biały wiersz - Maciej Danek

Transkrypt

biały wiersz - Maciej Danek
biały wiersz
Maciej Danek
Marcie
biały wiersz
Maciej Danek
wiersze i piosenki
Copyright © 2004
Maciej Danek
All rights reserved. No part of this book may be
reproduced in any form, except for the inclusion of
brief quotations in review, without permission in
writing from the author.
ISBN 1-591-96-468-7
Printed in the United States by Instantpublisher.com
Spis treści
Biały wiersz.............................................................................................5
Tyś moją drogą........................................................................................6
Jak długo jeszcze na połoninie................................................................7
Jedna noc.................................................................................................8
Zima za progiem.....................................................................................9
Erotyk....................................................................................................10
Kropla za kroplą....................................................................................11
Piwiarnia poetów...................................................................................12
Kołysanka..............................................................................................13
Fala........................................................................................................14
Ballada o szukaniu................................................................................15
Z Tobą – bez Ciebie..............................................................................16
Stacyjki..................................................................................................17
Wesołych Świąt.....................................................................................18
A Ty się poezjo nie lękaj.......................................................................19
Już za późno..........................................................................................20
Z okruchów słońca................................................................................21
Nadzieja................................................................................................22
Listy......................................................................................................23
Więzienie..............................................................................................24
Jest kilka wierszy..................................................................................25
Gdzie znajdziesz takiego wariata..........................................................26
Żeglowanie............................................................................................27
Musimy iść............................................................................................28
Jesień ....................................................................................................29
Zamiast garści przysłów........................................................................30
Piosenka................................................................................................31
Matka Boska spod Leskowca................................................................32
Daleko do Ciebie...................................................................................33
Pieśń czekających.................................................................................34
Buki błękitne.........................................................................................35
Jeszcze jeden, jeszcze kilka dni............................................................36
Pośród naszego małego świata..............................................................37
Polska Wigilia.......................................................................................38
Szary dzień............................................................................................39
Zza morza..............................................................................................40
Księżyca srebrny kołacz........................................................................41
Szukając swojego jutra..........................................................................42
Ziemia niczyja.......................................................................................43
Jesień się ubiera w rudą suknię.............................................................44
Nie pieśń na pożegnanie.......................................................................45
Biały wiersz II.......................................................................................46
Biały wiersz
Napiszę dla Ciebie ten wiersz
napiszę, jak umiem najprościej
wiersz jak tramwaj ostatni, jak śnieg
biały wiersz o białej miłości
Będziesz biegać codziennie do okna
aż zobaczysz któregoś dnia
ślady moje na śniegu samotne
ułożone w ten wiersz na trzy pas
Napiszę dla Ciebie zdań parę
napiszę, jak umiem najprościej
biały papier i biały atrament
i wiersz biały, o białej miłości
5
Tyś moją drogą
Tyś moją drogą ja Twoim sumieniem
mocnym uściskiem oplatamy Ziemię
korzenie nasze jak drzewo stuletnie
które posadziłem i ja tylko zetnę
Ty zetniesz
Ramię moje jesteś ja Twoją opoką
Twe myśli uparcie wirują w obłokach
a ręce nasze jak puszcza bukowa
tam tylko wędrowiec przed deszczem się schowa
Ty się schowasz
Twoimi ścieżkami do nieba pobiegnę
a potem się stanę jak płomień uległy
choć serce moje twarde jest jak orzech
i dłoń go słaba otworzyć nie może
Ty możesz
I niechaj nam świeci latarnia odwieczna
a jeśli nam kiedyś zabraknie powietrza
wgłębimy się w płomień ufnie jak zwierzęta
ja jak buk mocarny Ty jak jodła święta
pamiętaj
6
Jak długo jeszcze na połoninie
Jak długo jeszcze na połoninie
będziemy płynąć w trawach falujących
okradzionych z białej czapy śniegu
nie wiedzieć dokąd biegnących
Jak długo jeszcze na połoninie
rozkochani w majowej powodzi
która skrzydła daje i oczy otwiera
wiatr będzie czoła nam chłodził
Zbieraj myśli na wielkie kochanie
co wieczorem się zazieleni
i takie nam nocne śpiewanie rozkwitnie
że aż gwiazdy zatęsknią do Ziemi
Jak długo jeszcze na połoninie
tułać się będzie tęsknota gorąca
i jasnym płomieniem wśród buków strzelistych
umykać będzie do słońca
Nie szukaj słowa, bo słowo mami
ciszy poszukaj, popróbuj pieśni
dopóki jeszcze na połoninie
wicher nam wieje odwieczny
Zbieraj myśli na wielkie kochanie
co wieczorem się zazieleni
i takie nam nocne śpiewanie rozkwitnie
że aż gwiazdy zatęsknią do Ziemi
7
Jedna noc
ta jedna długa noc
dłuższa niż wszystkie
za pożyczony grosz
jesienne liście
ta jedna chłodna dłoń
rapsodia ranna
i gdzieś daleko dom
pusty tramwaj
ta długa chłodna noc
tak jak wszystkie
wystarczy nam na rok
jak przebiśnieg
8
Zima za progiem
Chcesz to nazwę tę ziemię Twoim imieniem
ale wiesz, wiemy dobrze, to nie ma znaczenia
przyjdzie czas, który wszystko odmieni jak trzeba
odmieni jak trzeba
Na okręcie z papieru pożegluję do Ciebie
śnieżnobiała flotylla popłynie po niebie
papierowy admirał
papierowe marzenia
Zima, zima za progiem, a my wciąż tacy sami
od ostatnich Świąt nic się nie zmieniło
rozmowa z Panem Bogiem, pod tymi samymi
gwiazdami
jakby czas nie płynął, jakby nic nie było
Człowiek cicho się pod murem przemyka
puste ulice wieczorem
jakby ktoś o nas znowu zapomniał
mówią chmurzy się, idzie na niepogodę
Z niepokojem patrzymy na siebie
ale wiesz, wiemy dobrze, to nie ma znaczenia
przyjdzie czas, który wszystko odmieni jak trzeba
odmieni jak trzeba
Zima, zima za progiem, a my wciąż tacy sami
od ostatnich Świąt nic się nie zmieniło
rozmowa z Panem Bogiem, pod tymi samymi
gwiazdami
jakby czas nie płynął, jakby nic nie było
9
Erotyk
Jeszcze czuję
zapach Twoich słów
jak śnieg białe
lśnią wysoko
ponad dachem
wznoszą się by znów
z gołębiami
tłuc do okien
Jeszcze słyszę
szelest Twoich rzęs
w oczu kryształ
się zanurzam
jak kaleka
już nie mogę biec
rozdmuchuję
płatki róży
Jeszcze dotknę
Twoich włosów i
jak najciszej
by nie zbudzić
swego diabła
co już dawno śpi
sam pobiegnę
w ciemny grudzień
10
Kropla za kroplą
Wciąż tu wracam
i ty wracasz do mnie
przez wieczorów ostatnich zły wieniec
i kochamy się
tak nieprzytomnie
aż do bólu aż do zdziwienia
Kropla za kroplą spada na moją twarz
Jakbyś z deszczem tu chciała zastukać
mówiłaś, że to ostatni raz
ile razy mnie jeszcze oszukasz
Patrzysz w oczy me chłodno
i czekasz
na dwa słowa na pożegnanie
potem słyszę
głos twój z daleka
znikasz we mnie jak cień jak atrament
Kropla za kroplą spada na moją twarz...
Twym oddechem
niebo ciemnieje
nikt nie mówi o naszej miłości
wciąż tu wracam
ty do mnie przybiegasz
sól z mych dłoni zlizujesz radośnie
Kropla za kroplą spada na moją twarz...
11
Piwiarnia poetów
W piwiarni na rogu siedzą poeci
Przed każdym czara, złotem malowana
Co drugie piwo poeta wiersz kleci
Ile jeszcze poezji powstanie do rana
A w kłębach dymu, leniwie, nad stołem
Unosi się muza, a niech ją cholera
Bo jak tu karczemnej mądrości podołać
Gdy mądrość twą barman z napiwkiem zabiera
Noc pajęczynę swą rozpina
Daleko gdzieś, z drugiego brzegu
Głos Twój prowadzi mnie do domu
Z tego zakopconego nieba
Popędzać poetę – to wielki jest nietakt
Więc czekasz cierpliwie, aż odpłynie wena
Nie jest tak łatwo być muzą poety
Który wiersze swoje z dna kufla wybiera
Noc pajęczynę swą rozpina
Daleko gdzieś, z drugiego brzegu
Głos Twój prowadzi mnie do domu
Z tego zakopconego nieba
12
Kołysanka
spójrz
horyzont kładzie się i znów
znów przyjdzie głowę złożyć
na milczącej łące snu
tam
za szklanym krajobrazem gdzieś
ktoś pilnuje myśli złych
byś spokojnie zasnąć mógł
odpływa okręt nasz do upragnionych wysp
ale czy dotrzemy tam
tego jeszcze nie wie nikt
noc kłębi się nad głową
zamknij dobrze drzwi
i tylko zabierz z sobą kilka ciepłych chwil
13
Fala
Zabrałaś dni kilka ze sobą
ale wiesz, że nie było źle
kiedy razem czciliśmy młodość
gdy nocami pragnąłem Cię
Za ścianą słów potoki
my na wyspie jak ptaki bez gniazd
kiedy fala lizała nam stopy, zawsze mówiłaś
na mnie już czas
Podałaś mi wodę, a źródło
wyschło zaraz po naszym odejściu
pomyślałem, że w taki upał
należy się nam chwila szczęścia
Potem dałaś mi dłoń, zobaczyłem jak coś
ulatuje, a w Twych oczach był lęk
przez chwilę fala lizała nam stopy
potem zasnęłaś i wiedziałem
że nie zbudzę Cię
Dobrze, że nie musiałem Cię żegnać
nie lubię zbyt wielu słów
w ciszy giną papierowe okręty
a kapitan do końca, jak szczur
Zaprowadzę Cię kiedyś nad rzekę
gdy wyłoni się z mgły drugi brzeg
innym razem będzie już lepiej
otwórz oczy i czekaj, to przyjdzie,
ja wiem
Następnym razem będzie już lepiej
zamknij oczy i czekaj, to przyjdzie,
ja wiem
14
Ballada o szukaniu
Będziesz mnie szukać wśród niedobrych wierszy
tych już napisanych i które napiszesz
jakoś po piętnastym, może tuż przed pierwszym
listów niewysłanych i najlepszych życzeń
Będziesz mnie szukać po pustych tramwajach
między kartkami pożyczonych książek
w pociągach pospiesznych i w dalekich krajach
wśród nocy co nigdy i dni które ciągle
W rozmowach wieczornych i porannych kacach
w tych co nie pytają jak miałeś na imię
dokąd wychodzisz, kiedy będziesz wracał
będziesz mnie szukać, kiedy sam zaginiesz
Aż wreszcie cię znajdę gdy szukać przestaniesz
zawołam cię cicho lub przyjdę do ciebie
a gdy się odwrócisz zamienię cię w kamień
żeby móc cię dotknąć gdy będziesz w potrzebie
15
Z Tobą – bez Ciebie
Z Tobą
tak jak Ikar pod rozgrzanym niebem
w długą podróż z jedną tylko kromką chleba
a bez Ciebie
Z Tobą
w ciepły wieczór we wspomnieniach się zagrzebać
późną nocą na dwa głosy śpiewać
a bez Ciebie
Z Tobą
liczyć za oknem mijające drzewa
i spacerów aż do rana już się nie bać
a bez Ciebie
nie wiem
16
Stacyjki
Stacje małe, słomkowe, różane
pachnące słońcem i herbatą
myśli szumiące i słowa niechciane
po szczytach goniące lato
łąki złociste i łąki rude
deszczem i wiatrem smagane
oczy radosne, powieki zmęczone
dziewczyny śpiące nad ranem
Z naszych wspomnień, z naszych dni kolorowych
z naszych westchnień, rozpalonych, niedalekich
z naszego czekania na siebie
by odlecieć
Drogi szare i zakurzone
cierpliwie na deszcz czekające
wąskie uliczki i ścieżki do nieba
i bramy otwarte, proszące
rzeki, rzeki, prawdy potoki
od wieków w tę samą stronę
leśne źródełka i stawy na łąkach
w Twe oczy smutno wpatrzone
Z naszych wspomnień, z naszych dni kolorowych
z naszych westchnień, rozpalonych, niedalekich
z naszego czekania na siebie
by odlecieć
17
Wesołych Świąt
Wesołych Świąt życzę Tobie jak najszczerzej
niech szlaki naszych umęczonych gwiazd
nim nocny pociąg w świat nieznany Cię zabierze
niech się spotkają po omacku jeszcze raz
Wesołych Świąt, igliwia słodki zapach
niech się unosi nieprzerwanie wokół nas
tych miejsc nie znajdziesz na żadnych ziemskich
mapach
więc dłoni swojej pozwól dotknąć jeszcze raz
Wesołych Świąt życzę Tobie tak prawdziwie
dopóki jeszcze nie opadłaś całkiem z sił
głęboki oddech łapię rozpaczliwie
wchodzimy w zakręt do ostatniej kropli z żył
Wesołych Świąt, niech to nie będą puste słowa
tchnijmy w nie kilka najcieplejszych nut
cierpliwa bądź i za rękę mnie poprowadź
Wesołych Świąt kolorowych snów
Wesołych Świąt życzę Tobie tak najprościej
tak jak się życzy w nieskończoność tych stu lat
wiem że niełatwo wytrwać w tej miłości
lecz chcę tak bardzo spróbować jeszcze raz
Wesołych Świąt życzę Tobie tak zwyczajnie
od takich życzeń oczy mamy pełne łez
zanim Twój pociąg w świat nieznany Cię zabierze
Wesołych Świąt życz mi też
18
A Ty się poezjo nie lękaj
A Ty się poezjo nie lękaj
nocą przyjdę po Ciebie jedyna
moja Ty matko błądzących
moja Ty góro Synaj
A Ty się mnie nie bój maleńka
noc ostatnie wiersze zabiera
jeszcze będę Cię nosił na rękach
jeszcze świtu doczekamy nieraz
A Ty się poezjo nie lękaj
noc pachnącą przed Tobą otworzę
i jeszcze mnie nieraz pokochasz
Ty czasem Bóg czasem człowiek
19
Już za późno
Już za późno na listów pisanie
ranek stuka do okien, sam wiesz
proste słowa, proste pytania
w naszych oczach jak pierwszy śnieg
Już za późno, zadzwonię do ciebie
dokończymy przerwaną rozmowę
jak bumerang dwa słowa - nie wiem
od ostatniej jeszcze szumi mi w głowie
A ten szum to dalekie są wody
co przez lata nam w duszach wyrosły
tak błąkamy się po nich jak Odys
od wiosny do wiosny
A ten szum – skrzydła ptaków wieczorem
fal bijących o brzeg lepki dotyk
od którego wilgotnieją nam dłonie
od którego wilgotnieją nam oczy
Już za późno na listów pisanie
ranek stuka do okien jak wiersz
proste słowa, proste pytania
w naszych oczach jak pierwszy śnieg
20
Z okruchów słońca
Najprawdziwsza z wszystkich, moja święta
powiedz, ile to już dni
ile nocy, w oczach Twych zaklętych
snów, których nie wyśni nigdy nikt
Z okruchów słońca uzbieramy sto uśmiechów
i schowamy je głęboko na dnie szafy
w dni pochmurne uratują nas od grzechu
jak inaczej mam Ci wszystko wytłumaczyć
Najprawdziwsza z wszystkich, moja piękna
może lepiej nie mów nic
ilem razy w Twej świątyni klękał
i jak długo jej szukałem nie wie nikt
Z okruchów słońca uzbieramy sto uśmiechów
i schowamy je głęboko na dnie szafy
w dni pochmurne uratują nas od grzechu
jak inaczej mam Ci wszystko wytłumaczyć
21
Nadzieja
Nadzieja to trudne, ale przecież trzeba coś mieć
i na listy czekać, co przyjdą z daleka lada dzień
drzewa zielone serce jeszcze wciąż grzeje mnie
modlitwa kończy się i nie pytaj dlaczego tak jest
Mówią w górze, tam, baca nad bacami
dzieli i rządzi, daje i bierze
a Ty mnie pytasz
już mnie nie pytaj
czy wierzę
Słońce się kończy, ale drogi nie odbierze mi nikt
choć teraz do was, bracia, przez góry, chmury muszę
iść
drzewa zielone serce jeszcze wciąż pomaga mi
prowadzi mnie w tę noc, tam gdzie jaśnieje świt
Mówią w górze, tam, baca nad bacami
dzieli i rządzi, daje i bierze
a Ty mnie pytasz
już mnie nie pytaj
czy wierzę
22
Listy
Biegnę do Ciebie nocami
niezmiennie biegnę do Ciebie
dróg tyle szarych za nami
a ile zostało – sam nie wiem
Dlatego listy ciągle ślę
me własne słowa parzą mnie jak ogień
długo po nocach dręczą mnie
dlatego listy ślę, wciąż nowe
Mówili, że jesteś szalona
że mieszkasz daleko za miastem
szukałem Twojego domu
i stare drzewo znalazłem
Dlatego listy ciągle ślę
me własne słowa parzą mnie jak ogień
długo po nocach dręczą mnie
dlatego listy ślę, wciąż nowe
Myślałem, że tak dużo wiem
wiem tyle, co i Ty, nie więcej
ja także czasem boję się
a kiedy śpię zaciskam ręce
Dlatego listy ciągle ślę
me własne słowa parzą mnie jak ogień
długo po nocach dręczą mnie
dlatego listy ślę, wciąż nowe
23
Więzienie
Powiedz, że nie zamienimy
naszego więzienia na inne
z ciepłą wodą nawet i widokiem na przyszłość
Powiedz, że dobrze nam tutaj
w tej naszej knajpie na rogu
to jest kara, o jakiej wszyscy marzyliśmy
Zamknięci w swoim zapomnieniu
co dzień dotykamy nowych klamek
jeszcze wierząc
jeszcze niewinni
A przecież można
można tak zrobić
narysować patykiem jeszcze jedno słońce
i zapomnieć
o surowej dialektyce przyrody
24
Jest kilka wierszy
jest kilka wierszy których nikt za nas nie napisze
nut niespokojnych które zawsze chcesz usłyszeć
wieczorem mroźnym słów warkocze wplatam w ciszę
a papier jak śnieg biały po stole się panoszy
rysuję stado ptaków odlatują wierszem
puszystym kluczem kluczą z daleka pióra stroszą
a pióro ciężkie jak nad ranem z balu wracać
na mrozie skrzypi depcząc kartki alabaster
słowa zmęczone spać się kładą bez kolacji
a po słowa to kolejka długa w mojej głowie
że samemu mnie do rana czekać przyjdzie może
zachodzę w głowę nieraz by bez słowa odejść
jest kilka wierszy których nikt za nas nie napisze
o świtaniu wymykają się jak złodziej
gwiazd najważniejszych wskazujących drogę
25
Gdzie znajdziesz takiego wariata
Jeszcze usiądę, jak przed podróżą
dłonie we włosach Twych zanurzę
wiatru ciepłego na zimę nałapię
Jeszcze mi tylko zagraj najprościej
pieśni przecudne o miłości
zanim żagle rozwinę
Odnajdę Ciebie na końcu świata
lecz gdzie Ty znajdziesz takiego wariata
Na zielonym usiądę kobiercu
mocniej zabije jeszcze serce
EKG jak stukot pociągu
W liście mi napisz
najprościej jak potrafisz
dla pokrzepienia słów parę niemądrych
Odnajdę Ciebie nawet na końcu świata
lecz gdzie Ty znajdziesz takiego wariata
Jeszcze jak iskra papieros zgaśnie
świt ukołysze Cię i zaśniesz
snem głębokim na zimę
I niech śnią Ci się pieśni najprostsze
pieśni prawdziwe o miłości
zanim do portu dopłynę
Odnajdę Ciebie nawet na końcu świata
lecz gdzie Ty znajdziesz takiego wariata
26
Żeglowanie
Jak statek płonący, przez załogę rzucony
kiedy wszystko się wali na łeb
jak rozbitek samotny na plaży bezludnej
gdy zabraknie już sił, żeby biec
Kiedy fala nie głaszcze, brzegi nieprzyjazne
a załoga pijana nie słucha
gdy latarnie pogasną i nie widać już świateł
przecież prądom nie można zaufać
Stawiaj żagle od nowa i odpływaj do portów
nieznanych
bo to życie to stary takie wielkie, ogromne żeglowanie
Czasem w ciszę wpłyniesz, flauta wiatr zawieruszy
głosy syren tylko usłyszysz
mgła ci ręce owinie, ale nie daj się porwać
jeszcze wiosło wierne w tej ciszy
Stawiaj żagle od nowa i odpływaj do portów
nieznanych
bo to życie to stary takie wielkie, ogromne żeglowanie
Nigdy nie mów, że masz tego dość na oceanie
bo to życie to stary takie wielkie, ogromne żeglowanie
27
Musimy iść
Choć przepłyną po nas rzeki
chociaż drzewa nam wyrosną zamiast rąk
chociaż zboże po nas wzejdzie
zazieleni się na wiosnę cały dom
My musimy stąd już iść
i zostawić wszystko to
kto tu po nas przyjdzie gospodarzyć
kto
Co wyrośnie na tej ziemi
w którą tyle łez wlaliśmy
tyle słów
Czy wystarczy nam nadziei
by nakarmić nasze dzieci resztką snu
czy miłości nam wystarczy
żeby kiedyś tutaj wrócić
wrócić tu
My musimy stąd już iść
i zostawić wszystko to
kto tu po nas przyjdzie gospodarzyć
kto
Co wyrośnie na tej ziemi
w którą tyle łez wlaliśmy
tyle słów
28
Jesień
Jak trakt wydeptany butami włóczęgów
rudymi polami po miedzach się niesie
tak coś nam kochana znów depcze po piętach
jesień
Spójrz ścieżka zielona prowadzi w dolinę
nim wiatr babie lato przehula po lesie
na dzisiaj już miła wędrówki to koniec
jesień
Stukotem pociągu wśród dymu wpisana
gdzieś na kartofliska wychodzi pod wrzesień
do wiosny nam świata wystarczy, kochana
jesień
Nim z letnim podmuchem odpłynie to wszystko
i szlak nas bez końca do nieba poniesie
gdy sił mi zabraknie, bądź za mną, bądź blisko
jesień
29
Zamiast garści przysłów
Do dzisiejszego listu dołączam krótki wiersz
on zamiast garści przysłów i łez kieliszka jest
więc kiedy na kolana z koperty sfrunie lęk
nie wrócisz aż do rana, jak ptak odpłynie sen
Nad każdym takim słowem wiruje duszy strzęp
jaśnieje, by za moment być najczarniejszym złem
i tak jak na huśtawce, dopóty mocniej chcesz
dopóki w jedną stronę nie zacznie kręcić się
Do wiersza jest przypowieść, przeczytasz albo nie
usłyszysz coś na schodach, jak własnych kroków cień
wybiegniesz na ulicę, by ujrzeć gwiazdy dwie
i znowu ktoś napisze, że z poetami źle
Do dzisiejszego listu dołączam krótki wiersz
on zamiast garści przysłów i łez kieliszka jest
więc kiedy na kolana z koperty sfrunie lęk
nie wracaj aż do rana, jak ptak uwolnij się
30
Piosenka
Przypełzały zwierzęta do naszych stóp
łasząc się i prosząc o mięso i mleko
patrzyliśmy na nie jak zaczarowani
gdy w zielonym raju znikały
Ciężarówki jak na filmie przemykały obok
ogromne i ciepłe, pachnące benzyną
a nad drogą unosił się rozgrzany obłok
wystarczyłoby ręką skinąć
A potem słodko, słodko, gorąco, gorąco
długo, długo, do pełna, do pełna
niebo i ogień są naszą wolnością
czas nie istnieje, przyszłości nie ma
Żadnej z nocy nikt, nikt nie chciał przegapić
rozmawialiśmy nieraz do rana
kobiety już którąś kolację robiły
a nam nie dość było gadania
Przebudzenia też były, śmialiśmy się z siebie
patrzyliśmy jak gwiazdy wpadają do ognia
czasem jakaś para w mrok odeszła w milczeniu
niebo było o dwa kroki od nas
A potem słodko, słodko, gorąco, gorąco
długo, długo, do pełna, do pełna
gwiazdy i ogień są naszą wolnością
czas nie istnieje, przyszłości nie ma
31
Matka Boska spod Leskowca
Matko Boska spod Leskowca
końskich parskań słuchająca
dałbym Ci ja złotych jabłek
dałbym Ci ja miodu, słońca
czapę dałbym Ci futrzaną
w sanie wsadził bym w niedzielę
i do Suchej bym pojechał
bieluteńko, jak najbielej
Sanna, hosanna
na śnieżnym dywanie
srebrem malowane
modrzewiowe sanie
Ech, zawiało, zasypało
w poniedziałek do roboty
śnieg bieluchny na gościńcu
tańczy ze śladami kopyt
człowiek ze mnie nieuczony
ale we wsi powiadają
że czasami ze śnieżycą
aniołowie przybywają
Sanna, hosanna
na śnieżnym dywanie
srebrem malowane
modrzewiowe sanie
32
Daleko do Ciebie
Z pociągów, tnących zimy czerstwy bochen
dróg uśpionych, zasypanych śniegiem
szarym dymem otoczonych wiosek
tak daleko jest do Ciebie
Z mostów rozpiętych nad zmarzniętą rzeką
szarych ulic miast mijanych w biegu
tak daleko
tak daleko jest do Ciebie
Przed domem siadło stado białych ptaków
po horyzont wszystko wybielone
pozdrowienia z grudniowego szlaku
na oknach malowane szronem
Może gdzieś przy wigilijnym stole czekasz
opłatek do koperty wkładasz – nie wiem
tak daleko
tak daleko jest do Ciebie
33
Pieśń czekających
Czekamy, aż miecze nam w rękach wyrosną
a gardła zakwitną okrzykiem tysięcznym
aż nam pancerze na plecach od bata
a dłonie zaplotą się w pięści
Już oczy zabłysły nam, jak obłąkanym
z uporem patrzymy przed siebie w milczeniu
a wokół ściany, odrapane ściany
niedawno odkryte, zupełnie jak mury więzienia
Czekamy nocami i dniami, czekamy
w powietrzu gęstym jak szept konfidentów
ulica drży pod naszymi stopami
jak pokład wielkiego okrętu
W tej ciszy, czy słyszysz, jak pomruk narasta
już w uszy się wciska, już tłucze do okien
i wnet pobiegniemy, natchnieni, przez miasto
po latach posuchy spłyniemy wezbranym potokiem
Czekamy nocami i dniami, czekamy
w powietrzu gęstym jak szept konfidentów
ulica drży pod naszymi stopami
jak pokład wielkiego okrętu
34
Buki błękitne
Tak naprawdę, buki są błękitne
ale znikąd się tego nie dowiesz
nie wiadomo gdzie kończy się niebo
gdzie zaczyna się nowe
Jedna tylko, jedna jest granica
ale o tym też nie wie nikt
nie wiadomo, czy jeszcze jest noc
czy już zaczął się świt
Z tysiąca dróg zawsze jedna przystań
jedna dłoń i jeden dom
wracam do was, moje buki błękitne
już skończył się sztorm
35
Jeszcze jeden, jeszcze kilka dni
Jeszcze jeden, jeszcze kilka dni
polecimy do ciepłych krajów
wieczorami będę mówił Ci
o rzeczach które wiecznie trwają
dobrych słów nie zabraknie nam
gdy wieczorem usiądziemy przy herbacie
jeszcze jeden, jeszcze kilka dni
co Ty na to
Jeszcze tydzień, jeszcze może dwa
odkryjemy nowe ziemie, jak pan Kolumb
kapitanem naszej łodzi będę ja
a Ty pierwszym, lub na odwrót, jak tam wolisz
słodkiej wody mieć będziemy w bród
nasze będą tropikalne plaże
jeszcze jeden, jeszcze kilka dni
czas pokaże
Pojedziemy tym pospiesznym pierwsza siedem
gdzieś za miesiąc, albo może trochę więcej
i oglądać nie będziemy się za siebie
i zwiedzimy nowych światów sto tysięcy
za dni parę, już za tydzień albo dwa
gdy spotkamy się za wielkim oceanem
znów w kieszeni trochę piachu będę miał
złoty kamień
Jeszcze jeden, jeszcze kilka dni
polecimy do ciepłych krajów
wieczorami będę mówił Ci
o rzeczach które wiecznie trwają
dobrych słów nie zabraknie nam
gdy wieczorem usiądziemy przy herbacie
jeszcze dzień, a może kilka, uwierz mi
co Ty na to
36
Pośród naszego małego świata
Pośród naszego małego świata
na naszej małej, zielonej Ziemi
między ostatnim oddechem lata
a pierwszym chłodnym tchnieniem jesieni
Znajomych dźwięków starą paletą
koncertem świateł, chorałem cieni
tak sobie dzień po dniu żyjemy
Na naszej małej, zielonej Ziemi
noc granatowi się nad głową
jakby o niczym nie wiedziała
chłodno, po cichu i kryształowo
Drzewa śpiewają starą piosenkę
robiąc na drutach z babiego lata
na naszej małej, zielonej Ziemi
pośród naszego małego świata
37
Polska Wigilia
W tym Twoim kolorowym liście
zbyt wielu słów ja nie rozumiem
my tutaj mamy polską Wigilię
a Ty tam, w świecie, co zwojujesz
U nas zadymka od tygodnia
dobrze pod kuchnią napalone
ojciec ubiera baranicę
już na zimową tylko stronę
Czasami jeszcze wilcy straszą
podchodzą nam do samych okien
ale dopóki ogień płonie
to progi nasze dla złego za wysokie
Tam za tą Twoją cudną granicą
podobno życie jak na filmie
a u nas - śniegi od tygodnia
my tutaj mamy polską Wigilię
38
Szary dzień
Przez cienkie szkło widzę jak się śmiejesz
ulicą mkniesz jak jasny górski potok
głęboka noc za oknem już ciemnieje
za ścianą śpią lecz ty, ty nie dbasz o to
Sen jest jak książę, przychodzi kiedy zechce
lecz ja mam ciebie, ty chłodzisz moje dłonie
ostatni grosz zaszyty gdzieś w podszewce
oddaję tobie ty mówisz kiedy koniec
Szary dzień, rozmowa krótka
słowa dwa, jedna wódka
nie znasz mnie, ja nie znam ciebie
słowa dwa, papieros jeden
Wieczorem wracasz, odchodzisz o świtaniu
nocami każesz mi błądzić po ulicach
i takie krótkie są te nasze pożegnania
płomienny oddech twój niezmiennie mnie zachwyca
I znowu widzę, widzę jak się śmiejesz
już twoim śmiechem upijało się tak wielu
za ścianą śpią przedzieram się przez knieję
przez cienkie szkło do ciebie się przedzieram
Szary dzień, rozmowa krótka
słowa dwa, jedna wódka
nie znasz mnie, ja nie znam ciebie
słowa dwa, papieros jeden
39
Zza morza
Zza morza niejednego tu wrócę
by z bukami śpiewać kolędy
bo gra we mnie, taką mam duszę
droga zawsze poprowadzi mnie tędy
Z niejednego portu przypłynę
żeby z wami się dzielić opłatkiem
wierzaj mi, niech skonam, niech zginę
choćby wracać nie było mi łatwo
Choćby słońce paliło mi głowę
choćby nogi do butów przymarzły
na Wigilię mnie zawsze przywiodą
moje własne rodzinne gwiazdy
I rzecz taka mi chodzi po głowie
miałem o tym nie mówić nikomu
choćbyś buty niejedne zdarł w drodze
podczas burzy - pamiętaj o domu
40
Księżyca srebrny kołacz
Księżyca srebrny kołacz przetoczył się nad miastem
hej, panie srebrnolicy, czy w niebie ci nie ciasno
jak pan sobie radzisz w noc bezksiężycową
chmury kłębią się nad głową
Mam całkiem niedaleko maleńką cichą przystań
ostatnio coraz częściej z przystani tej korzystam
tam chronię się w noc ciemną fortepian cicho gra
ten port to moja druga twarz
Pisałem coś na śniegu, a potem przyszła wiosna
popłynął mój poemat, wers nawet nie pozostał
wedruję więc po świecie i wiersza swego szukam
może z deszczem do okien ci zastuka
41
Szukając swojego jutra
Mleko spod drzwi od tygodnia już znika
listonosz dawno przestał nas odwiedzać
od pierwszych chłodów cieknie kaloryfer
więc siedzimy zziębnięci, przytuleni do siebie
I choć cukier wyszedł, nie powiedział czy wróci
i trzeba będzie wyjechać na Święta
Ty mówisz, że zapomnimy o wszystkim
a czajnik gwiżdże wesołą piosenkę
I tak pójdziemy, popłyniemy przed siebie
tego nikt nie może nam ukraść
za rozmazanym, dalekim drugim brzegiem
szukając swojego jutra
W gazetach piszą, że gdzieś wielkie mrozy
ale tu, u nas, wcale nie tak zimno
kiedy katar nas na łopatki rozłoży
pomyślimy, że tak być powinno
I choć cukier wyszedł, nie powiedział czy wróci
i trzeba będzie wyjechać na Święta
Ty mówisz, że zapomnimy o wszystkim
a czajnik gwiżdże wesołą piosenkę
I tak pójdziemy, popłyniemy przed siebie
tego nikt nie może nam ukraść
za rozmazanym, dalekim drugim brzegiem
szukając swojego jutra
42
Ziemia niczyja
Niespokojny to płomień, którego chcesz dotknąć
i ziemia to gorzka, tyle że niczyja
tu od dawna nikt nie przychodził, bo i po co
skoro parę kroków dalej inny świat się zaczyna
Tutaj ptaki nie będą jadły ci z ręki
a skrzydła ich szare, nie różowe
a oczy ich spokojne i mądre
zamyślone
Może z początku czasu starczy ci na wszystko
do pierwszego nie braknie, i zdążysz na pociąg
może ci sklepu nie zamkną i usiąść pozwolą
w tramwaju
nie wiadomo dokąd
Niespokojny to płomień, którego chcesz dotknąć
i ziemia to gorzka, tyle że niczyja
43
Jesień się ubiera w rudą suknię
Jesień się ubiera w rudą suknię
jesień miodem kładzie się na ustach
jakby chciała, żebyś duszę jej odmienił
nim ją Pan Bóg na rok wstawi do lamusa
Po kapliczkach snuje z liści złoty welon
w oczy patrzy nam uparcie na bezdrożach
pól już słońcem nie maluje, ale czasem
gdy zapłacze, widać ciepła też spragniona
Czasem załka, to pociągnie nosem
jak dziewczyna co nie wzięła swetra z domu
tu pozłoci, tam sypnie czerwienią
to znów wina gdzieś łyknie po kryjomu
I przychodzi nieproszona na kolację
a jak załka, to czasami w dołku ściska
ludzie mówią, po coś mała tutaj przyszła
a ona głupia snuje się po wrzosowiskach
My jak ćmy do ognia pchamy się w tą jesień
rozmazaną i pachnącą jak ściernisko
to zasmęcisz coś w a-molu i umilkniesz
to zadumasz się wieczorem przy ognisku
A tu jesień się ubiera w rudą suknię
smutną duszę swą usypia po dolinach
jakby chciała, żebyś oczy jej odmienił
zanim zaśnie, zanim przyjdzie zima
44
Nie pieśń na pożegnanie
To nie jest pieśń na pożegnanie
na pewno jeszcze się spotkamy
milczeć będziemy niczym kamień
powędrujemy gdzieś w nieznane
Garść srebrnych monet w wodę rzucę
zakwitnie Sargassowe Morze
to nie jest pieśń na pożegnanie
dlaczego więc odwracasz głowę
To nie jest pieśń o białym zamku
w którym mieszkaliśmy dni kilka
w słońce wpatrzeni o poranku
zanim za oknem głos zamilknie
Miałaś szczepionką być na życie
oto wyniki mych doświadczeń
to nie jest pieśń na pożegnanie
dlaczego w inną stronę patrzysz
To nie piosenka o miłości
odwracasz się z niedowierzaniem
tak może byłoby najprościej
lecz wiemy, że tak się nie stanie
45
Biały wiersz II
W kręgu zaklętym zimy, co przyszła wczoraj
zaczarowani siedzimy, to już pora
dłonie zmarznięte nocą grzejemy w ogniu
po śniegu biegamy boso, tak dzień po dniu
Biały wiersz, ja i Ty
słowa dwa w płatki śniegu zaklęte
słowa których nie powie nikt
nawet najcichszym szeptem
Przez Twoje czoło świetlisty przebiega równik
na północ chłodna niezdobyta tundra
a na południe - las bukowy kwitnie
ciepły i drżący, w oddechu błękitny
Biały wiersz, ja i Ty
słowa dwa w płatki śniegu zaklęte
słowa których nie powie nikt
nawet najcichszym szeptem
Biały wiersz, Ty i ja
słowa dwa, co jak mróz w uszy szczypią
drżą w słuchawce, niespokojnie, jak wiatr
zanim świat srebrnym pyłem zasypie
Ze śladów naszych w śniegu ciepłą szarość
wydziobać damy ptakom, choćby zaraz
tylko czy sił nam wystarczy, by bez żalu
w grudniowe zapaść zaspy za dni parę
Biały wiersz, ja i Ty
słowa dwa w płatki śniegu zaklęte
słowa których nie powie nikt
nawet najcichszym szeptem
Biały wiersz, Ty i ja
słowa dwa, co jak mróz w uszy szczypią
46
drżą w słuchawce, niespokojnie, jak wiatr
zanim świat srebrnym pyłem zasypie
47
48
Maciej Danek urodził się w
Chrzanowie w roku 1965. Po maturze w roku 1984
rozpoczął studia na Wydziale Biologii i Nauk o Ziemi
Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, które
ukończył w roku 1989 z tytułem magistra biologii. W
czasie
studiów
związał
się
z
krakowskim
środowiskiem piosenki studenckiej, zdobywając
szereg nagród i wyróżnień na ogólnopolskich
festiwalach i przeglądach piosenkarskich.
Od debiutu w roku 1986 do roku 1992 Maciej Danek
brał czynny udział w życiu kulturalnym środowisk
akademickich, śpiewając swe piosenki na scenach
krakowskich klubów studenckich jak również
występując poza Krakowem. Po emigracji do USA w
roku
1992
podjął
pracę
w
przemyśle
biotechnologicznym
w
Kalifornii,
jednocześnie
nawiązując współpracę z miejscowymi organizacjami
polonijnymi.
ISBN 1-591-96-468-7