biały wiersz - Maciej Danek
Transkrypt
biały wiersz - Maciej Danek
biały wiersz Maciej Danek Marcie biały wiersz Maciej Danek wiersze i piosenki Copyright © 2004 Maciej Danek All rights reserved. No part of this book may be reproduced in any form, except for the inclusion of brief quotations in review, without permission in writing from the author. ISBN 1-591-96-468-7 Printed in the United States by Instantpublisher.com Spis treści Biały wiersz.............................................................................................5 Tyś moją drogą........................................................................................6 Jak długo jeszcze na połoninie................................................................7 Jedna noc.................................................................................................8 Zima za progiem.....................................................................................9 Erotyk....................................................................................................10 Kropla za kroplą....................................................................................11 Piwiarnia poetów...................................................................................12 Kołysanka..............................................................................................13 Fala........................................................................................................14 Ballada o szukaniu................................................................................15 Z Tobą – bez Ciebie..............................................................................16 Stacyjki..................................................................................................17 Wesołych Świąt.....................................................................................18 A Ty się poezjo nie lękaj.......................................................................19 Już za późno..........................................................................................20 Z okruchów słońca................................................................................21 Nadzieja................................................................................................22 Listy......................................................................................................23 Więzienie..............................................................................................24 Jest kilka wierszy..................................................................................25 Gdzie znajdziesz takiego wariata..........................................................26 Żeglowanie............................................................................................27 Musimy iść............................................................................................28 Jesień ....................................................................................................29 Zamiast garści przysłów........................................................................30 Piosenka................................................................................................31 Matka Boska spod Leskowca................................................................32 Daleko do Ciebie...................................................................................33 Pieśń czekających.................................................................................34 Buki błękitne.........................................................................................35 Jeszcze jeden, jeszcze kilka dni............................................................36 Pośród naszego małego świata..............................................................37 Polska Wigilia.......................................................................................38 Szary dzień............................................................................................39 Zza morza..............................................................................................40 Księżyca srebrny kołacz........................................................................41 Szukając swojego jutra..........................................................................42 Ziemia niczyja.......................................................................................43 Jesień się ubiera w rudą suknię.............................................................44 Nie pieśń na pożegnanie.......................................................................45 Biały wiersz II.......................................................................................46 Biały wiersz Napiszę dla Ciebie ten wiersz napiszę, jak umiem najprościej wiersz jak tramwaj ostatni, jak śnieg biały wiersz o białej miłości Będziesz biegać codziennie do okna aż zobaczysz któregoś dnia ślady moje na śniegu samotne ułożone w ten wiersz na trzy pas Napiszę dla Ciebie zdań parę napiszę, jak umiem najprościej biały papier i biały atrament i wiersz biały, o białej miłości 5 Tyś moją drogą Tyś moją drogą ja Twoim sumieniem mocnym uściskiem oplatamy Ziemię korzenie nasze jak drzewo stuletnie które posadziłem i ja tylko zetnę Ty zetniesz Ramię moje jesteś ja Twoją opoką Twe myśli uparcie wirują w obłokach a ręce nasze jak puszcza bukowa tam tylko wędrowiec przed deszczem się schowa Ty się schowasz Twoimi ścieżkami do nieba pobiegnę a potem się stanę jak płomień uległy choć serce moje twarde jest jak orzech i dłoń go słaba otworzyć nie może Ty możesz I niechaj nam świeci latarnia odwieczna a jeśli nam kiedyś zabraknie powietrza wgłębimy się w płomień ufnie jak zwierzęta ja jak buk mocarny Ty jak jodła święta pamiętaj 6 Jak długo jeszcze na połoninie Jak długo jeszcze na połoninie będziemy płynąć w trawach falujących okradzionych z białej czapy śniegu nie wiedzieć dokąd biegnących Jak długo jeszcze na połoninie rozkochani w majowej powodzi która skrzydła daje i oczy otwiera wiatr będzie czoła nam chłodził Zbieraj myśli na wielkie kochanie co wieczorem się zazieleni i takie nam nocne śpiewanie rozkwitnie że aż gwiazdy zatęsknią do Ziemi Jak długo jeszcze na połoninie tułać się będzie tęsknota gorąca i jasnym płomieniem wśród buków strzelistych umykać będzie do słońca Nie szukaj słowa, bo słowo mami ciszy poszukaj, popróbuj pieśni dopóki jeszcze na połoninie wicher nam wieje odwieczny Zbieraj myśli na wielkie kochanie co wieczorem się zazieleni i takie nam nocne śpiewanie rozkwitnie że aż gwiazdy zatęsknią do Ziemi 7 Jedna noc ta jedna długa noc dłuższa niż wszystkie za pożyczony grosz jesienne liście ta jedna chłodna dłoń rapsodia ranna i gdzieś daleko dom pusty tramwaj ta długa chłodna noc tak jak wszystkie wystarczy nam na rok jak przebiśnieg 8 Zima za progiem Chcesz to nazwę tę ziemię Twoim imieniem ale wiesz, wiemy dobrze, to nie ma znaczenia przyjdzie czas, który wszystko odmieni jak trzeba odmieni jak trzeba Na okręcie z papieru pożegluję do Ciebie śnieżnobiała flotylla popłynie po niebie papierowy admirał papierowe marzenia Zima, zima za progiem, a my wciąż tacy sami od ostatnich Świąt nic się nie zmieniło rozmowa z Panem Bogiem, pod tymi samymi gwiazdami jakby czas nie płynął, jakby nic nie było Człowiek cicho się pod murem przemyka puste ulice wieczorem jakby ktoś o nas znowu zapomniał mówią chmurzy się, idzie na niepogodę Z niepokojem patrzymy na siebie ale wiesz, wiemy dobrze, to nie ma znaczenia przyjdzie czas, który wszystko odmieni jak trzeba odmieni jak trzeba Zima, zima za progiem, a my wciąż tacy sami od ostatnich Świąt nic się nie zmieniło rozmowa z Panem Bogiem, pod tymi samymi gwiazdami jakby czas nie płynął, jakby nic nie było 9 Erotyk Jeszcze czuję zapach Twoich słów jak śnieg białe lśnią wysoko ponad dachem wznoszą się by znów z gołębiami tłuc do okien Jeszcze słyszę szelest Twoich rzęs w oczu kryształ się zanurzam jak kaleka już nie mogę biec rozdmuchuję płatki róży Jeszcze dotknę Twoich włosów i jak najciszej by nie zbudzić swego diabła co już dawno śpi sam pobiegnę w ciemny grudzień 10 Kropla za kroplą Wciąż tu wracam i ty wracasz do mnie przez wieczorów ostatnich zły wieniec i kochamy się tak nieprzytomnie aż do bólu aż do zdziwienia Kropla za kroplą spada na moją twarz Jakbyś z deszczem tu chciała zastukać mówiłaś, że to ostatni raz ile razy mnie jeszcze oszukasz Patrzysz w oczy me chłodno i czekasz na dwa słowa na pożegnanie potem słyszę głos twój z daleka znikasz we mnie jak cień jak atrament Kropla za kroplą spada na moją twarz... Twym oddechem niebo ciemnieje nikt nie mówi o naszej miłości wciąż tu wracam ty do mnie przybiegasz sól z mych dłoni zlizujesz radośnie Kropla za kroplą spada na moją twarz... 11 Piwiarnia poetów W piwiarni na rogu siedzą poeci Przed każdym czara, złotem malowana Co drugie piwo poeta wiersz kleci Ile jeszcze poezji powstanie do rana A w kłębach dymu, leniwie, nad stołem Unosi się muza, a niech ją cholera Bo jak tu karczemnej mądrości podołać Gdy mądrość twą barman z napiwkiem zabiera Noc pajęczynę swą rozpina Daleko gdzieś, z drugiego brzegu Głos Twój prowadzi mnie do domu Z tego zakopconego nieba Popędzać poetę – to wielki jest nietakt Więc czekasz cierpliwie, aż odpłynie wena Nie jest tak łatwo być muzą poety Który wiersze swoje z dna kufla wybiera Noc pajęczynę swą rozpina Daleko gdzieś, z drugiego brzegu Głos Twój prowadzi mnie do domu Z tego zakopconego nieba 12 Kołysanka spójrz horyzont kładzie się i znów znów przyjdzie głowę złożyć na milczącej łące snu tam za szklanym krajobrazem gdzieś ktoś pilnuje myśli złych byś spokojnie zasnąć mógł odpływa okręt nasz do upragnionych wysp ale czy dotrzemy tam tego jeszcze nie wie nikt noc kłębi się nad głową zamknij dobrze drzwi i tylko zabierz z sobą kilka ciepłych chwil 13 Fala Zabrałaś dni kilka ze sobą ale wiesz, że nie było źle kiedy razem czciliśmy młodość gdy nocami pragnąłem Cię Za ścianą słów potoki my na wyspie jak ptaki bez gniazd kiedy fala lizała nam stopy, zawsze mówiłaś na mnie już czas Podałaś mi wodę, a źródło wyschło zaraz po naszym odejściu pomyślałem, że w taki upał należy się nam chwila szczęścia Potem dałaś mi dłoń, zobaczyłem jak coś ulatuje, a w Twych oczach był lęk przez chwilę fala lizała nam stopy potem zasnęłaś i wiedziałem że nie zbudzę Cię Dobrze, że nie musiałem Cię żegnać nie lubię zbyt wielu słów w ciszy giną papierowe okręty a kapitan do końca, jak szczur Zaprowadzę Cię kiedyś nad rzekę gdy wyłoni się z mgły drugi brzeg innym razem będzie już lepiej otwórz oczy i czekaj, to przyjdzie, ja wiem Następnym razem będzie już lepiej zamknij oczy i czekaj, to przyjdzie, ja wiem 14 Ballada o szukaniu Będziesz mnie szukać wśród niedobrych wierszy tych już napisanych i które napiszesz jakoś po piętnastym, może tuż przed pierwszym listów niewysłanych i najlepszych życzeń Będziesz mnie szukać po pustych tramwajach między kartkami pożyczonych książek w pociągach pospiesznych i w dalekich krajach wśród nocy co nigdy i dni które ciągle W rozmowach wieczornych i porannych kacach w tych co nie pytają jak miałeś na imię dokąd wychodzisz, kiedy będziesz wracał będziesz mnie szukać, kiedy sam zaginiesz Aż wreszcie cię znajdę gdy szukać przestaniesz zawołam cię cicho lub przyjdę do ciebie a gdy się odwrócisz zamienię cię w kamień żeby móc cię dotknąć gdy będziesz w potrzebie 15 Z Tobą – bez Ciebie Z Tobą tak jak Ikar pod rozgrzanym niebem w długą podróż z jedną tylko kromką chleba a bez Ciebie Z Tobą w ciepły wieczór we wspomnieniach się zagrzebać późną nocą na dwa głosy śpiewać a bez Ciebie Z Tobą liczyć za oknem mijające drzewa i spacerów aż do rana już się nie bać a bez Ciebie nie wiem 16 Stacyjki Stacje małe, słomkowe, różane pachnące słońcem i herbatą myśli szumiące i słowa niechciane po szczytach goniące lato łąki złociste i łąki rude deszczem i wiatrem smagane oczy radosne, powieki zmęczone dziewczyny śpiące nad ranem Z naszych wspomnień, z naszych dni kolorowych z naszych westchnień, rozpalonych, niedalekich z naszego czekania na siebie by odlecieć Drogi szare i zakurzone cierpliwie na deszcz czekające wąskie uliczki i ścieżki do nieba i bramy otwarte, proszące rzeki, rzeki, prawdy potoki od wieków w tę samą stronę leśne źródełka i stawy na łąkach w Twe oczy smutno wpatrzone Z naszych wspomnień, z naszych dni kolorowych z naszych westchnień, rozpalonych, niedalekich z naszego czekania na siebie by odlecieć 17 Wesołych Świąt Wesołych Świąt życzę Tobie jak najszczerzej niech szlaki naszych umęczonych gwiazd nim nocny pociąg w świat nieznany Cię zabierze niech się spotkają po omacku jeszcze raz Wesołych Świąt, igliwia słodki zapach niech się unosi nieprzerwanie wokół nas tych miejsc nie znajdziesz na żadnych ziemskich mapach więc dłoni swojej pozwól dotknąć jeszcze raz Wesołych Świąt życzę Tobie tak prawdziwie dopóki jeszcze nie opadłaś całkiem z sił głęboki oddech łapię rozpaczliwie wchodzimy w zakręt do ostatniej kropli z żył Wesołych Świąt, niech to nie będą puste słowa tchnijmy w nie kilka najcieplejszych nut cierpliwa bądź i za rękę mnie poprowadź Wesołych Świąt kolorowych snów Wesołych Świąt życzę Tobie tak najprościej tak jak się życzy w nieskończoność tych stu lat wiem że niełatwo wytrwać w tej miłości lecz chcę tak bardzo spróbować jeszcze raz Wesołych Świąt życzę Tobie tak zwyczajnie od takich życzeń oczy mamy pełne łez zanim Twój pociąg w świat nieznany Cię zabierze Wesołych Świąt życz mi też 18 A Ty się poezjo nie lękaj A Ty się poezjo nie lękaj nocą przyjdę po Ciebie jedyna moja Ty matko błądzących moja Ty góro Synaj A Ty się mnie nie bój maleńka noc ostatnie wiersze zabiera jeszcze będę Cię nosił na rękach jeszcze świtu doczekamy nieraz A Ty się poezjo nie lękaj noc pachnącą przed Tobą otworzę i jeszcze mnie nieraz pokochasz Ty czasem Bóg czasem człowiek 19 Już za późno Już za późno na listów pisanie ranek stuka do okien, sam wiesz proste słowa, proste pytania w naszych oczach jak pierwszy śnieg Już za późno, zadzwonię do ciebie dokończymy przerwaną rozmowę jak bumerang dwa słowa - nie wiem od ostatniej jeszcze szumi mi w głowie A ten szum to dalekie są wody co przez lata nam w duszach wyrosły tak błąkamy się po nich jak Odys od wiosny do wiosny A ten szum – skrzydła ptaków wieczorem fal bijących o brzeg lepki dotyk od którego wilgotnieją nam dłonie od którego wilgotnieją nam oczy Już za późno na listów pisanie ranek stuka do okien jak wiersz proste słowa, proste pytania w naszych oczach jak pierwszy śnieg 20 Z okruchów słońca Najprawdziwsza z wszystkich, moja święta powiedz, ile to już dni ile nocy, w oczach Twych zaklętych snów, których nie wyśni nigdy nikt Z okruchów słońca uzbieramy sto uśmiechów i schowamy je głęboko na dnie szafy w dni pochmurne uratują nas od grzechu jak inaczej mam Ci wszystko wytłumaczyć Najprawdziwsza z wszystkich, moja piękna może lepiej nie mów nic ilem razy w Twej świątyni klękał i jak długo jej szukałem nie wie nikt Z okruchów słońca uzbieramy sto uśmiechów i schowamy je głęboko na dnie szafy w dni pochmurne uratują nas od grzechu jak inaczej mam Ci wszystko wytłumaczyć 21 Nadzieja Nadzieja to trudne, ale przecież trzeba coś mieć i na listy czekać, co przyjdą z daleka lada dzień drzewa zielone serce jeszcze wciąż grzeje mnie modlitwa kończy się i nie pytaj dlaczego tak jest Mówią w górze, tam, baca nad bacami dzieli i rządzi, daje i bierze a Ty mnie pytasz już mnie nie pytaj czy wierzę Słońce się kończy, ale drogi nie odbierze mi nikt choć teraz do was, bracia, przez góry, chmury muszę iść drzewa zielone serce jeszcze wciąż pomaga mi prowadzi mnie w tę noc, tam gdzie jaśnieje świt Mówią w górze, tam, baca nad bacami dzieli i rządzi, daje i bierze a Ty mnie pytasz już mnie nie pytaj czy wierzę 22 Listy Biegnę do Ciebie nocami niezmiennie biegnę do Ciebie dróg tyle szarych za nami a ile zostało – sam nie wiem Dlatego listy ciągle ślę me własne słowa parzą mnie jak ogień długo po nocach dręczą mnie dlatego listy ślę, wciąż nowe Mówili, że jesteś szalona że mieszkasz daleko za miastem szukałem Twojego domu i stare drzewo znalazłem Dlatego listy ciągle ślę me własne słowa parzą mnie jak ogień długo po nocach dręczą mnie dlatego listy ślę, wciąż nowe Myślałem, że tak dużo wiem wiem tyle, co i Ty, nie więcej ja także czasem boję się a kiedy śpię zaciskam ręce Dlatego listy ciągle ślę me własne słowa parzą mnie jak ogień długo po nocach dręczą mnie dlatego listy ślę, wciąż nowe 23 Więzienie Powiedz, że nie zamienimy naszego więzienia na inne z ciepłą wodą nawet i widokiem na przyszłość Powiedz, że dobrze nam tutaj w tej naszej knajpie na rogu to jest kara, o jakiej wszyscy marzyliśmy Zamknięci w swoim zapomnieniu co dzień dotykamy nowych klamek jeszcze wierząc jeszcze niewinni A przecież można można tak zrobić narysować patykiem jeszcze jedno słońce i zapomnieć o surowej dialektyce przyrody 24 Jest kilka wierszy jest kilka wierszy których nikt za nas nie napisze nut niespokojnych które zawsze chcesz usłyszeć wieczorem mroźnym słów warkocze wplatam w ciszę a papier jak śnieg biały po stole się panoszy rysuję stado ptaków odlatują wierszem puszystym kluczem kluczą z daleka pióra stroszą a pióro ciężkie jak nad ranem z balu wracać na mrozie skrzypi depcząc kartki alabaster słowa zmęczone spać się kładą bez kolacji a po słowa to kolejka długa w mojej głowie że samemu mnie do rana czekać przyjdzie może zachodzę w głowę nieraz by bez słowa odejść jest kilka wierszy których nikt za nas nie napisze o świtaniu wymykają się jak złodziej gwiazd najważniejszych wskazujących drogę 25 Gdzie znajdziesz takiego wariata Jeszcze usiądę, jak przed podróżą dłonie we włosach Twych zanurzę wiatru ciepłego na zimę nałapię Jeszcze mi tylko zagraj najprościej pieśni przecudne o miłości zanim żagle rozwinę Odnajdę Ciebie na końcu świata lecz gdzie Ty znajdziesz takiego wariata Na zielonym usiądę kobiercu mocniej zabije jeszcze serce EKG jak stukot pociągu W liście mi napisz najprościej jak potrafisz dla pokrzepienia słów parę niemądrych Odnajdę Ciebie nawet na końcu świata lecz gdzie Ty znajdziesz takiego wariata Jeszcze jak iskra papieros zgaśnie świt ukołysze Cię i zaśniesz snem głębokim na zimę I niech śnią Ci się pieśni najprostsze pieśni prawdziwe o miłości zanim do portu dopłynę Odnajdę Ciebie nawet na końcu świata lecz gdzie Ty znajdziesz takiego wariata 26 Żeglowanie Jak statek płonący, przez załogę rzucony kiedy wszystko się wali na łeb jak rozbitek samotny na plaży bezludnej gdy zabraknie już sił, żeby biec Kiedy fala nie głaszcze, brzegi nieprzyjazne a załoga pijana nie słucha gdy latarnie pogasną i nie widać już świateł przecież prądom nie można zaufać Stawiaj żagle od nowa i odpływaj do portów nieznanych bo to życie to stary takie wielkie, ogromne żeglowanie Czasem w ciszę wpłyniesz, flauta wiatr zawieruszy głosy syren tylko usłyszysz mgła ci ręce owinie, ale nie daj się porwać jeszcze wiosło wierne w tej ciszy Stawiaj żagle od nowa i odpływaj do portów nieznanych bo to życie to stary takie wielkie, ogromne żeglowanie Nigdy nie mów, że masz tego dość na oceanie bo to życie to stary takie wielkie, ogromne żeglowanie 27 Musimy iść Choć przepłyną po nas rzeki chociaż drzewa nam wyrosną zamiast rąk chociaż zboże po nas wzejdzie zazieleni się na wiosnę cały dom My musimy stąd już iść i zostawić wszystko to kto tu po nas przyjdzie gospodarzyć kto Co wyrośnie na tej ziemi w którą tyle łez wlaliśmy tyle słów Czy wystarczy nam nadziei by nakarmić nasze dzieci resztką snu czy miłości nam wystarczy żeby kiedyś tutaj wrócić wrócić tu My musimy stąd już iść i zostawić wszystko to kto tu po nas przyjdzie gospodarzyć kto Co wyrośnie na tej ziemi w którą tyle łez wlaliśmy tyle słów 28 Jesień Jak trakt wydeptany butami włóczęgów rudymi polami po miedzach się niesie tak coś nam kochana znów depcze po piętach jesień Spójrz ścieżka zielona prowadzi w dolinę nim wiatr babie lato przehula po lesie na dzisiaj już miła wędrówki to koniec jesień Stukotem pociągu wśród dymu wpisana gdzieś na kartofliska wychodzi pod wrzesień do wiosny nam świata wystarczy, kochana jesień Nim z letnim podmuchem odpłynie to wszystko i szlak nas bez końca do nieba poniesie gdy sił mi zabraknie, bądź za mną, bądź blisko jesień 29 Zamiast garści przysłów Do dzisiejszego listu dołączam krótki wiersz on zamiast garści przysłów i łez kieliszka jest więc kiedy na kolana z koperty sfrunie lęk nie wrócisz aż do rana, jak ptak odpłynie sen Nad każdym takim słowem wiruje duszy strzęp jaśnieje, by za moment być najczarniejszym złem i tak jak na huśtawce, dopóty mocniej chcesz dopóki w jedną stronę nie zacznie kręcić się Do wiersza jest przypowieść, przeczytasz albo nie usłyszysz coś na schodach, jak własnych kroków cień wybiegniesz na ulicę, by ujrzeć gwiazdy dwie i znowu ktoś napisze, że z poetami źle Do dzisiejszego listu dołączam krótki wiersz on zamiast garści przysłów i łez kieliszka jest więc kiedy na kolana z koperty sfrunie lęk nie wracaj aż do rana, jak ptak uwolnij się 30 Piosenka Przypełzały zwierzęta do naszych stóp łasząc się i prosząc o mięso i mleko patrzyliśmy na nie jak zaczarowani gdy w zielonym raju znikały Ciężarówki jak na filmie przemykały obok ogromne i ciepłe, pachnące benzyną a nad drogą unosił się rozgrzany obłok wystarczyłoby ręką skinąć A potem słodko, słodko, gorąco, gorąco długo, długo, do pełna, do pełna niebo i ogień są naszą wolnością czas nie istnieje, przyszłości nie ma Żadnej z nocy nikt, nikt nie chciał przegapić rozmawialiśmy nieraz do rana kobiety już którąś kolację robiły a nam nie dość było gadania Przebudzenia też były, śmialiśmy się z siebie patrzyliśmy jak gwiazdy wpadają do ognia czasem jakaś para w mrok odeszła w milczeniu niebo było o dwa kroki od nas A potem słodko, słodko, gorąco, gorąco długo, długo, do pełna, do pełna gwiazdy i ogień są naszą wolnością czas nie istnieje, przyszłości nie ma 31 Matka Boska spod Leskowca Matko Boska spod Leskowca końskich parskań słuchająca dałbym Ci ja złotych jabłek dałbym Ci ja miodu, słońca czapę dałbym Ci futrzaną w sanie wsadził bym w niedzielę i do Suchej bym pojechał bieluteńko, jak najbielej Sanna, hosanna na śnieżnym dywanie srebrem malowane modrzewiowe sanie Ech, zawiało, zasypało w poniedziałek do roboty śnieg bieluchny na gościńcu tańczy ze śladami kopyt człowiek ze mnie nieuczony ale we wsi powiadają że czasami ze śnieżycą aniołowie przybywają Sanna, hosanna na śnieżnym dywanie srebrem malowane modrzewiowe sanie 32 Daleko do Ciebie Z pociągów, tnących zimy czerstwy bochen dróg uśpionych, zasypanych śniegiem szarym dymem otoczonych wiosek tak daleko jest do Ciebie Z mostów rozpiętych nad zmarzniętą rzeką szarych ulic miast mijanych w biegu tak daleko tak daleko jest do Ciebie Przed domem siadło stado białych ptaków po horyzont wszystko wybielone pozdrowienia z grudniowego szlaku na oknach malowane szronem Może gdzieś przy wigilijnym stole czekasz opłatek do koperty wkładasz – nie wiem tak daleko tak daleko jest do Ciebie 33 Pieśń czekających Czekamy, aż miecze nam w rękach wyrosną a gardła zakwitną okrzykiem tysięcznym aż nam pancerze na plecach od bata a dłonie zaplotą się w pięści Już oczy zabłysły nam, jak obłąkanym z uporem patrzymy przed siebie w milczeniu a wokół ściany, odrapane ściany niedawno odkryte, zupełnie jak mury więzienia Czekamy nocami i dniami, czekamy w powietrzu gęstym jak szept konfidentów ulica drży pod naszymi stopami jak pokład wielkiego okrętu W tej ciszy, czy słyszysz, jak pomruk narasta już w uszy się wciska, już tłucze do okien i wnet pobiegniemy, natchnieni, przez miasto po latach posuchy spłyniemy wezbranym potokiem Czekamy nocami i dniami, czekamy w powietrzu gęstym jak szept konfidentów ulica drży pod naszymi stopami jak pokład wielkiego okrętu 34 Buki błękitne Tak naprawdę, buki są błękitne ale znikąd się tego nie dowiesz nie wiadomo gdzie kończy się niebo gdzie zaczyna się nowe Jedna tylko, jedna jest granica ale o tym też nie wie nikt nie wiadomo, czy jeszcze jest noc czy już zaczął się świt Z tysiąca dróg zawsze jedna przystań jedna dłoń i jeden dom wracam do was, moje buki błękitne już skończył się sztorm 35 Jeszcze jeden, jeszcze kilka dni Jeszcze jeden, jeszcze kilka dni polecimy do ciepłych krajów wieczorami będę mówił Ci o rzeczach które wiecznie trwają dobrych słów nie zabraknie nam gdy wieczorem usiądziemy przy herbacie jeszcze jeden, jeszcze kilka dni co Ty na to Jeszcze tydzień, jeszcze może dwa odkryjemy nowe ziemie, jak pan Kolumb kapitanem naszej łodzi będę ja a Ty pierwszym, lub na odwrót, jak tam wolisz słodkiej wody mieć będziemy w bród nasze będą tropikalne plaże jeszcze jeden, jeszcze kilka dni czas pokaże Pojedziemy tym pospiesznym pierwsza siedem gdzieś za miesiąc, albo może trochę więcej i oglądać nie będziemy się za siebie i zwiedzimy nowych światów sto tysięcy za dni parę, już za tydzień albo dwa gdy spotkamy się za wielkim oceanem znów w kieszeni trochę piachu będę miał złoty kamień Jeszcze jeden, jeszcze kilka dni polecimy do ciepłych krajów wieczorami będę mówił Ci o rzeczach które wiecznie trwają dobrych słów nie zabraknie nam gdy wieczorem usiądziemy przy herbacie jeszcze dzień, a może kilka, uwierz mi co Ty na to 36 Pośród naszego małego świata Pośród naszego małego świata na naszej małej, zielonej Ziemi między ostatnim oddechem lata a pierwszym chłodnym tchnieniem jesieni Znajomych dźwięków starą paletą koncertem świateł, chorałem cieni tak sobie dzień po dniu żyjemy Na naszej małej, zielonej Ziemi noc granatowi się nad głową jakby o niczym nie wiedziała chłodno, po cichu i kryształowo Drzewa śpiewają starą piosenkę robiąc na drutach z babiego lata na naszej małej, zielonej Ziemi pośród naszego małego świata 37 Polska Wigilia W tym Twoim kolorowym liście zbyt wielu słów ja nie rozumiem my tutaj mamy polską Wigilię a Ty tam, w świecie, co zwojujesz U nas zadymka od tygodnia dobrze pod kuchnią napalone ojciec ubiera baranicę już na zimową tylko stronę Czasami jeszcze wilcy straszą podchodzą nam do samych okien ale dopóki ogień płonie to progi nasze dla złego za wysokie Tam za tą Twoją cudną granicą podobno życie jak na filmie a u nas - śniegi od tygodnia my tutaj mamy polską Wigilię 38 Szary dzień Przez cienkie szkło widzę jak się śmiejesz ulicą mkniesz jak jasny górski potok głęboka noc za oknem już ciemnieje za ścianą śpią lecz ty, ty nie dbasz o to Sen jest jak książę, przychodzi kiedy zechce lecz ja mam ciebie, ty chłodzisz moje dłonie ostatni grosz zaszyty gdzieś w podszewce oddaję tobie ty mówisz kiedy koniec Szary dzień, rozmowa krótka słowa dwa, jedna wódka nie znasz mnie, ja nie znam ciebie słowa dwa, papieros jeden Wieczorem wracasz, odchodzisz o świtaniu nocami każesz mi błądzić po ulicach i takie krótkie są te nasze pożegnania płomienny oddech twój niezmiennie mnie zachwyca I znowu widzę, widzę jak się śmiejesz już twoim śmiechem upijało się tak wielu za ścianą śpią przedzieram się przez knieję przez cienkie szkło do ciebie się przedzieram Szary dzień, rozmowa krótka słowa dwa, jedna wódka nie znasz mnie, ja nie znam ciebie słowa dwa, papieros jeden 39 Zza morza Zza morza niejednego tu wrócę by z bukami śpiewać kolędy bo gra we mnie, taką mam duszę droga zawsze poprowadzi mnie tędy Z niejednego portu przypłynę żeby z wami się dzielić opłatkiem wierzaj mi, niech skonam, niech zginę choćby wracać nie było mi łatwo Choćby słońce paliło mi głowę choćby nogi do butów przymarzły na Wigilię mnie zawsze przywiodą moje własne rodzinne gwiazdy I rzecz taka mi chodzi po głowie miałem o tym nie mówić nikomu choćbyś buty niejedne zdarł w drodze podczas burzy - pamiętaj o domu 40 Księżyca srebrny kołacz Księżyca srebrny kołacz przetoczył się nad miastem hej, panie srebrnolicy, czy w niebie ci nie ciasno jak pan sobie radzisz w noc bezksiężycową chmury kłębią się nad głową Mam całkiem niedaleko maleńką cichą przystań ostatnio coraz częściej z przystani tej korzystam tam chronię się w noc ciemną fortepian cicho gra ten port to moja druga twarz Pisałem coś na śniegu, a potem przyszła wiosna popłynął mój poemat, wers nawet nie pozostał wedruję więc po świecie i wiersza swego szukam może z deszczem do okien ci zastuka 41 Szukając swojego jutra Mleko spod drzwi od tygodnia już znika listonosz dawno przestał nas odwiedzać od pierwszych chłodów cieknie kaloryfer więc siedzimy zziębnięci, przytuleni do siebie I choć cukier wyszedł, nie powiedział czy wróci i trzeba będzie wyjechać na Święta Ty mówisz, że zapomnimy o wszystkim a czajnik gwiżdże wesołą piosenkę I tak pójdziemy, popłyniemy przed siebie tego nikt nie może nam ukraść za rozmazanym, dalekim drugim brzegiem szukając swojego jutra W gazetach piszą, że gdzieś wielkie mrozy ale tu, u nas, wcale nie tak zimno kiedy katar nas na łopatki rozłoży pomyślimy, że tak być powinno I choć cukier wyszedł, nie powiedział czy wróci i trzeba będzie wyjechać na Święta Ty mówisz, że zapomnimy o wszystkim a czajnik gwiżdże wesołą piosenkę I tak pójdziemy, popłyniemy przed siebie tego nikt nie może nam ukraść za rozmazanym, dalekim drugim brzegiem szukając swojego jutra 42 Ziemia niczyja Niespokojny to płomień, którego chcesz dotknąć i ziemia to gorzka, tyle że niczyja tu od dawna nikt nie przychodził, bo i po co skoro parę kroków dalej inny świat się zaczyna Tutaj ptaki nie będą jadły ci z ręki a skrzydła ich szare, nie różowe a oczy ich spokojne i mądre zamyślone Może z początku czasu starczy ci na wszystko do pierwszego nie braknie, i zdążysz na pociąg może ci sklepu nie zamkną i usiąść pozwolą w tramwaju nie wiadomo dokąd Niespokojny to płomień, którego chcesz dotknąć i ziemia to gorzka, tyle że niczyja 43 Jesień się ubiera w rudą suknię Jesień się ubiera w rudą suknię jesień miodem kładzie się na ustach jakby chciała, żebyś duszę jej odmienił nim ją Pan Bóg na rok wstawi do lamusa Po kapliczkach snuje z liści złoty welon w oczy patrzy nam uparcie na bezdrożach pól już słońcem nie maluje, ale czasem gdy zapłacze, widać ciepła też spragniona Czasem załka, to pociągnie nosem jak dziewczyna co nie wzięła swetra z domu tu pozłoci, tam sypnie czerwienią to znów wina gdzieś łyknie po kryjomu I przychodzi nieproszona na kolację a jak załka, to czasami w dołku ściska ludzie mówią, po coś mała tutaj przyszła a ona głupia snuje się po wrzosowiskach My jak ćmy do ognia pchamy się w tą jesień rozmazaną i pachnącą jak ściernisko to zasmęcisz coś w a-molu i umilkniesz to zadumasz się wieczorem przy ognisku A tu jesień się ubiera w rudą suknię smutną duszę swą usypia po dolinach jakby chciała, żebyś oczy jej odmienił zanim zaśnie, zanim przyjdzie zima 44 Nie pieśń na pożegnanie To nie jest pieśń na pożegnanie na pewno jeszcze się spotkamy milczeć będziemy niczym kamień powędrujemy gdzieś w nieznane Garść srebrnych monet w wodę rzucę zakwitnie Sargassowe Morze to nie jest pieśń na pożegnanie dlaczego więc odwracasz głowę To nie jest pieśń o białym zamku w którym mieszkaliśmy dni kilka w słońce wpatrzeni o poranku zanim za oknem głos zamilknie Miałaś szczepionką być na życie oto wyniki mych doświadczeń to nie jest pieśń na pożegnanie dlaczego w inną stronę patrzysz To nie piosenka o miłości odwracasz się z niedowierzaniem tak może byłoby najprościej lecz wiemy, że tak się nie stanie 45 Biały wiersz II W kręgu zaklętym zimy, co przyszła wczoraj zaczarowani siedzimy, to już pora dłonie zmarznięte nocą grzejemy w ogniu po śniegu biegamy boso, tak dzień po dniu Biały wiersz, ja i Ty słowa dwa w płatki śniegu zaklęte słowa których nie powie nikt nawet najcichszym szeptem Przez Twoje czoło świetlisty przebiega równik na północ chłodna niezdobyta tundra a na południe - las bukowy kwitnie ciepły i drżący, w oddechu błękitny Biały wiersz, ja i Ty słowa dwa w płatki śniegu zaklęte słowa których nie powie nikt nawet najcichszym szeptem Biały wiersz, Ty i ja słowa dwa, co jak mróz w uszy szczypią drżą w słuchawce, niespokojnie, jak wiatr zanim świat srebrnym pyłem zasypie Ze śladów naszych w śniegu ciepłą szarość wydziobać damy ptakom, choćby zaraz tylko czy sił nam wystarczy, by bez żalu w grudniowe zapaść zaspy za dni parę Biały wiersz, ja i Ty słowa dwa w płatki śniegu zaklęte słowa których nie powie nikt nawet najcichszym szeptem Biały wiersz, Ty i ja słowa dwa, co jak mróz w uszy szczypią 46 drżą w słuchawce, niespokojnie, jak wiatr zanim świat srebrnym pyłem zasypie 47 48 Maciej Danek urodził się w Chrzanowie w roku 1965. Po maturze w roku 1984 rozpoczął studia na Wydziale Biologii i Nauk o Ziemi Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, które ukończył w roku 1989 z tytułem magistra biologii. W czasie studiów związał się z krakowskim środowiskiem piosenki studenckiej, zdobywając szereg nagród i wyróżnień na ogólnopolskich festiwalach i przeglądach piosenkarskich. Od debiutu w roku 1986 do roku 1992 Maciej Danek brał czynny udział w życiu kulturalnym środowisk akademickich, śpiewając swe piosenki na scenach krakowskich klubów studenckich jak również występując poza Krakowem. Po emigracji do USA w roku 1992 podjął pracę w przemyśle biotechnologicznym w Kalifornii, jednocześnie nawiązując współpracę z miejscowymi organizacjami polonijnymi. ISBN 1-591-96-468-7