Rodzina - Wspólnota Zwiastowanie

Transkrypt

Rodzina - Wspólnota Zwiastowanie
Rodzina
Rodzina stanowi rozwijającą się na bazie małżeństwa naturalną wspólnotę rodziców
z ich dziećmi (societas naturalia parentalis) i jednocześnie komórkę ludzkiego
społeczeństwa, nad którą Bóg wylał swoje błogosławieństwo płodności. Podczas gdy
teologia małżeństwa została w ostatnich latach pogłębiona w zadowalający sposób,
teologia rodziny znajduje się dopiero u swych początków, co po części tłumaczy się
tym, że jedynie małżeństwo, nie zaś rodzina, jest sakramentem. Pomimo to, palącą
potrzebą jest rozbudowa teologii rodziny; byłoby bowiem niemożliwym do pomyślenia
zawężeniem, gdyby, co dzieje się - niestety - nierzadko, dostrzegać małżeńską
relację małżonków wraz z jej problemami seksualnymi, natomiast pozostawiać
prawie poza polem zainteresowania rodzinę, której rola jest szczególnie doniosła dla
człowieka, zagrożonego nieosobowymi formami relacji, występującymi w epoce
uprzemysłowienia. Należy przy tym zwrócić uwagę na fakt, że zachowująca
ponadczasową obowiązywalność struktura rodziny urzeczywistnia się w aktualnych
warunkach społecznych i gospodarczych. Zewnętrzna forma manifestowania się
rodziny jest dlatego poddana historycznym zmianom, zaś bez wątpienia zmiany te
przybrały ogromne rozmiary wraz z początkiem doby uprzemysłowionej.
1. Rodzina jako wspólnota życia rodziców z ich dziećmi
Wspólne życie rodziców z ich dziećmi należy tak bardzo do istoty rodziny, że
wszystkie próby zniszczenia rodziny zwykły rozpoczynać swoje dzieło właśnie w tym
punkcie. Ta cecha charakterystyczna jest wyraźnie widoczna w komunistycznych
utopiach społecznych, które ze swoim dziwacznym zazębianiem się fantastyki i
rozumu, zsekularyzowanej eschatologii i kolektywistycznej rzeczywistości są bardziej
zagadkowe niż mogłoby się to wydawać na pierwszy rzut oka.
W piątej księdze Państwa Platon naszkicował państwo idealne, w którym członkowie
stanu obronnego są pozbawieni wszystkiego, co "moje" i "twoje", tak, że "nikt nie
posiada niczego własnego poza swoim ciałem". Strażnicy nie mogą posiadać "ani
domów, ani ziemi, ani też żadnego innego dobra". Nawet żony i dzieci są wspólne,
"tak, że ojciec nie zna dziecka, ani też dziecko nie zna swojego ojca". Natychmiast
po urodzeniu dzieci zostają przeniesione do domu dla niemowląt, który matki mogą
odwiedzać jedynie na krótki czas w celu karmienia, przy czym strażniczki "powinny
za wszelką cenę nie dopuścić do tego, by którakolwiek z nich rozpoznała swoje
dziecko"(1). Pozostając pod wpływem Platona, również Thomas Campanella na
początku XVII wieku w swoim Państwie słońca naszkicował pozbawiony rodziny
porządek społeczny. Mężczyźni i kobiety są w tej komunistycznej dyktaturze
skoszarowani i śpią w oddzielnych halach. Na podstawie rozważań medycznych i
astrologicznych pary zostają urzędowo kojarzone w celu zrodzenia potomstwa.
Dzieci wzrastają w państwowych domach dziecka tak, że rodzice i dzieci nie znają
się nawzajem (2). W 1949 roku George Orwell bardzo drastycznie ukazał widmo
pozbawionego rodziny komunistycznego społeczeństwa przyszłości: "Świat lęku,
zdrady i mąk, świat deptania i bycia podeptanym, świat, który będzie tym bardziej
nieubłagany, im bardziej się rozwija (...). Przecięliśmy związki pomiędzy dzieckiem a
rodzicami, pomiędzy człowiekiem a człowiekiem i pomiędzy mężczyzną a kobietą.
Nikt nie może już ufać żonie, dziecku czy przyjacielowi. Ale w przyszłości nie będzie
już żadnych żon i przyjaciół. Dzieci zostaną zabrane od ich matek natychmiast po
urodzeniu, tak jak kurze zabiera się jajka. Popęd seksualny zostanie wykorzeniony.
Płodzenie dzieci stanie się corocznie spełnianą formalnością niczym odnowienie
karty na środki żywności (...). Jeśli chcą państwo wyobrazić sobie przyszłość, to
proszę wyobrazić sobie but, który depcze ludzką twarz - coraz bardziej i bardziej "(3).
Po naśladowczym i nietwórczym ożywieniu socjalistycznych utopii w ostatnich tatach
zaczynają się również szerzyć stare, wrogie rodzinie ideologie. Wytworem rodziny
jest rzekomo owa "specyficznie autorytarna postawa", "od której w dużym stopniu
zależy stan posiadania burżuazyjnego porządku" (M. Horkheimer). Ma ona stanowić
"wytwórnię poddanych dla autorytarnych społeczeństw" i przesłankę kapitalizmu.
Miejsce rodziny powinien zająć kolektyw "komun" i "rodów z wyboru"(4). Dopiero
wtedy człowiek będzie "wyemancypowany".
Jako niesłychaną bezczelność należy określić fakt, że te neomarksistowskie frazy
zostały przyjęte w Raporcie o stanie rodziny (5), przedłożonym w 1975 roku przez
niemiecki rząd federalny. Totalitarna praktyka wychowawcza rodziny, zasadzająca
się na późnokapitalistycznych stosunkach produkcji i władczych relacjach
międzyludzkich ma być, jak zostało to określone we wspomnianym raporcie,
przezwyciężona przez "zorientowaną ku socjalizacji" politykę rodzinną. Wychowanie
dzieci miałoby stanowić "zadanie całego społeczeństwa"; jego wykonanie
społeczeństwo powierza "rodzinom i pozarodzinnym instytucjom pedagogicznym". Ta
niesłychana teza, pozostająca w sprzeczności z art. 6. ust. 2 Ustawy Zasadniczej
Republiki Federalnej Niemiec nie uwzględnia faktu, że społeczeństwo nie może
powierzać komuś czegoś, czego samo nie posiada. Zadanie wychowania należy w
pierwszym rzędzie i niezbywalnie do rodziny. Nie pochodzi ono bowiem od państwa
czy też od społeczeństwa. Tym wrogim rodzinie utopiom chrześcijańska nauka
społeczna przeciwstawia rodzinę jako konieczną wspólnotę życia, mającą do
wypełnienia dwa zadania: troskę o potrzeby materialne i pielęgnowanie wartości
duchowych, moralnych i religijnych. Obu tych zadań nie można prawie od siebie
oddzielić w codziennym życiu rodzinnym, jako że sposób ukształtowania
gospodarstwa domowego jednocześnie ma konsekwencje wychowawcze.
1. Troska rodziny o potrzeby materialne
W oczywisty sposób rodzina gwarantuje dziecku kredyt istnienia i poczucie
bezpieczeństwa; chroni je przed lękiem i zapewnia mu przestrzeń działania tak, by
mogło beztrosko wzrastać. Można wskazać trzy rodzaje ocalającej, ochronnej,
sprawującej troskę i zabezpieczającej funkcji rodziny:
a) Rodzina daruje człowiekowi ognisko domowe, mieszkanie, dom. Właśnie dzisiaj,
kiedy większość ludzi wykonuje swoją pracę zawodową w zakładach pracy,
urzędach, biurach i sklepach, potrzebują oni domu, który na nich czeka i zapewnia im
serdeczną atmosferę (w języku niemieckim dom (Heim) wiąże się z ojczyzną
(Heimat) i tajemnicą (Geheimnis). Budowlana struktura mieszkania powinna
rzeczywiście wyrażać treściową zawartość domu, co niestety nie zawsze ma miejsce.
W wielu mieszkaniach pokoje są doczepione najczęściej do okropnego korytarza,
który siłą rzeczy staje się punktem centralnym mieszkania, a rodzina zostaje
socjologicznie rozczłonkowana na poszczególne osoby, z których każda prowadzi
własne życie. Zamiast tego musi zostać na nowo uznane i uwzględnione przy
planowaniu budowy "centrotwórcze znaczenie" mieszkania, co będzie prowadziło do
powstania grup pomieszczeń, "które w horyzontalnej i wertykalnej rozciągłości są
uporządkowane wokół centralnego, wspólnego pomieszczenia". W ten sposób
rodzina zostanie pojęta jako całość, która w przestrzeni mieszkalnej posiada
"sensowne miejsce swego spotkania i rozwoju", "bez naruszania rozwoju jednostki"
(R. Gieselmann) (6).
Mieszkanie może spełniać swoją funkcję domu zarówno w przypadku domu
własnościowego, jak również mieszkania wynajmowanego. Podczas gdy dla
zamożnego obywatela XIX wieku założenie rodziny przed wejściem w posiadanie
własnego domu stanowiło prawie skazę na honorze, dzisiaj pewien określony rytm
mieszkaniowy jest w dużej mierze czymś zwyczajnym. Młodzi małżonkowie zwykli na
początku wprowadzać się do małego mieszkania; gdy są gotowi mieć więcej dzieci
poszukują - często wieloetapowo - większego mieszkania; na starość, kiedy dzieci
wstępują w związki małżeńskie, rodzice na nowo powracają do mniejszego
mieszkania. W ten sposób następuje po sobie pięć form gospodarstwa domowego:
gospodarstwo domowe małżonków, gospodarstwo domowe z małymi dziećmi,
dojrzałe gospodarstwo domowe, gospodarstwo domowe starszych ludzi i wreszcie
gospodarstwo kadłubowe. Nie do przecenienia pozostaje jednak znaczenie własnego
domu dla zakorzenienia i dla wewnętrznej więzi rodziny. Poprzez własny dom
człowiek zostaje głębiej włączony w krajobraz, ojczyznę, gminę i sąsiedztwo niż
miałoby to miejsce w przypadku mieszkania wynajmowanego. Pius XII podkreślał, że
"ze wszystkich dóbr,- które mogą stanowić własność prywatną", żadne nie
odpowiada bardziej naturze "niż ziemia, kawałek pola, na którym mieszka rodzina i z
którego owoców przynajmniej po części utrzymuje się". Pragnienie posiadania
własnego domu jest we wszystkich warstwach społeczeństwa, również w warstwie
robotniczej, tak silne, że można mówić o ustawicznie rozprzestrzeniającym się ruchu,
mającym na celu posiadanie własnego domu, który nie ma nic wspólnego z
romantyką, lecz związany jest ze zmianą w podejściu do życia warstwy robotniczej i
stanowi ważny etap społecznego i gospodarczego procesu integracji pracobiorców.
b) Wspólnota życia rodziców z ich dziećmi znajduje szczególnie głęboki wyraz we
wspólnocie stołu. W bezinteresowny sposób przy rodzinnym stole przydziela się
każdemu według jego potrzeb. Małe dziecko, które niczego nie "wnosi" i nie
"zarabia", otrzymuje wszystko, czego koniecznie potrzebuje dla zdrowego
wzrastania. W ten sposób w duszy dziecka zostaje obudzone zrozumienie tego, co to
znaczy być niezasłużenie kochanym przez Boga. Kto nigdy nie doświadczył
bezinteresownej miłości ojca i matki, temu przyjdzie trudno pośród twardości życia
uwierzyć w odwieczną miłość Boga. Nad stołem rodzinnym unosi się jakby duch
jerozolimskiej wspólnoty pierwotnej: ,jeden Duch i jedno serce ożywiały wszystkich
wierzących. Żaden nie nazywał swoim tego, co posiadał, ale wszystko mieli wspólne
(...). Każdemu też rozdzielano według potrzeby" (Dz 4, 32-35). W porządku
zbawienia świeci nowym blaskiem głęboki i święty sens, tkwiący we wspólnym
spożywaniu posiłków, już na bazie doświadczenia naturalnego. Świętujemy
Eucharystię jako "Wieczerzę Pańską" (1 Kor 11, 20), która jest symbolem wzajemnej
miłości i jednocześnie zapowiedzią i rękojmią niebiańskiego szczęścia, jako że
zbawieni "siądą za stołem w królestwie Bożym" (Łk 13, 29).
Zrozumiałe samo przez się dzielenie pokarmów przy stole rodzinnym następuje w
postawie zaufania dobroci Boga; dlatego częścią składową posiłku rodzinnego jest
modlitwa przy stole, przy czym rodzina jest świadoma, że prośba o chleb znajduje się
pośrodku siedmiu próśb modlitwy Ojcze nasz nie dlatego, iż stanowi punkt centralny i
rzecz najważniejszą, lecz dlatego, że w środek bierze się to, co jest łatwo narażone
na zranienie. Święte imię Boga, Królestwo Boże, wola Boża stoją ponad prośbą o
chleb powszedni. Pismo Święte dobra ziemskie nazywa przydanym darem Boga:
"Starajcie się naprzód o królestwo Boże i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko
będzie wam dodane" (Mt 6, 33). Kiedy brakuje tego charakteru bezinteresownie
danego daru, rodzinie zagraża niebezpieczeństwo popadnięcia w egoizm
konsumpcjonizmu i upatrywania w dobrach materialnych czegoś urzekającego.
We współczesnej rodzinie stół stanowi nie tylko miejsce wspólnego posiłku, lecz
jednocześnie miejsce rozmowy, zabawy i rozrywki. Wcześniej siadało się do
rozmowy przy palenisku kuchni czy kominka. We współczesnych domach miejsce
pieca, który "urzeczowiony" jako płyta gazowa lub elektryczna stoi w niszy do
gotowania i nie może już być miejscem, wokół którego toczą się rozmowy, zajął stół
rodzinny. Niestety, w wielu rodzinach zapanowało podejrzane milczenie, nie
pozwalające pojawić się serdecznemu, osobiście bliskiemu słowu, tak jak to miało
miejsce w okresie narzeczeństwa czy też w pierwszych latach małżeństwa. Całymi
tygodniami prowadzi się jedynie trzeźwe, interesowne rozmowy, dotyczące na
przykład kosztów związanych z prowadzeniem gospodarstwa domowego. Jest to
rodzaj milczenia pełnego napięcia, nie zaś takiego, o którym Romano Guardini mówi:
"Nic nie zbliża tak bardzo do siebie jak wspólne milczenie". Ludzie pozostają niemi
obok siebie i przeciwko sobie, tak w relacji między ojcem a matką, pomiędzy
rodzicami i dorosłymi dziećmi czy też pomiędzy samymi dziećmi.
c) Wspólny dom i wspólny stół warunkują wspólne prowadzenie gospodarstwa
domowego, przez co zostaje określona trzecia istotna funkcja rodziny w jej trosce o
potrzeby materialne. We współczesnej rodzinie wspólnota gospodarstwa domowego
ogranicza się w zasadzie do utrzymywania mieszkania i zapewnienia ubrania, jak
również do przygotowywania posiłków. Gospodarstwo rodzinne nie jest już miejscem
produkcji, gdyż związane z podziałem pracy i wysokim uprzemysłowieniem życie
gospodarcze doprowadziło do tego, że większość rodzin zakupuje prawie wszystko,
czego potrzebuje oraz że ojciec, a często również matka i dorosłe dzieci zarabiają na
utrzymanie rodziny poprzez pozadomową pracę zawodową. Dom rodzinny i miejsce
pracy są dzisiaj najczęściej oddzielone od siebie, często oddalone o wiele
kilometrów, przez co matka i dzieci nie znają miejsca pracy męża i ojca. Rolę, jaką
dla zabezpieczenia egzystencji rodziny odgrywał niegdyś majątek, pełni dzisiaj dla
robotników, pracowników umysłowych i urzędników pozycja zawodowa zajmowana
w życiu społecznym i gospodarczym oraz uzyskiwana w oparciu o działalność
zawodową regularna pensja czy też płaca. Dobre, w znaczeniu zawodowym,
przygotowanie do wykonywania zawodu zastępuje tym samym majątek konieczny
dla utrzymania rodziny w czasach przedindustrialnych. Nie zaprzecza to istocie
rodziny, jako że w wymiarze gospodarczym nie musi ona stanowić bezwarunkowo
samowystarczalnej jednostki produkcyjnej.
Ponieważ mężczyzna jest najczęściej czynny zawodowo poza domem,
gospodarstwo rodzinne pozostaje w gestii kobiety, chociaż coraz więcej mężczyzn
jest gotowych do współpracy. Dlatego zwykło się mówić o nowym "matriarchacie
wielkomiejskim" czy o "rządzie kobiet" jako części składowej "współczesnej
wielkomiejskiej formy życia” (7). Prowadzenie gospodarstwa domowego stawia
kobiecie tak wysokie wymagania, że żartuje się, iż mężczyzna, który pozostałby
nagle bez żony, powinien opublikować następujące ogłoszenie: "Poszukuję kobiety
do prowadzenia gospodarstwa domowego. Czas pracy od 15 do 17 godzin dziennie,
również w niedziele i dni świąteczne. Nie gwarantuje się spoczynku nocnego.
Wymagane przygotowanie zawodowe lub dobra znajomość gotowania, szycia i
wszelkich prac domowych, jak również księgowości, opieki zdrowotnej i opieki nad
dziećmi oraz prac ogrodowych. Powinna być zdrowa, pogodna, samodzielna,
wyrozumiała i chętna do pracy. Nie powinna stawiać wymagań odnośnie do
wynagrodzenia czy urlopu" (8) (Rut Dirx). Sąd Rejonowy w Oldenburgu obliczył
niepłatną pracę gospodyni domowej (przy tygodniu pracy w wymiarze 46 godzin) na
sumę 1.425 marek niemieckich miesięcznie (9) Niemiecki Sąd Federalny stwierdził
[...] w 1982 roku, że nakład pracy gospodyni domowej równa się 60 godzin w
wymiarze tygodniowym (10).
Jeśli jakiejś rodzinie udaje się z biegiem lat zebrać oszczędności na zakup własnego
domu, to należy to w dużej mierze zawdzięczać sumiennemu i przewidującemu
sposobowi prowadzenia gospodarstwa domowego przez kobietę. Kiedy jednak
kobieta zawodzi w prowadzeniu gospodarstwa domowego, w rodzinie, pomimo
dobrego zarobku męża, następuje tak zwane "wtórne ubóstwo", tzn. ubóstwo,
którego przyczyna tkwi nie w niewystarczających zarobkach mężczyzny, lecz w
niewłaściwym gospodarowaniu. "Wtórne ubóstwo" pojawia się przede wszystkim
wtedy, kiedy gospodyni domowa zarządza majątkiem domowym zgodnie z zasadą:
"Nasze utrzymanie życiowe odpowiadające naszej pozycji wynosi 20% więcej niż
zarobki mojego męża."
2. Służba rodziny na rzecz wartości duchowych, moralnych i religijnych
Rodzina stanowi dla społeczeństwa ludzkiego najważniejszą wspólnotę wychowania i
wykształcenia. Ponieważ miłość i życzliwość stanowią zasadę życia rodziny,
wychodzi z niej moc wychowawcza i kształtująca osobowość, którą trudno z
czymkolwiek porównać. Można przy tym rozróżnić funkcje rodziców, rodzeństwa i
dziadków.
["Pierwszą i podstawową komórką ”ekologii ludzkiej” jest rodzina, w której człowiek
otrzymuje pierwsze i decydujące wyobrażenia, związane z prawdą i dobrem, uczy
się, co znaczy kochać i być kochanym, a więc co konkretnie znaczy być osobą." W
niej dziecko może "nabywać świadomość swojej godności i przygotować się do
podjęcia swego jedynego i niepowtarzalnego przeznaczenia" (CA 39).]
a) Zdaniem Tomasza z Akwinu rodzicom zawdzięczamy trzy rzeczy: podarowali nam
życie, wychowali nas i wpoili nam zasady życiowe (11). Tomasz dodaje, że celem
wychowania jest prowadzenie do ludzkiej doskonałości. Rodzina stanowi
jednocześnie drugie, duchowe łono, w którym zrodzone przez matkę dziecko
powinno dojrzewać w kierunku osobowości moralnej (12). Dziecku, które nie
otrzymuje słów wypowiedzianych do niego z miłością, grozi duchowy smutek,
pomimo najlepszej opieki materialnej, jak ma to nierzadko miejsce w przypadku
dzieci z domów dziecka (niebezpieczeństwo "hospitalizmu"). Pozadomowa praca
zarobkowa matek stanowi poważną szkodę, wyrządzaną zwłaszcza małemu dziecku,
którego duchowe możliwości muszą zostać pobudzone przez kochającą matkę:
"Kiedy matka uśmiecha się do swojego niemowlęcia, to zawiera się w tym tajemnicze
wymaganie, by z kolei dziecko uśmiechnęło się do matki. Od tego dnia, w którym
nastąpi to po raz pierwszy, matka jest pewna, że jest emocjonalnie rozumiana przez
swoje dziecko" (August Vetter).
Wychowanie wymaga współdziałania ojca i matki. We współczesnym społeczeństwie
mężczyzna jest zagrożony wyobcowaniem z tego, co ojcowskie i odgrywa "rolę
odsuniętego na bok", po części dlatego, że z racji pracy zawodowej musi spędzać
większą część dnia poza domem, po części dlatego, że sam unika rodziny, po części
zaś dlatego, że jego postać i autorytet zostają osłabione przez zbyt mechaniczne
tłumaczenie i zastosowanie podstawowej zasady równouprawnienia, zakładającej
istnienie społeczeństwa składającego się wyłącznie z równych sobie braci, bez
ojców. Fakt, że Pismo Święte określa "bycie w domu" jako "bycie u ojca" - np. w
przypowieści o synu marnotrawnym, w której nie wymienia się wyraźnie matki,
jednak w oczywisty sposób jest ona również uwzględniana - powinien nas
zastanawiać. Gorszą rzeczą jest to, że ojciec nie ma dla rodziny "chwili czasu" niż to,
że nie ma on dla niej "ani grosza".
Udzielony przez Boga rodzicom początkowy autorytet i zawarte w nim zadanie
wychowawcze napotykają we współczesnym społeczeństwie na znaczne trudności,
ponieważ dzieci i młodzież bardzo wcześnie dostają się w pole oddziaływania sił
pozarodzinnych. Sytuacja jest tym trudniejsza, że pozarodzinne środowisko
społeczeństwa uprzemysłowionego - zarówno środowisko zawodowe, jak również
środowisko czasu wolnego, a coraz częściej środowisko szkolne - są rozdarte w
wymiarze światopoglądowym w taki sposób, że młody człowiek postrzega siebie jako
postawionego w obliczu niemalże nierozwiązywalnych trudności. W związku z taką
sytuacją rodzice mają podwójne prawo i podwójne zobowiązanie: wychowanie dzieci
i nadanie temu wychowaniu kierunku religijnego stanowi nie tylko ich "naturalne
prawo" i priorytetowy obowiązek (art. 6. ust. 2 Ustawy Zasadniczej RFN, lecz są oni
ponadto uprawnieni w ramach pozarodzinnego obszaru społeczeństwa
pluralistycznego do określenia charakteru tych instytucji, w których ich dzieci mają
otrzymać pozarodzinne wychowanie i wykształcenie. Rodzice będą przy tym w
naturalny sposób dawać pierwszeństwo tym instytucjom, które odpowiadają ich
wierze i gwarantują, że zapoczątkowane w domu rodzinnym wychowanie będzie
dalej prowadzone w tym samym duchu. Poważnym wykroczeniem przeciw prawu,
wedle którego funkcjonuje społeczność pluralistyczna, byłoby podjęcie w dziedzinie
wychowania próby zaprowadzenia przymusowych, jednolitych instytucji dla
wszystkich dzieci i dla całej młodzieży; nie istnieje bowiem żadne wychowanie
religijnie neutralne. Ponadto utrzymywane przez państwo pozarodzinne instytucje
wychowawcze, w obliczu szerzącego się rozpadu świata wartości moralnych,
borykają się z coraz to większymi trudnościami w wypełnieniu zadania
wychowawczego. Tym można wyjaśnić fakt, że z roku na rok zwiększa się
zainteresowanie katolickimi szkołami niepublicznymi.
Kiedy mówi się o rodzicach jako o wychowawcach, nie można nie zauważyć, że
także ze strony dzieci pochodzą oddziaływania odmładzające i wychowawcze w
stosunku do rodziców. Jednocześnie między małżonkami tworzy się nowy rodzaj
więzi; ich wzajemne odniesienie nie polega już jedynie na więzi pomiędzy mężczyzną
a kobietą, lecz również pomiędzy ojcem a matką. Wyrazem tego nowego odniesienia
jest nierzadko nowe imię, przy pomocy którego mąż zwraca się do swojej żony; zwykł
nazywać ją "matką", przy czym imię to nie musi koniecznie świadczyć o niedojrzałej
relacji do żony. Dzieci tęsknią za miłością rodziców do nich; dzieci mają jednak
prawo do tego, by ojciec i matka wzajemnie się kochali.
Najlepszym sposobem wychowania jest pogodne i harmonijne życie rodzinne, we
wspólnej radości z tego, co piękne, w pełnym miłości respektowaniu siebie, w
wiernym przebywaniu razem, we wspólnym dźwiganiu radości i cierpienia, w
uwewnętrznionej i żywej religijności. "Kiedy powracacie do domu - mówił Jan
Chryzostom pod koniec IV wieku w jednej ze swoich homilii - to nakrywajcie nie tylko
ziemski stół, lecz także ten duchowy (...) i w ten sposób wasz dom stanie się
Kościołem!" Następnego dnia Chryzostom wrócił do swojego tematu: "Kiedy wczoraj
powiedziałem, że każdy powinien ze swojego domu uczynić Kościół, zawołaliście w
moim kierunku wielkim głosem i wyraziliście waszą wielką radość z powodu tych
słów. Ten, kto z taką wielką radością przyjmuje tę propozycję, pokazuje, że jest
gotów wprowadzić ją w życie. Z tej racji z tym większą przyjemnością przybyłem
dzisiaj z kazaniem." (13)
b) Również rodzeństwo wzajemnie się wychowuje. Mimo zróżnicowania pomiędzy
sobą pod względem wieku, płci i temperamentu rodzeństwo tworzy żywą, bardzo
skuteczną we wzajemnym oddziaływaniu wspólnotę. Relacja pomiędzy braćmi,
pomiędzy siostrami, a przede wszystkim pomiędzy bratem a siostrą jest w stanie
wartościowo wzbogacić wychowanie. "Czymś najlepszym, co może stać się udziałem
młodego mężczyzny, jest posiadanie bliskiej mu pod względem wieku i mentalności
siostry (...) Można nawet postawić sobie pytanie, czy przebywanie obok siebie braci i
sióstr nie jest najdoskonalszą szkołą małżeńskiej miłości. Nie jest rzeczą naturalną
pielęgnowanie w stosunku do drugiej płci odniesień jedynie erotycznych. W kręgu
rodziny, w którym kobiecość występuje w formie siostrzanej, przedstawia się ona w
postaci głębokiej, stałej i czystej” (14).
c) Wspólne życie z dziadkami nie należy wprawdzie w swej istocie do postaci
rodziny, oznacza jednak jedyne w swoim rodzaju wzbogacenie życia rodzinnego.
Według koncepcji chrześcijańskiej starość nie jest załamaniem się życia, lecz jego
szczytem i spełnieniem. Stary człowiek jest zakorzeniony jednocześnie w historii
rodziny, gminy i narodu. Jest on bardziej opanowany, skłonny do rozmyślań i z
pewnością wewnętrznie bliższy temu, co religijne i wieczne niż człowiek młody i
będący w sile wieku. Oczywiście, istnieje również pozorna mądrość i głupota ludzi
starszych, spośród których wielu odnosi się do swego starzenia się nieszczerze,
tchórzliwie, z rozgoryczeniem, przeżywa starość w osamotnieniu i wewnętrznym
ubóstwie. Niekiedy istnieje również niebezpieczeństwo, że dziadkowie - zwłaszcza
kiedy matka pracuje zawodowo poza domem - rozpieszczają wnuki i wychowują je
według "miękkich wzorców", sprzecznych z metodą wychowawczą rodziców.
Przyjęcie starych rodziców w ramy gospodarstwa domowego ich dorosłych i
zamężnych dzieci bez wątpienia niesie ze sobą problemy. Jednakże najczęściej
starzy rodzice likwidują swoje własne gospodarstwo domowe i przenoszą się do
dzieci dopiero wtedy, gdy młode małżeństwo, które właśnie w pierwszych latach
potrzebuje bycia dla siebie, trwa już wiele lat i umocniło się (15).
2. Rodzina jako "komórka" ludzkiego społeczeństwa
1. Prastara tradycja postrzega w rodzinie początek wszelkiego uspołecznienia.
Często rozumiano to w ten sposób, że większe i bardziej rozległe organizmy
społeczne były "dane w rodzinie niczym w zarodku", "tak jak dąb tkwi w żołędziu"
(16). Przyjmowano, że istnieje wznosząca się stopniowo od rodziny i idąca przez ród
i plemię, aż po naród i państwo budowla rozwoju społecznego. Chrześcijańska nauka
społeczna odrzuca ten pogląd jako błędny. Bogato rozgałęzione życie społeczne w
żadnym wypadku nie zawiera się "w miniaturze" w rodzinie. Wsie, miasta,
przedsiębiorstwa, stowarzyszenia, uniwersytety, państwa itd., nie pozwalają się
ułożyć w jedną linię znaczeniową i nie stanowią ani form rozwojowych rodziny, ani
też organizmów o strukturze rodzinnej. Według koncepcji chrześcijańskiej, rodzina
jest raczej w aspekcie biologicznym i moralnym "komórka" społeczeństwa, przy czym
termin "komórka" jest zastosowany jedynie obrazowo, w sensie analogii do
organizmu. "W rodzinie - jak wyjaśnia Pius XII - naród znajduje, dany na drodze
naturalnej, owocny korzeń dla swojej wielkości i potęgi"; w sensie biologicznym
bowiem rodzina jest "prakomórką" i "komórką macierzystą" społeczeństwa. Dlatego
naród, "w którym małżeństwo i rodzina ulegają rozpadowi, (...) jest wcześniej czy
później skazany na wymarcie" (17). Również w znaczeniu moralnym rodzina jest
słusznie nazywana komórką społeczeństwa. Kiedy rodzina nie stanowi już "podstawy
społeczeństwa, pierwszej przestrzeni wychowania i kultury", następuje
depersonalizacja i umasowienie (Pius XII) (18). Te cnoty społeczne, bez których nie
może istnieć społeczeństwo, człowiek przyswaja sobie w rodzinie: miłość bliźniego,
szacunek dla innych, zgodność, sprawiedliwość, solidarność, szacunek do członków
rodziny, możność posłuszeństwa i wydawania poleceń.
[Encyklika Laborem exercens opisuje rodzinę jako "wspólnotę, która może istnieć
dzięki pracy i jest zarazem pierwszą wewnętrzną szkołą pracy dla każdego
człowieka". Dlatego stanowi ona ,jeden z najważniejszych układów odniesienia,
wedle których musi być kształtowany społeczno-etyczny porządek pracy ludzkiej" (LE
10). Został tu przedstawiony nie tyle obraz rodziny rozczłonkowanej na poszczególne
jednostki, utrzymywanej razem jedynie przez zewnętrzne cele, lecz obecne u
prostych ludzi niemal oczywiste przekonanie, że wszyscy członkowie rodziny
wspólnie odpowiadają za pozostałych i wspólnie budują swoją egzystencję.]
2. Jako komórka ludzkiej społeczności rodzina podlega prawu postania. Na radość
wypływającą z faktu, że własne dziecko może być prowadzone ku dojrzałości, ku
samodzielności i ku dzielności życiowej nakłada się bolesna świadomość tego, że
niebawem trzeba będzie pożegnać się z dziećmi, co wynika ze specyfiki rodziny.
Nierozerwalność zachowuje swoją obowiązywalność jedynie w stosunku do
małżeństwa, nie zaś do rodziny. W szczególności, coś bardzo przemijającego ma w
sobie współczesna rodzina pracobiorców. Podczas gdy rodziny chłopskie często
przez całe stulecia pozostają w jednym i tym samym gospodarstwie, dzięki czemu
gospodarstwo rodzinne zachowuje swoją nieprzerwaną trwałość przez całe
pokolenia, współczesna rodzina miejska zostaje założona, by przeminąć po upływie
kilku dziesięcioleci. Ród nie ma żadnego trwałego domostwa. Bez wątpienia,
oznacza to poważną stratę.
Stopniowe wzrastanie dzieci nie powinno prowadzić do duchowego wyobcowania.
Nie może też stanowić beztroskiego oddalania się jednych od drugich, lecz ma być
bezinteresownym i wolnym od zazdrości rozesłaniem. Dlatego św. Augustyn nazywa
rodzinę "szkółką społeczeństwa" (19). Bóg podarował rodzinie płodność nie tylko po
to, aby zmarli mieli swoich następców, lecz także po to, aby żywi mieli towarzyszy
życia. Nierzadko zdarza się, co może być zrozumiałe, że zarówno ojciec, jak i matka
sprzeciwiają się usamodzielnieniu się dzieci. W przypadku ojca pewną rolę mogą
odgrywać w tym względzie motywy patriarchalne. Po stronie matki powstaje
niebezpieczeństwo przesadnego przywiązania dziecka do siebie, które jest
szczególnie wielkie wtedy, kiedy jest to jedyne dziecko i gdy brakuje ojca, jak ma to
miejsce w przypadku samotnych matek czy też kobiet rozwiedzionych bądź
owdowiałych. Takie nazbyt mocne powiązania wywierają nierzadko negatywny wpływ
na późniejsze małżeństwa tych dzieci, jako że duchowemu oddaniu się
współmałżonkowi stoją na przeszkodzie podświadome zahamowania. W innych
przypadkach rodzice podejmują próbę utrzymania dzieci przy sobie ze względów
ekonomicznych, np. jako tanią siłę roboczą. Córki chłopów odpowiadały w ankietach
z rezygnacją: musiałam "pomagać w domu", byłam "nieodzowna w gospodarstwie
rodziców", a teraz znajduję się zawodowo na "bocznym torze". Jest rzeczą
niewłaściwą, aby w rodzinach chłopskich zabraniano ustępliwym spadkobiercom,
również córkom, uzyskiwania należytego wykształcenia zawodowego. Jeszcze
bardziej nie powinno się wywierać wpływu na sumienie dzieci, jeśli chodzi o wybór
małżonka czy też o powołanie kapłańskie bądź zakonne. Pewne arabskie przysłowie
mówi: "Jesteś łukiem, z którego twoje dzieci są wysyłane niczym żywe strzały."
3. Zanik i przemiana funkcji rodziny w społeczeństwie uprzemysłowionym
1. Zanik funkcji. Zwykło się mocno ubolewać nad kryzysem i rozpadem rodziny w
społeczeństwie uprzemysłowionym: w ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat liczba
rozwodów powiększyła się ponad pięciokrotnie. Liczba urodzin zmniejszyła się w tym
samym czasie do poziomu jednej trzeciej poprzedniej ilości. Przerażający zanik
funkcji spustoszył rodzinę. Nic więc dziwnego, że mąż, żona i dzieci radości żyją
obok siebie w milczeniu i bez radości i najchętniej chcieliby od siebie uciec. Taki
ogólnikowy sąd jest jednak fałszywy. Pomimo wielu zagrożeń i konieczności
dopasowania się do nowych warunków, większość rodzin - niejako na mocy
tajemniczej, wewnętrznej siły - pozostała wierna swojej istotnej formie. Obiektywna
ocena zaniku funkcji w łonie rodziny musi rozróżniać dwie rzeczy:
a) W prymitywnych warunkach społecznych, jak choćby w przypadku nomadów
(hodowców bydła), wielka rodzina, do której - pod patriarchalnym kierunkiem ojca należeli żonaci synowie ze swymi żonami i dziećmi, jak również służący obu płci,
spełniała wielorakie funkcje, obce współczesnej rodzinie. Ojciec rodziny ferował
wyroki sądowe, sprawował kult religijny i prowadził wojny. Nie istniał wtedy jeszcze
żaden związek państwowy, nie było żadnych sądów, szkół, zorganizowanych
wspólnot religijnych. Obraz ten uległ zmianie jak tylko państwo, prawo, gospodarka,
religia, nauka i sztuka wyspecjalizowały się jako odrębne obszary kulturowe i
uzyskały własną samodzielność. Proces ten nie stanowił o utracie funkcji właściwej
rodzinie, jako że rodzina przestała jedynie spełniać zadania, które do tej pory
wykonywała zastępczo. Ponadto w epoce przedprzemysłowej rodzina pozostawała
nadal rzeczywistością o bogatych funkcjach. W wymiarze gospodarczym
pozostawała w dużej mierze samowystarczalna, jako że produkowała to, czego
potrzebowała, i zużywała to, co wyprodukowała. Również nauka i wykształcenie
zawodowe dzieci odbywały się zasadniczo w ramach rodziny. Jest rzeczą oczywistą,
że rozwój przemysłowy ograniczył wiele z tych funkcji bądź przeniósł je na instytucje
pozarodzinne. Od dłuższego już czasu rodzina przestała być miejscem produkcji,
jako że współczesna gospodarka przejęła prawie bez reszty tę funkcję w ramach
doskonałego podziału pracy. Również większość napraw jest dzisiaj przeprowadzana
przez wyspecjalizowanych rzemieślników. Wykształcenie szkolne i zawodowe stawia
tak wysokie wymagania, że mogą im zadośćuczynić jedynie instytucje pozarodzinne.
Podczas gdy w epoce przedprzemysłowej było czymś oczywistym to, że chorzy,
niezdolni do pracy i starzy ludzie znajdowali utrzymanie oraz opiekę we wspólnocie
rodzinnej i w oparciu o jej środki - niekiedy bardzo szczupłe, jak to miało miejsce w
przypadkach zarazy, głodu czy wojen - to dziś zadania te zostały przejęte przez
wielkie organizacje opieki społecznej. Nie należy jednak przesadzać w ocenie
skutków zaniku tych funkcji. Dzisiejsza rodzina nie ma potrzeby przędzenia i tkania,
prowadzenia gospodarskiego uboju zwierząt rzeźnych czy posiadania pieca z
trzaskającym ogniem zamiast kuchni gazowej bądź elektrycznej. Uwolnienie od
pomocy przy pracy produkcyjnej, jak również techniczne ułatwienia stwarzają matce
możliwość intensywniejszego poświęcenia się wychowaniu dzieci pielęgnowaniu
domu oraz stołu.
b) Zanik funkcji w sensie właściwym ma miejsce dopiero wtedy, kiedy zostają nim
dotknięte istotne funkcje rodziny - dom, stół, gospodarstwo domowe, pielęgnowanie
wartości duchowych, moralnych i religijnych. W niektórych rodzinach wspólnota stołu
praktycznie nie istnieje, ponieważ ojciec i zawodowo czynna matka spożywają posiłki
w stołówkach zakładowych, natomiast dzieci - w przedszkolach bądź miejscach
dziennego pobytu dla dzieci. W wielu przypadkach znikła również resztka wspólnoty
obrzędowej, gdyż nie ma już miejsca na wspólną modlitwę, zaś uroczystości
chrześcijaciskie są coraz mniej widoczne w życiu rodzinnym. Wiele rodzin nie zna już
doświadczenia wspólnego pogodnego bycia w domu, bo rodzice i dzieci przenieśli
gdzie indziej punkt ciężkości swego życia, zaś dom rodzinny traktują jedynie jako
sypialnię, co powoduje całkowity paraliż funkcji wychowawczej.
2. Przemiana funkcji. Warunki życia społeczeństwa uprzemysłowionego w niektórych
sektorach pozbawiły rodzinę jej funkcji, podczas gdy na innych obszarach
doprowadziły jedynie do ich przemiany. Rodzina nie jest już miejscem produkcji, ale
w zamian za to poświęca się więcej troski - także w ramach rodziny robotniczej wyposażeniu domu, przygotowywaniu posiłków oraz wychowywaniu i
przysposobieniu dzieci do życia, szczególnie we współpracy ze szkołą. To, co
William F. Ogburn pisze na temat Stanów Zjednoczonych, odnosi się również do
Niemiec: pomimo wtargnięcia techniki do gospodarstw domowych, współczesna
rodzina spędza "pokaźną część swojego czasu na gotowaniu posiłków, pielęgnacji
mieszkania, zmywaniu, szyciu i naprawianiu ubrań"(20). Planuje się, oszczędza i
kupuje nowe rzeczy, uzgadniając to w sposób partnersko-przyjacielski.
Szczególnie wyraźnie przemiana funkcji współczesnej rodziny jawi się na przykładzie
nowych funkcji czasu wolnego, zyskujących stale na znaczeniu i będących w wielu
przypadkach wyrazem udoskonalonej kultury rodzinnej. Wystarczy tu wspomnieć
prace ogrodowe, majsterkowanie, wspólne muzykowanie i przebywanie, jak również
świętowanie uroczystości rodzinnych.
3. Z zanikiem funkcji i przemianą funkcji rodziny jest związana - częściowo jako
skutek, częściowo jako przyczyna warunkująca - pozadomowa praca zarobkowa
zamężnych kobiet. Również w epoce przedprzemysłowej ideałem kobiety nie było
wyłącznie bycie małżonką i matką. Raczej współpracowała ona przy prowadzeniu
rolnego, rzemieślniczego czy kupieckiego zakładu rodzinnego (por. Prz 31, 10-31).
Dzisiaj równouprawnienie obu płci w instytucjach szkolnych i dziedzinie
wykształcenia, uzależnione od postępu technicznego wyzwolenie człowieka od
ciężkiej, fizycznej pracy, jak również stały wzrost odpowiednich właśnie dla kobiet
miejsc pracy w "trzecim sektorze" usług doprowadziły do tego, że włączenie kobiet i
dziewcząt w życie zawodowe i świat pracy zarobkowej stało się niemal oczywiste.
Nawet jeśli niektóre dane wskazują na to, że w pozadomowej pracy zawodowej
kobiet zdają się zaznaczać dwa punkty ciężkości - jeden przed zamążpójściem, drugi
po 45. roku życiato jednak liczne zamężne kobiety są czynne zawodowo również w
wieku właściwym dla macierzyństwa (od 22 do 40 roku życia). [...)
Kobieta jest przeciążona, jeśli jej miejsce pracy jest usytuowane daleko od miejsca
zamieszkania jej rodziny, zaś ona sama zostaje postawiona w sytuacji narzuconego
planu czasowego ze względu na swe obowiązki jako gospodyni domowej i matki. W
wielu przypadkach zamężna, zawodowo czynna kobieta, szczególnie ta, która musi
opiekować się dziećmi, wykonuje pracę znacznie przewyższającą zaangażowanie
mężczyzn w pracę zawodową i życie rodzinne.
Pochodzące z ostatnich lat badania wykazują, że również dzisiaj wiele zamężnych, w
szczególności młodych, kobiet, które muszą "współzarabiać", żeby móc kupić i
urządzić dom, podejmuje pracę z potrzeby ekonomicznej. Inne czynią to, gdyż chcą
uzupełnić wiano bądź bardziej komfortowo wyposażyć mieszkanie, ponieważ wzrosły
ceny samochodów, gdyż chcą sobie pozwolić na lepszy urlop, ponieważ pociąga je
koleżeńska atmosfera w fabryce czy biurze, gdyż chcą uciec od domowej nudy,
ponieważ przyzwyczaiły się jako dziewczęta zarabiać na siebie i być ekonomicznie
niezależne i ponieważ, zwłaszcza te kobiety, które nie są czynne zawodowo, lecz
jako matki wychowują w domu dzieci, są w starszym wieku pozbawione środków do
życia ze względu na brak emerytury. Papież Pius XII wypowiedział się na ten temat
21 października 1945 roku, ostrzegając, że kiedy matka podejmuje pracę zarobkową
poza domem, dom ten, "być może już ponury i ciasny (...) stanie się jeszcze bardziej
nędzny z powodu braku opieki". Rodzina nie spotyka się już ani przy posiłkach, ani
też przy wspólnej modlitwie. "Co zatem pozostaje z życia rodzinnego? I jaki urok
może mieć ono jeszcze dla dzieci?" W jaki sposób u dorastającej córki może się
pojawić żywe pragnienie "zostania prawdziwą panią domu, tzn. gospodynią w
szczęśliwej, kwitnącej i pełnej godności rodzinie" (21).
Papież Jan Paweł II wyjaśniał: "prawdziwy awans kobiety domaga się także, by
wyraźnie była uznana wartość jej zadania macierzyńskiego i rodzinnego w
odniesieniu do wszystkich innych zadań publicznych i wszystkich innych zawodów".
Dlatego Kościół będzie się tego domagał, "nawołując niestrudzenie do uznania i
poszanowania przez wszystkich niezastąpionej wartości pracy kobiety w domu". Nie
jest słuszne szeroko rozpowszechnione przekonanie, że "większy zaszczyt przynosi
kobiecie praca poza domem, niż praca w rodzinie". "Jeżeli prawo dostępu do różnych
zadań publicznych ma być przyznane kobietom podobnie jak mężczyznom, to
jednocześnie społeczeństwo winno stworzyć takie struktury, aby kobiety zamężne i
matki nie były w praktyce zmuszone do pracy poza domem i aby ich rodziny mogły
godnie żyć i rozwijać się pomyślnie nawet wtedy, gdy kobieta poświęca się
całkowicie własnej rodzinie." (22).
4. Zadania polityki rodzinnej we współczesnym społeczeństwie
1. Społeczeństwu epoki przedprzemysłowej charakter nadawały rolnicze i
rzemieślnicze zakłady rodzinne jako najważniejsze jednostki produkcji i konsumpcji.
Rodzina i "dom" stanowiły gospodarczy, moralny i religijny zamek warowny, miejsce,
w którym ludzie wspólnie żyli i troszczyli się o siebie, modlili i pracowali, zaś w
przypadku choroby czy starości znajdowali opiekę i utrzymanie. Pozycja rodziny w
ramach społeczności feudalnej była mocna i szanowana, a każdy ojciec rodziny
uczestniczył jednocześnie w godności i autorytecie monarchy. Liczne potomstwo było
powodem do dumy, a niekiedy przedstawiało także cenną pomoc w gospodarstwie
domowym, chociaż podobne twierdzenia należy wypowiadać ostrożnie. Albrecht
Duerer, opowiadając o nieszczęśliwym życiu swojej matki, wspomina oprócz zarazy
także wielką liczbę jej dzieci. Często dochód majątków ziemskich nie wystarczał na
wyżywienie licznych rodzin, oszczędzonych przez morowe powietrze i wojnę, i
wówczas, aby zapobiec biedzie, uciekano się do karczowania lasów i osiedlania się
na nowych terenach.
Również w epoce przemysłowej rodzina jako "komórka społeczeństwa" jest
niezastąpioną wartością, jednak jej położenie ekonomiczne stało się bardzo
chwiejne. Rodzina nie jest już miejscem produkcji i nie jawi się jako podmiot zarobku,
a jedynie jako podmiot konsumpcji, ponieważ w skomercjalizowanej społeczności
"zarabia" wyłącznie jednostka. Wskutek tego, większa liczba dzieci oznacza jedynie
obciążenie w sensie ekonomicznym. Podczas gdy w społeczeństwie
przedprzemysłowym polityka rodzinna w ścisłym sensie była nieznana, dzisiaj jest
ona wymogiem społeczno-politycznym. "Ciężary wychowania młodego pokolenia,
bez którego żaden naród i żadna kultura nie jest w stanie utrzymać i przekazywać
swoich wartości, muszą zostać sprawiedliwie rozdzielone w taki sposób, aby naród
poprzez niewłaściwy rozdział tych obciążeń nie naruszył podstaw swego istnienia
(23).
2. Aż do początków epoki przemysłowej liczba ludności Europy zachodniej, na skutek
wysokiej śmiertelności, zwłaszcza niemowląt i dzieci pozostawała mniej lub bardziej
stała, pomimo wielu urodzeń. Później jednak medycyna i higiena zaczęły odnosić
zwycięstwo w walce ze śmiertelnością niemowląt i zarazami. Kontrola urodzin była
prawie nieznana, dzięki czemu ludność Europy w pierwszej połowie XIX wieku
zwiększyła się ze 187 mln do 266 mln, zaś w drugiej połowie z- 266 mln do 400 mln.
Pod koniec XIX wieku została zapoczątkowana nowa faza, którą trzeba określić jako
typową dla pierwszej połowy XX wieku. Podczas gdy liczba zgonów pozostała niska i
ulegała dalszemu zmniejszaniu, zaczęła również spadać liczba urodzin. Można
wymienić różne przyczyny tego zjawiska, natury gospodarczej, społecznej,
kulturalnej, duchowej, moralnej i religijnej: system wynagrodzeń ukierunkowany na
jednostkę, nie na rodzinę, wzrost pracy kobiet, brak mieszkań, społeczna utrata
znaczenia rodzin wielodzietnych, wkroczenie racjonalizmu do małżeństwa, myślenie
kategoriami standardu życia, religijne wykorzenienie, starania o umożliwienie
dzieciom awansu społecznego. Sprawiedliwa ocena zmniejszenia się liczby urodzin
musi uwzględniać również przewagę liczby kobiet w społeczeństwie, starzenie się
ludności i częste poronienia. Przy tym wszystkim nie można pominąć faktu, że
również w tzw. "społeczeństwie dobrobytu" człowiek nie może zrezygnować z
oryginalności i nienaruszalności dziecka. Towarzystwo dzieci w trwającym coraz
dłużej czasie wolnym oznacza dla małżonków szczęście i radość.
Również wychowanie dzieci zostało znacznie ułatwione przez współczesny przemysł
gotowych artykułów. Tym bardziej niepokojący jest fakt, że coraz większa liczba osób
wydaje się przybierać błędną postawę w stosunku do życia, co prowadzi, aby użyć
pewnego obrazu, do większej liczby trumien niż kołysek. Liczba urodzeń, która w
1900 roku wynosiła w Niemczech 35,6 na 1.000 mieszkańców, spadła do wysokości
15,5 w 1953 roku, zaś w roku 1980 do 10,1 na tę samą liczbę mieszkańców. W 1972
roku zakończył się czas naturalnego wzrostu liczby ludności. Przewaga liczby
zgonów - a nie widać żadnych oznak zmiany tej tendencji - będzie jeszcze długo
określać sytuację demograficzną. Już w 1975 roku przewaga liczby zgonów,
wynosząca 12,1 zmarłych na 1.000 mieszkańców przy 9,7 urodzeniach, osiągnęła
swój najwyższy stan w okresie powojennym przy przewadze 148.748 zmarłych w
stosunku do urodzonych. W 1981 roku w Republice Federalnej Niemiec zmarło
97.635 osób więcej niż się urodziło. W tym czasie na terenie RFN przeprowadzono
87.535 zabiegów przerwania ciąży. W 65.466 przypadkach, to jest 74,8% wszystkich
zgłoszonych aborcji, ciężarne kobiety uzyskały pozwolenie na przerwanie ciąży z
powodu ciężkich warunków społecznych.
3. Dwie konsekwencje:
a) Dzisiejsza sytuacja prowadzi do społecznego zdeklasowania rodziny wielodzietnej.
Społeczny standard życia, typowy dla warstw społecznych o podobnej pozycji,
wyznaczają gospodarstwa domowe i rodziny, które albo w ogóle nie mają dzieci, albo
też mają najwyżej jedno lub dwoje dzieci w wieku do 18 lat. Stanowią one 85,3%
wszystkich gospodarstw domowych w Republice Federalnej Niemiec. Następstwa
tego stanu rzeczy dla rodzin z wielodzietnych są oczywiste: gorsze warunki
mieszkaniowe, chociaż właśnie liczna rodzina najbardziej potrzebuje większego i
lepiej wyposażonego mieszkania (z łazienką itp.), gorsze ubrania, gorsze
wyżywienie, mniejsze możliwości wykształcenia itd. Nie można twierdzić, że dzieci
stanowią obciążenie gospodarcze dla rodziców w pierwszych latach życia, a wraz z
upływem czasu stają się ekonomicznie przydatne. Nie jest to już prawdą nawet w
przypadku gospodarstwa wiejskiego, rodzin rzemieślniczych czy kupieckich.
Jednakże dla rodzin robotniczych i urzędniczych dzieci stały się "czystymi
elementami kosztów", ponieważ praca dzieci w fabrykach jest słusznie zabroniona,
zaś dzieci, jeśli tylko zaczynają same odpowiednio dużo zarabiać, mają zwyczaj
zakładać własne gospodarstwa domowe. Przyjmując, że dzisiaj dzieci przychodzą na
świat najczęściej w pierwszym dziesięcioleciu małżeństwa, obniżenie poziomu życia
dotyczy w szczególności najmłodszych rodzin. W Republice Federalnej Niemiec
pracuje zawodowo 36,9% kobiet z rodzin bezdzietnych, a więc rodziny te dysponują
podwójną pensją. Natomiast w rodzinach mających dwoje bądź więcej małych dzieci,
w większości przypadków małżonki muszą zrezygnować ze swojej pozadomowej
pracy zawodowej. Chociaż w związku z dziećmi wzrastają potrzeby rodziny, to
jednak zmniejszeniu ulega dochód. Potrzeby i dochód mają się do siebie odwrotnie
proporcjonalnie.
b) Jeśli utrzyma się proces zmniejszania się liczby osób w rodzinach, grozi
niebezpieczeństwo, że za kilka dziesięcioleci nie będzie można wypracować
koniecznego produktu społecznego. Rodziny z trojgiem i większą liczbą dzieci
stanowią już dzisiaj ponad dwie trzecie przyszłej generacji, natomiast rodziny z
dwojgiem i większą liczbą dzieci nawet 90% przyszłej generacji. Niektórzy twierdzą,
że malejąca liczba urodzin zostanie zrównoważona przez większe inwestycje i
postępującą automatyzację. Prawdą jest, że racjonalizacja i automatyzacja - przy
relatywnym zmniejszaniu się liczby zatrudnionych - może zapewnić rosnące
zaopatrzenie w przemysłowe dobra masowe, jednak nie odnosi się to do dziedziny
usług.
Nawet jeśli polityka rodzinna nie ogranicza się do przedsięwzięć gospodarczych i
powinna np. w ostrożny sposób bronić rodzinę przed wrogimi wpływami
zewnętrznymi, to musi ona jednak dostrzegać swoje naczelne zadanie w
gospodarczym zabezpieczaniu rodziny. Można wtedy żywić nadzieję, że rodzinie
będzie się coraz bardziej udawała integracja w ramach społeczeństwa
przemysłowego.Oczywiście, wyrównanie ciężarów ponoszonych przez rodziny jako
takie nie będzie stanowić dla rodziców, świadomych znaczenia małżeństwa i rodziny,
podstawy do tego, by podarować życie choćby jeszcze jednemu dziecku. "Tak" lub
"nie" wypowiedziane względem dziecka nie zostaje - abstrahując od tzw. "małżeństw
asocjalnych" - określone przez wysokość zapomogi pieniężnej, lecz ostatecznie
przez obraz, jaki mają małżonkowie o małżeństwie i rodzinie. Bardziej sprawiedliwy
podział ciężarów ponoszonych przez rodzinę może i powinien jedynie prowadzić do
zrozumienia sensu wdrożenia sprawiedliwości społecznej w społeczeństwie
przemysłowym.
Gospodarcza pomoc na rzecz rodziny została dzisiaj wprowadzona ustawowo prawie
we wszystkich państwach. Podczas gdy w niektórych krajach, takich jak np. Francja,
Belgia czy Luksemburg, dodatki na dzieci są wysokie, w Republice Federalnej
Niemiec utrzymują się one na stosunkowo niskim poziomie. Do tego dochodzi
jeszcze fakt, że zostają one częściowo pochłonięte przez podatek obrotowy. W
obliczu zatrważającego zmniejszania się liczy urodzin konieczna okazuje się
dodatkowa pomoc na rzecz rodziny, jak choćby prawna ochrona przed wymówieniem
dla pracowników, mających więcej niż dwoje dzieci czy też obniżenie składek
ubezpieczenia społecznego w zależności od liczby dzieci.
5. Małżeństwo i dziewictwo
1. Tak jak dla chrześcijanina problematyczne jest mówienie o zaletach własności
prywatnej bez wspominania o chrześcijańskim ubóstwie, tak jeszcze bardziej
podejrzane byłoby wychwalanie małżeństwa i rodziny bez przypominania o
dziewictwie podejmowanym dla Chrystusa. Należy tutaj odrzucić dwa, wzajemnie
sprzeczne, błędne poglądy, odnoszące się przede wszystkim do sensu życia kobiety.
Niekiedy mówi się, że zamężna kobieta nie może znaleźć swojego spełnienia w
"monotonnej i bezdusznej pracy w domu" i dlatego pozadomowa aktywność
zawodowa jest konieczna dla rozwoju jej osobowości. Inni twierdzą natomiast, że
kobieta niezamężna jest bezużyteczna i jest tylko "półczłowiekiem".
2. Ten, kto rozumie chrześcijański ideał małżeństwa i rodziny, nie potraktuje
poważnie pierwszego zarzutu. Wspólnota domu, stołu i gospodarstwa domowego,
jak również pielęgnowanie w rodzinie wartości duchowych, moralnych i religijnych
stawiają małżonkę i matkę w obliczu tak wielkich i szlachetnych zadań, że może ona
w tym znaleźć najpiękniejszy sposób spełnienia swojego życia.
3. Równie błędna jest druga teza, bowiem małżeństwo i cielesne macierzyństwo nie
stanowią jedynej drogi ku spełnieniu osobowości kobiety. 15 września 1952 roku Pius
XII uskarżał się na "tych wszystkich kapłanów i świeckich, kaznodziejów, mówców i
pisarzy", którzy "nie znajdują ani jednego słowa aprobaty i pochwały dla
poświęconego Chrystusowi dziewictwa; którzy od lat, pomimo napomnień Kościoła i
niezgodnie z jego koncepcją, stawiają wyżej małżeństwo niż dziewictwo; którzy sami
posuwają się tak daleko, że przedstawiają małżeństwo jako jedyny środek do
pełnego rozwoju ludzkiej osobowości i do jej naturalnego dopełnienia" (24).
Dziewictwo ze względu na Chrystusa nie jest żadnym indywidualistycznym
sposobem opanowania popędu, lecz jest udziałem w dziewictwie Kościoła, za który
Chrystus wydał samego siebie (Ef 5, 25-27). Osoba żyjąca w dziewictwie znajduje
się bliżej ostatecznego kształtu człowieka niż osoba żyjąca w małżeństwie, bowiem
instytucja małżeństwa należy jedynie do tego eonu, a po powtórnym przyjściu Pana
ludzie "ani się żenić nie będą, ani za mąż wychodzić", lecz "są równi aniołom i są
dziećmi Bożymi" (Łk 20, 35-36). W osobowości człowieka jest zakorzeniona
możliwość ostatecznego, nieodwołalnego podjęcia decyzji: życia w małżeństwie albo
w bezżenności ku Chrystusowi.
Jednakże nie wszyscy pozostający w stanie wolnym są powołani do dziewictwa ze
względu na Chrystusa, bowiem "o tej dobrowolnej rezygnacji z miłości do Królestwa
Bożego Pan powiedział: ”Nie wszyscy pojmują to słowo, lecz jedynie ci, którym jest
to dane"(25). Wiele kobiet żyje przez całe lata w nadziei na małżeństwo, aż do
czasu, gdy muszą przyznać, że nie zostało im dane doświadczyć miłości męża i
szczęścia posiadania własnej rodziny. Często zaczynają wtedy "w sposób okrutny,
niespokojny i bezlitosny odkrywać we własnym obliczu rys, który alienuje, oddala, a
może także rozczarowuje i zniechęca mężczyzn" (26). Takie kobiety powinny
zdecydowanie walczyć o wiarę, że również za ich losem ukrywa się dobroć i miłość
Boga.
"Młoda chrześcijanka - powiedział Pius XII 21 października 1945 roku - która
pozostaje w bezżenności niezgodnie ze swoją wolą, a pomimo to mocno wierzy w
Opatrzność Ojca niebieskiego, rozpozna w okolicznościach swego życia głos
Mistrza: ”Nauczyciel jest tutaj i woła cię!”Zamiast sobie wmawiać, że jest skazana
na ”nikomu nieprzydatne, bezcelowe życie", wejdzie odważnie w życie publiczne i
przejmie "wielorakie, bohaterskie" zadania, których nie byłyby w stanie wypełnić te
kobiety, które są zajęte sprawami rodzinnymi i wychowaniem swych dzieci lub są
poddane świętemu jarzmu reguł zakonnych”(27).
We wcześniejszych wiekach wierzono, że kobieta potrzebuje "albo męża, albo lub
muru" jako zabezpieczenia (aut maritus, aut murus), a zatem mogła wybrać tylko
między dwiema formami życia; rodziną, kierowaną przez mężczyznę albo
klasztorem, otoczonym murem. Dzisiaj kobieta posiadła większą świadomość
samodzielności i wkroczyła w świat. Nie godzi się już na ograniczenie do sfer,
wyznaczanych jej wcześniej, tj. do kuchni, do dzieci, do klasztoru czy do kościoła
(tzw. "cztery K" - niem.: die Kueche, die Kinder, das Kloster, die Kirche). W istocie,
epoka uprzemysłowienia wymaga dla swego uzdrowienia nie tylko rodzinnego i
klasztornego, ale również publicznego działania kobiety. Przy liczbie ludności świata,
wynoszącej w 1980 roku 4.336 milionów ludzi, 2.515 milionów osób znajdowało się w
wieku czynnym zawodowo, a więc pomiędzy 15. a 65. rokiem życia. Według
informacji FAO, organizacji mającej swoją siedzibę w Rzymie, zatrudniano wtedy
1.815 milionów kobiet. Nawet jeśli są to tylko bardzo przybliżone dane szacunkowe,
to jednak możliwa do obliczenia na ich podstawie liczba 72% zawodowo czynnej
ludności świata może dać pewien pogląd co do udziału kobiet w życiu zawodowym.
Przypisy
1. PLATON, Państwo, 457 d-464 d.
2. Civitas solis, tłum. na język niemiecki: J. E. Wessely, Muenchen 1900.
3. G. ORWELL, 1984. Stuttgart 1950, s. 310 n.
4. Por. M. HORKHEIMER, Traditionelle und kritische Theorie. Frankfurt a.M. 1970; E.
FROMM, Autoritaet und Familie, w: Marxismus, Psychoanalyse, Sexpol I. Frankfurt
a.M. 1970; W. REICH, Die sexuelle Revolution. Frankfurt a.M. 1971; D. COOPER,
Der Tod der Familie. Reinbeck 1972.
5. Deutscher Bundestag, Drucksache 7/3502, 15.4.1975.
4. Por. M. HORKHEIMER, Traditionelle und kritische Theorie. Frankfurt a.M. 1970; E.
FROMM, Autoritaet und Familie, w: Marxismus, Psychoanalyse, Sexpol I. Frankfurt
a.M. 1970; W. REICH, Die sexuelle Revolution. Frankfurt a.M. 1971; D. COOPER,
Der Tod der Familie. Reinbeck 1972.
5. Deutscher Bundestag, Drucksache 7/3502, 15.4.1975.
7. W. BREPOHL, Der Aufbau des Ruhrvolkes im Zuge der Ost-West-Wanderung,
Recklinghausen 1948, s. 220.
8. "Welt der Arbeit", 15.11.1957.
9. "KNA" 15.2.1977 nr 7-8.
10. "BGH" 8.6.1982 r., VI ZR 314/80.
11. ToMASZ z AKWINU, Suma teologiczna II-II 102, 1.
12. "Continetur sub pnrentum tura, sicut sub quodam spirituali utero", Tomasz z
Akwinu, Suma teologiczna II-II 10, 12.
13. In Gen., sermo 6, 2; 7, 1. Por. J. H~FFrJER, Die Familie als Hauskirche. Koeln
1977; tenże, Familie - Chance fur Kirche und Gesellschaft, w: Zżvilisation der Giebe Perspektiven der-Moral, K&In 1981 (Sina und Sendung 12), s. 55-98.
14. J. GUITTON, Die Familienbeziehungen, w: J. VIOLETT, Vom Wesen und
Geheim-nis der Familie, dz. cyt., s. 188.
15. Por. J. Hoeffner, Die christliche Botschaft vorn Sinn des Alters. Koeln 1975,
(Sonderdrucke 29).
16. W. H. RIEHL, Die Naturgeschichte des Volkes. (tl. Stuttgart 1882y, s. 121.
17. Pius XII, 1.6.1941 (UG 517), 24.12.1942 (UG 253), 18.9.1951 (UG 1253),
[27.9.1953 (UG 3318)], 24.7.1949 (UG 1027).
18. Pius XII, 19.3.1953 (UG 1775). 120
19. Augustyn, De Civitate Dei, Lib_ 15, c. 16 (lI, 95).
20. W. F. OGBURN, The Family and its Functions, New York 1934, s. 671.
21. Pius XII, 21.10.1945 (UG 1358, 1360).
21. Adhortacja apostolska Familiaris consortio 23.
22. G. MACKENROTH, Die Reform der Sozialpolitik durch einen deutschen Sozialplan, Berlin 1952, s. 57.
24. Piu XII, 15.9.1952 (UG 31 I5).
25. Pius XII, 29.10.1951 (UG 1089).
26. I. GORRES, Von Ehe undl Einsamkeit, Donauwoerth 1949, s. 41.
27. Pius XII, 21.10.1945 (UG 1351, 1368).
[Joseph Kardynał Höffner, Chrześcijańska nauka społeczna, Warszawa 1999,
109-132]