II miejsce w kategorii gimnazja Mateusz Szulca kl. 2 f – Gimnaz
Transkrypt
II miejsce w kategorii gimnazja Mateusz Szulca kl. 2 f – Gimnaz
Konkurs „Z ekologią za pan brat” - nagrodzona praca – II miejsce w kategorii gimnazja Mateusz Szulca kl. 2 f – Gimnazjum nr 3 „Detektyw Ek na tropie ekologicznych przestępców” Lato już dawno nie było takie upalne. Dochodziła dwunasta, słooce górowało. Jakby na zawołanie ulice opustoszały. Tylko jeden człowiek, skryty pod czapką z daszkiem i za ciemnymi okularami, przemierzał ciasne uliczki starego miasta. Pan Michał, detektyw „EK”, był specjalistą od przestępstw ekologicznych. Właśnie dostał wezwanie od samego komisarza policji, co nie zdarzało się często. Policja ma swoich ludzi, ale wielu uważało, że Michał jest najlepszy w tej części Polski. Dostawał zadania z całego kraju i jeszcze nigdy nie zawiódł. Tym razem coś wydarzyło się w jego rodzinnym miasteczku, leżącym trzydzieści kilometrów od Warszawy. Nasz bohater to wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna po trzydziestce. Ma krótko przystrzyżone włosy i trzydniowy zarost. Lubi nosid jasne ubrania – dzisiaj biały T-shirt i jasnobrązowe szorty. Do tego był piekielnie inteligentny i bystry, co bywa niezbędne w jego zawodzie. Gdy dotarł na bulwar nad Wisłą, czekał tam już na niego komisarz Jaworski. Panowie uścisnęli sobie dłonie i udali się w kierunku rzeki. Zeszli po schodach i detektyw zobaczył jeden z najokropniejszych widoków, jakich doświadczył w całym swoim życiu. Na brzegu leżało kilkadziesiąt zdechłych kaczek, a w wodzie ryby pływały brzuchami do góry. W powietrzu czud było wstrętną woo. Kolor wody również był dziwny. - Rzeka jest skażona – rzekł Jaworski – stężenie metali takich jak rtęd czy ołów jest zbyt wysokie. Nie wiemy, co lub raczej kto to spowodował. Przesłuchaliśmy już prezesów okolicznych zakładów przemysłowych, ale niewiele to dało. - Rzeczywiście, w tych stronach mało jaki zakład wytwarza taki rodzaj toksyn. Czy wprowadzono zakaz kąpieli? – odpowiedział detektyw - Oczywiście, w pierwszej chwili. A teraz sprawa do pana. Wierzymy w paoską niezawodnośd, dlatego niech nam pan pomoże dowiedzied się, kogo to sprawka. Zgadza się pan? - Jak najbardziej, zrobię co w mojej mocy. - Detektywie, nie muszę chyba mówid, że jest to sprawa najwyższej wagi, na skalę krajową. Jutro to miejsce będzie oblężone przez reporterów i gapiów. Dostarczymy wszystkie materiały do paoskiego mieszkania. Pan Michał odszedł głęboko zamyślony. Wszystko wskazywało na to, że nie będzie to prosta sprawa. Miał tylko nadzieję, że nie trafi na pewną bardzo ciekawską osobę… Komisarz miał rację. Następnego dnia bulwar został otoczony taśmą policyjną, można też było zobaczyd wielu stróżów prawa, a także reporterów znanych stacji telewizyjnych. Uprzątnięto ciała kaczek, ale widok unoszących się ryb był i tak bardzo przygnębiający. Z dokumentów policyjnych wynikało, że najsilniej skażony punkt jest właśnie między przystanią a mostem, lecz kamery nie zarejestrowały żadnej cysterny czy czegoś podobnego. Policja i detektyw usiłowali dowiedzied się, którędy ścieki wpadły do rzeki. Odpadają zakłady przemysłowe i fabryki, gdyż sprawdzono czy nie ma jakiejś ukrytej rury w ścianie koryta rzeki. Jeśli szybko nie załatwią tej sprawy do Wisły spadnie jeszcze więcej toksyn i szykuje się nam prawdziwa ekokatastrofa. Michał wrócił do swojego mieszkania. Nie było ono ani za duże, ani za małe. Panował tam wielki bałagan – nieumyte naczynia, brudne ubrania na podłodze i stosy gazet. Jeden z nagłówków głosił: W NASZYM MIEŚCIE ODNALEZIONO PODZIEMIA ŚREDNIOWIECZNEGO ZAMKU KRZYŻACKIEGO. ROZPOCZĘTO WYKOPALISKA I EKSPLORACJĘ KATAKUMB. Rozległ się dzwonek do drzwi. Mężczyzna otworzył i nie zdziwił się na widok młodej dziewczyny, szukającej sensacji pracownicy portalu internetowego. Nic nie mówiąc, weszła do środka. - Jak mogłeś?! Wiesz najwięcej o sprawie toksyn w rzece i nawet nie zadzwoniłeś! O wszystko się muszę upominad! – wykrzyknął Michałowi prosto w twarz jego „gośd” - Jola, ja naprawdę… - Och, cicho bądź, bo mnie zaraz szlag trafi! A teraz mów. - Przecież miałem byd cicho… - Nie igraj z ogniem, mam żółty pas karate. -Ech, no dobra – mruknął Michał, udając przerażenie – ktoś wylewa toksyczne substancje do rzeki…. Przez kolejne dwadzieścia minut tłumaczył koleżance sytuację. Ona zawzięcie wszystko notowała w różowym notesiku. Po filiżance kawy zapytał ją o bieżące sprawy. - A wiesz, mamy masę roboty z tymi ruinami. Kręcą się tu różni archeolodzy, profesorowie, inwestorzy. Ostatnio wykopaliska dofinansował pewien Brytyjczyk. Sama widziałam, jak wczoraj obserwował transport betonu do podpór w tunelach. Przyjechała wielka cysterna i …. - Czekaj, cysterna? A nie betoniarka? Płynny beton można przewozid tylko w betoniarkach! - Nie, to na pewno była cysterna. Ale skąd ja mogę wiedzied, co oni tam wieźli? Kierownik wykopalisk powiedział, że to beton. – żachnęła się Jola Ale detektyw już nie słuchał. Wpatrywał się tępo w jakiś punkt, po czym wybiegł z mieszkania. Chwilę później był już przy wykopaliskach. Robotnicy skooczyli pracę godzinę temu, ale teren był pilnowany przez stróżów i psy. Na razie odkopano częśd murów oraz wejście do podziemi, gdzie trwały najbardziej tajemnicze roboty. Nikt nie wiedział, do czego dokopali się archeolodzy. Michał przeskoczył ogrodzenie i niczym James Bond przemierzał ruiny, chowając się za murkami z cegły i kontenerami pracowników. Wskoczył do dziury w murze i otoczyła go ciemnośd. Ostrożnie posuwał się do przodu, ślepo macając ściany. Po trzystu metrach ujrzał słabe światło. Ruszył w jego kierunku. Chwilę później zobaczył bardzo ciekawą scenę: pośrodku dobrze oświetlonego pomieszczenia stało czterech ludzi. Jeden z nich miał na sobie garnitur, pozostali robocze uniformy i kaski na głowach. Na ścianie zobaczył mnóstwo rur, zaworów i pokręteł. Słychad było głośną, ożywioną rozmowę. Gruby człowiek w garniturze wydawał polecenia robotnikom. Z rozmowy wywnioskował, że ten dobrze ubrany człowiek, to ów brytyjski inwestor. Mówił o następnym transporcie ścieków. To właśnie tędy pompował je do rzeki! Cała ta aparatura… Gdy tak słuchał, trochę za bardzo wychylił głowę i ktoś wrzasnął „intruz!”. Było już za późno na ucieczkę. Złapano go i przywiązano do krzesła. Nieznajomy elegant odezwał się z silnym akcentem: - Well well, kogo my tu mamy? Who are you? Kim ty byd? Milczenie - Co ty tu robid? Milczenie - I see, ty nie byd rozmowny. Panowie, możecie…… ŁUP Ktoś z całej siły uderzył Brytyjczyka cegłą w tył głowy. Tym kimś była… - Jola! Co ty tu robisz? Jak… - Mówiłam ci, że mam żółty pas karate. A teraz spadamy stąd, oni się zaraz obudzą. Wybiegli z katakumb. Po drodze dziewczyna opowiedziała mu, że cały czas go śledziła. Właśnie, gdy wychodzili z dziury, usłyszeli syreny policyjne. Komisarz Jaworski nie mógł uwierzyd w tę nieprawdopodobną historię. Firma Brytyjczyka zajmowała się brudnymi interesami, takimi jak nielegalny wywóz trujących substancji za grube pieniądze. Gdy okazało się, że z zamku biegł tajny tunel pod Wisłą, plan wyspiarza mógł się zrealizowad. Zamontował pompę przy samym dnie po środku rzeki. W ten sposób uniknął możliwości odnalezienia wylotu rury. Teraz odsiedzi długie lata w więziennej celi. Wszyscy odetchnęli z ulgą, kiedy woda w rzece została oczyszczona. Podziemny tunel został zasypany, by nikogo nie kusił do podobnych rzeczy. Detektyw „EK” i Jola zostali odznaczeni orderem, ale największą nagrodą było przywrócenie dawnego ekosystemu. Bo Ziemia to nasz dom, zatruwając ją, trujemy samych siebie. Trzeba to zapamiętad i przypominad innym.