Krótka historia o Hipopotamie brunatnym... Był piękny dzień. Lato w

Transkrypt

Krótka historia o Hipopotamie brunatnym... Był piękny dzień. Lato w
...Krótka historia o Hipopotamie brunatnym...
Był piękny dzień. Lato w pełni, niebo bez krzty chmurki najmniejszej, żar sączył się z nieba,
a słońce nie dawało ludziom, zwierzętom ani roślinom od siebie odpocząć... W taki zwyczajny
upalny dzień wyszedł z ZOO brunatny hipopotam. Przechodnie miasta byli niezwykle wręcz
zdziwieni widząc wielkiego brzydkiego hipopotama na ulicy, który zawsze /nic dziwnego/ rzucał się
w oczy i miejscami budził strach...
Hipcio, bo tak go teraz będę nazywał, był wielki, brzydki i gruby – jak to hipopotam... Dzieci
śmiały się z niego, drwiły i rzucały w niego kamieniami... Ale szedł dalej. Przemierzał kilometry i
myślał tylko sobie o kimś, kto zechce go takiego, jakim jest... Z każdym kilometrem dochodził do
wniosku, że miasto kończy się za jego plecami i coraz mniej ludzi mogłoby być nim
zainteresowanych. Poza faktem, że był hipopotamem, był niesamowitym charakterem... Czułym,
wrażliwym, opiekuńczym i z pewnością niegłupim...
Wszedł na peryferie... Ostatni dom... Zapukał...
Niezwykle piękny, delikatny i słodki jak nektar kobiecy głos zadał bardzo proste pytanie...
„Kto tam..?”
Hipcio nie myśląc długo podał odpowiedź: „Hipopotam... Wpuść mnie do środka, poznaj,
pokochaj – zobaczysz z czasem, że nikt nie będzie dla Ciebie lepszy...”
Kobieta po krótkim czasie odpowiedziała: „...Pomyślę...”
Mijała kolejna minuta... Kobieta myślała – a miała nad czym. Była piękna, bardzo
atrakcyjna, ciepła i mądra – niesłychanie wręcz mądra. Ale sama. Gdzieś w głębi serca i duszy czuła,
że przyszło do niej szczęście – jej szczęście – to, na które tyle czekała... Przyszło ubrane w
hipopotama...
Namyśliła się, doszła do wniosku, że nie ma nic do stracenia – jedynie do zyskania.
Otworzyła drzwi szeroko, żeby powitać jej własne szczęście...
…Ku jej zdumieniu nie było za drzwiami nikogo... Nie było już nikogo. Kiedy ona się
zastanawiała co zrobić, Hipcio doszedł do wniosku, że nikt go nie zechce – i odszedł. W nieznanym
kierunku, w nieznaną stronę...
...Pozostało jedno pytanie... Czy to on stracił Kobietę – czy ona jego..?