Samuraj i magiczny miecz - Extrastory

Transkrypt

Samuraj i magiczny miecz - Extrastory
Samuraj i magiczny miecz
Publikacja na extrastory.czytajzafree.pl
Autor:
Cerro
Jestem kodanshi i moim przeznaczeniem jest opowiadać historie. W jaki sposób się one
rodzą? Cóż, zwykle jest on uporządkowany, bowiem sztuka kocha systematyczność.
Dlatego najpierw spędzam długie godziny, czytając i przeglądając rodowe kroniki, słuchając
bajań krążących wśród ludu oraz zaznajamiając się z dziełami mistrzów nieporównywalnie
większych ode mnie w starodawnej sztuce snucia opowieści. Później z tych drobnych
kamyczków buduję mozaikę w jej ostatecznym kształcie, opowieść, którą ofiarowuję
słuchaczom.
Są jednak historie, które przybywają jak delikatny zapach przywiany wiatrem i dopraszają
się uwagi. Muszą zostać opowiedziane. A ja z reguły potrafię zrobić to porządnie tylko raz,
bo każde zdanie rodzi się pod wpływem niepowtarzalnej chwili natchnienia. Dlatego moczę
pędzel w tuszu i stawiam czarne znaki na karcie papieru, bowiem słowa wypowiedziane z
pomocą dłoni i znaków pisma trwalsze są od ulotnego, znikającego z pamięci brzmienia
głosu najlepszego nawet mówcy.
To właśnie jedna z takich opowieści.
***
Wydarzyło się to w latach Keicho, ale szczerze mówiąc jest to jedna z tych historii, dla której
epoka nie ma wielkiego znaczenia. Traktuje bowiem o poszukiwaniach, one zaś zawsze są
takie same. Przebiegają różnie w szczegółach, na rożne przeciwności losu natrafia
szukający, z różnymi rozterkami musi się zmagać, ale u samego źródła każde poszukiwane
okazuje się takie samo.
Otóż w owych latach, swoje własne poszukiwanie rozpoczął młody samuraj imieniem
Kuromizawa Toru. Tak się wydarzyło, że jego ojciec ściągnął na ród złą sławę, ginąc
niegodnie w czasie pijackiej burdy z rąk rzezimieszków, których z nadmiaru shochu
sprowokował do ataku. Jego pocięte ciało znaleziono w rzecznym rowie, sprawcy zaś
pozostali nieuchwytni, nieliczni bowiem świadkowie – a była to grupka wiejskich dzieci
bawiąca się nad rzeką i młoda kobieta z pobliskiego domu – nie potrafiła podać żadnych ich
cech szczególnych. Nie była to też żadna miejscowa, znana ludności banda.
Strona: 1/6
Wszelkie prawa zastrzeżone dla CzytajZaFree | Zobacz opowiadanie na extrastory.czytajzafree.pl
Oto całkiem anonimowa gromada łajdaków zaszlachtowała pijanego samuraja, Kuromizawa
Toru nie mógł zaś w żaden sposób dopełnić synowskiego obowiązku i odebrać zemsty, aby
przywrócić swojemu nazwisku chwałę i miejsce na cesarskiej liście szlachetnych rodów.
Martwego można pochować, ale na hańbie podobne sztuczki nie wywierają wrażenia,
przykleja się bowiem do człowieka jak miód, chociaż smak ma raczej gorzki.
Tak się jednak stało, że Toru zasłyszał od swojej dawnej niańki, kobiety uwielbiającej snuć
dziwne opowieści jak na starą niańkę przystało, historię magicznego przedmiotu, ukrytego
wśród szczytów japońskich gór.
– Ów przedmiot – powiadała niańka – to miecz, wykuty przez niezwykle biegłego w swym
fachu płatnerza. Nie miał ten mistrz imienia ani nazwiska, bowiem chociaż urodził się
zwyczajnym chłopcem w zwyczajnej rodzinie, w wieku lat dziesięciu nagle przestał rosnąć.
Nie był karłem, zwyczajnie więcej już nie rósł. Mieszkańcy jego wioski przerazili się, że
dotknęła go klątwa złych duchów i za radą mnichów z pobliskiego klasztoru wygnali, a
wtedy ten człowiek wyrzekł się swojego imienia, nie chcąc, by cokolwiek łączyło go z
dawnym życiem.
– Dlaczego przestał rosnąć, mateczko? – spytał wtedy Toru.
Kobieta cmoknęła niecierpliwie, bo nie lubiła, gdy jej przerywano opowieści.
– Któż to wie? Na świecie dzieją się i dziwniejsze rzeczy – stwierdziła. – W każdym razie na
wygnaniu nauczył się on mistrzostwo kuć miecze, zgodnie z prawidłami sztuki i religii, a
każdy, kto nabył u niego miecz zgadzał się, że lepszych ostrzy na świecie nie ma. Nigdy ów
płatnerz nie przyznał się, kto w dalekich górach nauczył go tak kunsztownie wykonywać
broń, lecz dopatrywano się w tym działania nadludzkich istot. Wkrótce płatnerzowi
przestało wystarczać kucie zwykłych mieczy i zaczął wykuwać magiczne. Wszystkie
magiczne miecze na świecie wyszły spod jego sprawnych rąk, a ostatni, szczególnie
potężny, zawiera w sobie ducha płatnerza, którego wyrwał swemu twórcy. Taka była kara
płatnerza, który uznał, że jest dość potężny, by kuć magiczne miecze.
– To ciekawa opowieść, mateczko, ale nie zbliża mnie do wypełnienia synowskiego
obowiązku.
– Jest panicz niecierpliwy zupełnie jak za młodu! – zauważyła niańka. – Jednym z mieczy i
zapewne najlepszym, jaki wykonał płatnerz, był miecz, który pomaga właścicielowi
wypełniać godnie jego powinności nakazane honorem. Prowadzi go tam, gdzie musi się
znaleźć i wskazuje wrogów, których krwi powinien skosztować. I dopiero tutaj kończy się
moja opowieść.
Historia ta dała Kuromizawie Toru wiele do myślenia. Wiedział bowiem, że ojciec jego
powinien zostać pomszczony. Zbadał wiele kronik i wysłuchał wielu opowieści, by rozwikłać
zagadkę miejsca ukrycia magicznego miecza. Następującym torem biegły jego myśli: Ojca
spotkała niegodna śmierć i przez to nad rodem ciąży hańba, ciąży także i nade mną. Mogę
uwolnić się od niej, rozcinając sobie brzuch, lecz moja godna śmierć nie przywróci raz
utraconej chwały nazwisku Kuromizawa. Sam znaleźć zabójców mego ojca nie zdołam, lecz
ten miecz wskaże mi drogę do wypełnienia synowskiego obowiązku, a więc do pomszczenia
śmierci ojca. I nie dziwi wcale, że wkrótce ogarnęła go na punkcie magicznej broni obsesja,
nic bowiem tak nie zaprząta myśli samuraja, nawet zhańbionego, jak honor.
Po zapoznaniu się z legendami i zapisami kronik, Toru doszedł do wniosku, że potrafi z
Strona: 2/6
Wszelkie prawa zastrzeżone dla CzytajZaFree | Zobacz opowiadanie na extrastory.czytajzafree.pl
pewną dokładnością wskazać miejsce ukrycia miecza. Wziął więc zapas ryżowych kulek i
sake, przypasał swoje miecze i wdział słomiane sandały, i ruszył w drogę ku górom, gdzie
spodziewał się odnaleźć magiczną broń.
Wiele dni i nocy wędrował, pokonując niezliczone demony, które tylko czyhają na
wędrowców odbywających najważniejszą wyprawę swego życia, aż dotarł do stóp góry,
której nie ma na żadnej z map i której ludzki język nigdy nie nazwał. Wydarzyło się to po
doprawdy długim czasie wędrówki, gdyż Toru mocno przecenił swoją domyślność odnośnie
lokalizacji miecza.
Szczyt owej góry zawsze bielił się od śniegu i lodu. W wiosce u jej stóp powiadano, że nikt z
tych nielicznych śmiałków, którzy próbowali tam się dostać, nie powrócił żywy. Ale może,
myślał Toru, jedząc posiłek w miejscowej gospodzie, po prostu nie chcieli tu wracać.
Jedzenie bowiem, a stanowił je ryż z mięsem, było tak okropne, że żołądek przewracał się
na lewą stronę.
Zmusiwszy się, by zgodnie z zasadami uprzejmości i nakazem bushido dotyczącym
zwalczania słabości , zjeść ów ohydny posiłek, Toru począł wypytywać miejscowych o
magiczny miecz. Ponieważ sednem poszukiwań jest to, by były one jak najtrudniejsze, co
służy stosownemu hartowaniu charakteru szukającego, ludzie niechętnie dzielili się z nim
wiedzą.
W końcu, gdy słońce chyliło się ku zachodowi, młody samuraj znużony powrócił do gospody.
Izba świeciła pustkami, tylko służąca, która usługiwała mu przedtem przy jedzeniu, myła
stoły, zgarniając z nich kurz i resztki jadła.
– Twoi ziomkowie to małomówni ludzie – powiedział Toru do tej dziewczyny, sam niepewny,
czemu ją zagaduje.
Uniosła na niego oczy i potaknęła:
– Tak, ale ja odpowiem chętnie na wszystkie pana pytania.
– A wiesz coś o magicznym mieczu, który podobno jest na szczycie góry, nienazwanej przez
ludzi, o szczycie pokrytym śniegiem?
– Wszystko.
Toru zadumał się wówczas nad tym jak uparcie los ciska mu kłody pod nogi, bowiem osoba,
która mogła mu pomóc, była jedną z pierwszych napotkanych w wiosce. On zaś stracił cały
dzień na wypytywanie innych mieszkańców.
– Co w takim razie wiesz?
– Miecz znajduje się na szczycie góry, a ścieżki, które tam wiodą, nie są bezpieczne. W
porastającym górę lesie gnieżdżą się demony i po stokroć gorsze od nich upiory, które
prześladują śmiałków odkąd tylko ich ujrzą.
Kuromizawa Toru zadumał się ponownie. Demonów się nie bał, wiele ich już zgładził. Lecz
upiory były kłopotem, nie można bowiem przeciąć mieczem niespokojnej duszy. Kiedy zaś
taka przylgnie do człowieka, to jakby przylgnął do niego cień śmierci, wysysa bowiem ze
swej ofiary życie, prowadząc ją wprost w zimne objęcia grobu. Nie takiego zgonu pragnął
młody, dzielny Kuromizawa.
Strona: 3/6
Wszelkie prawa zastrzeżone dla CzytajZaFree | Zobacz opowiadanie na extrastory.czytajzafree.pl
– Z twoich słów wynika, że żaden człowiek nie może się tam dostać. Lecz czyż nie ochronią
go sutry, pobożne zaklęcia i święte amulety?
– Być może ochronią – przyznała służąca. – Lecz pewien mnich powędrował raz ku szczytowi
góry, zaopatrzony w to wszystko i pożarły go wilki.
Toru okazał zdumienie:
– Wilki? Wszak wilk jest strażnikiem gór, przychylnym ludziom.
– Wilk jest strażnikiem gór – przyznała dziewczyna. – Dlatego nie wpuszcza obcych, którzy
nie zdobędą sobie jego przychylności. – Milczała chwilę. – Jest inny sposób, las ten bowiem
zamieszkuje osoba, która może pana zaprowadzić aż na szczyt góry. Nazywają ją tu Wilk,
Okami, bowiem nosi odzienie z wilczych skór.
– Czy możesz mnie do niej zaprowadzić? – spytał Toru, a służąca przytaknęła.
Tak się rozstali.
***
Następnego dnia, jeszcze przed śniadaniem, którego Toru za nic nie chciał jeść, mając
wciąż w ustach posmak poprzedniego posiłku, służąca zaprowadziła go leśną ścieżką w głąb
leśnej gęstwiny.
– Tutaj musi pan czekać – powiedziała po pewnym czasie i zawróciła.
Toru czekał, walcząc z niepokojem. Nie podobało mu się to miejsce, ciemne i mroczne,
gdzie tylko wiatr od czasu do czasu poruszał trącymi o siebie konarami drzew. Zdawało mu
się, że w każdej koronie kryć może się przebiegły, leśny zabójca, a każdy błysk między
pniami był jak błysk wilczych ślepi.
Dzielny Toru tak się skupił na wypatrywaniu niebezpieczeństw w różnych mrocznych
zakamarkach lasu, że nie zauważył, gdy na ścieżce za jego plecami pojawiła się ludzka
postać, póki nie chrząknęła znacząco. Wówczas drgnął, a odwróciwszy się, ujrzał przed sobą
istotę niezwykłą.
Jak mówiła służąca, odziana była w wilcze skóry. Szary ogon zwieszał się z tej obwiązanej
wokół jej bioder. Połowę twarzy krył nasunięty na oczy, wilczy czerep. Pod nim zaś wygięły
się w uśmiechu bardzo czerwone usta, z czarnym znamieniem nad nimi. Skóra Okami była
bardzo blada. Prócz wilczych futer, ciało jej okrywało damskie, białe kimono.
– Przybyłem... – począł mówić Toru.
– …po magiczny miecz, który wskaże ci zgubioną ścieżkę bushido – dokończyła za niego
Okami.
Kuromizawa Toru zadziwił się wielce.
– Ogromna jest twoja przenikliwość – przyznał.
Strona: 4/6
Wszelkie prawa zastrzeżone dla CzytajZaFree | Zobacz opowiadanie na extrastory.czytajzafree.pl
– Można tak rzec – potwierdziła. – Chociaż w rzeczywistości po prostu wszyscy samurajowie
przychodzą tu po to samo.
– Rozumiem, że jesteś strażniczką tego miejsca – powiedział Toru. – Gotów jestem cierpieć i
przejść przez wszystkie próby, jakie mi wyznaczysz. Nie ugnę się, udowodnię swoją cnotę i
czyste intencje, by zdobyć magiczny miecz, który pozwoli mi zmazać hańbę z nazwiska mej
rodziny.
– To bardzo szlachetne z pana strony – zapewniła Okami. – Teraz jednak po prostu chodźmy.
***
I tak Okami, strażniczka bezimiennej góry, powiodła dzielnego samuraja na spotkanie z jego
przeznaczeniem. Szli ścieżkami, które znają tylko demony i wilki, i oczywiście także Okami.
Nocą wśród pni drzew przemykały upiory w postaci wychudłych jak szkielety ludzi o nogach
przeobrażonych w smugi szarego dymu. Taką postać przyjmują bowiem dotknięci przez
śmierć, którzy nie chcą lub nie mogą zażyć spokojnego odpoczynku.
Mimo tych strachów, Okami nie pozwoliła rozpalić ognia, by odpędzić chłód i zmory.
– Upiory przywykły do głupców, którzy niepokoją ten las – wyjaśniła. – Jeśli nie rozpalimy
ognia, nie zobaczą nas lub uznają za jego część. Gdy zaś znajdziemy się w blasku ognia,
przylgną do nas i powiodą nas ku śmierci.
Toru siedział więc z nią w ciszy i ciemności, jedząc ryżowe kulki i pragnąc odgonić nieco
samotność, lecz nie mieli o czym mówić. Pogrążył się w myślach, co uczyni, gdy już
zdobędzie miecz. Wciąż jednak umysł jego kierował się ku Okami, więc w końcu zapytał o
nurtującą go głęboko sprawę:
– Czy ten czerep ci nie przeszkadza, strażniczko? Nic chyba przez niego nie widzisz?
Ona spokojnie uniosła czerep i pokazała mu twarz. Jej zamknięte oczy szpeciły szkarłatne
szramy, biegnące od czoła ku kościom policzkowym.
– Nie przeszkadza, bo jestem ślepa – wyjaśniła, nasuwając z powrotem czerep na oczy.
Po chwili ciszy, Toru odezwał się znowu:
– To prawda, że pewnego mnicha pożarły tu wilki?
– Tak – odrzekła Okami. – Była to bowiem ciężka zima i doskwierał im głód, skusiło je zatem
ludzkie mięso.
– Stały się więc ludojadami, bowiem drapieżnik, który raz posmakuje ludzkiej krwi, łaknie jej
już zawsze.
– To kłamstwo. Mięso ludzkie jest niesmaczne.
Toru nic nie odpowiedział, nie zapytał również, skąd Okami zna smak ludzkiego mięsa.
Uznał, że lepsze pocieszenie odnajdzie w tykwie z sake niż w rozmowie ze strażniczką
Strona: 5/6
Wszelkie prawa zastrzeżone dla CzytajZaFree | Zobacz opowiadanie na extrastory.czytajzafree.pl
bezimiennej góry.
***
Tak, wśród dziwów i strachu, krocząc najpierw lasem, a potem śnieżnymi polami, dotarli na
szczyt góry. Leżał tam wielki głaz, a w niego tkwił wbity miecz o pięknej rękojeści.
– Oto jest magiczna broń – powiedziała Okami.
– I tylko godzien tego może jej dobyć? – upewnił się Toru.
– Po prostu jest tak wspaniała, że przecina nawet kamień i ten, kto porzucił tu ten miecz,
wbił go w skałę, by się nie poniewierał. Mógł jednak nieco przymarznąć.
Kuromizawa Toru podszedł do miecza, z nabożną czcią ujął rękojeść i pociągnął. Rozległ się
suchy trzask, gdy pękł metal tak stary, że mimo znakomitości przeżarła go rdza i oto
dzielny, młody samuraj trzymał w dłoni ułamek cudownej broni, której magia przepadła
wraz z pęknięciem ostrza.
– Cóż – powiedziała Okami. – Widocznie tkwił tu nieco zbyt długo. Szczerze mówiąc, od
dawna nie mieliśmy żadnego śmiałka, który próbowałby go wyciągnąć. A tamtym
poprzednim nawet złamać się go nie udało, tylko naszarpali się niepotrzebnie przed
seppuku.
Lecz dzielny, młody samuraj jej nie słuchał, gdyż pogrążył się w rozpaczy. Oto złamał
jednym nieuważnym szarpnięciem ostatnią nadzieję na zmycie hańby ze swego rodu.
Zrozpaczony, padł na kolana. Zrzucił z ramion odzienie i podwinął pod kolana, by nie paść w
hańbiącej pozycji. Dobył wakizashi i zamknął oczy na chwilę, rozważając, jak ponury los
dotknął jego ród. Oto, straciwszy nadzieję na zmazanie hańby rodziny, zmazać mógł
przynajmniej własną.
Wraził miecz w brzuch i ciął, od lewej do prawej, potem zaś ku górze. Nie było jednak
nikogo, kto ujrzałby jego wnętrzności i tym samym czystość jego myśli oraz intencji. Uczynił
wszystko, co mógł, teraz zaś nie miał nadziei i tylko zmycie hańby mu pozostało.
Tak oto dzielny, młody Kuromizawa Toru dokonał swego żywota, za jedynego świadka
swego oczyszczenia mając ślepą kobietę żyjącą wśród upiorów i demonów na bezimiennej
górze. A kiedy wydał już ostatnie tchnienie, Okami westchnęła cicho i usiadła na głazie.
Ludzie z wioski przybyć mieli jak zawsze o zmierzchu.
Nie pierwszy Kuromizawa, zrozpaczony, że chociaż dotarł do miecza, nie może go dobyć,
zmazał swą hańbę na szczycie tej góry. Chociaż on pierwszy go zniszczył i plotki o tym
musiały obiec Japonię. Takie historie zawsze szybko się roznoszą. Pojawi się może jeszcze
kilku śmiałków, a później nikt już najpewniej nie postawi stopy na szczycie bezimiennej góry.
– I dobrze – westchnęła Okami, niepomna, że słucha jej tylko las. – Może przynajmniej
posiłki w wiosce staną się nieco smaczniejsze.
Strona: 6/6
Wszelkie prawa zastrzeżone dla CzytajZaFree | Zobacz opowiadanie na extrastory.czytajzafree.pl