tutaj - Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny

Transkrypt

tutaj - Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny
„TURYSTYKA ABORCYJNA POLEK”, SEJM RP, 26 SIERPNIA 2010
Dnia 26 sierpnia 2010 roku w Sejmie RP miało miejsce wysłuchanie obywatelskie na temat
„Turystyka aborcyjna Polek”, zorganizowane przez Federację na Rzecz Kobiet i
Planowania Rodziny we współpracy z posłem Markiem Balickim. Wysłuchanie składało się z
dwóch części. W pierwszej głos zabrali zagraniczni goście, w większości lekarze, którzy w
swojej pracy mają do czynienia z Polkami przerywającymi ciążę. W drugiej części odbyła się
dyskusja panelowa, w której udział wzięły osoby ze środowisk naukowych, pozarządowych i
osoby publiczne.
Jako pierwszy głos zabrał poseł Marek Balicki, który przypomniał historię obowiązującej w
Polsce ustawy antyaborcyjnej z 1993 roku, po czym krótko wyjaśnił dlaczego wraz z
Federacją postanowił ponownie poruszyć temat aborcji. Podkreślił, że przez 17 lat, odkąd
obowiązuje wspomniana ustawa, gwałcone są godność i prawa kobiet w Polsce. Dodał, że
wraz z Wandą Nowicką zdecydowali się na formułę wysłuchania obywatelskiego, gdyż
zależy im, aby w możliwie szerokim gronie osób publicznych porozmawiać o skutkach
obecnej ustawy, angażując jednocześnie w dyskusję polskie społeczeństwo za pośrednictwem
mass mediów.
Wysłuchanie rozpoczęła przewodnicząca Federacji Wanda Nowicka, która podziękowała
gościom za udział w wysłuchaniu i wyjaśniła skąd wziął się pomysł poruszenia tematu
turystyki aborcyjnej. Wyjaśniła, że od kilku lat dochodzą do niej informacje o Polkach
przerywających ciążę w zagranicznych klinikach. Ostatnimi czasy praktyka ta zaczęła
wyraźnie przybierać na sile, do tego stopnia, że kliniki w Niemczech czy w Anglii zaczęły
zamieszczać polskojęzyczne strony internetowe z informacjami skierowanymi do Polek
chcących legalnie usunąć ciążę. Razem z posłem Balickim stwierdziliśmy, powiedziała, że o
tzw. turystyce aborcyjnej powinna dowiedzieć się opinia publiczna w Polsce oraz politycy. Z
jednej strony cieszymy się, że Polki mają możliwość usunąć niechcianą ciążę w bezpiecznych
i godnych warunkach, ale z drugiej strony pojawia się pytanie czy to jest normalne, że
kobiety muszą opuszczać swój kraj, gdyż nie mogą w Polsce legalnie dokonać aborcji?
Trzeba sobie jasno powiedzieć, że obowiązująca w naszym kraju ustawa antyaborcyjna nie
jest kompromisem, jak wielu twierdzi, ustawa ta nie rozwiązuje problemu niechcianych
ciąż, a jedynie prowadzi do nielegalnych aborcji, a tym samym zagrożenia zdrowia
kobiet, które się im poddają. Chcemy, aby wysłuchanie uświadomiło politykom, że należy
zerwać z hipokryzją i zmienić obecne prawo dotyczące aborcji.
Następnie głos zabrał pierwszy z prelegentów doktor Christian Fiala z kliniki Gynmed w
Wiedniu. Potwierdził, że z roku na rok coraz więcej Polek przyjeżdża do jego kliniki w celu
usunięcia ciąży, średnio jest to 200 kobiet, jednak zaznaczył, że zabieg przerywania ciąży
u Polek wykonują również inne kliniki w Austrii. Powiedział, że zaangażował się w
działalność na rzecz dostępu kobiet do aborcji w wyniku swoich dramatycznych doświadczeń
w Tajlandii, gdzie w swej pracy lekarza spotkał się z przypadkami zgonów kobiet w wyniku
nielegalnej, źle przeprowadzonej aborcji (w Tajlandii aborcja jest zakazana). Uważa, że aby
zrozumieć teraźniejszość musimy znać przeszłość, czyli jak kształtował się stosunek państwa
do kwestii usuwania ciąży na przestrzeni dziejów. Wielokrotnie podkreślał, że historia nie
pozostawia wątpliwości, że problem aborcji wynika z patriarchalnej struktury społeczeństw,
w których to mężczyźni, a więc osoby nie związane bezpośrednio z ciążą i wychowaniem
dziecka, decydowali o prawie kobiet do przerywania ciąży. Zaznaczył, że głównym źródłem
ograniczeń możliwości dokonania aborcji są przesłanki polityczne i militarne. Szczególnie
jest to widoczne na przykładzie systemów totalitarnych, gdzie np. Hitler karał śmiercią
Niemki za usunięcie ciąży, gdyż nowi obywatele byli potrzebni, aby realizować
ekspansjonistyczną politykę Niemiec. Nikogo nie obchodził oczywiście los kobiet. Doktor
Fiala podkreślał, że delegalizacja aborcji zawsze prowadzi do powstania prężnego
podziemia aborcyjnego, jednocześnie nie przyczyniając się do wzrostu liczby urodzeń.
Ma to oczywiście bezpośredni związek z bezpieczeństwem zabiegu, gdyż im wcześniej
przeprowadzi się go tym lepiej dla pacjentki. W przypadku legalnej aborcji zabieg
przeprowadza się zwykle w 6-7 tygodniu ciąży, a gdy aborcja jest zakazana w danym kraju,
kobiety trafiają do prywatnych gabinetów zazwyczaj znacznie później, co zwiększa ryzyko
powikłań. Podkreślił, że obecne standardy europejskie to możliwość legalnego usunięcia
ciąży, a tzw. turystyka aborcyjna dotyczy głównie Polski i Irlandii. Zaznaczył, że hipokryzją
jest twierdzenie, że nie ma w Polsce aborcji, gdyż wystarczy spojrzeć na ogłoszenia w
polskiej prasie, które są identyczne z tymi sprzed 80 lat w Austrii, gdy aborcja była
nielegalna. Wielokrotnie podkreślał, że nie da się zamienić niechcianej ciąży, na ciążę
wyczekiwaną, a jedyną skuteczną metodą zapobiegania aborcjom jest prewencja, czyli
antykoncepcja. Podał przykład Holandii, gdzie aborcja jest dostępna na życzenie, a mimo to
kraj ten ma najniższy odsetek przeprowadzanych aborcji w Europie. Świadczy to o dobrej
edukacji seksualnej i stosowaniu przez kobiety i mężczyzn antykoncepcji. Zaznaczył, że w
przypadku ciąży na pierwszym miejscu powinna być stawiana kobieta, a niestety obecnie
często znajduje się ona na ostatnim miejscu.
Następnie głos zabrała Katarzyna Waniek, wolontariuszka w klinice Gynmed w Wiedniu,
która rozmawia z Polkami w ciąży na temat aborcji telefonicznie oraz osobiście. Powiedziała,
że Polki wyjeżdżają za granicę, gdyż cenią sobie bezpieczeństwo zabiegu i godne
traktowanie ich przez personel medyczny. W sumie pobyt w klinice Gynmed trwa 2 dni,
obowiązkowa jest rozmowa kobiety z psychologiem, a wszystkie informacje dotyczące
zabiegu są dostępne w języku polskim. Opowiedziała o reakcjach kobiet, z którymi
rozmawiała, na niechcianą ciążę. Wiele z nich mówi, że czuły przerażenie, strach i złość na
to, że muszą niemal potajemnie usuwać ciążę. Dla wielu wyjazd do Austrii stanowił problem i
wyzwanie, ale nie miały innego wyjścia. Niektóre z nich zaciągnęły kredyt w banku, aby
sfinansować wyjazd. Waniek podkreśliła, że przyczyny, dla których kobiety decydują się
usunąć ciążę w jej klinice są bardzo różne, a najczęstsze to: nie teraz (studentki lub
bizneswoman), nie z tym partnerem, problemy zdrowotne, dwójka lub trójka dzieci, z którymi
przesiedziały już parę lat w domu. Konsekwencją bycia zmuszaną do urodzenia jest często
rozstanie z partnerem, bycie wyrzuconą z domu, uzależnienie materialne od mężczyzny, a
nawet samobójstwo. Katarzyna Waniek wielokrotnie podkreślała, że zabieg usunięcia ciąży
jest dla kobiety dramatycznym przeżyciem, więc należałoby zastąpić słowo „turystyka”, która
kojarzy się przecież z przyjemnością, raczej na sformułowanie „migracja aborcyjna”.
Następnie głos zabrał doktor Janusz Rudziński z kliniki w Prenzlau w Niemczech. Na
początek stwierdził, że aborcja to problem, który dotyka tysiące Polek każdego roku.
Następnie przedstawił krótką historię kształtowania się stosunku Kościoła Katolickiego do
zabiegu usuwania ciąży, gdyż jak twierdził, Kościół odgrywa doniosłą rolę w kształtowaniu
polityki aborcyjnej w naszym kraju. Przypomniał, że to papież Pius IX w 1869 roku
zlikwidował pojęcie płodu bez duszy (do tego czasu Kościół głosił, że dusza wstępuje w płód
męski w 40 dniu, a w żeński w 80 dniu od poczęcia) i od tego dopiero momentu aborcja stała
się grzechem. Doktor Rudziński zapoznał zebranych z niemieckimi statystykami dotyczącymi
aborcji. Według nich w 2009 roku w Niemczech wykonano 110 694 aborcje, w tym do 14
tygodnia ciąży 108 238, między 14 a 24 tygodniem 2219, a po 24 tygodniu ciąży 237 aborcji.
W Niemczech do 12 tygodnia aborcja jest dopuszczalna ze względów społecznych, później
już tylko z przyczyn zdrowotnych. Ponadto, zanim kobieta podda się zabiegowi obowiązkowo
musi porozmawiać z psychologiem. Podkreślił, że żadna kobieta nie przerywa ciąży dla
przyjemności. Powiedział, że z zabiegami aborcji u Polek ma do czynienia od 1995 roku, a
od 2, 3 lat obserwuje wyraźny wzrost liczby polskich pacjentek w niemieckich klinikach
ginekologicznych. W czasie gdy pracował w klinice w Schwedt (1995-2007) wykonywano
100 -120 aborcji rocznie u Polek, obecnie w klinice Prenzlau liczba ta średnio wynosi 350,
jednak już w tym roku przekroczyła 400 zabiegów (dane z sierpnia 2010) . W Niemczech
zabieg usunięcia ciąży jest płatny, a ceny różnią się w zależności od szpitala. W jego klinice
w Prenzlau pacjentka musi zapłacić 410 euro, czyli mniej niż w polskim podziemiu
aborcyjnym, gdzie ceny dochodzą nawet od 3000 złotych. Jednak koszt zabiegu oraz
dwukrotny przyjazd do Niemiec (konsultacja psychologiczna i zabieg) jest niemałym
kosztem i oczywiście może stanowić barierę, często nie do pokonania, dla mniej
zamożnych Polek. Według słów doktora, do jego kliniki dziennie dzwoni 30-40 Polek z
pytaniami dotyczącymi aborcji. Wiele z nich obawia się, czy będą mogły ponownie zajść w
ciążę po zabiegu aborcji oraz czy będzie widoczne to, że usunęły ciążę. Doktor Rudziński
podkreślił, że większość kobiet, które przyjeżdżają do jego kliniki na zabieg jest przerażonych
i zestresowanych, a wyjeżdżają zadowolone i podbudowane psychicznie, często też dzwonią z
podziękowaniami. Najwięcej kobiet jest z dużych miast, takich jak Warszawa, Poznań, czy
Wrocław, jednak zdarzają się również z mniejszych miejscowości np. z Wadowic. Zwykle są
to kobiety wykształcone i nieźle sytuowane finansowo, które zaszły w ciążę, gdyż
zawiodła antykoncepcja. Wiek polskich pacjentek w jego klinice to 18 – 48 lat. Doktor
Rudziński przytoczył również kilka przypadków szczególnych, z których wyłonił się obraz,
że niechciana ciąża nie omija nawet środowiska kościelnego. Na koniec podkreślił, że
niedopuszczalnym jest, aby Polki chcące usunąć ciążę czuły się we własnym kraju jak
przestępczynie, piętnowane i zastraszane. O takim podejściu zarówno lekarzy, jak i reszty
społeczeństwa świadczy wielka obawa kobiet trafiających do jego kliniki przed wyjściem na
jaw faktu, że usunęły ciążę i aby zminimalizować to ryzyko wiele z nich przyjeżdża ponownie
na 5 minut badania kontrolnego, gdyż boją się pójść do ginekologa w kraju.
Następnie głos zabrała doktor Olga Loeber z kliniki Mildred Rutgers Huis w Arnhem w
Holandii. Na początek podkreśliła, że chociaż od 20 lat jest lekarzem wykonującym zabiegi
aborcji (w klinice, w której pracuje wykonuje się około 2000 aborcji rocznie, z czego prawie
500 przeprowadza doktor Loeber) to nie uważa się za morderczynię. Jej zdaniem
umożliwienie kobiecie zakończenia niechcianej ciąży jest wyrazem szacunku wobec niej
jako człowieka. Zdaniem Loeber lepiej usunąć wczesną ciążę, niż rodzić niechciane dziecko i
ponosić tego konsekwencje przez resztę życia. Odniosła się do katolicyzmu, który, jak
stwierdziła, nie musi zawsze stać w opozycji do aborcji, czego przykładem jest amerykański
ruch Catholics for Choice dający kobiecie możliwość wyboru. Przedstawiła krótką historię
kształtowania się stosunku społeczeństwa oraz holenderskiego prawa do aborcji. W latach 60tych, gdy przerywanie ciąży było w jej kraju nielegalne kobiety wyjeżdżały do klinik
angielskich, jednak z czasem zarówno środowisko lekarskie, jak i reszta społeczeństwa (w
tym politycy) zaakceptowali aborcję jako naturalne prawo kobiety do dokonania wyboru. Co
ciekawe, ta społeczna akceptacja nie szła w parze ze zmianami legislacyjnymi. W
konsekwencji, przez dłuższy czas w Holandii powszechnie wykonywano zabiegi aborcji,
pomimo obowiązującego zakazu. Loeber powiedziała, że przytoczony przykład świadczy o
tym, że niekoniecznie ustawa musi stanowić pierwszy krok do zmiany obowiązującego stanu
rzeczy. Jej zdaniem, jeśli Polki będą wspólnie opowiadały się przeciwko obecnym
rozwiązaniom aborcyjnym oraz jeśli zdobędą poparcie lekarzy w tej sprawie, to nie jest
Polsce potrzebna żadna nowa ustawa aborcyjna. Następnie przytoczyła holenderskie
statystyki, zaznaczając, że w Holandii prowadzone są dokładne rejestry osób poddających się
zabiegowi usunięcia ciąży. Według nich rocznie 80 -100 Polek przerywa ciążę w
holenderskich klinikach. Jednak, jak podkreśliła Loeber, statystyki te nie uwzględniają Polek
mieszkających na stałe lub na dłużej w Holandii. Biorąc je pod uwagę, w jej klinice stanowią
one ok. 10% pacjentek, a w innych nawet 20 – 30% kobiet, które przerywają ciążę.
Podała przykłady ostatnich pięciu przypadków Polek, które poddały się zabiegowi aborcji w
jej klinice. Były w wieku od 19 do 45 lat, prawie wszystkie z nich posiadają dzieci, jedna
ciąża była wynikiem gwałtu. W pozostałych przypadkach na decyzję o aborcji wpływ miała
zła relacja z partnerem i odczuwany przez kobietę brak sił, aby podołać kolejnej ciąży i
wychowaniu kolejnego dziecka. Na koniec doktor Loeber podkreśliła, że ciąże Polek, z
którymi miała do czynienia w swojej klinice, były wynikiem nieodpowiedniego
zabezpieczenia się, co może świadczyć o ich niskiej wiedzy na temat antykoncepcji.
Następnie głos zabrała Ann Furedi z Anglii, dyrektorka charytatywnej organizacji na rzecz
zdrowia reprodukcyjnego i seksualnego British Pregnancy Advisory Service (BPAS). Na
początek stwierdziła, że praktyka pokazuje, że żadne prawo nie powstrzyma kobietę
przed usunięciem niechcianej ciąży, więc Polki nadal będą poddawały się nielegalnym
aborcjom. Następnie przedstawiła organizację BPAS, która świadczy usługi w zakresie
zdrowia reprodukcyjnego, w tym aborcji, na terenie Wielkiej Brytanii. W 20 klinikach BPAS
rocznie przeprowadza się około 52 000 aborcji, z czego większość jest finansowana przez
NHS (odpowiednik naszego NFZ). Furedi pokrótce przytoczyła historię kształtowania się
prawa aborcyjnego w UK, gdzie po zalegalizowaniu aborcji w 1968 roku do Anglii zaczęły
masowo przyjeżdżać kobiety z innych europejskich krajów, gdzie była ona wciąż
niedopuszczalna. Stopniowa legalizacja aborcji w kolejnych krajach powodowała spadek
zjawiska „turystyki aborcyjnej” w Anglii. Jak podkreśliła, prawo aborcyjne obowiązujące w
danym państwie wpływa nie na to czy kobiety usuwają ciążę, ale gdzie tego dokonują.
Zaprezentowała obowiązujące obecnie w UK prawo aborcyjne, które jest bardzo zbliżone w
swej treści do obowiązującej w Polsce ustawy antyaborcyjnej. Jednak, jak wytłumaczyła,
występuje wyraźna różnica w jego interpretacji w obu krajach. Angielscy lekarze szeroko
interpretują obowiązujące ich przepisy, wykonując aborcje zarówno ze względów
medycznych, jak i społecznych, chociaż w tym drugim przypadku jest to teoretycznie
nielegalne. W Polsce natomiast kobieta, która ma prawo do legalnego przerwania ciąży w
praktyce nie może znaleźć lekarza, który by się tego podjął. Prelegentka powiedziała, że
istniejące w jej kraju rozwiązania prawne dotyczące aborcji również są dalekie od ideału, ale
jak podkreśliła, istotnym jest fakt, że w Anglii aborcja nie jest tematem tabu, a kobiety,
które się jej poddają nie są narażone na szykany i ostracyzm. Następnie przytoczyła
oficjalne statystyki brytyjskie, które mówią o 20 przypadkach rocznie przerywania ciąży u
Polek, jednak zaznaczyła, że liczba ta nie uwzględnia kobiet z Polski, które przebywają w
Wielkiej Brytanii powyżej 6 miesięcy. W takim przypadku podlegają one brytyjskiemu
ubezpieczeniu zdrowotnemu, a przeprowadzane u nich zabiegi przerywania ciąży nie trafiają
do rejestrów aborcji u cudzoziemek. Należy pamiętać, że obecnie w Anglii pracuje lub
studiuje tysiące Polek, a według danych Furedi, w klinikach BPAS 1/3 pacjentek poddających
się aborcji stanowią Polki, podczas gdy w innych klinikach ich liczba dochodzi nawet do
prawie 50% wszystkich pacjentek. Dodała, że polskie pacjentki mają dostęp do informacji i
poradnictwa w języku polskim, a osoby posiadające Europejską Kartę Ubezpieczenia
Zdrowotnego (EKUZ) są uprawnione do bezpłatnego zabiegu. Zdaniem prelegentki liczbę
Polek, które usuwają ciążę w Anglii można szacować na kilka tysięcy rocznie. Furedi
przytoczyła przykład Irlandii, gdzie istnieje zjawisko turystyki aborcyjnej na szeroką skalę.
Jednak podkreśliła fakt, że Irlandki, w odróżnieniu na przykład od kobiet z Polski, mają
zagwarantowane konstytucyjnie prawo do informacji, w tym na temat możliwości dokonania
aborcji, oraz do opieki lekarskiej we własnym kraju po przerwaniu ciąży w innym. Pomimo
tego, Irlandki skarżą się na duży dyskomfort psychiczny związany z koniecznością wyjazdu
do Anglii. Polki stają dodatkowo przed problemem językowym i barierą kulturową, co
dodatkowo potęguje stres i psychiczne rozbicie. Według słów Furedi, zdarzyły się przypadki,
że polska policja domagała się dokumentacji medycznej polskiej pacjentki powołując się na
obowiązujący w Polsce zakaz przerywania ciąży. Świadczy to o tym, że nawet wyjeżdżając
Polki mają podstawy by odczuwać strach i zadawać sobie pytanie, co będzie gdy wrócą do
domu. Prelegentka podkreśliła, że rozpatrując problem aborcji należy zadać sobie
pytania: Jakim społeczeństwem chce być Polska w przyszłości? Czy chcemy
społeczeństwa, gdzie kobieta jest traktowana na równi z mężczyzną, gdzie bierze czynny
udział w życiu społecznym i politycznym, gdzie dzieci są planowane i wyczekiwane oraz
gdzie młodzi ludzie wiedzą, że seks to wyraz miłości i partnerstwa, a nie tylko strach przed
niechcianą ciążą. Na koniec zaznaczyła, że aby stworzyć takie społeczeństwo konieczna
jest kontrola urodzeń oraz aborcja, jako rozwiązanie ostateczne w przypadku, gdy
zawiodła antykoncepcja.