Document 217769
Transkrypt
Document 217769
ROZMOWA O ZDROWIU: 12 2013 / 01 2014 P I S M O s. 25 I Z B L E K A R S K I C H s. 50 s. 56 4 6 8 10 12 16 17 20 24 25 26 28 30 17 32 34 36 39 45 46 48 50 53 55 56 58 60 61 62 64 56 65 66 71 80 81 82 Po zjazdach, przed Świętami Warto współdziałać Lekarze lekarzom Był raz bal na sto par FDI w Polsce? Ludzie listy piszą Cenią ducha walki i rozwagę Bądźmy dobrzy dla innych Zawsze szukamy prawdy Co z tą stomatologią? Reklama a lekarze Współczesna balneologia i medycyna fizykalna Transgraniczna opieka medyczna Medyczne Schengen z drutem kolczastym Odwieczny problem raka z nowego punktu widzenia ia 26 styczn XVII Odbędą się karzy Mistrzostwa Polski Lewym w Narciarstwie Biego w Wiśle Kubalonce. Bliższe informacje: Maciej Pająkowski, tel. 602 177 857. o 28 lutegzeniem Ministra Zdrowia Zgodnie z rozporząd z dnia 6 czerwca 2013 r. w sprawie bezpieczeństwa i higieny pracy przy wykonywaniu prac związanych z narażeniem na zranienie ostrymi narzędziami używanymi przy udzielaniu świadczeń zdrowotnych (Dz.U. z 2013 r., poz. 969) do 28 lutego należy złożyć pierwszy raport o bezpieczeństwie i higienie pracy w podmiocie leczniczym w zakresie zranień ostrymi narzędziami przy udzielaniu świadczeń zdrowotnych. Raport powinien zawierać informacje wskazane w § 11 ust. 2 rozporządzenia. Kolejne raporty należy sporządzać co najmniej raz na 6 miesięcy. Autorytety – projekt seniorów 2011-13 Wokół dendrymerów Czy to drogi kurs, czy specjalizacja? Lekarzu, kształć się sam „Gazeta Lekarska” Bene Meritus Pewnego razu... USA – system inny niż wszystkie Po drugiej stronie lustra Część artystyczna Zastrzyk humoru… z karetki i szpitala Medafora W cieniu Wieczór Andrzejkowy i VII Turniej Nalewek / Świat okiem lekarza Dziennik martwego człowieka 20-22 marca Odbędzie się XII Krajowy Zjazd Lekarzy. Zyto, Koledzy… 3 Po zjazdach, Ryszard naczelny „GL” W chwili, kiedy czytają Państwo ten numer naszego pisma, zakończyła się już listopadowo-grudniowa seria sprawozdawczo-wyborczych okręgowych zjazdów lekarzy. W ybraliśmy nowych prezesów, rzeczników, rady okręgowe i inne samorządowe władze. W izbach okręgowych zakończyła się szósta kadencja, rozpoczęła siódma. Zjazdy kończące kadencję mają tę specyfikę, że myśli się podczas nich przede wszystkim o przyszłości. Mówi się, że są okazją do podsumowania czteroletnich dokonań, ale delegaci mniej słuchają sprawozdań, a więcej myślą i mówią o wyborach. Dobrze, jeżeli oprócz spraw personalnych, mówi się także o zadaniach, jakie należy sobie postawić na początku czteroletniej kadencji. Dobrze, jeżeli mówi się o oczekiwaniach, jakie wiążą lekarze ze swoim zawodowym samorządem. Za wcześnie na podsumowywanie tegorocznych wyborów, ale dotychczasowe rozstrzygnięcia personalne nasunęły mi kilka refleksji. W kilku izbach ponownie kandydujący prezesi nie mieli konkurentów w wyborach. Według mnie jest to dowód na to, jaki zdobyli autorytet wśród kolegów i jak mocną uzyskali pozycję. Nie wszystkim prezesom reelekcja się powiodła. Czasami były to rozstrzygnięcia zaskakujące, ale czasami spodziewane. Z informacji Krajowej Komisji Wyborczej wynikało, że wśród delegatów na zjazdy było wiele nowych twarzy. Z informacji, które teraz do mnie docierają, wynika, że w składach wybranych rad okręgowych nowych osób jest znacznie mniej. Wiadomością, która daje do myślenia, jest ta, że po raz kolejny nowe władze nie zostały istotnie odmłodzone. W większości izb młodzi lekarze nie garną się do pracy w samorządzie. Może są zajęci kształceniem, karierą zawodową, rodziną, zarabianiem pieniędzy? A może przyczyny są inne? Napisałem, że w okręgach rozpoczęła się siódma kadencja izbowa. Na poziomie władz naczelnych będzie teraz okres przejściowy. Rada naczelna składać się będzie w części z nowo wybranych prezesów, w części z członków wybranych przez Krajowy Zjazd Lekarzy. Kolejny zjazd odbędzie się 21-22 marca przyszłego roku. Dopiero po dokonanych na nim wyborach rozpocznie się naprawdę nowa kadencja. Powstał pomysł, aby zmienić kalendarz wyborczy. Pisze o tym w swoim felietonie pomysłodawca, prezes Maciej Hamankiewicz. Podczas zjazdów okręgowych delegaci wypełniali anonimową ankietę, dotyczącą „Gazety Lekarskiej”. Wszystkim osobom, które zechciały to zrobić, serdecznie dziękuję w imieniu kolegium redakcyjnego i redakcji. Wnioski wynikające z tej ankiety pozwolą nam zorientować się, co w piśmie podoba się Czytelnikom, co przeszkadza i czego brakuje. Jak należy zmieniać„GL”, aby była dla lekarzy ciekawsza i bliższa. W kolejnym numerze przedstawimy podsumowanie wyników ankiety. Czekamy także na Państwa opinie. Tymczasem w pokojach lekarskich czuje się już przedświąteczną atmosferę. Przywoływane są smaki ulubionych potraw, zwłaszcza wigilijnych. Następuje wymiana informacji o kupowanych dzieciom prezentach oraz o najlepszych i najbardziej sprawdzonych przepisach kulinarnych. W ten świąteczny, magiczny czas zapomnijmy o trudach dnia codziennego i cieszmy się rodzinnym szczęściem. NIE TYLKO TAM W BETLEJEM PASTERZE WITALI CIĘ PANIE TY PRZECIEŻ ZOSTAŁEŚ Z NAMI NA CIĄGŁE RADOSNE WITANIE… KOLEGIUM REDAKCYJNE I REDAKCJA „GAZETY LEKARSKIEJ” WRAZ ZE WSPÓŁPRACOWNIKAMI I AUTORAMI SKŁADAJĄ LEKARZOM I LEKARZOM DENTYSTOM ŚWIĄTECZNE I NOWOROCZNE ŻYCZENIA ZDROWIA. 4 NAWET NA PUSTYNI MOŻEMY ZNALEŹĆ NADZIEJĘ. JAROSŁAW WANECKI RYSZARD GOLAŃSKI A K C J A I N F O R M A C Y J N A G E D E O N R I C H T E R - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Pierwszym Bardzo trudno jest przekonywać urzędników do spraw przez nas uważanych za oczywiste, zgodne z rozsądkiem i logiką. Maciej Hamankiewicz Prezes Naczelnej Rady Lekarskiej O statnio pojawił się pomysł wyeliminowania z płatności dla POZ osób „świecących się” w systemie eWUŚ „na czerwono”. Pomysł moim zdaniem skrajnie niedobry i nieuczciwy. Proponując go, zapomniano o wyrównaniu przychodów zwiększeniem stawki za zadeklarowanego pacjenta i nie wzięto pod uwagę, że nadal sporo pacjentów świecących na czerwono ma płacone składki i jest ubezpieczona. Z ulgą odnotowałem więc decyzję pani Prezes wycofania się z tego pomysłu, którego jeszcze nie tak dawno broniła w wielu wystąpieniach publicznych. Tym razem udało się przekonać NFZ, że podcięcie finansowania POZ grozi załamaniem całego systemu opieki zdrowotnej. Sytuacja pokazała, że wyciąganie wniosku z eWUS-ia prowadzi do błędnych rozwiązań. Dodatkowym potwierdzeniem tej ostatniej tezy stała się skarga złożona przez Prezes NFZ na Ministerstwo Zdrowia do sądu administracyjnego w sprawie finansowania świadczeń osób nieubezpieczonych i zapłacenie za „świecących się na czerwono” dodatkowego miliarda złotych. R lekarsko- 6 zadko które informacje napływające z NFZ są pozytywne. Teraz znów musimy przypominać, że umowy pomiędzy lekarzami a NFZ uprawniające pacjentów do otrzymania refundacji za lek są zbędne. Niektóre oddziały NFZ zwróciły się bowiem do lekarzy nieposiadających umów na przepisywanie recept na leki refundowane, by zwrócili pieniądze wydane dla pacjenta w celu refundowania mu terapii. Absurd refundacyjny najlepiej obrazują skutki wejścia w życie 25 października dyrektywy unijnej: każdy lekarz europejski ma prawo zapisać lek dla polskiego pacjenta, a NFZ według polskich zasad refundację pacjentowi musi zwrócić. O tym, że celem NFZ jest wytworzenie atmosfery strachu przy przepisywaniu leków, świadczy fakt, że gdyby rzeczywiście NFZ chciał zabrać te pieniądze lekarzom, to powinien zwrócić się do właściwego sądu i udowodnić, że poniósł stratę. Strata dla NFZ byłaby wówczas, gdyby lekarz przepisał lek człowiekowi zdrowemu, bez odpowiedniej dokumentacji, w celach handlowych itp. Ale kiedy lek otrzymał człowiek chory, leczony zgodnie z aktualną wiedzą medyczną, a potrzeba stosowania tego leku została odpowiednio udokumentowana – to ja nie widzę tu straty dla państwa. Chyba, że mówimy wyłącznie o oszczędnościach. Właśnie NFZ opublikował informację o kwotach refundacji, z której wynika, że w miesiącach styczeń-październik procent wykonania całkowitego budżetu na refundację wyniósł 71,92 proc. Ciekawe, gdzie jest punkt, w którym ogłoszony zostanie sukces? Czyżby zero złotych na refundację? P o raz kolejny przychodzi mi dziękować Rzecznikowi Praw Obywatelskich za wsparcie naszych działań. W wystosowanym do mnie liście pani prof. Irena Lipowicz poinformowała, że zwróciła się do Ministra Zdrowia w sprawie dostępności do testów PES oraz LEK i LDEK. Dostęp lekarzy do testów pozwala doskonalić wiedzę i przygotowanie zawodowe. Z puli takich pytań korzystają nie tylko zdający, ale praktycznie wszyscy lekarze i lekarze dentyści – pozwala to bowiem na stałą samoocenę. Pani prof. Irena Lipowicz jest jedną z nielicznych w tym kraju, która wie, że wspierając w słusznych sprawach lekarzy, pomaga chorym. Tak uczyniła poprzednio w sprawach: ustawy refundacyjnej, kiedy mówiła, że „prawo nie może być pułapką zastawioną przez władzę publiczną na obywatela”, zmian zasad wynagradzania biegłych sądowych, ogólnych warunków umów o udzielanie świadczeń opieki zdrowotnej, osób nieubezpieczonych i art. 68 Konstytucji RP. W okręgowych izbach lekarskich kończy się czas wyborów na VII kadencję. W 2014 r. i w następnych czterech latach tym, którzy dali się namówić na oddanie cząstki siebie samorządowej działalności lekarsko-dentystycznej, życzę wytrwałości i zrealizowania planów przedkładanych wyborcom. Zapoznałem się z wieloma wystąpieniami i wydaje się, że delegaci zjazdów mieli bardzo trudne zadanie, bo większość kandydatów deklarowała podobne plany. Świadczy to o tym, że cele dla tej kadencji są dosyć oczywiste, a delegaci wybrali spośród siebie realizatorów tych celów. Wybranym gratuluję. Z jazdy okręgowe zakończą się w 2013 r., na wiosnę – wedle kalendarza wyborczego – przyjdzie nam się znowu zebrać na wiosennych zjazdach okręgowych oraz na sprawozdawczo-wyborczym zjeździe krajowym. Stąd mój pomysł przesunięcia terminów zjazdów i wyrównania roczników kadencyjnych. Być może uda się doprowadzić do sytuacji, w której kalendarz wyborczy na VIII kadencję spowoduje, że zjazdy wiosenne będą zjazdami sprawozdawczo-wyborczymi w okręgowych izbach lekarskich, a zjazd krajowy będzie odbywał się na przełomie maja i czerwca. Uniknęlibyśmy w ten sposób dodatkowych jesiennych 24 zjazdów, przeznaczając środki na inne cele, oraz wybieralibyśmy wszystkie władze samorządu w jednym roku kalendarzowym. Pomysł poddaję pod dyskusję. Wszystkim Wam, Koleżanki i Koledzy, życzę radosnych Świąt Narodzenia Pańskiego i spokojnego 2014 roku. FOTO: Katarzyna Strzałkowska Katarzyna ORL VII kadencji Do czasu zamknięcia tego numeru „Gazety Lekarskiej” w 18 izbach okręgowych i izbie wojskowej odbyły się Sprawozdawczo-Wyborcze Okręgowe Zjazdy Lekarzy. Wybrano prezesów okręgowych rad lekarskich VII kadencji. Okręgowym radom przewodniczą: w Wojskowej Izbie Lekarskiej – Jan Sapieżko, w Warmińsko-Mazurskiej Izbie Lekarskiej w Olsztynie – Marek Zabłocki, w OIL w Krakowie – Andrzej Matyja; w OIL w Bydgoszczy – Stanisław Prywiński, w OIL w Gdańsku – Roman Budziński, w OIL w Gorzowie Wielkopolskim – Jacek Zajączek, w Świętokrzyskiej Izbie Lekarskiej – Paweł Barucha, w OIL w Koszalinie – Marek Janus, w OIL w Lublinie – Janusz Spustek, w OIL w Łodzi – Grzegorz Mazur, w OIL w Szczecinie – Magda Wiśniewska, w OIL w Tarnowie – Tomasz Kozioł, w Dolnośląskiej Izbie Lekarskiej we Wrocławiu – Jacek Chodorski; w OIL w Rzeszowie – Wojciech Domka, w Kujawsko-Pomorskiej Izbie Lekarskiej w Toruniu – Łukasz Wojnowski, w Śląskiej Izbie Lekarskiej w Katowicach – Jacek Kozakiewicz, w OIL w Opolu – Jerzy Jakubiszyn, w OIL w Płocku – Jarosław Wanecki, w Wielkopolskiej Izbie Lekarskiej w Poznaniu – Krzysztof Kordel. Wyniki wyborów w pozostałych 6 izbach opublikowane zostaną w „Gazecie Lekarskiej Premium” na www.gazetalekarska.pl. Uznawanie Parlament Europejski oraz Rada Unii Europejskiej przyjęły w październiku i listopadzie 2013 r. tekst nowelizacji dyrektywy w sprawie uznawania kwalifikacji zawodowych. Nowe regulacje będą stosowane mniej więcej od początku 2016 r., choć poszczególne państwa mogą wdrażać nowe postanowienia wcześniej. Dyrektywa wprowadza m.in. Europejską Legitymację Zawodową (European Professional Card), która będzie rodzajem elektronicznego certyfikatu zawierającego dane 8 osobowe lekarza i lekarza dentysty, posiadane dokumenty dotyczące kwalifikacji zawodowych i zaświadczenia. Naczelna Izba Lekarska zabiegała o taką legitymację dla polskich lekarzy. Wymagany czas studiów lekarskich będzie wynosić co najmniej 5 lat obejmujących co najmniej 5 500 godzin nauczania, a studiów lekarsko-dentystycznych co najmniej 5 lat obejmujących co najmniej 5 000 godzin nauczania. Nastąpi włączanie do systemu uznawania automatycznego kolejnych specjalizacji lekarskich i lekarsko-dentystycznych (które w tym zakresie podlegać będą takim samym regułom jak specjalizacje lekarskie), co oznacza większe niż dotychczas możliwości włączenia w system automatycznego uznawania np. periodontologii lub stomatologii dziecięcej. Naczelna Izba Lekarska zabiegała o takie rozwiązanie. Odpady – kary niekonstytucyjne 3 grudnia 2013 r. został opublikowany wyrok Trybunału Konstytucyjnego w sprawie niezgodności z Konstytucją RP art. 79 c ust. 3 ustawy o odpadach z dnia 27 kwietnia 2001 r. Dzięki temu wyrokowi osoby ukarane w terminie obowiązywania ustawy, czyli od 12 marca 2010 r. do 19 lipca 2011 r. mogą żądać wznowienia postępowania administracyjnego. Skargę o wznowienie wnosi się do marszałka województwa, który wydał decyzję nakładającą karę, w terminie jednego miesiąca od dnia wejścia w życie orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego (czyli od 3 grudnia 2013 r.). Wzór wniosku o wznowienie postępowania na stronie www.nil.org.pl. Klauzula sumienia W związku z pojawiającymi się w ostatnim czasie medialnymi doniesieniami o stanowiskach różnych osób i instytucji w sprawie korzystania z klauzuli sumienia w praktyce lekarskiej, Prezydium NRL przypomniało m.in., że: 1) lekarz ma prawo do odmowy udziału w procedurach niezgodnych reklama z jego sumieniem; 2) korzystając z klauzuli sumienia, lekarz powinien przekazać swoje stanowisko pacjentowi oraz odnotować je w dokumentacji medycznej; nie można jednak oczekiwać od lekarza korzystającego z klauzuli sumienia, aby oświadczał, jaki reprezentuje światopogląd i z jakich względów świadczenie uznał za niezgodne ze swoim sumieniem; 3) korzystając z klauzuli sumienia, lekarz nie powinien wywierać wpływu na decyzję pacjenta, ani narzucać mu swojego poglądu. Odmowa wykonania świadczenia zdrowotnego ze względu na niezgodność z sumieniem nie powinna także przyjmować formy uzasadniania medycznego (w szczególności co do skuteczności lub bezpieczeństwa procedury); 4) lekarz nie ma obowiązku wcześniejszego określania swoich poglądów; w związku z tym całkowicie nieuzasadnione są propozycje ustalania list lekarzy o określonych przekonaniach i ewentualna dyskryminacja ich przy zatrudnianiu; 5) samorząd lekarski powinien udzielać pomocy we wszystkich przypadkach nieuprawnionego nacisku na autonomię lekarzy deklarujących wolę skorzystania z klauzuli sumienia. Samorządy zaufania Prezes NRL Maciej Hamankiewicz oraz wiceprezesi NRL uczestniczyli w debacie „Samorząd zawodowy w demokratycznym państwie prawa”, zorganizowanej 12 listopada w Senacie RP przez Komisję Praw Człowieka, Praworządności i Petycji oraz Mazowieckie Forum Samorządów Zawodów Zaufania Publicznego. Wzięli w niej udział przedstawiciele samorządów zawodów zaufania publicznego z województwa mazowieckiego, organizacji pozarządowych i senatorowie. Oprócz samorządu lekarzy i lekarzy dentystów zaprezentowano samorządy zawodowe radców prawnych, adwokatów, architektów, inżynierów budownictwa, biegłych rewidentów, doradców podatkowych, lekarzy weterynarii, pielęgniarek i położnych, aptekarzy. Szkolenia dla młodych lekarzy w styczniu 2014 Rozpoczął się nabór na pierwszy kwartał 2014 r. na zajęcia „Ogólnopolskie szkolenia z zakresu funkcjonowania systemu ochrony zdrowia oraz umiejętności komunikacji, współpracy i budowania relacji z pacjentem dla lekarzy rozpoczynających pracę”. Do udziału w szkoleniach zapraszamy lekarzy i lekarzy dentystów z całej Polski w wieku do 35. r.ż. w trakcie stażu lub specjalizacji. Szkolenia w styczniu 2014 r.: SZCZYRK 6-11 stycznia; kontakt do organizatora: tel. 724 533 555 OPOLE 12-17 stycznia; kontakt do organizatora: tel. 32 285 63 68 WROCŁAW 12-17 stycznia; kontakt do organizatora: tel. 32 285 63 68 WARSZAWA 13-18 stycznia; kontakt do organizatora: tel. 22 559 13 52 CZĘSTOCHOWA 19-24 stycznia; kontakt do organizatora: tel. 32 285 63 68 KIELCE 19-24 stycznia; kontakt do organizatora: tel. 32 285 63 68 TORUŃ 20-25 stycznia; kontakt do organizatora: tel. 609 321 431 NAŁĘCZÓW 26-31 stycznia; kontakt do organizatora: tel. 32 285 63 68 RZESZÓW 26-31 stycznia; kontakt do organizatora: tel. 32 285 63 68 Szczegóły i rejestracja na stronie: www.mlodylekarz.org. Obserwacje Lekarze lekarzom Badurek Choć tytuł może to sugerować, nie będę pisał o powołanej przez NRL przed dwoma laty fundacji, której zadaniem jest m.in. pomoc finansowa lekarzom w trudnej sytuacji materialnej, ich szczególnie uzdolnionym dzieciom oraz owdowiałym małżonkom lekarzy. B 10 yłoby wspaniale móc pisać jedynie o tym, jak prześcigamy się wobec siebie w życzliwości i altruizmie. Dobrych przykładów nie brakuje, ale bardzo dużo jest zachowań, które chwały nam nie przynoszą. Mam wrażenie, w wielu przypadkach równie bezinteresownych co te chwalebne... Zapewne przypadkiem po moim felietonie na temat refundacji długo działających analogów insuliny, które mimo rozszerzenia wskazań chorych na cukrzycę typu 2, stały się dla nich dostępne niczym królestwo niebieskie ukryte za wrotami w formie ucha igielnego, interweniował konsultant krajowy w dziedzinie diabetologii. W piśmie z 7 października przesłanym do prezes NFZ Agnieszki Pachciarz, prof. Krzysztof Strojek odniósł się do warunków refundacji bezszczytowych analogów insuliny, wyjaśniając m.in., że insulinami typu NPH są wszystkie preparaty zawierające choćby jej domieszkę, czyli także szeroko stosowane u nas mieszanki. To bardzo ważne, biorąc pod uwagę, że prawo do ulgi dano jedynie tym chorym na cukrzycę typu 2, którzy wcześniej byli bezskutecznie leczeni insuliną NPH. W sprawie możliwości kontynuowania terapii przez pacjentów leczonych długo działającym analogiem przed zmianą wskazań refundacyjnych, profesor napisał: „Stoję na stanowisku, iż jeżeli w przeszłości chory był leczony insuliną NPH i w przeciągu 0,5 roku stwierdzono u niego niewyrównanie glikemii wyrażone stężeniem HbA1c ≥ 8% (dwa badania w odstępie ≥ 0,5 roku), wówczas spełnia kryteria do refundacji analogu długo działającego, tj. do kontynuacji leczenia tym preparatem (...)”. 29 października stanowisko konsultanta krajowego zostało opublikowane na stronach Małopolskiego OW NFZ jako informacja dla lekarzy z adnotacją „do wiadomości i stosowania”. Jak mają postępować lekarze pracujący na obszarze pozostałych enefzetowskich księstw, tego nie wiemy, bo Polska, nie Stany Zjednoczone, i zasada precedensu nie obowiązuje, a stanowisko konsultanta nie jest źródłem prawa. Nie trzeba byłoby – jakby to ujął Stefan Kisielewski – „bohatersko walczyć z problemami nieznanymi w żadnym innym ustroju”, gdyby wcześniej nie wymyślono karkołomnych kryteriów refundacji bezszczytowych analogów insuliny dla chorych na cukrzycę typu 2. Rzecz jasna, nie stało się to bezosobowo. Ktoś musiał dobrze nad tym pogłówkować i był to z pewnością doskonale znający temat lekarz, a nie urzędnik. I nie jest to bynajmniej wyjątek. Bo kryteria włączenia do programów terapeutycznych, którymi tak często się bulwersujemy, to kto opracowuje? Urzędnicy? Nie, „nasi”. A programy specjalizacji nie do zrealizowania? Testy egzaminacyjne służące, by oblać, a nie sprawdzić wiedzę? To także nasza lekarska robota. A minister zdrowia, który nie chce nawet rozmawiać z przedstawicielami lekarzy, to kim jest z zawodu? A biegli, biegli w przepisywaniu rozdziałów z podręczników, tworzący tyleż monstrualne co krzywdzące opinie? To również „sami swoi”. Nie jest wcale lepiej, jeśli przyjrzymy się mikrokosmosom miejsc naszej pracy. Mobbingowanie podwładnych, dyskredytowanie innych lekarzy przy pacjentach, nieokazywanie szacunku lekarzom seniorom, podrzucanie sobie chorych niczym kukułczych jaj. Nieprzypadkowo do izb lekarskich trafia coraz więcej spraw lekarzy przeciwko lekarzom. Niełatwo mi o tym wszystkim pisać. W oparciu o wyssane z palca dane oskarża się nas o powodowanie większej liczby zgonów niż pijani kierowcy. Na portalu gazety, mającej obecnie ambicje stać się najbardziej opiniotwórczym tabloidem w Polsce, pacjentka z wyższym wykształceniem prawniczym, walcząca o kilkumilionowe odszkodowanie z tytułu powikłań zakażenia szpitalnego, mówi o swoim lekarzu per „straszne bydlę”. W tym samym czasie, odziany dla niepoznaki w profesorką togę celebryta i polityczny harcownik w jednym, wylewa na nas kubły pomyj, nazywając to udzielaniem bezpłatnych lekcji etyki. Czy naprawdę musimy jeszcze potykać się o kłody, które sami sobie rzucamy? Lekarze lubią się bawić i są mistrzami łączenia dobrej zabawy z działalnością na rzecz innych. Jedną z form tego rodzaju aktywności są karnawałowe bale, organizowane przez część okręgowych izb, a także towarzystw i fundacji lekarskich. 12 B ale karnawałowe pozwalają lekarzom na chwilę oderwać się od szpitala, chorych i chorób, złapać oddech po ciężkich operacjach i dyżurach. Wraz z wejściem na salę balową, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki kitel chirurga zamienia się w smoking, a biały fartuch pani doktor w błyszczącą cekinami kreację. Profesor do młodego lekarza nie zwraca się ex cathedra, przechodzi na bardziej swobodny ton rozmowy, wznosi z nim toasty, tańczy z jego żoną. Tej bliskości mistrza i ucznia nie zapomina się nigdy. W atmosferze dobrej zabawy otwierają się też głowy na nowe pomysły i wzmaga hojność darczyńców. Na balach można spotkać wielu znanych artystów, a bez nich nie sposób realizować charytatywnych celów. W międzywojennej Polsce karnawałowe bale organizowały środowiska arystokratyczne, wojskowi, dyplomaci. Największe odbywały się w ekskluzywnych hotelach, salonach Ministerstwa Spraw Zagranicznych i Opery Warszawskiej. Zbierano w ten sposób fundusze na różne, zbożne cele. Zamożni filantropię traktowali jak swoją powinność. Nawiązując do tamtych czasów, prof. Edward Rużyłło w jednym z pamiętników podkreślał, jak skromną egzystencję wiedli wówczas lekarze, a uczestnictwo w karnawałowym balu elit wiązało się przecież z kupnem fraka, wieczorowej sukni dla małżonki, dodatków, a na taki wydatek mało kogo było stać. Jednak to lekarze, choć stali z boku, napędzali działania charytatywne możnych, nakłaniali do zbiórek na budowę szpitali, pomoc sierotom i wdowom. Historyk Hanna Bojczuk z sekcji historycznej Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego mówi, że lekarz był wtedy bardziej pożądany jako leczący skutki przeziębień dam towarzyszących księżnej Potockiej w zbieraniu datków, niż jako ich partner do tańca. Prof. Stefan Wesołowski, wybitny polski urolog, jako młody lekarz miał swój sposób na ich pozyskiwanie.„Szopka Medyczna”, z którą w karnawale regularnie jeździł po całej Polsce (występowała w niej m.in. Elżbieta Barszczewska), przynosiła dochód, z którego można było zbudować otwarty w 1936 r. w Warszawie Dom Medyka. Marzył, by zostać aktorem, zdał nawet egzamin do Szkoły Dramatycznej, ale gdy już pracował jako lekarz, Aleksander Zelwerowicz skreślił go z listy przyjętych, mówiąc, że kogoś takiego szkoda na aktora. Ani profesura, ani godności z tym związane nie przeszkodziły mu jednak występować w kabarecie i świetnie się bawić. Być może to dzięki temu żył aż 101 lat. Wydarzeniem przedwojennej Warszawy były bale karnawałowe organizowane na Zamku Królewskim wydawane przez prezydenta z małżonką dla korpusu dyplomatycznego i śmietanki towarzyskiej. Przedwojenne bale karnawałowe zaczynały się polonezem, a kończyły nad ranem ma- zurem. Zabawę organizował jeden lub kilku wodzirejów. Bardzo ważna była też oprawa artystyczna – schody, pióra, diademy, treny i wielkie gwiazdy: Loda Halama, Hanka Ordonówna. Do tych tradycji nawiązywało Polskie Towarzystwo Lekarskie. Pierwszy bal PTL odbył się w 1979 r. w hotelu Forum w Warszawie, który stał się stałym lokalem dla kolejnych 29 bali. – To było wtedy przedsięwzięcie wyjątkowe, podjęte na przekór panującej dookoła szarzyźnie i marazmowi. Był to jedyny w Polsce bal lekarzy zorganizowany na tak dużą skalę – wspomina prof. Jerzy Woy-Wojciechowski, prezes PTL, pomysłodawca balu. Było odpowiednie wnętrze, menu, grała orkiestra w stylu Glenna Millera, co nadawało imprezie luksusowego wymiaru. Zapraszano najbardziej wziętych w tamtych czasach wykonawców. Maryla Rodowicz, Andrzej Rosiewicz, Tercet Egzotyczny, Irena Santor, Alicja Majewska, Zbigniew Wodecki, to tylko niektórzy z nich. – Ten bal podnosił nasz prestiż i poczucie naszej wartości, a jednocześnie wzorem przedwojennych bali z intencją dawał możliwość pozyskiwania darowizn – mówi prof. Jerzy Woy-Wojciechowski. To z tamtych darowizn wybudowano Dom Seniora dla lekarzy w Warszawie. Ale – jak mówi profesor – najbardziej pamięta bal zorganizowany w stanie wojennym w willi na Mokotowie. Nazywa go tajnym, bo obowiązywała godzina policyjna i był zakaz organizowania imprez. Gospodyni balu zdobyła jednak pozwolenie, przekonała władze, że organizuje wesele, a ślub musi się odbyć, bo panna młoda jest przy nadziei. Profesor wspomina, jak skradali się do willi, jak dla niepoznaki stawiali samochody kilka ulic dalej, jak wchodzili pojedynczo, aby nie wzbudzać podejrzeń. – Te bale integrowały środowisko, również młodzież lekarską, panowała na nich nadzwyczajna atmosfera – mówi Felicja Łapkiewicz, lekarz stomatolog, która organizowała bale PTL. W czasach strajków lekarzy, na znak solidarności z protestującymi, prowadzącymi głodówki, okupującymi szpitale, bale zawieszono. Po reaktywacji samorządu lekarze zaczęli organizować bale w swoich izbach. Po wielu latach PTL wraca do idei balu charytatywnego i w nadchodzącym karnawale 18 stycznia w hotelu Hilton odbędzie się 30. jubileuszowy bal, z którego dochód przeznaczy na pomoc dzieciom z oddziałów onkologicznych warszawskich szpitali. Gwiazdami wieczoru będą m.in. Alicja Węgorzewska i Natalia Kukulska. Płockie środowisko lekarskie nie jest liczne, ale potrafi się dobrze bawić, a na dodatek pokazać pazur. Tutejsze karnawałowe bale lekarza sięgają lat 70., czyli głębokiej komuny, a zaczęło być o nich głośno, kiedy doktor Grażyna Przybylska-Wendt, anestezjolog i lekarz sądowy z łódzkiego WAM, przeniosła się do Płocka i zorganizowała tam teatrzyk satyryczny. Pierwszy występ zespół przygotował na bal lekarza odbywający się w płockim Spółdzielczym Domu Kultury i były to mickiewiczowskie„Dziady” w wersji satyrycznej. – Sklepy świeciły pustkami, wszystko, co się znalazło na stołach, było więc zdobyczne, przygotowane przez lekarzy własnym sumptem, nawet zaproszenia były wycinane z kartoników przez nasze dzieci – wspomina Grażyna Przybylska-Wendt. „Dziady” w wersji satyrycznej były strzałem w dziesiątkę, oddawały beznadzieję tamtych czasów, ośmieszały system, zakłamane relacje, arogancję władz. Na balu zawsze grała orkiestra, ale nie było występów wielkich gwiazd, bo to kosztowało, część artystyczną zapewniał więc niezmiennie lekarski kabaret. Zespół liczył kilka osób, próby odbywały się w prywatnych domach, najczęściej tam, gdzie było pianino, aby jeden z kolegów lekarzy, który potrafił grać, mógł akompaniować satyrykom. Lekarze cudacznie poprzebierani, sami układali teksty, które na długo po balu były cytowane w środowisku, stanowiły też swoisty slang. Szczególnie zapamiętany jest występ, który odbył się na balu karnawałowym w 1981 r., bo miał wymiar polityczny. – Rozśmieszał, ale to był śmiech przez łzy. Popularną wówczas piosenkę Jerzego Połomskiego „Cała sala śpiewa” wielokrotnie przerabialiśmy, a jedna z wersji traktowała o Lechu Wałęsie. Takie to były wtedy te nasze bale karnawałowe, słodkie i gorzkie – opowiada Grażyna Przybylska-Wendt. Od dziewięciu lat izba płocka wznowiła organizację bali. – Zapraszamy zawsze w ostatnią sobotę karnawału – informuje szefowa Klubu Lekarza, Joanna Maślankowska. 14 Lekarze z Okręgowej Izby Lekarskiej w Zielonej Górze swoje karnawałowe bale organizują od lat w Palmiarni. Jest to jedyny tego rodzaju obiekt w Polsce, gdzie funkcję ogrodu botanicznego łączy się z gastronomią. Bal odbywa się w otoczeniu 200 gatunków egzotycznych roślin, a atrakcją jest największa w Europie palma daktylowa. – To miejsce robi wrażenie zwłaszcza w zimie, kiedy za oknami mróz i śnieg, a w palmiarni bujna, soczysta zieleń, na tle której wieczorowe kreacje nabierają jeszcze większego blasku – mówi dr Małgorzata Jankowska-Kuc, kierująca komisją kultury w OIL w Zielonej Górze, organizatorka bali karnawałowych lekarzy. Rośliny tworzą zakątki, gdzie ustawione są stoliki, przez co bal może mieć charakter bardziej kameralny, intymny. Lekarze kochają Palmiarnię, mówią, że ma coś z czarodziejskiego ogrodu. Bal to dla nich wydarzenie towarzyskie, o którym długo później mówią. Co roku ma inną oprawę artystyczną, utrzymaną w klimacie muzyki dance, melodii Elvisa Presleya czy Bony M. – To się bardzo podoba, prowadzący spektakl jest kimś na wzór przedwojennego wodzireja i dba o to, aby każdy czuł się wyjątkowo, a jednocześnie swobodnie i na luzie – przekonuje dr Jankowska-Kuc. Lekarze z Wielunia swoje karnawałowe bale zaczęli organizować w czasach pierwszej kadencji OIL w Łodzi, do której przynależą. Pierwszy bal odbył się w Wieluńskim Domu Kultury położonym w parku i jego zaczynem była 30-osobowa grupa wodniaków, wspólnie pływających na żaglach. – To był bal koszyczkowy, ale bardzo udany, przyszło 120 osób i zanim się skończył, już deklarowano udział w następnym – opowiada Ireneusz Juzala, jego główny organizator. To taki bal wędrowniczek, bo każdego roku jest organizowany w innym miejscu. Były więc bale w Załęczu Wielkim, w pałacyku w Sokolniku. – Na naszych balach nie ma przepychu, najważniejsza jest atmosfera, chodzi o to, aby były w zasięgu możliwości finansowych każdego lekarza – z Wielunia, Pajęczna, Łasku i innych małych miejscowości, gdzie nie ma teatru, opery, pięciogwiazdkowych hoteli, a mimo to można się szampańsko bawić – tłumaczy doktor Juzala. Dodaje, że chodzi o to, aby było szampańsko, ale też ciepło i swojsko. Zawsze szampańsko jest także na balu karnawałowym lekarzy w Bydgoszczy. Ich Medyczna Noc w Operze to największy bal w mieście. 600 gości obejmuje wtedy w posiadanie całą operę. – Bal jest okazją, aby młodym lekarzom, którzy najlepiej zdali LEK i LDEK, wręczyć dyplomy, a najbardziej zasłużonym dla środowiska lekarskiego statuetki ceredrum medici. Później jest część artystyczna, występowali dla nas: Budka Suflera, Hanna Banaszak, Katarzyna Skrzynecka, a na najbliższy bal zaprosiliśmy Skaldów. Tańce zaczynają się dopiero po występach, a parkietem jest scena opery – wylicza Stanisław Prywiński, prezes OIL w Bydgoszczy. Stoły ustawione są w foyer, by goście w spokoju mogli konsumować, wznosić toasty, oddawać się rozmowom. Atrakcją balu w operze (najbliższy 28 luty 2014 r.) jest występ lekarskiego kabaretu, reaktywowanego przez prezesa Prywińskiego po latach przerwy. – Kabaretowe doświadczenia mam z czasów, kiedy byłem młodym lekarzem, ale ten kabaret ma zupełnie nową formułę, w którą włączyliśmy nasz chór – mówi prezes. Teksty do przedstawień piszą wyłącznie lekarze, a dotyczą paradoksów, z którymi na co dzień się stykają. Reaktywacja samorządu lekarskiego ożywiła dążenia lekarzy do integrowania się poprzez karnawałowe bale w okręgach. OIL w Krakowie organizuje je nieprzerwanie od początku 1990 r. Ich pomysłodawcą jest prezes Jerzy Friediger. Bal co roku odbywa się w hotelu „Pod Różą” przy słynnej ul. Floriańskiej, a więc w samym centrum miasta i zawsze w drugą sobotę stycznia. – Specyfiką tych bali jest, że goście (350 lekarzy) bawią się na dwóch niezależnych poziomach hotelu, dzięki czemu udaje się zadowolić zarówno gusta muzyczne młodych lekarzy, jak i starszyzny, która woli spokojniejsze rytmy – tłumaczy ich organizator Jacek Tętnowski, przewodniczący Komisji Kultury, Sportu i Rekreacji OIL w Krakowie. Dodaje, że później i tak granice wiekowe się zacierają i kończy się na wspólnej zabawie, co ma swój niepowtarzalny urok. Termin balu karnawałowego krakowskich lekarzy nie jest przypadkowy. Następnego dnia, w niedzielę, gra Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy Jurka Owsiaka, uczestnicy balu zawsze w niej grają, a lekarska puszka jest najbogatsza w Krakowie. Przekazując hojne datki na WOŚP, lekarze zostawiali jednocześnie swoje karty wizytowe, spośród których po północy losowano cenne nagrody – weekendy w najlepszych hotelach Krakowa, uroczyste kolacje, pobyt w salonach SPA. Przerywnikiem były występy artystów „Piwnicy pod Baranami”, a niespodzianką występy jasełkowe zespołów dziecięcych z Podhala. Pozwalały na chwile wytchnienia po popisach tanecznych. Tu także nad koordynacją balu zawsze czuwał wodzirej. Najwytrwalsi balujący opuszczali lokal około szóstej rano, udając się na spacer po Rynku Krakowskim i na pierwszą mszę w Kościele Mariackim. Jacek Tętnowski mówi, że marzy mu się, aby stworzyć Ogólnopolski Bal Lekarza, którego gospodarzem byłaby po kolei każda z izb. – Uważam, że to świetny pomysł na integrację środowiska, na poznanie kolegów z najodleglejszych stron Polski, na nawiązanie nowych znajomości – przekonuje J. Tętnowski. Fundacja Pro Seniore im. Lekarzy Polskich Poległych i Pomordowanych w Czasie II Wojny Światowej swoje karnawałowe bale organizuje z wielkim rozmachem. Zawsze w warszawskim hotelu Marriott, z bogatą oprawą i znamienitymi gośćmi. Jej prezes Andrzej Surowiecki mówi, że tak trzeba, bo to jest fundacja z misją szczególną, ma gromadzić środki na opiekę nad lekarzami seniorami samotnymi, nieuleczalnie chorymi, niepełnosprawnymi, którzy nie kwalifikują się do pobytu w Domu Lekarza Seniora. Potrzebują więc pomocy specyficznej, często kosztownej. Zaproszenie na bal karnawałowy traktuje się więc jak wyróżnienie, a zasilanie jej konta jak powinność. Przyjaciółmi fundacji i gośćmi są głowy państwa, politycy, biznesmeni, znani artyści, jednym słowem ludzie o szlachetnych sercach. Inicjatorem jej utworzenia był prof. Tadeusz Chruściel (powołana uchwałą IX Okręgowego Zjazdu Lekarzy w Warszawie w marcu 1996 r.). Prezes A. Surowiecki zastrzega, że choć od tego czasu minęły lata, jej założenia nie straciły na aktualności, a bale karnawałowe lekarza obok gali przyjaciół fundacji są głównym źródłem pozyskiwania środków na ich realizację. Gwoździem programu jest więc loteria fantowa, z której dochód zasila konto fundacji. Fanty bywają przeróżne: obrazy, kosztowności, futra, zastawy stołowe. Prezydentowa Anna Ko- morowska ufundowała swoją książkę kulinarną z dedykacją, która także została wylicytowana za niemałe pieniądze. Co roku blisko 40 firm ofiarowuje prezenty na licytację. Osobom, które wspomagają fundację, są też wręczane statuetki Benevolenti (łaskawcy życzliwemu). Otrzymała ją m.in. prof. Teresa Ostrowska, która podarowała fundacji leśną działkę w Wildze o powierzchni 2,5 tys. m2 i prezydentowa, która zawsze użycza swojej twarzy w tej charytatywnej imprezie. – Przychodzą profesorowie, politycy, biznesmeni, prawnicy, aktorzy, jesteśmy otwarci na wszystkie środowiska, bo tylko wtedy możemy liczyć na utrzymanie imprezy na odpowiednim poziomie – przekonuje A. Surowiecki. O balach karnawałowych Pro Seniore mówi się, że są to obecnie ostatnie ekskluzywne bale w Warszawie, które rangą i poziomem artystycznym dorównują przedwojennym organizowanym w Bristolu czy w hotelu Europejskim z udziałem elit. Prof. dr hab. med. Jerzy Woy-Wojciechowski Prezes Polskiego Towarzystwa Lekarskiego oraz Fundacja Edulandia mają zaszczyt i przyjemność zaprosić na XXX JUBILEUSZOWY CHARYTATYWNY BAL LEKARZY który odbędzie się w sobotę 18 stycznia 2014 r. w hotelu Hilton w Warszawie Bilety w formie cegiełek w cenie 400 zł można rezerwować bezpośrednio w siedzibie Polskiego Towarzystwa Lekarskiego Al. Ujazdowskie 22 lokal 2, telefonicznie: tel. (22) 6-288-699, mob. 603-288-699, e-mail: [email protected] oraz ewentualnie u organizatorki bali lekarzy PTL dr F. Łapkiewicz tel. 606 514 108. Dochód z balu zostanie przeznaczony na zakup sprzętu komputerowego na hospicja i oddziały dziecięce warszawskich szpitali. Nasi w Europie FDI w Polsce? P Anna Lella Prezydent elekt Europejskiej Regionalnej Organizacji Dentystycznej (ERO-FDI) * Światowa Federacja Dentystyczna (World Dental Federation, FDI) jest najstarszą i największą organizacją lekarsko-dentystyczną na świecie, zrzeszającą ponad 200 krajowych organizacji stomatologicznych. Założona została w Paryżu w 1900 r. pod francuską nazwą Federation Dentaire Internationale, od której pochodzi do dzisiaj stosowany skrót FDI. olska jest poważnym kandydatem na organizację Światowego Parlamentu Stomatologicznego FDI*, któremu tradycyjnie towarzyszy Doroczny Światowy Kongres Dentystyczny FDI. Oczywiście jest konkurencja – nie jesteśmy jedynym kandydatem. Jednak wstępna ocena wypada dla nas pozytywnie. Czy w związku z tym doczekamy się w Polsce najważniejszego wydarzenia dotyczącego lekarzy stomatologów organizowanego przez Światową Federację Dentystyczną, FDI? Czemu nie? Są na to realne szanse już w 2016 r. Decyzję w sprawie wyboru państwa, w którym odbywa się Kongres i Parlament, podejmuje Zarząd FDI na podstawie ofert zgłaszanych przez krajowe organizacje stomatologiczne, które pełnią potem rolę Lokalnego Organizatora Kongresu. Przy podejmowaniu tej decyzji bierze się pod uwagę, czy organizator jest w stanie zapewnić spełnienie wszystkich wymogów FDI co do przebiegu Kongresu – zarówno Parlamentu Stomatologicznego i Światowego Forum Zdrowia Jamy Ustnej oraz towarzyszących im sesji naukowych i wystawy. Naczelna Izba Lekarska od lat współtworzy wraz z Polskim Towarzystwem Stomatologicznym tzw. Polski Komitet Narodowy, stanowiący wspólną reprezentację polskich stomatologów w strukturach FDI. Miejscem organizacji Kongresu ma być Poznań. Naturalnym partnerem dla lekarzy stomatologów do pomocy w organizacji tego przedsięwzięcia jest firma, która od 23 lat z powodzeniem organizuje CEDE – Środkowoeuropejską Wystawę Produktów Stomatologicznych i towarzyszący temu Zjazd Zespołów Stomatologicznych. Warto wspomnieć, że tradycja CEDE wywodzi się z pomysłu prof. Włodzimierza Józefowicza. Pod koniec listopada 2013 r. Poznań wizytowali trzej przedstawiciele FDI – dyrektor wykonawczy, zastępca dyrektora oraz menedżer ds. organizacji Kongresu. Podejmowali ich wspólnie reprezentanci PTS, NIL, Międzynarodowych Targów Poznańskich, EXACTUS, a także władze miasta. Goście nie kryli, że są mile zaskoczeni, przede wszystkim byli pod wrażeniem Poznańskiego Centrum Kongresowego, które oferuje doskonałe warunki zarówno wystawiennicze, jak i dla przeprowadzenia sesji Zgromadzenia Ogólnego FDI i spotkań Stałych Komitetów FDI. Wizyta w ratuszu i spotkanie z wiceprezydentem Poznania ds. promocji, baza hotelowa oraz inne atrakcje miasta też przypadły do gustu wizytującym. Niestety słabą stroną, którą wskazywali, jest komunikacja. Mimo długoletniej tradycji w organizacji międzynarodowych targów, możliwość dojazdu do Poznania wzbudziła wiele wątpliwości. Ale kto wie, może w okrągłą rocznicę zaistnienia państwowości Polski po przyjętym chrzcie w 966 r. będziemy mieli okazję okazać polską gościnność stomatologom i wystawcom z całego świata. FOTO: Marta Jakubiak Rozmowa o zdrowiu Ze Świętym Mikołajem rozmawiają Katarzyna Strzałkowska i Jarosław Wanecki. 17 Listy do Świętego Mikołaja cieszą się w Polsce ogromną popularnością, o jakie prezenty prosimy najczęściej? Nowoczesność zagościła także w progi naszej instytucji. Odbieramy już nie tylko listy w formie tradycyjnej, skreślone rękami dzieci czy w zastępstwie rodziców, ale także listy elektroniczne od dorosłych obywateli. Naszą ideą jest spełnianie marzeń, nie tylko infantylnych, ale także pragmatycznych, które z braku czasu osób pełniących władzę nie znalazły się w korespondencji. Dlatego stworzyłem nowe Centrum Sterowania Infrastrukturą i Obrotem Zabawkami, w skrócie CSIOZ, które działa na zasadach podobnych do innych platform rządowych. Centrum prowadzą młode krasnale, jak to mówi posłanka Julia Pitera, „młode wilki”. Może zabrzmi to dziwnie, ale zbierają w moim imieniu biały wywiad: artykuły prasowe, wypowiedzi telewizyjne i radiowe. Jesteśmy na nasłuchu, żadne pobożne życzenie nie uchodzi naszej uwadze. Co w takim razie szykujecie do tegorocznego worka w ochronie zdrowia i czyje prośby w ten sposób zostaną zaspokojone? Jak wiadomo, najważniejszy jest pacjent. Specjalny zespół ekspercki bada konstytucyjność tej zasady. Muszę do Bożego Narodzenia uzyskać informację, który pacjent: uprawniony czy nieuprawniony, zielony, czerwony, pomarańczowy czy żółty, jest pacjentem w rozumieniu polskiej racji stanu. Janusz Palikot mówił we wrześniu do mediów: „Nie może być tak, że leczy się dziś tylko tę chorobę, za którą NFZ zapłaci”. W związku z powyższym zadaję sobie pytanie dodatkowe: co mam włożyć do worka upominkowego, skoro nie wiem, jaki stoi przed Polakami koszyk usług gwarantowanych? Bolesław Piecha, który do kwietnia przewodniczył sejmowej komisji zdrowia, powiedział dziennikarzom podczas debaty zdrowotnej, że „obecny model jest tak zawirusowany, że należy go »zresetować«, czyli gruntownie naprawić”. A Marek Balicki uznał za konieczny powrót do społecznego systemu opieki zdrowotnej i wprowadzenie zasady no-profit w służbie zdrowia. Czy oni wszyscy chcą tego samego, czy ja jestem już zbyt stary, aby to zrozumieć? Zdaniem Jarosława Kaczyńskiego, jeśli służba zdrowia nadal będzie działać w obecnym kształcie, to doprowadzi to do jej prywatyzacji, czego efektem będzie – w jego ocenie – likwidowanie przez prywatne szpitale oddziałów, które nie będą przynosić zysku. Tak, tak. Według reformy proponowanej przez PiS, ratunkiem dla służby zdrowia ma być powrót do finansowania budżetowego. Pieniądze mają być w budżecie państwa wydzielone i zabezpieczone, tak aby nie można ich było przeznaczyć na inne cele. Polska Agencja Prasowa zacytowała w maju Jarosława Kaczyńskiego: „Jednocześnie ta metoda pozwoli na opanowanie gigantycznej patologii, jaką mamy dziś w służbie zdrowia. Mamy sytuację drażniącej nierówności; to trzeba zmienić. Nie może być tak, aby lekarze podczas konsyliów zastanawiali się, jak finansować leczenie, a nie, jak leczyć”. Co w takim razie dalej? Może uda się coś rozsądnego podrzucić przez komin? Najprostsze byłoby wprowadzenie systemu dodatkowych ubezpieczeń. Byłby to największy prezent dla pra- 18 cowników ochrony zdrowia. „Ustawa musi być skonstruowana w taki sposób, żeby nie dzieliła Polaków na tych, których stać na dodatkowe ubezpieczenia, którzy będą mieli dostęp do procedur, do których ktoś inny dostępu mieć nie będzie. Ten argument jest najważniejszy” – powiedział dziennikarzom pod koniec maja Bartosz Arłukowicz. A mimo to martwię się celnością słów Marka Balickiego: „na wykupienie dodatkowego ubezpieczenia zdrowotnego będzie stać maksymalnie kilkanaście procent Polaków, a dla większości pacjentów takie ubezpieczenia będą oznaczać pogorszenie dostępu do opieki medycznej”. Poseł Tomasz Latos, obecny przewodniczący sejmowej komisji zdrowia, poszedł dalej i zarzucił PO: „radykalne i skandaliczne rozwiązania, (...) sięgające do kieszeni pacjentów”. Partia rządząca odpiera zarzuty i mówi o braku kompetencji albo złej woli opozycji, przy jednoczesnym zapewnieniu, że „nie ma w planach wyciągania z koszyka bezpłatnych świadczeń. W Polsce dwa miliony ludzi korzysta z abonamentów medycznych, a kilkaset tysięcy osób płaci za ubezpieczenie zdrowotne”. Jeśli to prawda, to dlaczego jest tak źle, skoro jest tak dobrze? Ze Sławomirem Neumanem mam kolejny kłopot. Cudu trzeba, aby jego słowa, że: „od przyszłego roku NFZ będzie wydawał karty pacjenta i specjalisty medycznego”, przekazane mediom w czerwcu, weszły w życie. Ze zdziwieniem czytam w raporcie: „nie ma opóźnienia w pracach nad elektronicznymi kartami. Wszystko idzie zgodnie z planem. W pierwszej kolejności karty otrzymają lekarze i pielęgniarki po to, żeby nauczyli się z nich korzystać, a potem przekazywali tę wiedzę pacjentom”. Wygląda na to, że mam konkurenta w rozdawaniu świątecznych paczek. Małym pocieszeniem jest asekuracyjne stwierdzenie: „Informatyzacja musi być wprowadzana stopniowo, to proces kilkuletni, wymagający także oswojenia pacjentów z nowymi rozwiązaniami”. Ja znam informatyków, oni chcą wszystko zrobić od jutra! I tak „do końca sierpnia przyszłego roku powinny być przygotowane wszystkie narzędzia elektroniczne: e-konto, e-recepta, e-zwolnienie, e-zlecenie. NFZ już rozpoczął testy Zintegrowanego Informatora Pacjenta (ZIP), czyli internetowego konta, na którym zapisywane są informacje o wizytach, poradach lekarskich i kosztach ponoszonych przez NFZ. Czyli będziemy mieli kolejny pakiet, tym razem elektroniczny? Wszystko na to wskazuje. Rada Unii Europejskiej już cztery lata temu wydała zalecenia w sprawie bezpieczeństwa pacjentów. Tam mówi się o eliminowaniu zdarzeń niepożądanych. Jak wskazuje Rada – za większość z nich wydają się odpowiadać czynniki systemowe i każde państwo powinno tworzyć systemy zgłaszania zdarzeń i zachęcać do tego personel medyczny. A Polska wprowadziła takie zasady? Przeglądając moje notatki, przywołam ponownie stwierdzenie Marka Balickiego z października: „Niestety nie. Wręcz przeciwnie – system przyspieszonego dochodzenia roszczeń wprowadzony przez minister Kopacz też jest w nurcie represyjnym. Jeśli potwierdzi się zdarzenie, to szpital czy jego ubezpieczyciel płaci odszkodowanie. To sprzyja nieujawnianiu takich zdarzeń. Przy czym uważam, że zdecydowanie pacjenci mają prawo do odszkodowań, ale nie można wyłącznie karać za ujawnianie błędów, powinien być też system premiujący osoby, które ujawniają niedociągnięcia”. W moich notatkach przewija się ogromne niedofinansowanie, które towarzyszy ochronie zdrowia. Co chwilę ktoś je przedstawia. Solidarna Polska w lipcu zauważyła, że na ochronę zdrowia w Polsce przeznacza się dużo mniej niż w innych krajach UE. Arkadiusz Mularczyk mówił dziennikarzom, że lekarze jako główny problem ochrony zdrowia wskazują niedostosowanie koszyka świadczeń zdrowotnych do zapotrzebowania szpitali: „Powoduje to nadwykonania świadczeń, za które NFZ nie płaci, co skutkuje kryzysem w szpitalach”. Worek dodatkowych pieniędzy ma ponoć stworzyć propozycja umożliwienia szpitalom publicznym świadczenia komercyjnych usług. Wiceminister Neumann mówił dziennikarzom, że obecnie jest to teoretycznie możliwe, ale dyrektorzy szpitali często w obawie przed NFZ tego nie robią: „Chcielibyśmy jasno opisać, kiedy i jak można to robić. Kontrakt NFZ jest kluczowy i musi być realizowany, ale wiemy doskonale, że moce przerobowe naszych szpitali są znacznie wyższe niż kontrakty, które daje im NFZ”. Pogubiłem się już z tymi teoretycznymi możliwościami podawanymi jako sposoby na wrzucenie monet do tego worka i ściganiem się, kto jeszcze powie o braku pieniędzy. Ale słyszymy przecież o przedsięwzięciach przynoszących wielkie oszczędności dla budżetu. Popatrzmy na recepty. Pięknie opakowaliśmy upominek receptowy, jednak po odwiązaniu wstążeczki wyskoczył na moim i-padzie już na początku roku wpis blogującego w Onecie posła z pewnego Ruchu: „Urzędnik państwowy, minister w rządzie, napuszcza obywateli przeciw obywatelom – dajcie po ryju lekarzom, jak Wam wypisują złe recepty! Niebywałe! Gdy Dorn chciał lekarzy wziąć w kamasze, to media na niego napadły, jakby łamał ustrój, a Grasiowi, no bo to Platforma, wszystko uchodzi na sucho! Doprawdy, to pełzające państwo totalitarne! Tak być nie może!”. I rzeczywiście wszystko uszło na sucho, chociaż prezent był super zbójecki. Na swoją obronę mogę dodać, że nie zawsze moja instytucja decyduje o tym, co komu dać, przyjmujemy również zlecenia komercyjne i rządowe. interpretacja była wieloraka w zależności od sytuacji. Jest drożej. Ale przecież każdy chce żyć i nie zawsze ma siłę protestować. Poseł PiS mówił, „że zaraz po wyborach rozmawiał o tej sprawie z byłą minister zdrowia, obecną marszałek Sejmu, Ewą Kopacz, która »Umyła ręce!«”. Wróćmy do elektronicznej Weryfikacji Uprawnień Świadczeniobiorcy. Czy fabryka prezentów wszystkich zgłasza do ubezpieczenia? Oczywiście, także tych, którzy pracują w naszych placówkach zagranicznych. Oni nadal są obywatelami swojego kraju i mają prawo oczekiwać od niego minimum w postaci zabezpieczenia podstawowej opieki zdrowotnej, ale o tym, to już może porozmawiamy za rok? Ostatnią chwilę poświęćmy w takim razie likwidacji NFZ. Nie wciągajcie mnie w tę dyskusję, ona ma charakter zastępczy. Dla pocieszenia doktora Jerzego Jakubiszyna zdradzę tylko, że Ministerstwo Zdrowia zapewniło mnie: „że jeśli dojdzie do przekształceń w NFZ, nie będzie likwidacji opolskiego oddziału. Będzie 16 regionalnych oddziałów Funduszu, w tym oddział w Opolu. Będzie to samodzielny, niezależny płatnik, który będzie miał własną osobowość prawną”. Dziękując za rozmowę, prosimy o życzenia na święta. Oczywiście takie, które się spełnią. W takich wypadkach niezawodnie sięgam do wypróbowanych polityków Polskiego Stronnictwa Ludowego. Ponieważ „Minęła dwudziesta”, oddam głos Janowi Buremu i mam nadzieję, że dzieci tego nie usłyszą i nie będą śnić koszmarów: „Polska służba zdrowia od wielu lat ma problemy, nad którymi trzeba dyskutować i debatować”. Życzę wszystkim lekarzom zdrowia w niekończącej się debacie. O ile wzrosły każdemu Świętemu wydatki na wykupienie leków? Sporo, choć pewnie mogłem się na to przygotować, bo w styczniu Bolesław Piecha mówił w mediach: „na nowych receptach lekarz może się łatwo pomylić, więc również ma prawo obawiać się kar. Sytuacja wygląda dzisiaj tak, iż każdy zrzuca odpowiedzialność na drugą stronę: lekarze na aptekarzy, aptekarze na NFZ”. Wszyscy boją się leczyć. Prawo skomplikowano w taki sposób, aby jego 19 Okręgowa Izba Lekarska w Zielonej Górze M ałe izby musiały stoczyć walkę o to, aby istnieć i OIL w Zielonej Górze nie była w tym odosobniona. Tutaj ducha walki czuje się na każdym kroku. To na nim wyrosło Porozumienie Zielonogórskie, to z niego zrodził się ruch związkowy. Ta wojowniczość przenika się jednak z rozwagą, która cechuje tamtejszą społeczność lekarską. Kiedy reaktywowano samorząd lekarski, pierwotny podział na izby zakładał, że powstaną one tylko tam, gdzie są ośrodki akademickie. Już na I Zjeździe Okręgowym w Poznaniu okazało się, że zdania delegatów na ten temat znacząco się różnią. Ta różnica zdań ujawniła się także w grudniu 1989 r. na I Zjeździe Krajowym, gdzie ostatecznie zdecydowano o utworzeniu Okręgowej Izby Lekarskiej w Zielonej Górze. A o tym, jak pilno lekarzom było do samostanowienia, świadczy fakt, że już 7 stycznia 1990 r. zorganizowali swój I Zjazd Okręgowy, na którym wyłonili prezesa, wiceprezesów oraz skład Prezydium i Rady Lekarskiej. Od tego czasu rozpoczęło się budowanie własnej legendy i tożsamości. OIL w Zielonej Górze zrzesza lekarzy zamieszkujących południową część województwa lubuskiego, w którego skład wchodzą także powiaty: Nowa Sól, Wschowa, Żagań, Żary, Krosno Odrzańskie, Świebodzin. – Przed reformą administracyjną było tutaj rozwijające się województwo zielonogórskie i wybudowano 20 wtedy w Zielonej Górze szpital wojewódzki, który w czasach prosperity zatrudniał blisko 2 tys. pracowników – wspomina Mariusz Witczak, prezes OIL w Zielonej Górze. Choć wielokrotnie reorganizowany, nadal jest głównym miejscem pracy tutejszych lekarzy, stanowi też centrum specjalistyczne i diagnostyczne dla miasta. Inne duże ośrodki, gdzie lekarze znajdują zatrudnienie, to szpital wielospecjalistyczny w Nowej Soli i dwa szpitale: cywilny i wojskowy w Żarach. Całości dopełniają szpitale powiatowe: szpital pulmonologiczno-kardiologiczny w Torzymiu oraz szpital dla psychicznie i nerwowo chorych w Ciborzu. – Każdy, kto mieszka w tej miejscowości, znalazł tam pracę, można więc powiedzieć, że życie mieszkańców Ciborza zależy od szpitala – tłumaczy prezes Witczak. Początki nie były usłane różami. Nie było siedziby, nie było też wzorców, które pozwoliłyby podpatrzeć, jak należy tworzyć nowe struktury samorządowe, trzeba więc było wszystko zacząć od zera. Pierwsze dwie kadencje OIL w Zielonej Górze przebiegały więc pod znakiem organizowania biura i pracy nad dokumentami, które określały status zawodu lekarza. Skupiły się one na kodeksie etyki FOTO: Archiwul OIL w Zielonej Górze Kiedy przychodzi im bronić swoich racji, są twardzi i nieustępliwi, ale też wyznają zasadę, że niezależnie od różnicy zdań, należy znaleźć kompromis i jawić się jako spójna, mówiąca jednym głosem całość. lekarskiej, objęciu pieczą praktyk lekarskich, działaniu na rzecz rozpowszechnienia zasad etyczno-deontologicznych. Przez pierwsze dwie kadencje prezesem był Jacek Mikulski, który przez 8 lat dwoił się i troił, aby sprostać tym zadaniom. Z jednej strony była to żmudna praca administracyjna, z drugiej tworzenie podstaw etycznych i prawnych, na których można by się oprzeć. – Byłem wtedy młodym lekarzem, ale pamiętam, jak udzielała się nam atmosfera niezwykłości i podniosłości sytuacji, którą wokół siebie roztaczał ówczesny prezes – mówi Mariusz Witczak. Dodaje, że w tej niezapomnianej grupie twórców OIL w Zielonej Górze był także pierwszy rzecznik odpowiedzialności zawodowej Władysław Kolbuszewski, który przyciągał lekarzy do izby swoją charyzmą, i Tadeusz Zgorzalewicz – pierwszy prezes Okręgowego Sądu Lekarskiego. Choć skończył 90 lat, wciąż żyje sprawami samorządu lekarskiego i pisze do izbowego biuletynu. Kiedy izba już okrzepła, nastał czas niepokojów związanych z walką lekarzy o godziwe warunki zatrudnienia i płace. Prezesem w tym czasie na dwie kolejne kadencje wybrano Mariusza Witczaka. – Moja prezesura przypadła na czas walki lekarzy o lepsze życie i izba lekarska włączyła się w tę walkę – tłumaczy prezes Witczak. Dodaje, że to był także okres powstawania kas chorych, lekarze chcieli mieć wpływ na zawieranie kontraktów, chcieli też, aby izba ich reprezentowała, pomagała w negocjacjach. – Kasy chorych to był nowy twór, nikt z nas nie wiedział, jak poruszać się w tej nowej rzeczywistości, co prowadziło do niesnasek, ale zawsze uważałem, że trzeba się jednoczyć, mówić jednym głosem, nawet jeśli między sobą się spieramy, mamy różne zdania – podkreśla prezes Witczak. Wspomina, jak jeździł do kolegów lekarzy z Frankfurtu, aby od nich uczyć się zbiorowego kontraktowania usług. Piąta kadencja i połowa szóstej należały do lekarza dentysty Anny Mackiewicz. Wybór lekarza dentysty na funkcję prezesa izby był dowodem na to, że stomatolodzy nie stoją na uboczu. Anna Mackiewicz była od początku w samorządzie lekarskim i oddana jego sprawom do końca. Zmarła nagle w 2010 r., ale pamięć o niej jest wciąż żywa. Jako jedyna z OIL w Zielonej Górze, była delegatem na wszystkie zjazdy krajowe. – Po jej śmierci znów zostałem prezesem izby i aktualnie pełnię tę funkcję – konkluduje Mariusz Witczak. OIL w Zielonej Górze zrzesza lekarzy lubuskiego, Na początku swojej działalności OIL w Zielonej Górze zajmowała dwa pokoje w Urzędzie Wojewódzkim. Dwa lata później izba przeniosła się do biurowca w centrum miasta, do 5-pokojowego lokum. Biuro się jednak rozrastało, przybywało zadań, trzeba więc było pomyśleć o własnej siedzibie. Wtedy kupiono przestronną 350-metrową willę wraz z działką przy ul. Braniborskiej. To był rok 1996 i niestety wkrótce okazało się, że choć lokum było przytulne, bardziej nadawało się na dom mieszkalny niż biuro, co sygnalizowały kontrole straży pożarnej. Jednym słowem Krosno Poza w izbie kursów budynek nie miał wyjść ewakuacyjnych, dodatkowych schodów i innych zabezpieczeń, które są konieczne do funkcjonowania biura. Trzeba więc było rozejrzeć się za nową siedzibą i wybrano posesję w stanie surowym do rozbudowy z obszerną działką przy ul. Batorego 71. Jest usytuowana na obrzeżach miasta, ale blisko centrum handlowego i nowego osiedla mieszkaniowego. Ma dobry dojazd i sąsiedztwo, co lekarze bardzo sobie cenią. – Większość izb na siedziby adaptuje budynki z historią, a nawet pałacyki, ale my nie mieliśmy na to pieniędzy, dopiero co spłaciliśmy zaciągnięte kredyty, musieliśmy więc dokonać takiego wyboru, który pogodziłby finanse, wygodę i estetykę, a także spełniał oczekiwania lekarzy – tłumaczy prezes Witczak. OIL w Zielonej Górze do nowej siedziby wprowadziła się w 2009 r. Lekarze lubią to miejsce, które pachnie nowością i nowoczesnością, bo wystrój wnętrz jest dostosowany do współczesnej architektury obiektu. Jest przestronna sala szkoleniowo-wykładowa na prawie 100 osób, która w razie potrzeby spełnia rolę sali bankietowej. Odbywają się tu imprezy okolicznościowe, wystawy fotograficzne, spotkania seniorów, wigilijne. – To przestronne i przyjazne miejsce – podsumowuje prezes. Przestronność miejsca otworzyła nowe możliwości działania. Poza działalnością statutową, w izbie organizowanych jest szereg interesujących zajęć. Najnowsze to cykl krótkich kursów językowych dla lekarzy pod hasłem „język w podróży”. Są to kursy hiszpańskiego, francuskiego, włoskiego, prowadzone po to, by na wycieczce czy w czasie urlopu w obcym kraju znać podstawy języka ułatwiające poruszanie się. Najważniejsze są jednak szkolenia stricte medyczne. – Na szkolenia udostępniamy salę nieodpłatnie, może z niej skorzystać każda grupa lekarzy, niezależnie od liczebności czy celu szkolenia – podkreśla prezes Witczak. Uważa, że w tak małej izbie (zielonogórska liczy niewiele ponad 2 tys. członków) każdy przejaw aktywności ze strony lekarzy jest cenny. Szczególnie w obecnych czasach, kiedy Warto wiedzieć Metryka OIL w Zielonej Górze Terytorium: południowa część województwa lubuskiego: Zielona Góra oraz powiaty: świebodziński, krośnieński, nowosolski, wschowski, żarski, żagański Adres siedziby: ul. Stefana Batorego 71, 65-735 Zielona Góra Kontakt: tel. 68 320 79 00, 509 396 025, faks 68 320 78 15 e-mail: [email protected] Strona internetowa: www.oil.zgora.pl Liczba członków: 2025, w tym lekarzy 1517 i 506 lekarzy dentystów Liczba delegatów na zjazd: 134 mandaty do obsadzenia, wybrano 126 delegatów Liczba członków Okręgowej Rady Lekarskiej: 21 Prezes: Mariusz Witczak Wiceprezesi: Marzenna Plucińska, Danuta Sorochan-Olszak, Jarosław Jernajczyk Delegatury: brak Okręgowy Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej: Piotr Dorocki Przewodniczący Okręgowego Sądu Lekarskiego: Halina Łazaruk Przewodniczący Okręgowej Komisji Rewizyjnej: Lidia Kardowska Liczba pracowników etatowych: 5 + 2 prawników na umowach cywilnoprawnych Liczba samorządowców pobierających wynagrodzenie: 0 22 część lekarzy prowadzi własne firmy, część podejmuje pracę w kilku placówkach, część jest w rozjazdach do Poznania lub Wrocławia w ramach prowadzonej specjalizacji. – To rozproszenie jest odczuwalne, dlatego staramy się robić wszystko, aby integrować środowisko – zastrzega prezes Witczak. Uważa, że w małych izbach udaje się to lepiej, bo tu wszyscy się znają, spotykają na co dzień, łatwiej jest o bezpośredni kontakt, łatwiej jest uzyskać pomoc. Od lat prowadzone są tu tzw. systemy pomocowe dla lekarzy, np. polegające na dofinansowaniu kursów specjalizacyjnych. Ponieważ staże specjalizacyjne odbywają w klinikach poza województwem, dofinansowanie jest dla nich znaczącą pomocą. Wspierane są też wszelkie działania stomatologów, których droga do specjalizacji jest jeszcze trudniejsza. Na terenie działania izby jest zaledwie kilka akredytowanych miejsc specjalizacyjnych. – Praca administracyjna często nas przytłacza, ale nie może przesłonić codziennych problemów lekarzy – twierdzi prezes. Uważa, że lekarze powinni je rozwiązywać we własnym gronie, odważnie wytykać sobie błędy, dyskutować o nich, bo tylko wtedy można je naprawiać. Niepokoi się, że czynione są próby przekazania kompetencji rzeczników odpowiedzialności zawodowych i sądów lekarskich organom cywilnym. – To ogromny sukces, że sprawy zawodowe możemy rozstrzygać merytorycznie we własnym gronie i jeśli to zaprzepaścimy, będzie źle – ostrzega. Niepokoi się także niedoborem kadr medycznych w swoim regionie. Uważa, że to skutek braku uczelni medycznej. Tylko Opole i Zielona Góra nie mają jeszcze wydziału lekarskiego. – Młodzi lekarze po studiach zostają w miastach akademickich, tylko część z nich wraca w rodzinne strony, a my musimy tak skromnymi siłami zabezpieczyć potrzeby pacjentów – mówi. Zielona Góra na mapie Polski zajmuje miejsce szczególne.To tu znajdują się winnice i obchodzone jest święto wina przypadające na pierwszy tydzień września. Choć tutejsze wino nie ma zezwolenia na akcyzę i nie można go sprzedawać w sklepach, jego bukiet jest coraz bardziej rozpoznawalny i ceniony. Coraz więcej osób chce posmakować tego trunku, a w środowiskach artystycznych obecność na święcie wina stała się modna. – Wino pochodzące z tutejszych winnic jest znakiem rozpoznawczym miasta, zresztą izba swoim znamienitym gościom przy okazji różnych uroczystości jako suwenir także wręcza butelkę tego trunku – zaznacza prezes Witczak. Uważa, że Zielona Góra to miasto z perspektywami. Ma wiele zabytków i leży w bezpośredniej bliskości Odry. Przed wojną kursowały tu stateczki wycieczkowe, rozbrzmiewała muzyka, przy której bawiono się i wypoczywano. Są plany, by wrócić to tych tradycji, połączyć je z winnicami i degustacją win. Kiedyś był tu festiwal piosenki radzieckiej, który w nowej formule jako festiwal piosenki rosyjskiej powrócił do Zielonej Góry, przyciągając nowe rzesze turystów. Zielona Góra to także sport. To tutaj jest królestwo żużla i koszykówki. Tu odbywają się najważniejsze zawody w żużlu i to tutejszy klub Stelmet Falubaz zdobywa mistrzowskie trofea. To wreszcie stąd pochodzi obecny mistrz Polski w koszykówce mężczyzn Stelmet Zielona Góra, który gra także w Eurolidze. – Lekarze kochają sport, całymi rodzinami chodzą na mecze, podczas których często dochodzi do zabawnych sytuacji, kiedy obok siebie jak na zebraniu w izbie siedzą całe rodziny lekarskie – żartuje prezes. W życiu izby ważną rolę pełni Palmiarnia, gdzie w otoczeniu egzotycznych roślin można zorganizować bal, bankiet czy pójść z gośćmi na uroczysty obiad. Prezes Witczak mówi, że to jedyne takie miejsce w Polsce, gdzie ogród botaniczny jest połączony z gastronomią. – Jeśli do izby przyjeżdżają goście, zabieram ich do Palmiarni – mówi. Nie ukrywa, że sceneria robi na nich wrażenie, a spotkaniom dodaje kolorytu. Mariusz Janikowski, Lekarze „Aby Święta Bożego Narodzenia były Bliskością i Spokojem, a Nowy Rok – Dobrym Czasem” Konstanty Ildefons Gałczyński B wspólnie rozmowami, 24 ądźmy dobrzy dla innych. Święta, prezenty i przygotowywanie prawie zawsze zbyt dużych ilości jedzenia, mimo wcześniejszych doświadczeń i deklaracji, że następnym razem tak nie będzie. Co roku ogarnia nas szał zakupów i gonitwa po sklepach. Czy wybierając prezenty, myślimy o tych, którym chcemy sprawić nimi radość? Czy w świątecznej gorączce jest miejsce i czas dla najbliższych? Często obserwuję, że kupowane podarunki są na pokaz i raczej ku radości darczyńcy, a nie obdarowywanego. Cóż z tego, że wydamy górę pieniędzy na biżuterię, której wzór się nie podoba, drogie perfumy, których zapach przyprawia o ból głowy. Kupimy dziecku supernowoczesną kolejkę za duże pieniądze, ale nie będzie mogło się nią bawić, gdyż zbyt łatwo może ją zepsuć, no i dla kogo ten prezent – dla taty czy dziecka. Ono najchętniej bawiłoby się zwykłym drewnianym pociągiem, w którym doczepia się wagoniki i ustawia, jak się chce, można nimi rzucać i odkręcać kółka. Nasze dziecko nie jest zadowolone i wcale go nie bawi oglądanie taty czy dziadka bawiących się jego prezentem. Nadrabiając zaniedbania i brak czasu, dajemy upominki, którymi chcemy zagłuszyć własne sumienie, chcemy zabłysnąć i przebić ceną innych. A może prawda jest taka, że zabrakło nam czasu na poznanie marzeń i pragnień naszych bliskich… Niech tegoroczne prezenty pod choinką będą darami serca. Przygotujmy podarunki zwyczajne, ale wyjątkowe zarazem – spełniające marzenia obdarowywanej osoby. Zastanawiam się, czy czasem za kupowanymi prezentami nie ukrywamy własnych niespełnionych oczekiwań i głęboko skrytych kompleksów. Nie obdarowujmy ludzi, na których nam zależy i których kochamy, rzeczami. W ten sposób nie odkupimy własnych niedoskonałości i niespełnionych wcześniej życzeń. Poświęćmy odrobinę czasu na przeczytanie listów do Mikołaja i postarajmy się, aby przynajmniej w niewielkiej części te prośby były spełnione. Znajdźmy czas, aby napisać własne. Bądźmy dobrzy dla innych, i naprawdę dobrzy dla siebie. Cieszmy się wspólnie spędzanym czasem, rozmowami, śmiechem i tym, że jesteśmy razem z rodziną i przyjaciółmi. Pozostawmy, jak każe zwyczaj, jedno puste miejsce dla niespodzie- wanego gościa i zastanówmy się, czy aby na pewno ktoś z naszych znajomych nie spędza świąt samotnie. Może warto zaprosić tę osobę na wigilijną kolację. Zaśpiewajmy przy roziskrzonej światełkami choince kolędy i nieważne, czy mamy ładny głos – sopran, bas czy baryton – śpiewajmy. Zwyczaj śpiewania kolęd dzisiaj zanika, a szkoda, gdyż w ten sposób tak łatwo wyrazić radość wspólnego świętowania i przebywania ze sobą. Wtedy zapominamy o kłopotach i problemach towarzyszących w codziennym życiu. Przecież każdemu należą się chwile relaksu, spokoju i wytchnienia od trudów dnia powszedniego. Zawsze będzie można do nich wracać we wspomnieniach, gdy dopadną nas zwątpienia i smutki. Zabierzmy radość świąt Bożego Narodzenia na cały następny rok. Powitajmy go radośnie i wesoło, również w naszej korporacji zawodowej. Bądźmy dobrzy dla innych i otwarci na propozycje, jakie przyniesie Nowy Rok 2014. To przecież rok rozpoczynającej się VII kadencji istnienia wspólnego samorządu zawodowego lekarzy i lekarzy dentystów. Czekają na nas nowe wyzwania i oczekiwania, ale pamiętajmy, że nasz samorząd to nasza rodzina zawodowa i tak jak w rodzinie zawsze powinniśmy być razem i razem pracować dla jej dobra i trwałości, mimo pojawiających się prób negowania potrzeby istnienia wszystkich samorządów korporacji zawodowych. Pracujmy razem i zgodnie bez względu na osobiste animozje i frustracje z powodu niezrealizowanych pomysłów. Nie oceniajmy wszelkich działań przez pryzmat osobistej wizji świata, lecz posłuchajmy bez obrażania się tego, co mówią inni. Porozmawiajmy z nimi i wsłuchajmy się w głos tych, którzy przed nami znajdowali czas na pracę dla idei samorządności. Może warto zrobić coś lepiej, może czasem dobrze jest czerpać z wiedzy i doświadczeń innych. Razem – tak jak o własną rodzinę – powinniśmy dbać o istnienie naszej rodziny zawodowej. Niech w Nowym Roku dominuje zasada bycia dobrym i lepszym człowiekiem. Życzę wszystkim Koleżankom i Kolegom radosnych Świąt Bożego Narodzenia, wiele dobroci i zrozumienia w Nowym 2014 Roku. Z Adamem Buschem, wiceprzewodniczącym Naczelnego Sądu Lekarskiego, lekarzem dentystą, rozmawia Marta Jakubiak. W jakich przypadkach i kiedy sprawy trafiają na wokandę Naczelnego Sądu Lekarskiego? Wszystkie skargi najpierw trafiają do okręgowego rzecznika odpowiedzialności zawodowej. Ten podejmuje działania wyjaśniające, przeprowadzając postępowanie dowodowe w danej sprawie, może powoływać biegłych. Jeśli w toku postępowania wyjaśniającego stwierdzi nieprawidłowości to zawiadamia lekarza, że zostało podjęte postępowanie wyjaśniające na podstawie skargi pacjenta i podejmuje czynności prawne, przekazując sprawę do okręgowego sądu lekarskiego. Jeżeli nie stwierdzi żadnych uchybień, postępowanie umarza ze względu na brak dowodów. Może też odmówić wszczęcia postępowania, jeśli uzna, że skarga jest niezasadna. W tych dwóch przypadkach niezadowolony pacjent ma prawo odwołać się do okręgowego sądu lekarskiego na postępowanie rzecznika. Kiedy jedna ze stron wnosi zażalenie na postępowanie sądu okręgowego, sprawa trafia do Naczelnego Sądu Lekarskiego, którego zadaniem jest ocenić prawidłowość postępowania sądu pierwszej instancji. NSL nie przeprowadza postępowania dowodowego, lecz jedynie weryfikuje prawidłowość wcześniej prowadzonych procedur. Czasem przekazuje sprawę do sądu okręgowego do ponownego rozpatrzenia, prosząc o uzupełnienie materiału dowodowego lub powołanie dodatkowego biegłego. Od decyzji NSL można się odwołać już tylko do powszechnego Sądu Najwyższego. Ilu lekarzy dentystów orzeka w NSL? W Naczelnym Sądzie Lekarskim jest 40 sędziów, a wśród nich siedmiu lekarzy dentystów. W jaki sposób ustalany jest skład sędziowski do poszczególnych spraw? FOTO: Marta Jakubiak Ustala go przewodniczący NSL, starając się, by wśród pięciu sędziów orzekających zawsze był jeden specjalista w danej dziedzinie medycyny, której dotyczy analizowana sprawa. To optymalizuje profesjonalizm orzecznictwa naszego sądu. Ile rocznie spraw trafia do NSL? W 2012 r. wpłynęło 177 spraw do rozpatrzenia. I na przestrzeni ostatnich dwóch lat można obserwować tendencję wzrostową. Zwykle odwołań do NSL w sprawach stomatologicznych było około 25, w roku 2012 mieliśmy ich już 40, czyli dwa razy więcej. Według statystyk ogólnych, trzy czwarte orzeczeń sądów okręgowych jest kwestionowana. Zwiększa się również liczba spraw napływających do rzecznika i sądów okręgowych. Z czego wynika ten wzrost? Na pewno przyczynia się do tego większa świadomość i roszczeniowość pacjentów. Zwiększająca się liczba spraw to również wynik coraz częściej wypowiadanej do pacjentów krytyki lekarzy odnośnie pracy innych lekarzy. Kolejna rzecz to pojawienie się na polskim rynku firm, które specjalizują się w świadczeniu usług prawnych w zakresie doradztwa i reprezentacji w sprawach medycznych, a najchętniej pociągania lekarza do odpowiedzialności za błąd w sztuce. Zaczyna się podobny proceder, który od lat praktykowany jest w Stanach Zjednoczonych – daj mi lekarza, a znajdę na niego paragraf. A może popełnianych jest więcej błędów? Nie, lekarze wcale nie zaczęli gorzej leczyć. Większość skarg jest niezasadna. A ponadto te, które napływają do rzecznika, najczęściej odnoszą się do wystąpienia powikłań, a nie samego procesu leczenia. Dodatkowo zmiany w prawie, np. te dotyczące prowadzenia bardzo szczegółowej dokumentacji medycznej, sprawiają, że lekarzowi bardzo łatwo coś zarzucić. Prawo nakazuje, aby pacjent przed każdym zabiegiem, a stomatologia to przecież specjalizacja zabiegowa, podpisał zgodę na leczenie. W przypadku dziecka powinni to zrobić rodzic lub opiekun prawny, a jeśli pacjent ma ukończone 16 lat, to również on sam. Nie wszyscy lekarze wypełniają ten obowiązek, co znajduje swoje odzwierciedlenie w formułowanych zarzutach, jak np. oskarżenie z art. 4 i 31 ustawy o zawodzie lekarza i lekarza dentysty – nierzetelne prowadzenie dokumentacji medycznej i niepoinformowanie o ryzyku i ewentualnych powikłaniach lub art. 15 i 17 ust. z dn. 6 listopada 2008 r. – wykonanie zabiegu bez zgody przedstawiciela ustawowego dziecka. Błędy w sztuce zdarzają się, ale wciąż bardzo rzadko. Jeśli lekarze popełniają jakiś błędy, to te proceduralne czy komunikacyjne. Często„winą” stomatologów jest nieumiejętność skutecznego komunikowania się z pacjentem. Na przykład protetyk opowiada o przebiegu i efektach leczenia, roztaczając świetlane perspektywy – tu implant, tam most i będzie pan pięknie wyglądał. Zapomina jednak poinformować pacjenta o możliwości wystąpienia powikłań, a te przecież zawsze mogą wystąpić, mimo leczenia przeprowadzonego zgodnie ze sztuką. Niektóre skargi dotyczą zbyt późnego podjęcia leczenia w przypadku pacjenta onkologicznego. Jesteśmy lekarzami dentystami, a nie tylko dentystami. Powinniśmy być bardzo uwrażliwieni na wszelkiego rodzaju zmiany patologiczne w obrębie jamy ustnej i reagować. Jeśli zobaczymy coś niepokojącego, od razu skierować pacjenta na konsultację do specjalisty i odnotować w dokumentacji medycznej, że takie zalecenie zostało pacjentowi przekazane. Mamy również obowiązek, jak każdy inny lekarz, przeprowadzić szczegółowy wywiad z pacjentem, żeby pozyskać wiedzę na temat ogólnego stanu zdrowia osoby, którą będziemy leczyć. 25 Czy jest specjalizacja stomatologiczna, która wiedzie prym, jeśli chodzi o liczbę składanych skarg? Najwięcej spraw dotyczy protetyki stomatologicznej. W 2012 r. było ich 17, podczas gdy tylko 1 dotyczyła chirurgii stomatologicznej, 1 chirurgii szczękowo-twarzowej, 1 ortodoncji, 2 stomatologii dziecięcej, 2 stomatologii zachowawczej. Najczęściej skarżą się pacjenci, którzy nie są zadowoleni z efektu leczenia, np. pod względem estetycznym. Czasem bywa i tak, że nieusatysfakcjonowany pacjent idzie na konsultację do innego lekarza, a ten jeszcze „podgrzeje” atmosferę, stawiając chociażby takie pytania: co ma pan tu porobione, kto pana leczył? Niestety, zdarza się tak coraz częściej i takie postawy cechują lekarzy młodych. Jakie najczęściej zapadają wyroki? Umarzające postępowanie. Czasem wyroki upomnienia lub nagany. Czy zdarzało się, że lekarzowi dentyście zostało zawieszone lub odebrane prawo wykonywania zawodu? Tak. Były takie przypadki. Najczęściej jednak powodem była niezdolność lekarza do pracy uwarunkowana jego chorobami współistniejącymi. Typowych błędów w sztuce jest naprawdę niewiele. komunikowania O co jeszcze pacjenci oskarżają stomatologów? Zdarzały się sprawy o molestowanie pacjentek. U podstaw skarg leżało też udzielenie informacji o stanie zdrowia chorego osobie nieupoważnionej, np. o zdrowie pewnego pana T ą ubezpieczeniową, finansowaną przez NFZ? Realizowaną przez lekarzy dentystów ograniczonych niedostatecznym budżetem, limitami, przepisami wymyślonymi przez urzędników. Krytykowaną wielokrotnie przez wszystkich, a mimo to działającą od lat . Wielokrotnie o tym pisano i mówiono na różnych forach i przy różnych okazjach. Bez widocznych efektów. Poniższy tekst jest próbą podsumowania stanu aktualnego. Błąd popełniono już w momencie wprowadzenia ubezpieczeń zdrowotnych. Ustalono za małą składkę i fakt ten odbija się czkawką do dziś. W całej służbie zdrowia brakuje pieniędzy i dopóki nie znajdzie się ich więcej, możemy zapomnieć o jakiejkolwiek poprawie. Niektórzy twierdzą wprawdzie, że rezerwy są, że tak źle by nie było, gdyby w szpitalach i przychodniach szerzej stosowano oszczędności. Nie wiem. Może. W każdym razie brak pieniędzy jest z pewnością problemem najważniejszym w stomatologii ubezpieczeniowej. Tak było od zawsze. Nie wystarczało i nie wystarcza na leczenie dzieci i dorosłych. No, ale skoro w założeniach miało być na naszą specjalność 5 proc. budżetu, a jest poniżej 3 proc., a Fundusz uznaje, że mniej niż 50 zł na Polaka rocznie, łącznie z zapłatą za ortodoncję i prote- 26 tego samego dnia spytały dwie żony, ta „nieprawdziwa” przyszła jako pierwsza i lekarz udzielił jej informacji, nie legitymując jej, a za pół godziny pojawiła się kolejna żona – ta „prawdziwa” i zrobiła awanturę, co zakończyło się w sądzie. Ostatnio coraz częściej składane są skargi na leczenie ortodontyczne, kiedyś nie było ich wcale. Zarzuty dotyczą nieosiągnięcia deklarowanych efektów leczenia i wystąpienia zmian, które uniemożliwiają prawidłowe funkcjonowanie jamy ustnej, czyli wystąpienia powikłań, o których lekarz nie uprzedził pacjenta. Skargi składane są również na implantologów, którzy wykonują zabiegi bez uwzględnienia indywidualnych uwarunkowań w jamie ustnej, jak np. chorób periodontologicznych, w efekcie czego prace są niestabilne i następują powikłania. Często też zarzuca się im nieosiągnięcie deklarowanego efektu estetycznego. Czy są tzw. recydywiści? Tak, są. W stomatologii jest ich wielu. Najczęściej przyczyną powracania lekarza na wokandę jest upór, a dokładnie – powielanie tego samego błędu i pójście drogą na skróty. Jak ustrzec się błędów i nie trafić przed NSL? Każdy lekarz powinien postępować zgodnie z zasadami sztuki lekarskiej. Wiadomo, że błędów nie da się wyeliminować całkowicie, bowiem każda praca niesie ryzyko ich popełnienia. Niedopuszczalne są jednak świadome zaniedbania. Te zawsze będziemy piętnować. Dla własnego dobra trzeba pamiętać o obowiązkach formalnych, jak na przykład o rzetelnym prowadzeniu tykę, jest sumą w sam raz, to nie ma co się dziwić... Kontrakty są więc beznadziejne. Nie odkrywam tu Ameryki. Wszyscy o tym wiedzą, wielokrotnie było o tym głośno. Problem w tym, że NFZ ma to nasze gadanie za nic i nic nie robi, żeby coś zmienić. Z drugiej strony Fundusz jest monopolistą i potrafi z tego faktu korzystać. Zresztą skąd niby ma brać dodatkowe pieniądze? Bywa raczej odwrotnie: wcześniej przyznane fundusze na stomatologię zabiera się na inne cele. A lekarze… ci wezmą najgorsze nawet kontrakty… I to jest tajemnica dlaczego mimo wszystko ubezpieczeniowa stomatologia jeszcze działa. Czasem wbrew ministerstwu i NFZ, które zamiast poprawić czy lepiej organizować system, działają odwrotnie. Pozwolono na przykład zlikwidować ważną część dawnej opieki dentystycznej – gabinety szkolne. Uznano, że są niepotrzebne i z powodzeniem zastąpi je świadomość samych rodziców, którzy z własnej woli będą prowadzać dzieciaki do gabinetów pozaszkolnych. No i statystyki stanu zdrowia zębów dzieci są zastraszające. Około 90 proc. gabinetów stomatologicznych powstało staraniem samych lekarzy, z ich pieniędzy, z kapitałów rodzinnych lub zaciągniętych kredytów. Leka- dokumentacji medycznej. Po drugie, zawsze trzeba informować pacjenta o możliwości wystąpienia powikłań, o ryzyku, które wiąże się z danym zabiegiem i realnych możliwościach terapeutyczno-estetycznych leczenia. Jeśli złamie się narzędzie w kanale, trzeba poinformować pacjenta o tym fakcie, bo jeśli trafi do innego lekarza i dowie się o tym dopiero od niego, może czuć się skrzywdzony, oszukany i zechce żądać zadośćuczynienia, składając skargę do rzecznika odpowiedzialności zawodowej. Samo złamanie narzędzia nie jest błędem w sztuce, ale nieodnotowania tego faktu w karcie i niepoinformowanie pacjenta może stać się przyczyną niepotrzebnych kłopotów. W przypadku narzędzia zaaspirowanego do płuc sprawa wygląda już zupełnie inaczej – tu można mówić, że popełniono błąd, gdyż źle został przygotowany do pracy sprzęt endodontyczny. O zabezpieczeniu się przed takimi sytuacjami też należy pamiętać. Każdy lekarz powinien mieć ważną polisę OC. Lekarze dentyści bezwzględnie nie powinni o tym zapominać, gdyż pacjenci stomatologiczni często żądają zwrotu kosztów leczenia. Kolejna rzecz to przestrzeganie zakazu reklamowania usług medycznych, zgodnie z art. 56 ust 1 ustawy z dnia 5 grudnia 1996 r. o zawodach lekarza i lekarza dentysty (Dz.U.08.136.857). Dozwolone jest informowanie o usługach medycznych, ale nie wolno ich reklamować, na przyulicznych banerach, w reklamach prasowych czy radiowych zachwalać doskonałych usług w profesjonalnym gabinecie, wyposażonym w najnowocześniejszy sprzęt po promocyjnych cenach. To działania zabronione. Zapisy dotyczące zakazu reklamy usług medycznych znajdują się również w Kodeksie Etyki Lekarskiej, a dokładnie w art. 63, mówiącym o tym, że lekarz tworzy swoją zawodową opinię jedynie na podstawie efektów pracy, a nie reklamy. rze zainwestowali ogromne pieniądze. Gdyby nie te w pełni prywatne placówki, Fundusz nie miałby z kim podpisać kontraktów i zębów nie miałby kto ani gdzie leczyć. O tym nikt nie pamięta i nikogo to nie obchodzi. Ważne, że jakoś jest. Tymczasem brak stabilizacji finansowej, permanentny jej regres, powodują, że lekarze mają coraz mniejsze szanse na odzyskanie zainwestowanych pieniędzy. Nie mają zatem ochoty na dalsze inwestowanie w rozwój swoich przychodni i tworzenie miejsc pracy nie tylko dla młodych lekarzy, ale także związanego z lekarzami personelu średniego: rejestratorek, asystentek, higienistek, pomocy dentystycznych, a częściowo również techników dentystycznych. O tym też nikt nie pamięta. Nikt nie pamięta także, że stomatologia to specjalność powodująca chyba najwięcej chorób zawodowych wśród lekarzy. Skrzywienia kręgosłupa, zapalenie barku, łokieć tenisisty itp. to codzienność dentystów. Są to kontuzje uniemożliwiające czasem dalszą pracę w zawodzie. No, ale jeżeli życie zmusza lekarzy do pracy po 10 godzin dziennie… opieka zdrowotna należy do podstawowych powinności państwa wobec społeczeństwa. Administracja ten obowiązek ceduje na służbę zdrowia, a zwłaszcza lekarzy. Za wykonane świadczenia płaci im jednak tyle, ile uznaje za stosowne, nie troszcząc się o koszty rzeczywiste. Nie mówiąc już o lekarskim honorarium za wykonaną pracę, które to pojęcie zniknęło zupełnie z urzędniczych dokumentów. To, co piszę, to również nic nowego. Prawda ta powtarzana jest uparcie przez samorząd od lat tylu, że nic z niej nie wynika. W efekcie koledzy uważają, że trzeba sobie radzić. Jeżeli Fundusz nie traktuje nas poważnie, jeżeli płaci po 40 czy 50 zł za plombę, za usunięcie zęba tylko 50 zł, za zaopatrzenie kieszonki dziąsłowej 2 lub 3 zł (co samo w sobie jest skandalem), podczas gdy wiadomo, że posadzenie pacjenta na fotelu bez wykonania jakiegokolwiek zabiegu kosztuje 30 zł, to te wszystkie nieoficjalnie krążące w gabinetach pieniądze, które nazywamy dopłatami albo opłatami, albo współpłaceniem uważane są za moralnie uzasadnione… Lekarz, także stomatolog, w ramach pracy w wymiarze normalnego etatu powinien zarabiać tyle, aby bez problemu starczyło na dostatnie i wygodne życie jego i rodziny. Dlaczego niby nie? W końcu jest wysoko wykształconym specjalistą, przedstawicielem zawodu zaufania publicznego. Obok edukacji i wyżywienia, to PREMIUM Czy to dobrze, że lekarze orzekają w sprawach przeciwko innym lekarzom? Gdyby nie istniały sądy lekarskie, skargi pacjentów trafiałyby od razu do sądów powszechnych lub komisji kontroli zawodowej, gdzie orzekają sędziowie niebędący lekarzami. Sprawy dotyczące błędów medycznych nie są łatwe, szczególnie w stomatologii, niejednokrotnie rozpatrywane są po upływie pewnego czasu i nie można jednoznacznie stwierdzić, czy leczenie było przeprowadzone prawidłowo. W art. 7 Kodeksu postępowania karnego zapisano, że organy postępowania kształtują swoje przekonanie na podstawie przeprowadzonych dowodów ocenianych swobodnie z uwzględnieniem zasad prawidłowego rozumowania oraz wskazań wiedzy i doświadczenia życiowego. Żaden inny sędzia nie zna tak specyfiki pracy lekarza, jak inny lekarz, dlatego wielu niuansów nie zdoła dostrzec, nie rozpatrzy tak wnikliwie i obiektywnie sprawy. Są procesy, które toczą się równolegle – i w sądzie lekarskim, i w sądzie powszechnym. Bardzo często sąd powszechny, prowadząc swoje postępowanie, bazuje na materiałach procesowych i orzeczeniach sądu lekarskiego. Jesteśmy wiarygodnym i merytorycznym orzecznikiem. Zawsze szukamy prawdy. Jeżeli lekarz jest niewinny, orzekamy o jego niewinności. Jeśli jednak popełnił błąd w sztuce, wyrokujemy stosownie do winy. lekarskie, skargi komisji 27 Lekarz Do końca lat 80. ze względu na istniejący system gospodarczy, brak wolnego rynku i konkurencji o reklamie uczyli się studenci jako o tworze enigmatycznym, będącym wymysłem„zepsutej” zachodniej demokracji i „brutalnego” kapitalizmu. W lekarskiej, za w formie 28 raz ze zmianą ustroju politycznego w Polsce oraz wprowadzeniem swobody gospodarczej pojawiła się w naszym życiu reklama. Początkowo trochę nieudolna, raczkująca. Obecnie niemalże wszechobecna i na poziomie „zachodnim”. Warto zaznaczyć w tym miejscu, że rozwój tego wyrazu swobody gospodarczej też musi podlegać ramom prawnym, by np. reklama nie była sprzeczna z prawem, z dobrymi obyczajami i aby nie uchybiała godności człowieka. W prawie polskim nie ma definicji legalnej reklamy. Reklama, czyli „każdy przekaz zmierzający do promocji sprzedaży, popierania określonych spraw lub idei”, dotyczy zarówno reklamy sfery gospodarczej, politycznej, jak i społecznej. Po wejściu polski do Unii Europejskiej pojęcie reklamy uzyskało inne brzmienie. Reklamą może być każda wypowiedź towarzysząca np. wykonywaniu wolnego zawodu, która zwiększy sprzedaż towaru lub rozszerzenie wykonywania usług. Może też nią być każda wypowiedź zmierzająca do stymulowania sprzedaży usług, np. wypowiedź medialna, ogłoszenia uliczne (szyldy, informacje świetlne), napisy na pojazdach, ulotki, druki etc. Obecnie jesteśmy zalewani reklamą, jest ona wpisana w naszą codzienność. Wielkie bilbordy informują nas o wyprzedażach, cenach produktów, a w czasie kampanii wyborczych o kandydatach. Reklamuje się prawie wszystko, z reklamą spotykamy się także, czytając podręczniki naukowe. Zaczęła się ona również pojawiać w usługach medycznych. Kiedyś liderami w tej dziedzinie były usługi stomatologiczne, ale teraz obok nich pojawiły się reklamy dermatologiczne, ginekologiczne, a nawet kardiologiczne. Nastąpiła zmiana podejścia do informacji o świadczonych usługach. Małe białe tabliczki coraz częściej zostają zastąpione przez świecące neony o pięknej, przyciągającej szacie graficznej. Pojawiają się kolorowe informacje w lokalnej i ogólnopolskiej prasie, wywiady z lekarzami opisującymi zakres świadczonych usług. Ta forma przekazu informacji dotyczy również prywatnych szpitali zachwalających swoje usługi, kadrę, intymne wnętrza zapewniające prywatność i rodzinny klimat. Taka sytuacja jest zapewne wymuszona zmianami zachodzącymi w świecie, rozwojem internetu, a także nowymi możliwościami docierania do pacjentów z informacjami. Na rynku usług medycznych pojawiła się ogromna konkurencja, która wymusza już inne niż kiedyś zachowania. Mamy z tym do czynienia nie tylko w Polsce. Dzieje się tak na całym świecie. Oczywiście lekarz nie powinien się reklamować, choć pojęcie reklamy jest niejednoznaczne i rozmyte. Myślę, że warto pamiętać, iż obok reklamy istnieje jeszcze tzw. neutralna informacja handlowa, która jest obiektywną informacją o towarze lub usłudze. Reklamie towarzyszy element przesady, wyolbrzymienia, zazwyczaj odwołuje się do sfery emocjonalnej klienta i wywołuje w nim uczucie zapotrzebowania na dany produkt. Informacja handlowa ma na celu dokładne zapoznanie z danymi o produktach oferowanych na rynku. Oczywiście informacja handlowa, podobnie jak reklama, pozostaje pod kontrolą Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Nie może ona wprowadzać w błąd, musi być jasna, zrozumiała, uczciwa i dozwolona. Pacjent ma prawo do informacji, łącznie z wachlarzem świadczonych usług medycznych, a także z ich kosztami. Lekarz prowadzący gabinet lekarski, szczególnie w postaci indywidualnej praktyki lekarskiej, za pomocą tablicy ogłoszeniowej w formie krótkiej lapidarnej informacji ma poinformować pacjenta, czym się zajmuje. Jak to pogodzić? Należy jeszcze dodać, że poza gabinetami są na rynku liczne centra medyczne, których prawo korporacyjne dotyczące ogłaszania świadczeń medycznych nie obowiązuje. Na ulicach, w internecie, w prasie ekspansyjność reklamowa z ich strony jest potężna. Jest to jeden z elementów marketingowego zarządzania. Reklama ma budować markę, wizerunek, co oczywiście ma się przełożyć na „sprzedaż” świadczeń medycznych. W przeciwieństwie do małych gabinetów, firmy te mają spory kapitał z przeznaczeniem na tego rodzaju informacje, lobbują na rzecz liberalizacji przepisów dotyczących reklamy usług medycznych. A jest o co walczyć… Rocznie Polacy wydają ponad 20 mld zł na prywatną służbę zdrowia. Czy małe gabinety lekarskie w takich realiach są w stanie konkurować z wielkimi konsorcjami medycznymi? Pewnie nie jest to łatwe, a będzie coraz trudniej. Etykę łatwiej egzekwować od pojedynczego lekarza niż od ogólnopolskiej lub co gorsza międzynarodowej firmy. W tej walce o rzetelną informację, a nie nachalne promowanie usług, warto zapamiętać, że niewątpliwie najlepszą „reklamą” dla lekarza jest polecenie go kolejnej osobie przez zadowolonego z usług pacjenta. To tzw. marketing szeptany. Pomimo tego uważam, że należy trzymać rękę na pulsie, aby leczenie nie stało się usługą rządzącą się jedynie prawami ekonomicznymi i marketingowymi. Pozostaje mieć nadzieję, że jest to jeszcze bardzo odległa przyszłość, a także wierzyć w rozsądek naszych pacjentów. Balneologia i medycyna fizykalna jest dziedziną mało znaną w środowisku lekarskim. Spowodowane jest to brakiem zajęć dydaktycznych z tej dziedziny w uczelniach medycznych. C zęść lekarzy nie mając wiedzy, przyjmuje postawę bierną w wydawaniu opinii czy kierowaniu chorych do uzdrowiska, część uczy się od pacjentów, a więc wykazuje jakieś zainteresowanie, ale są i tacy, którzy nie mając podstawowej nawet wiedzy, ustosunkowują się krytycznie. Pozwolę sobie więc przedstawić w tym artykule kilka ogólnych informacji na temat balneologii medycy fizykalnej i lecznictwa uzdrowiskowego w Polsce. Jest to szansa dla mnie jako krajowego konsultanta na upowszechnienie wiedzy z dziedziny, którą reprezentuję wśród kolegów lekarzy. Balneologia i medycyna fizykalna to dyscyplina medyczna, której cechą charakterystyczną, odróżniającą ją od innych, jest posługiwanie się w leczeniu chorych własnymi naturalnymi metodami leczniczymi. Nic w tym dziwnego, przecież każda dziedzina ma swoje metody lecznicze. Wiąże się to jednak z odpowiednim doborem chorych, zgodnie ze wskazaniami lekarskimi, wymaganym czasem leczenia, aby uzyskać efekty lecznicze, wykształceniem kadry lekarskiej, przygotowaniem warunków do wykonywania procedur leczniczych itd. Stąd powstają więc pewne wymogi wynikające ze specyfiki dziedziny. Balneologia i medycyna fizykalna realizowana jest w zakładach lecznictwa uzdrowiskowego oraz ośrodkach poza uzdrowiskowych (zakładach, oddziałach medycyny fizykalnej i rehabilitacji, fizjoterapii). Metody balneologiczne wykorzystują do leczenia wody mineralne, gazy, peloidy, czynniki klimatyczne oraz czynniki fizyczne. Poza własnymi metodami stosowane są również inne podstawowe metody, jak kinezyterapia, dieta czy farmakoterapia. Leczenie balneologiczne ma więc charakter kompleksowy. Balneologia i medycyna fizykalna opiera się na wiedzy z zakresu wielu dziedzin, jak: fizjologia, chemia i biochemia, geologia, klimatologia, fizyka, mikrobiologia, dietetyka, psychologia i większości dziedzin klinicznych. Balneoterapia najpełniej jest realizowana w lecznictwie uzdrowiskowym, a medycyna fizykalna w zakładach pozauzdrowiskowych. Balneologa i medycyna fizykalna jest dziedziną komplementarną i integracyjną, co oznacza, że interesuje się całym człowiekiem. Wspomaga i intensyfikując, uzupełnia inne metody lecznicze. Medycyna integracyjna w obecnym czasie rozwija się dynamicznie, szczególnie w Stanach Zjednoczonych. W Polsce rocznie we wszystkich 45 uzdrowiskach leczy się około pół miliona chorych. Prowadzone są dwie formy leczenia stacjonarnego i jedna ambulatoryjna. W uzdrowisku leczyć można choroby przewlekłe w różnych stadiach 30 zaawansowania choroby. Chorzy z zaawansowanymi chorobami i małej sprawności powinni leczyć się w szpitalach uzdrowiskowych, natomiast osoby o mniejszym stopniu zaawansowania choroby i bardziej sprawni powinni leczyć się w sanatorium lub w poradni uzdrowiskowej. W uzdrowisku są znakomite warunki do wyrównania metabolicznego cukrzycy, leczenia przewlekłych powikłań cukrzycowych, zmniejszenia nadwagi i otyłości, usprawnienia układu krążenia czy oddychania, leczenia przewlekłych chorób reumatycznych czy ortopedycznych, neurologicznych oraz ginekologicznych, urologicznych, dermatologicznych i innych. W uzdrowisku prowadzona jest systematyczna i programowa edukacja zdrowotna, są tu idealne warunki do racjonalnego wykorzystania wolnego czasu chorych w czasie pobytu w uzdrowisku na edukację. Ponadto lecznictwo uzdrowiskowe może realizować programy profilaktyczne, w tym np. leczenia i profilaktyki uzależnienia od nikotyny i innych nałogów. Niestety zbyt długie oczekiwanie na leczenie uzdrowiskowe często uniemożliwia leczenie tych chorych, którzy aktualnie tego leczenia najbardziej potrzebują. Termin leczenia chorych określany jest przez wojewódzki oddział NFZ. Jestem przekonana, że lecznictwo uzdrowiskowe i fizykoterapia, mając ogromny potencjał leczniczy, nie są w pełni wykorzystane. Leczenie uzdrowiskowe jest jedną z najtańszych form leczenia chorób przewlekłych w różnym stopniu zaawansowania. Nade wszystko powinno być lepiej wykorzystane do leczenia ludzi w podeszłym wieku z wieloma chorobami geriatrycznymi. Jest to najlepsze miejsce do prowadzenia profilaktyki w szerokim pojęciu, edukacji zdrowotnej oraz rehabilitacji wybranych chorób. Metody lecznicze są nie tylko skuteczne, łatwo dostępne, tanie, ale przede wszystkim nie wywołują skutków ubocznych, co jest wielką zaletą tej dziedziny. Tymczasem niskie finansowanie leczniczych usług uzdrowiskowych przez NFZ i ograniczenia w kontraktowaniu usług leczniczych powodują, że znaczna część byłych dobrze prosperujących zakładów leczniczych zamieniana jest na hotele. Nie sprzyja funkcjonowaniu i rozwojowi medycyny uzdrowiskowej powszechna prywatyzacja uzdrowisk. Nieprawidłowości w kwalifikowaniu chorych utrudniają leczenie najciężej chorych w szpitalach uzdrowiskowych. Jest to wielka szkoda, że generalnie dobrze zorganizowane lecznictwo uzdrowiskowe z bogatą tradycją, dużym doświadczeniem i wiedzą oraz dobrze wykształconą kadrą lekarską nie jest w pełni wykorzystana. Mamy 700 lekarzy specjalistów z balneologii i medycyny fizykalnej, którzy są bardzo dobrze wykształceni, posiadają bowiem obligatoryjnie dwie specjalizacje: kliniczną i balneologiczną. Mamy ustawę uzdrowiskową, wysokiej rangi akt prawny, który reguluje funkcjonowanie lecznictwa uzdrowiskowego, a przede wszystkim chroni środowisko uzdrowiskowe przed nadmierną urbanizacją i w konsekwencji zanieczyszczeniem. Mamy dobrze rozwijające się jedno z najstarszych w Polsce medycznych towarzystw naukowych – Polskie Towarzystwo Balneologii i Medycyny Fizykalnej, założone w Krakowie w 1905 r. Wydajemy systematycznie dobrej jakości kwartalnik „Acta Balneologica” od 1905 r. Wydawane są nowoczesne podręczniki. Regularnie organizujemy kongresy balneologiczne. Ostatni w Świeradowie odbył się we wrześniu br. Był to już 24. kongres balneologiczny. W naszych kongresach krajowych uczestniczą przedstawiciele z całego świata. Na ostatnim kongresie mieliśmy przedstawicieli z 16 krajów świata, z 4 kontynentów. Nasi balneolodzy biorą również aktywny udział w kongresach balneologicznych międzynarodowych, gdzie prezentujemy nasze osiągnięcia, nawet w tak egzotycznych częściach świata jak Chiny. W przyszłym roku zaproszeni jesteśmy na zjazd naukowy balneologiczny w Japonii. Jeżeli przeanalizujemy stan i rozwój balneologii i medycyny fizykalnej jako dziedziny naukowej w różnych krajach świata w odniesieniu do polskiej, to z pewnością jesteśmy w tym rankingu w czołówce. Nie musimy gonić Europy, jak to się dzieje w innych dziedzinach, przeciwnie – inne kraje starają się podążać za nami. Balneologia i medycyna fizykalna świadcząca usługi nieinwazyjne, tanie, łatwo dostępne i skuteczne w wielu chorobach przewlekłych będzie się rozwijać, mimo wielu trudności natury finansowej i administracyjnej, ponieważ istnieje potrzeba społeczna na tego rodzaju usługi. Leczenie uzdrowiskowe ma charakter złożony – kompleksowy. Oznacza to, że równocześnie stosuje się kilka odpowiednio dobranych metod, tworząc program leczniczy. Pozwala to na zwiększenie efektywności leczenia. Niektóre skojarzenia metod są szczególnie korzystne, gdyż wzajemnie się intensyfikują. Do takich połączeń należy np. stosowanie zabiegów światłoleczniczych z ciepłoleczniczymi, co zwiększa intensywność działania czy krioterapii z następową kinezyterapią oraz zastosowanie masażu podwodnego czy kąpieli perełkowej po zabiegach kinezyterapeutycznych, co przyspiesza znacznie restytucję powysiłkową, a więc zdolność do wykonywania dalszych ćwiczeń. Szczególnie korzystne jest kojarzenie niektórych procedur fizykoterapeutycznych z balneologicznymi, np. galwanizację z zabiegami borowinowymi, światłolecznictwo z kąpielami mineralnymi. Ważna jest również kolejność stosowania zabiegów balneofizykalnych, stąd istotne jest prawidłowe ich planowanie w ciągu dnia. PREMIUM 9 marca 2011 r. przyjęta została dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady 2011/24/UE w sprawie stosowania praw pacjentów w transgranicznej opiece zdrowotnej (Dz.Urz.UE.L Nr 88, str. 45). J Przy przepisów ale 32 edną z podstawowych zasad Unii Europejskiej jest zasada swobody świadczenia usług. Usługi z zakresu opieki zdrowotnej, mimo szczególnego charakteru, sposobu organizacji i finansowania nie są wyłączone spod działania tej zasady. Stąd podstawowym celem dyrektywy jest ustanowienie zasad ułatwiających dostęp do bezpiecznej transgranicznej opieki zdrowotnej o wysokiej jakości, zapewnienie mobilności pacjentów oraz promowanie współpracy między państwami członkowskimi w zakresie opieki zdrowotnej. Zgodnie z przepisami dyrektywy państwa członkowskie miały wprowadzić do 25 października 2013 r. przepisy ustawowe, wykonawcze i administracyjne niezbędne do jej wykonania. Polska nie dochowała tego terminu. W listopadzie 2013 r. trwały jeszcze prace rządowe nad projektami aktów prawnych, które miałyby zostać skierowane do prac sejmowych do końca 2013 r. Po wejściu w życie tych przepisów pacjenci powinni mieć jasne reguły ubiegania się o zwrot kosztów transgranicznej opieki zdrowotnej. Zgodnie ze stanowiskiem Ministerstwa Zdrowia do tego czasu nie ma podstaw do dokonywania przez Narodowy Fundusz Zdrowia zwrotu takich kosztów. Możliwość zastosowania norm zawartych w dyrektywie, jako bezpośrednio skutecznego źródła prawa, należeć będzie do sądów. Przy transpozycji przepisów dyrektywy do porządków krajowych państw członkowskich możliwe jest zastosowanie ograniczeń w swobodnym dostępie do transgranicznych usług opieki zdrowotnej, ale podyktowanych wyłącznie nadrzędnymi względami o charakterze ogólnym. Dyrektywa 2011/24/UE nie ma wpływu na prawa pacjentów do pokrycia kosztów opieki zdrowotnej, która z powodów medycznych stała się niezbędna w czasie ich tymczasowego pobytu w innym państwie członkowskim lub gdy spełnione są warunki określone w przepisach dotyczących koordynacji systemów zabezpieczenia społecznego, w szczególności dotyczących pracowników najemnych, osób prowadzących działalność na własny rachunek i do członków ich rodzin przemieszczających się we Wspólnocie. Dyrektywa nie reguluje również kwestii dostępu do: tǴXJBED[FǩX̓E[JFE[JOJFPQJFLJEVHPUFSNJOPXFKLUØSFKDFMFN jest wspieranie osób potrzebujących pomocy w zakresie wykonywania rutynowych czynności życia codziennego; tQS[ZE[JBVOBS[njEØXQS[F[OBD[POZDIEPQS[FT[D[FQØXJ̓EPTUǗpu do tych narządów; tQSPHSBNØX QPXT[FDIOZDI T[D[FQJFǩ QS[FDJX DIPSPCPN [Bkaźnym mających na celu wyłącznie ochronę zdrowia ludności na terytorium danego państwa i objętych szczegółowymi środkami planistycznymi i wykonawczymi. Zgodnie z dyrektywą pacjentom należy zapewnić gwarancję, że koszty takiej opieki zdrowotnej zostaną pokryte w co najmniej takiej wysokości, jak w przypadku takiej samej opieki zdrowotnej świadczonej w państwie, w którym są ubezpieczeni (jeśli mieści się ona w zakresie świadczeń, do których są uprawnieni w swoim kraju) oraz wyłącznie do kwoty rzeczywiście poniesionych kosztów (jeśli świadczenia za granicą są tańsze). Każdy pacjent występujący o zgodę na skorzystanie z transgranicznej opieki zdrowotnej musi ją otrzymać, jeżeli wnioskowane leczenie jest wśród świadczeń przewidzianych w przepisach państwa jego zamieszkania i nie może uzyskać takiego leczenia w terminie uzasadnionym przesłankami medycznymi, z uwzględnieniem jego aktualnego stanu zdrowia oraz prawdopodobnego przebiegu choroby. Koszty leczenia mogą być zwracane lub płacone bezpośrednio przez państwo, w którym pacjent jest ubezpieczony. Dyrektywa dopuszcza możliwość pokrywania pełnych kosztów leczenia (powyżej kosztów pokrywanych przy leczeniu w kraju) oraz zwrotu innych kosztów związanych z leczeniem. Ograniczenia w korzystaniu z transgranicznej opieki zdrowotnej mogą polegać na wymogu konsultacji z lekarzem podstawowej opieki zdrowotnej przed konsultacją u specjalisty lub przed skorzystaniem z opieki szpitalnej. Wszelkie ograniczenia muszą być jednak stosowane w sposób obiektywny, przejrzysty i niedyskryminacyjny, muszą być znane z wyprzedzeniem, opierać się przede wszystkim na względach medycznych oraz nie stwarzać żadnych dodatkowych obciążeń dla pacjentów w porównaniu z pacjentami państwa, w którym leczenie ma się odbywać. Decyzje w tych sprawach powinny być również podejmowane jak najszybciej (z możliwością skracania procedury jeśli konieczne jest niezwłoczne podjęcie leczenia). Podstawą odmowy udzielenia zgody nie może być istnienie listy osób oczekujących na świadczenia, nie można jej również odmówić bez dokonania obiektywnej oceny medycznej stanu pacjenta. Co do zasady, gdy pacjent jest uprawniony do świadczeń, a nie można ich zapewnić w terminie uzasadnionym względami medycznymi, zgoda ma być udzielana. Ograniczeniu mogą podlegać również świadczenia: tQPEMFHBKnjDFXZNPHPNQMBOPXBOJBX̓DFMV[BQFXOJFOJBXZstarczającego i stałego dostępu do zrównoważonego zakresu leczenia wysokiej jakości lub dotyczącym woli kontrolowania kosztów i uniknięcia marnotrawstwa zasobów finansowych, technicznych i ludzkich oraz obejmuje pobyt danego pacjenta w szpitalu przez co najmniej jedną noc lub występuje konieczność użycia wysoce specjalistycznej i kosztownej infrastruktury medycznej lub aparatury medycznej; tPCFKNVKnjDFMFD[FOJFTUXBS[BKnjDFT[D[FHØMOFSZ[ZLPEMBQBDKFOta lub dla społeczeństwa; lub tVE[JFMBOF QS[F[ ǴXJBED[FOJPEBXDǗ LUØSZ X̓ QPT[D[FHØMOZDI przypadkach może budzić poważne i szczególne wątpliwości związane z jakością lub bezpieczeństwem opieki, z wyłączeniem opieki zdrowotnej, która podlega prawodawstwu unijnemu zapewniającemu minimalny poziom bezpieczeństwa i jakości w całej Unii. Dyrektywa dotyczy również uznawania recept lekarskich i wydawania produktów leczniczych. Jeżeli są one dopuszczone do obrotu w państwie członkowskim i zostały przepisane w tym państwie przez osobę wykonującą zawód medyczny na nazwisko określonego pacjenta, to co do zasady w innym państwie członkowskim, w którym dopuszczono produkt leczniczy, recepty mają być uznawane. Może być to ograniczone przez wprowadzenie wymogu udzielenia odpowiedniej zgody przez lekarza prowadzącego, ale tylko gdy jest to konieczne w celu ochrony zdrowia ludzkiego i proporcjonalne do tego celu. Dla wykonania tych uprawnień pacjentów w porządkach krajowych mają zostać wprowadzone niewyczerpujące wykazy elementów, które musi zawierać recepta, środki umożliwiające sprawdzenie autentyczności recepty, kontakt między wystawiającym a realizującym receptę. Dyrektywa stawia również wymagania świadczeniodawcom (każdemu podmiotowi świadczącemu legalnie opiekę zdrowotną na terenie Unii). Świadczeniodawcy mają być zobowiązani do: tQS[FLB[ZXBOJBQBDKFOUPNJOGPSNBDKJQPNBHBKnjDZDIX̓EPLPnaniu świadomego wyboru (możliwości leczenia, dostępności, jakości i bezpieczeństwa świadczonej opieki zdrowotnej); tXZTUBXJBOJBKBTOZDIGBLUVS tQS[FLB[ZXBOJBKBTOZDIJOGPSNBDKJP̓DFOBDIQS[ZD[ZNǴXJBEczeniodawcy nie mogą stosować wobec pacjentów z innych państw członkowskich odrębnej skali opłat za opiekę zdrowotną niż ta, która jest stosowana wobec pacjentów krajowych w porównywalnej sytuacji zdrowotnej lub pobierania opłat skalkulowanych zgodnie z obiektywnymi, niedyskryminacyjnymi kryteriami, jeżeli nie istnieje porównywalna cena dla pacjentów krajowych; tQS[FLB[ZXBOJBKBTOZDIJOGPSNBDKJOBUFNBU[F[XPMFOJBOBE[JBłalność, rejestracji, zakresu swojego ubezpieczenia lub innych środków ochrony w odniesieniu do odpowiedzialności zawodowej; tPDISPOZEBOZDIPTPCPXZDIQBDKFOUØX[HPEOJF[̓QS[FQJTBNJ krajowymi wdrażającymi normy unijne; tXZEBXBOJBQBDKFOUPNDPOBKNOJFKKFEOFKLPQJJEPLVNFOUBDKJ medycznej (lub umożliwienia zdalnego dostępu do tej dokumentacji), przy zapewnieniu pacjentom dostępu do dokumentacji w celu zachowania ciągłości leczenia. Jeśli przepisy krajowe zobowiązują już do przekazywania takich informacji pacjentom z kraju, w którym udzielane jest świadczenie, to dyrektywa nie nakłada na świadczeniodawców obowiązku dostarczania bardziej szczegółowych informacji pacjentom z innych państw. Przepisy krajowe mogą również nałożyć na świadczeniodawców obowiązek dostarczania pacjentom transgranicznym informacji w innych językach niż języki urzędowe danego państwa. na wymogu z lekarzem opieki niem z opieki 25 października upłynął termin na wdrożenie do prawa krajowego przepisów dyrektywy o transgranicznej opiece zdrowotnej. Wcześniej, w lipcu 2008 r., przedstawiono jej projekt, a dyrektywę przyjęto w marcu 2011 r. z 30-miesięcznym terminem transpozycji. Było więc dużo czasu, aby przygotować się do jej implementacji. Prawie zablokowanie polskim opieki uzyskania zrealizowanie w innym kraju UE oraz zawieszenie 34 egulacje krajowe, przewidziane przez dyrektywę Parlamentu Europejskiego i Rady 2011/24/UE z 9 marca 2011 r. w sprawie stosowania praw pacjentów w transgranicznej opiece zdrowotnej, nie przeszły w Polsce wymaganego trybu legislacyjnego i nie zostały wprowadzone w wymaganym przez dyrektywę terminie. – Ponieważ dyrektywa nie została na czas wdrożona do naszego systemu prawnego, już teraz należy się zastanawiać, jakie będą tego konsekwencje – mówi mec. Marek Szewczyński, radca prawny NRL. I dodaje, że obecnie polski ubezpieczony, który uzyska świadczenie zdrowotne w innym państwie UE, może dochodzić od NFZ zwrotu kosztów wszystkich tych świadczeń, do których jest uprawniony w ramach ubezpieczenia w NFZ. Jeżeli państwo, korzystając z wprowadzonych do dyrektywy możliwości nie przewidziało w przepisach krajowych, że takie czy inne świadczenie ma być uzależnione od zgody płatnika, pacjent nie jest zobligowany, aby taką zgodę uzyskać. Tak długo więc, jak dyrektywa nie będzie wdrożona do polskiego prawa, ograniczenia nie obowiązują – choć należy się spodziewać, że trzeba będzie tego rodzaju roszczeń dochodzić sądownie, powołując się na zasadę tzw. skutku bezpośredniego. Czy rzeczywiście będzie to takie proste? – Wszyscy mówią, że Polski rząd jest w niedoczasie i jako nieudolność jego działania poczytują opóźnienia dotyczące implementacji dyrektywy. Przewrotnie powiem, że polski rząd działa bardzo sprawnie i w składzie najlepszym, jaki można sobie wyobrazić, a obecne opóźnienia to wynik świadomego i celowego działania. Bowiem brak odpowiednich uregulowań prawnych jest „rozpoznaniem bojowym”, w którym to czasie Polacy mają umożliwione leczenie poza granicami kraju. Być może rząd w czasie, kiedy nie ma ustawy, zamierza rozpoznać, ilu Polaków z tej możliwości skorzystało. Natomiast projekt ustawy implementującej dyrektywę transgraniczną zawierający większość dopuszczalnych ograniczeń jest niczym oplatanie pacjentów drutem kolczastym – komentuje Maciej Hamankiewicz, prezes NRL. Wyniki badania Eurobarometru z 2007 r. pokazują, że wśród Europejczyków Polacy są w środku stawki pacjentów, którzy zdecydowaliby się na podróż do innego kraju UE, aby otrzymać świadczenie medyczne (57 proc.). Z kolei opracowania naukowe opublikowane w „British Medical Journal” pokazują, że zagrożenie szukaniem świadczenia medycznego poza najbliższym miejscem zamieszkania jest minimalne. Na wszelki wypadek polscy decydenci postanowili jednak nie dawać Polakom szansy na transgraniczną podróż medyczną, odwlekając w czasie stworzenie jasnych i klarownych przepisów prawnych korzystania ze świadczeń opieki medycznej w krajach UE. Wraz z wejściem w życie 25 października dyrektywy polski pacjent powinien otrzymać prawo do skorzystania ze świadczeń na terenie Unii Europejskiej, realizacji recept, leków, wyrobów medycznych, a także do uzyskania zwrotu kosztów opieki zdrowotnej udzielonej w innym państwie UE do poziomu kosztów, które zostałyby poniesione, gdyby opieki tej udzielono mu w Polsce. Ten zapis dyrektywy to na razie jedynie teoria. W zamierzeniach Ministerstwa Zdrowia polski pacjent, chcąc skorzystać z leczenia w innym kraju, będzie musiał wielokrotnie zdobyć zgodę na takie leczenie: najpierw u lekarza, który wystawi skierowanie, następnie potwierdzić je u płatnika krajowego oraz uzyskać od niego zgodę na zrealizowanie świadczenia poza granicami Polski. – Uważamy, że po wprowadzeniu dyrektywy, zasada powinna być prosta i działać tak, jak jest obecnie: jeśli pacjent wymaga leczenia i dostaje skierowanie od lekarza, kwestia, gdzie będzie realizował świadczenie, zależeć powinna tylko od pacjenta – mówi prezes Hamankiewicz. Pomysł stworzenia wykazu świadczeń zdrowotnych, których wykonanie za granicą będzie wymagało zgody NFZ, również budzi zastrzeżenia. Minister Zdrowia będzie mógł kierować się względami gospodarności i celowości wydatkowania środków publicznych, umieszczając dane świadczenie na tej liście. Jest to tak pojemne sformułowanie, że w zasadzie pozwoli uzasadnić odmowę każdego świadczenia. Prawie całkowite zablokowanie polskim pacjentom korzystania ze świadczeń w ramach zdrowotnej opieki transgranicznej umożliwia NFZ konieczność uprzedniego uzyskania zgody płatnika na zrealizowanie świadczenia w innym kraju UE oraz zawieszenie zwrotów kosztów. Kolejna rzecz to problem dotyczący definicji„dopuszczalnego czasu oczekiwania”, która w polskich przepisach obecnie nie istnieje. Prawo do odmowy zgody na leczenie za granicą z uwagi na możliwość uzyskania takiego świadczenia w Polsce w terminie nieprzekraczającym dopuszczalnego czasu oczekiwania jest ogromnym polem do nadużyć. Samorząd lekarski już teraz postuluje, by wprowadzono odpowiednie zapisy prawne, dzięki którym termin ten zostanie jednoznacznie dookreślony i będzie wiadomo, po upływie ilu dni czy miesięcy można mówić o upływie„dopuszczalnego czasu oczekiwania”. Wątpliwości budzi również kwestia rozstrzygania w trybie administracyjnym o przysługującym ubezpieczonemu zwrocie kosztów za leczenie oraz wysokości tego zwrotu, a także obowiązku zwrotu przez pacjenta przekazanej mu kwoty w razie „uchylenia lub stwierdzenia nieważności decyzji”. Poprawki wymaga również zapis umożliwiający przedłużenie sześciomiesięcznego terminu na zgłoszenie wniosku o zwrot kosztów świadczeń w szczególnych okolicznościach, gdy pacjent nie ze swojej winy nie mógł zgłosić wniosku w wyznaczonym terminie. Rzeczywistość wygląda więc tak, że przygotowując się do wprowadzania dyrektywy, bardziej myślano o tym, co zrobić, aby pacjenci nie mogli wyjechać z Polski na leczenie, niż o tym, jak powinni funkcjonować polscy świadczeniodawcy, by skorzystać na wprowadzeniu dyrektywy transgranicznej. Środowisko lekarskie zgodnie uważa, że implementowanie dyrektywy nie powinno w żaden sposób rzutować na pracę lekarza, wiązać się dodatkowymi obciążeniami biurokratycznymi czy administracyjnymi. To sprawa świadczeniodawcy i usługobiorcy. – Naczelna Rada Lekarska na każdym etapie powstawania dyrektywy promowała wprowadzenie jej w pełnym zakresie. Nasze środowisko dostrzega bowiem wielką szansę dla rozwoju rynku usług zdrowotnych w Polsce dzięki otworzeniu granic pacjentom unijnym – podkreśla prezes Hamankiewicz. I uważa, że dyrektywa wprowadzona w pełnym zakresie zmieniłaby cały system ochrony zdrowia. Lekarze czekają na nowych pacjentów, którzy mogą przyjechać o Polski. Problem w tym, że nie dostali żadnych wytycznych, jak mają zachować się wobec pacjenta cudzoziemca. Nie wiadomo, w jakim języku należy prowadzić dokumentację, co powinno być na rachunku, jak ma być ustalany terminarz przyjęć dla takich osób? A przecież pacjenci z zagranicy mogliby być ratunkiem dla finansów polskiej służby zdrowia. To, co po- winno przynieść wzrost produktu krajowego brutto, jest wyhamowywane. – Myślę, że potencjał i baza świadczeniodawców znacznie przekracza potencjał finansowy NFZ – zauważa Maciej Hamankiewicz. Nie wiadomo też, jak kwalifikować przyjmowanych pacjentów unijnych: czy jest to pacjent w ramach turystyki medycznej, czyli prywatny, a może jest to chory, który chce skorzystać z polskiej opieki zdrowotnej w sytuacji nagłej, co umożliwia mu Europejska Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego. Świadczeniodawcy i indywidualni lekarze zgłaszają szereg problemów z tym związanych. Niezbędne jest więc jak najszybsze właściwe i precyzyjne uregulowanie zasad, na jakich podmiot medyczny ma przyjmować pacjentów zagranicznych w ramach transgranicznej opieki medycznej. Obecnie w ramach uprawnień wynikających z EKUZ publiczne jednostki świadczą pacjentom opiekę, za którą płaci fundusz. Jednak pacjenci korzystający z pomocy na podstawie dyrektywy transgranicznej są już pacjentami komercyjnymi. Jak ich rozliczać? Szpital musi mieć cennik na świadczone usługi – urealnione w stosunku do kosztów. Stworzenie takiego cennika jest niezbędne. Jednak czy polskie prawo dopuszcza podmiot posiadający kontrakt z NFZ do świadczeń komercyjnych? 99 proc. prawników twierdzi, że nie dopuszcza... Co w tej sytuacji? To, co jest ogromnym polskim potencjałem, na razie nie zostanie wykorzystane. Bez jasno określonych zasad, większość dyrektorów będzie wolała uniknąć pacjentów z zagranicy. I nie można się temu dziwić. Kolejny problem to pobrane wcześniej dofinansowania unijne. Placówki państwowe, które z nich skorzystały, bezwzględnie muszą różnicować pacjentów, bo jeśli zaczną świadczyć usługi płatne, mogą zostać poproszone o zwrot dotacji. Dyrektywa o transgranicznej opiece zdrowotnej jest dla wielu polskich świadczeniodawców ogromną szansą na rozwój. Być może to uwolnienie rynku usług medycznych w przyszłości sprawi, że również filozofia polskiej ochrony zdrowia zacznie się zmieniać – i tak jak będą refundowane koszty usług, z których pacjenci skorzystają w innych krajach UE, tak będą zwracane koszty leczenia po przedłożeniu rachunku za leczenie w prywatnych placówkach w Polsce. ogromnym polskim Bez jasno Praktyka lekarska Rudolf Klimek Prof. dr hab. med., profesor Uniwersytetu Odwieczny problem raka z nowego punktu widzenia W grudniu 2013 r. w Auli PAN w Krakowie, przy ul. Św. Jana 28, odbyło się Sympozjum„Psychocybernetic conquest of carcinogenesis”, zorganizowane w 50. rocznicę początku neurohormonalnego leczenia i przyczynowego zapobiegania rakowi szyjki macicy [PTE Cracow, R. Klimek, W. Król (eds)]. Z aproszeni uczestnicy sympozjum uzgodnili treść drugiego tomu „Psychoneurocybernetyki”, który został wydany po zakończeniu sympozjum. Informując o tym zdarzeniu, pragniemy zasygnalizować podstawowe zagadnienia i wyzwania naukowe, jakie to sympozjum przywołuje i stawia w centrum zainteresowania osób poszukujących nowych odpowiedzi na odwieczne pytania. Być może ta krótka notatka i przedstawione w niej podstawowe tezy spowodują, że Czytelników zainteresuje szerzej temat sympozjum, a zawłaszcza związana z nim publikacja. Ryszard Tadeusiewicz kierownik Katedry Biomedycznej AGH, Polskiej Akademii Nauk w Krakowie 36 Punktem wyjścia w naszych rozważaniach jest uznanie nowotworów za naturalne, samoorganizujące się struktury dysypatywne, powstające spontanicznie w miejsce normalnych komórek, zagrożonych kresem swego metabolizmu w wielokomórkowym organizmie. Co powoduje ich odmienność funkcjonalną i strukturalną, chociaż zbudowane są one z tych samych składników co zdrowa tkanka? 1. Nowotwór jest nową jednorazową komórkową formą istnienia życia, którego istotą jest spontaniczna wzajemna zamiana materii i energii cząstek elementarnych z udziałem informacji o ich stanie. 2. Komórka jako wyróżniony układ biologiczny posiada swoją niepowtarzalną tożsamość, którą określa zawarty w jej jądrze i mitochondriach skład kwasów nukleinowych regulujących cały metabolizm komórkowy. Jest to zapis czysto informacyjny, który jednak manifestuje się w postaci ogromnej liczby związków i pierwiastków chemicznych oraz wzajemnych oddziaływań czystko fizycznych. O efektach tego metabolizmu decydują jednakowe dla całego wszechświata prawa natury, a wśród nich już poznane zasady termodynamiki, mające także swój informacyjny wymiar, manifestujący się tożsamością entropii termodynamicznej (Boltzmanna) i entropii informacyjnej (Shannona). Prawa te determinują relacje między każdym, nie tylko biologicznym obiektem i jego otoczeniem, przy czym kluczową rolę odgrywa w ich związku konieczność przyrostu łącznej entropii obiektu i otoczenia w obu wyżej wskazanych znaczeniach. 3. Jeśli komórka wraz ze swoim aktualnym otoczeniem nie spełnia warunku systemowego wzrostu entropii, to musi zginąć. Komórka może dążyć do utrzymania swego metabolizmu przez zmianę składu DNA, ale to oznacza zmianę jej dotychczasowej tożsamości. Wówczas automatycznie pozostałe komórki organizmu stają się dla niej otoczeniem. Właśnie taki proces zmiany genomu poprawnie nazywa się karcinogenezą, co klinicznie rozpoznaje się jako stan przedrakowy lub dysplastyczny komórki względnie tkanki. Fizycznie stan taki nosi nazwę stanu dysypatogennego układu. 4. Nowotwór rozważany z tego punktu widzenia nie jest tylko zmienioną chorobowo częścią narządu. Jest on nowym układem dysypatywnym, tzn. zwiększającym rozpraszanie materii i energii w reszcie organizmu. Ta dysypacja jest przyczyną nasilających się w miarę klonowania komórek nowotworu dolegliwości i objawów choroby nowotworowej. Ludzie typowo dostrzegają dopiero ostatni etap tego procesu, kiedy dochodzi już do wyniszczenia organizmu znanego pod nazwą „rak”. Wcześniej szkodliwość nowotworowego rozwoju objawia się jednak inaczej: nasileniem już istniejących zachorowań w rodzaju cukrzycy, osteoporozy, młodzieńczej i pociążowej niewydolności neurohormonalnej, informatonoz, nerwic itp. oraz częstości i/lub nawracających stanów zapalnych, zakażeń lub uczuleń, wreszcie – i to najczęściej – po prostu starzenia się całego organizmu. Niestety stwierdzenie obecności klonu komórek nowotworowych zbyt często od razu uznaje się za samodzielną chorobę, nie dbając o rozpoznanie i właściwe leczenie innych chorób, bez których (z wyjątkiem starości) nie ma warunków do powstawania i rozwoju nowotworów. Tymczasem leczenie tych pierwotnych chorób jest istotnym elementem prewencji chorób nowotworowych właśnie na etapie poprzedzających je procesów karcinogenezy w naturalnych komórkach organizmu. 5. Równocześnie z niszczeniem lub tylko usuwaniem tkanki nowotworowej konieczne jest wspomaganie lokalnych i ogólnoustrojowych mechanizmów obronno-naprawczych. Nakazuje to zwłaszcza ochronę komórek z bezpośredniego otoczenia nowotworu. Chirurdzy komórki te często zaliczają do marginesu onkologicznej sterylności operacyjnej, zamiast dostrzegać ich rolę najbardziej zaangażowanych w zwalczaniu nowotworu komórek organizmu. Im większy margines usuniętej z nowotworem zdrowej tkanki, tym większe istnieje ryzyko wznowy nowotworowej. Tak termodynamika wyjaśnia znaną zasadę konieczności usuwania guzów nowotworowych z tak małym marginesem ich otoczenia, jak tylko jest to możliwe. Stąd bierze się wzrost znaczenia technik operacyjnych oszczędzających nerwy i naczynia, a zwłaszcza niezajęte nowotworowo węzły chłonne. 6. Techniki hipertermiczne wykorzystują gwałtowne przyspieszenie metabolizmu, a immunopotencjalizacja wzmacnia procesy obronno-naprawcze własnych komórek przeciwko tkance nowotworowej. Techniki te, oparte dzisiaj głównie na biofizyce i biochemii, powinny jednak także uwzględniać w skojarzonym działaniu elementy podejścia neurocybernetycznego i neuropsychologicznego, co staramy się rozwijać w naszych najnowszych badaniach. 7. Zupełnie nowego znaczenia w prewencji i leczeniu chorób nowotworowych nabiera informacyjne znaczenie krążenia w ustroju krwi i limfy z decydującą rolą śródbłonka naczyń. Wykorzystując magnetyczny rezonans jądrowy, można obrazować zmiany mikrokrążenia w zależności od pierwotnych lub przerzutowych zmian nowotworowych bez konieczności wykonywania biopsji zaobserwowanych zmian patologicznych. 8. Nagroda Nobla z medycyny przyznana w 2013 r. za badania nad transportem wewnątrzkomórkowym wskazuje na jeszcze jedną drogę rozwoju dyskutowanych tu podejść i związanych z nimi metodologii. Tak jak w skali makro rozwój nowotworu wiąże się z patologiczną angiogenezą możliwą do uchwycenia w badaniach morfologicznych prowadzonych za pomocą typowych metod obrazowania, tak zmiany, jakim ulega metabolizm komórki przekształcającej się z formy zdrowej do formy nowotworowo zmienionej, prowadzi do zmian form i zakresu transportu wewnątrzkomórkowego. Otwiera to nowe możliwości w zakresie wczesnego wykrywania procesu karcinogenezy, a to może być klucz do skuteczniejszego leczenia. 9. Rozpoznanie raka, a nawet samo podejrzenie zaistnienia choroby nowotworowej, stanowi dla pacjenta psychoemocjonalne obciążenie niespotykane w innych chorobach. Obciążenie to jest czynnikiem szkodliwym zarówno w odniesieniu do prewencji i profilaktyki, jak i przede wszystkim do postępowań diagnostyczno-terapeutycznych. Tutaj także zastosowanie podejścia neurocybernetycznego i neuropsychologicznego może dać zupełnie nowe metody postępowania. 10. Niestety choroba nowotworowa dotyka także osobowości człowieka, kiedy chory żyje i działa niezgodnie z dobrem społecznym, ale w zgodzie ze swoim„ja”nazywamy sumieniem, samoświadomością, ego itd. Choroby te nazywamy „informatonozami”, które jako nerwice mogą prowadzić do schizofrenii jako nowotworowej choroby psychicznej, gdy „infonotyk” staje się schizofrenikiem. Dysypatywny charakter nowotworów pozwala odróżnić znerwicowanych„infonotyków”nie tylko od schizofreników, ale przede wszystkim od cyników, którzy dla własnych korzyści z nienaruszoną świadomością zmuszają ludzi do życia i działania wbrew elementarnym zasadom naturalnego życia społecznego. Temat ten jednak wykracza poza merytoryczny zakres tego opracowania. nowotworów mórkowym BIULETYN Nr 7 (152) Rok XXIV Naczelnej Rady Lekarskiej Warszawa, XII 2013 Posiedzenie NRL – 25 października 2013 roku UCHWAŁA Nr 11/13/VI NACZELNEJ RADY LEKARSKIEJ z dnia 25 października 2013 r. Kujawsko-Pomorska Okręgowa Izba Lekarska w Toruniu w sprawie ustalenia liczby mandatów delegatów na Krajowy Zjazd Lekarzy na okres VII kadencji 2013-2017 Na podstawie art. 39 ust. 1 pkt 5 ustawy z dnia 2 grudnia 2009 r. o izbach lekarskich (Dz. U. Nr 219, poz. 1708 z późn. zm.) oraz § 16 ust. 1-3 w zw. z § 12 ust. 4 Regulaminu wyborów do organów izb lekarskich, na stanowiska w organach i trybu odwoływania członków tych organów i osób zajmujących stanowiska w tych organach oraz wyborów komisji wyborczych stanowiącego załącznik do uchwały Nr 12 X Krajowego Zjazdu Lekarzy z dnia 29 stycznia 2010 r., na wniosek Krajowej Komisji Wyborczej uchwala się, co następuje: § 1. Ustala się: liczbę mandatów dla delegatów na Krajowy Zjazd Lekarzy na okres VII kadencji 2013-2017 na 442, w tym 344 mandaty dla lekarzy i 98 mandatów dla lekarzy dentystów; następujące liczby mandatów dla delegatów na Krajowy Zjazd Lekarzy wybieranych przez okręgowe zjazdy lekarzy na okres VII kadencji 2013-2017: liczba delegatów na KZL nazwa izby lekarskiej lekarze lekarze łącznie dentyści Okręgowa Izba Lekarska w Białymstoku 12 3 15 Beskidzka Okręgowa Izba Lekarska w Bielsku-Białej 7 2 9 Bydgoska Izba Lekarska w Bydgoszczy 9 2 11 Okręgowa Izba Lekarska w Gdańsku 23 7 30 Okręgowa Izba Lekarska w Gorzowie Wielkopolskim 2 1 3 Śląska Izba Lekarska w Katowicach 33 8 41 Świętokrzyska Izba Lekarska w Kielcach 9 3 12 Okręgowa Izba Lekarska w Krakowie 30 9 39 Okręgowa Izba Lekarska w Lublinie 20 5 25 Okręgowa Izba Lekarska w Łodzi 25 7 32 Warmińsko-Mazurska Izba Lekarska w Olsztynie 7 2 9 Opolska Izba Lekarska 6 2 8 Okręgowa Izba Lekarska w Płocku 3 1 4 Wielkopolska Izba Lekarska w Poznaniu 26 8 34 Okręgowa Izba Lekarska w Rzeszowie 8 3 11 Okręgowa Izba Lekarska w Szczecinie 11 4 15 Okręgowa Izba Lekarska w Tarnowie 3 1 4 6 2 8 Okręgowa Izba Lekarska w Warszawie 57 16 73 Dolnośląska Izba Lekarska we Wrocławiu 27 8 35 Okręgowa Izba Lekarska w Zielonej Górze 4 1 5 Wojskowa Izba Lekarska 9 1 10 Okręgowa Izba Lekarska w Koszalinie 3 1 4 Okręgowa Izba Lekarska w Częstochowie Liczba mandatów na Krajowy Zjazd Lekarzy 4 1 5 344 98 442 § 2. Uchwała wchodzi w życie z dniem podjęcia. Sekretarz Mariusz Janikowski Prezes Maciej Hamankiewicz UCHWAŁA Nr 12/13/VI NACZELNEJ RADY LEKARSKIEJ z dnia 25 października 2013 r. w sprawie regulaminu przyznawania lekarzom i lekarzom dentystom pochodzenia polskiego pomocy finansowej w celu doskonalenia zawodowego Na podstawie art. 39 ust.1 pkt 4 ustawy z dnia 2 grudnia 2009 r. o izbach lekarskich (Dz. U. Nr 219, poz. 1708, z 2011 r. Nr 112, poz. 654 i Nr 113, poz. 657 oraz z 2013 r. poz. 779) uchwala się, co następuje: § 1. 1. Ustala się Regulamin przyznawania lekarzom i lekarzom dentystom pochodzenia polskiego pomocy finansowej w celu doskonalenia zawodowego, stanowiący załącznik do uchwały. 2. Środki finansowe przeznaczone na pomoc, o której mowa w ust.1, wypłacane są ze środków budżetowych Naczelnej Izby Lekarskiej z części dotyczącej działalności Ośrodka Współpracy z Polonią Medyczną. § 2. Kierownik Ośrodka Współpracy z Polonią Medyczną przedstawia raz w roku Naczelnej Radzie Lekarskiej sprawozdanie z działalności Ośrodka w zakresie przyznawania pomocy finansowej lekarzom i lekarzom dentystom pochodzenia polskiego. § 3. Traci moc uchwała Nr 89/04/IV z dnia 17 września 2004 r. w sprawie regulaminu przyznawania lekarzom i lekarzom dentystom, pochodzenia polskiego, stypendiów oraz udzielania innej pomocy finansowej w celu doskonalenia zawodowego. strona 1 BIULETYN 7/2013 Dokumenty NRL i Prezydium znajdują się na stronie internetowej NIL - www.nil.org.pl Redaktor naczelny: Mariusz Janikowski § 4. Uchwała wchodzi w życie z dniem podjęcia. Sekretarz Mariusz Janikowski Prezes Maciej Hamankiewicz Dokumenty NRL i Prezydium znajdują się na stronie internetowej NIL - www.nil.org.pl Załącznik do uchwały Nr 12/13/VI NRL z dnia 25.10. 2013 r. Regulamin przyznawania lekarzom i lekarzom dentystom pochodzenia polskiego pomocy finansowej w celu doskonalenia zawodowego § 1. 1. Lekarzom i lekarzom dentystom, pochodzenia polskiego, mieszkającym stale poza granicami Polski, może być przyznana pomoc finansowa w celu doskonalenia zawodowego. 2. Pomoc finansową przyznaje Rada Ośrodka Współpracy z Polonią Medyczną. 3. Pomoc finansowa może być przyznana w formie: 1. stypendium; 2. zwrotu kosztów zakwaterowania; 3. zwrotu kosztów zakupu fachowej literatury; 4. pokrycia kosztów opłaty za udział w kursie, zjeździe, kongresie, konferencji lub sympozjum. § 2. 1. Stypendium może być przyznane w celu doskonalenia zawodowego. 2. Stypendium wypłacane jest w wysokości odpowiedniej do czasu trwania szkolenia. 3. Stypendium wypłacane jest w kwocie równej minimalnej miesięcznej stawce wynagrodzenia zasadniczego, przewidzianej dla stanowiska starszego asystenta w podmiocie leczniczym, prowadzonym w formie jednostki budżetowej. 4. Stypendium może być przyznane na okres nie dłużej niż 2 miesiące; stypendium może otrzymać lekarz (lekarz dentysta), który nie ukończył 60 roku życia. 5. Stypendium nie może być przyznane częściej niż raz na 3 lata. § 3. 1. W celu uzyskania stypendium lub innej pomocy finansowej zainteresowany lekarz (lekarz dentysta) obowiązany jest przedłożyć następujące dokumenty: 1/ wniosek stanowiący załącznik do Regulaminu, 2/ oryginał dyplomu lekarza (lekarza dentysty), lub jego uwierzytelnioną kopię, a w razie gdy wymagają tego przepisy - także dowód nostryfikacji dyplomu, 3/ zaświadczenie o odbyciu stażu podyplomowego, o ile jest wymagany w państwie, z którego lekarz (lekarz dentysta) przybywa, 4/ oryginał dokumentu uprawniającego do wykonywania zawodu lekarza (lekarza dentysty) lub jego uwierzytelnioną kopię, 5/ zaświadczenie o przebiegu pacy zawodowej oraz uzyskanych kwalifikacjach, 6/ świadectwo o stanie zdrowia, 7/ rekomendację właściwego dla miejsca zamieszkania lekarza (lekarza dentysty) stowarzyszenia Polaków - najlepiej medycznego. 2. Do dokumentów, o których mowa w ust.1 pkt 2-6 należy dołączyć także ich tłumaczenie na język polski, dokonane przez tłumacza przysięgłego. 3. Lekarz (lekarz dentysta) odbywający praktykę kliniczną nie jest uprawniony do udzielania świadczeń zdrowotnych i nie musi posiadać prawa wykonywania zawodu lekarza (lekarza dentysty) na terenie Polski. 4. Lekarz (lekarz dentysta), któremu przyznano stypendium, obowiązany jest przed przyjazdem do Polski ubezpieczyć się od na- głego wypadku i zachorowania (lub kosztów leczenia i NW). 5. Lekarz (lekarz dentysta) nie posiadający dowodu ubezpieczenia nie otrzyma stypendium. § 4. 1. Lekarz (lekarz dentysta), któremu przyznano stypendium w celu odbycia praktyki klinicznej może ponadto otrzymać: 1/ zwrot kosztów przejazdu środkami transportu, z zastrzeżeniem ust. 2, z miejsca zamieszkania do miejsca odbywania stażu i z powrotem - na podstawie przedstawionych biletów; w razie gdy okres pobierania stypendium został podzielony, zwrot kosztów przejazdu przysługuje tylko raz; 2/ ryczałt za noclegi w okresie odbywania praktyki klinicznej, o ile zakwaterowania nie zapewniła Naczelna Izba Lekarska, w wysokości określonej w odrębnych przepisach dotyczących podróży służbowych na obszarze kraju pracowników zatrudnionych w państwowej lub samorządowej jednostce sfery budżetowej; 3/ zwrot kosztów zakupu fachowej literatury w wysokości do 20% przyznanego stypendium, po przedstawieniu rachunków. 2. Zwrot kosztów przejazdu transportem lotniczym następuje wyłącznie w sytuacji, gdy podróż innym środkiem transportu jest nadmiernie uciążliwa. 3. O przyznaniu dodatkowych środków finansowych, o których mowa w ust. 1, decyduje Kierownik Ośrodka i 1 członek Rady Ośrodka. 4. Wniosek w sprawie zwrotu kosztów zakupu literatury fachowej nie może być złożony później niż w terminie 3 dni od zakończenia stażu lub kursu. § 5. Lekarzowi (lekarzowi dentyście), o którym mowa w § 1 pkt 1, może być przyznana, nie częściej niż raz na rok, inna niż stypendium pomoc finansowa w celu udziału w kursie medycznym, zjeździe naukowym, kongresie, konferencji lub sympozjum naukowym obejmująca: 1/ opłatę wpisową w kwocie nie przekraczającej 1000 zł, 2/ zwrot kosztów przejazdu, ryczałty za noclegi (jeżeli zakwaterowania nie zapewniła Naczelna Izba Lekarska) w wysokości ustalonej zgodnie z § 4, 3/ diety w wysokości i na zasadach określonych w przepisach odrębnych dotyczących podróży służbowych na obszarze kraju pracowników zatrudnionych w państwowej lub samorządowej jednostce sfery budżetowej. § 6. Czynności związane z uzyskaniem zgody właściwego podmiotu leczniczego na odbycie praktyki klinicznej lub kursu medycznego oraz rezerwację zakwaterowania dokonuje Ośrodek Współpracy z Polonią Medyczną. § 7. W terminie miesiąca po zakończeniu każdej formy doskonalenia zawodowego lekarz (lekarz dentysta) składa Kierownikowi Ośrodka odpowiednio pisemne sprawozdanie z przebiegu doskonalenia zawodowego oraz kopię zaświadczenia o odbytym szkoleniu. Załącznik do Regulaminu OŚRODEK WSPÓŁPRACY z POLONIĄ MEDYCZNĄ NRL WNIOSEK O PRZYZNANIE POMOCY FINANSOWEJ W CELU DOSKONALENIA ZAWODOWEGO W POLSCE ORGANIZOWANY PRZEZ NACZELNĄ IZBĘ LEKARSKĄ 1/ Nazwisko i imię 2/ Data i miejsce urodzenia strona 2 BIULETYN 7/2013 ………………………………………………………………………… Miejscowość i data Podpis wnioskodawcy PROSIMY O CZYTELNE WYPEŁNIENIE WNIOSKU. Załączniki, które powinny być dołączone do wniosku: 1/ oryginał dyplomu lekarza (lekarza dentysty), lub jego uwierzytelnioną kopię, a w razie gdy wymagają tego przepisy - także dowód nostryfikacji dyplomu, 2/ zaświadczenie o odbyciu stażu podyplomowego, o ile jest wymagany w państwie, z którego lekarz (lekarz dentysta) przybywa, 3/ oryginał dokumentu uprawniającego do wykonywania zawodu lekarza (lekarza dentysty) lub jego uwierzytelnioną kopię, 4/ zaświadczenie o przebiegu pacy zawodowej oraz uzyskanych kwalifikacjach, 5/ świadectwo o stanie zdrowia, 6/ rekomendację właściwego dla miejsca zamieszkania lekarza (lekarza dentysty) stowarzyszenia Polaków najlepiej medycznego. 7/ tłumaczenie na język polski dokumentów, o których mowa w pkt 1-6 dokonane przez tłumacza przysięgłego. 8/ zaświadczenie o zawarciu umowy ubezpieczenia od nagłego wypadku i zachorowania (lub kosztów leczenia i NW). UCHWAŁA Nr 13/13/VI NACZELNEJ RADY LEKARSKIEJ z dnia 25 października 2013 r. w sprawie terminów posiedzeń Naczelnej Rady Lekarskiej w roku 2014 Na podstawie art. 39 ust. 1 ustawy z dnia 2 grudnia 2009 r. o izbach lekarskich (Dz. U. Nr 219, poz. 1708, z późn. zm.), uchwala się, co następuje: § 1. Ustala się terminy posiedzeń Naczelnej Rady Lekarskiej w roku 2014: 21 lutego, 4 kwietnia, 9 maja, 27 czerwca, 5 września, 24 października, 19 grudnia. § 2. Uchwała wchodzi w życie z dniem podjęcia. Sekretarz Mariusz Janikowski Prezes Maciej Hamankiewicz Uchwała Nr 14/13/VI Naczelnej Rady Lekarskiej z dnia 25 października 2013 r. w sprawie odmowy wyrażenia zgody na wypowiedzenie umowy o pracę członkowi Naczelnej Rady Lekarskiej Na podstawie art. 11 ust. 1 i art. 39 ust. 1 pkt. 3 ustawy z dnia 2 grudnia 2009 r. o izbach lekarskich (Dz. U. Nr 219, poz.1708), po rozpatrzeniu wniosku dyrektora Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie z dnia 11 października 2013 r. o wyrażenie zgody na wypowiedzenie umowy o pracę panu Andrzejowi Matyji, Naczelna Rada Lekarska uchwala co następuje: § 1. Odmawia się wyrażenia zgody na wypowiedzenie przez Szpital Uniwersytecki w Krakowie umowy o pracę panu Andrzejowi Matyji. §2 Uchwała wchodzi w życie z dniem podjęcia. Sekretarz Mariusz Janikowski Prezes Maciej Hamankiewicz STANOWISKO Nr 13/13/VI NACZELNEJ RADY LEKARSKIEJ z dnia 25 października 2013 r. w sprawie projektu ustawy o zawodzie ratownika medycznego i samorządzie zawodowym ratowników medycznych Naczelna Rada Lekarska po rozpatrzeniu poselskiego projektu ustawy o zawodzie ratownika medycznego i samorządzie zawodowym ratowników medycznych, przekazanego przy piśmie Pana Adama Podgórskiego, Zastępcy Szefa Kancelarii Sejmu z dnia 25 września 2013 r. zgłasza następujące uwagi do przedstawionego projektu: 1) do art. 4 pkt 3 lit. a, b i c - zawód ratownika medycznego powinien być realizowany przez osoby legitymujące się ukończeniem strona 3 BIULETYN 7/2013 Dokumenty NRL i Prezydium znajdują się na stronie internetowej NIL - www.nil.org.pl 3/ Adres zamieszkania (do korespondencji) 4/ Wykształcenie: Nazwa uczelni Wydział Rok uzyskania dyplomu 5/ Specjalizacja lekarska 6/ Tytuł naukowy 7/ Miejsce pracy 8/ Stanowisko 9/ Obywatelstwo 10/ Narodowość 11/ Pochodzenie 12/ Proszę określić stopień znajomości języka polskiego: w piśmie (słabo, dobrze, bardzo dobrze) ……………………………………………. w mowie (słabo, dobrze, bardzo dobrze) …………………………………………….. 13/ Proponowany temat i okres szkolenia: jeden, dwa miesiące ………………………………………………………………………… 14.1/ Proszę wskazać metody i umiejętności, w których chciałbym (chciałabym) się doskonalić: ………………………………………………………………………… 14.2/ Proponowana forma doskonalenia zawodowego: praktyka kliniczna, kurs medyczny, zjazd, kongres, konferencja, sympozjum ………………………………………………………………………… 14.3/ Uzasadnienie ………………………………………………………………………… 14.4/ Proponowane miejsce odbywania praktyki klinicznej (podać ewentualnie uzgodnienie) ………………………………………………………………………… 15/ Uzasadnienie konieczności skorzystania z lotniczego środka transportu ………………………………………………………………………… 16/ Uczestniczyłem w doskonaleniu zawodowym w Polsce tak/nie (właściwe zaznaczyć), jeśli tak, proszę podać rok ………………………………………………………………………… 17/ Oświadczam, że mogę rozpocząć szkolenie w Polsce po otrzymaniu zawiadomienia o przyznaniu stypendium lub innej formy finansowej. 18/ Uwagi ………………………………………………………………………… Dokumenty NRL i Prezydium znajdują się na stronie internetowej NIL - www.nil.org.pl studiów licencjackich na kierunku ratowniczo - medycznym szkoły wyższej. Osoby które ukończyły tylko klasy ratownictwa medycznego w szkołach policealnych powinny mieć możliwość uzupełnienia kształcenia drogą wyrównawczych studiów pomostowych. Podczas spodziewanej weryfikacji uprawnień zawodowych z tytułu posiadanego wykształcenia, ujawni się z pewnością potrzeba gradacji zawodu ratownika medycznego na np. licencjonowany ratownik medyczny i ratownik medyczny - dla osób bez matury, które ukończyły jedynie szkołę policealną; 2) do art. 11- w ust. 2 należy skreślić pkt 3 i 4 - kontynuowanie zawodu ratownika medycznego wymaga ciągłości pracy z pacjentem. Wyłączna praca na stanowiskach administracyjnych nie pozwala na utrzymanie prawa wykonywania tego zwodu. Przykładowo - w USA paramedyk musi certyfikować swoje uprawnienia (licencję) co 3 lata; 3) należy skreślić art. 13 - ustalanie standardów postępowania powinno być zadaniem środowisk naukowych i profesjonalnych, a ustalone w ten sposób standardy nie powinny być regulowane administracyjnie; 4) należy skreślić art. 14; 5) w art. 16 pkt 2 należy nadać brzmienie: „2) udzielić pacjentowi lub jego przedstawicielowi ustawowemu albo osobie wskazanej przez pacjenta informacji o rozpoznanym stanie nagłego zagrożenia zdrowotnego oraz o proponowanym rodzaju i zakresie podjętych medycznych czynności ratunkowych.”; 6) art. 17 należy nadać brzmienie: „Art. 17. Ratownik medyczny ma prawo do wglądu do udostępnionej przez pacjenta dokumentacji medycznej oraz do uzyskania od lekarza, pielęgniarki, położnej informacji o stanie zdrowia pacjenta, w zakresie niezbędnym do prawidłowego udzielenia medycznych czynności ratunkowych.” Proponowane w projekcie ustawy brzmienie przepisu o dokumentacji medycznej, do której ratownik miałby prawo wglądu oraz o informacjach, których mógłby żądać od innych pracowników medycznych znacznie przekracza zakres niezbędny do podjęcia medycznych czynności ratunkowych. Nieuzasadnione jest np. żądanie informacji o proponowanych metodach diagnostycznych, leczniczych, rehabilitacyjnych etc.; 7) w art. 19 ust. 4 powinien otrzymać brzmienie: „4. Krajowa Rada Ratowników Medycznych akredytuje podmioty prowadzące działalność gospodarczą, stowarzyszenia, fundacje i inne organizacje zamierzające prowadzić doskonalenie zawodowe ratowników medycznych, na zasadach określonych w regulaminie.”; 8) do art. 20: - należy skreślić ust. 1 – dopuszczając możliwość wykonywania zawodu ratownika medycznego we wszelkich prawnie dopuszczalnych formach, - należy skreślić ust. 2 - zgodnie z ustawą z dnia 2 lipca 2004 r. o swobodzie działalności gospodarczej działalność regulowana to działalność gospodarcza, której wykonywanie wymaga spełnienia szczególnych warunków, określonych przepisami prawa i po uzyskaniu wpisu w rejestrze działalności regulowanej; proponowany projekt ustawy nie zawiera przepisów dotyczących szczególnych warunków wykonywania takiej działalności, ani dotyczących rejestru działalności regulowanej; 9) w art. 21. ust. 1 po słowie „ratownicy” należy dodać wyraz „medyczni”; 10) w art. 22: -pkt. 9 powinien otrzymać brzmienie ,,prowadzenie badań w zakresie ratownictwa medycznego.”, - należy skreślić pkt.11 i 12; Naczelna Rada Lekarska stwierdza, że ocena przedmiotowego projektu ustawy i jej rozporządzeń wskazuje na konieczność prowadzenia dalszych prac nad tym dokumentem, deklarując jednocześnie pomoc środowiska lekarskiego w tym zakresie. Sekretarz Mariusz Janikowski Prezes Maciej Hamankiewicz STANOWISKO Nr 14/13/VI NACZELNEJ RADY LEKARSKIEJ z dnia 25 października 2013 r. w sprawie projektu ustawy zmieniającej ustawę o refundacji leków, środków spożywczych specjalnego przeznaczenia żywieniowego oraz wyrobów medycznych oraz niektórych innych ustaw Naczelna Rada Lekarska po rozpatrzeniu projektu ustawy zmieniającej ustawę o refundacji leków, środków spożywczych specjalnego przeznaczenia żywieniowego oraz wyrobów medycznych oraz niektórych innych ustaw, przekazanego przy piśmie Podsekretarza Stanu Ministerstwa Zdrowia z dnia 19 września 2013 r., znak: MZ-PLR-460-16776-34/MKR/13, zgłasza następujące uwagi do przedmiotowego projektu. I Uwagi ogólne Naczelna Rada Lekarska kolejny raz podkreśla, iż uprawnienie pacjenta do leku refundowanego nie jest związane z jakimkolwiek uprawnieniem lekarza/lekarza dentysty wynikającym z umowy z Narodowym Funduszem Zdrowia. Uprawnienie lekarza/lekarza dentysty do wystawiania recept wynika z posiadanego przez niego prawa wykonywania zawodu, w ramach którego przeprowadza on badanie pacjenta, stawia rozpoznanie i ordynuje leki, środki spożywcze specjalnego przeznaczenia lub wyroby medyczne, które są wskazane w tych okolicznościach. To ustawowe uprawnienie nie wymaga uzyskania dodatkowych zezwoleń. Należy zatem zlikwidować obowiązek zawierania umów na wystawianie refundowanych recept, jak również z umów o świadczenia zdrowotne wykreślić zapisy dotyczące wystawiania recept. Opiniowany projekt nie realizuje podnoszonych przez samorząd lekarski postulatów zmian, które są niezbędne dla naprawy systemu refundacji leków w Polsce. Projekt ustawy nie likwiduje szkodliwego dla pacjentów powiązania refundacji leków z treścią Charakterystyki Produktu Leczniczego, które często utrudnia lub uniemożliwia prowadzenie najskuteczniejszej farmakoterapii. W szczególności projekt nie realizuje postulatów zawartych w uchwale NRL nr 2/13/VI z 22 lutego 2013 r. i stanowisku NRL nr 5/13/VI z 24 maja 2013 r. II Uwagi szczegółowe: 1) Projektowana zmiana definicji odpowiednika leku doprowadzi do sytuacji, w której pacjent w aptece będzie mógł otrzymać lek inny, niż przepisany na recepcie nawet wówczas, gdy lek ten będzie miał inne wskazania rejestracyjne zamieszczone w Charakterystyce Produktu Leczniczego. Powyższe podważa racjonalność nakładania na lekarzy i lekarzy dentystów obowiązku wystawiania recept w oparciu o treść wskazań rejestracyjnych. Jeśli na etapie realizacji recepty wyznacznikiem do jej prawidłowego wykorzystania mają być tożsamość substancji czynnej i dawka a nie wskazania rejestracyjne, to przyznanie decydującego znaczenia wskazaniom rejestracyjnym na etapie wystawiania recepty jest zupełnie niezrozumiałe. Jako uzasadnienie powiązania refundacji leków ze wskazaniami rejestracyjnymi wskazywano wielokrotnie względy bezpieczeństwa stosowania leku. Projektowane zmiany umożliwiające zmianę przepisanego leku strona 4 BIULETYN 7/2013 Sekretarz Mariusz Janikowski Prezes Maciej Hamankiewicz Stanowisko 15/13/ VI NACZELNEJ RADY LEKARSKIEJ z dnia 25 października 2013 r. w sprawie projektu ustawy o zmianie ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych oraz niektórych innych ustaw Naczelna Rada Lekarska po rozpatrzeniu projektu ustawy o zmianie ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych oraz niektórych innych ustaw przekazanego przy piśmie pana Sławomira Neumanna, Sekretarza Stanu w Ministerstwie Zdrowia z dnia 4 października 2013 r., znak: MZ-UZ-AK-70-25574-86/RB/13, przekazuje następujące uwagi: Najpóźniej dnia 25 października 2013 r. powinna być do polskiego porządku prawnego wdrożona dyrektywa nr 2011/24/UE w sprawie stosowania praw pacjentów w transgranicznej opiece zdrowotnej. Ze smutkiem należy stwierdzić, że nie przygotowano na czas właściwych rozwiązań legislacyjnych, które wprowadzają do polskiego porządku prawnego zapisy dyrektywy, a przedstawiony do zaopiniowania projekt ustawy zmierza do jak największego ograniczenia uprawnień pacjentów. Celem dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady nr 2011/24 w sprawie stosowania praw pacjentów w transgranicznej opiece zdrowotnej było stworzenie mechanizmu zapewniającego obywatelom krajów członkowskich UE wymagającym pomocy medycznej podczas pobytu w innym kraju członkowskim zwrot kosztów opieki zdrowotnej, jeśli świadczenie to mieści się w zakresie świadczeń, do których ubezpieczony jest uprawniony w swoim państwie ubezpieczenia, a przez to likwidację jednej z barier dla przemieszczających się po krajach Unii Europejskiej obywateli państw członkowskich. Zaproponowane rozwiązania ustawowe budzą zastrzeżenia co do zgodności z celem dyrektywy i w opinii Rady w wielu miejscach zamiast ułatwiać, tworzą przeszkody w uzyskaniu opieki zdrowotnej, przez co są wprost sprzeczne z jej duchem. Rada zgłasza następujące zastrzeżenia do projektu ustawy: Zbyt rygorystyczny jest zamieszczony w art. 42b ust. 3 wymóg uzyskania przez pacjenta uprzedniego zlecenia lub skierowania wydanego przez lekarza ubezpieczenia zdrowotnego. Stwarza to dodatkowe bariery uniemożliwiające swobodne skorzystanie z możliwości zaoferowanych w przepisach dyrektywy, ponieważ pacjent, który zdecydował się na leczenie za granicą nie wymagające uprzedniej zgody Narodowego Funduszu Zdrowia i tak musi uprzednio zweryfikować swoje prawo do świadczenia poprzez uzyskanie skierowania od lekarza ubezpieczenia zdrowotnego. Poważne zastrzeżenia budzi fakt, że projekt ustawy upoważnia Ministra Zdrowia, aby w drodze rozporządzenia ustalił wykaz świadczeń zdrowotnych, których wykonanie poza granicami kraju będzie wymagało uprzedniej zgody NFZ. Po pierwsze, projekt ustawy przewiduje, że wprowadzenie zgody NFZ na leczenie zagraniczne można uzasadnić względami gospodarności i celowości wydatkowania środków publicznych. Kierowanie się tymi względami sprawi, że ustalony w przyszłości wykaz świadczeń wymagających uprzedniej zgody Funduszu będzie na tyle obszerny, że może niweczyć cele dyrektywy. Dyrektywa przewiduje wprawdzie możliwość wprowadzenia obowiązku uzyskania uprzedniej zgody władz krajowych na uzyskanie świadczenia zdrowotnego za granicą, niemiej jednak wyraźnie zastrzega, iż niedopuszczalne jest tworzenie nieuzasadnionych przeszkód w swobodnym przepływie pacjentów. Odesłanie w przepisach ustawy do nieistniejącego jeszcze rozporządzenia Ministra Zdrowia (którego projektu, niezgodnie z zasadami przyzwoitej legislacji, nie załączono) ustalającego katalog świadczeń wymagających uprzedniej zgody Funduszu sprawia, że bezpośrednio po wejściu w życie ustawy pacjenci będą mieli problem ze skorzystaniem z prawa do leczenia za granicą. Mając na uwadze bezpośredni skutek dyrektywy, która nie została implementowana w wyznaczonym do tego terminie, Naczelna Rada Lekarska proponuje, aby wpisać do projektu ustawy, że do czasu uchwalenia przez Ministra Zdrowia wykazu świadczeń wymagających uprzedniej zgody Funduszu, wszystkie świadczenia gwarantowane mogą być zrealizowane poza granicami kraju bez konieczności uzyskania uprzedniej zgody. Niezasadne jest również przyznanie w art. 42f ust. 2 pkt. 2 projektu ustawy dyrektorowi oddziału wojewódzkiego Narodowego Funduszu Zdrowia prawa do odmowy zgody na leczenie za granicą w sytuacji, gdy istnieje możliwość uzyskania przez pacjenta takiego świadczenia w Polsce w terminie nie przekracza- strona 5 BIULETYN 7/2013 Dokumenty NRL i Prezydium znajdują się na stronie internetowej NIL - www.nil.org.pl na inny, zarejestrowany w odmiennych wskazaniach, w sposób oczywisty zaprzeczają prawdziwości takiej argumentacji. Jeżeli bezpieczne jest, zarówno dla pacjenta jak i dla płatnika, wydanie pacjentowi leku o tej samej nazwie międzynarodowej, dawce i postaci terapeutycznej lecz innych wskazaniach rejestracyjnych, to niezrozumiałe jest zobowiązanie lekarzy i lekarzy dentystów do ordynowania leków na podstawie wskazań rejestracyjnych. W obecnym stanie prawnym lekarz wystawiając receptę bez adnotacji „NZ” ma pewność, że ewentualna zmiana leku w aptece nastąpi na lek o takich samych wskazaniach rejestracyjnych. W przypadku wprowadzenia projektowanej zmiany w życie lekarz nie będzie wiedział, czy lek przepisany na recepcie nie zostanie zmieniony na inny o innych wskazaniach rejestracyjnych. Otwarte jest zatem pytanie o zakres odpowiedzialności aptekarza w przypadku zmiany leku na zarejestrowany w innych wskazaniach i wystąpienia u pacjenta zdarzenia niepożądanego w związku z użyciem tego leku. 2) Nie jest zasadna projektowana zmiana treści art. 2 pkt 14 lit. c ustawy o refundacji polegająca na wykreśleniu wyrazów „który zaprzestał wykonywania zawodu, a”. Celem regulacji zawartej obecnie w treści art. 2 pkt 14 lit. c ustawy o refundacji było umożliwienie wystawiania recept „pro familiae” i „ pro auctore” lekarzom i lekarzom dentystom emerytom, którzy zgłosili właściwej okręgowej izbie lekarskiej fakt zaprzestania wykonywania zawodu. Projektowana zmiana może doprowadzić zatem do sytuacji, w której uprawnienie lekarzy i lekarzy dentystów, którzy zgłosili fakt zaprzestania wykonywania zawodu, będzie kwestionowane. Dodatkowo należy wskazać, że niepoprawnie sformułowane uzasadnienie projektowanej zmiany uniemożliwia odczytanie zamiaru projektodawcy i celu projektowanej regulacji. 3) Stanowczy sprzeciw budzi przyznanie Prezesowi NFZ uprawnienia do powoływania zespołów decydujących o włączeniu i wyłączeniu pacjentów do i z programów lekowych. W ocenie Naczelnej Rady Lekarskiej nie jest rolą płatnika decydowanie o włączeniu pacjenta do programu lekowego. Decyzja o włączeniu do programu lekowego powinna spoczywać na lekarzu prowadzącym chorego, który posiada pełny obraz jego choroby i stanu zdrowia. Sprzeciw budzi również projektowane utworzenie Komisji Weryfikacyjnych przy Prezesie NFZ. 4) Niezrozumiała jest treść projektowanego art. 36a ustawy o refundacji, który upoważnia ministra właściwego do spraw zdrowia do wezwania wnioskodawcy do złożenia wniosku o objęcie refundacją. Wobec braku możliwości wymuszenia złożenia przez wnioskodawcę wniosku wątpliwa jest celowość wprowadzenia do ustawy przepisu uprawniającego do wezwania wnioskodawcy do złożenia wniosku. 5) Naczelna Rada Lekarska zdecydowanie sprzeciwia się projektowanym zmianom ustawy o swobodzie działalności gospodarczej polegającym na wyłączeniu stosowania przepisów tej ustawy w przypadku kontroli podmiotów, które zawarły umowy na realizację recept albo umowy upoważniające do wystawiania recept refundowanych. Dokumenty NRL i Prezydium znajdują się na stronie internetowej NIL - www.nil.org.pl jącym dopuszczalnego czasu oczekiwania. Przesłanka nigdzie w polskich przepisach nie zdefiniowanego „dopuszczalnego czasu oczekiwania” budzi obawy samorządu lekarskiego, ponieważ może posłużyć jako narzędzie do utrudniania dostępu do leczenia za granicą. Zastrzeżenia budzi planowany mechanizm ubiegania się o zwrot kosztów transgranicznej opieki medycznej. Ustawa tworzy zbyt skomplikowany i kosztowny system ubiegania się o zwrot kosztów wydatkowanych za granicą. W celu uzyskania zwrotu pacjent zmuszony będzie do wypełnienia wniosku, którego wzór ustali rozporządzenie Ministra Zdrowia. Brak rozporządzenia określającego wzór wniosku w okresie bezpośrednio po uchwaleniu ustawy nie powinien stanowić przeszkody do odzyskania wydatkowanych środków. Naczelna Rada Lekarska proponuje wprowadzenie do ustawy zapisu gwarantującego, że do czasu ustalenia wzoru wniosku, pacjent jest uprawniony do uzyskania zwrotu bez konieczności składania wniosku na urzędowym formularzu. Niczym nieuzasadniony jest wymóg przedstawienia przez pacjenta tłumaczenia dokumentacji medycznej sporządzonej za granicą. Koszt tłumaczenia dokumentacji medycznej czasami może być równy lub większy niż koszt samego świadczenia zdrowotnego, a projekt ustawy nie przewiduje obowiązku zwrotu na rzecz pacjenta także kwoty wydatkowanej na tłumaczenie dokumentacji medycznej. Naczelna Rada Lekarska proponuje zatem odstąpienie od tego wymagania. Naczelna Rada Lekarska nie zgadza się również na propozycję zawartą w art. 42d ust. 14 projektu ustawy, w myśl której pacjent ponosi koszty przelewu bankowego lub przekazu pocztowego, które są potrącane z kwoty należnej tytułem zwrotu kosztów leczenia zagranicznego. W ocenie Rady, pacjent powinien otrzymać od Narodowego Funduszu Zdrowia zwrot kosztów leczenia dokładnie w takiej kwocie jaka wynika z ustawy, nie jest kwestią pacjenta partycypowanie w kosztach obsługi rachunku bankowego Narodowego Funduszu Zdrowia, ani w innych kosztach transferu środków pieniężnych do pacjenta. Na krytykę zasługuje także powierzenie rozpatrywania wniosków o zwrot wydatków do wyłącznej kompetencji organów Narodowego Funduszu Zdrowia. Szczególnie nietrafne jest przyznanie dyrektorowi oddziału prawa do rozpatrywania odwołania od decyzji w sprawie odmowy zwrotu kosztów. Rozwiązanie takie stwarza jedynie pozór prawa do rozpatrzenia wniosku w dwuinstancyjnym trybie. Niezasadna jest również przyjęta przez projektodawcę koncepcja rozstrzygania o zwrocie wydatkowanych środków poprzez wydanie przez Fundusz decyzji administracyjnej. Rozwiązanie takie nie uwzględnia, że roszczenia pacjenta o zwrot wydatków poniesionych na leczenie za granicą mają charakter czysto majątkowy wyrażający się określoną sumą pieniężną i nadają się raczej do trybu cywilnoprawnego, a nie administracyjnego. Naczelna Rada Lekarska zgłasza zastrzeżenia do art. 42d ust. 10, który przewiduje, że po upływie 6 miesięcy od wystawienia rachunku pacjent, który nie zgłosi wniosku o zwrot wydatkowanej kwoty utraci prawo do zwrotu. Ustawa powinna uwzględniać możliwość przedłużenia tego terminu w szczególnych okolicznościach, gdy pacjent bez swej winy nie mógł zgłosić wniosku w terminie 6 miesięcy. W art. 42d ust. 16 projektu ustawy przewiduje się obowiązek zwrotu przez pacjenta przekazanej mu kwoty w razie uchylenia bądź stwierdzenia nieważności decyzji w sprawie zwrotu kosztów leczenia transgranicznego. Zapis ten budzi zastrzeżenia z uwagi na brak precyzji co do tego, kto i w jakich okolicznościach będzie uchylał bądź stwierdzał nieważność decyzji, w szczególności czy znajdują tu zastosowanie wprost przepisy kodeksu postępowania administracyjnego. Projektowana ustawa ma również tę wadę, że nie uregulowano w niej w sposób kompleksowy trybu udzielania świadczeń medycznych przez polskie placówki pacjentom zagranicznym korzystającym z prawa do leczenia w ramach transgranicznej opieki medycznej. Brak takich regulacji może skutkować powstaniem wątpliwości interpretacyjnych na etapie stosowania ustawy. Celowe byłoby uregulowanie takich kwestii, jak możliwość i tryb udzielania odpłatnych świadczeń zdrowotnych przez samodzielne publiczne zakłady opieki zdrowotnej i inne podmioty lecznicze sfery publicznej, zasady wykonywania w ramach jednego podmiotu świadczeń objętych kontraktem z Narodo- wym Funduszem Zdrowia oraz świadczeń komercyjnych dla pacjentów z zagranicy. Sekretarz Mariusz Janikowski Prezes Maciej Hamankiewicz Obwieszczenia Krajowej Komisji Wyborczej OBWIESZCZENIE KRAJOWEJ KOMISJI WYBORCZEJ z dnia 8 listopada 2013 r. o wygaśnięciu mandatu członka Naczelnej Rady Lekarskiej Na podstawie art. 47 ust. 1 ustawy z dnia 2 grudnia 2009 o izbach lekarskich (Dz.U. Nr 219, poz. 1708, z późn. zm.) oraz § 45 ust. 3 Regulaminu wyborów do organów izb lekarskich, na stanowiska w organach i trybu odwoływania członków tych organów i osób zajmujących stanowiska w tych organach oraz wyborów komisji wyborczych, stanowiącego załącznik do uchwały nr 12 X Krajowego Zjazdu Lekarzy, na podstawie uchwały Krajowej Komisji Wyborczej Nr 2 z dnia 8 listopada 2013 r. w sprawie wygaśnięcia mandatu członka Naczelnej Rady Lekarskiej lekarza Iwony Jakób, obwieszcza się co następuje: Wygasa mandat członka Naczelnej Rady Lekarskiej na okres VI kadencji 2010-2013 lekarza Iwony Jakób. Przewodniczący Krajowej Komisji Wyborczej Paweł Susłowski OBWIESZCZENIE KRAJOWEJ KOMISJI WYBORCZEJ z dnia 8 listopada 2013 r. o uzyskaniu mandatu członka Naczelnej Rady Lekarskiej Na podstawie art. 47 ust. 1 ustawy z dnia 2 grudnia 2009 o izbach lekarskich (Dz.U. Nr 219, poz. 1708, z późn. zm.) oraz § 45 ust. 3 Regulaminu wyborów do organów izb lekarskich, na stanowiska w organach i trybu odwoływania członków tych organów i osób zajmujących stanowiska w tych organach oraz wyborów komisji wyborczych, stanowiącego załącznik do uchwały nr 12 X Krajowego Zjazdu Lekarzy, na podstawie uchwały Krajowej Komisji Wyborczej Nr 3 z dnia 8 listopada 2013 r. uzyskania mandatu członka Naczelnej Rady Lekarskiej przez lekarza Krzysztofa Madeja, obwieszcza się co następuje: Członkiem Naczelnej Rady Lekarskiej na okres VI kadencji 20102013 został lekarz Krzysztof Madej. strona 6 BIULETYN 7/2013 Przewodniczący Krajowej Komisji Wyborczej Paweł Susłowski Praktyka lekarska Autorytety – projekt seniorów 2011-13 Zakończył się bezprecedensowy projekt czterech izb: płockiej, łódzkiej, kujawsko-pomorskiej i warszawskiej, które umożliwiły lekarzom seniorom wymianę doświadczeń, obejrzenie nowych miejsc i wzajemne poznawanie. W wprowadzania młodych do zawodu, szpitalnymi i nie tylko, ku uciesze audytorium, anegdotami z życia znanych profesorów. Marianna Rybicka, 77-letni, aktywnie pracujący rehabilitant i pediatra, szefowa seniorów w Płocku, przypomniała postacie: poznańskiego profesora Wiktora Degi, na którego wzorcu postępowania oparła realizację wielu projektów w walce z kalectwem oraz ordynatora pediatrii Szpitala Miejskiego w Płocku Anny Turkiewicz-Jabłczyńskiej. Danuta Pinrek-Miedzińska, ginekolog położnik, emerytowana 84-letnia profesor CMKP, przywołała ironiczne wymiany zdań z profesorem Walentym Hartwigem i słowa Bolesława Górnickiego podczas bankietu habilitacyjnego kolegi w Hotelu Europejskim, znanego z przeszklonego dachu:„Jaka jesteś piękna w tym słońcu!”. Janina Gruca, 75-letnia specjalistka psychiatrii, przypominała wraz z innymi profesora Bogusza, a Jolanta Świerczewska (70 lat, pediatra i przewodnicząca Komisji Emerytów w Radomiu) mówiła o spotkaniu z doktor Katarzyną Bogucką »… otoczyła mnie opieką, której życzyłabym każdemu młodemu lekarzowi«. Alicja Mazurek, absolwentka Akademii Medycznej w Krakowie z roku 1960, podsumowała: »autorytetami byli nasi profesorowie, którzy pokazywali, jak postępować z pacjentem i jego rodziną oraz wobec kolegów. W tej chwili ja nie jestem już lekarzem, a tylko pacjentem i patrzę na skandaliczne rzeczy, które związane są z administracyjnymi bublami«. Słoneczny dzień dobiegł końca. Wiele wrażeń. Wiele opinii. I jeden wniosek: nauczmy się wzajemnej sztuki słuchania potrzeb nie tylko pacjentów, ale także kolegów, a może wówczas staniemy się dla kogoś, kto będzie z tego czerpał naukę, prawdziwymi autorytetami w swoim środowisku. FOTO: Jarosław Wanecki e wrześniowy pogodny dzień w salach Towarzystwa Naukowego Płockiego rozmawialiśmy tym razem o naszych mistrzach. Wszyscy byli już u wszystkich. Ostatnim akordem stała się wizyta komisji seniorów z Warszawy i Radomia w Płocku. Program wypełniły: odwiedziny w izbie, zwiedzanie katedry, skarbca i Starego Miasta, zażarta dyskusja w TNP i specjalny dwuczęściowy spektakl teatralny na podstawie tekstów Marka Nowakowskiego: „Kiedy ranne wstają zorze” i „Wesele raz jeszcze”. Na początku wspominaliśmy Marcina Kacprzaka i Bolesława Górnickiego, wybitnych rektorów Akademii Medycznej w Warszawie, wychowanych w Płocku. Imię pierwszego nosi Wojewódzki Szpital Zespolony. Drugi spoczywa w podziemiach neogotyckiej kaplicy rodzinnej na Starym Cmentarzu. Przy grobie Kacprzaka na warszawskich Powązkach systematycznie i już symbolicznie spotykają się jego studenci i żyjący współpracownicy. Górnicki patronuje sali szkoleniowej w Naczelnej Izbie Lekarskiej, a odwiedzający jego mieszkanie przypomnieli o niezliczonych etnograficznych eksponatach, które przywoził ze swoich dalszych i bliższych podróży. W rozmowie o autorytetach, niestety nie zabrakło narzekań na współczesność. Gorzkie stwierdzenia: „młode pokolenie nie patrzy na seniorów”, „po odejściu z pracy stajemy się anonimowi”, „młodsza koleżanka po fachu powiedziała mojej pacjentce, że jestem już za stara”, powinny zmuszać do natychmiastowej refleksji. Według Włodzimierza Cerańskiego, 73-letniego chirurga po 40 latach pracy, będącego emerytem od 10 lat, ale aktywnie działającego w izbie warszawskiej i znanego w środowisku malarza sztalugowego, »nie można mówić o mistrzu, jeśli lekarz dzisiaj pracuje „przy taśmie”«. Ale już w kolejnych zdaniach popłynęło wspomnienie o wychowawcy i mentorze Romanie Serafinie. I rozwiązał się worek z nazwiskami pierwszych nauczycieli, zwyczajami Wanecki 45 Praktyka lekarska dendrymerów Krysiak Nowotwory to plaga naszej cywilizacji i każde doniesienie o nowych możliwościach ich leczenia jest przyjmowane z wielkim entuzjazmem. Tak stało się z dendrymerami polipropylenoiminowymi, chemicznymi związkami, które wykazały hamowanie rozrostu komórek białaczkowych. Czy odkrycie to może stanowić przełom w leczeniu białaczki limfocytowej? M Dendrymery to polimery, czyli struktury chemiczne imo że badania nie wyszły poza etap in vitro wzbudziły zainteresowanie środowisk naukowych, medycznych i pacjentów, a informacja na ten temat swego czasu obiegła media jako news. Stoi za nimi zespół prof. Marii Bryszewskiej, z Wydziału Biologii i Ochrony Środowiska Uniwersytetu Łódzkiego, który na Międzynarodowych Targach Wynalazczości „Concours Lepine 2013” w Paryżu, za badania nad zastosowaniem dendrymerów w medycynie otrzymał Złoty Medal. W badaniach dotyczących białaczki limfocytowej wykorzystano próbki krwi pacjentów z Kliniki Hematologicznej Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego im. Kopernika w Łodzi, kierowanej przez prof. Tadeusza Robaka. Dr Ida Franiak-Pietryga, analityk medyczny z tamtejszego laboratorium, oddziałując na te próbki dwoma spośród całej gamy dendrymerów, dostrzegła wzmożony mechanizm samozniszczenia pod ich wpływem komórek rakowych. Okazało się, że te nanocząsteczki (dendrymery) potrafią je także precyzyjnie lokalizować. Oznacza to, że mamy do czynienia z działaniem celowanym, obejmującym tylko chore komórki, a oszczędzającym zdrowe. Jak zaznacza prof. M. Bryszewska, odkrycie to, choć obiecujące, jest dopiero wstępem do dalszych, bardzo żmudnych i długotrwałych badań. Podkreśla też, że nie było ono przypadkowe, miało swoje podłoże w wielu innych badaniach nad dendrymerami, prowadzonymi w różnych ośrodkach naukowo-badawczych w Polsce i w Europie. Dendrymery to polimery, czyli struktury chemiczne o dużej masie cząsteczkowej, które składają się z jednostek zwanych merami, wielokrotnie powtórzonymi w warstwach. Polimery naturalne są jednym z podstawowych budulców organizmów żywych, polimery syntetyczne są budulcem tworzyw sztucznych. Den- 46 drymery, w odróżnieniu od klasycznych polimerów liniowych, mają strukturę kulistą. Ten kształt otwiera wiele możliwości wykorzystania ich w medycynie. Dendrymery mogą być zbudowane z różnych cząsteczek chemicznych, ale na powierzchni tej kulistej struktury są usytuowane grupy aktywne (np. aminowe, hydroksylowe czy karboksylowe), do których daje się przyłączać różne leki. Można to robić na dwa sposoby: albo wbudowywać lek, czyli mówiąc językiem nauki – łączyć go kowalencyjnie, lub – co jest częściej praktykowane – przyłączać go na zasadzie oddziaływań elektrostatycznych. – Te dendrymerowe kulki wielkości kilku nanometrów, posiadające w swojej strukturze puste przestrzenie, mają też zdolność zamykania związków (enkapsulacji), co sprawia, że mogą stać się nośnikami różnych leków i dostarczania ich w konkretne miejsca w naszym organizmie – tłumaczy prof. Maria Bryszewska. Oprócz leku można do powierzchni dendrymeru przyłączyć jakąkolwiek inną cząsteczkę, na przykład taką, która na komórce nowotworowej ma swój receptor, dzięki czemu będzie do niej zmierzać. Będzie więc nośnikiem leku w terapii ukierunkowanej. W Europie są ośrodki zajmujące się syntezą dendrymerów. Zespół prof. Bryszewskiej współpracuje z trzema z nich i wykorzystuje syntezowane tam dendrymery w swoich badaniach. Ośrodek w Hiszpanii wytwarza dendrymery karbokrzemowe, we Francji – dendrymery fosforowe, w Niemczech – modyfikowane dendrymery polipropylenoiminowe (PPI). – Ośrodek niemiecki w Dreźnie jest najbliższy naszym badaniom, dendrymery PPI otacza płaszczem cukrów, co sprawia, że grupy aminowe znajdujące się na powierzchni tracą swoją toksyczność – mówi prof. Bryszewska. Dodaje, że neutralizacja toksyczności opracowana przez niemieckich naukowców była wyjściowa w opracowaniu mechanizmu oddziaływania dendrymerów na limfocyty białaczkowe. Mechanizm ten polega na wprowadzaniu limfocytów białaczkowych na drogę programowanej śmierci (apoptozy). – Wiele osób pracowało nad tym odkryciem, część badań prowadzono w laboratorium szpitala im. Kopernika, część w Katedrze Biofizyki Ogólnej – podkreśla prof. Bryszewska, dodając, że oddziaływanie dendrymerów na komórki rakowe to zaledwie wycinek realizowanych tu projektów. Jeden z nich dotyczy badania in vitro z zastosowaniem dendrymerów jako nośników, np. krótkiego interferującego RNA (siRNA). Jest to obiecująca terapia polegająca na wyciszeniu odpowiednich genów, odpowiedzialnych za chorobę. W przyszłości może być stosowana w leczeniu wielu chorób o podłożu genetycznym, również niektórych nowotworowych. Obecnie w Katedrze Biofizyki Ogólnej UŁ realizowany jest międzynarodowy projekt pt. „Zastosowanie dendrymerów do leczenia chorób nowotworowych”. Dendrymery same w sobie mogą być lekami, mają np. działanie antybakteryjne, choć różne szczepy bakterii różnie reagują na te związki. Prof. Bryszewska podkreśla, że wprawdzie jest to początek drogi, ale perspektywiczny, ponieważ działanie dendrymerów może wzmacniać działanie antybiotyków i innych leków, pozwalając na zmniejszanie ich dawek. W przyszłości może więc stać się alternatywą dla innych terapii. Dendrymery od lat są nadzieją medycyny na skuteczniejsze leczenie wielu chorób, bo stwarzają możliwość na precyzyjne trafienie lekiem w cel. W wielu nieuleczalnych chorobach odkrywa się coraz to nowe substancje, które mogłyby uwolnić od tych chorób wielu ludzi, ulżyć im w cierpieniu, ale nie znajdowano odpowiedniego nośnika dla tych substancji. Przewlekła białaczka limfocytowa to właśnie jedna z takich chorób. Czy dendrymery to terapie przyszłości? Prof. Tadeusz Robak, kierujący łódzką Kliniką Hematologii w szpitalu im. Kopernika, do dendrymerów w służbie onkologii podchodzi ostrożnie. Uważa, że dopóki odkrycie nie wyszło poza etap in vitro nie można rozbudzać nadziei wśród chorych. – W ciągu wielu lat pracy z chorymi na nowotwory spotkałem się z bardzo wieloma odkryciami dotyczącymi nowych terapii, ale niewiele z nich wyszło poza mury laboratoriów – mówi prof. T. Robak. Dodaje, że temat dendrymerów zarówno jako leków, jak i ich nośników jest bardzo interesujący, ale dotychczas nikt nie podjął się prowadzenia doświadczeń na zwierzętach i badań klinicznych. Obawia się, że w najbliższym czasie nie znajdą przełożenia na konkretne terapie. – Odkrycie to nie znalazło dotąd odbicia w medycznej literaturze fachowej, co oznacza, że nie ma zainteresowania nim i podejmowania dalszych badań – zaznacza profesor. Dodaje, że obecnie jest kilka nowych preparatów, które są w trakcie badań przedklinicznych i klinicznych I, II i III fazy, przeznaczonych do stosowania w przewlekłej białaczce limfatycznej. Mimo że te substancje nie są zarejestrowane, chorzy już je dostają w ramach realizowanych tam programów badawczych. – Mam na myśli inhibitory receptora komórek B, które testuje cały medyczny świat i jest o nich głośno – tłumaczy profesor. Prof. Wiesław Jędrzejczak, konsultant krajowy ds. hematologii, podkreśla, że wśród białaczek przewlekła białaczka limfocytowa występuje najczęściej, ale u 25 proc. chorych nie wymaga leczenia. Jednym słowem ci chorzy będą z nią żyć latami i umrą z powodu innego schorzenia. Kolejne 25 proc. wymaga leczenia już od momentu rozpoznania i rokowania są dla nich złe, co oznacza, że grozi im śmierć, chyba, że przejdą przeszczep szpiku kostnego. Pozostałe 50 proc. chorych w chwili rozpoznania wprawdzie nie wymaga leczenia, ale prędzej czy później będzie ono konieczne i tym samym znajdą się w drugiej grupie chorych. – Ich sytuacja jest różna, część chorych dobrze reaguje na leczenie, część niestety nie i każdy nowy lek wprowadzany do lecznictwa jest dla nich szansą na przeżycie – mówi prof. Jędrzejczak. Dodaje, że nowe odkrycia w tej dziedzinie są cenne, choć także podkreśla, że droga od próbówki do terapii jest długa. Czy dendrymery pokonają tę drogę i kiedyś staną się skuteczną i uznaną formą terapii? – trudno dziś odpowiedzieć na to pytanie. Wprowadziły jednak sporo pozytywnego zamieszania w nauce, bez którego trudno o postęp. Dendrymery sze leczenie chorób, bo Prawo Uzyskiwanie specjalizacji lekarskich i lekarsko-dentystycznych poza granicami Polski i ich uznawanie. J Lekarska szkolenie szkolenie to dyplom lub 48 ak wiadomo, w następstwie uzyskania członkostwa w Unii Europejskiej w maju 2004 r. stosowane są w Polsce unijne przepisy o wzajemnym uznawaniu kwalifikacji zawodowych1, które z jednej strony umożliwiają w stosunkowo szybki i prosty sposób uzyskać uprawnienia do wykonywania zawodu lekarza lub lekarza dentysty w innym państwie członkowskim UE, a z drugiej pozwalają ubiegać się w Polsce o uznanie kwalifikacji uzyskanych za granicą, w tym kwalifikacji w zakresie specjalizacji lekarskich i lekarsko-dentystycznych. Celem niniejszego artykułu jest zasygnalizowanie istotnych kwestii o charakterze formalnoprawnym związanych z uzyskiwaniem przez lekarzy i lekarzy dentystów tytułów specjalisty podlegających następnie uznaniu na zasadach wynikających z przepisów unijnych. Z kierowanych do organów samorządu lekarskiego pytań wynika, że pewne zagadnienia mogące mieć spory wpływ na aktualną lub przyszłą sytuację zawodową są dla niektórych nie w pełni jasne i bywają źle rozumiane. Na wstępie warto podkreślić, że unijny system automatycznego uznawania kwalifikacji zawodowych (w przypadku zawodów lekarza i lekarza dentysty obejmujący tzw. kwalifikacje podstawowe, czyli kwalifikacje do wykonywania zawodu, oraz kwalifikacje w zakresie określonych specjalizacji) opiera się na uznawaniu tzw. kwalifikacji formalnych, czyli takich, które są potwierdzone właściwymi dokumentami (dyplom, świadectwo lub inny dokument) wydanymi przez uprawniony podmiot po odbyciu przewidzianego szkolenia – w Polsce w zakresie specjalizacji lekarskich i lekarsko-dentystycznych jest to obecnie dyplom uzyskania tytułu specjalisty wydawany przez Centrum Egzaminów Medycznych. W ramach procedury automatycznego uznawania kwalifikacji zawodowych nie dokonuje się zaś oceny rzeczywistych kwalifikacji wnioskodawcy, czyli faktycznego zakresu posiadanej przez niego wiedzy i umiejętności zawodowych. Mając to na uwadze, w odniesieniu do uznawania specjalizacji na podstawie przepisów dyrektywy 2005/36/WE należy wskazać, że automatycznemu uznaniu podlegają w Polsce specjalizacje lekarskie i lekarsko-dentystyczne w tych dziedzinach, które są wymienione odpowiednio w pkt. 5.1.3 oraz 5.3.3 załącznika V do dyrektywy 2005/36/WE2 w odniesieniu zarówno do Polski, jak i do danego państwa członkowskiego UE. Podlegająca uznaniu specjalizacja powinna być uzyskana w innym państwie członkowskim UE po odbyciu kształcenia spełniającego wymogi określone w art. 25 (specjalizacje lekarskie) i 35 (specjalizacje lekarsko-dentystyczne) dyrektywy i powinna być potwierdzona dokumentem, wymienionym w pkt. 5.1.2 albo 5.3.3 załącznika V do dyrektywy, wydanym przez właściwy organ w danym państwie. Natomiast jeżeli specjalizacja uzyskana w innym niż Polska państwie członkowskim UE nie jest wymieniona w załączniku V do dyrektywy, a więc nie podlega uznaniu automatycznemu, można wystąpić do Ministra Zdrowia o uznanie takiej specjalizacji w trybie określonym w art. 16b ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty (tj. zgodnie z zasadami tzw. ogólnego systemu uznawania kwalifikacji zawodowych, o którym mowa w Tytule III Rozdziału I dyrektywy 2005/36/WE). Warunkiem podjęcia takiego postępowania jest istnienie w Polsce specjalizacji odpowiadającej specjalizacji uzyskanej w innym państwie członkowskim UE. Obecnie lekarze i lekarze dentyści mogą wybierać w szerokiej liczbie ofert szkoleniowych, także odbywających się w innych państwach UE. O ile w przypadku szkoleń prowadzonych w Polsce dobrze wiadomo, czy jest to szkolenie specjalizacyjne w rozumieniu ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty, o tyle w niektórych sytuacjach pojawiają się wątpliwości co do charakteru prawnego szkoleń prowadzonych poza granicami Polski. Zamierzając uzyskać za granicą specjalizację, która będzie mogła następnie podlegać uznaniu w kraju, podstawowe znaczenie – i to zarówno w kontekście uznania automatycznego, jak i uznania przez Ministra Zdrowia w tzw. trybie ogólnym – ma ustalenie, czy dane szkolenie faktycznie prowadzi do uzyskania tytułu specjalisty w rozumieniu przepisów danego państwa. Każde państwo UE samo określa, jakie podmioty są uprawnione do prowadzenia szkolenia specjalizacyjnego lekarzy i lekarzy dentystów, przeprowadzania egzaminu i wydawania dokumentów potwierdzających uzyskanie kwalifikacji specjalisty. Przepisy krajowe określają także tryb szkolenia specjalizacyjnego i dziedziny, w których jest ono w danym państwie prowadzone. W sytuacji, gdy lekarz odbędzie szkolenie nieprowadzące do uzyskania tytułu specjalisty w rozumieniu przepisów danego państwa, szkolenie to i uzyskany dyplom lub świadectwo nie będą podlegać uznaniu i nie pozwolą uzyskać uprawnień specjalisty – nawet jeżeli uzyskany dokument posługuje się nazwą taką samą jak nazwa specjalizacji lub nazwą do niej zbliżoną oraz nawet gdy jest wydany przez instytucję, która ma także prawo wydawać dyplomy potwierdzające uzyskanie tytułu specjalisty (ale po odbyciu innego szkolenia). Przykładowo można wskazać, że: tEZQMPNZXZEBXBOFQS[F[FVSPQFKTLJFPSHBOJ[BDKFP̓DIBrakterze stowarzyszenia (European Board of …, European Society of…), zwykle wydawane po złożeniu egzaminu przez lekarza o odpowiednim doświadczeniu zawodowym, nie są dokumentami potwierdzającymi uzyskanie formalnych kwalifikacji lekarza specjalisty w rozumieniu prawa unijnego3 – bez względu na to, jak prestiżowy tak uzyskany tytuł by nie był; tEZQMPNZ XZEBXBOF QS[F[ OJFLUØSF VOJXFSTZUFUZ XF Włoszech potwierdzające uzyskanie tytułu magistra drugiego stopnia (master secondo livello) w dziedzinach stomatologicznych nie są dokumentami potwierdzającymi uzyskanie specjalizacji lekarsko-dentystycznej i nie przyznają we Włoszech żadnych dodatkowych kwalifikacji zawodowych. Tego rodzaju dyplomy mogą ewentualnie być rozpatrzone przez organy samorządu lekarskiego jako dokumenty potwierdzające odbycie określonego kształcenia w ramach doskonalenia zawodowego. Zaznaczam przy tym, że w żadnym razie celem niniejszego artykułu nie jest merytoryczna ocena przykładowo wskazanych szkoleń i rzeczywistych kwalifikacji, które można uzyskać po ich odbyciu. Oczywiste bowiem jest, że także szkolenia nie prowadzące do uzyskania formalnego tytułu specjalisty mogą mieć dużą wartość w zakresie nabytej wiedzy i umiejętności. Istotne jest jednak w mojej ocenie, aby zdawać sobie sprawę także z formalnoprawnego charakteru danego szkolenia i na tej podstawie podejmować decyzję o jego rozpoczęciu. W przypadku wątpliwości w omawianym zakresie lekarze mogą się kontaktować z samorządem lekarskim – okręgowymi izbami lekarskimi oraz Ośrodkiem Uznawania Kwalifikacji przy Naczelnej Izbie Lekarskiej – w celu ustalenia, czy dane szkolenie jest szkoleniem prowadzącym do uzyskania tytułu specjalisty. Z wynikającej z systemu uznawania kwalifikacji możliwości uznania w Polsce specjalizacji uzyskanej w innych państwach skorzystało już wielu polskich lekarzy, najczęściej wnioskujących o uznanie specjalizacji uzyskanych w Niemczech. Biorąc pod uwagę ograniczenia miejsc szkoleniowych w Polsce (np. w dziedzinach stomatologicznych), uzyskanie specjalizacji za granicą może być dla niektórych bardzo korzystnym rozwiązaniem. Uznanie przez okręgową radę lekarską lub Ministra Zdrowia zagranicznego tytułu specjalisty spełniającego wymogi opisane w niniejszym artykule i wpisanie go do danych rejestrowych lekarza oznacza, że lekarz lub lekarz dentysta może się posługiwać w Polsce tytułem specjalisty w danej dziedzinie i że posiada na terytorium Polski takie same uprawnienia jak lekarze, którzy tytuł specjalisty w tej dziedzinie uzyskali w Polsce (np. w zakresie kontraktowania świadczeń z NFZ, wykonywania praktyki specjalistycznej, zajmowania określonych stanowisk, prowadzenia szkoleń). 1 Dyrektywa 2005/36/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 7 września 2005 r. w sprawie uznawania kwalifikacji zawodowych, która w zakresie kwalifikacji lekarzy i lekarzy dentystów wdrożona jest do polskiego prawa w przepisach ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty. 2 Są to 44 specjalizacje lekarskie oraz 2 specjalizacje lekarsko-dentystyczne – ortodoncja i chirurgia stomatologiczna. 3 Choć w kilku dziedzinach – anestezjologii i intensywnej terapii, urologii, chirurgii klatki piersiowej, radiologii i diagnostyki obrazowej – egzamin przeprowadzony przez europejskie towarzystwo naukowe jest jednocześnie polskim egzaminem specjalizacyjnym i jego złożenie z wynikiem pozytywnym prowadzi, wraz z odbytym szkoleniem, do uzyskania polskiego tytułu specjalisty; to jednak musi wyraźnie wynikać z polskich przepisów prawnych, a dyplom potwierdzający uzyskanie tytułu specjalisty, taki sam jak w odniesieniu do pozostałych specjalizacji, wydaje CEM. Praktyka lekarska Sulikowska W tegorocznej, jesiennej sesji postępowania kwalifikacyjnego na odbywanie specjalizacji w trybie rezydenckim lekarze złożyli blisko 4 tys. wniosków. Tymczasem Ministerstwo Zdrowia przyznało tylko 2464 miejsca. Co roku problem rezydentur wraca jak bumerang, ale niestety, niewiele się w tej sprawie zmienia. W ielomiesięczne oczekiwanie na wizytę u specjalisty znacznie przekracza w naszym kraju dopuszczalne normy. Jest to nie tylko efekt zbyt małych pieniędzy w systemie, ale także braku specjalistów. Niedobory są duże, ale mamy młodych lekarzy chętnych do pracy i dalszego kształcenia. Niestety nasze państwo nie daje im szansy na dalszą edukację – ocenia Maciej Hamankiewicz, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej. Sytuacja dotycząca braku wystarczającej liczby rezydentur powtarza się po każdej sesji rekrutacyjnej, problem ten wystąpił więc i podczas ostatniego postępowania. W woj. mazowieckim 785 lekarzy złożyło wnioski o odbycie specjalizacji w trybie rezydentury, a do rozdyspo- nowania było tylko 347 miejsc. Podobna różnica była w woj. śląskim – na 426 chętnych, tylko 251 rezydentur, a także w woj. małopolskim i łódzkim (odpowiednio 432 i 315 chętnych, a miejsc 241 i 163). W mniejszych województwach różnice nie były tak duże, a czasem nawet mniej więcej pokrywały się z liczbą wniosków: tak było np. w woj. podlaskim (124 chętnych na 122 miejsca), opolskim (47/42), świętokrzyskim (93/89) czy podkarpackim (118/116). W takich przypadkach, przynajmniej teoretycznie, nie powinno być problemu w związku z rekrutacją, ale problem był i to duży. Chodzi oczywiście o słabą popularność niektórych specjalizacji. Mimo że ogólna liczba chętnych jako tako odpowiadała liczbie przyznanych rezydentur, to okazało się, że wiele miejsc pozostało niewykorzystanych. W woj. lubuskim na 57 miejsc nie wykorzystano 27, w świętokrzyskim – na 89 nie obsadzono 36, a podkarpackim – na 116 miejsc 49 pozostało wolnych. Chętnych zabrakło też na rezydentury w większych województwach, choć tu dysproporcje nie były tak duże. W sumie w skali kraju ponad 500 rezydentur zostało nieobsadzonych. W tym roku najtrudniej było znaleźć chętnych na odbywanie specjalizacji m.in. z patomorfologii, mikrobiologii lekarskiej, rehabilitacji medycznej, neonatologii i chorób zakaźnych. Mało popularne były także: medycyna ratunkowa i rodzinna, neonatologia, onkologia kliniczna, radioterapia onkologiczna, pediatria, diagnostyka laboratoryjna, transfuzjologia kliniczna, a w niektórych województwach anestezjologia i intensywna terapia. Powód takiej sytuacji jest znany – te specjalizacje są niepopularne, bo późniejsza praca nie jest tak atrakcyjna (finanse, prestiż), jak po innych. Być może, gdyby te specjalności zaczęły być bardziej doceniane przez NFZ przy kontraktowaniu, to ich popularność by wzrosła, a wówczas i chętni by się znaleźli. Ważne są i inne bodźce. Co prawda Ministerstwo Zdrowia określiło dziedziny priorytetowe, więc jeśli dana specjalizacja* jest na tej liście, to lekarz rezydent odbywający szkolenie otrzymuje wynagrodzenie zasadnicze wyższe od lekarza, który specjalizuje się w dziedzinie niepriorytetowej. Niestety, jak pokazują wyniki jesiennego postepowania kwalifikacyjnego na odbywanie rezydentur, niewiele to pomogło. Na przykład w woj. opolskim nie obsadzono m.in. czterech miejsc dot. specjalizacji z medycyny rodzinnej, w woj. łódzkim kilku z neonatologii, a w woj. małopolskim – aż 13 z medycyny ratunkowej. Na Mazowszu z kolei pustki są m.in. jeśli chodzi o onkologię kliniczną. W zasadzie w większości województw nie udało się obsadzić wszystkich miejsc rezydenckich z dziedzin priorytetowych. Jak zwykle, były również trudności z rozdzieleniem rezydentur z dziedzin, które nie doczekały się statusu priorytetowej. Rekord dotyczy specjalizacji z rehabilitacji medycznej – np. w woj. łódzkim pozostało aż 9 miejsc, a w woj. mazowieckim – 12. Można się więc zastanawiać, czy wybór dziedzin priorytetowych był wystarczający. A jakie specjalizacje miały w ostatniej sesji największe wzięcie? Najbardziej oblegane były m.in.: dermatologia i wenerologia, neurologia, okulistyka, ortopedia i traumatologia narządu ruchu, otorynolaryngologia, radiologia i diagnostyka obrazowa, chirurgia plastyczna oraz położnictwo i ginekologia, a wśród specjalizacji lekarsko-dentystycznych – chirurgia szczękowo-twarzowa, ortodoncja, periodontologia, protetyka stomatologiczna. Na przykład w samym woj. śląskim 8 osób otrzymało rezydenturę z okulistyki, a pozostałe 29 wniosków odrzucono. Przykłady podobnych sytuacji można by mnożyć. Jak zawsze w takich sytuacjach nasuwa się pytanie, że skoro chętnych było dużo więcej niż miejsc, to czy ta pula nie powinna zostać zwiększona. Z jednej strony trudno się dziwić resortowi zdrowia, że nie oferuje tylu rezydentur, ilu jest chętnych akurat na najbardziej „topowe” specjalizacje, bo przecież listy te nie mogą być ustalane wyłącznie na podstawie popularności wśród medyków. Niepokoi jednak fakt, że część z tych specjalizacji, szczególnie w przypadku dziedzin lekarsko-dentystycznych (choć nie tylko), miało bardzo ograniczoną liczbę rezydentur w skali kraju. Na przykład z ortodoncji przydzielono tylko 13 rezydentur, periodontologii – 5, chirurgii stomatologicznej – 14, a chirurgii szczękowo-twarzowej – 17. Na całą Polskę było także tylko 21 miejsc na otorynolaryngologię, a 11 – na dermatologię i wenerologię. System szkoleń specjalizacyjnych to oczywiście coś więcej niż tylko problem ze zbyt małą pulą miejsc. Problem tkwi nie tylko w liczbie rezydentur, ale także sposobie ich rozdzielania. Obecnie jest tak, że minister zdrowia przydziela określoną liczbę miejsc w wybranych dziedzinach na poszczególne województwa. W jaki sposób? Na wniosek wojewodów w oparciu o opinie konsultantów wojewódzkich. – Prawda jest taka, że zbyt często nie jest dokonywana rzetelna analiza dotycząca potrzeb na danym terenie. Zapotrzebowanie jest kalkulowane na wyczucie, czasem wyłącznie przez pryzmat kliniki, którą kierują poszczególni konsultanci wojewódzcy. Należałoby precyzyjniej określać zapotrzebowanie w danym regionie, nie tylko w porozumieniu z konsultantami wojewódzkimi, ale też z samorządem zawodowym – uważa prezes NRL i dodaje, że problemem jest także to, że każde województwo prowadzi odrębne postepowanie kwalifikacyjne, co powoduje, że w niektórych regionach jest bardzo silna konkurencja (tam, gdzie działają duże ośrodki medyczne), podczas gdy gdzie indziej na podobne miejsca dużo łatwiej się dostać. – To powoduje sztuczną migrację, bo ludzie składają podania tam, gdzie w ostatnim postępowaniu było mało chętnych, co zwiększa ich szanse. Nie pomaga to w utrzymaniu właściwej jakości w ochronie zdrowia. Skoro lekarski egzamin końcowy jest ogólnopolski, to może postępowanie na rezydentury też takie powinno być – zastanawia się Maciej Hamankiewicz. – Obecnie nie jest planowana zmiana sposobu dystrybucji miejsc szkoleniowych objętych rezydenturą – informuje z kolei „GL” Krzysztof Bąk, rzecznik prasowy MZ. Oczywiście, przynajmniej teoretycznie, jeśli lekarzowi nie uda się wywalczyć rezydentury, pozostaje możliwość odbywania specjalizacji w trybie pozarezydenckim, choć i w tym przypadku miejsc jest mniej niż chętnych, a na dodatek – jest to zdecydowanie mniej atrakcyjny sposób odbywania specjalizacji. Co z tymi, którym w ogóle nie uda się „załapać” na specjalizację? – Oczywiście nie każdy młody lekarz musi się specjalizować, ale ci, którzy chcą, 52 powinni mieć taką możliwość. Z kolei system ochrony zdrowia powinien być tak skonstruowany, aby było w nim miejsce dla młodego lekarza bez specjalizacji. NFZ jednak nie oferuje im żadnych kontraktów. W rezultacie człowiek, który przez wiele lat zdobywał wiedzę na studiach, nie może wkroczyć na rynek pracy. Nie dziwmy się więc, że młodzi ludzie wyjeżdżają do pracy za granicę, tam mają szansę na lepsze życie – konkluduje prezes NRL. Być może tegoroczne, jesienne postępowanie kwalifikacyjne do odbycia specjalizacji było ostatnim (lub jednym z ostatnich) w obecnym kształcie. Jest szansa, że już wkrótce wejdzie w życie modułowy model kształcenia specjalizacyjnego (wówczas, gdy zostaną opracowane nowe programy specjalizacji lekarskich i zostanie przeprowadzony powtórny proces akredytowania jednostek, w których odbywać się będą specjalizacje), a co za tym idzie – będą też zmiany w kwestii dostępności rezydentur. Obecny podział na specjalizacje podstawowe i szczegółowe powoduje, że zgodnie z art. 16h ust. 7 ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty, szkolenie specjalizacyjne w ramach rezydentury może odbywać wyłącznie lekarz nieposiadający I lub II stopnia specjalizacji lub tytułu specjalisty, więc rezydentury w szczegółowych dziedzinach medycyny nie są przyznawane. Gdy już będzie obowiązywał modułowy system specjalizacji, będzie możliwe rozpoczynanie specjalizacji dotychczas zaliczanych do szczegółowych dziedzin medycyny lekarzom nieposiadającym żadnej specjalizacji (po prostu lekarz, ubiegając się o rezydenturę, już na samym początku będzie musiał określić swoją docelową ścieżkę specjalizacji). Należy tylko mieć nadzieję, że nie zostanie wprowadzony w życie pomysł odpracowywania rezydentur przez lekarzy, którzy zechcą wyjechać z Polski za granicę tuż po uzyskaniu tytułu specjalisty, o czym wspominał na posiedzeniu sejmowej komisji zdrowia 11 września podsekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia Krzysztof Chlebus, a co później dementował rzecznik prasowy MZ. Na koniec pozostaje tylko wyrazić nadzieję, że resort zdrowia będzie przygotowany na 2018 r. – wówczas o rezydentury może wystąpić o wiele więcej osób niż zazwyczaj (bo będzie kumulacja roczników: tego, który właśnie skończył staż podyplomowy, i tego, który już nie musiał tego robić). Można mieć jednak obawy o rezydentury dla tych osób, skoro już teraz MZ tłumaczy, że liczba przyznanych miejsc jest uzależniona od możliwości finansowych, ale także odbywa się wtórnie do liczby dostępnych miejsc akredytacyjnych, z czym już teraz, jak widać, jest duży problem. UWAGA – w chwili druku „Gazety Lekarskiej” mieliśmy dostęp do danych z I postępowania kwalifikacyjnego przeprowadzonego w terminie 01–31.10.2013, przed rozdysponowaniem niewykorzystanych miejsc rezydenckich, które odbywa się po zakończeniu I postępowania, może się więc okazać, że pula niewykorzystanych miejsc jest mniejsza. * Do dziedzin priorytetowych należy kilkanaście specjalizacji, w tym kilka szczegółowych. Rezydentury dotyczą tylko dziedzin podstawowych. Praktyka lekarska Polskie Towarzystwo Lekarskie raz do roku przyznaje osobom, które, zdaniem członków Zarządu Głównego i Kapituły odznaczeń, szczególnie zasłużyły się dla środowiska lekarskiego i pacjentów oraz dla samego Towarzystwa. FOTO: Michał Ostaszewski (1), Marta Jakubiak (3) O dznaczeniem o najwyższej randze jest tytuł „Medicus Nobilis” oraz medal Gloria Medicinae. 8 listopada br. jak zwykle w pięknych wnętrzach Zamku Królewskiego w Warszawie odbyła się kolejna uroczysta gala. Dla Kolegium redakcyjnego i redakcji „Gazety Lekarskiej” było to wydarzenie szczególne. Jarosław Wanecki, przewodniczący kolegium, otrzymał tytuł „Zasłużonemu Polskie Towarzystwo Lekarskie”, natomiast Ryszardowi Golańskiemu i zespołowi redakcji „Gazety Lekarskiej” nadano tytuł „Bene Meritus”. Przyjęliśmy te wyróżnienia jako dowód, że ponad trzy lata pracy nad kształtem i merytoryczną zawartością pisma samorządu lekarskiego zostały pozytywnie ocenione przez Czytelników. Jest to oczywisty powód do satysfakcji, ale przede wszystkim doping do dalszych wysiłków. To niewątpliwy zaszczyt otrzymać wyróżnienie z rąk tak zasłużonych dla lekarskiego stanu osób jak prof. Jerzy Woy-Wojciechowski, prezes Zarządu PTL oraz prof. Wojciech Noszczyk, kanclerz Kapituły i prof. Tadeusz Tołłoczko, sekretarz Kapituły. Było to dla nas ważne i wzruszające wydarzenie, ale nie byliśmy tam najważniejsi. Tytuł „Medicus Nobilis” otrzymał prof. Stefan Kruś z Warszawy. Medal Gloria Medicinae otrzymali pleno titulo: Grażyna Zengteler z Poznania, Witold Mazurowski z Warszawy, Alicja Chybicka z Wrocławia, Janusz Skalski z Krakowa, Leszek Romanowski z Poznania, Jerzy Goliszewski z Warszawy, Janusz Limon z Gdańska, Anatol Święcicki z Kijowa, Małgorzata Szczerbo-Trojanowska z Lublina i Henryk Potrycha z Katowic. Wieczór uświetnili swoimi występami lekarze o niezwykłych talentach muzycznych: Anna Kutkowska-Kass (sopran) oraz Cezary Olszewski, wspaniale interpretujący utwory Fryderyka Chopina. Czekamy na Wasze prace! Pula nagród to Organizatorem konkursu jest Kolegium Redakcyjne „Gazety Lekarskiej”. :-) :-) Zwycięską anegdotę przesłał doktor Maciej Biernacki. Gratulujemy wygranej! Serdecznie dziękujemy wszystkim Czytelnikom, którzy przesłali swoje anegdoty na konkurs„GL” 11/2013. Więcej nadesłanych anegdot publikujemy w„Gazecie Lekarskiej Premium” na www.gazetalekarska.pl. :-) :-) :-) :-) W szpitalu rano na godzinę przed operacją internista ze względów kardiologicznych zdyskwalifikował (w żargonie chirurgicznym: „zrzucił”) pacjenta, który miał przejść naczyniowy zabieg pomostowania aortalno-dwuudowego (w żargonie chirurgicznym tzw. „majtki”). W tym samym czasie karetka przywiozła potrącone przez samochód dziecko, które wymagało natychmiastowej operacji z powodu pęknięcia śledziony. Po informacji o zdyskwalifikowanym pacjencie naczyniowym i wiezionym na blok operacyjny dziecku jedna z pielęgniarek pobiegła wezwać dyżurnego chirurga. Dostrzegła go na końcu szpitalnego korytarza. Zaczęła biec przez korytarz pełen ludzi, krzycząc: „DOKTORZE! ZRZUCAMY MAJTKI I ROBIMY DZIECKO!”. Tekst nie powinien przekraczać 700 znaków. Do wygrania weekend dla dwóch osób w Hotelu Białowieski! Regulamin konkursu dostępny na stronie www.gazetalekarska.pl. :-) :-) Czekamy na kolejne historie, opisujące najbardziej niezwykłe, zabawne lub absurdalne sytuacje z życia lekarza. Należy je przesyłać do 15 stycznia na adres [email protected]. Ochrona zdrowia USA Maria N a poziomie federalnym najważniejszy podmiot wykonawczy to Ministerstwo Zdrowia i Usług dla Ludności (Department of Health and Human Services, HHS). Odpowiada on za realizację instrukcji Kongresu i Białego Domu dotyczących finansów, planowania/koordynacji, zarządzania i regulowania oraz dostarczania usług zdrowotnych. Administruje publicznymi programami ubezpieczenia Medicare i Medicaid (zob. dalej), działa poprzez wyspecjalizowane agencje, np. ds. badań i jakości w służbie zdrowia, kontroli i zapobiegania chorobom, oceny leków i żywności (Food and Drug Administration, FDA) i inne. Publicznymi nabywcami usług są właśnie agencje – federalne i stanowe. Federalna Medicare ubezpiecza niemal wszystkich powyżej 65. r.ż., osoby niepełnosprawne i z chorobami nerek. Stany administrują Medicaid i CHIP (Children’s Health Insurance Program) – pokrywają one koszty leczenia ubogich, wymagających długotrwałej opieki. Stany i władze lokalne utrzymują publiczne szpitale, centra medyczne, komunalne ośrodki opieki dla niezamożnych. Prowadzą działania prewencyjne i z zakresu zdrowia publicznego, odpowiadają m.in. za wydawanie licencji lekarzom, pielęgniarkom i innym profesjonalistom zdrowia. Regulacje dotyczące rynku farmaceutyków i środków medycznych to z kolei domena rządu federalnego. Ale sprawy jakości, dostępności i kontroli kosztów w ochronie zdrowia są regulowane przez podmioty publiczne i prywatne odrębnie na każdym poziomie (federalnym, stanowym, lokalnym). Ograniczone planowanie powoduje często brak koordynacji i nieprawidłowości. By sobie z tym radzić, szpitale, spółki lekarskie i ubezpieczyciele łączą się w grupy, tzw. organizacje zintegrowanej obsługi zdrowotnej (health maintenance organization, HMO – istnieją od początku lat 30., niektóre nieprzerwanie) oraz organizacje preferowanych świadczeniodawców (preffered providers organization, PPO). Zapewniają one firmom ubezpieczeniowym usługi zdrowotne, kontraktując je u świadczeniodawców; same też są świadczeniodawcami. W 2012 r. 56 proc. ubezpieczonych pracowników podlegało systemowi PPO, a 25 proc. – HMO. 56 Powstał już w latach 30. ub.w. (ubezpieczenie socjalne). Od połowy lat 60. istnieją federalne programy Medicaid i Medicare tworzące publiczny system ubezpieczenia zdrowotnego. Medicaid subsydiuje osoby o dochodach poniżej federalnego poziomu ubóstwa (samotni: 11 179 USD rocznie i 4-osobowa rodzina: 23 050); obejmuje tylko 45 proc. takich osób (10 mln). Medicare składa się z kilku części: np. A finansuje szpitale, B – opiekę podstawową, D – leki. W 2010 r. większość Amerykanów była ubezpieczona prywatnie – za pośrednictwem pracodawców (150 mln), indywidualnie bez subsydium pracodawcy – 10 mln, natomiast ubezpieczenie publiczne w Medicare miało 46 mln, a w Medicaid – 44 mln. Ci, którzy nie mają innych możliwości, wykupują polisy indywidualne, które zwykle nie są subsydiowane, a ich posiadacze ponoszą wyższe opłaty. Zmniejszeniu liczby nieubezpieczonych ma służyć ustawa z 23 marca 2010 r. o dostępnej opiece zdrowotnej (Patient Protection and Affordable Care Act, ACA) zwana Obamacare od nazwiska jej inicjatora – prezydenta Baracka Obamy. Zobowiązuje ona wszystkich (pod groźbą kary) do posiadania jakiejś formy ubezpieczenia prywatnego lub publicznego. Nieubezpieczonym oferuje się subsydia, aby mogli ubezpieczyć się prywatnie; do systemu Medicaid włącza (przez podwyższenie progu dochodu) większą grupę osób o niskich dochodach; ci z już ubezpieczonych, których nie stać na szerszą polisę, mają otrzymać doubezpieczenie. ACA przewiduje też większe środki na POZ i programy zdrowia publicznego. Firmy zatrudniające ponad 50 pracowników mają być zobowiązane (pod groźbą kary) do oferowania im ubezpieczenia, ubezpieczyciele nie będą mogli odmawiać polis osobom chorym czy z grup podwyższonego ryzyka i będą musieli zapewnić im podstawowy pakiet. Poprawić jakość i kontrolę wydatków mają np. zachęty do lepszej wydajności i kary za nieefektywność (np. przy ponownych hospitalizacjach). ACA będzie wdrażana do 2019 r., główne elementy mają działać już w 2014 r. Niezbędność reform w celu kontrolowania wydatków nie jest kwestionowana, natomiast nie wszyscy popierają działania FOTO: Photos.com Nie jest to system jednolity, wręcz przeciwnie – tworzy go wiele niezależnych systemów tylko czasem współpracujących ze sobą. Realizacja polityki zdrowotnej jest w gestii stanów, które wypełniają ją w różny sposób. Z jednej strony w Ameryce są ogromne pieniądze, wielkie wydatki, wysokie technologie, z drugiej – 50 mln (17 proc. społeczeństwa) nieubezpieczonych o bardzo utrudnionym dostępie do ochrony zdrowia. odgórne mające poprawić sytuację nieubezpieczonych i jakość opieki, nie każdy stan chce wprowadzać ACA. Ogólne założenia mogą się więc zmienić. Niekiedy nawet ubezpieczenie nie gwarantuje udźwignięcia kosztów leczenia – powodem są wysokie OOP. Wydatki na leczenie odpowiadają za 60 proc. indywidualnych bankructw. OOP to opłaty bezpośrednie za usługi, doubezpieczenie, współpłacenie i potrącenia. Ich udział w całości wydatków na zdrowie na jednego mieszkańca spada, ale w cenach realnych bardzo wzrósł (w 1970 r. było to 128 z 319 USD, czyli 40 proc., w 2011 r. – odpowiednio 1146 z 8187 USD, czyli 14%). Najwięcej OOP pochłaniają leki: człowiek starszy z trzema przewlekłymi chorobami wyda na leki 1292 USD, niechorujący – 173 USD; chorowity młody – 951 USD, niechorujący – 45 USD. Klient Medicare z alzheimerem z własnej kieszeni wydaje tylko na leki 25% dochodów. Wydatki na zdrowie na mieszkańca są wyższe niż gdziekolwiek indziej: aż o 53% więcej niż w drugiej pod tym względem Norwegii. To 17,9% PKB (2011). ACA ma zwiększyć ten udział w 2019 r. do 19,3 PKB. Średnio na mieszkańca wypada 6800 USD. Środki publiczne (federalne i stanowe) stanowią 48 proc. wydatków, z prywatnego ubezpieczenia pochodzi 40 proc., 12 proc. – OOP. Ale tylko 30 proc. populacji objęte jest finansowaniem publicznym – głównie przez Medicare i Medicaid. Pieniądze w systemie ochrony zdrowia pochodzą od pracodawców, pracowników i indywidualnych obywateli (składki, opłaty, podatki). W 2011 r. pracodawcy i pracownicy płacili na ubezpieczenie zdrowotne po 1,45 proc. wynagrodzenia, samozatrudniony do Medicare odprowadza 2,9 proc. dochodu. Działania na rzecz zdrowia publicznego opłacane są z różnych podatków (podatki federalne to 10–35 proc. zarobków, stanowe są różne – w niektórych nie ma, w innych obejmują tylko zamożnych, niektóre nie stosują podatku od sprzedaży (sales tax), w innych jego stawki wynoszą 2,9–8,25 proc., podatku VAT nie ma). Środki płyną do prywatnych ubezpieczycieli zdrowia oraz do rządów federalnego i stanowych, które poprzez różne mechanizmy, zależne od rodzaju usługi i typu płatnika, przekazują je świadczeniodawcom. Na przykład Medicare szpitalom płaci wg DRG (diagnosis-related group), za poradę ambulatoryjną – stawki za usługę, za leki są dopłaty, za opiekę długoterminową – ryczałt. Medicaid szpitalom płaci stawki dobowe i refunduje rzeczywiste koszty. Wynagrodzenia profesjonalistów medycznych są finansowane z części B Medicare bezpośrednio albo przez współpracującą sieć HMO lub PPO i są bardzo zróżnicowane. Medicaid płaci średnio lekarzom POZ tylko 66 proc. tego, co Medicare. Niektóre duże organizacje, instytucje akademickie, płacą lekarzom pensje. Średnie zarobki lekarza rodzinnego to 146 tys. USD rocznie, specjalisty – 236 tys. USD, chirurga – 273 tys. USD (ostatnie oficjalne dane z 2003 r.). Technologia medyczna stoi na wysokim poziomie, specjalistycznego sprzętu jest bardzo dużo. Na przykład liczba apa- ratów CT i MRI na milion ludności przekracza kilkukrotnie poziom innych krajów OECD (CT: 40 w USA vs. 9 w Wielkiej Brytanii, MRI: odpowiednio 30 vs. 6). Jest też 2-3-krotnie więcej modułów do kardiochirurgii i bypassowania pod kontrolą koronarografii, niż w innych najbardziej rozwiniętych krajach. Nie wszędzie jednak sprzęt jest właściwie wykorzystany, czasem go brakuje. Dają natomiast o sobie znać niedobory lekarzy i pielęgniarek w POZ. Są znaczne dysproporcje między miastem a wsią (100 GP na 100 tys. vs. 46/100 tys.). Zapotrzebowanie na kadry wzrośnie w wyniku reformy ACA, rozwoju Medicaid, rozszerzenia ubezpieczeń, starzenia się społeczeństwa. ACA przewiduje zwiększenie liczebności kadr poprzez finansowanie kształcenia, stypendia i zachęty dla podejmujących pracę na terenach, gdzie występują deficyty, oraz tworzenie tam nowych praktyk. Osoby ubezpieczone wchodzą do systemu poprzez lekarza rodzinnego, chociaż u niektórych ubezpieczycieli (np. PPO) klient może iść bezpośrednio do specjalisty. Osoby nieubezpieczone nie korzystają ze stałej placówki POZ, ale w razie potrzeby udają się do komunalnego ośrodka zdrowia albo szpitalnego oddziału ratunkowego (co nie zapewnia ciągłości opieki); poza sytuacjami nagłymi dostęp do specjalisty czy szpitala może być dla nich utrudniony z powodu opłat OOP. Oddziały ratunkowe w szpitalach finansowanych przez Medicare (czyli prawie wszystkie szpitale w USA) mają prawny obowiązek udzielenia pomocy każdemu w sytuacji nagłej. Funkcję placówek pierwszej pomocy pełnią także ambulatoria w centrach handlowych. Zmniejszeniu liczby łóżek szpitalnych towarzyszy wzrost wykonywanych ambulatoryjnie świadczeń pozabiegowych (rehabilitacja, opieka domowa, przejściowa) oraz chirurgii jednego dnia. W USA stosuje się dużo leków w porównaniu z innymi bogatymi krajami. Obserwuje się też wzrost popularności medycyny alternatywnej i komplementarnej (za opłatą OOP). Wydatki na zdrowie na gdziekolwiek pod tym Norwegii. W USA także rośnie średnia długość życia, spada śmiertelność niemowląt, choć wskaźniki są gorsze niż w krajach zamożnych. Mocno zredukowano nikotynizm, hipercholesterolemię i próchnicę. Przybywa natomiast cierpiących na choroby zależne od stylu życia, jak cukrzyca, nadciśnienie. Powód: niezdrowa dieta, brak ruchu, stres, a także czynniki kulturowe i środowiskowe. Wskaźnik BMI powyżej 25 ma 67 proc. Amerykanów (odsetek najwyższy na świecie); w ciągu ostatnich trzech dekad odsetek otyłych dzieci i młodzieży wzrósł 3-krotnie. To jedna z istotnych przyczyn wysokich kosztów ochrony zdrowia w USA: otyli wydają o 41 proc. więcej. Duże różnice w stanie zdrowia występują między białymi i Hiszpanolatynosami, Afroamerykanami, Azjatami, Indianami, rdzennymi mieszkańcami Alaski. Dla słabszych grup rząd federalny ma programy wyrównawcze. Korzystałam z opracowania„Health Care Systems in Transition: United States of America 2013”, przygotowanego przez European Observatory on Health System and Policy, portali akson.sgh.waw.pl, polonia.net, rynekzdrowia.pl oraz źródeł własnych. 57 Indeks Za sprawą niewielkiego, ale jakże podstępnego mikroba, zostałam pacjentem. Z jego winy, na skutek gorączki, czy może w efekcie reakcji anafilaktycznej po zażytym leku znalazłam się po drugiej stronie lustra. I oto moim oczom pacjenta ukazał się, zawieszony wśród plakatów propagujących szczepienia przeciwko grypie, uśmiech. „Widziałam już koty bez uśmiechu” – pomyślałam jak Alicja – „Ale uśmiech bez kota widzę po raz pierwszy w życiu. To doprawdy nadzwyczajne!”. Zwłaszcza że poczekalnia szpitalnego oddziału ratunkowego nie wyglądała na Krainę Czarów, a uśmiech zadziwiająco przypominał nieszczery grymas twarzy ministra Arłukowicza. „Wszyscy mamy tutaj bzika. Ja mam bzika, ty masz bzika” – zagadał do mnie, zupełnie jak w książce Lewisa Carrolla, uśmiech.„Skąd może pan wiedzieć, że ja mam bzika?” – oburzyłam się, znów jak Alicja.„Musisz mieć. Inaczej nie przyszłabyś tutaj” – zabrzmiało złowieszczo, a uśmiech bladł wraz z działaniem leku przeciwgorączkowego. Strach zaś narastał we mnie, świeżo upieczonym pacjencie. A więc tego na co dzień doświadczają ci, których los przyszło mi podzielić… 58 Ze świata tytanów w białych fartuchach wpadłam w otchłań systemu opieki zdrowotnej. Przed oczami stanęły mi nagłówki gazet z ostatniego tygodnia. A jeśli dziennikarze piszą prawdę? Przecież taka możliwość istnieje… Dając wiarę prasowym doniesieniom, podzieliłam los trzydziestu ośmiu milionów rodaków, na co dzień zaniedbywanych, oszukiwanych i okradanych przez lekarzy. Ale czy bezbronnych wobec białej lekarskiej mafii?! Niknący uśmiech ministra przypomniał mi, że jest przy mnie Narodowy Fundusz Zdrowia, który jak Gandalf Biały stoi na straży mojego zdrowia i moich zdrowotnych finansów. Teraz, gdy już jesteśmy po jednej stronie barykady – pacjent i Urząd – możemy ramię w ramię śledzić i unicestwiać lekarską niegodziwość. Mamy do tego oręż – Zintegrowany Informator Pacjenta – sympatyczną i przyjazną człowiekowi aplikację, pozwalającą na obserwowanie trasy i kosztorysu swoich medycznych wędrówek. Z jego pomocą dzielni rodacy pomogli ująć i ukarać już wielu medycznych oszustów żerujących na ludzkiej chorobie za publiczne pieniądze! Bo oszukują wszyscy. Nawet bardziej oszukują, niż leczą! A najbardziej dentyści i ginekolodzy! I wszędzie: w Olsztynie i Nowej Soli, na Kujawach i na Pomorzu! Wszyscy wykorzystują tę samą metodę podwójnego wyłudzenia pieniędzy: bezpośrednio od pacjenta i od NFZ! Kto nie wierzy, niech zajrzy na Facebooka – znajdzie tam fanpage, na którym (czy raczej – będąc w zgodzie z ortografią – na której) możemy się my, pacjenci, podzielić swoimi szpiegowskimi sukcesami z wykorzystaniem ZIP-u. Tą drogą możemy też dowiedzieć się, jak wstąpić w szeregi tej specyficznej krucjaty i zostać Pawlikiem Morozowem medycznego świata. A sprawa to wszak patriotyczna, bo chodzi o nasze wspólne pieniądze! Jakby dla potwierdzenia tego, czego nie chciałam widzieć w swoim poprzednim wcieleniu, dotarła do mnie informacja o innym, powszechnie stosowanym procederze naruszającym publiczne zasoby przeznaczone na leczenie. Metoda ma tradycje literackie, a jej patronem niech będzie Paweł Iwanowicz Cziczikow. Ten bohater gogolowskich „Martwych dusz” skupował dane zmarłych chłopów pańszczyźnianych w celu zapewnienia sobie wiarygodnego wizerunku jako kredytobiorcy. Łapiduchy z POZ oszukują też na, nomen omen, „martwe dusze” – wykazując na listach swych podopiecznych osoby nieubezpieczone lub raczej uznane za nieubezpieczone przez weryfikujący system komputerowy. Nie wiem, czy ich dane nieuczciwi świadczeniodawcy skupują, czy nie, ale jak wykazuje sprytnie wprowadzona w tym celu aplikacja eWUŚ, każdy z oszustów ma około siedem procent takich martwych dusz. Na szczęście – już niedługo! Po wycofaniu naznaczonych czerwonym kolorem „martwych dusz” z list pacjentów, co nastąpi prędzej czy później, Narodowy Fundusz liczy na wymierne oszczędności – z prostego rachunku matematycznego jakieś osiemnaście milionów. Moja wyobraźnia pacjenta podpowiada, że co roku te osiemnaście milionów było nieuczciwie zagospodarowane przez lekarzy na własne, wybujałe potrzeby. Zaoszczędzone pieniądze Urząd zamierza przeznaczyć na tak zwane bilanse zdrowia wśród dzieci i młodzieży oraz dodatkowy bilans w 45. roku życia. Rozmarzyłam się: jak to dobrze, że już wszyscy będziemy dokładnie zbadani, a może nawet zdiagnozowani. Trochę mąci mój spokój myśl, że nikt na razie nie mówi o wzroście kontraktów na leczenie wykrytych podczas badań dolegliwości – mam nadzieję, że moje obawy to li tylko podszepty łapiducha wciąż siedzącego mi za skórą. Jako świeżo upieczony pacjent, już w drodze do apteki czułam się radośnie, mogąc wesprzeć system finansowo. Byłoby mi wstyd, gdybym obciążyła go kosztami refundacji mojego leczenia – wszak nikt nie wie do końca, czy taka refundacja mi się należy. Z dumą wykupiłam pełnopłatne leki. Jednak w miarę postępów leczenia, mój entuzjazm pacjenta-neofity malał. Zastępowało go dawne lekarskie rozgoryczenie. Wiem już, jak trudno zbudować relację zaufania pomiędzy leczącym i chorym, bo – jak większość z nas – byłam po obu stronach lustra. Czy taka relacja będzie możliwa, gdy zwykły ludzki lęk przed wizytą w lekarskim gabinecie zostanie jeszcze wzmocniony działaniami państwowego Urzędu? Szukałam odpowiedzi wśród wystąpień przedstawicieli zajmującego się zdrowiem ministerstwa i Urzędu – moje obawy, i lekarza, i pacjenta, ginęły przytłoczone kolumnami cyfr, punktów poparcia w sondażach, kwot i paragrafów… Kto żył w Polsce Ludowej, zapewne wielokrotnie uczestniczył w tzw. częściach artystycznych. Były to koncerty rozpoczynające się po przemówieniach, referatach, odznaczeniach i odśpiewaniu„Międzynarodówki” podczas akademii z okazji 1 maja, 22 lipca, rewolucji październikowej, rozmaitych rocznic, dla uczczenia kogoś, upamiętnienia czegoś, podkreślenia… itd. P rzypominam sobie scenografów dekorujących gmachy partyjne, projektujących rekwizyty noszone na pochodach albo karykatury wrogów klasowych, przeciwników ustroju i podżegaczy wojennych. Otrzymywali za to honoraria o wiele wyższe niż dochody z teatralnych projektów scenograficznych, nawet tych, które miały wspierać budownictwo socjalistyczne. Podczas natłoku akademii rocznicowych aktorzy trzymali w pogotowiu specjalnie wynajęte taksówki, aby zdążyć z monologami satyrycznymi, skeczami, wierszami o Stalinie, planie 6-letnim lub wyścigu pracy z jednej fabryki do drugiej, do licznych świetlic, urzędów, a nawet szpitali, PGR-ów i domów kultury. W głębokim PRL-u brałem udział w takiej właśnie, ale nietypowej części artystycznej, zorganizowanej na terenie jednego z wrocławskich szpitali, w obecności korpusu kadry lekarskiej, sióstr miłosierdzia, pielęgniarek, salowych i służby pomocniczej. Mianowicie zgłosił się do mnie pewien utalentowany, ceniony, ale już wieloletni artysta baletu, abym pomógł mu odwdzięczyć się za uratowanie życia przez funkcjonariuszy wrocławskiej medycyny. Ponieważ miałem do czynienia z gwiazdą naszego repertuaru, natychmiast wziąłem się do dzieła. Ustaliłem termin, obsadę i miejsce występu. Był nim obszerny korytarz szpitalny, na którym ustawiliśmy podium oświetlone przywiezionym sprzętem. Wokół zasiadła elita medyczna, pracownicy i pacjenci, którym w nagrodę za postępy w zdrowieniu pozwolono wstać z łóżek. Najpierw wygłosiłem płomienne przemówienie o niezapomnianym wkładzie tego szpitala w uratowanie życia i wyleczenie pioniera baletu dolnośląskiego. Potem wyłonieni w drodze demokratycznej selekcji i zatwierdzeni przez operową POP soliści wykonali swe najlepsze „kawałki”. Preferowany był repertuar patriotyczny, staż pracy, osiągnięcia w teatralnej działalności społecznej i zaangażowanie polityczne. Na początku przedstawicielka Ligi Kobiet zaśpiewała arię z „Wesołej wdówki”. Potem przewodniczący związku zawodowego zaintonował „Ten zegar stary”. Następnie działaczka ZMS-u wykonała „Miłość to cygańskie dziecię” z „Carmen”, a sekretarz POP z trudem wyjęczał„Wielka sława to żart”. Natomiast ozdrowieniec w towarzystwie równie zasłużonej primabaleriny ostrożnie i pomału zatańczył ognisty taniec cygański z operetki Jana Straussa. Owacjom, ukłonom i wyrazom wdzięczności nie było końca. Ordynatorzy pytali, czy w Operze nie ma jeszcze kogoś do wyleczenia, jak duża jest śmiertelność wśród załogi i czy istnieje plan jej zmniejszenia, np. w drodze profilaktyki lub szkolenia ideologicznego. W gronie lekarzy i artystów rozochocony dyrektor szpitala zaprosił mnie do gabinetu na kieliszeczek koniaku. Po opróżnieniu kolejnej butelki w atmosferze zbratania służby zdrowia z artystami skierował pytanie do naszego ozdrowieńca: „No, jak tam czuje się nasza gwiazda po usunięciu tej przypadłości?”. „Doskonale!” – wykrzyknął leciwy, lecz rześki tancerz. Usunięcie stulejki przywróciło mi formę baletową, poprawiło poziom życia towarzyskiego. Mam teraz jeszcze więcej wielbicieli, a niektórzy radzą mi nawet, abym się przespał z kobietą!”. Ta część artystyczna była moim początkiem związków medycyny ze sztuką, za pośrednictwem tej właśnie stulejki, a nie jakichś tam kontuzji, afonii czy – nie daj Boże! – choroby zakaźnej. To przyszło dopiero później. T zrozumie. Dotyczy to szczególnie tej części książki, która nosi tytuł: „Po spożyciu”. Znajdujemy w książce realistyczny obraz pracy polskiego lekarza. To, że obraz ten jest przedstawiony w formie żartobliwej, często nadaje idiotyzmom, z którymi musimy się spotykać i zmagać w naszej pracy zawodowej, bardziej dramatycznego wymiaru. Ta uwaga dotyczy przede wszystkim zdarzeń opisanym w rozdziale: „Na froncie”, w którym przedstawione są sytuacje przeżywane przez załogi pogotowia ratunkowego. Sam mógłbym uzupełnić tę część książki o opowieści moich łódzkich kolegów, „niosących pomoc przy dźwiękach karetkowych syren”. Sytuacje, ak się złożyło w ostatnich miesiącach, że trafiają do moich rąk książki napisane przez kolegów chirurgów. Tym razem to chirurdzy z Płocka: Adam Lewandowski i Witold Paszta. Jak sami piszą we wstępie, chcąc napisać coś śmiesznego, zdali się na życie. Przez trzy lata spisywali lekarskie przygody – swoje oraz kolegów. Znajdziemy zatem w książce opis prawdziwych zdarzeń. Trzeba przyznać, że niektóre z nich przekraczają obszar wyobraźni najbardziej twórczego scenarzysty. Nie można tutaj przywoływać scenarzysty rodem z Hollywood, albowiem opisane wydarzenia mają miejsce w specyficznych polskich realiach, których nikt poza nami nie 60 Zanim się użyje jakiegoś zgrabnego porównania czy wykwintnej przenośni, trzeba się zastanowić, czy nie będzie to zbyt dosłownie zrozumiane. Taką sytuację przeżyłem kilka dni temu, kiedy usłyszałem w telewizji lekarza namawiającego ludzi kończących czterdzieści lat, żeby zrobili sobie przegląd – cytat: „Tak samo, jak się robi w samochodzie”. P o pierwsze – nigdy w życiu nie miałem czterdziestoletniego samochodu. Zmieniam częściej. Ale może pan doktor użył skrótu myślowego? Pewnie chodziło o to, żeby po czterdziestu latach człowiek sobie zrobił przegląd tak samo, jak robi w samochodzie po roku lub przejechaniu piętnastu tysięcy kilometrów. Natychmiast uruchomiła mi się część wyobraźni odpowiedzialna za porównania motoryzacyjne. – Klocki hamulcowe mam prawdopodobnie zużyte, ale czy to się opłaca wymieniać? Rzadko się już rozpędzam, więc i z hamowaniem nie ma kłopotu. Owszem, mam parę zarysowań widocznych na nadwoziu, ale tego nie ma sensu polerować. Uważam nawet, że mężczyźnie w pewnym wieku rysy dodają szlachetności. Poza tym, na ten model i rocznik podrywać i tak raczej już się nie da. To jest typowo użytkowy pojazd, służący głównie do pracy. Co najwyżej rysę mogę sobie przerobić na tatuaż… Skrzydło orła lekko zasłaniające pysk węża… Spalanie mam w normie, oleju nie biorę, bo nie lubię… Właściwie jedyne, co mógłbym zrobić, to pojechać na myjnię. No może jeszcze sobie powieszę choinkę zapachową. I wystarczy! Bardziej należałoby się zająć Martą. Bo ta ma ewidentnie cofnięty licznik. Kto wie, czy nawet nie posunęła się do sfałszowania karty pojazdu, bo to przecież niemożliwe, żeby model wycofany z produkcji pod koniec lat osiemdziesiątych, był z roku na rok coraz młodszy. Chociaż… Teraz tuning czyni cuda… Takie są efekty poszukiwania zgrabnych porównań. Prosta droga na manowce. Wyobraźmy sobie, że każdy lekarz do- o których czytamy, wydają się być znajome, ale sposób ich przedstawienia powoduje, że chętnie czytamy kolejne i nie mamy odruchu odłożenia książki na bok. Należy pogratulować autorom swady, z jaką opisują różnego typu lekarskie interwencje. Książka jest jednak specyficzna. Język, którym została napisana, oddaje polskie realia, ale dla osób bardziej wrażliwych na wulgaryzmy może być zbyt dosłowny i dosadny. Ale z drugiej strony, kiedy weźmie się do ręki polskie powieści współczesne, nagrodzone w literackich konkursach, język naszych ulic i bram brzmi tam jeszcze perliściej. Podczas lektury nasunęła mi się następująca refleksja. Dla lekarza omawiana książka jest staje zalecenie posługiwania się metaforą (wymyśliłem nawet nazwę metafory używanej w medycynie – „medafora”), stosowania w diagnozowaniu niedomówień i porównań. Co ma zrobić biedny pacjent, słysząc w gabinecie taką odpowiedź na pytanie o dalszy ciąg leczenia: – Wie pan, kardiologia jest piekarnią życia, a z arytmią jest jak z chlebem… albo: – Serce ma pan z kamienia. Być może jest to nawet kamień filozoficzny… albo: – Proszę pana, musi pan spojrzeć na swoje płuca, jak ratownik GOPR na wiosenny dzień budzący się nad bieszczadzkimi połoninami… (Przepraszam, dygresja – w tej chwili przypomniało mi się, że jeden z moich znajomych, Wojciech, wybitny polski jazzman, swoją żonę, znaną polską satyryczkę, Marię, która pali bardzo dużo i tylko mentolowe, nazwał „zielonymi płucami Warszawy”. Koniec dygresji.) A może nie wymyślać „medafor”, tylko spróbować zaadaptować metafory sprawdzone w innych sferach życia? Na przykład w środowisku literackim istnieje takie zgrabne powiedzenie, że„tłumaczenie jest jak kobieta – jak wierne, to nie piękne, jak piękne, to nie wierne”. Ale do czego to może pasować? „Przeziębienie jest jak kobieta?”. Bez sensu. Do mnie proszę wprost, bez owijania: „Idź się przebadaj, bo jak cię sieknie, to się już nie podniesiesz. Jak król Salomon, który, jak go siekło, to już się nie podniósł!”. zbiorem zabawnych anegdot z życia medyków. Bardzo jestem ciekawy, jak tę książkę odbiorą nasi pacjenci. Na razie poprosiłem o jej przeczytanie moją żonę, która jest aptekarką. Osobom, które będą miały okazję książkę przeczytać, przedstawiam mój ulubiony fragment: wezwanie pogotowia pod hasłem: „Ból za mostkiem”. Osobom, które takiej okazji mieć nie będą, wyjaśniam, że chodzi o ból za mostkiem wykonanym przez… stomatologa. 61 W Ponad trzysta lat po tym, jak Ribera odłożył pędzel, kładąc ostatni błysk światła w źrenice Magdaleny Venturo, irlandzki poeta Paul Muldoon napisze o tym tajemniczym dziele: „Zupełnie mnie urzekła ta niezwykła Madonna”. Nie tylko jego zresztą, bo sława Magdaleny, matki, która straciła trzech synów, żony Feliciego di Amici, obiegła w XVII w. całą Hiszpanię. W 1631 r. Jusepe Ribera poproszony został przez hiszpańskiego księcia Alcala o namalowanie małżeńskiego portretu Feliciego de Amici i jego przykuwającej uwagę żony Magdaleny. W wyniku tego zamówienia powstał portret ze wszech miar niezwykły. Obraz nie przedstawia młodej pary tuż po ślubie, ale dojrzałe małżeństwo w wieku, który dziś nazwalibyśmy średnim. Mąż, Felici de Amici, pozostaje w cieniu, z tyłu swej partnerki, lekko przyczajony ze zmarszczonym czołem z pewną niepewnością patrzy w stronę widza. Tymczasem jego żonie daleko do nieśmiałości, to ona gra główną rolę w spektaklu dramatycznie kreślonym przez Riberę. Na nią pada główne światło, wydobywając z mroku jej tajemniczą fizjonomię: męskie rysy i broda tworzą szokujący wręcz kontrast z obnażoną piersią, którą kobieta karmi dziecko. Małżonkowie umieszczeni są w niezidentyfikowanej, jakby ponadczasowej, ociera- jącej się o sacrum przestrzeni. Zagadkowy nastrój sceny podbija jeszcze tablica z inskrypcją opowiadającą historię życia Magdaleny, której powierzchowność zaczęła gwałtownie się zmieniać gdy osiągnęła wiek 37 lat. Zmianę tę tłumaczy Ribera jako „cud natury”. Cud natury zatem, jak pisze malarz, czy jednostka chorobowa? Jeśli ta druga, to jak można zdiagnozować Magdalenę? Choć Magdalena pozostaje niewątpliwą heroiną dzieła Ribery, to – podobnie jak Muldoona i „[…] mój wzrok przyciąga/ Niemal wbrew woli” – to, co ukryte w cieniu. Cień jest bowiem u Ribery równie ważny jak światło, jego połać skrywa Feliciego – skrzepniętego bohatera drugiego planu, którego istotę pięknie puentuje irlandzki poeta: „Postać w półmroku/ Smukła i ogolona/ Jakby trafiła tu po prostu/ Pomiędzy naprawieniem korka/ A zmyciem naczyń po śniadaniu”. daleko do Jusepe de Ribera, „Kobieta z brodą”, 1631, Prado, Madryt 62 a Obraz oryginalny: b Wskaż oryginał i znajdź cztery szczegóły różniące obrazy oraz postaw diagnozę: na co choruje Magdalena? Odpowiedź prześlij na @ do 15 stycznia 2014 r. W temacie maila należy wpisać GL12. Proszę nie zapomnieć o podaniu danych kontaktowych (imię i nazwisko, adres, telefon). Dla jednej z osób, które prześlą prawidłowe odpowiedzi, Hotel Prezydent**** Medical SPA & Wellness w Krynicy-Zdroju ufundował voucher obejmujący m.in.: t dwa noclegi dla dwóch osób w apartamencie tdwa śniadania i dwa obiady w hotelowej Restauracji Magnolia oraz uroczystą kolację dla dwojga tpakiet zabiegów (dla dwóch osób) w hotelowej Ambasadzie Zdrowia i Urody SPA (Masaż dla dwojga, Ajurwedyjski masaż na „Talaxa Spa”, Złoty zabieg na ciało) t możliwość korzystania bez ograniczeń z basenu, jacuzzi, 3 rodzajów saun, siłowni Diagnoza: Przypadłość ta była popularnym schorzeniem w średniowiecznej Europie. Informacje na ten temat znaleźć można nie tylko w tekstach medycznych z epoki, ale również w przedstawieniach plastycznych pochodzących z tamtego okresu. Przerośnięte wole traktowano wówczas jako atrybut szczególnej brzydoty, wywołującej strach i obrzydzenie. Użycie tej choroby jako inspiracji do postaci gargulca wydaje się zatem być wysoce prawdopodobne. Głównym zadaniem funkcjonalnym gargulców było odprowadzanie wody z dachów, stąd zawsze mają one otwarte usta, przez które przelatywała woda. W niektórych przypadkach w ustach pojawiają się dodatkowe elementy: rury ułatwiające przepływ wody. Na katedrze praskiej znaleźć można szczególnie ciekawe przypadki, gdzie element rynny został tak wyprofilowany, że przypomina wyciągnięty język postaci. Gargulce często przybierały postacie diabłów, stąd często spotyka się przypadki z rogami, ogonem czy futrem. Wole w wiekach średnich było częściej przypadłością kobiecą, a zatem zaznaczenie płci gargulca nie pozostałoby tutaj nieuzasadnione. W średniowiecznych manuskryptach spotyka się liczne przedstawienia kobiet z wolem osiągającym monstrualne rozmiary. Skrzydła nawiązywałyby do jednego z najsławniejszych paryskich rzygaczy, który zresztą rzygaczem per se nie jest, ponieważ pozbawiony jest funkcji odprowadzania wody. Tak zwany Myśliciel, melancholijnie oparty o wieżę katedry, patrzy na dachy Paryża, szelmowsko wystawiając język. *2 *1 Voucher do Hotelu Prezydent**** Medical SPA & Wellness w Krynicy-Zdroju otrzymuje Anna Hawełka z Przewozu Gratulujemy! *4 *3 Gargulec z Katedry św. Wita w Pradze Kultura J edna z październikowych niedziel to tradycyjny termin wernisażu Ogólnopolskiej Wystawy Fotograficznej Lekarzy w Klubie Lekarza OIL w Łodzi. W tegorocznej edycji, odbywającej się pod hasłem:„Świat okiem lekarza”wzięły udział zdjęcia dwudziestu lekarzy i sześciu lekarzy dentystów. Adresy autorów to oprócz Łodzi, Sieradza, Tomaszowa Mazowieckiego i Pabianic, także Bytom, Gliwice, Poznań, Olsztyn, Parczew, Rybnik, Warszawa, Włocławek Zabrze i Zagnańsk. Po raz pierwszy w historii łódzkich wystaw prace oceniało profesjonalne jury. W jego skład wchodzili: Izabela Urbaniak, wiceprezes Związku Polskich Artystów Fotografików Okręg Łódzki jako przewodnicząca oraz członkowie jury: Piotr Nadolski, prezes Związku Polskich Fotografów Przyrody Okręg Łódzki i Sławomir Grzanek, prezes Łódzkiego Towarzystwa Fotograficznego. Złoty Obiektyw przyznano Małgorzacie Majewskiej-Kawińskiej, Srebrny – Andrzejowi Chodackiemu, Brązowy – Jerzemu Ratajskiemu. Przyznano także dwa wyróżnienia. Otrzymali je: Joanna Biernacka i Wojciech Dyk. Ryszard W najlepszego, naszym zdaniem, wyrobu. W tegorocznej edycji turnieju wzięło udział około stu jurorów. Największe uznanie i tradycyjną nagrodę w postaci karafki otrzymała nalewka cytrynowa autorstwa Andrzeja Wojdy, informatyka w łódzkiej OIL, drugie miejsce zajęła nalewka sygnowana: „Medycyna Grabieniec”, a trzecie trunek autorstwa Łukasza Jaska. Wieczór jak zwykle zakończyły tańce. Ostatnie pary opuszczały parkiet w późnych godzinach nocnych. Moje opowieści o łódzkim Turnieju Nalewek zwykle wzbudzają zainteresowanie u kolegów z innych izb, ale chyba nie znaleźliśmy naśladowców. A przecież, z tego, co wiem, wielu lekarzy nalewki„nastawia”. 64 Klubie Lekarza funkcjonującym przy Okręgowej Izbie Lekarskiej w Łodzi zrodziło się wiele inicjatyw kulturalnych. Tu od kilkunastu lat odbywa się ogólnopolska wystawa malarstwa lekarzy. Tutaj zapoczątkowano wystawy fotograficzne, na których lekarze i lekarze dentyści prezentują swoje, czasami wybitne artystycznie, fotografie. O tych wydarzeniach wielokrotnie informowaliśmy Czytelników „Gazety Lekarskiej”. Idea wystaw fotograficznych została podchwycona przez inne izby okręgowe. W tej chwili odbywa się co najmniej pięć lekarskich konkursów fotograficznych. O pewnym dorocznym wydarzeniu, raczej o charakterze towarzyskim niż artystycznym (choć to sprawa dyskusyjna), nie było do tej pory w naszym piśmie informacji. Od siedmiu lat, tradycyjnie w ostatni piątek listopada, ma miejsce Wieczór Andrzejkowy połączony z Turniejem Nalewek. Specyfiką tego wieczoru są wróżby, dlatego zainteresowani mogą dowiedzieć się czegoś o swojej przyszłości od profesjonalnej wróżki. Co roku okazuje się, że bardziej zainteresowane są informacjami tego typu nasze koleżanki. W długiej kolejce do wróżki widziałem niewielu panów. Kwintesencją spotkania jest jednak Turniej Nalewek. Udział w nim mogą wziąć nie tylko lekarze, ale każdy, kto dostarczy organizatorom nalewkę własnej produkcji. Tegoroczny stół był dość obficie zastawiony: do turnieju zgłoszono 34 trunki. Jury to wszyscy obecni, którzy odważą się skosztować wszystkich „konkurentów”. Dla utrudnienia identyfikacji wszystkie nalewki są w jednakowych, tradycyjnych butelkach, owiniętych kolorową bibułą z nadanym numerem. Głosowanie odbywa się przez wskazanie jednego numeru – FOTO: Ryszard Golański FOTO: Ryszard Golański Ryszard Kultura Zgubiłem życie. Nie wiem dokładnie, kiedy to się stało. Kiedy jechałem wczoraj do pracy, jeszcze je miałem. Miałem je później, kiedy robiłem zakupy. Miałem je też, kiedy wyszedłem wieczorem w celach, których wcześniej nie planowałem. Wróciłem do mieszkania późno, z procentami wesoło buzującymi we krwi, niczego nie przeczuwając. Jego zniknięcie zauważyłem dopiero wtedy, kiedy zacząłem go szukać. Nie było go. Musiało wypaść mi z kieszeni. Kiedy sobie uświadomiłem jego brak, niewiele czasu dzieliło noc od świtu, ciemność... nie, czerń spowijała okolicę, a ja nie mogłem znaleźć latarki, więc postanowiłem pójść szukać go rankiem, kiedy zrobi się jasno. Problem w tym, że nie wiedziałem też, gdzie go szukać. Wczoraj przemierzyłem spory kawałek miasta. Wolałem nie myśleć o tym, że upłynęło już dosyć czasu, aby ktoś sobie moje życie przywłaszczył. Robaki spadają z kwiatków. No i nie poszedłem. Zrezygnowałem z zamiaru. Wstałem późno, bolała mnie głowa. Poza tym i tak bym go nie znalazł. Pewnie ktoś już je zabrał, a nawet jeśli nie, to taka była wczoraj okropna pogoda, że mogło leżeć gdzieś w błocie, zadeptane. Utopione. Nie wiem, co mam robić bez życia. Dziwnie się bez niego czuję. Niby wszystko, jak dawniej, a jednak czegoś brak. Dziś jeszcze nikomu o tym nie mówiłem. Robaki nadal spadają z kwiatków. Zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Znajomi żadnej zmiany nie zauważyli, ale ja tak. Jeden z kolegów przyszedł do pracy, prowadząc na smyczy potwora. Zdziwiłem się nieco, bo nie wspominał, że sprawił sobie nowego zwierzaka. Kiedy chciałem być grzeczny i powiedziałem:„Co za przemiły zwierzak.”, bo w sumie rzeczywiście był miły, łasił się do mnie, kolega spojrzał na mnie zaskoczony, z dziwnym wyrazem oczu, i odparł, że żarty się mnie trzymają, podczas gdy on rozmawia ze mną o poważnych sprawach. Wyszedłem na chama bez poczucia taktu. Robaki – wiadomo. Znowu wszystko w normie. Robię swoje. Kiedy myślę o tym, co stało się dwa dni temu (staram się zastosować, jak stwierdził kiedyś mój psychoterapeuta, mechanizm wyparcia i nie myśleć o tym, ale nie zawsze mi się udaje), głupio się czuję. Doszedłem do wniosku, że ten wczorajszy potwór to przewidzenie związane ze stresem. Tak to jest, kiedy człowiek zbytnio się czymś przejmuje. Wpadłem w panikę. Rozhisteryzowany pobiegłem szukać życia. Już dłużej tak istnieć nie mogłem. Przebiegłem dwa razy całą trasę z owej nieszczęsnej nocnej eskapady, zaglądałem do koszy na śmieci, wołałem do studzienek kanalizacyjnych, lecz mojego życia nigdzie nie było. Miałem tylko nadzieję, że nic mu się nie stało. Może przygarnął je jakiś dobry człowiek i będzie o nie dbał. Modliłem się o to, chociaż dawno tego nie robiłem i nie jestem w tym dobry. Nie mogłem jednak znieść myśli, że umarło w tym błocie, podeptane, zbrukane. Wyrzucam sobie wczorajszą chwilę słabości. Czuję wstyd, że dałem się ponieść. Postąpiłem bezmyślnie. Mam na- dzieję, że nikt, kto mnie zna, mnie nie widział. Żeby jednak nie mieć wyrzutów sumienia, że zaniechałem poszukiwań, bądź co bądź, mojego życia, pojechałem do biura rzeczy znalezionych. Czego tam nie było! Kilka żyć (niestety nie było wśród nich mojego), parę miłości w różnym stanie, bez liku przyjaźni, nienawiści, złości. Rozpoznałem jedną z miłości, mimo iż była mocno sfatygowana. Nic dziwnego, zgubiłem ją kilkanaście lat temu. Zapłaciłem parę groszy i zabrałem ją do domu. Dobre i to. Kwiaty zwiędły, więc je wyrzuciłem. Razem z robakami. Czuję się bardzo samotny bez życia. Mam wyrzuty sumienia, że nie dbałem o nie do tego stopnia, że je zgubiłem. To moja wina, zachowywałem się bezmyślnie. Jestem na siebie wściekły. Miłość leży w przedpokoju. Jutro się nią zajmę. Dziś nie mam już sił. Zauważyłem, że przez noc miłość jakby trochę wydobrzała. Musiała nie czuć się najlepiej w biurze rzeczy znalezionych. Zrobiło mi się głupio, że zostawiłem ją w przedpokoju. Ciekawe, co przeszła po tym, jak ją zgubiłem. Zważając na to, w jakim stanie ją znalazłem, nie zawsze było jej różowo. Poczułem litość, odezwało się też dobrze znane od kilku dni poczucie winy. To przeze mnie. Gdybym bardziej o nią dbał, nie byłbym jej wtedy zgubił. Tak jak teraz życia. Umyłem ją, nakarmiłem i położyłem spać, tym razem w pokoju gościnnym. Kiedy zasnęła, długo na nią patrzyłem. Jak ona spokojnie i słodko śpi... Dbam o nią. Muszę przyznać, że sprawia mi to wiele satysfakcji. A jak ona się dziś ucieszyła, kiedy wróciłem z pracy! Nie pamiętam, by ktoś kiedykolwiek okazywał mi tyle wdzięczności i przywiązania. Moja miłość z dnia na dzień coraz piękniej wygląda. I wielki z niej pieszczoch. Kiedy wróciłem, nie było jej. Nigdzie. Przeszukałem cały dom. Po tym, co dla niej zrobiłem, jak mogła mnie tak bez słowa opuścić?! A może tylko chciała się zemścić za to, że ją wtedy zgubiłem? Czy możliwe, by była aż tak podła? A może ktoś ją ukradł? Nie było jednak śladów włamania. Dlaczego... Nie byłem w stanie pisać przez ostatnie dni. Nie robiłem nic. Nie chodziłem do pracy, nie wychodziłem z domu, nie jadłem. Zastanawiam się, dlaczego odeszła. Czuję się oszukany. Wariuję. Tak bardzo jej potrzebuję. Wróciła! Wróciła. Wczoraj zbyt się cieszyłem, by napisać więcej. Wróciła. Trochę brudna, trochę chudsza, ale piękna jak zawsze. Nie wróciła sama. Zauważyłem, że przyprowadziła, a właściwie przyniosła, coś ze sobą. W zawiniątku, które trzymała, było moje życie. Bardzo zmaltretowane, ledwie żywe – moje życie. Delikatnie je z niego wyjąłem, żeby go nie uszkodzić. Zgubiłem strach. Sport W dniach 24 i 25 sierpnia odbyły się Mistrzostwa Polski Weteranów oraz II Mistrzostwa Polski Lekarzy w Lekkiej Atletyce. Rozmowa z Andrzejem Rzepeckim, mistrzem ciężarka i młota. rugiego dnia zawodów kolega Ryszard Krzesiński przedstawił mi wysokiego, barczystego mężczyznę: „Pani redaktor, oto mistrz ciężarka i młota, i jednocześnie lekarz chirurg; o nim warto coś napisać!”. Wymieniamy uprzejmości, lecz wkrótce doktor Rzepecki jest wzywany na podium celem odebrania pucharu dla najlepszego sportowca lekarza II MPL w Toruniu. Już po dekoracji podchodzę i gratuluję tak zaszczytnego tytułu i wiem to z pewnością, dlaczego kolega Ryszard przedstawił mi właśnie doktora Rzepeckiego. Długo nie zastanawiając się, zapytałam wprost: Możemy o tym porozmawiać, doktorze, jak w pana życiu medycyna i sport splotły się ze sobą, jak to się zaczęło i ile to już lat? [sympatyczny uśmiech i lekkie kiwniecie głową wystarczyło…] Urodziłem się w 1936 r. w Iwaniskach, po wojnie szkoła w Starachowicach, gimnazjum w Połczynie-Zdroju i matura w 1953 r. Sportem interesowałem się w latach szkolnych, nie wiedząc jeszcze, jaka dyscyplina odpowiada mi najbardziej. Myślałem, by pójść na AWF, lecz ostatecznie rodzice przekonali mnie do medycyny. Równocześnie rozpocząłem studia na AM w Gdańsku i wstąpiłem do KS Lechia, gdzie pod okiem trenera Sławomira Zieleniewskiego zacząłem przygodę z rzutem młotem, która – jak widać – trwa do dziś. Treningi godziłem z zajęciami na uczelni i tylko jeden egzamin zaliczałem w trzecim terminie – z marksizmu. A były to lata słynnego Wunderteamu, poznałem wtedy J. Sidłę, Z. Krzyszkowiaka, J. Szmita, T. Ruta. Z Elą Duńską-Krzesińską (złotą medalistką olimpijską z Melbourne 1956 r.) byłem przez pewien czas na roku. W 1961 r. otrzymałem dyplom lekarza i równocześnie na MP byłem trzeci w rzucie młotem, za olimpijczykami: T. Rutem o 5 lat starszym i O. Ciepłym (rówieśnikiem). Zacząłem wówczas poważnie myśleć o zbliżających się Igrzyskach Olimpijskich w Tokio (1964). Stało się inaczej. Będąc na obozie sportowym w Oliwie, odwiedziłem klinikę na Kieturakisa, gdzie odbywałem staż i dostałem propozycję pracy „od zaraz”. Dla młodego lekarza z zacięciem chirurgicznym była to okazja, że lepiej być nie mogło. A właśnie prof. Kieturakis, a potem prof. Wajda byli tam moimi nauczycielami i im zawdzięczam najlepszy start do przygody z chirurgią. Treningi musiały odejść na plan dalszy. Jeszcze dodać muszę, że dzięki zawodom sportowym w 1962 r. poznałem atrakcyjną czeską dyskobolkę, która w 1963 r. została moją żoną i jak z bieżącej daty wynika – jest nią już całe okrągłe 50 lat. Mamy dwie córki: Ewę urodzoną w Melniku k. Pragi i Olę urodzoną w Gdańsku oraz 5 wnucząt. Jak doszło do tego, że po blisko 20 latach pracy w kraju los rzucił doktora poza granice? 66 W 1971 r. w III Klinice Chirurgii na Kieturakisa uzyskałem specjalizację z chirurgii ogólnej, a w 1973 r. doktorat i tytuł adiunkta. Lukę po treningach z młotem wypełniał mi w tym czasie tenis na kortach w Sopocie. Z kolegą Rysiem Urbanowiczem grywaliśmy przed pracą, cieszyły nas wtedy sukcesy Wojtka Fibaka, które śledziła cała Polska. Dopiero w 1979 r. w ramach Polserwisu z całą rodziną wyjechaliśmy na Maltę i tam zastał nas stan wojenny w Polsce. Rozejrzałem się za pracą chirurga po świecie i okazało się, że najlepsze warunki dla rozwoju znalazłem w Południowej Afryce. Tam właśnie wylądowaliśmy z rodziną w 1983 r. Dostałem pracę na dużym oddziale chirurgii, służbowy dom, pożyczkę na samochód. Córki poszły do dobrych szkół. Po paru latach byłem szefem 200-łóżkowego oddziału chirurgii aż do 2012 r., kiedy to oficjalnie przeszedłem na emeryturę (w wieku 76 lat!). Obecnie mieszkamy w Durbanie, gdzie jeszcze pracuję, ale już na części etatu. Jestem pełna podziwu dla takiej formy i zdrowia, czas jakby dla pana nie płynął! A sport – ten ulubiony – tam z daleka od kraju, jak się domyślam, powrócił i treningi regularne również, bo takich sukcesów, jak choćby dzisiejsze, zapewne by nie było? Owszem, od 1987 r. zaczęliśmy z żoną przygodę w sporcie weteranów lub masters – jak mówi się poza granicami kraju. Startujemy regularnie w zawodach w RPA, mamy podwójne obywatelstwo: polskie i południowoafrykańskie. Wybraliśmy się też kilkakrotnie na mistrzostwa świata weteranów LA i w związku z tym w minionym roku okazało się, że mój wynik w ciężarku 7,25 – 19 m 53 cm w mojej kategorii wiekowej, tj. +75, jest najlepszy na świecie. A w młocie najlepszy wynik miałem przed rokiem (4 kg – 46,79 m), co dało mi miejsce w pierwszej trójce. W Toruniu młotem rzuciłem 43,20 m, co po zastosowaniu przelicznika wiekowego dało najlepszy wynik open. Wielkie gratulacje, doktorze Andrzeju. Takich sukcesów na wszystkich płaszczyznach życia zawodowego, prywatnego i sportowego należałoby życzyć wszystkim naszym kolegom i koleżankom, którzy starają się godzić swoje zainteresowania sportowe z medycyną. Jest Pan dla nas wzorem. Co chciałby pan przekazać czytelnikom„Gazety Lekarskiej”, a może kogoś pozdrowić? Gorąco namawiam wszystkich – bez względu na wiek – do uprawiania sportu. To on daje nam kondycję fizyczną, ale też i psychiczną, bo obie są ze sobą powiązane. Chciałbym pozdrowić w kraju wszystkich, którzy mnie jeszcze pamiętają. Dziękuję serdecznie za rozmowę i życzę dalszych sukcesów! FOTO: Archiwum prywatne D 30 listopada w Krakowie odbyła się impreza charytatywna organizowana przez fundację „Piękne Anioły”. Dochód przeznaczony był na zakup pościeli i ciepłych kołder dla dzieci z najuboższych rodzin. Gwoździem programu był mecz Hokejowej Reprezentacji Artystów Polskich przeciwko Kadrze Polski Lekarzy. Artystów wspomogli: jako trener, legenda hokeja, Wiesław Jobczyk, a w bramce trzykrotny olimpijczyk – Gabriel Samolej. Między tercjami obejrzeć można było łyżwiarzy figurowych i pokaz hokeja w wykonaniu aktualnych mistrzów Polski oraz dzieci ze szkółki Cracovii. Hokeiści i Artyści przekazali pamiątki, które będą licytowane przez WOŚP. W meczu lekarze wygrali 6:3. Potem były rzuty karne, przy których artyści rozbawiali publiczność, i… je wygrali. Więc w sumie remis. Po ostatnim gwizdku na lód weszli kibice. Nadszedł czas na autografy, zdjęcia, rozmowy z ludźmi ekranów, scen, lodowisk i… szpitali. – Świetny mecz! Gratuluję zawodnikom, że podeszli do tego spotkania tak serio – komentował znany hokeista Daniel Laszkiewicz. – Wygrali lekarze, ale moralne zwycięstwo odnieśli… wszyscy! – Na lodowisku Cracovii Archanioł Gabriel czuwał nad bramką artystów. Gabryś Samolej stanął na wysokości zadania! Zresztą tak samo jak na igrzyskach olimpijskich, kiedy zatrzymywał Finlandię, Stany Zjednoczone czy Kanadę – mówił Mariusz Gabrek, szef kadry artystów. Kadra Polski lekarzy gra od 2005 r. Spotyka się głównie na igrzyskach lekarskich. Gromadzi ponad 20 lekarzy z całej Polski. W ostatnim meczu wzięli udział: z Kujaw – Dariusz Możdżeń, Remigiusz Tomczyk, Marcin Bania, Piotr Legan, Janusz Kwiatkowski; z Krakowa – Sebastian i Mateusz Zalewscy, Mirosław Dolecki; z Dolnego Śląska – Grzegorz Masternak; z Podkarpacia – Paweł Wołejsza (kapitan), Radosław Wojnarowski oraz z Podhala – Piotr Świst i Maciej Jachymiak (menadżer zespołu). Na ławce zespół wspierał szef Komisji Kultury i Sportu NIL – Jacek Tętnowski. FOTO: rmf24.pl Maciej Jachymiak Sport W dniach 23-24 listopada 2013 r. odbyła się XIX edycja Mistrzostw Polski Lekarzy w Halowej Piłce Nożnej „Mielec 2013”. Impreza jak co roku cieszyła się dużym zainteresowaniem lekarzy piłkarzy. Do turnieju przystąpiło 16 zespołów z całej Polski na czele z ubiegłorocznymi zwycięzcami, zespołami OIL Warszawa i OIL Łódź. Po raz pierwszy mecze były rozgrywane na hali sportowej Gimnazjum nr 2 w Mielcu. Organizator turnieju dziękuje za pomoc w zorganizowaniu Mistrzostw Naczelnej Izbie Lekarskiej w Warszawie, Okręgowej Izbie Lekarskiej w Rzeszowie oraz firmie FALCK Medycyna. w Gazecie Lekarskiej PREMIUM na www.gazetalekarska.pl 31.01.-02.02.2014 Tak jak w tytule epikryzy, rozpoczynała się każda elektroniczna wymiana listów między prezesami izb okręgowych mijającej kadencji. Na początku pisaliśmy: „Koleżanki i Koledzy”, bo w naszym gronie była jeszcze Ania z Zielonej Góry, jedyny wśród nas lekarz dentysta. Być może dlatego pożegnalny Konwent, poza niezwykłą oprawą, stał się miejscem wspomnień ostatnich czterech lat: sukcesów i porażek, ale przede wszystkim wspaniałych ludzi… Z akończone okręgowe zjazdy sprawozdawczo-wyborcze w naturalny sposób wymieniły skład prezesowskiego gremium. Ustawa nie pozwala na więcej niż dwie kadencje pełnienia funkcji, stąd październikowe spotkanie przerodziło się, po części, w podziękowanie za pracę tym, którzy nie mogą po raz kolejny reprezentować swojej izby. Przede wszystkim ukłoniliśmy się naszej Zycie Zagórskiej-Kaźmierczak z Bielska-Białej, jedynej kobiety wśród nas, ale również jednej z tych ciężko działających na rzecz całego samorządu zawodowego lekarzy i lekarzy dentystów, w różnych zespołach i komisjach, z ministerialnymi włącznie. Pałeczkę przekazali też inni koledzy, a razem przypominaliśmy sobie solidarne wystąpienia przeciw marginalizacji izb przez Ministerstwo Zdrowia, nocne negocjacje w sprawie ustawy refundacyjnej, protest pieczątkowy, spory o regulamin wyborczy, debatę w Senacie RP, burzliwe narady przywódców rozpoczynających swoje przemówienia od prezentacji sposobu rozwiązywania problemów na swoim terytorium. Mariusz Witczak, a za nim inni wspominali Anię Mackiewicz. Wielu z nas było w Nowej Soli, aby oddać Jej ostatni pokłon. W listopadowy czas prosiliśmy o zapalenie symbolicznego znicza na Jej grobie w naszym imieniu. Zaledwie trzy dni później dowiedzieliśmy się, że modlitwę i pamięć jesteśmy winni także Iwonie Jakób z Wielkopolski, członkini Naczelnej Rady Lekarskiej, która tak szybko i niespodziewanie opuściła obrady. Jej mądrość potrzebna była widocznie gdzie indziej… Po raz ostatni tak zaczynam do Was list, tym razem otwarty, a przeczytacie go w czas świąteczny. Piszę do Was 3 listopada z Płocka, miasta, w którym urodził się Tadeusz Mazowiecki, w uroczystej gali odprowadzany dzisiaj na wieczny spoczynek. Jako chłopiec, podczas niemieckiej okupacji był gońcem płockiego Szpitala św. Trójcy, a później uczniem Małachowianki – najstarszej polskiej szkoły średniej. Kiedy w 1989 r. zostawał pierwszym niekomunistycznym Premierem powojennej Polski, rozpoczynałem studia na wydziale lekarskim, a po 40-letniej przerwie wznawiały działalność izby lekarskie. W 2000 r. rozmawiałem z Tadeuszem Mazowieckim o Jego ojcu Bronisławie, znanym płockim lekarzu międzywojnia, naszym koledze, który wychowany i wykształcony pod zaborem rosyjskim doczekał wolnej Polski. Z okazji 20-lecia wyborów czerwcowych realizowałem projekt teatralny dla dzieci: „Chłopcy z Placu Broni”. Wówczas zrodził się pomysł, aby Pan Premier był naszym gościem. Niestety choroba i wiele wcześniejszych zobowiązań uniemożliwiły kolejne spotkanie, ale przeprowadzona wtedy rozmowa telefoniczna zapadła głęboko w moją pamięć, chociaż serce waliło jak młot, myśli goniły i wydawało mi się, że nadużywam życzliwości, której byłem adresatem. Pozwólcie mi, w naszym wspólnym imieniu, że tym skromnym, prywatnym wspomnieniem oddam cześć Panu Premierowi i Jego ojcu. Szósta kadencja pożegnała również prof. Tadeusza Chruściela – twórcę i pierwszego Prezesa odrodzonego samorządu lekarskiego, którego ćwierćwiecze obchodzić będziemy w przyszłym roku. Pośród obowiązków Prezesi sprawują także i ten, w którym słowami próbują oddać zasługi Tych, którzy żyli wśród nas, uczyli, byli autorytetami. To jedno z najtrudniejszych zadań, jakie wypełniamy. Niedoścignionym w dawaniu otuchy rodzinom i zawsze pamiętającym o zmarłych jest w gronie izbowym Krzysiek Makuch – najwytrwalej pilnujący ognia zapalanego na cmentarnych świecach. A ja w każde Boże Narodzenie śpiewam refren: „Przyjdź na świat, by wyrównać rachunki strat, aby zająć wśród nas, puste miejsce przy stole”. Wanecki * Wspomnienie o premierze Tadeuszu Mazowieckim oraz relacja zdjęciowa z pożegnania w Multimediach na www.gazetalekarska.pl Objaśnienia 75 haseł podano w przypadkowej kolejności. W diagramie ujawniono wszystkie litery P i R. Na ponumerowanych polach ukryto 32 litery hasła, które stanowi rozwiązanie. Należy je przesłać na karcie pocztowej lub e-mailem na adres redakcji do 10 lutego 2014 r. Wśród autorów prawidłowych rozwiązań rozlosujemy nagrody książkowe (prosimy o podanie specjalizacji). Nagrody otrzymują: Małgorzata Jakubowska (Hrubieszów), Agnieszka Rewera (Kraków), Kamil Sarnecki (Chojnice), Sławomir Szewczyk (Boguty-Pianki). * noblista, ojciec neuroendokrynologii * kryształki lodu na powierzchni * od Mekongu do Rzeki Czerwonej * Światowa Organizacja Handlu * brutto minus netto * przepuklina trzewna (łac.) * polska nazwa włókien akrylowych * twórca maszyny parowej * obrus zmywalny * nacięcie ściany pochwy * najmniejsza porcja energii * ładunek statku morskiego * plemię i język z Biafry * geometria figur płaskich * zwyczajny na włókno i siemię * ser podpuszczkowy z dep. Sekwany i Marny * tytanida wzroku * królewscy z Bernabeau * staroć, zabytek * chirurgiczne do nakładania szwów * naramiennik * stan z Salem * waluta Słowenii * delfin amazoński * tańczona przed galiardą * gruby sznur * grupa etniczna * Bogdan, charyzmatyczny trener szczypiornistów * pożyteczna pochodna amoniaku * generał, poległ w obronie Chartumu (1885) * postulat, wymaganie * cel karawany * infuzja * nauka o psach * stolica Korei Pd. * program zadań * uszkodzenie maszyny * największy wytępiony nielot * pojazd dla zesłańców * Obywatel Orsona Wellesa * grubianin * cięta lub kłuta * struga, potok * masyw w Ugandzie i Kongu (5109 m) * kulig * Budrysa synowe * osadzanie * buddyjski błogostan * Eugene, współtwórca teatru absurdu * uczeń szkoły wojskowej * kaleka mowy * Kafr, bezbożnik * Rusin z Beskidu Niskiego * Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej * grządka * herbata paragwajska * sopockie płatne i drewniane * spis omyłek * największa z Wysp Dziewiczych * ratujcie nasze dusze! * titrum * 2 tygodnie po pełni * między Świną a Pianą * Buster, komik o kamiennej twarzy * źródło alony * minuje i rozminowuje * stolica Rzymskiej Cylicji * imię trenera Beenhakkera * paznokcie krowy * czapla biała * osadowy pagórek w szczelinie lodowca * były wojewódzki gród nad Bobrem * francuski kapelusz słomkowy * dwułukowy znak interpunkcyjny * nowotworowy wirus RNA BJER Wydawca: Naczelna Rada Lekarska Dla członków izb lekarskich bezpłatnie Nakład: 163 150 egz. Kolegium redakcyjne: Jarosław Wanecki (przewodniczący) Ryszard Golański Mariusz Janikowski Jolanta Małmyga Wojciech Marquardt Katarzyna Strzałkowska Redaktor naczelny: Ryszard Golański Tel. 600 909 382 [email protected] Zastępca redaktora naczelnego: Marta Jakubiak Tel. 608 316 248 [email protected] Dziennikarze: Lucyna Krysiak Tel. 696 48 70 48 [email protected] Lidia Sulikowska Tel. 668 854 344 [email protected] Redakcja: Urszula Bąkowska Tel. (22) 558 80 40, Fax (22) 558 80 42 [email protected] [email protected] Stale współpracują: Artur Andrus (Warszawa) Jerzy Badowski (Olsztyn) Sławomir Badurek (Toruń) Anna Lella (Olsztyn) Agata Morka (Warszawa) Sławomir Pietras (Poznań) Małgorzata Serwach (Łódź) Joanna Sokołowska (Płock) Adres redakcji: 00-764 Warszawa, ul. Jana III Sobieskiego 110 www.gazetalekarska.pl Reklama i marketing: Elżbieta Tarczyńska Tel. (22) 559 13 26, Fax (22) 558 80 42 Tel. 606 699 830 [email protected] Ogłoszenia: Michał Ostaszewski Tel. (22) 559 13 26, Fax (22) 558 80 42 [email protected] Projekt i opracowanie graficzne: Grzegorz Sztank Druk: Drukarnia Quad/Graphics Europe Sp. z o.o. Materiałów niezamówionych redakcja nie zwraca i zastrzega sobie prawo do skrótów, adiustacji, zmiany tytułów. Redakcja nie odpowiada za treść reklam i ogłoszeń. Autorów prosimy o przysyłanie tekstów zapisanych na CD, e-mail w edytorze pracującym w środowisku Windows. Publikacja ta przeznaczona jest tylko dla osób uprawnionych do wystawiania recept oraz osób prowadzących obrót produktami leczniczymi w rozumieniu przepisów ustawy z 6 września 2011 r. – Prawo farmaceutyczne (Dz.U. nr 126, poz. 1381, z późn. zmianami i rozporządzeniami).