręgi sąsiedzkie, przyjacielskie, kościelne. Te ko- biety są różne. Na pewno będą się nienajlepiej czuły fizycznie, ale z drugiej strony nieźle sobie radzą, choć zostały same. To nie są kobiety, które tylko płaczą za mężem. Sam fakt, że taka wdowa chodzi na cmentarz i wciąż jest w związku z mężem, to też nic złego To sposób radzenia sobie z resztą życia i to nie jest smutne, choć młodzi mogą to tak widzieć. - Same wdowy tak tego nie widzą? - Z moich badań wynika, że owdowiałe kobiety myślą o sobie najczęściej, jako o osobach samowystarczalnych, niezależnych finansowo i dbających o swoje zdrowie. Nie wydaje się to dziwne, zważywszy, że samotnie i samodzielnie prowadzą własne gospodarstwa. Dodatkowo postrzegają siebie, jako opiekunki własnych rodzin. Rzadziej myślą o sobie w kategoriach atrakcyjności fizycznej, aktywności towarzyskiej. Wychowywały się w czasach, gdy stereotyp tradycyjnej kobiety (matki-pani domu- żony) był dużo silniejszy niż dziś. - Następne pokolenia wdów mogą być więc zupełnie inne? - Wdowy z mojego badania w większości realizują tradycyjny scenariusz bycia kobietą. W następnych pokoleniach na pewno będzie to wyglądać inaczej. - Dziękuję. Grażyna Zwolińska Odpowiedzi na pytanie: Czego Pani nie robi, bo nie wypada?