Wojna pozostała w nas na zawsze

Transkrypt

Wojna pozostała w nas na zawsze
Wojna pozostała w nas na zawsze
2015-08-19
Zaczęło mnie denerwować odpowiadanie na pytania, czy opisywane w mediach wydarzenia w
Karbali naprawdę miały miejsce. Czy rzeczywiście braliśmy udział w tak krwawych walkach,
jeżdżąc nieopancerzonymi Honkerami? Spotkałem się nawet z sugestiami wojskowych
zajmujących poważne stanowiska, że wyolbrzymiamy to, co się wtedy wydarzyło, że koloryzujemy
i robimy z siebie bohaterów. Ludzie nie wierzą, że mogliśmy uczestniczyć w tak intensywnych
walkach. A jednak to przeżyliśmy – mówi ppłk Grzegorz Kaliciak, autor książki „Karbala. Raport z
obrony City Hall” o misji w Iraku. Jej premiera zaplanowana jest na 9 września.
Dowódcy, którzy brali udział w dramatycznych wojennych wydarzeniach, rzadko sięgają po pióro.
Czy dla Pana napisanie książki o wydarzeniach w Karbali było pewnego rodzaju terapią,
oczyszczeniem i ucieczką od tragicznych wspomnień?
Częściowo to może był sposób na jakieś wewnętrzne wyrzucenie z siebie traumy. Bardziej jednak
kierowała mną duma, że po takich zmaganiach wszyscy żywi wróciliśmy do kraju. Jest to także po
części hołd oddany moim podwładnym z kompanii Fox, którzy okazali się prawdziwymi
wojownikami. Nie przedstawiam ich jednak jako superbohaterów. Nie piszę, że byli doskonali.
Jedni wykazali maksimum bohaterstwa, inni robili tylko to, co do nich należało, ale wszyscy dobrze
wykonali swoje bardzo niebezpieczne zadania.
Niestety, wielu którzy wówczas byli nadzwyczaj bohaterscy, do dziś nie zostali należycie
uhonorowani przez władze wojskowe. Zasłużyli na znacznie więcej niż Gwiazdy Iraku, które
otrzymuje każdy uczestnik misji. Mam wrażenie, że wojskowa machina wyrażania uznania gdzieś
się zacięła i do dzisiaj nie może ruszyć... Ubolewam nad tym. Mam nadzieję, że książka oraz film
o tamtych wydarzeniach, który niedługo trafi do kin, przypomni, że mimo zawiłości przepisów
nawet po tylu latach sprawa uhonorowania bohaterów walk w Karbali powinna zostać załatwiona.
W książce dużo pisze Pan o poświęceniu i bohaterstwie „Foxów”. Ale po pierwszej bitwie o City
Hall, gdzie zginęło ponad 100 rebeliantów, niektórzy nie wytrzymali, powiedzieli – dosyć! O nich
też Pan wspomina?
Nie ukrywam, że były odmowy wykonania rozkazu. Kilku moich ludzi po pierwszych dniach walk
zdecydowało się wracać do kraju. Nie potępiam ich w żaden sposób. Ktoś, kto tak jak my przeżył
wielogodzinne ostrzały, kto stał się celem, kto liczył się z tym, że zaraz zginie, potrafi zrozumieć,
że w takiej sytuacji można nie wytrzymać psychicznie. W jednym z rozdziałów piszę, czym jest
PTSD – zespół stresu pourazowego i jakie są jego skutki. Można powiedzieć, że rozgrzeszam
tych, co nie wytrzymali.
Napisał Pan, że kto raz wyjechał na wojnę, nigdy z niej nie wraca...
Bo to prawda. Wielu moich ludzi jeszcze gorszą walkę niż na ulicach Karbali toczyło z samym
Autor: rozmawiał Bogusław Politowski
Strona: 1
sobą, już po powrocie z misji. Nie ma co ukrywać, że w ich rodzinach zaczęło dochodzić do
przemocy. Niektórzy żołnierze i byli żołnierze próbowali uciec w alkohol. Wiele małżeństw się
rozpadło. Trzeba było dużo czasu, starań i cierpliwości najbliższych, aby w ich głowach ucichły
strzały.
Mam kontakt z jednym podwładnym, który od dawna jest już w cywilu. Przeszedł wszystkie
wspomniane wyżej koleje losu. Po latach doszedł do siebie. Ułożył sobie nowe życie. Mimo to
niedawno wyznał mi, że gdy słyszy informacje o Państwie Islamskim, o uchodźcach z krajów
arabskich, wszystko do niego wraca – czuje strach...
Film: Next Film
Pisząc wiele razy o Was – „Foxach” z Karbali, często zadawałem pytanie: co czuje żołnierz, który
jednym ruchem palca kończy czyjeś życie?
Nie ma prostej odpowiedzi. Tu wiele można mówić o walce z samym sobą w takich momentach, o
działaniu pod wpływem impulsu, który nakazuje strzelać, bo albo ja przeżyję albo człowiek, który
do mnie celuje... Można także wyjaśniać, że pociąga się za spust, myśląc o tym, że może zginąć
jakiś kolega...
Pewne jest jedno – nikt nie robi tego z radością, z chęcią, z satysfakcją. Wiem, że te momenty,
obrazy później wracają. Pozostają w człowieku do końca życia i trzeba nauczyć się z tym
funkcjonować. Przypomnę – kto raz wyjechał na wojnę, nigdy z niej nie wraca...
Zaczęło mnie denerwować odpowiadanie na pytania, czy opisywane w mediach wydarzenia w
Karbali naprawdę miały miejsce. Czy rzeczywiście braliśmy udział w tak krwawych walkach,
jeżdżąc nieopancerzonymi Honkerami? Spotkałem się nawet z sugestiami wojskowych
zajmujących poważne stanowiska, że wyolbrzymiamy to, co się wtedy wydarzyło, że koloryzujemy
i robimy z siebie bohaterów. Ludzie nie wierzą, że mogliśmy uczestniczyć w tak intensywnych
walkach. A jednak to przeżyliśmy.
Wydanie książki zbiega się z premierą filmu o walkach w Karbali, którą zapowiedziano na 11
września. Czy nie obawia się Pan, że taka niefabularyzowana publikacja może zaszkodzić filmowi
lub odwrotnie – film zniechęci do książki?
Każdy mądry czytelnik ma świadomość, że film jest jedynie oparty na wydarzeniach, ma swoją
wymyśloną fabułę i taka produkcja nie jest dokumentem. Książka wspomnieniowa zaś od
początku oparta jest na faktach, jest więc wierną relacją z wydarzeń. Uważam, że obydwa projekty
wzajemnie sobie nie zaszkodzą. Wręcz przeciwnie. Mam nadzieję, że kto przeczyta książkę,
chętnie obejrzy film. A widz po seansie filmowym sięgnie po książkę, aby wzbogacić swoją
wiedzę.
Jak czuje się człowiek, którego historia będzie przeniesiona na ekran i kogo ma zagrać aktor? Czy
nie obawia się Pan, że Pana postać, odczucia i sposób postępowania zostaną wypaczone.
Znów odwołam się do tego, że film fabularny nie musi być i nie jest lustrzanym odbiciem tego, co
się wydarzyło i postaci, które w wydarzeniach brały udział. Wiem natomiast, że aktorzy i cała ekipa
realizatorska podchodziła do tego filmu z wielką pasją i szacunkiem. A nawet podziwem do nas –
uczestników walk w Karbali.
Autor: rozmawiał Bogusław Politowski
Strona: 2
Rozmawiałem wiele razy z Bartłomiejem Topą – aktorem, który w filmie gra moją postać. Wiem,
że starał się wiernie oddać atmosferę tamtych chwil i powagę sytuacji. Nie chciałbym jednak, aby
gloryfikował moją osobę. Bardziej zależy mi na tym, by z pierwszoplanową postacią utożsamiało
się wielu dowódców, którym tak jak i mnie przyszło dowodzić w walce.
Podpułkownik Grzegorz Kaliciak urodził się 23 marca 1973 roku w Prudniku. Służbę wojskową
rozpoczął w 1993 roku jako podchorąży Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Zmechanizowanych we
Wrocławiu. Po ukończeniu studiów objął stanowisko dowódcy plutonu w batalionie
rozpoznawczym w Wędrzynie. W 1998 roku został dowódcą kompanii. Od jesieni 2003 roku
razem z 70 żołnierzami z różnych jednostek wojskowych rozpoczął szkolenie i przygotowanie do
wyjazdu na drugą zmianę misji w Iraku.
W styczniu 2004 roku kompania rozpoznawcza, nazywana kompanią Fox, rozpoczęła służbę w
składzie 17 Batalionu Zmechanizowanego w irackiej bazie Camp Lima, 10 km od Karbali. W
marcu doszło do pierwszych potyczek z rebeliantami. Od tego momentu przez dwa miesiące, do
końca maja 2004 roku, kompania brała udział w walkach w Karbali. Najpierw przez trzy noce
bronili miejskiego Ratusza, tak zwanego City Hall. Podczas pierwszej doby walk zginęło ponad
100 rebeliantów. Polaków wspomagali żołnierze bułgarscy. Przez kolejne dni, razem z żołnierzami
amerykańskiego oddziału pancernego z 1 dywizji, kpt. Kaliciak ze swoimi żołnierzami brał udział w
tzw. czyszczeniu Karbali. W trakcie walk lekko rany został tylko jeden z nich, plut. Tomasz Nowak.
Do kraju kompania Fox wróciła w sierpniu.
Obecnie Grzegorz Kaliciak w stopniu podpułkownika jest dowódcą batalionu dowodzenia
Strzelców Wielkopolskich w 17 Wielkopolskiej Brygadzie Zmechanizowanej.
Dłuższa rozmowa z ppłk. Grzegorzem Kaliciakiem we wrześniowym numerze miesięcznika
„Polska Zbrojna”.
Autor: rozmawiał Bogusław Politowski
Strona: 3