POLSKA MUZYKA i CUDZOZIEMSCY ARTYŚCI

Transkrypt

POLSKA MUZYKA i CUDZOZIEMSCY ARTYŚCI
POLSKA MUZYKA i CUDZOZIEMSCY
ARTYŚCI
Lesław Czapliński
„Polska muzyka i cudzoziemscy artyści”
Wczorajszy koncert krakowskich filharmoników pod dyrekcją
Rafała Janiaka
w całości
poświęcony został muzyce polskiej. Jako soliści wystąpili:
włoski pianista Maurizio Baligni oraz japoński wiolonczelista
Danjulo Ishizaka.
Na
początek
zabrzmiała
Uwertura
do
Moniuszkowskiej
„Parii”, przedostatniej jego opery, w
której dramaturgii zajmowała o tyle nietypowe miejsce, że na
wzór tej do „Hansa Heilinga” Heinricha Marschnera umieszczona
została pomiędzy prologiem a pierwszym aktem.
O ile jej pierwszy, dynamiczny temat zagrany został nieco
hałaśliwie, wskutek czego do pewnego stopnia zatarły się jego
kontury i dawały znać o sobie pewne niedokładności, o tyle
liryczny uwodził już swoją melodyką i nastrojowością, z
dyskretnie wkradającymi się w jego tok solowymi wejściami
wiolonczeli, skrzypiec i klarnetu.
Koncert fortepianowy a-moll op.19 Ignacego Jana Paderewskiego
włączył do swego repertuaru włoski
muzyk Maurizio Baligni
. Jest to
typowa kompozycja pianisty-wirtuoza. W pierwszej części, po
wstępie orkiestrowym, nawiązującym do folkloru i utrzymanym w
synkopowanym rytmie, pojawiają się figuracje solowego
fortepianu. W jego partii przeważają głównie brawurowe pochody
akordowe, pozwalające podziwiać sprawność techniczną
wykonawcy, a także potęgę brzmienia. Większy probierz
muzykalności stanowi liryczna Romanza z obojem, na którym grał
Paweł Nyklewicz, dwukrotnie wdającym się w dialog z solistą. W
błyskotliwym Rondzie, utrzymanym w żywym, momentami zawrotnym
tempie, powraca element popisu, ale w kulminacyjnym momencie
instrumenty dęte blaszane intonują chorałowy motyw, prowadzący
do zamykającej dzieło kody.
Włoski artysta od najlepszej strony zaprezentował się przede
wszystkim w bisie, a mianowicie w Sonacie f-moll Domenico
Scarlattiego, urzekając eterycznym, ledwie muskającym klawisze
touché, przydającym tej stojącej na pograniczu baroku i
klasycyzmu miniaturze znamion zgoła impresjonistycznych.
Najbardziej oczekiwanym punktem programu było chyba
prawykonanie Koncertu wiolonczelowego „Ukiyo-e 3” Marcela
Chyrzyńskiego
, dodatkowo przyciągającego uwagę za
sprawą solisty
, który w środę
wystąpił z efektownym recitalem.
Wbrew przydanemu tytułowi, odnoszącemu się do japońskich
drzeworytów, jest to raczej fresk symfoniczny z wiolonczelą
obbligato, nie tyle współzawodniczącą z rozbudowanym składem
instrumentalnym,
co
dobarwiającą
bogato
nasycony
pejzaż
dźwiękowy
. Decyduje o tym gęsta
orkiestracja i bardzo wolno rozwijająca się narracja. O
japońskich inspiracjach świadczy nie tyle jego motywika, co
obsada, w której istotną rolę odgrywa bateria perkusyjna, z
dominującymi w niej idiofonami. Tworzy to ściśle określony,
nieco mozaikowy koloryt. Z kolei na koncertujący charakter
wskazują wyrównane proporcje w kształtowaniu przebiegu, w
większości wypełnionego przez grę solisty, w znacznej mierze
wtopionego jednak w partię orkiestry, wreszcie pojawiająca się
mniej więcej w punkcie tzw. złotego podziału kadencja
,
wymagająca
bardziej
zróżnicowanej artykulacji. A całość rozpływa się w dźwiękowym
niebycie na pograniczu ciszy, przeprowadzając w ten sposób
słuchacza do programowego świata muzyki Mieczysława Karłowicza
,
albowiem
na
koniec
zaprezentowano jego pierwszy poemat symfoniczny „Powracające
fale” op. 9. Jego główny, charakterystyczny temat intonuje
trąbka, potem powraca on przeniesiony na cztery rogi.
Przejmująco, niczym memento, rozbrzmiewa pod koniec tremolo
kontrabasów, na tle których dogasa muzyczna opowieść o
ciążącym nad ludźmi nieubłaganym fatalizmie.
Orkiestra pod koniec swojego występu była już na tyle
rozegrana, że w pełni osiągała intonacyjną i rytmiczną
precyzję, wrażliwie reagując na gesty dyrygenta.
Po prawykonaniu Koncertu wiolonczelowego Ukiyoe 3, od lewej:
Danjulo Ishizaka, Orkiestra Filharmonii Krakowskiej, Rafał
Janiak i Marcel Chyrzyński.
Zdjęcia z koncertu autorstwa Klaudyny Schubert.