Podaj Dalej 35: Przyszlosc

Transkrypt

Podaj Dalej 35: Przyszlosc
48.NA GRANICY
OKAZJONALNIK AKADEMICKI DA STUDNIA
ISSN 1 732-9000
KWIECIEŃ-MAJ 201 2
PODAJ DALEJ
OKAZJONALNIK AKADEMICKI DA STUDNIA
ISSN 1 732-9000
NA GRANICY[48],KWIECIEŃ-MAJ 201 2
[WYDAWCA / ADRES REDAKCJI]
DUSZPASTERSTWO AKADEMICKIE OO. JEZUITÓW
UL. PIEKARY 24, 87-1 00 TORUŃ
TEL. 056 6554862 WEW. 25
WWW.DA.UMK.PL
[email protected]
WWW.PODAJ-DALEJ.INFO
JUSTYNA NYMKA [RED. NACZ.]
O. KRZYSZTOF DOROSZ [OPIEKUN]
EWELINA GAJEWSKA [KOREKTA]
RAFAŁ JERZY JURKOWSKI, [email protected] [DTP]
[WSPÓŁPRACA]
MAGDA JÓŹWIAK, MARCIN OGIŃSKI, PAWEŁ LUBRAŃSKI,
O. GRZEGORZ DOBROCZYŃSKI SJ,
ALEKSANDER WIERSZYCKI, MAGDALENA KOTWICA, JACEK BLUMENSZTAJN,
AGNIESZKA KIJAK, JOLA RONOWSKA, DAWID WINCŁAW, PAULINA MAŁKOWSKA,
MICHAŁ PRZEWOŹNY
[REKLAMA]
[email protected], WWW.PODAJ-DALEJ.INFO/REKLAMA
REDAKCJA ZASTRZEGA SOBIE PRAWO DO SKRACANIA
I ADIUSTACJI TEKSTÓW ORAZ ZMIANY TYTUŁÓW.
O ILE NIE ZAZNACZONO INACZEJ,
PUBLIKOWANE MATERIAŁY OBJĘTE SĄ LICENCJĄ
CREATIVE COMMONS UZNANIE AUTORSTWA UŻYCIE NIEKOMERCYJNE 3.0
HTTP://CREATIVECOMMONS.ORG/LICENSES/BY-NC/3.0.
AUTORZY MAJĄ PRAWO ZMIANY LICENCJI.
[ARCHIWUM]
WWW.PODAJ-DALEJ.INFO/ARCHIWUM
[OKŁADKA – PRZÓD]
KEVIN H., "D AY 1 0/365 - STAIRWAY TO H EAVEN ", CC CC BY-NC-ND 2.0,
HTTP:// WWW. FLICKR. COM / PHOTOS/ KEVHARB /2951 951 1 49
[OKŁADKA – TYŁ]
N ATALIA PAWLACZYK - ŚLEDZIK DA
SŁOWEM ... WSTĘPU ?
"ŻEBYM BYŁ ŚCIEŻKĄ JAK ŻYCIE DROBNĄ SCHYLONĄ JAK KŁOSY
PRZEZ KTÓRĄ PRZEBIEGŁ J EZUS NIEŚMIAŁY I BOSY."
KS. TWARDOWSKI
W NUMERZE
FILETYPE: PDF HTTP:// WWW: PODAJ - DALEJ . INFO / NODE/3803
D AWID WINCŁAW
04
ŁZY MĘŻCZYZNY. N IE MAPA, LECZ PROCES
J OANNA ŚWIĄTEK
05
WIELKANOC, CZYLI ZŁY SEN DIETETYKA...?
Z J OANNĄ M ARCHLEWICZ ROZMAWIA AGATA J ÓŹWIAK
06
J ESTEŚMY JEDNĄ Z WIELU ODPOWIEDZI NA BÓL
EWELINA G AJEWSKA
08
W OBRONIE KOSIARZA
M AGDALENA KOTWICA
10
ZEBRANE MYŚLI ROZPROSZONE. O CHRZEŚCIJAŃSTWIE W TURCJI
M AGDALENA J ÓŹWIAK, AGNIESZKA KIJAK, PAWEŁ LUBRAŃSKI , PAWEŁ M ICHNIEWICZ, J OLANTA RONOWSKA
12
KĄCIK POETYCKI
PAULINA M AŁKOWSKA
14
RAZ, DWA, TRZY - DZISIAJ ZE MNĄ PÓJDZIESZ TY!
M ARCIN O GIŃSKI
15
G OTOWI NA ŻYCIE, GOTOWI NA ŚMIERĆ
AGNIESZKA KIJAK
16
CO DZIEŃ
M AGDALENA J ÓŹWIAK
17
N IE MA ZŁYCH WILKÓW
J ACEK B LUMENSZTAIN
18
STACJA XII
AGNIESZKA KIJAK
19
ŚMIERĆ U SHMITTA
PD48. NA GRANICY, WWW. PODAJ - DALEJ. INFO
.03
ADRES:
HTTP:// WWW. PODAJ - DALEJ . INFO / NODE/3794
TAGI :
BÓG, C. S. LEWIS, MIŁOŚĆ, ŚMIERĆ, SMUTEK, ŻAŁOBA
AUTOR:
D AWID WINCŁAW
ŁZY MĘŻCZYZNY. N IE MAPA, LECZ PROCES
N IE
MOGĘ OPRZEĆ SIĘ POKUSIE NAPISANIA CHOĆBY
KILKU SŁÓW NA TEMAT POCZUCIA STRATY. A CO
GORSZA – NIE MAM NAJMNIEJSZEGO POJĘCIA, SKĄD
WE MNIE TA KOMPULSYWNA POTRZEBA SIĘ WZIĘŁA.
ZWŁASZCZA ŻE BUDZĄCA SIĘ DO ŻYCIA PRZYRODA
PROWOKUJE NAS RACZEJ DO TWÓRCZEGO OPTYMIZMU
I WITALNEJ RADOŚCI – JEST NADZIEJA, ŻE ŻYCIE MA
SENS. PRZYSZEDŁ CZAS NA WIOSENNE PORZĄDKI ,
A ZIMOWE PŁASZCZE I KURTKI MOŻNA ODSTAWIĆ DO
SZAFY NA WIELE MIESIĘCY. N IE MOGĘ ZATEM ZRZUCIĆ
WINĘ NA POGODĘ. A MOŻE TO PRZEZ KONDUKTY ŻAŁOBNE, KTÓRE CODZIENNIE MIJAM , PRZECHADZAJĄC
SIĘ WZDŁUŻ MURÓW KOŚCIOŁA NMP? ALBO WYNURZENIA LUDZI , KTÓRYCH NAPOTYKAM W CIĄGU
DNIA? N IC Z TYCH RZECZY. S POJRZAŁEM NA BIURKO .
N O TAK, „SMUTEK” C. S. LEWISA. TA MAŁA
I NIEPOZORNA KSIĄŻECZKA JEST ODPOWIEDZIALNA ZA
MÓJ REFLEKSYJNY NASTRÓJ .
U TRACONA NADZIEJA
Czytam. Czytam ów „dziennik ¿alu”
w swoim ¿yciu po raz drugi. I nadal nie
mogê poj¹æ, ¿e mê¿czyzna, kojarzony
raczej z baniowymi i nastrojowymi
„Opowieciami z Narnii”, móg³ w tak
przejmuj¹cy i obrazowy sposób przelaæ
swoje uczucia po mierci swojej najukochañszej ¿ony i zarazem, jak sam podkrela³, najbli¿szej przyjació³ki na tych
kilkadziesi¹t niewielkich stroniczek.
„Spostrze¿enia na temat pewnej ¿a³oby”, bo taki jest oryginalny tytu³ tego
ma³ego dzie³a, przeplataj¹ siê z moimi
w³asnymi uczuciami na temat miejsca
straty w ¿yciu cz³owieka. Muszê przyznaæ, ¿e nigdy nie znalaz³em siê w tak
dramatycznej i granicznej sytuacji, jak¹
jest mieræ bliskiej osoby. Ale - jak ka¿dy
cz³owiek - prze¿ywam wiêksze lub
mniejsze straty. Prze¿ywam chwile,
w których nadzieja, dotychczas daj¹ca
nam si³y do ¿ycia, wymierza siarczysty
policzek, po czym pryska jak bañka
mydlana.
O BLICZE STRACHU
Nadziej¹ Lewisa, jego ¿yciow¹ podpor¹
- oprócz wiary w Boga - by³a H. Tak, H.
Nie znamy jej pe³nego imienia – przejêty d³awi¹c¹ rozpacz¹ m¹¿ nie zdradza
go (choæ we wstêpie do wydania czyni
to pasierb Lewisa). I mylê, ¿e nie chodzi
tu o tego rodzaju bojaŸñ i czeæ, jak¹ ¿ydzi otaczali boskie imiê Jahwe – uznaj¹c
wymawianie go za najwiêksze bluŸnierstwo. Mylê, ¿e rêka Lewisa nie nakreli³a
jej imienia niejako z lêku i d³awi¹cego
strachu, do którego sam porównuje
smutek po odejciu ¿ony, przed otwar-
04. PD48.NA GRANICY, WWW.PODAJ-DALEJ.INFO
ciem w sercu kolejnego miejsca, gdzie
by³y zamkniête najbardziej bolesne, nieprze¿yte i nierozpamiêtane jeszcze
uczucia. Paradoksalnie, najwiêksz¹
trwog¹, z któr¹ zmaga siê Lewis, jest
obawa przed tym, ¿e miejsce wspomnieñ jego ma³¿onki, autentycznej kobiety, z któr¹ jada³ posi³ki i dysputowa³
na filozoficzne tematy, zajm¹ z³udne wyobra¿enia, podsycane przez podszepty
jego prze¿ywaj¹cego ¿a³obê serca.
N IE POGRĄŻYĆ SIĘ W ROZPACZY
We wspomnieniach autora przewija siê
wiele mia³ych i wzruszaj¹cych w swoich detalach opisów H. Zadziwia to tym
bardziej, ¿e w czasie ¿a³oby, jak pisze,
„niewidzialna zas³ona odgradza mnie od
wiata”. Mimo ¿e smutek po stracie bliskich ludzi sprawia, ¿e wiêksza czêæ naszej uwagi jest skierowana w³anie na
nich - op³akujemy ich wiadomi, ¿e nigdy, przynajmniej tu na ziemi, nie ujrzymy
ju¿ ich twarzy - jest co egoistycznego
w prze¿ywaniu ¿a³oby, co, co sprawia,
¿e p³awimy siê w swoich uczuciach, odwracaj¹c siê ca³kowicie od wiata. Trudno, ¿eby by³o inaczej. Lewis jednak nie
skupia siê wy³¹cznie na swoim braku H.,
nie ogranicza siê do rozpamiêtywania
zmar³ej na drodze wnikliwej introspekcji. Pisze w sposób mocno obiektywizuj¹cy, próbuj¹c dotrzeæ do jej istoty. Jeden opis sprawia, ¿e nawet ludziom
niespecjalnie wra¿liwym szkl¹ siê oczy:
„H. by³a cudownym stworzeniem, dusz¹
prost¹, wietlan¹, hartown¹ jak stal. Ale
niekoniecznie wiêt¹. By³a grzeszn¹ kobiet¹ polubion¹ grzesznemu mê¿czyŸnie. Dwóch pacjentów Bo¿ych, niezupe³nie jeszcze wyleczonych. Wiem, ¿e
s¹ nie tylko ³zy do osuszenia, ale i plamy
do zmycia. A stal mo¿e zalniæ jeszcze
pe³niejszym blaskiem”. Sposób, w jaki
pisarz przybli¿a nam sylwetkê kobiety,
któr¹ wybra³ i zaprosi³ do wspólnego
dzielenia smutków i radoci, pobrzmiewa jak najbardziej wymowne epitafium,
które mo¿na by³oby umieciæ na jej nagrobku.
POSZUKIWANIE SENSU
„Pacjent Bo¿y” - miano, którym okreli³
siê Lewis, nie zosta³o nadane na wyrost.
„Smutek” to nie tylko próba radzenia sobie z rozpacz¹ i podtrzymywaniem
w swej pamiêci ¿ywego wizerunku ukochanej, to tak¿e intymna rozmowa z Bogiem, w której Lewis otwarcie, bez ogró-
dek, wyrzuca Mu, usi³uj¹c poj¹æ sens
odejcia bliskiej mu osoby, milczenie
i brak interwencji. To jego ma³a, osobista
teodycea – próba pogodzenia wspó³istnienia dobrego i mi³osiernego Boga
z obecn¹ w wiecie mierci¹ i z³em.
Czêsto wielu chrzecijan gorszy widok
cz³owieka gniewaj¹cego, obwiniaj¹cego
Boga. Stawiaj¹cego go pod gradobiciem trudnych pytañ. Okazuje siê, ¿e nie
jest to akt bluŸnierstwa, lecz mi³oci. To
akt stawania w prawdzie. Mi³oæ to postawa, w której zdejmujemy maski. Dajemy sobie prawo na pe³ne bycie sob¹,
ogromnie zwiêkszaj¹c przy tym podatnoæ na przyjêcie bolesnych ciosów.
Wydaje siê, ¿e tymi przes³ankami kierowa³ siê tak¿e i Lewis. Nie oszczêdza³ Bogu niczego – dzieli³ siê z nim najbardziej
rozdzieraj¹cymi serce w¹tpliwociami.
Prze¿ywa³ w³asne Gethsemani: „kiedy
stawiam Bogu te pytania, nie otrzymujê
odpowiedzi. Lecz to doæ szczególny
brak odpowiedzi. Ju¿ nie zamkniête
drzwi. Raczej milcz¹ce, z pewnoci¹ nie
pozbawione wspó³czucia spojrzenie.
Tak jakby on nie potrz¹sa³ g³ow¹ w odmowie, lecz uchyla³ pytanie. Jakby mówi³: «Spokojnie, dziecko. Ty nie rozumiesz»”.
M ĘSKIE ŁZY
I wreszcie – ze „Smutku” biorê dla siebie
co bardzo osobistego. Wydaje mi siê,
¿e ma³o kto - kartkuj¹c to prawdziwe
studium ludzkiego cierpienia i zmagania
z poczuciem ogromnej straty -spostrzega, ¿e prze¿ywa je… mê¿czyzna. Niby to
takie oczywiste. A jednak na palcach
jednej rêki mo¿emy przywo³aæ z pamiêci obrazy p³acz¹cych mê¿czyzn. P³acz¹cych? Podczas lektury czasem odnosi³em wra¿enie, ¿e Lewis niemal¿e zanosi³
siê od p³aczu. Czasami przerywa³ pisanie, gdy inkaust miesza³ siê ze ³zami.
£zami mê¿czyzny, który nie ucielenia³
stereotypu „macho”, mê¿czyzny twardziela, lecz cz³owieka zmagaj¹cego siê
z gam¹ przeró¿nych uczuæ. Nie jest to
smutek egzaltowany i teatralny. Lewis
nie zdawa³ siê byæ neurotycznym cierpiêtnikiem atakuj¹cym czytelnika szczegó³ow¹ analiz¹ w³asnych wyznañ i rozterek. Pocz¹tkowo myla³, ¿e potrafi
„narysowaæ mapê smutku”. Okaza³o siê
jednak, ¿e smutek „to nie stan, lecz proces”. Proces indywidualny, który ka¿dy
prze¿ywa na swój sposób.
DW
ADRES:
HTTP:// WWW. PODAJ - DALEJ . INFO / NODE/3780
TAGI : DIETETYKA,
WIELKANOC
AUTOR: J OANNA Ś WIĄTEK
WIELKANOC, CZYLI ZŁY SEN DIETETYKA...?
O TYM , ŻE PO ŚWIĘTACH B OŻEGO N ARODZENIACH
PRZEŻYWAMY POKARMOWE KATUSZE, PRZEKONAŁ SIĘ
CHYBA KAŻDY NA WŁASNEJ SKÓRZE. N IE INACZEJ
RZECZ MA SIĘ TAKŻE W KWESTII WIELKANOCY.
W TYM CZASIE RÓWNIEŻ LUBIMY DAĆ UPUST NAJ RÓŻNIEJSZYM KULINARNYM FANTAZJOM .
RATUNKU !
Wesz³am do kuchni, a tam stó³ ugina siê
pod ilociami jedzenia, które ze spokojem mog³yby wykarmiæ tuzin ¿o³nierzy
p³ywaj¹cych w kajakach z pe³nym wyposa¿eniem po wzburzonej rzece. Zim¹. Na stoj¹co. Pani M. stoi przy kuchence gazowej i miesza co w garnku,
który z minuty na minutê robi siê coraz
wiêkszy. Kto ma³o delikatnie tr¹ca mnie
w ramiê i ka¿e siê przesun¹æ, bo podobno zagradzam wejcie do kuchni to Pan T., który wnosi w³anie narêcza
kie³basy… z gêsi? A za kurtk¹ ma schowany kawa³ golonki i wêdzon¹ s³oninê.
W magiczny sposób jedzenia na stole
robi siê jeszcze wiêcej. W kuchni zaczyna ju¿ brakowaæ miejsca na te wszystkie
babki, mazurki, serniki, ociekaj¹ce t³uszczem miêsa i niewyobra¿alne iloci jaj
(a jak¿e, w koñcu to Wielkanoc, a jak
Wielkanoc, to jajka), przyrz¹dzonych na
wszystkie sposoby wiata (³¹cznie
z chiñskimi br¹zowo-czarno-zielonymi
jajami stuletnimi). Gdy w niezrozumia³y
dla mnie sposób rze¿ucha zaczê³a rosn¹æ na pod³odze, na ten zielony dywan
wkroczy³ Ksi¹dz i zacz¹³ b³ogos³awiæ
nam, mówi¹c, ¿ebymy jedli na
zdrowie…
Najpierw zaczerpnê³am tchu, bo ju¿
czu³am, jak podstêpne baranki z mas³a
dobieraj¹ mi siê do gard³a. Kiedy uda³o
mi siê z trudem otworzyæ oczy (by³am
pewna, ¿e powieki mam sklejone mas¹
kajmakow¹), sprawdzi³am, czy pod³oga
pod moim ³ó¿kiem nie jest przez przypadek zasiedlona przez niezwykle ekspansywn¹ odmianê rze¿uchy. Do pokoju przez otwarte okno wpuci³am trochê
wie¿ego powietrza, a w raz z nim ulecia³y reszty snu.
ŚWIĘTA - KOSZMAR DIETETYKA…
Na szczêcie Wielkanoc jest jakby mniej
tragiczna w skutkach dla naszych ¿o³¹dków ni¿ Bo¿e Narodzenie. Bo to i jemy
rano, a nie na noc, i jedzenia jakby
mniej, bo tradycja nie nakazuje przygotowania a¿ 1 2 potraw (a spróbuj której
nie posmakowaæ!), i to odwiêtne spo¿ywanie trwa krócej, bo 2, a nie 3 dni.
Nie ma po tygodniu Sylwestra, który jest
kolejn¹ okazj¹ do na³adowania cia³a
niepotrzebnymi kaloriami. Poza tym
wiosna, jeæ siê chce jakby mniej, lato
blisko, mo¿na by siê zastanowiæ nad
zrzuceniem zbêdnych zimowych kilogramów. Wszystko jakby bardziej sprzyjaj¹ce chudniêciu. Wiêc dlaczego siê
nie wyspa³am?
Bo wiêta jednoznacznie kojarz¹ mi
siê z gotowaniem. I niestety nie jest to
skojarzenie pozytywne, choæ w ka¿dym
innym okresie roku trudno mi przejæ
obojêtnie obok kuchni i nie ugotowaæ
czego nowego. Nerwy, popiech, k³ótnie i niezrozumienie, praca do upad³ego, ¿eby tylko móc „godnie” wiêtowaæ.
Czy kto konkretny jest temu winien?
Nie wiem. Mo¿e to tradycja, mo¿e przyzwyczajenie do takiego, a nie innego
obchodzenia wi¹t, mo¿e polskie „zastaw siê, a postaw siê”, bo jak wiêtowaæ, to tak, ¿eby by³o co wspominaæ.
Tony jedzenia. Godziny spêdzone
w kuchni. Po to, ¿eby przez 2-3 dni najeæ siê, ba,przejeæ siê do granic
mo¿liwoci.
I jeszcze to jedzenie… takie ma³o
„fit”. Przecie¿, proszê Was, mo¿na jeæ
wi¹tecznie i zdrowo. „Wyj¹tkowy dzieñ
w roku” nie s³u¿y do tego, ¿eby puci³y
wszelkie hamulce, a zdrowy rozs¹dek
poszed³ na urlop, tak jak my. Chcia³am
siê wczuæ w zawód wyuczany i pomyla³am, ¿e podsunê kilka pomys³ów na
to, jak „uzdrowiæ” niadanie wielkanocne. Nawet ju¿ napisa³am kilka porad
(musicie mi uwierzyæ na s³owo), ale po
chwili zastanowienia zrezygnowa³am
z takiej formy. Powód? Prosty, taki, na
który jestem coraz bardziej wyczulona nie ma porad uniwersalnych. To, co jednemu pomo¿e, drugiemu mo¿e bardzo
zaszkodziæ. Pieczywo razowe dla jednych mo¿e byæ zbawienne w problemach z perystaltyk¹, a dla chorych na
zapalenia jelit bêdzie jedynie dra¿ni¹ce
i pobudzi stan zapalny. Mleko krowie,
które osobicie uwielbiam i polecam jako Ÿród³o dobrze przyswajalnego wapnia i fosforu, jest zabronione dla ¿ywienia dzieci poni¿ej 1 roku ¿ycia, a u wielu
osób mo¿e spowodowaæ zaburzenia
trawienne. Grapefruit, który obni¿a stê¿enie cholesterolu, czyli zasadniczo
dzia³a pozytywnie, w po³¹czeniu z niektórymi lekami mo¿e bardzo zaburzyæ
ich dzia³anie i wywo³aæ groŸnie dzia³ania niepo¿¹dane.
ZDROWE? N IEZDROWE?
Dietetykom czêsto s¹ zadawane pytania, na które trudno odpowiedzieæ. I nie
chodzi o posiadan¹ b¹dŸ nieposiadan¹
wiedzê, ale o sens pytania i sposób jego
zadania. Bo gdy spytacie mnie, czy jajka
s¹ zdrowe, odpowiem, ¿e tak, bo nie
zdarzy³o mi siê spotkaæ chorego jajka.
Na pytanie, czy mo¿na piæ kawê, odpowiem, ¿e tak, mo¿na. A gdy komu
szkodzi? Wtedy ten kto raczej sam wie,
¿e nie powinien piæ kawy, chyba ¿e
chce siê umartwiaæ i wybra³ najmniej
odpowiedni sposób. Powiecie, ¿e
t³uszcz jest szkodliwy - odpowiem, ¿e
nie. Podobno dietetycy nie mówi¹ takich rzeczy, wiêc proszê o brawa. Jajka?
OK. T³uszcz? OK. Babki, mazurki, serniki? A proszê bardzo. Tylko jeszcze bardziej proszê Was o umiar. Umiar, umiar,
umiar. I wiadomoæ, po co jesz. Nie
chodzi jedynie o odczuwany w ustach
smak i zapach sma¿onego schabu w panierce z bu³ki tartej unosz¹cy siê
w kuchni (o zgrozo! tego lepiej nie jedzcie). Pokarm jest jak klocki, z których
budujesz swój organizm. Pewne produkty mog¹ powodowaæ, ¿e bêdziesz
silny i sprawny, inne jedynie ciê os³abi¹
i sprawi¹, ¿e uk³adana latami wie¿a
z klocków najpierw siê zachwieje,
a póŸniej zawali. Czasem z hukiem.
Chcia³am wtr¹ciæ jeszcze jedn¹ myl,
która kr¹¿y wokó³ mnie od jakiego czasu i usilnie próbuje zasiedliæ mój artyku³.
Spróbujmy wiêc. Na Eucharystii spo¿ywamy Cia³o Chrystusa pod postaci¹
Hostii. Mówi siê, ¿e Jezus jest z nami
ca³y czas, bo zamieszkuje nasze serce,
a nie tylko dopóty, dopóki nie strawimy
op³atka. Ale jednak trawimy, a strawiony
wêdruje do naszej krwi, a z ni¹ do ka¿dej komórki naszego cia³a. Wiêc mo¿e
po Komunii Jezus nie zamieszkuje tylko
w naszym sercu, ale w ka¿dej komórce,
w ka¿dej cz¹stce nas? Mo¿e cali jestemy Chrystusowi…?
Ale, ale, mia³a byæ porada. I Bêdzie.
¯yj wiadomie. Zatrzymaj siê. Spójrz
przed siebie. Pomyl. Jakie to bêd¹
wiêta? Wielkanoc. Co to za okazja?
Zmartwychwstanie. O Kogo chodzi?
O Jezusa. O co chodzi? O wszystko:
o ¯ycie i Œmieræ, o Mi³oæ i powiêcenie, o cierpienie i radoæ. O nas i o Niego. Jedzenie to sprawa drugorzêdna.
Nawet trzeciorzêdna.
JŒ
PD48. NA GRANICY, WWW. PODAJ - DALEJ. INFO
.05
ADRES:
HTTP:// WWW. PODAJ - DALEJ . INFO / NODE/3787
TAGI : CIERPIENIE,
D OMY SERCA, PRZYJAŹŃ , WOLONTARIAT, WYWIAD
Z J OANNĄ M ARCHEWICZ ROZMAWIAŁA AGATA J ÓŹWIAK.
J ESTEŚMY JEDNĄ Z WIELU ODPOWIEDZI NA BÓL
Z J OANNĄ M ARCHEWICZ , WOLONTARIUSZKĄ MI SYJNĄ
D OMÓW S ERCA ROZMAWIAŁA
AGATA J ÓŹWIAK.
AGATA J ÓŹWIAK: ASIU ,
NA POCZĄTEK CHCĘ
PRZYWOŁAĆ SŁOWA ZAŁOŻYCIELA D OMÓW S ERC
OJCA T HIERRY' EGO DE R OUCY. S Ą ONE BARDZO
GŁĘBOKIE I TRUDNO PEWNIE JE WYJAŚNIĆ
W JEDNEJ KRÓTKIEJ WYPOWIEDZI , JEDNAKŻE GDY
WAS BLIŻEJ POZNAJĘ, WYDAJE MI SIĘ, ŻE TO
ZDANIE TO KLUCZ DO ZROZUMIENIA WASZEGO
DZIAŁANIA. S Ą TO SŁOWA O M ARYI STOJĄCEJ POD
KRZYŻEM : „D ZIWIMY SIĘ J EJ PASYWNOŚCIĄ
I JEDNOCZEŚNIE NIEZWYKŁĄ INTENSYWNOŚCIĄ J EJ
OBECNOŚCI . O NA STAJE SIĘ SERCEM SWOJEGO
S YNA, ŻEBY ZEBRAĆ W NACZYNIU SWEJ DUSZY
CAŁĄ J EGO KREW ”.
J o an n a M arch e wi cz : Te s³owa dotycz¹
postawy serca Maryi, z pozoru, dla
osoby z zewn¹trz to biernoæ, niemoc,
przecie¿ ona nic nie zrobi³a, by Jezusa
ocaliæ. Zamiast na przyk³ad odpychaæ
od Jezusa ¿o³nierzy czy krzyczeæ, ¿e
skazuj¹ na mieræ Jej Ukochanego Syna, po prostu sta³a przy Nim, cicho
cierpia³a z Nim, s³ucha³a Go. By³a dla
Niego. I w rzeczywistoci jest to sedno
¿ycia w Domach Serca.
AJ: C ZYLI STOICIE POD KRZYŻAMI LUDZI ?
JM: Staramy siê… To trudne, ale nie ma
nic tak wa¿nego w ¿yciu, jak obecnoæ
drugiego cz³owieka. Mówiê o prawdziwej obecnoci.
AJ: C O TO ZNACZY?
JM: To ws³uchiwanie siê w drug¹ osobê, w jej historiê, potrzeby, radoæ
i cierpienie. Gdy mylê o tym, co mnie
urzeka w Domach Serca, to mylê
o spojrzeniu, o wzroku skierowanym
na drug¹ osobê. Spojrzeniu, które zawsze stawia drugiego cz³owieka
w centrum.
AJ: J ESTEŚCIE JEDNĄ Z WIELU ODPOWIEDZI NA
BÓL, TAK POWIEDZIAŁAŚ . J AK TO SIĘ STAŁO , ŻE
POWSTALIŚCIE ?
JM: Oficjalnie kwalifikujemy siê jako
jedno z wielu katolickich stowarzyszeñ
mi³osierdzia. Pod koniec ubieg³ego
wieku do ojca Thierry'ego de Roucy
z Francji, ówczesnego genera³a S³u¿ebników Jezusa i Maryi, za³o¿yciela
Domów Serca, podczas modlitwy ró¿añcem przysz³a myl o za³o¿eniu
miejsc w czarnych punktach na Ziemi,
gdzie cz³owiek móg³by poczuæ siê na
nowo kochany. Domy powsta³y g³ów-
06. PD48.NA GRANICY, WWW.PODAJ-DALEJ.INFO
nie z myl¹ o dzieciach, które s¹ s³abe,
nie potrafi¹ siê obroniæ i czêsto s¹ wykorzystywane. Maj¹ tworzyæ ognisko
domowe. Nie s¹ ani domami kultury
czy domami dziecka. Maj¹ byæ dla
nich oaz¹ schronienia, miejscem,
gdzie mo¿na siê poczuæ bezpiecznie,
zaprzyjaŸniæ.
AJ: C O DOKŁADNIEJ
„ CZARNE PUNKTY ZIEMI ”?
ZNACZY
OKREŚLENIE
JM: Miejsca, które s¹ wstydem dla ca³ej ludzkoci, miejsca masowego
upodlenia cz³owieka przez biedê, samotnoæ, plagi chorób cielesnych i duchowych. Pierwszy dom powsta³ w Paranie w Argentynie. Kolejne w Brazylii,
Francji, Kolumbii, Rumunii, Peru, Tajlandii, Indiach, Libanie, Syrii, na Filipinach, w Senegalu, Salvadorze, Hondurasie i na Haiti. Potem okaza³o siê, ¿e
ogrom cierpienia jest równie¿ w niby
tej tzw. lepszej czêci wiata. Nowe
domy powsta³y wiêc w Nowym Yorku,
we Lwowie i w Berlinie. Domy Serca
maj¹ obecnie ponad 20 lat. Istnieje 35
wspólnot w 1 9 krajach. Ca³y czas siê
tworzymy. Ws³uchujemy siê
w potrzeby.
AJ: A CZEGO JUŻ SIĘ NASŁUCHALIŚCIE?
JM: ¯e ludzie potrzebuj¹ podstawowych, ale coraz mniej powszechnych
wartoci, takich jak akceptacja, bezinteresownie dany czas, zainteresowanie
drug¹ osob¹. Po prostu brakuje przyjaŸni. Ojciec Thierry czêsto mówi
o przyjaŸni jako o cudzie.
AJ: ALE TO JEDNAK PRZYJAŹŃ NA KRAŃCACH
ŚWIATA, TROCHĘ NIEREALNA Z NASZEJ PERSPEKTYWY. TY, MISJONARKA Z POLSKI , WCZEŚNIEJ
NIEZNAJĄCA OBCEJ KULTURY, OPOWIADASZ
O BRATERSTWIE Z LUDŹMI Z S ALWADORU , ARGENTYNY. C ZY MOŻNA POROZUMIEĆ SIĘ I CO
WIĘCEJ , POMÓC CZŁOWIEKOWI , KTÓRY JEST
WYCHOWANY ZUPEŁNIE INACZEJ , MA INNY
ŚWIATOPOGLĄD , KOCHA INNĄ KULTURĘ , NIE WIEDZĄC O NIEJ ZBYT WIELE I MAJĄC PUSTE RĘCE ?
JM: Tak!!! Bo dajesz co, co jest najwspanialsze, dajesz im obecnoæ, szacunek. Tym bardziej jest to dla nich
dziwne, ¿e my jestemy z daleka i to
czêsto z tych bogatszych krajów. I jestemy nimi zainteresowani bez jakiego krzyku, wiate³, aparatów fotograficznych,
wielkich
projektów
socjalnych. Jeli jestem w Argentynie,
to ka¿de spotkanie z cz³owiekiem za-
czyna siê od rozmów na temat tego,
jakiej dru¿ynie pi³karskiej kibicuje. Jeli
przyjaciel przychodz¹cy do naszego
domu pije yerba mate 5 razy dziennie,
ja te¿ bêdê z nim piæ yerba mate. To
jest dla ludzi wa¿ne, ¿e ja nie wchodzê
ze swoj¹ kultur¹, mówi¹c im, ¿e jest
lepsza od ich kultury. Zreszt¹ to nie
jest tylko co, co ja dajê. Ja te¿ otrzymujê. Zreszt¹ czêsto czu³am, ¿e to ja
w sumie dostajê i to tak du¿o, ¿e nawet o tym nie ni³am. Pojecha³am do
Argentyny, nie znaj¹c hiszpañskiego
i znaj¹c niewiele angielskiego. Dzieci
odwiedzaj¹ce nasz dom i moja wspólnota byli moimi nauczycielami przez
parê miesiêcy. Wszystkiego mnie
uczyli, nie tylko jêzyka. Ale jak¹ radoci¹ by³o dla mnie i dla nich budowanie prostych zdañ po hiszpañsku. Mówiæ w ich jêzyku to tak, jakby
powiedzieæ im, ¿e siê ich kocha. Poza
tym zgadzam siê z naszym ojcem, ¿e
wa¿niejsza od podró¿y geograficznej,
od tego, ¿e jedziesz gdzie na drug¹
pó³kulê, jest podró¿ do serca cz³owieka. To wspania³a i bardzo wa¿na podró¿. Czasami jest bezradnoæ, bo mi³oæ czy przyjaŸñ to te¿ dawanie
wolnego wyboru. Czasami widzisz z³e
decyzje lub niezawinione zupe³nie
cierpienie i nic nie mo¿esz zrobiæ.
Tym, co mo¿esz zrobiæ, to towarzyszynie tej osobie w jej drodze.
AJ: D LA KOGO WIĘC JESTEŚCIE?
JM: Dla ka¿dego. Najwiêcej przychodzi do nas dzieci, wiêc pocz¹tkowo
Domy Serca by³y przeznaczone dla
tych najbardziej bezbronnych, ale
wkrótce okaza³o siê, ¿e tych bezbronnych jest ca³e mnóstwo, i to takich, co
ju¿ od dawno osi¹gnêli pe³noletnoæ.
AJ: D LA BOGATEGO RÓWNIEŻ JESTEŚCIE?
JM: Tak. Zreszt¹ mamy wielu przyjació³ wród ludzi zamo¿nych. Cierpi
ka¿dy cz³owiek i cierpienie ka¿dego
jest trochê inne… A nad wszystkim
czuwa Matka Bo¿a i to Ona nas uczy.
AJ: J AKIE BYŁY TWOJE OBOWIĄZKI NA MISJACH ?
JM: Wspólne ¿ycie z innymi cz³onkami
wspólnoty, wspólna modlitwa i - formalnie powiedziawszy - s³u¿ba innym.
Do naszego domu od rana przychodzili ludzie, du¿o dzieci. Dom by³ ci¹gle pe³en. My chodzilimy do naszych
przyjació³. Odwiedzalimy chorych,
ADRES:
HTTP:// WWW. PODAJ - DALEJ . INFO / NODE/3787
TAGI : CIERPIENIE,
osoby samotne, niepe³nosprawne
i starsze. By³y wspólne modlitwy
z przyjació³mi z okolicy. Niektóre domy przyjaŸni¹ siê te¿ z artystami jako
ludŸmi tak¿e nara¿onymi na
odrzucenie.
AJ: KTO MOŻE ZOSTAĆ MISJONARZEM ?
JM: Ka¿da osoba m³oda i zdrowa, która wyra¿a pragnienie ¿ycia przez rok
lub d³u¿ej z najubo¿szymi oraz ma
w sobie chêæ dzielenia siê radoci¹
i nadziej¹. Trzeba te¿ byæ wiadomym,
¿e ¿ycie w Domu Serca jest intensywne, tak¿e modlitewnie. I jak w ka¿dym
zwyk³ym domu zdarzaj¹ siê te¿ konflikty, ale jest pomiêdzy nami szczeroæ,
przeprosiny i wola przebaczenia. Ka¿dy te¿ wyjazd na misje musi poprzedziæ czas formacji, który pomaga zarówno
wolontariuszowi,
jak
i odpowiedzialnym za misje zastanowiæ siê, czy wyjazd jest dobr¹ decyzj¹
dla danej osoby. Zaczyna siê to weekendami formacyjnymi, które s¹ tak¿e
organizowane w Polsce. Ja kiedy myla³am, ¿e misje dla zwyczajnego cz³owieka, takiego jak ja, s¹ niedostêpne,
¿e trzeba mieæ jakie szczególne cechy
albo byæ siostr¹ zakonn¹. Tak nie jest.
I co wa¿ne, dla bardzo wielu wolontariuszy najtrudniejszym momentem na
misji nie jest przyjazd, lecz moment
wyjazdu, powrotu do swojego kraju.
Wtedy jest p³acz.
Z J OANNĄ M ARCHEWICZ ROZMAWIAŁA AGATA J ÓŹWIAK.
D OMY SERCA, PRZYJAŹŃ , WOLONTARIAT, WYWIAD
ba po prostu odpocz¹æ. Mia³ w naszym domu zawsze dla siebie miejsce.
Jest ch³opcem pe³nym pasji. Chce byæ
artyst¹ malarzem. Spotkanie z nim pozostawi³o w moim sercu tak du¿y lad,
¿e do dzi nie potrafiê opisaæ tej przyjaŸni s³owami.
AJ: J AK
SIĘ ODNALAZŁAŚ W WROCIE Z MISJI ?
POLSCE
PO PO -
JM: Ca³y czas przyjaŸniê siê z moj¹
wspólnot¹. Odwiedzamy siê z tymi,
którzy s¹ bli¿ej geograficznie, wiêc
przyjaŸñ trwa. Uczestniczê w ¿yciu
wspólnoty tu w Polsce, w Europie.
Przypominam sobie te¿ czêsto s³owa,
które by³y napisane wielkimi literami
na cianie naszej kuchni: „Jestemy tu-
taj, ¿eby kochaæ”. Przecie¿ to s³owa,
które nie ulegaj¹ przeterminowaniu…
czy to w Argentynie, Salwadorze, czy
w Polsce. Kochaæ to byæ. I dlatego moja misja wci¹¿ trwa.
Szczegó³owe informacje na stronie:
WWW. HEARTSHOME . ORG
Zapraszamy na weekendy formacyjne:
1
WEKEND FORMACYJNY:
2
WEKEND FORMACYJNY:
24-25 marca 201 2: Bardo Œl¹skie
03-05 maja 201 2: Zakrzów k. Krakowa
KONTAKT: DOMY. SERCA@ GMAIL. COM
JM AJ
AJ: TY PŁAKAŁAŚ ZA NIMI CZY ONI ZA TOBĄ?
JM: P³akalimy za sob¹, obie strony!
AJ: O POWIEDZ
ZAPRZYJAŹNIŁAŚ .
O KIMŚ ,
Z KIM
SIĘ
JM: Trudne pytanie, bo by³o bardzo
wiele wspania³ych osób! Ale powiem,
¿e dla mnie szczególn¹ osob¹ jest Javier. Nasz omioletni przyjaciel wielokrotnie samotnie lub ze swoim m³odszym rodzeñstwem przemierza³ ulice,
mietniki, by siê czym zaj¹æ. Jego rodzina zosta³a podzielona. Mama by³a
prostytutk¹, mieszka³a w innym miecie z siostrami Javiera, a tata za³o¿y³
now¹ rodzinê. Javier wraz ze swoimi
trzema braæmi mieszka³ u cioci, która
zapewnia³a ca³ej czwórce dach nad
g³ow¹ i jedzenie. Ka¿dego dnia, gdy
puka³ do naszych drzwi, domaga³ siê
uwagi, bycia wys³uchanym. Mo¿na by
by³o pomyleæ, ¿e to my mu pomagalimy, ale wcale tak nie by³o. Javier uczy³
ka¿dego z nas, co znaczy przyjaŸñ. Zawsze ogromnie troszczy³ siê o swoich
braci i siostry. Do nas przychodzi³ chy-
D OM SERCA W ARGENTYNIE, HTTP:// WWW. PODAJ - DALEJ. INFO / FILES/D OM _SERCA_W_ARGENTYNIE.JPG
M AŁY J AVIER, HTTP:// WWW. PODAJ - DALEJ. INFO / FILES/ MALY_J AVIER.JPG
PD48. NA GRANICY, WWW. PODAJ - DALEJ. INFO
.07
ADRES:
HTTP:// WWW. PODAJ - DALEJ . INFO / NODE/3797
TAGI : Ś MIERĆ, Ś WIAT D YSKU ,
AUTOR: E WELINA G AJEWSKA
T. PRATCHETT
W OBRONIE KOSIARZA
M AM
ZASZCZYT
PRZEDSTAWI Ć
BOH ATERA
WSZECH CZASÓW, POSTAĆ ABSOLU TN I E KU LTO -
WĄ , KTÓREJ WPŁYW N A RZECZYWI STOŚĆ J EST
N I EZAPRZECZALN Y.
CO
WI ĘCEJ , TO POSTAĆ ,
O KTÓREJ M OŻN A ŚM I AŁO POWI EDZI EĆ , ŻE J EST
TO
POSTAĆ , O KTÓREJ PO -
DZI EŁA
FI LM OWE
M OTOREM ZM I AN .
WSTAWAŁY
I M U ZYCZN E .
Z PRZEDSTAWI AM
LI TERACKI E ,
N AJ WI ĘKSZĄ PRZYJ EM N OŚCI Ą
WAM
M OJ EGO , M ÓWI ĄC TRO -
CH Ę N I ESKROM N I E , N AJ LEPSZEGO PRZYJ ACI ELA
– Ś M I ERĆ *.
Zupe³nie nie rozumiem tej zapamiê ta³ej krucjaty przeciwko Œmierci.
Przez wieki zupe³nie nies³usznie de monizowano go i starano siê ukazaæ
jako postaæ czyhaj¹c¹ niczym drapie¿ca na ofiarê. St¹d te wszystkie,
okropne, redniowieczne wizerunki
tak uparcie przedstawia³y Œmieræ jako
na wpó³ roz³o¿onego trupa, którego
najwiêksz¹ radoci¹ egzystencji jest
nag³e skracanie egzystencji cudzych.
Przecie¿ to jawna niesprawiedliwoæ,
co Œmieræ nie jest nikczemnikiem!
Nale¿y wyjaniæ jeszcze jedn¹
kwestiê – Œmieræ jest p³ci mêskiej
(dyskretna podpowiedŸ: wspó³cze nie p³eæ jest kwest¹ umown¹ i nie
ma nic wspólnego z tym, jak kto wygl¹da). Dla nieprzekonanych, Œmieræ,
mówi¹c o sobie, u¿ywa rodzaju mê skiego, wiêc niegrzecznie by³oby
z nim polemizowaæ w tej kwestii.
U ROK
OSOBI STY SZCZEN I AKA
Naprawdê, w g³owie mi siê nie
mieszcz¹ zjadliwoci kierowane pod
adresem Œmierci. To przecie¿ uroczy,
straszy pan. Zupe³nie przezabawny.
W dodatku odznacza siê tak wysok¹
kultur¹ osobist¹, ¿e móg³by ni¹ ob darowaæ pó³ wiata i nikt nie zauwa¿y³by, ¿e w jego osobowoci czego kolwiek uby³o. Zreszt¹, nie mo¿na
nie lubiæ osoby, nawet jeli usilnie siê
staramy, która tak straszliwie lgnie do
cz³owieka, a przy tym - wbrew pozo rom - nie narzuca siê, czekaj¹c na
odpowiedni moment do rozmowy.
A jak wiadomo, ów moment zdarza
siê tylko raz. Szkoda wiêc zaprzepaciæ szansê na mi³¹ pogawêdkê, bo
wczeniej przez ca³e ¿ycie obra¿a³o
siê Œmieræ, wyzywaj¹c go od takich,
siakich i owakich. A obra¿ony Œmieræ
potrafi spogl¹daæ tak przeraŸliwie
08. PD48.NA GRANICY, WWW.PODAJ-DALEJ.INFO
smutno swoimi pustymi oczodo³ami,
¿e niejednemu zatwardzia³emu ³otrowi poruszy³o siê w piersi dot¹d zu pe³nie nieczu³e serce.
Musimy zrozumieæ, ¿e Œmieræ ni czego na wiecie nie pragnie bardziej ni¿ przyjaŸni z cz³owiekiem,
dlatego te¿ tak usilnie stara siê
upodobniæ do istot ludzkich. Przero bi³ sobie nawet dom na ludzk¹ mo d³ê. Problem polega na tym, ¿e nie
bardzo rozumie ideê metafory (w tej
kwestii jest szczególnie uroczo nie poradny) i hydrauliki (ta w umyle
Œmierci dzia³a trochê jak przenonia,
czyli – prawdê mówi¹c – nie dzia³a),
wiêc wiêkszoæ urz¹dzeñ to po pro stu piêkne atrapy stworzone jakby
z jednej bry³y. Jedynym normalnym
pomieszczeniem w domu Œmieræ jest
kuchnia, poniewa¿ jego ludzki s³u¿¹cy potrzebuje normalnie funkcjonu j¹cego po¿ywienia, które mo¿e nie
wygl¹da zachêcaj¹co, ale jest jadalne
(specjalnoæ Alberta: ultrat³usta jajecznica – dla siebie – i herbata – dla
Œmierci). Kocisty nasz d¿entelmen
w ogóle egzystuje bardzo po ludzku
– ma sta³¹ pracê, elegancki dom,
wnuczkê (pociechê tragicznie zmar³ej adoptowanej córki, której mieræ
wpêdzi³a go w depresjê). Lubi podró ¿e oraz dobr¹ zabawê (wietnie tañ czy). Ma te¿ urocze koty i olbrzymie go bia³ego konia Pimpusia.
Cierpi jednak na przypad³oæ znan¹ chyba wiêkszoci ¿yj¹cych wspó³czenie ludzi – mimo ¿e codziennie
spotyka siê z t³umem przeró¿nych
osobistoci, w rzeczywistoci jest samotny. Trudno jest wszak wejæ
w bli¿sze kontakty z kim, kto ignoru je ka¿d¹ sugestiê nawi¹zania rozmowy albo wt³acza do swojej mózgownicy fa³szywe, choæ wygodne,
przewiadczenie, ¿e jego akurat fakt
bycia miertelnym nie dotyczy.
Œmieræ wie zatem, ¿e ta samotnoæ
jest mu pisana. Nigdy przecie¿ nie
stanie siê cz³owiekiem ani nie zrozu mie ludzi. Nigdy te¿ ludzie nie bêd¹
pragn¹æ jego towarzystwa. Zawsze
bêdzie persona non grata, gdziekol wiek siê pojawi, bêdzie niemile wi dzianym gociem.
przysparza mu przyjació³. Wielu utyskuje, ¿e Œmieræ jest jak nieprzekup ny urzêdnik, który wykonuje swoje
obowi¹zki cile trzymaj¹c siê regulaminu. I nigdy nie odpuszcza. Nikt
jednak nie zdaje sobie sprawy, jaka
odpowiedzialnoæ ci¹¿y na Œmierci.
Nikt te¿ nie pyta³ go o zdanie ani nie
da³ mo¿liwoci wyboru. Œmieræ otrzyma³ po prostu pewnego dnia propo zycjê nie do odrzucenia, co w stylu:
„Stary, mam genialn¹ robotê, bê dziesz Œmierci¹”. Niby super – s³u¿bowa chata i wierzchowiec (który
podpala w³asn¹ ció³kê; nic wiêc
dziwnego, ¿e kiedy Œmieræ siê wku rzy³ i kupi³ sobie ¿ywego konia), ale
zawsze jest jaki tekst zapisany ma³ym druczkiem. W tym wypadku by³a
to bezdenna samotnoæ napisana naprawdê ma³ym druczkiem, w dodatku na skrawku papieru, który zagubi³
siê gdzie podczas transportu.
Œmieræ jednak bez szemrania wykonuje swoje obowi¹zki i nie organi zuje protestów, bo mu za ma³o p³ac¹.
Ok, od czasu do czasu cierpi na wypalenie zawodowe, ale nie biega do
psychoanalityka, ¿eby wyp³akiwaæ siê
na kozetce. Jak prawdziwy mê¿czyzna topi smutki w alkoholu (a ¿e
rzadko mu siê to zdarza, wiêc nie
musi zapisywaæ siê do AA). W³aci wie, chyba jedynym na³ogiem Œmierci jest jego praca, czyli zabieranie ¿ycia, kiedy ono dobiegnie koñca.
Mówi¹c dok³adniej, jest to odseparowanie, przy pomocy kosy, duszy od
cia³a, ¿eby ta pierwsza mog³a spokoj nie udaæ siê w miejsce, w które wie rzy³ za ¿ycia cz³owiek, natomiast cia³ko - ¿eby z czystym sumieniem
mog³o zrelaksowaæ siê przy proce sach gnilnych. Najwiêksz¹ chyba
pod³oci¹ jest nazwanie Œmierci morderc¹. Przecie¿ Œmieræ nie odbiera
nikomu ¿ycia w takim znaczeniu, jak
robi to zabójca, zjawia siê raczej po
fakcie, kiedy morderca zrobi³ to, co
zamierza³, i pomaga cz³owiekowi
przejæ na tak zwan¹ druga stronê.
Jest w³aciwie czym w rodzaju aku szerki albo po³o¿nej (jeli kto woli
wspó³czesn¹ wersjê).
N AJ LEPSZY
Tak, Œmieræ jest bohaterem. To w du ¿ej mierze dziêki niemu wiat dalej
PRACOWN I K WSZECH CZASÓW
Pracoholizm Œmierci równie¿ nie
H ERO
ADRES:
HTTP: WWW. PODAJ - DALEJ . INFO / NODE/3797
TAGI : Ś MIERĆ, Ś WIAT D YSKU ,
AUTOR: E WELINA G AJEWSKA
T. PRATCHETT
jest. Istnienie Œmierci wi¹¿e siê bowiem z równowag¹ wiata. Ta jest zachowana nie tylko w wyniku „wyjazdów s³u¿bowych” i osobistemu
czuwaniu nad zgonem, ale tak¿e
dziêki „papierkowej robocie”, która
przejawia siê tym, ¿e w bibliotece
Œmierci znajduj¹ siê zarówno zamkniête biografie, jak i te, które nadal siê pisz¹. Obowi¹zkiem Œmierci
jest tak¿e pilnowanie, by zgon by³ fi nalnym etapem egzystencji, aby wystêpowa³ dok³adnie w momencie,
w którym jest istocie ¿ywej pisany,
ani zbyt wczenie, ani zbyt póŸno.
WyobraŸcie sobie, jakie dzia³yby siê
hece, gdyby zamieniæ kolejnoæ narodzin i zgonu. Surrealizm totalny.
Osoba Œmierci jest gwarantem tego,
¿e czas biegnie do przodu, ¿e na kartach historii zapisuj¹ siê kolejne po kolenia (umówmy siê, gdyby nie
przemijanie, cz³owiek bardzo szybko
musia³by zasiedlaæ kolejne planety,
bo nie zmiecilibymy siê na jednej).
Z historyczno-biologicznego punktu
widzenia Œmieræ wielokrotnie ratowa³
wiat z opresji niczym rycerz na bia³ym koniu swoj¹ ksiê¿niczkê.
*Oczywicie, mowa tu o Œmierci
Œwiata Dysku. Za inne Œmierci nie
ponosimy odpowiedzialnoci i nie
przyjmujemy za¿aleñ, skarg ani reklamacji. Jeli zatem Twój Œmieræ nie
spe³nia oczekiwañ, niestety, zwrotów
nie przyjmujemy (osobicie proponu je kupiæ innego w sklepie za rogiem).
EG
FOT:
NASA CREW, KATCH 1
GRIM - REAPER,
CC BY-AS-ND, HTTP:// WWW. FLICKR. COM / PHOTOS/ NASA- CREW/6361 425799
— A CZYM BYLIBY LUDZIE BEZ MIŁOŚCI ?
— GINĄCYM GATUNKIEM — ODPARŁ ŚMIERĆ.
- PRATCHETT, T., "CZARODZICIELSTWO "
PD48. NA GRANICY, WWW. PODAJ - DALEJ. INFO
.09
ADRES:
HTTP:// WWW. PODAJ - DALEJ . INFO / NODE/3801
TAGI : CHRZEŚCIJAŃSTWO , ISLAM , RELIGIA, TURCJA
AUTOR:
M AGDALENA KOTWICA
ZEBRANE MYŚLI ROZPROSZONE. O CHRZEŚCIJAŃSTWIE W TURCJI
SPĘDZIŁAM W TURCJI
PRAWIE 5 MIESIĘCY. PO PO WROCIE DO KRAJU PADAŁO I NADAL PADA WIELE
PYTAŃ DOTYCZĄCYCH TAMTEGO CZASU : O KULTURĘ,
ZWYCZAJE, ZACHOWANIE. J EDNYM Z NICH JEST
RÓWNIEŻ TO DOTYCZĄCE SYTUACJI CHRZEŚCIJAN
W KRAJU ZAMIESZKAŁYM GŁÓWNIE PRZEZ MUZUŁMANÓW (OK. 99% SPOŁECZEŃSTWA).
***
Z ust m³odych Turków muzu³manów,
ateistów, poszukuj¹cych (studentów,
czêsto tych, którzy byli za granic¹ i spêdzili tam przynajmniej kilka miesiêcy)
padaj¹ s³owa o tym, ¿e „Bycie chrzecijaninem w Turcji nie jest niebezpieczne,
bo od pocz¹tku, od czasu Imperium
Otomañskiego, ¿yjemy razem. Chrzecijanie, muzu³manie, ¿ydzi. Jeli by³oby to
niebezpieczne, nie mog³aby zobaczyæ
kocio³a w Turcji, a nadal mo¿esz zobaczyæ meczety, kocio³y i synagogi, które
stoj¹ obok siebie” [Serena]. Padaj¹ te¿
s³owa o tym, ¿e chrzecijanie, a w zasadzie przedstawiciele wszystkich religii
innych od islamu, s¹ przez religijnych,
g³ównie starszych muzu³manów postrzegani jako poganie i grzesznicy. „Byæ
Turkiem chrzecijaninem nie jest bezpiecznie, szczególnie we wschodniej
czêci kraju, która jest bardziej radykalna, jeli chodzi o zasady wiary. Chrzecijanie obcokrajowcy zazwyczaj nikogo
nie obchodz¹” [Elcin].
***
Co, co wydawa³oby siê, powinno byæ
oczywiste – zaskakuje. Chrzecijanie
w Turcji modl¹ siê po turecku. A siedzenie na tureckim kazaniu jest rzeczywistoci¹ tak normaln¹ i naturaln¹, jak sen
po mêcz¹cym dniu. Wiêkszoæ wiernych jest pochodzenia tureckiego. Niektórzy pochodz¹ z rodzin chrzecijañskich, niektórzy z muzu³mañskich i jako
jedyni w domu wyznaj¹ wiarê w Boga
w Trójcy Jedynego. Mo¿na spotkaæ równie¿ osoby, które przyby³y do Turcji
z ró¿nych stron wiata i ¿yj¹ tutaj z ró¿nych powodów. Niewielu tu „typowych”
czy „czystych” katolików, do których jestemy przyzwyczajeni w Polsce. Na
tych terenach spotykaj¹ siê przedstawiciele ró¿nych nurtów i wyznañ chrzecijañskich (m.in. prawos³awni, zielonowi¹tkowcy,
katolicy,
ormianie,
ortodoksi) i tworz¹ jedn¹ wspólnotê. To
w Turcji zobaczy³am i dowiadczy³am
jednoci Kocio³a oraz troski „o swoich”.
Jeden budynek, jedna msza, po której
wierni spotykaj¹ siê, by przy herbacie
rozmawiaæ, ¿artowaæ, zaplanowaæ
wspólny wyjazd czy po prostu pobyæ razem – z ludŸmi, którzy myl¹ podobnie,
którzy ¿yj¹ tymi samymi wartociami,
którzy maj¹ podobne problemy i jeden
punkt odniesienia. Wspólnie wiêtuj¹ sakramenty i obchodz¹ wiêta.
***
W Adanie, gdzie mieszka³am, przed rokiem mia³ miejsce atak na znajduj¹cy siê
tam koció³ katolicki: „[…] po mszy Wiel-
kiego Czwartku, oko³o godziny 20.00,
po opuszczeniu kocio³a przez wiêkszoæ wiernych, na jego teren wtargnê³o
dwóch mê¿czyzn […]. Upierali siê, ¿e
chc¹ rozmawiaæ z tutejszym ksiêdzem.
Gdy im powiedziano, ¿e pojecha³ w³anie do pewnej rodziny […], wyjêli zza
pleców 50-centymetrowe no¿e, do cinania miêsa na kebab i z okrzykami »jestemy muzu³manami, tutaj jest Turcja
i Bóg jest Wielki - Allah Ekber« rozpoczêli niszczenie wszystkiego, co by³o
pod rêk¹. Gdy wtargnêli do rodka, pociêli na kawa³ki figury Jezusa i Maryi,
okna, wazony... wszystko zniszczone od
uderzeñ no¿a”. [http://bratmaciej.blogspot.com/]
***
Na Pasterce w Mersin (gdzie znajduje
siê kolejny koció³ katolicki, a w niedalekim s¹siedztwie równie¿ koció³ prawos³awny) podczas ostatnich wi¹t Bo¿ego
Narodzenia prócz chrzecijan, byli równie¿ obecni muzu³manie. Krewni tych,
którzy deklaruj¹, ¿e s¹ chrzecijanami,
przedstawiciele w³adz i policji. Instytucje
pañstwowe ofiarowa³y z tej okazji bukiety kwiatów.
Niemal ka¿demu, kto by³ na tej pasterce, a nie mieszka od d³u¿szego czasu czy te¿ na sta³e w Turcji, nasunê³o siê
pytanie – po co na pasterce policjanci
w cywilu? Ciekawoæ? Kontrola? Bezpieczeñstwo?
***
Meryemana, czyli Dom Maryi Dziewicy
– malutki, uroczy domek z kamienia, obroniêty zieleni¹, wybudowany na ru-
FOT:
M AGDALENA KOTWICA
***
Wbrew pozorom w Turcji s¹ kocio³y.
Wiêcej ni¿ siê spodziewa³am i pewnie
wiêcej ni¿ spodziewa siê tego przeciêtny
cz³owiek. W mojej okolicy by³y dwa.
Oddalone od siebie oko³o godziny jazdy
poci¹giem – w Adanie i Mersin.
1 0. PD48.NA GRANICY, WWW.PODAJ-DALEJ.INFO
ADRES:
HTTP:// WWW. PODAJ - DALEJ . INFO / NODE/3801
AUTOR:
TAGI : CHRZEŚCIJAŃSTWO , ISLAM , RELIGIA, TURCJA
inach domu NMP, w którym mia³a przebywaæ ze w. Janem i stamt¹d byæ wniebowziêta. Obecnie opiekuj¹ siê tym
miejscem kapucyni (W³och i Polak). Codziennie przybywa tam wielu pielgrzymów – zarówno chrzecijan, jak i muzu³manów. Wkraczaj¹c na teren tego
miejsca, mijamy uzbrojonych ¿o³nierzy,
którzy z ramienia rz¹du stoj¹ tam dla
bezpieczeñstwa.
***
„Abram […] wyszed³ z Charanu*” [Rdz
1 2, 1 4]. Dzisiaj g³ówn¹ atrakcj¹ tego
miasteczka, po³o¿onego niemal na granicy turecko-syryjskiej, s¹ lepianki z ceg³y mu³owej w kszta³cie uli. W skansenie
mo¿na podziwiaæ naczynia, stroje
i sprzêty domowe z dawnych czasów.
O Abrahamie nie ma widocznej
wzmianki. Za to, kieruj¹c siê na pó³noc,
dotrzemy do Urfy. Tutaj mia³ urodziæ siê
Abraham (wed³ug lokalnych tradycji bazuj¹cych na Koranie). Urfa jest miejscem
licznych pielgrzymek muzu³manów, którzy równie¿ zaliczaj¹ Abrahama do grona proroków. By dostaæ siê do groty,
w której siê urodzi³, trzeba postaæ w kolejce. Znajduje siê tutaj równie¿ Rybne
Jezioro, z którym wi¹¿ê siê legenda
„o proroku Abrahamie, który popad³
w konflikt z lokalnym królem asyryjskim
Nimrodem. Króla rozeŸli³o podejcie
Abrahama do starych bo¿ków pogañskich - prorok zwalcza³ ich kult, wiêc nie patyczkuj¹c siê zbytnio (antyczni
w³adcy mieli zazwyczaj trudny charakter) - pojma³ Abrahama i rozkaza³ spaliæ
go na stosie. W tym niezwykle trudnym
dla proroka momencie nast¹pi³a szczê-
M AGDALENA KOTWICA
liwie interwencja si³ wy¿szych i ogieñ
zamieni³ siê w wodê, a p³on¹ce wêgle w ryby. Sam Abraham zosta³ zmieciony
podmuchem ze wzgórza góruj¹cego
nad miastem i, znów szczêliwie, wyl¹dowa³ na zagonie ró¿anym”. [http://turcjawsandalach.pl]
***
Istambu³. Miasto na pograniczu kontynentów, kultur, wiatopogl¹dów. Na
g³ównej ulicy europejskiej czêci miasta
katedra pw. w. Antoniego z Padwy. Co
tydzieñ w niedzielê msza w jêzyku polskim, angielskim, w³oskim i tureckim.
Jaka jest sytuacja chrzecijan w Turcji?
Nie znam jednoznacznej odpowiedzi na
to pytanie. Ka¿de miejsce, ka¿da osoba,
jej dowiadczenia, jej stosunek do drugiego cz³owieka, otwartoæ w mówieniu
o ¿yciu w tych warunkach i przepisy
prawne, to wszystko wp³ywa na tê sytuacjê. Moje 5 miesiêcy, to jedynie chwila
w ¿yciu tych, którzy mieszkaj¹ tam od
lat, którzy funkcjonuj¹ w tej kulturze,
którzy na co dzieñ dowiadczaj¹, rozmawiaj¹, obserwuj¹. Którzy ciesz¹ siê
i boj¹. Którzy ka¿dego dnia s¹ chrzecijanami - s¹siadami, znajomymi muzu³manów. Widzia³am radoæ, zadowolenie
i wspólnotê. S³ucha³am o problemach
i wyczuwa³am wisz¹ce w powietrzu napiêcie. Dowiadczy³am innoci ¿ycia
chrzecijan „tam”, w porównaniu z „tu”
i mam wiadomoæ, ¿e zebrane tutaj
myli, to tylko kropla w morzu prawdy
o tym, jak tam jest.
*wspó³czesna pisownia: Harran
MK
FOT:
M AGDALENA KOTWICA
PD48. NA GRANICY, WWW. PODAJ - DALEJ. INFO
.1 1
ADRES:
HTTP:// WWW: PODAJ - DALEJ . INFO
KĄCIK POETYCKI
TRACENIE I
A TEJ DZIWNEJ NOCY
A tej dziwnej nocy
Tam obok Ciebie
Ja
Skulona cicho w ciemnym k¹cie
Tak ¿eby nie zauwa¿y³
Bêdê patrzeæ
Na twoje ruchy niespokojne
Na twoj¹ twarz i ³zy
Na ciebie w wietle ksiê¿yca
Bêdê czekaæ
A¿ uspokoi siê twój oddech
A¿ ucichnie wszystko prócz serca
A¿ nadejd¹ gromadnie promyki s³oñca
Bêdê siedzieæ
Tak daleko, bo nie mo¿na bli¿ej
Tak nieruchomo, choæ niespokojnie
Tak po prostu przy Tobie jednak
A noc trwa
Myli hucz¹ w twojej g³owie
Uczucia bij¹ w twoim sercu
Wszystko tak nieopanowane
Ale prowadzone
A noc trwa
Myli brak w mojej g³owie
Uczucia trwaj¹ w moim sercu
Wszystko tak po prostu
Nadal prowadzone
AUTOR:
AGNIESZKA KIJAK
TAGI : NOC, OBECNOŚĆ, OCZEKIWANIE, WIERSZ
WWW: PODAJ - DALEJ . INFO / NODE/3799
RACHUNKI
Pan Bóg czasu nie liczy.
Na ciebie liczy,
¿e ty te¿ bêdziesz
liczy³ na Niego.
AUTOR: PAWEŁ
M ICHNIEWICZ
TAGI : WIERSZ
WWW: PODAJ - DALEJ . INFO / NODE/3802
1 2. PD48.NA GRANICY, WWW.PODAJ-DALEJ.INFO
w ten czas Pamiêci rozpamiêtywania rzeczy minionych
nie tylko fajka van Gogha
i opad³e licie
przypominaj¹
sztukê przemijania mówi¹ o m¹droci ¿ycia,
o tym, ¿e pustka
o tyle ma sens,
o ile daje siê
wype³niæ
po brzegi
niczym kosz wiklinowy
owocami ziemi
przesypywanymi na wóz
po latach wci¹¿ pytam i to mnie nie smuci:
czym ma siê ¿ywiæ cz³owiek?,
by wy¿ej uniós³ g³owê,
by mia³ odwagê
spojrzeæ w niebo
i przypomnieæ sobie,
¿e to go przerasta
AUTOR: PAWEŁ LUBRAŃSKI
TAGI : POEZJA, PRZEMIJANIE, TRACENIE, WIARA,
WARSZTAT
WWW: PODAJ - DALEJ . INFO / NODE/3790
DROGA
- ŻYCIE
przysz³a pogoda
która nie jest na zawo³anie
wyrówna³a oddech
doda³a blasku oczom
na drodze
gdzie nadzieja mieje siê szczerze
i liczy siê ka¿dy krok
AUTOR:
M AGDA J ÓŹWIAK
WARSZTAT
WWW: PODAJ - DALEJ . INFO / NODE/3784
TAGI : DROGA, ŻYCIE,
ADRES:
HTTP:// WWW: PODAJ - DALEJ . INFO
KĄCIK POETYCKI
TRACENIE II
ukry³em siê
w murach kocio³a
przyszed³em
nêdzny
w butach zniszczonych
szuka³em Ciebie,
a znalaz³em siebie
(przekrêcaj¹c
g³ówny wy³¹cznik pr¹du)
idê z kluczami
w rêku
z mylami, ¿e ograniczê
Nieograniczonego
w skrupu³y wpêdzony
z nich uczyni³em bo¿ka
a teraz sprawdzam tylko to,
co sprawdziæ mogê
resztê zostawiam Tobie
jeszcze kilka tysiêcy
szybkich kroków,
by w koñcu zwolniæ w milczeniu siê zatrzymaæ
skoczyæ w nieznane,
by znanymi drogami wêdrowaæ
podpatruj¹c tych, co ¿ycie maj¹
ukryte w kalendarzu
Ÿród³a wody ¿ycia
AUTOR: PAWEŁ LUBRAŃSKI
TAGI : MODLITWA, POEZJA, SZUKANIE, TRACENIE, WIARA,
WARSZTAT
WWW: PODAJ - DALEJ . INFO / NODE/3791
BIJĄCE
i jak tu siê normalnie ¿yæ
gdy kto krzyczy o mieræ
¿e ju¿ nie ma si³y ¿yæ
gdy wiesz ¿e gdzie kto p³acze
¿e straci³ we w³asnych oczach
swoj¹ wielk¹ wartoæ
trzeba zacz¹æ ¿yæ nienormalnie
oddaæ wszystko
zostaæ z niczym
tylko z sercem bij¹cym
i wybije znowu ¿ycie
i wyp³ynie nowa myl
odnajdzie siê ostatnia nadzieja
powróci prosta wiara
zab³ynie p³omyczek mi³oci
i potem padnie pierwszy krok
i z trudnoci¹ wspinaczki s³owo
rozronie siê nadzieja
umocni si³a wiary
zap³onie szczera mi³oæ
jeli to zada, wyæwiczy, utrzyma
bêdzie ¿yæ
bez chêci mierci
tylko z Nim
AUTOR:
AGNIESZKA KIJAK
TAGI : MIŁOŚĆ, NADZIEJA, Ś MIERĆ, WIARA, WIERSZ
WWW: PODAJ - DALEJ . INFO / NODE/3800
PIELGRZYM
Idê przez wiat do Ciebie
Idê przez wiat dzi z Tob¹
Chcesz mnie mieæ obok siebie
choæ jestem tylko sob¹.
Wiem, dok¹d zmierzam
Wiem, jak krêt¹ prowadzisz mnie drog¹
Tobie siê ca³a zawierzam
cokolwiek bêdzie moj¹ przeszkod¹.
Twa mi³oæ silniejsza jest
ni¿ moje cierpienie
Zaufaæ Tobie dzisiaj chcê
Ty jest moim Zbawicielem.
AUTOR: J OLA R ONOWSKA
TAGI : DROGA, PRZYJAŹŃ , Z BAWICIEL
WWW: PODAJ - DALEJ . INFO / NODE/3777
PD48. NA GRANICY, WWW. PODAJ - DALEJ. INFO
.1 3
ADRES:
HTTP:// WWW. PODAJ - DALEJ . INFO / NODE/3786
TAGI : KONIEC, OCZEKIWANIE, PRZEMIJANIE, Ś MIERĆ, ŻYCIE
AUTOR: PAULINA
M AŁKOWSKA
RAZ, DWA, TRZY - DZISIAJ ZE MNĄ PÓJDZIESZ TY!
J EJ
NADEJŚCIE JEST NIEUNIKNIONE . O NIKIM NIE
ZAPOMNI . TO PEWNE . M IMO NARZEKAŃ , WIĘKSZOŚĆ Z NAS WOLI , ŻEBY PRZYSZŁA PÓŹNIEJ NIŻ
WCZEŚNIEJ . B O JESZCZE TO , TAMTO , A TO MOŻE
I TO , I … ZAWSZE ZNAJDZIE SIĘ COŚ , CO MOŻNA
JESZCZE ZROBIĆ , CO PRZEKŁADA SIĘ NA PÓŹNIEJ ,
CHOĆ NIE ZAWSZE WARTO TAK ROBIĆ . B O CHOĆ
NIE WIADOMO KIEDY I JAK , TO WIADOMO , ŻE
PRZYJDZIE I RACZEJ O NIC NIE ZAPYTA , NIE PO ZWOLI DOKOŃCZYĆ ZACZĘTEJ PRACY …
WOBEC Ś MIERCI
Ja to siê chyba …!!! (w miejsce kropek
wstaw dowolny sposób na pozbawienie siê ¿ycia). Wa¿ s³owa, które wypowiadasz. Bo ile razy s³ysza³e podobne,
wypowiadane
bezmylnie
zw³aszcza przez m³odych ludzi? Zapewniam Ciê, z wiekiem perspektywa
ta zupe³nie siê zmienia. Mo¿e w³asnie
dlatego, ¿e spotkanie z ni¹ jest coraz
bli¿ej, nadchodzi nieub³agalnie. Zmienia siê równie¿ w momencie, w którym masz okazjê obejrzeæ - ca³kowicie
za darmo - film ze swojego ¿ycia. Ca³ego ¿ycia. Trwa on zazwyczaj maksymalnie kilka sekund, ale za to wra¿enia
s¹ niezapomniane. Jeli prze¿y³e to
choæ raz, wiesz, co mam na myli.
Wtedy zazwyczaj ma miejsce spotkanie z Ni¹ twarz¹ w twarz. To wtedy ma
okazjê zajrzeæ Ci g³êboko w oczy
i czêsto na tym poprzestaje, ale nie
martw siê, wróci w innym terminie.
Choæ czy naprawdê bêdzie to spotkanie? Nie, spotkanie nie jest do koñca
dobrym okreleniem. Miniêcie siê? Te¿
chyba nie, ale ju¿ lepiej oddaje rzeczywistoæ. Bo gdy jej nie ma, to jest
wszystko w porz¹dku. A gdy ju¿ przyjdzie do Ciebie, po Ciebie? Wtedy dotyka Twoich najbli¿szych, a nie Ciebie.
Bo Ciebie ju¿ tutaj nie ma. Mo¿e niezupe³nie nie ma, ale Ona ju¿ nie ma
dla Ciebie znaczenia.
U LUBIONE MIEJSCA Ś MIERCI
S¹ miejsca, gdzie Jej obecnoæ jest
wyczuwalna mniej, w innych bardziej.
S¹ szpitale, s¹ hospicja – to w zasadzie
Jej królestwa. Istniej¹ te¿ inne miejsca,
w których czuje siê dobrze i nie ma
zamiaru ich opuszczaæ. Wrêcz przeciwnie, odwiedza je czêsto. Jednym
z nich jest Dom Pomocy Spo³ecznej.
Przebywaj¹ tam ludzie starsi, którzy
wymagaj¹ opieki. Co prawda, niektó-
1 4. PD48.NA GRANICY, WWW.PODAJ-DALEJ.INFO
rzy z nich s¹ w miarê samodzielni, ale
i tak trzeba na nich bardzo uwa¿aæ,
tak jak na ma³e dzieci. Choroby towarzysz¹ im ca³y czas, przez co maj¹
ograniczone mo¿liwoci funkcjonowania, ale daj¹ radê. Niektórzy wiod¹
bardzo specyficzne ¿ycie. Nie oszukujmy siê. Wp³yw na to ma te¿ niedobór personelu. Choæ jest niewielu pracowników, ci robi¹, co tylko mog¹,
aby zapewniæ staruszkom godziwe
warunki bytowania. Niektórzy mieszkañcy maj¹ bardzo krótkie dni. Ledwo
co zostan¹ wyszykowani na dzieñ, tak
ko³o godziny 1 2, a ju¿ oko³o 1 5 s¹ powoli przygotowywani do snu. Rewelacja. ¯yæ, nie umieraæ.
Z ARZUCONY TALENT
Pani Mlada, pochodz¹ca z Wilna, bardzo utalentowana kobieta. Doæ chêtnie opowiada o swoim ¿yciu, prezentuj¹c przy tym swoje dokonania.
Podczas jej opowieci trudno wtr¹ciæ
jakiekolwiek zdanie. Pani p³ynnie
przechodzi z jednego tematu na kolejny, a ty siedzisz - urzeczony t¹ charakterystyczn¹, wrêcz piewn¹ mow¹ i s³uchasz. Oczom mo¿esz nie wierzyæ, co te¿ ludzkie rêce s¹ w stanie
wyprodukowaæ. Przepiêkne rysunki,
swetry, jakich w sklepie nie znajdziesz,
nawet w czasach obecnych, kiedy to
sklepowe pó³ki uginaj¹ siê od ró¿norodnych produktów. W poprzednim
systemie sweterki te robi³y furorê, jeli
mogê tak to uj¹æ. Co najlepsze, powstawa³y one bez ¿adnego wstêpnego projektu. Ot tak, z g³owy. Ogl¹dasz dzie³a pani Mlady i zbierasz
szczêkê z pod³ogi, bo inaczej nie jeste w stanie zareagowaæ. S³owa Twojego zachwytu i tak nic nie dadz¹, poniewa¿ pani Mlada pewnego dnia po
prostu przesta³a wykorzystywaæ swój
talent. T³umaczy, ¿e niby ju¿ wzrok nie
ten, ¿e rêce te¿ siê szybko mêcz¹. Jednak, ¿eby co rêkoma robiæ, to rozdrabnia stary chleb i rzuca ptakom na
parapet, aby siê nie zmarnowa³. Wynika z tego, ¿e jednak rêce potrzebuj¹
jeszcze jakiego zajêcia, ale niestety
ju¿ raczej ¿adne arcydzie³o spod nich
nie wyjdzie. A szkoda.
U WIĘZIONA KSIĘŻNICZKA
Pani Zosia równie¿ jest osob¹ samo-
dzieln¹, jednak nie za bardzo mo¿e
wychodziæ ze swojego pokoju. Takie
wypady w jej przypadku najczêciej
koñcz¹ siê d³u¿szymi pobytami
w szpitalu. Taka zabawa w kotka
i myszkê. Lubi s³uchaæ, jak kto jej
czyta. Nie jest wa¿ne, co to takiego,
wa¿ne, ¿eby poczytaæ. Kiedy jeszcze
mog³a, sama sobie czyta³a, ale teraz
stopniowo opuszczaj¹ j¹ si³y.
TATERNIK ?
Pan Jan. Za m³odu bardzo aktywny
cz³owiek, wysportowany, uwielbia³
chodziæ po górach. Lata mija³y, a on
oddawa³ siê swojej pasji. Jednak przyszed³ czas, kiedy ju¿ nie mo¿e pozwoliæ sobie nawet na porz¹dny spacer,
ba, nieporz¹dny te¿ nie wchodzi
w grê. Jedyne, co mu pozosta³o, to
æwiczenie miêni palców podczas
zmiany programów w telewizorze, za
pomoc¹ pilota oczywicie. Choæ niedawno podzieli³ siê z paroma osobami
w³asnym patentem na sprawne wydobywanie cukierka z papierka. Niezapomniana lekcja:)
PODRÓŻNICZKA
Pani Henia natomiast to osoba maj¹ca
¿al, nie do koñca wiadomo, do kogo.
W³aciwie nie jest to chyba ¿al, a raczej brak zgody na to, co j¹ spotka³o.
Kiedy by³a czynna zawodowo, zjeŸdzi³a pó³ wiata. Dos³ownie. Jak sama
o tym opowiada: „Pani, a gdzie ja nie
by³am? Tyle po wiecie jeŸdzi³am,
i co? Pani, ja to Lenina w mauzoleum
widzia³am, a teraz co mi przysz³o? Na
stare lata w DPS-ie wyl¹dowa³am”.
Koñczy³a swoj¹ opowieæ ze ³zami
w oczach. By³a w tylu miejscach, ¿e
ju¿ chyba sama wszystkich nie pamiêta. Piêkne ¿ycie, ale o takim jego koñcu raczej nie marzy³a.
Wielu mieszkañców porzuci³o swoje dotychczasowe pasje, jakby straci³o
ochotê do ¿ycia, poczucie sensu dalszego istnienia. Mo¿e gdzie wewn¹trz siebie tocz¹ walki z samymi sob¹,
z
jakimi niewidzialnymi
przeciwnikami. Walki, których wyników najprawdopodobniej nie poznamy. A Jej widmo b³¹dzi po korytarzach, zagl¹da co jaki czas do pokoi
i szuka towarzystwa.
PM
ADRES:
HTTP:// WWW. PODAJ - DALEJ . INFO / NODE/3795
AUTOR:
TAGI : ABORCJA, EUTANAZJA, Ś MIERĆ, ŻYCIE
M ARCIN O GIŃSKI
G OTOWI NA ŻYCIE, GOTOWI NA ŚMIERĆ?
R O ZM YŚLAN I A
N A TEM AT ŻYCI A I ŚM I ERCI
PRZEN I O SŁY SI Ę N A O B SZARY N I EKO N I ECZN I E
M O G ĄCE PRZYN I EŚĆ KO N STRU KTYWN E EFEKTY.
W O G Ó LN YM D YSKU RSI E CO RAZ CZĘŚCI EJ
SKU PI AM Y SI Ę N A TYM , W KTÓ RYM M O M EN CI E
PO WI N N O SI Ę O N O ZACZĄĆ I SKO Ń CZYĆ , A N I E
N A TYM , D LACZEG O J EST, J AKI E PO WI N N O
B YĆ . C I ĘŻKO SI Ę SŁU CH A D EB AT I D O CI EKAŃ ,
KI ED Y D ZI ECKO J ESZCZE N I E J EST CZŁO WI EKI EM I M O ŻN A J E PO ZB AWI Ć SZAN SY N ARO D ZI N ALB O N A TEM AT TEG O , CO PRZYZWALA
N A U ŚM I ERCEN I E CZŁO WI EKA .
N ARO D ZI N Y
Wiele ju¿ na ten temat argumentów
pad³o, jednak dyskusja toczy siê
w kierunku coraz powszechniejszego poczucia przyzwolenia na nasz¹
ingerencjê w czas trwania ¿ycia.
Chocia¿ nie wiem, czy to jest poczucie przyzwolenia, czy jednak
obojêtnoci. A sprawa siê rozwija
i idzie coraz to dalej i mielej naprzód wspierana przez nasz¹ niepewnoæ i stopniowe ustêpstwa.
Ostatnio czyta³em o tym, ¿e tolerowane winno byæ ju¿ nawet zabicie
noworodka. To¿ to „zarówno nienarodzone dziecko, jak i noworodek
nie maj¹ moralnego statusu osoby
i w konsekwencji z punktu widzenia
moralnego s¹ nieistotne, wobec tego dopuszczalna jest tzw. aborcja
po ich urodzeniu we wszystkich
przypadkach, gdy aborcja jest dopuszczalna, nawet wtedy jeli noworodek jest ca³kowicie zdrowy”(tekst
Alberta Giubilina z Uniwersytetu
w Mediolanie i Franceski Minervy
z Uniwersytetu w Melbourne na
stronie internetowej pisma „Journal
of Medical Ethics”). Dziecko mo¿na
zabiæ w tych samych przypadkach,
w których dopuszcza siê aborcjê. A¿
ciê¿ko siê to pisze, nawet tylko po
to, by przekazaæ to innym.
Bardzo spodoba³a mi siê historyjka kr¹¿¹ca ostatnio po Internecie.
Opowiada ona o matce, która zasz³a
w ci¹¿ê, jednak dosz³a ona do wniosku, ¿e to dziecko bêdzie dla niej
problemem, gdy¿ to ju¿ drugie.
Przedstawi³a problem lekarzowi, ten
za jej doradzi³, ¿e mo¿e lepiej zabije to, które ju¿ urodzi³a, bo w ten
sposób nie ryzykuje uszkodzenia organizmu przy aborcji. Ta historyjka
maj¹ca daæ do mylenia, w kontek-
cie powy¿szego pomys³u mo¿e ju¿
mniej siê podobaæ.
Kolejnym problemem jest to, ¿e
coraz bardziej przedmiotowo traktujemy ¿ycie, chc¹c robiæ z nim to,
co nam siê podoba. Przyk³adem
mo¿e tu byæ bulwersuj¹ca sprawa
zwi¹zana z wytwórc¹ jednego z popularnych napojów gazowanych,
który dodaje do swoich produktów
p³ody poddane aborcji. Wiem, ¿e to
brzmi makabrycznie, ale to prawda.
Na myl o tej sprawie przypominaj¹
mi siê „Medaliony” Zofii Na³kowskiej, gdzie to Niemiec zafascynowany procesem przerabiania ludzi
na myd³o prawi: „nasi lekarze, to naprawdê potrafi¹ zrobiæ co
z niczego”.
Nie ³udŸmy siê, tak¿e za aborcj¹
stoj¹ du¿e pieni¹dze. Chc¹cych
wiedzieæ wiêcej zachêcam do przeczytania przemówienia dr Bernarda
Nathansona, które nie pozostawia
¿adnych w¹tpliwoci. Pokazuje tam,
w jaki sposób naukowcy tworz¹ teorie, a nastêpnie dopasowuj¹ do niej
hipotezy (choæ zdrowy rozs¹dek ka¿e odwrotnie), manipuluj¹ statystykami i danymi, by wzmocniæ wyssane z palca tezy.
E U TAN AZJ A
Równie „ciekawie” zaczyna siê
dziaæ z eutanazj¹. Za³o¿enia wygl¹daj¹ stosunkowo rozs¹dnie. Jeli
cz³owiekowi zostaje ju¿ tylko byt roliny, jeli wymagana jest nad nim
ca³odobowa opieka, leczenie nie
przynosi skutków, nie ma ¿adnej nadziei, to wtedy mo¿na skróciæ cierpienia. Ale nasze sk³onnoci do
przesady prowadz¹ do tego, ¿e od
ukrócania ¿ywota roliny (przepraszam, jeli to kogo dotknê³o) doszlimy do tego, ¿e dzieci maj¹ prawo podpisaæ pozwolenie na zabicie
rodziców, kiedy tylko oni pójd¹ do
szpitala. Domniemywaæ mo¿na, ¿e
chodzi o spadek, ale czy to jedyny
motyw? W ka¿dym razie holenderscy staruszkowie boj¹ siê chodziæ
do krajowych szpitali, bo wiedz¹, ¿e
mog¹ z nich nie wyjæ. Wol¹ pojechaæ do szpitali niemieckich.
Te wszystkie tendencje przypominaj¹ mi tryb dzia³ania ma³ego dziecka. S³ysza³em, ¿e rozwijaj¹c siê, bar-
dzo chce dowiedzieæ siê, jakie s¹
dopuszczalne granice. Ci¹gle s³yszy:
„tego ci nie wolno”, „nie rób tego”,
„zostaw” albo „tak powiniene zrobiæ”, „tak jest dobrze”. Dziecku
ciê¿ko jest znaleŸæ optimum miêdzy
„be” i „cacy”, tote¿ dopuszcza siê
pewnej rzeczy, któr¹ na przyk³ad
jest kradzie¿ i czeka na reakcjê rodziców. Jeli rodzice go skarc¹, to
znaczy, ¿e przekroczy³o granicê.
Te¿ przypominamy takie dziecko,
które próbuje czego mu wolno,
a czego nie. Odrzucamy g³os Ojca,
wiêc co w³aciwie mo¿e nas powstrzymaæ?
W kontekcie tych rozwa¿añ warto zapytaæ, czy to my naprawdê mamy prawo decydowaæ, kto zas³u¿y³
na ¿ycie, a kto nie? Pewnym argumentem bywa to, ¿e dziecko mo¿e
urodziæ siê chore lub niepe³nosprawne. Jeli kto uwa¿a, ¿e chorzy
powinni byæ z automatu eliminowani, by oszczêdziæ im cierpieñ, bo
przecie¿ do niczego siê nie nadaj¹,
nie wnosz¹ ¿adnego wk³adu w ¿ycie
spo³eczne, niech wpisze na stronie
youtube.com Nick Vujicic. Tutaj nie
potrzeba ¿adnego komentarza. Zarówno jeli chodzi o prawo do dania, jak i odebrania mu ¿ycia.
Czy to my dajemy ¿ycie, ¿e czujemy siê w³adni ustalaæ moment i czas
jego zakoñczenia? Dlaczego chowamy siê za prawnicze ustêpy przeinaczaj¹ce wartoci i spychaj¹ce na
dalszy plan moraln¹ odpowiedzialnoæ? Jan Pawe³ II w encyklikach
„,Veritatis Splendor” i „Evangelium
Vitae” wprowadzi³ termin „cywilizacja mierci”, które ma wyra¿aæ stosunek naszej cywilizacji do ¿ycia,
coraz bardziej je degraduj¹cy. Maj¹c na uwadze powy¿sze, wybiórcze
obserwacje, trzeba przyznaæ racjê,
¿e coraz bardziej zmierzamy ku
okreleniu naszej cywilizacji w³anie
tym terminem. Zastanawiam siê, czy
aborcja i eutanazja nie jest takim
(cichym) gettem naszych czasów...
*P I SZĄC TEN ARTYKU Ł , CH CI AŁEM D AĆ J ED YN I E PRZYCZYN EK D O RO ZM YŚLEN I A N A TEN
TEM AT, PO KAZAN I A PEWN YCH TEN D EN CJ I ,
TO TEŻ PRO B LEM N I E ZO STAŁ PO KAZAN Y
W SPO SÓ B CAŁO ŚCI O WY.
MO
PD48. NA GRANICY, WWW. PODAJ - DALEJ. INFO
.1 5
ADRES:
HTTP:// WWW. PODAJ - DALEJ . INFO / NODE/3798
TAGI : CODZIENNOŚĆ, OPOWIADANIE, RADOŚĆ, RODZINA, ROZMOWA, Ś MIERĆ, WSPOMNIENIA, ŻYCIE
CO DZIEŃ
PORANEK JAKIEGOŚ DNIA W_ŚRODKU TYGODNIA,
W_POŁOWIE ZIMY. D ŹWIĘK BUDZIKA ROZDZIELA
ZASPANE, CIEPŁE POWIETRZE NAD ŚPIĄCYMI
POSTACIAMI . Z A OKNEM JEST JESZCZE CIEMNO , WIĘC
W_POKOJU TYM BARDZIEJ . B EZ PRZERYWANIA TEJ
JEDNOŚCI NIE MOŻNA ZACZĄĆ DNIA. ALE TO JESZCZE
ZA CHWILĘ. N AJPIERW TRZEBA SIĘ POGODZIĆ
Z_PRZERWANIEM
SNU ,
JEDNEGO
Z_TYCH
NIEPOWTARZALNYCH OBRAZÓW. POTEM TRZEBA SOBIE
PRZYPOMNIEĆ, CO TO ZA DZIEŃ I _CZEMU TRZEBA
WŁAŚNIE TERAZ WSTAĆ. N AJLEPIEJ WYKONAĆ KILKA
GŁĘBSZYCH
ODDECHÓW
I _SPOKOJNIE
SIĘ
PRZECIĄGNĄĆ. I_JESZCZE KOTA CIEPŁEGO TRZEBA
DELIKATNIE PRZEŁOŻYĆ Z_KOLAN NA PUSTĄ KOŁDRĘ.
I_POGŁASKAĆ PRZEZ CHWILKĘ DLA USPOKOJENIA, BO
ON , JAK CO DZIEŃ , JEST ZDZIWIONY, ŻE KAŻE MU SIĘ
ZMIENIAĆ POZYCJĘ O _TAKIEJ PORZE DNIA.
Cicho wstajê, choæ ³ó¿ko i_tak skrzypi,
a_on mruczy zaspany ze swojej po³owy
co pomiêdzy: „dzieñ dobry” a_„mogê
jeszcze chwilê, prawda?”. Nie
odpowiadam — i_tak ju¿ zd¹¿y³ usn¹æ
z_powrotem. Wsuwam wych³odzone
kapcie, otulam siê szlafrokiem i_ruszam
w_ciemny
labirynt
przedpokoju.
W_³azience niszczê jednoæ ciemnoci.
Kiedy trzeba zrobiæ ten krok w_jasnoæ.
Poranne czynnoci czystoci zakoñczone
mi³ym akcentem. Spojrzeniem w_oczy
br¹zowe z_promykami zielonkawymi.
Znam dobrze te oczy. Codziennie rano
mnie witaj¹ i_przypominaj¹, ¿e warto
byæ sob¹.
***
Trzaniêcie drzwiami i_szelest kurtki
i_butów.
— Jestem! — krzyczy, siadaj¹c ciê¿ko na
taborecie, ¿eby rozwi¹zaæ buty.
Zwiêkszam gaz pod garnkiem
z_miêsem, a_pod zup¹ wy³¹czam.
Wyci¹gam z_szafki dwa talerze g³êbokie
i_dwa p³ytkie. Po chwili s³yszê szuranie
w_przedpokoju i_uderzenie ciê¿kiej
torby
o_pod³ogê.
Wyszukujê
w_szufladzie wszystkie potrzebne
sztuæce. Wolne szuranie staje siê
g³oniejsze.
— Dobry wieczór — mówiê, gdy
podchodzimy równoczenie do sto³u.
K³adê wszystko na stole i_chcê siê
przywitaæ. On ju¿ siedzi. Daje mi siê
poca³owaæ, ale ca³y jest spiêty.
— Jak min¹³ dzieñ? — pytam,
umiechaj¹c siê.
— Ciê¿ko — odpowiada zdawkowo,
mechanicznie rozk³adaj¹c naczynia
i_sztuæce. — Jak twój dzieñ?
1 6. PD48.NA GRANICY, WWW.PODAJ-DALEJ.INFO
— Pracowicie, ale dobrze. Wiesz… —
i_ju¿ chcia³am zacz¹æ opowiadaæ
o_wszystkich szczegó³ach z_pracy
i_rozmów telefonicznych z_dzieæmi, ale
przerwa³am. To, ¿e teraz go zagadam,
nic mu nie pomo¿e. A_potem tych kilku
najwa¿niejszych kwestii i_tak nie bêdzie
pamiêta³.
— Wiesz, obiad ju¿ gotowy. Postawisz
zupê na stole?
—Aha — mruczy, przek³adaj¹c stronê
gazety, po czym wstaje, zabiera
podk³adkê oraz garnek i_przenosi
na stó³.
Biorê ³y¿kê i_mniej wiêcej po równo
nalewam zupê pomidorow¹ do misek.
— Smacznego — mówiê, siadaj¹c.
Nawet na mnie nie spojrzy. Kiwa g³ow¹,
mruczy co i_zajada. Widaæ, ¿e mu
smakuje. Widaæ, ¿e jest wciek³y.
Zjedlimy w_milczeniu.
Skoñczy³, zebra³ talerze, zasiad³ nad
gazet¹. Nastawi³am wodê na co
ciep³ego — tradycyjnie — na lepsze
trawienie. Posk³ada³am brudne naczynia
do zlewu. Z_szafki wyjê³am stare
drewniane pude³ko, wybra³am torebki,
które najmocniej pachnia³y. Po chwili
wy³¹czy³am buchaj¹cy par¹ czajnik — za
stary, by zagwizdaæ. Zala³am wrz¹tkiem
przygotowane dwa du¿e kubki.
Najlepsza jest ciep³a herbata po
obiedzie — mo¿na mieæ swoj¹ ulubion¹,
ale wypiæ powinno siê j¹ wspólnie.
Postawi³am kubki na stole i_przysiad³am
obok niego. On otworzy³ krzy¿ówkê, ja
— inn¹ gazetê w_poszukiwaniu dobrego
wywiadu. Ale ob³oczki herbat ³¹cz¹ siê
gdzie nad naszymi g³owami. I_zapach
jaki unosi siê w_powietrzu tak
zachêcaj¹co, ¿e kot przychodzi poczytaæ
mi przez ramiê.
Wci¹¿ milczenie.
W_po³owie strony rzuci³am okiem na
jego krzy¿ówkê. Ju¿ po³owê wype³ni³ —
mylê — kombinator. Wracam do
czytania. Po chwili na swojej d³oni czujê
chropowaty dotyk jego ciê¿kiej rêki.
Podnoszê g³owê, ale wci¹¿ na mnie nie
patrzy. Umiecha siê bardzo delikatnie.
***
— Babciu, czemu nie mo¿emy iæ teraz
na spacer?
— Bo jestem zmêczona, moja ma³a.
— Ale Ty ostatnio czêsto jeste
zmêczona, czemu tak? — dopytujê siê,
przysiadaj¹c na kanapie.
Babcia przygl¹da mi siê uwa¿nie, popija
³yk ciep³ej herbaty i_zaczyna powoli
t³umaczyæ:
AUTOR:
AGNIESZKA KIJAK
— Po³ó¿ rêkê tutaj — k³adzie moj¹ d³oñ
na piersi. — Czujesz co?
—Takie jakby uderzenia. Co to?
—Tak bije twoje serce. Czujesz
jego rytm?
—Tak, równy i_mocny — odpowiadam po
chwili skupienia.
—Twoje serce pracuje sprawnie. Bo serce
to jest taka maszyna, która napêdza ca³¹
Ciebie, wiêc jak ono bije z_moc¹, to i_Ty
jeste silna, zdrowa i_pe³na energii.
A_teraz przy³ó¿ tu ucho — i_przytula
mnie tak, ¿e s³yszê dudnienie jej serca.
Ws³uchujê siê w_te nieregularne
uderzenia — raz s³absze i_raz
mocniejsze, raz szybsze i_raz wolne.
— Twoje serce bije inaczej.
— No w³anie. Bo widzisz, moje serce
jest s³abe jak stara, popsuta maszyna.
Jeszcze dzia³a, ale w_którym momencie
przestanie. Dlatego ja te¿ jestem s³aba
i_muszê spokojnie siê ruszaæ, ¿eby moja
maszyna dzia³a³a jak najd³u¿ej.
— Jak najd³u¿ej — powtórzy³am, choæ
niewiele zrozumia³am.
Patrzy³am chwile w_umiechniête, ale
za³zawione oczy babci i_po prostu siê
przytuli³am. I_s³ucha³am bicia jej serca.
***
Le¿ê spokojnie. Boli mnie krêgos³up. Boli
mnie g³owa. Ciê¿ko mi ruszyæ praw¹
rêk¹, lew¹ tym bardziej, wiêc — u³o¿one
na brzuchu — tylko przeszkadzaj¹ mi
oddychaæ. Boli mnie co w_rodku.
K³ucie, kiedy sporadyczne, teraz ci¹g³e.
Czasem nie mam si³y nawet siedzieæ.
Dawno nie by³am na spacerze.
Mog³abym czytaæ i_ogl¹daæ zaleg³e
klasyki filmowe, ale moje oczy tego nie
lubi¹. Mog³abym spaæ, tylko ¿e ju¿ nie
mam, o_czym niæ.
Le¿enie z_zamkniêtymi oczami jest
teraz takie przyjemne. Mogê siê skupiæ
na oddechu i_biciu serca. Nie muszê
widzieæ, czy wieci s³oñce, czy to raczej
¿ó³ta lampka. Widzê tylko umiechy
s³oñca przez chmury, tak samo piêkne
o_ka¿dej porze dnia i_roku. Czasem
dochodz¹ do mnie wtedy znajome
g³osy. Nie muszê widzieæ tych
zaczerwienionych oczu, które staraj¹ siê
byæ pogodne. Widzê te, które mówi¹
o radoci i przygodzie. Nie muszê
widzieæ tych twarzy, które teraz pewnie
tak bardzo siê zmieni³y. Widzê te, które
chcê zapamiêtaæ. A pamiêæ ostatnio
p³ata mi figle. Przypominaj¹ mi siê
czasami takie sceny, o których nigdy
wczeniej nie myla³am, do których nie
wraca³am pamiêci¹, bo nie mia³y nigdy
ADRES:
HTTP:// WWW. PODAJ - DALEJ . INFO / NODE/3788
TAGI :
wiêkszego znaczenia lub by³am za ma³a,
by je zrozumieæ. Wstawanie o 6 rano,
¿eby zrobiæ dzieciakom kanapki do
szko³y czy szykowanie obiadu dla mê¿a,
kiedy mia³ z³y dzieñ lub rozmowa
z babci¹, która umar³a, kiedy by³am
malutka. Dziwne, ¿e i takie rzeczy
cz³owiek pamiêta…
— Mamo, przynios³am Ci co — kolejny
znany, mi³y g³os wyrwa³ mnie rozmylañ.
Chyba tym razem nie dr¿y.
— Córu, jeli to do jedzenia, to nie mów,
co to, tylko daj spróbowaæ, mo¿e zgadnê
— staram siê umiechn¹æ. I czujê s³odki
zapach, jakby trochê pomarañczowy. —
A jednak, wiesz, ¿e nie pozwalaj¹ mi tu
jeæ s³odyczy?
—Wiem, wiem — s³yszê umiech w jej
g³osie. — Dzi jest wyj¹tkowy dzieñ, wiêc
dosta³a pozwolenie.
Delikatnie otwieram usta i biorê kês
tego, co podaje mi córka. S³odkie, ¿e a¿
lepi siê do ust, t³uste w rodku,
z
jak¹
mas¹.
— Ach, marmolada ró¿ana — prawie
krzyczê z radoci. Otwieram oczy i razi
mnie wiat³o lampy na suficie.
Spogl¹dam ni¿ej i widzê rodzinn¹
gromadkê z tacami pe³nymi domowych
p¹czków. — No tak to dzisiaj jest…
— T³usty czwartek! — mówi¹ jednym
chórem.
— I co chcecie zrobiæ z tyloma
p¹czkami? — pytam, przygl¹daj¹c siê po
kolei tym twarzom kochanym.
— Jak ju¿ siê najesz, babciu — mówi ma³a
Ania — to przejdziemy siê po oddziale
i mo¿e kto siê skusi.
— Skusi siê, skusi. A macie z wisienkami?
— puszczam oko do syna, a jego ¿ona
podaje mi na talerzyku du¿ego,
nieforemnego p¹czka w lukrze. — Tyle mi
starczy. Dziêkujê. A Wy siê najedlicie?
Musicie zostawiæ po kilka dla ka¿dego
z was, a resztê roznocie — umiecham
siê.
Córka pomaga mi zjeæ napoczêtego
p¹czka.
„Mog³abym umrzeæ z lukrem na ustach”
— mylê, oblizuj¹c siê i delektuj¹c
smakiem ró¿y.
Czy
to
co
nadzwyczajnego,
niespotykanego, niemo¿liwego?
S¹ takie chwile, kiedy jest po prostu
dobrze. S¹ chwile, kiedy jest po
prostu Ÿle.
S¹ takie chwile, kiedy po prostu
jestemy. S¹ takie chwile, kiedy jestem.
S¹ takie chwile, kiedy nie ma… nic poza
codziennoci¹.
AK
B RUNO FERRERO , OPOWIADANIA DLA DUCHA, RECENZJA
AUTOR:
M AGDA J ÓŹWIAK
N IE MA ZŁYCH WILKÓW
TAK
SI Ę SKŁADA , ŻE CZASEM DO ZAKUPU KSI ĄŻKI ZACH ĘCA M N I E
CI EKAWA OKŁADKA LUB TYTUŁ . N I EKI EDY WYBRAN Y N A CH YBI Ł TRAFI Ł
FRAGM EN T N - TEJ STRON Y LUB N AWET TYLKO J EDN O ZDAN I E . TAK BYŁO
TYM RAZEM . S ZUKAJ ĄC CZEGOŚ , CO N ADAWAŁOBY SI Ę N A PREZEN T,
N ATRAFI ŁAM N A „3 65 KRÓTKI CH OPOWI ADAŃ DLA DUCH A” AUTORSTWA
B RUN O FERRERO , WŁOSKI EGO SALEZJ AN I N A I PEDAGOGA RELI GI J N EGO .
Lubiê krótkie teksty, w których za fabu³¹ przypominaj¹c¹
bajkê lub przypowieæ kryje siê ¿yciowa m¹droæ, czyja
trafna obserwacja czy komentarz do rzeczywistoci.
Czêsto operuj¹ prostymi symbolami, gdzie wielkie
prawdy s¹ wypowiadane ustami dzieci lub zwierz¹t.
Przedstawiaj¹c realistycznie nakrelonych bohaterów
w ich codziennoci, nierzadko sporo czerpi¹ z samego
¿ycia i nieprzewidywalnych zbiegów okolicznoci.
Czytaj¹c historie zaczerpniête z ¿ycia, trudno po raz
kolejny nie zgodziæ siê ze stwierdzeniem, ¿e ¿ycie pisze
najlepsze scenariusze.
W ksi¹¿ce Ferrero nie brak historii autentycznych
i tych, które przeplataj¹ siê z fikcj¹ literack¹
i komentarzami autora. S¹ rzeczywicie krótkie.
Najd³u¿sza ma kilka stron. Najkrótsza kilka linijek.
Otwieraj¹c na dowolnej stronie, natrafiamy na opowieæ,
która pozwala siê zatrzymaæ w codziennym biegu,
odpocz¹æ i wyciszyæ.
Dobrze czyta siê je samotnie i w towarzystwie. Dobrze
dzieli siê nimi w rodzinie, w krêgu znajomych, we
wspólnocie, gdy jedna osoba czyta, a pozosta³e s³uchaj¹.
To powrót do dowiadczonego przez niektórych
w dzieciñstwie skarbu g³onej lektury na dobranoc i do
zakorzenionej w cz³owieku potrzeby s³uchania historii.
Formy sprawdzonej od wieków i niezwykle skutecznej
w docieraniu do ludzkiego serca. Tak w koñcu kiedy
przekazywano m¹droæ pokoleñ. Tak dzielono siê
dowiadczeniem. Przy blasku ogniska lub w zaciszu
domowej kuchni b¹dŸ sypialni.
Koñcz¹c zacytujê najkrótsz¹ historiê zbioru. To dziêki
niej ksi¹¿ka sta³a siê moj¹ w³asnoci¹.
MJ
”BAJKA O ZŁYM WILKU
Ad a  ( tr z y l a t a ) :
— Opowiedz mi bajkê o z³ym wilku.
K a s i a ( d z i e s i ê æ l a t) :
— Ale¿ nie ma z³ych wilków, s¹ tylko wilki nieszczêliwe.
Nie ma z³ych ludzi...”
B RUNO FERRERO , „365 KRÓTKICH OPOWIADAŃ DLA DUCHA”,
WARSZAWA : WYDAWNICTWO SALEZJAŃSKIE, 2009.
PD48. NA GRANICY, WWW. PODAJ - DALEJ. INFO
.1 7
ADRES:
HTTP:// WWW. PODAJ - DALEJ . INFO / NODE/3778
TAGI :
STACJA XII
„J EZUS UMIERA NA KRZYŻU” - GDY W NABOŻEŃSTWIE
DROGI KRZYŻOWEJ PADAJĄ TE SŁOWA, CZUJĘ JAK NAPRĘŻA SIĘ MOJA UWAGA. CZAS PRZESTAJE SIĘ SPIESZYĆ,
WAŻNE SPRAWY BLEDNĄ, POTEM STAJĄ SIĘ PRZEZRO CZYSTE, JAKBY WCALE NIE ISTNIAŁY, A JA MILKNĘ
I SKŁANIAM GŁOWĘ WOBEC POTĘGI TEGO, CO WŁAŚNIE SIĘ
DOKONUJE. WIEM, ŻE TA CHWILA JEST SZCZEGÓLNA.
OPOWIEM TOBIE DLACZEGO…
J AK Z FILMU
Sporód ró¿nych scen filmowych chyba
najg³êbiej zapadaj¹ mi w pamiêæ te, w których jeden z grupy bohaterów, w krytycznej i zupe³nie beznadziejnej sytuacji wybiera z w³asnej woli powiêcenie swego
¿ycia, aby tym sposobem ocaliæ pozosta³ych. Oczywicie nie ma tu mowy o tanich
chwytach. Niezbyt przekonuje mnie bowiem, gdy podjêcie takiej decyzji przychodzi danej postaci z ³atwoci¹ zawstydzaj¹c¹ kanony bohaterstwa najwy¿szych lotów.
Zaczynam wówczas podejrzewaæ, ¿e albo
nie ceni on swojego ¿ycia doæ wysoko (co
raczej nie wygl¹da na zdrowy objaw), albo
jest po prostu bardzo sprytny i realizuje jedynie ryzykowny plan dzia³ania, w którym
nie zak³ada wcale poniesienia jakiejkolwiek
ofiary. Nie, nie, nie. Mylê teraz tylko o tych
momentach, kiedy sytuacja rzeczywicie
jest podbramkowa, a bohater staje wobec
dramatycznej i rozdzieraj¹cej alternatywy:
„oni albo ja”, poniewa¿ inne rozwi¹zanie
zwyczajnie nie istnieje. Te kilka minut,
w których nastêpuje jego wybór potrafi
poruszyæ nawet najwiêkszych twardzieli.
Dlaczego? Oczywicie to ta wyj¹tkowa
muzyka, szczególne ujêcia, ale przede
wszystkim - mi³oæ w najpiêkniejszej postaci, taka „gdy kto oddaje ¿ycie za przyjació³ swoich”.
Ja równie¿ jestem zwykle wzruszony.
Ka¿da taka scena jest dla mnie odblaskiem
lub cieniem ofiary samego Jezusa. Jaki
czas temu odkry³em jednak, ¿e gdy próbujê myleæ wprost o mierci Pana na krzy¿u,
nie dowiadczam podobnych uczuæ. Obawiam siê, ¿e nie jest to niestety tylko kwestia braku filmowej muzyki – z jakiego powodu nie potrafiê na co dzieñ w takim
samym stopniu odczuwaæ Jego rzeczywistego wszak powiêcenia siê dla mnie.
ZNAKI ZAPYTANIA
„Czy ja na pewno nie czujê tego, ¿e Jezus
umar³ w³anie za mnie? A jeli tak, to dlaczego?” – w tych pytaniach kry³o siê co
intryguj¹cego i niebezpiecznego zarazem,
co co nie dawa³o mi spokoju. Zrozumia-
1 8. PD48.NA GRANICY, WWW.PODAJ-DALEJ.INFO
BÓG, D ROGA KRZYŻOWA, WIELKANOC
³em, ¿e bardzo chcê znaleŸæ na nie szczer¹
odpowiedŸ, lecz gdy tylko spróbowa³em,
niemal natychmiast zapali³a siê w mej g³owie czerwona lampka z napisem „uwaga!”.
Wewnêtrzny system obronny Oddzia³u
Kreacji W³asnego Wizerunku wszcz¹³
alarm. Nie bez powodu zreszt¹, wchodzi³em na grz¹ski grunt. Mog³o siê okazaæ, ¿e
moja wiara nie jest a¿ tak piêkna, jak mi siê
wydawa³o. Kontratak by³ nieunikniony, lotem b³yskawicy moj¹ wiadomoæ przeciê³o pytanie: „Jak to?” – zadane oburzonym
g³osem – „Przecie¿ rozumiem, akceptujê
i wierzê w to, ¿e Jezus - Zbawiciel - umar³
na krzy¿u, by wybawiæ ca³¹
ludzkoæ”.
CAŁA LUDZKOŚĆ
Stanowczy ton tej wypowiedzi niczego
jednak nie zmieni³. Wrêcz przeciwnie, ods³oni³ pewien s³aby punkt mego mylenia,
zawarty w stwierdzeniu „ca³a ludzkoæ”.
Spostrzeg³em, ¿e tutaj zaczyna siê mój
k³opot, bowiem to okrelenie obejmuje
przestrzeñ wystarczaj¹co wielk¹, by z ³atwoci¹ zagubiæ w niej samego siebie, w³asne „ja”. Przekracza granice wyobraŸni
oraz dowiadczenia i przez to jest tak abstrakcyjne, ¿e prawie nic dla mnie nie znaczy. Nie mog³em wprost poczuæ, ¿e chodzi w³anie, konkretnie, dok³adnie o mnie,
dopóki operowa³em zwrotem: „ca³a
ludzkoæ”.
W tym momencie swoje trzy grosze postanowi³a wtr¹ciæ logika – ona nie poddaje
siê ³atwo i lubi, gdy ostatnie s³owo nale¿y
do niej. Z w³aciw¹ sobie pewnoci¹ wyjani³a ca³¹ sprawê: „Skoro Pan odda³ ¿ycie
za wszystkich ludzi, to jest oczywistym, ¿e
zrobi³ to równie¿ dla ciebie”. Naturalne
prawda? Zgoda w stu procentach, nic dodaæ nic uj¹æ - logika jest niepokonana, temat zamkniêto. Z drugiej jednak strony,
skoro mimo wszystko nie odczuwam ofiary Jezusa jako skierowanej osobicie do
mnie, to chyba co nie pasuje w tej genialnej uk³adance. Mo¿e warto zatem zaryzykowaæ doskona³y wizerunek wierz¹cego
i pobo¿nego cz³owieka (szczególnie we
w³asnych oczach), aby poprzez przyznanie
siê do czego tak smutnego, zrobiæ krok
naprzód? Krok od pokory i szczeroci do
Mi³oci.
KROK NAPRZÓD
Zamkn¹³em oczy, by wyostrzyæ wzrok wyobraŸni. Po chwili pozostalimy ju¿ tylko
my dwaj, a nie On i „ca³a ludzkoæ”, w której gdzie ukryty mia³em byæ ja. Sprawa
wygl¹da jednak kiepsko. Na mnie ci¹¿y
wyrok, oskar¿yciel siê postara³, s¹ dowody
i wiadkowie, nie ma mowy o pomy³ce. Je-
AUTOR: J ACEK B LUMENSZTAJN
stem w kropce, bez szans, bez wyjcia. On
jest niewinny, lecz nie patrzy na mnie z potêpieniem, nie jest nawet rozczarowany.
Z ³agodnym wyrazem twarzy, naznaczonej
tajemnicz¹ zmarszczk¹ bólu, a mo¿e troski, bierze mój wyrok na siebie. Jezus oddaje za mnie ¿ycie. Jezus oddaje swoje ¿ycie za mnie. Muszê powtórzyæ to sobie
jeszcze raz – Jezus oddaje swe ¿ycie
za mnie.
M IŁOŚĆ I BÓL
Wkrótce po tym, gdy te s³owa dotar³y do
mej wiadomoci, gdy Jego powiêcenie
sta³o siê tak zaskakuj¹co bliskie, moje serce niespodziewanie przeszy³a igie³ka nienazwanego bólu. Bólu, który kaza³ wyrzuciæ w przestrzeñ zaprawione gorycz¹
pytanie: „Ale dlaczego? Dlaczego w³anie
w ten sposób?”. Jestem pewien, ¿e
Wszechmocny Bóg móg³by rozwi¹zaæ
wszystko zupe³nie inaczej. Przecie¿ wystarczy³oby zaledwie jedno Jego s³owo,
aby ca³e z³o przesta³o istnieæ, wiêc czemu
nie manifestuje swojej potêgi w³anie teraz? Gdyby ocali³ mnie, rozgramiaj¹c
w piêknym stylu armiê demonów, a potem
wspania³omylnie uniewa¿ni³ moje przewinienia, wszystko by³oby o wiele ³atwiejsze.
On na pewno móg³ to zrobiæ, tymczasem
z pokor¹ przyj¹³ karê przeznaczon¹ dla
mnie, uderzenie nienawici, które mia³o
umierciæ mnie, a nie Jego!
Odpowiedzia³a mi cisza, a w niej tylko
jedno s³owo niczym dŸwiêk kropli samotnie opadaj¹cej ze sklepienia jaskini w podziemne jezioro – mi³oæ. Mi³oæ prawdziwa, przez du¿e „M”. Mi³oæ, która pragnie,
abym poczu³ i zrozumia³, ¿e cz³owieka takiego jak ja mo¿na a¿ tak ukochaæ; ¿e za
cz³owieka takiego, a nie innego, takiego
jak ja w tej chwili, wcale nie doskonalszego
warto oddaæ ¿ycie. Nie by³o lepszego sposobu, aby móg³ mi to wszystko powiedzieæ. Zrozumia³em…
Z ostatniego tchnienia Jezusa, z Jego
ostatniego umêczonego spojrzenia przeziera³a niez³omna wytrwa³oæ, jakby mówi³
do mnie: „Nie poddam siê. Nie zdradzê
ciê i nie oddam w rêce wroga. Ty jeste dla
mnie wyj¹tkowo cenny. Przyjmij moj¹ decyzjê, przyjmij moj¹ Mi³oæ”.
Kropla krwi opad³a z powieki na bia³¹ ska³ê. Zasn¹³.
Mi³oæ, która zdawa³a siê byæ b³ahostk¹
wobec potêgi nienawici i wiata – zatryumfowa³a. Nienawiæ okaza³a siê bezsilna,
nienawiæ nie powstrzyma³a mi³oci.
„Czy wiesz ju¿, co kryje Moje Serce? Kiedy
Ja umrê, ty umrzesz wraz ze mn¹. Kiedy Ja
o¿yjê na nowo i ty bêdziesz ¿y³ nowym
¿yciem”.
JB
ADRES:
HTTP:// WWW. PODAJ - DALEJ . INFO / NODE/3796
TAGI : CZŁOWIECZEŃSTWO , DZIEŁO SZTUKI ,
E.-E. SCHMITT, PYTANIA, RECENZJA, ŚMIERĆ, ŻYCIE
ŚMIERĆ U SZMITTA
ŚMIERĆ-EKSPERYMENT
Bohatera poznajemy jako 20-latka, który
uwa¿a siê za ch³opaka nieudanego i nieudolnego, obojêtnego innym i sobie. Nie
ma nawet sensu poznawaæ jego imienia.
Myl¹c, ¿e nie jest nic wart, ¿e nikt go nie
dostrzega, postanawia znikn¹æ w morskich
falach – umrzeæ.
Jednak kto go zauwa¿a. A nawet wiêcej, kto mu mówi: „jest pan cz³owiekiem,
jakiego mi trzeba”. Kilka zdañ, pokazanie
ca³kiem innego wiata oraz mo¿liwoci
zmiany – to zazwyczaj pomaga, aby poczuæ siê mniej beznadziejnym. Artysta Peter Zeus Lama daje mu jednak co jeszcze.
Propozycja ekstrawaganckiego artysty powoduje, ¿e nasz bohater nadal postanawia
umrzeæ. Tyle ¿e „trochê” inaczej.
Wspólnie pozoruj¹ samobójstwo naszego bohatera. Znika ze swojego wiata,
a siebie – cia³o, ¿ycie - oddaje Zeusowi Lamie i jakby rodzi siê na nowo w rêkach artysty. Zostanie dzie³em sztuki. Taka propozycja wydaje siê bardzo wartociowa. Ale
czy na pewno taka jest?
Nasz bohater zrzeka siê wszystkiego dla
tego wspania³ego dzie³a, jakim ma siê staæ.
Zmieniaj¹c diametralnie – a mo¿e nawet
drastycznie – swój wygl¹d i otoczenie, naprawdê chce zostawiæ poza sob¹ „poprzednie ¿ycie”. Czy to mo¿liwie? Wed³ug
koncepcji artysty, Dobroczyñcy, ma byæ
rzecz¹: „Wtedy bêdziesz w koñcu szczêliwy! Popadniesz w absolutny b³ogostan”.
Bohater staje siê znany, rozpoznawalny,
wszyscy chc¹ go ogl¹daæ, wszyscy o nim
mówi¹.
ŚMIERĆ ZA ŻYCIA?
Przychodzi czas, gdy nasz bohater zaczyna
siê zastanawiaæ, czy to wszystko, co siê
dzieje wokó³ niego, czyni go wartociowym. Czy jest co poza – ponad t¹ s³aw¹?
Czy wnêtrze – uczucia, emocje, pragnienia
– to, czego w nim nie „przerobiono”, jest
tym, o co warto dbaæ, walczyæ? Z drugiej
strony nasuwaj¹ siê inne w¹tpliwoci. Czy
mo¿na – bêd¹c cz³owiekiem - oddaæ
wszystko, straciæ wszystko? Czy naprawdê
nie ma nic, co na zawsze zostaje z nami –
w nas – ludziach, póki oddychamy, mylimy i bij¹ nasze serca? Kiedy umiera w cz³owieku cz³owiek?
Zag³êbianie siê w tê historiê powoduje, ¿e
pojawiaj¹ siê pytania - w umys³ach bohaterów i czytelników. Czy mo¿na umrzeæ za
¿ycia? Jak wtedy ¿yæ? Czy mo¿na przestaæ
byæ cz³owiekiem? Czy mo¿na byæ bardziej
robotem, niewolnikiem, dzie³em sztuki ni¿
cz³owiekiem? Czy mo¿na wróciæ do ludzkiego ¿ycia? Jak o to walczyæ? Gdzie szukaæ potwierdzenia swojej ludzkoci? Czy
mo¿na narodziæ siê za ¿ycia?
Jakie odpowiedzi znalaz³ bohater? Dowiemy siê tylko wtedy, gdy przeczytamy
ksi¹¿kê Jakie odpowiedzi znajd¹ czytelnicy? Czy zatrzymamy siê, choæ na chwilê,
nad byciem cz³owiekiem? A mo¿e wolimy
byæ dzie³em sztuki?
M AGIA SŁOWA SCHMITTA
Jeli o mnie chodzi, to jestem „zauroczona”
ca³¹ twórczoci¹ Schmitta. Ka¿d¹ kolejn¹
jego ksi¹¿kê wydawan¹ w Polsce mam
ochotê przeczytaæ, zanim podejdê do kasy
lub wyjdê z ksiêgarni. Z ka¿dym kolejnym
tekstem jestem coraz bardziej pewna, ¿e
AGNIESZKA KIJAK
ten francuski pisarz ma w sobie to co, co
czyni go mistrzem pióra. A jego wyj¹tkowoæ, choæ to mo¿e banalnie brzmieæ, to
osadzenie powieci w realnym, bliskim
wiecie (chocia¿ nie zawsze tu i teraz), bohaterowie proci jak proci jestemy my
(wiêc wcale nie tak bardzo) oraz pozbawiony tkliwoci sposób ukazywania wszelkich emocji. A wszystko to opisuje tak bardzo po ludzku.
Jeli chodzi o „Kiedy by³em dzie³em
sztuki”, to wci¹¿ wydaje mi siê najbardziej
specyficzn¹ ksi¹¿k¹ Schmitta. Z jednej strony – to wszystko mog³oby siê realnie wydarzyæ. Z drugiej – nie chce siê wierzyæ, ¿e to
mo¿liwe. ¯e tak du¿o osób mo¿e mieæ
problem z dostrzeganiem cz³owieka
w cz³owieku. ¯e tak bardzo dajemy siê
oszukiwaæ. ¯e tym wiatem tak bardzo rz¹dzi egoizm i pragnienie s³awy. ¯e w tym
wszystkim ma swoje miejsce mi³oæ i prawda. Znamy jednak wiele prawdziwych historii, w których nie pozwalano i nie pozwala siê na bycie cz³owiekiem oraz godne
prze¿ywanie tego, co ludzkie. Czyli znów
wychodzi na to, ¿e Schmitt ukaza³ ludzki
wiat bardziej ludzki, ni¿ mo¿na by siê spodziewaæ po krótkiej powieci o „dziele
sztuki”.
AK
FOT: C ATARINA C ARNEIRO DE S OUSA, D EATH AND THE M AIDEN #2,
CC BY-NC-SA 2.0, HTTP:// WWW. FLICKR. COM / PHOTOS/ CAPCATRAGU /502061 4239
KIEDY MÓWI SIĘ ŚMIERĆ I ERIC-EMMANNUEL SCHMITT, OD
RAZU KOJARZYMY „OSKARA I PANIĄ RÓŻĘ”. TA, NAJ BARDZIEJ ZNANA, KSIĄŻKA FRANCUSKIEGO PISARZA OPO WIADA O UMIERANIU. SCHMITT JEDNAK DOTYKA TEGO TEMATU RÓWNIEŻ W INNYCH SWOICH TEKSTACH. J EDEN
Z NICH WYDAJE SIĘ POD TYM – I INNYM – WZGLĘDEM
WYJĄTKOWY. „KIEDY BYŁEM DZIEŁEM SZTUKI” ŁĄCZY
W SOBIE TEMAT ŚMIERCI I ŻYCIA – DOKŁADNIE W TEJ
KOLEJNOŚCI.
AUTOR:
PD48. NA GRANICY, WWW. PODAJ - DALEJ. INFO
.1 9