To w końcu św. Mikołaj czy MacGyver?
Transkrypt
To w końcu św. Mikołaj czy MacGyver?
To w końcu św. Mikołaj czy MacGyver? Wielkie odkrycia naukowe niejednokrotnie niosą ze sobą wielkie problemy, pytania jakie postawili przed sobą naukowcy chcąc je rozwiązać, często pozostawały bez odpowiedzi przez wiele lat; jak złożyć w jedną całość Forma Urbis Romae, czyli plan miasta Rzymu wykonany około roku 200 n.e.? Wykuty w marmurze szkic o wymiarach 23 na 17 metrów, wygląda obecnie jak puzzle olbrzyma, który porzucił swoją układankę w trakcie zabawy, pozostawiając za sobą 1186 kawałków o przeciętnej wielkości kilku metrów kwadratowych. Jak utrwalić milimetrowej grubości pociągnięcia dłuta Michelangela, na liczącym przeszło siedem metrów wysokości posągu Davida, bez narażania arcydzieła na ryzyko? Jak zbadać warty osiem milionów dolarów szkielet Tyrannosaurus rex, zwany pieszczotliwie przez pracowników The Filed Museum, Sue? Próby rozwiązania wszystkich tych problemów, łączy ze sobą jeden wspólny mianownik, którym jest technika 3D. Trendy we współczesnej nauce wskazują, że to właśnie ta metoda digitalizacji danych ma przed sobą wielką, nie do końca odkrytą jeszcze przyszłość. Zacznijmy jednak od podstaw, czyli metod przechwytywania danych za pomocą skanerów 3D Zdjęcie nr 1: Skaner 3D podczas przechwytywania obrazu (zdjęcie nr 1). Są to posążka. urządzenia pozwalające na zbudowanie na ekranie komputera, wiernej, przestrzennej kopii interesującego nas obiektu. Maszyny te operują światłem białym, lub promieniem lasera, analizując stopień zakrzywienia linii światła (lasera, czy prążków światła białego) na powierzchni obiektu. To właśnie ta technika została zaprzęgnięta do: „The Digital Michelangelo Project”, który rozpoczął się w styczniu 1997 roku, podczas realizacji zadania przeniesiono do świata cyfrowego a następnie udostępniono internautom, dziesięć najsłynniejszych dzieł wielkiego artysty. Przy realizacji tego i innych wielkich projektów szybko okazało się, że sam proces skanowania mimo iż jest czasochłonny i wymaga dużych inwestycji, daje nam jednak dużo więcej, niż samą możliwość zachowania dziedzictwa kulturowego. Pozwala na dokonywanie analiz, przekrojów, porównań oraz weryfikacji stanu zachowania oraz autentyczności zabytków. Ułatwia także prace konserwatorskie, na podstawie perfekcyjnie wykonanych przestrzennych skanów. Daje nam również możliwość zachowania obiektów, które z różnych powodów nie mogą być konserwowane a najprawdopodobniej zostaną unicestwione. Problem trochę innego typu pojawił się w przypadku: „Digital Forma Urbis Romae Project”. Okazało się bowiem, że samo zeskanowanie ponad tysiąca wielkich płyt, nie przynosi bynajmniej rozwiązania zagadki. Ułatwia co prawda operowanie w świecie wirtualnym kawałkami układanki, pozostawia jednak zbyt dużo możliwości dopasowywania fragmentów. W celu przyspieszenia samego procesu użyto algorytmu matematycznego, który wyszukuje powierzchnie o podobnej strukturze, pośród pogruchotanych bloków marmuru. Sama technika skanowania również ulega zmianie, wymaga coraz mniej ingerencji ze strony człowieka, skanery stają się (zdjęcie nr 2) coraz mniejsze a dzięki możliwości samo pozycjonowania się, pozwalają na budowanie obiektu w czasie rzeczywistym, bez potrzeby ręcznego łączenia poszczególnych ujęć. Możliwości przechwycenia trójwymiarowego obrazu przedmiotu, uzyskują jednak zupełnie inny wymiar w świetle innej, nierozerwalnie złączonej z omawianą technologii - rapid prototyping, co można nieformalnie przetłumaczyć jako, „natychmiastowe tworzenie”. Jeden z działów tej techniki wykorzystuje urządzenia, zwane przez niektórych „maszynami Świętego Mikołaja”, są one bowiem zdolne do wytworzenia a właściwie wydrukowania w swoim wnętrzu, dowolnego obiektu o określonych parametrach. Kiedy opowiadałem o jednej z tych niesamowitych maszyn mojemu koledze, zapytał się mnie: „Jak to? To znaczy, że jest to takie wielkie pudło, które robi „bzyk, bzyk” i wyjmuję z niego dowolną rzecz?”. Odpowiedź Zdjęcie nr 2: Ręczny skaner 3D firomowany właściwie brzmi: „Tak”. przez Z-Corporation. Dziś dostępnych jest na świecie kilka technik drukowania 3D, różnice pomiędzy poszczególnymi rozwiązaniami są dosyć znaczne, co pozwala klientowi na dostosowanie indywidualnych potrzeb do różnorodnych materiałów, ceny oraz sposobu tworzenia modelu. Jednak technologia stosowana przez firmę Zcorporation (zdjęcie nr 3), wydaje mi się najbliższa słowu „drukowanie”. Wyobraźmy sobie wałek do ciasta rozprowadzający na stole cienką warstwę proszku gipsowego, następnie nad stołem przesuwa się głowica atramentowa (de facto podobna do tej stosowanej w drukarkach konwencjonalnych) nanosząca na wybrane miejsca lepiszcze. Następnie wałek do ciasta nanosi kolejną warstwę proszku, która skleja się z poprzednia tylko w tych miejscach, gdzie było lepiszcze i w ten właśnie sposób warstwa po warstwie, powstaje nasz model. Przedmioty wykonane w tej, czy innej technice druku są na tyle dokładne, że mogą zawierać w swoim wnętrzu ruchome tryby. Czyli można zaprojektować i stworzyć system zębatek, które po wydruku będą perfekcyjnie działać. Można tworzyć modele poddawane reżimom wodnym, jak np: baterię do zlewu, można stworzyć modele o właściwościach elastycznych i wiele innych. Firma Stratasys wykorzystująca bardzo wytrzymałe materiały (ABS) stworzyła składane urządzenie, pozwalające helikopterom Apache mieścić się na samolotach transportowych bez potrzeby składania łopatek rotora. W Arizonie naukowcy pracują nad metodą zaadaptowania wydruku 3D na potrzeby chirurgii urazowej. Do tej pory pokruszone i poważnie uszkodzone kości były rekonstruowane za pomocą bio-podobnych materiałów i przeszczepów kości wziętych z innej części ciała, których pozycja jest wzmacniana stalowymi rusztowaniami. Sam proces jest bardzo bolesny dla pacjenta a jego wyniki, pozostawiają niejednokrotnie wiele do życzenia. Nowatorską ideą jest zeskanowanie brakujących fragmentów kośćca a następnie stworzenie brakujących fragmentów, na specjalnie przystosowanej do tego celu drukarce 3D, która wykorzystuje polimer całkowicie absorbowalny przez organizm. Teraz jednak chciałbym przytoczyć Państwu przykład, który osobiście wywarł na mnie największe wrażenie, chodzi o przypadek gwatemalskich bliźniaczek, które urodziły się w 2001 roku złączone głowami. Pomimo iż mózgi dziewczynek były wykształcone autonomiczne, to jednak system krążenia mieszał się i krzyżował w dziesiątkach mniejszych i większych naczyń krwionośnych. Prześledzenie ich przebiegu, przy pomocy tradycyjnych prześwietleń promieniami Rentgena, było niemożliwe. Naukowcy użyli tomografii komputerowej, żeby uzyskać zdjęcia wykonane pod różnym kontem, następnie połączono ujęcia w jeden trójwymiarowy obraz, który został następnie wydrukowany na drukarce Objet. Przygotowujący się do mającej trwać, w standadoowych warunkach przeszło dziewięćdziesiąt godzin operacji, lekarze mogli prześledzić na stworzonym modelu wszystkie połączenia naczyń krwionośnych biegnących pomiędzy mózgami dziewczynek. Operacja trwała dwadzieścia dwie godziny i zakończyła się pełnym sukcesem. New Scientist w artykule wydanym przeszło siedem lat temu, pod tytułem „3D pie in the sky”, czyli „Mrzonki 3D” cytuje jednego z autorów który określa technikę drukowania 3D jako zbyt kosztowną, żeby otrzymać wyroby codziennego użytku i podważa możliwość, iż każdy z nas będzie miał w przyszłości takie urządzeni w domu. Dziś już jednak inżynierowie w University of California in Berkley rozwijają technologię drukowania... Żarówek! Zalety jakie stwarza masowe wykorzystanie rapid protyping'u w przemyśle są nieocenione. Wyobraźmy sobie fabrykę niedalekiej przyZdjęcie nr 3: Drukarka 3D marki szłości, w której projektant siedzący w zaciZ-Corporation szu domowego kominka wysyła internetem gotowy plik z modelem nowego produktu, powiedzmy pilota do telewizora. Model jest następnie wgrywany do pamięci maszyn i ze skutkiem natychmiastowym fabryka produkująca do tej pory gwoździe, zaczyna produkować w pełni funkcjonalne piloty. Jedyną częścią brakującą w tym wypadku będą baterie, niemożliwe do wytworzenia ad hoc. Jednym z zagrożeń jakie niesie ze sobą ta technika, będzie jednak całkowita niemożliwość naprawiania takich urządzeń, stworzonych przecież z litego kawałka polimeru. Czy czeka nas zatem los społeczeństwa „jednorazowego użytku”? Jeśli chodzi o możliwość posiadania przez każdego z nas drukarki 3D w domu; rapid protoyping przeżywa w ostatnich latach prawdziwy rozkwit, wielkie firmy inwestują wielkie pieniądze zazdrośnie strzegąc swoich tajemnic handlowych. Jest jednak na świecie trend i miejsce jednocześnie, które zdaje się zmierzać dokładnie w przeciwnym kierunku; udostępnia wszystko i wszystkim za darmo – ta przestrzeń to internet. To tutaj właśnie domorośli MacGyver'rzy depczą po piętach najlepszym inżynierom z wielkich światowych koncernów i to tu dzieją się rzeczy które mogą odmienić nasze codzienne życie. Bo co by się stało gdyby drukarka 3D mogła wydrukować swoją własną kopię? Otóż może a właściwie będzie mogła w 2008 roku, jak twierdzi dr Adrian Bowyer szef projektu RepRap. Drukarka ma kosztować około 500 dolarów i będzie można ją zbudować z materiałów powszechnie dostępnych, ma być to urządzenie które „obali światowy kapitalizm, zacznie drugą światową rewolucję i ocali środowisko naturalne”. Nie wiem jak Państwo, ja co prawda nie jestem wielkim przeciwnikiem kapitalizmu, ale na rewolucję czekam z zapartym tchem. Piotr Ślipiński Galeria fotografii przyrodniczej - Zapraszam!