POBIERZ Szymon Rudnicki

Transkrypt

POBIERZ Szymon Rudnicki
244_III_Recenze:244_III_Recenze 2013-01-17 18:40 Strona 603
RECENZJE
I ARTYKUŁY RECENZYJNE
Szymon Rudnicki
PAWŁA ŚPIEWAKA DROGA PRZEZ MĘKĘ.
OD „ŻYDOKOMUNY” DO ŻYDOKOMUNY
Paweł Śpiewak, Żydokomuna. Interpretacje historyczne,
Wydawnictwo Czerwone i Czarne : Warszawa 2012, 269 ss.
Temat komunistów, a w szczególności żydowskich, zawsze istniał w świadomości,
propagandzie i badaniach historycznych. Przed wojną istniał nawet Instytut Naukowego
Badania Komunizmu. W ostatnich latach zajmowali się nimi w Polsce August Grabski,
Stanisław Krajewski, Joanna Nalewajko-Kulikov, a z plejady badaczy zagranicznych
przykładowo można wymienić już nieżyjącego Moshe Mishkinskiego i Jaffa Schatza. Prawie równolegle do książki Pawła Śpiewaka ukazały się książki Henryka Zamojskiego
i Marcina Zaremby1, w których znajdują się rozdziały poświęcone „żydokomunie”. W podejściu obu autorów do tego problemu widoczne są różnice, do których jeszcze wrócimy.
Przez długi czas komuniści, a wśród nich Żydzi, nie mieli szczęścia do historyków
i publicystów. Potrzebę badań dobrze wyraziła w swoim dzienniku Anna Kowalska, pisząc: „Komuniści. Kto napisze o nich. Fascynacja, mitotwórstwo, jezuityzm, pasywność
i bohaterstwo. Racjonalizm, alogika, pogarda dla faktów, dla rzeczywistości”2. Śpiewak
nie ukrywa swojej głębokiej niechęci, by nie określić ostrzej, do komunizmu, dlatego
w książce znalazły się tylko negatywne aspekty wymienione w cytacie z dziennika Kowalskiej.
Pierwsze pytania, które nasuwają się przy czytaniu książki, to cel jaki stawia sobie
autor, określony przez niego zakres badań oraz metoda zastosowana w badaniach. Niestety autor nie napisał na początku, na jakie pytania pragnie odpowiedzieć, a w zakończeniu – czy znalazł na nie odpowiedź i jaką. Znacznie ułatwiłoby to czytelnikowi zadanie, nie zmuszając go do szukania na 253 stronach odpowiedzi na pytanie, o czym
właściwie jest książka. O zaskoczeniu treścią książki, którą zresztą ocenił pozytywnie,
pisał w swojej recenzji Ireneusz Krzemiński3.
1 Henryk Zamojski, Polacy i Żydzi. Dzieje sąsiedztwa – dzieje waśni. Historia stosunków polsko-żydowskich, Bellona: Warszawa 2012; Marcin Zaremba, Wielka Trwoga. Polska 1944-1947.
Ludowa reakcja na kryzys, Wyd. Znak i Instytut Studiów Politycznych PAN: Warszawa 2012.
W książce Zaremby jest też o wiele dłuższy wykaz autorów prac o Żydach-komunistach w Polsce.
2 Anna Kowalska, Dzienniki 1927-1969, do druku przygotował Paweł Kądziela, Iskry: Warszawa 2008, s. 263, zapis 23 IV 1956.
3 Ireneusz Krzemiński, Zbrodnia, Żydzi i komunizm, „Gazeta Wyborcza” 1 VIII 2012, wyd. internetowe.
244_III_Recenze:244_III_Recenze 2013-01-17 18:40 Strona 604
604
Recenzje i artykuły recenzyjne
Przy liczeniu baranów ludzie usypiają, przy liczeniu Żydów podniecają się. Komuna,
a szczególnie „żydokomuna” to tematy chwytliwe, acz zarazem niebezpieczne i pełne
pułapek. Widać to już choćby po odzewie, jaki wywołała książka, atakowana z lewa
i prawa. Od dawna nie pamiętam, by książka doczekała się tylu recenzji, w których obok
polemik z autorem, recenzenci musieli także prostować błędy. Zostałem do tego zmuszony również ja. W wielu wypadkach opuszczam zarzuty, które postawili już inni autorzy,
ale całkowicie tego uniknąć nie mogę. Nie podejmuję też z nimi polemiki w wypadkach,
kiedy nie zgadzam się z ich zarzutami.
„Obiektywne badania – pisał, w jednym ze swoich artykułów poświęconych tematyce komunistów-Żydów Stanisław Krajewski – są potrzebne dla wyjaśnienia zasięgu
i natury udziału Żydów w komunizmie. Tragiczne konsekwencje antysemickiego mitu
o »żydowskim komunizmie« nie powinny narzucać tabu”4. Postulaty badawcze w tej
dziedzinie sformułował w zakończeniu swoich rozważań Zamojski. „Tylko dogłębna
analiza całości ówczesnych zdarzeń – napisał on – mogłaby doprowadzić do wyjaśnienia, czym w istocie była żydokomuna, z czego wywodziło się to skomplikowane zjawisko, na czym polegało i jakie skutki wywarło na politykę, psychikę i życie społeczne
w okresie międzywojennym, W dalszym ciągu mało o tym wiemy”5. Trudno nie zgodzić
się z powyższymi postulatami. Zrealizowanie ich w jednej pracy może być trudne, ale
przynajmniej powinny być zasygnalizowane. Jednak w książce Śpiewaka większość
z nich została całkowicie pominięta.
Dogłębnej analizy całości ówczesnych zdarzeń w książce Śpiewaka nie ma. Nie stawia on sobie tego zresztą za zadanie. Autor słusznie wskazuje na swobody polityczne, religijne oraz kulturalne, jakie gwarantowała Żydom konstytucja, zarówno ta z roku 1921,
jak i z roku 1935. Ale nie napisał, że z realizacją konstytucyjnych zapisów bywało różnie. Dopiero w 1931 r. przyjęto ustawę znoszącą wprowadzone przez zaborców ograniczenia praw Żydów. Przez całe Dwudziestolecie Żydzi walczyli o równouprawnienie.
Nie pisząc o tym, autor nie stawia sobie pytania, jak ta sytuacja wpływała na wybory polityczne. Nie ma opisu skutków, jakie wywarła propaganda antykomunistyczna na społeczeństwo. Jej odbiór społeczny najwyraźniej nie interesuje autora.
Nie ma również skutków zjawiska „żydokomuny”. Odbiór społeczny również nie interesuje autora. Nie ma w książce „odtwarzania stereotypu »żydokomuny«”, o czym napisał
autor w odpowiedzi na recenzję Joanny Tokarskiej-Bakir6. Z tej odpowiedzi dopiero dowiadujemy się, co autor właściwie chciał badać. Napisał on mianowicie: „Uważam za uzasadnione i badawczo uprawnione pytania: dlaczego w różnych okresach historycznych (np.
w rewolucji 1905 r. czy w międzywojniu) spora grupa Żydów popierała skrajną lewicę i czy
istnieje jakiś szczególny wkład żydowskich towarzyszy do tych formacji – czy wnieśli oni
specyficzny koloryt, styl do choćby części ruchu komunistycznego”. Z kolei zaczynając rozdział o okupacji i PRL napisał (s. 178): „Tego negatywnego obrazu Żydów nie nazwę stereotypem […] Takie były po prostu odczucia i dojmujące wrażenia”. Dalej autor zwraca
uwagę, że było to zjawisko niezależne od faktycznego losu i zachowania Żydów. Czy stereotypu nie stanowią po części odczucia i wrażenia, podpierające się prawdziwymi, pół4 Stanisław Krajewski, Jews, Communists, and the Jewish Communists, “Covenant”, Vol. 1, Issue 3 (October 2007 / Cheshvan 5768), s. 1, www.covenant.idc.ac.il/en/vol1/issue3/Jews-Communists-and-Jewish-Communists.html; To samo w: S. Krajewski, Jews, Communists, and the Jewish
Communists, “Jewish Studies at the Central European University”, ed. by András Kovács, co-editor Eszter Andor, CEU 2000; S. Krajewski, Poland and the Jews. Reflections of a Polish Jew,
Austeria: Kraków 2005.
5 H. Zamojski, op. cit., s. 120.
6 P. Śpiewak, O Żydach czarnych, czerwonych i zielonych, „Gazeta Wyborcza”, 28-29 VII 2012.
244_III_Recenze:244_III_Recenze 2013-01-17 18:40 Strona 605
Recenzje i artykuły recenzyjne
605
prawdziwymi i zmyślonymi faktami? Książkę rozpoczyna zdanie, że „mit żydokomuny
po I wojnie wyparł dawne klisze antysemickie” (s. 8). Czy mit i stereotyp znaczą to samo?
Nie mogę się zgodzić z autorem w kwestii wyparcia innych klisz antysemickich. Wszystkie
miały się równie dobrze, jak przedtem. Mit „żydokomuny” jedynie wzbogacił asortyment.
„Oddzielmy dwie kwestie: akces niektórych osób pochodzenia żydowskiego do komunizmu, zjawisko z zakresu socjologii grup wykluczonych, od mitu politycznego mówiącego o tym, że Żydzi wymyślili i stworzyli na drodze spisku komunizm, odciskając
na nim swoje niezatarte piętno”7. Można więc badać stereotyp „żydokomuny”, genezę tej
zbitki, rolę jaką to pojęcie odgrywało w propagandzie i publicystyce początkowo endeckiej, katolickiej, a od drugiej połowy lat 30. XX w. również sanacyjnej. Tego Śpiewak
nie bada, a nawet w zasadzie o tym nie wspomina. Nie bada też zakresu i popularności
tego mitu. Jednak używa określenia „żydokomuna” nawet w tytule książki, a podkłada
pod ten termin zupełnie inny sens niż nadawano mu w retoryce antykomunistycznej. Jeżeli staremu pojęciu nadaje się nowe znaczenie, to należy je wyraźnie zdefiniować. Jest
to jeden z ważniejszych moich zarzutów pod adresem autora. Autor nie bada więc „żydokomuny” w tradycyjnym ujęciu, lecz niejako materialne podstawy tego zjawiska. Bada wpływy Żydów w rosyjskim i polskim ruchu komunistycznym oraz ich udział w aparacie władzy. Czy nie należało tego wyjaśnić?
Liczeniem Żydów zajmowano się od zawsze. Przy czym są tu trzy metody: 1. korzystanie z danych zebranych przez „użytkowników” tego pojęcia; 2. prowadzenie własnych
dociekań; 3. konfrontowanie dwóch pierwszych elementów. Autor stosuje dwie pierwsze
metody. Liczono Żydów w partiach lewicowych, a byli oni i w prawicowych partiach
i rządach. Czyniono to już tysiące razy. W tej dziedzinie autor nie wnosi wiele nowego,
a niektóre jego wyliczenia, jak zobaczymy, nie mają większego sensu.
Są w książce całe partie tekstu poświęcone opisowi i analizie powodów „skłonności”
Żydów do udziału w ruchach rewolucyjnych. To jest drugie oblicze „żydokomuny”, które autor próbuje nam przybliżyć. Jest o mentalności komunistów, o wielkim strachu w ich
szeregach i wielu innych interesujących sprawach. Nie ma próby odpowiedzi na pytanie,
co skłaniało ludzi do porzucania syjonizmu na rzecz komunizmu. Dlaczego ludzie których torturowano, przeszli przez sowieckie łagry, nadal chcieli budować komunizm. Najważniejsze, że autor nie odpowiada na podstawowe pytanie mające być osią książki: czy
było coś, co różniło żydowskich komunistów od innych, ewentualnie co ich łączyło specyficznego, a wreszcie, czy prowadzili odrębną politykę. Do tego jeszcze wrócę.
W książce nie zaistniało, a moim zdaniem powinno się znaleźć, zestawienie ogólnej
liczby Żydów z liczbą żydowskich komunistów i opis preferencji politycznych społeczności żydowskiej. Niektóre elementy odpychające Żydów od komunizmu wymienił Emil
Sommerstein, odpowiadając w Sejmie na postawiony społeczności żydowskiej zarzut
sprzyjania komunizmowi8. Ważny był fakt, że ogromna większość Żydów była wierząca i ateizm komunistów był dla nich nie do przyjęcia. W wielu rodzinach osoby przystępujące do ruchu komunistycznego traktowano na równi z umarłymi. Można powtórzyć
słowa Jaffa Schatza, że: „przed wojną było wielu Żydów wśród komunistów, lecz nie7
M. Zaremba, op. cit., s. 72.
Ci, którzy podnoszą podobne zarzuty, nie widzą, że „komunizm jest wrogiem właśnie społeczeństwa żydowskiego, że dąży on do unicestwienia wszystkich cech narodowego charakteru, które ma społeczeństwo i naród żydowski, do zniszczenia tych wszystkich podstaw, na których gruntuje się życie społeczne i gospodarcze społeczeństwa żydowskiego. Dlatego odrzucamy ten zarzut
komunizmu, postawiony społeczeństwu żydowskiemu”. Każdy wybryk antysemicki, antysemityzm gospodarczy jest tym motorem, który zaszczepia jad komunizmu młodzieży żydowskiej.
Sprawozdanie Stenograficzne Sejmu, 24 II 1936, pos. 16, ł. 35-36.
8
244_III_Recenze:244_III_Recenze 2013-01-17 18:40 Strona 606
606
Recenzje i artykuły recenzyjne
wielu komunistów wśród Żydów”9. Rzeczywiście, jak się miało kilka tysięcy do trzech
milionów. Pewne elementy tego zjawiska znajdujemy również na łamach książki. Podstawowym tematem, którym zajął się autor, jest udział Żydów w ruchu komunistycznym.
Ale zabrakło wskazania, że znacznie więcej Żydów wybrało członkostwo w innych partiach politycznych; że Bund liczył więcej członków niż całe KPP razem wzięte, nie mówiąc o partiach syjonistycznych i religijnych.
Całkowicie pominięty został udział Żydów w polskich partiach politycznych oprócz
KPP. Żydzi odgrywali znaczącą rolę w polskim ruchu socjalistycznym, zarówno u jego
początków, jak i w Polsce niepodległej. Zasymilowani Żydzi byli obecni prawie we
wszystkich polskich partiach politycznych, z endecją i sanacją włącznie. Pokazanie tych
zjawisk sprowadziłoby rolę Żydów w KPP do właściwych proporcji. Pokazałoby, że
wśród nich, podobnie jak w innych narodach podziały polityczne były zjawiskiem normalnym. Choć autor pokazuje wpływy Żydów w rozmaitych partiach komunistycznych,
np. na Węgrzech, to nie poświęcił ani słowa ogólnemu zagadnieniu udziału mniejszości
narodowych w ruchach rewolucyjnych. Socjologii grup wykluczonych, o czym pisze Zaremba, nie znajdzie się w omawianym tekście. Można powiedzieć, że wymienione wyżej elementy nie są konieczne. Ale konieczne jest określenie, jak rozumiała i stosowała
pojęcie „żydokomuny” propaganda nacjonalistyczna i antykomunistyczna, o czym dalej.
Korzenie pojęcia „żydokomuna” sięgają początku lat 20. XX wieku. Tak jak nikt nie
wie na pewno, kto pierwszy użył zbitki „endecja”, tak samo nie ma takiej pewności również w stosunku do „żydokomuny”. Śpiewak twierdzi, że „samo określenie »żydokomunizm« czy »żydokomuna« pojawia się i wchodzi do języka potocznego na dobrą sprawę
dopiero po II wojnie światowej” (s. 23). Na jakiej podstawie tak twierdzi – trudno powiedzieć. Z własnych badań, a i z lektury dzieł innych badaczy mogę wnioskować, że
funkcjonować ono zaczęło po rewolucji październikowej, a w trakcie wojny polsko-sowieckiej było już dobrze zadomowione. Zbliżony pogląd wypowiada Zaremba10. Niewątpliwie rządy komunistyczne dodały nowego paliwa temu stereotypowi. Warto przypomnieć, że nie ma ani słowa na temat drugiej zbitki językowej: „fołksfront”. której
prasa endecka używała na określenie Frontu Ludowego i która stanowiła uzupełnienie
pojęcia „żydokomuny”, a nieraz nawet je zastępowała.
Termin „żydokomuna” stosowano nie tylko wobec Żydów-komunistów. Rozciągano
go na obszar rozleglejszy, bo na znaczne odłamy społeczności żydowskiej. Podciągano
pod niego wszystkie lewicowe organizacje polityczne włącznie z PPS. Służyło ono do ataków na wszelkich liberalnych i lewicowych przeciwników prawicy. Autor cytuje Aleksandra Hertza: „Antysemityzm skojarzony z antybolszewizmem znakomicie się nadawał jako
hasło polityczne”. Można dodać, że tę funkcję spełniała zbitka „żydokomuna”.
Tytuł książki, chwytliwy marketingowo, budzi moje wątpliwości, których lektura
książki nie rozwiała. Podobnie jak Stanisław Krajewski uważam za błąd użycie w tytule
określenia „Żydokomuna” bez cudzysłowu11. Po pierwsze, tytuł zakłada istnienie rzeczonego zjawiska, a nie stereotypu czy mitu. Po drugie, nie należy używać bez cudzysłowu
terminu, którym posługiwano dla zohydzenia, jak wyżej mówiłem, nie tylko ruchu komunistycznego, ale po prostu Żydów jako zbiorowości. Co z tego, że Śpiewak rozumie tytu9 Jaff Schatz, Świat mentalności świadomości komunistów polsko-żydowskich – szkic do portretu [w:] Społeczność żydowska w PRL przed kampanią antysemicką lat 1967-1968 i po niej
pod red. Grzegorza Berendta, Wyd. IPN: Warszawa 2009, s. 43.
10 „Pełnokrwisty stereotyp żydokomuny narodził się w latach 1918-1920”, M. Zaremba, op.
cit., s. 74.
11 S. Krajewski, Wstydzę się, ale nie przepraszam, „Gazeta Wyborcza” 1 VIII 2012, wyd. internetowe.
244_III_Recenze:244_III_Recenze 2013-01-17 18:40 Strona 607
Recenzje i artykuły recenzyjne
607
łowe pojęcie inaczej niż endecy; można było od niego oczekiwać, że określi, jaki zakres
mu nadaje. Autor zakłada, że żydowscy komuniści stanowili w ruchu komunistycznym
specyficzną, zorganizowaną grupę o własnych celach, odmiennych od celów pozostałych
towarzyszy. Co do pierwszego, to rzeczywiście w okresach przejściowych funkcjonowały w WKP(b) Jewsekcja, a w PPR – Frakcja Żydowska. Co ciekawe żydowska sekcja istniała także w PPS w okresie rewolucji 1905 r. i latach następnych. Celem wszystkich było zdobycie wpływów na środowiska żydowskie. Ale powtarzam, czy cele komunistów
żydowskich i polskich były odmienne? Dlatego znacznie bardziej przekonuje mnie Marcin Zaremba, który odpowiedniemu rozdziałowi nadał tytuł: Chimera żydokomuny.
Obawiam się też, że spełnią się słowa z komentarza Adama Michnika do artykułu
Joanny Tokarskiej-Bakir, że „za sprawą Pawła Śpiewaka słowo »żydokomuna« […]
przestało w końcu być słowem brzydkim”. Nadal takim jest, o czym dalej. Dla propagandy i prasy endeckiej termin „żydokomuna” oznaczał istnienie odrębnej grupy, realizującej własne cele polityczne. Była ona obok kapitalizmu jeszcze jednym narzędziem, służącym Żydom do opanowania przez nich rządów nad światem. Autor nie zastanawia się,
dlaczego ten termin stał się „dorobkiem” wyłącznie polskim12. Dlaczego tylko w Polsce
funkcjonowało określenie „żydokomuny”, choć samo pojęcie, bez nazwy, znane było
w wielu krajach. Nie było żadnych przeszkód językowych i politycznych, by podobny
termin powstał w Rosji. Przecież tam już funkcjonowało pojęcie „żydomasonerii”. Trzeba wyraźnie powiedzieć, że pojęcie „żydokomuna” było wytworem polskiego antysemityzmu i antykomunizmu. Ale mówiąc o terminologii, warto było zająć się zamiennikiem
pojęcia „żydokomuna”, popularnym mniej lub bardziej w różnych krajach: „judeobolszewizm”. Chętnie tym pojęciem operowała propaganda nazistowska.
Trudno w ogóle określić do jakiego gatunku pisarstwa książka należy. Adam Michnik
twierdzi, że to esej13. Bardzo trudno jest określić czym jest esej. Jeżeli zastosować stwierdzenie Wojciecha Głowali, że autor eseju przedstawia swoje przemyślenia na zasadzie
luźnych skojarzeń, nie stosuje porządku chronologicznego, tematycznego, hierarchii wartości przedstawianych argumentów14, to mamy w tym wypadku do czynienia z esejem.
Esej nie musi posługiwać się badaniami. Jest to wypowiedź na określony temat. Tu jednak mamy do czynienia ze szczegółowymi badaniami i stosunkowo nieczęstymi próbami
uogólnień, a to ostatnie jest cechą eseju. Autor, jak z książki wynika, aspiruje do roli autora pracy historycznej. Również podtytuł książki: „Interpretacje historyczne”, pozwala ją
traktować jako książkę historyczną. Trudno jednak zaliczyć ją do określonego gatunku;
nie jest to monografia historyczna, tym bardziej, że nie zawsze spełnia kryteria stawiane
książkom naukowym, nie jest to też książka popularnonaukowa. Może więc rację ma
Michnik, iż mamy do czynienia z esejem historycznym. Śpiewak ma jednak tę przewagę
nad historykami, że jest socjologiem. I zgodzić się należy z opinią Dawida Warszawskiego, że te fragmenty książki, które bazują na socjologii, są najlepsze15.
W pewnej chwili autor przechodzi od przeszłości do teraźniejszości i posługując się
przykładem Heleny Wolińskiej pisze: „Zamiast uczciwego rozliczenia, dzisiaj byśmy powiedzieli, zamiast lustracji, obraza i argument: atakują nas antysemici. To tak, jakby nie
12 „To nie udział Żydów w rządach sowieckich […] był przyczyną powstania tej zbitki, lecz
ugruntowana przez antysemicki światopogląd gotowość do przypisania Żydom skłonności wywrotowych”. Alina Cała, Żyd wróg odwieczny. Antysemityzm w Polsce i jego korzenie, Wyd. Nisza:
Warszawa 2012, s. 331.
13 Ważna próba Śpiewaka, „Gazeta Wyborcza”, 21-22 VII 2012.
14 Wojciech Głowala, Próba teorii eseju literackiego, „Acta Universitatis Wratislaviensis”,1965 nr 40, s. 157-158.
15 Dawid Warszawski, Skąd Żydzi w tej komunie?, „Gazeta Wyborcza” 7-8 VII 2012.
244_III_Recenze:244_III_Recenze 2013-01-17 18:40 Strona 608
608
Recenzje i artykuły recenzyjne
wolno było pisać o ideologii żydokomuny i złożonej biografii żydowskich komunistów”
(s. 225). W analizie tego stwierdzenia zacznę od sprawy dla całości tej książki marginesowej. Autor nie dostrzega, że nieprzypadkowo ciągle wraca się do spraw Wolińskiej,
Salomona Morela i Stefana Michnika. Autor nie zastanawia się, dlaczego oskarża się
Wolińską i Michnika, a nie postawiono na przykład przed sądem gen. Stanisława Zarako-Zarakowskiego, naczelnego prokuratora wojskowego, oskarżyciela w głośnych procesach. Nie wypowiadam się w sprawie winy lub niewinności osób wymienionych przez
Śpiewaka, ale chciałbym wskazać, że te same grzechy można zarzucić wielu innym sędziom, prokuratorom, komendantom rozmaitych obozów, więzień, urzędów16, a wybór
konkretnych osób nie jest przypadkowy.
Uderzyło mnie w tym zdaniu co innego, a mianowicie wprowadzenie pojęcia „ideologii żydokomuny” i to w kontekście biografii żydowskich komunistów. A więc znów nie
w kontekście propagandy antykomunistycznej, ale w charakterze istniejącego zjawiska.
Wiąże się z tym pytanie, czy komuniści żydowscy wnieśli coś specyficznie żydowskiego
do ruchu komunistycznego, czy też byli takimi samymi komunistami, jak Polacy, Rosjanie
i inni. Sformułowanie to pojawia się dopiero w końcowej części książki; ani do tego momentu, ani potem autor nie wspomina o istnieniu takowej „ideologii”. Może nie ma racji
Krajewski, który napisał, że „cele działań komunistów nie różniły się w zależności od ich
pochodzenia”17. A może rację ma Schatz, twierdząc, że wnieśli do ruchu komunistycznego
pewne tradycyjne żydowskie wartości, jak umiłowanie nauki, intelektualizm i tęsknoty mesjanistyczne18. Śpiewak dostrzega powyższy problem, ale rozwija go jedynie zdawkowo.
Książka zaczyna się od rozdziału „Narodziny mitu”. Ale rozdział zaczyna się od poglądów Hitlera. Jest też mowa o dokonaniach Henry’ego Forda. A między nimi Protokoły mędrców Syjonu. Wszystkie te trzy sprawy nie mają wiele wspólnego z genezą pojęcia
„żydokomuna”. Nawet Protokoły zajmują się przecież opanowaniem świata przez Żydów
w ogólności, a bolszewizm jest tylko jednym z elementów, i to na dalszym planie. I nie
mogło być inaczej, skoro ich podstawę stanowiła broszura wydana w 1868 roku. Protokoły odegrały ogromną rolę w szerzeniu antysemityzmu, ale stosunkowo niewielką w antykomunizmie. Pierwsze polskie ich wydanie ukazało się, podobnie jak w wielu innych krajach Europy, w 1920 r., gdy termin „żydokomuna” był już zadomowiony w polityce.
Trudno też się zgodzić z tezą, że Hitlera inspirowali w jego antysemityzmie emigranci
z Rosji (s. 15), ponieważ była to wtórna inspiracja. Antysemitą został wcześniej pod wpływem Karla Luegera i innych wiedeńczyków, których poglądy podzielał.
Są w tej części książki także stronice ciekawe i odkrywcze, przynajmniej dla mnie.
Np. konfrontacja Nie-boskiej komedii Zygmunta Krasińskiego z Protokołami mędrców
Syjonu. Autor napisał, że antysemici występowali początkowo najczęściej jako konserwatyści. Szkoda, że nie wspomniał o fenomenie antysemityzmu liberalnego, zjawiska
czysto polskiego, opisanego przez Jerzego Jedlickiego i Theodore’a Weeksa19.
Książka składa się z dwóch części. W pierwszej z nich autor podjął próbę opisania
„żydokomuny” – w jego własnym rozumieniu tego terminu – w Rosji. Jest to istotne, bo
wiadomości napływające z Rosji objętej rewolucją miały wielki wpływ na kształtowanie
się mitu „żydokomuny” w innych krajach. Pamiętać jednak należy, że wiadomości z Ro16 Jak napisał Maciej Łuczak o stalinowskich prawnikach: „Ponad 90% zbrodniarzy nie stanęło przed sądem”, M. Łuczak, W imieniu PRL, „Wprost” 2001 nr 19.
17 S. Krajewski, „Problem żydowski” – problem polski. Numer specjalny „Więzi” z 1988 r.
Pod wspólnym niebem. Tematy polsko-żydowskie, s. 71.
18 Cyt. wg M. Zaremba, op. cit., s. 74.
19 Theodore R. Weeks: From Assimilation to Antisemitism. The “Jewish Question” in Poland
1850-1914, Northern Illinois University Press: DeKalb, Illinois 2006, s. 242.
244_III_Recenze:244_III_Recenze 2013-01-17 18:40 Strona 609
Recenzje i artykuły recenzyjne
609
sji były zniekształcone i często wyolbrzymione, że w opisie okrucieństw bolszewików
i „żydowskich komisarzy i czekistów” publicyści nieraz puszczali wodze fantazji. Ale
tworzyło to odpowiednią atmosferę20. W drugiej części książki autor bada to samo zjawisko na terenie Polski. Część pierwsza obejmuje czasy od XIX w., poprzez kolejne rewolucje, aż do 1967 roku. Zamieścił w niej autor także wydarzenia odnoszące się
do ziem polskich znajdujących się w granicach Cesarstwa Rosyjskiego. Rosja, jak zobaczymy, sprawia mu różnorakie trudności, poczynając od językowych poprzez personalne do nazewnictwa i dziedziny faktów. Część druga jest lepsza od pierwszej. Wiedza autora na temat historii Polski jest nieporównanie większa od jego wiedzy na temat historii
Rosji. A i okres praktycznie krótszy, bo zaczyna się od odzyskania niepodległości przez
Polskę. Ma też tu autor znacznie więcej do powiedzenia. Chociaż wątki polskie występują w obu częściach, omówię je wspólnie. Czytanie utrudnia sposób narracji: pomieszanie wątków, anegdoty nie zawsze będące ilustracją tekstu.
Autor ma problem z określeniem, kto jest Żydem. Pisze np. o „osobach z żydowskich
rodów”, które stały na czele rewolucji (s. 99), czy o „potomkach rodzin żydowskich”,
którzy działali w SDKPiL i PPS (s. 60), ale w tekście wszystkich ich, bez zastrzeżeń,
traktuje jako Żydów. Nie traktuje Żydów asymilowanych do polskości jako Polaków. Nie
bierze pod uwagę słów Juliana Stryjkowskiego, który mówił: „czuję się Polakiem i nie
pozwolę sobie narzucić cudzych kwalifikacji, tak jak przed czterdziestu laty nie pozwoliłem sobie wpisać narodowości żydowskiej. Do wspólnoty z Żydami poczuwam się tylko wtedy, gdy są prześladowani”21. Może rację ma Imre Kertész, pisząc, że „nie każdy
Żyd jest Żydem, ale żaden Żyd nie uniknie faktu, że jest Żydem”22. A może Kornel Filipowicz, który przekornie napisał, że „wszyscy ludzie, którzy podobni są do Żydów, choć
nimi nie są, w istocie nimi są”23. Wiemy, że dla antysemitów nie ma to znaczenia, czy
ktoś się uważa za Żyda czy nie. Oni wiedzą swoje. Dlatego autor mógłby napisać, że
za Żyda dla potrzeb tego tekstu uważa tego, którego za takiego uważali antysemici.
***
Część pierwszą książki mógłby zacząć wiersz Wisławy Szymborskiej24:
Niewiedza tutaj jest zapracowana,
Ciągle coś liczy, porównuje, mierzy,
Wyciąga z tego wnioski i pierwiastki.
20 „Jest poglądem banalnym, choć zbyt często się o tym zapomina, że fałszywa pogłoska to realny fakt społeczny; w tym sensie zawiera ona jakąś część prawdy historycznej – dotyczącą nie
wiadomości, którą przekazuje, ale warunków, które umożliwiły jej powstanie i rozgłoszenie, oraz
stan ducha, mentalność i wyobrażeń tych, którzy uznali ją za prawdziwą”. Bronisław Baczko, Jak
wyjść z terroru. Thermidor a Rewolucja, tłum. W. Dłuski, Wyd. Słowo/Obraz/Terytoria: Gdańsk
2005, s. 12.
21 Marian Brandys, Dziennik 1972, Iskry: Warszawa 1996, s. 99.
22 Imre Kertész, Ja, inny, Kronika przemian, tłum. Anna Górecka, Wyd. W.A.B., Warszawa
2004, s. 36.
23 Dalej pisał: „Teza ta nie jest tak głupia, jakby się wydawało, a jeśli nawet zawiera jakąś
sprzeczność – to pomyślmy: przecież najcenniejszą rzeczą, jaką posiadamy, są nasze przekonania.
Czyż nie warto czasem zrobić jakiś mały, drobny szwindel – byle tylko naszych przekonań nie stracić, byle je ocalić. Kornel Filipowicz, Światopogląd [w:] K. Filipowicz, Świat mojego antagonisty,
Wyd. Literackie: Kraków 1972, s. 143.
24 Wisława Szymborska, Tutaj, Wyd. Znak: Kraków 2012, s. 6.
244_III_Recenze:244_III_Recenze 2013-01-17 18:40 Strona 610
610
Recenzje i artykuły recenzyjne
Część ta składa się z dwóch rozdziałów. Pierwszy traktuje o czasach od rewolucji 1905 r. do rewolucji 1917 r., a drugi o Rosji Radzieckiej.
Znów daje o sobie znać sposób pisania. Autor podaje, że w latach 1905-1906 doszło
do 625 pogromów, w których zostało zabitych ok. 2000 Żydów, w tym 350-400 osób
w Odessie. Skąd autor zaczerpnął swe wiadomości nie wiadomo. Tymczasem Dariusz
Libionka opublikował w „Biuletynie ŻIH” w 1997 r. artykuł Poglądy historyków na pogromy w Rosji w latach 1881-1906, w którym przytacza dane za okres od 2 listopada
do 12 grudnia 1905 r., według których doszło do 690 pogromów, w których zginęło 3100
osób, a samej Odessie 800 osób25. Dane na temat pogromów są w literaturze rzeczywiście rozbieżne. Tym ważniejsze jest podanie źródła informacji.
Podobnie wygląda sprawa w odniesieniu do lat 1918-1921. Autor najpierw podaje, że
w pogromach na Ukrainie zginęło od 60 000 do 200 000 Żydów (s. 57). Jako źródło pierwszej liczby ofiar podaje Szymona Dubnowa, ale nie podaje tytułu pracy. O drugiej liczbie
nie wiadomo, skąd została wzięta. Dalej twierdzi, że z „badań archiwum żydostwa sowieckiego” wynika, że zginęło 100 000. Przyznaję, że nie znam takiego archiwum i chciałbym
dowiedzieć się, jak się nazywa i gdzie się mieści. Chciałbym wiedzieć, na jakie konkretnie
badania autor się powołuje. Literatura przedmiotu jest niemała. Na początku kolejnego rozdziału autor podał już liczbę 180 000 do 200 000 ofiar (s. 79). Jak trudnym zagadnieniem
są wszelkie szacunki, ukazuje Lidia Miliakowa we wstępie do liczącego 1000 stron zbioru
dokumentów na temat pogromów w latach 1918-192126. W tomie owym przytoczono szacunki dokonywane przez różne osoby i organizacje. Trudno pisać o pogromach w okresie
rewolucji bez znajomości tej książki. Miliakowa jest też autorką znakomitego artykułu
o etymologii słowa „pogrom”27. Tyle miejsca poświęciłem tym z punktu widzenia całej
książki niezbyt istotnym danym, by ukazać metodę pisania, niefrasobliwość w podejściu
do danych liczbowych. Chciałoby się napisać o znajomości najnowszej literatury przedmiotu przez autora, ale do tego nie mamy danych, bo autor nie podaje najczęściej źródła
swoich informacji. Zmuszony będę do problemu literatury jeszcze wracać.
Trudno powiedzieć, do czego potrzebna jest autorowi, a jeszcze bardziej czytelnikowi wiadomość, że w I Dumie Państwowej zasiadało 12 Żydów, a w II Dumie – 4 Żydów
i 3 ochrzczonych, bez analizy tych danych. Jaki wniosek z tego może wyciągnąć czytelnik? Oczywiście chrzest nie zmienia pochodzenia etnicznego. A może ci ludzie uważali
się za Rosjan? A poza tym zastanówmy się. 12 i 7 posłów to dużo czy mało? Dla przypomnienia Żydzi stanowili ok. 4% mieszkańców Cesarstwa. W I Dumie zasiadło 480 posłów (19 nie objęło mandatów), w II Dumie – 518. Czyli Żydzi stanowili odpowiednio 2,5% i 1,35% posłów. W końcu jednak nie liczby były ważne, ale przekonanie
o wpływach Żydów i ich przywództwie w ruchu rewolucyjnym.
Opis rewolucji i tego, co działo się potem, zaczyna się od pogromów. Autor napisał,
że „pogromy najbardziej podzieliły białych i czerwonych” (s. 82) i dalej: „coraz więcej
ludzi wiedziało, że ocalenie przynieść może tylko (antysemicka) Czerwona Armia”.
Trudno się zgodzić zarówno z jednym, jak i z drugim stwierdzeniem. Znaczyłoby to, że
ideologia i walka o kształt Rosji były mniej ważne niż sprawa żydowska. Nazywanie całej Armii Czerwonej antysemicką to też przesada. Sam autor przytacza antypogromowe
oświadczenie Rady Komisarzy Ludowych, opublikowane 27 lipca 1918 roku. W opraco25 Dane pochodzą z Jewriejskoj Encikłopedii. Szczegółowe dane według guberni podaje
S. Stiepanow, Czornaja Sotnia w Rossiji (1905-1914), Moskwa 1992, s. 54-57.
26 Kniga pogromow. Pogromy na Ukrainie, w Biełorussii i jewropiejskoj czasti Rossiji w pieriod grażdanskoj wojny 1918-1922. Sbornik dokumientow. Red. Lidia Miliakowa. Opracowanie:
A. Ziuzin, L. Miliakowa, W. Sereda, J. Rozenblat, E. Jelenskaja, Moskwa 2007.
27 L. Miliakowa, K woprosu o istoriczeskom znaczenii słowa „pogrom” w russkom jazykie,
http://mion.isu.ru/pub/russ-ost/diasp/9.html
244_III_Recenze:244_III_Recenze 2013-01-17 18:40 Strona 611
Recenzje i artykuły recenzyjne
611
waniach Olega Budnickiego i L. Milakowej można znaleźć więcej dokumentów, w tym
wyroki śmierci na dowódców Armii Czerwonej dokonujących pogromów.
Autor nie napisał nic o Żydach występujących po stronie białych, a warto byłoby
przynajmniej o tym wspomnieć. Wzbogaciłoby to obraz postaw żydowskich. Wymienia
natomiast liczbę 200 000 Żydów, którzy uciekli do Polski. Ta liczba prawdopodobnie pochodzi z książki Sołżenicyna28 i ma się nijak do rzeczywistości. Autor nie zastanowił się,
że zasadniczą część uciekinierów z Rosji Sowieckiej stanowili Żydzi zamieszkujący
przed I wojną światową, nieraz od kilku pokoleń, Królestwo Polskie lub Kresy, które weszły w skład II Rzeczypospolitej. W czasie wojny ci z Królestwa wyjechali na teren Cesarstwa dobrowolnie, a ci z Kresów zmuszeni zostali do tego przez armię rosyjską. Przyjazd do Polski po rewolucji był więc dla nich nie emigracją, a powrotem do miejsc
zamieszkania. Tak naprawdę nie wiemy do końca, ilu było reemigrantów, a ilu emigrantów. Tych ostatnich było najprawdopodobniej kilkadziesiąt tysięcy.
Należy się zgodzić z autorem, że dla Żydów w objętej rewolucją Rosji nie było dobrego rozwiązania. Podobnie zresztą jak w wielu innych przypadkach. Okres między rewolucją lutową a październikową uznaje za najlepszy w historii rosyjskiego żydostwa
(s. 87). Pisząc o rewolucjach warto jednak podkreślić, że udział Żydów w organizacji rewolucji lutowej był bez porównania mniejszy, niż przy rewolucji październikowej.
Autor przytacza dane o udziale Żydów w organach władzy i partiach politycznych,
cytuje prasę żydowską, jednak jak zwykle bez podania opracowań, z których korzystał.
„Dokładnie przejrzałem listy członków komitetu centralnego partii pierwszych lat rewolucji” (s. 92) – pisze. Świetnie. I czy wyszły mu inne liczby, niż tym, którzy liczyli
przed nim? Czy tym razem nie miał do nich zaufania? I co chce udowodnić? Że słusznie
społeczeństwo postrzegało rządy bolszewickie jako rządy żydowskie. Że stereotyp „żydokomuny” ma swoje uzasadnienie? Od razu potem przechodzi do Lenina. „Powiada się,
że był przynajmniej ćwierć-Żydem lub wręcz Żydem halachicznym”. Powiada się? Kto
używa tych kryteriów? Potem przytacza inne „domieszki” narodowe w genealogii Lenina, z których wynika, że Lenin Żydem halachicznym nie był. Nawiasem mówiąc, nawet
w tekstach antysemickich stosunkowo rzadko Lenin jawi się jako Żyd29. Jak to wszystko ma się do opinii autora, że „nie ma najmniejszego powodu, by twierdzić, że istniała
solidarność Żydów, że popierali się oni niezależnie od politycznych wyborów lub że
oszczędzali w czasach sowieckich” (s. 100)?
Autor pisze o Jewsekcji bez zaznaczenia, że była to sekcja RKP(b), a potem WKP(b).
Udział przedstawicieli innych partii żydowskich w jej pracach tego faktu nie zmienia.
Przekonywająco ukazuje, jak bolszewicy stopniowo ograniczali swobody kulturalne i religijne. Podaje, że z 2700 tys. radzieckich Żydów w 1926 r. 830 tys. zaliczono do liszeńców, czyli osób nie tylko pozbawionych praw politycznych, ale szykanowanych w wielu dziedzinach codziennego życia. Charakteryzując czasy radzieckie autor napisał, że
„oderwani od swojej kultury, ba, narodowego otoczenia społecznego, stawali się
w znacznej mierze nosicielami nowej kultury, na którą składały się rosyjska kultura, sowieckie idee, rewolucyjne z ducha przekonania i lęk przed antysemickim otoczeniem”
(s. 97). Przekonująco też pisze o deformacjach osobowości, do których prowadził system
komunistyczny30.
28
Aleksandr Sołżenicyn, Dwiestie liet wmiestie, t. I, Wyd. Russkij put’, Moskwa 2001.
„Detektywistyczny antysemityzm polegający na śledzeniu, kto wśród przeszłych lub obecnych przywódców komunistycznych jest Żydem, stanowił bardzo ważny wątek tej publicystyki”. M. Zaremba, op. cit., s. 77.
30 Jego konstatacje znajdują też potwierdzenie we wspomnieniach Liliany Łunginej, tłumaczki i aktywnej uczestniczki życia kulturalnego Moskwy. Mówiła ona w filmie jej poświęconym:
29
244_III_Recenze:244_III_Recenze 2013-01-17 18:40 Strona 612
612
Recenzje i artykuły recenzyjne
Wspomina o mitach związanych z Żydami, takich jak ich rzekome uprzywilejowanie
i wspaniałe możliwości w ustroju socjalistycznym. Ale znalazło się w tekście również
stwierdzenie, co prawda odnoszące się prawdopodobnie do pierwszej dekady systemu
sowieckiego, że „nie sposób było zatrzymać pochodu żydowskich studentów. Zamknąć
im znowu uniwersytety” (s. 97). W zakończeniu zaś czytamy, że na przełomie lat 40.
i 50. XX w. dokonała się faktyczna likwidacja autonomii kulturowej Żydów (s. 102).
Mam wątpliwości, czy może być mowa o jakiejkolwiek autonomii w systemie krwawej
dyktatury? Autor zakłada, że takowa, choć nieformalna, istniała. Ze studentami poradzono sobie w sposób prosty, wprowadzając numerus clausus, a na niektórych uczelniach
numerus nullus. O stosunku do Żydów w kulturze ZSRR świadczy sporządzona 17 sierpnia 1942 r. /!/ przez kierownika Wydziału Agitacji i Propagandy KC WKP(b) Georgija
Aleksandrowa notatka dla kierownictwa partii, w której proponował natychmiast „oczyścić od Żydów” konserwatoria w Moskwie i Leningradzie, Teatr Wielki i w ogóle całą
radziecką kulturę. Niedługo po tym zaczęło się wyrzucanie Żydów z pracy, zakaz drukowania i wykonywania utworów, których autorami byli Żydzi. Na froncie istniała zasada
ograniczania nadawania odznaczeń Żydom. Niespecjalnie ukrywany antysemityzm rozpoczął się na dobre zaraz po wojnie. Doszło do pogromu w Kijowie. W końcu
lat 40. XX w. kursowało powiedzenie: „Cztob nie prosłyt’ antisemitom, zowi Żyda
kosmopolitom”31. Przy omawianiu powyższych zagadnień warto było sięgnąć po zbiór
dokumentów: „Antysemityzm państwowy”32.
***
Od s. 107 zaczyna się „polska” część książki. Autor podejmuje tu zarówno próbę oceny KPP, jak i postaw członków partii. Nie będę polemizował z poglądami autora, bo ma
prawo do własnego zdania. Jednak niektóre jego prezentacje faktów nie tylko budzą wątpliwości, ale są w nich niedopowiedzenia i błędy rzeczowe. Autor za podstawowe kryterium oceny komunistów polskich uznaje ich stosunek do niepodległości Polski. Temat
stosunku Żydów do niepodległości jest niełatwy i wymaga uwzględnienia wielu elementów. Nie można od autora żądać głębokiej jego analizy. Jednak pewne wymagania można stawiać. Nie wystarczy napisać, że Bund podczas rewolucji 1905 r. występował przeciwko niepodległości Polski, pomijając chociażby fakt, że był wówczas partią
ogólnorosyjską. Żeby nie było wątpliwości, najlepiej byłoby zacytować odpowiedni
fragment uchwały Bundu. Pod koniec książki autor cytuje Konstantego Jeleńskiego:
„Mniej by Żydów pociągał komunizm, gdyby była ich nie odtrącała Polska przez tyle
lat” (s. 200). Akurat ten wątek warto było rozwinąć? Faktem jest, że na pierwszym miejscu stawiali interesy rewolucji, a potem Związku Radzieckiego, faktem też jest, że podlegali całkowicie Moskwie. O ich nihilizmie narodowym napisano już wiele. Jednak nie
można zgodzić się z autorem, że ich postawa w latach 30. XX w., kiedy dostrzegli zagrożenie Polski przez hitlerowskie Niemcy i chcieli jej bronić, była nieszczera. Dotyczy to
wszystkich komunistów, nie tylko Żydów.
„W tym zawiera się jeden z najbardziej katastroficznych aspektów naszego reżimu, że deformował
on osobowość każdego”. Skrypt filmu: Żizń Liliany Łunginoj. rasskazannaja jeju w filmie Olega
Dormana, Wyd. Astriel: Moskwa 2010, s. 194.
31 By nie zasłynąć jako antysemita, nazywaj Żyda kosmopolitą.
32 G. Kostyrczenko, Gosudarstwiennyj antisemitizm w SSSR. Ot naczała do kulminacji 1938-1953.
Dokumenty. Seria: Rossija XX wiek. Wyd. Matierik: Moskwa 2000.
244_III_Recenze:244_III_Recenze 2013-01-17 18:40 Strona 613
Recenzje i artykuły recenzyjne
613
Rozdział ten zaczyna się jednak od błędu, za który student historii miałby szansę wylecieć z egzaminu. Mianowicie autor napisał, że KPRP powstała ze zjednoczenia Socjaldemokracji Polski i Litwy oraz części Polskiego Stronnictwa Ludowego-Lewicy. Po pierwsze partia nazywała się Socjaldemokracja Królestwa Polskiego i Litwy. Po drugie SDKPiL
nie zjednoczyło się z PSL-Lewicą, ale z PPS-Lewicą i to nie z częścią, ale z całością. Im
dalej w las, tym więcej drzew. Mówiąc o władzach nowej partii autor do wywodzących się
z SDKPiL członków kierownictwa zaliczył Werę Koszutską i Stanisława Królikowskiego
z PPS-Lewicy. Do członków kierownictwa KPP należy też zaliczyć Maksymiliana Horwitza,
też z PPS. Powszechnie znany, wielokrotnie komentowany cytat z przemówienia Felicjana
Sławoja Składkowskiego u Śpiewaka brzmi: „Bicie Żydów wykluczone, bojkot jak najbardziej wskazany”. W rzeczywistości Składkowski 4 czerwca 1936 r., podczas wystąpienia
w Sejmie, powiedział: „walka ekonomiczna i owszem, ale krzywdy żadnej”. Mieczysław
Grydzewski, redaktor „Wiadomości Literackich” miał rację mówiąc, że nawet najbardziej
znane fakty należy sprawdzać, a nie zawierzać pamięci.
Autor pisząc o żydowskich partiach politycznych ma rację, gdy wskazuje na rozpolitykowanie „żydowskiej ulicy”. Analizuje przyczyny atrakcyjności ruchu komunistycznego dla młodzieży żydowskiej. Cytuje wypowiedź Nachuma Sokołowa z 1933 r., który
skarżył na się rozdrobnienie żydowskiego życia politycznego. Skąd cytat – nie wiemy.
Przejdźmy do porządku dziennego nad stwierdzeniem, że do założenia partii wystarczał
lider i jego maszyna do pisania. Tym bardziej że władze 27 października 1932 r. przeprowadziły w Sejmie ustawę o stowarzyszeniach, ograniczającą wolność tworzenia i funkcjonowania partii.
Już na samym początku (s. 9) autor stwierdza, że „od 1905 r. zmieniała się na terenach Cesarstwa Rosyjskiego i na ziemiach polskich żydowska polityka. Powstawały liczne partie i organizacje”. Autor kilkakrotnie używa pojęcia „żydowska polityka”. Wymienia nawet jej cechy w okresie II Rzeczypospolitej (s. 138-139). Pierwsza – to
streszczenie wolności konstytucyjnych; druga – stwierdzenie, że istniały liczne żydowskie partie polityczne; trzecia – że społeczność żydowska była rozpolitykowana. Czwartej nie znalazłem. Przyznam się, że poza tekstami antysemickimi po raz pierwszy spotkałem się z określeniem „żydowska polityka”. Przyjęcie tezy o istnieniu „żydowskiej
polityki” zakłada istnienie porozumienia całej społeczności żydowskiej co do wspólnych
działań. Czy istniał jej odpowiednik – „polska polityka”? Polskie społeczeństwo też było rozbite na kilka zasadniczych kierunków politycznych, które się nawzajem zwalczały.
Dopiero w obliczu zagrożenia istnienia państwa można mówić o wspólnej postawie całego społeczeństwa, w tym jego żydowskiej części. Co do powstawania licznych partii,
spośród czterech wielkich ruchów żydowskich dwa powstały przed rokiem 1905. Zarówno Bund, jak i ruch syjonistyczny rozpoczęły działalność w latach 90. XIX wieku. Natomiast pozostałe dwa powstały tuż przed I wojną światową lub w jej trakcie, a ich powstanie nie miało żadnego związku z rewolucją 1905 roku. Agudas Haortodoksim (Związek
Ortodoksów) popularnie zwany Agudą założono w 1912 r. w Katowicach. Autor napisał,
że członkowie Agudy pomagali łapać żydowskich rewolucjonistów (s. 59), lecz nie podał, gdzie taką informację można sprawdzić. Szczególnie przy takim oskarżeniu jest to
ważne. Wreszcie ruch folkistowski zorganizował się w 1916 roku. Natomiast prawdą
jest, że rok 1905 ukształtował ostatecznie podziały ideowe i polityczne całego społeczeństwa Królestwa Polskiego i zapoczątkował wciągnięcie mas do życia politycznego.
Nie ma u Śpiewaka szczęścia Bund. Występuje jako „Robotnicza partia żydowska
Bund” (s. 90). Co prawda nie wiadomo, czy to nazwa czy określenie, ale nazwa partii
brzmiała Algemejner Jidiszer Arbetersbund – stąd skrót Bund. Autor twierdzi, że
od 1907 r. do II wojny światowej Bund pozostawał w impasie (s. 58). Dalej powtarza to
w nieco innym sformułowaniu, że partia ta „zachowała pewien wpływ na żydowskich
244_III_Recenze:244_III_Recenze 2013-01-17 18:40 Strona 614
614
Recenzje i artykuły recenzyjne
robotników” (s.90). Tymczasem w Polsce Bund był największą żydowską partią robotniczą. W wyborach sejmowych zdobywał ok. 80 000 głosów. Słowom Śpiewaka przeczy
nawet działalność oświatowa partii, która stworzyła sieć szkolną CISzO, zasięgiem porównywalną z siecią syjonistyczną „Tarbut”. Wreszcie, wraz ze wzrostem antysemityzmu rosły wpływy Bundu na „żydowskiej ulicy”. Jest też w książce mowa o subtelnych
różnicach dzielących Bund i robotnicze partie syjonistyczne (s. 138). Ale czy różnicę
w poglądach na to, gdzie ma być siedziba narodu żydowskiego, można nazwać „subtelną”? Można przeczytać, że lewica Bundu stała na gruncie ideologii komunistycznej
(s. 140). Otóż po odejściu z partii w końcu 1922 r. Kombundu partia niewiele ideologicznie różniła się od PPS. Mało tego, ściśle z nią współpracowała.
Już w części wstępnej autor napisał, że II Rzeczypospolita zaczęła się od pogromu we
Lwowie w 1918 r. (s. 23). Można to traktować jako przenośnię literacką. O tyle autor
miałby rację, że o pogromie pisała prasa światowa i Polska zaistniała w opinii publicznej jako kraj antysemicki. Ale przecież nie o to mu, jak przypuszczam, chodziło. Więc
o co? Pogrom we Lwowie nastąpił 22 listopada 1918 roku. Tego samego dnia Piłsudski
podpisał już dekret o wyborach sejmowych. Przed pogromem we Lwowie wydarzył
się 11 listopada 1918 r. pogrom w Kielcach, również z ofiarami śmiertelnymi. Na tej samej stronie wymieniony został pogrom w Pińsku i autor napisał, że pogromy zawsze uzasadniano rzekomymi wystąpieniami przeciwko wojsku polskiemu. Otóż w Pińsku nie
było pogromu, ale zbrodnia wojenna. Trudno nazwać pogromem aresztowanie, a następnie rozstrzelanie kilkudziesięciu niewinnych ludzi. Wspomnianego pogromu w Kielcach
nie próbowano z kolei uzasadnić wystąpieniem przeciw armii. Przy tym drobiazgiem
jest, że w 1937 r. pogrom miał miejsce w Brześciu nad Bugiem, a nie w Białymstoku, jak
zostało napisane w książce (s. 24). Przy tym wszystkim na stronach tych jest wiele prawdziwych, krytycznych uwag o pogromach.
Trudno się też zgodzić z autorem (s. 25), że w II połowie lat 30. XX w. powstrzymywano się od wprowadzania ustaw antyżydowskich. Formalnie autor ma rację. Unikano
w ustawach słowa „Żyd”. Ale nie ukrywano, że np. ustawy o uboju rytualnym czy adwokaturze były skierowane przeciw Żydom. Takich nieprecyzyjnych, wątpliwych czy błędnych sądów jest stosunkowo dużo i nie ma sensu zajmowanie się kolejnymi.
W zasadzie autor abstrahuje od sytuacji politycznej w Polsce. Czyni jeden wyjątek
dla wyborów sejmowych 1928 i 1930 roku. Przyznaje, że w 1928 r. komuniści zdobyli
ponad 900 000 głosów. Ale nie zajmuje się tym, co spowodowało takie masowe poparcie. Przecież nie było tak, jak kpił Tuwim:
– „Nie byłam za komuną, pani Malinowska!
Teraz tak, bo pisało, że ona żydowska”.
– „I dlatego?” – „Dlatego! Weźmy politycznie:
Żyd, drań na zły interes nie pójdzie” – „Faktycznie”33.
Autor podaje, że na listę komunistyczną głosowało 18% Polaków-katolików, 44%
Białorusinów, 7% Żydów, a pozostałe 30% to przede wszystkim Ukraińcy. I jest to jedyny fragment książki, z którego wynika, że ogromna masa Żydów była przeciwko komunistom. Wracam do tego, że warto zastanowić się, co z jednej strony pchało Żydów,
a i przedstawicieli innych mniejszości do komunizmu, a co powodowało, że masa żydowska była komunizmowi przeciwna.
Autor nie ma racji pisząc o całkowitej izolacji komunistów od socjalistów, rozciągającej się również na organizacje młodzieżowe. Ta izolacja rzeczywiście istniała na poziomie władz centralnych. Zapomina jednak np. o wspólnej akcji OM TUR i KZMP
33 Przez Tuwima Juliana na ulicy słyszana autentyczna historia kiepsko zrymowana.[1936],
J. Tuwim, Dzieła t. III. Jarmark rymów, Czytelnik: Warszawa 1958, s. 333.
244_III_Recenze:244_III_Recenze 2013-01-17 18:40 Strona 615
Recenzje i artykuły recenzyjne
615
w 1934 r. w walce z ONR oraz o „Deklaracji praw młodego pokolenia”. Sam pisze
o jednolitofrontowych „Sygnałach”, a dodałbym do tego „Dziennik Popularny”. Natomiast ma rację, że ich wpływy załamały procesy moskiewskie, a działalność przerwało
rozwiązanie KPP.
Zawarta w książce analiza komunistycznej mentalności jest ciekawa. Autor pisze
o fanatyzmie i kompletnym zatraceniu niezależności, poddaniu się autorytetowi partii
i jej ideologii, nietolerancji dla odmiennych poglądów, sekciarstwie. W pewnym sensie
następowała zmiana osobowości. Jak napisał „partia nie miała narodowości i nie służyła
celom narodowym”. Takiej samej przemianie podlegali Polak, Gruzin, Żyd czy Francuz
(s. 134). No to jakie znaczenie miała liczba Żydów w partii? Jakie znaczenie miało, czy
w kierownictwie było kilku, kilkunastu, czy kilkudziesięciu Żydów, czy też Polaków pochodzenia żydowskiego? Owszem, miało – dla przeciwników komunizmu i dla wizerunku partii w społeczeństwie, ale przecież nie dla jej linii politycznej.
Głęboka niechęć Śpiewaka do komunizmu odbija się na języku książki. Stosunek
do komunizmu nie upoważnia jednak autora do nazywania zawodowymi mordercami
wykonawców wyroków na konfidentach policyjnych (s. 120). Ilu ludzi zamordowali „zawodowi mordercy”: Hibner, Rutkowski i Kniewski oraz Botwin i Engel? W sumie zastrzelili 2 (słownie dwóch) agentów policji. Notabene każda partia rozprawiała się
z agentami w swoich szeregach. Czy autor nazwałby zawodowymi mordercami bojowców PPS, walczących z endecją w trakcie rewolucji 1905 r.? Znam przynajmniej jeden
wypadek z lat 30., gdy z polecenia władz PPS zabito człowieka, zagrażającego życiu
przywódców Bundu (!). Czy autor nazwałby zawodowymi mordercami członków podziemia, strzelających w imię wyznawanych ideologii do innych Polaków podczas II wojny światowej?
Autor ma rację pisząc, że nie istnieje dotychczas opracowanie o finansach KPP. Ma
też rację wskazując, że jej działalność finansowała w znacznej mierze Moskwa. Wiadomo np., że sfinansowała wybory 1922 roku. Opowiadał mi o tym człowiek, który część
przeznaczonych na to pieniędzy przemycił przez zieloną granicę. Ale autor epatuje sumami (s. 120) budżetu Komitetu Okręgowego KPRP w Zagłębiu Dąbrowskim, który według źródeł policyjnych miał wynosić 743 000 marek polskich. Bez znajomości wartości
realnej marki polskiej nie wiemy, czy to dużo czy mało. Podczas wymiany pieniędzy
w 1924 r. jedna złotówka warta była 1 800 000 marek. Oczywiście z upływem lat wartość marki znacznie spadła w stosunku do 1921 roku. Dalej autor podaje sumę otrzymaną ze składek, ale bez źródła tej informacji. Śpiewak pisze, że funkcjonariusz partyjny
(każdy?) otrzymywał 300 zł plus dodatki rodzinne i dodatek na zakup książek i pism
(skąd to wie, nie raczył poinformować), ale „jak można sądzić, jednym z motywów, choć
nie najważniejszym” było „dążenie do pozycji w aparacie, bo „partia dawała minimum
życiowe, pewne zarobki”. Z góry więc zakłada niskie pobudki. Sam jednak przecież pisał o dzieciach z zamożnych domów, osobach wykształconych i intelektualnie wyrafinowanych (s. 164). Odwołuje się do Wata, który pisał, że pchał ich do ruchu dandyzm.
Zresztą w całej pracy autor bezgranicznie ufa opiniom Wata. Tymczasem jego wspomnienia należy traktować krytycznie, jak każde inne źródło. Wielu młodych ludzi szło
do komunizmu kierując się poczuciem sprawiedliwości społecznej i wiarą w lepszą przyszłość, podobnie jak wielu innych utopistów. Zarazem jednak należy pamiętać, że życie
nielegalne jest znacznie droższe niż normalne. Pieniądze otrzymywali nieregularnie.
Wreszcie prawie każdy z tych działaczy mógł zarobić może nie 300 złotych, ale sumę
wystarczającą na życie bez ryzyka wieloletniego więzienia, Berezy Kartuskiej, tortur
i utraty zdrowia, pracując legalnie, a nie w podziemnej partii. Tymczasem autor nadal ma
wątpliwości co do ich postawy, pisząc: „Robili wrażenie zaangażowanych” (s.123), co
sugeruje, że o ideowości pobudek działania nie może być mowy.
244_III_Recenze:244_III_Recenze 2013-01-17 18:40 Strona 616
616
Recenzje i artykuły recenzyjne
Z jednej strony autor uważa, że Front Ludowy nie miał w Polsce większych szans
(s. 121), z drugiej przyznaje, że komunistom udało się zorganizować Zjazd Pracowników
Kultury we Lwowie w 1936 roku. Nie zastanawia go, dlaczego na zjazd „stawiły się osoby dotąd odległe od czerwonych”. Co je skłoniło do protestu? Przeciwko czemu protestowali? A może mieli rację? Uznaje, że „komuniści osiągnęli swój cel: jasny stał się podział
na partie postępu i tolerancji oraz ciemnogród, partie antydemokratyczne i antysemickie”.
Czy ten podział nie ukształtował się jeszcze podczas rewolucji 1905 r.? Ale autor kontynuuje: „Podział żywy do dziś”. Czy jesteśmy więc na tropie komunistycznej genezy dzisiejszej rzeczywistości, tak chętnie wykorzystywanym przez prawicę?
Próba skonfrontowania danych o sytuacji Żydów w II Rzeczypospolitej podanych
w książce z tym, co wiadomo z opracowań historycznych, zbytnio oddaliłaby nas od zasadniczego tematu. Tym bardziej że autor nie podaje źródła swoich informacji, jak
na przykład gdy pisze, że w pierwszym roku wielkiego kryzysu zbankrutowało 35%
„żydowskich interesów”. Jak rozumiem, pisząc o „interesach żydowskich” ma na myśli
warsztaty rzemieślnicze i sklepy. Jeśli jednak tak, to przynajmniej w stosunku do handlu
zdanie byłoby nieprawdziwe. Sklepów nie zamykano, bo i tak nie było innej pracy.
W warsztatach rzemieślniczych rosła liczba „ludzi zbędnych”, o czym pisał Stefan Czarnowski i na co wskazują badania Instytutu Spraw Społecznych34. Odwołać się też można do ówczesnych ankietowych badań Menachema Lindnera i Jakuba Leszczyńskiego.
Jakub Leszczyński zbadał 91 miasteczek w różnych regionach Polski. Od 1932 do 1937 r.
liczba sklepów żydowskich spadła z 8916 do 886835. Problemem było nie zmniejszenie
się liczby żydowskich sklepów, a gwałtowny rozwój konkurencji polskiej. Historia gospodarcza Żydów jest stosunkowo dobrze opracowana. Mamy tu poczynając już od klasycznej pracy J. Markusa, badania Jerzego Tomaszewskiego, Szyi Bronsztejna, Biny
Garncarskiej-Kadary i wiele innych prac. Jest to margines zainteresowań autora, ale tu
również należy dążyć do poprawnej informacji.
Omawiając czasy II wojny światowej Śpiewak napisał: „Antysemityzm i patriotyzm
bardzo się do siebie zbliżyły” (s. 179). Opisuje przy tym wydarzenia na Kresach, a całkowicie pomija Generalne Gubernatorstwo i stosunki w nim panujące. Nie ma ani słowa
o Żydach w PPR w okresie okupacji, a przecież w partii, obok jednego z pierwszych
przywódców Pawła Findera, było więcej osób pochodzenia żydowskiego. Autor cytuje
wypowiedź generała Berlinga, który pisał o Żydach, że „kierowali się mściwą etyką
i moralnością Talmudu” (s. 187). Oddaje to stosunek Berlinga do licznych Żydów w Dywizji im. Kościuszki i innych jednostkach armii polskiej. Śpiewak wskazuje, że tego typu wypowiedzi służyły udowodnieniu tezy, że antysemityzmowi winni są sami Żydzi.
Napisał też, że „trudno jest mówić zbiorczo o Żydach-komunistach”.
Po ciekawych stronach poświęconych nastrojom panującym wśród Żydów po wojnie
Śpiewak znów zaczyna liczyć Żydów na urzędach. Słusznie przy tym zwraca uwagę, że
mimo antyżydowskich wypowiedzi Gomułki czystki w aparacie partyjnym w Polsce były niczym w porównaniu z czystkami w Związku Radzieckim, Rumunii czy Czechosłowacji. Autor przytacza nazwiska b. dąbrowszczaków, wysokich oficerów wywiadu wojskowego (s. 220). Zabrakło wśród nich płk. Michała Brona. Zgodnie z przyjętą przez
Śpiewaka zasadą podaję, że jego ojciec nazywał się Bronstein. Mógł także wśród nich
wymienić twórców i dowódców KBW, którzy w październiku 1956 r. szykowali obronę
34 Stefan Czarnowski, Ludzie zbędni w służbie przemocy, [w:] S. Czarnowski, Dzieła, t. II, Warszawa 1956; Młodzież sięga po pracę, Warszawa 1937.
35 Menachem Lindner, Der churbn funem handl in białostoker rejon [Ruina handlu w okręgu
białostockim], „Di jidisze ekonomik” VI-VII 1937, nr 3-4; Jakub Leszczyński, Der jidisze handl
inem klejnem sztetł [Małomiasteczkowy handel żydowski], tamże, V 1937, nr 1.
244_III_Recenze:244_III_Recenze 2013-01-17 18:40 Strona 617
Recenzje i artykuły recenzyjne
617
Warszawy. Jako fałszerza historii powstania w getcie warszawskim wymienia Hersza
Smolara, który pisał, że inicjatorem powstania w getcie warszawskim była PPR. W tym
wypadku jego wina polegała na tym, że pisał zgodnie z całą propagandą partyjną. Nie był
to jednak największy grzech działaczy żydowskich PPR i PZPR wobec Żydów. Wystarczy zająć się Frakcją żydowską PPR, którą działacze innych partii żydowskich nazywali jewsekcją, lecz autor w ogóle o jej istnieniu nie wspomina. Nie ma też ani słowa o jej
współpracy z innymi partiami żydowskimi w Centralnym Komitecie Żydów Polskich.
Autor pominął całkowicie książkę Augusta Grabskiego Działalność komunistów wśród
Żydów w Polsce (1944-1949) oraz wspomniane artykuły Stanisława Krajewskiego. Miałby prawo napisać, że nic mu nie dały, jeśli tak było w istocie, ale nie powinien przemilczeć faktu, że na temat komunistów żydowskich istnieją już inne opracowania.
Zaczynając opis tego, co się działo w październiku 1956 r., autor napisał, że „antysemickie hasła były narzędziem obu frakcji” PZPR (s. 221). W tekście jednak przytacza
tylko wypowiedzi pochodzące od „natolińczyków”. Natomiast nie podał żadnego przykładu antysemickiego wystąpienia „puławian”. Sam zresztą przeczy sobie pisząc, że puławianie „kompromitowali antysemityzm jako sowiecki import” (s. 225).
To, że autor pisze, iż nie zna poza Stefanem Staszewskim żadnego komunisty w Polsce, który swoje poglądy poddał głębokiej rewizji (s. 237), oraz że żaden żydowski komunista nie zostawił po sobie rozliczeniowej biografii (s. 238), świadczy jedynie o jego
nieznajomości literatury przedmiotu. Jedni pisali autobiografie, inni listy do partii uzasadniające zerwanie z nią, jeszcze inni powieści. Najwięcej odchodziło z partii bez słowa. Śpiewak przeczy sobie, cytując powieści Stryjkowskiego, które przecież są niczym
innym, jak rozliczeniem z przeszłością. Lista rozczarowanych komunizmem jest zbyt
długa, by ją tu zamieszczać36.
Odnoszę wrażenie, że znaliśmy ze Śpiewakiem innych komunistów. On odwiedzając
ich widział na ścianach klasyków marksizmu. Byłem dobrze wprowadzony w to środowisko, bywałem zarówno w domach komunistów zajmujących wysokie stanowiska, jak
i w domach takich, którzy nie zrobili kariery w PRL, bo byli i tacy. Tylko w jednym gabinecie wisiał portret Lenina. U wydawcy jego prac. Autor przytacza anegdotę o znajomym, który celem ukrycia pochodzenia udawał przedwojennego korporanta (s. 238).
Wielu Żydów, którzy przeżyli okupację w Polsce, nie wróciło do swych nazwisk. Niektórzy ukrywali i ukrywają swoje pochodzenie do dziś. Trauma wojny, a i sytuacja
pierwszych lat powojennych nie skłaniała do ujawniania się. Poza tym warto wspomnieć,
że to pracownicy KC, w tym Zofia Gomułkowa, namawiali pracujących w aparacie partyjnym i państwowym Żydów do przyjęcia polskich nazwisk. Ta mimikra miała być swoistą ochroną partii i aparatu państwowego przed zarzutem sprawowania rządów przez
Żydów.
Autor ma problemy z określeniami w językach żydowskim i rosyjskim oraz terminologią. Napisał, że „dla ortodoksyjnych Żydów [litwacy] byli szajgecami / młodzieńcami”
(s. 48). Litwacy również byli ortodoksyjnymi Żydami – mitnagdim. Raczej więc należało pisać o opinii chasydów. Ale dlaczego mieliby nazywać litwaków młodzieńcami? Byli
wśród nich zupełnie szacowni starcy. Szajgec oznaczał raczej łobuza i było to określenie
używane na ogół w stosunku do nie-Żydów albo do młodych Żydów nie przestrzegających tradycji.
Czasami, kiedy mamy w książce do czynienia z językiem rosyjskim, wychodzą dziwolągi. Np. autor napisał (s. 65), że „tworzyli kręgi samooedukacyjne [tak w tekście],
na których uczyli się pisać i czytać”. Otóż rosyjski „krug” albo „krużok” to kółko. I ra36 Długą listę tego typu wspomnień zamieścił w swojej recenzji August Grabski, Stracona
szansa, czyli o „Żydokomunie”, Przekrój” 21 VII 2012.
244_III_Recenze:244_III_Recenze 2013-01-17 18:40 Strona 618
618
Recenzje i artykuły recenzyjne
czej, „w których”. „Tereny obowiązkowego zamieszkania” (s. 70) – to oczywiście strefa
osiedlenia. Pojawia się „Smolny (centrum żydowskie)” (s. 101). Widać ze składu zdania,
że słowa w nawiasie powinny pojawić się po terminie „Centrożyd” z końca zdania. Ale
takich niedoróbek jest znacznie więcej. „Wspólnoty żydowskie”, czyli gminy to tłumaczenie „jewriejskich obszczin”. Gorzej, kiedy błędy tłumaczenia skutkują błędami merytorycznymi. Autor cytując Dubnowa (s.101) o pogromie 18 maja 1918 r., napisał, że wydarzył się on w Nowogrodzie Północnym. Można tak określić Nowogród Wielki
w stosunku do Nowogrodu Niżnego. Ale w żadnym z nich nie było w tym czasie pogromów. Pogrom był w Nowogrodzie Siewierskim (zginęło 88 ludzi), znajdującym się
w guberni czernihowskiej, a do czasu pokoju andruszowskiego w granicach Rzeczypospolitej. Tłumaczowi Siewierski pomylił się z „siewiernym” (północnym). Czasami
autor podaje rosyjskie nazwy, co wprowadza czytelnika w błąd. Napisał o wznowieniu
pisma „Sowiecka Ojczyzna” (s. 102), ale mowa jest o „Sowietisz Heimłand”. Jednak to
różnica, czy wznowiono czasopismo po rosyjsku czy po żydowsku. Z kolei cytuje powieść Szolem Alejchema: Der Mabl (s. 52). Czy w tym przypadku z kolei nie warto było w nawiasach dodać polskiego tłumaczenia: „Potop”. Tym bardziej, że w cytacie (skąd
wziętym i przez kogo przetłumaczonym?) mowa o powodzi. Niewykluczone, że w cytacie zamiast powodzi powinien być potop. Ale sprawdzić się nie da. Ten brak odsyłaczy
do cytatów jest denerwujący. Autor określił utwór Szolem Alejchema mianem noweli,
chociaż liczy 458 stron i jest typową powieścią.
Kilkakrotnie autor używa sformułowań „historycy powiadają”, „historycy piszą”,
„historycy notują”, „według szacunków historyków”. Np. kiedy pisze o żydocentryzmie
endecji. Określenia tego nie dałoby się użyć wobec Władysława Konopczyńskiego, Władysława Smoleńskiego i całej plejady innych historyków. Na ogół za tymi sformułowaniami następuje odwołanie do jednej osoby i to nie zawsze historyka. Kiedy przeczytałem, że według historyków 75% członków SDKPiL było Żydami, sięgnąłem
do przypisu. Autor odsyła do pracy Mieczysława Sobczaka o stosunku Narodowej Demokracji do kwestii żydowskiej. A Sobczak z kolei odsyła do Stefana Szwedowskiego,
który nigdy historykiem nie był, choć jest autorem historii ruchu zetowego w Polsce, którego był aktywnym członkiem.
Autor często cytuje, nie podając kim jest autor cytatu, a to ważne. Czytelnik na ogół
nie wie kim był Danił Pasmanik (nie Pasmaniaka). Inaczej odbiera jego słowa wtedy, kiedy wie, że był działaczem syjonistycznym, a w czasie rewolucji przystąpił do Partii Konstytucyjnych Demokratów (Kadetów – ten skrót, kilkakrotnie występujący w książce, nigdzie nie został rozszyfrowany) i występował po stronie białych. Kiedy wspomina
o dekrecie Stalina o likwidacji gmin żydowskich (s. 88), to należało dodać jego funkcję – komisarza do spraw narodowości. Oleg Budnicki występuje raz jako mężczyzna,
innym razem jako kobieta (Budnicka). Co gorsza, autor w tekście wspomina o istnieniu
świetnej książki Budnickiego: Żydzi między białymi a czerwonymi, ale nie ma śladu
wskazującego na to, by z niej skorzystał. Nie jest to jedyny wypadek książki-fantoma.
Albo pisze wręcz co innego, niż autor książki przez niego wykorzystanej. Napisał, że ciało Józefa Mutzenmachera rozpoznała matka (s.117). Tymczasem w biografii, z której korzystał, wyraźnie napisano, że okazania ciała żądał – i to bez powodzenia – ojciec37.
Irytują liczne drobne pomyłki i nieścisłości, błędy w nazwiskach i imionach. Np. autor uparcie pisze imię Urickiego jako Mosiej. Myli Romana i Antoniego Zambrowskich
(s. 155). Zmienia nazwy partii tak, że czasem nie wiadomo, o jakiej mowa. Pisze o Prezydium Rady Robotniczej i Żołnierskiej, lecz nie wiadomo której (s. 86) – domyślam się,
37 Bogdan Gadomski, Biografia agenta. Józef-Josek Mutzenmacher (1903-1947), Wyd. Telson:
Warszawa 2009, s. 70-71.
244_III_Recenze:244_III_Recenze 2013-01-17 18:40 Strona 619
Recenzje i artykuły recenzyjne
619
że piotrogrodzkiej. „Żydowska grupa narodowa, bliska Kadetom” – istniała taka organizacja? Pojawiają się zdania, których nie jestem w stanie zrozumieć: „Teraz przed konserwatystami i przed postępowcami bronili Polski przed siłami rozkładowymi. Kompletny
nonsens” (s. 39). Są to może wszystko drobiazgi, ale nagromadzone zaczynają budzić
wątpliwości, nawet co do tych partii książki, które są ciekawe i rzetelne.
Wadą podstawową jest to, że książka nie odpowiada na zasadnicze, zawarte w tytule
pytanie: czym była „żydokomuna” w wydaniu komunistycznym. Po przeczytaniu książki jestem w sytuacji bohatera powieści Gorkiego Klim Samgin. Widział on jako dziecko
chłopczyka jeżdżącego na łyżwach, który znikł. I przez resztę życia zadaje sobie pytanie:
Był chłopczyk, czy go nie było. Była „żydokomuna” jako zjawisko obiektywne w ruchu
komunistycznym, a nie stereotyp antysemicki, czy jej nie było? A jeżeli nie było, to co
badał autor?
Nie interesują mnie rozmaite -izmy przypisywane Śpiewakowi. Nie mam żadnych
wątpliwości co do jego stosunku do antysemityzmu. Nie przekonują mnie rozważania,
komu takie teksty służą. Wystarczy, jeżeli książka służy prawdzie. W tej książce nie brak
stwierdzeń prawdziwych, ocen wyważonych. Czasem jednak sposób pisania utrudnia
czytanie książki, a rzekome fakty wprowadzają czytelnika w błąd. Jest ich jak na taką
książkę zbyt wiele. Wolałbym też, by w książkach powstrzymywano emocje i unikano
epitetów. Znam inne książki Pawła Śpiewaka i wiem, że potrafi pisać bez wad, które wystąpiły w Żydokomunie. Zawsze je czytałem z zainteresowaniem, a jeżeli z niektórymi tezami nie zgadzałem się, to była to niezgoda w ramach różnic, które dzielą naukowców.
Tym razem autor stworzył zbyt szerokie pole dla krytyki.
244_III_Recenze:244_III_Recenze 2013-01-17 18:40 Strona 620
Paweł Śpiewak
W ODPOWIEDZI PROF. RUDNICKIEMU
Przeczytałem uważnie recenzję profesora Szymona Rudnickiego, który poza ważnymi i trafnymi uwagami krytycznymi, typowymi dla historyków, pisze wiele o tym, czego w książce nie ma. Nie pisałem o tym, dlaczego Żydzi wybierali częściej Bund niż komunistów, dlaczego głosowali na syjonistów, dlaczego byli obecni w polskich partiach
politycznych, w tym również popierali endecję i BBWR. Takie ograniczenia książki
można wymieniać dalej. Nie mam wątpliwości, że istnieje pilna potrzeba dalszych badań
nad życiem politycznym Żydów w Polsce. Nie kwestionuję zasadności pytań Rudnickiego. Ciekawi mnie jednak co innego: dlaczego tak mało zajmują się tym polscy badacze
i dlaczego nie udzielają odpowiedzi na te naglące pytania. Sam recenzent jest autorem
wielu opracowań na temat choćby parlamentarzystów żydowskich w II Rzeczpospolitej.
Monumentalne to dzieło, ale nawet sam autor oszczędnie udziela odpowiedzi na swoje
własne pytania. Zapewne jest to zadanie bardzo trudne, bo niewiele posiadamy, wbrew
pozorom, materiałów biograficznych. Skazani jesteśmy na domysły, raz udane, raz mniej
przekonujące. W każdym razie nie od siebie domagam się podejmowania wszystkich
tych pytań, ale od historyków i akademickich uczonych. Poza tym nie sposób w jednej,
w moim przekonaniu skromnej i eseistycznej książce pisać o wszystkim. Tego rodzaju
ambicja, nawet szlachetna, byłaby nie do udźwignięcia.
Sądzę, że polscy historycy zajmujący się historią polityczną i ideologiczną Żydów są
nieliczni, a ich dokonania zazwyczaj są rzetelne, acz bardzo kronikarskie. Czytając
na przykład żmudną, a wyjątkowo nudną książkę o Żydach w PPR zaraz po wojnie miałem poczucie, że autor zebrał tysiące dokumentów, opisał różne postawy i konflikty, wykazał się olbrzymią pracowitością i rzetelnością, ale miał wyjątkowo niewiele do powiedzenia o motywach działania poszczególnych osób i frakcji, a przy tym był żałośnie
nieprzygotowany do myślenia w języku politologicznym i socjologicznym. Nie on jeden.
Monografie czy biografie bywają interesujące, ale mają w sobie często coś wdzięcznie
ciekawostkowego, natomiast nie stać ich autorów na stawianie hipotez i uogólnień nawet
o skromnym zasięgu. Nie pytają: „dlaczego?” – jak domaga się Rudnicki – a co najwyżej: „jak?”, wierni nieco zwietrzałej metodologii pozytywistycznej Augusta Comte’a.
Odbijam piłeczkę, nie dlatego, by pomniejszyć znaczenie tekstu Rudnickiego, ale
dlatego, by powiedzieć, że tradycyjna historiografia – ta, która dominuje – jest jakoś bezradna wobec pytań i problemów, które profesor w swojej recenzji stawia. Obawiam się,
że bywa też bezradna, gdy trzeba interpretować historyczne zdarzenia i myśleć o nich,
a nie tylko je szczegółowo rejestrować.
Pisałem ową książkę z bezinteresownej ciekawości, świadom pytań, jakie mnie interesują. To, że autor recenzji ich nie dostrzegł, może budzić tylko moje zastanowienie. Pi-
244_III_Recenze:244_III_Recenze 2013-01-17 18:40 Strona 621
Recenzje i artykuły recenzyjne
621
sałem książkę, mając za sobą lekturę podstawowych książek o „żydokomunie” i akcesie
Żydów do ruchu komunistycznego. Wszystkie są pomyślane w ten sam sposób i niestety, moja wypowiedź nie odbiega daleko od znanych mi już metod interpretacji (bibliografia książek, które były dla mnie ważne, znajduje się w Żydokomunie).
Po pierwsze, ciekawe i ważne jest pytanie o fenomen ideologiczny występujący
pod nazwą „żydokomuny” czy „żydobolszewizmu”. Na szczęście wiele już na ten temat
napisano i wielu historyków, głównie amerykańskich i izraelskich, przeczytało uważnie
polską prasę z czasów rewolucji 1905 r. i okresu międzywojennego. Istnieją też na ten temat poważne studia polskich badaczy. Rzecz jest w głównych zarysach stosunkowo dobrze znana i opisana. Mam wrażenie, że wątpliwości Rudnickiego, czy istniała „żydokomuna”, nader wpływowa ideologia, nie sposób pojąć. Była i trwa do dzisiaj
w wypowiedziach nie tylko potocznych, ale również w para-akademickich wypowiedziach prawicowych historyków (np. Piotr Gontarczyk w tygodniku „Uważam Rze”,
skądinąd profesjonalny historyk o wybitnie prawicowych i nacjonalistycznych skłonnościach. Trudno mi go nie tylko czytać, ale i polemizować).
Natomiast druga część moich wywodów dotyczy już innej kwestii: udziału Żydów
w ruchach radykalnie lewicowych, przede wszystkim bolszewickich i komunistycznych
(z wyłączeniem anarchizmu czy trockizmu; ale wikłanie się w analizę różnych sekt w obrębie skrajnej lewicy niewiele by wzbogaciło książkę).
Interesowała mnie konfrontacja ze stereotypami. Słowo to ma kolosalne znaczenie,
i to nie jedno, jak uważa Rudnicki. Tu polecam lekturę książek socjologicznych; nie zawsze stereotyp musi oznaczać tylko błędne, ograniczone, schematyczne widzenie jakiegoś zjawiska. Czasem słowo stereotyp odnosi się do uproszczonego obrazu grupy czy
zjawiska społecznego. Szczególnie pilna jest dyskusja nad tym, jak to się działo, że pewna, choć nie tak wielka liczba młodzieży żydowskiej przystąpiła do tego ruchu i odegrała w nim znaczącą rolę. Odegrała taką rolę, bo były to osoby często nieźle wykształcone, odważne, zdeterminowane, nawet fanatyczne. Już z tego powodu pretendowały
do podjęcia odpowiedzialnych zadań w obrębie partii komunistycznych. Same te pytania
są powodem do zastanowienia i do przemyśleń. Kilka albo kilkanaście interpretacji zaangażowania w ruch komunistyczny przedstawiłem. Inną kwestią jest to, jak udział żydowskich komunistów wpłynął nie tylko na obraz samej formacji komunistycznej (jak
wiemy, sami komuniści mieli z tym poważny problem i wyrażali wielokrotnie obawy
z tym związane), ale i na obraz samych Żydów. Wszak niezależnie od tego, czy i jak bardzo utożsamiali się z komunizmem, pozostawali często dla siebie i dla świata zewnętrznego nadal z pochodzenia Żydami i jako tacy musieli czy mogli mieć świadomość, że
jest to fakt znaczący i dla wielu nieobojętny. Ryzykowałbym nawet tezę, że ponosili
część odpowiedzialności za to, jak inne narodowości ich widziały. Pisał o tym świetnie
Szymon Dubnow, którego spostrzeżenia na ten temat cytuję.
Jest coś dla mnie niezwykle pociągającego w historii kilku pokoleń żydowskich rewolucjonistów od 1905 r. (przyjmijmy ten rok za datę graniczną). Rozpoczynali oni swoją drogę polityczną od buntu przeciw carskiemu despotyzmowi, przede wszystkim
od bundowskiego socjalizmu, od etycznego protestu przeciwko niesprawiedliwości społecznej, ograniczeniu praw, antysemityzmowi. Z czasem (to już lata trzydzieste) powodowani często szlachetnymi pobudkami stawali się funkcjonariuszami kultu ideologicznego, ślepo posłusznymi odgórnym nakazom partyjnym. Nie tylko żydowskich
rewolucjonistów spotkał podobny los. To oczywiste. Istotne jest tu wskazanie na koszta,
jakie ponieśli wiążąc się z totalitarną formacją. Ciekawiła mnie właśnie ta droga radykalnych lewicowców, można rzec – rozpisana na dziesiątki lat biografia rewolucjonistów.
Nie interesuje mnie pytanie ciekawe dla Rudnickiego: czy taka „żydokomuna” istniała. To sam profesor wie najlepiej. Z całą pewnością można mówić o jednym czy dwóch
244_III_Recenze:244_III_Recenze 2013-01-17 18:40 Strona 622
622
Recenzje i artykuły recenzyjne
pokoleniach żydowskich komunistów, których losy i wybory wymagają namysłu. Ciekawie o tym pisał Jaff Schatz. Jego badania są bardzo wiarygodne i poważne. Oprócz aktywnych członków i działaczy partii komunistycznych należałoby wziąć pod uwagę grono licznych i bardzo ważnych tak zwanych poputczików bądź fellow-travellersów.
Akurat ten temat nie był przez polskich uczonych podejmowany. Warto się nim zająć,
tym bardziej, że wśród sympatyków komunizmu znalazło się wielu pisarzy i uczonych
wysokiej rangi. Mieli znaczny wpływ na stan polskiej nauki i kultury, i to wpływ nieraz
nader ożywczy. Tym tematem akurat się nie zająłem, za co przepraszam pana Szymona
Rudnickiego, ale znów mogę napisać to samo: nie sposób w jednej książce omówić
wszystkich zagadnień, nawet bardzo interesujących. Z pewnością badania nad lewicową
inteligencją trzeba koniecznie podjąć.
Podobnie niewiele napisano o stosunku wielu żydowskich partii czy środowisk kulturalnych do Sowietów i kultury sowieckiej. Sądzę, że jeśli nawet sam komunizm nie
miał wielkiego wzięcia wśród mas żydowskich, to z pewnością wiele środowisk od Bundu po Poalej Syjon odnosiło się życzliwie do „eksperymentu” sowieckiego. Przyczyniały się w ten sposób do podtrzymania mitu rewolucji i radzieckich swobód. W ten sposób
komunizm i ruch komunistyczny zyskiwał dodatkowe uwiarygodnienie. To również
wielki temat do opisania.
Nie mam żadnej wątpliwości, że pisałem raczej książkę o charakterze eseistycznym
niż rozprawę w stylu naukowym. Czym jest lub bywa esej, pisano już wielokrotnie. Nie
widzę potrzeby definiowania tego gatunku literackiego na nowo. Esej z pewnością nie
jest tym, za co ma go Rudnicki. Jedno jest w nim ważne: prawo autora do wypowiedzi
osobistych, opartych na własnych spostrzeżeniach, nieudokumentowanych ulubionymi
przez historyków przypisami. Ograniczałem zresztą świadomie liczbę odsyłaczy, wszak
książka nie ma charakteru naukowego. Denerwuje to Rudnickiego, który ma swoje
ugruntowane nawyki czytelnicze. Esej daje mi też prawo do mocniejszych ocen, w tym
do oceny komunizmu, z którą, jak rozumiem, Rudnicki się nie zgadza.
Czasami mam teraz po roku wrażenie, że ograniczenie ilości odsyłaczy, przypisów
mogło prowadzić mnie do wręcz nieuprawionego w oczach niektórych krytyków, korzystania z wielu lektur. Zafascynowały mnie między innymi analizy zjawiska obrazu „żydo-komuny” w szkicu Marcina Zaremby opublikowanym w znakomitej książce Wielka
trwoga. Z pazernością i przekonaniem korzystałem z jego przemyśleń. Podobnie posłużyłem się wieloma tezami Scotta Ury o rewolucji 1905 roku. Wspomniałem, że korzystam z ich prac, acz zapewne nie zadbałem o to, by wystarczająco silnie zaznaczyć obecność ich słów i myśli. To był mój błąd i przeoczenie.
Otóż jestem przekonany, że komuniści byli wychowywani i kształceni przede wszystkim do dyscypliny i posłuszeństwa, do wykonywania często najbardziej brutalnych oraz
zbrodniczych działań. Wszystko w imię zasad ideologicznych, które zmieniały się wraz
ze zmianami politycznymi w Moskwie. To była formacja totalitarna (przyjmuję tu definicję totalitaryzmu Hannah Arendt, choć nie tylko jej tezy mogą nas dzisiaj inspirować)
i zarówno jej ideologia, jak i sposób sprawowania władzy były wyjątkowe. Nie mam też
wątpliwości, że tej samej tresurze wychowawczej i ideologicznej podlegali wszyscy
w obrębie partii, niezależnie od etnicznej przynależności. Oczywiście po wielu latach
zmienia się obraz komunizmu. Należy wskazać, że nie tylko wielu byłych komunistów
nieśmiało nadal broni swojej ideologii, ale że powstaje środowisko neokomunistów, którzy usprawiedliwiają stalinizm i łagodzą jego obraz. Ich głównym motywem jest, jak sądzę, odpowiedź na polski nacjonalizm. Zwykle przedstawiają dwubiegunowy obraz
świata. Istnieje internacjonalistyczna lewica oraz nacjonaliści. Niewiele pozostaje
w środku. Dopowiedzeniem są słowa o tym, jakim nieszczęściem jest książka Kamienie
na szaniec. Neokomuniści również tę ważną dla mnie księgę uznają za pokrewną nacjo-
244_III_Recenze:244_III_Recenze 2013-01-17 18:40 Strona 623
Recenzje i artykuły recenzyjne
623
nalizmowi. W ich środowisku dokonuje się swoista rehabilitacja formacji totalitarnej
i wtedy padają wobec mnie zarzuty, że przyjmuję nacjonalistyczną wizję historii Polski
i że jestem wierny wywodzącej się z nurtu endeckiego narracji (takie kuriozalne
sformułowania wypisywała na mój temat Tokarska-Bakir). Mam nadzieję, że Rudnickiemu obca jest ta postawa. Wspominam o niej by powiedzieć, że krytyka, jakie na mnie
spadła (często uzasadniona merytorycznie tym, że jakiś fakt pominąłem lub zmieniłem
imię jakiegoś bojowca i towarzysza partyjnego) ma przede wszystkim podtekst ideologiczny. Osobną kwestią są krytyczne opinie miękkich i twardych antysemitów, ale tym
nie warto się zajmować.
Prezentuję stanowisko antykomunistyczne, by powiedzieć coś oczywistego: że pewna grupa żydowskich towarzyszy była aktywnie zaangażowana w „robienie” totalitaryzmu i niestety odium spada – taka jest logika funkcjonowania stereotypu – i na resztę Żydów. Być może na tym polega tragiczny wymiar sprawy. Wielu z tych, którzy komunizm
„robili”, a byli z pochodzenia czy z narodowości Żydami, zapominało, że ponoszą też
odpowiedzialność wobec wspólnoty, z której się wywodzą.
Moja wypowiedź jest po części związana z panującym dyskursem na tematy wokół-żydowskie i w tym sensie ma również wymiar prezentystyczny. Rudnicki twierdzi, że
po mojej książce słowo „żydokomuna” straci swój złowieszczy wymiar. Jest to, przepraszam, albo niedorzeczność albo też pomówienie, które nie ma żadnego uzasadnienia.
Od historyka oczekiwałbym poważnie uzasadnionej wypowiedzi. Jeśli powiadam, że
hitleryzm uzasadniał wrogość wobec Żydów odwołując się do wizji panowania Żydów-bolszewików, to trudno o surowszą i bardziej jednoznaczną ocenę tego fenomenu.
Pamiętajmy, że obowiązek udowodnienia krytycznej opinii spoczywa na recenzencie,
a nie na krytykowanym.
Recenzja składa się z wielu mniej lub bardziej szczegółowych uwag. Nie sądzę, by
warto nimi było zajmować czytelnika. Wiele kłopotów z książką wynika z jej niestarannej redakcji wydawniczej. Moja wina, że po lekturze redakcyjnej, dokonanej w wybitnie
nieprofesjonalnym, niechlujnym wydawnictwie „Czerwone i czarne”, niezbyt dokładnie – teraz to wiem – przyłożyłem się do przeczytania książki. Wszystkie trafne i rozumne uwagi krytyczne przyjmuję z pokorą, wdzięczny za nie autorowi recenzji.