Nr 4 / 2007

Transkrypt

Nr 4 / 2007
Boże Narodzenie to jedno z
najpiękniejszych świąt w roku. W
zależności od miejsca obchodzenia, ze
świętami wiąże się wiele różnych
zwyczajów. Jednak to, co łączy je
wszystkie, to czas oczekiwania na
przyjście Pana - u jednych pełen
spokoju i zadumy, u innych radosny,
wesoły i pełen niespodzianek.
Dzień 6 grudnia kojarzy się wszystkim ze świętym Mikołajem
i upominkami, ale czy tylko?
W Austrii dzieci otrzymują prezenty od Dzieciątka Jezus, a św. Mikołaj jest jedynie
posłańcem rozdającym słodycze i wędrującym od domu do domu w towarzystwie Krampusa
- włochatego diablika, który z rózgą w ręce sieje postrach wśród najmłodszych.
We Włoszech dzieci oprócz Mikołaja oczekują przybycia starej, dobrej czarownicy La
Bekana, która w zawieszonych na kominku skarpetach pozostawia prezenty: grzecznym
dzieciom słodycze, natomiast niegrzecznym- czarny jak smoła węgiel. Dzieci dostają
upominki również od św. Łucji- 13 grudnia. Jednak największa radość jest 23 grudnia, kiedy
to dzieci przebierają się za pasterzy i wędrują po domach i za zaśpiewanie piosenki
otrzymują drobne datki pieniężne. Punktem centralnym każdego domu jest żłóbek, przy
którym dzieci również 25 grudnia znajdują prezenty.
W Hiszpanii po czasie bardzo spokojnego adwentu rozpoczyna się prawdziwe
radowanie, które trwa od 24 grudnia aż do 6 stycznia. Na ustach ludzi słychać "Feliz
Navidad". Tradycyjnie rodziny spotykają się w wigilijny wieczór przy stole, by nasyconym
pójść na pasterkę. 6 stycznia jest dniem, w którym obchodzi się święto Trzech Króli. Na
pamiątkę darów złożonych Dzieciątku obdarowuje się dzieci i dorosłych, a czynią to właśnie
trzej królowie wędrujący przez miasta na wielbłądach w barwnym, kolorowym orszaku.
W Finlandii Boże Narodzenie jest wielkim świętem rodzinnym. Rozpoczyna się ono
24 grudnia o godzinie 12 w południe ceremonią obwieszczenia świąt w Turku i życzeniami
"Hyvää Joulua", po czym mieszkańcy udają się na cmentarze i przystrajają groby
najbliższych świątecznymi ozdobami i świecami. Dla Finów ten dzień jest nie tylko
wspomnieniem narodzin Dzieciątka, ale również Dniem Zmarłych. Wczesnym wieczorem
większość mieszkańców tego kraju udaje się jeszcze do sauny fińskiej, by móc naprawdę
zrelaksowanym przystąpić do uroczystej kolacji.
2
W Grecji zupełnie inaczej spędza się 24 i 25 grudnia. Nikt w tych dniach nie daje
sobie prezentów, jedynie 25 grudnia jest dniem wolnym od pracy. I mimo pozdrowień "Kala
Christougenna" dopiero dzień 1 stycznia jest dniem szczególnym. W dzień imienin św.
Wasylego, który jest patronem ubogich, a kiedyś był dla nich dobry i hojny, zjada się
wspólnie z rodziną drożdżowe ciasto ”Vassilopita”, do którego podczas wypieku wtyka się
monetę. Temu z domowników, który otrzyma porcję ciasta z monetą, nowy rok przyniesie
wielkie szczęście.
Najbardziej szalone święta są chyba w Australii, bo obchodzone są w samym środku
lata. Choinki pojawiają się już około 15 grudnia, ale zazwyczaj są sztuczne. Największa
choinka z 20 000 światełek znajduje się w centrum handlowym w Sydney w Queen Victoria
Shopping Center. Wieczorem 24 grudnia rodzina spotyka się na uroczystej kolacji, często w
ogrodzie, a jej głównym daniem jest pieczeń z indyka i słodki deser – coś w rodzaju budyniu
z rodzynkami i innymi bakaliami. Następny dzień większość Australijczyków spędza na plaży.
Od samego rana wszyscy obdarowują się prezentami, które przywozi Mikołaj na swoim
skuterze wodnym. Tak więc prezenty nie są rozpakowywane pod choinką, lecz na plaży w
piasku. Dla wielu białe święta są jedynie marzeniem.
I chociaż życzenia w Australii i Anglii brzmią ”Merry Christmas”, a choinka jest
symbolem świąt, to Anglicy nie rozpoczną świętowania, nie wysłuchawszy wcześniej
dziesięciominutowego orędzia królowej. Tradycyjnie zawiesza się na kominkach skarpety, do
których Santa Claus chowa drobne upominki. Tradycyjnym posiłkiem Brytyjczyków jest
nadziewany chlebem, siekanym mięsem, suszonym śliwkami i kwaśnymi jabłkami indyk,
słodki budyniowy deser oraz poncz jajeczny. Wystrój domów uzupełniają wieńce z
ostrokrzewu zawieszane w oknach.
Jest taki dzień bardzo ciepły, choć
grudniowy;
dzień, zwykły dzień, w którym gasną
wszelkie spory.
Jest taki dzień, w którym radość wita
wszystkich.
Dzień, który już każdy z nas zna od
kołyski…
Niebo ziemi, niebu ziemia,
wszyscy wszystkim ślą życzenia.
Drzewa ptakom, ptaki drzewom.
W wiewie wiatru płatkom śniegu.
Jest taki dzień, tylko jeden raz do roku;
Dzień, zwykły dzień, który liczy się od
zmroku.
Jest taki dzień, gdy jesteśmy wszyscy
razem.
Dzień, piękny dzień, dziś nam rok go
składa w darze.
Niebo ziemi, niebu ziemia,
wszyscy wszystkim ślą życzenia.
A gdy wszyscy usną wreszcie
moc igliwia zapach niesie.
3
…słowo „ADWENT” oznacza przybycie, nadejście;
…cztery tygodnie adwentu symbolicznie odnoszą się do 4000 lat oczekiwania na
przyjście Zbawiciela;
…światło jest symbolem nadziei i odpierania zła;
…dawanie prezentów jest pamiątką na cześć darów, które złożyli Trzej Królowie
Dzieciątku;
…Św. Mikołaj zbiera zamówienia pod adresem : Santa Claus, Arctic Cricle, 96930
Rovaniemi, Finlandia;
…panowie wydają dwa razy więcej na prezenty niż kobiety;
…skarpety, krawaty, chusteczki i książki kulinarne są najbardziej nie lubianymi
upominkami;
…nikt nie wie, gdzie i kiedy powstały pierwsze szopki;
…w XII wieku szopki istniały już w południowych Włoszech;
…kolęda „Cicha noc” powstała w Austrii, a nie w Niemczech;
…pierwsza choinka udekorowana orzechami i owocami stanęła we Fryburgu
(Niemcy) w 1419 roku;
…w 1730 roku rozbłysnęły na choince po raz pierwszy świeczki z wosku;
…w 1830 roku zawisły pierwsze dmuchane bańki;
…za sprawą niemieckich emigrantów zwyczaj ubierania choinki przejęli
Amerykanie i 1891 roku pojawiła się ona w Białym Domu;
…na drzwiach w Austrii w dniu 6.01. pojawia się cztery litery O+K+M+B czyli
Omega = Chrystus, K – Kacper, M – Melchior, B – Baltazar.
Serdeczne podziękowania składamy
Pani Elżbiecie Stokłosie
za przetłumaczenie tekstów niemieckojęzycznych
wykorzystanych przy redagowaniu tego artykułu.
Małgorzata Pajda
4
Mini poradnik świąteczny
Nadchodzą Święta Bożego narodzenia, a z nimi rodzinne spotkania, wigilijna kolacja i
świąteczne wizyty. Abyś uniknął gaf i przysłowiowego ”zapadania się pod stół”,
przypominamy Ci kilka zasad dobrego wychowania.
1. Potrawy z półmisków i salaterek nabieraj sztućcami, które zostały przeznaczone
konkretnie do tego celu, a nie własnymi. Nie nakładaj sobie zbyt dużo jedzenia naraz.
Po zjedzeniu sztućce układaj na talerzu, równolegle do siebie.
2. Zanim nabierzesz sobie potrawy, poczekaj aż zostaniesz zachęcony/-a przez
gospodynię. Nie odmawiaj tego, na co i tak masz ochotę tylko po to, by po chwili
jednak się zgodzić. W ogóle ”wybrzydzać” przy stole (”nienawidzę makreli”, ”po
fasoli mam wzdęcia” itp.) jest wielkim nietaktem.
3. Jeśli jesteś gościem, przyjdź punktualnie- lepiej kilka minut później (maksymalnie 15)
niż wcześniej. Gdy występujesz w roli gospodarza, musisz być przygotowana na
przyjęcie gości o umówionej godzinie. Wszystko musi być zapięte na ostatni guzik,
żebyś nie witała kogoś w kuchennym fartuszku.
4. Ubranie odświętne nie znaczy ”wystrzałowe”, lecz eleganckie i czyste Nie wypada
siedzieć przy wigilijnym stole w dziurawych dżinsach ani tym bardziej w
przezroczystej bluzeczce i boa z piór. Do Sylwestra masz jeszcze trochę czasu ...
5. Herbatę pij po wyjęciu łyżeczki ze szklanki. Pamiętaj, że łyżeczka służy tylko do
mieszania. Kiedy wyjmujesz ją ze szklanki, oprzyj o brzeg spodeczka. A co zrobić,
gdy napój jest zbyt gorący ? Oczywiście, spokojnie poczekać, aż wystygnie.
6. Jeśli jesz herbatniki lub inne suche ciasteczka, pijąc zarazem herbatę, trzymaj ciasto w
lewej ręce, a uszko od filiżanki- w prawej. Do ciastek lukrowych lub tortowych
powinny być podane widelczyki lub łyżeczki (nie te do herbaty) !
7. Nie objadaj się. Apetyt dostosuj do liczby gości i ilości jedzenia na stole. Jeśli widzisz
przed sobą siedem kawałków tortu, a współbiesiadników jest ośmioro- ćwicz silną
wolę! Jedz cicho, z zamkniętymi ustami, nie mlaskaj. Podając komuś potrawę, mów
zawsze ”proszę”, gdy ktoś Ci ją podaje- podziękuj.
Wstając od stołu, także nie zapomnij podziękować.
8. W większości polskich domów gwiazdkowe prezenty
pojawiają się pod choinką w wigilijny wieczór. Należy
pamiętać o tym, że każdy z obecnych powinien znaleźć
coś tam dla siebie. Powinnaś wyrazić swoją radość z
każdego otrzymanego prezentu- nawet jeśli jest to już
trzecia w tym roku nocna koszula od babci.
9. Uszanuj rodzinny charakter Bożego Narodzenia. Pamiętaj,
że wszystkich obowiązują ścisłe zasady dotyczące
świątecznych wizyt. Nie dopuszczalne jest odwiedzanie znajomych bez zaproszenia
oraz zapraszanie kogoś do domu bez uzyskania wcześniejszej zgody rodziców.
Szczególnie dotyczy to wigilijnego wieczoru i pierwszego dnia świąt.
10. Święta to dobry moment na zapoznanie rodziców z nową sympatią czy przyjaciółką.
Kiedy nieznana rodzicom twarz pojawi się w drzwiach, nie ograniczaj się do
wypowiadania imienia i nazwiska (zawsze przedstawiasz swojego gościa rodzicom, a
nie odwrotnie), ale dodaj jakieś szczegóły, najlepiej trochę dowcipnie, typu: ”To jest
właśnie powód mojego znikania w sobotnie wieczory”. Chodzi o to, by stworzyć
serdeczną, życzliwą atmosferę i oswobodzić wszystkich z uczucia napięcia.
Justyna Koniuszy
5
Naszym zdaniem
Uderzało też to, w jaki magiczny
sposób ten człowiek mówił o szarych
miejscach i codziennych sytuacjach. I
mimo tego, że-tak jak wcześniej napisałam,
mówił z prostotą- było w tym coś takiego,
co sprawiało, że słuchało się go z
zaciekawieniem. Opowiadał o swoim
pierwszym zetknięciu z Jarosławiem,
zaznaczając, z jak wielkim sentymentem
zawsze powraca w te okolice. A na końcu
złożył wiele autografów i nie odmówił
udzielenia wywiadu, który możecie
przeczytać w tym numerze B.N.
Warto czasem zaryzykować…
12 listopada
w Bibliotece
Publicznej w Jarosławiu odbyło się
spotkanie z Andrzejem Stasiukiem,
laureatem Nagrody Nike 2005. Spotkanie
miało na celu zgłębienie wiedzy na temat
twórczości autora oraz promocję jego
książek.
Rozpoczęło się od gromkich
braw… Dyrektor biblioteki powitała
pisarza i wszystkich przybyłych- nie było
ich jednak zbyt wielu, biorąc pod uwagę
talent i osobowość Stasiuka. Nie wiem, czy
tak mała frekwencja wynikała z faktu, że
mieszkańcy naszego miasta nie garnął się
do tzw. kultury wysokiej, czy po prostu ze
zwykłego niedoinformowania… Muszę
przyznać, że zdziwiła mnie skromność
laureata i prostota jego wypowiedzi.
Wyznał, że nigdy nie przykładał zbytniej
uwagi do nauki szkolnej, ale za to dużo
czytał, a na pytanie, czy satysfakcjonuje go
Nagroda Nike, odpowiedział, że otrzymał
ją, bo w końcu ktoś musiał…Nie stronił też
od dość natarczywych pytań kilku pań z
pierwszych
rzędów
będących
najwidoczniej jego wielkimi fankami, bo
wciąż wprost zasypywały go swoimi
domysłami, co autor chciał powiedzieć,
pisząc niektóre fragmenty tekstów.
foto. Autor udzielający wywiadu naszym
reporterom- Gosi i Tomirowi
Uważam, że warto było udać się na
to spotkanie nawet wtedy, jeśli twórczość
Stasiuka nie zachwyca lub jej zwyczajnie
nie znamy choćby po to, by przekonać się,
że pisarz sławny (nie tylko w Polsce, ale
również w Europie), a także modny jest tak
naprawdę zwykłym człowiekiem, który
potrafi tę zwyczajność opisać pięknymi
słowami.
Katarzyna Głuch
foto. Andrzej Stasiuk
Sam Stasiu pewnie dowiedział się
niejednej ciekawej rzeczy, o której nie
pomyślał, pisząc kolejne książki…
Najnowsza książka A. Stasiuka, Dojczland
Naszym zdaniem
6
''Moralność pani Dulskiej'' parodią ludzkich zachowań
... Na to mamy cztery ściany i sufit, aby brudy swoje prać w domu i aby nikt o nich nie
wiedział...
We czwartek 29.11.2007r. wybraliśmy się na wycieczkę do Rzeszowa do teatru im.
Wandy Siemaszkowej. Wyjazd organizowany był dla uczniów uczęszczających na zajęcia
pozaprzedmiotowe, a co dla nas najważniejsze - był zupełnie za darmo. O godz. 9.00
wyjechaliśmy spod szkoły, a o 10.00 byliśmy już w Rzeszowie. Do spektaklu mieliśmy
jeszcze godzinę, każdy więc zwiedzał wnętrze teatru, które zrobiło na nas duże wrażenie.
Dużo osob nie wiedziało nawet jaki tytuł nosi sztuka, którą mamy obejrzeć... . Jednak gdy
dostaliśmy bilety już wszystko wiedzieliśmy. Niektórzy mówili, że będzie to pewnie bardzo
nudne przedstawienie, nawet my tak twierdziłyśmy... . O godz. 11.00 weszliśmy na salę i
zaczął się spektakl.
''Moralność pani Dulskiej'', którą mieliśmy obejrzeć, powstała w 1906r. Jest to utwór
napisany przez Gabrielę Zapolską. Stanowi on połączenie gatunku komediowego z okrutną
analizą obyczajową. Jest to takst pełen wyrazistości i bardzo atrakcyjny pod względem
scenicznym. Zapolskiej udało się stworzyć nie tylko typ sceniczny tytułowej bohaterki,
mający swe odbicie w rzeczywistości, ale również w sposób zwięzły określić ogół
określających go ceh.
W rolę pani Dulskiej, głównej bohaterki utworu, wcieliła się Katarzyna Słomska, która
bardzo dobrze ukazała nam tę postać. Pani Dulska żyła według maksymy: ''Na to mamy
cztery ściany i sufit, aby brudy swoje prać w domu i aby nikt o nich nie wiedział''. Od
pierwszej sceny autorka wprowadza bohaterkę w istotę konfliktu z kompromitującą ją
agresywnością. Można zauważyć, że widz nie lubi Dulskiej jeszcze zanim ta się odezwie.
Krzykiem i wymysłami wymusza posłuch u rodziny, żądając od niej całkowitego
posłuszeństwa i oddania. Dulska za wszelką cenę pragnie w oczach osób postronnych
zachować pozory idealnej rodziny i domu.
Foto. Katarzyna Słomska jako Aniela Dulska
Jednak mur milczenia bohaterki burzy jej syn, Zbyszko. Jest on jej utrapieniem. Na pewno
każdemu spodobała się ta postać właśnie dlatego, że nie był on taki, jak chciała jego matka,
7
lecz do końca był tym kim sam chciał. Natomiast najłatwiejszą drogę wybrał Felicjan Dulski,
mąż tytułowej bohaterki, który jest człowiekiem milczącym i poddającym się woli Dulskiej
tylko po to, by mieć spokój. Wątki tych bohaterów są więc najśmieszniejszą częścią całego
utworu. Bardzo ciekawą postacią jest Hesia. Aktorka grająca tę rolę stworzyła bardzo ciekawą
postać. Hesia jest dziewczyną nad podziw dojrzałą. To właśnie ona jest spadkobierczynią
cech pani Dulskiej. Jest bardzo otwarta, dlatego też napewno każdy lubi tę postać. Jest
przeciwieństwem swojej siostry Meli.
Gabriela Zapolska w swym utworze stworzyła negatywny obraz ukazanej przez siebie
rodziny, ale także całego społeczeństwa drobnomieszczańskiego, którego Dulscy są
przedstawicielami.
Naszym zdaniem ''Moralność pani Dulskiej'' jest bardzo ciekawym utworem. Możemy
zobaczyć jak różni są ludzie, w czym są inni od nas, a co nas do siebie upodabnia. Podczas
spektaklu często było słychać śmiech, a to dlatego że sztuka sztuka ta była w stanie
rozśmieszyć nawet największego smutasa. Świadczy to więc o tym, że nie był to nudny
występ. Z pewnością można pogratulować aktorom świetnej gry. Wiela osób stwierdziło, że
spektakl bardzo im się podobał i z chęcią jeszce raz obejrzy ''Moralność Pani Dulskiej''.
Marzena Mazurek i Anna Szegda
Co w szkole piszczy...
Dnia 23 listopada bieżącego roku na nasze warsztaty z dziennikarstwa przybyła pani
redaktor z gazety ,, Super Nowości” Monika Kamińska. Pani Monika to osoba pełna energii
oraz pomysłów na nowe artykuły. Wszyscy słuchaliśmy z zaciekawieniem opowiadań o pracy
dziennikarza z perspektywy osoby, która wykonuje ten ,,ciężki kawałek chleba”- jak mówi
pani Monika. Nie myślcie sobie, że tylko siedzieliśmy bezczynnie i słuchaliśmy tego, co nam
pani redaktor opowiadała, trzeba powiedzieć, że dostaliśmy do wykonania kilka zadań
pisemnych, które potem były oceniane surowym okiem specjalisty. Pani redaktor udzieliła
nam również kilku dobrych wskazówek dotyczących tego, jak napisać dobry tekst.
Podziękowaliśmy serdecznie za odwiedziny i dobre rady pani redaktor oraz poprosiliśmy o to,
by jeszcze kiedyś zaszczyciła nas swoją obecnością.
Artur Uberman
Foto. P. Monika Kamińska w trakcie zajęć z uczniami.
8
„Warszawa
to TAKA trochę większa
pipidówka”
Rozmowa z laureatem literackiej nagrody NIKE z 2005 r. Andrzejem
Stasiukiem.
Bez Nazwy: Co by Pan polecił młodym w kontekście pisania?
Andrzej Stasiuk: To jest za delikatna sprawa, żeby polecać, róbcie to, jak macie ochotę, jak
nie, to nie. Ja nie potrafię młodym polecać 
BN: Czy pisanie jest to dobry sposób na życie? Czy można na tym dobrze zarobić?
A.S.: Czasami można, ale można też na muzyce zarobić. Można zarobić na wszystkim, co cię
interesuje.
BN: Do kogo można się zwrócić, jeżeli chce się opublikować swoją książkę?
A.S.: Do jakiś fajnych gazet literackich. W Rzeszowie jest literacka Fraza. Zaczyna się od
publikacji w literackich czasopismach. Nie macie w Jarosławiu nic takiego?
BN: Nie. Mamy gazety.
A.S.: W Rzeszowie jest najbliżej - Fraza jest to porządne, grube czasopismo. I od tego się
zaczyna. Oczywiście dostaje się odmowę, odmowę, odmowę.…
BN: I co wtedy zrobić? Cały czas próbować?
A.S.: A to już musi serce podyktować, co z tym robić – albo próbować, albo olać.
BN: A Panu jak się udało ?
A.S.: Ja mam straszne szczęście… Nigdy nie publikowałem w gazetach. Musze powiedzieć,
że to była komuna, głęboki komunizm. Trochę publikowałem w podziemnych gazetach
literackich… jakieś takie opowieści o wojsku, w którym byłem, ale to przepadało, jak to
wszystko w podziemiu. A potem już, jak się zaczęła wolność po 90. roku, mój przyjaciel
wydał moją pierwszą książkę. Nie miał on kompletnie nic wspólnego z literaturą, malował
kominy, takie wysokie, w Norwegii - zarobił kupę kasy (śmiech) i przyjechał do Polski. „Ja
ci wydam książkę” - powiedział. Byliśmy przyjaciółmi całe życie. W zupełnie takim poza
literackim świecie wydał mój debiut, który został już gdzieś zauważony. Trzeba mieć
szczęście! Nigdy nie byłem w świecie literackim, nigdy nie znałem żadnego pisarza, bardzo
długo krytyka żadnego nie znałem…
BN: Bycie buntownikiem w młodości się opłaca? Dobrze Pan na tym wyszedł…
A.S.: Opłaca?! (śmiech). Ja nie byłem buntownikiem…
BN: A nie sprzeciwił się Pan systemowi?
A.S.: Nie. Byłem leniwy i nie chciało mi się chodzić do szkoły. To był taki sprzeciw, że
chciałem żyć własnym życiem. Jeżeli to jest bunt, no to tak. Ale to jest być może tylko to, że
chcesz robić to, co chcesz robić. Jest wielu buntowników, którzy poza buntem nic nie robili.
Chciałem żyć po swojemu.
BN: Jakie ma Pan ideały?
A.S.: Wiara, nadzieja, miłość .
BN: Trzy podstawowe.
A.S.: Tak. One się nie zmieniają, takie mam poczucie.
BN: Wzorował się Pan na kimś, pisząc swoje pierwsze książki ?
9
A.S.: Pierwsza taka ważna książka to były opowieści z wiezienia - Mury Hebronu. Ale na
nikim się nie wzorowałem, chciałem język więzienny ocalić, slang, opowieści, tamtą
rzeczywistość. Napisałem to w dwa tygodnie… to mi się samo napisało. O żadnych wzorcach
nie myślałem. Tak naprawdę wzorce są gdzieś głęboko ukryte. To jest tak, że na pewno
gdzieś tobą kierują, trudno je tak odnaleźć na pierwszy rzut oka.
BN: Jaka jest recepta, jakieś podstawowe zasady na dobra książkę?
A.S.: Nie wiem, nie wiem… po prostu pisać!
BN: Może po prostu nie ma?
A.S.: Pewnie jest tysiące, jak i tysiące autorów.
BN: A Pan jaką ma koncepcje?
A.S.: Nie mam koncepcji. Po prostu piszę i chcę zbudować opowieść tak, żeby mnie
interesowała i żeby brzmiała w polskim języku. Żeby to było i mocne, i zaskakujące, i piękne,
i takie trochę jak nikt inny tego nie robi. To są bardzo prywatne, osobiste historie i to nie jest
recepta. Pisz prawdę w sensie literackim, w sensie językowym, nie udawaj, nie stylizuj się,
nie próbuj się z kimś ścigać, szukaj własnego, prywatnego języka.
BN: Podobają się Panu współczesne książki, np. Harry Potter?
A.S: Harry Potter… Tośka, moja córka, czyta. Przeczytałem pierwszą część i nie miałem
ochoty na więcej. To jest normalna literatura potrzebna dla dzieciaków, młodzieży, dla
rozrywki… współczesna baśń. Czyta go cały świat, no bo tak to wygląda, że teraz świat jest
całością i tyle. Nie mam nic przeciwko Harry’emu Potterowi, nie jestem nim zainteresowany,
natomiast Toska czesze równo.
To śmieszne, że cały czas o niej
(Tośce) mówię, ale ona jest w
waszym wieku. Tośka czyta w
jednej ręce Zbrodnie i karę
Dostojewskiego w drugiej
Harry’ego Pottera. Ona tak
żyje.
BN: Nie krzyczy Pan na nią,
że nie jest skupiona na
lekturze?
A.S.: Nie. Ja nie krzyczę na nią
za czytanie, chyba, że mnie
zezłości, jest rozmemłana, na
lekcje nie zdąży, trzeba ją wieźć,
a ja siedzę w samochodzie i
czekam. Za takie rzeczy na nią
krzyczę, ale nie za to, że się
rozwija w jakiś fajny,
niesamowity, swój prywatny sposób.
BN: Pójdzie w ślady ojca?
A.S.: Nie wiem, nie wiem, pisze dobre wypracowania, rzeczywiście…
BN: Czyli talent jest. W genach przeszło?
A.S.: Nie wiadomo, czy to jest talent. Nie chciałbym niczego sugerować. Jak będzie chciała
być tancerką na linie, to ja będę szczęśliwy, jak będzie chciała to robić. A jak będzie chciała
schronisko dla zwierząt założyć, bo też miała kiedyś taki pomysł - proszę bardzo.
BN: Czy utożsamia się Pan ze środowiskiem artystyczno- literackim? Wyjechał Pan z
Warszawy, Pana to nie bawi? Powiedział Pan, że Warszawa to taka trochę większa
pipidówka niż nasze miasto, trochę zakłamana…
10
A.S.: Każde miasto jest takie! Ja znam paru pisarzy, krytyków i to jest wszystko. Nigdy nie
byłem w środowisku, nie wiem, co to jest środowisko.
BN: Niektórzy pisarze chodzą na bankiety, by załatwić sobie „zniżki”, komercjalizują
się…
A.S.: Ale mi nie są potrzebna na nic zniżki .
BN: To tylko przykład.
A.S.: Ja rozumiem, ale nie chodzę na żadne bale. Jeżdżę do Warszawy dwa razy w roku do
swoich rodzicowi i to jest wszystko. Spotykam się ze starymi przyjaciółmi z podwórka i to
jest koniec. Z żadnymi pisarzami nie mam kontaktu, znam może czterech, pięciu, z którymi
się chętnie rozmawia, ale spotykamy się gdzieś przypadkiem w kraju albo dzwonimy do
siebie. Nigdy nie czułem, że to jest jakieś środowisko dla mnie. Pisarz to jest samotnik, to
jest moja wizja!
BN: Czyli nie lubi być Pan otaczany przez tłum?
A.S.: Nie no… godzinę wytrzymuję (śmiech)
To (wykład) jest co innego, środowisko - tak zwane – pisarskie, niż takie dzieciaki jak wy,
które chcą przyjść i pogadać, do których się te książki pisze, to co innego.
BN: Co Pana skłoniło do dzisiejszego spotkania?
A.S.: Czasami tak robię. Czasami jadę w takie miejsca, żeby pogadać, żeby rzeczywistość nie
omijała mnie całkiem. Także jeżdżę dla kasy, też mi trochę płacą za to oczywiście (śmiech).
Również z takiej czystej przyjemności podróżowania po kraju, po Galicji, chęci spotykania
się z ludźmi, aby nie zdziwaczeć. Jestem samotnikiem i dla mnie takie coś, to jest wyzwanie.
Na co dzień przebywam ze swoją rodziną albo w zupełnej samotności, dlatego muszę czasami
to robić.
BN: No to kim się Pan czuje?
A.S.: Kim?… Trochę dziwakiem, odludkiem, ale też lubię przyjaciół, którzy czasami
przyjeżdżają raz na jakiś czas. Lubię pić wino z nimi (śmiech), rozmawiać, ale raczej jestem
samotnikiem i to coraz większym. Jak ktoś się wyprowadzi na prawdziwe zadupie w
młodości, to coś to oznacza. Przez pierwsze cztery lata mieszkałem w górach w chałupce, z
której było pięć czy sześć kilometrów do najbliższego człowieka. Mieszkałem tylko z moja
dziewczyną Moniką. W zimie długie miesiące spędzałem jak mnich, czytając i pisząc. To są
objawy wariacji (śmiech), ale to nic złego.
BN: Niektórzy nasi pisarze jak np. Wyspiański, Hłasko pisali pod wpływem różnych
środków, czy Panu też się to zdarza?
11
A.S.: (Śmiech) Nie, nie środki… To słabo wychodzi, ja po alkoholu potrafię list napisać i to
nie cały. Tak nigdy dobrej prozy się nie da napisać. Myślę, że to jest też trochę legenda… tak
naprawdę, że to stymuluje literacka twórczość - to nie do końca jest prawda. Ja różnych
środków próbowałem , próbowałem potem coś zrobić, żeby się przekonać, jak to jest, ale to
nigdy nie wychodziło. Albo środki albo literatura! Pisanie jest innego rodzaju przyjemnością.
BN: Widać, że Pan jest człowiekiem dość luźnym, używa Pan kolokwializmów, języka
potocznego i dobrze się z Panem rozmawia…
A.S.: Ja języka po prostu używam, język jest jeden. Nie wiem, kim jestem… jak tak na was
patrzę, to mi się zdaje, że przed sekundą byłem w waszym wieku i tak myślałem, i takie jak
wy miałem momenty życia. Teraz jestem starcem, odklejonym od rzeczywistości, samotnym
siwym, w pajęczynie.
BN: Wydaje się to być dobrą puenta na zakończenie rozmowy. Dziękujemy 
A.S: Dzięki również 
Rozmawiała Małgorzata Szymańska i Tomir Mazur w dniu 12.11.2007r
A
S
ndrzej tasiuk rocznik 60. Urodzony
w Warszawie. Prozaik, poeta, krytyk literacki.
Wyrzucany ze szkół, imający się rozmaitych prac,
w początkach lat osiemdziesiątych zaangażowany
w ruch pacyfistyczny, zdezerterował z wojska i półtora
roku spędził w więzieniu. Jego debiutancki zbiór
opowiadań Mury Hebronu są zapisem drastycznych
obrazów z życia w celi. Współpracował z pismami
wydawanymi
przez
animatorów
literackiego
"undergroundu" w Polsce. Niechętny literackim
salonom i oficjalności - w roku 1987 wyprowadził się
z Warszawy do Beskidu Niskiego, gdzie mieszka
do dziś.
Pisał do prestiżowych gazet jak: "Gazeta
Wyborcza", „Tygodnik Powszechny", „Tytuł”,
„Frankfurter Allgemeine Zeitung”, „Czas Kultury”,
„OZON”. Na podstawie jego powieści „Biały kruk”
Jerzy Zalewski nakręcił film Gnoje.
Laureat Nagrody Nike z 2005r. za zbiór opowiadań „Jadąc do Babadag”, opowieści
z podróży do Słowacji, Rumunii i innych krajów tzw. gorszej Europy. Współpracował Jurijem
Andruchowyczem, Olgą Tokarczuk i Jerzym Pilchem. Jego książki zostały przetłumaczone
m.in. na angielski, fiński, francuski, holenderski, niemiecki, rosyjski, norweski, ukraiński,
węgierski i włoski. Wraz z żoną Moniką Sznajderman prowadzi Wydawnictwo Czarne,
specjalizujące się w literaturze środkowoeuropejskiej. Wiele podróżuje. „Dukla” powstała z
inspiracji podróżą w Bieszczady.
Twórczość: m. in. Mury Hebronu (1992), Biały kruk (1995) - nagroda Kościelskich,
Opowieści galicyjskie (1995), Dukla (1997), Jak zostałem pisarzem (próba autobiografii
intelektualnej) (1998), Jadąc do Babadag (Nagroda literacka Nike 2005),Fado (2006) nagroda
literacka im. Arkadego Fiedlera "Bursztynowy Motyl", Dojczland (2007)
12
Naszym zdaniem
„ W końcu przybrałem pozycję płodową…”
„Przystanął, by zapalić papierosa…”
- co jeszcze można robić po drodze, sprawdzał pewien Brazylijczyk
„Pielgrzym” autorstwa Paula Coelho to pozycja
książkowa do nabycia w naszej bibliotece. Książka ta
jest wędrówką w dosłownym jak i w przenośnym ujęciu.
Autor odbył pielgrzymkę do słynnego sanktuarium na
zachodzie Hiszpanii – Santiago de Compostela. Z
perspektywy czasu wraca do tego, by opisać
niezwykłość miejsca i mistykę. Bohater porusza się po
legendarnej Drodze Mlecznej, którą w średniowieczu
podążali pątnicy. Towarzyszy mu Petrus – tajemniczy
przewodnik, a zarazem nauczyciel praktyk RAM.
Metody te możemy wypróbować na sobie, są dokładnie
opisane.
Sekty i tajemne stowarzyszenia uwiodły pisarza,
lecz nic nie mogło go tak zaskoczyć i poznać od
wewnątrz, jak opisywana „droga zwykłych ludzi”. Po
drodze spotyka demony, wrogów i przyjaciół. Jednak
ani on, ani jego przewodnik nie są w stanie odkryć ich
prawdziwych zamiarów. Pytania, odpowiedzi, relacje,
szokujące czasem przeżycia – to wszystko możemy
znaleźć w tej książce, ale musimy – tak jak pielgrzym –
szukać
i poznawać. Czy idąc, myślimy tylko o celu, czy zwracamy uwagę na szczegóły?
Jak mam iść? – pytał pielgrzym. Czytać dalej? – pytam sam.
Raz ciekawość, a raz powiew nudy i komercji. Idąc, nie można jednak zawrócić, bo
nie zna się drogi powrotnej. Coelho przystanął, wahając się, czy iść, aż w końcu się napił. Czy
rzucić książkę
w połowie czytania?
Fragment „ ĆWICZENIA POGRZEBANIA ŻYWCEM”:
„Usiądź na ziemi i odpręż się. Spleć ręce i przybierz pozycję zmarłego.
Wyobraź sobie swój własny pogrzeb. Jesteś pogrzebany żywcem. W sytuacji od
kaplicy, aż po drogę do grobu napinasz mięśnie. Nie ruszaj się aż do chwili…”
Tomir Mazur
Co w szkole piszczy...
1 listopada na Starym Cmentarzu w Jarosławiu odbyła się kwesta na rzecz ratowania
zabytkowych nagrobków. Organizatorem akcji jest już po raz piętnasty fundacja „Necropolis
Jaroslaviensis”. W tegorocznej kweście udział wzięli tradycyjnie nauczyciele i uczniowie
ZSO m. Książąt Czartoryskich . Zebrano 8.187.83 zł.
13
Nasze prace
rys. Justyna Koniuszy
GRUDZIEŃ
To miesiąc, w którym po raz
pierwszy porządnie zamarza ziemia. A w
języku naszych przodków, Prasłowian,
zamarznięta ziemia to gruda. Na pociechę
ofiarowuje nam Święta Bożego
Narodzenia.
ZAGADKI
1. Posługując się tylko dodawaniem,
napisz liczbę 28 przy pomocy pięciu
dwójek, a liczbę 1000 przy pomocy
ośmiu ósemek .
2. Na pastwisku pasą się krowy,
owce i kaczki. Owiec jest więcej niż
kaczek. Owce oraz kaczki mają
łącznie sto głów i nóg. Jest ich
łącznie trzy razy więcej niż krów. Ile
krów pasie się na pastwisku?
3. Było coś i nic. Coś wyfrunęło
oknem, nic wyszło drzwiami. Co
zostało?????
Grudzień - ziemię grudzi i izdebki studzi.
Bernadeta Krawczyk
Jak się grudzień zaczyna, taka będzie cała
zima.
Stopka redakcyjna
Opieka- p. Renata Kmieć, zespół redakcyjny: Katarzyna Głuch, Magdalena Głuch, Justyna Koniuszy, Monika Kopeć, Bernadeta
Krawczyk, Barbara Łoś, Tomir Mazur, Marzena Mazurek, Anna Napora, Małgorzata Pajda, Anna Szegda, Małgorzata Szymańska,
Artur Uberman,
Bez nazwy gazetka szkolna uczniów III Liceum Ogólnokształcącego w Zespole Szkół Ogólnokształcących im. Książąt Czartoryskich
w Jarosławiu, ul. Kraszewskiego 39, 37-500 Jarosław, tel. 0166215419
Zastrzegamy sobie prawo do skracania i adjustacji tekstów oraz niedrukowania artykułów anonimowych lub wulgarnych. Nie
bierzemy odpowiedzialności za treści zawarte w reklamach i ogłoszeniach.
14