Wymyślilem nowy gatunek - piosenkę taneczną

Transkrypt

Wymyślilem nowy gatunek - piosenkę taneczną
Janusz Radek: „Wymyśliłem nowy gatunek – piosenkę taneczną”
Wyjątkowy wokalista, charyzmatyczny artysta, nietuzinkowa postać polskiej sceny
muzycznej – Janusz Radek opowiada nam o swojej najnowszej płycie, inspiracjach,
sentymencie do rodzinnych stron. Zdradził nam także swoje plany na przyszłość.
„Ukochana żegnam Cię” to utwór który Janusz Radek zaśpiewa już w sobotę – 2 czerwca w
konkursie SuperPremier tegorocznego festiwalu w Opolu. Trzymamy kciuki za jego występ.
E-VIVE: Pana najnowsza płyta „Z ust do ust” utrzymana jest w klimacie lat 60.-70. Czy
fascynacja tym okresem stała się dla Pana inspiracją?
Janusz Radek: Nie tyle sam okres, ile sposób pisania utworów muzycznych, które są przede
wszystkim piosenkami i nie mają żadnej pretensji do bycia czymś więcej. Ja chciałem nagrać
płytę z takimi utworami, które są piosenkami: mają tekst i melodię. Ale jednocześnie
chciałem również, żeby były to piosenki taneczne. Tak więc wymyśliłem sobie nowy gatunek,
który nazwałem piosenką taneczną. Charakteryzuje się on tym, że pamięta się jego melodię i
można przy nim zatańczyć.
Inspiracje wynikają raczej z tego, do czego my chcielibyśmy się odnieść. Czyli do wszystkich
naszych wspomnień, odnośników dobrego czasu – najczęściej do młodości, kiedy człowiek
czuł się beztroski, ale jednocześnie bezpieczny, bo wtedy budował swój system wartości, był
wśród przyjaciół, pierwszych miłości. Można powiedzieć, że piosenki na płycie są tradycyjne
– bo są tradycyjnie skonstruowane, ale jednocześnie są też nowoczesne poprzez brzmienia
zrobione bardzo tanecznie. Taniec i muzyka taneczna są bardzo popularne dzięki temu
swojemu charakterystycznemu bitowi, który istnieje w tych utworach. To są piosenki do
tańczenia współcześnie, np. w klubie czy w dyskotece.
I rzeczywiście porywają do tańca.
Są to typowe piosenki taneczne i taka była inspiracja. Na płycie jest dużo nawiązań do lat 50.,
60. i 70., ale są to nawiązania tylko i wyłącznie do tradycyjnej konstrukcji piosenki.
Skąd pomysł na tytuł?
Cały wyraz tej płyty to powrót do dawnych czasów albo momentów, kiedy czuliśmy się
pewnie, bo mieliśmy blisko siebie ludzi. Dzisiaj jest tak, że znamy ludzi, ale najczęściej
wirtualnie, albo takich, o których istnieniu tylko wiemy, ale ich nie znamy. Ja teraz
przywołuję taki czas po to, żeby nam było dobrze. To my musimy się spotkać z tymi ludźmi.
„Z ust do ust” to niejako przesłanie mówiące o tym, że może poznajemy ludzi poprzez zerojedynkowy zapis elektroniczny, ale z ust do ust komunikujmy się z nimi już bezpośrednio w
życiu, będziemy się dzięki temu czuli bezpiecznie i bardzo przyjaźnie
„Ukochana żegnam Cię” to utwór, który zaprezentuje Pan w konkursie SuperPremier w
Opolu. Dlaczego zdecydował się Pan wziąć w nim udział? Czy zauważa Pan renesans
tego festiwalu?
Z jednej strony rzeczywiście można zauważyć, że festiwale przeżywają renesans. Gdy
mówimy o renesansie, to też mówimy o powrocie do tradycji. Do pewnego pojmowania
piosenki i pewnej chęci słuchania piosenki. A jeśli powrót, to moja płyta automatycznie też
jest pewnym powrotem, i te piosenki są jak najbardziej powrotem, bo połowa tych utworów
jest festiwalowa. Są one napisane z intencją powrotu do piosenek sprzed lat. Myślę, że
„Ukochana żegnam Cię” jak najbardziej nadaje się na festiwal opolski. Jest opolska,
festiwalowa.
Bierze Pan udział w wielu projektach Teatrów Muzycznych. Czy aktorstwo jest dla
Pana równie ważne jak śpiewanie? Choć to w pewnym sensie się przenika?
Ja po różnych takich połączeniach teatru z piosenką, jak chociażby „Królowa nocy”, myślę,
że tą płytą bardzo mocno rozdzieliłem to, co jest teatralne, i to, co jest „piosenkowe”. Nie
wartościuję, co jest ważniejsze. Na pewno różne rzeczy można poprzez teatr i piosenkę
przekazać, opowiedzieć.
Jestem ciekawa, jakiej muzyki, słucha Janusz Radek prywatnie, odpoczywając?
Wszystko zależy od stanu ducha i emocjonalności człowieka, a także czasu. Ja miałem taką
potrzebę i zbiegła się ona ze spotkaniem z ostatnią płytą zespołu Goya. Znam wokalistkę tej
grupy sprzed jakiś 20 lat, kiedy startowała na festiwalu piosenki studenckiej. Czyli jej
początki także wynikały z tego samego nurtu, a dzisiaj wyprodukowała płytę, która bardzo mi
odpowiada (bo miałem taki okres, zresztą mam cały czas chęć, by powrócić do moich
licealnych lat), i nagrała płytę, która wynika z tradycji takiego elektronicznego myślenia z lat
80. Jest to bardzo współczesna płyta, tylko gdzieś charakterem, nostalgią, sposobem pisania
piosenki nawiązuje do mojej tęsknoty, i trafiła idealnie. Słucham tej płyty co najmniej od
dwóch tygodni. Duże wrażenie też zrobiła nam mnie Iza Lach – bardzo mi się podobała. Ale
oczywiście są też takie szlagiery, które nie schodzą i nigdy w życiu nie zejdą: masa muzyki z
kręgu jazzu od Coltrane’a, po Milesa Davisa i Grabarka. Na pewno z muzyki poważnej - od
kilku lat cały czas Mahler, a z muzyki rozrywkowej wciąż wracam do tego, co robi Peter
Gabriel z Genesis, nieustająco uwielbiana Erykah Badu i Tori Amos, która nagrała świetną
płytę z polskim kwartetem smyczkowym.
W jednym z wywiadów zdradził Pan, że chciałby wydać płytę z kołysankami dla dzieci.
Pomysłów to ja mam więcej niż włosów na głowie. Problemów jest kilka, począwszy od
prozaicznych związanych z kosztami, jak znalezienie pieniędzy, po znalezienie czasu na ich
realizację, a także czasu związanego z moim nastrojem i tym, co będę chciał w danym
momencie przekazać słuchaczowi. Jeśli na przykład będę rozczarowany różnymi sytuacjami,
to być może jesienią nagram płytę typowo wokalną, o której też myślę. A jeżeli będą to
jakieś uspokojenia i będę się przygotowywał do snu zimowego, to niewykluczone, że będą to
właśnie kołysanki. Niewykluczone, że na przykład jesienią nagram sobie 10 najbardziej
balladowych moich piosenek przy fortepianie i 10 różnych kołysanek. Może być na niej np.
piosenka Seweryna Krajewskiego „Do okruszka”, która zawsze mi się podobała i zawsze
chciałem ją zagrać. Ta płyta może się np. nazywać „Ballady i kołysanki na głos i ręce. Janusz
Radek”.
Ma Pan dwie córki, czy zdarzyło się Panu śpiewać im do snu?
Zuzi tak, ona nawet to lubiła. Anieli napisałem kołysankę, ale nie za bardzo jej się podobało.
Mam ją cały czas w głowie.
Pochodzi Pan ze Starachowic. Często koncertuje Pan na ziemi świętokrzyskiej, czy czuje
Pan sentyment do tych stron?
Oczywiście, że tak. Ja nigdy się nie odcinam. I nigdy w życiu nie miałem takiego zamiaru,
dlatego dziwią mnie ludzie, którzy stają się bardziej teraźniejszymi niż z przeszłości. Ja
całkowicie podpisuję się pod tym, że stąd pochodzę. Mój sposób myślenia i moja osobowość
wynika z tych stron.
Czy ma Pan tu swoje ulubione miejsce, w którym najchętniej odpoczywa z rodziną?
Bardzo często jeździłem do Nowej Słupi, na Święty Krzyż, to były takie najciekawsze
miejsca. Jeszcze Trzcianka koło Nowej Słupi, tam obozowaliśmy najczęściej. Mieliśmy tam
swoją leśniczówkę, w której przebywaliśmy. Teraz najczęściej jeździmy tą tradycyjną trasą:
Święta Katarzyna-Nowa Słupia. Nowa Słupia jest chyba najciekawsza, chociażby dzięki
klasztorowi Ojców Oblatów na Świętym Krzyżu będącemu interesującym połączeniem
dawnych słowiańskich wierzeń z kulturą chrześcijańską, która tam się niesamowicie wtopiła,
stwarzając wzorcowy przykład, w jaki sposób w ogóle przyjęliśmy chrześcijaństwo.
Czego życzyć na przyszłość?
Zdrowia i długiego życia, żebym mógł wszystkie moje pomysły zrealizować.
Tego zatem życzymy i dziękujemy za rozmowę.
31-05-2012
Anna Salamon e-vive.pl