wydarzenia - Polish Diving Club
Transkrypt
wydarzenia - Polish Diving Club
22 wydarzenia | „Chopin” poturbowany Anna Rączkowska pina” przez cały weekend żyli nie tylko Polacy, o losie statku na bieżąco informowały również brytyjskie media. Żaglowiec „Fryderyk Chopin” z 47 osobami na pokładzie wpłynął w poniedziałek rano do portu Falmouth w Kornwalii. Tym samym Feralny rejs Problemy „Fryderyka Chopina” zaczęskończyła się dramatyczna podróż gimnazjalistów ze„Szkoły pod ły się w piątek, kiedy w odległości około żaglami”. Jednostka, po stracie masztów, od piątku była holowa- 160 km na południowy zachód od wysp na przez kuter rybacki w asyście łodzi straży przybrzeżnej. Choć Scilly, przy sztormowej pogodzie, stracił wypadek wyglądał groźnie, nikomu nic się nie stało. oba maszty. Od tej pory statek wymagał Żaglowiec zacumował przy boi na redzie w poniedziałek tuż przed godziną 10 rano. Polską jednostkę holował kuter rybacki „Nova Spiro” z portu Newlyn, a eskortował holownik. Przez 5 listopada 2010 niemal cały czas akcji w pogotowiu była również łódź ratunkowa „Sennen Cove”. Na nabrzeżu na załogę czekali przedstawiciele polskiej ambasady w Londynie, wysłannicy armatora, mieszkańcy miasta i dziennikarze. Historią rejsu „Cho- holowania. Na pokładzie żaglowca było 47 osób, w tym 36 nastolatków, uczniów „Szkoły pod żaglami”, którzy w czteromiesięczny rejs na Karaiby ruszyli 1 października. Z ostatniego portu w Plymouth wypłynęli pięć dni temu. W piątek rano na oceanie szalał sztorm, siła wiatru dochodziła do 9 stopni w skali Beauforta. Brytyjska straż przybrzeżna poinformowała, że „Chopin” wysłał sygnał SOS wkrótce po tym jak stracił pierwszy maszt, około godziny 8 rano. W godzinę później żaglowiec stracił drugi maszt. Sygnał z polskiego statku odebrała łódź rybacka i to ona dopłynęła jako pierwsza do uszkodzonej jednostki. Potem nadpłynął kontenerowiec „Narissa”, który osłaniał Chopina przed wiatrem i falami, a w razie konieczności miał przyjąć na pokład załogę. Po stracie masztów kapitan Ziemowit Barański postanowił nie uruchamiać silnika statku, ponieważ istniało ryzyko zaplątania się połamanych masztów i olinowania w śrubę. Ocenił jednak, że Fot. Aleksander Fox sytuacja jest na tyle bezpieczna, by załoga mogła zostać na statku. Żaglowiec miał pierwotnie dotrzeć do Falmouth już w sobotę rano, jednak plany pokrzyżowała zła pogoda. Kuter holujący polską jednostkę zmuszony był z tego powodu zmniejszyć prędkość z czterech do jednego węzła. Gimnazjaliści popłyną dalej – Nie było tak strasznie – mówili młodzi członkowie załogi zaraz po dotarciu na ląd. Gimnazjaliści, z których większość była po raz pierwszy na pokładzie, przeżyło na statku przygodę życia. Teraz młodzież liczy na to, że rejs będzie kontynuowany. Nie chcą wracać do kraju, wolą zostać na uszkodzonym żaglowcu i tam dokończyć semestr nauki. – Postoimy tutaj z dwa tygodnie, pouczymy się, a potem popłyniemy dalej – mówił jeden z uczestników rejsu dziennikarzom. Podobnego zdania są rodzice uczniów. Podczas dryfowania statku lekcje się nie odbywały. Wszyscy gimnazjaliści z „Chopina” dobrze pływają, niektórzy mają też patenty żeglarskie. Dlatego, w przeciwieństwie do ich rodziców, rejsu się nie bali. W Kornwalii uczniowie mieli zostać przez 3-4 dni. Fot. Aleksander Fox – Przewieźliśmy młodzież do hostelu w pobliżu portu, gdzie zostaną do czasu uprzątnięcia pokładu, na którym teraz jeszcze przebywanie jest niebezpieczne. A potem wrócą do normalnych zajęć. Wszystkie znaki na niebie wskazują, że polscy gimnazjaliści będą kontynuować swój rejs – powiedział „Gońcowi Polskiemu” Dariusz Adler, kierownik wydziału konsularnego przy ambasadzie RP w Londynie. Pomoc z londyńskiego „Walenia” Na pomoc „Fryderykowi Chopinowi” przyszli polscy płetwonurkowie z londyńskiego klubu „Waleń”. O przysługę poprosił ich kapitan Krzysztof Baranowski, założyciel „Szkoły pod żaglami” i organizator rejsu. – Jechaliśmy już w nocy, żeby zdążyć na czas – powiedział „Gońcowi Polskiemu” Aleksander Fox. Trzech płetwonurków sporządziło niezbędną dokumentację. – Wideo i zdjęcia, które wykonaliśmy pod wodą, pomogą oszacować w całości straty, dokładnie sprawdziliśmy też poszycie kadłuba – dodał Fox. Poza oględzinami jednostki nurkowie na miejscu usu- nęli liny, które oplątały się wokół steru i śruby podczas sztormu. – Musieliśmy je rozciąć i usunąć, odplątywanie było niemożliwe. W sumie pod wodą spędziliśmy ponad godzinę, trzykrotnie opływając „Chopina” – komentują nurkowie. – Dopiero pod wodą zobaczyliśmy, jak zniszczone są burty, głęboko porysowane od transportowanych, połamanych masztów – twierdzą nurkowie. Ekipa polskich płetwonurków z Londynu pracowała za darmo. Zbiórka na naprawę Właściciela jednostki czeka teraz szacowanie strat i sprzątanie pokładu. Dopiero potem zapadnie decyzja, kiedy i gdzie statek zostanie naprawiony. Po otrzymaniu wyceny kosztów napraw armator zdecyduje, gdzie „Fryderyk Chopin” zostanie naprawiony. Możliwe są dwa rozwiązania – na miejscu lub w stoczni w Gdyni, gdzie żaglowiec został zbudowany w 1992 roku. Nieprzewidziany remont łączy się z dodatkowymi kosztami. Ze wstępnych szacunków wynika, że będzie to około 1 mln złotych. Do tego dochodzą koszty za holowanie „Chopina”, armator kutra zażądał podobno bardzo dużej sumy. Z tego powodu kapitan Baranowski i fundacja Fot. Aleksander Fox „Szkoła pod żaglami”, organizator przerwanego z powodu utraty masztów rejsu na Karaiby, wystosowała apel o zbiórkę pieniędzy i szuka sponsorów. Pomóż „Chopinowi” Założona przez kpt. Krzysztofa Baranowskiego fundacja „Szkoła pod żaglami” powstała rok temu. Jej głównym celem jest realizacja projektu „Dookoła Świata za Pomocną Dłoń”, który nawiązuje do zainicjowanej przed 25 laty idei „Szkoły pod żaglami”. Wszyscy, którzy chcą pomóc w naprawie „Fryderyka Chopina”, mogą dokonywać wpłat na konto fundacji: Numer konta: 91 1020 1156 0000 7102 0110 8885 Fundacja „Szkoła pod Żaglami Krzysztofa Baranowskiego” Solec 180 05-532 Baniocha NIP 123-118-30-53 KRS 000329604 reklama