o t , K U L T U R A Zapiski widza

Transkrypt

o t , K U L T U R A Zapiski widza
^
EDYTA GEPPERT - Był to najdłuższy koncert...
► KRZYSZTOF DAUKSZEWICZ - Głosuję na wszystkich...
^
KS. PIOTR TARLIŃSKI - To było nowe doświadczenie...
^
TOMASZ SZWED - Sympatia działa w obie strony...
► N ASZA RODZINA POSZERZONA - Spaliśmy w Izbie Tradycji ZBoWiD...
o t, K U L T U R A
NIECODZIENNE AKTUALNOŚCI KĘDZIERZYN A-KO ŻLA
W Y D A N I E S P E C J A L N E
wrzesień ’91
SZANOW NI
PAŃ STW O
Z ap iski w id z a
C zu jąc głód im prez w naszym m ieście postanow iłam m aksym alnie w yk orzysta ć
p rop ozy cje organizatorów Dni K ędzierzyn a -K oźla.
U dałam się na prem ierę m usicalu „ A JE D N A K ” w w ykonaniu zespołu „N A S Z A
R O D Z IN A P O S Z E R Z O N A ” . P rzyznaję, zostałam z m iejsca oczarow ana nie sp od zie­
w ałam się aż tak ogrom nego ładunku radości życia, optym izm u, w iary w człow ieka,
pytań, ref leksji, a naw et tak szarej codzien ności. Zostałam w ciągnięta w św iat aż
okru tn y codziennością, a jednak pełen n ajistotniejszych pytań: po co to w szystko?,
w im ię czego?, dla kogo? Czy goniąc za dniem pow szed nim nie gubim y siebie, czy
potrafim y ze sobą po prostu zw ycza jn ie rozm aw iać, a nie w ygłaszać m on olog i nie
zauw ażając obok naw et n ajbliższego człow iek a?
U du chow ion a i pom na św ieżo zdobytych nauk, udałam się na k olejn ą im prezę
„P IK N IK C O U N T R Y ” głów nie po to, by posłuch ać piosenek T O M A S Z A SZW E D A .
O rganizatorzy chcąc zadow olić w szystkich m ieszkańców p rzygotow ali w iele róż­
n ych atrakcji od w ystępów poprzez pokazy hippiczne aż do loterii fa n tow ej,
W yczerpałam ogrom ne pokłady życzliw ości dla innych obserw u ją c jak w ielkie
spustoszenie uczynił w ludziach tak sp oradyczn y kontakt z kulturą. Nie p otra fim y
się ba w ić bez dodatkow ych b od źców w postaci kiełbaski i piw a. W szędzie, gdzie coś
oferu ją za darm o, ch oćb y to był tylko autograf, pędzim y na oślep, tratując co się
da po drodze.
Budująca była dla mnie reak cja m łodzieży, która potrafiła docen ić piękno
piosenek country.
O bejrzałam m usical, w zięłam udział w ty p ow ej im prezie m a sow ej, teraz za­
pragnęłam czegoś innego.
W ybrałam się na przedstaw ienie teatru „W IE R Z B A K ” z Poznania. I znow u
miłe zaskoczenie. P rzedstaw iono nam alegoryczn y obraz zam knięcia się w pew nej
ciasnej k on w en cji i niem ożności, czy też n iechęci, w y d o stania się z n iej. Spektakl
nie m iał ty pow ego zakończenia, czekano na reak cję publiczności. O kazało się, że
była to sztuka o nas sam ych, o takim zagubieniu się w k on w en cji, że nie stać nas
na zw yk ły ludzki odruch, czy naturalną spontaniczną reak cję. A jeżeli naw et się
ona pojaw ia, to zostaje uznana za z g óry w yreżyserow aną.
Także Teatr P raw d ziw y z B ielaw y zaprezentow ał w czw a rtk ow y w ieczór na
kozielskim rynku coś now ego. W otoczen iu m uzyki, blasku pochodn i, huku petard
i fa jerw erk ów , pokazano w alkę dobra ze złem . Było to tak w ym ow n e, że naw et
n iezbyt trzeźw i obyw atele, postan ow ili w ziąć w przedstaw ieniu ak tyw n y udział.
K ażdy odszedł stamtąd z innym i w rażeniam i, a ob ojętn ych chyba nie było. Szkoda
tylko, że organizatorzy nie zdążyli tego spektaklu bardziej rozreklam ow ać.
I w koń cu sobota, a z nią k olejn e w ielk ie w ydarzenie — kon cert księdza P IO ­
T R A T A R L IŃ S K IE G O „P E JZ A Ż E M O D L IT W Y ” i oficja ln e zakończenie Dni.
O kazało się, że czasam i potra fim y w szyscy b y ć spontaniczni, n aw et w ładze
miasta. Czy to sp raw ił urok, ciepło i spokój, k tórym em anow ał ksiądz P IO TR , czy
ak tyw n y udział m łodzieży, na rynku zrobiło się nagle miło, życzliw ie, w ręcz rodzin ­
nie. Było m iejsce na radość, refleksję, śpiew a naw et m odlitw ę. To ostatnie zraziło
m oże niektórych, ale ci m ogli szukać odtrutki w niedzielnym kon cercie K R Z Y S Z ­
T O F A D A U K S Z E W IC Z A .
S łow em m ój kulturalny apetyt został zaspokojon y, trzeba przyznać, że organi­
zatorzy zadbali o pokazanie nam ku ltu ry w y sok iej jakości. M im o, że nie w sp om ­
niałam tu o w ielu innych im prezach jak w ernisaże, w spaniały kon cert E D Y T Y
G EPPER T, przezabaw ny kabaret „P O T E M ” , w ystaw y, dyskoteki, w ieczór, autorski
R. T R U S IA i w ystęp klubu „W R Z O S ” , m ogę traw estując słow a W ellsa stw ierdzić,
że by ło to „D ziesięć dni, które w strząsn ęły K ęd zierzyn em -K oźlem ” .
M yślę, że był to św ietny początek pow rotu kultury i dalsze krok i w je j k ie­
runku dostarczą 'm ieszkańcom naszego m iasta nie tylk o w ielu w rażeń, ale także
nauczą krytycznego odbioru i uśw iadom ią, że nie tylko telew izja czy v ideo w in ny
kształtow ać nasze gusty.
Barbara Kwaśnicka
J E Ż E L I
P R Z E C Z Y T A Ł E Ś
-
O ddajem y w Państwa rę­
ce pierw szy, a zarazem sp e­
cjaln y num er naszego pisma.
Pow stał on spontanicznie
i nieoczekiw anie będąc za­
skoczeniem dla nas w szyst­
kich.
W ew nętrzną potrzebą i ko ­
niecznością stało się zatrzy­
m anie na d łu żej atm osfery
przeżytych D ni K ędzierzyn a-K oźla. D latego też num er
ten pośw ięcony jest w ca­
łości tym wydarzeniom .
M amy nadzieję, że ta fo r­
ma kontaktu spodoba się
Państw u i przy Państwa
w spółudziale powstaną ko ­
lejn e,
praw dziw ie
n ieco ­
dzienne aktualności.
kier. W ydziału Oświaty,
K u ltu ry i R ekreacji
Urzędu Miasta
PO c o
Ż y je się szybko
S zybk o się k och a
W biegu śniadanie
Pilna robota
G onim y za czym ś
Coś doganiam y
W alczym y o coś
L edw o zdążam y
P O D A J
Ścigam y się z czasem
W alczym y o nasze
G onie za sukcesem
N apycham y kieszeń
Sp rzedajem y życie
Za w czasy w M adrycie
W gorączce i gniew ie
G ubim y siebie
P ytaj
P y taj „P O C O !”
M A R IU S Z K O ZU B E K
D A L E J
Krzysztof Daukszewicz
K R Z Y S Z T O F D A U K S Z E W IC Z — Jestem W arszaw iakiem , ale tylko na stałe
zam eldow an ym w W arszaw ie, natom iast n ajch ętn iej spędzam czas w sw oim dom ku
na M azurach.
REDAKTOR — Przyjechał Pan ze stolicy do Kędzierzyna, który też oazą czystości nie jest. Jak samopoczucie?
K.D. — Jeszcze nie zdążyłem się poczuć, po prostu jestem tu od trzech godzin
i nie w ych od zę z sali. Tak pow ażnie to czu ję się dobrze, pon iew aż tutaj mam je d ­
nego z n ajserd eczn iejszych przyjaciół, to tak ja k by m do jakiegoś dom u w racał.
Tym p rzyjacielem jest M arek Bednarek. R azem z nim zaczynaliśm y m ój pierw szy
kabaret w życiu pt. „G w u ś ć” .
Red. — To co Pan prezentował ze sceny można uznać za największe przeboje,
czy też jest to zupełnie nowy program?
K . D. — Nie. Nie stosuję tzw. n ajw iększych p rzebojów . O czyw iście w program ie
są „E asy R id er” na bis czy „M ó j k r a j” , ale są to program ow e piosenki, n aw et g d y ­
bym zrezygnow ał, to i tak m usiałbym je praw d op od ob n ie śpiew ać. Natom iast jest
to okres p rzejściow y . Jest to recital opolski w ydłu żon y o stare a rozbu dow an y
o n ow e utw ory. Sądzę, że z końcem roku w program ie będzie przew aga n ow ych
rzeczy.
Red. — Te nowe rzeczy będą się wiązać z pewnością z problematyką w y­
borczą?
- '
K.D. — K am pania w yb orcza zajm ie część niebagatelną. Chcę p o w rócić do sta­
rej k on w en cji m on ologu, który w cześniej u praw iałem , tj. m on olog z zebrań. Siedzę
teraz nad zebraniem w yb orczy m , gdzie się k łóci 26 partii. Poczekam jeszcze z pre­
m ierą, bo jeszcze trzeba podpatrzeć tych orłów . Na razie jak w ysłu ch ałem p ierw ­
szych prezentacji, doszedłem do w niosku, że pow in ien em na każdą partię głoso­
w ać, bo to taka sama słodycz, lepszych ludzi na św iecie nie m a. Z obaczym y co bę­
dzie później po w yb ora ch .
Red. — Skąd wziął się pan Hrabia? Czy jest to postać rodzinna?
K.D. — Nie pam iętam , ale adresow any jest do w szystkich i nie jest to ktoś
z rodziny. T o plotka. A le jeśli ktoś tak w oli, to p rzy jm ijm y to. Brzmi to całkiem
dobrze.
Red. — Czy to prawda, że jest Pan kierowcą na swojej trasie koncertowej?
K.D. — Jestem k ierow cą przede w szystkim . Nie dam sobie w yd rzeć k ierow n in icy z ręki. Jeśli jestem w form ie to jest to m oja trzecia pasja po rybach
i grzybach
Red. — Którą z piosenek zadedykowałby Pan mieszkańcom Kędzierzyna-Koźla?
K.D. — P iosenkę pt. „S p osób na p rzetrw an ie” , którą zresztą kończę sw ój p ro­
gram od pew nego czasu, poniew aż uważam , że tylko takie intym ne życie rodzinne,
nie m ieszanie się w politykę, m oże sp ow od ow a ć to, że jakoś p rzejdziem y z m n iej­
szym uszczerbkiem na rozum ie przez tę kam panię i przez to w szystko.
R ozm aw iał: P IO T R M OC
TOMASZ SZWED
Ks. Piotr Tarlinski
M U ZYK , KOMPOZYTOR PIOSE­
NEK COUNTRY, OD NIEDAWNA
DYREKTOR DOMU KULTURY W
TOSZKU.
T.S.: M yślę, że nie ma problem u
połączenia obu pasji. Szerzenie ku l­
tury jest rów n ież pasją, poniew aż
jed yn ym ratunkiem dla u pada ją cej
ku ltu ry są pasjonaci. W tej chw ili
kultury nie da się robić zza biurka
jak im iś zarządzeniam i i okólnikam i
czyli działaniam i pozornym i i bez
efektu .
Jeszcze śpiewam , jeżdżę w k rót­
kie trasy, ale n ie od ryw ają m nie
od zasadniczej pracy — Szefa D o­
mu K ultu ry. W ieś W ilk ow iczki k.
Toszka to ucieczka od branży estra­
d ow ej, od życia w m ieście. Jest to
św iadom y krok i jakieś p od św ia d o­
m e dążenie, które w raz z żoną m ie­
liśm y ju ż od k ilku lat. Czyli go­
spodarstw o rolne z końm i, ze zw ie­
rzyną płow ą, która nas się zupełnie
nie boi. Jest to m iejsce gdzie od­
poczyw am y, gdzie życie jest p od d a­
ne zm ianom pór roku i pór dnia.
D zisiejszy kon cert by ł dla m nie
bardzo udany. Pu bliczn ość była bar­
dzo przyjaźnie nastaw iona do m u­
zyki cou n try i d o mnie. Zaw sze tak
jest. że sym patia działa w dw ie
stron y co się dzisiaj potw ierdziło.
D laczego o mnie niew iele słychać?
T w orzę n ow e piosenki, gorzej z ich
w ydaw an iem . Są ju ż n ow e kasety
Z m oim i piosenkam i śpiew anym i
w języku angielskim i mam cichą
nadzieję, że w k rótce ktoś w yda m ój
pierw szy com pact.
Piotr Moc
Ciemny rynek wyeksponowana oświetlona scena, oczekujący niecier­
pliwie tłum. Ksiądz PIOTR T A R ­
LIŃSKI
rozpoczyna
niecodzienny
koncert
—
widowisko
światło
i dźwięk „PEJZAŻE M O D LITW Y”.
Zask akująco dobrze brzm i m uzy­
ka elektroniczna w otoczeniu uśpio­
n ych kozielskich kam ieniczek, je d y ­
nie m iejskie gołębie są w ytrącon e
z w ieczorn ego odpoczynku . Ludzie
w skupieniu słuchają u tw orów i uczestniczą w spektaklu pow tarzając
za tow arzyszącym i K siędzu studen­
tam i refren y kolejnych , radosnych
pieśni. Punktem ku lm in acyjn ym jest
w spólne
odśpiew an ie
hym nu
VI
Ś w ia tow ego Dnia M łodzieży „A B B A
O JC ZE ” . Na m om ent pow ra ca w spa­
niała
atm osfera
tam tych
często­
chow skich dni.
P ław n iow ice, Nysa, C zęstochow a.
S łow a cja z je j m łodym , św ieżym
i żarliw ym K ościołem , a w końcu
Ukraina i długi 10-godzinny k on ­
cert — to ostatnie m iejsca, w któ­
rych artysta, m uzykolog, n auczyciel
akadem icki, ale przede w szystkim
W IE LK I C Z Ł O W IE K rozpalał ludz­
kie serca.
Po kon cercie pow iedział —
K oź­
le jest dla m nie n ow y m dośw ia d­
czeniem . C hociaż przyznaję, że m ie­
liśm y w szyscy n iejakie obaw y, te­
raz nie m am y żadnych. Po prostu,
tam gdzie są ludzie g orących serc,
tam można w iele w brew p rzeciw ­
nościom ...”
R E D A K C JA
tr
*W
/A
f WW
>
w j
£
ZDROW.-SPOŻ .
ul. Gwardii Ludowej
ul. Głowackiego
B.P. „A TLAS”
DOMBIK JANTAR
WOJTEK s h o p
HURTOWN IA KASET
„S C O R P I O N ”
STUDIO FOTO 3ALAWENDER
KSIĘGARNIA KOZIELSKA
SKLEP KOSMETY CZNY „GRACJA”
SN
HURTOWNIA KASET „DKC”
„TURYSTA”
„L U X ”
ALBA
SPONSOROM
LOTERII
D Z I Ę K U J E M Y
1 0 0 r a z y N A J ...
*
najdłuższa dniów ka
— 21 godz. p racy k ierow cy D om u K ultury
*n ajd ow cip n iejszy prezent — bukiet z p olicy jn ej pałki dla Prezydenta
*
*
*n ajszybszy parkiet
cyklinow an ie i m alow anie
7.00 rano n astępnego dnia
w ienniczej
od 12.00 do
Sali W ysta­
*n ajokazalszy upom inek
holenderskie cebu lki tulipanów z kiesze­
ni Burmistrza
*n ajgorliw szy pracow n ik
elektryk, który
koncertu
*n ajorgin aln iejszy strój
krawat i czapka z daszkiem na wernisażu
w yłą czył prąd w
czasie
*n ajorginaln iejszy taniec
konia z jeźdźcem na Pikn iku Country
najlepsza służba
Straż M iejska na R ynku (zakaz używ a­
nia głośników )
*n ajw ięk szy fart
za 10.000 zł video w loterii
najdłuższa ow acja
po koncercie Edyty G eppert
* ajw iększa
n
niespodzianka
ks. Piotr absolw entem Technikum Ener­
getycznego
*n ajlepsza
tutejsza
publiczn ość
*n ajniższy poziom
600
FO TO R EPO RTE R „Ż y cia B lachow ni”
P.S. M ISTE R ELE G A N CJI
E C H
A
D
N
I
— K lu b Jeździecki ,L ew ada” Z akrzów zaprezentow ał się podczas spe­
cjaln ych p ok azów na Pikniku. W ystąpili w nim m istrz Polski w u jeż­
dżeniu A n drzej Sałacki oraz mistrz P olski ju n iorów A dam K w aśny.
— Z espół Pieśni i Tańca „K om es” z K ędzierzyna — laureat M iędzy­
n arodow ego Festiw alu w M allow w Irlandii był n ajb arw n iejszy m ak ce­
ntem n iedzielnego Pikniku. Nie często m ają ok azję w ystępow ać przed
w łasną publicznością chyba dlatego przyjęcie zespołu by ło początkow o
chłodne ale w raz z trw an iem koncertu atm osfera była coraz lepsza.
— ..P olicyjn y sh ow ” na stadionie „O d ry ” w K oźlu popsuła zła p og o­
da. M ecz P olicja kontra Urząd zakończył się 3:2 dla w ładzy m u n duro­
w e j która m im o „k olcza tk i” i 6 psów p olicy jn ych na początku meczu
dyspon ow ała jeszcze rezerw am i prew en cyjnym i.
EDYTA G EPPERT
/
Długo ubiegałem się o wywiad z EDYTĄ GEPPERT. Podczas próby nie było
mowy, by choć na chwilę przeszkodzić Edycie. Była skupiona i każda dekoncen­
tracja kosztowała ją wiele nerwów. Może po koncercie. Ale trzeba trochę odczekać.
Niech ochłonie. Jej mąż i zarazem menadżer, PIOTR LORETZ, pyta mnie czy je­
stem agresywnym dziennikarze
m ? Odpowiadam, że gdybym nawet był, to przy ta­
kiej delikatnej osobie, za jaką uważam Edytę, wszelka agresja uleciałaby w po­
wietrze.
Szybko przeszliśmy z Edytą na Ty. Po koncercie w garderobie okazało się, że
jesteśmy rówieśnikami. Porozrzucane zabawki sprawiają wrażenie domowego za­
kątka...
Red. — Czy państwa syn jest zawsze z wami na trasie koncertowej?
E.G. — Zaw sze, c h o ć trudno jest m ów ić o trasie kon certow ej, pon iew aż m oje
w ystępy ograniczają się zaledw ie do kilku dni w miesiącu. Także m yślę, że nie
jest to dla niego m ęczące. A ja nie w yobrażam sobie pracy bez niego. On musi być
p o prostu ze mną.
Red. — Występują Państwo na scenie razem. Czy to jest nowa formuła estra­
dowa, czy też chęć bycia wszędzie razem?
P.L. — (śmiech...) To nie form uła. Na scenie nieśm iało w spom inałem , że tow a ­
rzyszę m ałżon ce od sześciu lat, tylko jak oś nikt tego nie zauw ażył.
E.G. — W łaściw ie od początku. P iotr to w ym yślił i jesteśm y rów n ież razem na
scenie.
Red. — Na scenie opowiadają Państwo o swoim życiu. Widzowie również biorą
jakąś cząstkę dla siebie. Ta opowieść jest momentami smutna. Czy warto ludzi do­
datkowo zasmucać?
E.G. — Nie, nie w yd a je mi się. D latego, że m y nie zastanaw iam y się czy jest
to sm utne czy w esołe. N ajw ażniejsze, żeby było praw dziw e w takim sensie jak tę
praw dę rozum iem y.
Red. — Całkiem niedawno dowiedzieliśmy się, że przyczyną Twojej nieobecnoś­
ci na estradach jest macierzyństwo...
E.G. — Och, błagam , proszę o to nie pytać. Nie chcę n ic m ów ić, bo każda m at­
ka doskonale w ie w szystko na ten tem at. A le praw dą jest, że ostatnio było mnie
troszeczkę m niej, bo zdecydow aliśm y, że rodzina się pow iększy. Podczas oczek iw a ­
nia i potem ja k ju ż się urodził, pośw ięciłam M ieciow i półtora roku i tyle w łaśnie
czasu nie w ystępow ałam zupełnie. A le ju ż m niej w ięcej od roku a naw et półtora,
w ystępu ję, spotykam się z publicznością.
Red. — Nie było Cię w Opolu i w Sopocie.
E.G. — P on iew aż w ystępu ję w takich m iasteczkach jak K ędzierzyn -K oźle, bo
Polska to w yłą czn ie takie m iasteczka. A O pole i Sopot są to m iejsca bardzo od­
św iętne i na razie nie jestem na takie św ięto przygotow ana.
Red. — Czy taki zawód pozwala Państwu żyć godnie?
P.L. — Pod słow em godnie rozum iem uczciw ie... To my się staram y godnie żyć
i teraz i poprzednio, i zawsze będziem y się starali żyć u czciw ie. Sytuacja w Polsce
w tej dziedzinie staje się norm alna. N areszcie publiczn ość w yb iera tego kogo chce
słuchać i decydu je o tym kto jest najlepszy.
Red. — Państwo już na scenie potwierdzili fakt, że był to najdłuższy koncert
Edyty Geppert w jej karierze.
P.L. — Tak, był to najdłuższy koncert Edyty!
E.G. — N awet nie czułam tego. D opiero jak P iotr pow iedział, spojrzałam na ze­
garek i byłam zaskoczona...
P.L. — ... poniew aż te k on certy w pew nych rozsądnych ram ach są im p row i­
zacją, czyli rodzą się w spólnie w obcow an iu z publicznością. P u bliczn ość w K ędziedzierzynie stw orzyła tu tak ciepłą i w spaniałą atm osferę, że po prostu w szyscy nie
zorientow aliśm y się, że daw no pow in niśm y być w hotelu.
Red. — Nowa kaseta, płyta i compact. Opowiedz na zakończenie o swoich no­
wych piosenkach.
E.G. — N ow a płyta nosi tytuł „H istorie praw d ziw e” i dlatego zachęcam do jej
w ysłuchania, poniew aż każda z tych piosenek jest historią, która nie przytrafiła się
tylko mnie ale każden ze słuchaczy m ogła się w ydarzyć, w ydarza się, bądź w y ­
darzy się w przyszłości.
Piotr Moc
NASZA RODZINA POSZERZONA
Teksty M A R IU SZ napisał ju ż w cześn iej. M uzykę JA R E K op racow a ł w Czę­
stochow ie, ch oć koń ców k a pow stała w K oźlu, w b y łej Izbie T ra d y cji ZB oW iD Domu
K ultury. W tym p ok oju przerobion ym na salę klu bow ą pracow a li w czasie teg orocz­
n ych w ak acji, m ieszkali i spali. Spali na podłodze, jed li w stołów ce przyszpitalnej
Ich praca zespołow a nad m usicalem „A jed n a k ” trw ała trzydzieści dni i n ocy. N ocy
faktycznie, bo był to n ajlepszy czas do pracy, w tedy tw orzyło się lepiej.
W w oln ych chw ilach szyli kostium y, w yk on yw a li dekoracje i rekw izyty. W szy­
stko sw oim i rękam i z n ieocen ion ą p om ocą naszego n ow ego aktustyka Z B Y C H A .
W ykorzystali rzeczy, które znaleźli w piw nicach naszego Domu, n aw et to co już
daw no było po likw idacji. P om og li nam napraw ić sprzęt elektroakustyczny, czego
do tej pory nikom u nie udało się dokonać, chociaż w trakcie pracy i tak psuł się
osiem razy.
Jednak przez cały czas tw orzyła się m yśl m usicalu > J e d e n dzień w życiu
zw ykłego człow ieka, świt, dojazd, praca, dom, marzenia, w ieczór< . W końcu po
w ielu rozm ow ach — dysku sjach zostały ustalone szczegółow e ram y, do których
każdy z zespołu musiał się dopasow ać. Teraz zostało już szlifow anie, doskonalenie
tego co ju ż stw orzyli.
PO CO?
— aby widzowie mogli zastanowić się — jak żyją, czy w swoim życiu czegoś
nie gubią,
— aby poruszyć serca i umysły,
— aby dać od siebie COS komuś całkiem obcemu,
— aby po prostu B YĆ.
Dyrektor Domu
Kabaret „POTEM”
Zielona Góra
Wernisaż3
9 w rześnia w D om u K u ltu ry w K oźlu w ernisażem „TRZECH” za­
inaugurow ano otw arcie sali w ystaw ien n iczej. A rty ści naszego miasta
Czesława Cichoń, Agnieszka Galantowicz i Ryszard Kowal — to ludzie
obdarzeni bogatą w yorbaźnią, św ietnym opanow an iem w arsztatu i tw ór­
czą pasją.
Z d ecydow an ie najlepszy kabaret
studencki na scenie Domu K ultury
w K oźlu zaprezentow ał „B A J K I” .
M uzyka: P A G A N IN IN IN I
Ś w ia tło: E L E K T R O W N IA
C h arakteryzacja: M A T K A N A T U R A
K urtyna: PA N ZEN EK Z R O D ZIN Ą
B ileter: LU D W IK X V I
A u torzy ek sp ozy cji przedstaw ili w iele prac. O glądać m ożna było
bardzo interesujące dzieła, bog actw o tem atów , różn orodn ość technik.
O brazy te przem aw iają do każdego i pobudzają do reflek sji nad p raw ­
dą, dobrem i pięknem .
O rganizatorzy zadbali o opraw ę w ernisażu i
w ielk iej gali. sp rzyja jącą artystyczn ym doznaniom .
W programie było:
—
—
—
—
—
—
—
stw orzyli
atm osferę
ALBA
przedzieranie biletów w poprzek;
solo akustyka na m ikserze;
sw ąd palonych k a w a łów ;
tabuny S zekspirów i H am letów ;
ch w ile pełne napięcia (dw ie);
odlot słońca do ciepłych k ra jów ;
bajk a o Z ielon ym K apturku k tó­
ry nie b y ł kom unistą.
RYSZARD KOWAL
Pokazałem 12 prac prem ierow ych
pow stałych z in spiracji podróżą po
słoneczn ej Italii. Byłem ciek a w ich
działania.
M uszę pow iedzieć, że od pew n e­
go czasu za jm u ję się spraw am i fo r ­
m alnym i w m alarstw ie opartym i
na analizie koloru , dlatego aby m o­
gły ży ć prace m o je muszą b y ć oglą­
dane. w białym dziennym św ietle,
m ożliw ie w skupieniu, a człow iek
k tóry na nie patrzy dozna satys­
fa k cji, z reguły nie o d pierw szego
w ejrzenia.
M am nadzieję, że kiedyś nastąpi
obustronne zrozum ienie, m oich obra­
zów i ich poten cja ln ych od b iorców .
CZESŁAWA CICHOŃ
„Jestem szczęśliw a że m am y tak
dużo gości m iłych, sym patycznych,
w ra żliw ych na sztukę. M am n a­
dzieję, że w czasie trw ania tej w y ­
staw y przyjadą tutaj
do D om u
K ultu ry w K oźlu p rzyp adk ow i m ie­
szkańcy
miasta
bow iem
trzeba
przyznać, że to m iejsce jest tak na
uboczu, że przed w ern isażem parę
osób pytało mnie gdzie w łaściw ie
jest ta w ystaw a?, gdzie jest ten
D om K u ltu ry ?”
JE
łabym
oczyw iście
aby
w szystkie
prace zostały kupione.
Na kolejne „D n i” m am pom ysł na
zorganizow anie im prezy plastycznej
dla
dzieci.
D zieci
w spaniale
m a­
lu ją ” .
Tak n azw ałyśm y kolejną w ystaw ę obrazów w G alerii Sztuki A L ­
BA. Na św iąteczne dni naszego miasta przyw iozłyśm y prace Stanisława
Sudera — absolw enta k ra k ow sk iej A SP. Prace o bardzo podob n ym te­
macie (głów nie prezentow an o k om p ozy cje kw iatow e) uderzały eksplozją
k olorów i spraw iały, że raz w szedłszy w świat Stanisław a Sudera
odchodziło się z żalem i och oczo do n iego w racało.
P race zostały w yb ra n e n ieprzypadkow o, z codzien ności n a sz y ch
szarych dni w prow ad zon o nas w św iat złocistych u grów , soczystych
zieleni, ognistych czerw ieni, perlistych popieli. I staw ało się w św ię­
cie, w k tórym za C zesław em M iłoszem m ożna p ow iedzieć:
„S ą n ib y ogród, kiedy stoisz w bram ie
W ejść tam nie m ożna. A le jest napew no
G d yb yśm y lepiej i m ądrzej patrzyli
Jeszcze kw iat n o w y i gw iazdkę nie jedną
W ogrodzie św iata byśm y zobaczyli’.
Bo takie jest zadanie artysty nie stw arzać n ow e św iaty, ale sta­
w iać od b iorców w sw oim św iecie.
T o chyba udało się Su derow i — dostarczył og ląda ją cy m w ielu
przeżyć estetyczn ych i reflek sy jn ych . W ielu z nas odeszło dom yślając
się, że jest obok nas jeszcze jed en nurt życia i są obok nas ludzie, k tó­
rzy niekoniecznie coś w ym yślają, czegoś dow odzą, ale dzięki k tórym
człow iek się staje.
Alicja i Urszula Balawender
P ISZC IE i TELEFON UJCIE DO
NAS
M O ŻE C H C IELIBY ŚCIE
NAMI TW O RZYĆ
„C en y prac są w ysok ie, bo w szy ­
stko drożeje — sztuka także. C hcia­
„ O G R O D Y “
K aseta V ID EO z DNI K Ę D ZIE R Z Y N A -K O Ż L A , p rod u k cji V I­
D E O -STU D IO H. JA R U S A ,
W K R Ó TC E W S P R Z E D A Ż Y
CO S Ą D Z IC IE O N A S Z Y M
ŚM IE
AGNIESZKA GALANTOWICZ
P I­
Z
Zgłoszenia reklam do następnego
num eru
p rzyjm u je
sekretariat
D OM U K U L T U R Y ju ż od D Z lŚ
„Gdy życie znęca się nade mną i jest mi bardzo źle, zamykam oczy
i jest ciemno..., a potem to co chcę...”
RADOSŁAW TRUŚ „MISTERIUM”
OGŁOSZENIA REKLAMY OGŁOSZENIA REKLAMY
M IEJSK I O ŚRO D EK U P O W S ZE C H N IA N IA K U L T U R Y
K Ę D Z IE R Z Y N -K O Ź L E
UL. S K A R B O W A 10, TEL. 235-69
oferuje do sprzedaży:
ty sam ochód Nysa 522, nr rej. O P L 540M
ty sam ochód Nysa 501, nr rej. O P A 113F
ty autobus Autosan H9-35, nr rej. O PF
ty przyczepa sam ochodow a D-44, nr
ty pianina używ ane — 2 szt.
713D
rej. OPH 584Y
Oferty składać do dnia 15 października 1991 roku
ZATRUDNIMY
* in stru ktorów progra­
m ow y ch (2 osoby)
* in stru k torów zajęć
godzin ow ych (plasty­
ka, teatr, taniec)
NÓŻKA
RE
Da
k
CYJA
N
IM A
W ydział O św iaty, K u ltu ry i R ek ­
reacji Urzędu M iasta, tel. 212-28
M iejski D om K ultury, tel. 235-69
A nd Com pany_________